Goniec

Register Login

piątek, 19 maj 2017 15:10

SPALENI SKRZYDŁEM ANTYCHRYSTA (13)

AntczakWojciech        Nie szli, jak zwykle, do „gabinetu” porucznika Kwiatyckiego, ale w przeciwnym kierunku i już po chwili otworzyły się przed nim drzwi. Ku swemu zdziwieniu, zobaczył siedzącą za biurkiem kobietę.

        – Nazwisko, imię i wasza data urodzenia? – zapytała.

        Po otrzymaniu odpowiedzi zaczęła pobieżnie przeglądać jego akta. W pewnym momencie, zainteresowana czymś, zaczęła się w nie wczytywać. W tym czasie Stanisław przyglądał się jej z uwagą. Sprawiała wrażenie inteligentnej. Niezbyt ładna, ale elegancka, w szarym kostiumie w pepitkę, w białej bluzce z wykładanym kołnierzykiem. Czy zgrabna? Nie widział jej nóg zasłoniętych biurkiem. Patrzył na jej skupioną twarz o skromnym, lecz starannym makijażu i fryzurze, jakby dopiero co wyszła od fryzjera. – Dziwne – pomyślał – zwłaszcza teraz, w środku nocy...

Opublikowano w Lektura Gońca
piątek, 12 maj 2017 00:48

SPALENI SKRZYDŁEM ANTYCHRYSTA (12)

AntczakWojciech        – ...i błogosławię was w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen – usłyszał słowa ojca Grzegorza. 

        – Idźcie w pokoju Chrystusa.

        – Dziękujemy – odpowiedział „Orkan”.

        Na dworze wciąż jeszcze panował mrok. Gdy wychodzili już na ulicę, ojciec furtian ostrzegł ich, zniżając głos, powiedział:

        – Panowie, uważajcie! SS-mani czają się w ogródkach działkowych!

        – A nie mówiłem – dodał „Waligóra” z wątpliwą satysfakcją.

        W kilka godzin później oddziały SS pod pozorem ukrywania w klasztorze broni rozstrzelały wielu zakonników, a także i tych spośród okolicznych mieszkańców, którzy przyszli tu, aby wysłuchać Mszy Świętej. Tylko nielicznym udało się uratować z tej masakry.

Opublikowano w Lektura Gońca
piątek, 12 maj 2017 00:19

Pamiątki Soplicy (56)

pamiatki-soplicy        To źle bez wątpienia, ale gdyby taka wiara była jak uczynki, to byłoby jeszcze gorzej. Co złego, temu przyganiajmy; lecz czemu nie pochwalić, co jest dobrego?

        Po nabożeństwie była sesja ekonomiczna, na której sam starosta, jak zwykle, zasiadał; o wszystkim wiedział, nic bez jego rozkazów się nie robiło. To był zawołany gospodarz, a nie tylko dyspozytorowie nagromadzili się, ale i ciwunowie, których tam przysiężnymi zowią, a każdego wysłuchał i badał, tym łatwiej, że po ukraińsku mówił jak diak. A Kozacy z nahajem stali przed oknami kancelarii, gotowi sypać plagi na znak pański. 

        Jakoż nie obeszło się bez kilku egzekucji. Strach się malował po twarzach wszystkich oficjalistów. Jedna spomiędzy wielu egzekucji dnia tego, chociaż boląca, nieco mnie rozśmieszyła. Przed kilką tygodniami pan starosta był przedał certum quantum [pewną ilość] pszenicy filiponom kaniowskim. Otóż w jednym folwarku dyspozytor, zniósłszy się z przysiężnym, kilkanaście korcy czelnej pszenicy w poślad wmieszał i sobie zabrał w moc ordynarii; bo że w tym roku jarzyna chybiła w Kaniowszczyźnie, poślad pszenny w miejscu owsa przyjmowali ordynariusze. Ale pan starosta, co wszystkiego zawsze doszperał przez swoich Kozaków, po nitce dobrał się do kłębka; rozgniewał się tedy okropnie i krzyknął na Kozaków, by położyli dyspozytora. Ale ten zaczął się wymawiać swoim szlachectwem, że nie jest on z takich, co ich najwięcej na Ukrainie i Wołyniu, co to tylko szlachcic alias, ale że on jeszcze z dziada i pradziada ma zasługi w domu Potockich. A trzeba wiedzieć, że pan starosta zawsze miał wzgląd na szlachectwo, o którego rzetelności był przekonany. Zaraz się opamiętał:

Opublikowano w Lektura Gońca
piątek, 05 maj 2017 15:24

SpaleNI SKRZYDŁEM ANTYCHRYSTA (11)

AntczakWojciech        Dalej zdecydowali się na przejście z tyłu domów ogródkami. Przedzierali się przez kartofliska, krzewy z dojrzewającymi pomidorami i grządki warzyw. Wreszcie, będąc już blisko domu, celu pierwszego etapu ich marszu w ciemnościach, usłyszeli jak ktoś ściszonym głosem zapytał o hasło i odzew. Zza domu wyszedł dryblas z automatem „błyskawicą” wycelowanym wprost w nich.

        – Nareszcie... Bo już żem myślał, że coś się z wami stało – powiedział, przybliżając lufę automatu niebezpiecznie blisko piersi „Waligóry” równego mu wzrostem.

        – Kolego, czy mógłbyś te „giwere” skierować w inną stronę – zwrócił mu uwagę „Waligóra”.

        – A co, cykor cie obleciał?

        – Nie, ale nie lubie, jak taki frajer jak ty, bez powodu celuje odbezpieczonym „rozpylaczem” wprost we mnie. Kapewu?

        – Panowie! Tylko bez kłótni! – uciął to dość stanowczo „Virtus”. – A teraz proszę o zaprowadzenie nas do dowódcy.

        – Sie robi – odpowiedział dryblas z „błyskawicą”.

Opublikowano w Lektura Gońca
piątek, 05 maj 2017 14:57

Pamiątki Soplicy (55)

pamiatki-soplicy        List był krótki, w którym mój książę prosił o łaskawe przyjęcie swego sługi. Pan starosta z przymileniem powiedział:

        – Proszę, panie bracie, rozgośćcie się w moim domu. Nie puszczę waszeci od siebie, pokąd tydzień nie upłynie. Dziś sobota, wodu piju jak sełczyn [kaczor], ale jutro upijem się z sobą, bo ty dobra detyna i zuch, a do tego sługa (tu zdjął czapkę) JO. księcia wojewody wileńskiego. To pan nad pany! koły ty jeho dworanin, to ty ne hirszy za mene; ja by sam u niego służył. Na to pan Łopuski:

        – A jużci tego nie pozwolim! Tamto litewski pan, a pan nasz pan; nam, szlachcie, służyć, a wam, równym sobie panom, panować.

Opublikowano w Lektura Gońca
czwartek, 27 kwiecień 2017 23:21

SpaleNI SKRZYDŁEM ANTYCHRYSTA (10)

AntczakWojciech        Otóż, mam dla pana zadanie, panie poruczniku, a właściwie misję do spełnienia. Chodzi o dostarczenie Komendzie Głównej dokumentów przygotowanych przez „dwójkę”, które dziś właśnie otrzymałem, a dotyczą niemieckich planów względem Ochoty i Woli na najbliższe dni, więc czas dostarczenia odgrywa tu bardzo dużą rolę, ponadto zabrałby pan, przy okazji, listę przedstawionych do odznaczenia oraz propozycje awansu z całego pułku. To nie będzie ciężkie. Płaski, aluminiowy pojemnik wielkości neseseru. Dostarczy pan to panu pułkownikowi „Jastrzębcowi”, szefowi Oddziału VI Komendy Głównej. Sprawa jest dość pilna, jeśli chodzi o niemieckie zamierzenia, a z awansami można by, co prawda, jeszcze poczekać, niemniej, ze względu na podtrzymanie wysokiego morale żołnierza, wolałbym, aby i to zostało doręczone dowództwu, także jak najprędzej – mówił major, z trudem opanowując zmęczenie i senność. 

        – Chciałbym, żeby wyruszył pan jeszcze przed świtem. Przesyłka, jak już wspomniałem, ma trafić do rąk własnych pana pułkownika „Jastrzębca”. Gdyby jednak okazało się to niewykonalne, to proszę przekazać te materiały któremuś z oficerów Komendy, najlepiej najwyższemu rangą. W najgorszym zaś wypadku, gdyby nie udało się panu tej poczty dostarczyć, zabezpieczy ją pan, zakopując w miejscu przez siebie wybranym, tak aby po zakończeniu działań wojennych można ją było odzyskać, a o miejscu ukrycia powiadomi pan mnie przez łącznika. Nie muszę panu przypominać, że te materiały w żadnym wypadku nie mogą się dostać w niepowołane ręce...

        – Oczywiście, panie majorze.

Opublikowano w Lektura Gońca
czwartek, 27 kwiecień 2017 23:14

Wspomnienia z mojego życia (61)

Bycs        Ceniłem też w Smoleńskim to, że nigdy nie dyskutował z żadnym profesorem na temat, który był w mojej kompetencji, bez mojego udziału, jak i nie zdarzyło się, by zajął odmienne ode mnie stanowisko.

        Moja pozycja w Politechnice, w Ministerstwie Szkolnictwa Wyższego, jak i w Komitecie Warszawskim PZPR, zaczęła tych hochsztaplerów, stojących na czele komitetu zakładowego PZPR i prezydium związku na Uczelni, razić i denerwować. Z początku szukali różnych okazji, żeby mnie zapraszać na swoje zebrania, posiedzenia, pytać o moje plany, próbowali narzucić obowiązek konsultowania z nimi zamierzonych decyzji itp. Trafiła jednak kosa na kamień. Ponieważ nie mogli strawić swojej bezsiły ani znaleźć poparcia dla swoich dążeń ani u rektora, ani w Ministerstwie, ani w Komitecie Warszawskim, uciekli się do najpodlejszych metod – wysyłania fałszywych donosów, zwłaszcza do Najwyższej Izby Kontroli. Jedna kontrola za drugą zaczęły się zjawiać na Politechnice, przewracając dokumenty to w jednej, to znowu w drugiej komórce, a nie znalazłszy nic obciążającego mnie, spisywały protokół i wychodziły. Na drugi dzień przychodzili inni. Czasem działały dwa – trzy zespoły kontrolne jednocześnie.

Opublikowano w Lektura Gońca
czwartek, 27 kwiecień 2017 22:57

Pamiątki Soplicy (54)

pamiatki-soplicy        Jeszcze księciu wojewodzie wileńskiemu residuitatis [pozostałości] zostawało u pana kaniowskiego czternaście tysięcy, które się zawiodły z powodu zamieszek krajowych od śmierci Augusta III. Książę pan, wróciwszy do Ołyki z Lublina po ukończonym interesie z książętami Lubomirskimi, przypomniał sobie, że mu jeszcze coś należy od starosty kaniowskiego, a chcąc mi łaskę wyświadczyć za moje usługi, darem darując, odstąpił mnie tych czternastu tysięcy, dodając:

        – Panie kochanku! Waszeć teraz na Rusi, rusza jże sobie do Kaniowa po pieniądze, abyś z gołymi rękoma nie pokazywał się żonce, której od waści kłamać się będę.

        Padłem do nóg mojemu JO. panu. Czternaście tysięcy wtedy był piękny grosz, a nawet i teraz, kto by ich na drodze nalazł, nie szczędziłby rąk swoich do ich podniesienia. Ale jak zaczęli mi ludzie mówić o dziwactwach pana starosty, że zamiast monety srebrnej nietrudno w Kaniowie o rzemienną, niemałom się nafrasował, lecz powiedziałem sobie:

        – Naprzód, panie Sewerynie! Czyż już dla wilka nie iść do lasu, choć skóra w strachu? Ojciec dzieciom czternaście tysięcy dla strachu nie opuści, chybaby już oczu nie pokazać między ludźmi.

Opublikowano w Lektura Gońca
piątek, 21 kwiecień 2017 14:50

SpaLENI SKRZYDŁEM ANTYCHRYSTA (9)

AntczakWojciechX

        Siedzieli tu już ponad dwie godziny. Dochodziła ósma. Głodni, wymęczeni, nie bardzo wiedzieli, co dalej robić. Siedzieli bez słowa zanurzeni we własnych myślach i nagle w tej ciszy, kiedy zarówno oni, jak i Niemcy wyczekiwali na jakikolwiek ruch, doszło ich ciche, jakby nieśmiałe pukanie do zaryglowanych drzwi bramy. „Virtus” z „Szymonem” wymienili pytające spojrzenia. Po chwili przyszedł z dołu jeden z chłopców.

        – Panie poruczniku, melduję, że przy bramie jest łączniczka od pana majora „Burzy”. Czy mamy ją tutaj wpuścić?

        – Dobrze sprawdziliście? Naprawdę łączniczka? I na pewno sama?

        – Pójdę się upewnić.

        Wrócił po kilku minutach.

        – I co?

        – Jest sama.

        – A jak to sprawdziłeś?

        – Poszłem piwnicami, aż na sam koniec budynku i...

        – No, dobra, wpuśćcie ją – rozkazał i na wszelki wypadek odbezpieczył broń.

Opublikowano w Lektura Gońca
piątek, 21 kwiecień 2017 14:44

Wspomnienia z mojego życia (60)

Bycs        Inż. Anders, który od lat kieruje ćwiczeniami, zna te tereny doskonale i wie, że „Góra Proboszczowska” należy do miejscowej jednostki wojskowej – budowlanej, która przed dwoma laty rozpoczęła budowę jakiegoś pawilonu, ale z nieznanych mu powodów przerwała w ub. roku pracę. Stoją tu 2 baraki, w nich kilkanaście łóżek zbitych z desek, stało kilkanaście tysięcy cegieł w kozłach – materiał na zamierzoną budowę, oraz fundamenty pod jakiś budyneczek. Był też dół z wapnem. Stąd piękny widok na całe miasto i okolicę. Wojsko wykonało również utwardzoną drogę prowadzącą dość stromo głębokim wykopem aż na szczyt góry.

        W cieniu jedynego młodego drzewka na tej górze, w upalne południe lipcowe siedzimy na granicznej miedzy i rozprawiamy, próbując zgadnąć, jaka nas czeka propozycja ze strony władz miejskich. Ja nie lubię zgadywać, ale w tym wypadku nietrudno było domyślić się, iż istnieje możliwość nabycia tej działki. Zapytani prof. Lazzarini i Anders, czy odpowiadałaby ona potrzebom wydziału, entuzjastycznie przyjęli moje pytanie, uważając je za gotowość kupna. Teraz pytanie – od kogo i na jakich warunkach. Za godzinę będziemy zapewne wszystko wiedzieli.

        Od strony miasta góra stanowiła wysoką, bardzo stromą skarpę, porośniętą potężnymi dębami i jesionami; kilkanaście metrów od stóp góry płynie wąski strumyk, a za nim stał parafialny kościół, obok którego biegła wspinająca się ku rynkowi miasta główna przelotowa ulica do Krynicy, mająca z prawej strony potężny mur oporowy zabezpieczający przed obsuwaniem się skarpy, zaś z lewej strony ulicy głębokim jarem płynęła rzeka Biała. Nieduże miasteczko swoją zabudową i wyjątkową czystością ulic przypomina miasta zachodniej Polski. Nie tak dawno został Grybów wyróżniony za porządek i czystość nagrodą państwową w postaci zbudowania w nim ładnego liceum.

Opublikowano w Lektura Gońca