Goniec

Register Login

piątek, 09 luty 2018 08:04

Tesla najszybsza…

        Trudno odmówić Elonowi Muskowi poczucia humoru połączonego z pijarową przebiegłością. Wysłanie na orbitę okołosłoneczną kabrioletu Tesli uczyniło z tego pojazdu najszybszy obiekt czterokołowy bo rozpędzony do drugiej prędkości kosmicznej.

        Co prawda, wiele rzeczy nie poszło, tak jak było zaplanowane; główna część rakiety nośnej roztrzaskała się na oceanie i nie zdołała pokazowo wylądować na pływającej platformie a Tesli nadano zbyt dużą prędkość przez co krążyć będzie wokoło Słońca po odległej orbicie, to jednak w tym tygodniu wszyscy mówili w Tesli i jej pomysłodawcy. 

        Jak to się odbije na sprzedaży? Trudno powiedzieć, w każdym razie kocham ludzi, którzy lubią „żartować na poważnie”, a takim żartem było wystrzelenie w kosmos nowego roadstera.

Opublikowano w Moto-Goniec
piątek, 02 luty 2018 07:55

Wyskoczyły dziury

        Zima zaczęła nam przeplatać, a to trochę plusowych, a to trochę minusowych temperatur i od razu na drogach wyskoczyły dziury. 

        Pół biedy, jeśli dziury mamy na ulicach, po których jeździmy 50 - 40 kilometrów na godzinę, ale pokaźnej wielkości wyrwy są też na Gardinerze i innych autostradach; jak co roku powraca zatem temat, co robić kiedy w taką dziurę wjedziemy. 

        Dobrą wiadomością jest to że mamy komu się pożalić; otóż, za szkody w naszym pojeździe przynajmniej częściowo obwinić możemy miasto. 

        Oczywiście musimy naszą sprawę udowodnić, dobrze jest więc sfotografować telefonem felgę czy inne uszkodzone części, zachować wszystkie rachunki z napraw itd. Czasem może się wydawać że niewiele się stało, ale później samochód  zaczyna nam ściągać do prawego czy lewego albo dostawać jakichś wibracji i  okaże się, że mamy skrzywiony drążek, potrzebujemy ustawienia zbieżności kół itd. To już zaś mogą być większe wydatki.

Opublikowano w Moto-Goniec
piątek, 19 styczeń 2018 08:09

Porsche będzie świętowało w Toronto

        Na początek przygoda motoryzacyjna z piątku. Człowiek pisze, ale sam tego nie robi... Pisałem, żeby wozić w samochodzie ciepłe ubranie, świeczkę i tak dalej. No, ale skoro nie wyjeżdża się poza miasto, to może to nie ma takiego sensu? Tymczasem ma. Przekonałem się o tym właśnie tydzień temu, kiedy nagle popsuła się pogoda, przyszedł marznący deszcz, zaczął padać obfity śnieg, na ulicach korki i biało.

        Byłem w Scarborough po drugiej stronie miasta, wsiadłem do samochodu, aby zacząć uciekać przed popołudniowym szczytem, kiedy ze zgrozą zauważyłem, że zapala się lampka akumulatora na czerwono, czyli – wiadomo – alternator przestał ładować. Po kilku chwilach, przy zwiększeniu obrotów, lampka zgasła, więc z duszą na ramieniu wjechałem na 401... Tam jednak po kilku minutach lampka z powrotem zaczęła się palić i już zwiększanie obrotów niczego nie zmieniało. Czyli miałem jakąś godzinę jazdy na akumulatorze. Kiedy wyobraziłem sobie, co będzie ,jak stanę na ekspresowych pasach podczas popołudniowego szczytu w piątek, szybko zjechałem z 401, która właśnie zaczynała się wypełniać.

Opublikowano w Moto-Goniec
czwartek, 04 styczeń 2018 23:46

Wszędzie tylko ta elektryka

       Nowy Rok, nowy krok, czyli milowymi krokami zbliża się międzynarodowa wystawa samochodowa w Toronto i już zaczynają się różne imprezy z nią związane. Canadian International Auto Show otworzy swe podwoje w lutym, od 16 do 25, jak zwykle w Metro Toronto Convention Center. 

        Podczas wystawy zawsze jest wiele atrakcji, ale tegoroczna oferować będzie nie lada gratkę, otóż będzie można samemu przetestować samochód elektryczny, o ile tylko chętny będzie posiadał ważne prawo jazdy i liczył więcej niż 21 wiosen. Ośmiu producentów samochodów elektrycznych: Nissan, BMW Fiat-Chrysler, Honda, Mercedes Benz, Mitsubishi, Hyundai oraz Volvo, będzie prezentowało swoje najnowsze modele, czyli nissan leaf, BMW i3, chevrolet volt i bolt. Wszystko to w tak zwanej strefie iEvolution. Tak w budynku północnym, jak i południowym centrum zjazdowego zostaną wydzielone sekcje, gdzie można będzie zasiąść za kierownicą elektrycznego auta i zobaczyć, jak się je czuje pod nogą. 

Opublikowano w Moto-Goniec
piątek, 15 grudzień 2017 07:50

Zimą myjemy częściej niż latem

        Częste mycie skraca życie, mówi przedszkolne przysłowie. Być może jest to prawdziwe w oczach młodych ludzi, którzy nie lubią wody za uszami, ale w przypadku naszych samochodów jest to stwierdzenie zdecydowanie fałszywe. 

        Częste mycie potrzebne jest zwłaszcza zimą, kiedy na podwoziu, i nie tylko, mamy pokaźną warstwę soli i innych środków solopodobnych używanych do odśnieżania, odladzania i odmrażania. 

        Paradoksalnie to właśnie zimą powinniśmy myć samochód przynajmniej raz na dwa tygodnie, i nie tylko z wierzchu, ale właśnie: nadkola i podwozie, zwłaszcza jeśli ten samochód trzymamy w cieple: domu, garażu podgrzewanym, gdzie lód, śnieg odtaje w ciągu nocy. Wtedy to właśnie sól ma najlepsze możliwości działania. 

Opublikowano w Moto-Goniec
piątek, 01 grudzień 2017 07:53

Idzie kanadyjska zima

        To jest temat stary jak świat i dawno już go omawiałem; wiadomo, że przed zimą trzeba trochę popatrzeć na samochód,  warto wymienić to i owo, np. wycieraczki; to niedużo kosztuje, a nie będziemy mieć tych nacieków; trzeba się też upewnić że nie mamy w spryskiwaczu jakiegoś śmiesznego płynu na komary czy inne insekty, które latem się rozbijają na szybie, a który zimą zamarznie i zrobi dużo kłopotu; należy w ogóle popatrzyć na płyny, czy wszystkie poziomy są w porządku, czy nie mamy jakiegoś wycieku z chłodnicy... 

        Są to wszystko rzeczy, które niewiele kosztują, które można zrobić samemu. Po prostu popatrzmy przed zimą gospodarskim okiem na samochód, trochę go posprzątajmy, włóżmy skrobaczkę do lodu, zmiotkę do śniegu, takie rzeczy... 

        Jak ktoś jeździ tylko po mieście, to nie musi się aż tak bardzo przejmować, ale nawet wtedy w samochodzie warto wozić cieplejsze ubranie, jakiś sweter, jakieś grube robocze rękawice, bo bardzo często jak coś nam się stanie, nawet taka głupia guma, i człowiek wyjdzie na mróz, a właśnie miał za 10 minut być już w domu, to może z samego zdenerwowania się rozchorować. Dlatego warto mieć w samochodzie czapkę, komin, rękawice, sweter, dla spokoju wozić parasol.

Opublikowano w Moto-Goniec
czwartek, 09 listopad 2017 21:31

Rekonfiguracja korzystania z samochodu

        W ubiegłym tygodniu pisałem o zmianach w samochodach w związku z coraz bardziej rozpowszechnionymi systemami poprawiania reakcji kierowcy i korygowania błędów kierowcy. 

        Systemy te de facto przedefiniowują rolę, jaką w samochodzie odgrywa prowadzący. Postęp w stronę autonomicznej jazdy jest nie do zatrzymania. Tak więc wkrótce nasze możliwości manewrowania za kółkiem będą poważnie ograniczone. 

        Co może mieć konsekwencje dla swobody naszych decyzji, choćby przez to że nie będziemy już w stanie rozjechać człowieka, który stanie nam na drodze, choćbyśmy chcieli to zrobić z pełną premedytacją i było to konieczne do obrony naszego własnego życia. 

        Pozostańmy dzisiaj przy temacie autofuturologii, a więc zmian nie tylko w technologii samochodu i unowocześniania jego podzespołów, ale również rekonfiguracji całego transportu drogowego. Obecnie już w wielu miastach świata istnieją nie tylko tradycyjne wypożyczalnie, ale również takie, gdzie po okazaniu karty i załadowaniu aplikacji do smartfona można samochód wypożyczyć na minuty. Ponadto samochód można zostawić w miejscu, do którego się przyjechało, a wsiąść do najbliższego zostawionego w okolicy przez kogoś innego. 

        Tak więc posiadanie własnych czterech kółek ma coraz mniej sensu. Co z kolei zmienia horyzont przyszłości  dla sieci sprzedaży, salonów motoryzacyjnych czy ubezpieczalni. W wielu europejskich i polskich miastach już dzisiaj można skorzystać z takiej usługi. 

        Oczywiście, prekursorem wykorzystania sieci komputerowych i aplikacji na smartfony był i jest Uber. Tu, w Kanadzie, od jakiegoś czasu można korzystać z opcji UBER Pool, co oznacza, że za mniejszą kwotę niż w przypadku indywidualnego podwiezienia można jechać wspólnie z innymi pasażerami, którym jest po drodze. Są oni kojarzeni przez oprogramowanie UBER. Dzięki temu można uzyskać prawdziwie publiczny transport bez konieczności wsiadania do autobusu czy tramwaju. W wielu autobusach w Mississaudze poza godzinami szczytu nie jedzie więcej niż 5 – 7 osób; a więc duży van Ubera, który zabiera na pokład właśnie tyle, nie dość że za niewiele więcej pieniędzy niż autobus, to jeszcze odbierze, podwiezie pod dom albo wskazane miejsce. 

        W krajach europejskich i azjatyckich, w tym w Polsce, coraz bardziej rozwinięty jest system „Ubera” dalekodystansowego, czyli założonej przez Francuzów ponad 10 lat temu firmy BlaBlaCar. 

        Jadąc z Warszawy do Gdańska, z Krakowa do Lwowa, czy nawet między małymi miejscowościami, warto sprawdzić, za ile możemy to zrobić wspólnie z kimś, kto ogłasza, że akurat tam już jedzie. Jest to po prostu nowoczesna wersja podwożenia na łebka. 

        W dawnych czasach trzeba było po prostu wyjść za miasto na stójkę i złapać jakiegoś żuka. Jechało się za to co łaska albo jakąś drobną opłatę. Dzisiaj wystarczy zainstalować aplikację blablacar, by pojechać na przykład z Krakowa do Warszawy za 35 zł, a nie jak pociągiem za 120 złotych; można wybrać sobie czas, można wybrać sobie, ile osób będzie siedziało na tylnym siedzeniu (niektórzy zapewniają, że tylko dwie). Można również wybrać kierowcę „starszego i doświadczonego”. 

        Oczywiście, zawsze wiąże się to z ryzykiem spotykania nieznajomych osób. Ale to ryzyko istnieje dwustronnie i dotyczy tak tych, którzy podwożą, jak i osób podwożonych. Ceny zaś są bardzo konkurencyjne, no bo również z Krakowa do Lwowa można właśnie jechać za 40 czy 50 zł, a jest to cena nie do pobicia przez pociąg czy regularny autobus. 

        W ten sposób od czasu do czasu posiadany przez nas samochód zarabia jak publiczny środek komunikacji. Jest to rewolucja w modelu transportu i wielu przeciwko niej protestuje; są problemy z ubezpieczalniami etc. 

        Tego rodzaju nowinki zagrażają całym zawodom, ale też służą one nam wszystkim i ograniczają zanieczyszczenie powietrza. 

        Wygodne podwożenie na żądanie to przyszłość i nie da się jej uniknąć. Miejmy nadzieję, że takie firmy jak BlaBlaCar zawitają również do nas i że jadąc do Montrealu, będziemy mogli o dowolnej porze wybrać sobie samochód, który za pół ceny podwiezie nas na miejsce.  

        Jak w takiej sytuacji będzie wyglądała własność samochodu, jak będzie wyglądało ubezpieczenie motoryzacyjne? A w końcu obecnie są to wydatki stanowiące znaczną część przeciętnego budżetu domowego. Nie wątpię, że nasi „kierownicy” znajdą sposób, aby wyrównać sobie ewentualne różnice w dochodach. A my będziemy korzystać z usług transportowych na zasadzie pay as you go, ale prawdopodobnie płacić będziemy tyle samo co dziś. Tak przynajmniej wynika z mojego życiowego doświadczenia 

o czym Państwa zapewnia 

Wasz Sobiesław 

        PS Na koniec anegdota zasłyszana od kolegi z Polski, który regularnie bierze łebków w ramach BlaBlaCar. Otóż jadąc z Warszawy, wziął dwóch Ukraińców, a ponieważ jest człowiekiem zainteresowanym sytuacją na Wschodzie, wypytywał o to i owo; o prezydenta, o polityków. Na co jego pasażerowie odpowiadali, że to wszystko są złodzieje. Narzekali, jak to ich tam okradają. Już w domu kolega sprawdził aplikację i stwierdził, że jego pasażerowie wpisali, iż kierowca nie zgłosił się na umówione miejsce, w związku z czym mu nie zapłacili; innym słowem, okradli go, czyli okazali się złodziejami, no i jak można wymagać od innych czegoś, czego nie wymaga się od siebie?

Opublikowano w Moto-Goniec
czwartek, 26 październik 2017 19:48

Przeszczep motoryzacyjny nie przyjął się

        Obiecywałem dwa tygodnie temu, że napiszę na temat instalacji przekładni do wycieraczek (wiper linkage), jaką zamówiłem wysyłkowo, i którą zamierzałem samodzielnie wymienić w moim BMW E 46. 

        Okazało się, że zamiast instalować nową przekładnię, naprawiłem starą. Ale po kolei...

        Zamówiona na e-bayu część przyszła tak, jak miała, czyli po 2 tygodniach; była dobrze zapakowana i w sumie w całkiem niezłym stanie. Jak już pisałem, zamawiałem część odzyskaną ze złomowanego samochodu, swego rodzaju „przeszczep motoryzacyjny”. 

        Mój samochód dawca to BMW z 2003 roku. Moje BMW jest z 2000. Tak więc uzyskiwałem część o 3 lata młodszą. Po dokładnym obejrzeniu okazało się, że ta nowa przekładnia ma wiele elementów plastikowych, tam gdzie moja stara ma elementy aluminiowe bądź mosiężne. 

Opublikowano w Moto-Goniec
czwartek, 28 wrzesień 2017 22:26

Cena zwykłej niewiedzy

        Dzisiaj wracamy do tematu dobrego mechanika. 

        Od czasu do czasu każdy z nas ma jakiś problem. Nawet w samochodach, które uchodzą za prawie niezniszczalne, jak toyota corolla czy różne hondy, mamy do czynienia z rzeczami, które jeśli nie są wymieniane na czas, no to będą dawały znać o sobie. 

        Gdybyśmy brali przykład z podejścia lotniczego do wymiany części, które się zużywają, to musielibyśmy założyć tzw. resurs, czyli wymieniać klocki hamulcowe, pompę paliwową, wodną, alternator i tym podobne podzespoły po określonej liczbie przejechanych kilometrów, bez względu na ocenę stanu zużycia. 

Opublikowano w Moto-Goniec
sobota, 02 wrzesień 2017 19:54

Wehikuły czasu

Wychodziłem właśnie z Canadian Tire na Queensway, kiedy usłyszałem charakterystyczny odgłos starych silników, dużych i niewyżyłowanych, który znam z młodości; bo też jak po dzieciach, po samochodach również człowiek poznaje, jaki jest stary. Niektóre z tych aut mogłem przecież kupić, może nie u dilera, ale na pewno z drugiej ręki, i to bardzo tanio.
W sobotę przed długim weekendem zebrali się miłośnicy starych samochodów na jednej z wielu imprez, po to żeby pogadać, zjeść kiełbaskę, pokazać, co jest nowego, a co się zepsuło, z czym jest problem, podyskutować o tym, a może auto sprzedać czy wymienić na inne.
Stare samochody wiozą ze sobą czar starych czasów, zwłaszcza te z lat pięćdziesiątych czy początku sześćdziesiątych, w których można było jeździć bez pasów, wiele z nich nie ma poduszek powietrznych, nie ma nowoczesnych, wspomaganych hamulców.
I wśród tych wszystkich aut mniej lub bardziej rzadkich prawdziwa perełka, delorean DMC – 12, z właścicielem, z którym podyskutowałem o upadku obyczajów oraz jak to części samochodowe sprowadzane ze Stanów Zjednoczonych nadal są pierońsko oclone – jak stwierdził mój rozmówca, NAFTA jest dobra dla tych, którzy zarabiają krocie, a dla zwykłych ludzi tak sobie, no bo zdaje się, że z upływem każdego roku coraz więcej płacimy, a coraz mniej dostajemy z powrotem.
Delorean to cała historia, próba stworzenia samochodu, który nie musiałby być zmieniany jak rękawiczka co 6 lat, samochodu z karoserią z aluminium, na której do dzisiaj nie ma rdzy, choć co prawda – jak wyjaśnił właściciel – rama to jest zwykła stal pokryta epoxy i w momencie kiedy ta epoxy gdzieś tam się odłupuje, to mamy do czynienia z tą samą korozją co w każdym innym aucie, szczęśliwie jeszcze są części, cały rynek części, bo pewien pomysłowy przedsiębiorca wykupił całą zbankrutowaną fabrykę. To właśnie ten samochód wykorzystany został wizerunkowo w filmie „Back to the future”.
Tak czy owak, jeżeli ktoś lubi prowadzić samochód, jeżeli ktoś lubi samochody, z pewnością posiadanie starego samochodu da wiele satysfakcji oraz możliwości poznania nieprzeciętnych ludzi; ludzi, którzy postanowili z wehikułu, który większości z nas służy do poruszania się w trójwymiarowej przestrzeni, zrobić wehikuł czasu, zachować jak w skarbonce czar dawnych lat. Dlatego pokazom takim zazwyczaj towarzyszy muzyka z lat pięćdziesiątych czy sześćdziesiątych, stare przeboje.
Chętnie też rozmawiamy o tym, co mogłoby być inaczej, co poszło źle, jak świat by wyglądał, gdyby Ameryka nadal była stolicą motoryzacji.
Oczywiście są nieśmiertelne mustangi z lat 60. – popularne zwłaszcza w wersji kabrio, oczywiście stare cadillaki itp. Liczy się oryginalność – a zatem brak przeróbek i oryginalne części. Jeden z miłośników przyjechał nawet pick-upem, z oryginalną farbą – auto nie było odmalowane, no ale większość żywota spędziło w Kolumbii Brytyjskiej. Inna sprawa, to że czasem z powodów praktycznych warto coś unowocześnić – choćby zawieszenie – jak tłumaczył mi posiadacz packarda – przy autostradowej prędkości oryginalne pływało na prawo i lewo, podmienił więc na bardziej nowoczesne zawieszenie z nowszego modelu.
A zatem, jeśli mamy trochę miejsca w garażu – warto kupić stary samochód w średnim stanie i nieco podrobić – na tym można naprawdę zarobić.
O czym zapewnia
Wasz Sobiesław.


Opublikowano w Moto-Goniec