Goniec

Switch to desktop Register Login

        Jeżdżenie w klapkach, boso, wykładanie przez pasażera nóg pod przednią szybę, wszystko to są uroki lata w samochodzie. Problem w tym, że uroki bardzo niebezpieczne.

        Tak, to prawda, że dzisiejsze samochody prawie same się prowadzą, że w mroki ludzkiej niepamięci odeszły złowrogie pojęcia typu „pięta-gaz” czy męcząca jazda standardem w wielokilometrowych korkach nad morze. Dzisiaj nawet standardy nie uciekają do tyłu przy ruszaniu pod górkę, a wiele samochodów w korkach o prędkości do 40 km/h jeździ samoczynnie.

        Tak czy owak, auto to duże i ciężkie urządzenie, które niejednemu może wyrządzić krzywdę.

        Nie trzymajmy nóg pod szybą, bo w razie eksplozji poduszki powietrznej (do jakiej może dojść nawet na dużym „bumpie”) połamie nam te nogi w kilku miejscach lub urwie; szanujmy samochodowe pedały, bo w niektórych sytuacjach będziemy je musieli z całych sił wcisnąć i noga w klapku, który może się ześlizgnąć, nie bardzo do tego się nadaje. Nie prowadźmy samochodu boso, bo w razie stłuczki czy wypadku będziemy musieli bawić się w fakira, chodząc po szkle, rozlanym oleju i rozrzuconych plastykowych i metalowych odłamkach.

        Lato, oprócz tego, że to czas najprzyjemniejszej jazdy, jest również okresem największej liczby śmiertelnych wypadków, między innymi dlatego, że upał, odwodnienie i zmęczenie wzroku prowadzą do błędnych decyzji. Nie lekceważmy tych czynników, bo czasem nie warto ryzykować życia własnego i rodziny nocnym powrotem po całodziennym brykaniu na słońcu.

        Inne uwagi?

        1. Zachowujmy się zgodnie z przepisami i korzystajmy z przysługującego pierwszeństwa, grzeczni wbrew przepisom, stanowią zagrożenie, ponieważ ich działania są nieprzewidywalne – masz pierwszeństwo – to jedź!

        2. Kierunkowskaz misiu, kierunkowskaz – jedno z najważniejszych „światełek” w samochodzie; sygnalizujmy swe zamiary na długo wcześniej – zwłaszcza zamiar zmiany pasa ruchu.

        3. Włączanie się do ruchu. Kocham ludzi, którzy rozpędzają się do zawrotnej prędkości 60 km/h, po to by wjechać na autostradę, gdzie większość samochodów ma na liczniku dwa razy tyle. Jest to szczególnie widowiskowe, gdy, na przykład, uda im się w ten sposób wjechać przed rozpędzoną cysternę z naczepą.

        Włączając się z taką prędkością, uniemożliwiają bezpieczny wjazd na autostradę wszystkim jadącym za nimi. A więc Panie, Panowie, gdy zrównamy się z kierunkiem pasów autostrady, to „rura”, pokazujemy, ile koni siedzi w motorze, i nie ważmy się wjeżdżać, gdy mamy mniej niż 100 na liczniku.

        4. Blokowanie lewego pasa – wyprzedziłeś, to zjeżdżaj! Nawet jeśli wydaje ci się, że 120 km/h to maksymalna prędkość, z jaką powinno się jechać. Lewy pas powinien być do wyprzedzania. Koniec, kropka. Od wyłapywania demonów szybkości jest policja. Blokowanie lewego pasa prowadzi do groźnych sytuacji i nie jest ważne, kto ponosi winę, ważne jest, aby ich unikać.

        Żyj i daj żyć innym. Widzisz, że ktoś się spieszy – daj mu jechać – może ma powody, może go coś boli, chce mu się sikać albo gna seksualne oszołomienie. W każdym z tych wypadków trzeba mu zrobić miejsce. Jeśli zaś rzeczywiście jedzie dużo za szybko, stwarzając zagrożenie – można z samochodu zadzwonić na policję. To jej sprawa.

        To samo dotyczy idiotów, którzy „siadają nam na tyłku” – przy pierwszej lepszej okazji dajmy im jechać.

        Wszystkie powyższe wskazówki, to nic innego jak zdrowy rozsądek w działaniu. Pan Bóg daje nam lato – korzystajmy z niego jak ludzie – do czego namawia

Wasz Sobiesław.
        Udanych wakacji!

Opublikowano w Moto-Goniec
piątek, 10 czerwiec 2016 15:14

Spanie w aucie

        Pisałem już o przerabianiu vana na camper, czas na inny interesujący temat letni.

        Jeżdżąc na weekend na północ, mamy ograniczone możliwości noclegu. Biwakowanie w parkach prowincyjnych w odległości mniejszej niż 300 km od Toronto jest bardzo niepewne – wielu ludzi rezerwuje miejsca jeszcze zimą i wyjeżdża tam na wakacje całymi rodzinami. Motele są taką sobie alternatywą, i również bywają obłożone.

        Co w takim razie ze spaniem we własnym samochodzie? Wiele aut doskonale się do tego nadaje, siedzenia składają się na płasko i dwie osoby wyśpią się całkiem dobrze.

        Nie mówiąc już o całej gamie namiotów na dach, choć są one trochę drogie (ponad 1000 dol.). Urządzenia te rozkładają się w pięć minut, zapewniając wygodne spanie na wysokościach.

        No więc, jak to jest z tym spaniem w aucie? Można w Ontario, czy nie można?

        Można! Wszędzie tam, gdzie wolno parkować na noc, możemy także spać; na rest stopach albo na przykład na jakichś spokojnych parkingach koło Walmartu czy dużych stacji benzynowych.

        Te ostatnie przybytki są o tyle ważne, że można w nich skorzystać z ubikacji, łazienki i coś sobie kupić.  Walmart jest zresztą przyjaźnie nastawiony do użytkowników camperów, jest co prawda jakieś 10 proc. sklepów, gdzie na całonocny parking się nie zezwala, ale to są wyjątki – warto więc zapytać w sklepie, czy można się zatrzymać. No i parkować z głową, nie na przejściu, tylko w oddalonym miejscu, na uboczu – najlepiej w sąsiedztwie stojących już tam domów na kółkach. Niepisana zasada mówi, żeby nie nadużywać gościnności i spać w takim miejscu tylko jedną noc.

        Oczywiście, mieszkanie w samochodzie przez tydzień jest dość uciążliwe, ale kiedy właśnie wyskoczyliśmy na rybki, to jest to prowizoryczny sposób przeflancowania się z jednego dnia na drugi.

        Trzeba też pamiętać, aby mieć jak najmniejszą sygnaturę „radarową” i swoją obecnością nie drażnić gospodarzy miejsca. Warto popatrzeć i ustalić miejsce noclegu zawczasu, tak by później podjechać wieczorem, a zwinąć się wczesnym ranem. Skoro i tak spędzamy cały dzień na wodzie lub nad wodą, jest to rozwiązanie zupełnie niezłe. Trzeba przy tym kierować się zdrowym rozsądkiem, jak to w życiu.

        Czy jest to niebezpieczne – raczej nie – wszystko zależy od miejsca.

        Pamiętajmy też o jednej bardzo ważnej rzeczy. Otóż w samochodzie trzeba być trzeźwym – niezależnie od tego czy prowadzimy, czy w nim śpimy. Gdy idziemy do auta po cd, śpimy w nim, tankujemy, kiedy kierujący jest w ubikacji – wszystkie te sytuacje podpadają pod care and control. Jeśli policjant uzna, że „opiekujemy się” lub jesteśmy w stanie „kontrolować” samochód, będąc w stanie nietrzeźwym, możemy być oskarżeni o przestępstwo kryminalne, co w konsekwencji może nas nawet zaprowadzić do więzienia, o mandacie nie wspominając.

        Czy zatem możemy pijani spać we własnym samochodzie? Tak, jeśli nie mamy dostępu do kluczyków (są zamknięte w domu) lub pozostawione w innym niedostępnym miejscu. W pewnym cytowanym szeroko przypadku kierowca zostawił kluczyki w krzakach poza samochodem, ale i tak dostał mandat, ponieważ przyznał się, że cały czas wiedział, gdzie są...

        Spanie w samochodzie po piciu to jest ostateczność i trzeba tu być bardzo ostrożnym, bo można się nabawić nieprzyjemności. Oczywiście, o wiele większych nieprzyjemności nabawimy się, prowadząc auto po pijanemu...

        Tak więc weekendowy wypad – zwłaszcza bez rodziny – możemy przeprowadzić z uwzględnieniem noclegu w aucie – może nie najprzyjemniejszego, ale całkiem wygodnego.

                O czym zapewnia Wasz Sobiesław.

Opublikowano w Moto-Goniec
piątek, 13 maj 2016 15:02

DUI

        W dzisiejszym świecie na wszystko mamy „appsy”, czyli aplikacje na tablety i smartfony; mamy więc, a jakże, całą gamę „appsów” związanych z prowadzeniem samochodów po wypiciu, w tym i takie, które mówią, czy powinniśmy siąść za kółkiem, czy też nie.

        Jak już wiele razy podkreślałem, jestem wielkim zwolennikiem zrelaksowanego picia, dlatego uważam łączenie picia i prowadzenia samochodu za psucie picia. Jeśli chcemy się wprowadzić w stan radosny i błogi, nie może nad nami wisieć konieczność nagłej koncentracji i tankowania kaw i wody... Jak pić to pić, jak jeździć to jeździć - Mości Panowie.

        Tak czy owak, jeśli już pijemy i chcemy wiedzieć, czy aby jeszcze zdolni jesteśmy prowadzić, możemy sobie zobaczyć, ile mamy promili. Dokładnie powie nam to programik BACtrack - niestety wymaga również aparatu mierzącego (125 dol.), który za pośrednictwem łącza Bluetooth wyświetla nam, ile mamy miligramów alkoholu na 100 mililitrów, czyli ile promili biega nam w żyle.

Opublikowano w Moto-Goniec
piątek, 29 kwiecień 2016 14:47

Mieszać biegami każdy może…

        Różne można mieć opinie na temat uczciwości sprzedawców samochodów, ale jest rzeczą raczej czy udowodnioną, że oszustw mniejszych większych  jest całkiem sporo.

        No bo jakże inaczej nazywać powszechne oszukiwanie na danych o spalaniu, o aferze Volkswagena nie wspominając.

        Wszyscy podkręcali dane, tak by wydawało się, że auta jeżdżą dosłownie na kropelkach, a jeśli nie były to dane brane wprost z księżyca, to uzyskiwane w superidealnych warunkach nijak mających się do prawdziwej eksploatacji.

        Borykał się z tym Hyundai, a obecnie o to samo oskarżany jest Mitsubishi. W tym przypadku sytuacja jest o tyle skomplikowana, że w takiej na przykład Japonii samochody o niskim spalaniu mają ulgi podatkowe, a więc nie chodzi jedynie o nabicie w butelkę kupującego, ale też tamtejszego fiskusa.

Opublikowano w Moto-Goniec
piątek, 22 kwiecień 2016 13:53

Trzeba donosić!

        Wiosna coraz wyraźniejsza, pora więc wrócić to tekstów „obyczajowych”.

        Ludzie na wiosnę dostają lekkiego podniecenia i zachowują się na drodze jak kretyni, do tego dochodzi osłabienie wiosenne, czyli rozkojarzenie hormonalne. Ze zderzenia tych nastawień rodzi się problem drogowy. No bo jedni cisną gaz i robią slalom między pasami, a drudzy zwalniają, otwierają okno i wdychają wiosnę, wsłuchani w odgłosy budzącego się życia.

        Co robić?

        Zdawać sobie sprawę i hamować własne rozochocenie wiosenne. Wiosna, jaka jest, każdy widzi, ale prowadzenie samochodu to poważna sprawa.

        Pierwsza zasada mówi - odsuwać się od niepewnych kierowców, wszystko jedno czy za szybkich, czy za wolnych; róbmy im miejsce na drodze niczym w psychiatryku. Nie ubędzie nam, a możemy uniknąć sporo nieprzyjemności, czy może nawet ocalić życie.

Opublikowano w Moto-Goniec
czwartek, 17 marzec 2016 23:22

Tylko na dobrej gumie

    Pisałem w poprzednim numerze  o możliwości eksplozji opony, zostańmy więc przy ogumieniu, bo wiosna to czas, gdy wielu z nas wymienia opony na letnie lub all-season i może się okazać, że powinniśmy jednak kupić nowe.

    Jedna rada – nie oszczędzajmy na oponach! Możemy oszczędzać na wszystkim innym – nawet na wymianie oleju czy myjni, ale na oponach nigdy! To jest sprawa życia lub śmierci. Nie tylko chodzi tu o drogę hamowania, ale na przykład o to, czy wpadniemy w poślizg i nas obróci, czy nie.

    A więc wymieniajmy opony raz na sześć lat albo gdy bieżnik jest mniejszy od 3 mm.

    Jak najlepiej dobrać oponę do naszego samochodu? Jak czytać oznaczenia na ścianie opony?

    Symbole te mówią o wielu sprawach: rozmiarze, strukturze wewnętrznej, najwyższej dopuszczalnej prędkości, rodzaju samochodów, do jakich opona jest przeznaczona, etc.

    I tak, P oznacza, że mamy do czynienia z oponą do samochodów osobowych, LT (light truck), czyli  niewielkich ciężarówek i furgonów, T to temporary spare – opona zapasowa; a ST (special trailers) – naczepy.

    Co ciekawe, jeśli opona nie ma takiej litery, to oznacza rozmiar metryczny (euro). Opony P-metryczne i Euro-metryczne tych samych rozmiarów mogą się różnić, gdy chodzi o rekomendowane wielkości ciśnienia i dopuszczalnego obciążenia.

    Inne oznaczenia:

    Szerokość opony

    Szerokość mierzy się w milimetrach w najszerszym miejscu. I tak, opona 225 ma 225 mm od zewnętrznej do wewnętrznej ścianki.

    Aspekt Ratio

    Określa stosunek wysokości ściany opony do jej wysokości. I tak, na przykład, opona 225/55 ma 225 mm szerokości, a stosunek wysokości ściany do jej szerokości wynosi 55 proc. Im mniejszy ten stosunek, tym bardziej "przysadzista" sama opona.

    Wielkość felgi

    Kolejne oznaczenie to średnica koła – opona 225/55/16 nadaje się na koła średnicy 16 cali.

    Trzeba wiedzieć, że do danego modelu felgi pasują opony o kilku rozmiarach – warto więc zastanowić się, czy nie chcemy trochę szerszej albo wyższej opony, przy czym zawsze trzeba pamiętać, że zmiana wielkości koła, która się za sprawą takiej decyzji dokona, wpłynie na odczyt licznika prędkości.

    Kolejna wielkość służąca do określania  opony to indeks obciążenia (load index) – jaką wagę dana opona może przenosić przy maksymalnym bezpiecznym napompowaniu. Wielkość ta odpowiada specjalnemu indeksowi. I tak na przykład, gdy indeks wynosi 97, to nie oznacza, że opona ma dopuszczalne obciążenie 97 funtów czy kilogramów, lecz – 1609 funtów.

     Następna ważna charakterystyka to speed rating, czyli maksymalna bezpieczna prędkość, z jaką można jechać na danej oponie. Wielkość ta oznaczana jest literami od A do Y z jednym wyjątkiem – H przypada między U i V.

    Odpowiednie dla danego samochodu rozmiary opon oraz zalecane ciśnienia napompowania znajdują się na tabliczce umieszczonej przy drzwiach kierowcy, no i oczywiście w instrukcji do auta.

    Oczywiście opony powinny być jednakowe na wszystkie koła, jedne da się przekładać, by wyrównać zu-żywanie, inne nie. Opony letnie lub do samochodów usportowionych często mają zaznaczony kierunek obrotu. Od rzeźby bieżnika zależy nie tylko to, jak sprawnie opona odprowadza wodę, błoto czy śnieg, ale również wielkość szumu jazdy w samochodzie.

    Na rynku mamy bardzo dużo opon z Azji, wiele dziwnych marek. Zazwyczaj są dobrej jakości i jeśli eksploatujemy nasz samochód bez żadnych ekscesów, będziemy z nich zadowoleni.

    Dla większości z nas głównymi rzeczami przy podejmowaniu decyzji kupna jest trwałość bieżnika, czyli to czy opona starczy na 60 tys., czy np. na 105 tys. km (wielkości te oczywiście zależą od sposobu eksploatacji) oraz to czy jest cicha podczas jazdy. To drugie ma znaczenie zwłaszcza dla ludzi jeżdżących na długich trasach.

    W Internecie można znaleźć wiele firm sprzedających opony wysyłkowo, polecam te kanadyjskie, jak choćby PMCtire.com z Quebecu czy naszą poczciwą CanadianTire – warto poczekać na wyprzedaż – znać rozmiary, o jakie nam chodzi, i kupić, kiedy cena będzie 50 proc. Przy kupnie opon niestety dochodzi jeszcze koszt instalacji i wyważenia koła – można to zawczasu negocjować przy kupnie, oraz opłata środowiskowa. Wiele firm każe sobie też płacić za zostawiane stare opony.

    Jednym słowem, kupujmy opony na spokojnie, zaopatrzeni w podstawowe informacje i najlepiej porównujmy wszystko w Internecie.

    Wbrew pozorom koła to jest najważniejsza rzecz w samochodzie, bez nich auto nie pojedzie, a to co na kołach, decyduje o naszym bezpieczeństwie, komforcie jazdy, no i ma też wpływ na zużycie paliwa, o czym życząc wiosennie szerokiej drogi, zapewnia Wasz Sobiesław.

Opublikowano w Moto-Goniec

    Wiele osób  prosiło o komentarz do niedawnego wypadku limuzyny prezydenta Dudy, więc dzisiaj wszystko inne odkładamy na bok.

    Szczęśliwie nigdy nie rozleciała mi się opona na kole, widziałem, jak rozlatywały się  u innych, ale zawsze były to naczepy ciągników siodłowych, które z reguły mają niezadbane koła i stare ogumienie. Nie mogę więc powiedzieć, że piszę z własnego doświadczenia, nie znam też nikogo, komu opona rozleciała się na autostradzie. W bardzo dawnych czasach  jakiś dowcipniś przeciął mi oponę nożem z boku do kordu stalowego i gdy przejeżdżałem z prędkością jakichś 60 km/h przez tory tramwajowe, gwałtownie uszło z niej powietrze. Może gdybym był na autostradzie, miałbym kłopot, a tak, skończyło się na wymianie koła i nowej oponie.

Opublikowano w Moto-Goniec
czwartek, 25 luty 2016 22:39

Kiedy kuper zaczyna latać po drodze

    Zanim jeszcze w tym tygodniu zaczęły się śnieżyce, mżawki marznące i ulewy, jechałem w środku nocy przez Skyway Bridge,  na cruise control, nieco ponad dopuszczalną prędkość. Pusto głucho, sucho. Dobra, leniwa jazda.

    No i na samym szczycie mnie zmroziło. Dostałem nagły podmuch wiatru i kuper auta zaczął się wozić.

    Miałem szczęście, bo było sucho i nie zareagowałem gwałtownie. Jednym z pierwszych błędów, jakie popełniamy w takiej sytuacji, jest spanikowana reakcja i szarpnięcie kierownicą; to szarpnięcie może właśnie pozbawić nas przyczepności, a gdybyśmy tego nie zrobili, sytuacja wcale nie byłaby taka groźna.

    Nie tylko jazda zimowa grozi nagłą utratą kontroli nad pojazdem. Można się poślizgnąć nie tylko na lodzie, ale również na wodzie, można czasem wpaść w poślizg na zmoczonym kurzu, gdy latem zaczyna padać...

    Pierwszym przykazaniem jest oczywiście uważna jazda...

    No, ale jeśli nam się zdarzyło odpłynąć myślą od drogi, i zmiana warunków nas jednak zaskoczy, wówczas drugie przykazanie mówi "spokój" – trzeba zachować spokój i dać sobie sekundę – dwie na reakcję. Samochód często – np. przy hydroplaningu – wróci sam do przyczepności, jeśli nic gwałtownego nim nie uczynimy.

    Gdy jednak zagrożenie zacznie się rozwijać, reagujmy w zależności od potrzeby; łagodnie sterujmy kołami przednimi, by były ustawione zgodnie z kierunkiem przemieszczania się samochodu, broń Boże żadnego gwałtownego hamowania.

    Trudno w dzisiejszych czasach coś ogólnie radzić, ponieważ bardzo dużo zależy od tego, czym kierujemy; czy nasze auto wyposażone jest w automatyczny system traction control albo wspomaganego brania zakrętów, czy nie; czy ma napęd na cztery koła, na przednie, czy na tylne; czy ma hamulce bezblokadowe, a jeśli tak, to której generacji. W coraz tańszych samochodach jest coraz więcej systemów wspomagających. Stąd trudno mówić o jednakowej formule – prócz wspomnianego zachowania spokoju.

    Generalnym przykazaniem powinno być poznanie własnego samochodu w takich sytuacjach, stąd rada, by jednak poćwiczyć sobie na jakimś placu jazdę po śniegu i lodzie. I nie chodzi o to, byśmy uczyli się dryftu, tylko byśmy generalnie mieli poczucie zachowania się naszego samochodu; byśmy wiedzieli, co on zrobi, gdy na abeesie skręcimy kołami etc. No i oczywiście, dbajmy o swoje auta, nie o to jak wyglądają, bo to życia nam nie uratuje, ale dobre opony, to i owszem, mogą. Dobrze ustawiona zbieżność, dobrze napompowane koła. To wszystko są drobne rzeczy, które łącznie sprawią, że w danej sytuacji nie wpadniemy w poślizg.

    Kolejna rzecz zaś, to by jednak w bardziej wymagających warunkach nie jeździć na cruise control czy innych automatach i nie pozwalać sobie na dekoncentrację.

    Skoro już jestem przy urokach zimowej jazdy, to warto przypomnieć kilka podstawowych zasad.

    Pierwsza jest taka, aby ZAWSZE odśnieżać całe auto łącznie z dachem, a nie tylko szyby. Jest to nie tylko grzeczność wobec innych użytkowników dróg, ale również kwestia naszego własnego bezpieczeństwa - w trakcie jazdy śnieg z nieodśnieżonego dachu czy maski natychmiast będzie nawiewany na oczyszczone szyby i mimo włączonego ogrzewania możemy mieć ograniczoną widoczność. No i  wycieraczki – właściwie powinniśmy je wymieniać każdej zimy, bo jest to wydatek groszowy w porównaniu z korzyściami. Dobre wycieraczki, zwłaszcza nocą, to podstawa! Dobrze oczyszczona szyba przekłada się na mniejsze zmęczenie przy prowadzeniu.

    Warto też wozić w aucie grubsze ubranie, jakiś sweter, rękawice. Zazwyczaj w mieście, jeśli jeździmy samochodem, jesteśmy zbyt lekko ubrani i przez lekką stłuczkę możemy nabawić się zapalenia płuc.

    Oczywiście, oprócz dobrej zmiotki do śniegu i drapaczki do lodu przydałaby się szufla, może być krótka,  ale za to na tyle zgarniająca, by dało się odkopać auto na parkingu.

    I na koniec, rzecz najbardziej zdroworozsądkowa. Pada, drogi białe – nie musisz jechać, no to nie jedź! A jeśli musisz, to popatrz na prognozę, ruch na drogach, zobacz na radarze pogodowym, czy, gdzie i kiedy będzie padać, i zachowuj się jak dorosły człowiek.
    

    Do czego szczerze namawia, Wasz Sobiesław.

Opublikowano w Moto-Goniec
czwartek, 11 luty 2016 23:18

Już w ten weekend...

    To już w ten weekend i, co tu ukrywać, cieszę się, bo wystawa motoryzacyjna w Toronto ma swoją atmosferę i swoją tradycję.

    Jak już kilkakrotnie pisałem, zmieniają się na naszych oczach nie tylko same samochody, ale zmienia się cały system transportu drogowego; coraz więcej robotyzacji, automatyzacji i nowych rodzajów napędów. Z roku na rok jest też tego więcej na Międzynarodowej  Kanadyjskiej Wystawie Samochodowej. Jak informują organizatorzy, podczas 2016 Canadian International AutoShow zaprezentowanych zostanie ponad 25 modeli z napędem elektrycznym, hybrydowym i wodorowym. Zadebiutuje w kręgu wystawowym model SUV-a Tesli – tesla X. To auto jest składanką cudów najnowocześniejszych technologii i warto to zobaczyć na własne oczy, a do tego drzwi zamiast po Bożemu na boki, otwierają się do góry.

Opublikowano w Moto-Goniec

    Jest to rzecz, która często zaprząta głowę; jak to jest z wypadkami, stłuczkami na terenie prywatnym, jak to jest z punktu widzenia przepisów o ruchu drogowym?

    Niedawno na własnym parkingu blokowym miałem do czynienia z pewnym namolnym kierowcą, wyraźnie niemiłym i niekooperującym, przez co o mały włos nie stuknęliśmy się autami.

    No więc, jak to jest? Tak się złożyło, że czytałem niedawno odpowiedzi na listy bodajże w "Globe and Mail" na ten właśnie temat. Zacytuję pytanie:

    – Moja rodzina urządzała przyjęcie weselne w sali miejskiej, wynajęliśmy autobus, aby nikt nie musiał prowadzić, ale w trakcie manewrowania kierowca autobusu uderzył dwa zaparkowane samochody. Wezwana na miejsce policja OPP spisała zeznania świadków i oświadczyła, że nie jest władna postawić zarzutów kierowcy, ponieważ zdarzenie miało miejsce na terenie prywatnym (miejskim). Funkcjonariusz wyjaśnił, że o ile kierowca nie jest pijany, lub też nie zostało popełnione przestępstwo kryminalne, nie wolno mu postawić zarzutów. Nie poddał też kierującego badaniem alkomatem na trzeźwość. Czy własność komunalna to nie jest miejsce publiczne, a ponadto dlaczego  prawo drogowe nie stosuje się na terenie prywatnym? – pytał To.

    Co się okazuje, gdyby podobne zdarzenie miało miejsce na terenie jakiejkolwiek innej prowincji, kierowca byłby oskarżony. Ontario jest jedyną prowincją Kanady, gdzie przepisy drogowe mają zastosowanie tylko na drogach i ulicach publicznych.

    – Highway Traffic Act nie ma zastosowania na terenie prywatnym – mówi sierżant Peter Leon - HTA stosuje się wyłącznie do dróg  definiowanych jako wspólna publiczna droga, ulica, aleja, podjazd, plac, most, wiadukt czy estakada, której jakaś część jest przeznaczona do publicznego przejazdu samochodów.

    To nie obejmuje parkingów – nawet tych, będących własnością państwa, a więc ponieważ w Ontario parkingi nie są uznawane za publiczne drogi, nie można być na nich oskarżonym o naruszenie przepisów kodeksu drogowego HTA.

    Oznacza to również, że na TERENIE PRYWATNYM możemy prowadzić samochód bez tablic rejestracyjnych, nie posiadając prawa jazdy ani ubezpieczenia motoryzacyjnego.

    Osoby mieszkające na farmie często mają takie pojazdy nieubezpieczone i niezarejestrowane i dopóki jeżdżą nimi w obrębie majątku wszystko jest legalne – wyjaśnia Leon. – Jeśli tylko wjadą, nawet przekraczając z jednej strony na drugą, na drogę publiczną – wówczas od razu zaczyna obowiązywać całe prawo drogowe.

    Teoretycznie więc na terenie prywatnym możemy prowadzić, co nam się zamarzy – autobus szkolny albo osiemnastokołową ciężarówkę.

    Ontario jest jedyną taką prowincją, gdzie cała ustawa o ruchu drogowym nie ma zastosowania na terenie prywatnym, w Quebecu na terenie prywatnym obowiązuje część tamtejszych przepisów ruchu drogowego, inne nie, jak na przykład o używaniu urządzeń rozpraszających kierowcę podczas jazdy – nie mają zastosowania.

    Czy zatem oznacza to, że możemy na parkingach czynić bezeceństwa drogowe, które ujdą nam na sucho?

    Co to, to nie.

    Jeśli jadąc nieostrożnie, wjedziemy na parkingu w zaparkowane auto, HTA nie ma zastosowania, ale Kodeks karny, jak najbardziej. Można nam wówczas postawić zarzut niebezpiecznego prowadzenia pojazdu mechanicznego z artykułu 249 federalnego Kodeksu karnego, co zagrożone jest maksymalną karą pięciu lat więzienia. Nie jest to zarzut, który policja często stawia – aby "zasłużyć" sobie na coś takiego, trzeba narazić innych na duże ryzyko – wyjaśnia Leon. Inne zarzuty kryminalne, które mogą się stosować w takim przypadku, to ucieczka z miejsca wypadku oraz prowadzenie w stanie nietrzeźwym – obydwa w oparciu o Kodeks karny. Jeśli ktoś wjedzie w nasz samochód na parkingu, wypadek taki musi być zgłoszony, albo dzwoniąc na policję, albo do biura zgłoszeń wypadków, o ile szacowana szkoda nie przekracza 1000 dolarów.

    Należy również bezzwłocznie alarmować policję, jeśli ktoś odniósł obrażenia, uciekł z miejsca zdarzenia lub wydaje się prowadzić pod wpływem alkoholu czy narkotyków. Leon ostrzega, aby w przypadku takiego podejrzenia nie jechać za sprawcą, lecz zapisać numery i podać policji.

    Powiem szczerze, że wielu z tych rzeczy nie wiedziałem, i dlatego ochoczo o nich informuję.

Wasz Sobiesław.

Opublikowano w Moto-Goniec