Goniec

Register Login

piątek, 29 kwiecień 2016 14:47

Mieszać biegami każdy może…

        Różne można mieć opinie na temat uczciwości sprzedawców samochodów, ale jest rzeczą raczej czy udowodnioną, że oszustw mniejszych większych  jest całkiem sporo.

        No bo jakże inaczej nazywać powszechne oszukiwanie na danych o spalaniu, o aferze Volkswagena nie wspominając.

        Wszyscy podkręcali dane, tak by wydawało się, że auta jeżdżą dosłownie na kropelkach, a jeśli nie były to dane brane wprost z księżyca, to uzyskiwane w superidealnych warunkach nijak mających się do prawdziwej eksploatacji.

        Borykał się z tym Hyundai, a obecnie o to samo oskarżany jest Mitsubishi. W tym przypadku sytuacja jest o tyle skomplikowana, że w takiej na przykład Japonii samochody o niskim spalaniu mają ulgi podatkowe, a więc nie chodzi jedynie o nabicie w butelkę kupującego, ale też tamtejszego fiskusa.

Opublikowano w Moto-Goniec
piątek, 22 kwiecień 2016 13:53

Trzeba donosić!

        Wiosna coraz wyraźniejsza, pora więc wrócić to tekstów „obyczajowych”.

        Ludzie na wiosnę dostają lekkiego podniecenia i zachowują się na drodze jak kretyni, do tego dochodzi osłabienie wiosenne, czyli rozkojarzenie hormonalne. Ze zderzenia tych nastawień rodzi się problem drogowy. No bo jedni cisną gaz i robią slalom między pasami, a drudzy zwalniają, otwierają okno i wdychają wiosnę, wsłuchani w odgłosy budzącego się życia.

        Co robić?

        Zdawać sobie sprawę i hamować własne rozochocenie wiosenne. Wiosna, jaka jest, każdy widzi, ale prowadzenie samochodu to poważna sprawa.

        Pierwsza zasada mówi - odsuwać się od niepewnych kierowców, wszystko jedno czy za szybkich, czy za wolnych; róbmy im miejsce na drodze niczym w psychiatryku. Nie ubędzie nam, a możemy uniknąć sporo nieprzyjemności, czy może nawet ocalić życie.

Opublikowano w Moto-Goniec
czwartek, 17 marzec 2016 23:22

Tylko na dobrej gumie

    Pisałem w poprzednim numerze  o możliwości eksplozji opony, zostańmy więc przy ogumieniu, bo wiosna to czas, gdy wielu z nas wymienia opony na letnie lub all-season i może się okazać, że powinniśmy jednak kupić nowe.

    Jedna rada – nie oszczędzajmy na oponach! Możemy oszczędzać na wszystkim innym – nawet na wymianie oleju czy myjni, ale na oponach nigdy! To jest sprawa życia lub śmierci. Nie tylko chodzi tu o drogę hamowania, ale na przykład o to, czy wpadniemy w poślizg i nas obróci, czy nie.

    A więc wymieniajmy opony raz na sześć lat albo gdy bieżnik jest mniejszy od 3 mm.

    Jak najlepiej dobrać oponę do naszego samochodu? Jak czytać oznaczenia na ścianie opony?

    Symbole te mówią o wielu sprawach: rozmiarze, strukturze wewnętrznej, najwyższej dopuszczalnej prędkości, rodzaju samochodów, do jakich opona jest przeznaczona, etc.

    I tak, P oznacza, że mamy do czynienia z oponą do samochodów osobowych, LT (light truck), czyli  niewielkich ciężarówek i furgonów, T to temporary spare – opona zapasowa; a ST (special trailers) – naczepy.

    Co ciekawe, jeśli opona nie ma takiej litery, to oznacza rozmiar metryczny (euro). Opony P-metryczne i Euro-metryczne tych samych rozmiarów mogą się różnić, gdy chodzi o rekomendowane wielkości ciśnienia i dopuszczalnego obciążenia.

    Inne oznaczenia:

    Szerokość opony

    Szerokość mierzy się w milimetrach w najszerszym miejscu. I tak, opona 225 ma 225 mm od zewnętrznej do wewnętrznej ścianki.

    Aspekt Ratio

    Określa stosunek wysokości ściany opony do jej wysokości. I tak, na przykład, opona 225/55 ma 225 mm szerokości, a stosunek wysokości ściany do jej szerokości wynosi 55 proc. Im mniejszy ten stosunek, tym bardziej "przysadzista" sama opona.

    Wielkość felgi

    Kolejne oznaczenie to średnica koła – opona 225/55/16 nadaje się na koła średnicy 16 cali.

    Trzeba wiedzieć, że do danego modelu felgi pasują opony o kilku rozmiarach – warto więc zastanowić się, czy nie chcemy trochę szerszej albo wyższej opony, przy czym zawsze trzeba pamiętać, że zmiana wielkości koła, która się za sprawą takiej decyzji dokona, wpłynie na odczyt licznika prędkości.

    Kolejna wielkość służąca do określania  opony to indeks obciążenia (load index) – jaką wagę dana opona może przenosić przy maksymalnym bezpiecznym napompowaniu. Wielkość ta odpowiada specjalnemu indeksowi. I tak na przykład, gdy indeks wynosi 97, to nie oznacza, że opona ma dopuszczalne obciążenie 97 funtów czy kilogramów, lecz – 1609 funtów.

     Następna ważna charakterystyka to speed rating, czyli maksymalna bezpieczna prędkość, z jaką można jechać na danej oponie. Wielkość ta oznaczana jest literami od A do Y z jednym wyjątkiem – H przypada między U i V.

    Odpowiednie dla danego samochodu rozmiary opon oraz zalecane ciśnienia napompowania znajdują się na tabliczce umieszczonej przy drzwiach kierowcy, no i oczywiście w instrukcji do auta.

    Oczywiście opony powinny być jednakowe na wszystkie koła, jedne da się przekładać, by wyrównać zu-żywanie, inne nie. Opony letnie lub do samochodów usportowionych często mają zaznaczony kierunek obrotu. Od rzeźby bieżnika zależy nie tylko to, jak sprawnie opona odprowadza wodę, błoto czy śnieg, ale również wielkość szumu jazdy w samochodzie.

    Na rynku mamy bardzo dużo opon z Azji, wiele dziwnych marek. Zazwyczaj są dobrej jakości i jeśli eksploatujemy nasz samochód bez żadnych ekscesów, będziemy z nich zadowoleni.

    Dla większości z nas głównymi rzeczami przy podejmowaniu decyzji kupna jest trwałość bieżnika, czyli to czy opona starczy na 60 tys., czy np. na 105 tys. km (wielkości te oczywiście zależą od sposobu eksploatacji) oraz to czy jest cicha podczas jazdy. To drugie ma znaczenie zwłaszcza dla ludzi jeżdżących na długich trasach.

    W Internecie można znaleźć wiele firm sprzedających opony wysyłkowo, polecam te kanadyjskie, jak choćby PMCtire.com z Quebecu czy naszą poczciwą CanadianTire – warto poczekać na wyprzedaż – znać rozmiary, o jakie nam chodzi, i kupić, kiedy cena będzie 50 proc. Przy kupnie opon niestety dochodzi jeszcze koszt instalacji i wyważenia koła – można to zawczasu negocjować przy kupnie, oraz opłata środowiskowa. Wiele firm każe sobie też płacić za zostawiane stare opony.

    Jednym słowem, kupujmy opony na spokojnie, zaopatrzeni w podstawowe informacje i najlepiej porównujmy wszystko w Internecie.

    Wbrew pozorom koła to jest najważniejsza rzecz w samochodzie, bez nich auto nie pojedzie, a to co na kołach, decyduje o naszym bezpieczeństwie, komforcie jazdy, no i ma też wpływ na zużycie paliwa, o czym życząc wiosennie szerokiej drogi, zapewnia Wasz Sobiesław.

Opublikowano w Moto-Goniec

    Wiele osób  prosiło o komentarz do niedawnego wypadku limuzyny prezydenta Dudy, więc dzisiaj wszystko inne odkładamy na bok.

    Szczęśliwie nigdy nie rozleciała mi się opona na kole, widziałem, jak rozlatywały się  u innych, ale zawsze były to naczepy ciągników siodłowych, które z reguły mają niezadbane koła i stare ogumienie. Nie mogę więc powiedzieć, że piszę z własnego doświadczenia, nie znam też nikogo, komu opona rozleciała się na autostradzie. W bardzo dawnych czasach  jakiś dowcipniś przeciął mi oponę nożem z boku do kordu stalowego i gdy przejeżdżałem z prędkością jakichś 60 km/h przez tory tramwajowe, gwałtownie uszło z niej powietrze. Może gdybym był na autostradzie, miałbym kłopot, a tak, skończyło się na wymianie koła i nowej oponie.

Opublikowano w Moto-Goniec
czwartek, 25 luty 2016 22:39

Kiedy kuper zaczyna latać po drodze

    Zanim jeszcze w tym tygodniu zaczęły się śnieżyce, mżawki marznące i ulewy, jechałem w środku nocy przez Skyway Bridge,  na cruise control, nieco ponad dopuszczalną prędkość. Pusto głucho, sucho. Dobra, leniwa jazda.

    No i na samym szczycie mnie zmroziło. Dostałem nagły podmuch wiatru i kuper auta zaczął się wozić.

    Miałem szczęście, bo było sucho i nie zareagowałem gwałtownie. Jednym z pierwszych błędów, jakie popełniamy w takiej sytuacji, jest spanikowana reakcja i szarpnięcie kierownicą; to szarpnięcie może właśnie pozbawić nas przyczepności, a gdybyśmy tego nie zrobili, sytuacja wcale nie byłaby taka groźna.

    Nie tylko jazda zimowa grozi nagłą utratą kontroli nad pojazdem. Można się poślizgnąć nie tylko na lodzie, ale również na wodzie, można czasem wpaść w poślizg na zmoczonym kurzu, gdy latem zaczyna padać...

    Pierwszym przykazaniem jest oczywiście uważna jazda...

    No, ale jeśli nam się zdarzyło odpłynąć myślą od drogi, i zmiana warunków nas jednak zaskoczy, wówczas drugie przykazanie mówi "spokój" – trzeba zachować spokój i dać sobie sekundę – dwie na reakcję. Samochód często – np. przy hydroplaningu – wróci sam do przyczepności, jeśli nic gwałtownego nim nie uczynimy.

    Gdy jednak zagrożenie zacznie się rozwijać, reagujmy w zależności od potrzeby; łagodnie sterujmy kołami przednimi, by były ustawione zgodnie z kierunkiem przemieszczania się samochodu, broń Boże żadnego gwałtownego hamowania.

    Trudno w dzisiejszych czasach coś ogólnie radzić, ponieważ bardzo dużo zależy od tego, czym kierujemy; czy nasze auto wyposażone jest w automatyczny system traction control albo wspomaganego brania zakrętów, czy nie; czy ma napęd na cztery koła, na przednie, czy na tylne; czy ma hamulce bezblokadowe, a jeśli tak, to której generacji. W coraz tańszych samochodach jest coraz więcej systemów wspomagających. Stąd trudno mówić o jednakowej formule – prócz wspomnianego zachowania spokoju.

    Generalnym przykazaniem powinno być poznanie własnego samochodu w takich sytuacjach, stąd rada, by jednak poćwiczyć sobie na jakimś placu jazdę po śniegu i lodzie. I nie chodzi o to, byśmy uczyli się dryftu, tylko byśmy generalnie mieli poczucie zachowania się naszego samochodu; byśmy wiedzieli, co on zrobi, gdy na abeesie skręcimy kołami etc. No i oczywiście, dbajmy o swoje auta, nie o to jak wyglądają, bo to życia nam nie uratuje, ale dobre opony, to i owszem, mogą. Dobrze ustawiona zbieżność, dobrze napompowane koła. To wszystko są drobne rzeczy, które łącznie sprawią, że w danej sytuacji nie wpadniemy w poślizg.

    Kolejna rzecz zaś, to by jednak w bardziej wymagających warunkach nie jeździć na cruise control czy innych automatach i nie pozwalać sobie na dekoncentrację.

    Skoro już jestem przy urokach zimowej jazdy, to warto przypomnieć kilka podstawowych zasad.

    Pierwsza jest taka, aby ZAWSZE odśnieżać całe auto łącznie z dachem, a nie tylko szyby. Jest to nie tylko grzeczność wobec innych użytkowników dróg, ale również kwestia naszego własnego bezpieczeństwa - w trakcie jazdy śnieg z nieodśnieżonego dachu czy maski natychmiast będzie nawiewany na oczyszczone szyby i mimo włączonego ogrzewania możemy mieć ograniczoną widoczność. No i  wycieraczki – właściwie powinniśmy je wymieniać każdej zimy, bo jest to wydatek groszowy w porównaniu z korzyściami. Dobre wycieraczki, zwłaszcza nocą, to podstawa! Dobrze oczyszczona szyba przekłada się na mniejsze zmęczenie przy prowadzeniu.

    Warto też wozić w aucie grubsze ubranie, jakiś sweter, rękawice. Zazwyczaj w mieście, jeśli jeździmy samochodem, jesteśmy zbyt lekko ubrani i przez lekką stłuczkę możemy nabawić się zapalenia płuc.

    Oczywiście, oprócz dobrej zmiotki do śniegu i drapaczki do lodu przydałaby się szufla, może być krótka,  ale za to na tyle zgarniająca, by dało się odkopać auto na parkingu.

    I na koniec, rzecz najbardziej zdroworozsądkowa. Pada, drogi białe – nie musisz jechać, no to nie jedź! A jeśli musisz, to popatrz na prognozę, ruch na drogach, zobacz na radarze pogodowym, czy, gdzie i kiedy będzie padać, i zachowuj się jak dorosły człowiek.
    

    Do czego szczerze namawia, Wasz Sobiesław.

Opublikowano w Moto-Goniec
czwartek, 11 luty 2016 23:18

Już w ten weekend...

    To już w ten weekend i, co tu ukrywać, cieszę się, bo wystawa motoryzacyjna w Toronto ma swoją atmosferę i swoją tradycję.

    Jak już kilkakrotnie pisałem, zmieniają się na naszych oczach nie tylko same samochody, ale zmienia się cały system transportu drogowego; coraz więcej robotyzacji, automatyzacji i nowych rodzajów napędów. Z roku na rok jest też tego więcej na Międzynarodowej  Kanadyjskiej Wystawie Samochodowej. Jak informują organizatorzy, podczas 2016 Canadian International AutoShow zaprezentowanych zostanie ponad 25 modeli z napędem elektrycznym, hybrydowym i wodorowym. Zadebiutuje w kręgu wystawowym model SUV-a Tesli – tesla X. To auto jest składanką cudów najnowocześniejszych technologii i warto to zobaczyć na własne oczy, a do tego drzwi zamiast po Bożemu na boki, otwierają się do góry.

Opublikowano w Moto-Goniec

    Jest to rzecz, która często zaprząta głowę; jak to jest z wypadkami, stłuczkami na terenie prywatnym, jak to jest z punktu widzenia przepisów o ruchu drogowym?

    Niedawno na własnym parkingu blokowym miałem do czynienia z pewnym namolnym kierowcą, wyraźnie niemiłym i niekooperującym, przez co o mały włos nie stuknęliśmy się autami.

    No więc, jak to jest? Tak się złożyło, że czytałem niedawno odpowiedzi na listy bodajże w "Globe and Mail" na ten właśnie temat. Zacytuję pytanie:

    – Moja rodzina urządzała przyjęcie weselne w sali miejskiej, wynajęliśmy autobus, aby nikt nie musiał prowadzić, ale w trakcie manewrowania kierowca autobusu uderzył dwa zaparkowane samochody. Wezwana na miejsce policja OPP spisała zeznania świadków i oświadczyła, że nie jest władna postawić zarzutów kierowcy, ponieważ zdarzenie miało miejsce na terenie prywatnym (miejskim). Funkcjonariusz wyjaśnił, że o ile kierowca nie jest pijany, lub też nie zostało popełnione przestępstwo kryminalne, nie wolno mu postawić zarzutów. Nie poddał też kierującego badaniem alkomatem na trzeźwość. Czy własność komunalna to nie jest miejsce publiczne, a ponadto dlaczego  prawo drogowe nie stosuje się na terenie prywatnym? – pytał To.

    Co się okazuje, gdyby podobne zdarzenie miało miejsce na terenie jakiejkolwiek innej prowincji, kierowca byłby oskarżony. Ontario jest jedyną prowincją Kanady, gdzie przepisy drogowe mają zastosowanie tylko na drogach i ulicach publicznych.

    – Highway Traffic Act nie ma zastosowania na terenie prywatnym – mówi sierżant Peter Leon - HTA stosuje się wyłącznie do dróg  definiowanych jako wspólna publiczna droga, ulica, aleja, podjazd, plac, most, wiadukt czy estakada, której jakaś część jest przeznaczona do publicznego przejazdu samochodów.

    To nie obejmuje parkingów – nawet tych, będących własnością państwa, a więc ponieważ w Ontario parkingi nie są uznawane za publiczne drogi, nie można być na nich oskarżonym o naruszenie przepisów kodeksu drogowego HTA.

    Oznacza to również, że na TERENIE PRYWATNYM możemy prowadzić samochód bez tablic rejestracyjnych, nie posiadając prawa jazdy ani ubezpieczenia motoryzacyjnego.

    Osoby mieszkające na farmie często mają takie pojazdy nieubezpieczone i niezarejestrowane i dopóki jeżdżą nimi w obrębie majątku wszystko jest legalne – wyjaśnia Leon. – Jeśli tylko wjadą, nawet przekraczając z jednej strony na drugą, na drogę publiczną – wówczas od razu zaczyna obowiązywać całe prawo drogowe.

    Teoretycznie więc na terenie prywatnym możemy prowadzić, co nam się zamarzy – autobus szkolny albo osiemnastokołową ciężarówkę.

    Ontario jest jedyną taką prowincją, gdzie cała ustawa o ruchu drogowym nie ma zastosowania na terenie prywatnym, w Quebecu na terenie prywatnym obowiązuje część tamtejszych przepisów ruchu drogowego, inne nie, jak na przykład o używaniu urządzeń rozpraszających kierowcę podczas jazdy – nie mają zastosowania.

    Czy zatem oznacza to, że możemy na parkingach czynić bezeceństwa drogowe, które ujdą nam na sucho?

    Co to, to nie.

    Jeśli jadąc nieostrożnie, wjedziemy na parkingu w zaparkowane auto, HTA nie ma zastosowania, ale Kodeks karny, jak najbardziej. Można nam wówczas postawić zarzut niebezpiecznego prowadzenia pojazdu mechanicznego z artykułu 249 federalnego Kodeksu karnego, co zagrożone jest maksymalną karą pięciu lat więzienia. Nie jest to zarzut, który policja często stawia – aby "zasłużyć" sobie na coś takiego, trzeba narazić innych na duże ryzyko – wyjaśnia Leon. Inne zarzuty kryminalne, które mogą się stosować w takim przypadku, to ucieczka z miejsca wypadku oraz prowadzenie w stanie nietrzeźwym – obydwa w oparciu o Kodeks karny. Jeśli ktoś wjedzie w nasz samochód na parkingu, wypadek taki musi być zgłoszony, albo dzwoniąc na policję, albo do biura zgłoszeń wypadków, o ile szacowana szkoda nie przekracza 1000 dolarów.

    Należy również bezzwłocznie alarmować policję, jeśli ktoś odniósł obrażenia, uciekł z miejsca zdarzenia lub wydaje się prowadzić pod wpływem alkoholu czy narkotyków. Leon ostrzega, aby w przypadku takiego podejrzenia nie jechać za sprawcą, lecz zapisać numery i podać policji.

    Powiem szczerze, że wielu z tych rzeczy nie wiedziałem, i dlatego ochoczo o nich informuję.

Wasz Sobiesław.

Opublikowano w Moto-Goniec
piątek, 29 styczeń 2016 14:22

Jeszcze o przejściach dla pieszych

    Kilka osób pytało mnie, jak to jest w końcu z tym przepuszczaniem pieszych na pasach – czy skręcając w prawo na zielonym świetle, trzeba czekać, aż pieszy opuści jezdnię i wejdzie na chodnik, przechodząc przez sześć pasów? Na zdrowy rozum jest to idiotyzm, który doprowadziłby do całkowitego paraliżu komunikacyjnego.

    Cóż, szczęśliwie sytuacja nie jest aż tak zła... Kiedy nowe przepisy podano po raz pierwszy do wiadomości publicznej, ludzie zaczęli łapać się za głowy, sądząc, że dotyczą każdego przejścia dla pieszych ze światłami;  że niezależnie od tego, ile jest pasów ruchu, kierowca, aby przejechać, musi poczekać, aż przez pasy przejdą wszyscy piesi.

    Tymczasem prawo, które obowiązuje od początku stycznia, stanowi jedynie, że kierowcy (i rowerzyści) muszą się zatrzymać i poczekać, aż piesi całkowicie opuszczą jedynie przejście oznaczone jako crossover, czyli to z migającymi światłami uruchamianymi przez przechodnia, albo też zwykłe przejście (crosswalk), jeśli jest na nim obecny strażnik szkolny ze "stopem".

Opublikowano w Moto-Goniec
czwartek, 14 styczeń 2016 22:04

Motoryzacyjny patriotyzm

    Świat się zmienia, również ten motoryzacyjny. Może to kwestia wieku, ale wydaje mi się, jakby te zmiany przyspieszały. Zmieniają się nie tylko samochody, zmienia się technologia i my – ludzie – się zmieniamy.

    Jedną z oznak takich zmian jest rola panien zatrudnianych na wystawach motoryzacyjnych. No bo czemu nie? Do tej pory te atrakcyjne stworzenia uważane były za optycznie przyjemną wisienkę na torcie nowego modelu. Okazuje się, że coraz częściej za powabną powłoką kryje się wyspecjalizowane narzędzie informacyjno-analityczne.

    Panie stojące przy samochodach szkolone są bowiem do tego, by

    a) inteligentnie informować o samochodzie oraz

    b) wypytywać potencjalnych klientów, co im się podoba, a  co nie, co chcieliby mieć w aucie, a co im doskwiera.

    Zanim więc Japończycy wymyślą podobnie powabne roboty do tej roli, ta wydawałoby się zupełnie zbyteczna samochodowa marionetka jest skutecznym narzędziem marketingowym i pijarowym.

    Zatem Panowie, więcej szacunku w kontaktach z wystawowym moto-bimbo, no i oczywiście proszę bez seksistowskich uwag, typu "ile ten samochód kosztuje razem z panią"...

•••

    Winien jestem wyjaśnienie. Otóż do redakcji zadzwonił pan Lucjan i zarzucił mi brak patriotyzmu. Piszę zbyt często o autach niemieckich, a tymczasem samochody produkowane na miejscu to są właśnie te, którymi powinniśmy jeździć; one przecież tworzą lokalnie miejsca pracy, napędzają gospodarkę.

    Odpowiadam: jestem patriotą i  kibicuję, ile mogę, panu Arkadiuszowi Kamińskiemu, który w Polsce z pasją walczy o uruchomienie produkcji syreny. Taką polską marką chciałbym jeździć.

    Przepraszam bardzo, czy są jakieś kanadyjskie marki? Nie widzę, nie słyszę. Są tylko amerykańskie samochody, produkowane w Kanadzie. Zatem, nasz jest tutaj wkład.

    Można równie dobrze argumentować, że dopóki nie pojawi się na rynku poważna polska marka, to nie pozostaje nam nic innego, jak kupować modele z polską zawartością. A tego jest trochę, bo Polska jest największym w Europie producentem części zamiennych. W kraju działa 900 producentów części motoryzacyjnych, z czego 300 stanowią firmy z kapitałem obcym, a reszta jest polska. Produkują głównie dla Niemców, ale nie tylko. Jest więc baza, by zacząć rozwijać rodzime marki; może uda się z syrenką, może uda się z żukiem opartym na starym volkswagenie transporterze. Od czegoś trzeba zacząć.

    A Kanada?

    W Kanadzie wielkie koncerny zachowują się bez sentymentów. Proszę zapytać wszystkich tych, których zwolniły z pracy. Nie ma przeproś – produkcja jest transferowana bez żadnych skrupułów do Meksyku; części kupuje się z Korei Południowej czy z Chin.

    Na dodatek, gangsterzy z wielkich korporacji wymuszają na władzach dofinansowanie w postaci pieniędzy podatników. Ot, jakieś tam 20 mln na zmianę osprzętu taśmy czy szkolenie załogi. Są to korporacyjne zapomogi, wymuszane przez polityczny nacisk, groźbę wyprowadzki i wyrzucenia kilkutysięcznej załogi.

    No taki jest świat, tak został skrojony,  proszę więc nie mieć do pretensji, że nie będę z miłością pisał o kanadyjskich modelach tylko dlatego, że są montowane w Kanadzie. Piszę o samochodach, które jakoś tam odstają z szeregu czy przyciągają oko. I nie mam absolutnie żadnych oporów przed kupowaniem, na przykład, starego audi czy bmw, bo w końcu samochód taki już został tu raz zapłacony i daję tylko zarobić Kanadyjczykowi, który akurat go w danej chwili odsprzedaje.

    Podsumowując, byłbym większym patriotą lokalnym, gdyby "patriotyczne" nastawienie miały również GM Chrysler czy Ford. Skoro zaś kierują się zyskiem i małymi kosztami własnymi, to nic nie przeszkadza, byśmy również kierowali się tego rodzaju filozofią prywatnie.

    Tak to rozumiem, panie Lucjanie.

    Patriotyzm zaś powinien dotyczyć marek, bo to właściciele marek spijają samą śmietankę. To oni, mówiąc za Marksem, dostają do kieszeni wartość dodatkową. Kanada, mimo tylu lat motoryzacji, żadnej marki nie wytworzyła.

    Może więc przyszedł czas, aby uczyniła to Polska, bo być może idzie w historii nasz czas, polski czas. Przynajmniej w tamtym zakątku Europy. Nie trzeba ograniczać marzeń.

    A zatem niech żyje syrena! I zapewniam, że gdy tylko będzie dostępna w wersji dla ludzi, a nie na rajdy, to kupuję to auto – z wielkim orłem na dachu.

    Do czego też Państwa namawiam

Sobiesław Kwaśnicki

Opublikowano w Moto-Goniec
niedziela, 03 styczeń 2016 23:00

Centaur

    Nowy rok, nowe wystawy, nowe trendy, motoryzacja, korzystając z rozwoju elektronicznych układów kontroli i sterowania, rozwija się ostatnimi laty nadzwyczaj  dynamicznie.

    Jedną z tendencji, która będzie coraz bardziej widoczna na drogach, jest półautomatyzacja jazdy. Do pełnego autonomicznego kierowania samochodem przez komputer, czyli de facto robotyzacji samochodu, mamy jeszcze trochę czasu, ale sądząc po systemach zastosowanych ostatnio w Tesli, półautoamtyzacja jest na wyciągnięcie ręki.

    Co to oznacza? To że z całą pewnością w niektórych sytuacjach, w dobrych warunkach atmosferycznych i na dobrze oznakowanych drogach auto będzie w stanie jechać nawet  i kilka godzin bez ingerencji kierowcy, korzystając z istniejących i wypróbowanych już systemów utrzymywania się w pasie ruchu, zachowania odległości od pojazdu jadącego z przodu czy "czytania" znaków drogowych.

Opublikowano w Moto-Goniec