Goniec

Register Login

niedziela, 13 grudzień 2015 18:03

Zgrzytam zębami

Wiedziałem, po prostu wiedziałem (i pisałem o tym), że tak będzie. Gdy zobaczyłem w czasie igrzysk panamerykańskich wydzielone pasy ruchu na autostradzie Gardiner, z napisem "temporary", tknęło mnie, że na pewno będzie to już na stałe.

Nie ulega wątpliwości, że wybrano nam (a przynajmniej mnie, bo ja na nich w życiu nie głosowałem) rząd wrogi wobec samochodu i nienawidzący normalnych ludzi z rodzinami. Wszystkich nas, którzy codziennie musimy tego samochodu używać.

Fajnie jest przesiąść się do metra, gdy się pracuje od 9 do 5 na państwowej posadzie i nie trzeba odbierać dzieci ze szkoły, przedszkola tudzież robić uzupełniających zakupów po drodze. Jeszcze fajniej jest, gdy mamy robotę w legislaturze czy na ratuszu i wożą nas limuzyną, wtedy możemy postulować, by – kiedy jest ładna pogoda – przesiadać się na rower...

Opublikowano w Moto-Goniec
piątek, 04 grudzień 2015 14:39

Zamiast BMW? Hyundai genesis

Czy można w ogóle zastanawiać się, czy zamiast BMW kupić hyundaia?! Dożyliśmy takich czasów, że jednak można.

Pewnie, że w BMW znajdziemy europejskie wyrafinowanie, a hyundai w wielu aspektach może wydawać się nouveau-riche, na przykład gdy chodzi o plastikowy wystrój kabiny, ale sześciobiegowa ręczna skrzynia biegów sprzęgnięta z 348-konnym (sic!) sześciocylindrowym motorem o bezpośrednim wtrysku pozwala szczerzyć zęby w radosnych przeciążeniach.

Na dodatek, za tę kieszonkową rakietę o wadze 1628 kg z napędem na tylne koła zapłacimy mniej niż... 30 tys. dolarów.

Hyundai słynie z podbijania stawki we wszystkich segmentach samochodów, a wyścigowa opcja Hyundaia genesis R-Spec jest klasą dla siebie i na kanadyjskim rynku nie znajdziemy niczego równie potężnego poniżej 30 tys.

Opublikowano w Moto-Goniec
piątek, 27 listopad 2015 14:44

Czego warto się trzymać?

Na początek coś małego, co cieszy. Otóż wróciłem niedawno z Polski, gdzie od czasu do czasu zdarza mi się podróżować po obcych miejscach i przydałby się GPS.

Niby można wziąć stąd i ładować tamtejsze mapy, niby mapa jest w każdej komórce, ale zabierając tutejszego smartfona, ze względu na drakońskie opłaty wyłączam w nim funkcję "data", a przy takim ustawieniu mapy ładują się wyłącznie przy podłączeniu do sieci wi-fi. Chyba że...

Chyba że przed wyjazdem władujemy sobie aplikację od niedawna udostępnianą przez Nokię – HERE Maps. Wówczas możemy załadować dowolny kraj, stan lub prowincję, zanim ruszymy w drogę, a HERE przekształci nasz smartfon (iPhone lub android) w funkcjonalny GPS, bez konieczności podłączenia do jakiejkolwiek sieci, wystarczy, że będzie zasiąg satelitów. – Oczywiście nasz telefon musi mieć w środku moduł GPS, ale obecnie większość ma.

Opublikowano w Moto-Goniec
piątek, 13 listopad 2015 14:33

All-weather to nie all-season

Akurat jestem jeszcze przed przekręcaniem kół, a co się człowiek nakręci tych śrub w kołach, to jego. Zabawę tę traktuję jako zaprawę fizyczną między porami roku i zastanawiam się, czy na pewno tak musi być i czy nie można w zamian robić czegoś przyjemniejszego.

Czy w świecie supertechnologii, rzeczywiście jesteśmy skazani na posiadanie dwóch zestawów opon? Czy nasz przemysł, który prześciga się w produktach lateksowych i gumowych, nie jest w stanie wyprodukować jednego rodzaju dobrych opon, i na zimę, i na lato?

Otóż jest taka możliwość! Specjaliści tropem Kubusia Puchatka poszli jednak po rozum do głowy i zastanowili się co też muszą uczynić, aby opona zimowa, tak fantastycznie reagująca na zimne ośnieżone nawierzchnie, nie traciła swych właściwości na rozgrzanym asfalcie i nie "pociła się" w zetknięciu z 50-stopniowym asfaltem.

Rezultatem tego myślenia jest opona na każdą pogodę all-weather tire, nie mylić z all-season tire. Jest to po prostu opona zimowa, która może być pozostawiona na kołach na lato. To tak w skrócie. Jakie są minusy takiego rozwiązania? (No bo chyba jakieś muszą być?) Tylko takie, że zimowa guma latem jest nieco twardsza, a więc jazda wydaje się nieco bardziej sztywna i odrobinę głośna. Jednak pod względem charakterystyk zachowania, trzymania się nawierzchni i drogi hamowania, opona wielopogodowa jest "mucha nie siada".

A zatem adios jesienne i wiosenne przykręcanie i odkręcanie, wreszcie mamy jedną oponę do zdarcia na cały rok.

Zwykłe opony wielosezonowe są gorsze zimą nie tylko ze względu na rysunek bieżnika, ale przede wszystkim dlatego – tak nam się głównie tłumaczy – że ich guma traci swe dobre właściwości poniżej 7 stopni Celsjusza. Opony wielopogodowej ten problem nie dotyczy. Jest ona bardzo mocno zbudowana, przez co większość nadaje się do szybszej jazdy i ma oznaczenie prędkości "H", czyli do 210 km/h. Ich bieżnik jest też nieco bardziej rozsunięty i ma większe przerwy niż w oponach wielosezonowych, dlatego łatwiej im wyciskać spod siebie śnieg i śnieżną breję, ale to na suchym daje nieco więcej hałasu.

W testach, jakim poddano kilka rodzajów opon zimowych, kilka wielosezonowych i trzy all-weather, wyszło na to, że przy hamowaniu na lodzie te ostatnie pozwalały się zatrzymać na dystansie o 20 proc. krótszym niż wielosezonowe, a opony zimowe skracały ten dystans o dalsze 15 proc. w stosunku do wielopogodowych. Jednak przy nawierzchni mokrej albo suchej – zmrożonej, te ostatnie wygrywały z zimowymi, a na śnieżnej brei wszystkie rodzaje zachowywały się podobnie.

Czy zatem warto spróbować? No pewnie, że tak, zwłaszcza że dla większości z nas zimowa jazda oznacza poruszanie się bo mniej lub bardziej odśnieżonych ulicach, i rzadko jeździmy w prawdziwie kopnym śniegu. Jeśli zaś nas to złapie, wówczas z tarapatów łatwo wyciągną nas łańcuchy na koła, które zawsze warto mieć zimą ze sobą na wszelki wypadek. Opon all-weather nie ma wiele, ale w Canadian Tire możemy dostać np. Hankook Optima 4S, a w Kal Tire Nokian Nordman czy Vredestein Quatrac.

Oto kilka opinii użytkowników tych ostatnich opon:

– Czytałem na ich temat wiele, bardzo różnych wypowiedzi i powiem, że mało miarodajnych. Postanowiłem zaryzykować... Opony "odpłaciły się" w jakości ich użytkowania!!! Jeżdżę dynamicznie i mogę na oponach polegać. Na suchej nawierzchni sprawują się cichutko i bardzo komfortowo, nie uginają się zbyt mocno na zakrętach, a to dla mnie istotna cecha. Mokra nawierzchnia też nie jest problemem, samochód prawidłowo się prowadzi nawet powyżej 150 km/h, wiadomo, że jak wjadę w głęboką kałużę, to będzie odczuwalny spadek przyczepności, ale jest on niewielki. Quatrac świetnie dają sobie radę na zaśnieżonej drodze, zarówno na świeżym i głębokim śniegu, jak i na ubitym i bardziej śliskim...

– Przejechałem na tych oponach około 20 000 km. Opony w każdych warunkach zachowują się bardzo dobrze. Jeździłem w większości w mieście, ale były też długie trasy po autostradach z dużymi prędkościami, jak i w terenie, a nawet w lesie po piachu i w błocie.

– Vredestein Quatrac 3 to nie jest opona dla ludzi pędzących 200 km/h lewym pasem, ale spokojnie 130 km/h prawym. Troszkę głośna przy ponad 100 km/h, ale nie jest to aż tak odczuwalne, żeby denerwowało. Dobrze amortyzuje nierówności na drodze. Latem da się odczuć miękkość mieszanki, ale w niczym to nie przeszkadza, w zakrętach jest stabilna. Jeszcze nigdy nie włączył mi się ABS, a nieraz trzeba było ostro hamować.

Tyle wypowiedzi kierowców, którzy recenzowali quatraki na stronach www.oponeo.pl.

Oczywiście, żadna opona nie zapewni nam stuprocentowej przyczepności w każdych warunkach i każda ma takie warunki, w których wpada w poślizg, zatem zimą po prostu musimy to wiedzieć i dostosować prędkość do warunków. Przy zakupie kolejnego zestawu ogumienia warto jednak wziąć pod uwagę świetne w każdej pogodzie opony, i na zimę, i na lato, do czego szczerze namawia

Wasz Sobiesław

Opublikowano w Moto-Goniec
piątek, 30 październik 2015 14:20

Jazda bez trzymanki

"Przyszłość jest dzisiaj" – hasło to znajduje potwierdzenie w faktach na ulicy.

Nie tak dawno temu Ministerstwo Komunikacji Ontario podało informację, że od stycznia dopuszczono możliwość testowania samochodów "bezzałogowych" na prowincyjnych drogach, a tu czytam w gazetach, że takie auta jeżdżą już wokół nas. I to wcale nie na zasadzie jakichś wyszukanych eksperymentów prowadzonych przez powołane do tego zespoły R&D, lecz kierowane przez zwykłego Kowalskiego.

Poprzeczkę ponownie przesuwa Tesla, o której pisaliśmy niedawno na tych łamach.

Na początku października Tesla zaoferowała posiadaczom modeli S zbudowanym w tym roku upgrade oprogramowania – za 3000 dol. otrzymać można funkcję "autopilot". Nowe oprogramowanie pozwala złączyć do kupy programy: • automatycznej kontroli utrzymywania pojazdu w środku pasa (dostępne w wielu samochodach), • adaptacyjnego tempotaktu, czyli cruise control, • automatycznej zmiany pasa ruchu (hands-free lane changes), • 360-stopniowego systemu ostrzegania przed zderzeniem, oraz • automatycznego parkowania, w trakcie którego samochód sam szuka miejsca do zaparkowania, a następnie parkuje się sam bez udziału kierowcy.

System wykorzystuje zamontowane w samochodzie sensory oraz dane uzyskane z innych samochodów tesla i pozwala na samoczynną jazdę – zapewnia menedżer Tesla Canada, Martin Paquet, który opowiada, jak jego auto samodzielnie przejechało z Toronto do Montrealu przy dużym natężeniu ruchu.

Aby zmienić pas, kierowca włącza jedynie sygnał kierunkowskazu, a samochód patrzy, czy droga jest wolna, i wykonuje manewr. Co jakiś czas sygnał dźwiękowy przypomina kierowcy o konieczności dotknięcia kierownicy, i jeśli tego nie uczyni, samochód samodzielnie zatrzyma się na poboczu. Ma to być zabezpieczenie przed zaśnięciem i rozkojarzeniem.

Wielu nowych właścicieli bawi się jednak jak dzikie mopsy i wbrew ostrzeżeniom producenta używa autopilota nie tak, jak to założono – czytając w aucie gazety, książki, czy też myjąc zęby, a filmiki z tych "wyczynów" puszcza na YouTube.

Tesla zapewnia, że jej system jest zaprojektowany z myślą o jeździe po autostradzie. Oczywiście system ma ograniczenia, np. kiedy śnieg zasypie pasy malowane na jezdni – może się pogubić.

Czy to jest legalne?

Podobno tak. W Ministerstwie Komunikacji twierdzą, że poziom automatyzacji, jaki prezentuje Autopilot Tesli, jest wystarczająco uregulowany przez istniejące przepisy. Jest również oczywiste, że nadal kierowca jest odpowiedzialny za całość poczynań samochodu.

Niedawno jednak Volvo ogłosiło, że przyjmie odpowiedzialność za wypadki, które w niekwestionowany sposób będą zawinione przez awarię systemów samochodu. Czekają nas więc jeszcze ciekawe batalie sądowe, i tłumaczenia, "to nie ja, to samochód sam z siebie przekroczył dopuszczalną prędkość, jaką mu nastawiłem"...

Są to problemy, z którymi bardzo szybko przyjdzie się zmierzyć.

Problemy bardzo różnorodnej natury. No bo kto by przypuszczał, że programiści, opracowujący software motoryzacyjny kierujący autonomicznymi pojazdami, będą musieli rozstrzygać sprawy życia i śmierci?

Problem w tym, co się na przykład dzieje, kiedy nagle na jezdnię wchodzi w nieprzepisowy sposób grupa przedszkolaków. Czy nasz samochód ma wówczas uznać, że bezpieczeństwo nas samych i naszych pasażerów jest ważniejsze i bez zmrużenia – przepisowo rozjechać te dzieci (skoro gwałtowne hamowanie nic nie da), czy też powinien raczej narazić na szwank nasze cztery litery, gwałtownie skręcając w bok na ścianę wiaduktu czy słup oświetleniowy? Jako kierowcy decyzje takie podejmujemy podświadomie. Ale nasz automatyczny samochód nie ma podświadomości, tylko słupki komend programu. Co wybrać?

Czy samochód chronić ma nasze życie i zdrowie kosztem innych, nawet wówczas, kiedy zmuszamy go do nieprzepisowej na przykład przekraczania prędkości o 15 km/h jazdy?

To są już dzisiaj całkiem istotne zagadnienia, które nie powinny być rozstrzygane na poziomie jakiegoś Ziutka programisty, lecz powinny stać się przedmiotem debaty społecznej.

Jak mówię, są to w końcu sprawy życia i śmierci, o czym z pewnym niepokojem zawiadamia

Wasz Sobiesław

Opublikowano w Moto-Goniec
piątek, 23 październik 2015 14:00

Rdza, czyli samochodowa siwizna

Jesień zadomowiła się na dobre, i póki jeszcze nie leją solanką po nogawkach, warto się zastanowić, czy czasem nie zabezpieczyć antykorozyjnie samochodu.

Pierwsze pytanie, ale po co?

Otóż, dla ochrony naszej atmosfery i w ogóle planety.

Warto sobie uświadomić prostą prawdę, że im dłużej używamy danej rzeczy i bardziej przedłużamy trwanie materialnych produktów, im częściej kupujemy rzeczy używane, z drugiej ręki – samochody, rowery, komputery, tym bardziej ZMNIEJSZAMY na nie zapotrzebowanie.

Spada popyt, a co za tym idzie, mniej się ich wyprodukuje. A produkcja artykułów przemysłowych stanowi główną przyczynę emisji szkodliwych gazów do atmosfery!

Weźmy taki samochód, trzeba przecież wydobyć rudę żelaza i innych metali, wytopić, wywalcować, pogiąć na dobry kształt, trzeba wyprodukować plastyki, gumy, oleje, gdy to podliczymy razem do kupy, to wyjdzie nam, że to właśnie ta produkcja jest odpowiedzialna za 80 proc. emisji, zaś to co tam ujdzie z rury wydechowej, to jedynie 18 proc.

Jeśli więc ratuję artykuły przemysłowe przed śmiercią na złomowiskach i wysypiskach, przed przetapianiem w hutach (znów idzie w powietrze smród i gaz), no to zachowuję się niezwykle ekologicznie. Stąd też wbrew ekopropagandzie, różnych ideologów zielonego, namawiających do kupowania coraz to nowszych hybryd, największymi przyjaciółmi planety są użytkownicy różnych dżanków. To dzięki nim planeta jeszcze ma czym oddychać...

Wcale nie żartuję.

Jest to dodatkowy powód, dla którego powinniśmy kupować starsze samochody z drugiej ręki, ale jest to także powód, dla którego powinniśmy dbać o te, które mamy, stąd impuls do zabezpieczenia antykorozyjnego.

Przyjemność ta kosztuje od 120 do 140 dol. rocznie. Najbardziej popularne jest zabezpieczenie olejem skapującym, a więc przez dwa dni musimy się liczyć z poplamioną podłogą w miejscu parkowania. Takie zabezpieczenie pozwala jednak na lepszą penetrację płynu antykorozyjnego w karoserii.

Jeśli zaś gdzieś nam już rdza dała znać o sobie, trzeba to jak najwcześniej "wypalić żelazem", czyli wyciąć, wyszlifować, naprawić i zabezpieczyć antykorozyjnie.

Żyjemy w świecie konsumpcyjnego szaleństwa i wszyscy usiłują skłonić nas do poświęcania czasu życia na harowanie na nowe fanty. Tymczasem używając starszych, możemy mieć więcej przyjemności i możliwości.

Tak to jest skonstruowane. Przyznam się bez bicia, że jest to główna przyczyna, dla której jeżdżę 15-letnim BMW nadal cudownie zachowującym się na drodze. I właśnie drogą licytacji nabyłem niedawno 5-letni laptop, który pomimo upływu czasu nie zestarzał się technologicznie. Oczywiście, wszystko to za jedną dziesiątą ceny nowego.

Polecam!

•••

A gdy już jesteśmy przy jakości aut, to właśnie Consumers Report opublikował ranking za rok 2015 Most Reliable Car Brands.

Pewnym zaskoczeniem jest usunięcie z pierwszego miejsca tesli model S. Stało się tak za sprawą sondowania opinii 1400 właścicieli. Tesla cierpi na mrożenie się ekranu, przecieki z szyberdachu czy konieczność wymiany silników elektrycznych. Oczywiście nie zdarza się to nagminnie i nadal jest to auto bardzo niezawodne.

Na pierwsze wjechał jednak lexus, a zaraz potem toyota, na trzecim jest audi, na kolejnych znalazły się subaru, kia i mazda. Honda oraz acura przesunęły się w dół. Głównie za sprawą przekładni CVT, na którą narzeka wielu posiadaczy najnowszych hond. Acura również ma kłopoty z przekładnią oraz z systemem infotainment AcuraLink. Mini, BMW, volkswagen i porsche uplasowały się w środkowej części tabeli, zaś mercedes benz gdzieś nieco powyżej jednej trzeciej od dołu.

Buick, jako jedyna marka amerykańska, wymieniony został w pierwszej dziesiątce. Zaś takie marki, jak jeep, fiat i ram, zaklasyfikowano poniżej przeciętnej.

Skrzynie biegów pozostają największym problemem w grupie Fiat Chrysler.

Doroczny Consumers Report sporządzany jest na podstawie "zeznań" 740 tys. respondentów.

Paradoksalnie powiem, że jest to kolejny powód, dla którego warto kupować auta z drugiej ręki, w których, co miało się popsuć, to już się popsuło.

O czym przekonuje
Wasz Sobiesław.

Opublikowano w Moto-Goniec

No to co z tymi dieslami, trują czy nie trują? Czy diesel to nadal dobry silnik? Afera Volkswagena daje wielu ludziom do myślenia, a tymczasem rzecz jest prosta.

Silnik wysokoprężny jest bardzo dobrym motorem, bardzo sprawnym (sprawniejszym od benzynowego) i dającym większe momenty zamachowe. Do tego spala o wiele mniej i mniej truje. Tak, emisja spalin z diesla jest mniejsza niż z silników benzynowych. Zwłaszcza z tych nowoczesnych diesli wyposażonych w dobre filtry cząstek stałych oraz skrubery tlenków azotu.

Opublikowano w Moto-Goniec
piątek, 21 sierpień 2015 15:19

Smartfon w samochodzie

Wiadoma rzecz, że nie wolno używać smartfonu w trakcie jazdy, nie znaczy to jednak, że posiadanie takiego urządzenia jest dla kierowcy bezużyteczne. Przeciwnie, istnieje cała gama aplikacji, tak na androida, jak na iPhone, które dostarczają potrzebnych informacji o warunkach drogowych i nie tylko.

Kiedyś znajomy wyjeżdżał w odległe zakątki prowincji atlantyckich. Chciał pożyczyć GPS, pytam, czy ma smartfona, i okazuje się, że ma całkiem niezłe galaxy, co jest równoznaczne z posiadaniem świetnego GPS-u. Moduł GPS montowany jest od dawna we wszystkich telefonach komórkowych, o smartfonach nawet nie wspominając. Ludzie sądzą, że jak nie ma zasięgu, to GPS-u nie da się używać. Owszem, jest trudno, gdy chodzi o mapy Google'a, które ściągają kolejne sektory po łączu data, jednak są takie aplikacje, jak navmii, które za darmo dają możliwość ściągnięcia na telefon map – trzeba się liczyć z zajęciem nawet z 2 GB pamięci – i wykorzystywaniem również tam, gdzie nie ma żadnego zasięgu! Do tego dochodzi głosowe udzielanie wskazań jazdy.

Opublikowano w Moto-Goniec
sobota, 08 sierpień 2015 14:50

Kiedy jedzie za nami "dyskoteka"

W ciągu tych kilkudziesięciu lat moich doświadczeń z kanadyjską policją zaszła poważna zmiana obyczajowa. 

W dawnych czasach policjanci byli mili, uprzejmi i nie zatrzymywali bez powodu; dzisiaj są zazwyczaj zjeżeni, a w dodatku zadają niestosowne pytania w rodzaju "dokąd jedziesz?" (A co ciebie to obchodzi?).

W zetknięciu z policją człowiek zazwyczaj jest podenerwowany i nie do końca zdaje sobie sprawę co policjant może, a co jest bezprawne.

Jak wyjaśniał niedawno w "Globe and Mail" prawnik Reid Rusonik, będąc zatrzymanym przez policję mamy obowiązek okazać trzy dokumenty: prawo jazdy, tytuł własności pojazdu (ownership) oraz odcinek z ubezpieczenia. Nie mamy obowiązku udzielania odpowiedzi na żadne pytanie poza okazaniem tych dokumentów, ale - jak dodaje Rusonik - ponieważ mamy do czynienia z osobnikiem, który jest uzbrojony, a poza tym mógł mieć zły dzień, więc nasze nastawienie do niego może mieć w przypadku takiego spotkania większe znaczenia niż konstytucyjne prawa.

Chodzi o to, że przepisy ruchu drogowego dają policjantowi wiele swobody w określaniu wysokości kary.

Moja atrakcyjna znajoma potwierdza tę opinię tajemniczym uśmiechem. Od nastawienia policjanta i do policjanta wiele zależy, czasem można wywinąć się ostrzeżeniem, czasem mandat zostaje zredukowany.

Kiedyś złapali mnie na Lakeshore koło Ontario Place wyszło na radarze 95 w strefie 60. Rosły Murzyn poszedł z dokumentami do radiowozu, wrócił, oddał papiery i powiedział: "widzę, że pracujesz samochodem, redukuję ci do 75 i proszę nie idź z tym do sądu". Uratował mi punkty, machnąłem ręką.

Generalnie chodzi więc o to, że jeśli potraktujemy policjanta jak człowieka, on nas też czasem lepiej potraktuje.

Kiedy policja może nas zatrzymać?

W dawnych czasach było tak, że dopiero wtedy gdy popełniliśmy wykroczenie drogowe. Ale to było kiedyś. Kolega z Chicago opowiadał, jak kop odprowadził go autem pod sam dom. Było to w nocy, znajomy jechał przepisowo, ale za wolno, jak na zwyczaje, kop stwierdził, że być może jest pijany i jechał za nim, jak pies w nadziei, że gdzieś się, na jakimś stopie wyłoży i będzie go mógł zatrzymać.

Jak jest dzisiaj w Kanadzie?

- Policja może nas zatrzymać kiedykolwiek, "aby określić, czy kierowca nie jest pod wpływem alkoholu, sprawdzić stan techniczny pojazdu, sprawdzić, czy kierowca ma ważne prawo jazdy i czy pojazd jest właściwie ubezpieczony" - wyjaśnia Laura Berger z Canadian Civil Liberties Association, no i oczywiście, policja może nas zatrzymać jeśli "podejrzewa", że popełniliśmy wykroczenie drogowe.

W Ontario, na wezwanie policji musimy się zatrzymać natychmiast, ale "w bezpieczny sposób", jeśli tego nie zrobimy grozi nam mandat w wysokości od 1000 do 10 tys. dol. i możliwość kary 6 miesięcy więzienia, jeśli będziemy uciekać, grzywna rośnie do 25 tys. dol. Z tym zatrzymywaniem wcale nie jest to takie proste.

Moja żona jadąc kiedyś do pracy przez kilka przecznic nie zauważyła, że z tyłu jedzie za nią radiowóz. Dopiero kierowcy jadący z przeciwka pokazali jej go palcem... Szczęśliwie oprócz mandatu za przejechanie na czerwonym świetle, ucieczki jej nie zarzucili.

- Jak się zachować w trakcie zatrzymania?

Generalna zasada mówi, trzymać ręce na kierownicy, spuścić szybę, włączyć oświetlenie kabiny - tłumaczy Kerry Schmidt z OPP.

Zatrzymanie samochodu, to nerwowa sytuacja również dla policjanta. Nie wie w końcu kto siedzi w środku, a ludzie zdarzają się różni, czasem nawet są uzbrojeni. Stąd te ręce na kierownicy. I nie wybiegajmy przed szereg - dokumenty okazujemy na żądanie. Nie grzebiemy też nerwowo w ich poszukiwaniu w glove compartment, bo policjant wie, że gangsterzy tam mają broń i może się zrobić jeszcze bardziej nerwowy. Jeśli nie mamy przy sobie prawa jazdy (mandat 110 dol. za nie okazanie) policja może nas zatrzymać do czasu, aż nas zidentyfikuje.

Jeśli zaś chodzi o pasażera nie musi on ani odpowiadać na pytania policji ani okazywać dokumentów tożsamości.

Czy policja może nas poprosić o wyjście z samochodu? Jedynie wówczas gdy policjant obawia się o własne bezpieczeństwo - wyjaśnia Rusonik, ale dodaje że lepiej "kooperować", aby uniknąć eskalacji, zaś sprawy ewentualnych zażaleń odłożyć na potem.

No i oczywiście - last but not least możemy policjanta filmować - zwłaszcza jeśli mamy zamontowaną w aucie kamerkę - wystarczy ją odwrócić w odpowiednią stronę...

Do czego zachęca
Wasz Sobiesław.

Opublikowano w Moto-Goniec
piątek, 31 lipiec 2015 22:23

D L A C Z E G O?!

Gaz, gaz, gaz na ulicach – śpiewał pewien zbuntowany zespół popularny w czasach mojej młodości, czym zarabiał sobie na opinię "antysystemowości".

A właśnie gazu na ulicach powinniśmy mieć dużo, nawet bardzo dużo. Dlaczego? Bo jest dobry, czystszy i o niebo tańszy od benzyny (33 centy za litr). Niestety, nadal ma złą prasę...

Dlaczego nie mogę dzisiaj kupić w Kanadzie samochodu na propan, a tony tego niezłego paliwa, puszcza się do atmosfery?

Dlaczego w ofercie koncernów nie ma gazowych SUV-ów czy pick-upów? Wydawałoby się czymś naturalnym, że w sytuacji, kiedy cena litra benzyny oscyluje wokół 1,20 dol., rynek wymusi korzystanie z tańszego paliwa.

Propan jest produktem ubocznym procesów otrzymywania tzw. gazu ziemnego oraz rafinacji ropy. We współczesnych silnikach spalinowych, w których o mieszance decyduje elektronika doskonale nadaje się na paliwo.

Owszem, są kłopoty z zaprojektowaniem aparatury wtryskującej w motorach tzw. direct injection, ale wszystko da się zrobić, zwłaszcza przy zaangażowaniu środków na poziomie koncernów. Zrobiła to już jedna firma w Polsce.

Dlaczego zatem gaz nie jest popularny? Bo jest tani. A tu nie ma być tanio, ma być drogo!

Samochód to nie pojedynczy pojazd, lecz cały system komunikacyjny. Ten system ma przynieść państwu znaczne dochody. Z propanem jest to o wiele trudniejsze niż z benzyną, której do niewielu innych rzeczy poza napędem się używa.

Mamy dzisiaj takich kierowników systemu, którzy nie rozumieją, że tania energia jest warunkiem koniecznym do rozwoju gospodarczego i sprzyja rozruszaniu wszystkiego – od wycieczek na północ na ryby, po zwykły handel. Jeśli więc jest coś, co pozwala jeździć za 1/3 ceny, to powinno to być promowane przez państwo, a jest tymczasem niechętnie tolerowane.

No taki mamy klimat...

Tymczasem gazem można napędzać nie tylko silniki benzynowe, ale również diesle. I tu jest dopiero rewolucja! Prostą przystawką można przestawić na propan ziejące chmurami węglowodorów autobusy czy sprzęt budowlany.

Polska firma jako jedna z pierwszych na świecie rozpoczęła właśnie sprzedaż na masową skalę instalacji LPG do aut z silnikami Diesla.

W długodystansowym teście jazdy po 100 tysiącach kilometrów, oszczędności na paliwie wyniosły 20 procent, a przy tym odnotowano ten sam poziom sprężania, żadnych wycieków, klekotania, uszkodzeń wtryskiwaczy, innych oznak wskazujących na szybsze zużycie. Następuje poprawa elastyczności pracy silnika przy oszczędnościach paliwa i przyroście mocy.

W samochodach z napędem benzynowym instalacja potrafi przełączyć zasilanie na 100 procent gazu, w dieslu wygląda to trochę inaczej. Instalacja powoduje jedynie "dotrysk gazu". LPG jest katalizatorem, dzięki któremu mieszanka spala się wydajniej.

Diesel LPG to nie pierwsza rewolucja białostockiej firmy STAG, pisze Tomasz Molga w natemat.pl. Kilka lat temu opracowano tam instalację do silników z wtryskiem bezpośrednim, przeznaczoną do aut z grupy Volkswagena. Instalacje gazodiesel przeznaczone głównie do aut ciężarowych, gdzie roczne przebiegi sięgają 100 tys. kilometrów.

Gazu mamy tutaj w bród, dlaczego nasz rząd tak nie ułoży spraw, byśmy mogli jeździć o niebo taniej niż dzisiaj? Czy Kanadzie nie zależy na tym? Wydaje się to bardzo dziwne, bo przecież tani dojazd pozwala rozwijać tereny leżące dalej na północy z dala od granicy USA.

Na dodatek propan ma status czystego, zielonego paliwa. I gdyby np. rząd Ontario premier Wynne serio mówił o ograniczeniu szkodliwych emisji z komunikacji, to już dawałby ulgi na przestawianie aut na gaz. Tymczasem suto dofinansowuje się różne hybrydy elektryczno-benzynowe... Tymczasem mogłyby to być hybrydy elektryczno-propanowe. Sam propan jest nietoksyczny, i w przeciwieństwie do benzyny posiada śladowe ilości siarki, a spalając się, zostawia zero sadzy.

Samochody napędzane propanem emitują 26 proc. mniej gazów cieplarnianych i do 60 proc. mniej tlenku węgla.

Cały czas ciśnie się więc na usta pytanie "dlaczego?"; komu zależy na wyrzucaniu do kosza superczystego taniego paliwa, którego w Kanadzie po prostu mamy zatrzęsienie? Komu zależy na tym, aby nikt w żadnym dealershipie nie oferował samochodów na gaz? Co to za spisek?

pyta zaniepokojony Wasz Sobiesław.

Opublikowano w Moto-Goniec