Goniec

Register Login

Wczorajszy występ znakomity i radosny!

        Wszystko tak świetnie zorganizowane. Moje gratulacje za ciężką pracę i poświęcenie, dla Ciebie i wszystkich wykonawców w chórze i orkiestrze. Będąc wytrawnym muzykiem, jesteś jednocześnie wymagający i cierpliwy. Świetna kombinacja umiejętności.  Dobra robota, Matthew!...

Fragment listu do dyrygenta i dyrektora muzycznego, Macieja (Matthew) Jaśkiewicza  od Gordona Mansella, organisty i dyrektora muzycznego w kościele katolickim Our Lady of Sorrows w Toronto.

        Tak w krótkich słowach można by podsumować koncert świąteczny Bóg się rodzi pod patronatem Konsulatu Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej w Toronto i Związku Narodowego Polskiego, Gmina 1, który miał miejsce w ubiegłą niedzielę w katolickim kościele Our Lady of Sorrows. 

Opublikowano w Życie polonijne

        Skąd bierze się jeden pomysł?  A skąd bierze się ich cała seria? Taką całą seria pomysłów jest utwór muzyczny. Na koncercie oratorium “Emmanuel”, którego autorem jest Wojciech Bochenek wysłuchaliśmy jedenaście utworów. A więc rodzi się pytanie o to, skąd pochodzi cała seria pomysłów? Na setki dźwięków. Najłatwiej byłoby zapytać się o to samego autora, czyli Wojciecha Bochenka, o to jak rodzą się jego pomysły na muzykę? Czy za każdym razem kiedy siada do fortepianu modli się do Ducha Świętego o natchnienie? Czy się spowiada żeby oczyścić umysł ze złogów, które pozostawiły jakieś krnąbrne myśli? 

        Wojciech Bochenek stworzył 11 utworów muzycznych do słów dziesięciu znanych autorów, i do słów jednego nieznanego autora pochodzącego z szesnastego wieku. 

Opublikowano w Życie polonijne

W najbliższą sobotę w Islington United Church wystawione zostanie oratorium Emmanuel, tydzień wcześniej rozmawialiśmy z Artystami podczas próby w kościele św. Antoniego w Oakville...

Goniec: Panie Wojciechu, muzyka sławiące Boga, to taki wybór życiowy? Jaka była droga do tego?

Wojciech Bochenek: Zawsze imponowały mi te rzeczy, dlatego że one niosą w sobie głębszą wartość niż tylko nuty, śpiew i tzw. good time. Zawsze podobała mi się muzyka, która pozostaje ludziom w sercach, i która potrafi wywrzeć jakieś głębsze wrażenie na osobowości, która potrafi zostawić jakiś ślad i nieraz wpłynąć pozytywnie na nas.

Opublikowano w Życie polonijne
piątek, 23 listopad 2018 12:49

Chwała Polsce – Polish Pride

27 października, w olbrzymim Christian Art Centre w zachodniej części Toronto odbył się wielki koncert uświetniający 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Kolejny koncert niezapomniany i trochę inny od pozostałych wyprodukowanych przez maestro Andrzeja Rozbickiego.

        Koncerty maestro Rozbickiego są inne; mamy tu zawsze połączenie chórów, często śpiewają rozbudowane chóry dziecięce, są młodzi muzycy (w tym koncercie grający na instrumentach smyczkowych), czy może muzycy w wieku młodzieżowym, są sławni uznani wykonawcy, są doświadczone chóry.

        W innej perspektywie, chociaż często koncerty maestro Rozbickiego są tak jak ten w swej tematyce odnoszący się do tej jedynej wypadającej raz na 100 lat rocznicy, to mają wkomponowane w siebie elementy muzyki odnoszące się do innych krajów, narodowości, kultur. Złożyć taką mozaikę żeby wyszła jakaś logiczna całość to trudne zadanie.

        Dla znanego artysty, który ma swoją renomę, zaśpiewanie w towarzystwie dzieci, czy też zaczynających swoją karierę młodocianych muzyków to zawsze jakieś ryzyko, pomimo tego że ci uznani muzycy też kiedyś zaczynali swoje kariery, i też kiedyś ktoś dał im szansę.

        No i w końcu inny aspekt przedsięwzięcia, jakim jest koncert na 100 rocznicę odzyskania niepodległości. Jak taki koncert zostanie zapamiętany? Kto o nim będzie pamiętał za dwa miesiące, za rok, za lat pięć, czy za lat dwadzieścia?

        Mogę mówić ze swojego doświadczenia. Będąc w siódmej klasie szkoły podstawowej pojechaliśmy na szkolną wycieczkę do Warszawy. Nasze wychowawczynie pani Groń i pani Jankowska były fankami opery. Zaprowadziły naszą klasę pod budynek Teatru Wielkiego i zaczęły nam opowiadać historię tego budynku. W pewnym momencie powiedziały: o drzwi są otwarte, wejdźmy do środka i zobaczymy w środku jak to wygląda. Weszliśmy, i nasze wychowawczynie z powrotem zaczęły mówić o historii tego Teatru. Staliśmy przy kasie i w pewnej chwili  podeszły do kasy i się zapytały, co jest dzisiaj w repertuarze. Była grana opera Giacomo Pucinniego – Tosca. Pani z kasy powiedziała że są jeszcze bilety na przedstawienie i że chociaż nie ma możliwości, żeby nasza 30-osobowa wycieczka siedziała razem, to że spróbuje nas rozmieścić w miarę blisko siebie. Mnie przypadło miejsce w loży na dole, zaraz na przeciw sceny. Główną arię śpiewał nie kto inny tylko będący u szczytu swej sławy bas operowy Bernard Ładysz. I to był nie kto inny tylko ojciec Aleksandra Ładysza, który przyjechał do Kanady na te dwa koncerty zwiazane z rocznicą niepodległości Polski. Aleksander Ładysz wykonywał w tym koncercie arię Skołuby z opery Stanisława Moniuszki Straszny Dwór. Wykonał ją świetnie. Ojciec Aleksandra Ładysza, Bernard oprócz tego, że był śpiewakiem operowym był wcześniej żołnierzem 27mej Wołyńskiej Dywizji Armii Krajowej, a później aresztowanym przez NKWD i wywiezionym na Sybir łagiernikiem.

        Proszę sobie wyobrazić, że pięć lat później po obejrzeniu Tosci spotkałem w czasie spisu powszechnego w Cieplicach Śląskich śpiącego razem na jednej pryczy w łagrze syberyjskim kolegę Bernarda Ładysza. I ten opowiadał mi jak to w partyzantce i później w tym łagrze Bernard Ładysz swoim śpiewaniem przynosił im radość i nadzieję na przeżycie. 

        Kiedy co jakiś czas później w telewizji, czy przy jakiejś innej okazji pojawiało się nazwisko Ładysz, to zawsze przypominałem sobie tę pierwszą na żywo widzianą operę. 

        I tak zapewne będzie z tymi dziećmi które w koncercie maestro Rozbickiego zaśpiewały pieśń “Czerwone Maki Na Monte Cassino”. I “przejdą lata i wieki przeminą i pozostaną ślady dawnych dni” dla tych dzieci ten koncert, jestem pewny, pozostanie w pamięci do końca życia. 

        A dla tych uznanych artystów, jak dla Aleksandra Ładysza, ważne pozostanie to, że te dzieci przeniosą wraz ze swoim życiem pamięć o nim i o tym koncercie na następne kilkadziesiąt lat. Zapewne podobnie będzie w przypadku słuchaczy, którzy mogli z długiej listy śpiewanych pieśni, które odpowiadały najbardziej szczęśliwemu okresowi ich życia. Monika Węgiel zaśpiewała przebój Ewy Demarczyk Grande Valse Brillante z lat sześćdziesiątych. Można dzisiaj powiedzieć że Ewa Demarczyk była w swoim stylu śpiewania prekursorem rapu. Tyle że jej śpiew, jej protest songi były dużo lepiej dopracowane instrumentalnie. Ciekaw jestem czy młodsze osoby na widowni, które nie pamiętają, lub nie znają śpiewu Ewy Demarczyk, czy one nie pomyślały, że te zaśpiewane przez Monikę Węgiel piosenki były pierwowzorem dla dzisiejszego, jakże uproszczonego stylu rapu?

        Upadek komunizmu i odzyskanie przez Polskę niepodległości... kto był autorem wolności? Jan Paweł II, polski Kośćiół, polskie matki? Tak możemy mówić my Polacy, my Polacy którzy cieszyli się w okresie komunizmu większą swobodą niż Rosjanie, czy inne narody bloku sowieckiego. Kto w tym Związku Radzieckim wyśpiewał ludziom tęsknotę za miłością, czyli za Bogiem?

        Anna German, reinkarnacja! 

        Dzięki Natalii Kovalenko mogliśmy sobie przypomnieć jak było kiedyś, kiedy Bóg był prześladowany w Polsce w Związku Radzieckim, w innych krajach komunistycznych. Anna German wmówiła i wyśpiewała Rosjanom miłość której tam w ich imperium tak jej brakowało. Bez takich artystów jak Anna German komuna by zapewne też padła, ale stałoby się to wiele lat później, i kto wie, czy nie bez przelania setek litrów niewinnej krwi. To profetyczne, że maestro Rozbicki zaprosił Natalię Kovalenko do zaśpiewania piosenek Anny German do Kanady, bo Kanada tak szybko odwraca się od Boga... i kto go zastąpi?

        Ale, ale, my starsi słuchacze to wiemy. czy młodsi, w tym ci urodzeni już w Kanadzie kojarzą rolę muzyki w podmywaniu komunizmu i w osłabianiu imperium ZSRR? 

        Na koncercie aż prosiło się o jakieś słowo wstępne, jakieś wprowadzenie słuchacza. 

        Zresztą nie tylko na tym koncercie. Na wielu tego typu koncertach, w tym i tych robionych w Polsce, o słowa wprowadzenia, o przypomnienie roli muzyki w cywilizowaniu komunizmu, w tworzeniu go uczuciowym, w doprowadzeniu do tego że stawał się on bardziej tolerancyjny, i w końcu w jego rozpadzie. Wiele z tych procesów zaczęło się w Polsce. Bo od Polski zaczęła się kariera międzynarodowa Bułata Okudżawy.

        Bez słów wprowadzenia znakomita większość słuchaczy nie zrozumie znaczenia piosenek tak pięknie wykonanych przez Natalię Kovalenko. Nie muszę dodawać że takie wprowadzenie, ze względu na wielonarodowość słuchaczy winna jednak, jak mi się wydaje być podana w języku angielskim.

        Były też piosenki o Polsce, dla Polaków młodych, dla których ta ostatnia jest tylko wyobrażeniem przekazanym w opowiadaniach rodziców i dziadków. Jak oni czują Polskę, jak ją zaśpiewają? To zadanie dostał Artur Wachnik. Na co dzień aktor, piosenkarz, dyrektor artystyczny Christian Art Centre. Piosenkę autorstwa Piotra Fogla „Powrócisz tu” i piosenkę Seweryna Krajewskiego - „Niech żyje bal” Arthur Wachnik zaśpiewał wybornie. Czy nasze wnuki tak będą śpiewały o kraju swoich dziadków? Należy podziękować Arturowi Wachnikowi. Czy go ktoś nagrał?

        Witalność. 

        To część życia naszych ojców i matek Polek. Dlatego żyjemy. Zespół pieśni i tańca “Lechowia” zatańczył Polskę w Polonezie Niepodległości. I to była cała Polska i to było piękne. I w końcu występ tria trzech tenorów: Wojciecha Sokolnickiego, Mikołaja Adamczyka, Miłosza Gałaja. Zaśpiewali między innymi arię Nessun Dorma z opery Giacomo Pucinniego Turnadot. Ich śpiew na żywo zabrzmiał lepiej niż ten zarejestrowany na dysku, który można było kupić po koncercie.  Nie ma to jak muzyka i śpiew słyszane na żywo. Coś niepowtarzal-nego. Ale, ale, obejrzałem sobie na youtube śpiewy i występy „TRE voci” na przestrzeni lat. I widać jak ci młodzi ludzi wzrastali, jak poprawiali swój kunszt śpiewaczy. I chwała im za to. Ale nie rozumiem wobec tego, dlaczego nikt tym młodym ludziom nie powiedział by tego swojego dysku jednak nie sprzedawali na tym koncercie.

        To co i jak to jest nagrane na tym CD, to jest pewna zaszłość, a ci trzej śpiewacy w międzyczasie rozwinęli się i poszli dalej, reprezentując inną, wyższą jakość. 

        Mówiąc o organizacji i reklamie i o public relations, czyli pijarze. Kiedyś, lata temu przy okazji wówczas wykonywanej przeze mnie pracy, przyglądałem się jak tego typu imprezy organizuje inna społeczność. 

        No i w takiej świątyni są takie grupy “sisterhoods”. I tam potrafi być kilka takich grup powiedzmy po 20, 30 osób. I co one robią? No więc, jak jest jakaś duża impreza, podobna do tej zorganizowanej przez maestro Rozbickiego, czy są jakieś wybory, czy coś podobnego, to te osoby z tych “sisterhoods” biorą listę osób, przyjaciół, wierzących i dzwonię do tych osób na parę dni przed imprezą i przypominają o niej. 

        Bo wiadomo, że ludzie po prostu są zaganiani, że zapominają o ogłoszeniu które widzieli gdzieś tam przy okazji czytania gazety, czy przy zakupach. I to działa. I wiemy dobrze, że ta społeczność odnosi sukcesy na każdym polu swojej działalności.

Janusz Niemczyk

Opublikowano w Życie polonijne
piątek, 26 październik 2018 16:11

Maestro Rozbicki: koncert Polish Pride

        Janusz Niemczyk: Jest Pan w końcowej fazie przygotowań do nowego koncertu, koncertu który ma uczcić 100 lat odzyskania przez Polskę niepodległości. Czy w tym koncercie będą wykonywane utwory również w języku angielskim?

Andrzej Rozbicki: W języku angielskim będzie zaśpiewany jeden utwór, i będzie również zaśpiewany jeden utwór w języku francuskim. Te utwory skierowane są do Kanadyjczyków, do Kanady, bo wiadomo że na koncert przyjdzie, czy też może przyjść wiele osób z małżeństw mieszanych. Koncert jest reklamowany w wielu mediach angielskojęzycznych....

J.N. Dzisiaj widziałem, że był reklamowany w lokalnej telewizji ukraińskiej...

A.R: Tak, tak. W Etobicoke Guardian także. Uważam że Polish Pride jest to hasło. Powinniśmy być dumni wszyscy razem i tą duma powinniśmy się dzielić z innymi grupami narodowościowymi. Tym bardziej że Kanada odegrała tak znaczącą rolę w odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Myślę tu o armii Generała Hallera.

        Gramy ten koncert również tydzień później w Vancouver. Tam będziemy grać w Centennial Theatre z Vancouver Simphony Orchestra. Będzie z nami występowało 45 profesjonalnych muzyków. Tę orkiestrę żeśmy po prostu wynajęli. 

        Zależy mi na takim haśle, które chciałbym zrealizować, żeby to hasło 100-lecia  odzyskania niepodległości przejechało przez całą Kanadę - oczywiście symbolicznie - od Toronto po Vancouver, to jest taki mój podtytuł. Przeboje Niepodległej, od Toronto do Vancouver z okazji odzyskania niepodległości.

J.N. Podzielam pańskie myślenie. Trzecia generacja osób pochodzenia polskiego, na ogół odchodzi gwałtownie od  związków z polskością. Te osoby często zmieniają nazwiska, no w ogóle zapominają, że ich dziadkowie byli Polakami. I proszę popatrzeć w jakim kontraście te zachowania są w stosunku do osób polskiego pochodzenia mieszkających na Białorusi, w Rosji, w Estonii, na Łotwę. Tam często ludzie którzy w 1/4 są Polakami mówią i przyznają się do tego. Tutaj w Kanadzie takie zachowania są znacznie rzadsze. Ciągle chodzi mi po głowie pytanie o to, jak przyciągnąć tę trzecią generację? Jak tej trzeciej generacji Polaków powiedzieć, przekazać, że Polska to nie jest ten sam kraj, z którego wyjechali ich dziadkowie, nie jest to biedny, zacofany kraj. Jak to zrobić? Czy od strony artystycznej, muzycznej, pan próbował  odpowiedzieć na to pytanie?

A.R.: Jest to bardzo prosta sprawa, po prostu trzeba chcieć. Jest to sprawa różnych organizacji polonijnych.

        Miałem 3 dni temu próbę dziecięcego chóru który będzie śpiewał na tym koncercie pieśń “Czerwone Maki na Monte Cassino”. Chcę zrobić to bardzo uroczyście, więc siedmiu solistów będzie na scenie, mam do tego utworu aranż, i do tego śpiewu włącza się również chór dziecięcy, który przygotowała pani Małgorzata Lawinowicz. Przygotowała 50 dzieci i one zaśpiewały bardzo czysto tę pieśń.

        Pytam tych dzieci kto jest z pochodzenia Polakiem? I  okazało się, że nikt nie był polskiego pochodzenia. Do tej grupy dojdzie też grupa dzieci z polskiej szkoły. Razem będzie około setki, bo chcę żeby na stulecie było w chórze 100 dzieci; żeby to się tak ładnie układało.  

        Wracając do pytania, wszystko zależy od tego jak to się zrobi. Czy to jest przede wszystkim na dobrym poziomie? To musi być dobrze opakowane.

J.N. Przepraszam, ale wejdę panu w słowo, podam przykład fenomenu polskiego filmu z ostatnich kilku lat. To są często filmy na bardzo dobrym poziomie. Natomiast filmy w tym samym czasie zrobione w Hollywood, zrobione za olbrzymie pieniądze często na niższym poziomie.

        Od paru lat Hollywood nie stworzył żadnego filmu który zbliżyłby się powiedzmy do filmu klasy Ojciec Chrzestny. Film amerykański stał się popkulturą odszedł od sztuki, natomiast film polski stał się sztuką. I teraz używając tej paraleli, to ta wiedza o polskim filmie przekłada się na dumę z tego, że się jest polskiego pochodzenia i to widać w postawach ludzi  np. w trzeciej generacji żyją w Rosji, czy Białorusi, no w państwach na wschodzie Europy, natomiast takich postaw brakuje wśród osób w północnej Ameryce. 

        Czy Pan jako muzyk, zadaje sobie pytanie o to jak budować przywiązanie do polskości wśród właśnie tych ludzi 3ciej, 4tej generacji? Bo jeśli dla wielu wyjazd do Polski jest za drogi, odwiedzenie Polski jest niemożliwe, to kontakt z Polską pozostaje tylko poprzez tą kulturę wyższą. Jak trafić do tych przekonanych o wyższości kultury północnoamerykańskiej z kulturą Polską, z Polską? W Europie nie ma tego problemu w takim stopniu jak właśnie tutaj. Wiąże się to oczywiście z bliskością Polski, z tym że można ją odwiedzić, zobaczyć, że jest większą wymianą kulturalną między poszczególnymi krajami.

A.R. Tego nie można za bardzo uogólniać. Bo z muzyką jest tak, że my nie ma tej bariery językowej. Więc dla muzyków tego problemu w takim stopniu nie ma. Czy śpiewamy w tym czy w innym języku to nie ma najmniejszego znaczenia. Jest to bardziej kwestia wykonawstwa, tego, kto to śpiewa i jak to zostanie zaśpiewane. Pytał pan jaki jest program? Program jest polski. Ale na przykład program zaczynamy uwerturą utworem, który nazywa się “Polonia”. Ten utwór skomponował Edward Elgar, brytyjski kompozytor. 

        I ktoś mógłby się zapytać co ten kompozytor ma wspólnego z Polską i to jeszcze z okazji stulecia niepodległości? Otóż ma. Bo Ignacy Jan Paderewski i Emil Młynarski wówczas dyrygent i dyrektor Filharmonii Warszawskiej zamówili w 1915 roku utwór na cześć Polski. Żeby Polacy tym utworem zostali pobudzeni do walki. Wówczas Ignacy Jan Padarewski zapłacił mu pieniądze za skomponowanie. Edward Elgar wykonał zamówienie. Utwór trwa przez około 14 minut. Na koncercie będzie przeze mnie nieco skrócony. 

        W tym utworze Elgar wykorzystał cytaty z Polskiego Hymnu Narodowego, z Mazurka Dąbrowskiego, z Warszawianki i z innych polskich tematów patriotycznych w tym i z utworów Chopina i Paderewskiego. Ostatnie dwie minuty to jest zupełnie inny aranż niż my znamy. I my ten koncert rozpoczynamy utworem “Polonia” w którym, jest umieszczony hymn.

        Czy będzie inną muzyka? Tak, będzie też angielska muzyka. Będzie też utwór Nessun Dorma z opery Turandot w wykonaniu trzech tenorów, oczywiście w języku włoskim. Tutaj wiem że ci trzej tenorzy popiszą się swoim kunsztem. Będą też inne utwory. Będą utwory polskiego stulecia.

        Mam nadzieję że trafimy tym koncertem tak do publiczności stricte pochodzenia polskiego jak i z małżeństw mieszanych, i tych osób zupełnie nie związanych pochodzeniem z Polską.

Dziękuję za rozmowę.

Opublikowano w Wywiady
piątek, 05 październik 2018 15:40

PÓKI POLSKA ŻYJE W NAS

U.M. Cieszę się że znalazł Pan chwilę czasu na rozmowę biorąc pod uwagę Pana zaangażowanie zawodowe rozciągające się od Atlantyku do Pacyfiku, a więc łączące dwa olbrzymie kontynenty wraz z ich Setną rocznicą odzyskania niepodległości przez Polskę, to bardzo znaczące wydarzenie dla Polaków starej i nowej generacji, szczególnie dla licznej Polonii w Kanadzie. Nadchodzący Pana koncert, POLISH PRIDE Przeboje Niepodległej, zaprasza do głębokiego przeżycia tej uroczystości w bardzo szerokim i urozmaiconym repertuarze. Kiedy zdecydował się Pan do przygotowania tego koncertu?

A. Rozbicki: Od ponad 20 lat organizuję koncerty w Toronto i Mississaudze, na które zapraszam najlepszych solistów z Polski i nie tylko z Polski. Ostatnio miałem koncert w styczniu w Living Arts Centre, kiedy przyjechali soliści z ośmiu krajów. Każdy z innego. Trudno byłoby nie zrobić koncertu na 100-lecie Odzyskania Niepodległości, jeśli robiłem koncerty na wiele innych okazji, może nawet tych mniejszych. Nie mniej jednak wiedziałem że zawsze muszę to zrobić.


Jeśli czytasz nasz teksty, pomóż nam!

 


U.M. Pana pasja muzyczna pomaga nam oddać honor wielu wybitnym Polakom, którzy do powrotu Polski na mapę Europy się przyczynili. Jednoczy Pan w ten sposób miliony rodaków na świecie. Jaki ma to dla Pana wymiar zawodowy i osobisty?

Rozbicki: Rzeczywiście tak jest. Od początku, od kiedy jestem w Kanadzie, a mieszkam już trzydzieści lat prowadzę muzyczne zajęcia z młodzieżą kanadyjską i jestem założycielem orkiestry Celebrity Symphony Orchestra. W 1993 roku był w Toronto, jeden z najsłynniejszych kompozytorów polskich, Witold Lutosławski. Poproszono mnie, abym nagrał rozmowę i porozmawiał z profesorem Lutosławskim dla polskiej telewizji. Wtedy właśnie w rozmowie, prof. Lutosławski powiedział: ”Panie Andrzeju, kto będzie promował polską muzykę za granicami kraju, jeśli nie my, absolwenci Polskich Akademii Muzycznych”. Bardzo mnie się to wtedy podobało, bo profesor powiedział: “my”. To tak, jak by mnie bardzo wysoko postawił koło siebie. Od tamtej pory w każdym koncercie CSO mamy polską muzykę, a do grona solistów zawsze zapraszamy tych wszystkich największych. Występowali z nami w Toronto Wiesław Ochman, Piotr Paleczny, Konstanty Andrzej Kulka, Zofia Kilanowicz, Zbigniew Macias, Rafal Bartmiński, Jacek Wójcicki czy Krystian Krzeszowiak.

Oczywiście wiele koncertów zagraliśmy z najwybitniejszymi solistami operowymi, a koncerty 5-krotnie zapowiadał legendarny już Bogusław Kaczyński. Dyrygowałem wielokrotnie koncertami w Chicago i w Nowym Yorku.

Wykonywaliśmy po raz pierwszy na tym kontynencie wiele utworów Wojciecha Kilara, Henryka Góreckiego i wielu innych. Przygotowaliśmy koncerty z muzyką Jana Kantego Pawluśkiewicza. Światowa premiera NIESZPORóW LUDŹMIERSKICH odbyła się w Toronto w 1996 roku, premiera oratorium „Woła nas Pan” Włodzimierza Korcza w roku 2004.

To wszystko jest po to, aby Polakom przybliżyć to, co jest najpiękniejsze, a z muzyką jest może łatwiej, bo nie ma bariery językowej. Na nasze koncerty przychodzi znakomita polonijna publiczność, ale również coraz więcej mamy słuchaczy anglojęzycznych. Bardzo mnie cieszy entuzjastyczna reakcja widowni, widoczna radość również na twarzach naszych kanadyjskich orkiestrowych muzyków. Wiele osób po koncercie dzwoni, pisze komentarze na facebooku i przeżywa te wydarzenia muzyczne razem ze mną. Nasze koncerty są jednorazowymi wydarzeniami artystycznymi. Teraz będzie inaczej bo z koncertem Polish Pride wystąpię wraz z solistami z Polski oraz West Coast Symphony Orchestra tydzień później 3 listopada w North Vancouver Centennial Theatre.

U.M. Przedstawił Pan całą plejadę artystów o różnorodnym dorobku. Czy w tym koncercie, na który czekamy, ma Pan jakieś szczególne kryteria doboru wykonawców?

Rozbicki: W tym koncercie – POLISH PRIDE Przeboje Niepodległej, będą dwie części, a koncert rozpoczniemy słynnym poematem symfonicznym POLONIA Edwarda Elgara. Ten angielski kompozytor napisał Polonię w 1915 roku na prośbę Ignacego Jana Paderewskiego, oraz ówczesnego dyrektora Filharmonii Warszawskiej Emila Młynarskiego, którzy zwrócili się do niego z prośbą, aby skomponował utwór, który by pobudzał Polaków do walki o niepodległość. Mógłbym długo mówić o programie koncertu, ale w skrócie to oczywiście będą utwory takie, jak Ułański Mazur, My Pierwsza Brygada, Zielone Lata, Tango na głos itd. W programie usłyszymy największe przeboje z ostatnich 100 lat, między innymi piosenki Ewy Demarczyk, Mieczysława Fogga, Anny German, Piotra Szczepanika, Czesława Niemena, Zbigniewa Wodeckiego i innych.

View the embedded image gallery online at:
http://www.goniec.net/tag/muzyka.html#sigProId24712cba38

Dwa lata temu byłem w maju, w Filharmonii Narodowej w Warszawie na koncercie i uroczystości wręczenia nagród Jana Kiepury dla najwybitniejszych polskich solistów. Podczas spotkanie po koncercie, zapytałem słynnego tenora i wykładowcę profesora Ryszarda Karczykowskiego, który z tenorów, naszych polskich, ma największa szansę, za kilka lat zabłysnąć nie tylko w Polsce, ale i w świecie? Podał nazwisko Wojciecha Sokolnickiego. W ten sposób dotarłem do Wojciecha Sokolnickiego i zaprosiłem go do Toronto dwa lata temu. Wtedy to również powstało trio tenorowe Tre Voci – które stanowią Wojciech Sokolnicki, Mikołaj Adamczyk i Miłosz Galaj. Znakomici trzej tenorzy młodej generacji, optymistycznie nastawieni do życia, którzy się bawią i to cieszy widownię. Każdy ich koncert jest wielkim wydarzeniem i myślę, że tak będzie w Toronto.

Dyrygowałem w tym roku koncert w Lidzbarku Warmińskim moim mieście i do tego koncertu zaprosiłem Pana Aleksandra Ładysza. Ten śpiewający basem solista jest synem, pana Bernarda Ładysza, który żyje i ma się zupełnie nieźle, jak mi jego syn powiedział. Pan Ładysz ma 96 lat. Piękny wiek, jak na śpiewaka. Chciałbym też zapowiedzieć pierwszy występ Moniki Węgiel w Kanadzie. Jest to utalentowana piosenkarka młodego pokolenia która jest absolwentką Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie. Występuje w Teatrze Współczesnym w Warszawie.  W 2012 roku wydała swoją debiutancką płytę CARTE BLANCHE, na której znalazły się głównie przeboje Edith Piaf.

Jest obdarzona silnym ekspresyjnym głosem. Śpiewa od 13 roku życia.   Oto jeden z wielu komentarzy po wysłuchaniu występu Moniki Węgiel na you tube: «   ...coś cudownego, ileż w tym piękna, melancholii i miłości...aż dreszcze w każdym zakamarku mej duszy czuję - jak dobrze, że są takie Artystki.....płyń melodio i dawaj radość ludziom... «

Następną artystką, którą zaprosiłem do naszego składu solistów, to Natalia Kovalenko, znakomita wykonawczyni utworów Anny German. Jest to wokalistka, która skończyła studia muzyczne w Kijowie, a specjalizuje się w utworach Anny German. Kiedy prowadziłem tutaj koncert w Toronto dedykowany Annie German wtedy był bardzo popularny słynny serial o życiu tej piosenkarki. Bardzo chciałem Natalię zaprosić, ale nie mogliśmy zgrać naszych terminów. Przyjechała wtedy Vladyslawa Vdovychenko, solistka z Oddesy, która w filmie podkładała głos Anny German. Postanowiłem że kiedyś zaproszę Natalię, no i Natalia przylatuje. W koncercie również wystąpi Lechowia oraz młodzież Toronto Singning Strings prowadzony przez Artura Lewinowicza i 100-osobowy chór młodzieży polonijnej przygotowywany przez Małgorzatę Lewinowicz.

U.M. Jestem przekonana, że sala koncertowa dorówna wielkością przedstawieniu tej rangi.

Rozbicki: Sala, w której odbędzie się koncert, Christian Performing Arts Centre znajduje się w południowym Etobicoke w Toronto i mieści 2800 osób. To duża sala koncertowa, w której są rozmieszczone trzy wielkie ekrany filmowe. Na tych ekranach przygotowujemy krótkie montaże filmowo-zdjęciowe. Będzie to widowisko nie tylko muzyczne, ale wizualno-muzyczne. Myślę, że dla tych Państwa którzy przyjdziecie na ten koncert, zapadnie on na długo w pamięci, bo cóż, 100-lecie zdarza się raz na 100 lat. Przynieście państwo na nasz koncert biało czerwone flagi, te małe i większe, szaliki i wszystkie inne akcesoria. Celebrujmy 100-lecie wszyscy razem radośnie złączeni.

U.M. Przy okazji, gdyby chciał Pan opisać swoją wymarzoną widownię, jaka by ona była?

Rozbicki: Nasza widownia jest zawsze wymarzona, bo jest to nasza widownia, jest bardzo elegancka, wrażliwa i gorąca. Cieszę się że nam ta widownia dopisuje i że będziemy wspólnie celebrować to wielkie wydarzenie już 27 października w Toronto i 3 Listopada w North Vancouver BC w Centennial Theatre w koncercie “Przeboje Niepodległej od Toronto do Vancouver”.

U.M. Życzę Panu aby cała sala koncertowa mieniła się tymi kolorami.

Rozmowę prowadziła Urszula Marczak

Opublikowano w Życie polonijne

W niedzielę, 17 czerwca, w Dzień Ojca, uczestniczyłam w recitalu fortepianowym znakomitej pianistki, Magdaleny Prejsnar z Polski. Koncert odbył się w Brampton, w Villa Polonia, Domu Seniora.

Magdalena Prejsnar z wykształcenia jest doktorem habilitowanym sztuki muzycznej w dyscyplinie instrumentalistyka, specjalność – gra na fortepianie, i zatrudniona jest jako profesor nadzwyczajny na Wydziale Muzyki Uniwersytetu Rzeszowskiego. Jest ona absolwentką Akademii Muzycznej imienia F. Chopina (obecnie: Uniwersytet Muzyczny Fryderyka Chopina) w Warszawie, a w klasie fortepianu prof. Bronisławy Kawalla oraz w klasie kameralistyki prof. Mai Nosowskiej. Sztukę pianistyczną doskonaliła na Międzynarodowych Kursach Mistrzowskich w Dusznikach Zdroju, Fryburgu, Zurychu i Nowym Jorku. W 2001 roku uzyskała specjalizację 1. stopnia (artystyczny doktorat) w Akademii Muzycznej w Warszawie im. F. Chopina.

View the embedded image gallery online at:
http://www.goniec.net/tag/muzyka.html#sigProId1cfa49eb89

Dorobek artystyczny Magdaleny Prejsnar obejmuje nagranie płyty solowej pt. „Piano preludes (DUX 2009)”, na której znajdują się preludia fortepianowe polskich kompozytorów XX wieku. Płytę tę nagrała w Studio Koncertowym Polskiego Radia im. W. Lutosławskiego w Warszawie. Utwory fortepianowe w jej wykonaniu można również usłyszeć na płytach: „To co najpiękniejsze. The very best of Kilar (DUX 2012)” oraz „To co najpiękniejsze. The very best of Górecki ( DUX 2015)”. Oprócz tych osiągnięć pani wirtuoz jest również autorką książki pt. „Forma i technika dźwiękowa oraz problemy interpretacyjne w wybranych preludiach fortepianowych kompozytorów polskich XX wieku”. Jest również współredaktorką kilku innych publikacji dotyczących problematyki twórczego wychowania i edukacji, na przykład: „Mistrz-Mentor-Wychowawca”.

Nasza bohaterka jest animatorką kultury muzycznej. Od wielu lat prowadzi różnorodne działania związane z promowaniem muzyki w regionie Podkarpacia. Współpracuje też z różnymi instytucjami i stowarzyszeniami, w tym m.in. z Filharmonią Podkarpacką A. Malawskiego. Pani wirtuoz została wielokrotnie uhonorowana Nagrodą Rektora Uniwersytetu Rzeszowskiego za osiągnięcia naukowo-artystyczne w dziedzinie upowszechniania kultury muzycznej w kraju i za granicą ze szczególnym uwzględnieniem Euroregionu Karpaty. Występowała z recitalami fortepianowymi oraz nagrywała do radia i telewizji w kraju i za granicą (Anglia, Niemcy, Słowacja, USA, Szwajcaria, Węgry)... aż wreszcie dotarła do nas, do Kanady. Swoim recitalem zrobiła na nas ogromne wrażenie i podbiła nasze serca!!! Recital poprowadził pan Bogusław Tęcza, który z wrodzoną sobie klasą i kurtuazją anonsował artystów i przedstawiał kolejność utworów muzycznych.

W pierwszej części koncertu, poświęconej Dniu Ojca, pianistka zagrała niezwykle subtelnie kilka kompozycji Wojciecha Kilara, głównie muzykę filmową.

Zachwyciła nas, grając główne tematy z takich filmów, jak: „Drakula”, „Bilans kwartalny“, czy też „Rodzina Połanieckich”. Świetnie zinterpretowała również muzykę rejsu z filmu „Smuga cienia”. Słuchając jej muzyki, granej bardzo delikatnie, z niezwykłym wyczuciem artystycznym, obrazy z filmów ukazywały się naszym oczom wyobraźni jak żywe i przywiodły wiele pięknych wspomnień. Jako nawiązanie do tematu ojca Maria Jarzębińska wygłosiła piękną refleksję o roli ojca w rodzinie, o jego wkładzie w kształtowanie charakteru młodych ludzi, która była bardzo ciepło przyjęta przez widzów. Trzy preludia fortepianowe zagrane bardzo finezyjnie przez panią Prejsnar zakończyły pierwszą część koncertu. Artystka, jako dowód podziwu i uznania publiczności, otrzymała rzęsiste oklaski.

W drugiej części, poświęconej setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, nasza wspaniała pianistka zagrała z prawdziwą wirtuozerią wybrane kompozycje Fryderyka Chopina. Nawet jeśli był ktoś na sali, kto niekoniecznie przepadał za muzyką Chopina, to po usłyszeniu jej w wykonaniu Magdaleny Prejsnar na pewno zmienił zdanie. To była prawdziwa uczta dla ucha. Widzowie rozkoszowali się, słuchając dobrze nam znanych mazurków i walców Chopina w mistrzowskim wykonaniu Magdaleny Prejsnar. Mnie szczególnie urzekły dwa mazurki: cis-moll op.63 nr. 3 i B-dur op. 7 nr.1 zagrane z dużą werwą oraz dwa walce zapraszające do tańca: Des-dur op. 64 nr.1 i cis-moll op.64 nr.2. Niezwykle finezyjne wykonawstwo!!! W nawiązaniu do patriotycznego charakteru drugiej części koncertu Krzysztof Jaworski, aktor z Krakowa, zarecytował pięknie i z wielkim wzruszeniem mało znany szerszej publiczności wiersz: „Fortepian Chopina”. Jego recytacja wywołała wielki aplauz widowni. Na zakończenie recitalu usłyszeliśmy polonez fis moll op.44, który poruszył serca publiczności do głębi i rozrzewnił wszystkich jeszcze bardziej.

Po koncercie oczywiście owacja na stojąco, no i... oczywiście bisy. Publiczność zdecydowanie miała niedosyt, bo taki kunszt instrumentalny, jaki zaprezentowała wirtuoz Magdalena Prejsnar, budzi niekłamany podziw!!! Gratulacjom nie było końca... Koncert tej klasy zostanie w pamięci widzów na długo. Mamy nadzieję, że ta fantastyczna, utalentowana pianistka jeszcze kiedyś do nas zawita, aby nas urzec po raz kolejny swoją wirtuozerią. Już za nią tęsknię...

I tu należy się serdeczne podziękowanie pani Monice Skalskiej, menedżer Domu Seniora w Brampton, za jej trud i ofiarność w zorganizowaniu tego niezwykłego artystycznego wydarzenia. Wielkie dzięki, pani Moniko!!!

Chcielibyśmy również wyrazić swoją wdzięczność panom: Bogusławowi Tęczy oraz Krzysztofowi Jaworskiemu za ich wręcz nieocenioną pomoc w organizacji tego koncertu. Dziękujemy serdecznie za Wasze kreatywne pomysły i zaangażowanie.

Joanna Bochenek

Opublikowano w Życie polonijne
piątek, 01 czerwiec 2018 07:48

Best Broadway Hits

Idea angażowania naszej polonijnej młodzieży oraz dzieci do tego typu artystycznych przedsięwzięć jest nie do przecenienia. Młodzi ludzie eksponują swój talent i możliwości aktorskie już od wczesnych lat oraz zaznajamiają się ze sceną, z jej magią... Ponadto uczą się obcowania z publicznością, oswajają się z jej reakcjami co ma ogromne znaczenie w ich rozwoju artystycznym.

Nie każdy przecież uzdolniony młody człowiek może podzielić się swoim talentem na scenie. Może to zrobić bardzo dobrze w zaciszu domowym, wśród rodziny i bliskich mu osób. Natomiast wyjście na scenę, pojawienie się tam jest dla niego tak trudne że prawie niewykonalne. No cóż, trema....trema i jeszcze raz trema !!!

Wszyscy artyści, ci wielcy i ci mniejsi poznali tę panią, Damę Tremę która czuje się włodarzem sceny. Ona ustępuje miejsca tylko odważnym i pewnym siebie...

I w tym momencie przypomina mi się powiedzenie kardynała Stefana Wyszyńskiego: “Zapukał do drzwi strach, otworzyła mu odwaga....wyjrzała i ...nie było nikogo !

Pani Kinga Mitrowska znana i podziwiana przez nas wszystkich śpiewaczka operowa z ogromnym dorobkiem artystycznym daje możliwość tym wszystkim młodym artystom zmierzenia się ze sceną i z... tremą.

View the embedded image gallery online at:
http://www.goniec.net/tag/muzyka.html#sigProId236bbe8d02

Otworzyła szkołę muzyczno/wokalną dla młodych talentów pod nazwą Vocal Studio i już od kilku dobrych lat kształci głosy utalentowanych wokalnie dziewcząt i chłopców.

Mieliśmy właśnie okazję podziwiać dużą grupę jej uczniów podczas jej ostatniego koncertu:

“Best of Broadway with most talented youth”.

Na tle kolorowej scenografii młodzi artyści poruszali się śmiało i zdecydowanie. Z łatwością można było stwierdzić że wielogodzinne próby opłaciły się sowicie i przyniosły spodziewane rezultaty.

Śpiewali pięknie, pełnymi głosami urzekając widownię interesującą interpretacją. Każdy hit czyli przebój był inny, inaczej wykonany, inaczej przedstawiony.
Program koncertu był ułożony w ten sposób że liryczne i romantyczne melodie przeplatały się z dynamicznymi i energicznymi przebojami z Broadwayu i tak naprawdę każde pojawienie się na scenie nowej piosenkarki czy piosenkarza było dla widzów niespodzianką.

Zarówno występy solowe jak i duety wzbudzały wielki aplauz widowni.

Moje serce skradł światowej sławy przebój:

“All I ask of you” zaczerpniętego z “Phantom of the Opera” w wykonaniu Karoliny Podolak i Łukasza Wolskiego, wychowanków szkoły pani Kingi Mitrowskiej.
W pięknych strojach pary młodej, szczególnie suknia panny młodej robiła ogromne wrażenie, prezentowali się wspaniale.

Ich interpretacja tego przeboju wzbudziła niekłamany podziw całej widowni.

Dwa silne, doskonale zharmonizowane głosy oddały całe piękno tego utworu.

Obydwoje zarówno w śpiewie jak i w gestykulacji zaprezentowali dojrzałość muzyczną i sceniczną, szczególnie Karolina.

Nie wiem czy śpiewali ten utwór kiedykolwiek wcześniej ale sprawiali wrażenie jakby wykonywali tę pieśń od lat....

Karolina i Łukasz wykonali też kilka solowych utworów które miały podobny wpływ na widownię.

Karolina zachwyciła nas po raz kolejny zarówno jej pięknym głosem jak i zdolnościami aktorskimi wykonując dwie piosenki: “Whatever happened” oraz “I feel pretty”. Łukasz Wolski z kolei uwodził publiczność swym urzekającym głosem śpiewając dwa hity: “Maria” oraz “Irresponsible”. Dał prawdziwy popis pięknego, męskiego wokalu.

Uwagę widowni zwrócił też niezwykły głos Kierana Donwortha, śpiewaka operowego który swoim bardzo silnym głosem (tenorem) zaśpiewał brawurowo kilka pieśni, między innymi: “My name” , “If I were a rich man” (widzowie klaskali w rytm melodii) oraz “Some enchanted evening”. Jego wykonawstwo jest szalenie oryginalne i pozostaje w pamięci na długo.

Na scenie teatru oprócz wyżej wspomnianych artystów była cała plejada młodziutkich piosenkarzy, “pączkujących gwiazd estrady” którzy pięknymi głosami i z ogromnym wdziękiem przypomnieli nam wiecznie żywe przeboje Broadwayu.

Byli to między innymi: Camilla Lubaszka (tylko 14 lat), Daniella Fernando, Adriana Serra, Vanessa Grygoruk oraz Adam Przyjemski którzy dali prawdziwy popis sceniczny wykonując utwór:”Any dream will do”. Odpowiednia choreografia oraz kolorowe stroje odegrały tu swoistą ważną rolę...

Ci piosenkarze zachwycili nas swymi głosami występując też w partiach solowych rozmaitych pieśni.

Nie sposób też pominąć zespołowego występu: “Muses I want say” w wykonaniu pięciu dziewcząt w osobach: Adriana Serra, Paulina Pacheco, Daniella Fernando, Nicole Quelhas i Dominika Dudzik. Ich dobrze dobrane oraz wyćwiczone głosy pięknie się wzajemnie komponowały dając słuchaczom dużo radości.

W pamięci utkwiło mi również kilka młodych solistów którzy z niezwykłą wrażliwością zaprezentowali takie przeboje jak: “I’ve got the sun” zaśpiewany przez Kayah Wójcik, “Popular” świetnie zinterpretowany przez Dominikę Dudzik czy też “Colours of the Wind” przedstawiony w sposób bardzo liryczny przez Weronikę Boyle.

Adam Przyjemski również wzbudzał wielkie zainteresowanie i podziw publiczności poprzez swoje niezwykle dynamiczne zarówno solowe jak zespołowe występy.

“Together wherever” zaśpiewany przez niego wspólnie z Adrianą Serra emanował młodzieńczą werwą i radością życia.

Widzowie rzęsistymi oklaskami okazali prawdziwy podziw i uznanie dla ich talentu i scenicznej odwagi.

Niewątpliwą gwiazdą wieczoru była pomysłodawczyni całego przedsięwzięcia Kinga Mitrowska, która całym sercem i duszą kibicowała swoim uczniom.

Mimo ogromnego zaangażowania w potrzeby swej szkoły znalazła czas aby przygotować i przedstawić nam solo kilka swoich ulubionych pieśni. Zaśpiewała z wrodzoną sobie klasą i finezją trzy piękne pieśni które absolutnie nas porwały i zachwyciły. Mnie osobiście z tych trzech: “Send in the Clowns”, “Sunset Sunrise “ i “Never Enough” najbardziej ujęła bardzo liryczna pieśń: “Sunrise Sunset”. Kinga to naprawdę niezwykła perełka operowa na naszej polonijnej niwie która swym silnym mezzo sopranem podbija nasze serca.

Jest też bardzo oddaną swoim uczniom nauczycielką i mentorką To właśnie dzięki jej szkole Vocal Studio te “pączkujące gwiazdy estrady” będą miały szansę na pełny rozkwit ich talentów czego im z całego serca życzymy...

Możemy być dumni że mamy tak niezwykle utalentowaną młodzież która dzięki Kindze Mitrowskiej może doskonalić swój warsztat oraz dzielić się swym talentem na koncertach umilając nam czas....

Każdy jej koncert to prawdziwa uczta dla ucha i oka !!!

Zarówno przekaz wokalny jak i sceniczny całego koncertu zrobił na nas wszystkich ogromne i niezapomniane wrażenie i zostanie w naszej pamięci na długo.
Już nie możemy się doczekać następnego...

Joanna Bochenek

Opublikowano w Życie polonijne
piątek, 04 maj 2018 00:47

Muzyczne wydarzenie – Toronto 2018

W sobotę, 28 kwietnia, byliśmy – ci, którzy chcieli oczywiście, spośród mieszkańców 6-milionowej aglomeracji Toronto – świadkami wielkiego wydarzenia muzycznego. Mistrz Maciej Jaśkiewicz zorganizował wielki koncert, wielki w jakości i wielki w liczbie zaangażowanych muzyków, chórzystów (śpiewało 125 osób!), w dużym kościele Metropolitan United Church położonym w centrum Toronto.

                  Już na godzinę przed koncertem w kościele po bilety ustawiła się kolejka. Kościół został wypełniony. Myślę, że było od 1200 do 1500 osób. Bogata publiczność. Gdyby znalazł się tam jakiś złodziej kieszonkowy, to biedny by z kościoła nie wyszedł.

                  Temat koncertu, „Better Is Peace Than Always War (Lepszy jest pokój niż zawsze wojna)” zainspirowany został rocznicą zakończenia pierwszej wojny światowej. Tematyka ta mogła przyciągnąć dużo starszych mieszkańców Toronto pochodzenia angielskiego, bo oni mogli mieć dziadków i innych starszych krewnych, którzy walczyli lub zginęli w tej wojnie. I tu trzeba trochę wyjaśnienia na temat skutków społecznych pierwszej wojny światowej. Na przykład kiedy Anglicy policzyli swoje straty po zakończeniu wojny, to okazało się, że zginęło w jej wyniku więcej żołnierzy brytyjskich niż we wszystkich wojnach prowadzonych przez Wielką Brytanię w całej jej wcześniejszej historii. Podobne skutki miała ta wojna dla Francji. We Francji były wioski, gdzie do domu powróciło tylko kilku mężczyzn. Wiele było takich wiosek i miasteczek, gdzie wyginęła większość populacji mężczyzn w ówczesnym wieku poborowym, czyli między 20. a 45. rokiem życia. W Rosji, milionowe straty mężczyzn spowodowały bunty w armii i przyczyniły się do popularyzacji poglądów rewolucyjnych, a później do samej rewolucji. I znowu już w Rosji kontynuacja pierwszej wojny światowej spowodowała śmierć, jak wyliczył to Aleksander Sołżenicyn, około 60 milionów obywateli Związku Sowieckiego. Po pierwszej wojnie światowej dalej umierali ludzie, na gruźlicę, tyfus, na cały świat rozniosła się tak zwana hiszpanka, czyli pandemia agresywnej odmiany grypy.

View the embedded image gallery online at:
http://www.goniec.net/tag/muzyka.html#sigProIdd8072474dc

                  Te olbrzymie straty spowodowały refleksje. Po fakcie już, oczywiście, po zakończonej wojnie. Co myśmy zrobili? – zdawali się pytać artyści, politycy, naukowcy, pisarze, poeci. Ta refleksja spowodowała, z jednej strony, zwrot ku materializmowi, z drugiej, zwrot ku Bogu. Jedni ludzie przypominają sobie o Bogu i proszą go o ulgę w cierpieniu, o zmiłowanie (Kyrie eleison!). Inni obwiniają Boga o cierpienie, odrzucają go i zwracają się ku materializmowi. W koncercie Maciej Jaśkiewicz odwołał się, jakżeby inaczej, do dwu kompozytorów, Gabriela Faure i sir Karla Jenkinsa. Jeden jest Francuzem, a drugi Anglikiem. Obaj kompozytorzy w swych utworach zwracają się ku Bogu. Maciej Jaśkiewicz rozpoczął koncert utworem „Requiem”, który skomponował Gabriel Faure. W drugiej części koncertu wykonano bardzo wymagający utwór „The Armed Man: A Mass For Peace”, skomponowany przez sir Karla Jenkinsa. Oba utwory są bardzo wymagające od strony muzycznej, ale i fizycznej. Członkowie połączonych chórów, często ludzie bardzo dojrzali, musieli stać na nogach prawie dwie godziny. Wyobraźmy sobie, że mielibyśmy stać, bez dodatkowego nabierania powietrza do płuc i wyprostowani, na nogach, przez dwie godziny? Dwa połączone chóry śpiewały utwory Faurego i Jenkinsa. Do wykonania partii solowych mistrz Jaśkiewicz wybrał Karolinę Podolak, Jeremiego Ludwiga oraz Adnana Srajeldina. Karolina Podolak... widzimy ją coraz częściej na różnego rodzaju koncertach. Dostaje coraz bardziej odpowiedzialne i rozszerzone partie do wykonania. Ona rośnie na naszych oczach.

                  Adnan Srajeldin wykonywał rolę muezzina. Jest muzykiem, kompozytorem w tradycyjnym rycie muzułmańskim. Pochodzi z Syrii. To był bardzo dobry pomysł, żeby wkomponować go w koncert. Na co dzień bowiem w telewizji możemy oglądać zdjęcia ze zburzonych, zdewastowanych miast w Syrii, pokaleczonych Syryjczyków. A przygotowania do nowej wojny z Iranem zdają się mieć miejsce, przynajmniej jeśli słucha się szefów Izraela i USA. Kiedy więc słuchamy słów „Chryste zmiłuj się – Kyrie eleison!”, to nie są zaklęcia proszące o zmiłowanie, które kierujemy do Boga za przeszłość, to są słowa-prośba o zmiłowanie dla cierpienia ludzi, o które prosimy Boga tu i teraz i na przyszłość. Wystąpienie muezzina nie było przywołaniem jakiejś dalekiej, odległej przeszłości, to jest zaklęcie o to, żeby nam uzmysłowić, że tu i teraz powinniśmy prosić Boga o zmiłowanie. Tu i teraz!

                  Innym przejmującym, profetycznym fragmentem utworu Jenkinsa jest tekst z Mahabharaty, opowieści w sanskrycie o wojnie Kurukszetra, która prawdopodobnie miała miejsce 5000 lat temu, ale także mogła się zdarzyć i 7500 lat temu, czyli można ją przypisać do okresu z biblijnego potopu. Ale można również ją przypisać temu, co może się wydarzyć w przyszłości, gdyż tekst Mahabharaty odwołuje się do trzeciego z żywiołów, do żywiołu ognia. Oto część pieśni „Pochodnie”: „Zwierzęta były rozsypane we wszystkich kierunkach, ryczały przeraźliwie, wiele płonęło, inne już były spopielone. Wszystkie były pogubione, rozproszone bez porządku, w oczach miały strach. Niektórzy przytulali swoich synów, inni swoich ojców i matki, nie mogąc ich puścić. I tak umierali. Inni wili się w tysiącach, mieli zeszpecone twarze, byli poparzeni. Wszędzie wijące się ciała, oczy i łapy palące się. Wydawali ostatni oddech jako palące się pochodnie”.

                  Pamiętajmy, że wielcy artyści, wielcy dyrygenci są wielcy tym, że często mają rozwiniętą nadświadomość. Ten koncert to więc nie tylko przypomnienie przeszłości, ale być może i więcej, nawet ostrzeżenie przed przyszłością.

                  Trzeba podziękować wszystkim zaangażowanym w produkcję koncertu, podziękować polskiemu konsulatowi w Toronto za pomoc finansową, bez której zapewne w ogóle nie doszłoby do jego zorganizowania, podziękować społecznikom i wolontariuszom, członkom chóru Oakham House Choir, Novi Singers oraz muzykom Toronto Sinfonietta.

Janusz Niemczyk

Opublikowano w Życie polonijne

islington-church Już Wielki Tydzień. Rzewniejsze brzmią pieśni,

Dłuższe modlitwy, posępniejsze lica;

Śmiech się nie ozwie, struna nie zadzwoni,

Zwierciadło nawet pod kirem się chroni;

Wkoło tak smutno, wkoło tak boleśnie,

I rzekłbyś, odkupienia wielka tajemnica

Teraz się spełnia! Że cała rodzina

Znała na ziemi Człowieczego Syna;

Z poezji Adama Pługa (ur. 1823)

        Karnawał dobiegł końca, kalendarz środą popielcową obwieścił okres Wielkiego Postu, czas powagi i zadumy.  Zapewne w pamięci wielu z nas utrwalił się obraz rozjaśnionej twarzy kogoś z rodziny, radośnie obwieszczającego domownikom siedzącym już przy stole wielkanocnym: Chrystus zmartwychwstał! Do tych najmilszych wspomnień – obok ciepłych świąt Bożego Narodzenia – należą obchodzone w naszych rodzinnych domach święta wielkanocne. Ale – zanim dojdziemy do tej radości, towarzyszą nam początkowo nastroje poważne. Zaduma, asceza, refleksja, wniknięcie we własne, nie zawsze świetlane wnętrze, zwątpienie, zmaganie, pokuta, czasem strach… Radość wszakże przyjdzie, Zmartwychwstanie Pańskie to przecież esencja naszej wiary – zwycięstwo życia nad śmiercią.  

        Taki też jest program zbliżającego się koncertu wielkanocnego „Passion and Resurrection – Męka i Zmartwychwstanie” w wykonaniu chóru Novi Singers Toronto, Zespołu Sinfonietta oraz solistów pod dyrekcją Macieja Jaśkiewicza.  Z jednej strony – paschalne pieśni religijne i utwory poetyckie skupiające uwagę na Męce Pańskiej, z drugiej – radosne nastroje związane z Cudem Zmartwychwstania. 

        Uroczysty koncert odbędzie się w niedzielę, 18 marca 2018 r., o godzinie 16:00 w kościele Islington United Church przy 25 Burnhamthorpe Rd. (w pobliżu Dundas St. West). Wydaje się, że dopiero chwilę temu, w tym samym kościele, wypełnionym do ostatniego miejsca, celebrowaliśmy Boże Narodzenie. Ale przeskok jest nieubłagany, kalendarz dyktuje już inny temat, inny repertuar.  

Opublikowano w Goniec Poleca
Strona 1 z 4