Goniec

Switch to desktop Register Login

piątek, 12 styczeń 2018 07:51

Przez te oczy, te oczy zielone…

Ratajewska        Przez te oczy, te oczy zielone – piosenka w radiu leci. Lubię ją. 

        Mamy Nowy Rok, już 2018. Czy jestem już stara? Mam ponad 60 lat i mąż mówi, że już zaczynają brać z naszej półki. Rzeczywiście, przed kościołem trzy klepsydry. Jedna – ponad 80 lat, druga – ponad 70 lat i trzecia, to nasza półka. Ciekawe, co tam jest dalej, a jestem przekonana, że jeszcze ciekawiej niż na tym świecie. Bo najważniejsze, aby było ciekawie. Ciekawie jest wtedy, gdy człowiek musi do czegoś dążyć, coś odkrywać. 

Opublikowano w Teksty
czwartek, 04 styczeń 2018 23:58

Między Wigilią a Sylwestrem.

Ratajewska        Dzień Wigilii. Nie wszyscy już powstawali. Syn z daleka przysłał zdjęcie makowca, którego pierwszy raz w życiu zrobił. Makowce to nasza specjalność, naszego domu i goście dostawali jeszcze do domu po makowcu. Teraz on to ciągnie. Jestem z niego dumna. 

        Mąż próbuje coś oglądać w telewizji. Co mi się podoba, to jemu nie i na odwrót. Gdyby kiedyś była taka mnogość programów i filmów, to chybabyśmy tak zgodnie do tego ślubu nie poszli. Mieliśmy wtedy jeden pokój, a w nim jeden telewizor. Nie zgodzilibyśmy się. Program telewizyjny zaczynał się grubo po południu. Gdy ja czekałam na czwartek, na teatr telewizji, to mąż go zawsze przesypiał. Kiedyś wyszliśmy z kina z filmu Felliniego, bo mąż się na nim nudził. Wtedy do mnie nic jeszcze nie docierało, że tacy jesteśmy inni. No nie, Rysiu? Tak jest, zgadzasz się ze mną na pewno. Mąż zazwyczaj czyta moje teksty. 

Opublikowano w Teksty
czwartek, 21 grudzień 2017 23:05

Krokiety, karp, bigos i makowiec

Ratajewska        Za kilka dni święta Bożego Narodzenia 2017. Jestem nadal w Polsce. 

        Dzisiaj, po 7. rano, szaro było, przemknął jakiś człowiek, w długim płaszczu. Myślałam, że wynosi śmieci do śmietnika, ale on tam za długo był. Potem poszedł do drugiego śmietnika, a po 15 minutach przyjechała śmieciarka i zabrała śmieci. Może by mu wystawić buty, których syn już nie nosi? Czego szukał ten człowiek, może tylko puszek po piwie? One są z aluminium, ciekawe, ile kosztują w skupie...

        W telewizji coraz z więcej reklam z „ motylami w brzuchu”. To powiedzenie jest typowo niemieckie, oni zawsze określają, że gdy są szczęśliwi, to mają szmeterlingi w brzuchu, w bauchu. 

        Robię krokiety z kapustą i grzybami. To danie, którego u nas nie było. Jednak dziewczyny moich synów coś wprowadzają swojego, smakowitego, według nich. Już usmażyłam kotlety rybne – bo tak robi matka narzeczonego córki. To mi się podobało, bo młodsze dzieci nigdy nie jadły ryb, a przecież one takie drogie i takie wartościowe. Kotlety mielone rybne wydały mi się wspaniałym pomysłem tej pani, której jeszcze nie poznałam, ale od której już dostawałam piękne prezenty. 

Opublikowano w Teksty

Ratajewska        Jest to forma zatrudniania, z uniknięciem  płacenia dodatku na dzieci polskie. Tak pracowałam ja, jako opiekunka polska, nie mając dodatku ani polskiego, ani niemieckiego, na pięcioro moich dzieci, zostawianych w domu, w Polsce. Pracowałam od roku 2009, z różnymi firmami polskimi, które współpracowały z firmami niemieckimi. 

        Czuję się pokrzywdzona, bo jeśli wtedy nie było dodatku polskiego na dzieci polskie, to był wtedy dodatek niemiecki, który się nie należał, bo taka była forma zatrudnienia, a  była i jest ona masowa. Dotyczy wielu osób, masowo wysyłanych do roboty, a dzieciom ich  nie należy się Kindergeld. Obecnie należy im się polski dodatek, ale  to nie jest sprawiedliwe, bo ludzie ci pracują tylko w Niemczech,  a nie w Polsce. Niemcy tak bardzo korzystają na pracy opiekunek z Polski, że powinni stworzyć odrębne przepisy, które by dawały im prawo do Kindergeldu, bez opłacania wszystkich składek. Powinno się stworzyć odrębne przepisy w Niemczech dla tej grupy pracownic z Polski, bo jest to praca specyficzna, praca na 24 godziny dziennie.  Dzieci tych pracownic – opieki na  24 Stunde, pozostawione w Polsce, powinny mieć prawo do niemieckiego Kindergeldu, aby wynagrodzić im chociażby brak matki, jej opieki  nad nimi. 

Opublikowano w Teksty
piątek, 08 grudzień 2017 08:07

A u nas budują apartamenty nad jeziorem

Ratajewska        Słowo apartament jakoś nie pasuje do nie tak dawno socjalistycznego ucha. Toż to rozpusta mieszkać w takim czymś, gdy niedaleko bloki ze swoją ciasnotą. Może to uwidaczniać kontrast między majętnością Polakowi. Kontrast już może być, już się nie wydziela, ile powierzchni przypada na obywatela. W reklamach jest słowo – apartament i powoli przyzwyczajam się do tego, nawet w takich małych polskich miastach. 

        Nie spodziewajcie się bezbłędnie napisanego tekstu. Najbardziej się cieszyłam, gdy po maturze nie musiałam się uczyć już jęz. polskiego, wkuwać, który pisarz co napisał, i to na całym świecie. Nie, chyba tylko w Europie. W szkole podstawowej siódma i ósma klasa, jakaś nauczycielka jęz. polskiego zachwycała się moimi wypracowaniami, ale  już nauczyciel w szkole średniej na pewno ich nie doceniał, więc pisząc, myślałam, że jestem słaba. Pani nauczycielka ze szkoły podstawowej była to żona dowódcy pułku. Moje miasteczko, można powiedzieć, że było zmilitaryzowane, bo na 26 tys. mieszkańców były tu dwie jednostki wojskowe, dwa kluby garnizonowe, a dużo rodzin wojskowych stołowało się w kantynie wojskowej. Najczęściej była tam wątróbka. Nam tata też wykupił obiady, były po 12 złotych, ale ja oddawałam je i kupowałam sobie jabłka. Zawsze brakowało mi owoców, ratowały drzewa jarzębiny. Były posadzone przez Niemców przed wojną i nie miały gorzkiego smaku. Była to jarzębina ogrodowa i chciałabym taką mieć kiedyś w swoim ogródku. 

Opublikowano w Teksty
piątek, 01 grudzień 2017 07:51

Spotkałam wczoraj koleżankę szkolną

Ratajewska        Pogadałyśmy chwilkę. Gdzie pędziła? Oczywiście do lekarza, a jutro ma kardiologa. Gdzie ta dawna wesoła Ewka? Dlaczego jest tak skupiona na sobie? Wymienia poziomy cholesterolu, cukru itd. Ja nie wiem, ile tego mam, i nawet nie chcę wiedzieć. 

        Do białych fartuchów zraziłam się już dawno, i myślę, że póki człowieka nic nie boli, powinien wesoło sobie chodzić po ziemi i nie myśleć o lekarzach. 

        Ewa zmieniła się, gdy się rozwiodła, teraz jest sama i myślę, że szuka towarzystwa. Wygląda zdrowo, chodzi szybko. Ludzie się zmieniają. Ja też miałam kiedyś czas na lekarzy, nawet trafiłam na kardiologa. Czekałam na niego wtedy półtora miesiąca  i wydawało mi się, że to bardzo długo. Ewa mówi, że od lutego czeka – toż to dziewięć miesięcy.

Opublikowano w Teksty
piątek, 24 listopad 2017 08:02

Pyszna polska gęś na niemieckim stole

Ratajewska        W jakiejś regionalnej telewizji słyszę piękną muzykę. Facet gra na pianinie, ale pięknie. Improwizuje dodatkowo. To jest Włodek Pawlik, i to jego płyta, która niedługo zostanie wydana. Chciałabym ją mieć. Jest to tylko granie na pianinie, żadna wielka orkiestra, ale jest to piękna, spokojna muzyka. Żona go namówiła na tę płytę , ale czytam, że on już towarzyszył jakiejś piosenkarce. On jest znany, ale ja poznałam go dopiero dzisiaj, usłyszałam w radio. Spróbuję, może uda się posłuchać na YouTube.

        A teraz historia wcale nie z filmu, bo to prawda. Opowiedziała mi o tym moja koleżanka – była nauczycielka matematyki. 

        Był koniec lat 80. Dwie nauczycielki były w tej małej szkole w ciąży. Dyrektorka była załamana, bo zadowolona była z nich, myślała, że dłużej popracują, a tu wiadomo, że odejdą, i to na trzy lata na pewno. Wtedy trzeba zatrudnić znów innego nauczyciela. Dyrektorka bardzo nie lubiła tych kobiet w ciąży, a woźna, która była dobrą znajomą dyrektorki, powiedziała coś takiego, do nauczycielek w ciąży – ona wam zazdrości, jej lekarz wszystko usunął, a ona ma dopiero 40 lat. 

Opublikowano w Teksty
piątek, 17 listopad 2017 07:29

Kwarki, a nie skwarki

Ratajewska        Piszę o Darku, o moim byłym uczniu. Dlaczego znów o Darku? Bo teraz jego życie by inaczej wyglądało. Bo tydzień temu, przed galerią w sąsiednim większym mieście, zauważyłam zdziwiona trzy osoby. Była to babcia Darka i jej dwie wnuczki. Jedna z wnuczek musiała mieć prawo jazdy, bo przyjechali jakimś starym samochodem kombi, ale samochodem, ktoś nim musiał kierować. 

        No i przyjechali, ale nie przed szmateks. Przyjechali, przyjechały po nowe ciuchy. Babcia i jej dwie wnuczki, już dorosłe. Szczuplutkie, zimno było, a one zostawiły w samochodzie kurtki i szły w sukieneczkach, jak to wypada do galerii.

        Darek też by był już taki duży, ale Darek umarł, był chory dziedzicznie na zanik mięśni. Jednak gdy wszystkie dzieci z rodziny szły do szkoły, Darek zostawał sam i miał przed sobą tylko okno z firanką. Nie mieli ani radia, ani telewizora. Jeden pokój i kuchnia, rodzice plus pięcioro dzieci. Był rok 1992, zlikwidowano PGR-y i stanęła też gorzelnia, w której pracował tata Darka. Zmieniłam trochę jego życie, ale inni nauczyciele tego nie pociągnęli, czekając  na mnie. A ja już czekałam na czwarte nasze dziecko. Nie było telefonu,  my nie mieliśmy, a  tym bardziej oni. Przekazała mi nauczycielka, że Darek umarł w Sylwestra. Na pewno za mną tęsknili. Chociaż w lecie pojechaliśmy tam z dużym telewizorem, który dostaliśmy od pani ze Szwecji.  

Opublikowano w Teksty
czwartek, 09 listopad 2017 21:27

Ich zdjęcia mówią wiele

Ratajewska        Pan Ewaryst z Kalisza dowiedział się, w późnym już wieku, że był synem zakonnicy i Niemca – najeźdźcy. Było to dalekie kuzynostwo, mieli te same niemieckie nazwiska. 

        Pan Ewaryst urodził się w czasie wojny.

        W Internecie jest zdjęcie pana i jego matki i są zupełnie do siebie podobni – te same podkrążone oczy, ten sam nos i uszy też te same. Pan Ewaryst najpierw postarał się o wykluczenie macierzyństwa i ojcostwa, dotyczące rodziców, którzy go wychowali. Po urodzeniu, zabrano matce dziecko i dano do rodziny Walkowiaków, która miała już kilkoro dzieci, a matka stała się znaną zakonnicą. Obiecała nigdy nie widzieć dziecka. Ojciec – Niemiec, starał się po wojnie odzyskać dziecko. Nie udało mu się. 

Opublikowano w Teksty
czwartek, 02 listopad 2017 22:08

Jak to będzie?

Ratajewska        Dzisiaj Wszystkich Świętych, a ja w domu, a ja w Polsce. W radiu ksiądz, zaproszony tam, mówi, że nie możemy nazwać tego dnia świętem zmarłych. Mówi o tym, że istnieje coś takiego, jak czyściec, ale nie jest to żaden niebiański obóz koncentracyjny. Nie, jest to miejsce, obojętnie, gdzie się znajduje, czy pod nami, czy nad nami... miejsce, gdzie dojrzewają dusze zmarłych do spotkania z Bogiem, bo nie wszystkie są do tego gotowe. 

        Chodzi o to, aby im pomóc, więc trzeba wspomóc je modlitwą, pomóc dostać im się do nieba. I w tym dniu trzeba się za nie modlić.

        Tymczasem sąsiadka opowiada nam, że jej syn, który jest w USA, on ma przyjść do pracy przebrany, a jego żona już pojechała do pracy z naszyjnikiem z dużym pająkiem,  a dzieciom trzeba było kupić stroje. Dzieci są w szkole podstawowej. On sam też musi się przebrać, bo w pracy mają zabawę odpowiednią do Halloween.

Opublikowano w Teksty
Strona 1 z 21