Goniec

Register Login

czwartek, 21 marzec 2019 11:04

Smutna pieśń

pruszynskiSmutna pieśń

W Internecie znalazłem pieśń Rosyjskiej Oswobodzicielskiej Armii, czyli niemieckich oddziałów stworzonych z obywateli sojuza, którzy dostali się do niewoli, a było ich ponad milion.

        Pieśń ta jest pod hasłem - С нашивкой РОА” (не В. Высоцкий) i niewiadomo czy ją napisał orginalnie ktoś z „własowców”, jak ich nazywano od nazwiska ich wodza gen Własowa czy znany sowiecki pieśniarz Wladimir Wysocki.

Opublikowano w Teksty
czwartek, 21 marzec 2019 11:01

Zdrada panowie, ale ani mru-mru!

michalkiewicz        Jeszcze nie nacieszyliśmy się 20-letnią obecnością Polski w NATO, dzięki której zyskaliśmy radosny przywilej wypłacenia Żydom 300 miliardów dolarów, żeby obetrzeć im gorzkie łzy po holokauście (ciekawe, że słowo „holokaust” wszyscy piszą z dużej litery. Pewne światło na tę sprawę rzucił Wojciech Dzieduszycki, zapytany, dlaczego pewien polityk dużą literą pisze słowo: „intryga”. Odpowiedział przypowieścią o znajomym handlarzu, który wzbogacił się na handlu wołami. Odtąd słowo „wół” pisał on też dużą literą) – a już jak grom z jasnego nieba spadł nam na głowę kolejny sukces.  Nic bowiem tak skutecznie nie ociera łez, jak złoty plaster, więc skoro już właśnie Polsce przypadnie ten zaszczyt, to będzie to kolejny dowód rosnącej roli naszego kraju na arenie międzynarodowej. Bo trzeba nam wiedzieć, że ranga Polski na arenie międzynarodowej rośnie jak na drożdżach, a w każdym razie – tak to widzi minister spraw zagranicznych,  pan Jacek Czaputowicz, który w minionym tygodniu  wygłosił w Sejmie expose na temat polityki zagranicznej.

Opublikowano w Stanisław Michalkiewicz
czwartek, 14 marzec 2019 12:29

Wybory na Białorusi (11/2019)

pruszynskiWybory na Białorusi

Aleksander Mniejszy postanowił przyśpieszyć wybory prezydencki, które zamiast w końcu 2020 r. odbyć się mają już 1 grudnia tego roku.

Moim zdaniem boi się o wyniki bo gospodarka coraz bardziej leży.

        Pytanie czy warto bym startował, bo zebranie podpisów to spory wysiłek i koszty czy raczej organizować opozycję. By tylko jeden z nas startował w imieniu wszystkich.

Opublikowano w Teksty
czwartek, 21 luty 2019 12:45

Nawet nas już nie muszą bajerować...

No proszę, jednak można się postawić Żydom; tym bardziej jeśli jest się w pozycji pełzającej i nie można już się cofnąć. Żydzi tymczasem grają swoją starą grę i jedyna pociecha taka, że w Polsce więcej ludzi się o niej dowie. Świadomość ta i tak niczego nie zmieni, bo ludziom, którzy uważają, że gdy tylko Polacy poznają prawdę o stanie swego położenia to od razu zrobi się Wielka Polska, zawsze stawiam za przykład Palestyńczyków, którzy wszak znają swoje położenie, a mimo to niezbyt im się poprawia... 

Opublikowano w Andrzej Kumor
czwartek, 21 luty 2019 12:01

Co nam zostało

pruszynskiCo nam zostało

Dostałem list od czytelnika z pod Radomska, który twierdzi, że z Polski został nam tylko hymn i sztandar. Smutne. Czy ten Pan nie ma czasem racji?

Opublikowano w Teksty
czwartek, 14 luty 2019 15:53

Katastrofalny stan polskiej armii

Probierzem tego, czy mamy zdolność do samodzielnego decydowania o zdolności bojowej armii polskiej są systemy przeciwlotnicze i system przeciwpancerna.

Planów modernizacji systemów przeciwlotniczych było wiele przez ostatnie 20 lat, żaden jeszcze nie wszedł w życie, to teoretycznie Patrioty niedługo będą faktem, natomiast jeszcze nie są i tutaj mała dygresja, która może być dla państwa istotna, otóż, od dłuższego czasu zaliczkuje się zakupy nowego sprzętu wojskowego w Polsce.

Co to znaczy? To znaczy że płacimy zanim otrzymamy towar.

Jaka była intencja, która stała za tą decyzją? Otóż, była ona dosyć prosta, chodziło o to żeby polskie państwowe zakłady produkujące broń nie musiały brać kredytów. W ten sposób obniżano koszty finansowe rozkręcenia produkcji; koszt jednostkowy sprzętu jest tańszy dzięki temu państwo polskie ma sprzęt z polskich fabryk, który jest troszeczkę tańszy.

Ten system zaliczkowania obowiązuje obecnie również w sytuacji, kiedy kupujemy sprzęt, produkowany, albo modernizowany za granicą! Tu analogia historyczna; w 39. roku zapłaciliśmy za samoloty brytyjskie, w 39. roku zapłaciliśmy za czołgi francuskie, natomiast one nigdy się nie pojawiły i nie zdążyły na kampanią Polską.

Aktualnie zaliczkowany sprzęt a nie otrzymany, który już się spóźnia z terminami wejścia do służby w wojsku polskim to ta kwota przekracza te miliardy złotych, które są przeznaczone na modernizację wojska polskiego w ciągu roku; 100% budżetu rocznego przeznaczonego na modernizację wojska polskiego już jest wydatkowanych, a tego sprzętu żołnierz polski jeszcze nie otrzymał! (sic!)

Broń przeciwpancerna. Dlaczego to jest ważne? Dlatego, że okazało się, iż czołgi i w ogóle pojazdy mechaniczne pozostają głównym środkiem walki pomimo wątpliwości ekspertów sprzed 10 - 15 lat, którzy głosili zmierzch broni pancernej.

W dużym uproszczeniu, skrótowym, jak się patrzy na broń przeciwpancerną i czołgi. Najprostszy sposób to jest sprowadzenie odporności pancerza czołgu do liczby milimetrów stali jednorodnej. Oczywiście, teraz czołgi już nie mają takich pancerzy, ale to upraszcza analitykom spojrzenie na to, co, jaką ma możliwość.
Otóż, większość pocisków przeciwpancernych w wojsku polskim ma zdolność przebicia pancerza około 300 mm. Tymczasem zliczeniowa odporność pancerza zmodernizowanych czołgów rosyjskich - nie mówię tutaj o tych najnowszych - to jest około 900 mm. Oznacza to w praktyce, że możemy umówić się na potyczkę, w której oni będą stać, a my będziemy strzelalać i jak skończy się nam amunicja to oni strzelą raz...

Jeżeli spojrzymy na broń przeciwpancerną ostatniej szansy piechoty czyli w naszym przypadku RPG 7, głowice pocisków, których używamy do tej broni po pierwsze nie są produkowane w Polsce, a po drugie mają zdolność przebicia pancerza około 300 mm, natomiast „powstańcy, buntownicy, terroryści”, jak chcemy ich nazywać, na Bliskim Wschodzie od wielu lat używają do tej samej broni głowic, które mają zdolność przebicia pancerza około 550 mm i kosztują około 50 dol. za sztukę.

To pokazuje że problem z modernizacją techniczną wojska polskiego, nie leży przede wszystkim w pieniądzach; lecz problem z modernizacją techniczną wojska polskiego leży w paraliżu decyzyjnym rządu polskiego, nie tylko aktualnego, ale wszystkich od połowy lat dziewięćdziesiątych.

Jeżeli mamy jakąś potrzebę, w tym przypadku potrzebę obronności kraju, to żeby rozsądnie ją rozważyć powinniśmy wiedzieć, ile potrzebujemy i dopiero wtedy rozważać, co kupimy, jak wyszkolimy żołnierzy, jak ich rozstawimy... Skąd mamy wiedzieć ile, jaka ilość, jest wystarczająca dla państwa polskiego?

W uproszczeniu możemy spojrzeć na traktaty rozbrojeniowe podpisany przez rząd Rzeczpospolitej Polskiej w latach 90. XX wieku, zgodnie z którymi zgodziliśmy się na pewne limity ilości sprzętu, których nie przekroczymy.

I tak wymóg CFE dla czołgów, limit maksymalny dla Polski to jest 1730 czołgów - w roku 2004, to jest taki rok, kiedy weszliśmy do Unii, mieliśmy 1005 czołgów, obecnie mamy niecałe 700 sztuk czołgów.

I teraz, jak spojrzymy na te czołgi, które ma wojsko polskie, to mamy albo konstrukcje z końca lat siedemdziesiątych, w żaden sposób nie zmodernizowane, albo PT 91 który jest zmodernizowanym T-72 i to jest początek lat 90., albo Leopard 2A4, 2A5 to jest przełom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, które miały być zmodernizowane do poziomu PL1. Trzy czołgi pojawiły się w Polsce na badania, natomiast pierwsza kompania tych czołgów miała pojawić się w wojsku polskim w październiku czy listopadzie 2017 r. i to jest piękny przykład opóźnień spowodowanych „obiektywnymi czynnikami”.

W tym samym czasie, kiedy my mamy czołgi produkowane w latach osiemdziesiątych, ewentualnie na poczatku lat 70. i nie modernizowane nadal mimo obietnic, inny sojusznik Stanów Zjednoczonych, w innym rejonie świata - Maroko - dostał w ramach tego że są sojusznikiem Ameryki 200 czołgów Abrams całkowicie zmodernizowanych na koszt USA.

My w tym czasie nie otrzymaliśmy nic za darmo i płacimy jak za zboże za Patrioty... Mam nadzieję, że je kiedyś zobaczymy. To pokazuje status państwa polskiego, które przecież z perspektywy amerykańskiej jest w ważniejszym miejscu geopolitycznie niż Maroko; to, jak się traktuje nas i jak traktują Marokańczyków, którzy - jak powiedziałem - nie zapłacili za tę modernizację i dostali te czołgi doprowadzone do stanu dobrej używalności.

My będziemy mieli czołgi Leopard zmodernizowane czyli 2pl i one z kolei po tej modernizacji, jakże potrzebnej, oczywiście, nadal będą czołgami trzydziestoletnimi, tylko zmodernizowanymi. Proszę sobie spojrzeć na to z perspektywy własnej lodówki albo samochodu, taki trzydziestoletni, ale „naprawdę dobrze zmodernizowany”. Koszt szacunkowy modernizacji jednego trzydziestoletniego czołgu to jest około 80% kosztu całkowicie nowego czołgu. Czyli zamiast 100 czołgów zmodernizowanych mogliśmy kupić ponad 80 całkowicie nowych. Tego oczywiście nie zrobiono. Ponadto w tej modernizacji nie ma nadal rzeczy kluczowych czołgu; oczywiście czołg ma mieć pancerz, łączność, systemy detekcji nieprzyjaciela, ale musi mieć też kluczową rzecz, która sprawi, że przeciwnik przestaje strzelać, czyli pocisk który znokautuje przeciwnika. Tych pocisków nadal nie zamówiono; nadal nie ma żadnych realnych czas, żeby w ciągu najbliższych 3 - 4 lat było to cokolwiek, co może zagrozić czołgom rosyjskim z przodu. I tutaj mówię o czołgach rosyjskich zmodernizowanych a nie najnowszych czołgach T 14, o których Amerykanie mówią, że chcieliby mieć taki za 10 lat, natomiast w Polsce wszyscy się śmieją, że to jest z tektury i nie będzie działać.

A ponieważ z wykształcenia jestem historykiem wojskowym to mogę państwu powiedzieć że w periodykach specjalistycznych z lat trzydziestych w Polsce śmiano się że te wszystkie 1000 czołgów radzieckich są z tektury i to w ogóle nie jest problem dla naszych brygad kawalerii, bo to manewr kawaleryjski będzie lepszy. Niemcy sprawdzili naszą tezę 2 lata później i okazało się, że niestety czołgi radzieckie były o dziwo o generację lepsze niż ówczesne czołgi niemieckie, nie tylko polskie.

Bojowe wozy piechoty i transportery opancerzone kołowe, czyli bojowy wóz piechoty na kołach jakim jest de facto rosomak - 1200 BWP jest w gorszym stanie nie tylko technicznym ale bojowym niż w momencie produkcji i projektowania. Projekt to jest początek lat siedemdziesiątych. Gdzie jest problem? Otóż, każdy z tych BWP miał rakietę, przeciwpancerny pocisk kierowany, czyli każdy mógł zniszczyć czołg nieprzyjaciela, obecnie tych rakiet nie ma z tej prostej przyczyny że są tak stare iż są niebezpieczne dla użytkownika. A w to miejsce nie wprowadzono nic nowego. Jeśli spojrzymy na ten sam sprzęt używany przez bojowników różnych organizacji bliskowschodnich to oni go modernizują, żeby trochę bardziej nadawał się do współczesnego pola walki.

Rosomaki to są rzeczywiście bardzo dobre pojazdy tylko tak, jak mówiłem nie jest to system całościowy, brakuje pojazdów specjalistycznych. Część rosomaków miała mieć przeciwpancerne pociski kierowane, aby umożliwić rosomakom niszczenie pojazdów nieprzyjaciela. Od kilkunastu lat są różne analizy, projekty, jak to ma wyglądać, na dzień dzisiejszy nie ma nawet konkretnego momentu zaplanowanego kiedy się pojawią rosomak, które będą się nadawały do podjęcia walki z nieprzyjacielem.

Spójrzmy na obronę terytorialną. Można powiedzieć że to jest ten konik dobrej zmiany i tutaj zdolności są najszybciej modernizowane otóż kompania piechoty lekkiej bo to właściwie jest obrona terytorialna zgodnie ze standardami NATO, powinna mieć 9 zestawów przeciwpancernych, tymczasem zgodnie z planowaną strukturą obrony terytorialnej polskiej na jedną kompanię będzie przypadać ¼ takiego systemu. Amerykanie 9 sztuk, a u nas co czwarta kompania będzie miała taki zestaw.

Proszę sobie wyobrazić, jeżeli przełożymy to na większą skalę; w brygadzie miałyby być trzy i taka brygada będzie na terenie województwa, na przykład, kujawsko-pomorskiego, w którym ja mieszkam, Tam są ośrodki miejskie, Bydgoszcz i Toruń i mamy trzy zestawy przeciwpancerne, którymi możemy obdzielić województwo, żeby jakoś zatrzymać nieprzyjaciela. Dla każdego rozsądnego człowieka jest to po prostu niemożliwe.

Artyleria lufowa i rakietowa, Mieliśmy ponad 1000 w momencie wejścia do Unii, tej chwili mamy 800, zgodziliśmy się na to że będziemy mieli nie więcej niż 1600.
Śmigłowce bojowe z bronią przeciwpancerną; mieliśmy 43, możemy mieć 1306. Mamy zero z tej prostej przyczyny, że śmigłowce cały czas latają, natomiast broni przeciwpancernej, której mają używać skończyły się resursy, czyli po prostu pociski zestarzały się tak, że nie nadają się do użycia bojowego.

Samoloty. Samolotów kupiliśmy czterdzieścikilka, a możemy mieć 460. Jeżeli dodamy samoloty Mig 29 i F 16 to mamy 79. Do tego samoloty szturmowe Su 22 - 16. Amerykanie mówią o tych samolotach z taką nostalgię że to jest ślepo-bokser ponieważ to są samoloty bez systemów celowniczych, bez radarów, więc jedyne, co mogą robić to dosyć szybko latać i zrzucać bomby, jak Niemcy ze sztukasów podczas II wojny światowej, swobodnie spadające.

Co ciekawe bardzo ważny w używaniu sprzętu wojskowego jest oczywiście łańcuch logistyczny, dzięki któremu możemy naprawiać sprzęt podczas wojny.
Polskie leopardy są objęte łańcuchem logistycznym... Bundeswehry. Proszę zrozumieć, co mówię, nasze leopardy są wpięte w łańcuch logistyczny Bundeswehry. Co to znaczy? To znaczy, że w czasie wojny Niemcy decydują o tym czy przyślą nam części zamienne.

Samoloty F-16 są wpięte w system logistyczny w Stanach Zjednoczonych, w związku z czym, żebyśmy mogli dostać do nich części zamienne muszę się na to zgodzić Amerykanie.

Przeciwpancerne pociski kierowane te nowoczesne, które mamy, są produkcji izraelskiej. W Polsce jest montownia, w związku z czym żeby uzyskać nowe pociski będziemy musieli mieć na to zgodę Izraela. Jak pokazał rok 2018. Może ona być nadzwyczaj kosztowna.

Jeżeli spojrzymy jeszcze na samoloty F-16 to oprócz tego, że są wpięte w system logistyczny USA, to najprawdopodobniej jest w nich taki „złoty guzik”, to znaczy tam są programy informatyczne bardzo długie i nie mamy dostępu do kodów źródłowych. Jak pokazuje doświadczenie tureckie, Turcy przez wiele lat próbowali uzyskać te kody źródłowe, ale ich nie dostali. Próbowali ten kod odtworzyć przez inżynierię wsteczną; w trakcie tego kilku inżynierów tureckich miało nagłe zejścia, nie tylko z powodu zawału, lecz też z powodu wybuchu samochodu. Po około 10 latach Turcy ogłosili, że uzyskali zdolność do operowania kodem źródłowym F-16 i modyfikowania go samodzielnie. Wtedy Amerykanie ogłosili, dobrze, to przekażemy wam ten kod...

My nawet nie poprosiliśmy o kody źródłowe, a co to może w praktyce oznaczać i dlatego dlaczego to było tak kluczowe dla Turcji? Otóż, to może oznaczać, że pilot naciśnie przysłowiowy spust celując, na przykład w samolot izraelski - mówię tu z perspektywy tureckiej - a może się okazać, że dla jego systemu to będzie cel zakazany.

Tego rodzaju możliwość istnieje, nie jest pewna, ale istnieje w samolotach F-16. Również wierni sojusznicy NATO, partnerzy amerykańscy, tacy jak Norwegowie, skarżą się, że najnowszy samolot, F-35 w czasie rzeczywistym wysyła dane do Stanów Zjednoczonych, czyli norweski samolot leci podczas ćwiczeń wojskowych w Norwegii i w czasie rzeczywistym uchodzą z niego dane które są pozyskiwane przez Stany Zjednoczone. Piloci F-16 nadal są szkoleni za oceanem. Co to oznacza dla perspektywy samodzielności, myślę że nie muszę mówić,

Kolejna rzecz, rozpoznanie. Nie mamy własnego satelity; jesteśmy całkowicie zależni od naszego aktualnego sojusznika. Nie jest dużym problemem finansowym stworzenie rozpoznania satelitarnego; z tego, co wiem, ostatnio nawet Białoruś uzyskała takie zdolności, a my ich nadal nie mamy.

Marynarka wojenna - tu jest chyba sytuacja symboliczna, o której wszyscy państwo wiedzą. Możemy być dumni, że mamy jeden z najstarszych na świecie okrętów podwodnych, które jeszcze pływają, zanurzają się i wynurzają się. Wiele terminów, kiedy miały pojawić się nowe okręty podwodne dla marynarki wojennej wojska polskiego minęły i nic się w tej kwestii nie stało. Korweta Gawron jest sama w sobie mistrzowskim sposobem wydawania pieniędzy. Jak pamiętam, za czasów rządów PO, minister obrony narodowej ogłosił, że ten okręt będzie budowany „bezkosztowo”. Nie wiem jak państwo sobie wyobrażają tego typu rzeczy. Tutaj zbyt dużo się nie zmieniło z perspektywy „dobrej zmiany”.

Jest jedna jednostka marynarki wojennej bardzo nowoczesna i mówię to bez żadnej złośliwości, chodzi o dywizjon rakietowy, który ma bardzo dobre zdolności, zasięg 200 km, może być używany również przeciwko celom naziemnym. Wojska lądowe nie mają żadnych systemów które mogłyby się równać z tym system marynarki wojennej, z tym że ten system bojowy jest na jelczach, nie pływa tylko jeździ po brzegu, ale z perspektywy Bałtyku myślę że to jest w sumie wystarczające. Dobrze by było jakby wojska lądowe również coś takiego miały.

Wojska zmechanizowane to jest trzon wojsk lądowych wojska polskiego i tutaj, jak już mówiłem, bardzo dużym problemem są zdolności przeciwpancerne, bardzo dużym problemem jest wiek sprzętu bojowego i bardzo dużym problemem, o którym się w ogóle publicznie nie mówi, a dobrze by było gdyby to się w końcu przebiło do świadomości publicznej, jest to, że tam potrzeba rekruta, to znaczy trzeba ludzi, którzy to wypełnią.

W Polsce wielu ludzi się śmieje z tego że mamy tak dużo oficerów a tak mało szeregowych. Wynika to z tego, że cała struktura wojska jest zbudowana wokół pomysłu bardzo rozsądnego, jednego z kilku rozsądnych, stworzenia dużej armii na czas wojny, która jest szkieletowa na czas pokoju.

Problem w tym, że od 10 lat nie szkolimy rezerw. Znowu, jeżeli spojrzymy na to z perspektywy historycznej, to podobne problemy miała Republika Niemiecka w latach dwudziestych i na początku trzydziestych XX wieku, wszyscy jesteśmy uczeni, że Hitler przywróci pobór, ale gdyby Hitlera nie było oni i tak przywróciliby pobór, bo po prostu średni szeregowy z poboru miałby już ponad 40 lat i trzeba było zacząć ćwiczyć nowych.

Otóż proszę państwa w Polsce średnia wieku rezerwisty, który ma być powołany do wojska na czas wojny to jest właśnie około 40 lat. To może być bardzo dużym problemem za 3 - 4 lata, dlatego ktokolwiek będzie rządził będzie musiał publicznie się przyznać, że już nawet nie istnieje fasada wojska polskiego, albo będzie musiał przywrócić pobór. Inną ewentualnością jest stworzenie wojsk całkowicie zawodowych, przy czym wydaje się, że koszt takiego rozwiązania mógłby być bardzo nieopłacalny.

Wojska aeromobilne. Mamy 2 brygady do przerzutu helikopterami, problem w tym, że nie ma helikopterów żeby nawet pół brygady naraz przerzucić.
Oczywiście, bardzo się cieszę, że mamy tę brygadę, że ci żołnierze tam służący są bardzo dobrze wyszkolenie, natomiast problem jest w tym, że nie ma co udawać, że mamy wojska aeromobilne, a należy wyposażyć je całkowicie w zdolności do służby, jako siły lekkie.

I to jest kolejny problem, który bardzo często się pojawia; bardzo często mamy wezwania ekspertów do najlepszego, najdroższego sprzętu, jaki możemy kupić wojskom lądowym, polskiemu wojsku, „bo nasi żołnierze na to zasługują”. Jeśli nasi przodkowie, by w ten sposób myśleli, to w wieku XVII wystawialibyśmy tylko husarię. Husaria nigdy nie była znaczącą częścią wojska polskiego w czasach I Rzeczpospolitej, z tej prostej przyczyny, że to był system bardzo drogi. Husarz były za drogi na to, żeby był jedynym żołnierzem, który chroni Rzeczpospolitą. Tak samo dzisiaj wojska zmechanizowane z najnowocześniejszym sprzętem bojowym, to jest coś, na co nie stać mocarstw w stylu Chin, Stanów Zjednoczonych czy Rosji, a tym bardziej nas; w związku z tym trzeba zerwać z tą iluzją, że możemy wszystkim żołnierzom zapewnić najlepszy możliwy sprzęt, a zacząć myśleć zgodnie z zasadą good enough czyli wystarczająco dobre; sprzęt musi być „wystarczająco dobry”, a nie „najlepszy możliwy”, z bardzo prozaicznych, budżetowych powodów. W domu też nie używamy wszystkiego co jest najlepsze i idealne, tylko kupujemy rzeczy, które są dla nas wystarczająco dobra.

Wojska obrony terytorialnej, to jest rzecz, która jest szczerze mówiąc dosyć zabawna. Otóż, aktualnie, o czym niektórzy politycy dobrej zmiany, z którymi rozmawiałem osobiście, nie mieli zielonego pojęcia, mamy dwa systemy obrony terytorialnej, czyli bataliony obrony terytorialnej wojsk lądowych wystawiane na czas wojny i Wojska Obrony Terytorialnej, które nie są w normalnej strukturze wojska polskiego. Teraz w batalionach obrony terytorialnej służą rezerwiści, którzy są co jakiś czas powoływani na szkolenie i za swoją gotowość do obrony Ojczyzny, nie dostają złamanego grosza objęci ustawą o obowiązku obrony Rzeczpospolitej Polskiej.

Każdy mężczyzna, który jest poborowym ma po prostu taki obowiązek i jak jest w wojsku, w czasie ćwiczeń to coś tam dostaje, natomiast za to, że siedzi w domu, a jego dane są w WKU i będzie mobilizowany na czas wojny nie dostaje złamanego grosza. W sumie nie ma w tym nic złego, natomiast żołnierze, którzy się zgłosili do terytorialnej służby wojskowej, za gotowość ewentualnej obrony terenu mają płacone co miesiąc.

Jest to demoralizujące dla ludzi, którzy wiedzą, że są przydzieleni na czas wojny do batalionów obrony terytorialnej, czy do jakichkolwiek innych jednostek i oczywiście nie mają za to płacone. Co więcej, bataliony obrony terytorialnej są gotowe do wystawienia na czas wojny, natomiast wojska obrony terytorialnej nie mają gotowej jeszcze żadnej kompanii. Kompania to jest piętro niżej niż batalion. Zgodnie z zasadami sformułowanymi przez „dobrą zmianę”, żołnierz Wojsk Obrony Terytorialnej podpisuje kontrakt na 3 lata, a kompania ma osiągnąć zdolność bojową po 3 latach; pytam się, jak? Jeżeli mamy żołnierzy, którzy po 3 latach mogą odejść, a po 3 latach jednostka jako całość ma uzyskać zdolność bojową, to nawet jeśli tylko 30% tych ludzi odejdzie, to nagle się okazuje, że kompania nie jest zdolna do wykonywania swoich zadań. To oznacza, że to jest taki pościg za króliczkiem, którego nigdy nie złapiemy. Nie ma jak sprawdzić efektywności tego systemu, bo on jest z definicji niewydolny, i z definicji działać nie będzie. Tu też jest dużo problemów społecznych, psychologicznych. Na przykład, generał Kukuła martwi się publicznie, że mają za mało niepełnosprawnych wciągniętych do obrony terytorialnej, chwali się tym, że kobiet ma dwa razy więcej niż w innych rodzajach jednostek. Dumny jest z tego, że ma szeregową lat 44, matkę dwójki dzieci, która prywatnie jest dyrektorem zespołu szkół. W normalnym świecie dyrektorzy szkół po powołaniu do wojska dowodzą kompaniami i batalionami, a nie jak w tym przypadku, gdzie ta pani dyrektor może być podległa pod swojego ucznia z klasy maturalnej. Pomijam nawet płeć tej pani, to jest zaburzenie całej idei „organicznej społeczności”, w której mimo wielu prób różnych instytucji nadal żyjemy.

W autoryzowanej rozmowie szef sztabu Wojsk Obrony Terytorialnej publicznie potwierdził, że stawiennictwo kobiet jest problemem, w związku z czym stawiennictwo wojskowe kobiet na czas wojny nie będzie wymagane. Czyli, szkolimy żołnierzy zawodowych i nie będziemy wymagać od nich, żeby stawili się na czas wojny do jednostki.

Co więcej, zapewnił, że to nie jest żaden problem, bo oni tak układają struktury kompanii i szkolenie, żeby żołnierze poradzili sobie bez tych pań, jak przyjdzie wojna.

Zgodnie z ustawą o powszechnym obowiązku służby wojskowej w Polsce nadal tylko mężczyźni mają obowiązek obrony Ojczyzny i nie jest to jakaś aberracja tradycjonalistów społecznych, tylko to wynika ze społeczeństwa, za struktury biologicznej człowieka. W wojsku kobiety bardzo często służą w miejscach, które są absurdalne z perspektywy nawet ich postury. Jeżeli mamy człowieka, bez względu na płeć, który ma 1,6 m, waży 50 kg i jest ładowniczym moździerza, w którym pociski ważą 15 kg, to jest to nie najbardziej efektywny sposób używania człowieka, którego inteligencja mogłaby być użyta, na przykład, w logistyce.

Według aktualnych publicznie dostępnych danych WOT nie jest w stanie wypełnić właściwie żadnego zadania, które oficjalnie przy zakładaniu tych formacji, były mu zlecone, bo wśród tych zadań było na przykład, „zwalczanie ataków cybernetycznych”. Nie wiem, jak lekka piechota bez pojazdów zmechanizowanych, chodząca po lesie, może „zwalczyć ataki cybernetyczne”, ale była to teza, która była bardzo publicznie podkreślana przez „dobrą zmianę” i generała Kukułę; ze wszystkich deklarowanych celów istnienia WOT dzisiaj żaden nie jest możliwy do spełnienia, nie tylko ze względu na cykl szkolenia i cykl służby, o których mówiłem, ale właśnie ze względu na brak pocisków przeciwpancernych kierowanych.

Tutaj jeszcze jeden taki cytat z szefa sztabu, który powiedział, że kompanie będą walczyć jako cała jednostka, czyli stu kilkudziesięciu ludzi za liniami wroga, ja pytałem go, jak oni będą się przemieszczać? Może to będą ciężarówki czy samochody terenowe? Nie nie, oni mają taki fajny pomysł, że będę jeździć na motorach. Proszę sobie wyobrazić 150 motocyklistów jeżdżących za liniami nieprzyjaciela, i reakcje oficera rozpoznania Federacji Rosyjskiej... Pewnie założyłby że to jakiś rajd katyński, ewentualnie może „wilki” jeżdżą i niech sobie tam jeżdżą, bo nie będzie to żaden problem.

To są informacje z autoryzowanego wywiadu, w związku z czym mamy tutaj poważny problem; problem z komunikacją między wojskiem, a społeczeństwem i między wojskiem, a politykami.

Polska armia oficjalnie ma 3 dywizje i wszyscy wiemy że mamy 3 dywizje na czas pokoju, na czas wojny ile mamy dywizji? To już są dane ściśle tajne. Ale tutaj mogę uchylić państwu rąbka tajemnicy nie dlatego, że mam dostęp do tajnych danych, tylko dlatego że umiem dzielić; jeżeli mamy limity sprzętu i musimy publicznie informować, ile mamy czołgów, armat i innego sprzętu, to jeżeli podzielimy ilość sprzętu przez etaty wojska polskiego to wychodzi, że Polska jest w stanie wystawić 5 dywizji. Mamy 3, wystawimy 5, powołując tych czterdziestoletnich ludzi, którzy jeszcze zdążyli się załapać na obowiązkową służbę wojskową.

Ja się cieszę że możemy wystawić 4 - 5 dywizji, ale sprzęt jeszcze musiałby być adekwatny i ćwiczenia musiałyby być adekwatne. U nas, za III RP dywizja nigdy nie ćwiczyła, brygady jak ćwiczą to nie setką czołgów tylko 12 czołgami, ułamkiem swoich zdolności; ci ludzie nigdy nie prowadzili kolumny setek ciężarówek setek pojazdów, nie żywili tylu ludzi w polu, to nigdy nie było tak, żeby cała brygada za III RP; żeby cała brygada zgodna z etatami na czas wojny, wyszła na poligon na 3 dni, żeby zobaczyli czy ktoś się nie zgubił czy cysterna nie zniknęła. Tego po prostu w ogóle się nie ćwiczy. Wracając do 39 roku, to na czas pokoju mieliśmy 30 dywizji, na czas wojny mieliśmy wystawić 40, a 1 września wystawiliśmy 23, przy czym regularnie ćwiczono wówczas na poziomie dywizji, a i tak wyszło gorzej niż były założenia. My mamy 3 dywizje, wystawiamy te 5 dywizji teoretycznie; proszę się nie spodziewać, że w razie kryzysu polska armia wystawi więcej niż 4.5 dywizji. Według analiz sztabów zachodnioeuropejskich w ciągu miesiąca jesteśmy w stanie wystawić 1 brygadę czyli 3/4 dywizji, w ciągu miesiąca.

Rosjanie, w samym Obwodzie Kaliningradzkim mają 11. korpus armijny, który w uproszczeniu ma siłę silnej dywizji, a oprócz tego mają 3 bazy materiałowe. Co to jest baza materiałowa? To jest dywizja na czas wojny; to jest baza, w której jest sprzęt; powołuje się rezerwistów, oni wsiadają do tego sprzętu i powiedzmy już w 10. dniu wojny jest cała nowa dywizja. Tych dywizji na czas wojny w Kaliningradzie Rosjanie mają trzy. Samo to jest nokautujące dla wojska polskiego, nie mówiąc o 1. Armii Pancernej odtworzonej przez Rosjan w Smoleńsku; nie mówiąc o systemach antydostępowych; nie mówiąc o pociskach manewrujących iskander czy kalibr.

Jesteśmy po prostu z innej ligi i najwyższy czas, żeby polscy politycy i polskie społeczeństwo miało świadomość, że jesteśmy absolutnie z innej ligi niż Rosjanie i przez 5 lat od 2014 r. kiedy wiemy, że jest możliwa wojna w Polsce - daj Boże żeby jej nie było - ale niestety widać, że jest możliwa; po pierwsze wiemy że gwarancje amerykańskie są świstkiem papieru, bo Ukraina miała takie gwarancje, a po drugie, wiemy że mogą wjechać czyjeś czołgi i przez 5 lat w tej kwestii nie zrobiono prawie nic.

Na tym by może skończył, może tylko dodam jeszcze jedną rzecz z ostatniego tygodnia. Otóż, często mówi się o Orbanie w Polsce, że jest przyjaźń, że będziemy się wzorować... Co mnie dziwiło w Orbanie, że przez cały czas jak rządził, w ogóle nie patrzył na armię, armia nie istniała; z mojej perspektywy to bardzo poważnie podważało intencje odzyskania suwerenności przez rząd węgierskiej. Od końca 2018 r. wiemy że to nieprawda; Węgrzy zakupili nowe czołgi w Niemczech, tak że wymienią wszystkie, zamówili artylerię w Niemczech, mają samoloty ze Szwecji, broń strzelecką z Czech i żadnych systemów amerykańskich. Cała armia będzie odnowiona. Jedna decyzja poważnego polityka. Pan Orban powiedział publicznie Amerykanom coś, co powinno wywołać trzęsienie ziemi w Polsce, bo od czasów de Gaulle’a nikt takiej deklaracji nie złożył, Orban powiedział publicznie, że Węgry powinny być tak samo neutralne jak Austria. Jeżeli to państwo, teraz mówi, że chce być neutralne i się zbroi, to moim zdaniem, powinien być dzwonek ostrzegawczy dla polskiej klasy politycznej.

Jacek Hoga, prezes Fundacji Ad Arma na konferencji w Sejmie RP nt obronności 6 lutego 2019 r.
spisane z taśmy za polskiesprawy

Opublikowano w Teksty
czwartek, 07 luty 2019 13:31

Chcecie to popatrzcie

pruszynskiChcecie to popatrzcie

        Mając sporo czasu w czasie choroby obejrzałem moc filmów w Internecie. Jest tam bardzo wiele na tematy życia poza śmiercią, a teraz przeżywa kliniczną śmieć sporo ludzi.

        Opowiadają co widzieli, spotkania z Panem Jezusem, jak wygląda niebo i… piekło, które jest zastraszające.

        Pokażcie to niewierzącym rodakom może się nawrócą, a sami pomyślcie czy nie warto starać się być bardziej „dobrymi” i na piekło nie zasłużyć. Tam też słyszałem doskonałe powiedzenie: co to jest spowiedź - to winda do raju.

Opublikowano w Teksty
czwartek, 31 styczeń 2019 11:11

Powrót monarchii?

pruszynskiPowrót monarchii?

Prezydent Putin ma kłopot, za trzy lat już nie będzie mógł znów legalnie stawać w wyborach na prezydenta Rosji, a numer z Miedwiediewem już też nie może się powtórzyć.

        Ponoć by zmienić sytuację chce przez stworzenie nowego państwa połączonego z Białorusią, a w „nowym” państwie być jego głową.

Opublikowano w Teksty

szczepankiewicz        Konsekwencja z jaką ośrodki antypolskie kierują do nas przekaz strachu, edukują we wstydzie i utwierdzają w poczuciu nienormalności przybiera formę groteski. W kontekście zabójstwa Adamowicza mamy kolejny absurd, lecz znana nam dobrze opinia, że rządzić się nie umiemy nie raz poprzedzała w historii zamach na nasze państwo. Podobno sami, to możemy się tylko pozabijać, toteż obcej protekcji Polakom niezbędnie trzeba.

        Inną rzeczą jest to, że dzisiaj możemy się dać zniewolić, okraść i eksterminować tylko na własne życzenie.

Zarówno jednak pamięć historyczna, jak ta społeczna (liczona przez specjalistów na góra 40 dni) są zawodne w przypadku zmasowanego naporu mediów, które zmieniają znaczenie pojęć, opacznie interpretują zdarzenia, podżegają wreszcie do waśni  m.in. poprzez zamykanie ust ludziom mówiącym niemiłą prawdę, a powielanie pożądanego politycznie kłamstwa.

        Warto zdać sobie sprawę z faktu, że dialogu nikt z nami nie chce prowadzić, co doskonale potwierdza antypolska, antykatolicka i antyrodzinna zawartość polskojęzycznych mediów. Kiedy zarzuca się jednak kłamstwo, złodziejstwo lub zbrodnie opcji jedynie słusznej, najprościej jest taki przekaz zdeprecjonować, nazywając go „mową nienawiści”. 

 

        Ta przemoc, której w Polsce wciąż nie ma

        Kiedy mówimy zatem o tragicznym zdarzeniu, które miało miejsce w tradycyjnym chaosie Orkiestry z nazwy Świątecznej, nie sposób nie zauważyć, że polską krew, której, jak kania dżdżu łakną „europejscy” politycy oraz ich peerelowscy klienci musiał wytoczyć „facet robiący banki”. Nikt inny się dotąd nie kwapił.

        Nie przeszkodziło to jednak zaistnieniu u nas kampanii przeciw przemocy oraz histerii rozpętanej po raz kolejny w zachodnich ośrodkach decyzyjnych i antypolskich mediach. 

        Czymże jest zatem przemoc i jak się ma definicja tego zjawiska do politycznej reakcji na kryminalne zdarzenie, którego zaistnienie tak, czy inaczej obciąża nie jakiś ogół, a jedynie organizatora imprezy.  

        Wg ogólnie zrozumiałej definicji przemoc występuje wtedy, gdy wywierany jest wpływ na proces myślowy, zachowanie lub stan fizyczny osoby, która nie wyraża na to przyzwolenia. Jej celem jest osiągnięcie konkretnych korzyści, czyli pozyskanie zasobów. W odróżnieniu od agresji, przemoc jest działaniem przemyślanym i racjonalnym, które nb. występuje u wszystkich istot rozumnych, lecz jako taka podlega ocenie m.in. moralnej i prawnej.

        „Walcząc z przemocą w Polsce” trzeba wiedzieć, że kraj nasz zajmuje ostatnie miejsce w Europie, gdy idzie choćby o statystyki tego zjawiska np. w rodzinie, czy wobec kobiet. Okazuje się przy tym, że najlepiej sprawy mają się w krajach katolickich, natomiast nasi mentorzy z „oświeconego” Zachodu mają u siebie z przemocą potężny problem.

        Podczas, gdy nasi praworządni „przyjaciele” na co dzień borykają się z zamachami na tle politycznym i religijnym, kiedy w tak wielu krajach krwawo tłumi się manifestacje przeciw korupcji władz, a częściom państw odmawia niepodległości więziąc jej zwolenników, to właśnie tolerancyjna, spokojna i wracająca na drogę normalnego rozwoju Polska jest przedmiotem autentycznej agresji i nienawiści nałogowych kolonialistów.

        W Niemczech, we Francji, w Hiszpanii, we Włoszech, a nawet w Belgii w tysiącach liczymy zabitych, rannych, aresztowanych. Kobiety są gwałcone, rodziny rozbijane przez państwo, chrześcijanie nie mogą publicznie praktykować swojej religii. Ten stan tłumaczy, dlaczego nagle głównym problemem Unii stała się jednolita etnicznie, religijnie, tradycyjnie rodzinna i bezpieczna dla wszystkich Polska, gdzie ani rachunki krzywd, ani agresja winnych nie doprowadziła do fali krwawej przemocy na tle politycznym. A o niej właśnie jest mowa.


Na bezrybiu i rak ryba, czyli mamy „mord polityczny” 

        Dla potrzeb, prosto związanych z walką o władzę i kasę, akt indywidualnego terroru będący dziełem osoby niezrównoważonej i czującej się osobiście pokrzywdzoną okrzyknięto „mordem politycznym”. 

        Prostując przekaz i dając rzeczom odpowiednie proporcje należy tu zauważy, że podczas zdarzenia, które wg organizatorów nie musiało spełniać rygorów imprezy masowej (inaczej niż np. fachowo zabezpieczone Światowe Dni Młodzieży 2016.), przy zupełnej beztrosce ochrony zamordowany został prezydent Gdańska. De facto samorządowiec.

        Mamy tu do czynienie z pojedynczym przypadkiem, nie zaś złowieszczą serią, czy wzrostem ilości w jakikolwiek sposób podobnych do siebie przestępstw, choć nagły niepokój „włodarzy” mającej na sumieniu krzywdę  dziesiątków tysięcy ludzi nie musi dziwić. 

        Obserwując nieadekwatne larum należy na wstępie zauważyć przydatne w wzniecaniu psychoz przedefiniowanie pojęcia „mordu politycznego”. 

        Mordem politycznym dla totalnych Europejczyków nie jest już zatem mord, którego pobudki mają charakter polityczny, lecz czyn, którego ofiarą jest polityk. Choćby samorządowy.

       No cóż, na bezrybiu, to i rak ryba.

        Wracając do rozgłaszanej „wojny plemion”, czy też rzekomych „waśni społecznych” na tle ideologicznym, rasowym, czy religijnym, to sprawy się mają niemal zupełnie na odwrót, niż przedstawiają to wrogie Polakom media.

        Rzeczywista linia podziału jest oczywista, a polityczne  sympatie i antypatie mają charakter wtórny. Z jednej strony mamy zatem autentyczną frustrację beneficjentów okrągłostołowej transformacji, którzy dziedzicznie wręcz chcieli zachować profity z okresu niewolenia narodu, ale im je po niemal trzech dekadach i tylko częściowo cofnięto. Z drugiej nadzieje normalnie pracujących obywateli, którym wmawiano, że wszyscy ponoszą koszty dwóch okupacji, a swoich życiowych szans z wdzięcznością winni szukać poza granicą kraju, żywiąc się w razie potrzeby u siebie „zupką Kuronia”.   

        Jak dotąd mordów politycznych na tle tych podziałów nie było, chyba że zgonów pragniemy szukać w sferze mafijnych rozgrywek. Ostatnio w Polsce mordowali swoich oponentów komuniści, robili to masowo i nikt ich za to najczęściej nie rozliczał, a wręcz honorował. Dzisiaj są „Europejczykami„, „demokratami” i właśnie „walczą z przemocą”.


Mowa nienawiści? A kto mówi?

        Agresja słowna  wybrzmiewa  u nas czasami w  wypowiedziach polityków, w Internecie bywa obecna głównie za sprawą rozmaitych prowokatorów, skrzeczy na mikrych manifestacjach rozmaitych KOD-ów, czy Czarnych Protestach. Nieprzypadkowo ci sami ludzie biorą dziś udział  w „protestach przeciw przemocy”, czyniąc to z właściwą im hipokryzją.

        Czym jednak jest rzeczywiście „mowa nienawiści”, jakkolwiek definiowana, bo związana z „poprawnością polityczną” i należąc do lewicowo – liberalnej nowomowy, „mowa nienawiści” dorobiła się jedynie instrumentalnych opisów, na zasadzie, że  czego sobie dzisiejsza władza nie życzy, to właśnie jest - to, i jest - be.

        I tak m.in. wg Rady Europy „mowa nienawiści” powstaje przy praktykowaniu wszelkich form ekspresji rozpowszechniającej lub popierającej uprzedzenia rasowe, religijne, antysemickie i ksenofobię. Na cenzurowanym jest zatem nacjonalizm lub etnocentryzm. Z ochrony przed „mową nienawiści” mogą korzystać także  imigranci oraz rozmaite mniejszości seksualne. W praktyce każdy, kto użyje „mowy nienawiści” ma pewność, że zostanie nazwany „faszystą”.

        Przed mową nienawiści nie są natomiast chronione narody europejskie, stanowiące większość w demokratycznie rządzonych państwach, nadal dominująca na kontynencie religia chrześcijańska, a także dwupłciowe związki małżeńskie wychowujące potomstwo w tradycyjny sposób. W tym przypadku podnosi się permanentnie prawo agresora do wolności - słowa, prasy i wypowiedzi artystycznej.

        Żeby nie dać się zwariować, dziś każdy Polak musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy idąc do pracy, do kościoła, na wiec, na zakupy, na spacer, czy wreszcie kładąc się spać czuje się zagrożony przez politycznych oponentów? Ile zna osobiście osób gotowych mordować na serio, lub atakować ludzi w dowolny sposób  z uwagi na ich odmienne preferencje np. głos oddany w demokratycznych wyborach? Ilu w końcu znał zamordowanych współobywateli, bo wyrażali odmienne od mordujących  poglądy? Czy był świadkiem faszystowskich marszów, antysemickich pogromów lub  rugowania czarnych? Ze szkoły, uczelni, tramwaju, teatru, sklepu… Świadkiem, ofiarą zamachu…? Może choć dostał pogróżki?

        Dziś do straszenia Polaków Putinem, Polexitem, czy utratą „unijnych dotacji” doszedł kolejny motyw. Mamy się bać samych siebie, by dojść do wniosku, że od „polskiego piekła” wyzwolić nas mogą jedynie obcy. I trzeba nam o to prosić, za wszelką cenę.

Kraków, 16 stycznia 2019r.  

Jan Szczepankiewicz

z Biuletynu Europy Wolnych Ojczyzn    

Opublikowano w Teksty
czwartek, 24 styczeń 2019 12:01

Ratowanie Kołchoźnika

pruszynskiRatowanie Kołchoźnika

        Konflikt między władcą Białorusi a Kremlem przeciąga się i na scenie polskiej pojawiają się nie pierwsze głos, że trzeba ratować nie tyle Białoruś, co Aleksandra Mniejszego.

        W XIX w. mówiono, że główną ideą przewodnią Mocarstwa Romanowych było tworzenie posad dla generałów gubernatorów i być może jest teraz w Rosji coś podobnego.

Opublikowano w Teksty
Strona 1 z 135