Goniec

Register Login

czwartek, 06 grudzień 2018 10:10

Jak zwyciężyć w 2019 roku?

pruszynskiJak zwyciężyć w 2019 roku?

Narodowcy odnieśli 11. XI wielki sukces, ale ten sukces MOŻE i POWINIEN być przekuty w zwycięstwo i ustanowienia w Polsce nowej, naprawdę polskiej władzy.

Co powinni w 2019 r. robić ?

        1 - Tworzyć zaraz Kluby Ruchu Narodowego we wszystkich większych miastach oparte na tych, co przygotowali Marsz Niepodległości.  Kluby mają mieć akcję kulturalno-oświatową i co tydzień - dwa spotkania.

        2 - Po nowym roku Kluby RN powinny rozpocząć do 1 marca akcję zbierania podpisów pod apel dr Kurek o dokończenie ekshumacji w Jedwabnym

        cel … 500 000 podpisów.

Opublikowano w Teksty
środa, 05 grudzień 2018 17:08

Jak naprawić świat?

michalkiewiczAjajajajajajaj! Panie Piperman, pan jeszcze tu? Pan jedź do Katowic, pan musisz walczyć z klimatem! - Tak mogłaby się zacząć kolejna rozmowa pana Pipermana z panem Biberglancem, kupcami, co to handlują, czym się da, a specjalnie takim towarem, co to ani nie da się wziąć w rękę, ani nie da się zważyć, ani nie da się zmierzyć, ani się nie psuje. To znaczy, dałby się zważyć, czy zmierzyć, gdyby komuś zachciało się to robić, ale nikomu się nie chce. Na przykład gazem – ale nie takim do palenia, czy trucia, tylko gazem cieplarnianym, co to robi straszliwe spustoszenie wśród ludzkości. Biją na alarm nie tylko mądrzy, roztropni i przyzwoici, co to rozpoznają się po zapachu, ale nawet pan redaktor Szymon Hołownia, który odkrył straszliwą prawdę, że co najmniej tyle samo dzieci pada ofiarą smogu, co aborcji. Ładny interes!

Opublikowano w Stanisław Michalkiewicz

Kurek-EwaMija sto lat od momentu, gdy nasi dziadowie odzyskali dla nas niepodległość. W roku stulecia niepodległości wszyscy politycy PiS, z panem prezydentem Polski na czele, mają pełne usta wzniosłych słów o Ojczyźnie. 

        Jednocześnie coraz częściej bredzą i publicznie nazywają naszą Najjaśniejszą Rzeczypospolitą nie Polską, lecz jakimś enigmatycznym wspólnym z Żydami państwem Polin.

W bełkocie o wspólnym z Żydami państwie Polin bryluje Pan Prezydent Andrzej Duda, który coraz częściej używa określenia Polin zamiennie z Polską. Ostatnio z okazji 70. otwarcia ambasady Izraela w Polsce napisał na przykład, że: „…z Rzeczypospolitej, kraju Polin […] pochodziło wielu pierwszych obywateli Państwa Izrael”.

        Szanowny Panie Prezydencie, przypominam fakt, że Izraela nie zbudowali jacyś polińscy Żydzi, lecz Izrael zbudowali Żydzi polscy. Polscy Żydzi nigdy nie nazywali siebie Polinami lecz zgodnie z prawdą, polskimi Żydami. Proszę także nas, Polaków, nie nazywać Polinami – my jesteśmy Polakami i mieszkamy w Polsce. Pańską niewiedzę można oczywiście zrzucić na doradców, którzy pewnie piszą panu listy i przemówienia, którzy powinni kontrolować to, co mówi i pisze prezydent. Ale nie do końca. Prezydent Rzeczypospolitej Polski powinien wiedzieć, czy jest prezydentem Polski, państwa Polaków, czy prezydentem jakiegoś enigmatycznego wspólnego z Żydami państwa Polin. Pana wyborcy, Panie Prezydencie, pytają dziś w Internecie: „Czy istnieje jakakolwiek szansa, żeby prezydent Andrzej Duda przestał nazywać Polskę krajem Polin? Robi to nie po raz pierwszy, a wszelkie apele kierowane do niego, żeby nie opowiadał bajek i nie fałszował historii, trafiają w próżnię. Polska, Polska, a nie Polin, Panie Prezydencie, proszę pamiętać – apelował jeden z uczestników spotkania PAD z Polakami w USA. Najwidoczniej Prezydent nie wziął sobie tych słów do serca”.

        Przypomnijmy zatem Panu Prezydentowi Andrzejowi Dudzie, czym jest i skąd się wzięło pojęcie Polin. Tradycja nazywania Polski terminem Polin (hebr. פולין, wymawiane w języku jidysz jako pojln), przypisywana jest krakowskiemu rabinowi Mojżeszowi Isserlesowi (ok. 1510-1572), którego król Zygmunt Stary w roku 1547 mianował rabinem gmin żydowskich województwa krakowskiego. Polin w języku żydowskim oznacza TU SPOCZNIJ. W roku 1492 wygnani z Hiszpanii, Portugalii i Niemiec Żydzi dotarli do Polski. Legenda głosi,  że gdy uchodźcy dotarli do ziem polskich, nazwę kraju odczytali jako Po lin (tu spocznij), biorąc to za dobry omen. Według tej legendy z nieba został zesłany znak – kartka z napisem Po lin. W wyniku tego Żydzi osiedlali się masowo na gościnnej polskiej ziemi. Rabi Mojżesz Isserles pisał w XVI wieku o Polsce: „W tym kraju nie ma zawziętej nienawiści do nas, jak w Niemczech. Oby zostało tak nadal, aż do nadejścia Mesjasza”.

        Przez wieki Polska była wygodnym do życia krajem dla Żydów. Z czasem słowu Polin – tu spocznij – Żydzi przydali nie tylko miano miejsca spoczynku, ale także program na życie, które w sposób bardzo prosty wyraził warszawski Żyd, ostatni rytualny rzezak z Pragi Srul Warszawer i powiedział o Polin na głos to, co Żydzi od niepamiętnych czasów wypowiadali między sobą w swoim niezrozumiałym dla Polaków języku: „A dlaczego Polska nazywa się Pojlin? Bo tam gdzie mieszkasz, tam twoje jest”. https://www.youtube.com/watch?v=XtUql93QZ2M] Tak oto ostatni rzezak rytualny z Pragi wytłumaczył Polakom, na jakiej podstawie Żydzi wzięli Polskę w posiadanie. Żydowskie rozumowanie przedstawione przez Srula Warszawera jest zgodne z żydowskim prawem chazaki, które oznacza nabycie prawa własności przez zasiedzenie.

        Czy używając pojęcia Polin na określenie Rzeczypospolitej Polski chce pan, panie prezydencie, uświadomić nam, Polakom, swoim wyborcom, że pod pana panowaniem Polska przez żydowskie prawo chazaki [zasiedzenie] stała się także własnością Żydów?  

        Wszyscy Polacy świętują dziś setną rocznicę odzyskania niepodległości naszej Ojczyzny. W setną rocznicę odrodzonej Najjaśniejszej Rzeczypospolitej warto przypomnieć prezydentowi Polski, różnej maści politykom i wszystkim nam, wyborcom, jak przed stuleciem nasi dziadowie zareagowali na żądanie Żydów, aby oddać im część Polski we władanie. Gdy w Komisji Konstytucyjnej Izaak Grünbaum, w imieniu Związku Posłów Narodowości Żydowskiej, zgłosił propozycję artykułu 113 Konstytucji o autonomii żydowskiej i oświadczył, że: „Ziemie Rzeczpospolitej, zamieszkałe w przeważającej większości przez narodowości niepolskie, stanowić będą autonomiczne prowincje”, na forum Sejmu poseł Mieczysław Niedziałkowski z PPS odpowiedział:

        Stanowczo, zupełnie kategorycznie

i również z całym spokojem i z zupełnie czystym sumieniem odrzucamy wszystkie te koncepcje, które chciałyby z Państwa Polskiego uczynić wspólną własność Polaków i Żydów. […] Zachować musimy koniecznie zasadę ogólną, iż 

        Państwo Polskie jest państwem tylko polskim.

        Sto lat temu posłowie wszystkich frakcji parlamentarnych, od lewa do prawa, poparli stanowisko posła Mieczysława Niedziałkowskiego. Stanowisko to poparli także wszyscy żyjący wówczas Polacy. Panie Prezydencie Andrzeju Dudo, wypowiedziane sto lat temu przez naszych dziadów słowa nie straciły na aktualności. 

        Roku Pańskiego 2018 Państwo Polskie nadal jest państwem tylko polskim. 

        Proszę o tym pamiętać i nigdy więcej nie próbować nam wmawiać, że dla pana, Panie Prezydencie, żydowskie prawo chazaki o zasiedzeniu ma wagę wyższą niż wola Polaków i prawo polskie. Nie pójdzie pan, Panie Prezydencie, 11 listopada w Marszu Niepodległości. Może słusznie. Proszę wybrać się na jakieś świętowanie do tego swojego nieistniejącego państwa Polin. Na zakończenie chce się powiedzieć: „Szanowny Panie Prezydencie, dłużej klasztora niż przeora”. Przejdzie pan do historii jako prezydent Polin, a my w następnych wyborach, wierni idei naszych przodków sprzed stu lat, którzy wywalczyli Niepodległą, wybierzemy prezydenta, który powtórzy słowa posła Mieczysława Niedziałkowskiego: 

        Państwo Polskie jest państwem tylko polskim.

Ewa Kurek

Opublikowano w Teksty
piątek, 23 listopad 2018 11:58

Piramidalny skandal

pruszynskiPiramidalny skandal

        W urodziny Hitlera światowe media obiegły informacje, że grupa Polaków ubranych nawet w niemieckie mundury na Śląsku czciła ten dzień kolorową imprezą która była nagrana przez ekipę TVN. 

Opublikowano w Teksty
piątek, 23 listopad 2018 11:53

Chłód okrutny

ligeza        Niech ludzi złej woli wreszcie z Europy wywieje, niech zaniechania polskiej wspólnoty w końcu zasypie śnieg, niech wymrozi na śmierć grzechy europejskich elit. 

        Takie tam życzenia na najbliższych parę miesięcy. Od przedstawiciela pokolenia, które postęp i nowoczesność rozczarowały, a rozczarowawszy, nieodwracalnie zbrzydziły. Ostatecznie, zima nadciąga, a ma to być zima stulecia. Czy tam dwóch stuleci. Tym bardziej, nieprawdaż, rozmarzyć się przystoi. Czy tam rozmarzyć i pomodlić. 

        Więc, rozmarzywszy się dostatecznie, niejako przy okazji oraz a propos postępu oraz nowoczesności: kiedyś człowiek chciał wiedzieć, jak jego świat wygląda za horyzontem. To znaczy pragnął świat poznać, a poznawszy oswoić. Interesował się światem. Do dziś upadliśmy na tyle nisko, by sądzić, że poznajemy i oswajamy świat pełniej niż kiedyś, ponieważ interesujemy się tym, co pokazują nam telewizory. Naiwność koszmarna. 

        Jaki z niej płynie wniosek, z tej naiwności? Bardzo proszę: nie wolno nam konsumować świata w sposób narzucany przez ów świat. Świat to media, media to przekaz, przekaz to nadawca – i tak dalej, i tak dalej. Ktoś zna intencje nadawcy? A intencje właściciela nadawcy ktoś zna? Zresztą, co tam intencje. Ktoś widział na własne oczy nadawcę? A właściciela nadawcy? Nie znamy nawet nazwisk tych ludzi, mimo to bezrefleksyjnie zajadamy się paszą medialną, przez nich przygotowaną i wciskaną nam w gardła, jak w gardła gęsi wciska się mieloną kukurydzę. Pozwolę sobie przypomnieć: media zamieniają ludzi w psy, zanurzające pyski w miskach i sycące głód bez świadomości dlaczego są głodne i czemu właściwie chcą żreć akurat to, co żrą. Nie wiedzą też, jak, przez kogo i po co ich żarcie zostało przygotowane, czy tam kto właściwie karmę im zadaje. 

Mówię przez to również, że namalowali nam historie, setki, tysiące historyjek, wciąż je nam malują, w każdą z nich wetknęli (wtykają) skrawek Rzeczypospolitej, jak kiedyś pewien człowiekowaty – ten, co to przestał myśleć i do dziś nie potrafi zacząć od nowa – wepchnął flagę narodową w psie odchody, a teraz my musimy na te malunki, czy tam na te kupy, patrzeć, chcąc nie chcąc. Czy raczej: musimy patrzeć nie wiedząc, że patrzeć na to nie chcemy – ponieważ ukradziono nam prawdę. A bez metafor: ponieważ coraz więcej łgarstw zastępuje dziś każdą z naszych niegdysiejszych, świętych prawd. 

        Zatem gdzie szanse dla Rzeczypospolitej, zapyta ktoś. I czy w ogóle mamy jakiekolwiek szanse, dokończy pytanie ktoś inny. Otóż nie jest mi z tym przekonaniem dobrze, ale nie sądzę, by jakiekolwiek, kiedykolwiek. Jak powiadają ludzie bogaci w wiedzę o świecie i doświadczenia osobiste: fala niesie nas ku naszemu przeznaczeniu i nie chce być inaczej. Tadeusz Korzeniewski (czytajcie, czytajcie!) w gorzkiej refleksji zamknął to samo słowami: “Polska jest tak zasyfiona w głowie i ciele, że nie można się nią przejmować na 100%, bo od tego dusza umiera”. Zaprawdę powiadam nam: nie wolno polemizować z człowiekiem mądrym, gdy ten mądrość głosi. Woda kruszy skałę nie siłą, lecz kapaniem. Czy jakoś podobnie. 

        Dosyć. Jakby to ująć: nie uzdrowisz świata jednym felietonem, nie uzdrowisz nawet słów milionem. Z drugiej strony warto pamiętać: dla tryumfu zła potrzeba tylko, by ludzie przyzwoici zapamiętale choć bezrozumnie lansowali jedno ze swoich sztandarowych zaniechań, nota bene dokonywanych pod sztandarem najgłupszym w dziejach ludzkości: “Mnie polityka nie interesuje!”. Lepiej zdobyliby się na refleksję wskazującą, że ludzka egzystencja to arena, na której dobro nieustannie ściera się ze złem. Że w boju tym bezstronność jest iluzją, zaś deklaracja neutralności oszustwem. Że w sytuacji oczywistego konfliktu interesów należy opowiedzieć się – to znaczy wiedzieć, przy której stronie trwamy. Wiedzieć, że każdy, kto nie pomaga, de facto wspiera wroga. Jeszcze inaczej: że zaniechanie może być grzechem. I że bywa. Nawet śmiertelnym – tak samo w wymiarze jednostkowym, jak w wymiarze wspólnoty narodowej. 

        A poza tym, zima nadciąga. Podobno będzie to zima stulecia. Czy tam dwóch stuleci. Konkretnie: najpierw cztery tygodnie po minus trzydzieści z hakiem w towarzystwie zabójczego wiatru, a potem dwa miesiące w towarzystwie stopni Celsjusza minus dwudziestu pięciu, silniejszych wichur oraz śniegu po same pachy. Czy tam po uszy. Oraz takie tam rozmaite inne zjawiska atmosferyczne, ponoć po stokroć groźniejsze od niskich temperatur, silnych wiatrów czy przesadnie obfitych opadów śniegu. 

        Ktoś oczekuje uzasadnienia? Uzasadnienie czarnowidztwa brzmi: albowiem nie można w naszej strefie klimatycznej w nieskończoność rozkoszować się upałami równikowymi, czy tam sześciomiesięcznym blisko latem. A nawet jeśli można, to w każdym razie nie bezkarnie. 

        Fakt. Bezkarne rozkosze nie istnieją i akurat o to proszę się ze mną nie zakładać. O to zaś, czy rzeczywiście podczas tegorocznej zimy dopadnie nas frigidum atrox, chłód okrutny – o to założę się chętnie. Niechby ludzi złej woli wywiało z Europy, niechby zaniechania naszej wspólnoty rodzimej śniegiem zasypało, niechby grzechy europejskich elit wymroziło na śmierć. Daj Boże! 

Krzysztof Ligęza 

Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Opublikowano w Teksty
czwartek, 22 listopad 2018 00:51

W smole i pierzu

michalkiewiczI znowu Polska, na oczach całego świata, została wytarzana w smole i pierzu – tym razem za sprawą przebierańców, tworzących Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu. Jak pamiętamy, Trybunał ten niedawno postanowił, że „zawiesza” polską ustawę o Sądzie Najwyższym, zaś sędziowie, którzy na mocy zawartych w niej przepisów, przeszli w stan spoczynku, ponieważ ukończyli 65 lat, mają powrócić do pracy. No i powrócili – a dodatkowej pikanterii temu powrotowi dodaje fakt, że jak jeden mąż odmówili oddania sowitych odpraw, jakie zostały im wypłacone właśnie z powodu przejścia w stan spoczynku. Jestem pewien, że jak będą ponownie przechodzili w stan spoczynku – esperons, że tym razem już wiecznego – to zażądają tych sutych odpraw jeszcze raz. Ale czort z nimi; każdy normalny człowiek powinien omijać te wszystkie niezawisłe sądy szerokim łukiem tym bardziej, że nie wiadomo ilu spośród niezawisłych sędziów jest konfidentami Urzędu Ochrony Państwa. Wojskowych Służb Informacyjnych, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służby Wywiadu Wojskowego, Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Centralnego Biura Śledczego, Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Straży Granicznej czy Policji Skarbowej. Wszystkie te organizacje mają bowiem prawo prowadzenia działalności operacyjnej, a tej bez konfidentów prowadzić niepodobna. Poza tym, bezpieczniackie watahy,dzięki rozkradaniu mienia państwowego, utworzyły sobie w Polsce potężne imperium gospodarcze. W tej sytuacji konfidenci, pieczołowicie poupychani właśnie w niezawisłych sądach, są na wagę złota, bo dzięki nim każde łajdactwo ujdzie bezpieczniakom, a także ich „słupom” bezkarnie, nawet w sytuacji, gdyby konfidenci w policji, czy prokuraturze sfuszerowali sprawę. Wróćmy jednak do, drugiego już, wytarzania Polski w smole i pierzu. Po wspomnianym postanowieniu luksemburskiego Trybunału, rząd najwyraźniej musiał dojść do wniosku, że temu postanowieniu trzeba nadać jakiś pozór legalności i 21 listopada skierował do Sejmu ustawę nowelizującą ustawę o Sądzie Najwyższym, zgodną z nakazami Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Ustawa ta została uchwalona w ciągu trzech godzin, a pikanterii dodaje okoliczność, że jeszcze niedawno Umiłowani Przywódcy prezentowali szalenie buńczuczną postawę, że to niby nie oddadzą „ani guzika”. Okazało się że to tylko tromtadracka retoryka, jaką rząd „dobrej zmiany” osłania postępującą uległość wobec Niemiec, wykorzystujących do wywierania presji na Polskę instytucje Unii Europejskiej, z Komisją Europejską, kierowaną przez dwóch niemieckich owczarków: Jana Klaudiusza Junckera i Franciszka Timmermansa oraz Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości na czele. Inaczej zresztą być nie może, skoro po „głębokiej rekonstrukcji rządu”, którą Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński zlecił na skutek dotkliwego osłabienia swojej pozycji politycznej wskutek felonii, jakiej dopuścił się wobec niego wystrugany przezeń z banana prezydent Andrzej Duda - nowy premier Mateusz Morawiecki i nowy minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz, otrzymali zadanie „ocieplenia” stosunków z Unią Europejską. Rzecz w tym, że takiego „ocieplenia” można dokonać tylko w jeden sposób – słuchać we wszystkim Naszej Złotej Pani, która wyrozumiale pozwala na kamuflowanie tego posłuszeństwa tromtadracką retoryką. Nowelizacja ustawy o Sądzie Najwyższym przypada w momencie szczególnie dla PiS-u trudnym z powodu afery bankowej, którą zdetonował biznesmen z przeszłością Leszek Czarnecki, niedawno ujawniając nagraną w marcu rozmowę z przewodniczącym Komisji Nadzoru Finansowego panem Markiem Chrzanowskim, który miał złożyć mu korupcyjną propozycję, że jeśli w swoim banku zatrudni wskazanego przezeń prawnika z wynagrodzeniem 40 mln złotych, to KNF przestanie jego banki nękać rozmaitymi szykanami, kontrolami itp. Wprawdzie z kół rządowych płyną pełne niedowierzania okrzyki zaskoczenia, ale coś może być na rzeczy, bo NBP zaproponował panu Czarneckiemu „dokapitalizowanie” jego banku akurat w momencie, gdy miał on składać zeznania przed niezależną prokuraturą w Katowicach. Ciekawe, czy zeznawał z uwzględnieniem perspektywy „dokapitalizowania”, czy też bezmyślnie relacjonował, jak było naprawdę. Wydaje mi się jednak, że posądzanie pana Czarneckiego o bezmyślne zeznawanie byłoby niegrzeczne, więc wolę myśleć, że zeznawał rozsądnie, jak się należy, dzięki czemu wkrótce się okaże, że i wilk będzie syty i owca cała, a kto wie, czy nie wyjdzie na jaw również i to, że żadnej „afery bankowej” wcale „nie było”, na tej samej zasadzie, na jakiej „nie było” afery „hazardowej” w 2008 roku. Wiele zależy bowiem od tego, jakie zadanie dostały od Naszej Złotej Pani stare kiejkuty, to znaczy – czy w ramach wyznaczonego zadania Nasza Złota Pani pozostawiła im jednak jakiś margines dowolności, w ramach którego mogliby zadbać o nienaruszalność swego imperium gospodarczego w naszym nieszczęśliwym kraju. Bo trzeba nam wiedzieć, że wydarzenia zachodzące w naszym nieszczęśliwym kraju są efektem wydarzeń zachodzących na wyższej półce polityki. Jak wiadomo, pogarszają się stosunki Niemiec i Francji ze Stanami Zjednoczonymi. Wyrazem tego była m.in. deklaracja francuskiego prezydenta Emanuela Macrona, który konieczność utworzenia armii europejskiej uzasadnił potrzebą obrony Europy między innymi przed... Stanami Zjednoczonymi. Ludzie doświadczeni powiadają, że idioci mają jedną zaletę - że mianowicie są szczerzy – i być może tak jest rzeczywiście, bo już Nasza Złota Pani uzasadniała potrzebę utworzenia europejskich sił zbrojnych niezależnych od NATO trochę inaczej. Czy efektem szczerości prezydenta Macrona są narastające zamieszki we Francji – tego pewnie nigdy się nie dowiemy, bo CIA raczej utrzymuje swoje operacje w tajemnicy, a zresztą mniejsza z tym, bo z naszego, polskiego punktu widzenia ważniejsze jest to, że w miarę pogarszania się stosunków Francji i Niemiec ze Stanami Zjednoczonymi, siłą rzeczy umacnia się strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie. I właśnie to umocnienie natychmiast przełożyło się na sytuację w naszym nieszczęśliwym kraju, w którym za pół roku odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego, a za rok – do tubylczego Sejmu i Senatu. Zatem już teraz obserwujemy przygotowania do przetasowania politycznej sceny, zarówno w formach poważnych, jak i wywołujących niezamierzony, być może, efekt komiczny. Stronnictwo Pruskie zwarło szeregi ze Stronnictwem Ruskim, co objawiło się w postaci umowy koalicyjnej Platformy Obywatelskiej, Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Z kolei pan Ryszard Petru utworzył nową partię pod nazwą „Teraz”, zgodnie z rzymską zasadą: „tres collegium faciunt”, co się wykłada, że trzy osoby tworzą już grupę. W przypadku partii „Teraz” jest to okoliczność niesłychanie korzystna, bo może się ona rozmnażać, jako że w jej skład, oprócz oczywiście pana Ryszarda, wchodzą dwie panie: pani Joanna Schmidt oraz moja faworyta, Wielce Czcigodna Joanna Scheuring-Wielgus. Kto wie, czy nie z tego właśnie powodu pan Leszek Czarnecki opublikował swoje rewelacje akurat teraz – bo uderza to w ekipę „dobrej zmiany”, której trzon stanowi PiS, uważany przeze mnie za ekspozyturę Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego. A skoro już zatrąciliśmy o sprawy żydowskie, to wypada odnotować przypadek rażącej niewdzięczności ze strony Żydów wobec pana wicepremiera i ministra kultury Piotra Glińskiego. Niedawno użalił się on, że wobec PiS uprawiana jest propaganda podobna do tej, jaką Goebbles uprawiał wobec Żydów. Wywołało to stanowcze potępienie ze strony ambasady Izraela i żydowskiej loży B`nai B`rith, która zażądała jego dymisji, chociaż pan wicepremier Gliński nie pozwolił nikomu wyprzedzić się w hojności wobec Żydów, futrując ich pieniędzmi polskich podatników aż po dziurki w nosach. Wygląda zatem na to, że wszyscy ci, którzy liczą, że podlizywanie się Żydom uchroni ich przed zmarginalizowaniem w czasie nadchodzącej żydowskiej okupacji naszego nieszczęśliwego kraju, głęboko się mylą. Nikt nie zostanie oszczędzony. Dlatego też bezowocne może się okazać nadskakiwanie Żydom, a konkretnie – Radzie Chrześcijan i Żydów – przez ordynariusza lubelskiego JE abpa Stanisława Budzika i rektora KUL, ks. prof. Antoniego Dębińskiego, którzy „odcięli się” od ks. prof. Tadeusza Guza, ponieważ w swoim wykładzie powiedział, że mordów rytualnych nie da się wymazać z historii, bo zachowało się mnóstwo akt sądowych właśnie w takich sprawach. Nie wiadomo, co jeszcze spotka ks. prof. Guza, bo Rada Chrześcijan i Żydów zażądała podjęcia wobec niego „surowych kroków dyscyplinujących”. W tej sytuacji warto przypomnieć, że wspomnianej Radzie współprzewodniczą panowie Stanisław Krajewski, matematyk – ze strony żydowskiej, a chrześcijan reprezentuje w niej pan Bogdan Białek z Kielc, co ukończył był psychologię na UJ, a którego przez analogię do sytuacji niektórych oficerów w wojsku, można uznać za „chrześcijanina czasu wojny”, jako że uwija się on jak w ukropie wokół żydowskich interesów, mam nadzieję, że nie za darmo. Ciekawe tedy, jakie to „surowe kroki” zostaną podjęte na polecenie takiego patentowanego chrześcijanina, jak pan Bogdan Białek, bo z pewnością będzie to ważny przyczynek do sytuacji, w jakiej Polacy znajdą się pod żydowską okupacją. 

Opublikowano w Stanisław Michalkiewicz

ostojanPiszę zwykle o polskiej polityce, bo chociaż tu żyję od ponad 30 lat, jem kanadyjski chleb, to „dusza” moja – soul, przebywa w Ojczyźnie. Wędruje tam przez Sępolno, Zalesie i Krzyki – niesie ją wrocławski wiatr. Może dlatego nie chodzę tak często do kościoła jakby wypadało, bo jak to iść do tego przybytku bez gladly soul? 

        A poza tym, patrzę krytycznie na tutejszą politykę pod rządami soc– liberałów pięknego Trudeau, tak polit-poprawną, a ostatnio zasnuwającą się dymkiem marihuany! Czym się tu egzaltować? Dobrze jest, spokojnie. Good.

        Ucieszyło mnie zwycięstwo Forda, który prostuje ekstrawagancje finansowe liberałów odeszłej pani premier i ogranicza biurokrację. Ma mój głos. 

        Niestety nie ma praktycznie w tutejszej polityce Polaków. (...)

***

        Za to nad Bałtykiem, Odrą i Nysom, kłótliwi, głośni, zadziorni, czupurni i waleczni – my som! Polacy po obu stronach barykady, patrioci i zaprzańcy. Tych ostatnich wspiera zgraja pożytecznych naiwnych i cyniczne „elity”, oczywiście. 

        Liczyłem na pisowskie tsunami, a skończyło się tylko na kroku do przodu. Dobre i to. Niestety wyniki uzyskane w dużych miastach zadziwiają. Czyj był tam vox populi – bo nie głosem Boga – vox Dei? Wielkomiejskie stado baranów, dzięki któremu w stolicy, Gdańsku, Krakowie i Łodzi, słońce sukcesu na PO wciąż (jak długo jeszcze?) nie zachodzi! Wstyd. 

        Czy prawica popełnia tam błędy, czy zasiedziałej tam sitwy nie da się ruszyć? Pewne uzasadnienia przedstawia socjolog, Alicja Farmus (O tym dalszym ciągnieniu) oraz redaktor Kumor. 

        Warto się może pochylić nad sugestiami, tu i ówdzie z prawa i lewa się pojawiającymi, iż Zjednoczona Prawica tak naprawdę prawicą stricte nie jest. Bo ta ortodoksyjna, prawdziwa też istnieje. Jakby nieco osobno. Życzyć jej należy zdobywania większego poparcia rodaków, tak aby w przyszłości (już niedalekiej) mam nadzieję, efektywnie partię prezesa Jarosława poparli zamiast się na niego wybrzydzać i dzielić włos na czworo.

        Kaczyński i Morawiecki przesuwają widocznie partię rządzącą nieco bliżej centrum (pamiętajmy Porozumienie Centrum) upodabniając ją do zachodnich partii socjal–demokratycznych. W nadziei na poszerzenie elektoratu i zdobycie (oby) ponad 40% poparcia. To potrzebne będzie w wyborach parlamentarnych. Tego zdają się nie dostrzegać potencjalni wyborcy, którzy dotychczas na PiS nie głosowali, ale nie chcą też powrotu do „żeby było, tak jak było”. Gra będzie szła o dużą stawkę. Wszystkie ręce na pokład! Stawka jest większa niż życie w spokoju i dobrobycie, czy rodacy to widzicie?

***

        Ciekawe, jak zawsze, są publikowane w Gońcu polityczne analizy S. Michalkiewicza. Są chyba jednak zbyt pesymistyczne? Nasz kraj nie jest nieszczęśliwy, a tylko szarpany przez nobilitowanych do władzy, pomyłkowo od niej odsuniętych (wielkie kłamstwo Kopacz) totalnych opozycjonistów. 

        Temu towarzyszą przepychanki między stronnikami orientacji UE – niemieckiej (opozycja) amerykańskiej PiS. No i oczywiście wpływy żydowskie w tej drugiej, bo Starsi Bracia w Wierze gdy czują, że jakiś geszeft można zrobić, to takiej okazji niezwykli są przepuścić. Se git? Koniunktura wewnętrzna gospodarcza i polityczna jest dobra. Oby się ta zewnętrzna nie zachwiała, ale na to wpływu Polska nie ma. Na razie tak korzystnej sytuacji nie było nawet w przedwojennej Ojczyźnie. Bo mieliśmy wrogów zewnętrznych ze wschodu i zachodu na czołgach oraz wrogów wewnętrznych. „Polscy” Niemcy, nasi obywatele, pokazali co potrafią, gdy te czołgi wjechały. Na Kresach Żydzi i Ukraińcy z otwartymi rękami witali najeźdźców. 

        Dzisiaj jesteśmy jednolici narodowo (krótkowzroczna polityka z ukraińskimi gastarbeiterami niestety) i geograficznie. Skończyło się balcerowiczowe schładzanie gospodarki pod dyktando niemieckich firm (na przykład stocznie, konkurencja różnych likwidowanych przedsiębiorstw, media).

        Wracając do niezastąpionego pana Michalkiewicza, widzę iż wyraźnie nie pała on sympatią do Narodu Wybranego. Czemuż to? Przecież ci brzydcy naziści właśnie wybrali naszych Żydów jak ślepe kocięta z kojca do utopienia! (...) Nie patyczkowali się bo potrzebne im były Lebensraum. Coś nie wyszło, bo ten Lebensraum po wojnie im się sporo zmniejszył. Czołgi wyszły z mody przy rozwiązywaniu niemieckich problemów w Europie, więc trzeba sięgnąć po inne nowoczesne środki. Dla Polski trochę kija, trochę marchewki, aż powrócą Tuski i jego folksdojcze, proniemiecka cyniczna ferajna odmieńców. Wtedy już kij nie będzie potrzebny, a i bez marchewki Polacy się obejdą. Bida! 

        Co zrobić żeby rodacy przejrzeli i nie dawali się otumaniać tym, co mają w tym interes? Bo wy, rodacy, w tym interesu nie macie i nigdy mieć nie będziecie. Sloganami was totalniacy karmią. „Wartościami europejskimi”. Nie jesteśmy gorszymi Europejczykami niż Francuzi czy Niemcy. A w wielu aspektach na pewno lepsi. Jesteśmy w UE i pozostaniemy. Porządek ma być europejski, a nie niemiecki. Tak, a nie inaczej, byli są i będą wciąż potęgą gospodarczą i polityczną. Aż strach się bać! 

        Nasz rząd ostrożnie manewruje między żydowskim rafami unikając (nie zawsze) czołowych zderzeń. 

        Pan Michalkiewicz i narodowcy sterów nie trzymają, więc nie muszą manewrować. Jeszcze dorzucę drew do kominka, bo ogień przygasa. Oto pani A. Applebaum – Sikorska dziedziczka na Chobielinie popełniła ostatnio sążnisty esej po angielsku, (bo to przecież nie do Polaków), że faszyzm, antysemityzm i 7 grzechów głównych. Ona też complain, że traci, ojoj, polskich przyjaciół. Ciekawe dlaczego, a zwłaszcza czemu dopiero teraz? Dziwne. 

***

        Interesujący jest w „Gońcu” krótki felietonik (będzie stała współpraca?) pani Alicji Farmus. Porusza w nim kwestie roli stanu trzeciego, chłopskiego w polskiej polityce. Trzy czwarte Narodu ma takie pochodzenie, a ponieważ głos rolnika orzącego pole pod buraki ma taką samą wagę jak głos pana profesora opiniotwórczego literata ostoi (sic!)moralnej, a nawet samego Adama Michnika, to oczywiste jest że głos naszego ludu dominuje, bo oni są liczniejsi. Gdybyż tylko wszyscy chcieli głosować! A z tym jest gorzej, bo michnikowszczyzna (tfu!) na pewno cała do urny zawsze pójdzie. Pani Alicja też podkreśla ciekawą zbieżność. W tych rejonach gdzie rzadsza jest sieć linii kolejowych, a więc rejonach rolniczych  a nie przemysłowych, wybory wygrywa PiS. Czyli lud – za Zjednoczoną Prawicą! W Warszawie wbrew pozorom, elity też stanowią mniejszość, bo po wojnie napłynęli do niej właśnie mieszkańcy wsi. Dlaczego więc tam i innych dużych miastach PiS przegrywa? Bo, według pani Farmus, nowi mieszkańcy i ich dzieci mają kompleksy i wstydzą się swego „wsiowego” rodowodu, starając się być bliżsi dawnego warszawskiego establishmentu, stopić się z nim. Być „miastowymi”. A ten establishment to wyborcy PO, niestety. 

        No więc nasi chłopi kiedyś byli trzecim stanem po szlachcie i mieszczanach, w obecnych czasach stają się jednak pierwszym, bo w demokracji są najliczniejsi. Tyle, że często właśnie wstydzą się swego pochodzenia. Redaktor Kumor również porusza ten elitarny temat. Elity intelektualne obecnie starają się niestety być internacjonalistyczne, europejskie, co czyni je mniej patriotycznymi. A brak nam elity właśnie czujących się przede wszystkim Polakami. Ale i jedne, i drugie statystycznie są w wyborach i tak mniejszością.  

        Kto chce rządzić Polską musi mieć dobre stosunki ze stanem chłopskim i pochłopskim. PiS idzie tą drogą. Opozycja szczęśliwie nie. Oba, Alicja Farmus, tak jak zresztą redaktor Kumor, podkreślają swoją rodzinną przynależność do obecnego stanu pierwszego – chłop w chłopa, baba w babę, pług, sierp i młot chłoporobotnika i pióro inteligenta papier jest cierpliwy ale czas kończyć bo Goniec potrzebuje też miejsca na reklamy... 

Ostojan

Opublikowano w Teksty
piątek, 16 listopad 2018 08:08

Katalizator

        Katalizator w rozumieniu bardziej potocznym, to jest czynnik wywołujący jakąś reakcję lub ją przyspieszający. Oglądam Marsz Niepodległości i same z siebie nasuwają się skojarzenia. Bo, nic nie ujmując tej podniosłej uroczystości, można uznać ją za swego rodzaju katalizator. Wywabił on jakieś zmory, wprawdzie nękające naród od trzech lat, odkąd skończyły się rządy PO-PSL, ale w momencie, kiedy naród ten miał pokazać publicznie czym i dla czego chce żyć i tworzyć, przepotwarzyły się one w stwory ziejące nienawiścią do wszystkiego, co naród manifestuje i plujące jadem bezsensownych insynuacji. Bo gdzież tu faszyzm, ba, ponoć nawet nazizm, gdzież antysemityzm, ksenofobia, nacjonalizm, a przede wszystkim, gdzie nienawiść? Ona jest obecna, ale właśnie w ustach tych, którzy wmawiają ją innym. Nie wiem, czy jest inwektywa, której by „totalna” nie użyła dla plugawienia tego wszystkiego, co dla normalnego Polaka jest święte i nietykalne. Nawet jeśli ten amok ma na celu podlizanie się, takie psie, wiernopoddańcze, wobec takich „europejczyków”, jak n. p. Verhofstadt, Timmermans, nie licząc innych nieprzyjaciół Polski, którzy żadną bzdurą nie pogardzą, by dać pokaz swej demagogii, to rozsądek mówi, że nawet kontrahenci takich przedstawień mających uzasadnić kolejną bzdurę, jaką jest tokowanie o polexicie, muszą mieć za nic takich Tusków czy Lewandowskich, którzy paskudzą własne gniazdo, o ile jeszcze za takowe je uważają.  

        Tak więc powtarzanie mutatis mutandis, jako że Stalina zastąpiła linksliberalna klika Zachodu, retoryki peerelowskiej stojącej za zakazem świętowania 11 Listopada jest dla każdego szanującego się człowieka  żenujące. No, ale właśnie, trzeba się szanować.  

        Marsz,  jak zapowiadali buńczucznie niektórzy bojownicy o europejskość, miał być według nich manifestacją nienawiści, a tymczasem napawał otuchą i radował serca Polaków. Może  „europejczycy” zamyślali wszczęcie rozróby, jak to bywało za Tuska,  ale jak to zrobić, skoro taki tłum walił ulicami Warszawy, a  tu faszyści widocznie z Brukseli czy z Niemiec nie nadjechali? Trzeba było więc poprzestać na biadoleniu pewnych mediów, które mają przecież doświadczenie, gdyż za PRLu potrafiono pokazywać wielotysięczne uroczystości n. p. na Jasnej Górze w postaci grupki starych kobiet. Bo młodych ludzi być tam nie powinno, tak jak z kolei na Marszu powinni być faszyści.  

        Donald Tusk z miną wyrażającą wściekłość zapewniał, że uroczystości ku czci 100 rocznicy niepodległości  generują nienawiść. O nienawiści mówił Schetyna. A więc jak to jest z tą nienawiścią? Okazuje się, że ludzie radośni, uśmiechnięci dla takich panów, jak obaj wymienieni i ich współwyznawców to właśnie jest wyraz nienawiści?  Jak wiadomo rząd zapraszał na biało-czerwony marsz wszystkich. Czy zatem takie zaproszenie dyktowane było także nienawiścią? Rzecz jasna, pełne jadu i antypolskie jątrzenia „totalnych” należałoby wówczas uważać za przejaw czystej miłości bliźniego!? 

        Różnego rodzaju osobistości z takiej czy innej półki dopatrują się w patriotycznym geście Polaków  faszyzmu.  Przyczyna jest taka, że ci ludzie nie wiedzą czym był faszyzm, ale także nie znają takiego pojęcie, jak patriotyzm, nie mówiąc o jego praktykowaniu. Ktoś, kto faszyzm przeżył wie dobrze jaką głupotą jest dziś  doszukiwanie się go w Polsce. Zaś głupotą i zarazem podłością jest stawianie znak równości między ruchem narodowym i faszyzmem. Popisują się tym głównie dawni towarzysze,  a  z nieco starszej generacji, ongisiejsi eingedeutschte lub ich potomkowie delektujący się fotkami dziadków w mundurze feldgrau  z gapą i swastyką na prawej piersi. Jeśli ktoś rości sobie prawo do pomawiania ludzi o faszyzm, to niech do  nikogo nie ma pretensji, bo naraża się  sam na takie skojarzenia.  

        Ta trucizna zarówno zainfekowana legitymacją PZPR jak i ausweisem czyniącym z polskiego renegata obywatela III Rzeszy, a po wojnie poddanego swoistemu recyklingowi obywatelskiemu Polski Ludowej,  tkwi jakoś we krwi i co rusz dając znać o sobie. 

        Polska jest krajem paradoksów, temu nie można zaprzeczyć i o tym już pisałem. Ale wszystko musi mieć swoje granice. Można rozumieć stosunek obecnego magistratu warszawskiego do cudzej własności. Od biedy można przymknąć oko nawet na dar wskrzeszania zgłaszających się po swój majątek ongisiejszych właścicieli. Wszak chciwość rodzi pewne niedokładności w dziedzinie uczciwości. Ale kult dla przeszłości sięgający tak daleko, że aż skutkujący zakazem przez panią Gronkiewicz-Walz obchodu niepodległości Polski, to już duża przesada. Jakiej jest ona w końcu narodowości? Skoro nawet z RFN, Francji, Litwy i tak wielu innych krajów nadeszły gratulacje? Skoro przedstawiciel Litwy swym przemówieniem tak wzruszył każdego Polaka, a tymczasem pani prezydent Warszawy nie mogła znieść świętowania Polaków. A w dodatku warszawiacy (bo któż inny) wybrali godnego jej następcę. Warto więc zapytać, co się dzieje? Pytanie retoryczne, a odpowiedź będziemy konsumować przez ładnych kilka lat. I dobrze tak Warszawie! Trzeba być egoistą, choć to brzydka wada i powiedzieć: to będzie  w Warszawie, a ja nie z Warszawy. No, ale w końcu to stolica.  

        Podnoszący na duchu dzisiejszy Marsz, to jednak dzieło także Polaków z prowincji, zatem nie jest on sukcesem samej stolicy. Warszawa być może jeszcze nie rozpoczęła pokuty za ostatnie wybory. 

        Na początku nazwałem warszawski Marsz 11 Listopada katalizatorem. I prawda to, bo wywabił on z nor nienawistne do wszystkiego co polskie, a pełzające na brzuchach przed lewacko-liberalnymi idolami stwory gnieżdżące na śmietnikach politycznych. Ale okazuje się, że katalizator zadziałał szerzej i dalej, a im dalej od miejsca zdarzenia, tym większa licencja głupoty w jego ocenach, o łgarstwie nie wspominając. 

         N. P. w dalekim  kanadyjskim Vancouver wandale, a przy tym durnie, zniszczyli fasadę polskiego Kościoła św. Kazimierza  obsmarowując ją napisami: Antifa, Nazi raus, Refugees welcome. Władze miejscowe zastanawiają się czy nie miało to miejsce w związku z marszem niepodległościowym w Warszawie  organizowanym przez działaczy narodowych wspólnie z władzami państwowymi. Żywienie takich wątpliwości przez władze Vancouver budzi jeszcze więcej wątpliwości co do ich szczerości. Warto przypomnieć, że Antifa to bojówkarze, lewicowi ekstremiści, stosujący samosądy, a nie mający oficjalnych  struktur organizacyjnych w obawie przed delegalizacją. Istnieją wprawdzie także liberalni antyfaszyści, którzy walczą legalnymi środkami, a zwłaszcza na polu publicystyki.  Skutków działania tych ostatnich mamy pod dostatkiem właśnie w związku ze świętem niepodległości Polski. Doszukiwanie się w polskich manifestacjach patriotycznych elementów faszystowskich, to wyjątkowa perfidia. Podpowiadają to oczywiście media niemieckie i francuskie. Już nie jest ważne, że właśnie w tych krajach działają jawnie organizacje faszystowskie, bo fejki o polskich faszystach trąbią po całym świecie także nasi szmalce, którzy nie cofną się przed niczym, by móc wrócić do obskubywania Polski i Polaków, nie cofną się  nawet przed denuncjacjami, co do których wiedzą dobrze, że są fałszywe. W dziejach naszego narodu nie było takich okazów prywaty i zaprzaństwa jak ten, który manifestują  ci z „totalnej”.

        Inni pismacy, tym razem są to Drew Hinshaw i Natalia Ojewska (kto to?), a medium, w którym popisały się te osoby, to Wall Street Journal korzystają z okazji, by tanią a kłamliwą sensacją coś dla siebie zarobić. Oto czym szokuje gazeta: Skrajnie prawicowe grupy włączyły się w masowy marsz ku czi Polskiej niepodległości. Prezydenta Dudę i premiera Morawieckiego oskarżono o milczącą zgodę na to, że ekstremiści nie zostali wykluczeni z pochodu. Zdaniem gazety dowodzi to tego, że katolicki i konserwatywny rząd polski nie jest w stanie zneutralizować takich ekstremistów. I rzekomo żadne europejskie głowy państw nie uczestniczyły w obchodach setnej rocznicy polskiej niepodległości. Ambasada USA zachęcać miała Amerykanów do dystansowania się od tego. Komentarza nie potrzeba.

        Trudno na tym ograniczonym miejscu skonfrontować fantazję pana Hinshaw i jego polskich suflerów z rzeczywistością, ale w Internecie pojawiło się wiele publikacji wskazujących nie tylko na  niedoinformowanie Wall Street Journal i innych pism zachodnich, ale   wręcz na kłamstwa przemycone w waszyngtońskiej gazecie. Warto choćby sięgnąć po artykuł Bartłomieja Zborowskiego (wPolityce.pl)  p.t. Absurdalny artykuł w amerykańskiej  gazecie „WSJ” z przerażeniem o marszu Niepodległości: „Młodzi ludzie krzyczeli ‘Ojczyzna’. Tu już nie chodzi o drobne przekłamania, jak choćby stwierdzenie, że Polacy chodzili bocznymi ulicami by nie zetknąć się z Marszem, chcąc uniknąć agresji. Nie było też akcentów antysemickich, a obawy przed islamizacją, zresztą w pełni uzasadnione, czego dowodzą wydarzenia w Europie zachodniej, dochodziły do głosu incydentalnie i wcale nie były nacechowane nienawiścią. Tej ostatniej w czasie Marszu w ogóle nie było, gdyż najbardziej w oczy rzucała się radość ludzi i iście rodzinna atmosfera. Tego jednak ani Hinshaw ani inni dziennikarze nie zdołali dostrzec. Nic dziwnego, skoro zajmowało ich to czego w czasie Marszu nie było. A może pomylili twarze ludzi z „totalnej” z normalnymi Polakami. „Totalni” w słowie i mimice manifestowali nienawiść. Schetyna był n. p. wprost nie do poznania. 

        Co z tego, że Wall Street Journal zamieścił sprostowania kłamstw. Oszczercze pomówienia  poszły w świat. Na tym polega dziś do potwornych rozmiarów rozbudowana machina fake newsów dystansująca dokonania mistrza tej sztuki i wszystkich ją uprawiających, Josepha Goebbelsa. Oczywiście idąc za nim walczą oni zarazem z faszyzmem, tam gdzie on jakoś się uchował, choć skarłowaciały i tam, gdzie go trzeba dopiero sfabrykować. Polska to niewdzięczna gleba dla takiej plantacji. Zbyt wiele od faszyzmu ucierpiała.  Nam ten produkt usiłują  podrzucić, zresztą na zamówienie naszego marginesu politycznego, który na śmietniku historii jakoś nie potrafi się zadomowić.  

Zygmunt Zieliński

Opublikowano w Teksty
piątek, 16 listopad 2018 08:01

Coś wspólnego

pruszynskiCoś wspólnego

Co mają wspólnego Stalin, Jan Paweł II, Królowa Elżbieta II, gen. de Gaulle i wielu, wielu innych wybitnych ludzi?

        To, że wszyscy mieli zegarki firmy - Patek Philippe. 

Twórca firmy to były oficer wojska polskiego, który wylądował w Genewie po powstaniu listopadowym.  Po zdobyciu kwalifikacji zegarmistrza najpierw założył firmę z polsko-czeskim zegarmistrzem Franciszkiem Czapkiem i ją prowadzili do 1844.

        Po tym Patek odszedł od spółki i wraz z Adrienem Philipem, autorem nowego systemu zegarków, które nie potrzebowały kluczyka do ich nakręcania, stworzył nową firmę w 1851 r. istniejącą do dziś.


Stanisław Michalkiewicz

        W nowej, niezwykle brawurowej książce pt. „Naziści i Szabesgoje”, pokazuje to, co w polskiej polityce szokuje najbardziej. 

        Np. Dzień Judaizmu polega na tym, iż duchowni Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce włączają się w propagowanie judaizmu, a więc zupełnie innej religii i w rzeczywistości wrogiej chrześcijaństwu, jak też żydowskiego przemysłu rozrywkowego. 

        Trudno mówić o dniach judaizmu. Bardziej pasowałaby do nich nazwa dni judaszyzmu  choćby z tego względu, że Pan Jezus ponownie jest wtedy sprzedawany  z tą różnicą, że tym razem chyba za cenę znacznie wyższą od 30 srebrników. 

        Przy okazji czy są w synagogach Dni Katolicyzmu czy choćby Dni Chrześcjaństwa?


Będzie rzeź

        Zapowiadają rozmowy z Talibami w sprawie pokoju w Afganistanie, czyli że Amerykanie się stamtąd wraz sojusznikami wyprowadzą.

        Talibów ma reprezentować piątka byłych więźniów z bazy Guantanamo na Kubie. Zapewne przeszli oni sporo „przykrości” od Yankesów i teraz pałają chęcią zemsty.

        Czyli, że Talibowie w ciągu najdalej roku wezmą władzę w swym kraju i zaczną „rozliczać” się z tymi, co współpracowali tak czy inaczej z ich wrogami.

        Gdy Francuzi opuścili Algier zostało tam kilkadziesiąt tysięcy muzułmanów służących we francuskich oddziałach i dola ich nie była do pozazdroszczenia. Podobnie było gdy Północny Wietnam z pogwałceniem umowy pokojowej zajął Południowy Wietnam.

        Tylko górę administracji Sajgonu ewakuowano helikopterami z dachu amerykańskiej ambasady, potem do miliona Wietnamczyków łodziami próbowało wydostać się z komunistycznego raju i tak do połowy z nich się nie uratowało.

        Ilu teraz uda się uratować Afgańczyków przed barbarzyńcami ?


Za co bierze sporą kasę?

        Oficjalnie była premier Beata Szydło jest wicepremierem ds. społecznych i szefową Komitetu Społecznego Rady Ministrów. Co to oznacza w praktyce? Tego, niestety, nie wiadomo. Jest bowiem jedynym członkiem gabinetu Mateusza Morawieckiego, który nie otrzymał od premiera oficjalnego zakresu obowiązków.

        Czemu więc nie mogła odwiedzić Polonii Kanady i USA?

        Czemu Prezes KPK nie zaprosił jej do odwiedzenia Kanady???


Odtajnić!

        Okazuje się, że decyzja Lecha Kaczyńskiego ówczesnego Ministra Sprawiedliwości dotycząca wstrzymania ekshumacji w Jedwabnem jest nadal tajna. Kiedy się ją ujawni narodowi ? 


Rwanda

        Dowiaduję się dzięki Russia Today, że tam kobiety pracują w wielu zawodach, a w parlamencie jest ich 64%. Kto zada sobie pytanie czy za dwa trzy lata dobrobyt tam poszedł w górę.


Co robić ?

        Za tydzień czy 10 dni do 10 tysięcy ludzi stanie przed płotem dzielącym USA od Meksyku. Nikt nie wie, kto zorganizował ten pochód, ale podchodzi pod drzwi USA coraz bliżej. Zapowiedź odparcia go przez armię oznacza nic innego, tylko że w końcu poleje się krew na co na pewno liczą przeciwnicy prezydenta.

        Co ja bym w tej sytuacji zrobił ?

        Z 100 km czy nawet dalej od granicy postawiłbym obozy dla tej gawiedzi, gdzie by ich na początek karmiono, dawano opiekę medyczną i możliwość snu. To by zatrzymały pochód i miałbym czas do rozładowywania tego problemu.


Obiecanki cacanki

        Jaśnie oświecona ambasadorka Yankesów w Warszawie obiecuje Polakom wjazd do swego kraju bez wiz do końca przyszłego roku. Zależy to od składu senatu, ale nie tylko, bo rzeczywiście od widzimisię... amerykańskich Żydów, bo oni w USA rządzą. Czy oni powiedzą TAK, mam spore wątpliwości.


Zaleszczyki

        Kurort polski w II RP i przez to miasto Polacy uciekali w 1939 r. Teraz miasto wzdycha do polskich czasów oraz do… sowieckich. Wtedy hodowane tam masowo  pomidory jechały do Petersburga i trzy takie wyprawy dawały tyle, by móc kupić za nie mały samochód Żiguli.


Czy tylko Polki ?

        Po dość słynnej książce o polskich damach z „elity” odwiedzających kraje arabskie, by tam świadczyć „usługi” zapytuje się czy tylko Polki tam w tych celach jeżdżą?

        Podobno Arabowie gustują w długonogich Szwedkach i Niemkach, ale jakoś o tym sza. By się o tych imprezach przekonać najprościej polecieć z Frankfurtu do Dubaju w niedzielę wieczorem. Atrakcyjne damy jadą tam zwykle w ten dzień na 4 dni „pracy” i w piątek wracają.


Coś nowego

        Żydzi i ich wierni słudzy, zwani często „szabas gojami” wpadli na wspaniały pomysł obniżyć do zera to, co Polacy zrobili dla Żydów. Teraz okazuje się, że ci „sprawiedliwi”, co ratowali „Żydów” to nie byli Polacy, a pół-Żydzi, a rodowici Polacy ich tylko mordowali.

        Już nieświętej pamięci Goebbels mawiał, że jak kłamstwo powtórzy moc razy, to tak, jak się gówno na ścianę rzuci i coś na niej zawsze zostanie.


Putin mógł

        Dwa tygodnie temu było wielkie spotkanie Rosjan żyjących poza Ojczyzną, gdzie prezydent Rosji powiedział, że będzie bronił swych rodaków, gdzie by się znajdowali. Czy naprawdę dzieje się im krzywda, trudno powiedzieć. Na Łotwie i w Estonii żądają, by nauczyli się tutejszego języka i bez tego nie dostaną praw obywatelskich.  Dla młodych nie problem.

        Tymczasem Polakom dzieje się krzywda w Niemczech, na Białorusi, Litwie, Ukrainie i co na to miłościwie panujący prezydent Duda, któremu teraz przypisano litery PAD. 


Postęp

        W pewnej gminie na Podlasiu, liczba mieszkańców nie zmieniła się od 100 lat. Za czasów rosyjskich było tam 6 urzędników, wliczając w to stójkowego czyli policjanta. Za czasów II RP było – już 30, a w III RP– 60. W Warszawie za czasów „Bufetowej” liczba pracowników wzrosła z około 5700 do około 8 000, w tym pracowników poszczególnych urzędów dzielnicowych. Dodam, że w 1938 r. Warszawa miała  1 200 000 mieszkańców, a dziś około 1 800 000.

Aleksander Pruszyński

Opublikowano w Teksty
czwartek, 08 listopad 2018 17:52

Pierwsza wojna

Pierwsza wojna

        Gdy to piszę właśnie przeszło chyba niezauważone w Kanadzie i w Polsce stulecie pierwszej polskiej wojny w XX w. Pierwszego listopada w nocy wjechały pociągami do Lwowa ukraińskie pułki w służbie Austriaków tzw. Strzelcy Siczowi. Prawie bez strzału objęli miasto, którego 60% mieszkańców było Polakami, 30% Żydami,  a tylko 10% Ukraińcami, choć w przeciwieństwie do Wilna większość wsi okalających to miasto było zamieszkałe przez Rusinów, jak wówczas nazywano Ukraińców.

        Akcja ukraińska była zorganizowana przez Austriaków bowiem mieli nadzieję, po utracie już Zachodniej Galicji z Krakowem, gdzie kilka tygodni przedtem Polacy przejęli władzę, by jeszcze w ramach państwa austriackiego zachować Wschodnią Galicję z Lwowem.

        Austriacy na kilka tygodnie przed tym najazdem przenosili na wschodnią Ukrainę pułki złożone z Rusinów, a pułki złożone bardziej z Polaków przenosili na Zachód oraz oddali Ukraińcom składy uzbrojenia we Lwowie.

        Kilkudziesięciu Polaków zaczęło przygotowywać się do odebrania Ukraińcom miasta i pierwszą ich bazą była szkoła bodaj im. Sienkiewicza. Potem stopniowo odebrali z rąk Ukraińców ponad połowę miasta tracąc w walkach koło 300 młodych rodaków. Choć było ich znacznie mniej niż ukraińskich bojców byli to miejscowi, znali każdy zakamarek miasta i tym górowali nad najeźdźcami.

        Ostatecznie Ukraińcy bojąc się powstania na terenie okupowanej części Lwowa o godzinie 6 rano 22 listopada wycofali się z miasta. Dwie godziny potem rozpoczął się trwający dwa dni pogrom Żydów, których polska ludność oskarżała o kolaborowanie z najeźdźcami.

        Dodać tu trzeba, że szereg spolszczonych Żydów walczyło w polskich szeregach, jak późniejszy wielki poeta Hemar czy kapitan Mond, który nawet było dowódcą jednej części frontu.

        Odparcie najazdu na Lwów było pierwszą częścią wojny polsko-ukraińskiej, która trwała do maja 1919. r. Tu też trzeba przypomnieć, że decyzją Jałty Lwów miał przypaść Polsce, a granica Polski z Sowiecką Ukrainą miała przebiegać po wschodniej stronie linii kolejowej Lublin - Lwów, a samo miasto miało przypaść Polsce ale Stalin zmienił samowolnie granice i mu to uszło bezkarnie.

        Już w grudniu 1918 zaczęła się wojna z bolszewikami, którzy wyparli Polaków ze Lwowa. Ta, z przerwami, skończyła się  dopiero w listopadzie 1920 r.

        28 grudnia rozpoczęło się powstanie w Wielkopolsce, które doprowadziło do odzyskania dla Polski tej części kraju. W końcu styczni Czesi napadli na Polskę i wojna z nimi z przerwą trwała do 1920 r.

        Przez ponad dwa lata w obronie kraju zginęło co najmniej 300 000 Polaków i wielu było rannych.


Po synodzie

        W niedzielę zakończył się w Watykanie synod biskupów w sprawie młodzieży, w którym uczestniczyło aż czterech biskupów z Polski i arcybiskup metropolita mińsko-mohylewski. We wtorek arcybiskup odprawił po białorusku Mszę św. w katedrze i podzielił się wspomnieniami z synodu.

        Po Mszy św. księża i grupy wiernych składały Mu życzenia z okazji imienin, które spędził w Watykanie. Grupa z litewskiej parafii składała Mu życzenie w swym języku, a potem odśpiewała litewską wersję „sto lat”. Na koniec wystąpiła polska grupa, składała Mu życzenia po polsku, a potem zaśpiewała „Sto Lat”. Na to wszyscy wierni powstali i włączyli się w ten śpiew. Był to namacalny przykład jaki kościół jest … białoruski.

        Po Mszy św. życzyłem Ekscelencji by doczekał się szybko kapelusza kardynalskiego i wręczyłem list, którego treści nie chcę dziś ujawniać, a mam nadzieję, że ten krok doprowadzi jednej bardzo istotnej rzeczy.


Warto było mnie posłuchać ?

        Już od kilku tygodni tłumaczyłem narodowcom, których prezydent Duda olał, nie zapraszając do udziału w komitecie uczczenia 100-cia. Niepodległości by swój marsz przenieśli na sobotę 10 listopada w przeddzień wszystkich uroczystości.

        Teraz Pan Duda miał możność wykręcenie się z udziału w marszu mówiąc, może nawet prawdę, że ma wiele innych zajęć jedenastego.


Wartości artystyczne

        Zapomniałem wspomnieć, że w maju komisja nowych członków Związku Literatów Polskich po raz drugi odrzuciła moje podanie o przyjęcie do związku uzasadniając, że żadna z moich książek nie ma „wartości artystycznych”. 

        Co to są „wartości artystyczne nie mam pojęcia, może ktoś z czytelników mi wyjaśni, a ja podejrzewam, że „wartości artystyczne” to nic innego, jak widzimisię członków tej komisji.


Jak w Edmontonie

        Są tacy co narzekają, że Sejm podjął uchwałę, by 12 listopada był wolnym dniem od pracy. Przypomnę, że w Edmontonie, jeśli 25 i 26 grudnia wypadał w sobotę i niedzielę to pracownicy miasta mieli wolne dwa następne dni, a ci co musieli pracować dostawali podwójne pensje. Podobnie było w przypadku innych dni ustawowo wolnych od pracy.

Więc czemu nie robić podobnie w Polsce?


Na Białorusi lepiej

        Pewien polski chłop najpierw siekierą ogłuszył swą świnie a potem dokończył dzieła nożem a dalej rozebrał mięso. To okazuje się jest w Polsce przestępstwem, bo trzeba było zgłosić to do urzędu i by w gospodarstwie były „warunki” do dokonywania mordu świń. Rolnikowi grozi do 3 lat pudła. Na szczęście pod dyktaturą Miłościwie Panującego Aleksandra Mniejszego dotąd nie wprowadzono na Białorusi takich przepisów ale…


Aberacja

        Wszystkiemu złemu w USA jest winien…Trump,  nawet tego, że tyje powiedziała niedawno lewacha aktorka Jean Fonda. Daj Boże, by potok głupoty spowodował, że Trump i Republikanie w wygrają wybory.

Opublikowano w Teksty
Strona 1 z 134