Goniec

Register Login

piątek, 26 październik 2018 16:30

Musimy odrobić lekcję Gietrzwałdu

        Rozmowa z Grzegorzem Braunem, wybitnym reżyserem dokumentalistą, publicystą, byłym kandydatem na prezydenta Polski.

Goniec: Grzegorzu, tak się składa, że chyba rok temu rozmawialiśmy w Warszawie na temat filmu „Luter”, z którym jesteś dzisiaj tutaj w Toronto. Wtedy rozmawialiśmy o pejzażu duchowym Europy o tym, jak protestantyzm wpłynął na ideologie Europy. 

Grzegorz Braun: Rok zaledwie minął i dzisiaj nie byłoby już o czym rozmawiać, bo już temat jest zaorany... 

 

Prosimy o pomoc!

 

        No „pejzaż duchowy Europy” to jest chyba oksymoron, czyż jest jeszcze coś takiego jak Duch Europy, duchowość Europy? W każdym razie dzisiaj jesteś też tutaj dlatego że robisz nowy film; film o Gietrzwałdzie, czyli o pejzażu duchowym Polski tym razem. 

        G. B.: Polski, i świata, to jest film o niedoszłej wojnie światowej i odwołanym powstaniu, które byłoby jednocześnie ostatecznym samozaoraniem sprawy polskiej w roku 1877. Jestem tu w Toronto, żeby zrobić wywiad z jednym z najwybitniejszych ekspertów tej epoki; ze specjalistą do spraw pruskiej dyplomacji i militariów tamtej doby. 

        - Może zacznijmy po kolei, bo myślę, że w ogóle sprawa Gietrzwałdu nie jest upowszechniona, że wiele ludzi o tych objawieniach ma takie mgliste pojęcie, a chyba jest to jedno z najważniejszych objawień dla narodu polskiego? 

        - W Polsce to jedyne takie zdarzenie, które uzyskało certyfikat autentyczności, potwierdzenie ze strony władzy duchownej. Kościół  katolicki na szczęście nigdy się nie spieszył z proklamowaniem czyjejkolwiek świętości, dopiero w ostatnich dekadach to się zmieniło i przyspieszyły procesy kanonizacyjne; niewątpliwie, ze szkodą dla jasności komunikatów; dla dochodzenia prawdy o faktach, bądź co bądź, a nie wrażeniach. 

        Podobnie z objawieniami. W Polsce objawień maryjnych było – chwała Bogu – bez liku, a w każdym razie sporo, a tylko wydarzenia w Gietrzwałdzie są tak dobrze udokumentowane. Zostały tak dobrze opisane jeszcze w czasie trwania tych nadzwyczajnych zdarzeń, latem 1877 r., że 100 lat później władza kanoniczna, dekretem bp Drzazgi na stulecie objawień mogła właśnie ex cathedra ogłosić, że rzeczywiście to, co tam się zdarzyło przekracza ramy normy fizykalnej i ludzkiego pojmowania. No i w związku z tym jest to odpowiedź na pytanie,co takiego wyjątkowego w Gietrzwałdzie. No właśnie to wyjątkowe, że nie ma precedensu. 

        - A dlaczego łączysz Gietrzwałd z polityką, Z historią Polski, mówisz, że to zapobiegło kolejnemu powstaniu. Powstania polskie, były swego rodzaju odchodzeniem od Pana Boga, były bardzo często  zrywami rewolucyjnymi, jacyś Karbonariusze…

        - Jednoznacznie, to był po prostu front rewolucji światowej, z Polakami jako agentami, albo pożytecznymi idiotami. 

        - Polacy przy okazji tej rewolucji usiłowali mieć nadzieję na to, że będą mieli własne państwo... 

        - No właśnie tak masoneria to Polakom wmówiła, że „z Bogiem, a choćby mimo Boga”; jak idziemy do Polski równym krokiem, to wszystko nam wolno i że w związku z tym sprawa Polska i sprawa katolicka to są sprawy o rozłączne, a może nawet przeciwstawne. To wmówienie, trwa do dzisiaj. 

        Tymczasem, to nie jest moja opinia, tylko zdanie Fryderyka Engelsa wypowiedziane w latach siedemdziesiątych XIX wieku. Engels wówczas pisał: „na Polaków zawsze możemy liczyć”. Oczywiście, miał na myśli sprawę rewolucji światowej. 

        Polacy i powstania w Polsce z punktu widzenia Marksa i Engelsa, bo nie było większych fanów polskich powstań narodowych niż Marks i Engels - oni studiowali te sprawy, pasjonowali się tym, miały odegrać rolę zapalnika wielkiej wojny kontynentalnej, światowej, a bez tej wojny – doskonale wiedzieli – że sprawa rewolucji proletariackiej nie zwycięży. 

        I otóż, taka nadzieja zarysowała się właśnie po raz kolejny w roku 1877., kiedy to w toku wojny rosyjsko-tureckiej dyplomacja, tajna dyplomacja czyli szpiedzy i agenci brytyjscy usiłowali rozpętać u nas to powstanie, żeby skomplikować sytuację Moskali, żeby wywołać dywersję na tyłach, która zmusi Moskali do dywersyfikacji sił. 

        I ja, powiedzmy, ustalam związek faktów, zdarzeń historycznych, które rozgrywają się latem tamtego roku na Bałkanach i w Prusach Wschodnich pod zaborem niemieckim, pruskim, bo wtedy to już są zjednoczone Niemcy, czyli wzięte za twarz przez Bismarcka i Moltkego. I właśnie całe lato trwają objawienia...

        - Do powstania nie doszło dlatego, że taki był masowy odzew na te objawienia maryjne w Gietrzwałdzie? 

        - Niewątpliwie Gietrzwałd spuścił to zatrute powietrze, zmienił atmosferę polskiego życia, ale oprócz tego Gietrzwałd był też akcją o wymiarze militarnym, nie bójmy się tego słowa, to była po prostu akcja bojowa w wykonaniu Najświętszej Marii Panny i kto ciekawy, jak to rozumieć, o co tutaj właściwie chodziło tego oczywiście zapraszam do oglądania mojego filmu 

        - Nie zdradzisz wszystkich wątków? 

        - Już zdradziłem i to wielokrotnie, już o tym opowiadałem publicznie, bo zdaje mi się, że to są rzeczy tak ważne, że nie chcę trzymać światła pod korcem i rozpowiadam o tym na prawo i lewo. Dziś odsyłam do filmu, który będzie gotowy może za rok, a już teraz gotowa jest książeczka na ten temat, „Gietrzwałd 1877”. Nie chcę po prostu żeby ten temat zeżarł cały czas naszej rozmowy. 

        - A jak to odnosisz do współczesności?

        No właśnie, sytuacja jest pewnie nie jeden do jednego, bo wiadomo że nic dwa razy się nie zdarza, nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki, ale z całą pewnością można wdepnąć w to samo szambo dowolną ilość razy. I właśnie to bywało udziałem Polaków Sytuacja jest analogiczna w tym sensie, że dzisiaj również naród Polski je jest kandydatem na odegranie roli podpałki, do eskalacji wojennej, która otworzy drogę do daleko idących – jak to się mówi elegancko – przekształceń, także własnościowych w Europie Środkowej. 

        Tego bym bardzo nie chciał i sądzę, że możemy, przy wszystkich ograniczeniach naszego wpływu na bieg zdarzeń, tych w głównych warstwach stratosfery, gdzie na grę mocarstw, jak zwykle, mamy minimalny wpływ, ale przynajmniej możemy nie dać się wykorzystać za łatwo; możemy nie cieszyć się z roli pionka w tej rozgrywce. 

        - Ale w czasach Gietrzwałdu istniał Naród Polski. I to był Naród Polski pisane przez duże „N”, czy dzisiaj też jest naród Polski? Czy odrósł po katastrofie II wojny światowej? 

        - Trochę przeceniasz siłę narodu, wtedy, w roku 1877. Ja bym powiedział, że właśnie Gietrzwałd naród Polski skonsolidował ponownie, bo wtedy właśnie Polska była podzielona i Polacy naprawdę na samym dnie upadku, także moralnego upadku, dezorientacji politycznej. Mafie, służby i loże doprowadziły Polaków do tego; powstanie styczniowe było ostatecznym ciosem w polskość na ziemiach zabranych, czy ziemiach pierwszych zaborów. 

        Naprawdę było marnie. Polacy po prostu stracili busolę, i Gietrzwałd podał do rąk Polakom kompas. Polacy odrobili lekcję, zaangażowali się gremialnie w program pracy organicznej, ale takiej prawdziwej, głębokiej pracy. Podam tutaj dwa przykłady co to znaczy prawdziwa praca organiczna z jednej strony błogosławiony Honorat Koźmiński i jego praca misyjna – nie bójmy się tego słowa – powoływanie do istnienia kolejnych zgromadzeń zakonnych; a z drugiej strony ktoś taki, jak ksiądz Wawrzyniak na Wielkopolsce, który zakłada nie zgromadzenia zakonne tylko spółki, sklepy; zakłada stowarzyszenia i nie prowadzi ludu na barykady, natomiast doprowadza Prusaków do białej gorączki swoją aktywnością ekonomiczną. 

        - Tym że tzw. żywioł Polski wygrywa z żywiołem niemieckim? 

        - tak jest, po prostu Niemcy nie dają sobie rady, dlatego że pomysłowość, kreatywność Polaków ich powala. 

        - Wręcz państwo niemieckie ingeruje, zapewnia Niemcom różnego rodzaju fory, jak to się mówi... 

        - Tak, punkty za pochodzenie, a Polacy i tak dają radę. 

        - Czy dzisiaj jest taka sytuacja? Czy Polacy też dają radę? 

        - Nie, dzisiaj jest stokroć gorzej, dlatego że z wieku XX wyszliśmy przede wszystkim ograbieni z majętności. To jest ta fundamentalna różnica, że 100 lat temu elita miała majątek, a elita bez majątku jest zawieszona w powietrzu i ląduje na posadach państwowych, a kto płaci, ten wymaga, kto jest na posadzie ten nie jest wolnym człowiekiem.

        - Zdaje się, że również przez to, że Polakom, jak gdyby dołączono za Stalina część elit - komunistów; Żydów, Ukraińców... 

        - No tak, Łżeelita czyli przyszyta do polskiego zombie głowa z gałganków 

        - Ona nadal się reprodukuje..

        - Czyni to właśnie doskonale w warunkach pełnej recydywy, prolongaty złego ustroju, ustroju etatystycznego; ustroju, w którym wystarczy obsadzić stanowiska, żeby gnieść naród i kontrolować sytuację. 

        Otóż, 100 lat temu pod tym względem było lepiej. 

        - A więc, gdzie jest ta nadzieja? Czy niestety nie jesteśmy już na równi pochyłej? 

        - Nadzieja jest, jak zawsze, w Gietrzwałdzie. Mówię to z pełną powagą.Jak wiesz najlepiej, z naszych wspólnych rozmów, zresztą rejestrowanych, że bardzo chętnie rezonuje na tematy polityczne i bardzo chętnie rozmawiam i o lokalnej bieżączce i globalnej geopolityce, ale to wszystko nie przeszkadza mi odsyłać, zapraszać do Gietrzwałdu. 

        - Wróćmy więc do bieżączki - jak mówisz - czy nie sądzisz, że ten projekt, o którym cały czas mówiłeś, czyli po prostu, projekt Polin... 

        - Projekt żydowskiej suwerenności w Europie Środkowej. 

        - I obojętne czy suwerenności wyspowej, czy nie,  ale suwerenności żydowskiej i swego rodzaju żydowskiej szlachty, czyli tej prawdziwej elity na terenach polskich; elity, która ma pieniądze jest powiązana, ustosunkowana.... 

        - Żeby to była szlachta; to raczej jest struktura obozowa, tu nie mówimy o rycerzach, tylko mówimy o kapo nadzorcach...

        - ...że ten projekt jest już bardzo w zaawansowanym stadium realizacji. Spadły różne zasłony, i już nikt się nie kryje, że mamy mówić wyłącznie o Polsce; już jest to Rzeczpospolita Obojga Narodów, jest Rzeczpospolita Przyjaciół. Jak gdyby, przyzwyczaja się nas do myśli, że Żydzi są „innymi Polakami”, albo „Polakami inaczej” i że Polacy mają ich przyjąć z powrotem do Polski? 

        - Tak, a przećwiczy się to na narodzie polskim występną grą z wykorzystaniem uchodźców-nachodźców islamskich z jednej strony, a z drugiej strony,  rezunów ukraińskich. 

        - Co masz na myśli, mówiąc „przećwiczy się” - jakieś ruchawki, prowokacje? 

        - Scenariusze są aktualizowane na bieżąco, każdy scenariusz jest tylko scenariuszem ewentualnościowym, więc tak - rozwiązania krwawe, są całkiem niewykluczone i jeśli sobie nas zmierzyli i zważyli i doszli do  wniosku, że jesteśmy jeszcze niedostatecznie otumanieni, żeby to przyjąć bez protestu.  

        Myślę że warszawski Marsz Niepodległości będzie takim testem. Zobaczymy w co będzie grała władza warszawska w tej sprawie. 

        - Rok temu rozmawialiśmy w twoim zaparkowanym samochodzie przed tym jak poszliśmy na marsz, idziesz na marsz w tym roku? 

        - Wracam do kraju chyba szybciej niż ty tam wylecisz więc jest duża szansa, że obydwaj zdążymy. 

        - Marsz ma być podobno wspólny, co sądzisz o tych wypowiedziach premiera Morawieckiego, jaki to jest plan Twoim zdaniem? 

        - Zobaczymy do czego zmierza władza warszawska. Jak widać, ostatnie 3 lata były okresem jej pełnej Auto demaskacji i intencje zostały nie tylko jawnie zadeklarowane ale potwierdzone także praktyką. Jaką praktyką? Dalszym pogłębianiem ubezwłasnowolnienia Polski przez, z jednej strony, sprowadzaniem wojsk i służb obcych na terytorium Rzeczpospolitej, a z drugiej strony, przez pogłębianie niewoli dłużniczej, w jakiej Polacy się znajdują. 

        To są dwa kierunki i Żoliborska Grupa Rekonstrukcji Historycznej Sanacji, realizuje tę politykę naprawdę w zastraszającym tempie. 

        Przypominasz sobie nasze dawniejsze rozmowy, to pamiętasz że kiedy pierwszy raz mieliśmy okazję rozmawiać właśnie o wizji suwerenności żydowskiej na Międzymorzu, to ona dla większości, nie tylko naszych rodaków w ogóle, ale także w szczególności komentatorów sceny politycznej nawet najlepszych patriotów, była czymś kompletnie egzotycznym, to była jakaś „szuria”, odjazd; „No wszystko, ale z tym, to już nie przesadzajcie towarzysze...”.  Otóż, to się właśnie dzieje, myślę, że ta nawalanka propagandowa, pierwszego półrocza tego roku; to że się Polacy troszkę szerzej zorientowali, co tak naprawdę Żydzi na nasz temat opowiadają światu i jaką gębę nie tylko, że usiłują nam przyprawić, ale że świetnie im się to udało, myślę że to niektórych wybudziło. Ale myślę, że wiążą się z tym też pewne obawy, z tym faktem, że się Polacy wybudzili, a mianowicie że właśnie prawdopodobieństwo prowokacji wzrosło, a nie zmalało. I jak mówię prowokacji to mam na myśli coś powiedzmy na miarę Kielc - Kielce dwa. 

        - Krew, ofiary? 

        - Tak. Dlatego że teraz, jeśli scenariusz instalacji żydowskiej suwerenności w Europie Środkowej, rzeczywiście - jak mi się zdaje - wyszedł już z fazy obróbki propagandowej i wszedł w fazę inwestycji i instalacji infrastrukturalnych. 

        - Transport, kontrola energii, cyberbezpieczeństwo…

        - Przede wszystkim transport lotniczy, stąd zainteresowanie wielkimi inwestycjami w tej branży. I zwrócę uwagę tylko na to, że nie przypadkiem starszy sierżant Daniels doradza polskim liniom lotniczym i nie przypadkiem przesądzona właśnie - tydzień jeszcze nie minął jak ogłoszono - że Polskie Porty Lotnicze kupują lotnisko w Radomiu i tam dokonane zostaną wielkie inwestycje. 

        I nie przypadkiem, tą modernizacją zajmuje się już, bo przecież ta decyzja o charakterze politycznym zapadła na podstawie takiego nowego raportu, który tam został przygotowany ta sama firma, którą znajdujemy na liście stałych partnerów Muzeum Historii Żydów polskich Polin w Warszawie; ta sama firma współtworzy muzeum historii Żydów polskich, czyli nie bójmy się tego słowa, jednego z centralnych ośrodków dezinformacji i antypolskiej propagandy; propagandy na miękko, propagandy paraliżującej myślenie, nawet pobożnych, patriotycznie zorientowanych Polaków. 

        To właśnie taka firma zajmuje się wydłużaniem pasa lotniska w Radomiu.

        - Ale ja się spotykam z taką opinią; no dobrze, ale przecież z Żydami nam raźniej, lepiej, bardziej bogato. Bo przecież cóż mamy robić? Nie pójdziemy do Rosjan, którzy dzisiaj nas nie lubią, a Żydzi pozwalają również nam Polakom robić interesy; pozwalają nam zarabiać... Jest to takie tłumaczenie, jak pod zaborem austriackim w Galicji, gdzie kiedyś za Franza Josefa, niektórym było dobrze. 

        - O, gdybyż to się dało porównać! Nic nie możemy poradzić, ani ty, ani ja na to, że niektórzy nie widzą niczego niebezpiecznego w pomyśle osiedlenia się w najbliższym sąsiedztwie „ludożerców”. 

        - Puenta jest taka, że skoro mamy chorować, to lepiej jest mieć grypę niż gangrenę... 

        - więc oświadczam to oznacza zaproszenie do domu „ludożerców”. To oznacza zaproszenie dzikiego plemienia, które wychowuje swoje dzieci w dzikim, rasistowskim, plemiennym kulcie i na pokrycie tych słów mogę tutaj na specjalne życzenie wystąpić ze osobnym półtoragodzinnym, w skrócie, referatem na ten temat. 

        Odsyłam naprawdę do podstawowej wiedzy o tym co to właściwie jest judaizm talmudyczny; odsyłam do księgi Tanya, najczęściej dzisiaj drukowanej książki żydowskiej na świecie, która jest kanoniczną księgą sekty Chabad Lubawitz, która z kolei jest sektą żydowską najliczniej i najszybciej mnożącą swoje szeregi, bardzo mocno obecną w Polsce, bo przecież z kim pan Prezydent Belwederski zapala świece chanukowe, jak nie z ludźmi chabadu, którzy zainicjowali tę akcję. 

        Więc informuję Państwa, że w księdze Tanya czytamy, że goje zostali stworzeni przez demony. Bo dobry, żydowski Pan Bóg, ekskluzywnie żydowski, stworzył ludzi, czyli Żydów. Natomiast podludzi, istoty człekokształtne, z pozoru nieco podobne, ale z natury niższe, stworzyły demony. I to jest książka dzisiaj rozpowszechniana; na tej księdze; wokół tej księgi ogniskuje się kult, który nazywam  rasistowskim, dzikim, plemiennym kultem. 

        - Czy Polacy posiadają jakiekolwiek zdolności obrony przed tego rodzaju agresją mentalną, polityczną, społeczną i finansową?  

        Nie. Słabo z tym jest, bo nawet nie wchodząc na poziom narzędzi przeciwdziałania, to żeby przeciwdziałać, trzeba najpierw zdefiniować swoją sytuację. Problem jest z tym definiowaniem; problem jest z nazywaniem po imieniu tej sytuacji. 

        Oczywiście, na to, co powiedziałem, ktoś z państwa może powiedzieć, no ale wszyscy znani mi Żydzi, to są ludzie świeccy, mili ludzie, w ogóle nie widziałem u nich na półce księgi Tanya i nie słyszałem żeby nawet w święta chodzili do synagogi. 

        Ja znam tę szkołę jazdy. Więc uświadomcie sobie Państwo, że na użytek tych właśnie zsekularyzowanych, świeckich Żydów macie świecką wersję tego samego plemiennego kultu i to jest właśnie religia holocaustu, w której wiadomo kto jest męczennikiem, a kto jest mordercą i złodziejem. Wiadomo, że to my jesteśmy czarnym charakterem w tym świeckim kulcie. Pseudohistorycznym zresztą, bo to są niestety opowieści w ogromnym stopniu abstrahujące od faktów historycznych. 

        - Fakt historyczny to jest przecież pojęcie z pewnej cywilizacji... 

        - W ogóle fakt, w ogóle kategoria prawdy, cywilizacja żydowska, o czym zaręczam Państwu a można o tym czytać także w żydowskich książkach, nie w tych pisanych przez jakichś strasznych polskich antysemitów, którzy „wyssali z mlekiem matki” miazmaty i nienawiść - w książkach żydowskich autorów, można czytać o tym, że jest to cywilizacja, która nie posługuje się kategorią prawdy absolutnej, posługuje się natomiast kategorią mądrości etapu, a więc prawdy sytuacyjnej. 

        No i to jest fundamentalną różnica. W świetle tej różnicy jakiekolwiek dialogi, nie mogą doprowadzić do żadnej konkluzji. Ponieważ w świecie w którym nie ma prawdy nie ma też żadnych argumentów logicznych, które w sposób logiczny prowadziłyby do konkluzji 

        - Uczestniczyłeś w życiu politycznym w Polsce, czyli miałeś jednak nadzieję na to, że tego rodzaju obecność coś pozytywnego pozwala robić... 

        - Miałem nadzieję, na to, że uda się nadać kilka komunikatów i tych nadziei własnych i cudzych nie zawiodłem.

        - Czy widzisz teraz jakąkolwiek nadzieję na polskim rynku politycznym? 

        - Widzę. Widzę stale i niezmiennie nadzieję na to, że nie stoczymy się do końca, że zostaniemy na ringu, na placu, że nas nie wyniosą, ponieważ to Pan Bóg jest panem historii. I nie wyrachowani cwaniacy, ludożercy dyktują ostatecznie warunki. I w związku z tym każdego dnia z pełną nadzieją na niewątpliwy happy end wertuję gazety i zaglądam co tam w trawie piszczy w Internecie. 

        - Czy można zatem powiedzieć, że liczysz na cud? 

        - Życie wszakże jest cudem, który się codziennie wydarza. Dlatego zachęcam do podróży do Gietrzwałdu, do podróży w czasie i w przestrzeni. Zachęcam do odrobienia lekcji z historii Gietrzwałd 1877. I zachęcam do tego, żeby się tam wybrać przy najbliższej okazji, albo bez okazji wybrać się do Gietrzwałdu na świętej Warmii, ponieważ, jest to miejsce w którym należy jednocześnie czerpać z niewyczerpanego źródła łask sakramentalnych, tak owszem, a jednocześnie należy czerpać z historii lekcje, trzeba się zapoznać z faktami, żeby się nie dać po raz kolejny wkręcić w sytuację tak ryzykowną, jak ta, którą swoją osobistą interwencją zażegnała Najświętsza Maryja Panna w roku 1877. Ja podkreślam, że mój film i moja książeczka są o faktach historycznych. 

        Ja  jako autor nie dzielę się moimi przemyśleniami zbyt daleko idącymi, skupiam się na faktografii historycznej i tylko i aż tyle, że to jest faktografia która do tej pory nie została zintegrowana z głównym wykładem akademickim historii. No bo historia tamtej doby, przyznasz z własnej pamięci, to jest generalnie taki okres, w którym „nic się nie dzieje”, jest nudno, jacyś tam kupcy, Wokulski z „Lalki”, jakiś Borowiecki z „Ziemi obiecanej”, ale „nic się nie dzieje”... Dlatego właśnie że nie ma powstań, nie ma wojen, więc okazuje się że to wszystko jest po prostu historia niedoczytana i to jest historia nieprzemyślana. 

        A ponieważ zła historia jest matką złej polityki; w związku z tym ze pełnym przekonaniem zachęcam do odbycia tej podróży do Gietrzwałdu. W poczuciu że to nie jest zachęta do jakiejś emigracji wewnętrznej, to nie jest zachęta do tego żeby się alienować od rzeczywistości politycznej, wręcz przeciwnie, kto lekcję Gietrzwałdu odrobi, ten będzie lepszym skuteczniejszym fighterem także we współczesnym życiu politycznym. 

        - Grzegorz, dziękuję bardzo. Zapraszamy więc do Gietrzwałdu. 

        - Dziękuję za gościnę w Toronto 

        - I cóż, miejmy nadzieję że Marsz Niepodległości również w tym roku przejdzie... 

        - Daj Boże. 

Opublikowano w Wywiady
piątek, 26 październik 2018 15:53

ZBRZYDZENIA I BAWIDKA

ligezaJeszcze nigdy po 1990 roku w wyborach samorządowych takie tłumy nie głosowały tak ochoczo na tak wielu – po to jedynie, by usatysfakcjonować tak nielicznych. Więc? 

        Więc my wygraliśmy? Czy oni? Nie, to my wygraliśmy. Nieprawda, bo my! Wy? Wy na pewno nie. Wy przegraliście. Ależ panie, panowie, nie kłóćmy się. Polska wygrała. Wszyscy jesteśmy zwycięzcami.   

 

Prosimy o pomoc

        Nie, nie wszyscy. Nie każdy. Nie wszędzie. Zaś 70 procent głosów oddanych na kandydatkę, a jednocześnie urzędującą prezydent Łodzi, skazaną prawomocnie za przestępstwo opisane w Kodeksie Karnym (tzw. “poświadczenie nieprawdy”), więcej mówi o naszej kondycji moralnej (naszej w znaczeniu narodu) niż cokolwiek innego. Mówiłem: jeśli złu nie wyznaczamy granic, zło wyznacza granice nam. A komu Zdanowskiej Hanny mało, niech spojrzy na Warszawę i następcę innej Hanny, Gronkiewicz-Waltz, czyli na Trzaskowskiego Rafała. Czy tam na Monikę Jaruzelską (mandat radnej m.st. Warszawy z ramienia SLD). I to przy 60. procentowej, to jest rekordowej, frekwencji. 

        116 tysięcy komisji wyborczych w bez mała dwóch i pół tysiącu gmin, w trzystu osiemdziesięciu powiatach, w szesnastu sejmikach wojewódzkich. Jak słyszałem: “Było o co się bić, to się bilim”. O co mianowicie? Formalnie o mandaty w radach gmin, radach powiatów, sejmikach wojewódzkich oraz o stolce wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. De facto – o apanaże. Kto “się bilim”? Ponad 190 tys. chętnych. Ciżba. Ho-ho. Przykładowo: w powiecie ostrowskim do obsadzenia było 171 mandatów w radach miast i gmin, a za bary w celu zdobycia tychże mandatów wzięło się 570 osób, zatroskanych o przyszłość swojej małej ojczyzny. I tak dalej, i tak dalej – jak piękna nasza Polska cała, jak cała Polska nasza długa, szeroka i okrągła. 

        I jeszcze jeden zasłyszany dialog, kropka w kropkę: 

        – Na kogo głosowałeś? 

        – Na PiS. 

        – Przecież to oszuści. 

        – Wszyscy tamci też. Ale tylko ci są nasi. 

        Między innymi dlatego nic więcej o wyborach samorządowych do powiedzenia nie mam, zresztą i mówić publicznie tego, co powiedzieć należałoby ponad to, co już z siebie wyrzuciłem, nie zamierzam – albowiem nie wszędzie i wszystko nadaje się zaraz do powiedzenia. Ewentualnie Kisielewskiego mógłbym zacytować, boć to standard: “To, że jesteśmy w dupie, to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać”. 

        Uogólniając: człowiek nieustannie karmiony łgarstwem przestaje w końcu dostrzegać, co tak naprawdę czynią z nim treserzy i kto treserom bicze rozdaje. Czy tam to inne coś, ale z zadziorami na końcówkach. Po co zresztą obarczać sumienie bagażem zbędnych wartości, dajmy na to czymś tak niedzisiejszym, jak wierność zasadom i przyzwoitość? Kiedyś w obronie wartości ludzie gotowi byli poświęcić życie i wiedzieli, życie w obronie wartości oddając, że giną w imię czegoś większego od nich samych. Dziś w imię pseudo-wartości człowiekowate oddają dusze diabłu, na dodatek bez świadomości tego, co tak naprawdę oddają i komu, więc bez cienia wstydu. 

        Dusza? Sumienie? A jak się to pisze, do czego komu to potrzebne, ewentualnie gdzie oba walory można odsprzedać i czemu za jedno i drugie tak mało płacą? Dziś ludziom wpaja się przekonania, podpowiada refleksje i zamiary, a następnie starannie nadzoruje emocje, subtelnie kierując w stronę oczekiwanych efektów. Chodzi bowiem o to, by wywrzeć i utrzymać wpływ, nie wyjawiając intencji. To właśnie, razem wzięte, nazywam “tresurą do poziomu trzody u wrót masarni”. 

        I na koniec z odrobinę innej beczki, też z dziegciem: w 1875 roku, w Holandii, niejaki Arnold Janssen, ogłoszony później świętym, założył zgromadzenie zakonne, realizujące nakaz misyjny Chrystusa: “Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu”. Werbista chowu rodzimego, nadwiślańskiego, XXI-wiecznego można rzec, ojciec Jacek Gniadek, głoszenia Ewangelii upatruje między innymi w zdaniu własnego autorstwa: “Człowiek działa z rożnych motywów. Egoizm, chciwość, dążenie jednostki do osiągnięcia własnych celów nie są czymś złym”. 

        Ktoś, kto nie wie, czego spodziewać się po Newsweeku, czy tam po TOK FM (jedno i drugie symbolicznie), taki ktoś, powiadam, w towarzystwie ludzi przyzwoitych może być tolerowany podobnie jak baran na pasach startowych Okęcia. To znaczy równie krótko. Niemniej po osobie duchownej należałoby spodziewać się więcej niż publicznego zaprzeczenia podstawowym prawdom wiary. I tu pytanie wyjaśniające: w którym punkcie listy siedmiu grzechów głównych widnieje chciwość? Odpowiedź: w punkcie drugim. 

        Konkluzja: wrogowie naszej wiary do niczego nam niepotrzebni, skoro wiodą nas tak postępowo nowocześni pasterze. Na manowce oszukańczych reinterpretacji znaczeń nas wiodą, ale kto dziś rozumie termin “reinterpretacja”? Czy tam “oszustwo”? Że nie wspomnę już o znaczeniach obu tych pojęć w kontekście kulturowego marksizmu. Brzydko się człowiek bawi, co rusz zmienia bawidko, a na koniec sam brzydzieje. Sam siebie, można powiedzieć. 

Krzysztof Ligęza 

Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Opublikowano w Teksty
piątek, 26 październik 2018 15:56

Naprawdę istotna sprawa

pruszynskiNaprawdę istotna sprawa

Przeczytałem wywiad z prezesem ZG KPK ale widzę, że Prezes nie czyta Gońca, bo jeśli by czytał to powinien był zwrócić uwagę na to com pisał o wystawie poświęconej Radzie Pomocy Żydom - Żegocie. Jest w New Yorku w Konsulacie RP od miesiąca więc pytanie czy KPK już „coś” zrobiło, by ona do Kanady dotarła?


XXXX rocznica

        Każdy dorosły pamięta gdzie dowiedział się o wyborze kardynała Wojtyły na papieża. Ja wieść tę odebrałem w południe na schodach teatru w Edmontonie i nie mogę powiedzieć, że mnie zadziwiła, choć raczej przewidywałem, że nastąpi to już na poprzedniej konklawe.

        Wiele się pisze o tym, kto przed konklawe popierał kardynała Wojtyłę, ale prawie nikt nie pisze o roli jego przyjaciela, kolegi z seminarium bp Marię Andrzeja Deskura, który był wówczas szefem propagandy Watykanu. Miał robić liczne kolacje i różnym purpuratom prezentować podczas nich przyszłego świętego.

        Kiedyś metropolita Sapieha miał powiedzieć jednemu ze swych purpuratów:

        - popatrz na Deskura i Wojtyłę obaj daleko zajdą. 

        Co najciekawsze komuna przegapiła informację jaką od rodziny dostała żona generała Kiszczaka. Do niej doszło od jeszcze nie kardynała Macharskiego, że już na poprzedniej konklawe niewiele brakowało, by kardynał z Krakowa został papieżem.


Cudnie

        Wybrałem się rowerem na Pole Mokotowskie i  nie mogłem oderwać oczu od żółtych liści na drzewach. Pewnie w Łazienkach podobnie ale tam rowerem nie można śmigać więc zostałem dwa dni ale okazało się, że jeden dzień za długo bo pogoda się pogorszyła więc czmycham do Mińska.


Sue Rayer

        Angielka o tym nazwisku zakochana była w Polsce i jak została szlachcianką czyli baronową Wielkiej Brytanii kazała sobie dodać „ of Warsaw”, Na ulicy Bagateli w Warszawie idąc od pl. Unii Lubelskiej do Łazienek jest sklep jej fundacji „second hand”, gdzie poza przyzwoitymi ciuchami jest sporo książek.

Wpadam tam i je przeglądam, a też kupuję. Ostatnio kupiłem książkę Andrzeja Dobosza - „Generał w bibliotece”, gdzie jest moc ciekawostek.

        Najważniejsza to opisuje czytanie Polskiego Słownika Biograficznego, gdzie można wyczytać ilu mieliśmy wspaniałych ludzi. Musze kiedyś zagłębić tę publikacje i warto wielu z nich rodakom przypomnieć, bo wielu myśli, jak Adaś Michnik  chcą nam wmówić, że Polska tylko „gęsi wydała”.


Powrót hulajnóg

        Nie tylko warszawskie dzieci w wieku 3-6 lat zasuwają na plastikowych hulajnogach z dwoma kółkami na przodzie, a starsi często na innych dojeżdżają do środków publicznego transportu.

        Inni wykładają do półtorej tysiąca na elektryczne hulajnogi, tyle co na lepszy rower, które rozwijają szybkość do 20 km na godzina i mogą bez ładowania jeździć do 30 km.


Aj vaj

        Aktor izraelski Tsachi Halewie poślubił muzułmankę, prezenterkę izraelskiej TV  Lucy Aharisz. Powstał kociokwik na 107, w którym są  umoczenie różni wysoko postawienie politycy Izraela, ale czy to małżeństwo nie powinno być przykładem, że może być współżycie ludzi tak innej wiary.

        Zresztą ku przerażeniu ortodoksów, którzy uważają nie Żydów za bydło z ludzką twarz, coraz więcej Żydów nie tylko w USA żeni się z osobami innej wiary i mam nadzieje, że są to udane małżeństwa.

        Znaczy to, że jak może być symbioza na mikro skale to może być symbioza na makro skalę.Tylko jak tym żydowskim ortodoksom to wytłumaczyć.

        Gdybym był prezydentem Dudą to bym parę zaprosił do Polski najpierw na kolacje do pałacu prezydenckiego, a potem na dłuższy pobyt w ośrodku Rady Ministrów w Krynicy. Ale cóż boleje, że imć Duda ma tylko „naparstek” inwencji.


Chryja u prawosławnych

        Ukraińska Cerkiew Prawosławna postanowiła się usamodzielnić od Patriarchatu Moskiewskiego i podlegać bezpośrednio Metropolicie Konstantynopola czyli nominalnemu „papieżowi” cerkwi prawosławnej, Zresztą na Ukrainie już w 2014 r.  istniały trzy cerkwie trochę się zwalczające.

        To oczywiście nie podoba się w Rosji. Moskiewska Cerkiew, która ponoć ma do 130 mln wiernych i której podlega wiele innych cerkwi jak ta na Białorusi, w krajach bałtyckich, Polsce, Rumunii, Bułgarii czy USA. Za ukraińską cerkwią mogą pewnie pójść inne, jak rumuńska czy bułgarska.

        Zawsze porównywałem cerkwie prawosławną do szylkretowego żółwia, który dawno zdechł, ale pozostała tylko piękna skorupa.

        Absolutna większość „wiernych” w Rosji i na Białorusi to praktycznie „deiści” czyli ludzie, którzy wierzą, że jest Bóg i nic więcej. Co gorzej nie jest tajemnicą, że wierchuszka ma nie tylko kontakty z KGB ale wiadomo często jakie mają epolety pod habitami.

        Nie jest ważne komu podlega cerkiew, ale czy jej działanie prowadzi do tego czy wierni są coraz bardziej moralni i przestrzegają przykazań, a jak maksymalnie 5 % tych wiernych tylko chodzi w  niedzielę do cerkwi to jaka może być jej owocna działalność.


Co dalej?

        Wszystkie armie świata mają teraz w swych szeregach panie. One też studiują w akademiach oficerskich a mnie ciekawe ile z nich potem znajduje mężów i czy te małżeństwa są co najmniej tak udane jak przeciętne małżeństwa?


Staszek Michalkiewicz

        Kiedyś powiedziałem Januszowi Korwin-Mikkemu, że powinien się zdecydować, kim chce być. Jeśli chce być publicystą, to może szokować, bo, jeżeli publicysta powtarza to, co inni piszą, to nie ma żadnego powodu żeby go czytać. Musi być oryginalny. Jeżeli chce być politykiem, to musi wzbudzać zaufanie, to jest zupełnie co innego. Korwin-Mikke jak sądzę jeszcze się nie zdecydował, kim chce być i być może już nigdy to nie nastąpi.


Niemały problem

Dla wszystkich jest dziś oczywiste, że w konsulacie Arabii Saudyjskiej w Turcji  dwa tygodnie temu zamordowano opozycyjnego dziennikarza.

        Ponieważ jest to jedno z najbogatszych państw świata więc mało kto chce pogorszać z nim stosunki i wszyscy, w tym prezydent Trump, marzą, że sprawa jakoś „rozmyje się”.


Sposób na „imigrantów”

        Przestać wypłacać im „socjale”. Ale co zrobić z tymi, co już są w Europie i zaciągnęli pożyczki u mafistów by tu dotrzeć?


Mały problem

        Większość Ukraińców pracuje na czarno i nie płacą podatków i mało kto chce o tym pisnąć.

Aleksander Pruszyński

Opublikowano w Teksty
piątek, 19 październik 2018 08:24

Bimbonik czyli frędzel

ligezaNajpierw zawsze jest za wcześnie, żeby wszystko zaczynać od początku. Za to im bliżej końca, na jakikolwiek początek zawsze robi się za późno. 

        Proszę? Że nie pora na filozofię wieśniaczą? Że wybory samorządowe? Że małe ojczyzny, że nadzieje, że przyszłość dzieci i wnuków, współpraca i Dobra Zmiana? Że i tak dalej? Dajcie spokój. Jeśli nie dacie, potraktuję kandelabrem. Czy tam innym żyrandolem. To samo innymi słowami: idźcie stąd precz, natychmiast, gdzie bądź idźcie, idźcie dokądkolwiek, i nie wracajcie szybko. Albowiem gdzie braknie kandelabrów, a i żyrandoli niedostatek, tam psami natychmiast szczuję. 

        Ho-ho, tak-tak. Z mojej dzisiejszej perspektywy, jak w kraju nad Wisłą dzieje się co parę lat, oto znowu wymieni się wielu, wymieni tu i tam, by jak najwięcej tam i tu po staremu zostało. Ba! W tym celu tu i tam wymieni się bodaj wszystkich, bo tylko tym sposobem tam i tu nie zmieni się niczego – a to w tym celu mianowicie, żeby jeszcze raz zacząć od początku wszystko i wszędzie. Nie to samo zaczynać, jasne że nie to samo, ponieważ inaczej zaczynane będzie, od nowa znaczy, ale tak samo. 

        Przy czym “tak samo” to szczegół nic nie znaczący. Frędzel zaledwie. Mniej znaczący niż znany wszystkim kutas na taśmie u pasa Klucznika. Zresztą parę słów o elementach ozdobnych zwisających, powiemy sobie na końcu tytułem podsumowania. Niuans, niegodzien pamiętania, powtórzmy tylko, i nie więcej niż niuans. Więc. 

Beze mnie więc, beze mnie. Mnie można okłamać raz, można dwa razy, banda ludzi przywiezionych do Polski pod i nad pancerzami sowieckich czołgów próbowała okłamywać mnie przez lat kilkadziesiąt, lecz summa summarum nie sposób czynić mi z mózgu berbeluchy tak często, żeby co cztery lata wygrywać wybory. Tak, że ten, tego: co tam, to tam. Co z kim tam, to z tym. Ale co ze mną u mnie, to przypuszczam bardzo, że raczej ogromnie wątpię. 

        Podsumowując: “Są rzeczy, własne czyny, po których nie można wrócić do siebie. Coś w człowieku umiera: zostaje wypalone, skauteryzowane” – tak sedno aktualnych emocji niżej podpisanego ujmuje George Orwell w “Roku 1984”. Do niedawna nikt nie spodziewałby się, że gość w latach 40. XX wieku wspomni o relacjach Ligęzy ze Zmianą, przeflancowaną na Zamianę, relacjach manifestujących się tak obficie w roku 2018. Sam spodziewałbym się tego najmniej. Wszelako dziś czuję dokładnie to, co opisywał Orwell. Jakby termiczne żegadło spopieliło centrum mojego zaufania do Jarosława Kaczyńskiego oraz obozu politycznego, który stworzył, i którym nadal dowodzi. “Wiara była i jej nima” – powtarzając za poetą. Zaś odebrać wiarę to więcej niż udręczać, oszukiwać, okradać, czy – weźmy i to – mordować. Nawet ktoś, kto zaledwie “nadwątla wiarę, nawet jeśli jej nie gasi, odbiera drugiemu człowiekowi cenność, której niczym nie potrafi zastąpić” – pisał Lem Stanisław, pisarz, do Stanisława Obirka, wówczas (bo przed rokiem 2005) wciąż jeszcze jezuity. 

        Ale dość żalów, bo w niemieckiej Bawarii rządząca partia przerżnęła koncertowo niedzielne wybory, co może przyspieszyć upadek nie tylko kanclerz Merkel, i nie tylko rządu w Berlinie. Mówi się, że pani Angela nie namaściła następcy, i że sama nie bardzo wie, kogo namaścić miałaby. W największym uproszczeniu: nie ma z kogo wybrać. Nie wie też, a rozstrzygnąć nie potrafi, jak dalej potoczą się sprawy związane z niemieckim władztwem nad Unią Europejską. Dla odmiany zdaje sobie sprawę, że okazałą trumnę, do której niebawem każą jej wejść krajowi przeciwnicy polityczni, właśnie minionej niedzieli obstalowano. Ale co zmarłemu po zbytkowości trumny jego? 

        Wracając na nasze podwórko. Złonet po wyborach w Bawarii napisał: “Jarosław Kaczyński może czuć mniejszy nacisk ze strony Berlina na prowadzenie polityki praworządnej”. Znaczy, Kaczyński prowadzi rząd, rządzący niepraworządnie? Napisałbym, że z typom złonetopodobnym zwiędłe frędzle, ale się wstydzę. Napiszę więc, że bimboniki im trwale zwisły, i że w końcu przypominają samych siebie tak dobrze, jak błoto przypomina błoto. 

        I to byłoby na tyle w kwestii elementów ozdobnych sięgających swobodnie do samego błotnistego dna, a często poniżej. Swoją drogą, niektórym do takiego dna zdaje się tęsknić bardziej niż komukolwiek innemu – spójrzcie choćby na Trzaskowskiego Rafała. Wygina śmiało ciało – a tu nic. No ale o ludziach naśladujących rozmaitych królów Julianów to już przy innej okazji. 

Krzysztof Ligęza 

Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Opublikowano w Teksty
piątek, 12 październik 2018 08:17

UPAćKANIE

ligeza        Mówią, że Produkt Krajowy Brutto rośnie. Mówią, że portfele nadwiślańskie pęcznieją. Mówią, że bezrobocie spada. Strach otworzyć butelkę wody gazowanej, by do głowy nie uderzyła. 

        Premier Morawiecki obiecuje, termomodernizuje, oddymia, segreguje, i w ogóle wznosi wszystko i wszędzie, nie bacząc na chmury, coraz wyżej wznosi i wyżej, zapewne ku potędze. Czy tam ku słońcu. W tym zbożnym dziele, naszemu dzielnemu Ikarowi pomagają Ukraińcy, Uzbecy, Hindusi, Filipińczycy. Czy tam kto tam jeszcze. A co. A czemu nie. Radujmy się, bo dobrze jest, psia krew, a kto powie, że nie, tego w mordę – bo nie cieszyć się z osiągnięć Dobrej Zamiany potrafi tylko suka Connie agresywnego Władymira, nieznanego imienia dachowiec prorosyjskiego Wiktora czy tam inny szczur z berlińskiego zoologu Angeli. Cała reszta docenia. 

        Swoją drogą: kto miałby premierowi pomagać, jak nie obcokrajowcy, skoro tylko w ostatniej dekadzie za granicę wyniosło się dwa czy dwa i pół miliona Polaków? I nawet termin “wyniosło się” to, nota bene, eufemizm. Ich do roboty na obczyźnie dosłownie wydmuchano, w imię ekonomii i “zasad wolnego rynku”. Teraz okazało się, że milion czy dwa Ukraińców to za mało jak na ambicje pana Produktu Krajowego, należy zatem podeprzeć fundamenty gospodarcze siłą najemną. Stąd czy stamtąd, nieważne. Skądkolwiek. 

        “Wielka, silna, solidarna, szczęśliwa i zwycięska Polska!” – mówią nam, a mnie ciarki wędrują wzdłuż kręgosłupa, widzę bowiem, że maszerujemy wzdłuż krawędzi. Niczym po ostrzu ostrza. Wiem, że wybory samorządowe, kampania – i tak dalej, i tak dalej. Ale po gierkowsku egzaltowany ton głosu premiera przeraża. Mnie w każdym razie. Zwłaszcza, iż rząd tak rozpędził się w spełnianiu obietnic, że dziś spełnia również te obietnice, których obiecywał nie spełniać. 

        I w tym miejscu powtórzmy sobie dla zapamiętania: rząd Dobrej Zamiany “zwiększa działania mające zapobiec załamaniu gospodarczemu, które w świetle obecnych statystyk jest nieuniknione z powodu braku rąk do pracy”, niemniej okoliczność, że spoza tych działań wyłaniają się imigranci w ilości, która zmieni Polskę podobnie jak zmieniła kraje Europy Zachodniej, choć zwali się na nas konsekwencjami później, niż nastąpiło to na zachód od Odry i na północ od Bałtyku, obchodzi, zdaje się, niewielu. Zapamiętajmy sobie i to, zapamiętajmy koniecznie: opieranie nadziei wzrostu gospodarczego na przedstawicielach nacji obcych kulturowo w roli gastarbeiterów, zamiast nakłaniania do powrotu Polaków wydmuchanych i wciąż wydmuchiwanych w świat, to dobrze dla gospodarki dziś. W perspektywie wieloletniej to dramat. To powtarzanie błędów Zachodu. Śmiertelnych, jak się okazało po latach. Nawet kilkuset tysięcy, a tym bardziej milionów ludzi, obcych kulturowo, nie sposób zintegrować z kulturą kraju przybycia, bo ludzie ci będą woleli odtworzyć relacje znane sobie z krajów pochodzenia. Więc. 

        Wszystko zmierza więc w kierunku jedynie słusznym. Rząd powiększa zasoby złota składowane w Banku Anglii, totalsi opozycyjni uderzają w Mateusza Morawieckiego, przypominając jego słowa sprzed paru lat – o kopaniu i zasypywaniu rowów, o miskach ryżu, o tym między innymi, że wojna wszystko resetuje – ja zaś zaczytuję się w Oriany Fallaci “Kapeluszu całym w czereśniach”, by co kilkanaście stron ze zdumieniem konkludować jedno i to samo. Że, mianowicie, jesteśmy wspólnotą ze zdewastowanym systemem korzeniowym jak żadna inna. Że co w tym wszystkim najgorsze to fakt, iż degeneracja kulturowa jest procesem wielodekadowym i tutaj nawet sto lat to niewiele. Chociaż więc przesłanek ku rozstrzygnięciu mamy być może już dziś już bez liku, dopiero nadchodzące ćwierćwiecze jak sądzę (może dwa), pokażą, czy polskość poddana takiemu eksperymentowi jak w przypadku narodu polskiego, to jest przeniesiona 600 km na zachód od grobów swoich Przodków oraz centrów dziedzictwa kulturowego, czy polskość poddana temu eksperymentowi, powtarzam, w ogóle może przetrwać w stanie innym niż karłowaty – czy też wcześniej czy później zwiędnie, ze szczętem upaćkana w krótkoterminowy koniunkturalizm. 

        Swoją drogą, karłowacenie bez wątpienia zaczyna się w głowie. I wcale nie mam na myśli przypadłości zwanej karłowatością przysadkową, wywołaną awarią w przednim płacie przysadki mózgowej, czyli w miejscu wytwarzania hormonu wzrostu. Karłowacenie, czy tam skarłowacenie, to stan umysłu – gdy ekonomia chciwości i skuteczności przejmuje prym nad ekonomią wartości. Konsekwencje nadejdą, ponieważ anomia wspólnotę niszczy zaś aksjologia zawsze upomina się o swoje. Więc. 

        Więc PiS czy PiC? Prawo i Sprawiedliwość czy Pycha i Chciwość? Może nawet PiS, czyli Propaganda i Syjonizm? Gdyby przed rokiem ktoś zacytował powyższe wątpliwości, przypisując je mnie, parsknąłbym śmiechem. Dziś z tamtej, potencjalnej wesołości nie znalazłbym już w sobie nic. Najmniejszej kropli uśmiechu. Że o dobroduszności nie wspomnę. 

        Tak czy owak i to czy tamto, napięcie rośnie. Najciekawsze zaś dopiero przed nami. Boć można oszukiwać wielu ludzi bardzo długo, a niektórych z nich nawet przez cały czas, ale czy można oszukiwać bez przerwy tylu, żeby co cztery lata wygrywać wybory? Pytanie w charakterze szekspirowskie, rozstrzygniecie wkrótce. 

Krzysztof Ligęza 

Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Opublikowano w Teksty
piątek, 05 październik 2018 15:34

Jesień (40/2018)

pruszynskiJesień

Jest w Mińsku jeszcze słonecznie, ale już chłodno i musiałem wyjść w czapce futrzanej i szaliku, a jutro pewnie w kurtce.


Wy to my tamto

Po zapowiedzi „Fortecy Trumpa”, czyli umieszczenie wojsk amerykański za polskie 2 mld dolarów na wschodzie Polski zareagowała Rosja wymagając od Łukaszenki zgody na ustanowienie nad granicą z Polską wojsk z nieokreślonym uzbrojeniem.

Decyzja Dudy jest nie tylko marnowaniem polskich pieniędzy, ale sprzeczna z umową między Rosją a NATO, że na terenie byłych państw socjalistycznych nie będzie stałych baz NATO.


Podwójnie smutne

Prasa w Mińsku informuje, że będą podatki od emerytur, jakie w końcu nie są takie wysokie. To mnie może dobrze uderzyć, a musi być bardzo źle, że nasz wódz decyduje się na to.


Sandhurst

W tej miejscowości o 2 godziny od Londynu mieści się stara brytyjska akademia wojskowa, którą z zasady kończą członkowie rodziny królewskiej. Ostatnio przy okazji ukończenie 44 tygodniowego kursu podano do wiadomości, że było tam 40 przedstawicieli różnych krajów świata w tym Ukrainy.

Próbowałem namówić dwóch mych wnuków do dostania się tam, ale napotkali kłopoty biurokratyczne.


Dwa zaproszenia

Prezydent Białorusi został zaproszony na trzy dni uroczystości 10-12 listopada do Paryża na obchody zakończenie I wojny światowej Prezydent Putin nie został zaproszony choć powinien być; straty rosyjskie w tamtej wojnie były olbrzymie, ba nawet był rosyjski Korpus Ekspedycyjny we Francji, z którego część Polaków zasiliła potem polską armię tam powstałą zwaną „armią błękitną” bo nosiła tego koloru mundury.

Ja zaś zamówiłem na 10 listopada mszę w mym kościele parafialnym w Miński za wszystkich poległych, na którą zaproszę ambasadorów państw biorących udział w tej wojnie.


Przekop przez Mierzeję Wiślaną

Kiedy po raz pierwszy podjęliśmy tę decyzję Rosjanie natychmiast ogłosili, że otwierają możliwość wpływania na Zalew Wiślany. Później się okazało, że ta możliwość jest za …pozwoleniem.

Przekop jest ważny ekonomicznie dla Elbląga i dla tej części województwa warmińsko-mazurskiego. To jest także demonstracja polskiej suwerenności - podkreślił Kaczyński.

Pokazanie, że czasy kiedy Rosjanie nam dyktowali, co my możemy, a czego nie możemy na naszym terytorium robić się skończyły”.

To jest ważne z punktu widzenia statusu Polski. Musimy zrzucić z siebie wszelkie pozostałości statusu państwa zależnego. Teraz różnego rodzaju siły odwołują się do ekologii”. - Wspomne o Nord Stream 1 i Nord Stream 2. No to jest dopiero naruszenie na Bałtyku bezpieczeństwa ekologicznego na ogromną skalę, a tu zagrożenia przy przekop żadnego nie ma - ocenił Jarosław Kaczyński

Ale chyba imć Kaczyński zapomniał o dyktacie Żydów co to szarogęsią się przednio w kraju za jego zgodą.


Powstanie Warszawskie

Himmler o powstania powiedział: „Walka ta jest najcięższą spośród tych, jakie prowadziliśmy od początku wojny. Można ją porównać z walką uliczną o Stalingrad. Wybrniemy z tego. A potem Warszawa – stolica, głowa, inteligencja tego byłego 16, 17-milionowego narodu Polaków będzie zniszczona. Narodu, który od 700 lat blokuje nam Wschód. A wówczas historyczny problem polski nie będzie już ważnym problemem dla naszych dzieci. Wydałem rozkaz całkowitego zniszczenia Warszawy”.


Z internetu

Jeśli się ma coś wolnego czasu to warto „pogrzebać” w internecie. Znalazłem tam nie tylko filmik o budowie w Warszawie głębokiego metra za Bieruta, ale jeszcze coś o tym, że za Gierka w tajemnicy przed Sowietami na Wojskowej Akademii Technicznej robiono przymiarki do budowy własnej bomby atomowej. Podobno nawet przez Jaruzelskiego ta sprawa wyciekła do Moskwy.


Chryja o Iran

Trump gdzie się da walczy z Iranem a idzie głównie o to, że ten może zbudować bombę atomową a ta zagraża na prawdę tylko Izraelowi.

 

Targi Turystyczne w Mińsku

Właśnie odwiedziłem je w wielkim atrakcyjnym gmachu ale tylko z 40 % głównej hali było zapełnione. Spotkałem sympatycznego Polaka, Pawła Eismonta, który jest dyrektorem pensionatu-sanatorium RADUGA dokąd teraz bez wizy można na 30 dni dojechać, znajdującego się w lasach z 25 km od Lidy i Nowogródka, Który mnie bardzo zapraszał.

Pobyt z 5 posiłkami kosztuje 15 Euro a masaże od kanadyjskiego dolara do dwóch. Jego adres e mailowy jest Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..">Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.. Jak się tam wybiorę to opiszę
Oddajcie nam najpierw katedrę.

Po przepędzeniu muzułmanów z Kordoby w Hiszpanii ich piękny meczet zamieniono na kościół. Teraz po wiekach muzułmanie domagają się jego zwrotu.
Może zaproponować im, że dostaną go gdy oddadzą katedrę św. Zofii w Konstantynopolu zamienioną po zdobyciu miasta przez muzułmanów ma meczet.


Z ONZ

Ostatnio było tam stoisko „walki z antysemityzmem”. Pokazał się „nasz” minister i dal sfotografować. Oto komentarz - portalu - wprawo.pl:
Wygląda na to, że największym problemem współczesnego świata jest walka z antysemityzmem. Szerzony przez Żydów antypolonizm kwitnie w najlepsze, ale polski minister uważa za swój święty obowiązek stanąć z tabliczką „Zjednoczeni przeciw antysemityzmowi”.

Tak wyglądają priorytety polskiego rządu.

Jak minister Czaputowicz zamierza przekuwać w czyn deklarację z tabliczki, z którą pozował do zdjęcia?

Czy nadal będzie opowiadał o Polakach mordujących Żydów w Jedwabnem? A może wpadnie na jakiś kolejny błyskotliwy pomysł? Może w ramach walki z antysemityzmem obieca Żydom wypłatę 300 miliardów dolarów, których domaga się od Polski przemysłu Holokaustu? W końcu jak walka to walka. Straty muszą być. A że straci na tym Polska? Trudno. Ktoś przecież musi stracić, żeby ktoś mógł zarobić.

Od piszącego - czy wreszcie temu i podobnym „Polakom” ktoś da po ryju bo zapominają, że biorą nasze pieniądze.

Co gorzej dla Żydów właśnie działanie ich sługusów rozgrzewają antysemityzm ?


Modlitwa

Po raz wtóry przypominam modlitwę św Gertrudy, której odmówienie wyciąga ponoć tysiąc dusz z czyśćca. Polecam i sugeruje rozpowszechnianie jej gdzie się da.

Ojcze Przenajświętszy ofiarowuje Ci najświętszą Krew Syna Twego Jednorodzonego, Pana naszego Jezusa Chrystusa, w połączeniu ze wszystkimi Mszami Świętymi dziś na całym świecie odprawionymi, za dusze w Czyśćcu cierpiące, za umierających, za grzeszników na świecie, za grzeszników w Kościele Powszechnym, za grzeszników w mej rodzinie, a także w moim domu. Amen.

Oczywiście tę modlitwę trzeba odmawiać w należytym skupieniu. Polecam w internecie poczytać co się da o św. Gertrudzie, gdzie też jest ta modlitwa.


Pożegnanie

Nie wiem czemu mam przeczucie, że jest to moja ostatnia korespondencja. Jeśli tak będzie to śle pozdrowienia redakcji i Czytelnikom. Dziękuje, że to co pisałem w jakimś stopniu Was rozbawiło i doinformowało.

Aleksander Pruszyński

Opublikowano w Teksty
piątek, 05 październik 2018 15:03

ZATROSKAŃCY

ligezaNie ma to, tamto: światłym pod przewodem premiera Morawieckiego Mateusza, nasz rząd tak rozpędził się w spełnianiu obietnic, że dziś spełnia również te obietnice, których obiecywał nie spełniać.

Ho-ho, tak-tak. Wieczni malkontenci utyskują nawet, że w grudniu 2017 roku partia Prawo i Sprawiedliwość po prostu oddała władzę. Aż chciałoby się zakrzyknąć: takie cuda tylko w Polsce pod rządami Dobrej Zamiany, ciągle jeszcze nie wiedzieć czemu zwanej Zjednoczoną Prawicą. Ale dziś nie chcę pisać o “taśmach z Morawieckim”. Wszyscy o tym piszą, a słowa premiera nigdzie nie ucieknie, nawet jeśli taśmy, nieprawdaż, spłoną. Czy kiedy zaleją je fekalia. Czy tam jeśli stenogramy zaginą. Więc.

Otóż więc, w minioną środę Sejm zajmował się obywatelskim projektem nowelizacji ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. W projekcie przewidziano – uwaga, uwaga – likwidację obowiązku szczepień ochronnych. Abstrahując od rozstrzygnięcia, któremu, swoją drogą, warto byłoby poświęcić odrębny tekst, portal zwany Złonetem opublikował łkania redaktora Patryka Motyki, zatytułowane “Nie bijcie w szczepionkę”. Zaczął autor od łgarstwa, zwąc ludzi zatroskanych o zdrowie swoich dzieci i zakochanych w idei osobistych wolności “antyszczepionkowcami”, a zaraz potem dodał, jakoby “w gronie naukowym” nazywano takich “proepidemikami”. Z kolei mieliśmy do czynienia z równie rytualnymi rzężeniami – czy to o “nienaukowości badań świadczących o szkodliwości szczepień”, czy to na temat szczepionek w kontekście “wielokrotne obalanych teorii o powodowaniu przez nie autyzmu”, i tak dalej, i tak dalej.
Następnie nasz milusiński wziął do rąk rurę z gatunku tych najgrubszych: “Jak to właściwie jest z tymi NOP?” – zapytał i zaraz odpowiedział, tym razem akurat nie kłamiąc: “Zgodnie ze statystykami, niepożądane reakcje poszczepienne, które wymagają podjęcia interwencji medycznej (najczęściej łagodne reakcje immunologiczne) występują z częstotliwością 1 na 10 tys. zaszczepień”. Ani słowa o tym, że NOP zgłaszają lekarze, zezwalający na szczepienie danego dziecka, którzy jacy są, tacy są, ale do samobójców nie należą i w sytuacji konfliktu interesów (zgłosić NOP, narażając się na uciążliwe kontrole czy bagatelizować bądź milczeć?) wybiorą swój interes, a nie interes dziecka. Judymom pomarło się zaraz po dinozaurach. A nawet jeśli nieco później, i tak żaden Judym nie żyje od dawien dawna. Motyka nie zauważył też słonia w sklepie z klockami Lego, czy tam z porcelaną, w postaci konsekwencji odautorskich relacji: skoro nie zgłasza się NOP, czy dane statystyczne dotyczące NOP mogą być wiarygodne?

Postąpmy krok dalej. “Nie ma znaczenia, czy mówimy o szczepionkach skojarzonych czy pojedynczych, rtęciowych (w istocie zawierają znacznie mniej rtęci niż puszka tuńczyka - red.), czy konserwowanych w inny sposób” – rzecze redaktor Patryk, i tu rewelacyjne wydaje się porównanie. Boć chociaż nie można zaprzeczyć, że w szczepionce jest znacznie mniej rtęci niż w puszce tuńczyka, to kto pakuje sobie puszkę tuńczyka do krwi, przegryzając szczepionką? Raczej mało kto, jak podejrzewam. Nikt – z tego co wiem. Po co zatem te paralele? Po to, że wizualizacja przemawia, nawet jeśli merytorycznie jest fałszywa w sposób oczywisty.

Albo weźmy zdanie Motyki, mówiące, że: “wolność jednostki w perspektywie długofalowej oznaczać może dramat całego społeczeństwa”. Niby czemu ”może oznaczać”? Oznacza, do tego w każdej perspektywie. Kto płaci za brak odpowiedzialności głupawej chłopaterii, skaczącej głową naprzód do płytkiej wody i w konsekwencji sparaliżowanych do końca życia? Całe społeczeństwo płaci. Kto płaci za leczenie ofiar wypadków drogowych spowodowanych przez pijanych kierowców? Także całe społeczeństwo. A za nierozsądne zadłużanie państwa przez rządzących, w perspektywie długofalowej na pewno oznaczające dramat całego społeczeństwa? I tu też płaci całe społeczeństwo. I tak dalej, i tak dalej.

“Na swojej drodze spotkałem wiele autorytetów z dziedziny biochemii, immunologii i pokrewnych im dziedzin” – rzecze dalej Motyka Patryk. “Profesorów akademickich, naukowców cytowanych w wielu przełomowych pracach. Idę o zakład, że na pytanie o największe odkrycie ludzkości w dziedzinie epidemiologii, immunologii, a może i nawet całej medycyny, najczęściej słyszaną odpowiedzią będzie: szczepionka. Opinii negatywnych na jej temat w tym środowisku nie usłyszymy w ogóle”. Jasne, że odwołania do autorytetu zabraknąć nie mogło. Tania sztuczka, tym bardziej, że żaden autorytet z wymienionych dziedzin, w odpowiedzi na pytanie o “największe odkrycie ludzkości w dziedzinie epidemiologii, immunologii, a może i nawet całej medycyny”, nie powie “szczepionka”, wskazując raczej tę konkretną – dajmy na to przeciwko wściekliźnie. Podawaną by uchronić przed chorobą, a nie przed statystycznie wyliczalnym “prawdopodobieństwem zachorowania”.

Konkluzja autorskiego komentarza “redaktora Onet Wiadomości”, brzmi: “Za jakiś czas mamy przestać przestawiać zegarki. Niewykluczone, że ustawa o zniesieniu obowiązku szczepień każe nam w przyszłości cofnąć zegary o ponad 220 lat”.

Oto współczesne dziennikarstwo komentujące, dające się zripostować jednym słowem: koszmar. Od tego rodzaju zatroskańców strzeż nas, Panie. Nic tylko uciekać, głośno krzycząc, bliźnich przed wykwitami Złonetu uprzedzając. Co też z przyjemnością uczyniłem.

Krzysztof Ligęza
Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Opublikowano w Teksty
piątek, 28 wrzesień 2018 08:08

Szechter kina

ligezaIstnieją ludzie z umysłami ostrymi jak przegniłe banany i nic na to poradzić nie można. Jeśli do tego są to ludzie złej woli – zaradzać temu nie warto nawet próbować. 

Przeciwnie, wówczas trzeba nauczyć się takich ludzi w miarę szybko rozpoznawać, a następnie omijać jak najszerszym łukiem, głośno przy tym krzycząc, by przed czynami człowieka złej woli ostrzec bliźnich. I tak, może nie tyle krzycząc, co symbolicznie podnosząc głos, poświęćmy dziś chwil parę postaci Salvadora Dali. 

        Żartuję oczywiście, a to, przeczytawszy u Gabriela Maciejewskiego, że Salvador Dali przez całe życie usiłował namalować taką sugestywną kupę, by widz dał się nabrać, i że Wojciech Smarzowski musi mieć podobną obsesję. Więc. 

        Skoro więc Smarzowski, zaraz wiadomo o co chodzi: o “Kler”, film wyreżyserowany nam przez pana obsesjonata-ateistę Wojciecha według scenariusza samego pana reżysera plus drugiego pana Wojciecha, Rzehaka, jeszcze większego obsesjonisty, z powołania ewangelika. Czy tam protestanta. Czy tam jednego i drugiego, bo ja prosty katolik rzymski jestem, więc nie odróżniam za bardzo tego, co przez sito pana Lutra na świat wypadło. 

        Czy przekonania obu panów to są właśnie te powody, dla których wspomniany wykwit sztuki filmowej jak mało który podsumować się daje terminem “wymiociny”? Po potwierdzenie należałoby udać się do lekarzy psychiatrów, wszelako czasu na to szkoda. Lepiej przypomnijmy sobie, jak to wyglądało całkiem niedawno: “Wo-łyń! Sma-rzow-ski! Wo-łyń! Sma-rzow-ski!”. I tak dalej, i tak dalej. Tak było, ale się zmieniło. Irena Szafrańska: Proszę mi przypomnieć, kto się zachwycał reżyserem Smarzowskim jak kręcił Wołyń?”. Marzena Paczuska: “To nie ma nic do rzeczy w tej chwili”. Szafrańska: “Ależ ma. Do takich filmów wybiera się tylko sprawdzonych towarzyszy (...). Smarzowskiego wystarczy odciąć od publicznej kasy”. Krzysztof Ligęza: “Właśnie w dostępie do publicznej kasy tych i owych, mamy problem. Cała reszta to konsekwencje”. 

        Tak, dobrze znam te argumenty: “Najpierw przeczytaj, najpierw zobacz, najpierw wysłuchaj. Potem krytykuj”. A to dlaczego, że tak nachalnie zapytam? Człowiek przyzwoity, acz nawet niespecjalnie rozgarnięty, dostrzeże walące mu się na głowę poszlaki, umożliwiające dokonanie oceny a priori. Człowiek przyzwoity i oczytany natychmiast przypomni, sobie i innym, staropolskie powiedzenie mówiące o tym, że do zła należy odwracać się plecami, zaś najbanalniejsze z banalnych wyjaśnienie powyższego brzmi: ze złem nie rozmawiamy, ponieważ taka rozmowa, nie zmieniając zła, z wielkim prawdopodobieństwem zmieni nas. Zło albowiem i silniejsze jest od nas wszystkich razem wziętych, i mądrzejsze. Przekonanie, że wygramy z inteligencją większą od siebie, a co najmniej, że z nią nie przegramy, przekonanie takie, powtarzam, to wyraz pychy, która zawsze przywiedzie spryciarza w otchłań. Zawsze. 

        Franciszek Kucharczak: “to nie jest obojętne, komu pozwalam do siebie mówić i jakie treści wpuszczam do swojego umysłu. I nie jest obojętne, z kim wchodzę w dialog, choćby tylko myślowy. Po co mi trucizna od samego rana?”. Słusznie. Albo inaczej: kiedyś człowiek stawał się tym, co jadł. Dziś stajemy się tym, co myślimy – i dlatego tak ważne jest czego słuchamy, co czytamy i co oglądamy, i z kim wymieniamy słowa i myśli. Bo właśnie to czyni nas tymi, którymi byliśmy, jesteśmy i którymi będziemy. Dlatego tak samo jak musimy uczyć się odróżniać dobro od zła, tak samo musimy rozpoznawać czego słuchać, co czytać i co oglądać warto, a czego nie i dlaczego. A nie słuchać, czytać i oglądać jak leci, żeby potem “móc oceniać”. Powtarzam: musimy odróżniać dobro od zła i musimy rozpoznawać czego słuchać, co czytać i co oglądać, a czego nie i dlaczego. A nie słuchać, czytać i oglądać jak leci, żeby potem “móc oceniać”. 

        Tomasz Raczek: “Pamiętajmy: nowy film Wojtka Smarzowskiego pt. KLER trzeba obejrzeć koniecznie, niezależnie od tego kto i co będzie pisał, jak protestował, rozsierdzał się i pomstował. Trzeba zobaczyć i już. A potem rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać. I nie zapominać”. A juści. Żeby formułować podobny przekaz, naprawdę trzeba mieć odbiorców przekazu za idiotów. Lecieć, pędzić, łepetynę do szamba pchać, bo Tomasz Raczek wepchnął i zachwycił go smród? Nonsens. 

        Kiedyś, kiedyś, powiedzmy: dawno, dawno temu, powiedzmy: gdy za naszymi oknami pasły się jeszcze dinozaury, wówczas człowiekowatego nie ogarniającego, że nie wolno prowokować większości plemienia szarganiem wartości konstytuujących to plemię, taki egzemplarz człowiekowatego wspomniane plemię wyganiało hen, a tam gościa rozszarpywały jakieś troglodyty – i mowy nie było o przekazywaniu następcom wątpliwej jakości genów, zabójczych dla trwałości i jakości wspólnoty. Niestety, człowieki troglodytowate wymarły, Smarzowski został. Jak go podsumował Mariusz Chojnicki: “Smarzol to czysty sataniuch. Szechter kina”. Zgoda. Nic po stroju, człek wór gnoju – dodam od siebie za Zygmuntem Glogerem i dość będzie o tym. 

Krzysztof Ligęza 

Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Opublikowano w Teksty
piątek, 21 wrzesień 2018 04:55

Zjazd

pruszynskiZjazd

Przyjechałem w sobotę. W poniedziałek zadzwoniłem do Biura Polonii Prezydenta o akredytacje. Tam skierowano mnie do Biura Marszałka Senatu, a oni do Wspólnoty Polskiej.

jeśli możesz pomóż nam

 

  • Odwiedziłem tę instytucję, by dowiedzieć się, że to Biuro Marszałka Senatu załatwia sprawy. Jednym słowem od Ajfasza do Kajfasza, a sprawa prosta. Nie chciano mi dać akredytacji. Tak więc Drodzy Czytelnicy olali mnie i Was. Z doświadczenia wiem, że takie numery mnie tylko na dobre wychodzą. Mam nadzieję też, że i Wy dojdziecie do tego wniosku. Amen


    Czy koniec Kołchoźnika

    O planach „wymiany” Alaksandra Łukaszenki, inkorporacji Białorusi do Rosji pod pozorami integracji i możliwej powtórce scenariusza ukraińskiego piszą białoruskie, czyli państwowe media, komentując raport rosyjskich analityków związanych z prestiżową moskiewską uczelnią i rosyjskim MSZ.

    Rozumiem, że biurokraci moskiewscy chcą integrować Białoruś w skład imperium. Pytanie co to w rzeczywistości da?

    Finlandia przez 100 lat była autonomiczną częścią Rosji i było wszystko OK, a nawet Finlandia dała Rosji ponad 100 generałów, w tym późniejszego bohatera narodowego Marszałka Mannerheima.

    Niestety w 1907 roku zniesiono autonomię Finlandii i natychmiast stosunki się pogorszyły i kraj ten został gniazdem niemieckich szpiegów.Podobna jest dziś sytuacja Białorusi. Można uznać ją za formę „ autonomii” względem Rosji. Ta forma odpowiada i biurokracji Łukaszenki i absolutnej większości narodu. Żyliśmy w takiej sytuacji blisko 27 lat i jest OK.

    Zmiana układu spowoduje tylko wielkie animozje i co dalej?

    Rozumiem, że Aleksander Łukaszenko zdenerwował Ruskich żądając coraz większego wsparcia ekonomicznego, ale nie widać następcy i to chyba najważniejszy powód, dla którego go zaraz nie obali Kreml. Pytanie kto na miejsce Kołchoźnika, nie bardzo widać kogoś, kogo Putin ma na oku i wie, że będzie grzecznie prowadził się na jego smyczy. Rozbabrana ekonomika Białorusi to też problem. Czy Putin chce ją brać na swe barki?

     

    Kto potrzebny komu?

    Jan Hartman znany lewak, szef polskiej masonerii i profesor UJ z łaski Lecha Kaczyńskiego 13 września w programie “Onet Rano.” wypowiadał się na temat polskiej polityki zagranicznej ostro ją krytykując oczywiście z zupełnie innego punktu widzenia niż ja. Mówił o tym, że Polskę zaproszono do Unii ale czy Polsce była potrzebna Unia i ile ona dała Polsce, a ile Polska Unii tego ten „gentelmen” nie powiedział i prawdę powiedziawszy nikt nie ocenił zysków i strat Polski. A szkoda.


    Z czym na lewaków

    Kogokolwiek nie lubią lewacy i inni polakożercy to zaraz okrzykują ich: antysemitą, rasistą, faszystą i co gorsze te „łatki” mają wszędzie negatywny wydźwięk, a bardzo trudno się od tych określeń obronić. Tymczasem czym można skutecznie obrzucać lewaków, bo samo określenie - lewak - nie śmierdzi tak jak powyższe. Można np. tłumaczyć termin KOD jak kretyni, ofermy, daltoniści, ale niewiele pożytku, jak jest z terminem „lemingi”. Co by zacząć zwać ich „płazy”? Pomyślcie Drodzy Czytelnicy może ktoś z was znajdzie odpowiedni termin dla tej gadziny?


    Sprawa pomników

    Czy można kochać Ruskich? Ale czy należy walczyć z pomnikami ich żołnierzy, którzy ginęli w Polsce, jeśli nie od kul niemieckich to od kul KGB, które stało za ich plecami?


    Ciekawe

    Pewien pan z NYC napisał do mnie szukając kontaktu z Grażyną Farmus. Potem wywiązała się korespondencja i dałem my dobre rady, jak wydać swą książkę tanio w Polsce. Gdy dowiedział się, że piszę na temat stosunków polsko-żydowskich nazwał mnie antysemitą i zerwał kontakt.

    Cóż, nie piszę o stosunkach polsko-żydowskich dla przyjemności, ale dla odparcia ponad stuletniej wojny, jaką z nami prowadzą. Bardzo, bardzo chętnie bym widział między nami, a nimi idealne stosunki, ale to zależy od nich, a nie nas Polaków.


    Nie nasi bliscy ale...

    Ostatnio widziałem w internecie sprawę oficerów Armii Czerwonej. Okazało się nie tylko na kilka lat przed wojną ich coś 50 000 aresztowano i moc zgładzono, ale nawet przed samą wojną w maju 1941 r. były czystki, a z nastaniem wojny z Hitlerem zaczęły głowy dowódców spadać, jak śliwki z drzew. Lata temu dokonano ich rehabilitacji, ale nie ma ich cmentarzy ani pomników choć KGB dobrze wie gdzie są ich zwłoki. Hitler był zbrodniarzem ale takich wyczynów nie można mu na „konto” zapisać, czyli hitlerowcy nie dorównywali komunistom w zbrodniach.


    Pat w Szwecji

    Po sporej klęsce socjalistów a równocześnie dobrych wyników ich przeciwników zanosi się na kryzys rządowy bo bardzo trudno stworzyć koalicje. Ile Szwecja będzie bez rządu ?


    U dentysty w Mińsku

    Mało kto zastanawia się z czego nieźle żyją dentyści na całym świecie. Oczywiście, z głupoty ludzkiej, bo najpierw nie czyścimy zębów, potem w porę ich stanu nie kontrolujemy. Co gorsza, nie tylko ja jestem w tym zakresie winny w bardzo znacznej mierze SOBIE.

    Byłem ostatnio u płatnego dentysty w Mińsku. Leczenie zęba trzonowego o dwóch kanałach kosztowało mnie 70 rubli, czyli prawie 30 kanadyjskich plastikowych dolarów. Potem proteza może będzie mnie kosztować dwa razy tyle, ale że to robie w Mińsku, a nie w Toronto to przeżyję.

    Gdybym nie miał lepszej rzeczy do robienia zająłbym się „zębną turystyką”, zwłaszcza, że miłościwie nam panujący Aleksander „Mniejszy” Łukaszenko otworzył wrota Mińska dla wszystkich nawet na 30 dni, z warunkiem, że trzeba przylecieć i odlecieć z tego miasta.


    Bezczelni i… głupi.

    Ukraińcy, jak to mówiono na Dzikim Zachodzie, stale strzelają sobie w stopę. Najpierw chcieli zablokować pokazanie w TV w Pradze polskiego filmu „Wołyń”, co zwiększyło jego oglądalność, a teraz żądają, by dano tyle samo czasu na wyjaśnienia ukraińskim historykom „prawdy”, o tym co się tam stało. Mam nadzieję. Daj Boże by Czesi przyjęli w połowie ich żądania i zorganizują dyskusję między polskimi, a ukraińskimi specami od tego tematu czyli jeszcze więcej ludzi dowie się, co tam się wtedy stało.


    Forum czy co?

    Skończył się kilkudniowy cyrk w Krynicy, na który przybyło wielu ponoć ważnych i decydujących ludzi opić się, a też najeść się do syta na koszt polskiego podatnika. Co na prawdę to dało, oprócz okazji poklepania się możnych po plecach?

Opublikowano w Teksty
niedziela, 23 wrzesień 2018 04:48

Znieuczciwienie

ligezaLudzie z rodzaju człowiekowatych, czy – trzymając się systematyki formalnej – z rzędu człowiekowatych (nie mylić z rządem), coraz częściej postępują nikczemnie, wpadając w lej znieuczciwienienia.

Utrzymują przy tym, że nie, nic podobnego, to nie boli. Nic a nic. W każdym razie nie od razu boli – dodają znacznie później i dużo ciszej, i wyłącznie ci, których uda się na powrót przyciągnąć do aksjologii. Powiedziałbym: ci, których na aksjologię uda się nawrócić. Pozostali giną w czarnej dziurze anomii, bezpowrotnie. Niestety: uczciwość to nie jest coś, o czym wiemy, że właśnie ją tracimy, czy że postradaliśmy ją już dawno. W końcu kto dziś przejmuje się aksjologią? To już większa grupa naszych bliźnich ogarnia tematy w rodzaju splątania kwantowego czy tak zwanych upiornych oddziaływań na odległość.

Właśnie ta niewiedza, o potrzebie i roli w egzystencji każdej wspólnoty wartości niezmiennych, trwałych i nie poddających się relatywizacji, najskuteczniej zabija. Nie samego człowieka, fizycznie, tylko człowieczeństwo w tymże człowieku. Zamieniając nieszczęśnika w... no właśnie, w co? W taboret? W kabriolet na pewno nie. I w tym samym kontekście: w tych okolicznościach przyrody koniecznie należy mówić to, co wymaga wypowiedzenia. Pamiętając, że to, co wymaga wypowiedzenia, tym bardziej wymaga przypominania. Więc.

Przypominam więc, że “Dobra zamiana”, czy jak tam brzmi to teraz, ukrywa całą serię działań, idących w poprzek zapewnieniom, oświadczeniom, deklaracjom i obietnicom adresowanym do środowisk, które Prawo i Sprawiedliwość wyniosły do władzy. Weźmy tylko tę jedną kwestię, która – jestem o tym przekonany – stanie się gwoździem do trumny PiS, to jest kwestię cichej realizacji programu imigracyjnego. Mówię “cichej”, ponieważ realizowanej bez informowania opinii publicznej. Wspomniałem o tym przed tygodniem: urzędnik ministerialny, wypowiadający zaledwie kilka zdań prawdy (czy Polska musi przyjmować imigrantów? Polska i musi, i nawet jeśli nie chce, to powinna chcieć; albo: lepiej przyjmować tańszych pracowników i utrzymywać niskie koszty produkcji przez to będziemy konkurencyjni), stracił stanowisko. Premier Morawiecki skinął dłonią (“Zagalopował się pan Chorąży”) i głowa spadła. Aha, aha. Znaczy: nadmierna szczerość nie popłaca? Trzeba wiedzieć, co powiedzieć, kiedy powiedzieć i do kogo mówić? Czy jak?

Otóż tylko w pierwszej połowie tego roku, rząd wydał kilkanaście tysięcy pozwoleń na pracę w Polsce dla imigrantów z Indii, Nepalu i Bangladeszu. Mamy już w Polsce Filipińczyków, i mamy mieć ich więcej. Przyjadą Uzbecy. Nawet pomijając miliony Ukraińców, widać wyraźnie w czym rzecz: chodzi o oswajanie Polaków z rzeczywistością, metodą salami. Czy lepiej: metodą małych kroków. Program “Multikulti plus” można powiedzieć – a wszystko to Prawo i Sprawiedliwość. I wszystko to “Dobra zmiana”. Z czego mianowicie na co, zapytajmy tradycyjnie, acz już nie dla żartu.

Z drugiej strony, skoro między ujściem Świny a szczytem Rozsypańca tak zwana demokracja zaczyna się po wskazaniu przez prezesów partii “miejsc biorących” na listach wyborczych, a tym samym po namaszczeniu faktycznych zwycięzców wyborów, czy taki system wypada w ogóle nazywać demokracją? Po mojemu – nie wypada, nawet gdy nas do takiego nazywania przekonano. Do multi-kulti też będą nas przekonywać. Poseł Krystyna Pawłowicz w programie Marcina Roli powiedziała wszak prawdę: w Polsce “brakuje pracowników, a imigracja zarobkowa to nie to samo co nielegalna”. I weź teraz coś z tym zrób.

Tymczasem rząd robi, czyli “zwiększa działania mające zapobiec załamaniu gospodarczemu, które w świetle obecnych statystyk jest nieuniknione z powodu braku rąk do pracy”. Okoliczność, że spoza tych działań wyłaniają się imigranci w ilości, która zmieni Polskę podobnie jak zmieniła kraje Europy Zachodniej, choć zwali się na nas konsekwencjami później, niż nastąpiło to na zachód od Odry i na północ od Bałtyku, to już zdaje się nikogo nie interesować. Innymi słowy, naród wciąż pije szampana ustami swych przedstawicieli, ale na niestrawność cierpieć będzie w samotności. O co, jak o co, ale o to akurat nie warto się zakładać.

“Do multi-kulti też będą nas przekonywać” – napisałem parę zdań wyżej? De faco już zaczęli. Portal TVPinfo, i przepraszam za przydługi cytat: “Gdy rząd Morawieckiego wprowadził politykę wspierania legalnej imigracji do pracy w Polsce, środowiska narodowe zaczęły bić na alarm i oskarżać Prawo i Sprawiedliwość o to, że oszukał wyborców. Tyle, że to nieprawda. Warto przestać powtarzać bzdury i uporządkować pojęcia. PiS nigdy nie deklarowało, że Polska nie będzie przyjmować uchodźców, w tym muzułmanów. Nigdy również nie twierdziło, że nie wpuści do Polski żadnego muzułmańskiego imigranta. Obóz rządzący w Polsce deklarował natomiast, że nie pozwoli na to, by przyjeżdżali do naszego kraju nielegalni imigranci, których tożsamości nie można zweryfikować. Dlatego właśnie rząd nie godził się i nie godzi na relokację (...). Nie ma żadnej sprzeczności między tym, że Polska sprzeciwia się relokacji i przyjmowaniu osób, o których nie wie, kim są, a które nie uciekają bezpośrednio ze strefy konfliktu, a tym, że jednocześnie coraz bardziej otwiera się na azjatyckich pracowników czy też studentów z Bliskiego Wschodu. Różnica jest bowiem fundamentalna. W przypadku legalnej imigracji doskonale wiemy, kogo przyjmujemy i po co. Fakt, że są wśród tych osób muzułmanie, jest bez znaczenia, bo – wbrew narracji oszczerców – Polska nie jest ani islamofobiczna, ani rasistowska. Nie będzie jednak w Polsce żadnych stref szariatu czy zgody na rozwój ruchów islamistycznych. Istotne są tu proporcje. Nie jest to migracja masowa, która mogłaby zagrozić bezpieczeństwu kulturowemu Polski”, koniec cytatu.

Leksykalia to potęga. Rzecz w tym, by dobrać odpowiednie słowa, a następnie ułożyć je w zdania, wywołujące u odbiorcy określone emocje. Tak działa świat. Całą powyższą gadaniznę najcelniej podsumowała pewna internautka: “Niezwykle mnie ten artykuł uspokoił. Będziemy przyjmować muzułmańskich imigrantów, w związku z czym w Polsce nie będzie stref szariatu ani rozwoju ruchów islamistycznych. Dziękuję TVPinfo za rzeczowe wyjaśnienie genialnej strategii rządu”.

Kończąc: w Polsce nie ma problemu rąk do pracy, jest za to realny problem z płacami i pojęciem “dobra wspólnego”, gdy wskaźniki w rodzaju “płacy średniej” nie wyjaśniają, lecz utrudniają wyjaśnianie biegu zdarzeń w sposób odpowiadający prawdzie, a nie tylko zgodnie ze statystyką. Albowiem źle się dzieje, gdy ekonomia do spółki ze statystyką nasze “razem” zamieniają w “obok siebie”, a wspólnota przekształca w zbiór elementów nie połączonych niczym wiarygodnym. Wówczas “my” szybko obumiera, a wkrótce potem w ogóle przestaje istnieć. Zdycha, po prostu. A wracając jeszcze do pani poseł Pawłowicz i jej przekonania, że nad Wisłą “brakuje pracowników, a imigracja zarobkowa to nie to samo co nielegalna”, to co to właściwie za różnica, Pani profesor? Czy proces zmian kulturotwórczych przebiegnie inaczej, jeśli imigranci nie będą nam narzucani przez Berlin i Brukselę, tylko zapraszani do pracy przez nas samych? Od imigrantów zarobkowych zaczynały wszystkie państwa Zachodu. Gdzie teraz są i z jakimi problemami się borykają? Więc? Więc zapytałem o to panią profesor i od tamtej pory czekam na odpowiedź.

Krzysztof Ligęza
Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Opublikowano w Teksty