Goniec

Register Login

piątek, 10 sierpień 2018 14:45

Woragotropizm

ligeza        Jest czczą uzurpacją żądać od Kościoła, by usunął się z przestrzeni publicznej, którą od dwóch tysiącleci tworzy. Uzurpacją i złą wolą, powtarzam, cała reszta zaś to konsekwencje na drodze w czeluść. 

Jest czczą uzurpacją żądać od Kościoła, by usunął się z przestrzeni publicznej, którą od dwóch tysiącleci tworzy. Uzurpacją i złą wolą, powtarzam, cała reszta zaś to konsekwencje na drodze w czeluść. 

        Inna rzecz, dlaczego ludzie tworzący Kościół ulegają tej presji i oddają pole bez sprzeciwu, w każdym razie na poziomie instytucjonalnym. “Bo instytucje psują!” – mógłby ktoś zaprotestować, ale takiemu odpowiem krótko: żadna instytucja sama z siebie nie psuje i nie szkodzi. Szkodzą i psują ludzie, sprzeniewierzający się doktrynie, a tym samym stawiający się poza instytucją. Ale dziś to uwaga na marginesie. 

        Dlaczego zatem ludzie tworzący Kościół ulegają presji i oddają pole bez sprzeciwu, powtórzmy wątpliwość, skoro zauważyć nietrudno: w najdrobniejszą część przestrzeni publicznej, z której Kościół wycofuje się dobrowolnie, lub z której Chrystusa wypycha się siłą, wpierw wdziera się próżnia, potem kawałek po kawałku cały obszar przejmują ludzie złej woli, zaś finał wieńczący dzieło wygląda tak, że nawet jeśli nie mamy na imię Małgorzata i nigdy nie czytaliśmy Bułhakowa, chcąc nie chcąc, i tak przyjąć musimy zaproszenie na bal u Szatana. Żeby nie wspominać o obowiązkowej konsumpcji jesiotra trzeciej świeżości. Czy tam którejś tam. 

        Odpowiedzmy: ludzie składający się na Kościół ulegają presji i oddają pole w sumie bez sprzeciwu, albowiem Kościół jest strukturą hierarchiczną, tak więc pozbawiony oparcia w hierarchii, stacza się równie prędko co świat, który usiłuje go zdominować. W każdym razie próbuje od czasów Rewolucji Francuskiej. W takich okolicznościach władzę nad ludźmi przejmuje woragotropizm. 

        Już wyjaśniam. Otóż co to jest fototropizm, pamiętamy ze szkoły podstawowej. To umiejętność czerpania ze słońca pełnymi garściami, jakże charakterystyczna dla roślin. Oraz – tak się wydaje – dla kobiet. Owa umiejętność w pierwszym przypadku skutkuje odpowiednim ustawieniem listowia, czasami otwarciem kwiatu, właśnie w stronę słońca, zaś w przypadku drugim, irytującą – przy czym irytacja to wyłącznie moja perspektywa, co zastrzegam stanowczo – irytująca potrzebą długotrwałego przypiekania własnej skóry przy pomocy rozpalonego nadmorskiego powietrza. To jest potrzeby polegiwania na piasku rozpalonym do białości. Czy tam na rozpalonych kamieniach, zamiast na piasku. Czy na taborecie (zydlu, materacu, leżaku, fotelu, itepede). 

        Żeby nie przeciągać i wybywszy się irytacji: roślina czy kobieta, fototropizm jest wrodzoną, niekontrolowaną umiejętnością ustawiania własnej twarzy w kierunku słońca. Natomiast “vorago” to w języku łacińskim czeluść, otchłań, przepaść, wir. Stąd tytułowy woragotropizm. Czyli pociąg do czeluści. Witaj, multi-kulti, w każdej wersji – dajmy na to w wersji francuskiej. 

        Od początku XXI wieku, Francja, ledwie przed ćwierćwieczem nazywana “najstarszą córą Kościoła”, pozwoliła zrównać z ziemią kilkadziesiąt chrześcijańskich obiektów sakralnych (niektórzy mówią: kilkaset). Zarazem wydała zgody na budowę ponad tysiąca meczetów. Jak to ktoś ujął: “Francja ma dziś problem z jednym krzyżem lecz z setkami nowych półksiężyców problemu nie widzi. Oślepła”. Chodziło o zwieńczenie papieskiego pomnika w miejscowości Ploërmel, położonej w Bretanii, już przeniesionego na teren prywatny. W Bretanii, proszę sobie imaginować, gdzie ledwie dwieście lat wcześniej schronienie znajdowali wykrwawiający się Wandejczycy. 

        Ale pójdźmy dalej i wyżej. Dajmy na to, schodami. Schody prowadzą do nieba, co powszechnie wiadomo od roku 1971 z twórczości artystycznej brytyjskiego zespołu rockowego “Led Zeppelin”, zaś od roku 2018 z kształtu pomnika Ofiar Katastrofy Smoleńskiej na warszawskim Placu Piłsudskiego. Tymczasem w stronę piekła ludzkość uparła się zmierzać wieloma rozmaitymi drogami, w tym celu tu i ówdzie budując nawet autostrady. Pewnie żeby było szybciej do celu. Wiadomo, człowiek odpowiednio nowoczesny i należycie postępowy, śpieszyć się powinien. Dokąd? Dokądkolwiek. Byle dalej od rozumu i tak zwanego zdrowego rozsądku. Więc. 

        Więc, przed nami niniejszym przykry widok na jedną z tego rodzaju autostrad, ustrojoną prześlicznie w wielokulturowość, a wznoszoną od paru lat wedle projektu autorstwa dwóch kobiet narodowości niemieckiej. Kobieta pierwsza: “To, że azylanci popełniają przestępstwa, że w pewnych przypadkach rabują, to jest wina tylko i wyłącznie Niemców. Nasza chęć pomocy pozostawia wiele do życzenia”. Kobieta druga: “W kraju sprawcy, zgwałcone kobiety są skazywane na śmierć. Dlatego ten mężczyzna musiał ją zabić po zgwałceniu. My natomiast musimy nauczyć się wyrozumiałości dla tych różnic kulturowych”. 

        Woragotropizm, nie chce być inaczej. Aż trudno uwierzyć w intencje tak koślawe. I jasna rzecz, że słowa obu pań mógłbym skomentować w miarę trafnie. Tak sądzę. Czego jednakowoż nie uczynię, ponieważ komentarza tej treści nigdy nie ośmieliłbym się wyartykułować publicznie. 

        Proszę go sobie wyobrazić. 

Krzysztof Ligęza 

Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Opublikowano w Teksty
piątek, 10 sierpień 2018 14:45

Sahara

pruszynskiSahara

Naprawdę dziesiątki tysięcy rodaków zebrało się o 20:00 na pl. Marszałka Piłsudskiego oraz w jego otoczeniu, gdzie wspólnie ze wszystkimi śpiewał nawet prezydent Duda.

Takiego lata nie było dawno w RP. W cieniu po 34 stopnie, a w słońcu wiele więcej, niektóre drzewa zrzucają liście, a na innych liście nawet żółcieją jak jesienią.

        W takich upałach obchodziliśmy rocznicę powstania warszawskiego i różne były wypowiedzi. Jedna za, inne przeciw. W powstaniu Niemcy stracili coś 1700 żołnierzy różnych stopni i pewnie dwa razy tyle było rannych, choć w powstaniu żydowskim stracili coś 70 i aż dwa razy tyle rannych.

        Straty powstańców były coś 17 000  i ginęli głównie młodzi inteligenci.

        Czy powstanie mogło się nie odbyć, jeśli do niego „paliła” się cała akowska młodzież? Nie, groziło wybuchem bez komendy i prof.  Kieżuń opisuje spotkania, gdzie jego głos przeważył, by 26 nie rozpoczynać samodzielnie walki.

        Któryś z historyków powstania twierdził, że trzeba było właśnie uderzyć 26, gdy Niemcy byli w popłochu, a przez Warszawę szły kolumny uciekinierów, w tym zdemoralizowanych Niemców, których można były rozbroić, ale już 1 sierpnia Niemcy opanowali panikę.

        Sowieci nawoływali do powstania przez Radio Kościuszki, a jak wybuchło to przestali nawoływać i nie pomagali.

        Jest powiedzenie, że powstanie było wymierzone militarnie przeciw Niemcom, ale politycznie przeciw Sowietom, a Stalin nawet przysłał na Pragę marszałka Żukowa, by marszałek Rokossowski nie uderzył dwoma zagonami, jak planował 8 sierpnia.

        Im wcześniej by poddano powstanie, tym byłoby lepiej i znacznie mniej strat, a gdy już zanosiło się na jego poddanie, koło 15 września zaczęli Sowieci symbolicznie pomagać.

        Uroczystości ku czci powstania rozpoczęły się już 31 lipca, był apel poległych pod pomnikiem powstańców, na placu Krasiński, a potem msza polowa. Dalej 1 sierpnia największe uroczystości były na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach z udziałem prezydenta, niewielu już powstańców, wielu ważnych, wojska, tysięcy rodaków oraz harcerzy, a o 17:00 zawyły syreny i ruch na ulicach zatrzymał się na minutę.

        Naprawdę dziesiątki tysięcy rodaków zebrało się o 20:00 na pl. Marszałka Piłsudskiego oraz w jego otoczeniu, gdzie wspólnie ze wszystkimi śpiewał nawet prezydent Duda.

        Śpiewano znane piosenki z tamtych lat, ale nie zaśpiewano ówcześnie śpiewanego przez powstańców popularnego tanga śpiewanego przed i po wojnie przez Foga i Chór Czejanda

        Nasza jest noc i oprócz niej nie mama nic

        prócz tej nocy ciemnej i nic nam więcej nie trzeba

        Bo wtedy noc należała niepodzielnie do powstańców i sprawdziłem nawet, że tę melodię można odnaleźć w internecie.

        Pierwszego sierpnia narodowcy zorganizowali marsz, który od centrum miał Al. Jerozolimskiemi przejść do Nowego Światu i potem dojść do Placu Zamkowego.

        Na rondzie de Gaulla policja zatrzymała pochód bo w pochodzie, był ktoś z koszulką z zakazanymi symbolami, czyli konkretnie z sierpem i młotem.

        Następne dni były równie gorące ale z przerwami były deszcze. Teraz trochę chłodniej, ale wciąż gorąco jak rzadko.

        I jeszcze jedna sprawa znane jest powszechne zdjęcie z powstania, gdzie młody ranny podchorąży bierze ślub z sanitariuszką. Okazuje się, że para ta jeszcze żyje i rocznice powstania obchodziła z liczną rodziną.


Moja walka o prawdę

        To tytuł ostatnio wydanej prawie 450-stronicowej książki ex księdza Jacka Międlara, który teraz prowadzi doskonały portal - wprawo.pl

        Trzeba na początek powiedzieć, że jest napisana wzorową polszczyzną i świadczy o znacznej wiedzy autora. Bardzo smutno się ją naprawdę czyta, bo wielu purpuratów wygląda w niej na patentowanych tchórzy, dla których „wyrocznią” jest antykatolicka i polakożercza „Gazeta Koszerna”. 

        Co gorzej niektórzy biskupi byli TW i mimo tego doszli do najwyższych pozycji w naszym Kościele, jak abp Muszyński.

        Dostaje się tam oczywiście lewakom, bo to oni popularyzują homoseksualizm  i inne zboczenia.

        Jedyną wadą książki jest to, że ma kilka niepotrzebnych rozdziałów, jak np o Unii Europejskiej, sierżancie Johny, Jedwabnym, arcybiskupie Szeptyckim, co czyni książkę grubszą i droższą.

        Ciekawy jestem czy ten „prysznic” prawdy podziała otrzeźwiająco na Kościół katolicki w Polsce? Daj Boże by tak było. Amen

ks prof. Chrostowski

        Oskarżenia o antysemityzm służą Żydom do pacyfikacji dyskusji o związkach Żydów z komunizmem, żydowskim pochodzeniu Marksa, przyczynach popierania przez Żydów komunizmu, i tego, że nawet dziś Żydzi uważają, iż zagrożeniem dla nich jest katolicyzm, a nie komunizm.

        W ogóle antysemita to nie człowiek, który nie lubi Żydów a człowiek, którego Żydzi nie lubią.


Co istotne

        Ponowne rozpoczęcie ekshumacji w Jedwabnym zależy od ministra Ziobry. Jak jego do tego zmusić? Czy wspólne ogólnokrajowe modlitwy do św Tadeusza Judy patrona spraw beznadziejnych?


Niesamowite

        W kobiecym tygodniku popularnym przeczytałem opowieść jak pewna rodaczka na Helu znalazła ciekawą i unikalną obrączkę, a przez internet odnalazła właścicielkę, która ją zgubiła.

        Podobny wypadek mieliśmy w rodzinie. Ojciec nad morzem na półwyspie Cape Code w USA zgubił w morzu rodowy sygnet i wiele godzin szukał go w piasku bez rezultatu.

        Trzy tygodnie potem po wielu przypływach i odpływach morza wraz z bratem odnaleźliśmy go na tej samej plaży.


Miara degręgolady kraju

        Po Polsce szwenda się niejaki Johny Daniels, sierżant armii Izraela, którego wszędzie z honorami przyjmują, a nawet u ojca Rydzyka zawitał na „rozmowach niedokończonych”. Żydzi śląc takiego „dyplomatę” wyraźnie dają znać Polakom, w jakim oni mają nas poważaniu. Ten sołdat z „miłego” kraju miał np. czelność twierdzić, że nie dopuści do ekshumacji w Jedwabnym nawet jeśliby zebrano z 40 milionów podpisów w tej sprawie.

Na temat tego „dyplomaty” krąży wierszyk:

        Już nam Izrael przysłał sierżanta

        By z polskiej władzy zrobić palanta.

        Ostatnio wytknął też Grzegorzowi Braunowi żydowskie pochodzenie. Twierdzę, że nam przyda się niejeden taki „Żyd”, jak on, czy pułkownik Berek Joselewicz lub jego syn, kapitan Joselewicz, który w powstaniu listopadowym zdobył krzyż Virtuti Militari. 

        Zaś nie trzeba nam takich Żydów, jak Berman, Światło, Różański czy Śpiewak komenderujący obecnie Żydowskim Instytutem Historycznym w Warszawie czy jego syn chcący zawładnąć Warszawą.


Mała różnica

        Zwolennicy socjalizmu to ci, co w nim nie żyli, a przeciwnicy co go na własnej skórze… poczuli.


Kawał żydowski

        Pewien piekarz bardzo głośno wykrzykuje modlitwę w synagodze. Wierz mi - mówi szeptem do ucha jego sąsiad - jeśli będziesz robił mniejszy wrzask, a większe bochenki chleba to pewnie szybciej dogadasz się z Bogiem.

        Umarł stary Moshe Szwarc - idziesz na jego pogrzeb pyta sąsiad. Chyba nie. Dlaczego miałbym iść na jego pogrzeb, a czy on pójdzie na mój?

Aleksander Pruszyński

Opublikowano w Teksty
piątek, 03 sierpień 2018 18:31

Co tam panie w polityce?

ostojanPiS puścił nad Wisłą wielkiego pytona, ażeby ostatecznie zdusił demokrację. (zasłyszane)

Niuanse języka polskiego (zmora tłumaczy) sprawiają wrażenie, że tytuł felietonu skierowany jest wyłącznie do panów. Ale jedno małe dodane słówko pokaże, że pytanie jest gender neutral (!) i jak najbardziej politpoprawne. Co tam „miłe” panie w polityce? Kobiety generalnie mniej zajmuje polityka, bo mają w życiu codziennym dużo ważniejszych spraw. Ale są od tej, jak od każdej reguły, wyjątki. To nasze niezbyt liczne, ale często zbyt (?) głośne feministki.

Zacząłem te złote myśli jak najbardziej zgodnie z duchem czasu i „wartościami europejskimi”. Jak np. kordialnością i poufałością zaprezentowaną ostatnio przez szefa Komisji Europejskiej Jeana-Claude’a Junckera. Plącząc się i potykając o własne nogi, podtrzymywany przez prezydenta Ukrainy Petra Poroszenkę, usiłował zająć miejsce zarezerwowane dla prezydenta Trumpa. Ot, żartowniś z europejskich wartości.

„Miłe” panie, polskie feministki, wyjątkowo żyją jednak polityką. Trudno nie zauważyć, że tak jak kapitał wbrew urojeniom Balcerowicza ma narodowość, tak polityka w wykonaniu np. pani Joanny Scheuring-Wielgus ma damskie odchylenia. Rzuciła ona hasło organizacji parlamentu... ulicznego, bo ten zasiadający w budynku Sejmu jej nie odpowiada. O oryginalności (genderze?) jej poglądów świadczy też skandowanie na jednej z licznych demonstracji hasła „Dość dyktatury kobiet!”. Jako brzydsza połowa rodzaju ludzkiego, wiemy, że logika nie jest najmocniejszą stroną płci pięknej. Bardziej liczą się subiektywne odczucia, emocje i aktualne humory.

Ale jednak z dyktaturą coś jest na rzeczy. Pani Magdalena Środa, łopoczący sztandar feminizmu, w czasie kongresu kobiet wykazała się skłonnościami dyktatorskimi. Nakazała ochroniarkom stanie na baczność i zabroniła robienia przerw np. na udanie się do toalety. To jak za „złotych” czasów Biedronki, kiedy biedne sprzedawczynie musiały zakładać pampersy, bo nie wolno im było ani na momencik odejść od kasy. Czy na KK była femidyktatura?

Kolegówna obu pań, też oczywiście feministka, była ministra Joanna Mucha, za swoich rządów z zapałem przerabiała nazwy zawodów, gdzie trzeba dodając im żeńskie końcówki. W naturze jednak w końcówki lepiej wyposażeni są mężczyźni. Tę stricte feministyczną postawę Joanny dyskredytuje chyba jednak trochę fakt, że dyrektorem Centralnego Ośrodka Sportu mianowała swojego fryzjera. A barber to jednak chłop, chociaż fryzjer. Były też plotki, że „służbowo” będąc na meczach, pytała obstawy, którzy to są nasi i do ilu grają? Ot, właściwy człowiek na właściwym miejscu w rządach odeszłej (w sam czas) koalicji.

W dalszym ciągnieniu tego wdzięcznego tematu nasuwa się myśl, że jakoś płeć piękna, mimo przewagi ilościowej w społeczeństwie, nigdy nie założyła liczącej się partii kobiet. Może Nowoczesna-Niewczesna coś sobie roi w tym temacie? Tyle o panieńskich polityczkach. Zakończę jeszcze podsłuchaną na kongresie kobiet rozmową: „Zauważyłaś, jak Kaśka ostatnio zbrzydła? – Zauważyłam, aż miło popatrzeć!”.

***

Z niechęcią schodzę z pięknych pań feministek (M. Środy to nie dotyczy), bo różne ciekawe rzeczy dzieją się nad Wisłą. Szkoda, żeby umknęły uwagi naszej Polonii, tym bardziej że „Goniec” rozszerzył spektrum (czy to właściwe słowo?) swoich czytelników o sknerusów, którzy/które sięgają tylko po prasę darmową. Słuszne poglądy dotrą do wielu z pożytkiem dla prawdy. Nie ma dnia, żeby nie wyłaziły jakieś stare afery gospodarcze, dołączając do tych już rozliczanych.

Totalniacy idą w zaparte, twierdząc, że to wszystko akcje stricte polityczne. Coś na tym jest, bo poprzedni decydenci jeden w drugiego twierdzą, że o tym czy tamtym przecież nic nie wiedzieli, nikt ich nie informował (!), a w ogóle to niewiele pamiętają. Taka zbiorowa amnezja. Pan wicepremier Jacek Rostowski jako minister finansów nie był informowany, że Amber Gold to piramida finansowa, chociaż ćwierkały już o tym wszystkie wróble. ABW też akurat „zajmowało się czymś innym”. Ale verba volant, scripta manent – na dokumentach są podpisy, co świadczy, że wiedzieli więcej, niż chcą sobie dzisiaj przypomnieć. Dżentelmen z Londynu zachowywał się przed komisją Małgorzaty Wassermann buńczucznie, oskarżycielsko (!), żeby nie powiedzieć – po chamsku. No bo niby dlaczego minister finansów ma się interesować działalnością instytucji finansowych w państwie, które istnieje tylko teoretycznie, o czym mówili ministrowie poprzedniej władzy, a Polska to była nienormalność. Prawda.

Niedaleko pada jabłko od jabłoni. Maya Rostowska, która angielskim włada, popełniła donos do BBC (od dawna znanych lewusów), twierdząc, że w Polsce panuje prawicowa, faszystowska dyktatura. Taka opinia znalazła pełne poparcie i odpowiednie komentarze, co z kolei wykorzystała Czerska opozycja – patrzcie, jak nas Zachód ocenia! Dowód – czarno na białym. Wiadomo, że PiS to Sodoma, Gomora i siedem grzechów głównych. No bo skoro tatusia oskarża się o indolencję (żeby tylko)! Totalniacy mają nieskończoną ilość pomysłów, jak odsunąć prawicę od władzy, ale one jakoś wciąż nie przynoszą efektów. A przecież jest prosta droga, żeby wrócić do tego, co było – trzeba wygrać następne wybory! Różne „Gallupy” jednak pokazują, że 80 procent ankietowanych wyborców PO (opozycji) nie popiera. Nie twierdzę, że są przeciwko, tylko że korzystnych dla opozycji kartek wyborczych do urn nie wrzucą. Trudno przejąć władzę z 20-procentowym tylko poparciem. Niemożliwe.

Ale są pewne nadzieje. Na głębokiej prowincji często wieją inne wiatry niż na Nowogrodzkiej czy Wiejskiej. Samorządy są nieraz w rękach lokalnych kacyków powiązanych różnymi zależnościami z lokalnymi ważnymi figurami, od których z kolei wyborcy są zależni np. materialnie. A byt określa świadomość. Baronowie lokalni dobrze wiedzą, że jak stracą władzę, to stracą liczne profity, a co gorsza, różne sprawy dziś skutecznie zamiatane pod dywan (bo kto mi podskoczy?) mogą wyjść na światło dzienne. Kłopoty, może nawet kryminał. Walka o uczciwe, swobodnie wybrane samorządy może być trudna. Ręka rękę myje – kumpel kumpla kryje i oby tak pozostało ku chwale sitwy!

***

Łańcuchy gór nas dzielą i oceany (słowa piosenki), a w polityce polskie i amerykańskiej występują uderzające podobieństwa. Wyborcy tu i tam nieoczekiwanie oświadczyli tuskoludkom i obamo-clintonom, że już im dziękują. W USA to wiadomo, zadecydował wszechmocny Putin, który wybiera amerykańskich prezydentów. Ale w Polsce trudno by się ze szkłem powiększającym dopatrzyć sympatii i wspólnoty interesów Jarosława Kaczyńskiego i zimnego czekisty Putina.

Dwie kadencje rządów Platformy pod dyktando UE i PSL, gdzie wicepremier Pawlak okazał się człowiekiem Moskwy w Warszawie (Gazprom), pozbawiły lud pracujący miast i wsi złudzeń co do efektywności i uczciwości rządów koalicji. Słomką, która złamała grzbiet wielbłąda, było rozpowszechnienie nagrań u „Sowy i Przyjaciół”. Nad Potomakiem i Wisłą sprawy przybrały podobny, jakżeż przykry i nieoczekiwany obrót! Nadzieja była, że PiS albo obietnic wyborczych (500+ – skąd wziąć na to pieniądze?) nie spełni, albo zrujnuje budżet, nie spełniły się. Władza prawicy z prorokowanych najwyżej trzech miesięcy, trwa trzy lata i doskonale daje sobie radę z realizacją obietnic wyborczych, a i budżet jakoś bogatszy. Tak to PiS „rujnuje” Polskę. Klęska.

Nad Potomakiem już, już nad nieodpowiedzialnym, rasistowskim, szowinistycznym Trumpem wisiało widmo impeachmentu. Wisiało i zwiędło. Jest też charakterystyczne podobieństwo w nastawieniu do nowych władz większości kół naukowych, uniwersytetów, „opiniotwórczych” grubych, liberalnych kotów, „autorytetów moralnych”. No i oczywiście świata artystycznego. W Hollywood rządzą Żydzi i lewacy. Tam są duże pieniądze dające niezależność od władz politycznych. Nasi aktorzy, reżyserzy, działacze kultury pieniądze mają skromne. Jeśli chcą istnieć, muszą wyciągać ręce po państwowe wsparcie. I dostają je.
Kuriozum jest subsydiowanie bogatego żydostwa, w którego instytucjach pleni się jawny, bezczelny antypolonizm. Narodowcy protestują, ale szara eminencja Prezes jest żydofilem, czego nie ukrywa. Ile w tym politycznego wyrachowania, nie wiem. Ale i śp. Lech Kaczyński jako ówczesny minister nie pozwolił nie ekshumację w Jedwabnem. Jarosław będzie musiał w końcu ustąpić.

***

Nasz człowiek z OstFrontu skarży mi się, że „Goniec” nie chce już płacić mu za (ciekawe skądinąd) reportaże i że za darmo pisał nie będzie. Ale jak dotąd pisze – i dobrze. Może coś wytargował?

Ostojan
Toronto, 22 lipca 2018
Święto Manifestu lipcowego!

PS Do Kanady we wrześniu przyjeżdża uświetnić i podnieść na wyższy poziom nasze życie kulturalne Janusz Gajos. Dobry aktor, czemu trudno zaprzeczyć, niestety polityczny stronnik totalniaków. W gronie: Stuhrów (dziadek i ojciec aktorów to PRL-owski komunistyczny prokurator), niezrównoważonego Olbrychskiego (z szablą na fotografie w Zachęcie), Jandy (za małe dla jej teatrów rządowe dotacje), czy też last but not least, Agnieszki Holland (żeby było tak jak było). Można pogratulować takiego towarzystwa. Gajosa – Janka Kosa, scharakteryzowano w jednym z filmów Kieślowskiego jako tego „smutnego na twarzy”. To może nie tylko smutek za odeszłą PO, ale okazywanie wyższości i dystansu do reszty obywateli. Wszak pecunia non olet. Niech widzowie oklaskują i płacą. Ja na „Garderobianego” się nie wybieram. Sorry! Bizancjum elit nie lubię.

Opublikowano w Teksty
piątek, 03 sierpień 2018 18:27

Łykacze

ligezaNajpierw przeczytałem, że dobry znajomy Węglarczyka Bartosza, zbiera pieniądze na film dokumentalny poświęcony “Dobrej zmianie”, i że warto reżysera wesprzeć, bo film “pójdzie w świat”.

Mało tego. Dowiedziałem się odeń, to jest od Węglarczyka, że warto portfele wybebeszać, czy tam z konta parę złotych dla pana reżysera wybencalować, bo – to wciąż zdanie wzmiankowanego Węglarczyka – film jest “stuprocentowo obiektywny”, co czyni przedsięwzięcie “fajnym projektem”. Aż dziw bierze, czy mówiąc inaczej: nawet ze świecą nie znajdziesz, gościa, który tak dobrze jak Węglarczyk udawałby idiotę, odwołując się zarazem do terminów pierzastych w rodzaju “obiektywizmu”. Ewidentnie nie na darmo pan Bartosz dziennikarzył w organie Michnika Adama lat ponad dwadzieścia. Stara, dobra szkoła medialnej manipulacji.
Węglarczyka–michnikoidę wspominam, albowiem w chwilę potem od Krzysztofa Bosaka dowiedziałem się, że Twitter zatrudnił “naukowców”, mających “określić reguły zdrowej dyskusji” na tejże platformie. Mało tego. Owi “naukowcy” zobowiązani zostaną do odłożenia na bok własnych poglądów na to czy owo, dzięki czemu uda się im “stworzyć naukowe narzędzia eliminowania nietolerancji, mowy nienawiści, rasizmu i ksenofobii”. Nie ma gadania: “obiektywizm” zachwalany przez Węglarczyka oraz “naukowe narzędzia eliminowania nietolerancji, mowy nienawiści, rasizmu i ksenofobii”, władców Twittera, uzupełniają się idealnie. Więc.

Więc do kompletu mamy jeszcze tak zwaną “działalność polityczną” versus “działalność niepolityczną”. Oto pułkownik Arnaud Beltrame, to jest człowiek, który pod koniec marca w miejscowości Trebes oddał życie za zakładniczkę przetrzymywaną przez terrorystów, ma ulice swojego imienia w kilkudziesięciu miastach, jak Francja długa, szeroka i skonfundowana jego bohaterskim czynem. Ale nie mogło być tak, by w laickiej republice nie pojawił się w końcu poważny zgrzyt. Wpierw pseudo-dziennikarska, lewicowa hołota, usiłowała wmówić opinii publicznej, że rodzina śp. pułkownika nie chce, aby był on upamiętniany w gminach zarządzanych przez samorządowców z Frontu Narodowego (co okazało się nieprawdą), a następnie brat poległego skomentował kłamstwa lewaków następującymi słowami: “Jego czyn nie był polityczny, a hołd, który mu się zwraca, też nie powinien być takim”.

Sądząc po wymowie cytatu, społeczeństwa Europy Zachodniej nie mają już, najprawdopodobniej, najmniejszych szans na dotarcie do rozumności i właściwe ogarnięcie rzeczywistości. Jest na to za późno, bo polityczna poprawność zabiła im wszystkim intelekt. Na śmierć. To doprawdy zatrważające, tak oślepnąć na oczywistości. Co w tym konkretnym wypadku oznacza: nie dostrzegać i nie rozumieć, że jakakolwiek i czyjakolwiek działalność w przestrzeni publicznej, zmieniająca bądź mogąca zmienić relacje wewnątrz wspólnoty oraz stosunek członków wspólnoty do bliźnich czy ich postrzeganie świata, jest działalnością polityczną z samej definicji.

I ten sam wątek z naszego rodzimego podwórka. Aktor Łukaszewicz Olgierd: “Piłsudski był za silną Polską, znał języki. Kaczyński nie tylko nie zna języków, ale jego polityka prowadzi do osamotnienia i osłabienia Polski”. Dołożył chłop do pieca, że siwy dym. Te chłopy tak mają. Jarosław Kaczyński paraduje z gołą głową: “Patrzcie, chodzi bez czapki!”. Jarosław Kaczyński czapkę założył: “Czemu nie w berecie?”. Jarosław Kaczyński w berecie: “Gdzie antenka?”. Nie dogodzisz.

Brakuje zarzutu, że gdy Kaczyński spaceruje po sztormowych falach Bałtyku, to wiadomo, że pływać nie potrafi.

Albo weźmy to: “Kolejnym krokiem PiS będzie unieważnianie i zmienianie wszystkiego, co nie po myśli prezesa. Jedynym kryterium będzie widzimisię Kaczyńskiego. To już nie jest zwyczajny kaczyzm. To zwyczajne bezprawie”. To z kolei Hartman Jan, osobiście przy robocie, czyli lewicowy standard w pełnej krasie: wymyślić zadrę, dajmy na to “widzimisię Kaczyńskiego”, a następnie heroicznie lżyć wymyślone. Jakby to ująć: są ludzie mądrzy, nie posiadający matury, i są doktorzy praw, czy tam profesorowie, którym do przyzwoitości dalej niż dokądkolwiek i którzy nigdy nie nauczyli się myśleć właściwie. I nie zamierzają.

Olgierd Łukaszewicz raz jeszcze.

– Nie wykracza pan poza rolę aktora? – pyta wywiadowca.

– Pan chce mnie wpisać w rolę homo politicusa którym nie jestem i nie chcę być – odpowiada Łukaszewicz. Przebrała się miara w państwie. Dzisiaj jesteśmy jeszcze narodem wolnym, ale coraz mniej demokratycznym. Liczę na to, że Polacy się ockną i nie zostaniemy samotną wyspą. Chciałbym ruchem społecznym wymusić na rządzących prounijną postawę, żeby czuli się odpowiedzialni nie tylko za swoich wyborców, ale również za przyszłe pokolenia Polaków.

– Nie upolitycznia pan ZASP?

– Wzniecanie odpowiedzialności za UE pośród obywateli nie jest polityką. Polityka to jest dążenie do władzy.

Rzeczywiście. Kropli polityki nie ma w deklaracjach Łukaszewicza. No skąd. Daj mu Boże zdrowie, skoro nieszczęśnikowi poskąpiłeś mądrości. Bo przecież w tych deklaracjach nie ma kropli rozumienia, czym polityka jest naprawdę. Dlatego casus Łukaszewicza podsumowałbym krótko: takie mamy elity, jakie nam wytresowano do łykania karmy medialnej. Zostawmy ich więc samym sobie. Niech łykają, co tam sobie chcą, do woli. Byle z daleka od nas i naszych dzieci.

Krzysztof Ligęza
Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Opublikowano w Teksty
piątek, 03 sierpień 2018 18:13

W Grodnie (31/2018)

pruszynskiW Grodnie

Doszła do mnie wieść, że niekochana przez mnie imć Angelika Borys, obecna prezesa nieuznawanego przez Łukaszenkę Związku Polaków organizuje fetę by uczcić 30-lecie powstania Związku Polaków Białorusi w Grodnie więc wybrałem się tam.

Wziąłem mikroautobus za równowartość 26 złotych. Okazuje się, że władze teraz przebudowują dotychczasową drogę w autostradę nie gorszą niż w Kanadzie, a na poboczach zauważyłem ludzi koszących trawę nie kosami, a nowoczesnymi spalinowymi kosiarkami.

Zatrzymałem się, jak poprzednio, w niedawno odremontowanym mikro hotelu na dworcu, gdzie nocleg w dwu łóżkowym pokoju kosztował równowartość 72 złotych, podczas gdy w przyzwoitym hotelu w centrum na placu Sowieckim, dawniej Batorego, 4 razy drożej.

W centrum, gdzie w czasach sowieckich zniszczono w dwa wspaniałe kościoły, na miejscu jednego pobudowano dość atrakcyjny teatr, a drugi wysadzono w powietrze i tylko są ślady jego podmurówki.

Ponadto odmalowano i odremontowano wiele kamienic z końca XIX wieku, a w większości z nich widać nowoczesne plastykowe okna. Jest zamek Batorego na skarpie nad Niemnem, na którym teraz nie pływają statki, jak było za polskich czasów i pokazują się turyści z Polski jadący dalej do Nowogródka, Nieświeża i Mińska. Tym zwracałem uwagę na fakt, że w stolicy jest Białorusi jest aż 10 cmentarzy ofiar KGB z lat 1921- 1941, z czego tylko dwa są jako tako oznaczone.
Oczywiście byłoby turystów kilkakrotnie więcej gdyby można było bez wizy lub innych utrudnień jechać tranzytem przez Grodno do Druskiennik i Wilna. To dałoby 4 miliony dolarów rocznie, ale na mój wniosek dwa lata temu Minister Sportu i Turystyki nawet nie odpowiedział.

Grodno żyje nie tylko z kilku dużych fabryk jak fabryka wałów korbowych czy huta szkła produkująca szkła okienne, butelki i cegły szklane, ale z bliskości z Polską.

Dawniej przez miasto, gdzie jest niedawno odnowiony, a postawiony w sowieckich czasach dworzec jeździło 6 par pociągów do Wilna i dalej do Petersburga, a teraz jedzie tylko jeden pociąg do Warszawy i jeden przez Mińsk do Moskwy.

Ludzie masowo przywożą co tylko jest tańsze w Polsce, ale praktycznie nic poza paliwem i papierosami nie wożą z Białorusi, a jak tu byłem pierwszy czy drugi raz w 1990 roku to wożono bardzo wiele rzeczy i to wyrobów przemysłowych, jak np wiertarki, które z polskiego rynku wyparły niemieckie.

Odwiedziłem rynek, moc szmatek z Chiny a na części z owocami i jarzynami wielki wybór. Kiedy byłem tu za sowieckich czasów niecałe 50 lat temu można było tylko kupić kapustę, marchew i kartofle.

Zjawiłem się na półgodziny przed kościołem bernardynów, gdzie miała być Msza św.. Byłem ubrany w biały lniany garnitur, czym wyróżniałem się na tle licznych „notabli” przybyłych z opóźnieniem z Marszałkiem.

Było tam już z dwieście osób i naturalnie Angelika, a korespondent Gazety Wyborczej, Staszek Poczobut prawie na siłę zmusił mnie do przywitania się z nią.
Msza były koncelebrowana przez arcybiskupa grodzieńskiego Aleksandra Kaszkiewicza i biskupa z Białegostoku w asyście 11 księży.

Potem pojechaliśmy na cmentarz katolicki gdzie są symboliczne groby obrońców miasta z 1939 r., którzy po poddaniu się sowietom zostali wystrzelani.

Dalej ruszyliśmy do ośrodka bankietowego Karelicze pod Grodnem, gdzie była letnia rezydencja ministra gospodarki ostatniego króla Polski Tyzenhałsa.

Tam były liczne mowy, wymieniano liczne dusery czyli uprzejmości, a nie wspomniano o brakach np, nieobecności na tej imprezie bp Lechowicza, delagata Episkopatu do Polonii.

Oczywiście, nie wspomniano, że problemy z uznaniem pani Borys za zgodnie ze statutem wybraną przewodniczącą związku wiązały się z tchórzostwem MSZ. Gdy media Łukaszenki zaczęły ujadać na zastępcę ambasadora RP, to szybko go z Mińska odwołano i wykopano z MSZ. W dwa miesiące potem to samo spotkało radcę Bućkę, czyli dano znać, że MSZ jest przed Kołchoźnikiem na kolanach i on może robić co chce.

Co warto podkreślenia była tam też mile witana imć Romaszewska, szefowa TV Bielsatu, którą liczne środowiska kresowa oskarżają o lewactwo i antypolonizm, a jej stacja nie chciała podać informacji o zamówionej przeze mnie Mszy św. za tych, co 100 lat temu tworzyli Białoruską rade i 25 marca wydali deklaracje o niezależności kraju.

Po mowach i wręczaniu dyplomów licznym działaczom związku rozpoczęła się część artystyczna, a ulewa nie przeszkodziła młodym z Lidy pląsać Poloneza.

Potem był bankiet, na poziomie Grodna może OK, ale dla tych, co bywają na przyjęciach w Polsce bardzo mierny.

Najprzyjemniejszy był koniec, gdy dość liczna grupa zebranych zaczęła śpiewać patriotyczne piosenki.

Chciałem tam powiedzieć cokolwiek Marszałkowi Karczewskiemu, ale widziałem, że wywołałoby to skandal, więc poniższy tekst dałem mu jeszcze w katedrze. Oto on:

Panie Marszałku dostojni zebrani.

Mam 84 lata i 46 lat stażu w działalności wśród Polaków zarówno w Kanadzie, w USA i za Bugiem. Jestem też jedynym korespondentem prasy kanadyjskiej na Białorusi i autorem 5 książek po polsku. Ku utrapieniu władz białoruskich i polskich, dzięki emeryturze kanadyjskiej. Były dwa zamachy na me życie.
Od ponad trzech lat zabiegam o zwołanie zjazdu światowych Polaków. Ten postulat 4 razy przedstawiałem osobiście Prezydentowi Dudzie z zerowym skutkiem.

Czego się władze PiS boją? Przecież zasadą polskiego prawa było, nic o nas bez nas.

Pierwszym naszym postulatem powinna być nie tylko nowa ordynacja wyborcza do Sejmu w składzie tylko 350 posłów, z systemem mieszanym czyli, że poza jednomandatowymi okręgami wyborczymi powinno być co najmniej 50 mandatów rozdzielanych proporcjonalnie do ilości głosów, jakie poszczególne partie w wyborach dostały, ale jeszcze 12 mandatów dla Polaków z zagranicy.

Po jednym mandacie dla Polaków z Anglii. Belgii i Francji, Kanady, Litwy, Białorusi, Ukrainy, Danii i Szwecji oraz po dwa dla Polaków z USA i Niemiec.

Przypomnę Panu Marszałkowi, że we Francji. Grecji i Portugalii zamorscy rodacy mają przedstawiciele w parlamentach.

By moje dzieci z Białorusi poznały dobrze polski przez kilka lat po zakończeniu tu szkoły 1 czerwca na woziłem je do Polski. Tam posyłałem na 4 tygodnie do normalnej szkoły polskiej. Po jednym takim pobycie dzieci mówiły już po polsku, a starszy syn po kilku pobytach mógł pójść na polską uczelnię.

Uważam, że można byłoby taki system wprowadzić na szeroką skalę dla dzieci zza Buga.

Dobrze jest, że młodzież zza Buga jedzie do Polski na studia, ale praktycznie wszyscy po studiach tam zostają.

Czy nie trzeba wprowadzić stypendiów dla polskich dzieci zza Buga, by studiowały na miejscu, a jedynie organizować im polskie kursy letnie?

Oficjalna Polska popiera dzisiejsze władze Ukrainy, między innymi dała im 4 mld zł pożyczki, a co robiły dla Polaków te władze ?

Nawet nie chcą rozmawiać o zwrocie Kościołowi katolickiemu budynku kościoła św. Mikołaja w Kijowie, a wedle słów arb Mokrzyckiego zmiana władzy po 2014 r. nie wpłynęła na polepszenie ich stosunku do Polaków.

Dla Polaków w Niemczech jest ważne, by przywrócono im status mniejszości narodowej, jaki mieli do 1939 r. i by mieli swych przedstawicieli w parlamencie Niemiec.

Polscy podatnicy łożą moc pieniędzy na potrzeby białoruskiej i ukraińskiej mniejszości w Polsce ale czemu władze Polski nie wymagają do władz Białorusi i Ukrainy, by podobnie na polską mniejszość w swych krajach?

Dla rodaków na Zachodzie szkalowanie Polski jest sprawą bardzo bolesną, bo oni ją odczuwają na własnej skórze odczuwają. Niestety obrona Polski przed atakami ze strony Żydów nie znajduje odporu ze strony władz, a MSZ robi mniej niż mało w tym zakresie.

Sam wydałem po angielsku książkę śp Szymona Datnera, byłego dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego pt. „Polish Heroes” mówiącą, jak narażając się na śmierć, Polacy ratowali Żydów. Bezskuteczne zwracałem się 4 razy, tak dosłownie 4 razy, by MSZ tę książkę promował w USA.

Osobno tę książkę dałem 3 razy konsulowi polskiemu w New Yorku i dwa razy konsulowi w Chicago też bez skutku.

Bezskutecznie już trzy lata temu apelowałem do IPN-, by wydał, nie wydawaną od 35 lat książkę o Żegocie czyli o Radzie Pomocy Żydom, więc ją wreszcie sam wydałem, ale Kancelaria Prezydenta Polski i Ministerstwo Kultury odmówiło mi 8 000 zł na tłumaczenie i na wydanie tej książki, gdy dało 100 000 000 zł na remont żydowskiego cmentarza w Warszawie.

Obie te książki przesłałem z 5 miesięcy temu Panu Marszałkowie, ale słowa podzięki dotąd nie dostałem.

Może mi Pan Marszałek wyjaśni czemu ja mogę, jako osoba prywatna wozić więcej polskiej prasy na Białoruś, niż w sumie wszyscy dyplomaci RP? Za PRL-u mówiono, że władze ówczesnej Polski były na kolanach przed Ruskimi, a dziś moc Polaków mówi, że władze Polski nie są na kolanach przed wszystkimi, w tym Żydami, ale przed wszystkimi obcymi pełzają.

Aleksander graf Pruszyński
Grodno 29 lipca 2018

Opublikowano w Teksty
piątek, 27 lipiec 2018 10:59

U siebie

pruszynskiU siebie

Bardzo długo byłem poza Białorusią, w tym dwa razy w USA, a ostatecznie skłoniła mnie do powrotu konieczność zapłacenia memu proboszczowi w Rohoźnicy za wiele mszy, które zamawiałem za zmarłych krewnych i przyjaciół.

Jak zwykle pojechałem do Białegostoku koleją, potem autobusem na skraj miasta, do wylotu drogi na Białoruś. Miałem szczęście, po 10 minutach zabrała mnie rodzina z Wołkowyska, ale na granicy mieli odebrać VAT, czyli podatek od zakupu, który przy wyjeździe z kraju zwracają, ale kolejka do jego odbioru były spora, więc przesiadłem się do samochodu białoruskiego Holendra, który z żoną i dziećmi jechał do Mińska na wakacje do rodziny. Był to dość typowy człowiek, informatyk pracujący w Hadze od 10 lat. Na granicy nie widziałem jednego samochodu z Polski, były jeszcze trzy samochody Rosji i same samochody z Białorusi, bo ceny większości towarów w Polsce są niższe, więc kto może, tam jedzie, nawet co tydzień, jak ta rodzina z Wołkowyska. Na przykład jeden rodak kupił w

Polsce kabinę do prysznica, w Mińsku kosztowałaby 500 dolarów, a w Polsce 160.

Białorusini z Holandii zostawili mnie potem na szosie za Wołkowyskiem i miałem szczęście, po 20 minutach zatrzymał się samochód z samej Rohoźnicy i dowiózł mnie pod dom znajomej rodziny. Dom ceglany postawiony przez kołchoz z 30 lat temu, teraz wyposażony wewnątrz w nowe, przywiezione z Polski drzwi i nowe meble. Nowa maszyna do prania i nowa kabina z prysznicem. Dwoje nastolatków na zmianę siedzi przed komputerem, oczywiście podłączonym do Internetu, z którego ja też mogłem skorzystać. Oboje rodzice pracują i mają dwa samochody, mąż w odległych o 30 km Mostach, a żona w kołchozie w nowoczesnej oborze, gdzie krowy dają po 6000 litrów mleka rocznie, co na tutejsze warunki jest wielkim osiągnięciem, choć w wielkiej oborze mego kuzyna pod Opolem dają o 2000 więcej. Ostatni kołchoz pobudował nowe domy dla swych członków, ale nie w środku wsi, gdzie wyburzono stare domy po zmarłych, ale na skraju wsi na dawnych żyznych polach.

Na wieczornej mszy było raptem siedem osób, bo była za kogoś niedawno zmarłego. Oprócz proboszcza, rodem z Gdańska, był pijar, brat zakonny, który na wakacje przyjechał do matki. Zresztą nasza parafia jest wyjątkowa, z niej oprócz wspomnianego pijara wyszło dwóch księży, jeden w Grodnie, a drugi koło Kaliningradu ma swą parafię. Wieś, jak prawie wszystkie na Białorusi, wymiera, w przedszkolu jest raptem 11 dzieci i 9 pracowników. Latem przyjeżdżają dzieci do dziadków zwykle nie starsze niż 17 lat, bo starsze wolą być w wielkim mieście, tak zresztą jak moje, które trudno namówić do spędzenia lata na rodzinnej wsi. Odwiedziłem znajomego miejscowego zakrystianina, który niestety jest obłożnie chory. Była tam też jego córka z Mińska i wnuczka, która w kościele śpiewała po białorusku.

Przy okazji dowiedziałem się ciekawej rzeczy. Jego znajoma z mężem przeniosła się z jakichś powodów do Rosji i tam dostali dom. Wokół niego posadzili kwiaty i różne warzywa, co spotkało się ze zdziwieniem rosyjskich sąsiadek, przed których domami nic takiego nie rosło. Rosjanki więc powiedziały swym mężom, czego wy nam nie pomagacie mieć takich ogrodów. Mężczyźni zmówili się i poszli do swych nowo przybyłych sąsiadów i zakazali im uprawiać ogród. Wiele lat temu słyszałem trochę podobną historię. Przyjezdna Rosjanka po zabiciu świniaka wykopała dół, by wrzucić tam wnętrzności, to zadziwiło białoruskie sąsiadki, które zapytały, co ona chce robić. Rosjanka dopiero od nich się dowiedziała, jak te wnętrzności na Białorusi się wykorzystuje.


Konsekrowany szabesgoj

Chyba były prymas Polski, abp Henryk Muszyński, szuka medialnego blichtru i poklasku tych, którzy dziś świętują przywrócenie Wojciecha Lemańskiego do posługi kapłańskiej. Mam tu oczywiście na myśli tych, którzy wiarę katolicką mają głęboko w nosie, jeśli nie powiedzieć bardziej obrazowo w tylnej części ciała. J. Międlar: „Wojciech Lemański bez suspensy. Komu służy transfer bpa Grzegorza Rysia? Aktywny działacz polityczny, kłamca jedwabieński i aborcjonista Wojciech Lemański wraca do posługi kapłańskiej...”.

Ba, niejeden z nich twierdzi, że jadanie z katolami jest jak jedzenie z psem (por. Talmud, Tosapoth, Jebamoth 94b).

Muszyński, w latach 1984–1989 były TW SB, czyli zdradzał Kościół katolicki, a nawet mimo to przez resztę hierarchii nie tyko nie był za to karany, a nawet wysunięty na to prestiżowe stanowisko. W wywiadzie którego udzielił pismu „Przewodnik Katolicki”, w niewybrednych słowach wypowiedział się o Polsce i aktualnej władzy, równocześnie stając na straży interesu żydowskich polakożerców, zapomina albo nie chce wiedzieć, że nie Polacy teraz atakują Żydów, a odwrotnie, przy każdej okazji atakują nas. Antysemityzm występuje okazjonalnie, a antypolonizm nagminnie w mediach. Sytuację Polaków można przyrównać do sytuacji niedźwiedzia otoczonego watahą ujadających psów. Może przy okazji ktoś Jego Ekscelencję zapyta, dlaczego można karać za negowanie holokaustu, a nie wolno karać za oskarżanie Polaków o nagminne pomaganie Niemcom w holokauście.

Przy okazji przypomnę słowa śp. dr. Stanisława Dąbrowskiego z Buffalo, który gdy słyszał narzekania na to, co mieli Żydzi w Polsce, pytał: czy Żydzi są mądrzy, na ogół dostawał odpowiedź, że tak, są mądrzy, wtedy Staszek pytał, to dlaczego było 3.000.000 Żydów w Polsce, gdzie im było źle, a tylko 200.000 w Anglii, gdzie im było dobrze?


Dobre zagranie, ale może być lepsze

Prezydent Putin obiecał kibicom, co byli na mundialu, bezwizowy następny wjazd w tym roku do Rosji. Bym mu podpowiedział, by dał go też członkom rodzin tych, co na mundialu byli, to dopiero będzie z tej obietnicy sukces.


Cztery dni pracy

Firma w Nowej Zelandii wprowadziła na próbę czterodniowy dzień pracy i okazało się, że wydajność jej pracowników była co najmniej taka jak w czasie pięciu dni.
Czy nie wprowadzić tego na przykład w innych firmach?


Przyłapano

Ostatnio demokraci krytykują zawzięcie Trumpa za spotkanie w Helsinkach, mówiąc, że chce, by Rosja była silniejsza, ale okazało się, że właśnie to mówiła przednia kłamczucha Hillary kilka lat temu.


Uśmiech

Najdoskonalej upiększa twarz.

Aleksander Pruszyński

Opublikowano w Teksty
piątek, 20 lipiec 2018 10:55

Polska (29/2018)

pruszynskiPolska

Ktoś słusznie zauważył – polska nie jest już na kolanach, ale przed wszystkimi pełza!

        Piosenkarka Vera Grand:

        Każdy może coś komuś wybaczyć oprócz… sukcesu.


        Okolice Warszawy

        Można wiele powiedzieć o biurokracji, która niszczy polską gospodarkę, ale mimo wszystko nie jest tak źle, bo wokół stolicy mnożą się nie tylko wspaniałe rezydencje, co zupełnie przyzwoite wille, i może warto by zrobić książkę je pokazującą.

        Pytanie, jak by Polska wyglądała, gdyby jej kolejne władze nie niszczyły?

     

   Polakożerstwo

        Yad Vashem uważa, że antysemityzm jest naganny, a porównywanie go do antypolonizmu jest niesłuszne, bo antypolonizm to jest rzecz albo nieistniejąca, albo bez znaczenia.

        Żydzi myśleli, że Polacy deklarację ukryją i będą mogli kontynuować opluwanie nas, więc są zaskoczeni jej rozpowszechnianiem i już w „Jerusalem Post” zapowiedziano, że dzieci w Izraelu nadal będą uczone, że Polacy razem z nazistami mordowali Żydów.

        Zaś kiedy w szkołach polskich będą uczyli, jak żydowscy ubowcy mordowali Polaków?

      

  Ekshumacja w Jedwabnem

        – Z powodów historycznych i polityczno-wizerunkowych, także z punktu widzenia polskiej polityki historycznej, którą dziś prowadzimy, polska racja stanu polega na tym, by wznowić te ekshumacje, przy czym wynik oczywiście nie musi być dla nas, dla polskiej narracji pozytywny i z tym się też trzeba liczyć – mówi prof. Jan Żaryn, senator, historyk oraz wiceprezes IPN-u, ale czy może być gorzej, jak jest?

    

    Amnestia

        Lewak ks. Lemański został czasowo przywrócony do stanu kapłańskiego i będzie posługę sprawował w Łodzi. Pytanie, czy też znajdzie się amnestia dla Jacka Międlara?

    

    Kandydat

        Zawitał do Warszawy prof. M. Chodakiewicz i imć Somer wydał mu książkę. Było spotkanie w Domu Literatury i tam przedstawiał trzy opcje dla Polski:  sojusz z Rosją, Niemcami czy USA z ich Żydami, która wedle niego jest najlepsza ze... złych.

        Miesiąc temu chciałem, by pod jego „batutą” odbyło się w Warszawie spotkanie broniących dobrego imienia Polski. Choć to nie wymagałoby dwóch tygodni, a dwa dni, odmówił.

        Czy przypadkiem z poparciem jankesów nie stanie na wybory prezydenta PR i już wycisza swe wystąpienia przeciw Żydom, a przecież bez ostrego programu antyżydowskiego nie będzie w stanie wygrać liżącym żydowskie ty... Dudą i jego pisowskim zapleczem?

    

    Z Rosji

        141 rosyjskich dziennikarzy, którzy stracili życie za kadencji Władimira Putina i Dmitrija Miedwiediewa, to właśnie dziennikarze śledczy. Od momentu założenia w 1995 roku gazety „Nowyje Kolesa” dziennikarz Rudnikow należy do ekstraklasy w tej dziedzinie. Jego misją jest „oczyszczanie społeczeństwa ze skorumpowanych urzędników”.

  

      Antysemityzm

        Jest nim każde działanie, które Żydzi uznają za niekorzystne dla siebie i swoich interesów. Dziś ta pałka służy do zdawania śmierci cywilnej. Kiedyś było inaczej. Oskarżenie o antysemityzm kończyło się więzieniem, zsyłką i śmiercią. Nie wierzycie? A jednak.

      

  Hrabia Potocki

        W Polsce działa od kilku lat pan Jan Zbigniew podający się za hrabiego Potockiego. Mówi, że mu przekazał władzę prezydent imć Nowina-Sokolnicki, który przez absolutną większość emigracji był traktowany jako uzurpator.

        Na jego temat można znaleźć sporo w Internecie, jak też na temat hr. Potockiego, ale mam kilku znajomych, co go traktują poważnie.

        Obecnie odbywają się spotkania zwolenników pana hrabiego i na jednym w sobotę, 14 lipca, z ciekawości byłem, gdzie przyszło 36 osób, w tym parę spoza Warszawy.

        To, co mówił pan hrabia, miało sens i było opisaniem rzeczywistej tragicznej sytuacji w Polsce, ale powiedział trochę bzdur, jak to, że w Sejmie jest 90 procent Żydów, choć jest gorzej, bo właściwie tyle jest tam prożydowskich Polaków, czyli „szabesgojów”, a termin ten oznacza sługusów żydowskich.

        Pan hrabia nawołuje do zjednoczenia prawicy, ale czy może ona się zjednoczyć wokół, grzecznie mówiąc, nie bardzo poważnego kandydata? Oczywiście, jeśli hrabia stworzy ciekawy i sensowny program, wyda na przykład książkę o swej wizji Warszawy, to nawet nie wygrywając prezydentury Warszawy, może stać się poważniejszym kandydatem na przywództwo rodaków, a takiego przywódcy nam naprawdę brakuje.

        Najważniejszą i w pełni autentyczną i godną poparcia osobą na spotkaniu był profesor Kozłowski z Krakowa, który mówił o niesamowitych zasobach naturalnych Polski, które dają rękojmię dobrobytu rodakom, jeśli zostaną przyzwoicie dla dobra Kraju wykorzystane.

  

      Spotkanie

        Wychodząc z niedzielnej mszy, spotkałem pod kościołem w Warszawie cztery dziewczyny z walizkami i zapytałem, czy właśnie przyleciały na mszę, co się skończyła.

        Okazało się, że to szczęściary, które pojechały na rok do USA, gdzie uczęszczały do normalnych publicznych szkół i nie bardzo musiały się tam uczyć, bo poziom szkół słaby, i mieszkały w normalnych amerykańskich rodzinach. Jedne były za Trumpem, a inne nie.

        Konkurencja, by dostać się na taką „wycieczkę”, była ostra, z 2000 kandydatów pojechało tylko 30.

        Ciekawe, czy ktoś w Ministerstwie Oświaty pomyślał, by zrobić podobny program i ileś tam dzieci polskich zza Buga do Polski na rok sprowadzić?

       

 Spod Narwiku

        Przypadkiem zacząłem rozmawiać z panią siedzącą obok mnie w autobusie i dowiedziałem się, że jej 94-letni teść był pod Narwikiem.

        To zupełnie nadzwyczajny wypadek, by ktoś taki jeszcze żył, i mam nadzieję, że zadzwoni i dostanę jego adres i pojadę do Chorzowa go odwiedzić.

 

        Obawy Estonii

        Ponoć większość mieszkańców tego kraju obawia się najazdu Rosjan. Mym zdaniem, Putin może być podły, ale nie głupi. Choć kraj ten ma do 300 tysięcy Rosjan, niekoniecznie dobrze traktowanych, on nie jest mu tak potrzebny jak Krym. Kto panuje nad tym półwyspem, panuje nad Morzem Czarnym, a na Bałtyku Rosjanie mają doskonałą bazę w Królewcu, więc czy trzeba im nowego konfliktu?

  

      U swoich

        Imć Szewach Weiss na łamach tygodnika „Do rzeczy” opisywał ceremonię obrzezania wnuka wielkiego rabina Polski i dodał, że był tam wiceminister Sellin od kultury, który czuł się tam doskonale.

        Przypomniałem go sobie, jak dwa lata temu ten półpanek zaatakował mnie w Kielcach na konferencji, twierdząc, że to karygodne próbować wręczać Jaśnie Wielmożnemu Jarosławowi i prezydentowi list.

        No cóż się dziwić strzelistym czynom ministerstwa od kultury, jak ma takiego przyjaciela Żydów na swym czubku.

Aleksander Pruszyński

Opublikowano w Teksty
piątek, 20 lipiec 2018 10:52

Skarżypytstwo

ligezaSwoją drogą, czy powinniśmy zarzucać Ukraińcom, że budują tożsamość narodową tak, jak zdaje im się, że ją budują? To znaczy na zbrodniczej ideologii banderyzmu, to jest na nienawiści?

Kochać swoich wrogów to przywilej ludzi świętych, a nie grzesznych katolików en masse. To po pierwsze.

        Po drugie, można kochać ludzi, nienawidząc tego, co czynią wspierając zło. Po trzecie wreszcie, pogarda dla nikczemności nie wydaje się nieuzasadniona. Bo jeśli byłaby taka, to czemu?

        Ludzie usiłujący zajrzeć w kulisy na kilkanaście miesięcy przed wrześniem 2001 i atakiem na USA, ostrzegali: „Oni tutaj są, a my nie wiemy, z czym walczymy” („Oni” to był Mohamed el-Amir Awad el-Sayed Atta i jego żołdacy). Parę miesięcy przed zniszczeniem wież World Trade Center, Amerykanie nie wiedzieli, z czym walczą coraz bardziej. Ale proszę bardzo: minęły niemal dwie dekady i historia dostaje czkawki: współczesna Polska dzień po dniu coraz bardziej nie wie, co z nią wyprawia postęp z nowoczesnością, przebrane w kubraczki „Dobrej zmiany”. Zmiany czego, że tak nachalnie a tradycyjnie już zapytam, na co? Dla przykładu: można się oburzać, że dla Ukraińców nie istnieje dziś kwestia ludobójstwa na Wołyniu. Niemniej oburzenie znacząco zmaleje, gdy tylko uświadomić sobie, dla ilu Polaków istnieje dziś kwestia konsekwencji po traktacie ryskim. Żeby nie było niedomówień: konsekwencji sowieckiego ludobójstwa. Na Polakach.

        Swoją drogą, czy powinniśmy zarzucać Ukraińcom, że budują tożsamość narodową tak, jak zdaje im się, że ją budują? To znaczy na zbrodniczej ideologii banderyzmu, to jest na nienawiści? Z czego bierze się moja wątpliwość? Z tego, że w roku 1989 przekonano nas, by odbudowywać tożsamość narodową w oparciu o przebaczenie. Żeby „łączyć Polaków”, a nie dzielić, choć 1989 rok to powinna być właśnie cezura, oddzielająca przyzwoitość od zaprzaństwa, a Polaków prawdziwych od ludzi obcych i połamanych, to jest od sowieciarzy czy to z pochodzenia, czy to z charakteru. Po stokroć warto dziś pytać, gdzie ona dzisiaj jest, ta nasza tożsamość? Urosła cośkolwiek?

        Niespecjalnie, pewnie dlatego widzę ją w działaniach „Dobrej zmiany” i prezydenta Rzeczypospolitej wyłącznie przy pomocy lupy. Czy tam przy pomocy lornetki. Czy innego urządzenia optycznego. Z początku sądziłem, że to tylko wiek i wzrok coraz słabszy, ale to niekoniecznie o jakość wzroku chodzi, czy tam o wiek, skoro tak wyraźnie dostrzegłem tożsamość tę, urośniętą że hej, i troskę o nią pana prezydenta Rzeczypospolitej, przy okazji Marszu Żywych, upamiętniającego ofiary holokaustu. Stała sobie ta nasza tożsamość w drugim rzędzie, zaraz za plecami ambasador Azari i prezydenta Riwlina.

        Jeszcze raz: w takim razie może to nie jest dobry sposób na budowanie tożsamości, skoro nie sprawdza się nic a nic, mimo upływu dziesięcioleci? Przynajmniej spróbujmy samych siebie skonfrontować z tą wątpliwością. Tymczasem Jarosław Kaczyński o „wspólnej” deklaracji premierów Polski i Izraela mówi, że: „(...) w deklaracji nie ma mowy o sprawach związanych ze zwrotem mienia. Deklaracja nie dotyka tego tematu. I to również jest dla nas korzystne”.

        Nie napiszę, że przeżyłem szok, przeczytawszy powyższe, ponieważ ostatnio przeżywam ich tyle, że zdaniem pewnego kardiologa, każdy dodatkowy może być tym najważniejszym w moim życiu. Tak, że ten, tego. Nie będę pomelizował z lekarzem, czy tam polemizował, i powiem tyle: w domu wisielca też nie rozmawia się o sznurze, mimo to nie sądzę, by ktokolwiek z dotkniętych tragedią odważył się zająć stanowiska tożsame ze stanowiskiem prezesa PiS. Jeśli nie rozmawiam ze swoją Szanowną Właścicielką o kształtach damskich, ponętnych, acz nienależących do rodziny, to nie znaczy, że ponętne kształty damskie do rodziny nienależące, nie istnieją. Rozumiem: jest polityka, jest kształtowanie przestrzeni wspólnej i są rzeczy, zbyt ogromne dla misiowych rozumków Polaków, które jedną dziurką wciąga jedynie nasz ukochany i niezastąpiony prezes, ale bez przesady, bez przesady.

        Przesadził też Czarzasty Włodzimierz (Czarzasty to ów człowiek nadwiślański, o którym nie wiadomo, czy to, co mówi, mówi sam, czy też to jego swetry przez niego przemawiają. Więc). Więc, od czasów, gdy żółty sweter, czy tam czerwony, skomentował niegdysiejszą kondycję powyborczą Sojuszu Lewicy Demokratycznej słowami o „robocie dla każdego” (precyzyjnie rzecz ujmując, Czarzasty rzekł, cytuję: „Jesteśmy w tak głębokiej dupie, że dla każdego robota się znajdzie”); Czarzasty więc, czy tam Czarzastego sweter, całkiem niedawno, zauważył, że gdyby w Polsce było normalnie, to nie trzeba byłoby apelować do różnych ludzi za granicą. Coś w ten krzaczek powiedział w każdym razie. Czy tam w ten deseń. Zasadne pytanie brzmi: czyżby Czarzasty nie rozumiał, że tego rodzaju indukowany nacisk oznacza ingerencję niezgodną z wolą narodu, wyrażoną w wyborach? Ależ nie takie rzeczy ogarniają marynarki Czarzastego. Czy krawaty. Czy tam Czarzastego swetry. A więc? A więc stara lewica kły wyostrza.

        I nawet jeśli to tylko kły protezowane, to i tak wieloletnie, pookrągłostołowe zaniechanie Polaków (czyli nigdy niezrealizowane „wszyscy won!”) może teraz wszystkich nas drogo kosztować. Bardzo, bardzo drogo. Im dalej w las, tym drożej. Można nawet odnieść wrażenie, że na pierwszy z szeregu sprawdzianów – wybory samorządowe – swetry Czarzastego czekają z niecierpliwością, aż śliniąc się z ukontentowania. Ergo: nie jest dobrze, ale rzecz w tym, że będzie jeszcze bardziej.

Krzysztof Ligęza
Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Opublikowano w Teksty
piątek, 13 lipiec 2018 09:54

Kastrowanie symboli

ligeza„Dobrze jest, psia krew, a kto powie, że nie, tego w mordę”. To nie ja mówię, to niejaki Witkacy powiedział. Konkretnie, Stanisław Ignacy Witkiewicz, herbu Nieczuja. Ja już w mordę nie biłbym, nie te lata. Więc.

        Więc przeanalizujmy okoliczności, że tak nachalnie zawołam. Po pierwsze, było weto prezydenckie do ustawy degradacyjnej – zatem dobrze jest, chociaż sukces jakby trochę umiarkowany. Po drugie, była nowela ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, przeprowadzona najsprawniej w świecie i podpisana dzięki postępowi technicznemu, to jest metodą uwierzytelnionego podpisu elektronicznego – czyli jest jeszcze dobrzej niż dobrze, choć i tu sukces zgodny prędzej z interesem Izraela niż Polski. Ale przyjaciele to przyjaciele, ich sukces czy nasz sukces, nie warto się naczmuchiwać. Dalej mieliśmy obchody rocznicy Rzezi Wołyńskiej – to był sukces kolejny, najokazalszy z dotychczasowych. Co prawda zwieńczony w polu tuż przed żniwami, za to jakże okazałym wieńcem.

        Podsumowując: jeden sukces goni za drugim, lada dzień ten pierwszy tego ostatniego sukcesa ugryzie w ogon. Czy tam połknie, boć w końcu coś pójdzie źle, nie ma to, tamto, i nie będzie, prawda, dobrego wyjścia z sytuacji rozwijającej się mocno dynamicznie.

        Otóż – i to refleksja całkiem serio – doceniłbym postawę wizerunkową naszego pana prezydenta, czy tam nawet prezydenta, naszego pana, gdyby nie działania Jego Prezydenckiej Wspaniałości związane z realpolityk. Zresztą postawy wizerunkowej „Dobrej zmiany” hurtem również docenić nie umiem, a to z tej samej przyczyny. Precyzując: nowelizacja ustawy o IPN udowodniła ludziom myślącym rozsądnie, to samo, co zawetowanie ustawy degradacyjnej i obchody rocznicy zbrodni wołyńskiej. Mianowicie to pierwsze pokazało „Dobrą zmianę” bez slipów (i bez walorów pod), a to drugie obnażyło wątpliwe walory „Dobrej zmiany” (i brak slipów nad). Mowa o walorach intelektualnych, a jakże. Stąd pytanie: czy Polacy wiedzą, co podobno ich rząd zrobił z ich godnością na przestrzeni ostatniego półrocza? Odpowiedź brzmi: a skąd mieliby to wiedzieć? Z TVPinfo? Jasne, że nie wiedzą. Gdyby wiedzieli, ten rząd upadłby w tydzień. Góra w dwa.

        Państwo – proszę wybaczyć to podkreślenie – bez gaci, do tego bez walorów pod, to żadne państwo, to jakieś szyderstwo z pojęcia państwowości, szyderstwo mnie osobiście dość mocno irytujące. Oto Niepodległa Polska nie wie, ilu jej obywateli zamordowano na Wołyniu. Może osiemdziesiąt tysięcy, może sto, może nawet tysięcy sto pięćdziesiąt. Rozumiem: rok po odzyskaniu niepodległości Polska tego nie wiedziała. Dwa lata po nie wiedziała, pięć lat, dziesięć... Ale trzydzieści lat po odzyskaniu niepodległości?

        Dobra zmiana? Czego na co? Bo dwa i pół roku jej działań daje się zweryfikować, na przykład tak: od frontu msza w łuckiej katedrze, od zaplecza kastracja ustawy degradacyjnej i noweli o IPN plus przyznanie prymatu ekonomii. Choć za możliwość pracy w Polsce dla Ukraińców, Ukraina zgodziłaby się na wiele. Czemu nie próbowano naciskać, czy inaczej, bo pewności, że nie naciskano, nie mam: czemu naciskano nieskutecznie?

        „W polityce, zbiorowej pamięci, liczą się symbole...” – słyszę. Zgoda, również symbole się liczą. Ale te, które ostatnio mamy wątpliwą przyjemność obserwować, to są akurat symbole ułomne. Co nam po symbolicznej „Ciszy” odegranej nad symbolicznym łanem zboża, skoro w praktyce mamy do czynienia ze wspieraniem ukraińskiej gospodarki bez skuteczności w kwestii poszukiwań wołyńskich dołów śmierci? Możliwy wniosek: „Dobra zmiana” wybiera podtrzymywanie ukraińskiej gospodarki zamiast właściwego czczenia Ofiar? Niebywałe, a jednak.

        Zaprawdę powiadam nam, i zobaczmy to, nim medialni treserzy pamięć Polaków zagdaczą na śmierć, zaprawdę powiadam nam, prezydent Andrzej Duda składał wieniec Ofiarom rzezi na Wołyniu w dziurawych skarpetkach, a teraz cała potęga prezydenckiego pijaru skupia się na tym, by naród w skupieniu wysłuchał, wytrąbionej w skupieniu „Ciszy”, a nie zajmował się szukaniem dziur w całym. To znaczy w całym skarpecie prezydenckim. Czy co jeszcze gorsze – w obu prezydenckich skarpetach. Wołyń pamiętamy? Bzdura. Wykluczenie konsekwencji w postaci odnalezienia dołów śmierci i godnego pochowania szczątków naszych bliskich, de facto bezcześci pamięć Ofiar. To nie jest żadna pamięć, to są sztuczki pijarowskie w procesie zagospodarowywania emocji, a mówię przez to, że symbole wykastrowane ze skutków praktycznych – łżą. W najlepszym razie fałszują i zacierają, to znaczy tak czy inaczej szkodzą.

        I jeszcze dopowiedzmy co najważniejsze: „Czas, który leczy rany, zabliźni także i te straszne rany, które pozostały w wielu sercach” – słyszymy. Nieprawda. Jeśli nie zmusimy Ukraińców do współpracy i nie pogrzebiemy Ofiar, zamordowani wstaną z dołów, do których wepchnięto ich zmasakrowane ciała, i wyjdą na świat, by podrzynać gardła swoim oprawcom. W uzasadnionym odwecie. Nam natomiast, a na odwet również zasługujemy, naplują przy okazji tych peregrynacji w twarze. Aksjologia bowiem zawsze upomina się o swoje, a przyzwoitość splunięcia w nas wymaga. Splunięcia co najmniej. Gdzie poniewierają się szczątki naszych bliskich, zakończę pytaniem, i dlaczego nie szukamy ich, nie układamy Ich w grobach, choć to nasza powinność, nie czyjakolwiek? Święta powinność.

***

        Sądzę, że – w bardzo wielu kwestiach – w postawach rządu „Dobrej zmiany” możemy zasadnie dopatrywać się mrocznego rysu metafizycznego. Myślę w tym miejscu o następstwach grzechu pierworodnego, popełnionego traktatem ryskim (1920). Zginęły wówczas miliony Polaków, a Polska też nie chciała o Nich pamiętać. Ale o tym już przy innej okazji.

Krzysztof Ligęza
Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Opublikowano w Teksty
piątek, 13 lipiec 2018 09:51

Wreszcie

pruszynskiWreszcie

“Naczelnik narodu”, czyli przemądry kaczor, udzielił wywiadu „Gazecie Polskiej”, gdzie mówi, że trzeba zacząć walczyć z antypolonizmem, choć to jest nie grzeczne „anty”, a czyste polakożerstwo.

        Twierdzi imć Jarosław, że nie wie, odkąd trwa, to mu podpowiem – od stu lat.

        Teraz może ten „półpanek” poleci MSZ-etowi nie pić z Żydami brudzia, a pokazywać, gdzie trzeba, drzwi, zaczynając od ambasadorki Izraela w Warszawie.


        Co ich zadowoli?

        Śp. generał szwedzki van Horn nadzorujący z ramienia ONZ pokój na Bliskim Wschodzie dał swemu następcy jedną radę: Nie rób Żydom uprzejmości, nigdy ich nie zadowolisz, a tylko będą oczekiwali następnych ustępstw.

        Instytut Yad Vashem w ostatni czwartek ostro skrytykował deklarację premierów Polski i Izraela. W jego ocenie, „historyczne twierdzenia, we wspólnym oświadczeniu zaprezentowane jako niezaprzeczalne fakty, zawierają poważne błędy i przekłamania”, ponadto deklaracja „zawiera bardzo problematyczne sformułowania, które są niezgodne z obecną i obowiązującą wiedzą historyczną w tej dziedzinie”.

        Oczywiście nie wliczają w to braku wspomnienia o Holokauście Polaków, żydowskich szmalcownikach i żydowskich przestępcach mordujących Polaków.

  

      Spóźniony knot

        Istniejący od 2002 r. Instytut Pamięci Narodowej zdobył się na pokazanie 13 tablic poświęconych Radzie Pomocy Żydom, która ratowała Żydów w latach 1942–1944.

        Pierwsze pytanie, czemu dopiero teraz?

        Drugie, dlaczego tablice są umieszczone w podłym miejscu, na sztachetach płotu Ministerstwa Sprawiedliwości w Alejach Ujazdowskich, przy wylocie Koszykowej, gdzie mało kto chodzi. Dużo lepiej by było na Krakowskim Przedmieściu, przed budynkiem Wspólnoty Polskiej, gdzie są stale jakieś ekspozycje, ale jeśli nie tam, to na płocie parku Łazienki koło Belwederu.

        Wreszcie sama treść. Żegota pomagała ratować około 50.000 Żydów, ale ratowanych bez jej pomocy było może nawet cztery razy więcej. Dobrze byłoby pokazać zdjęcie dwóch zakonnic karmiących dzieci, ale warto byłoby też podać liczbę 388, to liczba domów zakonnych, gdzie przechowywano Żydów. Pokazano zdjęcie rodziny Ulmów, ale nie dodano, że takich rodzin było ponad 1000. Oczywiście przy odsłonięciu tych tablic można było zrobić wielką galę, ale czy zrobiono? Można by jeszcze wiele dodać, ale ja dodam, że w ten weekend zapytałem siedmiu starszych osób i pięć z nich twierdziło, że rodzice czy krewni ratowali Żydów, ale nikt z nich nie dostał medalu.

  

      Głupota

        To robienie kilka razy tego samego, licząc na inne… wyniki.

    

    Czemu?

        Czy ktoś z czytelników zastanawiał się, dlaczego pani Szydło straciła premierostwo?

        Mym zdaniem, tylko z dwóch powodów. Przeciwstawiała się przyjmowaniu „uchodźców” oraz miała syna księdza, a te dwie rzeczy dyskwalifikowały ją w oczach lewactwa światowego, czyli „qurewicy”.

       

 Weekend czy wieczory

        Gdy mieszkałem na stałe w Toronto, ubóstwiałem jeździć rowerem na Harbourfront, odpoczywać, patrząc na jezioro. Inna opcja to pojechać rowerem na przystań najbardziej wysuniętą nad brzegiem jeziora na zachód, przejechać rowerem wyspę i dotrzeć do jej wschodniego końca i stamtąd wrócić promem do miasta.

        Teraz, jak jestem w Warszawie, rowerem jeżdżę po Polach Mokotowskich. Jak jest się gościem, można prawie co krok wynająć rower, a koło tego parku w al. Niepodległości, przy rogu Batorego, i nim szusować po dróżkach w tym parku.

        Jeśli się chce tylko zjeść kolację, to można pojechać autobusem 175 spod Marriotta na aleję Żwirki i Wigury do Korotyńskiego i tam w parku jest przyjemna restauracja.

        Gdy się spaceruje po Starym Mieście, to polecam restaurację Literacką na rogu placu Zamkowego. Jedzenie przednie, a z „ogródka” można oglądać, co się dzieje na tym placu.

        Wejście do muzeów coraz droższe, ale raz w tygodniu każde można zwiedzać za darmo. Wystarczy popatrzeć w Internecie, które którego dnia są za darmo.

    

    Co to oznacza

        Ugięcie się przed Żydami spowoduje, że z kilkuset tysięcy domów komunalnych zostaną wyrzuceni mieszkający tam od lat ludzie albo będą musieli płacić Żydom horrendalne czynsze.

       
        Akt Konfederacji Gietrzwałdzkiej

        Jej część przyjęta w Warszawie i Gietrzwałdzie  27 i 30 czerwca A.D. 2018,

        I. My, niżej podpisani, deklarujący przynależność do Narodu Polskiego Cywilizacji Łacińskiej* – przywiązani do wolności i poczuwający się do obowiązków wynikających z przyjęcia katolickich zasad leżących u podstaw tej cywilizacji – niniejszym zgodnie wyrażamy szczerą wolę poddania naszego życia prywatnego i publicznego panowaniu Chrystusa Króla Polski oraz opiece Jego Najświętszej Matki, Królowej Korony Polskiej**.

        Przy czym Ich władzę nad sobą pojmujemy całkowicie realnie, bynajmniej nie tylko symbolicznie.

        Upominamy się zatem o respektowanie Ich Najwyższego Majestatu, ostatecznego autorytetu i pełni praw do władania nami – praw, które poza naturalnym porządkiem stworzenia wynikają również z aktów dokonywanych przez naszych przodków (we Lwowie A.D. 1656, na Jasnej Górze A.D. 1956) i z naszym własnym udziałem (w Łagiewnikach A.D. 2016).

        Z tej racji i tej tradycji wypływa dla nas kategoryczny imperatyw obrony Wiary i ziemi ojców, kultury i dziedzictwa narodowego, bezpieczeństwa rodziny i życia; imperatyw obrony danej od Boga wolności działania i naturalnego porządku rzeczy, praw własności i zasad sprawiedliwości, wewnętrznego ładu i niepodległości państwa.

        Tymczasem we wszystkich tych fundamentalnych kwestiach konstytucyjne procedury ustrojowe demokratycznej republiki nakładają na nas realną, nie tylko moralną, ale polityczną i finansową odpowiedzialność za złe praktyki, których żadną miarą aprobować nie możemy. Bo nam po prostu nie wolno – jako wiernym poddanym Wyżej Wymienionych, Najświętszych Osób, naszych rzeczywistych Monarchów.

        Boleję, nie wiem, kto tam był i czy naprawdę dość dużo osób zawiadomiono w porę o tej imprezie, w tym mnie.

  

      Złote myśli

        Jak inaczej ocenić słowa Gersdorf, byłej sędzi Sądu Najwyższego, która powiedziała, że za 10 tysięcy to można żyć godnie tylko na prowincji? Dama inaczej przelicytowała w tym nawet Bieńkowską, która kilka lat wcześniej tłumaczyła, że za mniej niż 6 tysięcy nie opłaca się pracować. Zresztą tak samo uważał Mateusz Kijowski, który jednak oceniał swoje potrzeby na 8 tysięcy. Tyle że on nie mógł znaleźć takiej pracy i siostra Pawłowskiej zorganizowała na niego zrzutkę. Dodam, że średnia płaca miesięczna wynosi  4200 zł, czyli ponad połowa Polaków żyje niegodnie.

Aleksander Pruszyński

Opublikowano w Teksty