Goniec

Register Login

piątek, 03 sierpień 2018 18:27

Łykacze

ligezaNajpierw przeczytałem, że dobry znajomy Węglarczyka Bartosza, zbiera pieniądze na film dokumentalny poświęcony “Dobrej zmianie”, i że warto reżysera wesprzeć, bo film “pójdzie w świat”.

Mało tego. Dowiedziałem się odeń, to jest od Węglarczyka, że warto portfele wybebeszać, czy tam z konta parę złotych dla pana reżysera wybencalować, bo – to wciąż zdanie wzmiankowanego Węglarczyka – film jest “stuprocentowo obiektywny”, co czyni przedsięwzięcie “fajnym projektem”. Aż dziw bierze, czy mówiąc inaczej: nawet ze świecą nie znajdziesz, gościa, który tak dobrze jak Węglarczyk udawałby idiotę, odwołując się zarazem do terminów pierzastych w rodzaju “obiektywizmu”. Ewidentnie nie na darmo pan Bartosz dziennikarzył w organie Michnika Adama lat ponad dwadzieścia. Stara, dobra szkoła medialnej manipulacji.
Węglarczyka–michnikoidę wspominam, albowiem w chwilę potem od Krzysztofa Bosaka dowiedziałem się, że Twitter zatrudnił “naukowców”, mających “określić reguły zdrowej dyskusji” na tejże platformie. Mało tego. Owi “naukowcy” zobowiązani zostaną do odłożenia na bok własnych poglądów na to czy owo, dzięki czemu uda się im “stworzyć naukowe narzędzia eliminowania nietolerancji, mowy nienawiści, rasizmu i ksenofobii”. Nie ma gadania: “obiektywizm” zachwalany przez Węglarczyka oraz “naukowe narzędzia eliminowania nietolerancji, mowy nienawiści, rasizmu i ksenofobii”, władców Twittera, uzupełniają się idealnie. Więc.

Więc do kompletu mamy jeszcze tak zwaną “działalność polityczną” versus “działalność niepolityczną”. Oto pułkownik Arnaud Beltrame, to jest człowiek, który pod koniec marca w miejscowości Trebes oddał życie za zakładniczkę przetrzymywaną przez terrorystów, ma ulice swojego imienia w kilkudziesięciu miastach, jak Francja długa, szeroka i skonfundowana jego bohaterskim czynem. Ale nie mogło być tak, by w laickiej republice nie pojawił się w końcu poważny zgrzyt. Wpierw pseudo-dziennikarska, lewicowa hołota, usiłowała wmówić opinii publicznej, że rodzina śp. pułkownika nie chce, aby był on upamiętniany w gminach zarządzanych przez samorządowców z Frontu Narodowego (co okazało się nieprawdą), a następnie brat poległego skomentował kłamstwa lewaków następującymi słowami: “Jego czyn nie był polityczny, a hołd, który mu się zwraca, też nie powinien być takim”.

Sądząc po wymowie cytatu, społeczeństwa Europy Zachodniej nie mają już, najprawdopodobniej, najmniejszych szans na dotarcie do rozumności i właściwe ogarnięcie rzeczywistości. Jest na to za późno, bo polityczna poprawność zabiła im wszystkim intelekt. Na śmierć. To doprawdy zatrważające, tak oślepnąć na oczywistości. Co w tym konkretnym wypadku oznacza: nie dostrzegać i nie rozumieć, że jakakolwiek i czyjakolwiek działalność w przestrzeni publicznej, zmieniająca bądź mogąca zmienić relacje wewnątrz wspólnoty oraz stosunek członków wspólnoty do bliźnich czy ich postrzeganie świata, jest działalnością polityczną z samej definicji.

I ten sam wątek z naszego rodzimego podwórka. Aktor Łukaszewicz Olgierd: “Piłsudski był za silną Polską, znał języki. Kaczyński nie tylko nie zna języków, ale jego polityka prowadzi do osamotnienia i osłabienia Polski”. Dołożył chłop do pieca, że siwy dym. Te chłopy tak mają. Jarosław Kaczyński paraduje z gołą głową: “Patrzcie, chodzi bez czapki!”. Jarosław Kaczyński czapkę założył: “Czemu nie w berecie?”. Jarosław Kaczyński w berecie: “Gdzie antenka?”. Nie dogodzisz.

Brakuje zarzutu, że gdy Kaczyński spaceruje po sztormowych falach Bałtyku, to wiadomo, że pływać nie potrafi.

Albo weźmy to: “Kolejnym krokiem PiS będzie unieważnianie i zmienianie wszystkiego, co nie po myśli prezesa. Jedynym kryterium będzie widzimisię Kaczyńskiego. To już nie jest zwyczajny kaczyzm. To zwyczajne bezprawie”. To z kolei Hartman Jan, osobiście przy robocie, czyli lewicowy standard w pełnej krasie: wymyślić zadrę, dajmy na to “widzimisię Kaczyńskiego”, a następnie heroicznie lżyć wymyślone. Jakby to ująć: są ludzie mądrzy, nie posiadający matury, i są doktorzy praw, czy tam profesorowie, którym do przyzwoitości dalej niż dokądkolwiek i którzy nigdy nie nauczyli się myśleć właściwie. I nie zamierzają.

Olgierd Łukaszewicz raz jeszcze.

– Nie wykracza pan poza rolę aktora? – pyta wywiadowca.

– Pan chce mnie wpisać w rolę homo politicusa którym nie jestem i nie chcę być – odpowiada Łukaszewicz. Przebrała się miara w państwie. Dzisiaj jesteśmy jeszcze narodem wolnym, ale coraz mniej demokratycznym. Liczę na to, że Polacy się ockną i nie zostaniemy samotną wyspą. Chciałbym ruchem społecznym wymusić na rządzących prounijną postawę, żeby czuli się odpowiedzialni nie tylko za swoich wyborców, ale również za przyszłe pokolenia Polaków.

– Nie upolitycznia pan ZASP?

– Wzniecanie odpowiedzialności za UE pośród obywateli nie jest polityką. Polityka to jest dążenie do władzy.

Rzeczywiście. Kropli polityki nie ma w deklaracjach Łukaszewicza. No skąd. Daj mu Boże zdrowie, skoro nieszczęśnikowi poskąpiłeś mądrości. Bo przecież w tych deklaracjach nie ma kropli rozumienia, czym polityka jest naprawdę. Dlatego casus Łukaszewicza podsumowałbym krótko: takie mamy elity, jakie nam wytresowano do łykania karmy medialnej. Zostawmy ich więc samym sobie. Niech łykają, co tam sobie chcą, do woli. Byle z daleka od nas i naszych dzieci.

Krzysztof Ligęza
Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Opublikowano w Teksty
piątek, 03 sierpień 2018 18:13

W Grodnie (31/2018)

pruszynskiW Grodnie

Doszła do mnie wieść, że niekochana przez mnie imć Angelika Borys, obecna prezesa nieuznawanego przez Łukaszenkę Związku Polaków organizuje fetę by uczcić 30-lecie powstania Związku Polaków Białorusi w Grodnie więc wybrałem się tam.

Wziąłem mikroautobus za równowartość 26 złotych. Okazuje się, że władze teraz przebudowują dotychczasową drogę w autostradę nie gorszą niż w Kanadzie, a na poboczach zauważyłem ludzi koszących trawę nie kosami, a nowoczesnymi spalinowymi kosiarkami.

Zatrzymałem się, jak poprzednio, w niedawno odremontowanym mikro hotelu na dworcu, gdzie nocleg w dwu łóżkowym pokoju kosztował równowartość 72 złotych, podczas gdy w przyzwoitym hotelu w centrum na placu Sowieckim, dawniej Batorego, 4 razy drożej.

W centrum, gdzie w czasach sowieckich zniszczono w dwa wspaniałe kościoły, na miejscu jednego pobudowano dość atrakcyjny teatr, a drugi wysadzono w powietrze i tylko są ślady jego podmurówki.

Ponadto odmalowano i odremontowano wiele kamienic z końca XIX wieku, a w większości z nich widać nowoczesne plastykowe okna. Jest zamek Batorego na skarpie nad Niemnem, na którym teraz nie pływają statki, jak było za polskich czasów i pokazują się turyści z Polski jadący dalej do Nowogródka, Nieświeża i Mińska. Tym zwracałem uwagę na fakt, że w stolicy jest Białorusi jest aż 10 cmentarzy ofiar KGB z lat 1921- 1941, z czego tylko dwa są jako tako oznaczone.
Oczywiście byłoby turystów kilkakrotnie więcej gdyby można było bez wizy lub innych utrudnień jechać tranzytem przez Grodno do Druskiennik i Wilna. To dałoby 4 miliony dolarów rocznie, ale na mój wniosek dwa lata temu Minister Sportu i Turystyki nawet nie odpowiedział.

Grodno żyje nie tylko z kilku dużych fabryk jak fabryka wałów korbowych czy huta szkła produkująca szkła okienne, butelki i cegły szklane, ale z bliskości z Polską.

Dawniej przez miasto, gdzie jest niedawno odnowiony, a postawiony w sowieckich czasach dworzec jeździło 6 par pociągów do Wilna i dalej do Petersburga, a teraz jedzie tylko jeden pociąg do Warszawy i jeden przez Mińsk do Moskwy.

Ludzie masowo przywożą co tylko jest tańsze w Polsce, ale praktycznie nic poza paliwem i papierosami nie wożą z Białorusi, a jak tu byłem pierwszy czy drugi raz w 1990 roku to wożono bardzo wiele rzeczy i to wyrobów przemysłowych, jak np wiertarki, które z polskiego rynku wyparły niemieckie.

Odwiedziłem rynek, moc szmatek z Chiny a na części z owocami i jarzynami wielki wybór. Kiedy byłem tu za sowieckich czasów niecałe 50 lat temu można było tylko kupić kapustę, marchew i kartofle.

Zjawiłem się na półgodziny przed kościołem bernardynów, gdzie miała być Msza św.. Byłem ubrany w biały lniany garnitur, czym wyróżniałem się na tle licznych „notabli” przybyłych z opóźnieniem z Marszałkiem.

Było tam już z dwieście osób i naturalnie Angelika, a korespondent Gazety Wyborczej, Staszek Poczobut prawie na siłę zmusił mnie do przywitania się z nią.
Msza były koncelebrowana przez arcybiskupa grodzieńskiego Aleksandra Kaszkiewicza i biskupa z Białegostoku w asyście 11 księży.

Potem pojechaliśmy na cmentarz katolicki gdzie są symboliczne groby obrońców miasta z 1939 r., którzy po poddaniu się sowietom zostali wystrzelani.

Dalej ruszyliśmy do ośrodka bankietowego Karelicze pod Grodnem, gdzie była letnia rezydencja ministra gospodarki ostatniego króla Polski Tyzenhałsa.

Tam były liczne mowy, wymieniano liczne dusery czyli uprzejmości, a nie wspomniano o brakach np, nieobecności na tej imprezie bp Lechowicza, delagata Episkopatu do Polonii.

Oczywiście, nie wspomniano, że problemy z uznaniem pani Borys za zgodnie ze statutem wybraną przewodniczącą związku wiązały się z tchórzostwem MSZ. Gdy media Łukaszenki zaczęły ujadać na zastępcę ambasadora RP, to szybko go z Mińska odwołano i wykopano z MSZ. W dwa miesiące potem to samo spotkało radcę Bućkę, czyli dano znać, że MSZ jest przed Kołchoźnikiem na kolanach i on może robić co chce.

Co warto podkreślenia była tam też mile witana imć Romaszewska, szefowa TV Bielsatu, którą liczne środowiska kresowa oskarżają o lewactwo i antypolonizm, a jej stacja nie chciała podać informacji o zamówionej przeze mnie Mszy św. za tych, co 100 lat temu tworzyli Białoruską rade i 25 marca wydali deklaracje o niezależności kraju.

Po mowach i wręczaniu dyplomów licznym działaczom związku rozpoczęła się część artystyczna, a ulewa nie przeszkodziła młodym z Lidy pląsać Poloneza.

Potem był bankiet, na poziomie Grodna może OK, ale dla tych, co bywają na przyjęciach w Polsce bardzo mierny.

Najprzyjemniejszy był koniec, gdy dość liczna grupa zebranych zaczęła śpiewać patriotyczne piosenki.

Chciałem tam powiedzieć cokolwiek Marszałkowi Karczewskiemu, ale widziałem, że wywołałoby to skandal, więc poniższy tekst dałem mu jeszcze w katedrze. Oto on:

Panie Marszałku dostojni zebrani.

Mam 84 lata i 46 lat stażu w działalności wśród Polaków zarówno w Kanadzie, w USA i za Bugiem. Jestem też jedynym korespondentem prasy kanadyjskiej na Białorusi i autorem 5 książek po polsku. Ku utrapieniu władz białoruskich i polskich, dzięki emeryturze kanadyjskiej. Były dwa zamachy na me życie.
Od ponad trzech lat zabiegam o zwołanie zjazdu światowych Polaków. Ten postulat 4 razy przedstawiałem osobiście Prezydentowi Dudzie z zerowym skutkiem.

Czego się władze PiS boją? Przecież zasadą polskiego prawa było, nic o nas bez nas.

Pierwszym naszym postulatem powinna być nie tylko nowa ordynacja wyborcza do Sejmu w składzie tylko 350 posłów, z systemem mieszanym czyli, że poza jednomandatowymi okręgami wyborczymi powinno być co najmniej 50 mandatów rozdzielanych proporcjonalnie do ilości głosów, jakie poszczególne partie w wyborach dostały, ale jeszcze 12 mandatów dla Polaków z zagranicy.

Po jednym mandacie dla Polaków z Anglii. Belgii i Francji, Kanady, Litwy, Białorusi, Ukrainy, Danii i Szwecji oraz po dwa dla Polaków z USA i Niemiec.

Przypomnę Panu Marszałkowi, że we Francji. Grecji i Portugalii zamorscy rodacy mają przedstawiciele w parlamentach.

By moje dzieci z Białorusi poznały dobrze polski przez kilka lat po zakończeniu tu szkoły 1 czerwca na woziłem je do Polski. Tam posyłałem na 4 tygodnie do normalnej szkoły polskiej. Po jednym takim pobycie dzieci mówiły już po polsku, a starszy syn po kilku pobytach mógł pójść na polską uczelnię.

Uważam, że można byłoby taki system wprowadzić na szeroką skalę dla dzieci zza Buga.

Dobrze jest, że młodzież zza Buga jedzie do Polski na studia, ale praktycznie wszyscy po studiach tam zostają.

Czy nie trzeba wprowadzić stypendiów dla polskich dzieci zza Buga, by studiowały na miejscu, a jedynie organizować im polskie kursy letnie?

Oficjalna Polska popiera dzisiejsze władze Ukrainy, między innymi dała im 4 mld zł pożyczki, a co robiły dla Polaków te władze ?

Nawet nie chcą rozmawiać o zwrocie Kościołowi katolickiemu budynku kościoła św. Mikołaja w Kijowie, a wedle słów arb Mokrzyckiego zmiana władzy po 2014 r. nie wpłynęła na polepszenie ich stosunku do Polaków.

Dla Polaków w Niemczech jest ważne, by przywrócono im status mniejszości narodowej, jaki mieli do 1939 r. i by mieli swych przedstawicieli w parlamencie Niemiec.

Polscy podatnicy łożą moc pieniędzy na potrzeby białoruskiej i ukraińskiej mniejszości w Polsce ale czemu władze Polski nie wymagają do władz Białorusi i Ukrainy, by podobnie na polską mniejszość w swych krajach?

Dla rodaków na Zachodzie szkalowanie Polski jest sprawą bardzo bolesną, bo oni ją odczuwają na własnej skórze odczuwają. Niestety obrona Polski przed atakami ze strony Żydów nie znajduje odporu ze strony władz, a MSZ robi mniej niż mało w tym zakresie.

Sam wydałem po angielsku książkę śp Szymona Datnera, byłego dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego pt. „Polish Heroes” mówiącą, jak narażając się na śmierć, Polacy ratowali Żydów. Bezskuteczne zwracałem się 4 razy, tak dosłownie 4 razy, by MSZ tę książkę promował w USA.

Osobno tę książkę dałem 3 razy konsulowi polskiemu w New Yorku i dwa razy konsulowi w Chicago też bez skutku.

Bezskutecznie już trzy lata temu apelowałem do IPN-, by wydał, nie wydawaną od 35 lat książkę o Żegocie czyli o Radzie Pomocy Żydom, więc ją wreszcie sam wydałem, ale Kancelaria Prezydenta Polski i Ministerstwo Kultury odmówiło mi 8 000 zł na tłumaczenie i na wydanie tej książki, gdy dało 100 000 000 zł na remont żydowskiego cmentarza w Warszawie.

Obie te książki przesłałem z 5 miesięcy temu Panu Marszałkowie, ale słowa podzięki dotąd nie dostałem.

Może mi Pan Marszałek wyjaśni czemu ja mogę, jako osoba prywatna wozić więcej polskiej prasy na Białoruś, niż w sumie wszyscy dyplomaci RP? Za PRL-u mówiono, że władze ówczesnej Polski były na kolanach przed Ruskimi, a dziś moc Polaków mówi, że władze Polski nie są na kolanach przed wszystkimi, w tym Żydami, ale przed wszystkimi obcymi pełzają.

Aleksander graf Pruszyński
Grodno 29 lipca 2018

Opublikowano w Teksty
piątek, 27 lipiec 2018 10:59

U siebie

pruszynskiU siebie

Bardzo długo byłem poza Białorusią, w tym dwa razy w USA, a ostatecznie skłoniła mnie do powrotu konieczność zapłacenia memu proboszczowi w Rohoźnicy za wiele mszy, które zamawiałem za zmarłych krewnych i przyjaciół.

Jak zwykle pojechałem do Białegostoku koleją, potem autobusem na skraj miasta, do wylotu drogi na Białoruś. Miałem szczęście, po 10 minutach zabrała mnie rodzina z Wołkowyska, ale na granicy mieli odebrać VAT, czyli podatek od zakupu, który przy wyjeździe z kraju zwracają, ale kolejka do jego odbioru były spora, więc przesiadłem się do samochodu białoruskiego Holendra, który z żoną i dziećmi jechał do Mińska na wakacje do rodziny. Był to dość typowy człowiek, informatyk pracujący w Hadze od 10 lat. Na granicy nie widziałem jednego samochodu z Polski, były jeszcze trzy samochody Rosji i same samochody z Białorusi, bo ceny większości towarów w Polsce są niższe, więc kto może, tam jedzie, nawet co tydzień, jak ta rodzina z Wołkowyska. Na przykład jeden rodak kupił w

Polsce kabinę do prysznica, w Mińsku kosztowałaby 500 dolarów, a w Polsce 160.

Białorusini z Holandii zostawili mnie potem na szosie za Wołkowyskiem i miałem szczęście, po 20 minutach zatrzymał się samochód z samej Rohoźnicy i dowiózł mnie pod dom znajomej rodziny. Dom ceglany postawiony przez kołchoz z 30 lat temu, teraz wyposażony wewnątrz w nowe, przywiezione z Polski drzwi i nowe meble. Nowa maszyna do prania i nowa kabina z prysznicem. Dwoje nastolatków na zmianę siedzi przed komputerem, oczywiście podłączonym do Internetu, z którego ja też mogłem skorzystać. Oboje rodzice pracują i mają dwa samochody, mąż w odległych o 30 km Mostach, a żona w kołchozie w nowoczesnej oborze, gdzie krowy dają po 6000 litrów mleka rocznie, co na tutejsze warunki jest wielkim osiągnięciem, choć w wielkiej oborze mego kuzyna pod Opolem dają o 2000 więcej. Ostatni kołchoz pobudował nowe domy dla swych członków, ale nie w środku wsi, gdzie wyburzono stare domy po zmarłych, ale na skraju wsi na dawnych żyznych polach.

Na wieczornej mszy było raptem siedem osób, bo była za kogoś niedawno zmarłego. Oprócz proboszcza, rodem z Gdańska, był pijar, brat zakonny, który na wakacje przyjechał do matki. Zresztą nasza parafia jest wyjątkowa, z niej oprócz wspomnianego pijara wyszło dwóch księży, jeden w Grodnie, a drugi koło Kaliningradu ma swą parafię. Wieś, jak prawie wszystkie na Białorusi, wymiera, w przedszkolu jest raptem 11 dzieci i 9 pracowników. Latem przyjeżdżają dzieci do dziadków zwykle nie starsze niż 17 lat, bo starsze wolą być w wielkim mieście, tak zresztą jak moje, które trudno namówić do spędzenia lata na rodzinnej wsi. Odwiedziłem znajomego miejscowego zakrystianina, który niestety jest obłożnie chory. Była tam też jego córka z Mińska i wnuczka, która w kościele śpiewała po białorusku.

Przy okazji dowiedziałem się ciekawej rzeczy. Jego znajoma z mężem przeniosła się z jakichś powodów do Rosji i tam dostali dom. Wokół niego posadzili kwiaty i różne warzywa, co spotkało się ze zdziwieniem rosyjskich sąsiadek, przed których domami nic takiego nie rosło. Rosjanki więc powiedziały swym mężom, czego wy nam nie pomagacie mieć takich ogrodów. Mężczyźni zmówili się i poszli do swych nowo przybyłych sąsiadów i zakazali im uprawiać ogród. Wiele lat temu słyszałem trochę podobną historię. Przyjezdna Rosjanka po zabiciu świniaka wykopała dół, by wrzucić tam wnętrzności, to zadziwiło białoruskie sąsiadki, które zapytały, co ona chce robić. Rosjanka dopiero od nich się dowiedziała, jak te wnętrzności na Białorusi się wykorzystuje.


Konsekrowany szabesgoj

Chyba były prymas Polski, abp Henryk Muszyński, szuka medialnego blichtru i poklasku tych, którzy dziś świętują przywrócenie Wojciecha Lemańskiego do posługi kapłańskiej. Mam tu oczywiście na myśli tych, którzy wiarę katolicką mają głęboko w nosie, jeśli nie powiedzieć bardziej obrazowo w tylnej części ciała. J. Międlar: „Wojciech Lemański bez suspensy. Komu służy transfer bpa Grzegorza Rysia? Aktywny działacz polityczny, kłamca jedwabieński i aborcjonista Wojciech Lemański wraca do posługi kapłańskiej...”.

Ba, niejeden z nich twierdzi, że jadanie z katolami jest jak jedzenie z psem (por. Talmud, Tosapoth, Jebamoth 94b).

Muszyński, w latach 1984–1989 były TW SB, czyli zdradzał Kościół katolicki, a nawet mimo to przez resztę hierarchii nie tyko nie był za to karany, a nawet wysunięty na to prestiżowe stanowisko. W wywiadzie którego udzielił pismu „Przewodnik Katolicki”, w niewybrednych słowach wypowiedział się o Polsce i aktualnej władzy, równocześnie stając na straży interesu żydowskich polakożerców, zapomina albo nie chce wiedzieć, że nie Polacy teraz atakują Żydów, a odwrotnie, przy każdej okazji atakują nas. Antysemityzm występuje okazjonalnie, a antypolonizm nagminnie w mediach. Sytuację Polaków można przyrównać do sytuacji niedźwiedzia otoczonego watahą ujadających psów. Może przy okazji ktoś Jego Ekscelencję zapyta, dlaczego można karać za negowanie holokaustu, a nie wolno karać za oskarżanie Polaków o nagminne pomaganie Niemcom w holokauście.

Przy okazji przypomnę słowa śp. dr. Stanisława Dąbrowskiego z Buffalo, który gdy słyszał narzekania na to, co mieli Żydzi w Polsce, pytał: czy Żydzi są mądrzy, na ogół dostawał odpowiedź, że tak, są mądrzy, wtedy Staszek pytał, to dlaczego było 3.000.000 Żydów w Polsce, gdzie im było źle, a tylko 200.000 w Anglii, gdzie im było dobrze?


Dobre zagranie, ale może być lepsze

Prezydent Putin obiecał kibicom, co byli na mundialu, bezwizowy następny wjazd w tym roku do Rosji. Bym mu podpowiedział, by dał go też członkom rodzin tych, co na mundialu byli, to dopiero będzie z tej obietnicy sukces.


Cztery dni pracy

Firma w Nowej Zelandii wprowadziła na próbę czterodniowy dzień pracy i okazało się, że wydajność jej pracowników była co najmniej taka jak w czasie pięciu dni.
Czy nie wprowadzić tego na przykład w innych firmach?


Przyłapano

Ostatnio demokraci krytykują zawzięcie Trumpa za spotkanie w Helsinkach, mówiąc, że chce, by Rosja była silniejsza, ale okazało się, że właśnie to mówiła przednia kłamczucha Hillary kilka lat temu.


Uśmiech

Najdoskonalej upiększa twarz.

Aleksander Pruszyński

Opublikowano w Teksty
piątek, 20 lipiec 2018 10:55

Polska (29/2018)

pruszynskiPolska

Ktoś słusznie zauważył – polska nie jest już na kolanach, ale przed wszystkimi pełza!

        Piosenkarka Vera Grand:

        Każdy może coś komuś wybaczyć oprócz… sukcesu.


        Okolice Warszawy

        Można wiele powiedzieć o biurokracji, która niszczy polską gospodarkę, ale mimo wszystko nie jest tak źle, bo wokół stolicy mnożą się nie tylko wspaniałe rezydencje, co zupełnie przyzwoite wille, i może warto by zrobić książkę je pokazującą.

        Pytanie, jak by Polska wyglądała, gdyby jej kolejne władze nie niszczyły?

     

   Polakożerstwo

        Yad Vashem uważa, że antysemityzm jest naganny, a porównywanie go do antypolonizmu jest niesłuszne, bo antypolonizm to jest rzecz albo nieistniejąca, albo bez znaczenia.

        Żydzi myśleli, że Polacy deklarację ukryją i będą mogli kontynuować opluwanie nas, więc są zaskoczeni jej rozpowszechnianiem i już w „Jerusalem Post” zapowiedziano, że dzieci w Izraelu nadal będą uczone, że Polacy razem z nazistami mordowali Żydów.

        Zaś kiedy w szkołach polskich będą uczyli, jak żydowscy ubowcy mordowali Polaków?

      

  Ekshumacja w Jedwabnem

        – Z powodów historycznych i polityczno-wizerunkowych, także z punktu widzenia polskiej polityki historycznej, którą dziś prowadzimy, polska racja stanu polega na tym, by wznowić te ekshumacje, przy czym wynik oczywiście nie musi być dla nas, dla polskiej narracji pozytywny i z tym się też trzeba liczyć – mówi prof. Jan Żaryn, senator, historyk oraz wiceprezes IPN-u, ale czy może być gorzej, jak jest?

    

    Amnestia

        Lewak ks. Lemański został czasowo przywrócony do stanu kapłańskiego i będzie posługę sprawował w Łodzi. Pytanie, czy też znajdzie się amnestia dla Jacka Międlara?

    

    Kandydat

        Zawitał do Warszawy prof. M. Chodakiewicz i imć Somer wydał mu książkę. Było spotkanie w Domu Literatury i tam przedstawiał trzy opcje dla Polski:  sojusz z Rosją, Niemcami czy USA z ich Żydami, która wedle niego jest najlepsza ze... złych.

        Miesiąc temu chciałem, by pod jego „batutą” odbyło się w Warszawie spotkanie broniących dobrego imienia Polski. Choć to nie wymagałoby dwóch tygodni, a dwa dni, odmówił.

        Czy przypadkiem z poparciem jankesów nie stanie na wybory prezydenta PR i już wycisza swe wystąpienia przeciw Żydom, a przecież bez ostrego programu antyżydowskiego nie będzie w stanie wygrać liżącym żydowskie ty... Dudą i jego pisowskim zapleczem?

    

    Z Rosji

        141 rosyjskich dziennikarzy, którzy stracili życie za kadencji Władimira Putina i Dmitrija Miedwiediewa, to właśnie dziennikarze śledczy. Od momentu założenia w 1995 roku gazety „Nowyje Kolesa” dziennikarz Rudnikow należy do ekstraklasy w tej dziedzinie. Jego misją jest „oczyszczanie społeczeństwa ze skorumpowanych urzędników”.

  

      Antysemityzm

        Jest nim każde działanie, które Żydzi uznają za niekorzystne dla siebie i swoich interesów. Dziś ta pałka służy do zdawania śmierci cywilnej. Kiedyś było inaczej. Oskarżenie o antysemityzm kończyło się więzieniem, zsyłką i śmiercią. Nie wierzycie? A jednak.

      

  Hrabia Potocki

        W Polsce działa od kilku lat pan Jan Zbigniew podający się za hrabiego Potockiego. Mówi, że mu przekazał władzę prezydent imć Nowina-Sokolnicki, który przez absolutną większość emigracji był traktowany jako uzurpator.

        Na jego temat można znaleźć sporo w Internecie, jak też na temat hr. Potockiego, ale mam kilku znajomych, co go traktują poważnie.

        Obecnie odbywają się spotkania zwolenników pana hrabiego i na jednym w sobotę, 14 lipca, z ciekawości byłem, gdzie przyszło 36 osób, w tym parę spoza Warszawy.

        To, co mówił pan hrabia, miało sens i było opisaniem rzeczywistej tragicznej sytuacji w Polsce, ale powiedział trochę bzdur, jak to, że w Sejmie jest 90 procent Żydów, choć jest gorzej, bo właściwie tyle jest tam prożydowskich Polaków, czyli „szabesgojów”, a termin ten oznacza sługusów żydowskich.

        Pan hrabia nawołuje do zjednoczenia prawicy, ale czy może ona się zjednoczyć wokół, grzecznie mówiąc, nie bardzo poważnego kandydata? Oczywiście, jeśli hrabia stworzy ciekawy i sensowny program, wyda na przykład książkę o swej wizji Warszawy, to nawet nie wygrywając prezydentury Warszawy, może stać się poważniejszym kandydatem na przywództwo rodaków, a takiego przywódcy nam naprawdę brakuje.

        Najważniejszą i w pełni autentyczną i godną poparcia osobą na spotkaniu był profesor Kozłowski z Krakowa, który mówił o niesamowitych zasobach naturalnych Polski, które dają rękojmię dobrobytu rodakom, jeśli zostaną przyzwoicie dla dobra Kraju wykorzystane.

  

      Spotkanie

        Wychodząc z niedzielnej mszy, spotkałem pod kościołem w Warszawie cztery dziewczyny z walizkami i zapytałem, czy właśnie przyleciały na mszę, co się skończyła.

        Okazało się, że to szczęściary, które pojechały na rok do USA, gdzie uczęszczały do normalnych publicznych szkół i nie bardzo musiały się tam uczyć, bo poziom szkół słaby, i mieszkały w normalnych amerykańskich rodzinach. Jedne były za Trumpem, a inne nie.

        Konkurencja, by dostać się na taką „wycieczkę”, była ostra, z 2000 kandydatów pojechało tylko 30.

        Ciekawe, czy ktoś w Ministerstwie Oświaty pomyślał, by zrobić podobny program i ileś tam dzieci polskich zza Buga do Polski na rok sprowadzić?

       

 Spod Narwiku

        Przypadkiem zacząłem rozmawiać z panią siedzącą obok mnie w autobusie i dowiedziałem się, że jej 94-letni teść był pod Narwikiem.

        To zupełnie nadzwyczajny wypadek, by ktoś taki jeszcze żył, i mam nadzieję, że zadzwoni i dostanę jego adres i pojadę do Chorzowa go odwiedzić.

 

        Obawy Estonii

        Ponoć większość mieszkańców tego kraju obawia się najazdu Rosjan. Mym zdaniem, Putin może być podły, ale nie głupi. Choć kraj ten ma do 300 tysięcy Rosjan, niekoniecznie dobrze traktowanych, on nie jest mu tak potrzebny jak Krym. Kto panuje nad tym półwyspem, panuje nad Morzem Czarnym, a na Bałtyku Rosjanie mają doskonałą bazę w Królewcu, więc czy trzeba im nowego konfliktu?

  

      U swoich

        Imć Szewach Weiss na łamach tygodnika „Do rzeczy” opisywał ceremonię obrzezania wnuka wielkiego rabina Polski i dodał, że był tam wiceminister Sellin od kultury, który czuł się tam doskonale.

        Przypomniałem go sobie, jak dwa lata temu ten półpanek zaatakował mnie w Kielcach na konferencji, twierdząc, że to karygodne próbować wręczać Jaśnie Wielmożnemu Jarosławowi i prezydentowi list.

        No cóż się dziwić strzelistym czynom ministerstwa od kultury, jak ma takiego przyjaciela Żydów na swym czubku.

Aleksander Pruszyński

Opublikowano w Teksty
piątek, 20 lipiec 2018 10:52

Skarżypytstwo

ligezaSwoją drogą, czy powinniśmy zarzucać Ukraińcom, że budują tożsamość narodową tak, jak zdaje im się, że ją budują? To znaczy na zbrodniczej ideologii banderyzmu, to jest na nienawiści?

Kochać swoich wrogów to przywilej ludzi świętych, a nie grzesznych katolików en masse. To po pierwsze.

        Po drugie, można kochać ludzi, nienawidząc tego, co czynią wspierając zło. Po trzecie wreszcie, pogarda dla nikczemności nie wydaje się nieuzasadniona. Bo jeśli byłaby taka, to czemu?

        Ludzie usiłujący zajrzeć w kulisy na kilkanaście miesięcy przed wrześniem 2001 i atakiem na USA, ostrzegali: „Oni tutaj są, a my nie wiemy, z czym walczymy” („Oni” to był Mohamed el-Amir Awad el-Sayed Atta i jego żołdacy). Parę miesięcy przed zniszczeniem wież World Trade Center, Amerykanie nie wiedzieli, z czym walczą coraz bardziej. Ale proszę bardzo: minęły niemal dwie dekady i historia dostaje czkawki: współczesna Polska dzień po dniu coraz bardziej nie wie, co z nią wyprawia postęp z nowoczesnością, przebrane w kubraczki „Dobrej zmiany”. Zmiany czego, że tak nachalnie a tradycyjnie już zapytam, na co? Dla przykładu: można się oburzać, że dla Ukraińców nie istnieje dziś kwestia ludobójstwa na Wołyniu. Niemniej oburzenie znacząco zmaleje, gdy tylko uświadomić sobie, dla ilu Polaków istnieje dziś kwestia konsekwencji po traktacie ryskim. Żeby nie było niedomówień: konsekwencji sowieckiego ludobójstwa. Na Polakach.

        Swoją drogą, czy powinniśmy zarzucać Ukraińcom, że budują tożsamość narodową tak, jak zdaje im się, że ją budują? To znaczy na zbrodniczej ideologii banderyzmu, to jest na nienawiści? Z czego bierze się moja wątpliwość? Z tego, że w roku 1989 przekonano nas, by odbudowywać tożsamość narodową w oparciu o przebaczenie. Żeby „łączyć Polaków”, a nie dzielić, choć 1989 rok to powinna być właśnie cezura, oddzielająca przyzwoitość od zaprzaństwa, a Polaków prawdziwych od ludzi obcych i połamanych, to jest od sowieciarzy czy to z pochodzenia, czy to z charakteru. Po stokroć warto dziś pytać, gdzie ona dzisiaj jest, ta nasza tożsamość? Urosła cośkolwiek?

        Niespecjalnie, pewnie dlatego widzę ją w działaniach „Dobrej zmiany” i prezydenta Rzeczypospolitej wyłącznie przy pomocy lupy. Czy tam przy pomocy lornetki. Czy innego urządzenia optycznego. Z początku sądziłem, że to tylko wiek i wzrok coraz słabszy, ale to niekoniecznie o jakość wzroku chodzi, czy tam o wiek, skoro tak wyraźnie dostrzegłem tożsamość tę, urośniętą że hej, i troskę o nią pana prezydenta Rzeczypospolitej, przy okazji Marszu Żywych, upamiętniającego ofiary holokaustu. Stała sobie ta nasza tożsamość w drugim rzędzie, zaraz za plecami ambasador Azari i prezydenta Riwlina.

        Jeszcze raz: w takim razie może to nie jest dobry sposób na budowanie tożsamości, skoro nie sprawdza się nic a nic, mimo upływu dziesięcioleci? Przynajmniej spróbujmy samych siebie skonfrontować z tą wątpliwością. Tymczasem Jarosław Kaczyński o „wspólnej” deklaracji premierów Polski i Izraela mówi, że: „(...) w deklaracji nie ma mowy o sprawach związanych ze zwrotem mienia. Deklaracja nie dotyka tego tematu. I to również jest dla nas korzystne”.

        Nie napiszę, że przeżyłem szok, przeczytawszy powyższe, ponieważ ostatnio przeżywam ich tyle, że zdaniem pewnego kardiologa, każdy dodatkowy może być tym najważniejszym w moim życiu. Tak, że ten, tego. Nie będę pomelizował z lekarzem, czy tam polemizował, i powiem tyle: w domu wisielca też nie rozmawia się o sznurze, mimo to nie sądzę, by ktokolwiek z dotkniętych tragedią odważył się zająć stanowiska tożsame ze stanowiskiem prezesa PiS. Jeśli nie rozmawiam ze swoją Szanowną Właścicielką o kształtach damskich, ponętnych, acz nienależących do rodziny, to nie znaczy, że ponętne kształty damskie do rodziny nienależące, nie istnieją. Rozumiem: jest polityka, jest kształtowanie przestrzeni wspólnej i są rzeczy, zbyt ogromne dla misiowych rozumków Polaków, które jedną dziurką wciąga jedynie nasz ukochany i niezastąpiony prezes, ale bez przesady, bez przesady.

        Przesadził też Czarzasty Włodzimierz (Czarzasty to ów człowiek nadwiślański, o którym nie wiadomo, czy to, co mówi, mówi sam, czy też to jego swetry przez niego przemawiają. Więc). Więc, od czasów, gdy żółty sweter, czy tam czerwony, skomentował niegdysiejszą kondycję powyborczą Sojuszu Lewicy Demokratycznej słowami o „robocie dla każdego” (precyzyjnie rzecz ujmując, Czarzasty rzekł, cytuję: „Jesteśmy w tak głębokiej dupie, że dla każdego robota się znajdzie”); Czarzasty więc, czy tam Czarzastego sweter, całkiem niedawno, zauważył, że gdyby w Polsce było normalnie, to nie trzeba byłoby apelować do różnych ludzi za granicą. Coś w ten krzaczek powiedział w każdym razie. Czy tam w ten deseń. Zasadne pytanie brzmi: czyżby Czarzasty nie rozumiał, że tego rodzaju indukowany nacisk oznacza ingerencję niezgodną z wolą narodu, wyrażoną w wyborach? Ależ nie takie rzeczy ogarniają marynarki Czarzastego. Czy krawaty. Czy tam Czarzastego swetry. A więc? A więc stara lewica kły wyostrza.

        I nawet jeśli to tylko kły protezowane, to i tak wieloletnie, pookrągłostołowe zaniechanie Polaków (czyli nigdy niezrealizowane „wszyscy won!”) może teraz wszystkich nas drogo kosztować. Bardzo, bardzo drogo. Im dalej w las, tym drożej. Można nawet odnieść wrażenie, że na pierwszy z szeregu sprawdzianów – wybory samorządowe – swetry Czarzastego czekają z niecierpliwością, aż śliniąc się z ukontentowania. Ergo: nie jest dobrze, ale rzecz w tym, że będzie jeszcze bardziej.

Krzysztof Ligęza
Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Opublikowano w Teksty
piątek, 13 lipiec 2018 09:54

Kastrowanie symboli

ligeza„Dobrze jest, psia krew, a kto powie, że nie, tego w mordę”. To nie ja mówię, to niejaki Witkacy powiedział. Konkretnie, Stanisław Ignacy Witkiewicz, herbu Nieczuja. Ja już w mordę nie biłbym, nie te lata. Więc.

        Więc przeanalizujmy okoliczności, że tak nachalnie zawołam. Po pierwsze, było weto prezydenckie do ustawy degradacyjnej – zatem dobrze jest, chociaż sukces jakby trochę umiarkowany. Po drugie, była nowela ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, przeprowadzona najsprawniej w świecie i podpisana dzięki postępowi technicznemu, to jest metodą uwierzytelnionego podpisu elektronicznego – czyli jest jeszcze dobrzej niż dobrze, choć i tu sukces zgodny prędzej z interesem Izraela niż Polski. Ale przyjaciele to przyjaciele, ich sukces czy nasz sukces, nie warto się naczmuchiwać. Dalej mieliśmy obchody rocznicy Rzezi Wołyńskiej – to był sukces kolejny, najokazalszy z dotychczasowych. Co prawda zwieńczony w polu tuż przed żniwami, za to jakże okazałym wieńcem.

        Podsumowując: jeden sukces goni za drugim, lada dzień ten pierwszy tego ostatniego sukcesa ugryzie w ogon. Czy tam połknie, boć w końcu coś pójdzie źle, nie ma to, tamto, i nie będzie, prawda, dobrego wyjścia z sytuacji rozwijającej się mocno dynamicznie.

        Otóż – i to refleksja całkiem serio – doceniłbym postawę wizerunkową naszego pana prezydenta, czy tam nawet prezydenta, naszego pana, gdyby nie działania Jego Prezydenckiej Wspaniałości związane z realpolityk. Zresztą postawy wizerunkowej „Dobrej zmiany” hurtem również docenić nie umiem, a to z tej samej przyczyny. Precyzując: nowelizacja ustawy o IPN udowodniła ludziom myślącym rozsądnie, to samo, co zawetowanie ustawy degradacyjnej i obchody rocznicy zbrodni wołyńskiej. Mianowicie to pierwsze pokazało „Dobrą zmianę” bez slipów (i bez walorów pod), a to drugie obnażyło wątpliwe walory „Dobrej zmiany” (i brak slipów nad). Mowa o walorach intelektualnych, a jakże. Stąd pytanie: czy Polacy wiedzą, co podobno ich rząd zrobił z ich godnością na przestrzeni ostatniego półrocza? Odpowiedź brzmi: a skąd mieliby to wiedzieć? Z TVPinfo? Jasne, że nie wiedzą. Gdyby wiedzieli, ten rząd upadłby w tydzień. Góra w dwa.

        Państwo – proszę wybaczyć to podkreślenie – bez gaci, do tego bez walorów pod, to żadne państwo, to jakieś szyderstwo z pojęcia państwowości, szyderstwo mnie osobiście dość mocno irytujące. Oto Niepodległa Polska nie wie, ilu jej obywateli zamordowano na Wołyniu. Może osiemdziesiąt tysięcy, może sto, może nawet tysięcy sto pięćdziesiąt. Rozumiem: rok po odzyskaniu niepodległości Polska tego nie wiedziała. Dwa lata po nie wiedziała, pięć lat, dziesięć... Ale trzydzieści lat po odzyskaniu niepodległości?

        Dobra zmiana? Czego na co? Bo dwa i pół roku jej działań daje się zweryfikować, na przykład tak: od frontu msza w łuckiej katedrze, od zaplecza kastracja ustawy degradacyjnej i noweli o IPN plus przyznanie prymatu ekonomii. Choć za możliwość pracy w Polsce dla Ukraińców, Ukraina zgodziłaby się na wiele. Czemu nie próbowano naciskać, czy inaczej, bo pewności, że nie naciskano, nie mam: czemu naciskano nieskutecznie?

        „W polityce, zbiorowej pamięci, liczą się symbole...” – słyszę. Zgoda, również symbole się liczą. Ale te, które ostatnio mamy wątpliwą przyjemność obserwować, to są akurat symbole ułomne. Co nam po symbolicznej „Ciszy” odegranej nad symbolicznym łanem zboża, skoro w praktyce mamy do czynienia ze wspieraniem ukraińskiej gospodarki bez skuteczności w kwestii poszukiwań wołyńskich dołów śmierci? Możliwy wniosek: „Dobra zmiana” wybiera podtrzymywanie ukraińskiej gospodarki zamiast właściwego czczenia Ofiar? Niebywałe, a jednak.

        Zaprawdę powiadam nam, i zobaczmy to, nim medialni treserzy pamięć Polaków zagdaczą na śmierć, zaprawdę powiadam nam, prezydent Andrzej Duda składał wieniec Ofiarom rzezi na Wołyniu w dziurawych skarpetkach, a teraz cała potęga prezydenckiego pijaru skupia się na tym, by naród w skupieniu wysłuchał, wytrąbionej w skupieniu „Ciszy”, a nie zajmował się szukaniem dziur w całym. To znaczy w całym skarpecie prezydenckim. Czy co jeszcze gorsze – w obu prezydenckich skarpetach. Wołyń pamiętamy? Bzdura. Wykluczenie konsekwencji w postaci odnalezienia dołów śmierci i godnego pochowania szczątków naszych bliskich, de facto bezcześci pamięć Ofiar. To nie jest żadna pamięć, to są sztuczki pijarowskie w procesie zagospodarowywania emocji, a mówię przez to, że symbole wykastrowane ze skutków praktycznych – łżą. W najlepszym razie fałszują i zacierają, to znaczy tak czy inaczej szkodzą.

        I jeszcze dopowiedzmy co najważniejsze: „Czas, który leczy rany, zabliźni także i te straszne rany, które pozostały w wielu sercach” – słyszymy. Nieprawda. Jeśli nie zmusimy Ukraińców do współpracy i nie pogrzebiemy Ofiar, zamordowani wstaną z dołów, do których wepchnięto ich zmasakrowane ciała, i wyjdą na świat, by podrzynać gardła swoim oprawcom. W uzasadnionym odwecie. Nam natomiast, a na odwet również zasługujemy, naplują przy okazji tych peregrynacji w twarze. Aksjologia bowiem zawsze upomina się o swoje, a przyzwoitość splunięcia w nas wymaga. Splunięcia co najmniej. Gdzie poniewierają się szczątki naszych bliskich, zakończę pytaniem, i dlaczego nie szukamy ich, nie układamy Ich w grobach, choć to nasza powinność, nie czyjakolwiek? Święta powinność.

***

        Sądzę, że – w bardzo wielu kwestiach – w postawach rządu „Dobrej zmiany” możemy zasadnie dopatrywać się mrocznego rysu metafizycznego. Myślę w tym miejscu o następstwach grzechu pierworodnego, popełnionego traktatem ryskim (1920). Zginęły wówczas miliony Polaków, a Polska też nie chciała o Nich pamiętać. Ale o tym już przy innej okazji.

Krzysztof Ligęza
Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Opublikowano w Teksty
piątek, 13 lipiec 2018 09:51

Wreszcie

pruszynskiWreszcie

“Naczelnik narodu”, czyli przemądry kaczor, udzielił wywiadu „Gazecie Polskiej”, gdzie mówi, że trzeba zacząć walczyć z antypolonizmem, choć to jest nie grzeczne „anty”, a czyste polakożerstwo.

        Twierdzi imć Jarosław, że nie wie, odkąd trwa, to mu podpowiem – od stu lat.

        Teraz może ten „półpanek” poleci MSZ-etowi nie pić z Żydami brudzia, a pokazywać, gdzie trzeba, drzwi, zaczynając od ambasadorki Izraela w Warszawie.


        Co ich zadowoli?

        Śp. generał szwedzki van Horn nadzorujący z ramienia ONZ pokój na Bliskim Wschodzie dał swemu następcy jedną radę: Nie rób Żydom uprzejmości, nigdy ich nie zadowolisz, a tylko będą oczekiwali następnych ustępstw.

        Instytut Yad Vashem w ostatni czwartek ostro skrytykował deklarację premierów Polski i Izraela. W jego ocenie, „historyczne twierdzenia, we wspólnym oświadczeniu zaprezentowane jako niezaprzeczalne fakty, zawierają poważne błędy i przekłamania”, ponadto deklaracja „zawiera bardzo problematyczne sformułowania, które są niezgodne z obecną i obowiązującą wiedzą historyczną w tej dziedzinie”.

        Oczywiście nie wliczają w to braku wspomnienia o Holokauście Polaków, żydowskich szmalcownikach i żydowskich przestępcach mordujących Polaków.

  

      Spóźniony knot

        Istniejący od 2002 r. Instytut Pamięci Narodowej zdobył się na pokazanie 13 tablic poświęconych Radzie Pomocy Żydom, która ratowała Żydów w latach 1942–1944.

        Pierwsze pytanie, czemu dopiero teraz?

        Drugie, dlaczego tablice są umieszczone w podłym miejscu, na sztachetach płotu Ministerstwa Sprawiedliwości w Alejach Ujazdowskich, przy wylocie Koszykowej, gdzie mało kto chodzi. Dużo lepiej by było na Krakowskim Przedmieściu, przed budynkiem Wspólnoty Polskiej, gdzie są stale jakieś ekspozycje, ale jeśli nie tam, to na płocie parku Łazienki koło Belwederu.

        Wreszcie sama treść. Żegota pomagała ratować około 50.000 Żydów, ale ratowanych bez jej pomocy było może nawet cztery razy więcej. Dobrze byłoby pokazać zdjęcie dwóch zakonnic karmiących dzieci, ale warto byłoby też podać liczbę 388, to liczba domów zakonnych, gdzie przechowywano Żydów. Pokazano zdjęcie rodziny Ulmów, ale nie dodano, że takich rodzin było ponad 1000. Oczywiście przy odsłonięciu tych tablic można było zrobić wielką galę, ale czy zrobiono? Można by jeszcze wiele dodać, ale ja dodam, że w ten weekend zapytałem siedmiu starszych osób i pięć z nich twierdziło, że rodzice czy krewni ratowali Żydów, ale nikt z nich nie dostał medalu.

  

      Głupota

        To robienie kilka razy tego samego, licząc na inne… wyniki.

    

    Czemu?

        Czy ktoś z czytelników zastanawiał się, dlaczego pani Szydło straciła premierostwo?

        Mym zdaniem, tylko z dwóch powodów. Przeciwstawiała się przyjmowaniu „uchodźców” oraz miała syna księdza, a te dwie rzeczy dyskwalifikowały ją w oczach lewactwa światowego, czyli „qurewicy”.

       

 Weekend czy wieczory

        Gdy mieszkałem na stałe w Toronto, ubóstwiałem jeździć rowerem na Harbourfront, odpoczywać, patrząc na jezioro. Inna opcja to pojechać rowerem na przystań najbardziej wysuniętą nad brzegiem jeziora na zachód, przejechać rowerem wyspę i dotrzeć do jej wschodniego końca i stamtąd wrócić promem do miasta.

        Teraz, jak jestem w Warszawie, rowerem jeżdżę po Polach Mokotowskich. Jak jest się gościem, można prawie co krok wynająć rower, a koło tego parku w al. Niepodległości, przy rogu Batorego, i nim szusować po dróżkach w tym parku.

        Jeśli się chce tylko zjeść kolację, to można pojechać autobusem 175 spod Marriotta na aleję Żwirki i Wigury do Korotyńskiego i tam w parku jest przyjemna restauracja.

        Gdy się spaceruje po Starym Mieście, to polecam restaurację Literacką na rogu placu Zamkowego. Jedzenie przednie, a z „ogródka” można oglądać, co się dzieje na tym placu.

        Wejście do muzeów coraz droższe, ale raz w tygodniu każde można zwiedzać za darmo. Wystarczy popatrzeć w Internecie, które którego dnia są za darmo.

    

    Co to oznacza

        Ugięcie się przed Żydami spowoduje, że z kilkuset tysięcy domów komunalnych zostaną wyrzuceni mieszkający tam od lat ludzie albo będą musieli płacić Żydom horrendalne czynsze.

       
        Akt Konfederacji Gietrzwałdzkiej

        Jej część przyjęta w Warszawie i Gietrzwałdzie  27 i 30 czerwca A.D. 2018,

        I. My, niżej podpisani, deklarujący przynależność do Narodu Polskiego Cywilizacji Łacińskiej* – przywiązani do wolności i poczuwający się do obowiązków wynikających z przyjęcia katolickich zasad leżących u podstaw tej cywilizacji – niniejszym zgodnie wyrażamy szczerą wolę poddania naszego życia prywatnego i publicznego panowaniu Chrystusa Króla Polski oraz opiece Jego Najświętszej Matki, Królowej Korony Polskiej**.

        Przy czym Ich władzę nad sobą pojmujemy całkowicie realnie, bynajmniej nie tylko symbolicznie.

        Upominamy się zatem o respektowanie Ich Najwyższego Majestatu, ostatecznego autorytetu i pełni praw do władania nami – praw, które poza naturalnym porządkiem stworzenia wynikają również z aktów dokonywanych przez naszych przodków (we Lwowie A.D. 1656, na Jasnej Górze A.D. 1956) i z naszym własnym udziałem (w Łagiewnikach A.D. 2016).

        Z tej racji i tej tradycji wypływa dla nas kategoryczny imperatyw obrony Wiary i ziemi ojców, kultury i dziedzictwa narodowego, bezpieczeństwa rodziny i życia; imperatyw obrony danej od Boga wolności działania i naturalnego porządku rzeczy, praw własności i zasad sprawiedliwości, wewnętrznego ładu i niepodległości państwa.

        Tymczasem we wszystkich tych fundamentalnych kwestiach konstytucyjne procedury ustrojowe demokratycznej republiki nakładają na nas realną, nie tylko moralną, ale polityczną i finansową odpowiedzialność za złe praktyki, których żadną miarą aprobować nie możemy. Bo nam po prostu nie wolno – jako wiernym poddanym Wyżej Wymienionych, Najświętszych Osób, naszych rzeczywistych Monarchów.

        Boleję, nie wiem, kto tam był i czy naprawdę dość dużo osób zawiadomiono w porę o tej imprezie, w tym mnie.

  

      Złote myśli

        Jak inaczej ocenić słowa Gersdorf, byłej sędzi Sądu Najwyższego, która powiedziała, że za 10 tysięcy to można żyć godnie tylko na prowincji? Dama inaczej przelicytowała w tym nawet Bieńkowską, która kilka lat wcześniej tłumaczyła, że za mniej niż 6 tysięcy nie opłaca się pracować. Zresztą tak samo uważał Mateusz Kijowski, który jednak oceniał swoje potrzeby na 8 tysięcy. Tyle że on nie mógł znaleźć takiej pracy i siostra Pawłowskiej zorganizowała na niego zrzutkę. Dodam, że średnia płaca miesięczna wynosi  4200 zł, czyli ponad połowa Polaków żyje niegodnie.

Aleksander Pruszyński

Opublikowano w Teksty
piątek, 06 lipiec 2018 13:51

Oświadczenie premierów Polski i Izraela

pruszynski1. W okresie ostatnich trzydziestu lat relacje między naszymi państwami i społeczeństwami opierają się na głębokim zaufaniu i zrozumieniu. Polska i Izrael to oddani, wieloletni przyjaciele i partnerzy, którzy blisko współpracują na arenie międzynarodowej, jak również w kwestiach związanych z zachowaniem pamięci i nauczaniem o Holokauście.

Współpraca ta prowadzona jest w duchu wzajemnego szacunku dla tożsamości i historycznej wrażliwości, również w odniesieniu do najbardziej tragicznych okresów naszej historii.

2. Po rozmowie Premierów Netanjahu i Morawieckiego, Izrael z zadowoleniem przyjmuje decyzję rządu polskiego o powołaniu oficjalnego polskiego zespołu do spraw dialogu z izraelskimi partnerami na tematy historyczne związane z Holokaustem. Oczywistym jest, że Holokaust był bezprecedensową zbrodnią, popełnioną przez nazistowskie Niemcy przeciwko narodowi żydowskiemu i wszystkim Polakom żydowskiego pochodzenia. Polska zawsze wykazywała pełne zrozumienie dla znaczenia Holokaustu jako najbardziej tragicznej karty w historii narodu żydowskiego.

3. Uważamy, że istnieje wspólna odpowiedzialność za wolność prowadzenia badań, krzewienie zrozumienia i zachowanie pamięci o historii Holokaustu. Zawsze byliśmy zgodni, że sformułowania „polskie obozy koncentracyjne / polskie obozy śmierci” są rażąco błędne i pomniejszają odpowiedzialność Niemców za tworzenie tych obozów.

4. Działający w trakcie wojny Rząd RP na uchodźstwie starał się powstrzymać te nazistowskie działania, podejmując próby upowszechnienia wśród zachodnich sojuszników wiedzy na temat systematycznego mordu dokonywanego na polskich Żydach.

5. Uznajemy i potępiamy każdy indywidualny przypadek okrucieństwa wobec Żydów, jakiego dopuścili się Polacy podczas II wojny światowej.

6. Z dumą wspominamy heroiczne czyny licznych Polaków, w szczególności Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, którzy z narażeniem życia ratowali Żydów.

7. Nie zgadzamy się na działania polegające na przypisywaniu Polsce lub całemu narodowi polskiemu winy za okrucieństwa popełnione przez nazistów i ich kolaborantów z różnych krajów. Smutna prawda jest niestety taka, że w tamtym czasie niektórzy ludzie – niezależnie od pochodzenia, wyznania czy światopoglądu – ujawnili swe najciemniejsze oblicze. Doceniamy fakt, że struktury Polskiego Państwa Podziemnego nadzorowane przez Rząd RP na uchodźstwie stworzyły mechanizm systemowej pomocy i wsparcia dla osób pochodzenia żydowskiego, a podziemne sądy wydawały wyroki skazujące Polaków za współpracę z niemieckimi władzami okupacyjnymi, w tym także za denuncjowanie Żydów.

8. Opowiadamy się za swobodą wypowiedzi na temat historii oraz wolnością badań nad wszystkimi aspektami Holokaustu, tak aby mogły być one prowadzone bez żadnych obaw o przeszkody prawne, między innymi przez studentów, nauczycieli, badaczy, dziennikarzy, jak również z całą pewnością przez Ocalonych i ich rodziny – nie będą oni podlegali odpowiedzialności prawnej z tytułu korzystania z prawa do wolności słowa i wolności akademickiej w odniesieniu do Holokaustu. Żadne prawo nie może tego zmienić i tego nie zmieni.

9. Oba rządy z całą mocą potępiają wszelkie formy antysemityzmu oraz dają wyraz swemu zaangażowaniu w zwalczanie jakichkolwiek jego przejawów. Oba rządy odrzucają również antypolonizm oraz inne negatywne stereotypy narodowe. Rządy Polski i Izraela nawołują do powrotu do spokojnego dialogu opartego na wzajemnym szacunku w dyskursie publicznym.

Bzdury i „dziury”, bo:

Śmiech na sali, bo jak „Polska i Izrael to oddani, wieloletni przyjaciele i partnerzy”, jeśli przy każdej okazji premierzy Izraela szkalują Polaków, mówiąc np., że Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matek.

Premierzy zapominają, że co najmniej tyle samo obywateli polskich – Polaków, zginęło z rąk Niemców co obywateli Polski pochodzenia żydowskiego.
Premierzy zapomnieli napisać, że w okupowanej Polsce co najmniej 1200 Polaków Niemcy rozstrzelali za pomoc Żydom, a we Francji tylko jedną osobę.

Rząd RP na Uchodźstwie aż 44 razy informował rządy koalicji antyhitlerowskiej o morderstwach Żydów dokonywanych w Polsce przez Niemców oraz przekazał na ratowanie Żydów w czasie wojny 5.000.000 angielskich funtów, których wartość nabywcza odpowiadałaby dziś 250.000.000 dolarów.

Premierzy zapominają, że wśród kolaborantów z niemieckim okupantem co najmniej tyle samo było Żydów co Polaków. Tych Polaków karano już w czasie wojny oraz po wojnie, a Żydów, poza jednym wyjątkiem, nie karano.

Pytanie, jak ma wyglądać polski zespół do spraw dialogu z izraelskimi partnerami na tematy historyczne związane z holokaustem? Czy to będzie oznaczać, że polscy Żydzi będą dyskutować z Żydami z Izraela?

Premierzy piszą: uznajemy i potępiamy każdy indywidualny przypadek okrucieństwa wobec Żydów, jakiego dopuścili się Polacy podczas II wojny światowej, a nie potępiają konkretnych przypadków okrucieństwa Żydów w stosunku do Polaków po 1939 r.?

Aleksander Pruszyński

Opublikowano w Teksty
piątek, 06 lipiec 2018 12:19

Zakładnicy losu

ligezaJakość życia zawsze możemy poprawić. Jednakowoż, i pamiętajmy o tym koniecznie, śmierć jest nieodwracalna.

Między innymi dlatego działalność pani Godek „w obronie życia”, wydaje się akceptowalna z perspektywy troski o imponderabilia, pozostając tak rażąco przeciwskuteczna z perspektywy rozwiązań praktycznych. Tymczasem rozsądek w kwestii przywracania imponderabiliów („Niemcy nas mordowali, Rosjanie zamieniają w gówno. Co robić, Zbyszek, co robić? Herbert: Odbudowywać imponderabilia!”) – tymczasem rozsądek w kwestii przywracania imponderabiliów, powtarzam, nakazuje raczej odbudowywanie tychże imponderabiliów w praktyce, a nie w obszarze nadęcia ideologicznego.

Mówię o tym, że w aktualnym projekcie nowelizacji ustawy sprzed ćwierćwiecza (1993 roku) „o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży”, zabrakło – i nadal brakuje mi bardzo – listy schorzeń, których wystąpienie u dziecka wykluczałoby automatycznie możliwość przeprowadzenia aborcji. Schorzeń takich jak trisomia 21 (zespół Downa) czy polidaktylia (nadliczbowa liczba palców u rąk lub nóg).

 

NIKT CZY KTOŚKOLWIEK

Zresztą jest takich schorzeń wiele, a dokładnie tylu istnieniom, razy liczba przypadków w każdym z wpisanych na listę, ofiarowalibyśmy szansę przetrwania. Czy bój o tego rodzaju specyfikację czyniłby nas zwolennikami mordu w odniesieniu do każdego dziecka spoza uzgodnionej listy chorób? Nonsens. Nonsens i wstyd, a właśnie tak nonsensownie zdaje się stawiać sprawę Kaja Godek, prawdopodobnie kierując się etyczną ze wszech miar regułą: „jeśli nie wszystko, to nic”.

Notabene, współczesna Polska to państwo nonsensów od Bałtyku po Tatry, od Odry do Bugu i od ujścia Świny po szczyt Rozsypańca. Oto wpadła mi w oko książka zatytułowana „Strażnicy Rzeczypospolitej”, autorstwa Nałęcza Tomasza. To jest historyka, doktora habilitowanego nauk humanistycznych, profesora nadzwyczajnego Uniwersytetu Warszawskiego, publicysty i posła na Sejm, wreszcie wicemarszałka Sejmu IV kadencji, a w latach 2010–2015 doradcy prezydenckiego. Podtytuł wspomnianej książki głosił: „Prezydenci Polski w latach 1989–2017”. Twarda oprawa, ponad 400 stron. Jaruzelski, Wałęsa, Kwaśniewski, Komorowski, Kaczyński, Duda. Więc.

Więc zwłaszcza pierwsi czterej nastrażniczyli się tak, że długo jeszcze Rzeczpospolita zbierać się po nich będzie do pionu. Wstyd, panie autorze.

 

RZECZY RZADKIE

Wstyd tytułu, bo przy tytułomanii, w jaką poszedł autor, między okładki dalibóg nie warto było zaglądać. Ale tak to już jest: zabierz ludziom sumienia, na lat kilkadziesiąt przykuwając do Agory i ITI, a Tomaszów Nałęczów naprodukujesz, ile zechcesz.

Pisarz Józef Konrad Korzeniowski w powieści „W oczach Zachodu”, w której rozprawił się z terroryzmem radykalnych lewicowych ideologii, poświęcając sporo miejsca krytycznym uwagom na temat rosyjskiej cywilizacji i mentalności Rosjan (o duchu Rosji: „Duch Rosji jest duchem cynizmu. Duch cynizmu wypełnia do tego stopnia oświadczenia rosyjskich mężów stanu, teorie rewolucjonistów i mistyczne przepowiednie proroków, że wolność wygląda tam na pewną formę rozpusty”), więc Korzeniowski zauważył, iż: „Zdolność rozumienia jest rzadką rzeczą na tym świecie”. Ba! Co dopiero, gdy wspólnotę przesunąć siłą o sześćset kilometrów, odebrać jej tysiąc lat dziedzictwa kulturowego, wspólnotowym elitom urżnąć głowy, a na koniec pozostały kadłubek poddać wieloletniej tresurze medialnej, ukradłszy sumienia? Wtedy zdolność taka ujawni się incydentalnie, u jednostek. Czy to aby nie za mało – jednostki – by we współczesności postępowo rozszalałej i nowoczesnej do upojenia, ocalić polskość w Polakach?

 

NA DWIE RĘCE

Na koniec spójrzmy przez chwilę na Turcję po wyborach, gdzie ocalanie tureckości idzie paniom i panom Turkom znacznie produktywniej niż ludziom nadwiślańskim.

Oto wspomnianej nacji rośnie w siłę kolejny Atatürk – Atatürkiem, to znaczy „ojcem Turków”, nazwał samego siebie Mustafa Kemal, pierwszy prezydent Republiki Turcji, powstałej 29 października 1923 roku, tuż po zwycięstwie w wojnie o niepodległość – kolejny Atatürk, powtarzam, czyli Recep Tayyip Erdogan, który już posiadł władzę wykonawczą porównywalną ze swoim wielkim poprzednikiem, a wkrótce będzie miał jeszcze większą. Dziś jego przedstawiciele rozmawiają z Rosją o zakupie systemu antyrakietowego S-400, a warto wiedzieć, że jest to broń skuteczniejsza niż aktualnie obowiązująca wersja patriotów, które trafić mają do wyposażenia polskiej armii.

Innymi słowami, Turcja rozmawia z Rosją o zakupie najlepszego obecnie na świecie systemu antyrakietowego, że tak to ujmę: jedną ręką, a drugą zasysa do portfela grube miliardy od wrogów Rosji, to znaczy od USA, tytułem „wsparcia wysiłków obronnych”. Pierwszy wniosek: za broń produkowaną przez wroga NATO, a sprzedawaną państwu NATO, płacą Stany Zjednoczone, więc najważniejszy członek NATO. Czyż nie jest to piękny „myk”? Pewnie, że piękny. I wniosek drugi, powiązany z pierwszym kontekstowo: prezydent Erdogan jest geniuszem.

***

Niestety, akurat te przełożenia, do tego w tamtych okolicach ziemskiego globu, tak proste wcale nie są. Dałoby się rzec, że w sprawie Erdogana na dwoje babka wróżyła, ale w tej sprawie żadna babka kart do rąk nie weźmie, na fusy zaś, jak podejrzewam, żadna nawet spojrzeć nie zechce. Czyli: musimy poczekać na tak zwany rozwój wydarzeń i czekajmy nań spokojnie. Albowiem czegokolwiek świadkami nie bylibyśmy, a także czegokolwiek świadkami nie będziemy, czas i tak upłynie.

Krzysztof Ligęza
Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Opublikowano w Teksty
piątek, 06 lipiec 2018 12:14

BND stawia na legalność

michalkiewiczPo czym poznać dobrą konstytucję? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, najpierw trzeba odpowiedzieć na inne – po co właściwie jest konstytucja? Na trop odpowiedzi naprowadza nas spostrzeżenie, że konstytucje powstawały w momencie, gdy słabła władza monarsza i poddani zaczynali stawiać warunki: możemy nadal ciebie słuchać, możemy szanować twoją rodzinę, czyli dynastię, ale odtąd nie będzie tak, jak było dotąd, że robiłeś, co chciałeś. Teraz musimy ustalić – odkąd dokąd ty, odkąd dokąd my. I jeśli dochodziło do utarcia takiego kompromisu, to właśnie była konstytucja. Wynika stąd, że jednym celem konstytucji jest dostarczenie poddanym czy obywatelom gwarancji ochrony przed samowolą władzy. Za Monteskiuszem przyjęto, że taką gwarancją, chociaż oczywiście, jak zresztą wszystko na tym świecie, wysoce niedoskonałą, jest trójpodział władz, na władzę ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. One wzajemnie się blokują i kontrolują, a dzięki zaabsorbowaniu władz walką o wpływy, obywatele zyskują przestrzeń wolności. Nie jest to oczywiście ideał, ale jak się nie ma co się lubi, to dobra psu i mucha. A skoro już mamy trzy władze, to drugim celem konstytucji jest takie ułożenie stosunków między nimi, by w żadnym momencie nie pojawiły się paraliże decyzyjne, to znaczy – sytuacje, w której albo nikomu nie wolno podjąć jakiejś decyzji, albo odwrotnie – że w tej samej sprawie mogą decydować wszyscy. Decyzji wtedy jest aż za wiele, ale nie wiadomo, która jest ta właściwa.

I z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia w Polsce, kiedy nie można odpowiedzieć na proste pytanie: kto jest Pierwszym Prezesem Sądu Najwyższego? Pani Małgorzata Gersdorf powiada, że „czuje się” Pierwszym Prezesem tego Sądu. Na pewno tak jest, to znaczy – na pewno tak się „czuje”, ale niepodobna nie zauważyć, że to jednak za mało. W rozmaitych klinikach aż się roi od osobników, którzy „czują się” Napoleonami albo Aleksandrami Wielkimi, ale to nie powód, żeby tak od razu im wierzyć. Również w tym przypadku pan prezydent Duda daje do zrozumienia, że nie podziela poglądu pani Gersdorf, jakoby była ona Pierwszym Prezesem, zatem – jak jest naprawdę? Tego właśnie nie wiemy, ponieważ jedni utytułowani krętacze stoją murem za panią Gersdorf, ale inni utytułowani krętacze twierdzą, że od 4 lipca przeszła ona w stan spoczynku. Nie wiecznego, co to, to nie, niemniej jednak żadnym prezesem już nie jest. Co więcej – samej pani Gersdorf też nie możemy wierzyć nawet w kwestiach uzależnionych od niej samej. Jednego dnia bowiem ogłasza, że jako Pierwszy Prezes właśnie udaje się na urlop i wyznacza swego zastępcę, ale co z tego, skoro następnego dnia rezygnuje z urlopu i jak gdyby nigdy nic przychodzi do pracy, chociaż prezydent – co prawda na podstawie innej ustawy, niż pani Gersdorf się urlopowała – tego zastępcę zatwierdził.

Do przyczyn tej chwiejności jeszcze wrócę, natomiast nie ulega wątpliwości, że konstytucja, która dopuszcza takie sytuacje, nie jest warta funta kłaków. Ani nie dostarcza obywatelom gwarancji ochrony przed samowolą władzy, bo nie przeprowadza rozdziału między władzą ustawodawczą i wykonawczą. W rezultacie posłowie i senatorowie mogą być ministrami, a więc – gdyby rząd liczył 460 ministrów i każdy poseł byłby szefem jakiegoś resortu, to ci sami ludzie, jako ministrowie, najpierw projektowaliby ustawy, potem – już jako posłowie – by je uchwalali, by później – znowu jako ministrowie – je wykonywali, a na końcu – znowu jako posłowie – kontrolowali wykonanie tych ustaw i udzielali sobie rozgrzeszenia w postaci absolutorium. Paraliż decyzyjny właśnie widzimy w całej swojej groteskowości. Ale jakże ma być inaczej, kiedy konstytucję tę sporządziła „banda czworga” w osobach słynącego z „postawy służebnej” Tadeusza Mazowieckiego, Aleksandra Kwaśniewskiego, który – jaki jest – każdy widzi, ekonomisty światowej, a w każdym razie powiatowej sławy Ryszarda Bugaja i Waldemara Pawlaka, który wprawdzie sprawiał wrażenie cyborga, ale cóż z tego, kiedy został bezczelnie oszukany przez ruski „Gazprom”, a najgorzej, że jest to przypuszczenie najbardziej uprzejme? Z taką konstytucją nie ma co sypiać – jak to czynią niektórzy generałowie, co rodzi zaniepokojenie, jakie potomstwo może wylęgnąć się z takiej sodomii, tylko zastąpić ją jakąś lepszą – ale jak już widzimy – nic z tego nie będzie. Toteż i pani Małgorzata Gersdorf miota się między pragnieniem urlopowego wypoczynku a koniecznością pójścia do pracy. Dlaczego tak się miota? Tego nie wiemy, jesteśmy skazani na domysły, ale skoro już jesteśmy skazani, to nie żałujmy sobie i domyślajmy się. Ja na przykład się domyślam, że do pani profesor mógł zadzwonić jakiś jegomość i powiedzieć: „No, co jest ropucho? Ja ci tu dam urlop! Nie po to wystrugaliśmy cię z banana, żebyś szlajała się po urlopach. Do roboty mi natychmiast!”. Czyż nie jest to możliwe wyjaśnienie? Jak najbardziej!

No dobrze, ale właściwie dlaczego temu jegomościowi mogło tak zależeć na obecności pani Małgorzaty w swoim gabinecie w Sądzie Najwyższym? Wojna o praworządność w Polsce jest spowodowana próbą odwojowania przez Niemcy wpływów politycznych w Europie Środkowej – w tym również w Polsce. Najpierw Niemcy kombinowali z demokracją, ale stare kiejkuty jak zwykle spartoliły robotę, wysuwając na jasnego idola jakiegoś alfonsa i pana Mateusza Kijowskiego, który właśnie tłumaczy się przed sądem z zarzutu przywłaszczenia sobie pieniędzy z publicznych zbiórek prowadzonych przez ultrasów demokracji. Toteż BND odstąpiła od obrony demokracji na rzecz obrony praworządności. Z niemieckiego punktu widzenia jest to bardzo obiecujący ruch z tej przyczyny, że w traktacie lizbońskim, jaki Polska ręką prezydenta Lecha Kaczyńskiego ratyfikowała 10 października 2009 roku, jest zapisana tzw. klauzula solidarności. Stanowi ona, że jeśli w jakimś państwie członkowskim UE zagrożona jest demokracja albo, dajmy na to, praworządność, to Unia Europejska, oczywiście na prośbę tego państwa, może udzielić mu „bratniej pomocy”. Z taką prośbą powinien wystąpić rząd – ale co zrobić w sytuacji, gdy zagrożenie dla demokracji i praworządności wypływa właśnie z rządu – co aktualnie ustala Komisja Europejska? W takiej sytuacji jest oczywiste, że rząd z taką prośbą nie wystąpi, ale przecież zagrożenie demokracji i praworządności jest jeszcze większe. Skoro tedy wystąpił stan wyższej konieczności, to z prośbą może zwrócić się przedstawiciel jednej z trzech władz państwowych – na przykład Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego. To nie jest już żaden pan Mateusz Kijowski, więc wywołana taką prośbą „bratnia pomoc” miałaby wszelkie pozory legalności, tym bardziej że ustawa numer 1066, przewidująca możliwość udziału formacji zbrojnych obcych państw w tłumieniu rozruchów na obszarze Rzeczypospolitej, cały czas obowiązuje, mimo trzeciego już roku „dobrej zmiany”. Dopiero na tym tle możemy lepiej zrozumieć deklaracje Kukuńka, który odgraża się, że praworządności będzie bronił z bronią w ręku i „fizycznie odsuwał” sprawców tych wszystkich wypaczeń, jak i konieczność rezygnacji pani Małgorzaty Gersdorf z urlopu wypoczynkowego. W dodatku na 16 lipca wyznaczone zostało w Helsinkach spotkanie prezydenta USA Donalda Trumpa z rosyjskim prezydentem Włodzimierzem Putinem, na którym – jak sądzę – postanowią oni o naszej przyszłości.

Stanisław Michalkiewicz

Opublikowano w Stanisław Michalkiewicz