Goniec

Register Login

piątek, 20 lipiec 2018 10:52

Skarżypytstwo

ligezaSwoją drogą, czy powinniśmy zarzucać Ukraińcom, że budują tożsamość narodową tak, jak zdaje im się, że ją budują? To znaczy na zbrodniczej ideologii banderyzmu, to jest na nienawiści?

Kochać swoich wrogów to przywilej ludzi świętych, a nie grzesznych katolików en masse. To po pierwsze.

        Po drugie, można kochać ludzi, nienawidząc tego, co czynią wspierając zło. Po trzecie wreszcie, pogarda dla nikczemności nie wydaje się nieuzasadniona. Bo jeśli byłaby taka, to czemu?

        Ludzie usiłujący zajrzeć w kulisy na kilkanaście miesięcy przed wrześniem 2001 i atakiem na USA, ostrzegali: „Oni tutaj są, a my nie wiemy, z czym walczymy” („Oni” to był Mohamed el-Amir Awad el-Sayed Atta i jego żołdacy). Parę miesięcy przed zniszczeniem wież World Trade Center, Amerykanie nie wiedzieli, z czym walczą coraz bardziej. Ale proszę bardzo: minęły niemal dwie dekady i historia dostaje czkawki: współczesna Polska dzień po dniu coraz bardziej nie wie, co z nią wyprawia postęp z nowoczesnością, przebrane w kubraczki „Dobrej zmiany”. Zmiany czego, że tak nachalnie a tradycyjnie już zapytam, na co? Dla przykładu: można się oburzać, że dla Ukraińców nie istnieje dziś kwestia ludobójstwa na Wołyniu. Niemniej oburzenie znacząco zmaleje, gdy tylko uświadomić sobie, dla ilu Polaków istnieje dziś kwestia konsekwencji po traktacie ryskim. Żeby nie było niedomówień: konsekwencji sowieckiego ludobójstwa. Na Polakach.

        Swoją drogą, czy powinniśmy zarzucać Ukraińcom, że budują tożsamość narodową tak, jak zdaje im się, że ją budują? To znaczy na zbrodniczej ideologii banderyzmu, to jest na nienawiści? Z czego bierze się moja wątpliwość? Z tego, że w roku 1989 przekonano nas, by odbudowywać tożsamość narodową w oparciu o przebaczenie. Żeby „łączyć Polaków”, a nie dzielić, choć 1989 rok to powinna być właśnie cezura, oddzielająca przyzwoitość od zaprzaństwa, a Polaków prawdziwych od ludzi obcych i połamanych, to jest od sowieciarzy czy to z pochodzenia, czy to z charakteru. Po stokroć warto dziś pytać, gdzie ona dzisiaj jest, ta nasza tożsamość? Urosła cośkolwiek?

        Niespecjalnie, pewnie dlatego widzę ją w działaniach „Dobrej zmiany” i prezydenta Rzeczypospolitej wyłącznie przy pomocy lupy. Czy tam przy pomocy lornetki. Czy innego urządzenia optycznego. Z początku sądziłem, że to tylko wiek i wzrok coraz słabszy, ale to niekoniecznie o jakość wzroku chodzi, czy tam o wiek, skoro tak wyraźnie dostrzegłem tożsamość tę, urośniętą że hej, i troskę o nią pana prezydenta Rzeczypospolitej, przy okazji Marszu Żywych, upamiętniającego ofiary holokaustu. Stała sobie ta nasza tożsamość w drugim rzędzie, zaraz za plecami ambasador Azari i prezydenta Riwlina.

        Jeszcze raz: w takim razie może to nie jest dobry sposób na budowanie tożsamości, skoro nie sprawdza się nic a nic, mimo upływu dziesięcioleci? Przynajmniej spróbujmy samych siebie skonfrontować z tą wątpliwością. Tymczasem Jarosław Kaczyński o „wspólnej” deklaracji premierów Polski i Izraela mówi, że: „(...) w deklaracji nie ma mowy o sprawach związanych ze zwrotem mienia. Deklaracja nie dotyka tego tematu. I to również jest dla nas korzystne”.

        Nie napiszę, że przeżyłem szok, przeczytawszy powyższe, ponieważ ostatnio przeżywam ich tyle, że zdaniem pewnego kardiologa, każdy dodatkowy może być tym najważniejszym w moim życiu. Tak, że ten, tego. Nie będę pomelizował z lekarzem, czy tam polemizował, i powiem tyle: w domu wisielca też nie rozmawia się o sznurze, mimo to nie sądzę, by ktokolwiek z dotkniętych tragedią odważył się zająć stanowiska tożsame ze stanowiskiem prezesa PiS. Jeśli nie rozmawiam ze swoją Szanowną Właścicielką o kształtach damskich, ponętnych, acz nienależących do rodziny, to nie znaczy, że ponętne kształty damskie do rodziny nienależące, nie istnieją. Rozumiem: jest polityka, jest kształtowanie przestrzeni wspólnej i są rzeczy, zbyt ogromne dla misiowych rozumków Polaków, które jedną dziurką wciąga jedynie nasz ukochany i niezastąpiony prezes, ale bez przesady, bez przesady.

        Przesadził też Czarzasty Włodzimierz (Czarzasty to ów człowiek nadwiślański, o którym nie wiadomo, czy to, co mówi, mówi sam, czy też to jego swetry przez niego przemawiają. Więc). Więc, od czasów, gdy żółty sweter, czy tam czerwony, skomentował niegdysiejszą kondycję powyborczą Sojuszu Lewicy Demokratycznej słowami o „robocie dla każdego” (precyzyjnie rzecz ujmując, Czarzasty rzekł, cytuję: „Jesteśmy w tak głębokiej dupie, że dla każdego robota się znajdzie”); Czarzasty więc, czy tam Czarzastego sweter, całkiem niedawno, zauważył, że gdyby w Polsce było normalnie, to nie trzeba byłoby apelować do różnych ludzi za granicą. Coś w ten krzaczek powiedział w każdym razie. Czy tam w ten deseń. Zasadne pytanie brzmi: czyżby Czarzasty nie rozumiał, że tego rodzaju indukowany nacisk oznacza ingerencję niezgodną z wolą narodu, wyrażoną w wyborach? Ależ nie takie rzeczy ogarniają marynarki Czarzastego. Czy krawaty. Czy tam Czarzastego swetry. A więc? A więc stara lewica kły wyostrza.

        I nawet jeśli to tylko kły protezowane, to i tak wieloletnie, pookrągłostołowe zaniechanie Polaków (czyli nigdy niezrealizowane „wszyscy won!”) może teraz wszystkich nas drogo kosztować. Bardzo, bardzo drogo. Im dalej w las, tym drożej. Można nawet odnieść wrażenie, że na pierwszy z szeregu sprawdzianów – wybory samorządowe – swetry Czarzastego czekają z niecierpliwością, aż śliniąc się z ukontentowania. Ergo: nie jest dobrze, ale rzecz w tym, że będzie jeszcze bardziej.

Krzysztof Ligęza
Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Opublikowano w Teksty
piątek, 13 lipiec 2018 09:54

Kastrowanie symboli

ligeza„Dobrze jest, psia krew, a kto powie, że nie, tego w mordę”. To nie ja mówię, to niejaki Witkacy powiedział. Konkretnie, Stanisław Ignacy Witkiewicz, herbu Nieczuja. Ja już w mordę nie biłbym, nie te lata. Więc.

        Więc przeanalizujmy okoliczności, że tak nachalnie zawołam. Po pierwsze, było weto prezydenckie do ustawy degradacyjnej – zatem dobrze jest, chociaż sukces jakby trochę umiarkowany. Po drugie, była nowela ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, przeprowadzona najsprawniej w świecie i podpisana dzięki postępowi technicznemu, to jest metodą uwierzytelnionego podpisu elektronicznego – czyli jest jeszcze dobrzej niż dobrze, choć i tu sukces zgodny prędzej z interesem Izraela niż Polski. Ale przyjaciele to przyjaciele, ich sukces czy nasz sukces, nie warto się naczmuchiwać. Dalej mieliśmy obchody rocznicy Rzezi Wołyńskiej – to był sukces kolejny, najokazalszy z dotychczasowych. Co prawda zwieńczony w polu tuż przed żniwami, za to jakże okazałym wieńcem.

        Podsumowując: jeden sukces goni za drugim, lada dzień ten pierwszy tego ostatniego sukcesa ugryzie w ogon. Czy tam połknie, boć w końcu coś pójdzie źle, nie ma to, tamto, i nie będzie, prawda, dobrego wyjścia z sytuacji rozwijającej się mocno dynamicznie.

        Otóż – i to refleksja całkiem serio – doceniłbym postawę wizerunkową naszego pana prezydenta, czy tam nawet prezydenta, naszego pana, gdyby nie działania Jego Prezydenckiej Wspaniałości związane z realpolityk. Zresztą postawy wizerunkowej „Dobrej zmiany” hurtem również docenić nie umiem, a to z tej samej przyczyny. Precyzując: nowelizacja ustawy o IPN udowodniła ludziom myślącym rozsądnie, to samo, co zawetowanie ustawy degradacyjnej i obchody rocznicy zbrodni wołyńskiej. Mianowicie to pierwsze pokazało „Dobrą zmianę” bez slipów (i bez walorów pod), a to drugie obnażyło wątpliwe walory „Dobrej zmiany” (i brak slipów nad). Mowa o walorach intelektualnych, a jakże. Stąd pytanie: czy Polacy wiedzą, co podobno ich rząd zrobił z ich godnością na przestrzeni ostatniego półrocza? Odpowiedź brzmi: a skąd mieliby to wiedzieć? Z TVPinfo? Jasne, że nie wiedzą. Gdyby wiedzieli, ten rząd upadłby w tydzień. Góra w dwa.

        Państwo – proszę wybaczyć to podkreślenie – bez gaci, do tego bez walorów pod, to żadne państwo, to jakieś szyderstwo z pojęcia państwowości, szyderstwo mnie osobiście dość mocno irytujące. Oto Niepodległa Polska nie wie, ilu jej obywateli zamordowano na Wołyniu. Może osiemdziesiąt tysięcy, może sto, może nawet tysięcy sto pięćdziesiąt. Rozumiem: rok po odzyskaniu niepodległości Polska tego nie wiedziała. Dwa lata po nie wiedziała, pięć lat, dziesięć... Ale trzydzieści lat po odzyskaniu niepodległości?

        Dobra zmiana? Czego na co? Bo dwa i pół roku jej działań daje się zweryfikować, na przykład tak: od frontu msza w łuckiej katedrze, od zaplecza kastracja ustawy degradacyjnej i noweli o IPN plus przyznanie prymatu ekonomii. Choć za możliwość pracy w Polsce dla Ukraińców, Ukraina zgodziłaby się na wiele. Czemu nie próbowano naciskać, czy inaczej, bo pewności, że nie naciskano, nie mam: czemu naciskano nieskutecznie?

        „W polityce, zbiorowej pamięci, liczą się symbole...” – słyszę. Zgoda, również symbole się liczą. Ale te, które ostatnio mamy wątpliwą przyjemność obserwować, to są akurat symbole ułomne. Co nam po symbolicznej „Ciszy” odegranej nad symbolicznym łanem zboża, skoro w praktyce mamy do czynienia ze wspieraniem ukraińskiej gospodarki bez skuteczności w kwestii poszukiwań wołyńskich dołów śmierci? Możliwy wniosek: „Dobra zmiana” wybiera podtrzymywanie ukraińskiej gospodarki zamiast właściwego czczenia Ofiar? Niebywałe, a jednak.

        Zaprawdę powiadam nam, i zobaczmy to, nim medialni treserzy pamięć Polaków zagdaczą na śmierć, zaprawdę powiadam nam, prezydent Andrzej Duda składał wieniec Ofiarom rzezi na Wołyniu w dziurawych skarpetkach, a teraz cała potęga prezydenckiego pijaru skupia się na tym, by naród w skupieniu wysłuchał, wytrąbionej w skupieniu „Ciszy”, a nie zajmował się szukaniem dziur w całym. To znaczy w całym skarpecie prezydenckim. Czy co jeszcze gorsze – w obu prezydenckich skarpetach. Wołyń pamiętamy? Bzdura. Wykluczenie konsekwencji w postaci odnalezienia dołów śmierci i godnego pochowania szczątków naszych bliskich, de facto bezcześci pamięć Ofiar. To nie jest żadna pamięć, to są sztuczki pijarowskie w procesie zagospodarowywania emocji, a mówię przez to, że symbole wykastrowane ze skutków praktycznych – łżą. W najlepszym razie fałszują i zacierają, to znaczy tak czy inaczej szkodzą.

        I jeszcze dopowiedzmy co najważniejsze: „Czas, który leczy rany, zabliźni także i te straszne rany, które pozostały w wielu sercach” – słyszymy. Nieprawda. Jeśli nie zmusimy Ukraińców do współpracy i nie pogrzebiemy Ofiar, zamordowani wstaną z dołów, do których wepchnięto ich zmasakrowane ciała, i wyjdą na świat, by podrzynać gardła swoim oprawcom. W uzasadnionym odwecie. Nam natomiast, a na odwet również zasługujemy, naplują przy okazji tych peregrynacji w twarze. Aksjologia bowiem zawsze upomina się o swoje, a przyzwoitość splunięcia w nas wymaga. Splunięcia co najmniej. Gdzie poniewierają się szczątki naszych bliskich, zakończę pytaniem, i dlaczego nie szukamy ich, nie układamy Ich w grobach, choć to nasza powinność, nie czyjakolwiek? Święta powinność.

***

        Sądzę, że – w bardzo wielu kwestiach – w postawach rządu „Dobrej zmiany” możemy zasadnie dopatrywać się mrocznego rysu metafizycznego. Myślę w tym miejscu o następstwach grzechu pierworodnego, popełnionego traktatem ryskim (1920). Zginęły wówczas miliony Polaków, a Polska też nie chciała o Nich pamiętać. Ale o tym już przy innej okazji.

Krzysztof Ligęza
Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Opublikowano w Teksty
piątek, 13 lipiec 2018 09:51

Wreszcie

pruszynskiWreszcie

“Naczelnik narodu”, czyli przemądry kaczor, udzielił wywiadu „Gazecie Polskiej”, gdzie mówi, że trzeba zacząć walczyć z antypolonizmem, choć to jest nie grzeczne „anty”, a czyste polakożerstwo.

        Twierdzi imć Jarosław, że nie wie, odkąd trwa, to mu podpowiem – od stu lat.

        Teraz może ten „półpanek” poleci MSZ-etowi nie pić z Żydami brudzia, a pokazywać, gdzie trzeba, drzwi, zaczynając od ambasadorki Izraela w Warszawie.


        Co ich zadowoli?

        Śp. generał szwedzki van Horn nadzorujący z ramienia ONZ pokój na Bliskim Wschodzie dał swemu następcy jedną radę: Nie rób Żydom uprzejmości, nigdy ich nie zadowolisz, a tylko będą oczekiwali następnych ustępstw.

        Instytut Yad Vashem w ostatni czwartek ostro skrytykował deklarację premierów Polski i Izraela. W jego ocenie, „historyczne twierdzenia, we wspólnym oświadczeniu zaprezentowane jako niezaprzeczalne fakty, zawierają poważne błędy i przekłamania”, ponadto deklaracja „zawiera bardzo problematyczne sformułowania, które są niezgodne z obecną i obowiązującą wiedzą historyczną w tej dziedzinie”.

        Oczywiście nie wliczają w to braku wspomnienia o Holokauście Polaków, żydowskich szmalcownikach i żydowskich przestępcach mordujących Polaków.

  

      Spóźniony knot

        Istniejący od 2002 r. Instytut Pamięci Narodowej zdobył się na pokazanie 13 tablic poświęconych Radzie Pomocy Żydom, która ratowała Żydów w latach 1942–1944.

        Pierwsze pytanie, czemu dopiero teraz?

        Drugie, dlaczego tablice są umieszczone w podłym miejscu, na sztachetach płotu Ministerstwa Sprawiedliwości w Alejach Ujazdowskich, przy wylocie Koszykowej, gdzie mało kto chodzi. Dużo lepiej by było na Krakowskim Przedmieściu, przed budynkiem Wspólnoty Polskiej, gdzie są stale jakieś ekspozycje, ale jeśli nie tam, to na płocie parku Łazienki koło Belwederu.

        Wreszcie sama treść. Żegota pomagała ratować około 50.000 Żydów, ale ratowanych bez jej pomocy było może nawet cztery razy więcej. Dobrze byłoby pokazać zdjęcie dwóch zakonnic karmiących dzieci, ale warto byłoby też podać liczbę 388, to liczba domów zakonnych, gdzie przechowywano Żydów. Pokazano zdjęcie rodziny Ulmów, ale nie dodano, że takich rodzin było ponad 1000. Oczywiście przy odsłonięciu tych tablic można było zrobić wielką galę, ale czy zrobiono? Można by jeszcze wiele dodać, ale ja dodam, że w ten weekend zapytałem siedmiu starszych osób i pięć z nich twierdziło, że rodzice czy krewni ratowali Żydów, ale nikt z nich nie dostał medalu.

  

      Głupota

        To robienie kilka razy tego samego, licząc na inne… wyniki.

    

    Czemu?

        Czy ktoś z czytelników zastanawiał się, dlaczego pani Szydło straciła premierostwo?

        Mym zdaniem, tylko z dwóch powodów. Przeciwstawiała się przyjmowaniu „uchodźców” oraz miała syna księdza, a te dwie rzeczy dyskwalifikowały ją w oczach lewactwa światowego, czyli „qurewicy”.

       

 Weekend czy wieczory

        Gdy mieszkałem na stałe w Toronto, ubóstwiałem jeździć rowerem na Harbourfront, odpoczywać, patrząc na jezioro. Inna opcja to pojechać rowerem na przystań najbardziej wysuniętą nad brzegiem jeziora na zachód, przejechać rowerem wyspę i dotrzeć do jej wschodniego końca i stamtąd wrócić promem do miasta.

        Teraz, jak jestem w Warszawie, rowerem jeżdżę po Polach Mokotowskich. Jak jest się gościem, można prawie co krok wynająć rower, a koło tego parku w al. Niepodległości, przy rogu Batorego, i nim szusować po dróżkach w tym parku.

        Jeśli się chce tylko zjeść kolację, to można pojechać autobusem 175 spod Marriotta na aleję Żwirki i Wigury do Korotyńskiego i tam w parku jest przyjemna restauracja.

        Gdy się spaceruje po Starym Mieście, to polecam restaurację Literacką na rogu placu Zamkowego. Jedzenie przednie, a z „ogródka” można oglądać, co się dzieje na tym placu.

        Wejście do muzeów coraz droższe, ale raz w tygodniu każde można zwiedzać za darmo. Wystarczy popatrzeć w Internecie, które którego dnia są za darmo.

    

    Co to oznacza

        Ugięcie się przed Żydami spowoduje, że z kilkuset tysięcy domów komunalnych zostaną wyrzuceni mieszkający tam od lat ludzie albo będą musieli płacić Żydom horrendalne czynsze.

       
        Akt Konfederacji Gietrzwałdzkiej

        Jej część przyjęta w Warszawie i Gietrzwałdzie  27 i 30 czerwca A.D. 2018,

        I. My, niżej podpisani, deklarujący przynależność do Narodu Polskiego Cywilizacji Łacińskiej* – przywiązani do wolności i poczuwający się do obowiązków wynikających z przyjęcia katolickich zasad leżących u podstaw tej cywilizacji – niniejszym zgodnie wyrażamy szczerą wolę poddania naszego życia prywatnego i publicznego panowaniu Chrystusa Króla Polski oraz opiece Jego Najświętszej Matki, Królowej Korony Polskiej**.

        Przy czym Ich władzę nad sobą pojmujemy całkowicie realnie, bynajmniej nie tylko symbolicznie.

        Upominamy się zatem o respektowanie Ich Najwyższego Majestatu, ostatecznego autorytetu i pełni praw do władania nami – praw, które poza naturalnym porządkiem stworzenia wynikają również z aktów dokonywanych przez naszych przodków (we Lwowie A.D. 1656, na Jasnej Górze A.D. 1956) i z naszym własnym udziałem (w Łagiewnikach A.D. 2016).

        Z tej racji i tej tradycji wypływa dla nas kategoryczny imperatyw obrony Wiary i ziemi ojców, kultury i dziedzictwa narodowego, bezpieczeństwa rodziny i życia; imperatyw obrony danej od Boga wolności działania i naturalnego porządku rzeczy, praw własności i zasad sprawiedliwości, wewnętrznego ładu i niepodległości państwa.

        Tymczasem we wszystkich tych fundamentalnych kwestiach konstytucyjne procedury ustrojowe demokratycznej republiki nakładają na nas realną, nie tylko moralną, ale polityczną i finansową odpowiedzialność za złe praktyki, których żadną miarą aprobować nie możemy. Bo nam po prostu nie wolno – jako wiernym poddanym Wyżej Wymienionych, Najświętszych Osób, naszych rzeczywistych Monarchów.

        Boleję, nie wiem, kto tam był i czy naprawdę dość dużo osób zawiadomiono w porę o tej imprezie, w tym mnie.

  

      Złote myśli

        Jak inaczej ocenić słowa Gersdorf, byłej sędzi Sądu Najwyższego, która powiedziała, że za 10 tysięcy to można żyć godnie tylko na prowincji? Dama inaczej przelicytowała w tym nawet Bieńkowską, która kilka lat wcześniej tłumaczyła, że za mniej niż 6 tysięcy nie opłaca się pracować. Zresztą tak samo uważał Mateusz Kijowski, który jednak oceniał swoje potrzeby na 8 tysięcy. Tyle że on nie mógł znaleźć takiej pracy i siostra Pawłowskiej zorganizowała na niego zrzutkę. Dodam, że średnia płaca miesięczna wynosi  4200 zł, czyli ponad połowa Polaków żyje niegodnie.

Aleksander Pruszyński

Opublikowano w Teksty
piątek, 06 lipiec 2018 13:51

Oświadczenie premierów Polski i Izraela

pruszynski1. W okresie ostatnich trzydziestu lat relacje między naszymi państwami i społeczeństwami opierają się na głębokim zaufaniu i zrozumieniu. Polska i Izrael to oddani, wieloletni przyjaciele i partnerzy, którzy blisko współpracują na arenie międzynarodowej, jak również w kwestiach związanych z zachowaniem pamięci i nauczaniem o Holokauście.

Współpraca ta prowadzona jest w duchu wzajemnego szacunku dla tożsamości i historycznej wrażliwości, również w odniesieniu do najbardziej tragicznych okresów naszej historii.

2. Po rozmowie Premierów Netanjahu i Morawieckiego, Izrael z zadowoleniem przyjmuje decyzję rządu polskiego o powołaniu oficjalnego polskiego zespołu do spraw dialogu z izraelskimi partnerami na tematy historyczne związane z Holokaustem. Oczywistym jest, że Holokaust był bezprecedensową zbrodnią, popełnioną przez nazistowskie Niemcy przeciwko narodowi żydowskiemu i wszystkim Polakom żydowskiego pochodzenia. Polska zawsze wykazywała pełne zrozumienie dla znaczenia Holokaustu jako najbardziej tragicznej karty w historii narodu żydowskiego.

3. Uważamy, że istnieje wspólna odpowiedzialność za wolność prowadzenia badań, krzewienie zrozumienia i zachowanie pamięci o historii Holokaustu. Zawsze byliśmy zgodni, że sformułowania „polskie obozy koncentracyjne / polskie obozy śmierci” są rażąco błędne i pomniejszają odpowiedzialność Niemców za tworzenie tych obozów.

4. Działający w trakcie wojny Rząd RP na uchodźstwie starał się powstrzymać te nazistowskie działania, podejmując próby upowszechnienia wśród zachodnich sojuszników wiedzy na temat systematycznego mordu dokonywanego na polskich Żydach.

5. Uznajemy i potępiamy każdy indywidualny przypadek okrucieństwa wobec Żydów, jakiego dopuścili się Polacy podczas II wojny światowej.

6. Z dumą wspominamy heroiczne czyny licznych Polaków, w szczególności Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, którzy z narażeniem życia ratowali Żydów.

7. Nie zgadzamy się na działania polegające na przypisywaniu Polsce lub całemu narodowi polskiemu winy za okrucieństwa popełnione przez nazistów i ich kolaborantów z różnych krajów. Smutna prawda jest niestety taka, że w tamtym czasie niektórzy ludzie – niezależnie od pochodzenia, wyznania czy światopoglądu – ujawnili swe najciemniejsze oblicze. Doceniamy fakt, że struktury Polskiego Państwa Podziemnego nadzorowane przez Rząd RP na uchodźstwie stworzyły mechanizm systemowej pomocy i wsparcia dla osób pochodzenia żydowskiego, a podziemne sądy wydawały wyroki skazujące Polaków za współpracę z niemieckimi władzami okupacyjnymi, w tym także za denuncjowanie Żydów.

8. Opowiadamy się za swobodą wypowiedzi na temat historii oraz wolnością badań nad wszystkimi aspektami Holokaustu, tak aby mogły być one prowadzone bez żadnych obaw o przeszkody prawne, między innymi przez studentów, nauczycieli, badaczy, dziennikarzy, jak również z całą pewnością przez Ocalonych i ich rodziny – nie będą oni podlegali odpowiedzialności prawnej z tytułu korzystania z prawa do wolności słowa i wolności akademickiej w odniesieniu do Holokaustu. Żadne prawo nie może tego zmienić i tego nie zmieni.

9. Oba rządy z całą mocą potępiają wszelkie formy antysemityzmu oraz dają wyraz swemu zaangażowaniu w zwalczanie jakichkolwiek jego przejawów. Oba rządy odrzucają również antypolonizm oraz inne negatywne stereotypy narodowe. Rządy Polski i Izraela nawołują do powrotu do spokojnego dialogu opartego na wzajemnym szacunku w dyskursie publicznym.

Bzdury i „dziury”, bo:

Śmiech na sali, bo jak „Polska i Izrael to oddani, wieloletni przyjaciele i partnerzy”, jeśli przy każdej okazji premierzy Izraela szkalują Polaków, mówiąc np., że Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matek.

Premierzy zapominają, że co najmniej tyle samo obywateli polskich – Polaków, zginęło z rąk Niemców co obywateli Polski pochodzenia żydowskiego.
Premierzy zapomnieli napisać, że w okupowanej Polsce co najmniej 1200 Polaków Niemcy rozstrzelali za pomoc Żydom, a we Francji tylko jedną osobę.

Rząd RP na Uchodźstwie aż 44 razy informował rządy koalicji antyhitlerowskiej o morderstwach Żydów dokonywanych w Polsce przez Niemców oraz przekazał na ratowanie Żydów w czasie wojny 5.000.000 angielskich funtów, których wartość nabywcza odpowiadałaby dziś 250.000.000 dolarów.

Premierzy zapominają, że wśród kolaborantów z niemieckim okupantem co najmniej tyle samo było Żydów co Polaków. Tych Polaków karano już w czasie wojny oraz po wojnie, a Żydów, poza jednym wyjątkiem, nie karano.

Pytanie, jak ma wyglądać polski zespół do spraw dialogu z izraelskimi partnerami na tematy historyczne związane z holokaustem? Czy to będzie oznaczać, że polscy Żydzi będą dyskutować z Żydami z Izraela?

Premierzy piszą: uznajemy i potępiamy każdy indywidualny przypadek okrucieństwa wobec Żydów, jakiego dopuścili się Polacy podczas II wojny światowej, a nie potępiają konkretnych przypadków okrucieństwa Żydów w stosunku do Polaków po 1939 r.?

Aleksander Pruszyński

Opublikowano w Teksty
piątek, 06 lipiec 2018 12:19

Zakładnicy losu

ligezaJakość życia zawsze możemy poprawić. Jednakowoż, i pamiętajmy o tym koniecznie, śmierć jest nieodwracalna.

Między innymi dlatego działalność pani Godek „w obronie życia”, wydaje się akceptowalna z perspektywy troski o imponderabilia, pozostając tak rażąco przeciwskuteczna z perspektywy rozwiązań praktycznych. Tymczasem rozsądek w kwestii przywracania imponderabiliów („Niemcy nas mordowali, Rosjanie zamieniają w gówno. Co robić, Zbyszek, co robić? Herbert: Odbudowywać imponderabilia!”) – tymczasem rozsądek w kwestii przywracania imponderabiliów, powtarzam, nakazuje raczej odbudowywanie tychże imponderabiliów w praktyce, a nie w obszarze nadęcia ideologicznego.

Mówię o tym, że w aktualnym projekcie nowelizacji ustawy sprzed ćwierćwiecza (1993 roku) „o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży”, zabrakło – i nadal brakuje mi bardzo – listy schorzeń, których wystąpienie u dziecka wykluczałoby automatycznie możliwość przeprowadzenia aborcji. Schorzeń takich jak trisomia 21 (zespół Downa) czy polidaktylia (nadliczbowa liczba palców u rąk lub nóg).

 

NIKT CZY KTOŚKOLWIEK

Zresztą jest takich schorzeń wiele, a dokładnie tylu istnieniom, razy liczba przypadków w każdym z wpisanych na listę, ofiarowalibyśmy szansę przetrwania. Czy bój o tego rodzaju specyfikację czyniłby nas zwolennikami mordu w odniesieniu do każdego dziecka spoza uzgodnionej listy chorób? Nonsens. Nonsens i wstyd, a właśnie tak nonsensownie zdaje się stawiać sprawę Kaja Godek, prawdopodobnie kierując się etyczną ze wszech miar regułą: „jeśli nie wszystko, to nic”.

Notabene, współczesna Polska to państwo nonsensów od Bałtyku po Tatry, od Odry do Bugu i od ujścia Świny po szczyt Rozsypańca. Oto wpadła mi w oko książka zatytułowana „Strażnicy Rzeczypospolitej”, autorstwa Nałęcza Tomasza. To jest historyka, doktora habilitowanego nauk humanistycznych, profesora nadzwyczajnego Uniwersytetu Warszawskiego, publicysty i posła na Sejm, wreszcie wicemarszałka Sejmu IV kadencji, a w latach 2010–2015 doradcy prezydenckiego. Podtytuł wspomnianej książki głosił: „Prezydenci Polski w latach 1989–2017”. Twarda oprawa, ponad 400 stron. Jaruzelski, Wałęsa, Kwaśniewski, Komorowski, Kaczyński, Duda. Więc.

Więc zwłaszcza pierwsi czterej nastrażniczyli się tak, że długo jeszcze Rzeczpospolita zbierać się po nich będzie do pionu. Wstyd, panie autorze.

 

RZECZY RZADKIE

Wstyd tytułu, bo przy tytułomanii, w jaką poszedł autor, między okładki dalibóg nie warto było zaglądać. Ale tak to już jest: zabierz ludziom sumienia, na lat kilkadziesiąt przykuwając do Agory i ITI, a Tomaszów Nałęczów naprodukujesz, ile zechcesz.

Pisarz Józef Konrad Korzeniowski w powieści „W oczach Zachodu”, w której rozprawił się z terroryzmem radykalnych lewicowych ideologii, poświęcając sporo miejsca krytycznym uwagom na temat rosyjskiej cywilizacji i mentalności Rosjan (o duchu Rosji: „Duch Rosji jest duchem cynizmu. Duch cynizmu wypełnia do tego stopnia oświadczenia rosyjskich mężów stanu, teorie rewolucjonistów i mistyczne przepowiednie proroków, że wolność wygląda tam na pewną formę rozpusty”), więc Korzeniowski zauważył, iż: „Zdolność rozumienia jest rzadką rzeczą na tym świecie”. Ba! Co dopiero, gdy wspólnotę przesunąć siłą o sześćset kilometrów, odebrać jej tysiąc lat dziedzictwa kulturowego, wspólnotowym elitom urżnąć głowy, a na koniec pozostały kadłubek poddać wieloletniej tresurze medialnej, ukradłszy sumienia? Wtedy zdolność taka ujawni się incydentalnie, u jednostek. Czy to aby nie za mało – jednostki – by we współczesności postępowo rozszalałej i nowoczesnej do upojenia, ocalić polskość w Polakach?

 

NA DWIE RĘCE

Na koniec spójrzmy przez chwilę na Turcję po wyborach, gdzie ocalanie tureckości idzie paniom i panom Turkom znacznie produktywniej niż ludziom nadwiślańskim.

Oto wspomnianej nacji rośnie w siłę kolejny Atatürk – Atatürkiem, to znaczy „ojcem Turków”, nazwał samego siebie Mustafa Kemal, pierwszy prezydent Republiki Turcji, powstałej 29 października 1923 roku, tuż po zwycięstwie w wojnie o niepodległość – kolejny Atatürk, powtarzam, czyli Recep Tayyip Erdogan, który już posiadł władzę wykonawczą porównywalną ze swoim wielkim poprzednikiem, a wkrótce będzie miał jeszcze większą. Dziś jego przedstawiciele rozmawiają z Rosją o zakupie systemu antyrakietowego S-400, a warto wiedzieć, że jest to broń skuteczniejsza niż aktualnie obowiązująca wersja patriotów, które trafić mają do wyposażenia polskiej armii.

Innymi słowami, Turcja rozmawia z Rosją o zakupie najlepszego obecnie na świecie systemu antyrakietowego, że tak to ujmę: jedną ręką, a drugą zasysa do portfela grube miliardy od wrogów Rosji, to znaczy od USA, tytułem „wsparcia wysiłków obronnych”. Pierwszy wniosek: za broń produkowaną przez wroga NATO, a sprzedawaną państwu NATO, płacą Stany Zjednoczone, więc najważniejszy członek NATO. Czyż nie jest to piękny „myk”? Pewnie, że piękny. I wniosek drugi, powiązany z pierwszym kontekstowo: prezydent Erdogan jest geniuszem.

***

Niestety, akurat te przełożenia, do tego w tamtych okolicach ziemskiego globu, tak proste wcale nie są. Dałoby się rzec, że w sprawie Erdogana na dwoje babka wróżyła, ale w tej sprawie żadna babka kart do rąk nie weźmie, na fusy zaś, jak podejrzewam, żadna nawet spojrzeć nie zechce. Czyli: musimy poczekać na tak zwany rozwój wydarzeń i czekajmy nań spokojnie. Albowiem czegokolwiek świadkami nie bylibyśmy, a także czegokolwiek świadkami nie będziemy, czas i tak upłynie.

Krzysztof Ligęza
Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Opublikowano w Teksty
piątek, 06 lipiec 2018 12:14

BND stawia na legalność

michalkiewiczPo czym poznać dobrą konstytucję? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, najpierw trzeba odpowiedzieć na inne – po co właściwie jest konstytucja? Na trop odpowiedzi naprowadza nas spostrzeżenie, że konstytucje powstawały w momencie, gdy słabła władza monarsza i poddani zaczynali stawiać warunki: możemy nadal ciebie słuchać, możemy szanować twoją rodzinę, czyli dynastię, ale odtąd nie będzie tak, jak było dotąd, że robiłeś, co chciałeś. Teraz musimy ustalić – odkąd dokąd ty, odkąd dokąd my. I jeśli dochodziło do utarcia takiego kompromisu, to właśnie była konstytucja. Wynika stąd, że jednym celem konstytucji jest dostarczenie poddanym czy obywatelom gwarancji ochrony przed samowolą władzy. Za Monteskiuszem przyjęto, że taką gwarancją, chociaż oczywiście, jak zresztą wszystko na tym świecie, wysoce niedoskonałą, jest trójpodział władz, na władzę ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. One wzajemnie się blokują i kontrolują, a dzięki zaabsorbowaniu władz walką o wpływy, obywatele zyskują przestrzeń wolności. Nie jest to oczywiście ideał, ale jak się nie ma co się lubi, to dobra psu i mucha. A skoro już mamy trzy władze, to drugim celem konstytucji jest takie ułożenie stosunków między nimi, by w żadnym momencie nie pojawiły się paraliże decyzyjne, to znaczy – sytuacje, w której albo nikomu nie wolno podjąć jakiejś decyzji, albo odwrotnie – że w tej samej sprawie mogą decydować wszyscy. Decyzji wtedy jest aż za wiele, ale nie wiadomo, która jest ta właściwa.

I z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia w Polsce, kiedy nie można odpowiedzieć na proste pytanie: kto jest Pierwszym Prezesem Sądu Najwyższego? Pani Małgorzata Gersdorf powiada, że „czuje się” Pierwszym Prezesem tego Sądu. Na pewno tak jest, to znaczy – na pewno tak się „czuje”, ale niepodobna nie zauważyć, że to jednak za mało. W rozmaitych klinikach aż się roi od osobników, którzy „czują się” Napoleonami albo Aleksandrami Wielkimi, ale to nie powód, żeby tak od razu im wierzyć. Również w tym przypadku pan prezydent Duda daje do zrozumienia, że nie podziela poglądu pani Gersdorf, jakoby była ona Pierwszym Prezesem, zatem – jak jest naprawdę? Tego właśnie nie wiemy, ponieważ jedni utytułowani krętacze stoją murem za panią Gersdorf, ale inni utytułowani krętacze twierdzą, że od 4 lipca przeszła ona w stan spoczynku. Nie wiecznego, co to, to nie, niemniej jednak żadnym prezesem już nie jest. Co więcej – samej pani Gersdorf też nie możemy wierzyć nawet w kwestiach uzależnionych od niej samej. Jednego dnia bowiem ogłasza, że jako Pierwszy Prezes właśnie udaje się na urlop i wyznacza swego zastępcę, ale co z tego, skoro następnego dnia rezygnuje z urlopu i jak gdyby nigdy nic przychodzi do pracy, chociaż prezydent – co prawda na podstawie innej ustawy, niż pani Gersdorf się urlopowała – tego zastępcę zatwierdził.

Do przyczyn tej chwiejności jeszcze wrócę, natomiast nie ulega wątpliwości, że konstytucja, która dopuszcza takie sytuacje, nie jest warta funta kłaków. Ani nie dostarcza obywatelom gwarancji ochrony przed samowolą władzy, bo nie przeprowadza rozdziału między władzą ustawodawczą i wykonawczą. W rezultacie posłowie i senatorowie mogą być ministrami, a więc – gdyby rząd liczył 460 ministrów i każdy poseł byłby szefem jakiegoś resortu, to ci sami ludzie, jako ministrowie, najpierw projektowaliby ustawy, potem – już jako posłowie – by je uchwalali, by później – znowu jako ministrowie – je wykonywali, a na końcu – znowu jako posłowie – kontrolowali wykonanie tych ustaw i udzielali sobie rozgrzeszenia w postaci absolutorium. Paraliż decyzyjny właśnie widzimy w całej swojej groteskowości. Ale jakże ma być inaczej, kiedy konstytucję tę sporządziła „banda czworga” w osobach słynącego z „postawy służebnej” Tadeusza Mazowieckiego, Aleksandra Kwaśniewskiego, który – jaki jest – każdy widzi, ekonomisty światowej, a w każdym razie powiatowej sławy Ryszarda Bugaja i Waldemara Pawlaka, który wprawdzie sprawiał wrażenie cyborga, ale cóż z tego, kiedy został bezczelnie oszukany przez ruski „Gazprom”, a najgorzej, że jest to przypuszczenie najbardziej uprzejme? Z taką konstytucją nie ma co sypiać – jak to czynią niektórzy generałowie, co rodzi zaniepokojenie, jakie potomstwo może wylęgnąć się z takiej sodomii, tylko zastąpić ją jakąś lepszą – ale jak już widzimy – nic z tego nie będzie. Toteż i pani Małgorzata Gersdorf miota się między pragnieniem urlopowego wypoczynku a koniecznością pójścia do pracy. Dlaczego tak się miota? Tego nie wiemy, jesteśmy skazani na domysły, ale skoro już jesteśmy skazani, to nie żałujmy sobie i domyślajmy się. Ja na przykład się domyślam, że do pani profesor mógł zadzwonić jakiś jegomość i powiedzieć: „No, co jest ropucho? Ja ci tu dam urlop! Nie po to wystrugaliśmy cię z banana, żebyś szlajała się po urlopach. Do roboty mi natychmiast!”. Czyż nie jest to możliwe wyjaśnienie? Jak najbardziej!

No dobrze, ale właściwie dlaczego temu jegomościowi mogło tak zależeć na obecności pani Małgorzaty w swoim gabinecie w Sądzie Najwyższym? Wojna o praworządność w Polsce jest spowodowana próbą odwojowania przez Niemcy wpływów politycznych w Europie Środkowej – w tym również w Polsce. Najpierw Niemcy kombinowali z demokracją, ale stare kiejkuty jak zwykle spartoliły robotę, wysuwając na jasnego idola jakiegoś alfonsa i pana Mateusza Kijowskiego, który właśnie tłumaczy się przed sądem z zarzutu przywłaszczenia sobie pieniędzy z publicznych zbiórek prowadzonych przez ultrasów demokracji. Toteż BND odstąpiła od obrony demokracji na rzecz obrony praworządności. Z niemieckiego punktu widzenia jest to bardzo obiecujący ruch z tej przyczyny, że w traktacie lizbońskim, jaki Polska ręką prezydenta Lecha Kaczyńskiego ratyfikowała 10 października 2009 roku, jest zapisana tzw. klauzula solidarności. Stanowi ona, że jeśli w jakimś państwie członkowskim UE zagrożona jest demokracja albo, dajmy na to, praworządność, to Unia Europejska, oczywiście na prośbę tego państwa, może udzielić mu „bratniej pomocy”. Z taką prośbą powinien wystąpić rząd – ale co zrobić w sytuacji, gdy zagrożenie dla demokracji i praworządności wypływa właśnie z rządu – co aktualnie ustala Komisja Europejska? W takiej sytuacji jest oczywiste, że rząd z taką prośbą nie wystąpi, ale przecież zagrożenie demokracji i praworządności jest jeszcze większe. Skoro tedy wystąpił stan wyższej konieczności, to z prośbą może zwrócić się przedstawiciel jednej z trzech władz państwowych – na przykład Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego. To nie jest już żaden pan Mateusz Kijowski, więc wywołana taką prośbą „bratnia pomoc” miałaby wszelkie pozory legalności, tym bardziej że ustawa numer 1066, przewidująca możliwość udziału formacji zbrojnych obcych państw w tłumieniu rozruchów na obszarze Rzeczypospolitej, cały czas obowiązuje, mimo trzeciego już roku „dobrej zmiany”. Dopiero na tym tle możemy lepiej zrozumieć deklaracje Kukuńka, który odgraża się, że praworządności będzie bronił z bronią w ręku i „fizycznie odsuwał” sprawców tych wszystkich wypaczeń, jak i konieczność rezygnacji pani Małgorzaty Gersdorf z urlopu wypoczynkowego. W dodatku na 16 lipca wyznaczone zostało w Helsinkach spotkanie prezydenta USA Donalda Trumpa z rosyjskim prezydentem Włodzimierzem Putinem, na którym – jak sądzę – postanowią oni o naszej przyszłości.

Stanisław Michalkiewicz

Opublikowano w Stanisław Michalkiewicz

Daniel Pipes, historyk syn Richarda Pipesa, znanego sowietologa pochodzenia żydowskiego urodzonego w Cieszynie, opublikował w Washington Times tekst na temat polskiej sytuacji politycznej, w którym pokrótce charakteryzuje wizję rozwoju Polski oraz ustosunkowuje się do niechęci Warszawy do sprowadzania imigrantów wyznania muzułmańskiego.

Podkreśla, że Polska miała historycznie dobre stosunki z muzułmanami, w tym z własną mniejszością muzułmańską, a Imperium Ottomańskie odmówiło uznania rozbiorów Polski, dodaje, że obecna formacja rządząca ciepło odniosła się do czeczeńskich uchodźców na początku 2000. Dlatego obecna niechęć do imigrantów muzułmańskich jest spowodowana jedynie obawami o bezpieczeństwo kraju; wskazuje że Polska chce się uczyć na błędach swoich zachodnich sąsiadów i uniknąć powtarzania ich.

Co jednak najciekawsze Daniel Pipes uważa że ze względu na swoje bezpieczeństwo Polska może się stać celem emigracji z państw zachodnich zwłaszcza Żydów,  którzy obawiają się coraz większej przemocy wywołanej obecnością dużych społeczności muzułmańskich i choć głównie kierują się oni do Australii Kanady i Stanów Zjednoczonych to Polska biorąc pod uwagę jej bliskość oraz bezpieczeństwo i niewielki koszt życia może się stać celem tej migracji.

Opublikowano w Goniec Poleca
piątek, 29 czerwiec 2018 13:49

Żaba we wrzątku

ligeza„Wojny zaczynają się, kiedy bardzo tego chcesz, ale nie kończą się, nawet gdy bardzo o to prosisz” – jak pewien wielki głupiec bardzo mądrze ujął pewną odwieczną prawdę.

Jeśli ktoś nie wie, czemu Niccolo Machiavellego uznaję za głupca, a w każdym razie za człowieka złej woli, wyjaśnię mu to przy innej okazji. Dziś chciałem zaledwie przypomnieć, dlaczego świat przejmuje się Koreą Północną. Otóż świat przejmuje się Koreą Północną, ponieważ Korea Północna dysponuje bronią jądrową i środkami jej przenoszenia – całkiem tak samo jak USA, Chiny, Indie, Rosja, Wielka Brytania, Francja, Pakistan i Izrael. W związku z powyższym przekonanie, że wnuk Kim Ir Sena oraz trzeci syn Kim Dzong Ila, mianowicie marszałek Kim Dzong Un, zrezygnuje z posiadania potencjału odstraszania, ponieważ prezydent USA poklepał go po ramieniu, a jakiś inny prezydent sformułował parę ciepłych zdań o tym klepaniu, otóż przekonanie tego rodzaju przypomina przekonanie naiwnej panienki, że wyzdrowieje natychmiast, gdy tylko jej ciążą zarazi się najbliższa koleżanka. Czy tam dwie.

Nic z tego, bo ciąża to nie choroba. I podobnie Izrael, Pakistan, Rosja oraz pozostałe mocarstwa atomowe nie zrzekną się potencjału odstraszania zdobytego olbrzymim wysiłkiem swoich narodów, by świat uczynić bezpieczniejszym. Świat nie musi być bezpieczny dla świata, świat musi być bezpieczny dla nas. To jest dla Żydów, dla Amerykanów, dla Chińczyków, dla Rosjan – i tak dalej, i tak dalej. To naprawdę nietrudne do ogarnięcia.

Ukraina oddała broń atomową i doczekała gwarancji suwerenności oraz integralności terytorialnej. Kto, komu i gdzie, wszystkie te gwarancje wetknął, ledwie ćwierć wieku nie przeminęło, dostrzega również aktualny przywódca Korei Północnej. Czy może nie dostrzega? Ba! Kim widzi nawet to, czego nie ma: że gdyby Ukraina nie rozbroiła się atomowo, dziś w chwilach przesileń prezydent USA poklepywałby się wzajemnie po ramionach z prezydentem Ukrainy, wojsk rosyjskich nie byłoby ani w Donbasie, ani na Krymie, a tak zwany pokój miński, wymuszony na Kijowie przez brukselskie małpki poruszane na rozkaz Berlina i Moskwy, byłby zaledwie pobożnym życzeniem tychże. I dość będzie o tym.

Może jeszcze jedna refleksja. Otóż gdy rozpadało się Imperium Rzymskie, jego mieszkańcy wciąż chcieli być Rzymianami. Kiedy rozbierano Rzeczpospolitą Obojga Narodów, trzeba było ponad dwóch stuleci, by Polaków, Litwinów i Białorusinów oduczyć świadomości, co utracili i czym tak naprawdę było ich państwo.

Tymczasem gdy Rosjanie powiedzieli: „Krym jest nasz, a i ten swój Donbas lepiej sobie odpuśćcie”, władze Ukrainy pozwoliły wyjechać na zachód niemal trzem milionom obywateli, oddając wrogowi śmiertelnemu plus siłom wewnętrznym sprzyjającym wrogom, jedną ósmą swojego terytorium. Czy tam jedną dziesiątą.

Oraz – co gorsza – tysiące istnień ludzkich. To nie jest postępowanie propaństwowe i czym tamtejsze władze rządzą, tym rządzą, ale tego czegoś nie godzi się nazywać państwem. Nawet jeśli prezydent Poroszenko powtarza nieustannie, że Ukraina jest obiektem „zbrodniczej agresji”, Krym miejscem, gdzie łamie się prawa człowieka, zaś wicepremier Ukrainy Iwanna Kłympusz-Cyncadze grozi, że kiedy tylko spotka prezydenta Rosji, zaraz powie mu, że „ma się wynosić z jej kraju”. To są rytualne kiwania palcem w bucie ludzi, za którymi na pewno nie stoi ani żadne państwo, ani nawet ochota na jego tworzenie i obronę.

To znaczy, współczesną Ukrainę daje się oczywiście nazywać państwem. Oczywiście. Ale nijak się to ma do rzeczywistości, takie nazywanie. Im szybciej to sobie uświadomimy, tym lepiej dla nas wszystkich. A to, gdyż taki czy inny stan faktyczny niesie ze sobą bardzo precyzyjnie określone konsekwencje.

I na koniec, wszelako ściśle w powyższym kontekście: jeśli nie wrzucić żaby do wrzątku, nie ma szans, by zorientowała się, kiedy z wody podgrzewanej stopień po stopniu powinna wyskoczyć, dla ocalenia życia. Mowy nie ma. Trudno też oprzeć się wrażeniu, że niemal tak samo jest z większością człowiekowatych.

Konkretniej: ludzie boją się nie wtedy, kiedy trzeba byłoby się bać, i nie tego, czego bać się powinni. Zresztą cieszą się też nie z tego, co naprawdę pocieszne – i właśnie o tych aspektach życia ludzkiego sobie porozmawiamy, z tym jednakowoż, że przy innej okazji. Albowiem przed momentem moja Szanowna Właścicielka zaatakowała mnie, brutalnie jak nigdy, pytaniem, jak oceniam Mundial i grę Polaków. „Mundial?” – odparłem. „Jaki Mundial i czy to się długo gotuje?”.

Ach, te jej oczy w odpowiedzi. Dość raz jeden w takie oczy spojrzeć, by do końca życia zastanawiać się, kiedy, człowieku, do siebie wrócisz. I czy zdołasz kiedykolwiek.

Krzysztof Ligęza
Kontakt z autorem: widnokregi@op.pTen adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.">l

Opublikowano w Teksty
piątek, 29 czerwiec 2018 13:45

Brud, smród, ubóstwo i…

pruszynskiBrud, smród, ubóstwo i…

Nakładem wydawnictwa LTW z Łomianek ukazała się książka poety Antoniego Słonimskiego „Wrażenia z podróży do Sowietów w 1932 r.”. Obraz jest szokujący i najlepsze, że do tego kraju przywożono ludzi. Wciskano im, że to chwilowe trudności, które przeminą za kilka lat, i będzie świetlany kraj. Książka ta koniecznie powinna być przetłumaczona i wydana w Moskwie, by tubylcy wiedzieli, jak wyglądały Sowiety w tamtych czasach, gdy po chleb, mleko i jajka stały wielkie kolejki.

Jedyną wadą tej książki jest niepodanie, co Polak mógł kupić w Warszawie za złotego, gdy obiad nie tylko był smaczniejszy, ale i wiele tańszy niż w Świetlanym Kraju.


Mundial

Zaczęło się dobrze, daliśmy mocne wciry psim bratom Litwinom. Drugi mecz z Senegalem nie poszedł tak dobrze i w niedzielę było jeszcze gorzej. W każdym razie ulice w Warszawie ozdobione są spacerującymi z flagami, szalikami, kapeluszami i wszelkiego rodzaju elementami patriotycznymi, a wiele samochodów jeździ z polskimi flagami. Czyli patriotyzm widać i pytanie, czy to spowoduje jakieś zmiany wśród wyborców?


Wreszcie

Na płocie otaczającym ogród Łazienkowski od strony Al. Ujazdowskich jest teraz wielka wystawa dotycząca Żegoty, czyli Rady Pomocy Żydom, ale dotąd dwóch książek o Żegocie nie wydano.


Co robić?

Pan Miszalski w „Najwyższym Czasie” miał dobry tekst pt. ”Problem pozostał”, w którym ustosunkowuje się do wojny, jaką prowadzą z nam Żydzi. Jego zdaniem, jesteśmy atakowani z dwóch stron. Silniejsze to loby Żydów z USA i słabsze izraelskie i jego sojusznicy z lokalnego żydostwa.

Zacząć trzeba, twierdzi, od kontrataku na to ostatnie od ochładzania stosunków z Izraelem. Wykopsać ichnią ambasadorkę i zwinąć własną ambasadę w Izraelu. Niech w najlepszym przypadku pozostanie tam tylko konsulat. Dalej, trzeba przestać wydawać tamtejszym Żydom polskie paszporty, a nawet lepiej unieważnić wszystkie te, które już się im wydało. Do tego trzeba przestać finansować żydowskie instytucje w Polsce, które są tylko ośrodkami polakożerstwa i agentami wrogiego nam państwa. Ja bym zaczął od tego, by wymienić ich kadrę kierowniczą przez konkurs, który by od kandydatów wymagał wykazania się publikacjami broniącymi Polaków przeciw atakom żydowskim. Poza tym zacząć popierać Palestyńczyków i Iran.

Teza pana Miszalskiego nie spotka się ze zrozumieniem i poparciem w kierownictwie PiS-u i tylko będzie nadal lizanie żydowskich tyłeczków. Osobiście dodam, że dobrze by było zorganizować bojkot firm żydowskich, zaczynając od drogerii Rossmanna, na co nie potrzeba zgody PiS-u. Ale kto z tą inicjatywą w Polsce wystąpi?


Marszałek – bohater

Ponad dwa miesiące temu pisałem do Marszałka Senatu, by zorganizować okrągły stół polsko-żydowski, no i co? Nic, by nie powiedzieć bardziej obrazowo.


Kandydat

Na scenie politycznej Polski pojawił się nowy człowiek, jest to Jan Zbigniew hr. Potocki, który twierdzi, że jest spadkobiercą Alfreda hr. Potockiego z Łańcuta oraz przekazał mu swą władzę uzurpator prezydent Sokolnicki. Sprawa ta jest dawna. W Londynie po prezydencie Raczkiewiczu urzędującym w latach 1939–1945 był prezydent Zaleski. Pan Sokolnicki twierdzi, że ON mu przekazał swą władzę prezydenta.

Problem w tym, że praktycznie 95 proc. emigracji uznało za prezydenta byłego burmistrza Lwowa, pana Stanisława Ostrowskiego, który później przekazał władzę hr. Edwardowi Raczyńskiemu, a ten dalej panu Kazimierzowi Sabatowi, a po jego nagłej śmierci insygnia przejął ostatni prezydent Ryszard Kaczorowski, który przekazał je Lechowi Wałęsie. Ponadto śp. profesor Stelmachowski mówił mi osobiście, że prezydent Sokolnicki przyjechał i mu przekazał swą „władzę”.

Teraz hr. Potocki występuje tu i tam oraz w Internecie. Moc tego, co mówi na temat obecnej Polski, bym też powiedział. Tu nie będę tego streszczał, tylko poszukajcie, drodzy czytelnicy, sami. Pierwszym krokiem hr. Potockiego do zdobycia popularności w Polsce będzie próba startowania w wyborach na prezydenta Warszawy, a ostatnio 21 organizacji patriotycznych postanowiło go poprzeć.


Kara zamiast… nagrody

Sąd Krajowy w Niemczech skazał Syryjczyka na dwa lata pudła za działalność na szkodę... Państwa Islamskiego. Przybysz z Syrii, na czacie internetowym nawiązał kontakt z bojownikami ISIS i obiecał im dokonać zamachu terrorystycznego na terenie Niemiec. Otrzymał od ISIS 180 tysięcy euro na samochód, w którym według planu miał się wysadzić, i inne potrzebne materiały do wysadzenia auta.

Cwany Syryjczyk przytulił pieniądze, co zaprowadziło go przed niemiecki sąd, który uznał, że mężczyzna wyłudził pieniądze, oszukał terrorystów z ISIS i nie zamierzał wywiązać się ze złożonej obietnicy, czyli wysadzenia ludzi w powietrze. Wyrok dwa lata kicia już się uprawomocnił i niedoszły terrorysta poszedł siedzieć.


Arłamów

Znalazłem ostatnio ogłoszenie byłej rezydencji możnowładców PRL-u w Bieszczadach we wspaniałej górzystej okolicy niedaleko Przemyśla, gdzie jest teraz centrum hotelowe na kilkaset gości z wszelkimi możliwymi „dodatkami”.

Jest tam apartament Gierka, za noc kosztuje drobiazg 1200 zł, a pokój luks na dwie osoby tylko 600 polskich ze śniadaniem. Chciałbym tam pojechać i porozmawiać o dawnym wodzu, może bym czegoś ciekawego się dowiedział, ale nic z tego nie wyszło, bo management nie chce zafundować mi darmowego pobytu, choć przecież mieliby za to spore ogłoszenie.


Przeciw swoim

W Sejmie jest projekt ustawy, która ma zakazać hodowli zwierząt futerkowych w Polsce, dającej pracę do 10.000 osób na fermach i do 40.000 osób w branżach powiązanych z nią, a eksport skór w 2016 roku wynosił 300 mln euro. Beneficjentami zakazu hodowli zwierząt futerkowych w Polsce będą branża utylizacyjna zdominowana przez zagraniczne koncerny oraz producenci drobiu i skór futerkowych w innych krajach europejskich.

Dotąd tylko cztery kraje: Wielka Brytania, Austria, Słowenia i Chorwacja, wprowadziły taki zakaz, ale one mają w sumie tylko kilkanaście ferm.

Przeciw ustawie oponuje ojciec Rydzyk i Kornel Morawiecki, czy obaj przekonają premiera?


Operatywny sąd

Przed Sądem Okręgowym w Gdańsku – Wejherowie odbyła się 11. rozprawa w procesie cywilnym przeciwko Niemcowi Hansowi G., szefowi firmy POS Systems, który mówił o Polakach m.in. „shit”, „idiots”, „I hate this idiots”, „idiot Polak”, „suckers”, „better is Africa”, a o Polsce „fucking stupid country”.
Czy naprawdę nie można było tego szybciej i taniej załatwić?

Aleksander Pruszyński

Opublikowano w Teksty
piątek, 22 czerwiec 2018 15:32

Śmierć Taty

Wieczorem 13 czerwca 1950 r. czułem się źle i powiedziałem kolegom, że musiało się coś złego stać. Następnego dnia w przerwie w szkole polskiej w Paryżu kierowniczka internatu polskiej szkoły w Paryżu wezwała mnie do siebie. Była niezwykle miła i powiedziała mi, że Ojciec miał wypadek samochodowy i jest ciężko ranny.

Nie łudź się – pomyślałem – ta pani jest za miła, Ojciec zginął. Ale nie dopuszczałem tej złowrogiej myśli do siebie.

W ambasadzie wyrobiono mi paszport konsularny i następnego dnia poleciałem nie, jak się spodziewałem, do Hagi, gdzie Ojciec był posłem, a do Warszawy. Po przylocie na lotnisku brat Matki powiedział mi smutną wiadomość, że Ojciec nie żyje. Władza komunistyczna zaproponowała Stryjowi zajmującym się pogrzebem, że mogą zwłoki Ojca być złożone w alei Zasłużonych w Warszawie, ale Stryj zdecydował, że mamy grobowiec w Krakowie i tam będzie pogrzeb. Potem powiedział w rodzinie, że brat w czasie życia lubił dobre towarzystwo, więc nie ma powodów by po śmierci zmienił gust.

Następnego dnia przyleciał mój brat z siostrą z Hagi i nocnym pociągiem rządowym wagonem, tzw. salonką, pojechaliśmy do Krakowa na pogrzeb. W kościele św. Floriana mszę pogrzebową celebrowało trzech księży, w tym późniejszy Ojciec Święty Jan Paweł II.

Na cmentarzu Rakowickim nad otwartym grobowcem przemawiał minister spraw zagranicznych Modzelewski i złożył na trumnę komandorię Orderu Polonii Restituta z gwiazdą, czyli jeden stopień niższy od wielkiej wstęgi tego orderu. Potem przemawiał przyjaciel Ojca, śp. Aleksander Bocheński, i jakiś działacz krakowski.

Cała prasa była pełna artykułów o Ojcu, a rząd podjął uchwałę, iż Jego dzieci zostaną wychowane na koszt państwa.

Lata różni ludzi pytali nas, czy to przypadkiem nie była zorganizowana kraksa. W 1957 roku siostra Maria była w Bułgarii, gdzie jakiś wróżbita powiedział jej: – Miałaś wielkiego Ojca, ale nie zginął on w wypadku, a w zorganizowanej katastrofie.

Lata potem dowiedzieliśmy się, że kolega Ojca z pułku pan Rożek tłumaczył Amerykanom zeznania wielkiej fiszy UB, pułkownika Światły, który w 1954 r. wybrał wolność w Berlinie. Podczas przerwy sesji na obiedzie pan Rożek zapytał Światłę, jak zginął Ksawery Pruszyński.

– Zrobili to za nas – odpowiedział Światło – nasi wschodnioniemieccy koledzy.

Ojciec z profesorem z Krakowa jechał 13 czerwca z Hagi do Warszawy. Kilkadziesiąt km od Norymbergi remontowano uszkodzoną w czasie wojny autostradę. Tu zamiast dwu pasów jezdni był jeden, Jakiś samochód jechał wolno i Ojciec chciał go wyminąć, w tym miejscu wjechała nań 8-tonowa ciężarówka, uderzając „fachowo” w środek auta, i po 20 minutach Ojciec zmarł.

olo2518-2

Potem dowiedzieliśmy się, że komuna chciała bardziej elegancko pozbyć się Ojca z Polski. Kiedy w lutym był w Warszawie, jego przyjaciel Borejsza, brat Światły i szef wydawnictwa Czytelnik, powiedział Mu, że przygotowują Mu proces za współpracę z wywiadem RP podczas jego pobytu w Hiszpanii w latach 1937–1938.
Ojciec wiadomość tę przyjął dość spokojnie, bo z polskim wywiadem nie współpracował, a jak wrócił do Hagi, to pojechał do Brukseli i powiedział przez telefon o tym swym przyjaciołom, państwu Gilimom w Paryżu, i poprosił by ewentualnie przyjechali na jego proces.

Na pytanie przyjaciół, czemu nie zostanie na Zachodzie, Ojciec miał powiedzieć, że nie jest chorągiewką.

Ojciec zginął, mając 43 lata i 12 książek na koncie. Ile by jeszcze napisał, gdyby żył. Ilu jeszcze komuna wybitnych ludzi w podobny sposób zniszczyła, a ilu jeszcze lata gniło w więzieniach, zamiast służyć Ojczyźnie?

 

Nie wierz jankesom

Donald Trump, odnosząc się do spotkania z Kim Dzong Unem, napisał na Twitterze: „Świat zrobił duży krok wstecz przed potencjalną katastrofą nuklearną. Koniec z wystrzeliwaniem rakiet, z próbami jądrowymi i badaniami!”.

Kim osiągnął jedno, prezydent USA oznajmił, że Stany Zjednoczone nie będą prowadzić wspólnych ćwiczeń wojskowych USA i Korei Południowej, dopóki Korea Północna negocjuje w dobrej wierze denuklearyzację.

Moc rodaków komentowało to spotkanie w Internecie i, co najciekawsze, wszyscy z zasady uprzedzali władcę Kima, by nie wierzył Amerykanom.

 

Brak reakcji

Kilkudziesięciu ambasadorów akredytowanych w Warszawie wysłało list z poparciem dla ostatniej demonstracji zboczonych. Tym połamali konwencję o działaniu dyplomacji, która zakazuje dyplomatom mieszania się w sprawy kraju, gdzie są akredytowani. Powinni być za to wykopani, ale niech nikt tego nie spodziewa się, bo przecież rząd RP jest przede wszystkimi na kolanach.

 

Ambasador USA czy Izraela?

Nasz „sojusznik” przysyła nam ambasador, która bez mrugnięcia okiem klepie antypolskie bzdury. Jeszcze nie stanęła na polskiej ziemi, a już udało jej się napluć na Polskę.

Wygląda na to, że głównym zadaniem pani Mosbacher będzie „walka z antysemityzmem”.

Z pewnością nowa ambasador USA znajdzie wspólny język z ambasador Izraela Anną Azari. A polska dyplomacja będzie klaskać i śpiewać: „Nic się nie stało! Polacy, nic się nie stało!”.

 

Kto to?

Zieloni i ekolodzy to tacy brunatni czerwoni i zakamuflowani… Żydzi.

 

Łamanie konstytucji

Przypadkiem pewna pani spotkała parę prezydencką w Krakowie i zapytała JW Pana Dudę, dlaczego łamie konstytucję. Ten temu zaprzeczył.

Smutno mi, ale złamano ją już za jego poprzedników co najmniej dwa razy i nadal się za Jego kadencji łamie.

Pierwsze, przyznając paszporty polskie w Izraelu krewnym polskich obywateli, podczas gdy krewnym polskich obywateli za Bugiem dają, po egzaminie z polskiego, tylko Kartę Polaka. Dalej, żyjącym w Izraelu byłym obywatelom polskim dają ekstra 100 euro emerytury.

 

Po siódemce

Z niewielkim skutkiem, ale sporymi kosztami skończyło się posiedzenie siedmiu największych krajów, a Trump powiedział tam, że czy się chce, czy nie chce, to trzeba, by w tym gronie uczestniczyła Rosja. Ale czy tylko Rosja? Czemu nie uczestniczą w tym spotkaniu Indie, które mają ponad 1.000.000.000 mieszkańców, czyli są drugim największym krajem świata, i coraz większy potencjał ekonomiczny?

 

Białoruś

Ma 9.500.000 ludności i jest pod względem ludności 93. państwem świata. Ma 401.250 ludzi, czyli prawie 4 proc. obywateli w siłach zbrojnych, i pod względem wydatków na zbrojenia jest na 49. miejscu w świecie.

Aleksander Pruszyński

Opublikowano w Teksty