Goniec

Register Login

piątek, 23 marzec 2018 07:52

Na przepustce

ligeza        Pomoc oferowana Żydom w czasach niemieckiej okupacji ziem polskich była przejawem niekłamanego heroizmu. Z drugiej strony, oskarżanie o niedostatek heroizmu tych, którzy nie zdecydowali się szafować życiem swoim i swoich bliskich, jest dziś nikczemnością. 

        Nikczemnością, powtórzę, niczym innym. Ale to samo można zapisać równie twardo na wiele rozmaitych sposobów, przywołując wiele różnych słów i konstruując z nich pokaźny las przypomnień. Weźmy poniższe. 

 

        HISTORIA JAKICH WIELE 

        W połowie marca 1944 roku (dokładnie 12 marca), do zamieszkałego we wsi Kotłówka, 33-letniego Stefana Kapczyńskiego dotarł jego znajomy, 28-letni Jan Celej. Miał pecha: Kapczyński ukrywał u siebie Terkę Holtzhandler, Żydówkę z pobliskiego Żelechowa, a Niemcy właśnie kończyli przeszukiwać gospodarstwo. Przybyłego dołączono do Holtzhander i Kapczyńskiego, całą trójkę przepędzono przez wieś, a na jej skraju zastrzelono, zakazując mieszkańcom wsi pochówku ciał zamordowanych. 

        Zaiste, historia jakich wiele. Ale włóżmy teraz dłoń do gniazda szerszeni i przyznajmy: gdyby Kapczyński nie pomógł potrzebującej, być może obaj mężczyźni przeżyliby wojnę. Rzecz w tym, że dziś nazywano by ich antysemitami, zarzucając niedostatek nie tylko heroizmu, ale wręcz niedostatek przyzwoitości. Wiemy tymczasem, i wcale nietrudno to zrozumieć, że wielu nie pomagało bliźnim wyznania mojżeszowego, nie chcąc szafować życiem swoim i swoich rodzin. Dziś nazywanie takich postaw „obojętnością” to właśnie nic innego, jak nikczemność. A mówię przez to, że Umarłym należy się cześć za Ich heroizm, a tym wszystkim, którzy dziś wymagają od ówczesnych Polaków nieustraszoności, należy się czarna karta, napiętnowanie i nakaz wyjazdu z Polski. Niechby z Dworca Gdańskiego. Byle prędko i raz na zawsze. 

 

        REGUŁA POWSZECHNIE OBOWIĄZUJĄCA 

        Nic innego jak postawy Polaków pochodzenia żydowskiego, a precyzyjniej: uaktywnione w przestrzeni publicznej po 17 września 1939 roku prosowieckie wybory tych ludzi, podniosły nadwiślańską wersję niechęci okazywanej Żydom przed II wojną światową do rangi patriotycznego obowiązku. Wiem, jak to brzmi. Notabene, to samo można powiedzieć mocniej, uogólniając w regułę obowiązującą powszechnie rzecz taką oto: gdy wspólnotę dotyka „genocidum atrox”, odwet bywa uzasadniony, jeśli nie konieczny, zaś odstąpienie od niego często daje się opisać gorszącym terminem współuczestnictwa w zbrodni. 

        Poważnie. Zapytajcie Ofiary rzezi wołyńskiej. Gdyby mogli, mężczyźni wstawaliby z grobów i odpłacali prześladowcom – pięknym za nadobne. Wiedzieliby albowiem wszystko to, z czym dostatecznie nowoczesny oraz należycie postępowy człowiek nie potrafi już chyba dojść do porozumienia: jeśli wybaczamy sprawcom, odrzucając chrześcijańskie „sine qua non” wybaczenia, to znaczy skruchę, wyznanie win oraz zadośćuczynienie, narażamy siebie, swoich bliskich i swoich następców na krwawą powtórkę z historii. Historia bowiem nie skończyła się, bo tak orzekł jakiś jajogłowy mądrala, i nieodmiennie lubi powtarzać się. Pasjami, można powiedzieć. 

 

        CIĄGNĄC ZA OGON 

        Naprawdę tak myślę i poważnie proszę, by w tej kwestii nie sprzeczać się ze mną, zaś zasadność swych opinii i ich sedno ująłbym w ten sposób: kalosze to kalosze, a nie sandały; szambo to zbiornik z fekaliami, a nie basen kąpielowy; gdy pada deszcz, to deszcz na pewno pada, a gdy szumi morze, to na pewno morze szumi, a nie tylko „może” szumieć. Mówię przez to, że nie kwestionuje się faktów, że o fakty opieramy się i w oparciu o nie budujemy właściwie interpretacje rzeczywistości. Więc. 

        Więc, powtórzmy, to nic innego jak uaktywnione w przestrzeni publicznej po 17 września 1939 roku prosowieckie wybory Polaków pochodzenia żydowskiego, czy też wyznania mojżeszowego, podniosły nadwiślańską wersję niechęci okazywanej Żydom przed II wojną światową do rangi patriotycznego obowiązku. Ale póki co dajmy temu spokój, bo tymczasem nadwiślański Sąd Najwyższy ciągnie za ogon wciąż dychającego (dychającego mimo wszystko, chciałoby się rzec) suwerena, a to poprzez mizianie po czuprynce, czy tam po tupeciku, słynnego prokuratora z Kielc, przyłapanego na jeździe „po jednym głębszym”. Sąd Najwyższy mianowicie uznaje, że nieszczęśnik... mógł nie wiedzieć, że krew sobie zalkoholizował. 

 

        ZABICI NA ŚMIERĆ 

        Nie wiedział biedaczek (precyzyjniej: „mógł nie wiedzieć”), że ma alkohol we krwi, i to jest bardzo, bardzo dobre wytłumaczenie. Gdyby wiedział, wtedy musiałby okazać się roztargnięty, czy tam roztargniony. Roztargnięcie zaś, czy tam roztargnienie, to od czasu owego sędziego, którego kieszeń wsiorbała przypadkiem cudze „pisiąt” złotych, to już karta zabita na śmierć. Tak, że ten, tego. Dzieje się. 

        Prawdę rzekłem, rzeczywiście się dzieje, zaś aktywność nadzwyczajną mogliśmy zaobserwować wśród działaczek „Ogólnopolskiego Strajku Kobiet”, zarzucających opresję Kościołowi: „W bólu mamy żyć, rodzić i umierać. Dość tego!” – napisały. Najwyraźniej działaczki OSK to jakieś wariatki na przepustce z wariatkowa. Ale powiem im tak: jeśli cenimy życie ludzkie, robimy wszystko, by ocalić każde. Jeśli nie sposób uratować wszystkich, ratujemy tylu, ilu zdołamy. Jeśli wielu ocalić się nie da, chronimy jedno. Tak działa świat ludzi przyzwoitych i daj Boże, by tak pozostało. 

Krzysztof Ligęza 

Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Opublikowano w Teksty

Na szybko: Przedstawiona przez rządzących liberałów Mowa od Tronu zapowiada, nową/starą linię polityczną coraz bardziej przesuniętej na pozycje populizmu socjalizmu wielokulturowego. Premier Kathleen Wynne usiłuje kupić sobie kolejną kadencję płacąc nam za to naszymi własnymi pieniędzmi. Jak zwykle, rozdawnictwo rządowe wygląda z wierzchu cudownie, pod pokrywką sprowadza się jednak do łupienia "średniaków" i wypłaceniu "tantiem" "krewnym i znajomym królika" - wygląda to tak: najbogatsi i tak uciekną z pieniędzmi dostaną korporacyjny "welfare" etc.; w końcu to oni finansują partie polityczne i mają politycznych przyjaciół tam, gdzie trzeba. Najbiedniejszym też coś skapnie ze stołu - nowe daniny pod różnymi postaciami dobiją natomiast tych co zawsze - klasę średnią, no i pozwolą na zwiększenie zatrudnienia w sektorze państwowym - będzie można wynagrodzić kogo trzeba.
A prowincja stoczy się dalej...

Kupowanie wyborców za ich własne pieniądze jest znanym manewrem praktykowanym od momentu kiedy demokratyczna fasada zaczęła legitymizować rządy tej czy tamtej elity. Kończy się tak samo.

Zabieg ten - niestety - nie tylko ma długofalowe i bolesne skutki ekonomiczne, ale również polaryzuje społeczeństwo, wzmagając napięcia.

Tak więc podążamy "sprawdzoną" drogą. Wiadomo, że prowadzi do zubożenia i budowy zbiurokratyzowanego mało wydajnego systemu gospodarczego, za który zapłacimy już my sami na starość, a nasze dzieci z całą pewnością.

Tak to jest gdy neomarksiści cynicznie przy pomocy kartki wyborczej usiłują przeforsować swoją rewolucję. Tak to jest gdy ogłupienie wyborcy przekroczy pewną "masę krytyczną" i pozbawiając go zdrowych odruchów i możliwości wyrabiania sobie zdania, a politykę sprowadzając do manipulacji emocjami.

A tymczasem znana nam tutaj Natalia Kusendova będzie się ubiegać o nominację na kandydatkę partii konserwatywnej w Mississauga Center - Obok Kingi Surmy byłaby to druga kandydatka "polska" w ontaryjskich wyborach 7 czerwca.

Nie dość, że Polki to jeszcze obydwie są po "dobrej stronie mocy" w partii Douga Forda!
PS. Wywiad z Kingą Surmą w najbliższym numerze "Gońca"

Opublikowano w Andrzej Kumor
piątek, 16 marzec 2018 13:15

Haggada potrzebna

ligeza        Reagowanie w sytuacji rażącej nierównowagi sił nie zawsze oznacza klęskę ostateczną, wszelako fiasko prognozuje zawsze. W każdym razie z ogromnym prawdopodobieństwem zapowiada spory niefart. 

        Wniosek: reaktywność wydaje się niewskazana, to raczej przeciwnika należy przymuszać do reakcji, przemyślanymi starannie działaniami, a następnie skutecznie chwasty pielić, wybrawszy grządkę konfrontacji. Nasi wrogowie to wiedzą, wielu Polkom i Polakom niestety wyrwano z serc wspomniane oczywistości, podobnie jak równie wielu rozum wykarczowano z rozsądku – a to wszystko dekadami tresury medialnej (dziś zwanej przeze mnie tresurą podtrzymującą). 

        O deficytach tożsamości narodowej nie wspomnę. O tym Ryszard Legutko („Esej o duszy polskiej”, Tadeusz Korzeniewski („Do Wyoming”), Andrzej Zybertowicz („Kulisy systemu”) oraz Andrzej Nowak („Pierwsza zdrada Zachodu”) na ten temat napisali wszystko, co napisać na ten temat należało. 

 

        NIE DO WYTRZYMANIA 

        W powyższym kontekście wielce frapujące – choć wyłącznie w sensie intelektualnym – wydaje się oczekiwanie, kiedy oba szalejące tu i ówdzie pożary, ten antysemityzmu, i ten polonofobii, splotą się w uścisku śmiertelnym, spopielając doszczętnie osiem wieków otwarcia obywateli Rzeczypospolitej na obcych i prześladowanych. No tak. Bo Żydzi amerykańscy uważają, że bycie Żydem w Polsce piętnuje, Polacy zaś, że piętnuje bycie Polakiem wśród Żydów amerykańskich (chasydzi to w Polsce cepeliada, folklor zanikający, dopowiem: niestety), ja natomiast uważam, że trzeba koniecznie rozumieć, skąd bierze się przytłaczająca większość uwag o „polskim antysemityzmie”, Otóż wynikają one wprost ze wzbierającej, ostatnio bardziej niż zazwyczaj, fali wspomnianej wyżej polonofobii. Rośniemy albowiem, co tych i owych nie może nie boleć. Ba! Tamtych i owamtych boli to już w stopniu nie do wytrzymania. Zatem gdy uwagi tego rodzaju rejestruję, przyglądam się im uważnie i, muszę powtórzyć, jedynie niewielką część odrzucam. Z powodu całej reszty puchnę z dumy, a serce moje rośnie.

 

        POZYCJE WŁAŚCIWE 

        Bezsprzecznie Żydzi to mądry naród i bezsprzecznie naśladowanie jego mądrości dobrze zrobi na każde durne myszygene kopf. Czy na jakoś podobnie. W takim razie jeszcze lepiej, gdy państwo aspirujące od dwóch lat do zmądrzenia, naśladować zechce te już zmądrzałe. Żeby nie było to, tamto: nie postuluję, by naśladować państwa przemądrzałe. Naśladowanie przez naród polski narodów przemądrzałych możliwe będzie jutro. Czy tam pojutrze. Dziś naśladujmy narody zmądrzałe, ergo, naśladujmy państwo Izrael. Więc. 

        Więc skoro Norman Filkenstein dostał 10 lat zakazu wjazdu do Izraela za pisanie prawdy o Żydach, niech Polska na lat dziesięć zakaże wjazdu do Polski panu Grossowi za rozpowszechnienie łgarstw o Polakach. Zresztą Filkenstein Filkensteinem, Gross Grossem, ale generalnie chodzi o to, że zasada wzajemności stosowana w praktyce wręcz rewelacyjnie ustawia relacje między narodami na właściwych pozycjach. 

 

        Z INNYCH KOŃCÓW 

        Teraz z dwóch innych końców, że je oba jakże zręcznie ujmę w dłonie. Koniec pierwszy: Żydzi Żydami, Izrael Izraelem, Jerozolima i te rzeczy, tymczasem Sąd Najwyższy czule pieści czuprynę prokuratora z Kielc, przyłapanego na jeździe po „jednym głębszym”, uznawszy, że nieszczęśnik nie wiedział, że spożywał alkohol. A skoro tak, to nie wiedział, biedaczek, a precyzyjniej: „mógł nie wiedzieć”, że ma alkohol we krwi. I to jest bardzo dobre wytłumaczenie. Gdyby wiedział, wtedy musiałby być mocno roztargnięty. Czy tam roztargniony. Zaś roztargnięcie to od czasu sędziego, którego kieszeń wzięła i wsiorbała cudze „pisiąt” złotych, to już karta zabita na śmierć. 

        I koniec drugi: dziennik „Rzeczpospolita” donosi, że, uwaga, uwaga: „Borelioza niebezpieczniejsza niż sądzono”. Niżej podpisany pyta: nowa partia szczepionek mija Słubice? Czy tam Kołbaskowo? Czy może tym razem szczepionki wjeżdżają do nas od strony Zgorzelca? Bo tylko ten kontekst wydaje się godzien uwagi, a nie to, że „borelioza zabija”. 

 

        PO HEBRAJSKU 

        Alkohol zabija, papierosy zabijają, cukier zabija – i tak dalej, i tak dalej – tymczasem nic tak cudownie nie uzdrawia stanów fiskalnych koncernów farmaceutycznych, co sprzedaż dziesięciu tirów tej czy innej nikomu niepotrzebnej szczepionki. Czy tam tirów piętnastu. Tym bardziej w sytuacji, gdy odległe wieloletnie skutki uboczne podawania tejże szczepionki nie są znane i kiedykolwiek by się nie ujawniły, nie ujawnią się prędko. 

        Natomiast co do „od zaraz potrzebnej” haggady, klamrującej nasze dzisiejsze spotkanie, powiem tak: niniejsza haggada – uwrażliwionych na wulgaryzmy o wybaczenie proszę – wygląda tak: „Był rok 1968, gdy Adam wyzywał mnie od nie-Polaków, oczerniając publicznie. Miałem dwadzieścia trzy lata. Krzyczałem: »Łżesz, chuju!« i obijałem bydlakowi ryj. Wtedy przestawał. Dziękuję wam, Muzeum Polin. Dziś znowu czuję się młody. A mówię przez to, że podżeganie do antysemityzmu winno być karane łbem na pniu, zaś Muzeum Historii Żydów Polskich świętą krową nie jest, więc własną głowę chronić powinno. Proszę to sobie gdzieś zapisać, możliwie wielkimi literami. Może być po hebrajsku”. 

Krzysztof Ligęza 

Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Opublikowano w Teksty
piątek, 16 marzec 2018 13:12

Białoruska Joanna d’Arc

pruszynski        Tak, tak! Białorusini mają swoją Dziewicę Orleańską. Co prawda nie całkiem orleańską, ale słucką, niemniej jednak kolejna emancypowana białoruska księżniczka zasługuje na uwagę. Historia zachowała niewiele pewnych faktów z biografii Anastazji Słuckiej, jednak Białoruś może pochwalić się piękną legendą.

        Młodziutką Anastazję ożeniono z księciem na Słucku i Kopylu Siemionem Olelkowiczem na początku lat 90. XV wieku. Młoda para niedługo mogła cieszyć się życiem rodzinnym. Kniaź cały czas musiał odpierać najazdy wojowniczych Tatarów, którzy zaczęli atakować miasto w 1502 roku. Spustoszone księstwo osłabło do tego stopnia, że Słuck stracił prawo magdeburskie. W 1505 roku książę Siemion mocno zachorował i pożegnał się z tym światem, pozostawiając młodą księżną, dzieci i państwo bez opieki. Silna Anastazja staje się regentką niepełnoletniego syna Jerzego i bierze ster księstwa w swoje ręce. Kniahini zaczyna umacniać miasto. Za jej panowania odbudowano dolny i górny zamek. Na miejscu drewnianej, kobieta stawia kamienną cerkiew Świętej Trójcy – ofiarę za pomyślną obronę przed Tatarami i na pamiątkę poległych. Po śmierci męża księżna sama zajmuje się obroną księstwa i staje na czele słuckiego wojska. Nie wiadomo, czy Anastazja brała miecz do ręki, ale skoro już tworzymy legendę, to możemy trochę ją podkoloryzować. Wyobraźcie sobie średniowieczną zbroję. Żelazny pancerz wraz z kolczugą ważył od 20 do 50 kilogramów. Plus ciężki miecz, którym trzeba było z wprawą machać. Do tego niewiarygodna siła i odwaga kobiety, która się na to zdecydowała.

        Piękna legenda o białoruskiej Joannie d’Arc została uwieczniona w świetnym filmie z 2003 roku, który tak też się nazywa – „Anastazja Słucka”. Ta pełna akcji kinowa opowieść o białoruskiej wojowniczce, urzekającej swoją mądrością i urodą (której użyczyła aktorka Swietłana Zielankouska), nie odsłania pełni biografii Anastazji. Wydawać by się mogło: Tatarów odparli, legenda się rodzi, syn dorasta – dajcie kobiecie spokojnie pożyć! Ale nie. Była zbyt łakomym kąskiem, by uniknąć zalotów rozochoconych kniaziów, z których jeden był największym awanturnikiem w białoruskiej historii. Czort jeden wie, kiedy Anastazja poznała Michała Glińskiego, ale jeden z polskich historyków uważa nawet, że księżna przez jakiś czas miała z nim romans. Historia miłosna trwała w najlepsze, ale gdy książę przyjechał się swatać, odprawiła go z kwitkiem.

        Był rok 1508. W swoim czasie Michał Gliński, przodek naszego ministra kultury, był jedną z najważniejszych osób w Rzeczypospolitej – piastował posadę marszałka, faktycznie władając państwem, ale po śmierci króla Aleksandra Jagiellończyka utracił swój autorytet. I nie może to dziwić, bo ambitny magnat miał wielu wrogów i konkurentów, z których jeden nakłonił nowego króla – Zygmunta (potem nazwanego Starym) do zdjęcia go ze stanowiska. Pokrzywdzony szlachcic zaczyna intrygę prowadzącą do obalenia króla. Wszczął nawet swojego rodzaju wojnę informacyjną – rozpuszcza plotki, że Zygmunt planuje mocno ograniczyć prawa prawosławnych mieszkańców Rzeczypospolitej. Glińskiemu udaje się przeciągnąć na swoją stronę bogatych krewnych i otrzymać wsparcie kniazia moskiewskiego Wasyla III. Były marszałek rozpoczyna prawdziwą wojnę hybrydową w stylu XVI wieku. By odzyskać władzę, stara się podzielić Wielkie Księstwo Litewskie i stworzyć samodzielne księstwo kijowskie pod protektoratem Moskwy. Coś to przypomina…

        Ziemia słucka i kopylska były świetnym dodatkiem do nowego księstwa. Może właśnie to skłoniło młodego magnata do smolenia cholewek do również młodej i zamożnej księżnej. Ta jednak nie godzi się na ślub. Dla jednego z najbogatszych i najbardziej żądnych władzy mężczyzn w kraju był to cios poniżej pasa. Michał Gliński dwukrotnie próbuje zdobyć Słuck zbrojnie, by siłą doprowadzić kniahinię przed ołtarz. Ale napadł na niewłaściwą kobietę! Dwa razy Anastazja broni siebie i miasta, a awanturnik z pustymi rękoma ucieka do księstwa moskiewskiego. Dlaczego Anastazja, która rzekomo miała romans z Glińskim, odmówiła mu? Możemy jedynie zgadywać. Możliwe, że bała się o spadek syna. Możliwe też, że była na tyle wierna królowi i państwu, że nie chciała jego podziału. A może Gliński zwyczajnie okazał się złym kochankiem. Ale to, że księżna umiała zadbać o siebie i swoich poddanych, nie ulega wątpliwości. Gdy kniaź Jurij stał się pełnoletni, mądra i niezłomna Anastazja przekazała władzę synowi, sama zaś zmarła w sędziwym wieku. We wrześniu ubiegłego roku w Słucku stanął jej pomnik.

        Ciekawa historia, związana z męstwem i wyborem moralnym, wydarzyła się i w naszych czasach. Plan zdjęciowy „Anastazji Słuckiej” odwiedził Aleksander Łukaszenka. Wszystko było przygotowane tak, by „obłaskawić” prezydenta. Wojownicza Anastazja w kolczudze miała podjechać na koniu i wręczyć Łukaszence… kwiatki. Ciekawe, że podczas spotkania ochrona nie zarekwirowała wszystkich mieczy i ostrych przedmiotów. Swietłana Zielankouskaja, grająca rolę Anastazji, na przekór wszystkim, którzy liczyli na pochwałę z góry (ministra i wiceministra kultury, reżysera), zdecydowała, że nie przywita przywódcy. Czy na nieugiętą postawę Swietłany wpłynęła historia Anastazji, która umiała powiedzieć „Nie!”? W czasie, gdy wszyscy na nią naciskali, aktorka zasłoniła oczy rękoma i odmówiła. A przywódca kraju pozostał bez kwiatów. („Białoruska Joanna d’Arc”, Paulina Walisz, Bielsat)

        I osobiste moje spotkanie na premierze filmu w Mińsku, niemające żadnego związku z Polską, a w końcu były, gdy podszedłem do aktorki ze znaczkiem wolnej Białorusi w klapie, ta powitała mnie  „Żywiet Białoruś”, czyli hasłem opozycji.


        Jak się to wszystko skończy?

        Kaczyński, który w końcu rządzi  Polską, ugnie się przed Żydami. Prawdopodobnie nastąpi to pod pretekstem decyzji Trybunału Konstytucyjnego, że to coś tam w poprawce jest niezgodne z Konstytucją. Doprowadzi to do totalnego upadku prestiżu władców Polski. Może pokaże się nowy przywódca, który skupi wokół siebie moc narodu, zwłaszcza że przebudzi się pod wpływem szeregowych księży Episkopat.

        Ostatecznie PiS wprowadzi stan wojenny, który będzie nieudaną próbą zlikwidowania napięcia, po którym PiS będzie musiał zejść z piedestału jak PZPR.


        Kto w końcu winien?

        Pisze się teraz moc o kolaborantach z różnych krajów, a nawet trochę o żydowskich, ale w końcu kto tym wszystkim dowodził – Niemcy i jeszcze raz Niemcy.

        Czy „polskie” MSZ może pochwalić się od 1990 do 2015 roku jakąś rzeczową publikacja po angielsku o ratowaniu Żydów w Polsce? – Nie.

        A wystarczyło przejąć zapas książki angielskiej pana Zajączkowskiego z Waszyngtonu „Martyrs of Charity”… czego nie zrobiono.

        Można było rozprowadzać angielską książkę płk. Iranka-Osmeckiego czy książki angielskie dr Ewy Kurek lub wydaną przez mnie książkę śp. Szymona Datnera „Polish heroes”. Tego nie zrobiono, a za to powinien ktoś siedzieć już DAWNO. Jeśli kogoś trzeba w pierwszej kolejności skazywać za obojętność, to „polskie” MSZ. 

        A Episkopat co w sumie zrobił? Odwiedził Polin – Muzeum Historii Żydów Polskich i niczego o nim złego nie powiedział, a jest wiele. Prawda, ks. prof. W. Chrostowski wydał książkę pt. „Kościół, Żydzi, Polska”, a ks. Rytel-Adrianik książkę pt. „Dam im imię na wieki”, ale to były ich osobiste działania. Akcja o. Rydzyka upamiętnienia zamordowanych Polaków za ratowanie Żydów nie była mocno poparta przez naszą hierarchię. Czy Episkopat nie powinien był wydać dobrego dzieła o roli księży i biskupów w ratowaniu Żydów i na przykład dać jakąś nagrodę dr Ewie Kurek za jej książkę o dzieciach żydowskich uratowanych w klasztorach?


        Rabusie

        Zbyt mało mówi się, że funkcjonariusze UB od najwyższego szczebla do dołu byli nie tylko prześladowcami Polaków, ale też pospolitymi złodziejaszkami, okradając przy okazji rewizji i innych okazji, kogo się dało.

        Gdy aresztowano pułkownika hr. Grocholskiego, z domu zginęło sporo biżuterii. Kilka miesięcy potem u swego fryzjera jego żona zobaczyła na sukni siedzącej tam kobiety swą broszkę i zapytała, skąd ma tę broszkę.

        – Co to panią obchodzi – odpowiedziała zapytana. 

        – Po prostu to moja broszka – powiedziała hrabina, wyrwała ją i wyszła z zakładu.

        Kilka dni potem przyszła znów i zapytała fryzjera, czy wie, kto to była ta kobieta.

        – To znana aktorka, żona premiera Cyrankiewicza – odparł fryzjer. – Pytała, czy znam panią – ciągnął dalej fryzjer – ale odpowiedziałem, że pierwszy raz panią hrabinę widziałem.

        Podobnie było z płk. Światłą. Amerykanie chcieli ustalić, kto to, i wreszcie znaleźli człowieka, którego Światło przesłuchiwał.

        – Tak – ten powiedział – to Światło – i dodał – zapewne ma na ręku mój złoty zegarek, który mi skradziono podczas rewizji.

        Gdy opowiedziałem o tych ewenementach na spotkaniu w IPN-ie, to dowiedziałem się, że po aresztowaniu I Komendy WIN-u bezpieka dowiedziała się, gdzie jest ich kasa. Po nią pojechało kilku funkcjonariuszy z wiceministrem MBP Romanem Romkowskim – oryginalnie Natanem Grinszpaumem-Kinkielem, i pułkownikiem Józefem Czaplickim – oryginalnie Izydorem Kurcem. Odkopano walizkę, gdzie między innymi było pełno złotych monet. Po powrocie do Warszawy rozdzielili je między siebie, odkładając część dla Gomułki. Sprawa wyszła na jaw dopiero po 1956 r. Inna sprawa, to co się stało z tzw. Złotym FON-em, czyli złotymi przedmiotami z Funduszu Obrony Narodowej, jakie wróciły z Londynu.


        Święto Kobiet

        8 marca nadal jest dniem świątecznym na Białorusi i już dwa dni przed nim miasta zapełniają się stoiskami z kwiatami, głównie tulipanami. Są one jednak dwa razy droższe niż w Warszawie.


        Komu rządy III RP służą?

        Prof. Andrzej Zapałowski, specjalista od bezpieczeństwa państwa, mówi: – Przez ostatnie prawie trzy dekady trudno byłoby szukać gestów solidarności politycznej i gospodarczej ze strony Ukrainy do Polski. Od lat mamy tylko absolutnie asymetryczną politykę Warszawy na naszą niekorzyść w stosunku do Kijowa. A jak rządy realizowały nasze interesy w stosunku do Niemiec, Białorusi, Rosji, USA itd.? 

        Na świecie nie szanuje się państw, które nie dbają o swoje interesy i ich jasno nie artykułują. To trąci już absolutną naiwnością gospodarczą i polityczną, ale to mamy już od lat.


        Poseł Winnicki w Sejmie 

        „Nie ma tam mowy (w uchwale Sejmu o Marcu), że te wydarzenia były skutkiem m.in. walki frakcji w łonie PZPR; że to był jeden z głównych powodów, dla których wydarzył się Marzec ’68. Jego opis nie jest prawdziwy, jeśli nie powiemy o tym, że wtedy wyjechało z Polski ponad tysiąc stalinistów, UB-eków, morderców sądowych, wysokich oficerów Ludowego Wojska Polskiego; że wyjechał Stefan Michnik, Helena Wolińska. Bez powiedzenia tej prawdy ta uchwała jest po prostu nieprawdziwa, dlatego w imieniu Ruchu Narodowego domagam się prawdy o Marcu ’68. Nie twórzmy mitologii na temat Marca ’68, który jest jednym z mitów założycielskich III RP.”


        Znów będą nas… doić

        Podczas konferencji w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów premier Morawiecki poinformował o utworzeniu Muzeum Getta Warszawskiego. Na dyrektora nowej placówki minister Gliński powołał Alberta Stankowskiego, szczecińskiego historyka i byłego pracownika Muzeum Polin.


        Jak zarabiać i mieć frajdę

        Sporo czytelników mieszka poza śródmieściem Toronto czy Mississaugi i sporo jest już na emeryturze. Jest nie najgorzej, ale mogłoby być lepiej. Okazuje się, że można nieźle zarobić, hodując... psy. Można sprowadzić sobie ładną szczenną sukę z wszelkimi dokumentami, a potem sprzedawać szczenięta. Potem znaleźć tu samca i co pół roku mieć „urodzaj”.

        Widziałem w Krakowie bardzo ładne psy rasy czarne rosyjskie spaniele. W Internecie ceny ich szczeniaków w USA to 2000 amerykańskich zielonych.


        Z dyskusji w Internecie

        W Polsce jest moc wykształconych, a mało... mądrych.


        Problem Pierwszej Damy

        Imć Dera z Kancelarii JO Pana Prezydenta twierdzi, że jest tragedia, bo pani Duda-Kornhauzer musi żyć na konto męża. Powolutku, czy JO mąż tak źle zarabia, że nie może na dobrym poziomie utrzymywać żony? Zamiast boleć, trzeba było wprowadzić do listy cywilnej dla niej pensję np. wiceministra. Więc rodacy, może zrobimy składkę na panią prezydentową na Ronceswólce i na Krakowskim Przedmieściu?

Aleksander Pruszyński

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump niebawem spotka się z liderem Północnej Korei czerwonym kacykiem z dynastii Kim Ir Sena Kim Jong-un rozwój sytuacji pokazuje jaka dyplomacja się opłaca. Trzeba podbijać stawkę po to, by siadając do stolika mieć duże atuty. Korea Północna na razie obiecała wstrzymać testy nuklearne do czasu spotkania z prezydentem USA. Jednym słowem po tym jak kraj ten ogłosił że posiada zdolność odwetowego ataku na terytorium Stanów zjednoczonych, Stany Zjednoczone uznały go za partnera do rozmów. Poprzednio starały się jedynie zdusić sankcjami. Zobaczymy ile północna Korea zdoła ugrać.

Jest to oczywisty przykład że w polityce liczą się silni posiadający atuty. Wchodzenie do tyłka komukolwiek jest zdradę interesów narodowych. Widać to na przykładzie Polski ulegającej naciskom amerykańskim w sprawach, które Amerykanów nie powinny obchodzić,  obchodzą jedynie dlatego że robią przysługę swoim żydowskim ober-partnerom Proszę teraz popatrzeć jak chińska szkoła dyplomacji w wydaniu Północno Koreańskim skutecznie ogrywa hegemona. Cymes palce lizać! Tymczasem Polsce grożą palcem sprowadzając do parteru jakieś amerykańskie kmiotki. Żal serce ściska.

Opublikowano w Andrzej Kumor

Jak podaje portal Kresy.pl  Polak., który rozklejał w Olsztynie antybanderowskie wlepki, został oskarżony o nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym. Śledczy bez żadnej ekspertyzy uznali, że wlepki miały charakter antyukraiński. Sprawa trafiła do sądu. Zajmujący się sprawą prokurator wcześniej odmówił wszczęcia postępowania ws. probanderowskich książek w polskiej szkole dla Ukraińców.

W październiku 2016 roku Pan Robert D. z Olsztyna został zatrzymany przez policję po tym, jak wcześniej rozklejał w swojej okolicy tzw. wlepki z antybanderowskimi motywami, które kupił legalnie przez internet. Pierwsza przedstawiała przekreśloną podobiznę lidera OUN, Stepana Bandery. Na drugiej widać było grafikę z płonącymi wiejskimi zabudowaniami i napisem „UPA. Ukraińscy mordercy”.

 

https://kresy.pl/wydarzenia/mieszkaniec-olsztyna-oskarzony-za-antybanderowskie-wlepki-sledczy-uznali-je-za-antyukrainskie/

Opublikowano w Goniec Poleca
piątek, 09 marzec 2018 08:04

Dlaczego klękał?!

Nie wiem, przed kim w czwartek klękał w Warszawie prezydent Duda, prosząc rodziny marcowych emigrantów „o wybaczenie” – niech się z tego „chamy” tłumaczą, a nie prezydent RP!!! 

        Nie wiem, jak można porównać ówczesnych „komandosów” do żołnierzy wyklętych?! To są jakieś aberracje! To jest fałszowanie historii!

Postawa Waszyngtonu wobec Polski jest rezultatem działania lobby żydowskiego i przepraszam bardzo, ale czy tego nie można się było domyślać, czy to takie trudne zobaczyć, jak bardzo polityka USA zależy od potrzeb Izraela, dawno już temu pisaliśmy, dlaczego tak jest i na czym polega siła izraelskiego lobby, które jest trwałym i potężnym elementem amerykańskiej polityki wewnętrznej. Znani politolodzy pokazują, jak bardzo finansowanie kampanii zależy od poparcia lobby i jak niewielki wpływ na zwycięstwo w amerykańskich wyborach ma polityka zagraniczna USA – liczy się to, co dany kongresman przynosi do okręgu w postaci stanowisk pracy etc. A więc dowolny kandydat, bez zająknienia zobowiąże się do popierania Izraela we wszystkim, bo nic mu to nie szkodzi, a jedynie pomaga w znalezieniu funduszy i poparcia medialnego dla kampanii.

Nie wiem więc, czy Polska nie postawiła się Żydom tylko po to, by zaraz się poddać i móc to wykorzystać dla uzasadnienia kapitulacji. Jak w znanym peerelowskim dowcipie, typu co zrobić, by w Polsce było lepiej? 

        – Wypowiedzieć wojnę USA! No tak, Panie, ale przecież my ją zaraz przegramy! – No i o to chodzi, bo nas wtedy wezmą w okupację. W czasach komunistycznych okupacja amerykańska jawiła się niczym chwycenie Pana Boga za nogi, dzisiaj też w ten sposób niektórzy mówią o podstawieniu się pod „strategicznego sojusznika bliskowschodniego”.  Może więc po prostu od czasów jurgieltu Polacy na własne państwo nie zasługują. Nie mają już tego genu.

***

        Prezydent Trump zaczyna podnosić cła i zaraz podniósł się jazgot. Warto więc przypomnieć, po co są cła. Otóż po to, by chronić własny rynek przed nieuczciwą konkurencją. Tymczasem całemu pokoleniu wbito w głowę przekonanie, że otwarcie granic na wszystko i wszystkich to świetny sposób zwiększenia dobrobytu. Owszem, świetny, tylko zależy dla  kogo. Bo jeżeli ktoś mi powie, że wykorzystywanie dzieci w szwalniach Bangladeszu wspaniale działa na zwiększenie obrotów handlu w Kanadzie, to ja…

Andrzej Kumor

Opublikowano w Andrzej Kumor
piątek, 09 marzec 2018 07:39

Świniozabijanie

ligeza        Wierne odtwarzanie rzeczywistości nie naprawia świata, przeciwnie, pogłębia jego degenerację, gdyż zastane i pokazane zło rozsiewa wszerz, wzdłuż i w poprzek globu, wszędzie pozwalając mu dojrzewać i owocować. 

        To raz. Dwa: człowiek rozumny jakiś wniosek z powyższego wysnuć powinien. Czy może niekoniecznie? Koniecznie, koniecznie. A to, ponieważ kilkadziesiąt lat propagandy przerobi każdego na wszystko. Dosłownie. Musztardę na mleczko do kawy, parę kaloszy na batalion czołgów, flakonik perfum na szambo bezgraniczne. 

Opublikowano w Teksty
piątek, 09 marzec 2018 07:37

Marzec (9/2018)

pruszynskiMarzec

        Na ten temat pisano moc, pisali głównie Żydzi i ich sojusznicy, przedstawiając Żydów jako ofiary „nagonki”, jaka miała niewątpliwie  miejsce. Była to jednak tylko wojna domowa w PZPR, niżej postawionych w hierarchii partyjnej Polaków z często wyżej postawionymi Żydami. Chodziło o posady i wpływy, a tej wojnie Polacy przyglądali się z ciekawością, bo bawiła ich walka sowieckich kolaborantów.

        Od samego powstania PRL-u, który, co tu mówić, był agenturą Sowietów, z ich namaszczenia Polską rządzili Żydzi. Tak, Żydzi, i kto chce, wie, ilu z nich było na świeczniku władzy. Brali dobrowolny i świadomy udział w niewoleniu Polski i sowicie się przy tym obłowili.

Żabka za boćka,
Bociek za gąskę,
Gąska za kurkę,

We wtorek wybuchła sprawa wylansowana przez Onet, jakoby Stany Zjednoczone miały zamiar formalnie obłożyć sankcjami dyplomatycznymi Polskę w odpowiedzi na ustawę o IPN. Wywołało to w Polsce konsternację. No bo przecież komu jak komu, ale Amerykanom musimy się podobać! W przeciwnym razie nie dadzą sobie pucować cholewek.  Departament Stanu stwierdził ustami swej rzeczniczki że nie rozważa tego rodzaju posunięcia, choć naciska na Polskę w celu zmiany wspomnianego prawa.
Postawa Waszyngtonu jest rezultatem działania lobby żydowskiego, w najnowszym numerze Gońca przedrukowaliśmy informację prasową Knesetu o posiedzeniu tamtejszej Komisji Spraw Zagranicznych. Można w niej znaleźć opinie, że rząd żydowski za mało radykalnie naciska na Warszawę. W odpowiedzi na krytykę dyrektor generalny MSZ Izraela Yuval Rotem, stwierdza, że "walkę zaczyna się od pistoletów, a działa wyciąga dopiero potem". Inny poseł dodaje, że Izrael nie powinien budować muru z Polską, ale polegać na Amerykanach; Polacy są uzależnieni od Amerykanów i w świetle naszych obecnych stosunków z Amerykanami możemy wykorzystać ten kij w bardzo mocny sposób.
Najwyraźniej, jak powiedzieli tak zrobili.

***

Doug Ford, kandydat na lidera ontaryjskiej partii konserwatywnej tknął sprawę aborcji. Miejmy nadzieję, że nie z powodów czysto taktycznych, jak to przed kilku laty uczynił Patrick Brown obiecując tak zwanym konserwatystom społecznym spełnienie wielu postulatów, a następnie obracając się na pięcie o 180°.
Kwestia aborcji w Kanadzie jest bardzo bolesna ponieważ brak jakichkolwiek ograniczeń pozwala na zabijanie nienarodzonych dzieci nawet tuż przed urodzeniem bez żadnych konsekwencji karnych. Przepisy prawa karnego dotyczą jedynie tych, "którzy żywi opuścili drogi rodne", w konsekwencji "dla pewności" wielu aborterów najpierw uśmierca dzieci zastrzykiem w serce, aby nie mieć żadnych wątpliwości że wyciągane w ten sposób ciało będzie martwe...
Doug Ford oczywiście nie idzie tak daleko by postulować ograniczenia, ale dał do zrozumienia, że fakt iż 13-letnia dziewczynka może umówić się na aborcję w prywatnej klinice nie informując o tym rodziców, a jednocześnie potrzebuje ich zgody, aby pojechać na wycieczkę szkolną, jest czymś co najmniej dziwnym.
Wiemy dlaczego tak jest, nie ma tutaj żadnej logiki czy zdrowego rozsądku jest czysta ideologia liberalna i pogarda dla życia.
Jestem minimalistą i sama przyzwoitość wymagałaby, aby wprowadzić wymóg konsultacji przedaborcyjnych (w obecności opiekunów w przypadku ludzi niepełnoletnich) z lekarzem i pracownikiem społecznym, choćby po to, aby osoba, która poddaje się takiej operacji była dobrze poinformowana. Bo zdrowie kobiet najwyraźniej i tak wszyscy mają w nosie.

Opublikowano w Andrzej Kumor