Goniec

Register Login

piątek, 19 październik 2018 08:25

Polska ciepła i słoneczna, przed wyborami 2018

Dzisiaj niedziela, wybraliśmy się na grzyby, syn kierował samochodem i zawiózł nas do rezerwatu, oddalonego od nas 20 km. Piesek zmarł nam 2 m-ce temu, a właśnie z nim syn tam kiedyś przyjeżdżał, nie puszczając go ze smyczy. Padać już chciało, chmury wisiały, ale w końcu nie pada do teraz, a my już wróciliśmy i zjedliśmy obiad i obejrzeliśmy w telewizji Koło Fortuny, które prowadzi bardzo fajnie Rafał Brzozowski. 

        W rezerwacie grzybów nie było, za to wisiały tablice z malunkami zwierząt, grzybów, roślin, które tam możemy spotkać. Były tylko wielkie, potężne buki, a grzyb tylko jeden – czerwony od spodu, więc na pewno niejadalny. Zwierzaki poukrywane na pewno w gęstwinie chwastów. Między jednymi drzewami, a drugimi były szerokie zarośla, tam gdzieś musiał płynąć strumyk. Dojść tam nie można było, pojechaliśmy z powrotem i syn zawiózł nas do ruin zamku. 

        Zamek z czerwonej cegły. Chodziłam  tylko z zewnątrz, oglądałam, wyobrażając sobie, co tam mogło kiedyś być. Tutaj zejście do piwnicy, tutaj kominek, bo było wylot do góry… 

        Potem doszło do mnie stado baranów, o kolorze brunatno szarym. Jeden miał nawet podkręcone rogi. Gdy on biegł, to wszystkie szybko za nim biegły - trzymały się zgrają. Za nimi przyszedł starszy pan, prowadząc rower. To jego barany, mięso ich jest bardzo dobre, a na każdego takiego otrzymuje od państwa 100 złotych, więc ma je za darmo - wg niego. Mają swoją stodołę, ale wychodzą z niej, kiedy chcą. 

        Zamek zburzono po wojnie. Rosjanie go spalili. Tam było dużo amunicji, zabranej od chłopów i oni podłożyli ogień. Potem po wojnie Ślązacy chcieli go odbudować, ale rząd na to nie pozwolił. 

View the embedded image gallery online at:
http://www.goniec.net/tag/polonia-w-swiecie.html#sigProIde690a65190

        Nie tylko zamek podpalili. Spłonęły też 3 kobiety, a one nie uciekły z Niemcami, więc może to była jakaś pomoc. Ponieważ nie chciały tego tamtego, to z jednej strony ich domu podłożyli ogień. Ludzie pamiętają to. Przy ruinach zamku rosną piękne wielkie drzewa i te barany przybiegają tutaj, na żołędzie. 

        Ludzie pamiętają też, jak Rosjanie wzięli piec i chcieli go dać na czołg i zawieźć do siebie. Jednak on się im połamał.

        Dużo się od niego dowiedziałam o przeszłości tego rejonu.

        Były tam tez 3 wielkie kasztany, ale wycięto je, aby powstało tam boisko. Boisko jednak było za małe, więc chciano wyciąć jeszcze jednego kasztana, który nie był taki już okazały. Na to się władze nie zgodziły, więc boisko powstało trochę dalej, a to tutaj służy tej zgrai baranów.

Przyjechaliśmy do domu bez jednego grzyba, a przecież na targu ktoś sprzedawał wczoraj kupkę prawdziwków za 26 złotych. Nikt inny grzybów nie miał do sprzedania. Ciekawa jestem, gdzie te prawdziwki nazbierano. Pojechalibyśmy w tamtą stronę, czy w tamte strony.

        Spotkaliśmy dzisiaj dziadka. Tak na niego mówimy, ale dzisiaj przeszliśmy na ty i on ma na imię Jerzy. Przeprowadził się do naszego miasta, bo tu mieszka jego córka z rodziną. Całe życie dziadek mieszkał w Warszawie i trudno mu się odnaleźć w naszym niedużym mieście. Jego żona umarła, a z rodziną córki nie jest za blisko. Garną się do niego piwosze, dziadek im pożycza czasem pieniądze. Teraz wrócił znad morza, córka mu wykupiła tygodniowe wczasy, kosztowały 700 złotych, było mu tam bardzo dobrze. Jedzenia dużo – szwedzki stół i ludzie byli mili. Dowiedzieli się skądś, że ma urodziny i to rozgłosili, wszyscy składali mu życzenia. Dziadek prawie się popłakał, gdy o tym mówił. 

        Za 2 tygodnie znowu jedzie, także nad morze, ale dowiedział się, że jego współtowarzysz w pokoju, żalił się, że on w nocy wciąż wstawał do sikania i go budził. Poza tym, musiałby chyba opiekunkę z sobą wziąć, a za nią też trzeba płacić 700 złotych. Pokój może wziąć sam, wtedy też musi dopłacić prawie 200 złotych. Jeszcze się zastanowi, co robić. Nie chce wydawać za dużo pieniędzy...

        Na lotnisku w Poznaniu poznałam protetyczkę z Poznania. Była z siostrą, która wyglądała, jak jej matka. Zauważyłam wtedy, że włosy kasztanowe, czy rude sporo odmładzają, a wyblakły blond postarza. Ja właśnie taki mam i muszę się w końcu na ten kasztan odważyć. Mąż nie będzie zadowolony, bo on się przyzwyczaja. Nie będzie też mi mógł obiektywnie powiedzieć, jak wyglądam. 

        Obie panie pracują, robiąc protezy. Były bardzo umęczone, miały bardzo dużo zleceń od dentystów. Planowały uciec od tego zawodu, bo lato było takie piękne, a one słońca nie widziały. Dlatego teraz też leciały do Bułgarii. Na tydzień, tak jak my. Z powrotem je znowu spotkałam były niezadowolone, chociaż były w droższym hotelu. niż my. Pełno tam było małych dzieci, wszędzie kolejki jedzenie było paskudne. Nie mogłam uwierzyć, bo u nas jedzenie wspaniałe. Dopiero, gdy mi powiedziały, że owoców u nich nie było, a u nas melony i arbuzy były wciąż, zrozumiałam, że nie przesadzały i że dobrze hotel wybrałam i że nie wszędzie tak dobrze i że nie zależy to od ilości gwiazdek hotelu.

        Od 20 X do 10 XI mam mieć wielkie szczęście - tak mówi horoskop, dla mojego znaku. Czytam sobie czasem takie rzeczy i podobają mi się, jeśli wróżą dobrze.  

        Ojej. jestem jeszcze w szoku. Wyszłam na spacer, taki więczorny. Mój tata zawsze wychodził sam na spacer, około 21-szej. Zostawiłam więc męża, przy telewizorze i zrobiłam rundę przez osiedle. Naraz słyszę wielki krzyk dziecka. Był na takich obrotach, że musiałam zobaczyć kto to taki. Dziewczynka 3 -letnia, na różowo ubrana, siedziała na rowerku, też różowym. Rozejrzałam się naokoło - nikogo blisko nie było. Dalej, trochę dalej, stały dwie kobiety z wózkiem. Najpierw porozmawiałam z dziewczynką, zapewniając ją, że mama jej nie zostawi, że ją kocha. Trochę ucichła, ale iść ze mną do mamy nie chciała. Okazało się, że to uparciuch. Ona chciała iść inną drogą, a szaro już było. Mama ma trójkę dzieci, dwóch chłopców i tę dziewczynkę. Malutki chłopczyk w wózku – chyba roczny i jakoś może 6-letni. Ten mamie pomagał i przyprowadził wrzaskuna, oczywiście we wrzasku. Ponieważ nie widziałam innej możliwości, zaproponowałam, że ja poprowadzę wózek, a pani pójdzie po dziewczynkę. Znów był wrzask, za rękę ja ciągnęła, a w drugiej ręce musiała taszczyć ten rowerek.. Podałam jej mój numer telefonu i udało nam się umówić, że gdy będzie szła z dziećmi na plac zabaw, to po nas zadzwoni, aby dzieci się do nas przyzwyczaiły 

        Czy zaufa, to nie wiem, ale nasze wnuczki daleko, więc z chęcią bym pomogła tej mamie. Mąż jej jest za granicą. Pamiętam, ile dla mnie znaczyła pomoc mojej mamy. Chociaż to, że mogłam zostawić dom na godzinkę, przelecieć się po sklepach – sama, bez dzieci.

        Wczoraj była piękna pogoda – słońce, spokojnie, bez wiatru. Niektórzy w krótkich rękawkach, inni w kurtkach, bo przecież jeszcze kilka dni temu było zimno, poniżej 10 stopni. 

        Zastanawialiśmy się z mężem, czy jechać na grzyby, bo ostatnio na miejskim ryneczku jakaś pani znów sprzedawała kupkę grzybów, tym razem podgrzybków. Powiedziała mi, że nazbierała je w lasach, w kierunku drogi na Szczecin. Niedawno inna pani miała prawdziwki. Ogólnie jednak grzybów nie ma – doszliśmy do takiego wniosku i zrezygnowaliśmy z wycieczki do lasu, gdzie by trzeba było z 10 km dojechać w jedną stronę. Z plecaczkiem poszliśmy wzdłuż miasta, na jego drugą stronę. Tam ulokowały się główne markety i wiele osób z naszego osiedla jeździ samochodami tam na zakupy. My poszliśmy, aby się przejść. Po drodze, idąc wzdłuż brzegu jeziora, siadamy na co najmniej dwóch ławeczkach. Mijamy łabędzie przy kościele, które ludzie tu karmią. Ten na zdjęciu jest jeszcze całkiem młody, zdjęcie zrobił mój syn, o świcie. 

        Miasto nasze wczoraj wyglądało bardzo interesująco. Z plakatów wyglądały na nas wielkie twarze wielu osób. Były też i grupy osób. To ludzie walczą, aby ich wybrano, bo to już niedługo wybory. Będziemy wybierać władze, które będą tutaj rządzić, w tej gminie, w tym mieście, które ma prawie 30 tys. mieszkańców. W poprzednich wyborach aż tak nie było; widać, ze walka jest zacięta. 

        Każdy płot wzdłuż tej głównej ulicy był wykorzystany.  Twarze miały rozmiar najczęściej rozmiar 1,5 metra na 2 metry. Niektóre były na ścianach domów, inne znów - te największe, miały swoje podstawy – metalowe. Nigdy tak nie było, w poprzednich wyborach … Nie było takiej walki. 

Musze zobaczyć, kiedy dokładnie te wybory i zaraz to napiszę. 

W tamtych marketach kupiłam jednego selera, bo był tańszy, dwie czekolady gorzkie, wkłady do mojego pora niemieckiego, bo były po 75 grosze- przecenione. Jest ich 20 - starczy na rok na pewno.

        Wczoraj rano zadzwoniła matka trójki dzieci . Poszliśmy, więc z mężem do nich, a byli na osiedlowym placu zabaw. Patrzyłam, co tu dzieciom wziąć, ale czekoladę miałam tylko gorzką. Starsze dziecko było w szkole, więc była dziewczynka 3- letnia i chłopczyk malutki, ale już dobrze chodzący i bardzo roztropny. Dziewczynka już nie płakała, troszkę nieufna na początku, ale potem już całkiem wesoła Rodzina przyjechała z Anglii, gdzie byli chyba 10 lat. Mąż dobije do niej za kilka m-cy. 

        Na początku wybrali nasze miasteczko, z którego ona pochodzi, ale mieszkanie wynajmują, bo może przeprowadzą się  potem do większego miasta. Mama dzieci ciekawie mówiła - pierwszy raz słyszałam o chemtrails, o smugach na niebie, zostawianych przez samoloty. Są teorie spiskowe na ten temat, o których wczoraj przeczytałam w internecie. Pomyślałam, że ludzie, którzy je tworzą, chyba nie mają innych kłopotów.

        Mama była też postępowa, jeśli chodzi o szczepienia dzieci. Ona uważała, że są szkodliwe. Czytam więc na ten temat w internecie. Coś tam słyszałam, ale się tym nie interesowałam. Nie było potrzeby, gdyż wnuczki moje były normalnie szczepione- nie było tego tematu w rodzinie. 

        Ciężko się pisze, gdy moje pseudo, to już nie pseudo - od końca 2014. Jestem czytana tu i tam. Tutaj też. Szkoda, że nie tylko tam. Wtedy pisałabym na luzie. 

        Wybory 21 X, a potem 4 XI. Dwie niedziele, w odstępie dwutygodniowym. 

wandarat

dn.12.10.2018, Polska 

Opublikowano w Teksty
piątek, 19 październik 2018 08:18

Warszawa (42/2018)

pruszynskiWarszawa 

 Metrolodzy zapowiadali już zimę od października a tu ciepło i słonecznie. Nawet w marynarce jeździłem rowerem a na dodatek drzewa pełne kolorowych liści aż przyjemnie na nie patrzyć.

W sobotę była wielka impreza śpiewanie piosenek warszawsko-patriotycznych na placu Zamkowym. Przypomniano nam piosenki w o Warszawie i tzw. piosenki „masowe” z czasów PRL-u.

        Oprawa świetlna sceny wspaniała, piosenki nie aż takie; nie było chyba jednej piosenki Janka Pietrzaka i ani jednej piosenki antykomunistycznego podziemia, a jest ich co najmniej pięć, jak już w „Gońcu” pisałem. Teraz szukam jakiejś nowej gwiazdy estrady by je zebrała i zaczęła śpiewać.

        Już zaraz wybory municypalne. Rozrzucają do skrzynek pocztowych ulotki; na różnych miejscach są olbrzymie plakaty wyborcze reklamujące kandydatów na „sługi narodu”.

        Czy jednak wybory są uczciwe, jeśli nie ma ograniczeń na wydatkowanie sum przez kandydatów, jak jest np. w Kanadzie?

        Była w piątek debata między 14-toma kandydatami. Obiecywali to i tamto, ale jak ktoś słusznie powiedział, nie powiedzieli skąd brać pieniądze na te rzeczy.

        Jest jedno proste źródło, zwolnić co trzeciego pracownika magistratu. Można by jeszcze więcej pociąć, bo wydział komunikacji ma 700 pracowników, choć jest jeszcze osobno administracja metra, autobusów i tramwajów, a wydział prawny niewiele mniej.

        Odchudzenie dzielnic też by można zrobić, ale kandydaci boją się to powiedzieć. Trudno.

        Coś ciekawego powiedział Janusz Korwin-Mikke - stworzyć, jak przed wojną, Bank Komunalny miasta Warszawy, a nie oddawać obsługę finansową miasta w ręce Yankesów z Banku Handlowego City.

        Nikt jednak nie poruszył przedłużenia budowanej w latach 1950-1954 linii metra na Pradze aż na Wolę, a wtedy koszt jej można by pokryć likwidując prawie 2 km odcinek torów do Dworca Warszawa Wileńska.

        Na bazarze Olimpia na Woli sympatyczny lewak, Piotr Ikonowicz rozdawał swe ulotki. Od lat broni biednych, ale biednie, nie aktywnie, więc mało kto z nich mu pomaga.

        Często jeżdżę tam gdzie zatrzęsienie rzeczy różnym ludziom zbędnych i tam kupiłem lata temu numer Przekroju z września 1945 r., gdzie jest me zdjęcia z Tatą i Słonimskim.


USA - wojna domowa

        Kampania antyrepublikańska nie milknie a może nawet się rozpowszechnia. Pytanie na jak długo?

        Jeżeli przypadkiem republikanie odniosą wielkie zwycięstwo w nadchodzących wyborach to może ktoś w Partii Demokratycznej pójdzie po rozum do głowy i ją wyciszy. Może nawet, jeśli oglądalność antyrepublikańskim mediom sporo spadnie to wycofają swe ogłoszenia z takich mediów jak CNN. ABC Itd.

        Ale nawet po takiej klęsce demokraci nasilą swe ujadania aż do momentu gdy obywatele powiedzą im dość skręcania w lewo.


Ilu naszych w Sejmie

        W Gońcu ktoś pisał o 2 senatorach Polonii. Najpierw, to nie Senat decyduje o ustawach, a Sejm więc w Sejmie muszą być nasi.

Stanisław Michalkiewicz słusznie podkreśla, że powinno ich być tyle, by stworzyli swój klub bo wtedy mają więcej do powiedzenia.

Wobec czego teraz ja postuluje by było:

        300 w okręgach jednomandatowych. 40 posłów proporcjonalnie do ilości głosów oddanych na daną partie oraz 20 dla zagranicy.

        Taką reformę można wprowadzić dość prosto przez referendum, a hasło zmniejszenie ilości posłów będzie zawsze chwytliwe, ale gdzie jest partia co by takie referendum zaproponowała?

        Może jeszcze sejm zastraszymy, że jeśli sami takiej zmiany nie wprowadzą to zrobimy referendum gdzie zaproponujemy nie 300 mandatów w jednomandatowych okręgach, a 200. Więc drodzy posłowie wybierajcie.


Nie mając co robić

        Angielskie restauracje i sklepy będą musiały musiały podporządkować się nowym zaleceniom agencji Public Health England (PHE), która opracowała nowe zalecenia sprzedawanych dań. Ograniczają one m. in liczbę kalorii w pizzy do 928 i 695.

        Wytyczne określą maksymalna liczbę kalorii jakie mogą mieć kanapki, ciasta, przetworzone dania, sosy, zupy pizzę etc. A to ma powstrzymać epidemię otyłości w Anglii, zwłaszcza wśród dzieci. A jak ze smakiem tych dań ?


Brak zdziwienia

        Jakiś nowy pracownik lotniska Okęcie posłał na internet wiedzę, że na tym lotnisku panoszą się żydowscy agenci. Dla piszącego te słowa to nic zaskakującego, bo jak dawno temu pisałem grupy żydowskiej młodzieży z Izraela ochraniają też ich „boycy” uzbrojeni w broń palną.

        Dalej jakim cudem wpuszczono do Polski Grosa, który miał w Poznaniu w teatrze wystąpienie


Węgrzy ostro

        Premier Orban od początku poważnie traktował swych rodaków zamieszkałych poza krajem i wydawał mi szczodrą ręką paszporty. Na tym tle jest teraz chryja, bo Ukraina zakazuje obywatelom mieć inne obywatelstwo, choć nie jest tajemnicą, że wielu je ma. Ale Madziarzy nie ustępują jak nasze młydki.


Wybór psa

        Znajoma mająca doświadczenie zaleca wybór nie rasowego medalistę, ale mieszańca czyli kundla z prostych przyczyn. Są mądrzejsze i … zdrowsze.


Obcy studenci

        Na kursie polskim  zarządzania na Uczelni Łazarskiego w Warszawie, gdzie studiuje mój syn, jest połowa studentów z zagranicy. Ja wczoraj jadłem obiad na SGH w towarzystwie Chinki z Tajwanu, Chińczyka z Hong Kongu i czarutki z Nigerii, a najciekawsze, że wszyscy rok studiują tu zarządzanie po angielsku na koszt podatnika….niemieckiego.

Aleksander Pruszyński

Opublikowano w Teksty
piątek, 12 październik 2018 08:25

Złota jesień w Warszawie (41/2018)

pruszynskiZłota jesień w Warszawie

Słonecznie i ciepło. jeszcze czynne są „ogródki” n trasie Królewskiej a tu  już miały być mrozy i śnieg.


Popis

Papież, podkreślając cierpienia, jakie dotykały Litwinów ze wschodu i z zachodu, powiedział: „Kiedy pomyśli się o wschodzie, jest tam wasza trudna historia. Ale część tej tragicznej historii przyszła z Zachodu, od Niemców, od Polaków, ale przede wszystkim od nazizmu”. A kto rozstrzeliwał Polaków w Ponarach? Czy odezwie się episkopat ???


USA, wojna domowa

        Senat Yankesów pod długiej, a kosztownej rozróbce, wbrew demokratom zatwierdził kandydata pana Kavanaugh na sędziego Sądu Najwyższego. Nie tyle chodziło o zablokowanie katolika i konserwatysty na to stanowisko co danie kopniaka Prezydentowi. Obecnie cokolwiek chce Trump jest zwalczane przez demokratów z niesamowitym uporem.

        Lewaczka dr Ford, która pana Kavanaugh oskarżała o molestwopżanie 35 lat temu nie bardo wiedziała ile wtedy miała lat, gdzie się to stało, i w jakim miesiącu, choć jeśli to było w jej życiu wielkim wydarzeniem to powinna było coś z tych rzeczy pamiętać.

        Dalej jej rodzice stracili dom, a sprawę tę sądziła matka kandydata na sędziego Sądu Najwyższego czyli dr Ford miała okazję się zrewanżować za decyzje jego matki.

        Jak ktoś napisał w internecie te oskarżenia w normalnym sądzie nie byłyby uznane jako dowód, by oskarżonego skazać, ale nie chodziło tyle o skazanie co obsr… kandydata, a dalej samego Prezydenta.

        Ponad 800 studentów Harvardu protestowało przeciw panu Kavanaugh krzycząc, że poszkodowane mają prawo być wysłuchane. Prawda, ale czy oskarżeni nie mają prawa do obrony? Czy tacy przyszli kandydacie na sędziów powinni być uznani za właściwych na takie stanowisko ?

        Dalej już w historii USA były trzy wypadki gdy kobiety bezpodstawnie kogoś oskarżały o gwałt.

        Teraz tylko pytanie czy ta rozróbka zaszkodzi Trumpowi? Daj Boże zaszkodzi tym wszystkim lewakom.


Co się bardziej opłaci?

        Sporo ludzi  jest zachwyconych ewentualnym osadzeniem brygady US Army na wschodnich rubieżach Polski.

        Pytanie czy nie lepiej stworzyć własną dobrze uzbrojoną brygadę pancerną, która by nie podlegała komuś z Washingtonu?


Kler

        Doskonale grany antykatolicki film pod takim tytułem robi furorę. Widziało go już z 2 mln Polaków, ale czy film oddaje prawdę? Może jej fragment, ale nie słyszałem, by w nim były pokazane jakieś pozytywni księża. Czy jednak z tej krytyki episkopat wyciągnie wnioski ?


Marsz „Wolności”

        Partia zwolenników Janusza Korwin-Mikkego zrobiła w  sobotę Warszawie pochód od pl Trzech Krzyży do placu Zamkowego. Było z 500 osób głównie młodych, ale chyba z 200 policjantów.


W Holandii

        – Najnowsze badania pokazują, iż młodzi tureccy i marokańscy muzułmanie stają się coraz bardziej ortodoksyjni – mówi profesor z tego kraju

        – Ci młodzi coraz bardziej dystansują się od holenderskiego społeczeństwa. Te dwie społeczności żyją w jednym kraju, ale osobno, bo przybysze się nie integrują.


O co tu chodzi

        Stale pojawiają się tu i ówdzie teksty wykazujące błędy czy nawet przestępstwa ekipy rządzącej Polską w XX-leciu i nie można powiedzieć, że autorzy kłamią choć często piszą nie całą prawdę.

        Ale mym zdaniem, nie tylko nimi pogania niechęć tych, co przegrali  piedestał historii ale co gorsza, chęć wybielenia na tym tle PRL-u i jego władców i sługusów.

        Co gorsza, zamiast uwypuklać skandale tego co się dzieje w dzisiejszej Polsce właśnie zajmują się tą przeszłością, a teraźniejszość jest, co tu mówić, podła. Ba, wielki przedwojenny jasnowidz Ossendowski powiedział w sierpniu 1939 r., że po komunistach będą rządzili - szuje i złodzieje - i bardzo boleję - chyba miał racje. Jedyna nadzieje, jak powiedział wtedy potem będzie Polska większa niż w 1939 r. Oby szybko Amen.


A co z naszymi...

        W sejmie w dużej sali 2.X. br były pokazane zdjęcia dawnych cmentarzy żydowskich, ale jakoś nie słyszałem by zajęto się ukazywaniem zniszczonych dawnych polskich cmentarzy za Bugiem


Co daje seks po sześćdziesiątce?

- lepiej śpisz

- opóźnia starzenie

- polepsza stosunki

- zmniejsza bóle głowy

-zwiększa szczęśliwość


Wspaniałe życie

        Znany murzyński aktor Bill Cosby, mym zdaniem poskąpił i nie zaspokoił żądań poszkodowanej więc teraz poszedł siedzieć na trzy lata za gwałt. Dowiadujemy się, w jakich warunkach, gdzie można go odwiedzać, kogo zaakceptuje straż, no i jakie jadło.

        Myślę, że będzie mu nie gorzej niż wielu emerytom, jedyna różnica, że chyba tam nie ma takiego parku, jaki by on sobie życzył.


Środek na ubóstwo

        Bill Gates, najbogatszy człowiek świat radzi biedakom hodowanie kur, bo one jedzą co tylko znajdą.

        Znajoma rodzina w Rembertowie ma niewielki ogródek i tam ma bodaj siedem kur, które karmi głównie odpadkami stołowymi i ma stale smaczne jajka. Nie wiem czy to tu i tam wolno robić ale…

        Ktoś inny twierdzi, że nie boi się bezrobocia bo wie jak hodować króliki. Zresztą stryjeczny brat mej matki ksiądz infułat Meysztowicz wspomagał swą dietę w Watykanie podczas wojny też w  ten sposób.

Opublikowano w Teksty

        Wystąpienie o. Janusza Błażejaka OMI, proboszcza parafii św. Maksymiliana Kolbe w Mississaudze, przewodniczącego panelu duszpasterzy na Zjeździe Polonii i Polaków mieszkających poza granicami Polski w polskim Sejmie.

Szanowny Panie Marszałku, Pani wicemarszałek, Ekscelencjo, Panie Prezesie!

        Forum Duszpasterstwa Polonijnego zgromadziło przedstawicieli duchowieństwa, sióstr zakonnych oraz świeckich z 14 krajów świata. Rozpoczęliśmy częścią historyczną, przypominając sobie wielki wkład polskich duszpasterzy w kształtowanie patriotyzmu oraz udział księży kapelanów w walce o niepodległość naszej Ojczyzny. Należy podkreślić szczególne zaangażowanie polskiego duchowieństwa w armii gen. Hallera. Dzieliliśmy się również wymianą doświadczeń służących usprawnianiu działań służących pogłębianiu patriotycznej tożsamości Polonii oraz Polaków na obczyźnie. 

        Być może na początku powinniśmy się zapytać, czym jest patriotyzm? 

        Patriotyzm to umiłowanie i poszanowanie własnej Ojczyzny; postawa przejawiająca się w emocjonalnej więzi z historią, tradycją, ojczystym językiem; silnymi związkami z kulturą czy nawet krajobrazem danego narodu. 

        To również gotowość do służby, gotowość do poświęceń spraw osobistych, czasem nawet życia, bowiem Ojczyzna traktowana jest jako wartość najwyższa. Patriotyzm najpełniej realizowany jest poprzez dbanie o kulturę, tradycję, język ojczysty, a także kultywowanie pamięci o bohaterach narodowych i szacunek do całego dziedzictwa narodowego. 

        Szczególnie dziś wyraża się on także poprzez stawanie na straży dobrego imienia Ojczyzny – Polski. 

        Dwa dni temu pewna osoba stwierdziła w tym miejscu, że jesteśmy w “świątyni polskiej demokracji”. Być może należy dzisiaj zapytać,  jak zatem możemy ożywić i wzmocnić działania służące pogłębianiu patriotycznej tożsamości Polonii oraz Polaków z zagranicy? 

        Myślę, że przede wszystkim w byciu dobrym człowiekiem, kultywowaniu pamięci o bohaterach narodowych, trosce o dorobek gospodarczy, intelektualny, duchowy i kulturalny Ojczyzny oraz przez znajomość historii Polski.

        Niech także pewną inspirację staną się słowa Jana Pawła II wygłoszone 3 czerwca 1991 roku na lotnisku w Masłowie koło Kielc: 

        “Oto matka moja i moi bracia”. Może dlatego mówię tak, jak mówię, ponieważ to jest moja matka, ta ziemia! To jest moja matka, ta Ojczyzna! To są moi bracia i siostry! I zrozumcie, wy wszyscy, którzy lekkomyślnie podchodzicie do tych spraw, zrozumcie, że te sprawy nie mogą mnie nie obchodzić, nie mogą mnie nie boleć! Was też powinny boleć! Łatwo jest zniszczyć, trudniej odbudować. Zbyt długo niszczono! Trzeba intensywnie odbudowywać! Nie można dalej lekkomyślnie niszczyć! - Mówił święty Jan Paweł II.

        Także i nas, żyjących na co dzień poza granicami Kraju, nie mogą nie obchodzić sprawy Polski. 

        Bardzo emocjonalnie debatowaliśmy i rozważali  temat obrony dobrego imienia Polski. Ten przepis wywołał olbrzymią burzę w wielu państwach świata. Po latach nierównej i przegranej walki z mediami amerykańskimi, włoskimi, a także niemieckimi o nie używanie fałszujących historię i obraźliwych dla nas sformułowań Sejm przyjął ustawę o obronie dobrego imienia Polski. 

        Ale okazało się, że nam nie wolno bronić swego imienia; nie wolno nam bronić niewinności Polski; że powinniśmy to przemilczeć i przyjąć pokornie, jak baranek idący na rzeź. Oczywiście, innym wolno się bronić z potężnym krzykiem i wrogim atakiem. 

        W związku z nasilającym się w ostatnim czasie zjawiskiem zniesławiania Polaków na arenie międzynarodowej powołana pod koniec z 2012 r. Reduta Dobrego Imienia - Polish Anty-Defamation League walczy o przywrócenia Polsce godnego imienia. I ma już pierwsze sukcesy. Skupiona wokół Jana Pietrzaka oraz Macieja Świrskiego inicjatywa powstała w celu przeciwdziałania zniesławianiu Polski i Polaków na arenie międzynarodowej i w zagranicznych mediach. 

        Pomysłodawcy Reduty podkreślają, że od wielu lat jesteśmy świadkami horrendalnego zniesławiania Polski i przekonują, że skoro Niemcom udało się otrząsnąć z poczucia winy i dokonać gigantycznej pracy propagandowej, żeby słowo “nazi”, nie kojarzyło się ze słowem “Germany”, to jeśli nam nie uda się zmienić toku myślenia wielu polityków świata odnośnie tej kwestii – to konsekwencje tego dla naszej przyszłości, dla przyszłości kraju są jednoznaczne, a mianowicie – katastrofa. 

        Jako duszpasterze zawsze i wszędzie bronimy dobrego imienia Polski; bronimy dobrego imienia naszego narodu, obojętnie jak krzykliwy i potężny jest ten – co nas atakuje. To jest nasz święty obowiązek. Pamiętajmy, co nas łączy: 

        łączy nas niepodległa; 

        łączy nas język i kultura; 

        łączy nas wiara i miłość do Ojczyzny; 

        łączy nas wspaniała historia i krew przelana polskich bohaterów;

        łączy nas przede wszystkim wspólna odpowiedzialność za przyszłość naszej Ojczyzny! 

        W tym miejscu chciałbym również wskazać, że uczestnicy panelu z radością podkreślili dobrą współpracę z polskimi konsulatami i ambasadami. Za to jesteśmy wdzięczni. Biorąc pod uwagę olbrzymi wkład polskich księży i sióstr zakonnych na emigracji, zwracamy się z prośbą, aby Forum Duszpasterzy było stałym punktem wszystkich Zjazdów Polonii Świata. 

        Forum Duszpasterzy zwraca się również z prośbą do Rady Polonii Świata, aby w statutach Rady było odniesienie do wartości chrześcijańskich, które łączą zdecydowaną większość uczestników. 

        Na zakończenie chciałbym serdecznie podziękować Księdzu Biskupowi Wiesławowi Lachowiczowi za opiekę nad polonijnym duszpasterstwem oraz jego niesamowitą dyspozycyjność pod tym względem. 

Opublikowano w Życie polonijne
piątek, 28 wrzesień 2018 08:08

Koniec lata

pruszynskiKoniec lata

Dokładnie do piątku 21 września było jak w sierpniu. Ogródki od pl Trzech Krzyży do Nowego Miasta pełne letnie ubranych ludzi i było fajnie.
        22 jednak się zmieniło i już nie tylko w Polsce ale i w Mińsku gdzie jestem jest słonecznie ale chłodno,


Po 17 września

        Ruscy uderzyli, a co gorsza nasi tego się nie spodziewali, a marszałek Śmigły-Rydz nie kazał nawet stawiać oporu agresorom. Niedawno słyszałem na Białorusi, że choć tylko KOP walczył, to moc krasnoarmiejców zginęła nawet podawano niesamowitą sumę… 30 000.

        Mało się jednak mówi o wystawieniu rachunku Anglikom i Francuzom za brak poparcia we wrześniu.

        Gdyby na tydzień czy dwa przygotowali się na konieczność wystąpienia zbrojnego to można było pobić Niemców, którzy praktycznie wszystkie wojska mieli zajęte walką z Polakami. Mogła ruszyć kolumna czołgów  francuskich i nawet dojść do… Berlina. Można było wysadzić desanty piechoty na lotniska kilku wysuniętych na zachód miast.

        Nikt nie pisze tego we Francji, a ich piramidalne niedorajdstwo to dopiero skandal.


Zjazd Polonii

        Nie dopuszczono mnie na tę imprezę, choć mogłem się na nią bez wielkiego trudu wszmuglować. Jak zauważyłem po Mszy św. rozpoczynającej imprezę brak tam było przedstawicieli prasy polonijnej i młodszych działaczy. Może po zakończeniu zjazdu Prezes KPK pan Lizoń opowie „Gońcowi”, co tam naprawdę było a ja bym dodał, że trzeba było dać konkretny warunek na kolejny zjazd by conajmniej 30% delegatów było przez 30-tką.


Po Soczi

        Aleksander Mniejszy Łukaszenko spotkał się w tym mieście z prezydentem Putinem i wedle mediów 6-godzinna rozmowa była niezwykle trudna. Co chciał Putin tego nie wiemy, ale najwważniejsze co będzie dalej.


Wojna w USA

        Trwające od listopada 2016 r. piramidalne ataki demokratów na prezydenta zaostrzyły się ostatnio, kiedy Trump postanowił mianować na stanowisko sędziego Sądu Najwyższego Brett-a Kavanaugh. Po wszystkich możliwych strzałach zarzucają kandydatowi, że 34 lata temu próbował zgwałcić panią dr Ford, która jak się okazuje były i jest aktywną działaczką Partii Demokratycznej. 

        Ta dama narzuca różne warunki, pod jakimi może stawić się w Senacie, a wszystko po to, by przedłużyć walkę z kandydatem prezydenta.

        Nie muszę chyba dodać, że w Polsce nawet gorsze przewinienia są niekaralne po bodaj już 15 latach.


Małe porównanie.

        W internecie można przeczytać, że Rosjanie wydają coś 70 mld dolców na zbrojenia a Yankesi tylko… 800 mld.

        Jeśli nawet Rosjanie ukrywają całość wydatków i jest ich powiedzmy 4 razy tyle to i tak to niecałe 30% co wydają ich przeciwnicy nie wliczając do tego wydatków krajów NATO.

 


Badania a… recepta?

        W Ursusie w domu kultury są ciekawe spotkania. 20 września było tam wystąpienie pana Michalkiewicza i Bosaka. Oczywiście to pierwsze było wspaniałe, przedstawiał w dość dowcipny sposób smutne realia Polski zwłaszcza problem z żądaniami żydowskimi, które będzie „monitorowała” dyplomacja USA.
Potem też mówił Bosak, młody ze stronnictwa narodowego oraz stanowczo za długo komentował pan Gadowski

        Problem jednak z tym, jest źle to chyba wiemy ale co zrobić by było lepiej?

        Z uporem maniaka twierdzę, że droga do „uzdrowienia Polski” jest dość prosta.

        Trzeba zmienić ordynację wyborczą do sejmu.

        Po pierwsze, zmniejszyć liczbę posłów do 350. 300 w jednomandatowych okręgach wyborczych. 40 mandatów rozdać partiom proporcjonalnie do liczby zdobytych głosów, a 10 zarezerwować dla przedstawicieli Polaków z różnych krajów świata.

        W takich wyborach mogą zwyciężać naprawde uczciwi ludzie, a partie nie będą byle kogo wysuwać bo będzie konkurencja nie partii, ale ludzi.

        Jeżeli Ruch Narodowy wyjdzie z akcją zbierania podpisów o referendum w tej sprawie uzyska duże poparcie w narodzie, bo sama sprawa zmniejszenie liczby posłów chwyci.

        Być może są inne metody odrodzenia Polski, ale ich nie widzę, a chętnie bym je widział, bo jak mówią Anglosasi, nieważne jest, jak zdejmie się skórę z kota, ale, że się ją zdejmie.

        To poruszyłem na tym zebraniu, jak i też sprawę Marszu Niepodległości. Możnowładcy z PiS nie zaprosili na ogólny marsz niepodległości narodowców. Trudno a może nawet to Łaska Boska. Nie powinni więc narzekać, a swój marsz przenieść z niedzieli 11 listopada na sobotę 10 listopada.

        Na ten dzień kto chce może przyjechać na marsz a media będą musiały go pokazać, bo nie będzie tego dnia innych imprez konkurencyjnych.

        Niestety młodzi narodowcy są, podobnie jak wodzowie innych partii zarozumiali do n-tej potęgi. Co sami nie wymyślili to nadaje się do kosza. Trudno, takie postępowanie może spowoduje, że i oni pójdą do… kosza.


Nowa gwiazda

        Chyba wspominałem o Janie hr Potockim, który startuje na prezydenta Warszawy i choć media o nim ani mru mru, to zyskuje coraz większe poparcie, choć nie zrobił tego, co zrobił Stan Tymiński, czyli nie wydał książki np. pod tytułem „Moja Warszawa”. Można oglądać jego wystąpienie na kilku filmach w YouTubie.


Czemu ?

        Nikt nie zastanawia się dlaczego pani Szydło nagle przestała być premierem choć wszystko szło dobrze. Twierdzę, że było to nie  widzi mi się Kaczyńskiego, ale było na nim wymuszone przez… masonerie, której przedstawicielem jest Morawiecki.


Jaka prawica ?

        W mediach słyszymy tylko o „ekstremistycznej prawicy”, a rzadko tylko o „prawicy”. Czemu tak jest? Po prostu, wszystkie media są lewicowe, a termin „ekstremistyczna prawica” jest formą obs….  przeciwników.


Coś

        J. Piłsudski „Uległość i pokora tylko do większej niewoli prowadzą”, Zaczęło się oficjalnie przy uchwale o IPN i tak dalej idzie w upokarzaniu Polski. Kiedy koniec?


Dzieci

        Znów jadłem obiad w restauracji Literackiej. Obok były dwie panie z... Australii. Z jedną, nauczycielką dłużej rozmawiałem. Twierdzi, że dzieci zbytnio zabawiają się telefonami komórkowymi i mało rozmawiają z sobą czy wspólnie się bawią i to daje fatalne wyniki.  


Świadkowie Jehowy

        Nieźle działająca w Polsce i na całym świecie sekta. W pewnym stopniu mam dla nich uznanie, bo nie siedzą na tyłkach, jak katolicy, a próbują zdobyć sobie zwolenników.

Opublikowano w Teksty

Fotoreportaż z uroczystej Mszy św. na zakończenie V Światowego Zjazdu Polonii i Polaków z Zagranicy, która odbyła się 23 września o godz. 12:00 w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie.

View the embedded image gallery online at:
http://www.goniec.net/tag/polonia-w-swiecie.html#sigProIdbc5c0477a0

Opublikowano w Życie polonijne
piątek, 21 wrzesień 2018 05:35

Kongres 60 Milionów - Jasionka, 06.09.2018 r.

Integracja i sposoby na zjednoczenie Polaków z całego świata – kolejny Kongres 60 Milionów – Globalny Zjazd Polonii za nami.

W dniach 30-31 sierpnia br. W G2A Arena odbyła się kolejna edycja cyklicznego już wydarzenia – Kongres 60 Milionów - Globalny Zjazd Polonii. Prelegenci i zaproszeni goście debatowali na ważne z punktu widzenia Polaków z kraju oraz Polonii z całego świata, tematy.

Jaki powinien być wizerunek Polski na arenie międzynarodowej? Czy polska innowacja może być produktem eksportowym? Jaka jest rola Kościoła w budowaniu wspólnoty wśród Polonii? Jakie są sposoby na integrację 60 milionów Polaków? To tylko niektóre pytania, na jakie starali się odpowiedzieć uczestnicy Kongresu 60 Milionów – Globalny Zjazd Polonii. Podczas rzeszowskiej edycji wydarzenia reprezentanci środowisk polonijnych, politycy i prezesi polskich firm o międzynarodowej sławie, przedstawiciele nauki i samorządów czy liderzy opinii publicznej, przybyli do G2A Arena Centrum Wystawienniczo-Kongresowego k. Rzeszowa, by porozmawiać o integracji Polaków.

Pierwsze dwie edycje kongresu miały miejsce w dniach 9-10 lutego 2018 r. w Miami na Florydzie oraz 21 lipca 2018 roku w Buffalo w stanie Nowy Jork. Obydwa wydarzenia okazały się sukcesem, gromadząc blisko 400 gości z kilkunastu krajów. Wśród uczestników Kongresu znaleźli się m.in. Nowojorski Senator Tim Kennedy czy Republikański Kongresmen Brian Higgins. Rzeszowski zjazd Polonii był kolejnym owocnym spotkaniem międzynarodowej polonii, W 15 panelach dyskusyjnych udział wzięło 96 prelegentów, a w G2A Arena w ciągu dwóch dni zgromadzili się uczestnicy z 11 krajów.

Jednym słowem Kongres 60 Milionów „to bardzo ważne spotkanie Polaków. Mamy tutaj nie tylko Polaków z Polski, co jest naturalne, ale Polaków z bardzo wielu zakątków USA, jak i z innych stron świata, szczególnie z Wielkiej Brytanii. Ważne jest, żebyśmy potrafili w ramach naszej polskiej diaspory stworzyć taką sieć – sieć Polaków, którzy nie tylko spotykają się, ale którzy rozmawiają o ważnych problemach dla Polski i dla świata” podsumował Minister Rozwoju i Inwestycji Jerzy Kwieciński.

Miniony Kongres to nie tylko dwa dni licznych debat i spotkań z niesamowitymi Polakami ale również wydarzenia specjalne oraz liczne wywiady i spotkania z mediami, których nie mogło zabraknąć podczas tak ważnego wydarzenia. Tak duże zainteresowanie jest dowodem na to, że tworzenie przestrzeni do integracji środowisk polskich i polonijnych ma sens. Za nami wiele inspirujących dyskusji, z których można wyciągnąć wiele wartościowych dla przyszłości Polski wniosków, szczególnie w kontekście biznesu i kooperacji polsko – polonijnej.

Wśród Gości rzeszowskiej edycji Kongresu 60 Milionów znaleźli się m.in.: Pełnomocnik Rządu ds. dialogu międzynarodowego Senator Anna Maria Anders, amerykańska dziennikarka Rita Cosby, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju Adam Hamryszczak, Członek Parlamentu Zjednoczonego Królestwa Daniel Kawczynski, wiceprzewodniczący Komisji Obrony Narodowej i Członek Komisji Infrastruktury Wojciech Buczak, kierownik Sekcji Polskich Inwestycji Zagranicznych Karolina Wawrzyniak czy reżyser i aktor Paweł Deląg.

Kongres otworzył m.in. Władysław Ortyl - Marszałek Województwa Podkarpackiego, które było Partnerem Głównym wydarzenia.

W panelu inaugurującym Kongres pt. Budowanie wizerunku Polski na arenie międzynarodowej zwrócono uwagę na to, że nasz kraj musi udzielać się na arenie międzynarodowej, ponieważ mamy cudowną historię, o której nie mówimy, a którą powinien poznać cały świat.

Tematami wiodącymi ostatniej edycji Kongresu 60 mln był m.in.: Polska innowacja jako produkt eksportowy – działania rządu wspierające Polaków (fundusze dla przedsiębiorców); nowe Trójmorze i program Polska 3.0 współpraca transgraniczna; transfer wiedzy i innowacji; bezpieczeństwo energetyczne i Nowy Jedwabny Szlak, bezpieczeństwo Polski i Polaków; MARKA POLSKA – współpraca międzynarodowa polskich przedsiębiorców – budowanie dobrych praktyk; współpraca regionów, rola placówek dyplomatycznych i organizacji w budowaniu partnerstwa miast i regionów; sposoby na zjednoczenie 60mln – inicjatywy łączące Polaków – media i organizacje polonijne; Rola kościoła w budowaniu wspólnoty wśród Polonii na wszystkich kontynentach.

Część konferencyjna, to nie jedyne atrakcje wydarzenia. Kongres 60 mln bogaty był w wydarzenia towarzyszące takie jak: Uroczysta Gala, Turniej Golfowy 60 MLN CUP czy pokaz wybranych fragmentów międzynarodowej produkcji „DYWIZJON 303”, który odbył się w przeddzień Kongresu 29 sierpnia. Ponadto dla Polonii, która przybyła do G2A Arena przygotowano Strefę Innowacji, na której zaprezentowały się najciekawsze start-upy z południowo-wschodniej Polski, a także Strefę Miast Podkarpackich, na której miasta z województwa zaprezentowały swoje unikatowe produkty.

Kolejnym i niecodziennym elementem programu rzeszowskiej edycji Kongresu 60 Milionów był panel: „Zrodzeni do Szabli. Polska szabla i polski bagnet oraz stojące za nimi wartości – historia, tradycja, kultura i honor”, w ramach którego odbyła się wystawa oryginalnej polskiej szabli i bagnetu z kolekcji Janusza Jarosławskiego, eksperta broni białej.

Więcej Informacji na temat Kongresu 60 Milionów na: Szczegóły na: http://60mln.pl/

Osoby do kontaktu:
Edyta Rzewuska
Rzecznik Prasowy
Tel. 660 573 337, e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Karolina Szpunar
Młodszy Specjalista ds. PR

Opublikowano w Teksty

Czego powinniśmy oczekiwać od Polski, jakie stosunki powinny łączyć organizacje polonijne z Krajem, dlaczego w programie zjazdu nie ma panelu na temat obrony dobrego imienia Polski - o tym i innych problemach Polonii rozmawiamy z Janem Cytowskim, byłym prezesem Rady Polonii Świata, a obecnie członkiem Polonijnej Rady Konsultacyjnej przy Marszałku Senatu.

        Andrzej Kumor: Nadal Pan działa w Kongresie Polonii Kanadyjskiej.            

        Jan Cytowski: Witam wszystkich Państwa. Bardzo mi miło, że mogę dołożyć swój głos do tej dyskusji. Tak, dalej jestem czynny w Kongresie Polonii Kanadyjskiej, jeszcze zresztą chyba w dwóch organizacjach, z których najbardziej sobie cenię Stowarzyszenie Inżynierów Polskich, w którym jestem od kilkudziesięciu lat. To jest moja historia działalności polonijnej. Tam zaczynałem swoją działalność, byłem prezesem oddziału, potem przewodniczącym Zarządu Głównego, i dalej jestem związany, bo jestem w Zarządzie Głównym, jestem wiceprezesem.

        – Dzisiaj będziemy rozmawiać o Polonii właśnie, a raczej o tym, jaki jest pomysł na związki Polonii z Krajem. Teraz ta sprawa odżyła. Był taki okres, gdy nikt się nami nie interesował albo traktował nas jak powietrze, a od jakiegoś czasu jest propozycja jakiejś współpracy. Na czym ta współpraca miałaby polegać i czy w ogóle jest możliwa współpraca kraju z Polonią, dlatego że są to ogromne ogólniki, słowa, które kryją bardzo wiele różnych organizacji, bardzo wiele różnych politycznych aspiracji, bardzo wielu działaczy, ludzi o różnych poglądach? Jak to w ogóle można ułożyć?

        – Zacznijmy od tego, że kluczem do tej odpowiedzi jest chyba postawienie sobie pytania i odpowiedź na to pytanie, czego właściwie Polonia chce, bo ja się z tym zetknąłem, będąc przewodniczącym Rady Polonii Świata, że tak naprawdę, Polonia jest podzielona. Są grupy, które chciałyby, żeby Polacy mieszkający za granicą, Polonia, Polacy poza granicami kraju, czuli się częścią narodu polskiego. I wtedy oni odbierają sprawy polskie zupełnie inaczej. Jest druga grupa, która uważa, że nie, nie, nie, my tutaj jesteśmy Kanadyjczykami na przykład i nie wtrącajmy się za bardzo do tych spraw polskich, a tylko po prostu zachowujmy tę polskość.

        Tutaj dochodzimy do takich dwóch zasadniczych kierunków, które mnie zresztą trochę podzieliły z pewnymi osobami w Kongresie Polonii Kanadyjskiej, bo reprezentowaliśmy troszkę inne ugrupowania. To znaczy tak, jeśli chodzi o tę grupę pierwszą, o której mówiłem, tych, którzy chcą włączać się do tego, co dzieje się w Polsce, to jest to grupa, która uważa, że powinniśmy zabierać głos, powinniśmy aktywnie uczestniczyć w tym również, co się dzieje w Polsce, ale głównie uczestniczyć w tym, co się dzieje wokół Polski poza granicami Polski. To jest nasza główna rola.

        – Obrona dobrego imienia, kwestia promocji...

        – Dokładnie. Natomiast ta druga grupa mówi, to właściwie to jest fajnie, jak zorganizujemy dzień polski, jak założymy nasze stroje krakowskie, góralskie, zrobimy pokaz pierogów, gołąbków, trochę występów, trochę tej kultury polskiej, ale tak umiarkowanie i lekkostrawnie. 

        Ja to nazywam cepeliadą. Niektórzy z działaczy Polonii się na mnie obrażają lub obrazili, że użyłem sformułowania cepeliada, chociaż nie uważam, że ono jest jakimś pejoratywnym określeniem, jest jakimś określeniem po prostu.

        – Jest to część naszej tradycji.

        – Ja bym powiedział, jeśli Pan mnie pyta o moje osobiste zdanie, że my powinniśmy te dwa elementy łączyć, bo niewątpliwie zadaniem Polaków i Polonii jest zachowanie i utrzymanie polskości poza granicami kraju, której głównym nośnikiem jest język polski. Stąd zresztą moja w Kongresie była walka o zachowanie języka polskiego, nawet z czasem z pewnymi utrudnieniami, w tym sensie, że wchodzi młode pokolenie, które gorzej się porusza w języku. Ale wydaje mi się, że warto ich podciągać w tym języku polskim. Stąd była koncepcja, żeby zebrania w organizacjach były prowadzone w języku polskim, żeby protokoły z zebrań były w języku polskim. Co prawda, jeśli chodzi o sformułowania jakichś wniosków czy ustaleń, one mogą być zarówno w języku polskim, jak i krótka wzmianka w języku angielskim, żeby mimo wszystko polski był ciągle odświeżany i obecny, bo to jest największa więź z Polonią i Polakami. No ale niestety, różnie to się zdarza.

        – A jaki jest pomysł na stosunki z Polską, jak to powinno wyglądać? Bo od jakiegoś czasu władze polskie zaczynają finansować więcej inicjatyw polonijnych i też zachodzi podejrzenie, że to jest takie „wybieranie swoich”.

        – Jakiekolwiek ingerowanie, finansowanie jest zawsze związane z czymś, nie ma tak, że ktoś nam funduje lunch i nie oczekuje niczego w zamian. W związku z tym – ja zresztą dość często uważałem, że owszem, Polonia powinna korzystać z funduszy polskich, ale głównie w celach kulturalnych, w celu kultywowania języka polskiego itd. Natomiast sprawy organizacyjno-strategiczne powinny być w jakimś sensie niezależne. Polonia, szczególnie w krajach zachodnich, moim zdaniem, jest dostatecznie bogata, żeby sobie bez tej ingerencji polskiej poradzić.

        Druga sprawa bardzo istotna, żeby nawet jeśli są te fundusze z Polski, żeby była duża transparentność.

        – Żeby było wiadomo, kto ile i za co dostaje?

        – Tak. Jak byłem przewodniczącym Rady Polonii, głosiłem tezę, zresztą zawsze głosiłem tę tezę, że właściwie tych funduszy nie jest aż tak mało, tylko one niekoniecznie są zawsze właściwie wydawane. Podkreślaliśmy to, że większość powinna iść na kierunek wschodni, bo tam Polacy potrzebują czasem butów, jedzenia itd., natomiast jeśli chodzi o Zachód, owszem, powinniśmy mieć pomoc w zakresie edukacji, języka polskiego, bo np. podręczniki tutejsze dla naszej młodzieży się nie nadają, to powinny być podręczniki opracowane specjalnie dla dzieci, których drugim językiem jest język polski. W związku z tym ta pomoc z tej strony jest jak najbardziej potrzebna, ale powinna być transparentna, jednoznaczna i nie powinniśmy się na nią zżymać, bo to jest sprawa dla mnie normalna. Natomiast jakiekolwiek inne sprawy, organizacyjne, uważam, że nie powinny mieć miejsca.

        – A obrona dobrego imienia Polski? Wiem, że to leżało Panu na sercu, Okręg Torontoński Kongresu Polonii Kanadyjskiej prowadził to, kiedy w Polsce jeszcze nawet o tym nie mówiono. Pamiętam demonstrację przed „Toronto Star”.

        – Koniuchy, Naliboki.

        – Tak. To są rzeczy, które były dla nas chlebem powszednim, kiedy w Polsce uważano, że to w ogóle nie ma żadnego znaczenia. Czy teraz nie jest też tak, że czujemy się lekko zawiedzeni? Prosi się nas o pomoc, prosi o stawianie się w takich sytuacjach, ale np. była ustawa w Stanach Zjednoczonych o zwrocie mienia bezspadkowego, która zobowiązuje rząd Stanów Zjednoczonych do monitorowania tej sytuacji, Polonia amerykańska zajęła stanowisko, mobilizowała się itd., a w kraju cisza, nic nie ma, wydawało się nawet, że jest to jak gdyby nie na rękę, że to jest niewygodne, więc jak gdyby jest jakaś taka dwutorowość albo dwójmyślenie w tych wysiłkach.

        – Przyznam się Panu, że tego elementu nie rozumiem, dlaczego władze w Polsce nie reagowały. Wydaje mi się, że istnieją jakieś sprawy, o których może się publicznie nie mówi, że to zostało może już jakoś załatwione. Z tym że, tutaj znów wracamy do sprawy takiej, że prywatna umowa terezińska definiowała zwrot mienia pożydowskiego czy ofiar holokaustu. Tutaj trzeba powiedzieć, że był okres, kiedy mogliśmy zabrać głos, nie zabieraliśmy głosu. Byli przedstawiciele tego środowiska w Kanadzie i żeśmy wtedy nie zareagowali też tutaj w Kanadzie. Tak że ja bym powiedział, że to jest taka sprawa, która ciąży trochę nad nami wszystkimi, bo Pan poruszył temat, czy Polonia powinna się wtrącać do obrony dobrego imienia Polski i Polaków.

        – Ja myślę, że to nie jest sprawa wtrącania się, to jest nasza sprawa, bo to nas dotyczy. To nam się tutaj gębę przykleja, my ponosimy największy koszt tego rodzaju złego imienia Polski.

        – Tak jest. Wtedy, kiedy zostałem przewodniczącym Rady, to jednym z moich głównych zadań, które podkreślałem w kilku wywiadach, było właśnie doprowadzenie do tego, żebyśmy mieli wspólną polonijną strategię obrony dobrego imienia Polski i Polaków. Chociaż to jakby zawęża zagadnienie, bo ja to widziałem szerzej, jako wizerunek Polski i Polaków, gdzie mówimy o historii Polski, osiągnięciach Polski i Polaków, wkładzie Polaków do rozwoju cywilizacji, odkłamywaniu polskiej historii, przeciwstawianiu się tym kłamliwym filmom, historiom itd.

        – A także temu, co w skrócie można określić „Polish jokes”, czyli żeby nie traktowali nas jako ludzi głupich, siermiężnych.

        – Dokładnie, ale żeby to robić, to musimy – i tym troszkę może nawet podpadłem w pewnych środowiskach polonijnych – mieć wspólną politykę historyczną z władzami w Polsce. Próbowaliśmy to załatwić, spotkałem się dwukrotnie z panem ministrem Schetyną, było jeszcze parę kontaktów już nie moich, ale moich kolegów z ministrem Sikorskim. Temat obrony dobrego imienia, jak żeśmy go zaczynali, to było – no wiecie państwo, to jest tam w tych sprawach ogólnych promocji Polski.

        Sprawa się dramatycznie pozytywnie zmieniła w momencie wyboru pana prezydenta Dudy. Ja się spotkałem jeszcze z panem prezydentem Dudą i z panem Kwiatkowskim, zanim jeszcze były wygrane wybory przez PiS. I wtedy żeśmy trochę rozmawiali, jak wspólnie tę politykę historyczną Polonii i Polski skleić tak, żebyśmy działali wspólnie. I wtedy zresztą powstała koncepcja tego biura polonijnego przy prezydencie, bo żeśmy nie wiedzieli jeszcze wtedy, że PiS wygra wybory. To się zmieniło, rzeczywiście sporo, kiedy PiS wygrał wybory, i ja bym powiedział, że to się zmieniło bardzo pozytywnie, idąc w kierunku wspólnego działania. Niemniej, władze w Polsce  mają, moim zdaniem, tyle problemów różnych, że jeśli chodzi o te czynniki, które decydowały o tym, one nie uważały tego za priorytetowe sprawy polonijne. Ponieważ, jak może Państwo zauważyli, pierwszym posunięciem był powrót funduszy przeznaczonych na Polonię do Senatu, w tej chwili jest to z powrotem w gestii Senatu, poprzednio było w MSZ-ecie.

        Ale tutaj trzeba powiedzieć, że po prostu Senat nie był przygotowany do tego, nie miał aparatu, żeby tym się właściwie zająć, i to trochę trwa. W związku z tym, co nastąpiło? Nastąpiło to, że Senat zostawił to tak trochę w rękach Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” i ono nadaje troszkę charakter tej współpracy polonijnej. Zresztą wydaje mi się, że dojdziemy do tego tematu, bo będziemy mówili, jak można by było poprawić i co powinniśmy zrobić. Jednym z elementów powinno być to, żebyśmy mieli większy wpływ na Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”.

        – A co z większym wpływem na nie tyle politykę krajową, co wnoszeniem naszych problemów pod dyskusję parlamentu polskiego? Był taki projekt zmiany ordynacji wyborczej, żeby tam było trzech posłów ze środowisk polonijnych. To jakoś jest teraz zupełnie pomijane. Natomiast jak Pan uważa, czy politycy krajowi w ogóle znają problemy polonijne i na ile znają te problemy i na ile znają środowiska polonijne?

        – Ja bym powiedział inaczej. Jest parę osób w tym środowisku poselskim, które trochę już problemy Polonii znają, choćby dlatego, że albo tutaj bywały albo miały wiele kontaktów z różnymi osobami ze środowiska polonijnego. Niemniej wracając do Pana pytania o posłów polonijnych itd., ja osobiście mam troszkę inną opinię na ten temat.

        – To jest rozwiązanie stosowane przez inne narody, w Portugalii na przykład.

        – Tak, z tym że ja tu używam argumentu takiego, co będzie, jeśli będziemy mieli dwóch posłów polonijnych? Czy to coś zmieni? Moim zdaniem, niewiele. Przepraszam, że użyję analogii, ale mieliśmy dwóch posłów polonijnych w Kanadzie, i co się zmieniło? Niewiele, prawda? Chcieliśmy podnieść sprawę Katynia, ale została nieruszona, sygnalizowaliśmy sprawę odszkodowań za ofiary holokaustu, też została w ogóle niedotknięta. W związku z tym, ja bym powiedział, że należy zdawać sobie sprawę, że dwie czy trzy osoby, ale tak naprawdę niewiele będą mogły zmienić. A poza tym dojdzie chyba jeszcze jeden element, że znając środowisko polonijne, będziemy jeszcze bardziej podzieleni, bo w jaki sposób tych posłów wybrać? Pomijając już taki fakt, merytoryczny, że to wymaga zmiany ustawodawstwa w Polsce, tak że to trochę potrwa.

        Z związku z tym, odpowiadając Panu na to pytanie, ja bym powiedział tak, owszem, wydaje mi się, że może powinniśmy zadbać o to, żeby polonijni działacze z pewnym stażem i doświadczeniem, ja bym powiedział z takim szerszym spojrzeniem, mieli możliwość uczestniczenia w pracach sejmowej komisji współpracy, senackiej komisji współpracy, ale przede wszystkim na obecnym etapie w Stowarzyszeniu „Wspólnota Polska”. Proszę Państwa, w Stowarzyszeniu „Wspólnota Polska” nie ma ani jednego przedstawiciela Polonii. A jest to największe skupisko, kilkadziesiąt osób, ma podobno cztery tysiące członków w skali kraju. Więc wydaje mi się, że gdyby udało się „Wspólnotę Polską” przekształcić, bo – co tu dużo mówić – „Wspólnota” powstawała w okresie 89–90. Tam są różni ludzie, tam nie trzeba daleko szukać, ale wystarczy porozmawiać z pracownikami IPN-u.

        – Tak jak różne było rozgrywanie Polonii, bo to jest kolejny temat, że te wszystkie problemy, które mamy, po części wynikają z zaszłości, a te zaszłości były związane z agenturą, która tutaj działała, w Ameryce, w Kanadzie, również w Europie Zachodniej, po to żeby Polonia nie mówiła jednym głosem i po to żeby Polonia nie bruździła w polityce.

        – Tak. Poza tym „Wspólnota”, jeżeli już tak rozmawiamy otwartym tekstem, chciała mieć duży wpływ na to, jak będzie organizowana Polonia, czego przykładem było moje doświadczenie bezpośrednie. Kiedy w ostatniej chwili praktycznie zgłoszono mnie jako kandydata na przewodniczącego Rady Polonii Świata, to już od pół roku wcześniej się mówiło w Stanach, że przewodniczącym jest pan Frank Spula, bo tak to było przygotowywane. Tak że zaskoczenie było bardzo duże, kiedy rzeczywiście prawie że nieznana osoba w tym środowisku zostaje przewodniczącym i przegrywa prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej. Zaskoczenie było bardzo duże, we „Wspólnocie” głównie. I stąd się zaczęły potem te moje problemy, ale powiedziałbym, że to świadczy tylko o tym, że powinniśmy mimo wszystko dążyć do pewnego zmodyfikowania tego i mimo wszystko domagania się od władz w Polsce, żebyśmy mieli na przykład dwudziestu reprezentantów polonijnych w tych znaczących fundacjach, to jest np. Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie”, które mają 80 czy 80 parę procent środków, które idą na Polonię. Tak sobie to wyobrażam.

        – We wrześniu będzie zjazd Polonii, teraz jest zjazd 60 Milionów, na południu, pani Anders tam jest.

        – Tak, w Krynicy zorganizowany.

        – Więc będzie się o tych wszystkich problemach dużo mówić. Ja myślę, że to jest porządkowanie chaosu, dlatego że właśnie różnice interesów, różnice samych nas tutaj, bo przecież różne fale imigracji, różny stopień przywiązania czy identyfikowania się z Polską, ale jakby Pan mógł zrobić taki wspólny mianownik, to czego, Pana zdaniem, my powinniśmy oczekiwać od Polski i czego Polska może oczekiwać od nas? Taka podstawa.

        – Jeśli chodzi o oczekiwania Polski wobec nas, wydaje mi się, bo nikt tego mi nie powiedział otwarcie, ale ja chciałbym i uważam, że naszym podstawowym zadaniem Polonii na świecie jest obrona wizerunku Polski i Polaków. Niezależnie od tego, jakie mamy poglądy.

        – I w tym Polska powinna nam pomagać.

        – Tak jest. I tę pomoc żeśmy sygnalizowali wielokrotnie.

        – Bo jest to wspólny interes, to nie jest sprawa tylko Polaków mieszkających w Polsce, bo to my jesteśmy postrzegani, odbierani przez ludzi innych nacji, mieszkając tutaj.

        – Mnie się wydaje, że przynajmniej w okresie, kiedy miałem wpływ na to, chciałem, żeby to środowisko polonijne było tak naprawdę strategicznym partnerem Polski w kreowaniu wizerunku Polski poza granicami i obrony tego wizerunku, żeby była właśnie apolityczna współpraca.

        – Bez żadnych wielkich słów, Polacy mieszkający poza granicami to jest wielki potencjał dla Polski. Są to ludzie zaangażowani w pracę różnego rodzaju instytucji, są to ludzie w korporacjach, są to ludzie, którzy posiadają wiedzę, którą można wykorzystać, tworząc most między krajem a nami.

        – Odpowiadając Panu na drugą część pytania, czego my oczekujemy od Polski. Ja bym powiedział, że oczekujemy przede wszystkim pomocy merytorycznej, czyli jeśli chodzi o szkolnictwo, wspomóżcie nas jakoś, żeby były pomoce naukowe, żeby ta młodzież trochę łatwiej sobie z tym wszystkim radziła.

        – Uważam, że jeżeli tysiące ludzi uczy się tutaj języka polskiego, to dlaczego nie na przykład wycieczka do Polski fundowana dla tego, który jest najlepszy w tej nauce itd., żeby poznał kraj.

        – Wręcz przeciwnie, dobrze Pan powiedział, ja uważam, że powinny być corocznie subsydiowane wycieczki tam dla polonijnej młodzieży na dwutygodniowe poglądowe lekcje, jak naprawdę wygląda w tej chwili Polska.

        – Nawet coś takiego jak wymiana młodzieży. Tu są domy, które by bardzo chętnie przyjęły młodzież, tak jak przy wymianie językowej.

        – Żeby nikt tutaj ludziom nie wmawiał – tak jak tutaj czasem słyszałem, bo w Polsce to już nie ma demokracji, skończyła się demokracja. To jest to, co możemy tym młodym ludziom pokazać, jak Polska wygląda. To jest jeden z elementów.

        Drugi element, czego możemy oczekiwać od Polski, przede wszystkim pomocy merytorycznej w zakresie obrony dobrego imienia. Powinniśmy mieć możliwości uzyskania materiałów w języku angielskim z Instytutu Pamięci Narodowej. Jeśli coś się mówi o czymś, jako źródło historyczne. Żebyśmy nie argumentowali na argumenty bez podstaw, tylko na argumenty oparte na faktach, na dokumentach. 

        – Bo my jesteśmy jak gdyby bezzębni. 

        – Właśnie. Poza tym, co tu dużo mówić, to wymaga pewnej pracy, a jeśli to wymaga pewnej pracy, to nie może to być wolontariat w stu procentach, to musi być ktoś, kto profesjonalnie, na co dzień się tym zajmuje, grzebie, jak ja to mówię kolokwialnie, w dokumentach. 

        – Powinniśmy mieć to po prostu czarno na białym.

        – Dokładnie. A przynajmniej dzień po czymś takim powinniśmy już dostać taki dokument, żeby można było reagować w prasie. Zresztą to się trochę poprawiło, trzeba przyznać, w momencie ostatnich zmian w Polsce trzy lata temu, bo już w tej chwili widzę, że i ambasada szybciej reaguje, i szybciej konsulat reaguje na tego typu historie. Myśmy zawsze mówili, że najlepiej by było, gdybyśmy ze sobą współpracowali, gdyby konsulat, my razem i tak dalej.

        – My wciąż przełamujemy ten okres sprzed lat trzydziestu czy więcej, może nawet lata 90. można zaliczyć do tego okresu, kiedy właśnie konsulat był nam „obcy”, czyli działał przeciwko inicjatywom polonijnym.

        – W tej chwili, moim zdaniem, to się zmieniło.

        – Bo przecież na przykład Kongres Polonii Kanadyjskiej występował w sprawie Koniuchów i tu żadna polska dyplomacja nie wspierała takiej inicjatywy.

        – Niemniej to się zmieniło. Jako przykład ciągle podaję, może Państwo pamiętają, ten obelisk smoleński został w pewnym momencie przewrócony. Jest to zresztą podejrzana dla mnie historia.

        – Podobno ktoś tam samochodem wjechał.

        – Tak. Byłem pierwszy, który przyjechał na to miejsce, tablice rejestracyjne były, a do dzisiaj nie wiemy, kto to zrobił. W każdym razie skończyło się to tym, że myśmy dość szybko wystąpili do miasta. To trochę się wlokło, niemniej jednak interwencja konsula wtedy pomogła, miasto wkroczyło i dosłownie po tygodniu wszystko było uporządkowane. Tak że tu widzimy, że możemy współpracować.

        Z takich spraw, które warto może na przyszłość również zaadresować, to jest sprawa pewnego zadbania o tę przeszłość polską tutaj w Kanadzie, że jednak ona wymaga trochę opieki, żeby te popadające w ruinę pamiątki po Polakach...

        – Nasz wkład w budowę tego kraju.

        – Tak. I tutaj ja bym powiedział, jak najbardziej Polska powinna pomóc.

        – Pan jest członkiem Stowarzyszenia Polskich Inżynierów, i tu jest olbrzymie pole, ilu inżynierów ten kraj rozwijało.

        – Oczywiście. Na przykład grób Gzowskiego przy Sherbourne, on jest w stanie rozpadającym się. To jest rodzinny grób byłego gubernatora i nawet ostatnio była taka dyskusja, że może powinniśmy my. Mówię słuchajcie, to jest fajne, ale my możemy być pośrednikiem i zwrócić się do władz Kanady, bo to był gubernator Ontario, to nie jest tylko sprawa polska. Tak że tutaj bym widział nasze wspólne wysiłki. 

        A wracając do pomocy z Polski, to uważam, że właściwie głównie transparentność jest istotna. W tej chwili przydział środków odbywa się na zasadzie takiej, że to jest konkurs. Składa się projekt itd., itd. W tych komisjach konkursowych, tam powinni być przedstawiciele Polonii.

        – Tak, bo wieść gminna niesie, że jak pan ma pewnych znajomych, zwłaszcza że część z tych pieniędzy tam w Polsce zostaje, więc ludzie są zainteresowani.

        – Powinni tam być przedstawiciele Polonii. Tutaj wracamy do tego pierwszego zagadnienia, jaka powinna być reprezentacja, na co ja sobie odpowiedziałem, że uważam, że jeśli chodzi o posłów, senatorów, ja bym to zostawił na razie, natomiast bym się na poziomie roboczym do tego wszystkiego bardziej włączył. 

        Po pierwsze, to by spowodowało pewną zmianę percepcji środowiska polonijnego, że nie dostaje się po znajomościach, układach itd., tylko że jednak mimo wszystko nasi przedstawiciele biorą udział w komisjach kwalifikacyjnych. Powiedziałbym, że jest pewne światełko w tunelu, powoli się o tym mówi, no, zobaczymy, co z tego będzie.

        – Panie Janie, zjazd we wrześniu, podobno jest to pierwszy taki zjazd w historii, zjazd otwarty, że każdy, jeżeli jest zainteresowany, może się zarejestrować i pojechać sobie. Czego Pan oczekuje po tym spotkaniu, co to poprawi w naszej sytuacji, we wszystkich problemach, o których rozmawialiśmy?

        – Mam też troszkę odmienne zdanie, że chyba ten zjazd wiele nie poprawi.

        – Kolejna narada, na której napiją się, poklepią...

        – Może aż tak nie, ale to jest kolejny, piąty zjazd. Ja uczestniczyłem w dwóch poprzednich, w 2007 r. był trzeci, w 2012 czwarty.

        – Ten się odbywa w 100. rocznicę odzyskania niepodległości Polski.

        – Tak. Mnie się wydaje, że ten zjazd ma w sobie bardziej symboliczny charakter. To jest stulecie odzyskania niepodległości, Polonia miała wkład w to, razem z narodem itd. Z tego, co mi wiadomo, bo nie jestem w komitecie organizacyjnym, będzie około 600 uczestników, 300 miejsc zostało przeznaczonych na delegatów, Kanada otrzymała 22 miejsca. Zarząd Główny chyba kilka miejsc wziął, oprócz tego będą prezesi okręgów, organizacji centralnych itd. Ja uczestniczę z puli marszałka Senatu, która jest oddzielną pulą, jako Rada Konsultacyjna Polonii. Oprócz tego pewną liczbę miejsc mają konsulowie i ambasadorowie i osoby spoza zorganizowanej Polonii, którymi dysponuje marszałek, może minister itd., te pozostałe 300 miejsc. Oczywiście duży udział również w tym jest polonijnego duchowieństwa.

        Z takich rzeczy nowych, tobym powiedział, że ten zjazd będzie w sumie zjazdem głównie takim celebrującym i podkreślającym wspólnotę narodową z Polakami. Natomiast ta część dyskusyjna zjazdu praktycznie została ograniczona do jednego dnia.

        – Czyli nie ma co oczekiwać, że coś się tam narodzi?

        – Nie ma co za dużo oczekiwać, zwłaszcza że dla mnie, po doświadczeniach poprzednich zjazdów, bo w 2012 tak się złożyło, że prowadziłem komisję obrony dobrego imienia Polaków, zaskoczeniem było, kiedy na ostatnim zebraniu naszej Rady Konsultacyjnej była krótka informacja, ale w ogóle nie ma w tym roku panelu obrony dobrego imienia Polski i Polaków. Tak że jest to pewne zaskoczeniem.

        – Uznano, że zbyt wiele kontrowersji?

        – Trudno mi powiedzieć dlaczego właśnie.

        – Czy Pan to wiąże z tym, że akurat Izrael w sprawie ustawy o IPN tak oponował?

        – Powiem inaczej, podniosłem tę sprawę na spotkaniu z marszałkiem. Marszałek był rzeczywiście zaskoczony. – Tak? Naprawdę nie ma? To ja spróbuję – i tak dalej. No, nic nie działo się przez miesiąc, wysłałem list w imieniu kilku kolegów jeszcze, bo uzgodniłem tekst listu z prawie dziesięcioma osobami. Wysłaliśmy ten list do pana marszałka, odpowiedzi nie uzyskaliśmy do dzisiaj. Mam nadzieję, że coś się zmieni. W każdym razie jeśli chodzi o sprawy zjazdowe, to w tej chwili paneli jest sześć czy siedem, jest m.in. edukacja, oczywiście sprawy duchowieństwa, sport i turystyka, jest nauka – zresztą będę w tym panelu.

        – A tej najważniejszej rzeczy, która wszystkim doskwiera, nie ma!

        – W naszej Radzie Konsultacyjnej jest również sekretarz Rady Polonii Świata, pan Tadeusz Pilat, i on jest w komitecie organizacyjnym, w związku z tym zadałem pytanie odnośnie do obrony dobrego imienia Polski. Uzyskałem odpowiedź taką, że te sprawy będą trochę we wszystkich panelach, co dla mnie odpowiedź była jednoznaczna, że jak są wszędzie, to znaczy, że nie będzie nigdzie. Jedynym panelem, na którym być może to będzie trochę akcentowane, to jest panel organizacje polonijne. Ale to jest znów tak szeroki wachlarz, że nie wyobrażam sobie, żeby tam za bardzo było miejsce na dyskusje.

        – Obrona dobrego imienia Polski wynika z tego, że przez 40 lat, a może i dłużej, Polska nie prowadziła własnej polityki historycznej.

        – Dokładnie.

        – Czyli prawda była położona na ołtarzu polityki historycznej wszystkich innych państw, w tym zwłaszcza tych państw, które mają siłę.

        – Poza tym, wydaje mi się, że została troszkę uśpiona czujność, nawet Polonii, w tym zakresie, bo co tu dużo ukrywać, tutaj w Ontario mamy dalej komiks „Mouse”, mimo że walczymy, a można powiedzieć, przecież my tu istniejemy od dziesiątków lat.

        – Pan mówi mamy, mamy to w programach szkolnych, to jest najgorsze.

        – Tak, do tego zmierzam.

        – To samo zaczyna też być w Polsce. To jest bardzo niepokojące, że również w Polsce są środowiska, które nie widzą problemu i nie widzą konieczności obrony przed tego rodzaju potwarzą.

        – Tym bardziej jest to właśnie argument, że to zagadnienie – ja to szerzej nazywam, bo to jest kreowanie właściwego wizerunku Polski i Polaków – powinno być ciągle akcentowane i powiedziałbym, że to jest chyba najważniejsza rola Polonii i Polaków poza granicami kraju.

        – Czyli co, sądzi Pan, że Warszawa się przestraszyła?

        – Moje prywatne zdanie, wydaje mi się, że Warszawa ten zjazd troszkę pozwoliła organizować „Wspólnocie Polskiej” i Radzie Polonii Świata. Obie te organizacje, w moim rozumieniu, w tej chwili jakoś nie rozumieją tego, nie chcą rozumieć lub są inne czynniki, dla których ten element nie jest poruszany.

        – Dziękuję, że mogliśmy te tematy poruszyć, bo to jest ta koszula bliska ciału.

        – To ja dziękuję za możliwość upublicznienia moich przemyśleń. Dziękuję Państwu, miło mi było się spotkać.

Opublikowano w Wywiady

 

 

Zdjęcie: znaczek milenijny wydany staraniem Polonii amerykańskiej przez pocztę Stanów Zjednoczonych w 1966 według projektu Edmunda Lewandowskiego z Milwaukee. Źródło google.

Jestem Polakiem, wiernym synem Ojczyzny. Myśl o Polsce wielkiej i silnej, wolnej i niepodległej, była i jest treścią mego istnienia.”       I. J. Paderewski

 

W tym roku (2018) obchodzimy stuletnią rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Rocznica ta napawa optymizmem i jednocześnie zmusza do refleksji nad tym, co się udało, a czego nie zdołaliśmy dokonać w drodze do pełnej suwerenności naszej Ojczyzny- Polski. Refleksja ta jest niezmiernie ważna, ponieważ przedstawia w bardzo skróconej formie wkład i rolę Polonii w odzyskiwaniu i budowaniu niepodległego państwa polskiego. Wiedza o tym powinna dotrzeć do jak największej liczby rodaków, aby przybliżyć Polakom tę mało znaną w Polsce kartę historii. Refleksja zza oceanu jest o tyle istotna, gdyż walka Polonii o wolną i suwerenną Polskę nie jest jeszcze w pełni zakończona. Jesteśmy optymistami i mamy nadzieję, że ten artykuł pomoże wprowadzić do polskiej historiografii i zrozumieć znaczenie i rolę Polonii w dziele odzyskania przez Polskę niepodległości.

 

Czyn zbrojny - Błękitna Armia

 

Niezaprzeczalnym, najważniejszym, wielowymiarowym sukcesem Polonii jest utworzenie, wyposażenie i wysłanie do Polski Błękitnej Armii, która była największym i najwartościowszym związkiem taktycznym bijącym się o wolność i niepodległość odradzającej się Rzeczpospolitej. Siła bojowa Błękitnej Armii, kiedy wyjeżdżała z Francji do Polski, liczyła około 70.000 żołnierzy, w tym byłych jeńców wojennych z armii austro-węgierskiej około 35 000, ochotników z Ameryki około 22 000 (w tym 1000 z Milwaukee i 3000 z Chicago). Składała się z dwóch korpusów, a każdy z nich z dwóch dywizji. W jej skład wchodziły ponadto: dywizja instrukcyjna, pułk czołgów (liczący 120 czołgów Renault M-117), siedem eskadr lotniczych (98 samolotów), wojska inżynieryjne, kawaleria, artyleria, wojska łączności, 7 szpitali polowych. Siłą tej armii było też bardzo wysokie morale żołnierzy. Na terenach walk rozkazom gen. Hallera podlegały także dwie dywizje z Rosji: 4. Dywizja gen. Lucjana Żeligowskiego i 5. Dywizja Syberyjska mjr. Waleriana Czumy. Nigdy jednak nie użyto Błękitnej Armii jako związku taktycznego w całości. Obawiano się jej siły politycznej, popularności gen. Józefa Hallera i związanej z nim opcji narodowej oraz czołowych jej przywódców Romana Dmowskiego i Ignacego Paderewskiego.  Mimo strategicznych sukcesów, a może właśnie z ich powodu, generał Józef Haller nie znalazł uznania u Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego. Do końca pozostawał w opozycji do obozu rządzącego. W czerwcu 1919 roku został odwołany jako dowódca Błękitnej Armii i skierowany na pogranicze polsko-niemieckie w celu objęcia dowództwa nad Frontem Południowo-Zachodnim. Pod inną, ciągle zmieniająca się komendą, Hallerczycy czuli się porzuceni i zawiedzeni. Wiele żalu i goryczy można wyczytać w sprawozdaniach frontowych kapitana Tadeusza Kurcjusza, późniejszego dowódcy Narodowych Sił Zbrojnych, szefa sztabu 13 dywizji. 1 września 1920 roku Błękitna Armia została całkowicie rozformowana. Poszczególne formacje weszły w skład innych krajowych jednostek wojskowych. Ochotnicy ze Stanów Zjednoczonych zostali zdemobilizowani, co wywołało irytację Polonii Amerykańskiej. Liczbę zdemobilizowanych Hallerczyków oceniano na 10.000 do 12.000. Sytuacja zdemobilizowanych żołnierzy Błękitnej Armii była bardzo zła. Wrócili do Stanów wyczerpani, bez środków do życia. Sprawę dyskutowano na najwyższych szczeblach amerykańskich władz. Zajął się nią Julius Kahn kongresmen z Kalifornii i kongresmen Kleczka z Milwaukee Wisconsin. Błękitna Armia i gra polityczna wokół niej jest w polskiej historiografii zupełnie przemilczana. Jeżeli mówimy o odzyskaniu przez Polskę niepodległości, to istotne jest, aby w polskiej narracji wybrzmiał głos o ogromnym wysiłku wychodźstwa polskiego w Ameryce w czasie I wojny światowej. Żadna inna diaspora na świecie nie zdobyła się na tak niesamowicie wielki wysiłek. Do polskiej narracji historycznej nigdy nie przedarła się obiektywna prawda: „Tak jak z Oleandrów wyruszała Pierwsza Kadrowa, tak samo z Niagara on the Lake wyruszała Błękitna Armia- jej też należy oddać szacunek i właściwe miejsce w historii Polski.”

 

Pomoc finansowa Polonii dla II RP

 

Polonia amerykańską wniosła również olbrzymi wkład finansowy w odbudowującą się II RP. Spektakularne działania polskich patriotów w USA na czele z Ignacym Janem Paderewskim, doprowadziły do powstania Herbert Hoover and the Organization of the American Relief Effort in Poland (1919-1923). Ta amerykańska rządowa organizacja wraz z innymi organizacjami takimi jak Polsko-Amerykański Komitet Pomocy Dzieciom, przekazała do Polski 250 milionów dolarów. Trzeba pamiętać, że wartość dolara w okresie przed depresją była astronomicznie wysoka. Pomoc finansowa dla Polski nie skończyła się z chwilą odzyskania niepodległości. Według wyliczeń dr. Aleksandra Rytla (słynnego założyciela Związku Lekarzy Polskich w Chicago) na temat innych zbiórek finansowych w pierwszych latach po uzyskaniu niepodległości, były to następujące kwoty w milionach ówczesnych dolarów:

 

Fundusz Narodowy – 3 000

zbiórki lokalne – 10 500

paczki żywnościowe – 624

przekazy pieniężne – 1 600

wpłaty przez konsulaty – 11 500

pieniądze przesłane przez banki – 200 000

papiery wartościowe – 49 000

polska 6% pożyczka – 19 574

dolary przywiezione przez powracających emigrantów – 150 000

 

 

 

Dyplomacja obywatelska

 

Wynikiem trzyletniej pracy, polskiego emigranta ze Szwajcarii- Ignacego Paderewskiego w Stanach Zjednoczonych było stworzenie Armii Polskiej we Francji, tzw. Błękitnej Armii. Istotny jest także fakt, że Paderewski dysponował imponującą infrastrukturą społeczną, setkami działaczy polonijnych, dziennikarzami polonijnymi, polskim patriotycznym duchowieństwem i organizacjami, które uznały autorytet „Mistrza” i podporządkowały się jego przewodnictwu. Warto wymienić w tym miejscu chociaż kilku wybitnych działaczy m in: Dr. Teofila Starzyńskiego, Franciszka Smulskiego, Franciszka Dzioba, Jana Stykę czy Władysława Bendę. Paderewski stworzył wokół „polskiej sprawy” olbrzymie zaplecze intelektualne i finansowe. Wygłosił ponad 340 przemówień, napisał tysiące listów do ważnych osobistości życia amerykańskiego. Ważnym faktem były zabiegi dyplomatyczne polskich organizacji i przede wszystkim osobisty wpływ i przyjaźń Ignacego Jana Paderewskiego z prezydentem Stanów Zjednoczonych Wilsonem. Dzięki osobistemu zaangażowaniu Ignacego Jana Paderewskiego, prezydent Woodrow Wilson podpisał 5 października 1917 dekret zezwalający Polakom z USA formować swoją armię. A co najważniejsze, amerykański prezydent Thomas Woodrow Wilson wygłosił wtedy orędzie do Kongresu USA, w którym stwierdził w 13 punkcie swego programu: "Należy stworzyć niezawisłe państwo polskie, które winno obejmować terytoria zamieszkane przez ludność niezaprzeczalnie polską, któremu należy zapewnić swobodny i bezpieczny dostęp do morza i którego niezawisłość polityczną i gospodarczą oraz integralność terytorialną należy zagwarantować traktatem międzynarodowym".

To był również największy i spektakularny sukces Paderewskiego i Polonii. W wyniku akcji dyplomatycznej udało się uzyskać poparcie jednego z największych mocarstw- Stanów Zjednoczonych w dziele wskrzeszenia Polski.

 

Historia lubi się powtarzać

 

Niezaprzeczalny jest wkład Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie w zwycięstwo nad faszyzmem. Polska nigdy nie złożyła broni, stworzyła 250 tysięczną armię walczącą u boku Aliantów. Po zdradzie w Teheranie, gdzie Stalin, Roosevelt i Churchill oddając Polskę w strefę wpływów sowieckich, pozbawili naród polski możliwości rozwoju na ponad 70 lat, Polonia amerykańska, podobnie jak brytyjska przejęła na siebie obowiązek walki o reprezentowanie prawdy historycznej i przechowania polskiej tożsamości narodowej. Celnie wyraził to Kazimierz Łukomski – wiceprezes KPA w słowach:” Naszym wspólnym obowiązkiem jest: reprezentować wobec świata rzeczywiste interesy i aspiracje narodu polskiego oraz informować o rozwoju sytuacji w Polsce i jej dążeniach, potrzebach i prawach.” Nic dziwnego, że za to właśnie Polonia, tak na kontynencie, jak i za Oceanem była inwigilowana i rozbijana przez wrogów Polski i proces ten bynajmniej nie zatrzymał się w 1989 roku.

 

Era Kongresu Polonii Amerykańskiej

 

Dzięki staraniom polskich organizacji w USA już z chwilą częściowego oswobodzenia kraju rozpoczęła w Polsce swoją działalność UNRRA (United Nations Relief and Rehabilitation). Pierwsze jej transporty nadchodziły przez rumuński port w Konstancy. Dopiero z chwilą uruchomienia portów w Gdańsku i Gdyni nabrała ona odpowiedniego rozmachu. Pierwszy statek z darami UNRRA przybył do gdańskiego portu 18 września 1945 r. Był to amerykański transportowiec „Oremar” typu Liberty. Dostarczono nim 1450 ton żywności, 1075 ton mydła, 900 ton odzieży używanej i 100 ton odzieży nowej, 100 ton zelówek, 800 ton narzędzi i maszyn rolniczych, 310 ton taboru kolejowego, 150 ton karbidu i 450 ton innych towarów. Potężna gospodarka amerykańska pompowała w UNRRĘ wielkie ilości towarów i pieniędzy. UNRRA na całą swoją działalność wydała 1,7 miliarda dolarów. Na Polskę przypadło z tego 453 000 (ówczesny kurs dolara był kilkakrotnie wyższy niż obecny).

Na uwagę zasługują też inne, wybrane sztandarowe działania Polonii amerykańskiej, takie jak:

Zapewnienie udziału Stanów Zjednoczonych w finansowaniu Radia Wolna Europa.

Praca nad stworzeniem programu emigracyjnego dla obywateli, którzy nie mogli wrócić na tereny okupowane przez Sowietów po II wojnie światowej (Displaced Persons Program), aby zapewnić im bezpieczną emigrację do USA. W ramach tego programu do USA przyjechało 150 tys. polskich obywateli.

Zapewnienie udziału Stanów Zjednoczonych w uznaniu polskich granic na Odrze i Nysie przez państwo niemieckie.

Doprowadzenie do przeprowadzenia śledztwa w Kongresie USA w sprawie zbrodni w Katyniu i uznanie Sowietów winnych tej zbrodni.

Uznanie benefitów dla polskich weteranów I i II wojny światowej i zrównanie ich z benefitami weteranów amerykańskich.

Zaangażowanie rządu Stanów Zjednoczonych do udziału w National Endowment for Democracy (NED) –pomocy dla podziemnej Solidarności podczas stanu wojennego.

Prowadzenie akcji lobbingowej w celu zaangażowania Polski w Support East European Democracies Act (SEED Act) – wielomilionowy program pomocowy.

Ustanowienie Polish American Enterprise Fund (PAEF) – programu pomocowego dla Polski.

Pomoc w ustanowieniu prawa dla uciekinierów politycznych z Polski z czasów stanu wojennego.

Poparcie amnestii imigracyjnej dla osób, które przybyły nielegalnie do USA przed 1979 rokiem.

Akcja lobbingowa w celu poparcia starań wstąpienia Polski do NATO. (zebrano 9 milionów podpisów).

Udział w negocjacjach w celu przyznania obywatelom polskim rekompensaty za pracę przymusową w nazistowskich Niemczech.

Pomoc materialna w wysokości 200 milionów dolarów na sprzęt medyczny i pomoc dla ofiar powodzi w latach 1997 i 2001.

Obrona Polski jest dzisiaj naszym najświętszym i najważniejszym obowiązkiem” powiedział w 1944 roku Karol Rozmarek, legendarny prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej. Słowa te nigdy nie straciły swojej aktualności. Jesteśmy dumni z takich działaczy jak: Karol Rozmarek, Alojzy Mazewski i setek innych oddanych sprawie polskiej patriotów pracujących dla Polski w rozmaitych zakątkach Stanów Zjednoczonych i świata. Wśród nich warto wspomnieć bardzo zasłużonego dla sprawy polskiej, legendarnego kongresmana z Milwaukee, Klemensa Zabłockiego. Długo można wymieniać listę zasług, świetnie zrealizowanych pomysłów oraz setki milionów dolarów przesłanych do Polski. Liczne artykuły polonijnych naukowców i audycje radiowe o Katyniu, o Siłach Zbrojnych na Zachodzie, o Armii Krajowej, Narodowych Siłach Zbrojnych, o zbrodniach w gułagach, holokauście, ale i o polskich zdrajcach na usługach Moskwy i na wiele innych tematów podtrzymujących polską świadomość i tożsamość narodową.

 

Inwigilacja Polonii i rok 1989.

 

Patriotyczne działania Polonii nie były akceptowane przez władze PRL, wręcz przeciwnie. Już w trakcie trwania II wojny światowej wywiad sowiecki oddelegował do zdezintegrowania Polonii setki agentów. Później to główne zadanie przejęła na siebie polska bezpieka. Celem działania polskiej i sowieckiej bezpieki było całkowite zdezintegrowanie patriotycznej Polonii i stan ten trwa do dziś, jednakże rolę bezpieki komunistycznej, przejęły inne służby.

Po 1989 roku nie powstała, żadna kompleksowa monografia na ten temat, a obserwując działania IPN można odnieść wrażenie, że dzieło zlustrowania Polonii prawdopodobnie nie zostanie zrealizowane. Pojawiają się co prawda indywidualne opracowania, ale one nigdy nie oddadzą skali i procesu inwigilacji Polonii.

Mimo, że PRL u nie ma już od blisko 30 lat, jednak wiele z osób, "zadaniowanych" do niszczenia emigracji nadal bryluje na rautach w polskich placówkach dyplomatycznych, paradach i uroczystościach religijnych. Do dziś kuleje proces odkłamywania historii emigracji w oparciu o archiwalne zbiory IPN, w tym tzw. zbiór zastrzeżony. Odnosi się wrażenie, że historycy koncentrują się chętnie na pierwszych latach powojennych, ale jak ognia unikają np. okresu lat 80 tych, przecież kluczowych także dla naszej współczesności i budowania wielu karier, także na emigracji. Powstaje tutaj nowe pytanie: Ilu z tych esbeckich agentów przewerbowało się do amerykańskich służb i dlaczego nikomu w Polsce nie zależy aż tak bardzo na lustracji Polonii?

Doskonałą ilustracją procesu odsunięcia Polonii (emigracji) od wpływu na rozwój suwerennej Polski była pewna dyplomatyczna podróż. Na początku 1990 roku, ówczesny - pierwszy, jak to podkreślano po 1945 roku -  niekomunistyczny premier Tadeusz Mazowiecki, podczas wizyty Londynie nie spotkał się z prezydentem RP na uchodźstwie Ryszardem Kaczorowskim, bo uznał, że spotkanie byłoby „poniżające wobec prezydenta Jaruzelskiego, swojego rządu i państwa”. Dokument, będący zapisem tej dyplomatycznej hańby, dopiero po latach ujawnił dyrektor Wojskowego Biura Historycznego MON, dr hab. Sławomir Cenckiewicz. Podczas spotkania z Polonią, premierowi Mazowieckiemu zadano pytanie: „Dlaczego w jego rządzie są nadal komuniści, a prezydentem jest W. Jaruzelski”. Premier odpowiedział: „dzięki tym ludziom doszło do przemian w Polsce, a ja jestem premierem”.

"Dogadanie się”, przedstawicieli tzw. konstruktywnej lub demokratycznej opozycji z komunistami przy okrągłym stole w 1989 roku, skutkowało między innymi niedopuszczeniem do władzy reprezentacji środowisk patriotycznych, niepodległościowych i polskiej emigracji. Długo i naiwnie Polonia na całym świecie oczekiwała otwarcia i działań kolejnych rządów III RP, w celu włączenia Polonii w proces zmian struktury politycznej i społecznej III Rzeczpospolitej, tak jak to miało miejsce u zarania II Rzeczpospolitej. Po 1989 roku to Polacy żyjący na emigracji jako pierwsi zostali odepchnięci od udziału w polskim życiu społecznym i politycznym z jednym zastrzeżeniem: pieniądze od rodaków spoza kraju powinny nadal płynąć do Polski wartkim strumieniem i one płyną i są znaczącą pozycją w polskich budżetach rodzinnych. Według danych Banku Światowego z 2015 roku, Polonia amerykańska co roku wysyła do Polski przeszło 900 milionów dolarów; z relacji Polskiego Radia, wynika, że Polacy z Wielkiej Brytanii każdego roku transferują do kraju ok. 3 mld funtów.

 

POMOC FINANSOWA OSÓB INDYWIDUALNYCH W LATACH 1994-2010:

 

1994 – 581

1995 – 724

1996 – 774

1997 – 848

1998 – 1 070

1999 – 825

2000 – 1 496

2001 – 1 563

2002 – 1 685

2003 – 2 284

2004 – 4 728

2005 – 6 482

2006 – 8 496

2007 – 10 496

2008 – 10 447

2009 – 8 126

 

2010 – 7 614

Sumy – w milionach dolarów – przesyłane do Polski (dane World Bank, opracowane przez Migration Policy Institute).

Można przyjąć, że corocznie Polonia z USA wysyła do Polski około 900 milionów dolarów. Są to środki porównywalne z tymi, które inwestują u nas zagraniczne firmy.

Jak widać z zaprezentowanych danych, opracowanie nie dokumentuje aspektu inwestycji biznesowych Polonii. Już od samego początku inwestowania amerykańskiego kapitału w Polsce było jasne, że istotną rolę w tym procesie odgrywają i odgrywali biznesmeni z USA i Kanady o polskim rodowodzie. Brakuje jednak na ten temat opracowań.

 

Konkluzje:

 

  1. Polonia na całym świecie dysponuje potencjałem, który może nie tylko pomóc wspierać strategicznie polskie interesy, ale również zmienić dotychczasowy obraz Polski. Żaden jednak rząd po 1989 nie podjął wysiłku, aby ten potencjał wykorzystać dla Polski i polskiej racji stanu.1/3 wszystkich Polaków zamieszkuje poza granicami Polski i stanowi potencjał ekonomiczny, naukowy, kulturalny i biznesowy budujący dobrobyt krajów zamieszkania. Jest to potężna siła wpływu na politykę tych krajów. Trzeba ten wpływ wykorzystać dla polskiej racji stanu.

  2. Po 1989 roku w wyniku ustaleń okrągłego stołu, grupy patriotyczno- narodowe i Polonia (emigracja) zostały odsunięte i zablokowane od udziału w systemie władzy

      w III RP. Czas ten stan rzeczy zmienić na korzyść Polonii.

  1. Polonia pomimo rozmaitych deklaracji poszczególnych polityków nie jest wspierana przez władze polskie. Nie ma żadnych poważnych badań o Polonii, stypendiów, tematy polonijne nie przebijają się do mediów narodowych. Nie konsultuje się niczego co jest istotne dla Polonii. Analiza ostatniego Forum Polonijnego w Krynicy wyraźnie pokazuje te same historyczne błędy wobec Polonii, które popełniała II RP. O Polonii mówią i dyskutują politycy z Warszawy bez przedstawicieli Polonii. Wiedza na temat Polonii sprowadza się do indywidualnych obserwacji poszczególnych polityków, które są potem rozpowszechniane jako obowiązująca wiedza na temat Polonii w Polsce. Ostatnie badania na temat Polonii amerykańskiej przeprowadzono w 2013 roku. Trzeba je uaktualniać, gdyż na kontynencie amerykańskim miały miejsce bardzo dynamiczne wydarzenia, a Polonia odegrała w nich wiodąca rolę (wybory amerykańskie, polskie, akcja Stop ACT HR 1226 czy obrona pomnika katyńskiego).

  2. Polonia już od dawna informuje, że priorytetami dla niej są: jej profesjonalna lustracja (przeprowadzona przez IPN a nie samozwańczych ekspertów), zaprzestanie dofinansowywania projektów dla organizacji, które są przeciwne patriotycznej wizji Polonii. Polonia na całym świecie musi posiadać długofalowy program na przetrwanie.

  3. Czym jest 100 milionów złotych przeznaczonych w tym roku na działalność Polonii i Polaków na wschodzie w porównaniu np. z kwotą 100 milionów złotych przeznaczonych na renowację cmentarza żydowskiego w Warszawie? Nie jest to pytanie retoryczne.

  4. III RP ma ogromny dług wdzięczności wobec patriotycznych działaczy polonijnych. Czas pośmiertnie odznaczyć i docenić rodziny Rozmarków, Mazewskich, Zabłockich, Banasikowskich i setek wielu innych, którzy wnieśli znaczący wkład w rozwój państwa polskiego. Zauważyć żyjących jeszcze bohaterów – żołnierzy PSZ na Zachodzie i podziękować im za patriotyczne postawy i późniejszą pracę na rzecz Polonii. 100 lecie odzyskania niepodległości to doskonała okazja, aby Ojczyzna w końcu doceniła ich wysiłek- wysiłek Polonii.

  5. Należy wprowadzić do polskiej historiografii całą ogromną kartę historii Polonii i jej rolę i znaczenie w procesie odzyskiwania przez Polskę niepodległości.

Autorzy:

Waldemar Biniecki, USA Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.">Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Katarzyna Murawska, USA Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.">Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

w artykule wykorzystano następujące źródła:

U.S. Census Bureau. "Ancestry: 2000" (PDF). Archived from the original (PDF) on 20 September 2004. Retrieved 25 April 2014.

"Yearbook of Immigration Statistics: 2013 Supplemental Table 2". U.S. Department of Homeland Security. Retrieved September 11, 2016.

Dr. Donald Pienkos "For Your Freedom Through Ours': Polish American Efforts on Poland's Behalf, 1863-1991" (New York: Columbia University Press, 1991)

Pula, James S. (1995). Polish Americans: An Ethnic Community. Twayne's immigrant heritage of America series. New York: Twayne Publishers

Thaddeus C. Radzilowski, Dominik Stecula: Polish Americans Today: A Survey of Modern Polonia Leadership. Detroit: Piast Institute, 2012.

Władysław Zachariasiewicz: Etos niepodległościowy Polonii amerykańskiej. Warszawa: Oficyna Wydawnicza RYTM, 2005.

Walter, Jerzy 1957. Czyn zbrojny Wychodźstwa Polskiego w Ameryce- zbiór dokumentów i materiałów historycznych.”. Wydawnictwo Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce Nowy York, Chicago, 1957

RZĄDOWY PROGRAM WSPÓŁPRACY Z POLONIĄ i POLAKAMI ZA GRANICĄ W LATACH 2015-2020 MSZ, Warszawa, 2015

 

Opublikowano w Życie polonijne
piątek, 06 lipiec 2018 14:22

Byłem w Polsce (13)

Braniecki1918 01Nie ukrywam, że serce biło mi szybciej i czułem się jak młody chłopak, który idzie na randkę z dziewczyną. To prawda, że to był mój kraj, i chociaż inny niż przed półwiekiem, to jednak znany i swojski. Cokolwiek by jednak powiedzieć, jechałem na to spotkanie po wielu latach, a nawet wtedy – w czasie ostatniej mojej wizyty – spędziłem tu nie więcej niż parę dni. Wracałem więc w okolice, których nie widziałem przeszło pięćdziesiąt lat.

Mimo to poznawałem bez pomyłki.

San płynął tak samo jak kiedyś, tocząc się zakolami i rozlewając po kamienistych nabrzeżach, wysłanych płaskimi kamieniami, znakomitymi do puszczania kaczek. Patrząc teraz na tę rzekę, zdawało mi się, że wciąż jeszcze słyszę plaskanie kijanek, którymi kobiety biły pranie. W wieczornej ciszy ich odgłos niósł się po wodzie daleko, uspokajał i wyciszał. Słońce chyliło się ku zachodowi, na polach kończono już robotę, wozy wracały i dzień chylił się i gotował do odpoczynku.

Wtedy właśnie słychać było to pranie.

O ile pamiętam, kobiety w naszych stronach pracowały bez przerwy. Zresztą co ja mówię o naszych stronach?! Tak było jak Polska długa i szeroka, jak świat światem, a nawet galaktyka galaktyką! O ile mężczyźni mieli swój czas w niedzielę, po sumie, kiedy to w białej koszuli bez kołnierzyka i w rozpiętej kamizelce siadywali w cienistym sadzie albo na przyzbie i palili, o tyle jedynym odpoczynkiem kobiety była jedna jedyna godzina w kościele, podczas której mogła (o ile mogła!) usiąść w kościelnym babińcu i pomodlić się do swojej Panny Możnej, Panny Łaskawej, pośpiewać pieśni i nabożnie posłuchać Mszy Świętej. W domu kobiety nie siadały nigdy, a jeśli już, to na brzeżku ławki czy krzesła i pojadały zupinę, patrząc, czy inni mają. Kobiety nie siadały, bo cały ten wiejski świat spoczywał na ich barkach. Wstawały przed świtem, do udoju, do zwierząt, do oporządzenia domu, nagotowania jedzenia, a potem szły w pole, gdzie niejednokrotnie zgięte wpół, pracowały do zmierzchu. Wpół!

Widziałem je przy żęciu sierpem, kopaniu kartofli, oczynianiu buraków, przy żniwach, wiązaniu snopów, przy młocce itd., itd. Samo takie żęcie sierpem to była tortura trudna do wyobrażenia! Już nawet nie praca, a raczej katorga. To była praca na dwie ręce, w głębokim pochyleniu, w skwarze dnia i upału, w pocie czoła, podczas której tylko od czasu do czasu można było wyprostować się z wysileniem i ręką z sierpem poprawić chustkę na głowie, poskrobać się końcem ostrza i popatrzeć na słoneczko, które wysoko jeszcze było, wysoko. Takim właśnie poskrobaniem Stefka Sulakowa wyjęła sobie oko i mimo przykładania krwawnika straciła je na zawsze. A czy po tym morderczym dniu mogły się chociaż uwalić na hamaku i przespać? A czy po całodziennej katordze mogły pójść na masaż i do sauny? A skądże znowu! Przecież trzeba było jeszcze dać chłopu jeść, oprać go, wygodzić mu pod pierzyną, dzieci nakarmić, kury nakarmić, świniom do koryta pomyj nalać... Toż to była nieustanna robota, której niezrobienie bolało, oj bolało! I polska wieś stała tymi kobietami.

No więc stałem teraz nad moją rzeką i wsłuchiwałem się w plusk wody, dalekie porykiwanie bydła i szczekanie wioskowych psów. Wszystkie te głosy woda Sanu niosła wzdłuż brzegów, na których chwiały się łozy, a wierzby zwieszały nisko swoje gałęzie.

San był zawsze blisko nas. Bywało, że przedwiosennym czasem wylewał i niszczył bliskie pola, ale zwykle był przyjazny. Byli tacy, którzy łowili w nim ryby, inni czerpali żwir, a jeszcze inni kąpali się i w czasie upałów wylegiwali na brzegach. Dla niektórych był jedyną łazienką, w której mogli się do woli wypluskać.

W skwarny, lipcowy dzień widziało się czasem jakiegoś starego chłopa, który szedł do wody, mówiąc:

– Ta ciepleji już nie bydzie, to trza się trochę obmyć!

San potrafił być groźny dla nieostrożnych i nie było lata, żeby nie pochłonął paru kąpiących. Czasem to było po wódce, czasem gdy ktoś chciał się popisać przed dziewczyną albo nieumiejętnie skoczył z wysokiej skarpy, a czasem po prostu był zbyt surowym nauczycielem pływania. Różnie bywało.

Jedna z takich historii, która bardzo blisko otarła się o tragedię, wydarzyła się w naszej rodzinie. To było jeszcze przed moim urodzeniem. Otóż tuż po zakończeniu wojny do domu moich dziadków przyjechało paru Belgów, byłych jeńców wojennych, którzy jadąc rzemiennym dyszlem do swojego kraju, zabrnęli jakimś cudem w nasze strony. Ktoś im powiedział, że w naszym domu będą się mogli porozumieć po francusku, więc przyjechali.

Dom moich dziadków był otwarty dla wszystkich i czasu wojny wielu uchodźców z centralnej Polski przewinęło się przez niego. Niektórzy zostali aż do moich czasów, inni po paru miesiącach czy latach jechali dalej. Belgowie na razie zostali. Było ich trzech: Albert, Nestor i Roland. Dom był pełen młodych dziewcząt, bo i moja mama z dwiema siostrami, i ich dwie kuzynki, a do tego córka państwa Trzcińskich, którzy zostawili swój majątek w Wielkopolsce i schronili się u nas... Dość na tym, że Belgom jakoś przestało się śpieszyć do ich belgijskich domów. Też byli młodzi, więc zabawom nie było końca! Wszędzie panowało odprężenie! Koniec wojny!

Były też wspólne szaleństwa nad Sanem, aż do czasu gdy przy którejś kąpieli Nestor zaczął tonąć. To było przy ujściu małej rzeczki, która wpływała do Sanu. To, że tam była głębia, to jedno, ale co ważniejsze, to to, że w tych mieszających się wodach czaił się jakiś nieregularny wir, który przesuwał się pod powierzchnią wody i czyhał na ofiary. O tym wirze opowiadano w okolicy jak o jakimś wilkołaku czy innym drapieżnym potworze. To był taki nasz miejscowy „potwór z Loch Ness”.

Nestor zaczął tonąć na oczach innych. Może chciał się popisać przed dziewczynami, że jest dobrym pływakiem, a może przez pomyłkę podpłynął za blisko „potwora”, dość na tym, że jego rozpaczliwy krzyk „au secour!!!” sparaliżował wszystkich kąpiących.

W takich sytuacjach bardzo niewielu umie zachować przytomność umysłu i umiejętność racjonalnego myślenia! Człowiek tonął i nikt nic nie robił! Ludzie jakby wrośli w ziemię!

I wtedy zupełnie nieoczekiwanie wyrwała się młodziutka Zosia – najmłodsza siostra mojej mamy – i bez namysłu rzuciła na ratunek. To była właśnie ta, do której całkiem niedawno dzwoniłem z Karlowych Warów, udając „przedwojennego utracjusza”. Miała tylko osiemnaście lat i była drobną dziewczyną, a Nestor mężczyzną postawnym i ciężkim, a jednak uratowała go! Jak to się stało, tego nikt nigdy nie umiał wytłumaczyć! Wszystko to działo się na oczach ludzi. Trochę później pozostali Belgowie też rzucili się do pomocy, ale to już było wtedy, gdy Nestor i Zosia byli prawie przy brzegu! Zosia została nie tylko bohaterem dnia, ale na zawsze! Historia uratowania Nestora towarzyszyła jej przez wszystkie lata i jest z nią do dziś!

A Nestor zaraz po wyciągnięciu na brzeg i dojściu do przytomności uklęknął przed ciężko oddychającą Zosią i wyszeptał:

„Tout ma vie une petite priere pour vous Sophie! Tout ma vie!!!” Co znaczyło, że całe życie będzie się za nią modlił! Całe życie! I te jego słowa też przeszły do rodzinnej historii, a miejsce, gdzie niewielka rzeczka wpada do Sanu, nazwano tak, żeby o tym wydarzeniu pamiętano na zawsze. Ta nazwa była trochę przydługa, ale przeszła próbę czasu i utrzymała się nawet w dalszych pokoleniach: „Miejsce gdzie Zośka uratowała Nestora”. Czasami skracano tę długą nazwę i mówiono „Miejsce Nestora i Zośki”.

Stałem teraz w tym samym miejscu. Właśnie tu, przed przeszło siedemdziesięciu laty, młoda Zosia uratowała Nestora!

Opublikowano w Lektura Gońca
Strona 1 z 45