Goniec

Switch to desktop Register Login

Ratajewska        W Polsce nadal strajk głodowy lekarzy, ale o tym potem. 

        Mój pies pierwszy raz dzisiaj zaszczekał pod drzwiami. Chciał, aby syn go wpuścił do siebie. To chyba wina mojej mamy, która się dziwiła, że nasz pies cierpliwie czeka pod drzwiami, aby go wpuścić. Ja wiem, poprzedni nasz pies zawsze szczekał krótko, gdy nie miał wody w misce, gdy chciał wejść czy wyjść. Ten pies natomiast, a właściwie suczka, została wzięta ze schroniska i nigdy nie miała żadnych wymagań. Była trochę zwariowana i nieusłuchana, uciekała przy każdej okazji, dzieciom na mrozie zrywała czapki – obcym i naszym. Nic nie pomagało, wabienie kawałkiem kiełbasy, nie chciała przyjść. Nie wiedziałam, jak ją nauczyć, aby chociaż szczeknęła, gdy chce wyjść na balkon, a ona stała cierpliwie i czekała. Poprzedni pies umiał sobie lepiej radzić. 

Opublikowano w Teksty

Ratajewska        Siedzieliśmy przy śniadaniu niedzielnym, właściwie siedziała już tylko babcia, gdy w  okno coś uderzyło. Myślałam, że to może sąsiad coś z góry rzucił, ale wydawało się to dziwne, bo przy oknie jest balkon, więc musiałby coś rzucić łukiem. Wydawało się to dziwne, bo słychać było jakie takie mocne – pac! Wyszłam na balkon, patrzę, a tu leży ptaszek, jakby sikorka, bo kolorowy. Na pewno nie wróbel i na pewno nie jaskółka czy czyżyk, bo mój mąż  rozróżnia jeszcze czyżyki, które są podobne do jaskółek. 

         Mąż zawsze wszystko wie z biologii, w szkole zakwalifikował się do wyższego konkursu biologicznego, z jakąś dziewczyną. Wymóg był jednak taki, aby przedtem hodować jakieś zwierzątko i opisywać jego rozwój. Rodzice męża nie zgadzali się, aby w ich M-4 o powierzchni 46 metrów kwadratowych przyjąć jeszcze jakiegoś kota chociażby, więc mąż nie przystąpił do tego konkursu. Tymczasem koleżanka z innej klasy, która się też zakwalifikowała, hodowała dżdżownicę i mąż potem żałował, że na to nie wpadł. 

Opublikowano w Teksty

Ratajewska        Kto to jest żul? Żul to człowiek bez pieniędzy i najczęściej bez mieszkania. Jeśli jest starszy, to jest to dawny człowiek pracy, bo wtedy wszyscy pracowali. Starszy żul czeka na emeryturę z utęsknieniem, bo wtedy przestanie być żulem, wróci do tej części społeczeństwa, które nie musi wyjadać ze śmietnika, iść po zupkę na plebanię. Opieka społeczna nie starcza na chleb i wielu mężczyzn przez wydłużenie wieku emerytalnego (rok 2013) stało się żulami.

        Obecnie Polska wróciła do wieku emerytalnego sprzed roku 2013, czyli do wcześniejszych umów ze społeczeństwem, wg których mężczyzna w wieku lat 65 może odejść na emeryturę. Może, ale nie musi. Na pewno musi, jeśli nie ma pracy i nie ma za co żyć, aby nie powiększać szeregów polskich żuli. Brzydko się o nich mówi, ale ja myślę o nich ze współczuciem.

Opublikowano w Teksty

Ratajewska        To 500 plus to małe pieniądze, a narobiły tyle hałasu… i niewystarczające pieniądze, bo nie starczają na czas nauki ucznia polskiego. Wypłacane są do lat 18. 

 

        Dwoje uczących się dzieci w wieku 18-24 lata, które najbardziej są skrzywdzone (nie przysługuje im żaden dodatek typu 500+).

        Dlaczego uczeń polski ma tak ciężko?

        A ja myślę, dlaczego te pieniądze są tylko do 18. roku życia. 15. rok to koniec szkoły podstawowej, po obecnych zmianach. Uczeń ma wtedy 15 lat, jeśli pójdzie do zawodówki, których mało, to kończąc, będzie miał 18 lat, – mniej więcej.

        Jeśli urodził się w styczniu, to może połowę roku być bez dodatku 500 plus.

Opublikowano w Teksty
wtorek, 26 wrzesień 2017 00:39

Jednak potrafimy się zmobilizować!

(wpolityce.pl, inf wł)  

Polski pilot wygrał plebiscyt RAF! Franciszek Kornicki zdobył 325 tys. głosów - szesnaście razy więcej niż wszyscy pozostali rywale łącznie - wyprzedzając Sir Douglasa Badera (6,3. tys.) i Jackie Moggridge (2,6 tys. głosów). Dzięki zwycięstwu w plebiscycie podobizna Kornickiego zostanie umieszczona na zaplanowanej na przyszły rok wystawie z okazji 100-lecia RAF - tuż obok Spitfire’a VB BL614, słynnego samolotu myśliwskiego, który był używany przez RAF w trakcie II wojny światowej, m.in. przez pilotów Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii. W biografii Polaka podkreślono, że dostał się do Wielkiej Brytanii przez Rumunię i Francję, a w 1943 roku - w wieku zaledwie 26 lat - został najmłodszym dowódcą w polskim lotnictwie, obejmując dywizjon 308. Po wojnie pozostał w Wielkiej Brytanii, nie uznając komunistycznego rządu w Polsce i nadal służył w RAF.

Akcja głosowania w plebiscycie została szeroko rozpropagowana przez polskie środowiska w mediach społecznościowych. Sam Kornicki stwierdził, że jest zaskoczony i nie może dojść do siebie.

Opublikowano w Goniec Poleca

Ratajewska        Kobiety nośmy sukienki, bądźmy odważne jak Maryla Rodowicz!

        Rodowicz i Norbi. Norbi rozmawiał z ludźmi na trybunach  festiwalu w Opolu. Do tego trzeba mieć odwagę, to człowiek o wielu zdolnościach.

        Odważna  Maryla Rodowicz, odważny Norbi. O Opolu piszę trochę dalej. 

        Słyszę w radiu, aby pić między posiłkami  herbatę z chmielu i melisy, szczególnie w zimie, a także o owsie, który polepsza humor, więc warto jeść w ciągu dnia  jeden posiłek z owsa, albo dodawać do posiłków otręby z owsa. A ja parzę sobie nagietek, jego płatki kupiłam w sklepie zielarskim. Parzę, przemywam nim rano oczy, przemywam twarz, a resztę wypijam. 

Przy okazji wyczytuję, że w Polsce ludzie mają kłopoty z zamknięciem rachunków w bankach. Po kilku latach okazuje się, że zamykany przez nich rachunek w banku, nadal jednak istnieje i bank domaga się kilkuset złotych opłat, wraz z odsetkami. Ludzie ci mieli inne jeszcze konta w tym banku, ale bank ich nie informował o tym, że z jakichś powodów jednak konta czy rachunku ROR nie zamknął. Więc czytam i czytam i znajduję dobrą radę, że najlepiej jest  wypełnić w domu dyspozycję zamknięcia konta i w piśmie tym zażądać pisemnego potwierdzenia likwidacji konta. Jeszcze inaczej można napisać o tej dyspozycji zamknięcia konta – jest to wniosek, pismo wypowiadające. 

        Jeszcze napiszę trochę o COR – o Centralnej Informacji Rachunków. Działa ona od 1 lipca 2016 roku. 

        Powinna  być pomocna przede wszystkim  spadkobiercom, którzy nie znają rachunków zmarłego. Tak się wydawało. 

        Tymczasem wyczytałam dzisiaj o Sochaczewie, o kierowniku banku, który podrabiał podpisy, likwidując lokaty, zamykając rachunki osób, które długo były cicho w banku. Opróżniał konta ludzi umarłych. Tytuł – „Na zmarłego. Nowa metoda opróżniania kont osobistych”.  

        Ciekawe, jak szeroka jest skala tego opróżniania, zastanawia się autor tego artykułu. I radzi  zwracać się do Centralnej Informacji Rachunków. Ona powinna podać numery rachunków, ale bez salda na nich. Dotyczy to także rachunków przez nas zamykanych w ostatnich 10 latach. Powinna być informacja, kto rachunek zamknął i kiedy. 

        Ciekawe, dlaczego zbiorczą informację o rachunkach musimy dostawać za pośrednictwem któregoś z banków lub SKOK-ów. Banki pytają, gdzie mieszkamy – musimy odpowiedzieć. Potem podpytują, gdzie mamy rachunki, w którym banku, potem pani obsługująca znika na pół godziny co najmniej – gdzieś dzwoni.  Wypełnia się u nich ich druk, a potem za długo czeka się na odpowiedź. Odpowiedź nie jest z centrali rachunków, ale jest od tego banku. Brak odpowiedzi z  głównych banków – szczególnie PKO – jednego i drugiego, bank tłumaczy tym, że jeśli nie ma odpowiedzi, to odpowiedź jest odmowna. Na koniec orientuję się, że druk banku dotyczący nie tej ostatniej ustawy – że to my mamy się dowiedzieć, a nie bank ma się dowiedzieć, gdzie my mamy rachunki albo gdzie nasz zmarły rodzic miał rachunki. 

        Wniosek o udzielenie zbiorczej informacji o rachunkach w bankach oraz SKOK-ach możemy wydrukować na stronie mBanku. Wpisać mBank/ pomoc/dokumenty/ oferta-indywidualna/konta/przydatne-dokumenty. Dokonać wpłaty 25 złotych na rachunek mBanku z tytułem Centralna Informacja, Imię i nazwisko wnioskodawcy. MBank akurat taką opłatę pobiera, każdy bank inną. Możemy wnioskować o informację dotyczącą naszych własnych rachunków albo rachunków zmarłej osoby, której jesteśmy spadkobiercami. Myślę, że ten bank będzie do tego dobry. 

        Z moją 95-letnią mamą oglądałyśmy festiwal w Opolu. Zaczął  się 15 września, w piątek. 

        Wybuchłyśmy śmiechem na widok Maryli Rodowicz, w wielkiej, białej sukni, z której wyłaniała się górna i śpiewająca część Maryli, z gołymi ramionami. W sukience tej wyglądała trzy razy grubiej, niż jest w rzeczywistości, o czym mogłyśmy się przekonać,  gdy została w sukience mini, na dole chyba jakieś frędzelki. To była ta najszczuplejsza Maryla. Czyli gdy człowiek się zakrywa, ubiera, może się pogrubić tym ubiorem. 

        Rodowicz co piosenkę była inaczej ubrana i nawet wystąpiła w jakichś kapciach, a z jednej strony jej była Cleo – którą wszyscy lubią, a z drugiej strony Doda, którą nie wszyscy lubią, ale która siebie na pewno lubi. Obie po bokach Maryli – młode i superzgrabne, a mimo to Maryla  nie bała się z nimi wystąpić. Przypomniały mi się dwie moje koleżanki – Maryla i Lucyna, które bardzo nie lubiły moich obcasów, bo one miały trochę ponad 150 cm, a ja wtedy wyrosłam na prawie 170. Obie były mniej więcej równe. Bardzo mnie to dziwiło, że tak raził ich mój wzrost. Tak, miałam chyba jakieś buty swego czasu, czarne lakierki. Może i fajnie wyglądałam. 

        Maryla Rodowicz, do wspólnie śpiewanej piosenki z Cleo i Dodą, ubrała się komicznie – na głowie wielka kokarda i nawet kapcie –  cała trójka bardzo sympatycznie wyglądała. Czytałam, że Doda nie lubi latać samolotami, że odmówiła jakiś koncert w Anglii... współczuję jej. Na festiwalu w Opolu zaśpiewała coś także solo, jakąś piosenkę Maryli Rodowicz, która jest już 50 lat na scenie, a ma 72 lata i dużo sił jeszcze, sądząc po śpiewaniu i po tańcu. To była sportsmenka, więc co tu się dziwić. Doda także dobra była, chyba w bieganiu, jeszcze przed śpiewaniem. Z Marylą zaśpiewała jeszcze jakaś młoda, o bardzo pięknym głosie. To Kasia Popowska. Ja nie nadążam już za tymi młodymi. Ta zaśpiewała pięknie, za to śliczna była Natalia Schroeder. Śpiewała także, ale uwagę przykuwała urodą i czerwoną długą sukienką.

        Jan Pietrzak śpiewał swoje patriotyczne piosenki, razem z młodymi wykonawcami. Ważne to były piosenki z lat 80. – ruszały, dawały wrażenie wspólnoty – czuliśmy się, że jesteśmy razem, gdy śpiewał je cały naród.  Nie oglądałyśmy jego koncertu, bo był później i mama chciała już spać. Moje siostry zachwycone właśnie jego koncertem, więc dziwię się krytyce jego występu. Na pewno wygodniej było słuchać  i patrzeć w ekran telewizora, bo  w Opolu była ulewa, ale i tak koncert Pietrzaka dotarł do tych, do których miał dotrzeć. A mury runą, runą, runą i pogrzebią stary świat – to słowa jego piosenki pt. „Mury”. Czy pogrzebały? Czy mamy całkiem nowy świat? Nowy nie jest, jest raczej przekształcony. Runął mur berliński i tam więcej się zmieniło. No, u nas zmieniło się może  to, że możemy jeździć po Europie, ale znów nie  mamy pieniędzy na te jazdy, na jazdę w kierunku zwiedzania. Nie byłam np. w Paryżu, a chciałabym połazić po tym mieście, pójść śladami Wokulskiego – oby nie z jego nastrojem. No i jeszcze Hiszpania, Włochy... może kiedyś zwiedzę te kraje. Na razie znam tylko Niemcy, i to nie od strony zabytków. Znam Niemcy od strony ich kuchni, podłóg do mycia, łazienek do sprzątania, a co najważniejsze, opieki nad niemieckimi starszymi ludźmi, na tyle majętnymi, że ich stać na polską całodobową opiekę. Trochę za wcześnie  musiałam się nimi opiekować, im służyć, bo jeszcze moje dzieci potrzebowały mojej opieki. 

        Dalej o Opolu... Edyta Górniak, na czarno oryginalnie ubrana, jej rodzice chyba byli na trybunach. Ma podobno świetny glos i wiem, że do wszystkiego sama doszła. Nie miała sławnych czy zajmujących się muzyką rodziców.  Pomogła jej też nauczycielka chemii, która przekonała jej rodziców, aby pozwolili Edycie iść w kierunku śpiewania, zamiast zakładać wielkie i grube rękawice na swoje piękne rączki... Edyta kończyła technikum ogrodniczo- pszczelarskie. 

  Suszę moje grzybki, wczoraj nazbierane, i przykładam do nosa kapelusz pomarańczowy prawdziwka, którego znalazł mój syn. Pod spodem biały, wielkość średnia – pięknie się suszy (dodam zdjęcie).

        W ostatnim dniu Opola wystąpił Norbi. Trochę już go zapomniałam, ale zauważam w tym człowieku wiele zdolności – i śpiewał, i trochę konferansjerki. Uważam, że jest on niesamowicie zdolny muzycznie, trochę narwany – o czym czytam w prasie. Prasa jednak lubi krytykować. Cieszę się, że go do czegoś dopuszczono, może się rozwinie. Znam tylko jego jedną piosenkę – Dziewczyny są gorące aha, aha, aha...! Moja mama zdziwiona, że siostrze nie podobała się Rodowicz, a najbardziej Jan Pietrzak. Nam się Rodowicz podobała i dzisiaj kupiłam sobie dwie sukienki, jedną za kolano, jedną przed kolano. Jeśli Rodowicz pokazała się światu w tak krótkim mini, to ośmiela też inne kobiety. Kobiety, nośmy sukienki! Kobiety, pokazujmy nogi, chociaż łydki i kawałek kolana!

        W  tej chwili w telewizji teleturniej „Milionerzy” i pytanie jest, skąd wracał Piłsudski w roku 1918. Z Rosji, czy z Niemiec, czy Francji, czy z Anglii. Facet dobrze w końcu odpowiedział – że z Niemiec, z więzienia w Magdeburgu. Tak, tak też sądziliśmy – my, przy telewizorze. Ja dodatkowo piszę. 

        Babcia już śpi, a przed snem wypiła troszeczkę nalewki naszej z czarnej porzeczki, potem przyszła jeszcze wylizać kieliszek, więc jej dolałam ciut, ciut. Nalewkę zrobiliśmy sami  i sami zrywaliśmy te owoce, a był wtedy straszny upał – jednego dnia, a drugiego dnia – padał deszcz. Ja jak zawsze byłam zaopatrzona i w odpowiednie torby, i kurtka, i czapka z daszkiem, mąż zmókł. U niego w domu rodzinnym się przede wszystkim jadło, a nie ubierało. On nie umie nawet nieść parasola, zawsze z którejś  strony na mnie kapie. Wczoraj w markecie były męskie kurteczki, te cienkie, leciutkie, pikowane. Mąż przymierzył taką siwą, ale jej nie chciał. Kosztowała 80 złotych, więc taniej niż w Niemczech. Nie chciał, to nie chciał, może lepiej, gdy mąż nie chodzi zanadto wystrojony. Wyglądał fajnie, ale przystałam na to, aby jej nie kupić. 

        A teraz tekst mojej mamy – 95-letniej. Siedzi teraz u mnie na balkonie, na głowie czapka  z daszkiem, rozwiązuje krzyżówkę, a ma ich 200, w małej książeczce. Mąż robi obiad, ja piszę. Mąż bardzo lubi gotować, ja bardzo lubię pisać.

        Tytuł  tekstu mamy: Szkolenie 

        W listopadzie 1954 roku byłam na przymusowym szkoleniu  dla instruktorów Domów Kultury. Nauka odbywała się w opuszczonym pałacu w Jadwisinie pod Warszawą. Kursanci zjechali się z całej Polski, więc zapewniony był nocleg i wyżywienie dla licznej grupy ok. 40 osób. Pałac był duży, stary i bez centralnego ogrzewania, a w pokojach były nieszczelne okna. Byłam w ciąży z trzecim dzieckiem. Trzeba było nosić wodę z ogrodu i palić w piecach. Wyznaczono dyżury dla każdego kursanta. Przed południem odbywały się szkolenia ideowe z jakimś młodym politrukiem, a po południu kulturalno-oświatowe. Spotkań tych obawialiśmy się bardzo – bo to były czasy wielkiego terroru w Polsce, a więzienia pękały w szwach. Pierwsze spotkanie z politrukiem było osobliwe. Ten młody, dwudziestokilkuletni mężczyzna zapytał na wstępie – Kto był przed wojną harcerzem? Nastąpiła głucha cisza, na takie niebezpieczne pytanie. Wtedy kazał nam zaśpiewać popularną harcerską piosenkę „Płonie ognisko i szumią knieje”. Zdziwieni, śpiewaliśmy z entuzjazmem, aż mury się trzęsły – 40 osób – mężczyźni i kobiety. 

        Płonie ognisko i szumią knieje. Drużynowy jest wśród nas. Opowiada starodawne dzieje. Bohaterski wskrzesza czas. O rycerstwie spod kresowych stanic. O obrońcach naszych polskich granic. A ponad nami wiatr szumny wieje. I dębowy huczy las.

        Wtedy nasz politruk zapytał nas: Co w tej piosence jest niedorzeczne i bezsensowne? Długo trwała cisza, aż jakiś starszy mężczyzna powiedział: Bo w lesie nie można palić ogniska. Wtedy nasz instruktor wybuchnął niepohamowanym śmiechem – a potem rzekł: „Czy nie rozumiecie, że ta piosenka gloryfikuje rycerzyków na koniach,  idących na czołgi z bagnetem w ręku. Polska musi mieć silnych sojuszników i wiernych przyjaciół, takich jak ZSRR – który pomógł nam odzyskać niepodległość i nigdy nie zawiódł”. Widocznie mieliśmy zdziwione miny, bo powtarzał: Zapamiętajcie sobie! Przypomniał mi się zaraz 17 września 1939 r. i chyba nie tylko mnie. Potem kazał nam zaśpiewać inną piosenkę harcerską: Jak dobrze nam zdobywać góry i młodą piersią chłonąć wiatr, prężnymi stopy deptać góry i palce ranić o szczyt Tatr… patrzeć jak gwiazdy niebo złocą, i czekać, co przyniesie los... Dalej już nie kazał śpiewać i znów zapytał, czy nie widzimy niedorzeczności w słowach tej piosenki. Nikt jednak nie dostrzegał nic bezsensownego,  wtedy nasz mądrala powiedział: „Obywatel Polski Ludowej nie może czekać na dary losu. Musi sam wykuwać swoją przyszłość ciężką pracą, dla siebie i dobra kraju. Zapamiętajcie sobie”. Te codzienne szkolenia miały być połączone z dyskusją – ale nigdy jej nie było – bo wszyscy milczeli jak głazy.

        To koniec tekstu mojej mamy i ja też kończę. 

wandarat

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

20 września 2017 

Polska, tu mój  dom 

Opublikowano w Teksty

        Rano mówił ktoś w telewizji, ktoś ważny, może nawet jakiś minister. Trochę mnie denerwowało, że dziennikarz przerywał, a ja chciałam słuchać tego ministra. Mówił o mieszkaniach i 500 plus. Do tej pory obijało mi się to o uszy, myślałam, że to jakieś darowanie mieszkań, tak jak daruje się dzieciom 500 plus. Więc nie jest tak.

Na gruntach państwowych będą budowane mieszkania, bloki, dla ludzi, których nie stać na kredyt, ale stać na czynsz. Po 30 latach takiego czynszowania, mieszkanie będzie ich. Pierwszeństwo mają rodziny wielodzietne. Czytam, że nawet w moim mieście wybudują dwa bloki, na terenie poligonu wojskowego. Bo chcemy dogonić Europę. Chcemy, aby w Polsce było więcej mieszkań pod wynajem. W Polsce jest ich 4 proc., w Niemczech 48 proc., w Szwajcarii 55 proc. KZB – to Krajowy Zasób Nieruchomości. Będzie on dostarczał informacji, gospodarka się rozkręci, gdy będą budowane domy, młodzi ludzie znajdą pracę w Polsce, ojcowie rodzin nie będą musieli wyjeżdżać za chlebem. Ważne jest, że mali współwykonawcy dostaną pieniądze za swoją robotę. Nie tak jak przy budowie autostrad, że do tej pory włóczą się po sądach, bo im nie zapłacono. Tak nie będzie. 

Opublikowano w Teksty
piątek, 15 wrzesień 2017 00:24

A co we Lwowie?

mariapyz 01        Ostatnio na Ukrainie wiele się dzieje. Wystarczy spojrzeć na to, co piszą polskie media i co ludzie udostępniają w sieciach społecznościowych. Część z tego nawet jest prawdą, ale pisanie bez sprawdzania źródeł i docierania do bardziej rzetelnych informacji wymaga większego zaangażowania. Na przykład w tym tygodniu mieliśmy głośną informację o tym, że Politechnice Lwowskiej chcą nadać imię Stepana Bandery. 

        Wczoraj z tego powodu na Politechnice odbyła się konferencja prasowa. Tak, Politechnika mieści się przy ulicy Stepana Bandery, dawniej – Sapiehy. Lecz Bandera nawet nie był naukowcem, jak to między innymi zostało powiedziane na tejże konferencji. Podobną pozycję zajmuje rektor tej uczelni i większość profesorów – Bandera mało tego, że nie był profesorem, to nawet nie ukończył tejże Politechniki, więc „nie widzę powodów, aby nadawać Politechnice jego imię” – stwierdził rektor.

Opublikowano w Teksty

Ratajewska        Jak to ludzie żyją różnie. Opiszę tu kilka niemieckich rodzin, u których pracowałam jako opiekunka. Chodzi o współżycie z innymi ludźmi, z sąsiadami, ze społecznością w miasteczka. Chodzi mi o ludzi starszych. Pan nauczyciel, dyrektor szkoły. Ten był towarzyski, jego sąsiedzi byli cenni. Już drugiego dnia wziął mnie na wizyty u nich, przedstawił mnie, poczęstowani zostaliśmy ciastem, herbatą. Jeśli dziadek był ważny, to i ja byłam ważna. Miałam okazje się taką poczuć. Przyjmowano mnie jak rodzinę, panowie rozmawiali, a pani mnie oprowadzała po ogrodzie, pokazując stawik, w którym żaby robią teraz tyle hałasu. 

 

        Dzieci pana starszego były daleko. Jednak otoczenie pana starszego żyło sobie bardzo dobrze. Była to miejscowość niedaleko Lubeki, a ludzie mieli własne domki. Nie domki, tylko domy. Co miesiąc jeździli do Lubeki do teatru, do opery. Wracało się stamtąd około 1. w nocy, bo sztuki dla ludzi starszych zaczynały się po 20. Jechaliśmy tam autobusem i ludzie w nim się znali. Pan starszy na śniadanie jadł tylko płatki owsiane – 3 łyżki się sypało do pół litra wody i trzeba było zagotować. Nic więcej, żadnej soli, żadnych przypraw. Nie miał problemów z kośćmi, ze stawami, chodził sobie szybko na swoich długich tyczkowatych nogach. Był bardzo wysoki. W dzień herbata zielona, na wieczór herbata czerwona obowiązkowo. Te płatki owsiane trzeba zapamiętać, bo jadł je w taki sposób przez całe życie, a miał 84 lata. Ale mniejsza o jedzenie, miałam pisać o ludziach, o stosunku do sąsiadów. 

Opublikowano w Teksty
czwartek, 17 sierpień 2017 22:53

Dzień Wojska Polskiego we Lwowie (33/2017)

        Obchody Święta Wojska Polskiego odbyły się we Lwowie na cmentarzu Obrońców Lwowa. Uroczyste składanie wieńców poprzedziła Msza Święta w Katedrze Lwowskiej z okazji święta Wniebowzięcia Matki Bożej. Póki w Warszawie o godzinie 12. 15 sierpnia odbywała się uroczysta defilada wojskowa z udziałem ponad 60 statków powietrznych – myśliwców i śmigłowców, oddziałów pieszych i zmechanizowanych, m.in. z 6. Brygady Powietrznodesantowej, 10. Brygady Logistycznej i 25. Brygady Kawalerii Powietrznej, a także z  udziałem żołnierzy wojsk NATO ze Stanów Zjednoczonych, Kanady i Wielkiej Brytanii, we Lwowie o godzinie 15. tego samego dnia oddano hołd Orlętom Lwowskim.  

        W tym roku wieńce składali nie tylko przedstawiciele polskich organizacji ze Lwowa, miejscowi Polacy czy przedstawiciele władz miasta – z urzędu delegowano Andrija Moskałenkę. Swoją obecnością zaszczycili uroczystość żołnierze Wojska Polskiego z 6. Brygady Desantowo-Szturmowej z Krakowa, którzy biorą udział w międzynarodowych szkoleniach wojskowych na poligonie w miejscowości Nowojaworowsk pod Lwowem. Zapalono znicze i złożono kwiaty przy Grobie Nieznanego Żołnierza. 

Opublikowano w Teksty
Strona 1 z 40