Goniec

Switch to desktop Register Login

niedziela, 09 czerwiec 2013 21:27

Piknik Rodziny Radia Maryja w parku Paderewskiego

Jeszcze kilka dni wcześniej nic nie zapowiadało, że niedziela, 9 czerwca, będzie tak pogodnym i ciepłym dniem. Dniem, w którym w Toronto i w okolicach odbywało się kilka ważnych dla życia polonijnego imprez. W parku Ignacego Paderewskiego odbywał się piknik z okazji XV-lecia Radia Maryja w Kanadzie.

W gościnę w pięknym parku Radio Maryja zostało przyjęte przez SWAP – Stowarzyszenie Weteranów Armii Polskiej. Bramę otwarto już od godziny 9 rano i właściwie od tego momentu zjeżdżały samochody, wiozące uczestników pikniku. Ludzie przybywali z Toronto, Scarborough, Etobicoke, Mississaugi, Oakville i Brampton – ale także i z Hamilton, London i Goderich. W sumie podczas dwunastogodzinnej imprezy w parku Paderewskiego bawiło się ponad tysiąc ludzi. A czas był dobry i na poważną refleksję, modlitwę, i na zabawę.

W homilii podczas uroczystej Mszy św., o. Jan Król, który na piknik przybył specjalnie z Polski, z Torunia, zwrócił uwagę, że dziś coraz trudniej o zdrowy rozsądek. Niechby tylko któryś z polskich biskupów "ośmielił się" przypomnieć o tym, co prawe i dobre, a już czeka go nagonka i fala oburzenia wyrażonego w protestacyjnych listach do najwyższych władz (jak miało to ostatnio miejsce w przypadku kardynała Stanisława Dziwisza). Kaznodzieja podkreślił także, iż miejsce, w którym się gromadzimy – park Ignacego Paderewskiego – jest jedną z niewielu ostoi polskości i wspiera nas w podtrzymywaniu naszej narodowej tożsamości.

Po Mszy św. ruszyła kuchnia. Organizatorzy nie starali się zaskoczyć jakimiś "wynalazkami". Postawili na dobre i wypróbowane polskie przepisy: schab z kapustą na słodko (przebój pikniku), kotlety z piersi kurczaka – ofiarowane na Radio Maryja przez Jana Gromadę, pierogi. Ewenementem była spora ilość ciasta, jakie uczestnicy pikniku przynieśli w darze dla Radia Maryja. Oczywiście i ono nie poleżało zbyt długo na stołach, gdyż bardzo szybko rozeszło się pośród biesiadujących. Można też było zapoznać się z ofertą polskich biznesów, które licznie pojawiły się na pikniku.

Rodzice emocjonowali się występami swych pociech podczas konkursów zorganizowanych przez panią Basię Świątek z Oakville: konkurs piosenki, poprowadzony przez opiekuna Radia Maryja w Kanadzie, o. Jacka Cydzika, oraz konkurs dziecięcej mody. Emocji i zabawy było co niemiara. A po konkursach wielu naszych milusińskich spędziło czas na dobrze wyposażonym placu zabaw.

Emocjonującym punktem pikniku była także loteria fantowa, którą w pięknym stylu poprowadził o. Jan Król. Troje szczęśliwców wyjechało do domu z zestawami do bezpłatnego oglądania TV TRWAM, a jedna z młodszych uczestniczek pikniku zabrała do domu rower.

O. Jan Król zaspokajał też zainteresowanie zebranych relacją z Torunia. Ciekawie opowiadał o bieżącej sytuacji TV TRWAM, o postępach budowy kościoła w Toruniu, o geotermii… Na scenie pojawiali się także komendant SWAP-u pan Krzysztof Tomczak, pan Janusz Stypka oraz prezes Family of Radio Maryja Canada pani Joanna Strzeżek, która dziękowała wszystkim wolontariuszom, bezinteresownie posługującym przy organizacji pikniku – takich wspaniałych osób było około trzydziestu.

Pogodny czas upływał nam w rytm muzyki zespołu "Impuls". Na betonowym "parkiecie" pod zadaszeniem tańczyły dzieci, pary młodsze i starsze. Tańcom nie było końca. Gdy kończyliśmy pracę, dyskretnie zwijając stoiska i robiąc porządek w kuchni, "Impuls" grał w najlepsze, a "parkiet" stale był oblegany.

Tak świętowaliśmy XV-lecie Radia Maryja w Kanadzie. Gorące podziękowania dla SWAP-u za nieodpłatne udostępnienie parku Paderewskiego i pomoc w organizacji pikniku, dla wspaniałych wolontariuszy, jacy bezinteresownie poświęcali swój czas i siły, dla Jana Gromady, który jak zwykle po mistrzowsku zasilił menu piknikowej kuchni, dla tych, którzy przynieśli pyszne ciasta – choć było ich wiele, na koniec nie zostało praktycznie nic: wszystko zostało wykupione, czyli uczestnicy pikniku wiedzieli co dobre. Dziękuję Gońcowi za zapraszanie na piknik oraz panu Andrzejowi Kumorowi za obecność i natychmiastową "internetową" relację z pikniku, a także innym mediom polonijnym. Dziękuję też polskim parafiom w GTA z ich proboszczami za pomoc w informowaniu Polonii o pikniku. Były to parafie: św. Maksymiliana Kolbe w Mississaudze, Matki Bożej Królowej Polski w Scarborough, św. Teresy oraz Chrystusa Króla w Etobicoke, św. Eugeniusza de Mazenod w Brampton oraz św. Antoniego w Oakville. Na koniec dziękuję wszystkim tym, którzy w słoneczną niedzielę, 9 czerwca, przybyli do parku Paderewskiego, by świętować, bawić się i wspierać Radio Maryja. Było wiele rodzin z dziećmi, trochę ludzi młodych, ale wszyscy przywieźli dobry nastrój, tworząc niezapomnianą atmosferę pikniku. Pozostaje tylko zaprosić… za rok oczywiście, ale wcześniej, bo już 18 sierpnia, do High Park na kolejny Piknik Radia Maryja. Do zobaczenia.

Joanna Strzeżek 

Po raz pierwszy w parku Paderewskiego w Vaughan należącym do placówki 114 SWAP odbył się piknik Rodziny Radia Maryja. 

Pogoda dopisała i na zabawę rodzinną do parku przyjechało ok. 1000 osób!

Piknik tradycyjnie zaczął się od Mszy św, którą koncelebrowali o. Jan Król z Radia Maryja w Toruniu oraz o. Jacek Cydzik, duchowy opieku kanadyjskiej rodziny Radia Maryja. Kuchnia była znakomita, do tańca grał zespół Impuls, zaś atmosfera panowała zupełnie rodzinna. Wielki entuzjazm wzbudził prowadzony przez o. Jacka Cydzika konkurs dziecięcy na piosenkę śpiewaną po polsku. Jak zwykle o. Jan Król opowiedział o bieżącej sytuacji radia, a podczas kazania przypomniał, że w Polsce trwa walka z Kościołem; atakuje się biskupów za głoszenie prawd Bożych. Wskazał na krytykowanie w mediach księdza kardynała Dziwisza, który "odważył się" powiedzieć, że prawo Boże jest nadrzędne wobec poraw ludzkich, czy też abpa Michalika, który skrytykował zapłodnienie in vitro.

Tak więc można mieć nadzieję, że ten piękny i bardzo udany piknik da początek tradycjji organizowania pikników Rodziny Radia Maryja parku Paderewskiego. Oczywiście, jak co roku tak i w tym odbędzie się w sierpniu piknik Radia Maryja w High Parku.

Andrzej Kumor

View the embedded image gallery online at:
http://www.goniec.net/tag/rodzina.html#sigProIdf6072c5786

Opublikowano w Życie polonijne
poniedziałek, 14 styczeń 2013 19:50

Polska jest wszędzie tam, gdzie jest polskie serce...

 

View the embedded image gallery online at:
http://www.goniec.net/tag/rodzina.html#sigProIdd2f81ef403


 

Opłatek Rodziny Radia Maryja w Kanadzie


W niedzielę, 13 stycznia, w Centrum Jana Pawła II w Mississaudze miał miejsce doroczny opłatek kanadyjskiej Rodziny Radia Maryja. Poprzedziła go uroczysta Msza św. za Radio Maryja i Telewizję Trwam celebrowana przez licznych kapłanów, w tym gospodarza parafii, o. proboszcza Janusza Błażejaka. Przybyli goście z Polski, m.in. o. Janusz Sok, prowincjał warszawskiej prowincji redemptorystów, oraz o. Tadeusz Rydzyk, dyrektor Radia, i o. Jan Król z Torunia. Był też oczywiście duchowy opiekun kanadyjskiej rodziny Radia Maryja w Kanadzie, o. Jacek Cydzik.


W wypełnionej po brzegi sali zebrani połamali się opłatkiem. Następnie wysłuchali koncertu kolęd i pieśni patriotycznych pp. Lecha i Bożeny Makowieckich z zespołu Zayazd. Ojcowie Tadeusz Rydzyk i Jan Król opowiedzieli o problemach radia, Telewizji Trwam, uczelni i działalności redemptorystów, którzy budują w Toruniu świątynię wotum wdzięczności za pontyfikat bł. Jana Pawła II, a także zespół basenów geotermalnych.
Podczas kazania wygłoszonego w kościele Maksymiliana Kolbego o. Tadeusz Rydzyk powiedział m.in.: patrzę na Was i myślę o Polsce, bo wszyscy jesteśmy Polakami i wszyscy tworzymy Polskę, która od chrztu jest chrześcijańska; Kardynał Wyszyński, bez którego nie mielibyśmy papieża Polaka, bez którego nie wiadomo, czy mówilibyśmy po polsku. On mówił, po Bogu najbardziej kocham Polskę, Polskę kocham bardziej niż własne serce. Jak patrzą na Polskę, to mówię, że ona nie tylko jest tam nad Wisłą, Odrą i Bugiem czy Sanem, ale jest wszędzie tam, gdzie jest polskie serce. Polska ma dwie komory, tak jak serce ma dwie komory, ci na emigracji w różnych stronach świata to jedna komora i ci tam nad Wisłą. Dziękuję Panu Bogu, że możemy się spotkać, komunikować i jednoczyć dzięki falom eteru.


Korzystając z okazji, jak co roku "Goniec" przeprowadził wywiad z o. Tadeuszem Rydzykiem.


– Ojcze, czy w Polsce ma miejsce odrodzenie, widzimy Marsz Niepodległości, nawet w Orszaku Trzech Króli było dużo młodych ludzi z rodzinami.


– I oni już inaczej myślą, widać, że jest to obudzenie, ale myślę, że trzeba się bardzo spieszyć, bo jest też bardzo szybkie niszczenie. Tak to widzę, ale jest jakaś nadzieja. Nie tylko 11 listopada, ale też spotykam studentów, różnych młodych ludzi, którzy mają bardzo dobre poglądy. Mimo że taki walec idzie, a jednak...


– Czy ten układ zaczyna się ich bać, czy młodzi wymykają im się spod kontroli?


– Na pewno bardzo potężne siły pracują przeciwko nam, ale wierzę, że jest Łaska Boża, prawda. Ludzie mogą mieć jakieś zawirowania w życiu, popełniać błędy, ale bez prawdy nie można żyć.


– Jest nadzieja?


– Jest nadzieja, widzę, że jest dużo myślących ludzi. Rozmawiam, pytam się, piszą, mówią, że jest zupełnie inaczej, niż mówi propaganda. Tak samo stosunek do Radia Maryja jest...
Nie spotykam się w Polsce z jakimiś afrontami, a spotykam przeróżnych ludzi, przeróżne zawody, ostatnio byłem na pogrzebie w Krakowie. Jaka życzliwa policja! Od razu mówią, a ojciec dyrektor, prosimy, witamy w Krakowie. I to nie jeden człowiek; w różnych sytuacjach jest bardzo dużo życzliwości. Ludzie czekają też na odważnych.


– Czy te marsze poparcia dla TV Trwam nie dodały ludziom sił, że mogli się policzyć, pomimo tego, że lekceważy ich władza?


– Na pewno. To był tak podniosły duch, że nawet wrogowie mówili, co to za ludzie, jaka kultura. Szliśmy Szlakiem Królewskim, a tam pełno kawiarni, stoliki na zewnątrz. Żadnej szklanki nikt nie rozbił, I ludzie też miło nas przyjmowali. Nie było nawet śmieci – co charakterystyczne -– wielki klomb i te tysiące ludzi omijały ten klomb, nie zadeptały. To świadczy o wielkiej kulturze. Były całe rodziny, od dzieci do starszych.


– Co roku pytam się Ojca, czy Polska się budzi?


– Ja tak widzę, że tak, ale trzeba pracować. Bo ten walec niszczycielski idzie i oni mają wszystkie media, mają środki administracyjne.


– No właśnie, jak to jest, 2,5 mln podpisów i dalej gierki z multipleksem?


– I nic, ale jeżeli nie żyje się w prawdzie, nie służy narodowi, to bardzo źle się kończy. Ja bym nikomu nie życzył, żeby źle kończył, tylko jakiegoś zastanowienia, że satysfakcję będą mieli; satysfakcję, gdy będzie czynił dobro, że ludzie będą wdzięczni.
Był teraz pogrzeb Jana Mikruta, z którym razem zaczynaliśmy radio. Proszę sobie wyobrazić, przyszła masa ludzi, w kościele i na zewnątrz człowiek przy człowieku, o godz. 11 w środę – bardzo niedobry termin, a masa ludzi – to też coś mówi – i wszyscy do Komunii św. Według badań bardzo podniosła się świadomość. 18 – 19 proc. katolików ma bardzo wysoką świadomość, to też dobrze świadczy. Tak, ja widzę nadzieję i widzę też odwagę. No ten Marsz (Niepodległości) to tylko gratulować tej młodzieży. Proszę sobie wyobrazić półtorej godziny, zatrzymali i podzielili pochód, a ludzie nie dali się sprowokować. To było piękne, a byli prowokatorzy. To świadczy o świadomości.


– Tam mogły dziać się straszne rzeczy.


– Tak, to do tego zmierzało.


– Gratuluję Ojcu Dyrektorowi, bo to też zasługa Ojca to budzenie się świadomości, wszystkiego dobrego, dużo sił i zdrowia.


– Polonia jest bardzo ważna. Ludzie tu mają już większe doświadczenie, doświadczyli już tego, co powoli do Polski przychodzi. Powinniście uświadamiać, mówić, nie zniechęcać się niczym.


– Dziękuję bardzo.


– Szczęść Boże.

 

fot. GONIEC

Opublikowano w Fotoreportaż
piątek, 30 listopad 2012 19:39

Tata z powołania

Dziecko zmienia świat o 180 stopni. Sprawia, że człowiek nabiera nowych sił i nic nie jest w życiu ważniejsze od tego maleństwa...


Przepytywany: Tata kilkumiesięcznej Natalii – Dominik Motyl


Karolina: – Jak zareagowałeś, gdy się dowiedziałeś, że zostaniesz tatusiem?

Opublikowano w Wywiady
piątek, 23 listopad 2012 16:07

Współczesna samotna młoda mama

Alicja Lender ma 25 lat, jest samotną mamą. Wychowuje trzyletniego Tomka. Mieszkają w Szczecinie i nie wyobrażają sobie życia bez siebie.


mlodamamaKarolina Jaskólska: – Martwiłam się, że będzie trudno namówić Cię na rozmowę, a tu niespodzianka.


Alicja: – Wiesz, problemy młodych mam są tak naprawdę takie same, ale nie każdy jest na tyle odważny, aby mówić o tym głośno.


– To prawda. Dlatego tym bardziej jestem Ci wdzięczna za chęć opowiedzenia mi swojej historii.


– O czym dokładnie chcesz wiedzieć? Od początku wszystko? Od momentu, kiedy dowiedziałam się o ciąży?


– Dokładnie. Od ciąży do zostania samotną mamą…


– Skoro od początku, to tak nie do końca samotna, ale i do samotności dojdziemy.


– Wszystko po kolei.


– Miałam 21 lat z haczykiem, jak dowiedziałam się, że jestem w ciąży. To był chyba lipiec… nie pamiętam już dokładnie. Kojarzę, że to był czas, kiedy cieszyłam się zaliczeniem drugiego roku na studiach. Czekał mnie upragniony trzeci rok, a tu taka zaskakująca wiadomość – w lutym zostanę mamą.


– To była dobra czy zła wiadomość? Co pomyślałaś?


– Ciężko powiedzieć, co wtedy myślałam, ale poczułam, że to nie jest odpowiedni moment na dziecko… za wcześnie.


– Nie było wyrzutów typu: "dlaczego ja? jestem za młoda!"?


– Pewnie i taka myśl przeszła przez głowę, tylko że ja bardziej obawiałam się, co dalej z moimi studiami, że nie będę miała możliwości ich ukończyć. Na szczęście mama wtedy rozwiała moje wątpliwości. Obiecała, że pomoże mi we wszystkim, abym zdała egzaminy.


– Jak zareagowali rodzice, partner?


– Mój tata był maksymalnie zaskoczony, jego reakcja nie do końca była pozytywna. Mama też oczywiście była zaskoczona, ale jak to kobieta stwierdziła "Ala, damy radę!". Mój partner, jak wtedy wskazywało, oczywiście się cieszył, chociaż oboje zdawaliśmy sobie sprawę, że nie jest to idealny moment.


– Wchodziła w grę adopcja?


– Nie. Nigdy przez głowę mi nie przeszło, aby oddać dziecko do adopcji. Wychodzę z założenia, że jeżeli decyduję się na współżycie, to muszę odpowiadać za konsekwencje, które może to spowodować.


– Czego się najbardziej bałaś?


– Tego, że nie sprawdzę się w roli mamy, że mnie to przerośnie, że nie będę potrafiła zapewnić dziecku godnego życia.


– Pracowałaś podczas studiów? Jaka była opcja utrzymania?


– W tym czasie akurat skończyłam praktyki w policji. Utrzymywać miał nas partner. Rodzice zadeklarowali pomoc, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Skoro dowiedziałam się o ciąży, wiedziałam, że już żadnej pracy nie podejmę, bo kto przyjmie kobietę w ciąży...


– Dostałaś becikowe, prawda?


– Tak – 1000 zł. Plus drugie 1000 zł, z racji samotnego wychowywania.


– Ale to dostałaś potem? Czy już nie byłaś z partnerem?


– Jakby ci to wyjaśnić... z przyczyn ode mnie niezależnych ojciec nie został uznany.


– Jak to?


– Poszedł do urzędu ze zniszczonym dowodem osobistym... i najnormalniej w świecie urzędniczka nie przyjęła tego dokumentu.


– Trzeba było jakoś udowodnić to, że samotnie wychowujesz dziecko?


– Nie.


– Ciekawe…


– Akt urodzenia mówił, że dziecko ma moje nazwisko. Było wpisane imię ojca, ale jest to traktowane jako "ojciec NN". Oczywiście zgłaszając się po becikowe, wyjaśniłam w urzędzie, o co chodzi, dlaczego tak jest. Mimo wszystko urzędniczka przyznała becikowe dla matki samotnej.


– Chyba dobrze?


– Nie narzekam oczywiście. Dodatkowe 1000 zł się przydało.


– Chciałaś pracować po urodzeniu Tomka?


– Przez trzy lata chciałam być z maluchem w domu, ponieważ dziecko potrzebuje matki najbardziej właśnie przez pierwsze trzy lata życia. Tym samym postanowiłam, że dopiero po tym czasie będę szukać pracy.


– A studia?


– Udało mi się ukończyć studia licencjackie. Oprócz tego poszłam na studia magisterskie, niestety nie udało mi się ich zaliczyć. Natomiast z pracą było bardzo ciężko – wymagania straszne, płaca mała. Nie opłacało mi się wysyłać Tomka do przedszkola, nie mogłam ustalić grafiku. Pracowałam na czarno tylko dlatego, że mogłam dogadać się z innymi co do godzin pracy. Jak ja szłam zarabiać, to maluszkiem zajmowała się babcia, czyli moja mama. Teraz znalazłam niezbyt dobrą pracę, ale muszę przyznać – lepszą niż poprzednie. Mimo "śmieciowej umowy".


– A co z tatą Tomka?


– Jestem w trakcie rozpoczynania "walki" o alimenty. Niestety, nie interesuje się on synem. Jeżeli je uzyskam, będzie mi wtedy łatwiej.


– Państwo nie pomaga w takich sytuacjach? Dostałaś na początku tylko wspomniane 1000 zł?


– Teraz dostaję tzw. rodzinne. Jest to około 240 zł. Żebym mogła zrobić cokolwiek innego, potrzebuję alimentów. Nie mogę też wiecznie żyć na garnuszku rodziców…


– I tu dochodzimy do samotności...?


– Samotność zaczęła się, kiedy byłam na drugim roku studiów magisterskich. Nie ułożyło się. No trudno. Zdarza się, prawda? Ciężko było podjąć decyzję o zostaniu samotną mamą, ale musiałam.


– Oczywiście. A powiedz, jak było ze znajomymi? Byłaś młodą studentką. Zapewne wszyscy woleli się bawić, chodzić na piwo, plotkować o chłopakach....


– Przed ciążą ja również wolałam się bawić, chodzić na piwo i oczywiście plotkować o facetach. Wiadomo – przez całą ciążę – brak możliwości. Ale i nie ubolewałam z tego powodu. Znajomi byli wyrozumiali. Wiadomo, jak to jest, niektórzy troszeczkę mniej… Praktycznie przez pierwszy rok życia Tomaszka siedziałam w domku. Potem mama sama mnie wyganiała. Mówiła: "idź do ludzi", "pobaw się trochę". Oczywiście w miarę zdrowego rozsądku (śmiech). Odpowiedzialność za malucha na pierwszym miejscu!


– Mama to mama. Zawsze pomoże! Pozostali Ci najlepsi przyjaciele. Miałaś od nich jakąś pomoc?


– Tak. Oczywiście największą pomoc i wyrozumiałość dostałam od dziewczyn, które również są młodymi matkami. Dużo rozmów, porad, a także wsparcia czysto, jak by to nazwać… materialnego – ciuszki, zabawki itd.


– Solidarność młodych mam.


– Dokładnie!


– Podziwiam młode mamy! Za wytrwałość, odwagę, zawzięcie i cierpliwość. Słyszałam również opinię, że w sumie warto być młodą mamą. Jak masz superrodziców, to oni Ci pomogą. Potem Ty zrobisz/dokończysz studia i masz możliwość iść pracować w zawodzie. Nie musisz martwić się o macierzyńskie i brak możliwości powrotu do pracy. Jak sądzisz, jest coś w tym?


– Jeżeli ma się pomoc od rodziców, to jak najbardziej. Ułatwia to praktycznie wszystko. Od opieki nad maluchem począwszy, skończywszy na możliwości spokojnego ukończenia studiów i poszukaniu odpowiedniej pracy, a nie łapania obojętnie jakiej.


– Byli tacy co patrzyli krzywo? Negatywnie komentowali?


– Zawsze się tacy znajdą. Mówili: "Jesteś za młoda, zabiłaś swoje młode życie. Zamiast się bawić to babrasz się w pieluchach!". Takiego typu teksty nie są jakieś podnoszące na duchu. A dla młodej mamy ma to znaczenie.


– Dla młodej mamy, a przede wszystkim młodej dziewczyny. Miałaś wątpliwości? Siadałaś i myślałaś: "może mają rację?".


– Sądzę, że każda młoda mama ma takie wątpliwości. Nie jestem w tym wyjątkiem. Siadałam, patrzyłam na Tomka i myślałam "słoneczko, a nie mógłbyś tak dopiero za dwa lata?". Teraz się z tego śmieję, ale wtedy... ciężko było wszystko pogodzić. Nieprzespane noce nie ułatwiały. Pewnie ominęło mnie sporo imprez – tego typu rzeczy, ale z perspektywy czasu patrzę już na to inaczej.


– Jak sądzisz, czy społeczeństwo, instytucje, np. uniwersytety, są dobrze dostosowane dla młodych mam? W USA na przykład są kursy internetowe, dobry socjal...


– Dobry socjal... hmmm, u nas tego nie ma. A i o kursach internetowych nie słyszałam. Sądzę, że Polska w ogóle nie ułatwia życia młodym mamusiom. Często tylko je utrudnia… Sam próg, który trzeba spełnić, aby dostać jakikolwiek socjal, jest śmieszny. Matka, która zarabia np. 1100 zł, nie dostanie nawet podstawy, jaką jest 68 zł, bo przekracza dochód na dwie osoby. Żeby dostać socjal z opieki społecznej, trzeba chyba spełnić jakieś wymagania odnośnie do metrażu, w jakim się mieszka z dzieckiem…


– Nie jest różowo... Jakie masz plany na przyszłość?


– Teraz najważniejsze jest dla mnie, aby wywalczyć alimenty, wysłać malucha do przedszkola i poszukać sobie pracy na pełny etat. Tomek daje mi wiele szczęścia oraz uśmiechu. Za nic bym tego nie zamieniła!


– Życzę Ci powodzenia! Ucałuj Tomka!


Rozmawiała Karolina Jaskólska
Kraków

Opublikowano w Wywiady

wielodzietniJestem mężatką i mamą 9-letniego chłopca. Przez 6 lat zajmowałam się domem i dzieckiem. Trzy lata temu znalazłam wymarzoną pracę. Mamy dzięki niej więcej pieniędzy i mogę wreszcie spełniać marzenia mojego syna. Zawsze robię mu prezenty z wielką radością. Na początku syn bardzo się z nich cieszył. Ostatnio jednak coś się w nim zmieniło. Zrobił się dziwny i zamknięty w sobie. To, co od nas dostaje, niszczy albo wyrzuca do śmieci lub ubikacji. Gdy pytam go, dlaczego tak się zachowuje, to tylko spuszcza wzrok i mówi tylko "przepraszam", a potem i tak robi to samo. Czasem myślę, że moje dziecko jest nienormalne (...) Agata

Pamiętajmy, że nasze dzieci nie potrafią bezpośrednio zakomunikować nam tego, że cierpią. Przekazują nam to jednak w sposób pośredni. Każdy rodzic musi więc nauczyć się odczytywania potrzeb i emocji swojego dziecka. I tak na przykład wyrzucanie i ignorowanie podarunków to klasyczny przykład zachowania (szczególnie łagodnego dotąd) dziecka, które rozpaczliwie potrzebuje uczucia rodziców.


Aby prezent był odebrany jako przejaw naszej miłości, dziecko musi być przekonane, że jest naprawdę kochane. Ono potrzebuje w pierwszej kolejności naszego czasu, dobrego słowa, dotyku, poczucia, że jest dla nas ważne, że się interesujemy jego sprawami. Jeżeli sprawimy, że dziecko będzie emocjonalnie zaspokojone, to także nasz prezent, który ma zakomunikować mu naszą miłość, zostanie przez nie w ten sposób odebrany.
Często kupujemy naszym pociechom zwykłe rzeczy, np. ubrania czy przedmioty niezbędne do szkoły. Nabywamy je, bo kochamy nasze dzieci, z troski o nie i staramy się zawsze wybierać to, co najlepsze. Dobrze jest, wręczając i takie prezenty, uczynić z tego wyjątkową chwilę. Wystarczy, że je ładnie zapakujemy i z radością wręczymy dziecku w obecności całej rodziny. Rozpakowując prezent, dziecko na pewno będzie bardzo podekscytowane, a wy nauczycie je, że bez względu na wartość materialną tego, co dostaje, każdy podarunek jest przejawem waszego uczucia. Uroczyste przyjmowanie prezentów uczy też dziecko, jak reagować, kiedy otrzyma upominek od innych. Powinno wiedzieć, że bez względu na jego materialną wartość, należy zawsze okazać ofiarodawcy wdzięczność.

Kupując podarunki dla naszych dzieci pamiętajmy o kilku sprawach:


1. Nie pozwólmy, żeby reklamy, które każdego dnia bombardują nas i nasze dzieci siłą o wiele większą, niż jesteśmy w stanie pojąć, narzucały nam rodzaj i ilość zabawek, które wybieramy.


2. Pamiętajmy, że stałe podnoszenie sobie poprzeczki i kupowanie coraz droższych upominków, to jak zastawianie na siebie sieci.


3. Nie wszystkie zabawki muszą być edukacyjne, ale każda z nich powinna odegrać pozytywną rolę w życiu dziecka. Powinny one służyć jego dobru, uczyć go otaczania się pięknem, wprowadzać w jego życie harmonię i spokój. Dlatego uważajmy na brzydkie, straszne rzeczy, np. te z rogami, pazurami, w ciemnych, przygnębiających kolorach, ociekające krwią itp. Mają one zawsze bardzo zły wpływ na psychikę dziecka.


4. Zanim kupimy dziecku nową rzecz, zadajmy sobie kilka pytań: Czy nas na nią stać? Jakiej jest jakości? Jak szybko zabawka dziecku się znudzi i czy będzie później do niej powracać? Jaki przekaz niesie? Czy jako rodzice zgadzacie się z tym przekazem? Czego dziecko nauczy się, bawiąc się taką zabawką? Czy będzie miała na nie pozytywny wpływ? Czy jest odpowiednia do jego wieku? Czy trafia w zainteresowania i rozwija jego wyobraźnię?


5. Jeśli to tylko możliwe, wybierajmy takie prezenty, które podobają się naszym dzieciom. Nie chodzi tu o zaspokajanie jego chwilowych kaprysów czy zachcianek, ale realizację jego prawdziwych preferencji i marzeń.


6. Czasem kupujemy zabawki nie dzieciom, ale "dla siebie" – ponieważ w dzieciństwie o tym marzyliśmy i nie mogliśmy tego mieć. Warto sobie to uświadomić i nie być zawiedzionym, gdy dziecko nie ucieszy się z naszego prezentu.


7. Nie każdy prezent musi być kupiony w sklepie. Piękna roślinka, wyjątkowy minerał, kolorowa muszla też mogą być wspaniałymi podarkami, szczególnie dla mniejszych dzieci. Wystarczy, że je ładnie zapakujemy i wręczymy w uroczysty sposób.

Trzeba też pamiętać, że nigdy, nawet w największych nerwach, nie wolno niszczyć zabawki, którą wcześniej ofiarowaliśmy dziecku, i mówić: "żałuję, że ci to dałem/łam". To nie jest kara, jest to wielka krzywda wyrządzana dziecku, które po takim zachowaniu czuje się kompletnie zdruzgotane.
Jeśli chcemy, aby nasze dzieci kiedyś, w przyszłości nie zapominały o nas w dniu naszych urodzin, już dziś powinniśmy nauczyć je obdarowywać innych. Jest to bardzo proste. Wystarczy, że maluch narysuje laurkę, zrobi bukiecik kwiatuszków dla mamy lub babci i sam go wręczy, czy kupi za swoje oszczędności symboliczny prezent dla brata lub siostry z okazji ich urodzin. A gdy będziemy wspólnie z nim wybierać prezent urodzinowy dla kolegi, zróbmy z tego miłe wydarzenie i pokażmy, jak to fajnie wybierać coś, z czego obdarowana osoba na pewno będzie się cieszyć. I nie musimy wtedy kupować naszemu dziecku niczego "na pocieszenie". Nauczymy go w ten sposób szacunku dla innych i tego, że można wyjść poza obszar własnych zachcianek.

Opublikowano w Porady ABC
piątek, 31 sierpień 2012 14:40

Cała prawda o rozwodzie

 

wielodzietni"Podjąłem decyzję, że będę kochać twoją matkę
i nigdy tej decyzji nie odwołam."
"Podjęłam decyzję, że będę kochać twojego ojca
i nigdy tej decyzji nie odwołam."
– to najdroższy spadek jaki dziecko może otrzymać od swoich rodziców.


"Mam 18 lat. Gdy miałam 10 lat, moi rodzice rozwiedli się. Od tamtej pory mój bezpieczny świat zawalił się. Myślałam, że to moja wina, że zrobiłam coś nie tak i to dlatego ojciec zostawił mnie, brata i matkę.
Długo nie potrafiłam się pozbierać. Odejście ojca do innej kobiety było dla mnie ciężkim ciosem. Zawiodłam się na nim bardzo, do dziś nie umiem mu tego wybaczyć. Przez pierwsze dwa lata po rozwodzie rodziców czekałam na jakiś jego odzew, potem zwątpiłam, że zechce mieć z nami kontakt. Próbowałam się wyciszyć, odnaleźć spokój...
Od trzech lat walczę ze swoim wyglądem, ciałem. Zachorowałam na bulimię. Odczuwam coraz częstszy niepokój. Czasem – zwłaszcza podczas napadów jedzenia i wymiotów – nie starcza mi na nic sił. Nigdy nie byłam z siebie zadowolona, choć tak naprawdę to wcale nie muszę się odchudzać. Przez pół roku brałam leki, które trochę pomogły. Chodziłam też jakiś czas na psychoterapię. Tam się dowiedziałam, że u źródeł mojej bulimii mogą tkwić złe relacje z ojcem.
Nie mam motywacji do walki z tą chorobą. Czasem mam wrażenie, że jest ona moją przyjaciółką, bo tak naprawdę nikt mnie nie kocha. Strasznie cierpię." Weronika

Prawdopodobnie wielu z nas, dorosłych, nie zastanawia się na tym, że wszystko co robimy, decyzje, które podejmujemy, słowa, które wypowiadamy, nasze reakcje, wartości, które wyznajemy – wszystko to ma ogromny wpływ na dzieci, które wydaliśmy na świat. Nasz brak odpowiedzialności, lenistwo w pokonywaniu trudności, brak spójnego systemu wartości, podążanie za emocjami, nałogami i seksualnymi przyjemnościami, życie złudzeniami (np. że nowy związek przyniesie miłość i sielankę) to przyczyna prawdziwej tragedii tych najmniejszych, bezbronnych, dla których jesteśmy naprawdę wszystkim.
Jak łatwo dzisiaj, doświadczając trudności małżeńskich, które są jakby wpisane w związek dwojga ludzi, podejmujemy decyzję o rozwodzie. A dzieci? No cóż, umiemy na nie narzekać, a czy zastanawiamy się nad tym, że to my możemy być przyczyną ich problemów?
Dla każdego dziecka rozwód jego rodziców jest prawdziwą katastrofą życiową. To otwarta i wciąż rozdrapywana rana. To załamanie fundamentu, na którym dotychczas budowało swą tożsamość. Ono czuje się oszukane i bardzo samotne, i to niezależnie od tego w jaki sposób rodzice się rozstają – czy kłócą się, czy też nie rozmawiają ze sobą. Często obarcza siebie odpowiedzialnością za rozejście rodziców i ma z tego powodu duże poczucie winy. Żyje w ciągłym napięciu, poczuciu zagrożenia i utraty bezpieczeństwa, a to z kolei zawsze odbija się negatywnie na jego zachowaniu, zdrowiu fizycznym i psychicznym, i tak:


Dziecko do trzeciego roku życia może reagować uciekaniem do wcześniejszych okresów rozwojowych, np. do karmienia butelką i używania smoczka, trudnościami w korzystaniu z nocnika, toalety, cofaniem mowy i umiejętności chodzenia.


Dziecko w wieku przedszkolnym staje się krnąbrne i nieposłuszne. Może mieć trudności w zasypianiu, zaburzenia łaknienia, uzależnienie się od jednego z rodziców, ataki złości i agresji (uderzanie, kopanie, pchanie, kładzenie się na podłodze, wrzaski, przezywania), nerwowe nawyki, takie jak kręcenie włosów, szarpanie i skręcanie ubrania, pochrząkiwanie, ssanie palca, obgryzanie paznokci.


Dziecko w wieku szkolnym reaguje żalem i smutkiem. Wtedy to do głosu najwyraźniej dochodzą gniew, skierowany najczęściej na tego z rodziców, z którym dziecko mieszka, i tęsknota za rodzicem, który odszedł. Próbuje zwrócić na siebie uwagę wybrykami w szkole, ucieczkami z domu, zaniedbywaniem nauki, agresją skierowaną wobec szczęśliwych rówieśników.


Dziecko w wieku dojrzewania reaguje zupełnie inaczej. Rozwód rodziców sprzyja wtedy ekstremalnym zachowaniom, które mają przynieść ulgę w cierpieniu nastolatka (seks bez zabezpieczenia, prostytucja, eksperymenty z narkotykami, papierosy, alkohol, przestępczość, późne powroty do domu, ucieczki).

Rozwód rodziców to dla dzieci piętno na całe życie, piętno, które zbiera swoje żniwa także w następnych pokoleniach. Dzieci z rozbitych rodzin wcześniej przechodzą inicjację seksualną, mają problemy z tworzeniem związków, dwukrotnie częściej się rozwodzą, zataczając tym samym błędne koło. W dorosłym życiu cierpią z powodu depresji, fobii, zaburzeń seksualnych, często też rozwijają się zaburzenia osobowości.
To tylko od nas, dorosłych, zależy, jaki los zgotujemy swoim dzieciom. Czy stworzymy im dom pełen miłości i bezpieczeństwa, w którym będą się mogły prawidłowo rozwijać, czy też już na starcie skażemy je na życie pełne cierpienia. Wybór zależy od nas.

B. Drozd

psycholog Mississauga

Opublikowano w Porady ABC
piątek, 17 sierpień 2012 18:44

Nasze wędkowanie w Niemczech

Ratajewska9 sierpnia, i znów praca w Niemczech. 10 dni temu przyjechałam do Niemiec opiekować się następnym niemieckim starszym małżeństwem. Mieszkają na północy Niemiec, w małym domku. Żadnego psa, żadnego kota ani drzewa owocowego w ogródku.
Dziadek ma Parkinsona, mówi niewyraźnie, ale mówić lubi. Więc usiłuję łowić słowa , które rozumiem.
Pani to miła, szczupła blondynka, która czasem traci już cierpliwość, widząc postępującą chorobę męża. Wczoraj jednak skrytykowała moją zupę pomidorową, do której dodałam marchew i dodałabym inne warzywa, gdyby ona je kupiła. Oni do zupy pomidorowej nic nie dodają, co najwyżej pokrojoną kiełbasę. Dziadek przejął moją stronę, bo na każdy talerz położyłam ugotowane nie do końca dwie długie marchewy. Jemu one bardzo smakowały, jej niby nie. Powiedziałam jej, że w Polsce, gdy ja sama ugotuję np. zupę i podam ją gościom, to tylko ja mogę ją skrytykować. Goście będą ją zachwalać. No nie jest tak?


Drugą noc dziadek źle spał, bo od trzech dni szykuje się na wędkowanie. Jakiś kolega miał go wziąć przedwczoraj, przełożył na wczoraj, ostatecznie na dzisiaj. Dziadek ostatnie dwa dni spędził w garażu, przygotowując wędki. Miny przy tym robił niesamowite, aż myślałam, żeby nie patrzeć, bo mi się w nocy przyśni. Język na wierzchu i ślinił się. Bardzo był zaaferowany i szykował się, jakby do Norwegii miał jechać. A był tam podobno na rybach i dyplom ma na ścianie z roku 2006.
Ja miałam zostać z panią starszą niemiecką. Ale rano dziadek potknął się o krzesło i poleciał razem z krzesłem. Dobrze, że nic mu się nie stało. Wcale go to nie przeraziło, babcię też nie. Ale ja pomyślałam tak – przecież jestem jego opiekunką. On pojedzie z kolegą nad jezioro, żeby łowić ryby. Kolega może nie wiedzieć, że on traci równowagę. I dziadek może wpaść do jeziora. A przecież nie przyjechałam tutaj, żeby sprzątać i gotować obiady. Przede wszystkim jestem odpowiedzialna za niego. Poza tym trzeba mu tam dać tabletki, bo będzie ich pora.
Więc oznajmiłam, że też jadę. Spakowałam sobie na wszelki wypadek kostium kąpielowy i mały ręczniczek, gdyby wylazło słońce łaskawie. Od kilku dni pada solidnie z przerwami.
Pani mi dała ciepłą, jej wędkarską kurtkę w kolorze khaki, dziadka też trzeba było ubrać. Trzy kawałki ciasta wzięłam z lodówki, tego przeze mnie upieczonego. Tabletki i wodę dla dziadka.


Przyjechał pan ponad 40-letni, czerwieniący się momentami.
Dziadek, zamiast się pakować, to zaczął się wracać, a to po to, a to po tamto. Ja się denerwowałam, że facet-kolega dziadka się zdenerwuje w końcu i go zostawi. I następne noce będą zarwane, bo dziadek będzie wcześnie wstawał, żeby się szykować.
Pani mi po cichu powiedziała, że oni trochę płacą temu koledze, żeby go brał ze sobą.
Jakoś w końcu dziadek doszedł do drzwi samochodu, ale jeszcze wiadro zielone. On chodzi w specyficzny sposób. Dolna część ciała ma oś pionową, ale górna część jest od niej odchylona do przodu jakieś 30 stopni. Więc najpierw szybko idzie dziadka głowa i górna cześć dziadka, a dolna potem nadąża i ma się wrażenie, że dziadek zaraz upadnie. Ale jakoś mu się udaje i rzadko upada.
Potrafi nieść np. jakieś filiżanki ze stołu… ojej, jak cyrkowiec.
Dziadek wsiadł do samochodu, ale jeszcze o czymś sobie przypomniał do zabrania, ale odwróciłam jego uwagę, żeby zapiął pasy i ruszyliśmy. Wreszcie dziadek jechał na upragnione wędkowanie.
On ma w garażu chyba 15 wędek, brał tylko dwie. I tak za dużo.


Uważnie patrzyłam na drogę, bo może będę go musiała w przyszłości wozić na te ryby.
Ale jeszcze po drodze pojechaliśmy do olbrzymiego jakiegoś marketu, żeby kupić robaki. Pan kolega wybrał dla dziadka jedno pudełko robaków, ale dziadek się wrócił jeszcze po jedno. Jakie długie tam były robaczyska. Wstrętne. Te pierwsze to larwy muchy. Też okropne. Pomyślałam, czy ja się nadaję na towarzyszeniu przy wędkowaniu, jeśli oni będą te robaki wyjmować.
Dojechaliśmy, wyjmujemy dla każdego po krzesełku turystycznym. Chmury na niebie. Miejsce fajne, bo w trawie i nie w cieniu. Jeziorko małe. Trzy stanowiska już były zajęte przez trzech panów. Jeden miał wielki zielony parasol rozłożony i pod nim siedział, drugi poszedł, pokazując wszystkim raka. Rak to w Polsce żadna rzadkość. Nic takiego, ale tutaj widocznie rzadkość.
Pan kolega cierpliwie dziadkowi wszystko przygotowywał i po chwili dwie wędki stały już w fajnych czerwonych stojakach.
Widzieli się ostatnio półtora miesiąca temu i zauważyłam zaskoczenie tego pana kolegi, gdy dziadek nie prowadził z nim rozmowy. Potem mi powiedział, że go nie poznaje, że bardzo posunął się z tą swoją chorobą i że dobrze, że tu jestem, boby się bał o dziadka.
Akcent tego pana, mówiącego po niemiecku, wydawał mi się znajomy. Dawne lekcje rosyjskiego…


Tak, przyjechał do Niemiec z rodziną w roku 1998. Pochodzi z Kazachstanu. Jest Niemcem z pochodzenia. Skąd tam się wziął taki czysty rasowo Niemiec. Ciekawa byłam, ale jak tu się zapytać, żeby go nie urazić. Tutaj pogoda lepsza, mówił, tam wiały wichry z Syberii. Nie był tam od 10 lat. Tutaj jest na rencie, na kręgosłup. Może być tylko do 13., bo po południu idzie do pracy na 4 godziny. Sprząta codziennie szkołę – miejscowe gimnazjum. Może nas wozić codziennie nad jezioro. Gdyby wiedział, że ja lubię pływać, toby nas zawiózł nad inne jezioro. Ale i tak nie jest za ciepło. Zrobiłam na dzisiejszej wycieczce trzy zdjęcia moim telefonem komórkowym. Ja jedno, a Rosjano-Niemiec zrobił nam dwa zdjęcia. Będą fajne.
Na kolację zrobiłam racuchy. W środku miały smażone pomidory, paprykę, pieczarki i cebulę. Ciasto drożdżowe. Zjedliśmy wszystkie i rozmowa zeszła na grzyby, na wojnę, na przywódcę Niemiec . Po co chciał mieć tyle ziemi…
Starczy.


Wanda Rat

Opublikowano w Teksty
piątek, 17 sierpień 2012 17:43

Dzieci bez ojca

zaleskiPowszechne zjawisko dysfunkcji rodziny przybrało na sile od momentu wprowadzania i wdrażania Karty Praw Swobód i Wolności, emancypacji kobiet oraz forsowania praw jednostki.

Matki z dzieckiem zostały otoczone szczególną ochroną prawną, a z tym za ciosem seniorzy, osoby niepełnosprawne i weterani wojenni. Matkom porzuconym lub po przeprowadzonym postępowaniu rozwodowym zapewniono w krajach rozwiniętych finansową opiekę socjalną, w takiej wysokości, że praktycznie nie były zmuszone podejmować pracy zawodowej, a wysokość benefitu była adekwatna do liczby dzieci, które mamusia wychowywała. Samotnym kobietom z dziećmi nie opłacało się pracować, ponieważ wysokość benefitu socjalnego była zbliżona do zarobku netto w przeciętnym zakładzie pracy. Tak jest do dzisiaj w Szwecji, Danii, Holandii, Niemczech, Austrii, Szwajcarii, Norwegii i Kanadzie. Niewielki procent kobiet posiadał własne biznesy, osoby te zmuszone były organizować opiekę nad dziećmi w ośrodkach specjalistycznych lub korzystać z "instytucji niani". Po względem egzystencji tej niepełnej rodziny wszystko było cacy. Zaprawdę wzniosły i szlachetny cel.


Jednak system ten jak wiele innych stworzył podstawy do oszustw i malwersacji. Otóż ojciec i mąż obciążony dużymi kosztami utrzymania rodziny, zakładał sprawę o separację i dalej o rozwód w celu uzyskania przez połowicę prawa do zasiłku rodzinnego (family allowance lub family benefit). I nadal przebywali razem bądź małżonek vel ojciec mieszkał za ścianą opodal. Zarobki taty i niezły dochód mamy pozwoliły rodzinie na godziwe życie, nowy samochód i snobistyczne gadżety. W sensie praktycznym rodzina nadal stanowiła rodzinę, aczkolwiek z modernistycznym rozwiązaniem administracyjnym. Proceder praktycznie nie do sprawdzenia kwitnie do dzisiaj. System ten jednak zaczął kreować nową formę przestępstwa korzystającą z mocy prawa ochrony kobiet (nie mężczyzn) i po wielu latach rozwoju takowego w ostatnim okresie zaczął być w Kanadzie ograniczany. Mianowicie niektóre perfidne z charakteru panie popełniały samookaleczenia i wzywając policję, oskarżały o napaść Bogu winnego męża. Policja bez zbędnych, ich zdaniem, przesłuchań poszkodowanej oraz badań medycznych aresztowała delikwenta. Jeżeli mieszkanie czy wspólny dom był obciążony pożyczką, a główny żywiciel w areszcie, nie istniała możliwość utrzymania nieruchomości. Jeżeli dom był spłacony, partner nie mógł do niego wejść mocą zakazu podchodzenia w promieniu 500 metrów. Dzieci były wychowywane przez jednego z rodziców lub w rzadkim przypadku następował podział dzieci lub obowiązków wychowawczych. Często chodziło o pozbycie się małżonka z wielu powodów (występuje inny partner, zagarnięcia wspólnego majątku lub innych egoistycznych celów). Współczesna nomenklatura lewacka nie faworyzuje związków małżeńskich, nie gloryfikuje rodziny, co najwyżej sprowadza męża i żonę do roli reproduktorów z ograniczoną ingerencją w wychowaniu potomstwa. Co roku ze Szwecji emigrują młode małżeństwa do Nowej Zelandii, Kanady czy USA, w których to krajach urzędy "Children Aid" nie odbierają dzieci pod byle pretekstem. Jednakże w krajach tych zastosowano również prawo "ochrony dziecka w przypadku ograniczania jego wolności czy stosowaniu jakichkolwiek kar".


Instytucja ojca w rodzinie to nauka samodyscypliny, to autorytet i umacnianie powagi rodziny i szacunku wzajemnego. W rozbitej rodzinie chłopcy stają się niezaradni z powodu braku osoby, która ich nauczy trzymania wiertarki czy młotka w ręku, posługiwania się piłą i innymi narzędziami. Dziewczynki nie interesują się nauką prowadzenia domu, bo brak jest pełnej rodziny. Nie potrafią przyrządzać posiłków, gdyż przy stole zabrakło autorytetu rodzinnego, jakim jest ojciec, który tego wymagał. Chodzą do McDonalda i to im w zupełności wystarcza. W miarę dorastania potomstwa mamuśka traci kontrolę nad dziećmi, a one kreują swój świat często anarchistyczny, porzucają szkoły, zaniedbują studia (nie ma pieniędzy na edukację), wchodząc wcześnie w życie seksualne promowane już w szkołach.
Wszędzie napotykamy wyjątki, gdzie dzieci w konsekwencji rozpadu rodziny zaciskają zęby, zdobywają środki finansowe na edukację i stają się samodzielne.


30 proc. potomstwa, według opracowań kanadyjskich statystyków, jest złączone pępowiną z mamusieńką.
A ta żywi, opiera i przytula często 30-letniego synulka lub córunię, odbierając im to, co w życiu najważniejsze: dzielność i samodzielność! Niezależnie który partner wychowuje latorośl, jest to dla niego ogromne obciążenie. W przypadku przejęcia obowiązków wychowawczych przez tatę, tęsknota za mamą i normalną sytuacją w rodzinie jest ogromna. Rozwód najmocniej uderza w dzieci i pozostawia trwały ślad w ich psychice na całe życie. W wielu przypadkach decyzja rozdzielenia rodziny następuje z powodu czysto egoistycznych celów jednego lub obojga rodziców, ambicjonalnych konfliktów lub braku wzajemnego szacunku i zrozumienia powagi sytuacji oddziałującej na potomstwo. Są przypadki, że małżeństwo nie ma dzieci i rozwód ma lżejsze uzasadnienie. Jednak i tak w sercu i sumieniu żony czy męża na całe życie pozostaje obraz i wspomnienie tej pierwszej miłości. A przecież można tego uniknąć, nie podejmując nierozsądnych decyzji.


Nie omawiam rozwiązania małżeństwa z powodu patologii jednego lub obydwu małżonków. Uzależnienia od alkoholu czy innych używek mogą sprowadzić prawdziwe tragedie i nieszczęścia i lepiej wtedy rozwiązać taki związek jak najszybciej. Generalnie system rządów będących pod olbrzymim wpływem destruktywnych działań lewackiego lobby promującego dewiantów, zezwalający na promocję i wdrażanie nienormalnych seksualnie zachowań jako reguły, ma na celu zdyskredytowanie instytucji podstawowej komórki społecznej, jaką jest heteroseksualna rodzina, sprzyjanie i ułatwianie rozbijania legalnych małżeństw. Nie muszę stwierdzać, że takie działania w dalszej konsekwencji sabotują i niszczą struktury państwowe, sprowadzając przyrost naturalny do pozycji zerowej. Demografowie twierdzą, że za lat dwadzieścia we wszystkich krajach "postępowych" biała rasa będzie stanowiła mniejszość, do czego przyczynią się ww. działania oraz promocja i zgoda na dokonywanie aborcji żywego płodu ludzkiego.


Rodzina bez ojca nie stanowi siły. Jest podatna na wszelką manipulację, skazana na wyalienowanie z gromady, z ukształtowanym egoizmem i snobizmem. Odejście od najstarszych wzorów chrześcijaństwa i przyjęcie wykoncypowanych substytutów wiary i pewności w wielkość człowieka ponad kanonami religii, prowadzi do upadku cywilizacji. I obecnie doświadczamy tego destrukcyjnego procesu.


Andrzej Załęski
Toronto

Opublikowano w Teksty