Goniec

Register Login

czwartek, 06 grudzień 2018 10:44

Fiesta ST

Początkowo wydawało się, że ten bardzo dobrze sprzedający się w Europie model Forda w ogóle do Ameryki nie zawita - dziwne są bowiem ścieżki myślenia koncernów. Zawitał jednak i od jakiegoś czasu możemy sobie tutaj w Kanadzie kupić model fiesta ST, Auto zgrabne, pojemne, czterodrzwiowe, a jednocześnie dostarczające dużą dozę funu podczas jazdy, a to przede wszystkim za sprawą przede wszystkim prawie 200 konnego czterocylindrowego, turbodoładowanego silnika i 6-biegowej ręcznej skrzyni biegów.

Opublikowano w Moto-Goniec
piątek, 28 wrzesień 2018 08:26

Kia Forte - samochód na downsizing

Downsizing nie dotyczy tylko nieruchomości; kiedy dzieci dawno wyszły z domu, a na horyzoncie pojawia się jesień życia i gospodarstwo domowe się kurczy również potrzeby motoryzacyjne są inne -  van, którym woziliśmy całą rodzinę, jest za duży na dwie osoby, nasz SUV pali jak smok, a już nie wyjeżdżamy tak często za miasto... 

        Przydałby się więc samochód tani w eksploatacji ale wygodny, nie za ciasny, do którego łatwo się wsiada no i przede wszystkim nie za drogi. 

        Jedną z takich propozycji jest nowy model Kia Forte rocznik 2019 - model przepracowany od nowa i sprawiający wrażenie samochodu z wyższej półki, niż kompakt, którego cena zaczyna się od 21 tys. dol. Na dodatek, jest to samochód ciekawy, przyjemny w prowadzeniu i oszczędny na benzynie, nawet w jeździe miejskiej.  Forte pali w mieście 7,7 l na 100 km a na trasie 5,9 l. mimo, że jej silnik czterocylindrowy o pojemności 2 l  osiąga moc 147 koni mechanicznych. Tak niskie spalanie to zasługa przekładni CTV, bezbiegowej, która w tym przypadku została zaprojektowana od początku. (Kia nazywa ją ITV Intelligent Variable Transmission). Między innymi obniżono w niej o 8 decybeli hałas w stosunku do poprzedniczki, a także pas, zastąpiono łańcuchem.

        Nie jest to oczywiście samochód sportowy ale też nie cierpi na niedostatek mocy. Wspomniana CTV ma elektronicznie symulowane przełożenia.

        W wersji najniższej Forte kupimy z sześciobiegową skrzynią standardową, niestety niedostępną w wersjach wyższych. „Biegówka” pogarsza niestety zużycie paliwa 

        Samochód jak to bywa w przypadku produkcji koncernów południowowkoreańskich jest bardzo dobrze doposażony; nawet w wersji standardowej posiada oddzielne strefy prawej i lewej klimatyzacji i ogrzewania, a także nadmuch na tylne siedzenia, czy indukcyjne ładowanie telefonów komórkowych. Kabina jest  przestronna ładnie wykończona i plastiki nie sprawiają „czipnego” wrażenia. 8-calowy wyświetlacz daje możliwość nawigacji, ale też oczywiście możemy podłączyć w zintegrowany sposób nasz sprzęt

        Co natomiast co rzuca się w oczy to bardzo nowoczesna, sportowa sylwetka. Opływowy kształt sprawia, że można go uznać za pięciodrzwiowy hatchback. Niektórzy wskazują że sylwetka podobna jest do mercedesa inni  mówią o zapożyczeniach wizerunkowych ze sportowej Kia Stinger  2018. Oczywiście auto ma również wszystkie dzisiejsze „gadżetowe” opcje, jak samodzielne hamowanie przed przeszkodą, utrzymywanie się w środku pasa jezdni, czy adaptacyjny tempomat, choć nie pozwalający na jazdę w korkach stop-and-go, bo można go włączyć dopiero od 35 km/h

        Tak czy owak Forte to bardzo dużo auta za niewielkie pieniądze, w sam raz na downsizing bez zbytnich kompromisów. 

O czym radośnie donosi

Wasz Sobiesław

Opublikowano w Moto-Goniec
piątek, 21 wrzesień 2018 05:09

Trabant 601 - mały pracuś

Tym razem trochę historii, bo byłem na festiwalu polskim na ulicy Roncesvalles, gdzie tradycyjnie już, obok kościoła świętego Kazimierza prezentowane są nasze samochody z lat młodości, czyli czasów PRL. Nie wszystkie polskie, zdarzała się tam i Skoda, były tam o ile dobrze pamiętam Fiat 127, a tym razem uwagę zwrócił trabant, którego przyprowadził Jiri. Właściciel jest Czechem, ożenionym z Bułgarką, ale mówi świetnie po polsku „bo lubi”; ma firmę malującą no i kocha samochody tamtych lat.


Jeśli możesz wesprzyj nas


Trabant Jirego to ostatni rocznik w oryginalnej wersji czyli jeszcze z silnikiem dwusuwowym - niewiele osób pamięta że po zjednoczeniu Niemiec trabanty chyba przez rok były produkowane z silnikiem volkswagena polo, a to z uwagi na przepisy czystości powietrza w RFN.

Trabant to naprawdę bardzo ciekawe i w 1957 roku nowoczesne auto. Oczywiście, także niebezpieczne; podobnie jak volkswageny garbusy, trabant miał zbiornik benzyny przed pasażerem z przodu, a więc w przypadku czołowego zderzenia, można powiedzieć, że była to swego rodzaju palna i wybuchowa „poduszka powietrzna”. Niestety palna była cała karoseria bo wykonano ją z nasączonej plastykiem tektury - jak niosła wieść gminna - a faktycznie trabant zrobiony jest z Duroplastu, produkowanego z recyklingowanej bawełny pozyskiwanej ze Związku Radzieckiego, do której mieszano żywice fenolowe - to tak w skrócie. Zaletą rozwiązania jest to, że trabant co najwyżej gnije, ale nigdy nie rdzewieje. I rzecz niebywała był to samochód wykonany z materiałów recyklingowych i to w tamtych czasach!

silniktrabanta

Trabant Jiriego jest w bardzo dobrym stanie, ma na liczniku zaledwie 20 000 km, a właściciel nie jeździ więcej niż 1000 km rocznie; zapewnia, że auto zachowuje się doskonale i odpala natychmiast nawet zimą. Jiri ma też Škodę 120 GL i ta ma czasem swoje humory, trabant nigdy! Jiri twierdzi, że to był taki pracuś, jeśli do niego jeszcze podpiąć przyczepkę to praktycznie obywatel Krajów Demokracji Ludowej uzyskiwał pełnię motoryzacyjnego szczęścia. Trabant pali mieszankę z olejem no bo jest to silnik dwusuwowy - w granicach 6,5 do 10 l na 100 km, prędkość maksymalna... Jiri twierdzi że może w porywach uzyskać 120 na godzinę a 110 jest osiągalne cały czas, natomiast prędkość przelotowa na autostradzie 100 km/h jest jak najbardziej do uzyskania w dłuższym czasie.

Trabant to przykład Bauhausu na kółkach; wszystko tu jest proste, nie ma, na przykład, wskaźnika poziomu paliwa w kabinie, ale jest za to „patyk” do mierzenia - wkłada się go do baku (bak jest w komorze silnika, więc wszystko jest bardzo proste) i widzimy na podziałce ile litrów mamy. Jeśli benzyna nam się kończy to wtedy niewielkim kranikiem przełączamy na rezerwę, na której pojedziemy jeszcze 60 km. Podobnie proste rozwiązanie dotyczy ogrzewania - rurę zasysającą przekręca się o 180° i powietrze zasysane jest znad wydechu ogrzane, a na lato bierze się je tuż spod maski.

Wciąż do trabanta można kupić w Europie bardzo wiele części bardzo tanio. Jest to samochód, który ma status kultowy i wiele osób używa go do reklamy, nadal jest go trochę jeszcze na drogach. Większość użytkowników zwraca też uwagę na specyficzną zmianę biegów przy kierownicy, drążek przypomina klamkę.
Trabant był samochodem bardzo prostym nie tylko technicznie, ale prostym w obsłudze i przyjemnym w prowadzeniu. Oczywiście miał charakterystyczny dźwięk i jeśli dało się za dużo oleju no to niestety pozostawiał za sobą biały tuman. To głównie z tego powodu silniki dwusuwowe pomimo że tak proste, nie stały się najbardziej popularne.

jiri

Jiri twierdzi że o wiele lepszy był trabant kombi, bardziej pojemny, bardziej użyteczny; no ale czasem po prostu nie można było przebierać, bo na trabanta czekało się latami, były talony, była przedsprzedaż. Produkowany w latach 1957 -1990 praktycznie stał się volkswagenem Wschodu; miał wiele ciekawych rozwiązań, napęd na przednie koła i niezależne zawieszenie, co w 57. roku było nowatorskie. Wyprodukowano 3 100 000 trabantów, praktycznie z niewielkimi zmianami w podstawowym projekcie.

Jednostką napędową był dwusuwowy silnik dwucylindrowy o pojemności 600 ccm dostarczający aż 25 KM mocy. Trabant od 0 do 100 km/h rozpędzał się w 21 sekund, a więc dawał sobie radę. Proste rozwiązania oznaczały brak pompy paliwowej i brak pompy olejowej wszystko działało grawitacyjnie; paliwo spływało po prostu ze zbiornika umieszczonego nieco wyżej od silnika. Trabant nie posiada też chłodnicy ponieważ silnik chłodzony jest powietrzem. Niektórzy z oglądających na ulicy Roncesvalles po otworzeniu maski samochodu, pytali gdzie jest silnik, bo jest tam tyle miejsca.

Dodać jeszcze wypada że trabant Jiriego pochodzi z Bułgarii, stamtąd importował go do Kanady pewien Bułgar, a od niego Jiri odkupił auto już na rejestracji.

Wiem że trabanta ma pewien harcerz polski, był nim kilka lat temu na Kaszubach, ale to już jest wersja z silnikiem polo czyli mocniejszym, mniej trującym no i przede wszystkim czterosuwowym, a więc pozbawionym tego charakterystycznego trabanciego dźwięku.

O czym z nostalgią donosi
Wasz Sobiesław

goniec.net
Opublikowano w Moto-Goniec
piątek, 14 wrzesień 2018 08:13

Można po polsku porozmawiać

Honda pilot, jeden z bardziej popularnych modeli w naszym polonijnym środowisku. Luksusowy samochód, piękny samochód, który praktycznie rzecz biorąc, wyczerpuje wszystkie potrzeby, jakie może mieć średniej wielkości rodzina. Pytamy o najnowszy model naszego zaprzyjaźnionego sprzedawcę z Marinos Auto Mall, Sylwestra Chylińskiego.

        – Chciałem zapytać o pilota, bo jeśli ktoś rzeczywiście chce kupić coś luksusowego, coś większego niż CRV...

        Sylwester Chyliński: Trafiłeś w samą dziesiątkę, dlatego, że Honda wyhodowała tego pilota jako główną konkurencję, na początku do Toyoty Highlander, to jest mniej więcej ten sam rozmiar, ten sam performance, ta sama jakość i wytrzymałość. Ale muszę Państwu powiedzieć zupełnie uczciwe, że Honda zbudowała bardzo dobry samochód, w związku z tym, zaczynamy konkurować ze szczebelkiem troszkę wyższym niż japońskie samochody tej klasy i ceny, bo mamy dużo klientów, którzy przychodzą do mnie i rozglądają się za pilotem, który daje im więcej miejsca, daje im oczywiście lepszą cenę, lepsze zużycie paliwa, a porównują, na przykład, z lexusem RX350, nawet z mercedesem klasy ML, czyli mniej więcej ta sama wielkość, może ciut mniejszy, cenowo droższy. Nawet mam klientów, którzy porównują pilota z BMW X5. 

        Tak że Honda wyhodowała  faktycznie luksusowy samochód. A przy tym jest jeszcze opinia niezawodności ciągnąca się od hondy civic, hondy accord z lat 70., 80. i 90. 

        To samochód naprawdę dobry, sam nim nieraz jeżdżę – bardzo cichy, bardzo wygodny. Ma kilka technicznych rozwiązań, które pozwalają być oszczędniejszym na paliwie niż konkurencja, ponieważ mamy system, który czasowo odłącza pewną liczbę cylindrów, bo to jest silnik 6-cylindrowy w układzie V.

        – Czy we wszystkich modelach?

        – We wszystkich. W momencie, kiedy ustawisz sobie nogę na danej prędkości, czy to będzie 95 na godzinę, czy to będzie 110 na godzinę, to ten samochód automatycznie, bez właściwie żadnych wstrząsów, bez żadnej informacji, zaświeca się światełko ECO i w tym momencie samochód zamiast na sześciu, jedzie na czterech cylindrach.

        – A czy musisz mieć samochód przestawiony na tryb ECO?

        – Nie, mamy inny system ECON we wszystkich hondach, i to jest troszkę innych system, działa na innej zasadzie. On ma inny algorytm wpisany do komputera. ECON system powoduje trochę uboższą mieszankę, w związku z tym w momencie, gdy stoisz w dużym korku czy to w mieście, czy na autostradzie, ten system można po prostu uruchomić zielonym guzikiem i on ma wtedy taką oszczędniejszą wersję przy przyspieszaniu, nawet przy klimatyzacji, ona jest wtedy niewiele mniej efektywna. Ale to jest jak gdyby fizycznie wymuszone, żeby mieszanka była ubożej podawana do cylindrów, w mniejszej ilości. Samochód w tym momencie ma mniejszą moc. Natomiast ten system działa w momencie, kiedy samochód jest już rozpędzony i moment obrotowy, bezwładnościowy, który jest w silniku, wystarcza z czterech cylindrów. A kiedy potrzebujemy mocy, to dosłownie natychmiast, bez żadnych wstrząsów, bo to wszystko jest wybalansowane wałkiem korbowym z odpowiednimi obciążeniami, włącza się  pełne 6 cylindrów.

        Skrzynia biegów notabene w nowym pilocie jest teraz standardowo 9-biegowa. Kiedyś tańsze modele miały 6-biegową, 7-biegową, teraz mają wszystkie 9-biegową.

        – W Kanadzie jest też model „czarny”, Black Edition.

        – Tak, masz rację, w 2019 r. na Kanadę tylko przychodzi wersja tzw. Black Edition; w Stanach to się chyba nazywa Elite, ale jest troszkę uboższa. To wszystko jest w czerni, ale jest bardziej sportowo urządzone, siedzenia są też z czarnej skóry, ale mają obszycia czerwone, dość efektownie to wygląda.

        Oprócz tego samochód dodatkowo na 2019 rok został wyposażony w coś takiego jak cabin talk, cabin control. To są takie rzeczy, że można się komunikować z pasażerami, z dziećmi, z ludźmi siedzącymi w drugim czy trzecim rzędzie, bo pilot ma trzy rzędy, za pomocą mikrofonów i kamer. Ludzie siedzący z tyłu mogą mieć teraz dostęp do Internetu nawet, można mieć hotspot w samochodzie. To wszystko, oczywiście, ze względów bezpieczeństwa zależy od kierowcy. Jest to możliwa opcja teraz w samochodzie i te najdroższe, najlepsze, najbardziej wyposażone modele przychodzą z tym. Oprócz tytułowej „How Much Farther”, czyli „Jak daleko jeszcze mamo i tato”...

        – Co daje ta aplikacja?

        – Jest to rysunkowa bajeczka na monitorze podwieszonym pod dachem dla dzieci. Oprócz funkcji podstawowej tego monitora, żeby pokazywać im bajki na DVD, to jest to aplikacja, która w wersji rysunkowej przedstawia trasę samochodu na tle mijającej drogi, czyli drzew, domów, szkół, szpitali itd. pokazuje dzieciom, jak daleko jeszcze do celu, jak np. jadą na Florydę i są bardzo znudzone.         Oprócz tego Internet jest osiągalny w tym samochodzie 4 G LTE, można też mieć jako subskrypcję dostęp do Internetu właśnie poprzez ten hot spot.  9-biegowa skrzynia biegów, ledowe światła przeciwmgielne i hadlights.

        – Przeciwmgielne nie we wszystkich modelach?

        – Tylko w tym najdroższym, w Black Edition. 

         – A co ludzie sądzą o tych przyciskach, bo to jest samochód, w którym nie ma już lewarka zmiany biegów?

        – Te tańsze modele ciągle przychodzą jeszcze z tradycyjnym przełącznikiem biegów, natomiast te droższe z guzikami. Jest to tendencja, która mnie osobiście jeszcze nie przekonuje do końca, ale muszę powiedzieć zupełnie uczciwie, że to jest kwestia przyzwyczajenia. To daje więcej miejsca, daje trochę więcej bezpieczeństwa, że nie ma przypadkowego potrącania dźwigienki biegów. Jest to faktycznie troszkę dziwne na początku, ale myślę, że po kilku dniach, kilku tygodniach ludzie się do tego przyzwyczajają. 

        Jeszcze jedna rzecz, taka opcja operowania samochodu przychodzi z tych samochodów bardzo drogich. Wszystkie drogie samochody, mercedesy klasy GL czy BMW X5, X6, mają prawie identyczne rozwiązania, choć wyglądają inaczej, bo nieraz jest gałka, nieraz rząd guzików. Nie myślę, że ta tendencja się odwróci. Tak będzie w przyszłości, że samochód będzie się operowało najpierw guzikami, później pewnie głosem. Do intuicji może jeszcze nie dożyjemy, ale to niewykluczone, że przyszłość jest taka.

        – Wszystkie samochody są dzisiaj takie, że się same prowadzą. Tzn. on ma te systemy, które pomagają w unikaniu wypadków itd.

        – Tak, pod logo jest umieszczony radar, a za szybą u góry jest kamera i czujniki. To wszystko jest sprowadzone do dosyć skomplikowanego algorytmu, który jest zapisany w komputerze i ten algorytm ogląda, rejestruje na drodze i w okolicy dwie rzeczy – ludzi i samochody. Dziwne to jest, ale wytłumaczalne, nie rejestruje zwierząt czy jakichś innych mniejszych obiektów, bo gdyby było tyle obiektów do rejestrowania, byłoby to prawdopodobnie za dużo, żeby to było bezpieczne.

        – Czasem bezpieczeństwo pasażerów samochodu jest ważniejsze niż sarenki na drodze...

        – ...małego psa czy kota, czy wiewiórki. Niestety. Nagranie, obraz ludzi i samochodów na drodze, powoduje to, że samochód w momencie, kiedy zjeżdża, gdy tracisz uwagę albo przytomność, będzie korygował ci trasę jazdy albo będzie wręcz budził, ostrzegając, wibrując kierownicą. Będzie też hamował za ciebie w momencie, gdy ktoś się nagle zjawi. Poza tym jest cruise control, po polsku tempomat, też bardzo inteligentny. Można ustawić samochód na konkretną odległość między naszym a poprzedzającym samochodem.

        – Czy on wymaga pewnej minimalnej prędkości, czy działa od zera i można na nim jechać w korku?

        – To jest bardzo dobre pytanie. To są właściwie dwa systemy. Jeden tzw. Low Speed Follow, czyli przy każdej prędkości ten samochód będzie jechał za kimś, np. na parkingach, zatłoczonych miejscach na drodze itp. Natomiast drugi system nazywa się Lane Departure Warning System i Forward Collision Mitigation Breaking System. Te dwa systemy są zarezerwowane na prędkość troszkę większą, w Kanadzie na prędkość powyżej 69 km na godzinę, czyli autostrady i szybkie drogi.

        – I wtedy też samochód utrzymuje się w odległości od poprzedzających aut?

        – Utrzymuje się w odległości, tam są chyba cztery odległości do wyboru, między tobą a poprzednikiem, i samochód będzie zwalniał i przyspieszał do prędkości, którą zaprogramujesz.  

        – Można ustawić to powyżej prędkości, która jest ograniczona?

        – Można, 130 jest limit i on będzie zwiększał prędkość do 130 i już na 130 zostanie.

        – Czy on rozpoznaje znaki drogowe?

        – Tak, czyta znaki drogowe, ale tylko mówiące o prędkości, czyli ograniczenia prędkości.

        – Większość ludzi jeździ powyżej ograniczeń.

        – To się wiąże z kolejnym problemem, ludzi, którzy przychodzą i zarzucają nam nieraz, że samochody nigdy nie osiągają podawanych norm zużycia paliwa i ekonomiczności jazdy. Ale ja mam zawsze prostą odpowiedź, dlatego że nikt z nas nie jeździ w Kanadzie 99 czy 100 km na godzinę, tylko każdy jeździ 120, ponieważ takie są wymogi logistyczne poruszania się, praktyczne. Policja nie egzekwuje tego. To samo jest w mieście. Toronto nie jest przeciętnym miastem w Kanadzie, tak że nie możemy brać zużycia paliwa w Toronto, dlatego że większość samochodów w Kanadzie się testuje w miastach typu Sarnia.

        – Większość się testuje tak, żeby te rezultaty były jak najlepsze.

        – Tak. Przy dobrej pogodzie, z mniejszym ruchem itd.

        – Wielu ludzi też nie bierze pod uwagę, że ma do pracy 5 km i cały czas jeździ na niedogrzanym silniku.

        – Te wielkości, które są podawane, są tylko orientacyjne. Na niekorzyść klienta działa to, że nigdy nie jeździmy w idealnych warunkach, warunki są różne i różnie jeździmy. To samo zresztą dotyczy zużycia opon i paru innych rzeczy w samochodzie, które się zużywają.

        – Powiedz jeszcze, jakie ma gwarancje ta „czarna bestia”.                

        – Standardową gwarancją dla tego samochodu jest pięcioletni okres lub 100 tys. kilometrów, pokrywające układ napędowy, czyli silnik, przenoszenie napędu, skrzynia biegów, wszystkie rzeczy mechaniczne. Natomiast całościowa gwarancja jest na trzy lata lub 60 tys. km. Z tym że Honda oferuje od wielu, wielu lat przedłużoną gwarancję, która nie jest tak droga jak u innych samochodów. Wiąże się to oczywiście z tym, że jest to lepszej jakości produkt. Można kupić gwarancję o różnych etapach, różnych zasięgach kilometrów aż do ośmiu lat. Tak że Honda jest dosyć dobrze zabezpieczona.

        – Jest to też samochód, który nie ma dużej deprecjacji, tzn. ma dużą wartość odsprzedaży.

        – Tak, ta wartość na rynku wtórnym jest jedną z najlepszych, jeśli chodzi nie tylko o pilota, ale w ogóle o Hondę, i to jest na poziomie lexusa czy droższych wersji toyoty; w odróżnieniu nawet od wielu europejskich samochodów, które są znacznie droższe, ale deprecjacja wartości po okresie gwarancyjnym jest drastyczna. Np. audi A8 po trzech latach używania, samochód, który kosztował 140 tys. dol. w podstawowej wersji, spada do 40 tys. dolarów.  

        – Na ile osób jest to samochód?

        – Przychodzi w dwóch wersjach, pierwsza to 2 osoby z przodu, 2 z tyłu, a na końcu 3, ale mamy wersję o kilka tysięcy tańszą, która się nazywa pilot touring 2019 i przychodzi w wersji 8-osobowej, czyli 2, 3, 3. W środkowym rzędzie jest dodatkowa ławka.  Siedzenia z tyłu i w środku są składane. Siedzenia się przesuwa, one składają się na płasko. Minivan będzie oferował ciut więcej miejsca, bo ma niżej ulokowaną podłogę i niższe zawieszenie. 

        No i koło zapasowe, co jest wyjątkiem, jest z normalną oponą w normalnych wymiarach.

        – A cena?

        – Ceny zaczynają się od 41 do 54 tysięcy. Z drugiej strony, muszę powiedzieć, w związku z tym, że jest to samochód, który wchodzi w początkowe sfery wyższych półek, nie jest go tak łatwo, od ręki dostać. My dostaliśmy teraz dwa Black Edition i obydwa się od razu sprzedały. Ludzie, którzy się zdecydują na ten samochód, niejednokrotnie będą musieli troszkę poczekać i wykazać się cierpliwością.

        Ten samochód to niewątpliwy sukces Hondy. Polacy bardzo dobrze się wypowiadają na temat tego samochodu, cieszy się on bardzo dużą popularnością wśród naszej polskiej, polonijnej klienteli.    

        – Zapraszamy więc do Marinos Auto Mall, zapraszamy do Ciebie. Mnie jest miło polecać Ciebie, bo jesteś naszym czytelnikiem i też Marinos Auto Mall jest naszym reklamodawcą.

        – Pozdrawiam wszystkich Państwa. Jeszcze jedna bardzo ważna uwaga. W ciągu prawdopodobnie niespełna trzech miesięcy przeprowadzamy się na nowe miejsce. Bardzo nowoczesny, jeden z większych budynków, jeśli chodzi o sprzedaż samochodów w Kanadzie, pięciopiętrowy budynek na skrzyżowaniu ulic Queensway i Kipling w Etobicoke, widać go z autostrady. Spodziewamy się niesamowitego przyrostu klienteli w związku z fenomenalną lokalizacją.  

         To się ma wydarzyć w grudniu i mimo pewnie początkowego chaosu będzie naprawdę dużo ludzi tam przychodziło. Zapraszam wszystkich, żeby zobaczyć nie tylko samochody, ale też zobaczyć architekturę, poznać ludzi. Mamy też tutaj sporo polskiego personelu, również w serwisie, w dziale samochodów używanych, w dziale finansowym mamy jednego menedżera, tak że miło jest, można po polsku załatwić sprawy, napić się kawy, porozmawiać, niekoniecznie kupić samochód. 

        Zapraszam bardzo serdecznie do naszego dealershipu.

Opublikowano w Moto-Goniec
piątek, 17 sierpień 2018 02:18

Clarity - cicha jazda bez skrzyni biegów

Bardzo często zdarza się tak, że zaciekawi mnie samochód, za którym jadę. W przypadku hondy clarity była to... niezbyt piękna „tylna część ciała”, na której z pewnym zdziwieniem zauważyłem znak Hondy.

Honda clarity to nowy – można zaryzykować stwierdzenie, że flagowy model hybrydowy koncernu sprzedawany w Ameryce Północnej.

W skrócie mówiąc, auto ma obszerne wnętrze, pełną gamę gadżetów elektronicznych (jak adaptacyjny tempomat czy utrzymywanie się w pasie ruchu). Wszystkie wersje mają też dwie strefy klimatyzowania, z duktami do tylnych siedzeń, a także ośmiocalowy wyświetlacz i ośmiogłośnikowy system nagłaśniający. Miłym pozytywnie zaskakującym akcentem są kieszenie na smartfony w oparciach foteli przednich – widać, że ktoś pomyślał; ktoś, kto wie, co dzisiaj robią w samochodzie dzieci na tylnym siedzeniu.

Co ciekawe, w Kalifornii można clarity kupić w wersji... wodorowej na ogniwa paliwowe. Słowem przyszłość. Tutaj, w Kanadzie, za nieco ponad 40 tys. dol. otrzymamy do ręki duży sedan na 5 osób. Nowy ontaryjski rząd anulował program dofinansowania samochodów elektrycznych, a zatem przy okazji tego zakupu nie możemy spodziewać się rządowego czeku na 14 tys. dol. Nie ma też już dofinansowania instalacji stacji ładowania w domach prywatnych. Naładowanie do pełna clarity ze zwykłego gniazdka zabierze nam 12 godzin, co może nie jest najgorzej, jeśli używamy auta jedynie do dojazdów do pracy, ale w przypadku przerwy w podróży zupełnie nie do przyjęcia. Dla 240-woltowej stacji ładowania czas ten skraca się do 2,5 h.

Clarity to tzw. hybryda plug-in, czyli, możemy ją doładować prądem z zewnątrz, a nie generowanym przez wewnętrzny silnik spalinowy pojazdu. Honda clarity jeździ też wyłącznie na prądzie – to znaczy silnik spalinowy (czterocylindrowy, o poj. 1,5 l) nie jest podpięty do napędu, a zasila prądnicę. W zależności od trybu jazdy (mamy do dyspozycji 3 – normalny, sportowy i oszczędnościowy) ładowanie elektryczne starcza na ok. 80 km, po czym jedzie się już na benzynie.

Samochód jest bardzo cichy w środku. Posiada nawet alarmy dźwiękowe ostrzegające przed zostawieniem go z włączonym silnikiem (bo go prawie w ogóle nie słychać). Motor elektryczny daje 181 koni mechanicznych (łączna moc elektro-spalinowa wynosi 212 KM) i to on napędza koła przednie, będąc jednocześnie przekładnią, tradycyjnej przekładni auto nie posiada i napęd obrotowy silnika elektrycznego idzie bezpośrednio na koła. Nie jest to więc nawet bezbiegowa przekładnia CVT, lecz proste zespolenie silnika i kół. Posiadana moc, sprawia, że auto prowadzi się bezpiecznie i pewnie. Nawet w przypadku najbardziej „mułowatego” trybu mamy bowiem zawsze do dyspozycji pełnię mocy uzyskiwaną po gwałtownym wciśnięciu pedału gazu „do dechy”.

Clarity możemy dostać w dwóch wersjach; wyższa touring to 43.900 dol. – cztery tysiące drożej od podstawowej.

Clarity z pewnością daje przedsmak przyszłości, to swego rodzaju platforma rozwojowa dla koncernu. Za głównego konkurenta wozu uznać można volta.

Rynek elektryczny powoli powiększa się, o czym świadczy choćby to, jak często widuję na torontońskich ulicach tesle. Zniesienie zachęt i upustów rządowych nieco spowolni ten wzrost, ale go nie zahamuje.

Na koniec zaś po raz kolejny wyrażę zdziwienie, że żaden z producentów hybryd czy aut wyłącznie elektrycznych, jak nissan leaf, nie oferuje dokładanych baterii – znacząco zwiększających zasięg. Do każdego telefonu komórkowego czy tabletu możemy podłączyć przez USB zewnętrzną baterię, dlaczego takiej zewnętrznej baterii nie można dokupić do samochodu? Trudno zrozumieć.

Inną śmieszną rzeczą jest to, że nawet w tak futurystycznych autach jak clarity mamy gniazda na zapalniczki elektryczne do papierosów zamiast wejść USB – a to przecież przez micro USB dzisiaj ładuje się wszystkie gadżety. I większość z nas musi dokupować adapter.

To takie tylko małe podpowiedzi.

Wasz Sobiesław

Opublikowano w Moto-Goniec
piątek, 27 lipiec 2018 11:11

Kwintesencja Ameryki. Pojemny i niedrogi

Dodge journey 2018 to auto dla młodej rodziny, która potrafi liczyć; z wersją sześciocylindrową przyjemny w prowadzeniu.

Dzisiaj wracamy do prezentowania nowych modeli i na tapetę idzie pojazd, którym trudno jest zaszpanować czy wyróżnić się w tłumie, za to z pewnością jest bardzo praktyczny i niedrogi.

Dodge journey 2018 to mały SUV produkowany od kilku ładnych lat w bardzo mało zmienianych wersjach.

Model 2018 w skrócie można przedstawić następująco:

Wersja podstawowa napędzana jest przez czterocylindrowy silnik 2,4 l, co większość użytkowników uzna za niewystarczające, dlatego bardziej popularnym silnikiem jest 3,6-litrowa szóstka, tradycyjny silnik Chryslera o mocy 283 KM. Wielu nabywców decyduje się też na napęd na 4 koła, choć ja nie widzę większego sensu.

W wersji podstawowej samochód ma napęd na przednie koła. Z mniejszym silnikiem możemy wziąć na hol do 450 kg, czyli niezbyt dużo, ale już silnik sześciocylindrowy pozwala na 1134 kg; czyli łódka swobodnie się tu mieści.

W sumie journey to bardzo praktyczna alternatywa dla minivanów produkowanych przez Chryslera. Samochód ten pomimo swojej „szarości” jest nadal bardzo popularny.

Mamy w nim 3. rząd foteli, a więc podróżować może do 7 osób, choć w tym 3. rzędzie raczej osoby mikrej postury. Journey zaczyna się u dilera już od 23.000 dol., czyli jak na SUV-a bardzo mało. W roczniku 2018 jest przekładnia sześciobiegowa automatyczna. Zużycie paliwa nie jest rewelacyjne, ale też nie przeraża; w mieście to podchodzi pod 13 l, a na autostradzie jest nieco ponad 9 l. Zbiornik starcza mniej więcej na 700 km.

Wielu kierowców chwali sobie duży wyświetlacz środkowy i dobry system infotainment. Samochód wyposażony jest w kontrolę trakcji, stabilizację, zapobieganie roll-over i ma 7 poduszek powietrznych. Koła 17-calowe, felgi aluminiowe. Jedną z największy zalet jest pojemność tego auta; po złożeniu siedzeń włożymy do środka pół słonia.

Chrysler daje standardowo gwarancję 60.000 km lub 3 lata na wszystko, a następnie przenoszenie napędu 5 lat lub 100.000 km. Jak już powiedziałem, większość pewnie będzie wolała wziąć journeya z szóstką; silnik Pentastar jest naprawdę bardzo udany, cichy i wyważony. Z tym silnikiem w wersji SXT dostaniemy również automatyczne światła przednie i lepsze zawieszenie

Jeśli chodzi o jakość wykonania, samochód produkowany jest w Meksyku i opinie są przeciętne. Jest to auto o typowo amerykańskich zaletach; bardzo wygodne, obszerne i (z szóstką) niepozbawione mocy, w sam raz dla rodziny z małymi dziećmi na dorobku. Samochód ma również elektroniczną kontrolę stabilizacji oraz przeciwdziałanie huśtaniu naczepy w przypadku holowania. Ponieważ auto produkowane jest od bardzo dawna, można utargować sporą kwotę.

We wczesnych modelach użytkownicy skarżyli się na tanie plastikowe panele wnętrza, ale model 2018 zaskakuje szytą tapicerkę z elementami skórzanymi i skóropodobnymi.

Słowem, zanim zrezygnowani, przytłoczeni dziećmi zdecydujemy się na minivana, przejedźmy się SUV-em journey, który na pewno, jeśli chodzi o wrażenia kierowcy, da nam i więcej adrenaliny, a prawdopodobnie będzie dla nas tak samo praktyczny.

Jeśli chodzi o cenę, trudno znaleźć cokolwiek bardziej konkurencyjnego; nawet wśród propozycji Hyundaia czy KIA,

o czym donosi Wasz Sobiesław

Opublikowano w Moto-Goniec
poniedziałek, 28 maj 2018 16:15

Dodge, który rozpędza się sam

Fiat Chrysler wycofuje ponad 5,3 miliona pojazdów sprzedanych w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie z powodu problemów z wyłączaniem tempomatu (cruise control). Producent radzi kierowcom, by nie korzystali z tej funkcji do czasu wgrania nowego oprogramowania. Teraz gdy funkcja tempomatu jest włączona, podczas przyspieszania może wystąpić błąd. Wtedy samochód nie reaguje na wciskanie pedału hamulca, nie można też wyłączyć funkcji cruise control przyciskiem. Pomaga tylko zmiana biegu na „Park”. Żeby zatrzymać auto trzeba przełączyć bieg na neutralny i hamować na siłę. Problem wykryto podczas sprawdzania komputerów pokładowych w samochodach.

Nie ma żadnych doniesień o wypadkach spowodowanych usterką. Fiat Chrysler przeprowadził przegląd skarg składanych przez klientów i znalazł jedną, w której chodziło o wadliwe działanie tempomatu. Skarga wpłynęła do National Highway Traffic Safety Administration od kierowcy z Olathe, Kansas, który jechał wypozyczonym dodge’em journey z 2017 roku. Miał na liczniku około 70 mil na godzinę, gdy nagle wycieraczki same się włączyły. Samochód przyspieszał i nie mógł przestać, a tempomatu nie dało się wyłączyć. Kierowca hamował z całej siły, mówi, że hamulce się paliły, i udało mu się w końcu jakoś zjechać na pobocze. Przełączył wtedy bieg na parkowanie.

Do naprawy wycofanych jest 15 modeli jeepa, dodge’a i ram z sześciu lat, z silnikami benzynowymi i automatyczną skrzynią biegów. 4,8 miliona zostało sprzedanych w USA, 490 000 w Kanadzie i nieznana liczba w Meksyku. Klienci mają dostać powiadomienia. Modele, w których mogą występować usterki to: Ram 1500 (model 2014-19), Ram 2500, 3500, 4500 i 5500 (modele z lat 2014-18); Chrysler 200 (model 2015-17), Chrysler 300 (model 2014-18), Chrysler Pacifica (2017, 2018); Dodge Challenger (2014-18), Dodge Charger, Journey i Durango (modele z lat 2014-18); Jeep Cherokee i Grand Cherokee (2014-18) i Jeep Wrangler z 2018.

Opublikowano w Wiadomości kanadyjskie
piątek, 25 maj 2018 07:51

Chevrolet Bolt EV 2018

Jeśli „elektryk”, to wcale nie tesla. Chevrolet bolt jest dużo tańszy i „poręczniejszy”.

Coraz więcej mamy samochodów elektrycznych na drogach. Spotkałem jakiś czas temu kolegę, który opowiadał, że jego sąsiad kupił za 10.000 dol.  elektrycznego fiata 500 ze Stanów Zjednoczonych i nie może się nachwalić; przede wszystkim tego, że jeździ prawie za darmo. Niedługo zaś potem kolega elektryk przyszedł z propozycją ogłoszenia; instaluje powiem ładowarki do samochodów elektrycznych na 240 V – to te drugiego stopnia, które ładują o wiele szybciej niż normalne gniazdko. Mówi, że zapotrzebowanie na nie jest olbrzymie, tym bardziej że można dostać dofinansowanie od rządu. 

        Od rządu Ontario można też dostać dofinansowanie na same samochody elektryczne. Od tego roku wygląda ono trochę inaczej niż do tej pory; mianowicie my – podatnicy – przestajemy już dofinansowywać elektryczne samochodu kosztujące ponad 75.000 dol., dawniej musieliśmy się dokładać do tych luksusowych aut. Tak więc dofinansowanie w Ontario maksymalnie wynosi 14.000 dol. do ceny samochodu. Zależne jest od liczby pasażerów, jakich zdolny jest przewieźć dany samochód, oraz tego czy jest całkowicie elektryczny i jak daleko na prądzie jest w stanie przejechać, czyli od zasięgu. 

        Najbardziej popularnym w Ameryce samochodem elektrycznym – uwaga, uwaga – nie jest wcale tesla. 

        Najbardziej rozsądnie kupimy bowiem chevroleta bolta. Bolt w Ontario kosztuje od 44.000 dol., ale można właśnie wykorzystać program rządowy i dostać z powrotem 14.000, co oznacza że płacimy 30.000 za samochód, który przewozi 5 osób, ma pojemny bagażnik, jest zgrabnym hatchbackiem i ma maksymalny zasięg w granicach 400 km. Producent podaje 380 km na jednym ładowaniu. 300 km jest więc osiągalne w każdych warunkach, zaś wspomnianą ładowarką naładujemy bolta w 9,5 h, czyli przez noc. Ontario oferuje program dofinansowania instalacji i zakupu stacji ładowania – 50% kosztów zakupu do kwoty 500 dol.  plus 50% kosztów instalacji do kwoty również 500 dol. Dotyczy to stacji ładowania tak zwanego poziomu drugiego, czyli 220 V. Bolt ponadto jest całkiem zrywny; ma silniki elektryczne napędzający przednią oś o mocy 200 KM, co oznacza, że do 96 kilometrów na godzinę rozpędza się w 6,5 sekundy. Kabina jest obszerna, choć dosyć plastikowa. Nie jest to przecież auto z wyższej półki, lecz po prostu elektryczny samochód o bardzo dużych bateriach. Podobnie jak nissan leaf, bolta prowadzi się jednym pedałem, choć mamy też pedał hamulca. Wygląda to tak że musimy przycisnąć pedał do pewnej pozycji, po której samochód rusza, a następnie jeżeli od tej pozycji pedał puszczamy, auto samo zaczyna nam zwalniać, jednocześnie zamieniające energię ruchu na ładowanie bakterii. Hamowanie takie odzyskuje nam trochę energii elektrycznej; oczywiście przy ostrym hamowaniu musimy użyć tradycyjnego hamulca. 

        Jeśli chodzi o ładowanie, musimy zdawać sobie sprawę, że kosztuje ono inaczej w różnych miejscach; w domu jest najtańsze, a w publicznych najdroższe, zwłaszcza w tych umożliwiających szybkie załadowanie samochodowych baterii. Bolt ma ładowanie uzależnione od lokalizacji, co pozwala wykorzystać nocne ceny za prąd.

        Samochód wyposażony jest w kamery, które w wersji premier oferują dookolną widoczność. Bolt jako drugie auto w rodzinie to bardzo dobry wybór. O ile bowiem jazda na Kaszuby może być na granicy zasięgu, a do Montrealu wymaga koniecznej przerwy na doładowanie, o tyle jeżdżenie po mieście do pracy i z pracy nie przedstawia żadnych problemów. Zwłaszcza jeżeli mamy zamontowaną w domu stację szybkiego ładowania baterii 

        Baterie mają pojemność 60 kWh i dlatego właśnie bolt może dojechać prawie 400 km. Cały ten zestaw objęty jest ośmioletnią gwarancją (lub 160.000 km) O ile więc tesla przypomina elegancki samochód dobrej klasy, to bold jest po prostu takim elektrycznym aveo.

        W konsoli znajdziemy dwa wyświetlacze, jeden 8-calowy, nad kolumną kierownicy, który wyświetla stan baterii, naładowanie, dystans, jaki jesteśmy w stanie przejechać, prędkość i tym podobne rzeczy – oczywiście można tutaj to wszystko zmieniać przyciskami na kierownicy. Po prawej stronie znajduje się duży wyświetlacz, ponad 10-calowy, w którym również dostępna jest nawigacja, muzyka, gdzie możemy podłączyć nasz telefon. 

        Jak na elektryczny samochód przystało, chevrolet bolt ma gadżety coraz bardziej standardowe, czyli automatyczne hamowanie przed przechodniem, ostrzeżenie przed opuszczeniem pasa ruchu czy ostrzeżenie przed samochodem jadącym w martwym punkcie. Auto wyposażone jest w dziesięć poduszek powietrznych i zbudowane na bazie wysokowytrzymałej stali.

        Podsumowując, bolt jest jedną z najbardziej rozsądnych opcji zakupu samochodu elektrycznego w Ontario. Pewnie że nie będziemy nim tak zwracać uwagi, jak posiadacze tesli, i nasz zasięg będzie odrobinę mniejszy, ale zapłacimy dużo, dużo mniej, a dostaniemy całkiem zgrabny i dostosowany do elektrycznego napędu samochód. 

        A mnie tak na koniec tak całkiem „po polsku” przychodzi  myśl, czy nie można sobie dokupić zewnętrznych baterii – tak jak możemy dokupić zewnętrzną baterię do ładowania różnych elektronicznych gadżetów. Jeśli mamy, na przykład, pojechać do takiego Montrealu w jedną czy dwie osoby, to zupełnie spokojnie moglibyśmy zabrać do bagażnika baterię akumulatorów i gdyby dało się je zespolić i łatwo podłączyć do tych głównych – mielibyśmy zapasowy „bak”. W ten sposób naprawdę moglibyśmy uczynić z bolta bardzo użyteczne auto na co dzień. Zachęcam, by jakaś złota rączka o tym pomyślała. Jest interes do zrobienia. W końcu baterie są ogólnie dostępne i jeśli w bagażniku mamy miejsce, moglibyśmy mieć ich o wiele więcej, a wówczas może nawet zasięg 700 km byłby całkiem osiągalny. Dla bezpieczeństwa można by też było wozić po prostu zestaw zapasowy, który gdyby nieopatrznie skończył się nam prąd w głównych bateriach, podłączalibyśmy i jechali dalej. Tyle z mojej strony o samochodach, do których przekonuje mi się dosyć trudno. Wychowałem się w czasach ładnie grających motorów i ręcznych przekładni ze sprzęgłem. Nowoczesności sypać piasku w tryby jednak nie warto,                

o czym zapewnia Wasz Sobiesław 

Opublikowano w Moto-Goniec

Szanowni Państwo, dzisiaj znów o Syrenie Meluzynie, a to dlatego, że p. Arek Kamiński nie ustaje w boju o restytucję polskiej marki samochodu. Jego pasja jest godna podziwu –

o czym z zapewnia Wasz Sobiesław.

Firma AK Motor Polska przedstawia technologię, na której będzie oparta elektryczna Syrena.

        AK Motor Sp. z o.o., oficjalnie zaangażowana w proces wskrzeszenia samochodu Syrena, uchyla rąbka tajemnicy na temat technologii, jaką zastosuje w nowych  autach. 

        Spółka zdecydowała, aby w swoim modelu biznesowym nie koncentrować się na tworzeniu od podstaw własnej technologii, lecz by skorzystać z oferty firm, które specjalizują się w tej dziedzinie. Chce stworzyć sieć partnerską, która pozwoli na efektywną współpracę w celu realizacji tak wielkiego przedsięwzięcia, jakim jest reaktywacja polskiej marki samochodowej Syrena.  Osiągnięcie tego celu jest możliwe tylko dzięki zastosowaniu kluczowych kompetencji każdego z partnerów biznesowych. W przypadku technologii, na jakiej oparta będzie budowa elektrycznych Syren, AK Motor wybrała do współpracy profesjonalistów, dysponujących wiedzą i doświadczeniem, którzy gwarantują innowacyjność, a przy tym niezawodność auta.  W ten sposób firma AK Motor umożliwia rozwój wyspecjalizowanym polskim spółkom.

         Ludzie pytają nas, jak duża jest nasza firma? Odpowiedź jest prosta, „mała, lecz wielka”. Chcę, aby AK Motor rozwijała się jako firma „sieciowa”.  Jest to rozwiązanie przyszłości.  Każdemu zależy na sukcesie Syreny, byłem o tym całkowicie przekonany i wiedziałem, że ten fakt przyciągnie do tego projektu najlepszych partnerów w każdej dziedzinie, która nas interesuje. Jako firma sieciowa, AK Motor jest „ciałem centralnym”, dookoła którego obracają się satelitarne firmy partnerskie w naszym konsorcjum. Ponadto, uważam, że wiele polskich firm może tylko skorzystać, współpracując z nami nad Syreną. Paradoksalnie, przy współpracy sieciowej  w konsorcjum z naszymi lojalnymi partnerami technologicznymi, rozwojowymi i produkcyjnymi, nasz cały zespół tworzy potężny polski koncern samochodowy, koncern z największym doświadczeniem w produkcji polskich samochodów. Mogę zdradzić, że pewien podmiot polskiego rządu uznał ostatnio, że technologia, którą chcemy zastosować w naszych Syrenach, jest najlepsza w kraju do polskiego samochodu elektrycznego – powiedział Arkadiusz Kamiński, prezes AK Motor Polska Sp. z o.o.

View the embedded image gallery online at:
http://www.goniec.net/tag/samochody.html#sigProIdff388c1ade

Teraz trochę o samej technologii:

         Syrena Meluzyna E3 – to konfiguracja 3-drzwiowa w stylu hatchback.  W aucie jest 5 miejsc siedzących.  Jest też więcej miejsca nad głową dla pasażerów z tyłu niż w dwudrzwiowej Syrenie Meluzynie. Pojemność bagażnika samochodu z tylnymi rozłożonymi siedzeniami wynosi około 1153L, a z siedzeniami złożonymi (w pionie) 550L. Masa pojazdu gotowego do jazdy to 1500 kg (w tym akumulatory trakcyjne 320 kg). Podzespoły elektryczne do Syreny Meluzyny E3 nie istnieją jedynie w teorii, są gotowe do użycia.  Aktualnie, firmy współpracujące z AK Motor przy projekcie Syreny dostosowują wszystkie podzespoły do wymagań elektrycznej Syreny Meluzyny (firmy te pochodzą z Polski). Syrena Meluzyna E3 będzie posiadać wysokoobrotowy silnik klatkowy z przekładnią planetarną redukcyjną o prędkości 24000 obrotów na minutę.  Maksymalna ciągła moc znamionowa jest na poziomie 52 kW, z chwilową mocą do 120 kW (przez 30 sekund). Napęd jest chłodzony płynem. Zastosowana została jedna, przednia oś napędowa. W planach jest też wersja terenowa z napędem na cztery koła, przy użyciu dwóch silników elektrycznych. Moc falownika znamionowa wynosi 150 kW, z napięciem maksymalnym zasilania o 800 VDC.  Samochód będzie wyposażony w modułowe akumulatory trakcyjne o pojemności 20 kWh, 30 kWh lub 40 kWh, w zależności od wersji pojazdu. Zaoferowanie samochodu w kilku wersjach pozwoli na optymalizację ceny zakupu, a co za tym idzie, jego większą dostępność dla potencjalnych klientów. Akumulatory będą skonstruowane z uwzględnieniem bezpieczeństwa zderzeniowego, jak i elektrycznego użytkowników. Masa akumulatorów będzie wynosić, w zależności od pojemności odpowiednio: 200 kg, 300 kg i 400 kg.

        W samochodzie przewidziano dwa systemy ładowania akumulatorów:

        A) z wykorzystaniem jednofazowego gniazda elektrycznego i wbudowanej ładowarki.

        B) z wykorzystaniem złącza CCS Combo 2 i dedykowanej szybkiej ładowarki zewnętrznej z wykorzystaniem prądu stałego (50 kW). 

        Zastosowanie zewnętrznej, szybkiej ładowarki ma wiele zalet, takich jak: skrócenie czasu ładowania, wykorzystanie tej samej ładowarki przez wielu użytkowników, optymalizacja wykorzystania przyłącza energetycznego. Złącze typu CCS Combo 2 zostało określone jako wymagane w przypadku punktów ładownia prądem stałym przez Dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/94/UE. Typowe ładowarki zewnętrzne w standardzie CCS Combo 2 mają moc równą 50 kW (choć standard przewiduje większe moce). W związku z tym czas szybkiego ładowania do 80% SOC, zależnie od pojemności akumulatorów, będzie wynosił od 20 min do 40 min, natomiast czas ładowania akumulatorów do 100% SOC wyniesie od 24 min do 48 min. Możliwe jest dalsze skrócenie czasu ładowania, jednak typowe rozwiązania rynkowe dostępnych ładowarek oferują właśnie moc na poziomie 50 kW. W przypadku domowego punktu ładowania (jednofazowy o mocy 7,4 kW) czas ładowania będzie wynosił od 5 do 9 godzin.

Wymiary Syreny Meluzyny E3: (mm) Rozstaw Osi - 2508 Rozstaw kół - przód - 1530  Rozstaw kół - tył - 1530  Długość - 4063  Szerokość - 1800  Wysokość - 1493  Prześwit pod samochodem z przodu – 170 Opony - 225/50R17

        Syrena Meluzyna RE – Sport wciąż pozostaje bliskim tematem dla AK Motor, jest spójna z wizerunkiem firmy i idealnie wpisuje się kierunek rozwoju marki Syrena.  Pod koniec 2015 roku AK Motor Polska przedstawiła Syrenę Meluzynę R, jako pierwszy nowy samochód pod marką Syrena, który był dostępny na rynku od roku 1983, w serii limitowanej do 25 sztuk. Aktualnie, pozostało jeszcze 20 sztuk Syreny Meluzyny R do zamówienia i chociaż ostatecznie firma, podążając za trendami przyszłości, zgodnie z wyznaczonym kierunkiem, dotyczącym motoryzacji w Polsce, zdecydowała się na samochody elektryczne (co spowodowało, że promocja na spalinowe auta wyścigowe została ograniczona), firma AK Motor chętnie wyprodukuje pozostałe auta na potrzeby wyścigowców, jeśli będą dalsze zamówienia. Ta oferta jest ciągle aktualna. W niedalekiej przyszłości podane zostaną również informacje dotyczące elektrycznego samochodu wyścigowego pod nazwą Syrena Meluzyna RE. Od zawsze, sport wyścigowy był najlepszym sposobem na przetestowanie nowych technologii i w tym kierunku będzie podążała również marka Syrena. 

Źródło: AK Motor Polska Sp. z o.o.                    

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. www.newsyrena.com,  

Opublikowano w Moto-Goniec
piątek, 13 kwiecień 2018 07:31

Toyota 4runner

        Gdyby toyota 4runner miała jeszcze silnik wysokoprężny, można byłoby ją spokojnie wziąć na wojnę…

Miejmy nadzieję, że wiosna jest już za rogiem i niebawem będzie całkiem ciepło, a zatem pora na przynajmniej pobieżny przegląd naszego samochodu po zimie. 

        Trudno to przecenić, ale najważniejsze są płyny; oczywiście zaczynamy od  oleju silnikowego – wypada więc, żebyśmy sprawdzili patykiem, ile go jest i w jakim kolorze, lepsze samochody mają elektroniczne sprawdzanie poziomu, więc tych posiadaczy aut to nie dotyczy.

        Druga rzecz to płyn chłodzący i tu warto wiedzieć, jaki jest używany w naszym samochodzie – czerwony, jak w wielu autach General Motors, czy zielony, uzupełniamy NA ZIMNYM SILNIKU do właściwego poziomu, a jeśli brakuje bardzo dużo, sprawdzamy, czy gdzieś nam nie wycieka, czasem wyciek potrafi być bardzo mały, ale w ciągu kilku miesięcy poziom  znacząco się obniża. 

        Kolejna rzecz to płyn hamulcowy i pozostałe.

        Oczywiście od czasu do czasu płyny powinniśmy wymieniać; to wszystko zależy od tego, ile kilometrów przejeżdżamy i w jakich warunkach – mówią o tym instrukcje. I do nich powinniśmy się stosować. (Jeśli nie mamy ich do naszego auta, można ściągnąć z Internetu.)

        Wielu z nas, posiadaczy starszych samochodów, ogranicza się do wymiany wyłącznie oleju, a tymczasem wymiana płynów to jedna z tych rzeczy, które wydatnie przedłużają żywotność naszego auta. Warto wiedzieć, kiedy płyn był wymieniany ostatnio – to ważne jest, zwłaszcza jeżeli kupujemy samochód z drugiej ręki.

        Jeśli mamy automatyczną skrzynię biegów, to również powinniśmy sprawdzić poziom i wyczyścić filtry. Tak więc oczywiście bez przesady, ale racjonalnie i z głową podejść powinniśmy do właściwego serwisowania wszystkich tych systemów, w których coś tam płynie. 

        To tak na początek, dzisiaj bowiem chciałbym wrócić do samochodu, który już „napocząłem”, a mianowicie toyoty 4runner, czyli prawdziwego SUV-a o właściwościach terenowych. 

        4runner nie wszystkim będzie się podobał, zwłaszcza nie tym, którzy kochają miękką jazdę, ale jest to samochód, który spokojnie można wziąć na wojnę. Co prawda, w środku, jak na auto, którego cena zaczyna się od 45.000 dol., razić mogą tanie plastiki, ale nie o wygląd w tym SUV-ie chodzi. Jest to autentyczny samochód terenowy, którym podróżować może wygodnie do 7 osób, przestronny i silny, ma możliwy do zablokowania tylny dyferencjał, automatycznie rozłączany, osłonową płytę pod silnikiem, kontrolę zjeżdżania z góry na cztery koła i wiele różnych elektronicznych udogodnień; oczywiście zintegrowaną nawigację na ponad 6-calowym ekranie z kamerą tylną. 

        Napędzany jest przez 270-konny sześciocylindrowy silnik czterolitrowy, który pali 12 l w jeździe autostradowej i ponad 14 l w jeździe miejskiej, można tym autem holować do 2268 kg, więc możemy pojechać na wczasy z całkiem niezłą przyczepą; do tego dochodzi wiele systemów poprawiających bezpieczeństwo – 8 poduszek powietrznych i przestrzenie absorbujące energię zderzenia. Jeśli powiem jeszcze, że jest to auto na tradycyjnej ramie z zespołem napędowym jak w pick-upie, to dopełni obraz tego naprawdę nieudającego niczego samochodu. 

        Oczywiście nie jest to pojazd dla kogoś, kto szuka przestronnego crossovera, którego miło prowadzi się po mieście i który ma charakterystykę jazdy przypominającą samochód osobowy; to jest prawdziwa terenówka, która dobrze czuje się na szutrowych i błotnistych drogach, a nawet leśnych duktach. Pozytywne jest też to, że można toyotę 4runner konfigurować na wiele różnych sposobów, od czego zależy cena. 

        4runner ma bardzo dobre oceny i użytkowników oraz opinię niezawodności, którą Toyota wypracowała niemal wszystkimi swoimi modelami. 

        Tak więc, jeśli chcemy mieć pojazd, w którym będziemy się czuć pewnie, niezawodny, zdolny do omijania dróg, to jest to SUV dla nas. 

        Jedyne, co można dodać, od czego tego rodzaju samochód zyskałby bardzo wiele, to gdyby był napędzany silnikiem Diesla; silnik wysokoprężny to jest to, co rzeczywiście pozwalałoby to auto wziąć na wojnę 

o czym zapewnia Wasz Sobiesław

Opublikowano w Moto-Goniec
Strona 1 z 8