Goniec

Register Login

piątek, 13 luty 2015 15:53

Hakowanie aut osobowych...

Już za godzinkę, już za minutkę... zaraz się zacznie torontońska wystawa samochodowa, a na niej same piękne auta w towarzystwie pięknych kobiet – jak to kiedyś mówiono – "szybkie kobiety, piękne samochody". Wystawa rozpoczyna się w piątek, 13 lutego, i potrwa do 22 lutego. Wszystko do obejrzenia w budynku Convention Centre. Family pass na rodzinę – dwie osoby dorosłe i dwoje dzieci (można wybrać się ze znajomym kolegą, w końcu nikogo ze względu na płeć nie wolno dyskryminować) – kosztuje 45 dol.

Trendy motoryzacyjne nie są ciekawe, powiem ze smutną łezką w oku. Przede wszystkim dlatego, że nowoczesne auta wpychają kierowcę na siedzenie dla pasażera – coraz więcej czynności jest automatyzowanych, coraz więcej czynności wykonuje za nas maszyna – sama może jechać po autostradzie, utrzymywać odległość, parkować, hamować. Słowem, zabiera nam całą radość kierowania, a pozostawia (na razie) podejmowanie decyzji.

Nie waham się powiedzieć, że czuję się przez to odzierany z człowieczeństwa.

W tym roku na wystawie ma być wiele wozów wyglądających na bardzo wyścigowe, co – powiem szczerze – jest wysoce perwersyjne. Dlaczego? No bo, jaki pożytek z posiadania maszyny zdolnej rozwijać 300 km/h i rozpędzać się w trzy sekundy do setki, kiedy wleczemy się taką rakietą noga za nogą po zatłoczonych ulicach. Potem dochodzi do takich żałosnych incydentów, że łapią faceta w lamborghini, zabierają mu auto na tydzień i zawieszają prawo jazdy, bo w strefie 40 jechał 80 km/h na drugim biegu...

Tu wraca temat prędkości na naszych autostradach, 100 km/h to naprawdę szybkość, przy której większość współczesnych aut, nie tylko tych wyścigowych, męczy się i wzdycha.

Cóż poradzić – Wisły kijem nie zawrócisz – stąd też moje narzekania.

Z drugiej strony, uzależnienie współczesnych samochodów od elektroniki staje się problematyczne nie tylko dlatego, że nie wiemy, od czego samemu zacząć najprostszą naprawę, ale też z powodu nowych machinacji, jakie elektronika w samochodach dopuszcza.

Już dzisiaj większość samochodów gromadzi poufne informacje na nasz temat, rejestrując to, jak i gdzie jeździmy. Problemem jest też brak zabezpieczeń przed atakiem hakerskim. Tak, tak, nie tylko nasze komputery mogą zostać "zhakowane", samochody również, zaś producenci, mimo że pakują pod maskę mnóstwo urządzeń bezprzewodowych, zupełnie nie dbają o ich zabezpieczenie.

Amerykański senator Edward Markey zapytał niedawno oficjalnie główne koncerny o sposoby zabezpieczenia aut przed elektronicznym włamaniem i okazuje się, że prawie żaden producent nie chroni systemów ani przed przejęciem przez hakera, ani przed wykradzeniem informacji osobistej.

Tymczasem udowodniono już, że przy pomocy urządzeń wi-fi można spowodować nagłe przyspieszenie samochodu, włączenie wyłączenia świateł, włączenie sygnału dźwiękowego, zmodyfikowanie pracy prędkościomierza i innych wskaźników...

Nowoczesny samochód przeciętnie zawiera 50 elektronicznych urządzeń kontrolujących – procesorów sterujących czynnościami mechanicznymi. Żaden z wielkich producentów nie zbiera też informacji o przypadkach włamania do systemów samochodu. A można się włamywać choćby za pomocą aplikacji smartfonowych pracujących w Bluetooth. Nie ma też żadnych zabezpieczeń przed implantowaniem wirusa w samochodowych komputerach, co może nawet doprowadzić do niebezpiecznych sytuacji na drodze.

Do tego dochodzi kradzież informacji – samochody już dzisiaj zbierają na nasz temat całe stosy danych m.in. z systemów nawigacyjnych. Wiele wyposażonych jest w urządzenia pozwalające na ich unieruchomienie przez dilera (np. kiedy zalegamy z płatnościami, czy też eksploatujemy samochód w sposób niezgodny z podpisaną umową leasingową).

I proszę sobie wyobrazić, że to wszystko jest za nasze pieniądze, sami za to płacimy!

Jaki stąd wniosek?

•••

Tymczasem opublikowano niedawno zestawienie najlepiej sprzedających się aut w Kanadzie. Trudno się dziwić, że na pierwszym miejscu jest wieloletni faworyt honda civic – po piętach depcze jej hyundai elentra, co jest olbrzymim sukcesem koreańskiego koncernu.

Łącznie w Kanadzie jeździ po drogach 1,8 mln hond civic.

Oto pierwsza piątka:
1. Honda civic 66,057
2. Hyundai elantra 50,420
3. Toyota corolla 48,881
4. Mazda3 40,974
5. Chevrolet cruze 34,421

A to furgony:
1. Ford F-Series 125,277
2. Ram pickup 86,590
3. GMC sierra 48,046
4. Chevrolet silverado 41,959
5. Toyota tacoma 9,973

Osiem z najlepiej sprzedających się w Kanadzie dziesięciu aut sprzedawanych jest za cenę poniżej 20 tys. dol., a dwa za cenę poniżej 25 tys. dol. (ford fusion i honda accord odpowiednio miejsca 9. i 10.).

Jak widać, raczej nie szalejemy z wydatkami na samochody. A jak to się ma do ubezpieczenia? – Oczywiście koszt ubezpieczenia zależy nie tylko od marki, ale gdyby zależał, to najtaniej ubezpieczyć hyundaia accenta, który na liście najpopularniejszych aut znalazł się na miejscu 7., a następnie volksvagena jettę – miejsce 6. na liście najlepiej sprzedających się marek, następnie idą honda accent i ford fusion. Co ciekawe, na końcu listy, czyli tam, gdzie ubezpieczenie jest względnie drogie, plasuje się toyota corolla – druga na liście najchętniej kupowanych aut osobowych.

Warto o tym wszystkim pomyśleć, rozsądnie planując kupno nowego wozu.

No a o ekstrawagancjach to napiszę za tydzień, już po wystawie.

O czym zapewnia
Wasz Sobiesław

Opublikowano w Moto-Goniec
piątek, 30 styczeń 2015 23:18

Jeśli masz BMW.... Wyspy dobrej roboty

Znaleźć dobrego mechanika to znaleźć prawdziwy skarb. Porównywalny być może jedynie ze znalezieniem dobrego lekarza. Jeśli jeździmy czymś, na co gwarancje dawno już zgubiło, zły mechanik potrafi nieźle zajrzeć nam do kieszeni. 

Długo zastanawiałem się, czy pisać o moich przygodach z mechanikami i czy reklamować ostatnie odkrycie.

Od jakiegoś czasu jestem bowiem klientem RMP Motors.

Jak do nich dotarłem? -– Po pierwsze gdy kupowałem moje 323, sprzedawca dał mi cały plik rachunków z seriwsowania auta – przez minione 6 lat wystawiane były przez jeden i ten sam zakład – właśnie RMP. Podjechałem, żeby sprawdzić to i owo... Potem przez Internet, szukając zakładów wyspecjalizowanych w serwisie BMW, niezdzierających z ludzi i znających się na rzeczy, znów trafiłem właśnie na RMP Motors.

RMP Motors naprawia i obsługuje głównie BMW, ale też inne "importy". Zakład ma w GTA kultowy status wśród posiadaczy beemek.

Po pierwsze, ekipa Rocco Marciellego to ludzie od BMW; ludzie kochający te auta. Sam Rocco Marcielli ściga się też na torach w BMW
Po drugie, jestem zachwycony ich serwisem. Jakością pracy i słownością.

A. Umawiają się z tobą jak do dentysty, proponując konkretną godzinę.

B. W ciągu godziny naprawiają samochód. Koniec, kropka. Mają na miejscu części, pracują tak jak ekipa mechaników w pit-stopie – bo też mają właśnie takie doświadczenie serwisowe – z wyścigowych pit-stopów. W ciągu godziny klient dostaje z powrotem kluczyki i jedzie do domu.

Żadnego "przyjdź Pan jutro" – żadnego "nie mam tej części, musimy czekać". Żadnego zostawiania samochodu na cały dzień!

Wymiana pompy wodnej, łożysk, amortyzatorów, wszystko w godzinę, jak w zegarku, bez marnowania niczyjego czasu.

C. Pierwszy raz zobaczyłem zakład samochodowy, który ma na podłodze płytki ceramiczne – to raz – a dwa, że są one tak czyste jak moje w kuchni.

Ani plamy oleju, wszystko wysprzątane, umyte. Cała podłoga pod podnośnikami jest taka, że można w skarpetkach chodzić.

D. Ci ludzie mają doświadczenie, oni "robią" po prostu setki BMW w miesiącu. Robią sprawnie i po rozsądnych cenach.

Mankamentem jest to, że daleko od Mississaugi, bo w okolicy Hwy 27 i Steeles. Początkowo się bałem, no bo jak stamtąd wyjechać autobusem, jak im zostawić samochód. Okazało się jednak, że model biznesowy, jaki stosują, pozwala spokojnie czekać na naprawę, podziwiając "akcję".

Rocco Marcielli specjalizuje się też w tuningu BMW i ma wśród klientów wielu samochodowych "wariatów", którym fabryczne BMW nie wystarcza i skorzy są nieco auto podrasować.

Powiem szczerze, że to nie jest tekst reklamowy; nie mam z nimi żadnego układu ani nie mrugnęliśmy do siebie okiem. Po prostu ujął mnie fakt, że w tym kraju, gdzie tyle rzeczy schodzi ostatnio na psy, gdzie – jak powiedziałem na wstępie – dobry mechanik to wymierający gatunek, są jeszcze wyspy "dobrej roboty".

RMP Motors Rocco Marcielli to jedna z nich.

O czym zapewnia Wasz Sobiesław.

Opublikowano w Moto-Goniec
sobota, 24 styczeń 2015 13:27

Zimowe auto

"Jest zima, a więc musi być zimno" – głosi kultowe powiedzonko z "Misia". A jeśli jest zimno i śnieg, a my na dodatek mamy gdzieś wyjechać, czy to na narty, czy do znajomych, no to dobrze mieć samochód zimowy.

Trudno zaprzeczyć, że jednym z najlepszych takich aut na zimę jest subaru outback.

SUV, to czy nie SUV, może kombi. Jak zwał, tak zwał – silny bokser pod maską, wygodna kabina, napęd na cztery koła i przyczepność konkurująca jedynie z pazurami. Tak w skrócie można określić outbacka rocznik 2015.

Co jeszcze po stronie plusów? Uznana jakość i bardzo dobra widoczność z fotela kierowcy.

Zespół przenoszenia napędu i silnik nie zaskakują wielbicieli marki, a do wyboru mamy dwa "boksujące się" motory: cztero- i sześciocylindrowe. Boksujące, czyli płaskie i krótkie dzięki czemu obniża się środek ciężkości pojazdu i poprawia przyczepność. Mniejszy silnik ma pojemność 2,5 litra, większy 3,6. Model podstawowy 2.5i sprzedawany jest z ręczną przekładnią sześciobiegową – reszta z przekładnią stożkową bezbiegową (CVT).
Ta skrzynia zastąpiła w bieżącym roku modelowym pięciobiegową przekładnię automatyczną.

Subaru outback po prostu tylko czeka, by na nim położyć kajak, narty czy deskę żaglową. Jeśli ktoś planuje częstą jazdę w górach, to oczywiście powinien wybrać mocniejszą, bo 256-konną szóstkę.

Warto dodać, że wszystkie outbacki wyposażone są obecnie w Incline Start Assist oraz Hill Holder System, przez co auto nie ucieka nam do tyłu na wzniesieniach i podjazdach, kiedy musimy się zatrzymać.

W 2015 roku modelowym, producent zadbał o poprawienie spalania, a to m.in. przez zwiększenie aerodynamiki.

Subaru zawsze chciał uchodzić za samochód kontrkulturowy i lekko zbuntowany, tym samym wykończenie kabiny pasażerskiej pozostawiało nieco do życzenia. Tym razem też jest podobnie, choć kabina jest bardzo funkcjonalna.

Nie lubię pisać o luksusowych dodatkach, bo mniej więcej wszędzie są takie same – wszędzie można sobie je zamówić jako opcję.

O to proszę się już samemu zapytać w naszym ulubionym dealershipie Marinos Autogroup.

Wiele przemawia za tym, że subaru outback to idealne rozwiązanie dla młodej rodziny z dziećmi, lubiącej często wypuścić się za miasto.

Ile to wszystko kosztuje? Od 28 tys. do 38 tys. dol. Pali toto 12 litrów po mieście i 8,6 litra na trasie – więc znośnie.

Co mile zaskakuje, jednym ze standardowych elementów wyposażenia jest sterowany głosem system nawigacyjny z 7-calowym ekranem czy kamera patrząca do tyłu.

Jedno jest pewne – auto można z czystym sumieniem polecić każdemu wymagającemu klientowi, teściowej nie wykluczając,

o czym zapewnia
Wasz Sobiesław

Opublikowano w Moto-Goniec
sobota, 10 styczeń 2015 14:05

Gadżet do starego auta

W ubiegłym tygodniu pisałem o upgrade'ach Tesli, okazuje się, że obecnie na upgrade'y samochodowe coraz większa jest moda. Mnie się to podoba, bo może zamiast wyrzucać całość auta na złomowisko, wystarczy powymieniać to czy tamto i mieć pojazd na kolejne lata? Tak w końcu robi się od dawna z samolotami – dostają nowe silniki, unowocześnia się przyrządy w kokpicie itd.

Francuska firma Parrot, producent znanych dronów, ale też innych urządzeń elektronicznych, oferuje od niedawna zestaw, którym możemy nasze stare, lekko podniszczone auto podrasować na całkiem nowoczesne. Niewielka skrzyneczka ma ekran dotykowy i kamerę, pozwala też bezprzewodowo podłączyć telefon komórkowy i sterować nagłośnieniem oraz wieloma urządzeniami wewnątrz samochodu.

Jest również podpięta pod pokładowy komputer, tak że możemy uzyskać dane o pracy silnika czy stylu własnej jazdy. Kamera nie tylko nagrywa obraz, ale może nas ostrzegać przed zmianą pasa, koniecznością gwałtownego hamowania czy przy parkowaniu itp. Słowem, dostajemy do ręki urządzenie, które wprowadza nas w świat elektroniki samochodowej dostępnej w najnowszych modelach.

Cały system jest kompatybilny z 90 proc. samochodów jeżdżących obecnie po drogach...



KIA forte koup - sport na kołach

Dziwne są nazwy samochodów, wiadomo, że pracują nad nimi całe sztaby ludzi, dlatego nie powinno nikogo zaskakiwać, że jakaś nazwa nie jest napisana poprawnie. Tak właśnie wymyśliła sobie KIA, która od kilku lat oferuje model forte koup.

Ten dwudrzwiowy samochód ma nawet zapewnić sportowe doznania, przy niewygórowanej cenie (od 21 tys. do 29 tys. dol.).

Kia forte koup 2015 SX to druga generacja modelu coupe, którą możemy kupić z 6-biegową przekładnią ręczną lub automatyczną (1200 dol. dopłaty) oraz silnikami o bezpośrednim wtrysku albo 2-litrowym DOHC 173 HP lub 1,6 litra z podwójnym doładowaniem o mocy 201 HP. Oferta obejmuje także różne gadżety i wyposażenie wnętrza.

Koła – 17- albo 18-calowe.

Co ciekawe, spalanie, zaplanowane w przedziale 7-10 litrów, jest mniejsze przy przekładni automatycznej – co nie zdarza się tak często.

Niewielki silnik jest bardzo zrywny, a to dzięki zastosowaniu podwójnego turba – moment zamachowy uzyskuje maksymalne wartości bardzo szybko, większość mamy już przy 1750 rpm.

Model z automatyczną przekładnią ma elektryczny układ kierowniczy z trzema różnymi nastawieniami: Comfort, Normal i Sport.

Mocy mamy pod dostatkiem, w przypadku turba nie ma odczuwalnego żadnego spowolnienia dystrybucji. Samochód nieźle trzyma się drogi, więc można śmiało twierdzić, że to jeden z udanych sportowych coupe, jakie możemy dostać na naszym rynku.

Nowy rok niesie zresztą wiele ciekawych rzeczy dla ludzi lubiących szybką jazdę – zaskoczyć nas pewnie może niebawem Ford. Wszystko to zobaczymy już za minutkę, no bo 12 lutego rusza salon samochodowy Detroit, jedna z najciekawszych imprez na kontynencie.

Opublikowano w Moto-Goniec
niedziela, 04 styczeń 2015 01:23

Niezłe dociśnięcie do fotela

O tym, co w tym roku może być nowego, pisałem już w poprzednim numerze, dlatego dzisiaj żadnego wróżenia z fusów już nie będzie, za to same fakty i jak co roku skoncentrujemy się na tym, co naprawdę rewolucyjne, czyli na Tesli.

Mikołaj Tesla – to największy geniusz XX wieku, którego prace nadal owiane są mgiełką tajemnicy – podobno skonstruował samochód, który nie potrzebował żadnego zasilania, a napędzany był dzięki poruszaniu się Ziemi w polu elektromagnetycznym.

Tak czy owak, powinno nam to uświadomić, że Bogiem a prawdą energia jest nam dana od Pana Boga darmo, jak cała reszta świata, woda czy powietrze, i jedynie ludzie, którzy wszystko widzą w kategoriach handlowych, traktują ją jak towar. Energia powinna być darmowa, i pewnie kiedyś będzie.

Na razie na energo-Prometeusza wciąż czekamy, więc pozostaje nam śledzić rozwój pojazdów Tesla Motors.

W roku 2015 Tesla zapowiedziała wypuszczenia na rynek upgradowanego roadstera. Bo też roadster był jej pierwszym projektem, na którym od 2008 roku zdobyła masę doświadczenia. Wzorowany na platformie lotusa tesla roadster produkowany był do 2012. W tym roku jego właściciele liczyć mogą na znacznie zmodernizowaną wersję napędu – zasięg samochodu został zwiększony o 40 – 50 – proc. do 400 mil na pojedynczym ładowaniu – jest to ok. 640 km.

Przyznać trzeba, że liczba robi wrażenie. Oznacza to ni mniej, ni więcej tylko wygodną podróż do Montrealu z zapasem na jazdę po mieście, a następnie nocne podładowanie (w Montrealu Tesla uruchamia megastację i dealership), a następnie powrót do Toronto. 640 km to znaczy, że jedziemy na cottage do Muskoki tam i z powrotem bez oglądania się na ładowanie akumulatorów.

Wzrost zasięgu osiągnięto dzięki zestawowi baterii o energii 70 kWh, a także zmniejszeniu oporów toczenia poprzez instalację nowych opon i poprawę aerodynamiki.

Oczywiście nie trzeba nikomu tłumaczyć, że roadster Tesli to samochód, który mówi do kierowcy: "niech moc będzie z tobą".

Tesla została założona przez Elona Muska, byłego dyrektora PayPala, outsidera przemysłu motoryzacyjnego i dzisiaj pokazuje starym dziadkom ze stetryczałej Wielkiej Trójcy, że odrobina szaleństwa nigdy nie zaszkodzi, zwłaszcza zaś nie zaszkodzi przy budowie prawdziwie innowacyjnych maszyn.
To powiedziawszy, jest rzeczą oczywistą, że tesla to nadal samochód elitarny – wspomnianego roadstera wyprodukowano tylko w liczbie ok. 2600 egzemplarzy.

Jeśli chodzi o przyjemność prowadzenia, to przy silnikach elektrycznych przyspieszenie nabiera zupełnie nowego znaczenia – roadster Tesli przyspiesza do 100 km/h na godzinę w 3,7 sekundy. Oznacza to niezłe dociśnięcie do fotela.

W ramach aktualizacji tesla roadster 3.00 otrzymał więc lepsze fotele oraz 7-calowy ekran wyświetleniowy. Wszystko to możliwe jest do zamontowania w istniejących roadsterach. Po prostu, Tesla mówi nam, że tak jak możemy zmienić wersję windowsów z 7 na 8, podobnie możemy upgradować samochody. Cukierek – nieprawdaż?

Nie jest to też pierwszy upgrade Tesli, w 2010 roku oferowała roadstera 2.5.

Firma zamierza też wkrótce oferować całkiem nowe nadwozie dla tych wozów.

Prócz takich fanaberii, nadal w planach jest model 3, czyli auto bardziej dla Kowalskiego, w zakresie cenowym nieco ponad 30 tys., oferujące zasięg 400 mil.

Zanosi się więc na prawdziwą rewolucję, bo, jeśli Tesla odniesie sukces, pójdą za nią inni.

A teraz z innej beczki. Używają może Państwo map Google'a? Nie zastanawialiście się, skąd Google czerpie informacje o natężeniu ruchu? W większości krajów cywilizowanych, w tym i w Polsce, dostępna jest funkcja Google Traffic – po jej włączeniu uzyskujemy podgląd na to, co stoi, a co jedzie – w trzech kolorach – czerwone oznacza, że stoi, żółte – porusza się znacznie poniżej limitu prędkości, zielone – jedzie z i ponad limit.

Jak Google to robi? Mają drony? Patrzą z kosmosu? Skąd wiedzą, że oto przed światłami stoją auta i ruch jest na czerwono, a zaraz ruszą i jest na zielono? Skąd wiedzą 5 minut po wypadku, że jest tam korek? Policja ich informuje? Mają podsłuch radiowy?

Otóż nie!

Drodzy Państwo, oni to wiedzą od nas! Google Traffic polega bowiem na crowdsourcingu – czyli komputerowej analizie danych z bardzo wielu źródeł. Jakich źródeł? Otóż naszych telefonów komórkowych! Każdy, kto używa aplikacji Google Map na smartfony, pozwala tej aplikacji "zwrotnie" na transfer danych o położeniu telefonu oraz o jego prędkości, zaczerpniętych z GPS.

Google po prostu "widzi", z jaką prędkością poruszają się telefony, w których zamontowana jest aplikacja Google Maps, a ponieważ aplikacja ta jest w setkach milionów iPhonów i smartfonów pracujących na androidzie, system Google Traffic jest bardzo wiarygodny. Im bardziej zaludnione są dane miejsca, tym bardziej jest pewny i w większości wielkich metropolii można na nim śmiało polegać.

Google zaś obiecuje, że dane z naszych komórek są wykorzystywane zupełnie anonimowo. No, ale gdyby ktoś potrzebował, to każdy z nas jest do namierzenia. Stąd też moje prognozy, że niedługo dane z GPS-ów posłużą do wyliczania płatności podatku drogowego (jeden z powodów, dla których państwo patrzy spode łba na Teslę – to, że gros podatków drogowych jest w benzynie, a nie w prądzie). Można ten system wykorzystać do karania nas za przekraczanie prędkości – automatycznie bez konieczności zatrzymywania przez policję – można też uzależnić opłaty drogowe od prędkości, z którą się poruszamy – po prostu możliwości są nieskończone.

Idzie nowe, idzie XXI wiek, jest niezła jazda. Dlatego życzę Państwu zdrowia i wielkiej radości z poruszania się na kołach.

Do Siego Roku!
Sobiesław Kwaśnicki

Opublikowano w Moto-Goniec
piątek, 14 listopad 2014 21:45

Infiniti Q50 2015

Pisałem w ubiegłym tygodniu o tym, jak mieć tanio luksusowy samochód, dlatego dzisiaj trochę o aucie, które kosztuje sporo, ale daje ponadprzeciętną przyjemność jazdy – zacznijmy od infiniti Q50, na który można sobie pozwolić już od 37 tys. dolarów, a auto konkuruje tutaj ze znanymi niemcami, czyli BMW – 3, 2 oraz audi, a także z acurą TL Hondy. Za najdroższy model zapłacimy nieco ponad 50 tys. dol.

Zaczynając od rzeczy podstawowych: wszystkie modele, a mamy do dyspozycji 5 (łącznie z hybrydą), mają silnik sześciocylindrowy, o mocy 328 KM i spalaniu ok. 12 litrów po mieście.

Wszystkie też mają automatyczną skrzynię, 7-biegową z ASC Adaptive Shift Control, z automatycznym dostosowaniem obrotów silnika przy redukcji biegów. Niestety, w Q50 nie ma oferty standardowej ręcznej przekładni, za to możemy zamówić model z "inteligentnym" napędem na cztery koła, który się włącza, kiedy trzeba.

Aż mi się nie chce opisywać wszystkich elektronicznych systemów, które kontrolują ten samochód – to co tylko możemy sobie wyobrazić w branży – tam jest. Np. elektroniczny system dystrybucji siły hamowania.

Skrzynia – jak wspomniałem – jest automatyczna, ale oczywiście wyposażona w możliwość ręcznego określenia biegu – wszystko bez sprzęgła – i bardziej dynamicznej jazdy.

Jedną z ciekawostek jest oferta systemu steer-by-wire – kierownica jest fizycznie odseparowana od układu skręcającego koła, na podobnej zasadzie jak działa lotniczy system fly-by-wire, odcinający bezpośredni hydrauliczny wpływ na stery. A zatem kołami skręcają silniki elektryczne, sterowane systemem odczytującym ruchy kierowcy. Pozwala to na lepsze wspomaganie pracy kierowcy.

System został zaprojektowany z uwzględnieniem wymogów bezpieczeństwa. W infiniti zastosowano klasyczną kolumnę, ale tuż za modułem odczytującym ruchy kierownicą zamontowano sprzęgło rozłączające. Jak już cała elektronika odmówi posłuszeństwa, sprzęgło z powrotem połączy kierownicę z kołami "na sztywno" – a więc nie mamy tutaj możliwości wypadku z powodu np. ustania zasilania systemu podczas jazdy.

Sterowaniem kołami zajmują się dwa silniki elektryczne otrzymujące informacje z modułu sterującego. Ale nie jest to przełożenie stałe. System pozwala na włączenie pomocy jazdy na wprost i pokonywania łuków w ramach systemu ATC (Active Trace Control).

Jadąc jednym pasem, system namierza obydwa końce pasa i rozpoczyna wspieranie kierowcy w jego zamierzeniach. Podczas jazdy na wprost przy wyprostowanej kierownicy nie są potrzebne korekty kierownicą. Komputer sam w minimalnym zakresie koryguje tor jazdy.

Analogicznie działa to na łukach, gdzie minimalnie za słaby skręt kierownicy dostanie niewielkie wsparcie ze strony komputera. Uczucie jest dosyć dziwne, bo niespotykane, ale można szybko do niego przywyknąć. Nie ma jednak obaw o utratę kontroli. Jeśli nie skręcimy na łuku, komputer nas w tym nie wyręczy. Q50 ułatwia prowadzenie na długich trasach, ale umówmy się, czy ktoś, kto lubi sam prowadzić auto, rzeczywiście potrzebuje takiego wspomagania? Jest to doskonała ilustracja kierunku, w jakim nawet wśród modeli sportowych zmierza dzisiejsza motoryzacja.

Steer-by-wire ma zalety także podczas nagłych manewrów. Np. ominięcie przeszkody jest w Q50 łatwiejsze. Wynika to z inteligentnego oprogramowania, które rejestrując nagły ruch kierownicą, skraca przełożenie układu kierowniczego. Oznacza to, że kąt skrętu kierownicy może być znacznie mniejszy niż przy klasycznej przekładni – tak jakbyśmy to zrobili małą rajdową kierownicą.

Kolejna zaleta daje o sobie znać podczas jazdy po nierównościach. Po puszczeniu kierownicy pozostaje ona w pozycji na wprost, bo nie ma odwrotnego przełożenia z kół na kierownicę. Układ ma za zadanie nie dopuścić do takiej sytuacji i zawsze zachowuje się, jakbyśmy kurczowo trzymali kierownicę!

A zatem – ponad 300 koni pod maską i supersystemy elektronicznego wspomagania jazdy sprawiają, że nowe infiniti Q50 prowadzi się niczym auto Jamesa Bonda. Choć oczywiście na razie nie ma jeszcze wersji unoszącej się w powietrzu, o czym z niejakim rozczarowaniem zapewnia

Wasz Sobiesław.

Opublikowano w Moto-Goniec
czwartek, 06 listopad 2014 14:36

Lexus, acura, infiniti - Luksus prawie darmo

Wspomniałem tydzień temu o porównaniu finansowych kalkulacji zakupu starego bmw oraz nowego samochodu amerykańskiego średniej klasy i słusznie zostałem "zjechany" za ten przykład.

Stare bmw, mimo produkcji w RFN, mają wiele złych opinii – moim zdaniem polegają one bardziej na uprzedzeniach niż faktach.

W czym problem? Otóż, jak większość niemieckiej technologii, jest to samochód, który wymaga dobrego utrzymania. Do tego stopnia, że dilerzy bmw oferowali w cenie zakupu darmowe kilkuletnie serwisowanie swych modeli. Samochód źle znosi brak troski właściciela i w tym sensie jest zupełnie odmienny w filozofii od – powiedzmy – AK-47, który to pistolet maszynowy gniotsa i nie łamiotsa i strzela nawet w stanie kompletnie zardzewiałym.
Niestety wiele posuniętych w latach bmw było swego czasu molestowanych przez młodzież, bo też jest to marka popularna wśród dorastających dzieci – oczywiście mówię o starszych modelach.

Jeśli więc mamy nadzieję rzeczywiście trochę naszym bmw pojeździć i nie pakować w naprawy fortuny, to przede wszystkim zwróćmy uwagę, od kogo kupujemy auto i kto był wcześniej właścicielem/właścicielami. Jeśli zaś chodzi o naprawy, nie dajmy się nabierać, znajdźmy sobie przez Internet ludzi wyspecjalizowanych w bmw – jest na terenie GTA kilka kultowych przybytków tego rodzaju, niektóre obsługiwane przez zakochanych w tej marce.

Wymienionych kłopotów nie będziemy mieli z azjatyckimi luksusowymi samochodami – ostatnio natrafiłem w "Globe and Mail" na tekst Neila Vorano, który zachwala kilka z nich.

Acura, lexus, infiniti to są pewniaki. Wiele z tych aut kupimy grubo poniżej 12 tys. – co znów znacznie poprawi naszą sytuację, gdy chodzi o deprecjację – a taka acura RL jest w stanie, gdy chodzi o niezawodność, przyćmić niejedno bmw. Jeśli pozwolimy sobie na coś po 2005 roku to, na przykład, przy wywoławczej cenie 11 480 dol., dostaniemy auto na 18-calowych felgach z letnimi oponami i 17-calowych z zimowymi, z 10-głośnikowym systemem nagłośnienia BOSE, z podgrzewanymi i chłodzonymi skórzanymi siedzeniami, dodatkowo zapamiętującymi położenie, systemem rozpoznawania głosowego, no i oczywiście 300-konnym silnikiem V-6. Przyjemne w prowadzeniu (choć oczywiście smakoszy "niemieckiej" jazdy może lekko rozczarować), ciche i zrywne.

Gdy ktoś woli toyotę zamiast hondy (acura to luksusowa marka tej ostatniej), może oczywiście wybrać lexusa LS430. Jest to kawał luksusowego samochodu, ma napęd na tylną oś i 4,3-litrową ósemkę dającą 290 KM. Znów jednym z mankamentów, zwłaszcza dla młodszych kierowców, może być zbytnio luksusowa jazda – wyciszona, wytłumiona, wyizolowana od nawierzchni. Opcji nie będą wymieniał, proszę sobie tylko wyobrazić, że jedną z nich są siedzenia masujące kierowcy zadek. Czy może być coś lepszego na długiej trasie?

Pobieżne rozeznanie na kijiji daje nam cenę 8800 dol. za auto z 2002 roku i z przebiegiem 197 tys., co jak na ósemkę jest tyle co nic, z pakietem luksusowym czy też premium. Z pewnością nie jest to samochód dla zbuntowanej młodzieży, ale dla wielu z nas stanowić może niezawodny przybytek jeżdżącego luksusu.

Inna marka polecana przez Neila Vorano to infiniti Q45, tu porównanie z bmw może być jak najbardziej na miejscu, bo jeśli poprzestaniemy na rocznikach 2002–2004, możemy sobie zafundować coś, co do 100 km/h rozpędza się w nieco ponad 6 sekund, a to za sprawą 4,5-litrowej ósemki o mocy 340 KM. Napęd na tylne koła może być zimą powodem wielu radości – jest to tylko kwestia przyzwyczajenia. Wśród luksusowego wyposażenia znajdziemy sterowany głosem nadmuch i klimatyzację oraz opony, na których dojedziemy nawet wówczas, gdy złapiemy gumę. Infiniti to luksusowa marka znanego azjatyckiego koncernu – Nissana. Radziłbym kupować model po 2003 roku, kiedy to Q45 został znacząco zmodernizowany i otrzymał lepsze przełożenia w skrzyni biegów, co poprawiło spalanie i dynamikę jazdy. Luksusowe wyposażenie? Nie warto wymieniać, co jest, bo ten sprzedawany pierwotnie za 70 tys. dol. pojazd miał chociażby (od 2002 roku) sterowany głosem system nawigacyjny. Czyli możemy mu po prostu mówić, gdzie chcemy jechać, a on nas tam wykieruje. Pobieżny sprawdzian kijiji daje nam np. infiniti z 2003 roku za 7500 dol. i przebiegiem 186 tys. km.

No cóż, z pewnością nie są to samochody skłaniające piękne kobiety do odwrócenia głowy, ale jeśli cenimy wygodę, a do tego lubimy sobie od czasu do czasu docisnąć gaz; jeśli chcemy mieć coś niezawodnego i jednocześnie we wszystkim może nawet lepszego od mercedesa – to jest to wybór dla nas. Jednak jeśli chcemy auto trzymać długie lata i kochamy twardą beznamiętną siłę bmw, no to niestety żaden japończyk jej nie zastąpi.

O czym ze smutkiem informuje Wasz Sobiesław.

Opublikowano w Moto-Goniec
czwartek, 16 październik 2014 23:11

Honda CRV 2015

Wracamy dzisiaj do naszych koni roboczych, czyli samochodów "pociągowych", niezawodnych, pakownych i oszczędnych. Jednym z absolutnych faworytów tej kategorii jest honda CRV klasyfikowana jako Compact Crossover Utility, czyli CUV.

Auto napędzane jest czterocylindrowym 16-zaworowym, 185-konnym silnikiem z napędem na cztery koła (większość wersji). W modelu 2015 jest to nowa jednostka.

Hondy CRV jeżdżą po drogach od 1995 roku i zdobyły już sobie wielu wiernych zwolenników. Po civicu, CRV jest najważniejszym modelem Hondy w Kanadzie, dlatego wszelkie zmiany i ewolucja modeli są dogłębnie przemyślane.

Oczywiście CRV idzie z duchem czasu i wspomniany silnik ma wtrysk bezpośredni, przez co jest bardzo wydajny. Wycisnąć 185 KM z 2,4 litra to jest wyzwanie, tym bardziej że spalanie przeciętne (miasto/autostrada) wynosi 7,6 litra na sto w przypadku napędu na przód i 8,3 litra w przypadku napędu na cztery koła. W porównaniu z modelem 2014, o 11 proc. wzrósł moment zamachowy silnika (torque).

W 2015 roku wszystkie modele mają bezstopniową automatyczną skrzynię biegów CVT oraz napęd na cztery koła – za wyjątkiem modelu podstawowego LX.

Zachwyca przestrzeń przedziału bagażowego – 1054 litry oraz 2007 litrów po złożeniu tylnego siedzenia. To wszystko za dużych rozmiarów klapą tylną.

Oczywiście, Honda oferuje całą gamę różnych opcji i gadżetów; m.in. nawigację satelitarną na siedmiocalowym kolorowym wyświetlaczu dotykowym.

Cena auta – całkiem rozsądna – od 25 990 dol. za podstawową wersję do 35 790 dol. w najwyższej wersji, touring. W tejże mamy do dyspozycji dwa wysoko zaawansowane systemy elektronicznego wspomagania kierowania – Collission Mitigation Braking System oraz Lane Keeping Assist System, jak również adaptacyjny tempomat pozwalający na utrzymywanie stałej odległości od samochodu jadącego przed nami.

Powyższe systemy automatycznego hamowania przed kolizją, jak też utrzymywania samochodu w pasie ruchu jeszcze niedawno były oferowane jedynie w luksusowych autach, dzisiaj to szara codzienność.

W górnych czterech wersjach mamy do dyspozycji Lane Watch – kiedy włączamy prawy kierunkowskaz kamera zamontowana pod lusterkiem bocznym pokazuje nam sytuację na drodze po prawej stronie auta, wyświetlając obraz na ekranie konsoli. Jeśli dodać do tego fakt, że kierowca siedzi w miarę wysoko i ma bardzo dobrą widoczność we wszystkich kierunkach, możemy stwierdzić, że jest to bardzo poważny atut bezpieczeństwa jazdy.

My tu w Kanadzie mamy specjalnie ułożoną krajową wersję SE zawierającą bogatą ofertą opcji za w miarę dobrą cenę – prawdopodobnie będzie to najlepiej sprzedająca się wersja modelu.

Tak więc, z pewnością nowe CRV nie będzie ustępować liczbą sprzedanych egzemplarzy dotychczasowym. Jeśli zaś myślimy o jeździe próbnej i kupnie, to oczywiście z ręką na sercu polecam naszych zaprzyjaźnionych sprzedawców z Marino's AutoGroup – gdzie znajdą Państwo wyśmienitą obsługę w języku polskim,

o czym zapewnia Wasz Sobiesław


Japońska Toyota Motor Corp. poinformowała w środę o zawróceniu do naprawy – łącznie 1,67 mln samochodów. Akcja odbywa się dobrowolnie i ma na celu zaradzenie trzem fabrycznym usterkom, m.in. wadliwej pompie hamulcowej (master cylinder), co może prowadzić do nieprawidłowego zadziałania hamulców. W e-mailu rozesłanym do agencji prasowych koncern stwierdza, że nie są mu znane jakiekolwiek przypadki zranienia czy śmierci w wypadkach spowodowanych przez te defekty. 1,05 mln samochodów zostanie naprawionych w samej Japonii, a 615 tys. poza granicami. Akcja obejmuje modele crown majesta, crown, noah, voxy, corolla rumion i auris, jak również kilka modeli lexusa.

W kwietniu Toyota nawróciła do naprawy 6,39 mln samochodów na całym świecie, a dwa miesiące później kolejne 2,3 mln w związku z wadliwymi napełniaczami poduszek powietrznych.

Obecnie druga wada dotyczy samochodów toyoty, w których zamontowano niewłaściwe przewody paliwowe – w najgorszym wypadku może to powodować pożar. Inna naprawa to wymiana fuel evaporative emission control unit.

Opublikowano w Moto-Goniec
niedziela, 05 październik 2014 23:50

KIA sorento 2015

Co prawda jesienne kolory dopiero zaczęły wykwitać w lasach, ale czuć już w powietrzu nadciągającą zmianę.

Dlatego czas, by z nieco większym zainteresowaniem popatrzeć na nasze cztery koła. Nasze auta też nie lubią zimy.

Pierwsze, o czym należy pomyśleć, to czy na pewno mamy w spryskiwaczu płyn odporny na mrozy. Latem wielu kierowców leje do spryskiwacza zwykłą wodę albo jakieś płyny z dodatkami na muchy drogowe; jeśli to zostanie na zimę – może porozsadzać instalację. No a właśnie zimą spryskiwacz jest rzeczą prawdziwie niezbędną.

Drugi "punkt kontrolny" to oczywiście opony. I tu pytanie, wymieniać, nie wymieniać na zimowe? Pisałem już na ten temat wielokrotnie. Są różne opinie, a ponieważ ostatnio kupiłem auto z dodatkowymi oponami zimowymi na felgach – no to żal nie założyć. A kiedy? Doświadczeni ludzie mówią, że gdy średnia temperatura dobowa w ciągu dnia spadnie do regularnych 7 stopni. Dodajmy, że w przypadku opon zimowych bezpieczna głębokość bieżnika to minimum 3,5 mm. Nie warto też zakładać opon starszych niż 6 lat – stara guma zaczyna tracić swe właściwości.

Dobrze to wszystko mieć w pamięci.

Kolejna sprawa, zabezpieczenie antykorozyjne – koszt ok. 130 – 150 dolarów. Opłaca się, jeśli zamierzamy nasze auto potrzymać dłużej. Najlepszą strategią zakupową jest uwzględnianie deprecjacji. – Czyli np. kupowanie auta 3-4-letniego i jeżdżenie przez 6 lat. Zabezpieczenie antykorozyjne zwróci się w cenie zadbanego samochodu. Znów mamy tutaj różne szkoły myślenia, bo różne są podejścia.

Tyle o zmianach pogodowych.

Gdy już jesteśmy przy zimie, no to wciąż aktualne ostrzeżenie, które każdy właściciel nawet najlepiej wyposażonego SUV-a powinien mieć w głowie – Panie, Panowie, tak, wasze auta przejadą bez problemów przez wielkie zaspy, napęd na cztery koła jest cudowny, ale... Nie zmienia to wszystko faktu, że prowadzicie bardzo masywne pojazdy, do tego podwyższone, które przy poślizgach bocznych lubią się przewracać i lądować w rowach. Tak więc, gdy spadnie pierwszy śnieg, wszystkim właścicielom SUV-ów powinno zapalić się pomarańczowe światełko.

A jeśli SUV? Popatrzmy na KIA sorento, średniowymiarowy SUV produkowany od 2002 roku przez koreański koncern. Rocznik 2015 to już trzecia generacja tego coraz bardziej poprawnego samochodu. Nowe sorento, w zależności od konfiguracji, może przewozić od 5 do 7 pasażerów i jest budowane na wspólnej platformie z kia sedona. Samochód składany jest w amerykańskich zakładach Hyundaia i Kia w West Point w Georgii.

Kia sorento przeszła długą drogę i obecnie jest to dojrzały SUV z dobrymi osiągami i dobrej jakości. Cena zaczyna się od 40 tys. dol. Mamy do dyspozycji 6-biegową, automatyczną przekładnię, silniki rzędowy, czterocylindrowy o mocy 191 KM lub sześciocylindrowy w układzie V, 3,3 litra z bezpośrednim wtryskiem i mocą 290 KM. Sorento można holować do ponad półtorej tony.

Spalanie przy czwórce 2,4-litrowej to 11,8/8,7 litra przy napędzie na przód i 12,2/9,4 przy napędzie na cztery koła; przy szóstce spalanie z napędem na przód to 12,7/9,0 litra oraz 13,4/10 litra przy włączonym napędzie na wszystkie koła.

Samochód posiada elektroniczną stabilizację Torque Vectoring Cornernig Control.

Sorento jest obszernym SUV-em, stylistyka Petera Schreyera sprawia, że auto jest w środku o wiele większe niż się wydaje i może nim wygodnie jechać siedem osób w trzech rzędach foteli.

Oczywiście tak jak w przypadku Hyundaia, możemy spodziewać się, że wiele rzeczy, które w innych modelach są za dodatkową opłatą, w sorento będą wliczone w koszt danej opcji. To sprawia, że w dzisiejszych czasach jest to samochód wart jazdy próbnej.

O czym zapewnia:
Sobiesław Kwaśnicki

Opublikowano w Moto-Goniec
sobota, 27 wrzesień 2014 22:41

Audi A3. Inżynier powie "ach"

Na początek przepraszam za brak ubiegłotygodniowej relacji – w sumie nie był to żaden urlop, tylko zatrucie pokarmowe – strułem się jak dziki mops – najwyraźniej grupa bakcyli postanowiła mi zafundować darmową kurację odchudzającą.

Przy okazji zacząłem się zastanawiać nad pewną konkretną sprawą – bo akurat była taka potrzeba. Otóż, czy skserowany ownership jest ważny?

Jest to o tyle istotne, że na przykład, gdy biorę samochód żony, to czy muszę ją również przymuszać, by za każdym razem wygrzebywała ze swych przepastnych torebek oryginalny ownership, czy też mogę sobie zrobić kopię, wozić ze sobą i w razie czego pokazać policji?

Na pytanie to w wheels.ca odpowiada konstabl policji regionalnej York Andy Pattenden.

– Otóż HTA (czyli ustawa o ruchu drogowym Highway Traffic Act) zezwala kierowcy na posiadanie przy sobie jedynie "wiernej kopii" ownershipu – czyli ksera obu stron wraz z aktualnym stickerem. Z drugiej strony, papierek ubezpieczeniowy tzw. pink slip musi być jednak oryginalny.

Konstabl Doug Lewis z OPP wręcz zaleca noszenie przy sobie kopii, bo w razie kradzieży dokumentu i samochodu trudniej jest coś z takim autem zrobić, gdy nie posiada się oryginalnych papierów.

A więc wystarczy wzajemnie zaopatrzyć się z drugą osobą w domu w ksero papierów, by od czasu do czasu móc bezproblemowo wymienić się na samochody.

Jest to ważna rada.

•••

Wróćmy do samochodów, tym razem do auta, którego tu w ogóle jeszcze w tej rubryce nie było – do audi. Podobnie jak BMW, "audiki" cieszą się sympatią rodaków. Trudno, by było inaczej, skoro jest to dobrze, po niemiecku dopracowany kawałek maszyny.

W 2015 roku będziemy mogli sobie kupić w Ameryce A3 – model projektowany specjalnie z myślą o mieszkańcach naszego kontynentu.

A3 2015 jest o ok. 7cm krótszy od swego głównego konkurenta,czyli mercedesów klasy CLA, a jego wymiary są prawie identyczne co sedana A4 sprzedawanego w latach 1995–2001. Składane według elastycznej architektury MQB, auto dzieli również podzespoły z golfem GTI MkVII czy audi TT 2016.

Projektowane wedle tradycyjnych minimalistycznych standardów, na oko A3 niewiele odbiega od linii, do których Audi zdążyło nas przyzwyczaić. Złożenie środka kabiny jest superprecyzyjne, materiały – jakościowo najlepsze, co daje wrażenie niezłego luksusu.

Jednym z miłych akcentów jest "panoramiczny" szyberdach. Wspaniały system nagłaśniający każe przypuszczać, że tym razem targetem tego modelu audi jest Gen Y.

Jak to już jest w audi w zwyczaju, możemy wybrać między modelami z napędem na przednie koła a quattro. Do dyspozycji mamy też dwie wersje silnika – 1,8-litrowy ze 170 KM i 2,0-litrowy – 220 KM.

Dla osób potrafiących ładnie dysponować mocą w ręcznej skrzyni biegów, 170 KM absolutnie wystarcza i daje niezłą satysfakcję. Oczywiście jest ona jednak zmącona świadomością, że jest jednak coś lepszego i można mieć coś więcej.

Recenzenci, którzy mieli quattro z 2.00 w rękach, zachęcają, by nie skąpić 3 tys. dolarów różnicy między modelami – i jednak kupować wy-ższą wersję, a to m.in dlatego, że –paradoksalnie jest ona oszczędniejsza, gdy idzie o spalanie.

Do wyboru mamy trzy skrzynie biegów, od w pełni ręcznej, po 6-biegowy automatik z możliwością sportowej jazdy i bezsprzęgłowego własnoręcznego zmieniania biegów.

Czy przekonam do A3 zagorzałych zwolenników BMW? Z pewnością nie, czy do audi przesiądą się ludzie, którzy jeżdżą mercedesami? Pewnie nie, marki te mają duży magnes lojalności i wytwarzają rzesze wiernych.

Ale, jeśli ktoś chce skosztować niemieckich towarów motoryzacyjnych, to z pewnością można radzić, by zaczął od audi. Bo nie pożałuje.

O czym zapewnia Wasz Sobiesław.

Opublikowano w Moto-Goniec