Goniec

Register Login

piątek, 06 październik 2017 08:09

Szlakami bobra: Dzikie indyki

        Kanadyjski Thanksgiving, w przeciwieństwie do amerykańskiego, korzeniami sięga Europy i święta plonów. Pierwsze Święto Dziękczynienia w Ameryce Północnej odbyło się w 1578 roku. Angielski odkrywca Martin Frobisher dotarł do Nowej Fundlandii i chciał podziękować w ten sposób za szczęśliwą podróż do Nowego Świata. Miało to miejsce 43 lata przed przybyciem pierwszych osadników do Plymouth w Massachusetts i słynną ucztą dziękczynną z Indianami, na której pamiątkę USA celebrują to święto. Przez setki lat świętowano Thanksgiving w Kanadzie w końcu października lub na początku listopada, a dopiero w 1879 roku oficjalnie proklamowano je świętem narodowym, jako „podziękowanie dla Wszechmocnego Boga za błogosławieństwo dla Kanady w postaci daru obfitych plonów”. Natomiast jedno łączy obie tradycje, kanadyjską i amerykańską, czyli główna pozycja w menu rodzinnego obiadu tego dnia, indyk. Współcześnie w Święto Dziękczynienia jemy indyki domowe, hodowlane, ale przez setki lat w tym dniu na stole pojawiał się dziki indyk. O nim właśnie wypadałoby napisać coś z okazji tego dnia, bo jego rola dla przetrwania człowieka w Ameryce jest nie do przecenienia. 

Opublikowano w Turystyka

        Farma Chudleigh’s, na północ od autostrady 401 w Milton, to piękne miejsce na rodzinny wyjazd w jesienny weekend.

        Autostradą 401 jedziemy do drogi nr 25 w Milton, tam skręcamy na północ i już za kilometr z kawałkiem po lewej stronie mamy Chudleigh’s. 

        Jedyny problem to fakt, że farma jest bardzo popularna i czasem przed wjazdem jeszcze na drodze 25 ustawiają się długie kolejki, dlatego lepszą propozycją jest dojazd od północy; czyli musielibyśmy gdzieś tam wcześniej zjechać i od Acton dojechać na miejsce. 

        Parking mieści kilkaset samochodów i bywa tłoczno, choć wszystko jest doskonale zorganizowane. 

        Naprawdę jest w Chudleigh’s co robić, oprócz tego, że możemy sobie samemu nazbierać jabłek, przejechać się wozem za traktorem, pogłaskać zwierzęta hodowlane, jak owce, kozy, osiołki, poprzyglądać się nowym cielakom, to jeszcze mamy bardzo rozbudowaną część dla dzieci – piękny drewniany plac zabaw z trzema wysokimi zjeżdżalniami na siano,  labirynty z siana czy przejażdżka na kucu.

        W sklepie można kupić przetwory z jabłek, dżemy, placki z jabłek; wszystko, czego tylko dusza zapragnie. Jeśli jednak ktoś sądzi, że na farmie u rolnika będzie taniej, to jest w błędzie. Naprawdę można śmiało farmę Chudleigh’s polecić, choć z adnotacją, że w tym okresie pięknej jesieni, przy dobrej pogodzie, będzie tam bardzo dużo ludzi. Jeśli komuś to nie przeszkadza, jeśli ktoś potrafi sobie znaleźć Cichy Zakątek, jest to doskonała propozycja na sobotni czy niedzielny wyjazd, zwłaszcza  dla rodzin  z małymi dziećmi – będą wniebowzięte.

View the embedded image gallery online at:
http://www.goniec.net/tag/turystyka/Page-4.html#sigProIdfcfcb2b2bc

Opublikowano w Turystyka
piątek, 06 październik 2017 08:05

Canoeing Joeperry Lake

        Chociaż brałam już udział w niejednej wycieczce po jeziorach Ontario, to jednak nadal obawiam się dużych jezior. Przy niekorzystnej zmianie pogody i silnym wietrze powstają spore fale i o wywrotkę nie jest trudno, a będąc gdzieś na środku jeziora, można doświadczyć poważnych konsekwencji. Dlatego z ulgą usłyszałam od mojego męża Andrzeja, że mimo spóźnionej pory udało się zarezerwować biwaczysko na jeziorze Joeperry w Parku Prowincyjnym Bon Echo. Na jeziorze tym byliśmy już kilka lat temu w małej grupie z Polonijnego Klubu Turystycznego „Koliba”.

        Jezioro jest nieduże jak na Ontario, ma około 2 km na 1,5 km. Nie ma tutaj motorówek ani żadnych daczy, więc woda jest wyjątkowo czysta i mnogość ryb, czego doświadczyliśmy. Do jeziora dojeżdża się przez bramę parku Bon Echo. Tam też nad tak zwaną laguną opłaca się wynajem łodzi (40 dolarów za dobę), pobiera wiosła i kamizelki. Stąd jedzie się 8 km żwirową drogą na parking.       

Opublikowano w Turystyka

        Jesień w Ontario nadeszła nieubłaganie, choć z temperaturą pod koniec września ponad 30 stopni Celsjusza przy olbrzymiej wilgotności, dającą odczuwalność jak 40, i prawie zero wiatru. Jesień próbowała udawać lato, ale z długością dnia jej niestety nie wyszło. Mieliśmy do wyboru dwie możliwości – siedzieć w weekend w klimatyzowanym domu (na dworze za gorąco) lub wyjechać nad wodę. Z powodu wcześnie już zapadającego zmroku i krótkiego weekendu musiało to być blisko Toronto.

        Mapa i szybka decyzja. Gibson-McDonald Canoe Route. To 56-kilometrowa trasa canoe, w większości przebiegająca przez ziemie koronne, gdzie obywatel Kanady może pływać i biwakować za darmo w miejscu, które sobie wybierze. Żadnych rezerwacji, żadnych rejestracji, żadnych ograniczeń, żadnych opłat. Wolnoć, Tomku, w swoim domku… Stara, dobra Kanada. I tylko dwie godziny jazdy na północ od Toronto. Jedynym warunkiem jest posiadanie wodnego środka transportu. 

Opublikowano w Turystyka

        Kontynuując wycieczki nieopodal domu, w niedzielę wybraliśmy się z córką Julką starym szlakiem, czyli w górę rzeki Credit od Port Credit. 

        Wodowanie kajaka jest trochę utrudnione, dlatego że po podniesionym stanie wody nie założono ponownie pomostów publicznych i zostaje tylko rampa do wodowania z parkingu przy latarni morskiej. 

        Pobliski wygodny parking na trawce też jest zamknięty aż do odwołania, bo aż tam stała woda. Poziom wrócił już jednak do normy, ale pomostów nikt nie założył.

        Tymczasem po Credit River idą w górę łososie, ale w niedzielę rzeka jeszcze nie śmierdziała, czyli nie ma w niej jeszcze rybich trupów. Zwodowaliśmy się więc wprost, podwijając nogawki, i niespiesznie powiosłowaliśmy aż za autostradę QEW. 

Rzeka Credit

 

View the embedded image gallery online at:
http://www.goniec.net/tag/turystyka/Page-4.html#sigProIdafec3c098e

        Tam właśnie rozpościera się przyjemne i piękne rozlewisko (patrz zdjęcie z drona), na którym zobaczyć można mnóstwo różnego ptactwa; kaczki, gęsi, czaple, no i oczywiście mewy. Rzeka jednak wypłyca się i o ile poprzednim razem mogliśmy dotrzeć aż w głąb pola golfowego, bo było głębiej, ale ze względu na nurt w pewnym momencie musieliśmy zawrócić, bo staliśmy w miejscu. Tym razem, podobnie jak latem ubiegłego roku, już jakieś 200 – 300 m od mostu zaczęliśmy szorować dnem po kamieniach i trzeba było zawracać.         

        Nie zmienia to faktu, że jest to piękna okolica i świetny cel niedzielnej czy sobotniej wycieczki. Warto się tam przepłynąć, a niestety nie ma wypożyczalni. W Port Credit jest tylko klub kajakowy i zdaje się, że jego członkowie niezbyt przychylnie patrzą na „prywatnych” kajakarzy, traktując rzekę jako własną. Często można spotkać na tym akwenie szybkie dwójki czy jedynki, w których wiosłuje się tyłem. Trzeba na tych ludzi uważać, no bo nie patrzą za siebie. 

        Podsumowując, warto więc zabrać dobry aparat i sfotografować kwiatki, ptaki, lasy, wodę; przyrodę, do czego namawiam, zachęcając jak zawsze do kupna dmuchanego kajaka, taniego, a dającego mnóstwo satysfakcji.

Opublikowano w Turystyka
piątek, 08 wrzesień 2017 10:24

Na wózku inwalidzkim w świat

Szanowna Polonio,
z całego serca dziękuję za wsparcie mojej tegorocznej wycieczki po Paryżu i Londynie.
Dzięki Państwa ofiarności, miałem okazję zobaczyć w życiu dwa nowe miasta w Europie.
Pobyt był bardzo udany i owocny, bez żadnych komplikacji. Leciałem samolotem po raz pierwszy w życiu, więc było to dla mnie miłe, nowe doświadczenie.
Poznałem również miłych, sympatycznych ludzi, z którymi utrzymuję kontakt przez Internet.
Jeszcze raz dziękuję społeczności polonijnej za realizację mojego marzenia, wspomnienia z wyprawy zostaną we mnie do końca życia.
Z wyrazami szacunku,
Michał Sydorko


Pobyt w Paryżu i Londynie był niesamowitym przeżyciem w moim życiu. Również ze względu na moją niepełnosprawność, ponieważ musiałem mierzyć się z zupełnie nowymi doświadczeniami.
Przede wszystkim pierwszy raz leciałem samolotem. Obsługa lotniska we Wrocławiu (oraz w Londynie, przy samolocie powrotnym do Polski) była bardzo miła i pomogła mi aż do zajęcia miejsca na pokładzie samolotu. Tutaj nie ma żadnych przeszkód w podróżowaniu dla osoby niepełnosprawnej, tylko przy rezerwacji biletu należy zaznaczyć opcję, że potrzebuje się pomocy.
W Paryżu byłem zafascynowany pięknem starych, zadbanych kamienic. Byłem wzruszony, móc oddać cześć największemu kompozytorowi, Chopinowi, przy jego grobie w największej paryskiej nekropolii, Père-Lachaise. Transport publiczny jest częściowo dostosowany dla osób niepełnosprawnych. Metro było budowane w XIX wieku, więc praktycznie wszystkie stacje są niedostępne dla wózkowiczów. Najlepszym transportem są autobusy, nimi można dojechać wszędzie, do każdego ważnego miejsca w Paryżu.
Londyn zachwyca wielkością oraz różnorodnością atrakcji. Dla każdego coś miłego, nie ma miejsca na nudy. Cieszę się, że miałem okazję wysłuchać na żywo bicia dzwonu w Big Benie, ponieważ teraz „zamilkł” aż na cztery lata. Byłem również przed siedzibą brytyjskiej królowej (Buckingham Palace), niestety nie było jej w środku pałacu podczas mojej wizyty, więc nie załapałem się na popołudniową herbatkę u niej. Londyn jest niesamowicie wielkim miastem, o wiele większym od Paryża. Pełnym turystów z całego świata oraz oczywiście mieszkańców.
Z komunikacją z innymi ludźmi nie było problemów. Osobiście dość dobrze potrafię posługiwać się językiem angielskim. Paryżanie, wbrew powszechnym stereotypom, są w stanie komunikować się po angielsku, jednak z drugiej strony, wypada znać kilka zwrotów po francusku.
Na swojej drodze życiowej poznałem wielu miłych, sympatycznych ludzi z całego świata, z którymi utrzymuję teraz kontakt przez Internet. Między innymi z Japonii, Grecji czy z USA.
Oczywiście spotkałem również Polaków, którzy byli tak jak ja turystami albo wiele lat żyją we wspomnianych miastach, więc mogłem zawsze liczyć na ich uprzejmość oraz dobrą radę.
Gorąco polecam Państwu wizytę w tych miastach któregoś dnia. Najlepiej na początku sierpnia, wtedy paryżanie wyjeżdżają na wypoczynek i praktycznie sami turyści są w stolicy Francji. Natomiast w Londynie każdego dnia jest wszędzie pełno ludzi.

View the embedded image gallery online at:
http://www.goniec.net/tag/turystyka/Page-4.html#sigProIdb1402e1fc0


Opublikowano w Turystyka
czwartek, 31 sierpień 2017 20:30

Esnagami 2017 (cz. 5) Wonderland

wonderland-1

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Henryk Wywiał podczas przeprawy z Esnagami Lake na Wonderland, który położony jest o zaledwie kilka minut drogi łodzią od Esnagami Lodge. Stojące wody Wonderland zasilane są źródłami artezyjskimi.

wonderland-3Waldemar Weselak w drodze na Wonderland

Opublikowano w Wędkarstwo

View the embedded image gallery online at:
http://www.goniec.net/tag/turystyka/Page-4.html#sigProId4cd0553113

    Od dawna mnie korciło, żeby zobaczyć, co teraz słychać w Ontario Place. Bryła pozostaje ta sama, z ulicy widać, że niewiele się zmieniło, no ale od kilku ładnych lat jest to nieczynne. Podobno wszystko zostało sprzedane i niedługo będzie śliczny park i nowe szklane domy.

        Wybrałem się więc kajakiem – żeby było trudniej – co wszystkim Państwu polecam, tak jak polecam sam kajak za niewiele ponad 100 dol., dmuchany, chińskiej produkcji, łatwy w składowaniu, całkiem szybki i niezawodny. W każdym razie, popłynąłem otwartym jeziorem Ontario z mariny przy Lakeshore i już po godzinie wiosłowania byłem na miejscu. Pływanie na wiosłach po otwartej wodzie może być co prawda męczące, ale daje wiele filozoficznych wrażeń i zmusza do zastanawiania się nad mitręgą ludzkiego losu, bo przez cały czas wydaje się, że stoimy w miejscu. Oczywiście, zachęcam do zaopatrzenia się w kamizelkę ratunkową oraz inne wymagane prawem przedmioty, ze swej strony polecam trąbkę na sprężone powietrze, którą można bronić się przed rozjechaniem przez osoby na skuterach wodnych i innych łodziach.

Opublikowano w Turystyka
piątek, 04 sierpień 2017 08:14

Wyskok na Giant’s Tomb - Wakacje w mieście

        Tym razem nie „wakacje w mieście”, ale wakacje trochę poza miastem, czyli w Parku Prowincyjnym Awenda, a dokładnie nie w samym parku, tylko na wyspie Giant’s Tomb, znanej wszystkim polonijnym żeglarzom z Penetanguishene i Midland. W rzeczy samej plażę tam polecił mi nasz zaprzyjaźniony sprzedawca nieruchomości Andrzej Siemiginowski, który niegdyś trzymał w Penetangu łódkę. Giant’s Tomb wiąże się zresztą z ciekawą indiańską legendą.

View the embedded image gallery online at:
http://www.goniec.net/tag/turystyka/Page-4.html#sigProId1462538ca1

        Wyspa ma piaszczyste plaże i nie ma na nich dużo ludzi – oprócz tych z łodzi i jachtów. Można się dostać na nią wpław, ale odległość 3 km odstrasza nawet dobrych pływaków.

        My z Julką wybraliśmy się pontonem, czyli naszym dmuchanym kajakiem, kupionym za 124 dol., który wszystkim gorąco polecam.                 

        Wodowanie na plaży szło trochę opornie, a to ze względu na dość wysoką falę; ostatecznie zmoczeni odbiliśmy się jednak od brzegu i po godzinie i pół wiosłowania po dosyć wzburzonej wodzie, przecinając ruchliwy szlak komunikacji wodnej (przydała się nasza sygnałówka trąbka nakręcona na butelkę z płynnym gazem) dotarliśmy na plażę. 

        Oczywiście nie było tam żywego ducha. Plaża nad bardzo piękną czystą wodą – idzie się daleko w jezioro, dobre piaszczyste dno.  A także piękne miejsce na piknik – przywieźliśmy ze sobą parasol plażowy, zjedliśmy lunch, pobawiliśmy się nad wodą w piasku.

        W tym roku ze względu na wysoki poziom wody w Georgian Bay plaże są mniejsze, woda podchodzi pod las, a przy brzegu wystają z wody badyle, które po zalaniu uschły.

        Po kilku godzinach byczenia się wróciliśmy tą samą drogą na plażę do Awendy, tym razem fale były dosyć wysokie – półtora metra, ale nasz kajak na falach spisuje się bardzo dobrze, jest bezpieczny i nie przypomina zachowaniem zwykłego kajaka, a raczej ponton. Plaże po wschodniej stronie wyspy są zazwyczaj osłonięte od wiatru, więc tym razem z odbiciem nie było problemu; tak więc po godzinie wiosłowania znów byliśmy z powrotem w Awendzie. Po spuszczeniu powietrza, zapakowaniu do samochodu (parking opłaciliśmy płacąc za wjazd do parku), późnym popołudniem wyjechaliśmy w drogę powrotną do domu. 

        W sumie piękna, udana wycieczka, dużo sportu, dużo wrażeń i ładna plaża na wyspie Giant’s Tomb, „w pięknych okolicznościach przyrody i niepowtarzalnej”.

Opublikowano w Turystyka

        Wspominaliśmy tydzień temu, że w tym roku przypada setna rocznica śmierci Toma Thomsona (1877–1917), malarza ze słynnej kanadyjskiej Grupy Siedmiu, artystów uwieczniających kanadyjską przyrodę. Algonquin Park postanowił uczcić tę rocznicę, bo tu Thomson tworzył, pracował jako ranger i tu zginął 8 lipca 1917, na Canoe Lake, w tajemniczych okolicznościach, istnieją podejrzenia, że został zamordowany. Park przygotował liczne wystawy i ekspozycje, a my zapraszamy śladami Toma Thomsona do miejscowości Archay w Algonquin, gdzie jest wiele pamiątek związanych z artystą. O Archay pisaliśmy jakiś czas temu, ale warto je z tej okazji przypomnieć.

        Na terenie niewielkiego kempingu w Archay stoi kamienny domek z lat 30., w którym mieści się parkowy sklepik, dawniej będący główną kwaterą rangerów, a obok drewniana chata o nazwie „Out-Side-In”, będąca ich siedzibą w początkach XX wieku. W tej chacie latem 1916 roku mieszkał Tom Thomson. Teraz jest tam minimuzeum i archiwalne zdjęcia Thomsona. Zwykle pracował w zachodniej części parku, ale lato w Archay zaowocowało jednym z jego najsłynniejszych obrazów, „The Jack Pine”.  W latach 70., półtora kilometra od kempingu, odkryto sosnę, którą namalował. Sosny już nie ma, została pamiątkowa tablica.

Opublikowano w Turystyka