Goniec

Register Login

czwartek, 23 czerwiec 2016 23:42

Spokojne wody Wielkiej Rzeki

        Gdy temperatura za oknem przekracza 30 stopni Celsjusza, człowiek zaczyna szukać kontaktu z wodą. Najlepiej jeszcze, żeby wokół nie było tłoku, żeby nie siedzieć w jednym miejscu i żeby nie było daleko. Z wyżej wymienionych powodów w ostatnią sobotę postanowiliśmy zainaugurować sezon i wybraliśmy się na spływ Grand River. Trasa od Freeport Bridge koło Kitchener do Paris była już opisywana w Gońcu (www.goniec.net, w polu wyszukiwarki wystarczy wpisać „Grand River”), nasza jest jej kontynuacją.

        Dojechaliśmy więc do miejscowości Paris położonej kilkanaście kilometrów na północ od Brantford (godzina jazdy od Toronto). Canoe zamówiliśmy w Grand Experinces (grand-experiences.com). Firma organizuje spływy na różnych odcinkach Grand River, a także innymi ontaryjskimi rzekami. Zdecydowaliśmy się na krótką trasę zwaną Cayuga (10 km) rozpoczynającą się właśnie w Paris i kończącą w Brant Conservation Area pod Brantford. Przewidywany czas spływu to 3 godziny, koszt w przypadku canoe to 37 dol. od osoby wiosłującej i 8 dol. od każdej siedzącej bezczynnie zwanej również pasażerem.

Opublikowano w Turystyka

Zima upłynęła nam na marzeniach o górach lodowych, a wiosną zaczęliśmy snuć plany wyjazdowe. Chcieliśmy polecieć pod koniec maja. Zarezerwowaliśmy więc samochód na tydzień i kupiliśmy bilety do Deer Lake (na zachodnim wybrzeżu Nowej Fundlandii). I właściwie tyle. Plan był taki, by jak najdłużej nie mieć planu. Gdy zbliżał się dzień wylotu (wtorek, 24 maja), zaczęliśmy obserwować położenie gór lodowych na stronie IcebergFinder i śledzić wpisy na Twitterze tego serwisu (który ostatecznie i tak okazał się zawodny).

        W sobotę przed wyjazdem przyszedł czas na podjęcie decyzji. Oprócz przesłanek o występowaniu gór lodowych wzięliśmy pod uwagę jeszcze pogodę i ostatecznie wybór padł na Twilingate. Miejscowość tę odwiedziliśmy już w ubiegłym roku, widzieliśmy wówczas jedną górę i wyjechaliśmy z uczuciem niedosytu, żeby nie powiedzieć zawodu.

Opublikowano w Turystyka

        Korzystając z wyprzedażowej okazji w Walmarcie, nabyłem drogą pocztową dmuchany kajak marki Intex Challanger K2 – dwumiejscowy, dwukomorowy, z dwoma wiosłami oraz wysoko wydajną pompką ręczną.

        Szczerze mówiąc, dawno już miałem ochotę na coś pływającego, co dodawałoby tężyzny moim wiotki mięśniom, jak też nie zabierało zbyt wiele miejsca w domu.

        K2 okazał się wyjątkowo trafiony, bo nie dość, że tanio (poniżej 200 dol.), to jeszcze całość mieści się w dużej torbie, a waży niespełna 15 kg – czyli spokojnie można zabrać do bagażnika; nie trzeba stelaży, uchwytów, linek.

        Łódka jest wygodna i całkiem szybka (choć oczywiście nie jest to smukły kajak morski). Nadmuchana, ma dodatkowo zakładany niewielki kil, który pomaga w utrzymaniu kierunku. Całkowita ładowność wynosi 180 kg, a więc nadaje się doskonale dla jednej osoby plus bagaże, lub bezbagażowy wypad dla pary grubszy-chudszy.

Opublikowano w Turystyka

        Dzień 11

        Dziś wybieramy się na północ. Pierwotnie mieliśmy dojechać aż do St. Anthony, ale nie zdążymy. Zostanie nam na następny raz.

        Z każdym kilometrem drzewa stają się coraz niższe i jest coraz bardziej skalisto. Krajobraz kształtowany przez wiatr. Droga przez cały czas biegnie wybrzeżem, mijamy kolejne wioski rybackie. W końcu dojeżdżamy do Port au Choix.

        Port au Choix ma status National Historic Site of Canada. Miejsce jest jednym z najbardziej interesujących pod względem archeologicznym w Ameryce Północnej. Znaleziono tu ślady pochówków sprzed 5000-6000 lat archaicznych Indian, Paleoeskimosów Groswater i Dorset, a także późniejszych Indian Bethouk, uważanych za rdzennych mieszkańców Nowej Fundlandii. Dzięki temu, że nabrzeże w Port au Chiox jest dość wysokie, a gleba ma odczyn zasadowy, pozostałości dawnych epok dobrze się zachowały.

Opublikowano w Turystyka

Dzień 7

Przez pół dnia znów jesteśmy w drodze. Tym razem dojeżdżamy do Parku Narodowego Gros Morne – miejsca opisywanego we wszystkich przewodnikach jako obowiązkowy punkt wycieczki na Nową Fundlandię.

To drugi pod względem wielkości park narodowy w Kanadzie – ma 1805 kilometrów kwadratowych. Większy jest tylko Park Narodowy Gór Torngat. Swoją nazwę zawdzięcza szczytowi Gros Morne (806 m n.p.m.), którego nazwa oznacza wielką samotną górę. Jest ona częścią pasma Long Range, należącego do zewnętrznych Appalachów i uformowanego 1,2 miliarda lat temu, które ciągnie się wzdłuż zachodniego wybrzeża Nowej Fundlandii i przez cały ten czas ulegało erozji.

Opublikowano w Turystyka

        Dzień 4

        Twillingate leży na wyspie o tej samej nazwie położonej przy północno-wschodnim brzegu Nowej Fundlandii. Ta część wybrzeża jest usiana setkami mniejszych i większych wysp. Miejscowość uznawana jest za „Światową Stolicę Gór Lodowych”, które co roku dryfują z rejonów arktycznych. Leży przy tzw. Icebreg Alley – obszarze rozciągającym się wzdłuż północnego i wschodniego wybrzeża Nowej Fundlandii, na którym w kwietniu zaczynają pojawiać się góry lodowe. Najlepszy czas na obserwacje przypada pod koniec maja i na początku czerwca. Wtedy wszystkie noclegi w Twillingate są zarezerwowane. Miasteczko nie jest duże, liczy nieco ponad 2 tys. mieszkańców, więc możliwości przyjmowania turystów są ograniczone.

        Mniej więcej aktualne położenie gór lodowych wzdłuż wybrzeży Nowej Fundlandii można znaleźć na mapie na stronie IcebergFinder.com oraz na Twitterze serwisu. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że góry lodowe mogą przemieszczać się średnio 17 kilometrów dziennie. Wiatry i prądy morskie spychają je bliżej brzegu.

Opublikowano w Turystyka

        Nowa Fundlandia to dla mnie strome klify, poszukiwanie gór lodowych, nadbrzeżne wioski z małymi kolorowymi domkami i szopami na palach, które chylą się ku wodzie, najlepszy dorsz z frytkami (właśnie dorsz, a nie łupacz, który go udaje; cod, a nie haddock), łosie na autostradzie, kempingi, na których nie trzeba rezerwować miejsc z półrocznym wyprzedzeniem, i odległości, które nie dają poczucia zniewolenia – czyli liczone w dziesiątkach i setkach kilometrów, a nie w setkach i tysiącach.

        Nowa Fundlandia jest czwartą co do wielkości wyspą w Kanadzie (108 860 kilometrów kwadratowych). Zamieszkuje ją 480 tys. osób, głównie o korzeniach brytyjskich i irlandzkich, które posługują się „angielskim nowofundlandzkim” – czasem naprawdę trzeba się zastanowić, co rodowici mieszkańcy do nas mówią. Leży przy wschodnim wybrzeżu Kanady w ujściu Rzeki św. Wawrzyńca do Oceanu Atlantyckiego. Cape Spear – przylądek położony na południe od St. John’s – jest najdalej wysuniętym na wschód punktem Ameryki Północnej. St. John’s z kolei jest uznawane za najstarsze miasto w Kanadzie i najstarsze stale zamieszkiwane miejsce na anglojęzycznych terenach kontynentu amerykańskiego. Najbliższym sąsiadem Nowej Fundlandii jest… francuskie terytorium zamorskie Saint-Pierre i Miquelon.

Opublikowano w Turystyka

        W okolicy Toronto nie ma gór, niestety. Są górki, ale na bezrybiu i rak ryba, więc gdy trafiły nam się cztery dni wolne od pracy, postanowiliśmy wybrać się 600 km na północ, gdzie znajduje się taka znana nie z wysokości, ale dziwnego kształtu górka o nazwie Mount Cheminis, licząc przy tym, że może jakimś cudem tym razem Environment Canada uda się prognoza i dwa dni będą bez deszczu. Za bazę wypadową wybraliśmy położony najbliżej góry Park Prowincyjny Esker Lakes.

        Jazda szosą nr 11 to gwarantowane piękne widoki. Postój na kawę robimy w North Bay nad jeziorem Nipissing. Za North Bay wjeżdżamy w delikatne skaliste wzgórza, dookoła jeziora, region Temagami, jedno z najpiękniejszych miejsc Ontario. Mijamy znajome parki prowincyjne, Marten River, Finlayson. Potem droga przecina żyzną dolinę Montreal River, wszędzie pola. I znów zaczynają się wzgórza i skały. Przed Kirkland Lake postanowiliśmy dojechać do celu boczną drogą 624 wzdłuż Parku Prowincyjnego Larder River. Dziko, ale droga w tak strasznych dziurach, że cudem przejechaliśmy. Łączy się z Trans Canada Highway w miejscowości Larder Lake, która nie wyróżnia się niczym specjalnym oprócz pomnika wielkiego pstrąga, zresztą niezbyt urodziwego, niewielkiego muzeum kopalni złota, bo cały region usiany jest kopalniami, i pomnikiem złotej monety i wydobywającego złoto górnika. Nie wiadomo czemu, górnik ma twarz kosmity, może miało to obrazować trud jego pracy.

Opublikowano w Turystyka
piątek, 29 kwiecień 2016 14:27

Kanał Welland: Ahoj, kapitanie!

        W zeszłym tygodniu w ramach budzenia w naszych dzieciach – ze względu na wiek raczej w Jacku niż w Ani – zainteresowania techniką wybraliśmy się nad kanał Welland. Wiosna w pełni, więc olbrzymie statki transportowe pływają jeden za drugim. Nie ma co czekać!

        Kanał Welland łączy jezioro Ontario z jeziorem Erie, biegnie od Port Weller do Port Colborne, równolegle do rzeki Niagara, omijając wodospad. Każdego roku z przeprawy korzysta około 3000 statków przewożących łącznie prawie 40 000 000 ton ładunków. Oryginalnie umożliwiał transport towarów z takich portów, jak Cleveland, Detroit czy Chicago do Montrealu lub Quebec City. Tam towary były ładowane na statki pełnomorskie i wysyłane dalej.

Opublikowano w Turystyka

        Dzieci nudzą się nie tylko w czasie deszczu, również w czasie słonecznych dni i warto je zabrać na świeże powietrze.

        Wokół Toronto mamy wiele pięknych miejsc, ale jedno łączy w sobie tak liczne atrakcje - Bronte Creek Provincial Park położony tuż przy autostradzie QEW - to cel letnich eskapad na basen (ciekawy w kształcie niecki, a wypełniany czystą, choć zimną wodą ze strumienia - piękne spacery nad 50-metrowym wąwozem potoku Bronte, spokojne medytacje w śpiewnej ciszy starych drzew.

Opublikowano w Turystyka