Goniec

Switch to desktop Register Login

poniedziałek, 15 styczeń 2018 11:37

Na końcu „krętej drogi”

Napisał

michalkiewicz„Chwała tym, co walczyli o prawdę na czele z Antonim Macierewiczem” – powiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński, przemawiając na styczniowej miesięcznicy smoleńskiej – dodając, że „nasza droga (...) czasem ze względu na okoliczności jest kręta. Ufajcie, że idziemy razem w tym samym kierunku”. Te słowa padły w dzień po głębokiej „rekonstrukcji rządu”, z którego usunięty został Antoni Macierewicz, Jan Szyszko i Witold Waszczykowski, podobnie jak wcześniej – premier Beata Szydło, od której zagadkowego odwołania ta „rekonstrukcja” się zaczęła.
Rzeczywiście, kręte to wszystko, żeby nie powiedzieć – krętackie. No bo jakże to? Z jednej strony „chwała”, a jednocześnie – won z rządu, won ze stanowiska ministra obrony? Takim językiem „chwała” nie przemawia. Chwała przemawia całkiem inaczej. To prawie jak w kolędzie „Bóg się rodzi”, gdzie śpiewamy między innymi „wzgardzony okryty chwałą”. Ale Franciszkowi Karpińskiemu, który tę kolędę napisał, chodziło o ukazanie serii paradoksów: „ogień krzepnie, blask ciemnieje”, podczas gdy w tym przypadku podejrzewam raczej krętactwo. Ale krętactwo pojawia się zazwyczaj wtedy, gdy trzeba za wszelką cenę ukryć coś kompromitującego. Czyż nie to właśnie miał na myśli prezes Kaczyński, przyznając, że „nasza droga (…) jest kręta” ze względu na „okoliczności” – ale przezornie powstrzymał się od zdefiniowania tych zagadkowych „okoliczności”, a tylko zaapelował o „zaufanie”, że „nadal idziemy razem w tym samym kierunku”. To akurat może być prawdą na takiej samej zasadzie, że szczury idą w tym samym kierunku co i szczurołap-flecista, ale oczywiście każdy w innym celu. W tej sytuacji uchylmy nieco zasłonę skrywającą owe tajemnicze „okoliczności” i spróbujmy zastanowić się, w jakimże to kierunku prezes Kaczyński prowadzi zarówno tych, co mu ufają, jak i wszystkich pozostałych, to znaczy – całe państwo.
Zacznijmy od przypomnienia, że Lech Kaczyński uczestniczył w naradach w Magdalence, gdzie generał Kiszczak wraz z gronem osób zaufanych uściślał i konkretyzował ogólne postanowienia, jakie w sprawie transformacji ustrojowej w naszym nieszczęśliwym kraju podjęli Sowieciarze do spółki z Amerykanami, z ramienia których projektantem i inspektorem nadzoru był urzędnik Departamentu Stanu pan Daniel Fried, późniejszy ambasador USA w Warszawie, a obecnie znowu urzędnik Departamentu Stanu, tyle że wyższej już rangi. Jakie były szczegóły tych ustaleń – tego nie wiem, ale przypominam sobie odpowiedź, jakiej na łamach „Gazety Wyborczej” udzielił był w pierwszej połowie lat 90. Stefan Bratkowski Stanisławowi Jankowskiemu „Agatonowi”, który dziwował się, że w „wolnej Polsce” komuna nie tylko jest bezkarna, ale się panoszy. To dlatego – wyjaśnił red. Bratkowski – że w Magdalence zostały udzielone pewne gwarancje, których trzeba dotrzymywać. Te gwarancje obejmowały również scenę polityczną – że mianowicie nie zostaną na nią dopuszczeni „ekstremiści”, to znaczy – uważany za największe zagrożenie ruch chrześcijańsko-narodowy. Oczywiście wtedy zakazać wprost tego nie wypadało, bo zaraz pojawiłyby się jeszcze większe wątpliwości co do autentyczności naszej młodej demokracji, toteż ZCh-N najpierw się pojawił, ale właśnie Jarosław Kaczyński wystawił mu recenzję, że jest on „najkrótszą drogą do dechrystianizacji Polski”, wskutek czego ZCh-N wkrótce umarł śmiercią naturalną, a jego miejsce zajęło Porozumienie Centrum, próbujące zmonopolizować nie tylko „prawicę”, ale również „patriotyzm”. Porozumienie Centrum nastręczyło skołowanemu narodowi na prezydenta Lecha Wałęsę w charakterze jasnego idola, przy którym Lech Kaczyński został szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego, a Jarosław politykował na terenie parlamentarno-rządowym. Wydawało się, że prawa strona politycznej sceny została solidnie zabetonowana, ale stare kiejkuty miały swoje widoki, więc Mieczysław Wachowski bez specjalnego trudu całe to towarzystwo rozgonił i w wyborach w roku 1993 do rządów triumfalnie wróciła komuna w postaci SLD i PSL. Potem na fasadę wysunięta została Solidarność w postaci AWS, która w koalicji z Unią Wolności zużywała się moralnie, aż wreszcie zniknęła bez śladu w roku 2001, kiedy to ponownie zatriumfowała komuna, tym bardziej że prezydentem zaś, po przegranej Lecha Wałęsy w roku 1995, został na dwie kadencje Aleksander Kwaśniewski. W tej sytuacji niepodobna nie przypomnieć spiżowej sentencji Józefa Stalina, że w demokracji najważniejsze jest przygotowanie odpowiedniej alternatywy dla wyborców. A jak rozpoznać, czy alternatywa została przygotowana prawidłowo? Tak, że bez względu na to, kto wybory wygra, będą one wygrane.
Sytuacja z roku 1990 powtórzyła się, i to z nawiązką, w roku 2005, kiedy to prezydentem został Lech Kaczyński, a szef zwycięskiego Prawa i Sprawiedliwości wysunął na premiera Kazimierza Marcinkiewicza, by po kilku miesiącach ustąpić miejsca samemu prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu, który siłą inercji na stanowisku premiera dotrwał do listopada 2007 roku, kiedy to jego miejsce zajął Donald Tusk. We wrześniu 2009 roku amerykański prezydent Obama dokonał „resetu” w stosunkach amerykańsko-rosyjskich, wycofując USA z aktywnej polityki w Europie Środkowowschodniej, a 10 kwietnia 2010 roku miała miejsce katastrofa smoleńska w której zginął prezydent Lech Kaczyński i 95 innych osób. Jednak w roku 2013 USA wróciły do aktywnej polityki w naszej części Europy i rozpoczęły się przygotowania do przebudowy politycznej sceny pod kątem potrzeb, jaką Stany Zjednoczone zamierzały prowadzić w tym zakątku świata. W tym celu trzech kelnerów – i tak dalej – co w 2015 roku doprowadziło do obsadzenia stanowiska prezydenta państwa przez rok wcześniej nikomu nieznanego jako samodzielnego polityka Andrzeja Dudę, podczas gdy PiS wygrało też wybory parlamentarne i utworzyło rząd z panią Beatą Szydło na czele. W grudniu przeciwko pani Szydło opozycja wysunęła wniosek o wotum nieufności, który został odrzucony, a pani premier podczas debaty uzyskała recenzję najlepszego premiera III RP – i jeszcze tego samego dnia została zdymisjonowana na rzecz Mateusza Morawieckiego, który 9 stycznia dokonał „głębokiej rekonstrukcji” rządu, usuwając z niego ministra obrony Antoniego Macierewicza, ministra środowiska Jana Szyszkę i ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego.
Dlaczego tak się stało? Oto prezydent Andrzej Duda dopuścił się wobec swego wynalazcy felonii, co pozycję Jarosława Kaczyńskiego osłabiło tak, jakby mu ktoś złamał jedną nogę. Prezydent Duda, występując przeciwko swemu wynalazcy, pozbawił się sympatii PiS, więc musiał poszukiwać politycznych sojuszników – i stare kiejkuty mu się w tym charakterze nastręczyły – ale nie za darmo, tylko za cenę głowy Antoniego Macierewicza na tacy. I prezydent Duda wywiązał się z obstalunku, co jednak wymagało aprobaty prezesa Kaczyńskiego. Dlaczego? Dlatego, że osłabiony na skutek felonii swego wynalazku prezes Kaczyński zaczął cofać się na całej linii pod naporem Niemiec i starych kiejkutów, którzy organizują awantury w kraju. W rezultacie stare kiejkuty za pośrednictwem prezydenta odzyskały wpływ na politykę państwa, a premier Morawiecki otrzymał zadanie „ocieplenia stosunków z Unią Europejską”. Sęk w tym, że owo „ocieplenie” może dokonać się poprzez wywieszenie przez Polskę białej flagi, która, gwoli udelektowania wyznawców pana prezesa, będzie przyozdobiona mnóstwem kolorowych wstążeczek, mających zakrywać bezwstydną białość. Ale to nie koniec „krętej drogi”, bo skoro pan prezes cofa się na całej linii, to warto zapytać – dokąd? Myślę, że pod żydowski parasol ochronny, który obiecał rozpiąć nad nim najnowszy przyjaciel Polski, pan Jonny Daniels. Jaką cenę Polska będzie musiała za to zapłacić? Wydaje się, że odpowiedź już znamy, a to z uwagi na proces, jaki toczy się w amerykańskiej legislaturze w sprawie ustawy JUST, jaką 12 grudnia zatwierdził amerykański Senat i która wkrótce może trafić na biurko prezydenta Trumpa. Daje ona Stanom Zjednoczonym możliwość wywierania na Polskę rozmaitych nacisków, w razie gdyby ociągała się z realizacją żydowskich roszczeń majątkowych, szacowanych na 65 mld dolarów. Realizacja tych roszczeń oznaczałaby, że Polacy za własne pieniądze zafundowaliby sobie we własnym kraju szlachtę jerozolimską. W tej sytuacji cóż innego pozostaje, jak zaufać, że to wszystko dla naszego dobra? Toteż nic dziwnego, że w przemówieniu skierowanym do uczestników ostatniej miesięcznicy smoleńskiej, prezes Kaczyński nawet nie próbował opisywać „krętej drogi” do świetlanej przyszłości, tylko apelował o zaufanie, że „idziemy w tym samym kierunku”. Ano, nie da się ukryć, że to niestety prawda.
Okazało się, że nieprzejednana opozycja została takim nieoczekiwanym zwrotem sytuacji zaskoczona do tego stopnia, że okazała się doń absolutnie pod żadnym względem nieprzygotowana, co nieubłaganym palcem wytknęły jej stare kiejkuty za pośrednictwem telewizyjnej stacji TVN, którą od początku podejrzewam o niebezpieczne związki z nimi. Najwyraźniej stare kiejkuty musiały oczekiwać, że pan Grzegorz Schetyna potrafi coś wymyślić, podobnie jak pani Lubnauer ze swoimi koleżankami z Nowoczesnej. Widać, że i u starych kiejkutów nietęgo, no ale to drobiazg w porównaniu z perspektywą, że „dobra zmiana” może zakończyć się w żydowskich objęciach.
Stanisław Michalkiewicz

piątek, 12 styczeń 2018 07:59

Wszystkie chwyty dozwolone

Napisane przez

ostojan        Europejskie media o noworocznych imprezach:

BELGIA – regularne walki policji z młodzieżówkami islamskimi w wielu punktach Brukseli. Są ofiary.

FRANCJA – podpalanie samochodów, rozbijanie witryn.

NIEMCY – młode Niemki gwałcone przez nachodźców.

POLSKA – policja ostrzega przed gołoledzią.

        Okres świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku tworzy nastroje wspomnieniowo-skojarzeniowe. Szkoda, że jak wszystko na tym naszym świecie, szybko odchodzi w przeszłość. Cóż, czas nie pyta, nie stoi. I tak to, dawno temu, przed półwiekiem, zdarzyło mi się pracować (dla chleba panie, ze smalcem, dla chleba) we wrocławskiej Wojewódzkiej Radzie Narodowej. Określenie, że pracowałem, było trochę na wyrost. Ściślej mówiąc – byłem tam zatrudniony. Permanentne w socjalizmie przerosty administracyjne powodowały to, że m.in. pensje nasze do wygórowanych nie należały. Tak krawiec kraje jak mu materii staje! Budżet płacowy nie był z gumy. Im więcej urzędników, urzędniczków i urzędniczek, tym na jedną główkę przypadało mniej złotówek. Przy reorganizacjach i rekonstrukcjach (modne dziś określenie) próbowaliśmy przekonywać naczalstwo, żeby w miejsce odchodzących pracowników nie przyjmować nowych, bo my chętnie popracujemy trochę więcej za trochę też lepsze pieniądze, czyli na tym samym budżecie. Ale w PRL-u trzeba było wszystkich gdzieś upchnąć. Słowo bezrobocie w socjalistycznym słowniku nie istniało. 

piątek, 12 styczeń 2018 07:51

Przez te oczy, te oczy zielone…

Napisane przez

Ratajewska        Przez te oczy, te oczy zielone – piosenka w radiu leci. Lubię ją. 

        Mamy Nowy Rok, już 2018. Czy jestem już stara? Mam ponad 60 lat i mąż mówi, że już zaczynają brać z naszej półki. Rzeczywiście, przed kościołem trzy klepsydry. Jedna – ponad 80 lat, druga – ponad 70 lat i trzecia, to nasza półka. Ciekawe, co tam jest dalej, a jestem przekonana, że jeszcze ciekawiej niż na tym świecie. Bo najważniejsze, aby było ciekawie. Ciekawie jest wtedy, gdy człowiek musi do czegoś dążyć, coś odkrywać. 

TeczkaIPN        Szanowni Państwo, kontynuujemy nasz cykl ujawniania materiałów rezydentury wywiadu PRL w Kanadzie. Część z nich pochodzi z niedawno odtajnionego zbioru zastrzeżonego. Materiały te są pozyskiwane w ramach prowadzonego przez nasz tygodnik programu badawczego w IPN „Polonia i jej korzenie”. Zachowano oryginalną pisownię.

 

(od red. – notatka odręczna)

Tajne spec. znacz.

Egz. pojedynczy

SPRAWOZDANIE Z PRACY OPERACYJNO-INFORMACYJNEJ REZYDENTURY KANADYJSKIEJ (OTTAWA) ZA OKRES OD SIERPNIA 1986 R. DO SIERPNIA 1988 R.

        I.) W swej działalności operacyjno-informacyjnej w wym. okresie Rezydentura koncentrowała swoje wysiłki na optymalnej realizacji nakreślonego uprzednio kierunkowego planu pracy – korelowanego na bieżąco przez rozwój sytuacji polityczno-kontrwywiadowczej kraju urzędowania oraz dyspozycje Centrali – wynikające z aktualnych priorytetów polityczno-gospodarczych kraju.

piątek, 12 styczeń 2018 07:27

Ludzie zniemądrzeni

Napisane przez

ligeza        Mówią, że kiedy ludzie starzeją się, tylko jeden ze stu staje się mądrzejszy, pozostali zaś najczęściej głupieją. Nie mówią natomiast, dlaczego Anne Elizabeth Applebaum znalazła się w tej liczniejszej grupie. 

        Applebaum Anne z ramienia „The Washington Post” komentuje wydarzenia polityczne i gospodarcze Europy, orientując się więcej niż dobrze w problemach jej części położonej niegdyś za „żelazną kurtyną”. Osobiście długo traktowałem tę panią jak kobietę inteligentną oraz rozsądną i dobrej woli. Zbyt długo. Moja bardzo wielka wina. Szczęściem, w kwestii jej dobrej woli zmieniłem zdanie. 

        Applebaum to trochę Polka, trochę Amerykanka, a trochę Żydówka. Rozdarcie tożsamościowe tego rodzaju fastrygować można, często z powodzeniem, na rozmaite sposoby, i niekoniecznie zaraz złotą nitką. Czy tam catgutem. Jednakowoż w sytuacji konfliktu interesów nie ma czasu na igłę. Tym bardziej brak go na bydlęce jelita. Czy tam na naparstek. W sytuacji konfliktu interesów, powtarzam, na plan pierwszy wysuwa się interes dominujący. Jakiś wysunąć się przecież musi. Więc. 

piątek, 12 styczeń 2018 07:24

Postświąteczna Warszawa

Napisane przez

pruszynskiPostświąteczna Warszawa

        20 kilometrów oświetlonych ulic i cztery place. Jest dość ciepło, więc moc ludzi szwenda się po Starym Mieście, gdzie jest wielkie lodowisko, i po Krakowskim Przedmieściu.

        Przed siedzibą Wspólnoty Polskiej jest kilkanaście plansz obrazujących tworzenie się polskich jednostek wojskowych na terenie zaboru rosyjskiego i w samej Rosji.

        Jak zwykle sprzedaje się tu gadżety dla dzieci i są uliczni grajkowie, a wśród ludzi spacerujących tu i tam jest sporo mówiących po... rosyjsku.

NiemczykJanusz        Niestety, stało się. „Dobrze naoliwiona maszyna”, jaką był dotychczasowy rząd PIS-u, zaczęła skrzypieć jakimś piaskiem... To chyba Wojskowe Służby Informacyjne? A z tyłu za WSI to GRU pokazuje, kto tu rządzi? WSI to służby, których tradycja związana jest z Informacją Wojskową, a ta z kolei tworzona była przez odpowiednik dzisiejszego GRU, czyli wywiad wojskowy Rosji.

        Nastąpiła głęboka rekonstrukcja rządu. Mamy odwołanych ośmiu ministrów i mamy powołanych dziewięciu nowych ministrów. Najważniejsze zmiany to zmiana na stanowisku ministra obrony narodowej, na stanowisku ministra spraw zagranicznych, na stanowisku ministra środowiska. O ile odwołanie Witolda Waszczykowskiego – ministra spraw zagranicznych, i Jana Szyszki – ministra środowiska, zostały wymuszone przez Unię Europejską, to zmiana na stanowisku ministra obrony narodowej i odejście Antoniego Macierewicza zostały wymuszone (niestety) przez prezydenta Andrzeja Dudę. 

Tutaj trzeba przypomnieć obietnice przedwyborcze składane przez aktualnego prezydenta Andrzeja Dudę. Jedną z nich miało być ujawnienie Aneksu do Raportu w sprawie likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych. Drugą obietnicą była zmiana zapisów prawa dotyczącego pożyczek zawartych we frankach szwajcarskich. Umożliwiłaby pożyczkobiorcom powrót do wartości pożyczki ustalonej według wartości złotego wówczas, w czasie, kiedy pożyczki były zawierane między pożyczkobiorcą a bankiem. Z obu tych złożonych wyborcom obietnic prezydent Andrzej Duda się nie wywiązał. Zamiast tego niemalże od początku kadencji Andrzeja Dudy ma miejsce zwalczanie ministra obrony narodowej w osobie Antoniego Macierewicza. Najpierw był atak na Bartłomieja Misiewicza, asystenta Antoniego Macierewicza. Usunięcie Bartłomieja Misiewicza w jakimś sensie umknęło uwagi tych, którzy przyglądali się intencjom prezydenta Andrzeja Dudy. Wydawało się być „koszer”. Pan Bartłomiej Misiewicz był/jest człowiekiem względnie młodym (zarzut) i złapano (podsłuchano) go na jakiejś libacji, z czego uczyniono potem poważny zarzut w jednym z wywiadów, skutkujący publiczną krytyką z ust prezydenta Andrzeja Dudy i w końcu zwolnieniem z pracy. Później miało miejsce niepodpisywanie nominacji na stanowiska generalskie. Następnie niepodpisanie nominacji na pierwsze stopnie oficerskie Służby Kontrwywiadu Wojskowego. W tym samym czasie miało miejsce bronienie przez prezydenta Dudę swego doradcy w osobie generała Kraszewskiego. Temu ostatniemu Służba Kontrwywiadu Wojskowego (SKW podlega bezpośrednio Ministrowi Obrony Narodowej) czasowo odebrała dostęp do informacji niejawnych.

        W międzyczasie na składane zapytania do doradców prezydenta (np. Andrzeja Zybertowicza) w sprawie ujawnienia Aneksu do Raportu w sprawie likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych udzielali odpowiedzi negatywnych.

        Jakimi sprawami zajmował się pan Antoni Macierewicz? Rozbudową armii, w tym utworzeniem Wojsk Obrony Terytorialnej, zmianami w sposobie dowodzenia i zarządzania wojskiem, sprawą nadzoru na pracami komisji do ponownego zbadania katastrofy lotniczej w Smoleńsku, nadzorem na Służbą Kontrwywiadu Wojskowego. Ponadto Antoni Macierewicz był tym, który pierwszy w postkomunistycznej Polsce mówił o zagrożeniach związanych z tym, że byli agenci zajmowali ważne stanowiska w strukturach państwa polskiego. Ta walka Antoniego Macierewicza o oczyszczenie struktur państwa z ludzi związanych ze służbami trwała lata, aż w końcu po wielu aferach gospodarczych, z którymi związani byli ludzie służb, w tym WSI, dotarło do świadomości społecznej to, że nie da się zbudować państwa pozbawionego korupcji, państwa, które będzie mogło po jakimś czasie dorównać najbogatszym państwom Unii Europejskiej, bez oczyszczenia organizmu państwa z ludzi służb, z ludzi związanych z WSI. Tutaj osobą, która była jedną z najbardziej zasłużonych w oczyszczaniu organizmu państwa polskiego z korupcjogennych wirusów i bakterii, był Antoni Macierewicz. To on jest tą osobą symboliczną. Przy czym ciekawe jest to, że o ile inne postaci w rządzie, jak pan minister Witold Waszczykowski czy minister Jan Szyszko, były krytykowane przez opozycję i media związane z Unią Europejską, to minister Antoni Macierewicz nie był atakowany przez media zagraniczne i związane z zagranicą. Inne były podchody. Sprawa usunięcia ministra Antoniego Macierewicza jest więc ustawiona, jak i sprawa „wewnętrzna Polski” i wewnętrznych układów politycznych w Polsce. Zapewne zagranica wybrała ten tryb ze względu na to, że wojsko polskie uczestniczy w różnych misjach wojskowych i ataki bezpośrednio z zagranicy mogłyby być odczytywane jako podkopywanie USA. Do atakowania ministra Macierewicza użyto innych sił. Te ukryte układy wewnętrzne w Polsce mają co prawda swoich ojców chrzestnych w Rosji, Niemczech i w innych krajach, ale dalej to są siły polskie. Antoni Macierewicz nie był atakowany od frontu. Wojnę podchodową prowadził pan prezydent Andrzej Duda i robił to w sposób zręczny, bo na początku nie można było jednoznacznie odczytać jego intencji. Prezydent oficjalnie maskował swoje zachowanie dobrem Polski, a tym końcowym dobrem ma być zmiana konstytucji, na lepszą, pozbawioną tych wad, jakie ma aktualna konstytucja.

        W momencie, kiedy piszę te słowa, Internet, pisma, radio zalała fala komentarzy dotyczących właśnie pytań związanych najczęściej z usunięciem ministra Antoniego Macierewicza. W powietrzu wobec tego wisi pytanie o uczciwość intencji prezydenta Andrzeja Dudy? 

        Jeśli więc pan prezydent Andrzej Duda naprawdę chce zmienić konstytucję, a nie tylko powstrzymać zmiany w armii i w tajnych służbach (np. SKW), to niech ujawni Aneks do Raportu w sprawie likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych! Wówczas będziemy mogli wierzyć, że intencje prezydenta są czyste i że nie są motywowane przez ukryte siły mające ojców chrzestnych poza granicami Polski.

Janusz Niemczyk

czwartek, 11 styczeń 2018 23:22

Na końcu „krętej drogi”

Napisane przez

michalkiewicz        „Chwała tym, co walczyli o prawdę na czele z Antonim Macierewiczem” – powiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński, przemawiając na styczniowej miesięcznicy smoleńskiej – dodając, że „nasza droga (...) czasem ze względu na okoliczności jest kręta. Ufajcie, że idziemy razem w tym samym kierunku”. Te słowa padły w dzień po głębokiej „rekonstrukcji rządu”, z którego usunięty został Antoni Macierewicz, Jan Szyszko i Witold Waszczykowski, podobnie jak wcześniej – premier Beata Szydło, od której zagadkowego odwołania ta „rekonstrukcja” się zaczęła.  

        Rzeczywiście, kręte to wszystko, żeby nie powiedzieć – krętackie. No bo jakże to? Z jednej strony „chwała”, a jednocześnie – won z rządu, won ze stanowiska ministra obrony? Takim językiem „chwała” nie przemawia.

czwartek, 11 styczeń 2018 23:19

KIOSK ZA ROGIEM

Napisane przez

        „Nie skracaj, żaden z ciebie krawiec!” Albo: „Nie przesadzaj, nie jesteś ogrodnikiem!”. Tak czasami żartują z siebie przyjaciele. Tak jakby przesada czy przejaskrawienie były czymś nieodpowiedzialnym czy niepożądanym. 

        Podreptajmy chwilę śladami Sokratesa. Więcej: rozważmy problem za pomocą metody majeutycznej plus, czyli zakładającej, poza postawieniem pytania, także wsłuchanie się w odpowiedź. Może być? W takim razie: “Jedziemy, redaktorze Rachoń” – jak wołają w okolicach TVPinfo. Czy tam: „Jedziemy Rachoniem”. Czy jakoś podobnie. 

czwartek, 11 styczeń 2018 23:16

Nie przystawał do nowej narracji

Napisał

        Rewolucje to nie są zabawy dla ludzi o słabych nerwach. Odsunięcie od władzy zakorzenionych tam koterii, niezależnie od tego, w jakich warunkach dokonywane, przypomina czyszczenie rany. W dawnych czasach po prostu masowo mordowano rodzinę uzurpatora i wszystkich jego faworytów. Inaczej się nie da, tego rodzaju zmiany wypala się żelazem. Byli mocarze jeśli nie uciekną, będą knuć. 

        Antoni Macierewicz był rewolucjonistą. Zdawał sobie sprawę z sytuacji. W 2015 roku w wywiadzie ze mną mówił: Trzeba zmienić zdemoralizowany, przeniknięty korupcją i antypolskością aparat władzy. Bo cały problem z tym aparatem, który się ukształtował i narósł na dawnym esbeckim aparacie jeszcze od okrągłego stołu, cały problem polega nie tylko na ich niekompetencji, nie tylko nawet na korupcji, ale na antypolskości. Większość nie lubi Polski, po prostu nie lubi i jakby jest ukształtowana tak, jak to mówił pan Tusk, że polskość to nienormalność. (...) Niech ci ludzie robią różne inne rzeczy, ale niech odejdą z aparatu państwowego decydującego o naszej przyszłości, bo oni po prostu niszczą i marnotrawią Polskę.

Wydawało mu się, że jest w stanie pozbawić znaczenia, odsunąć od koryta ludzi, którzy de facto byli głównymi animatorami polskiej transformacji; ciotki pociotki służb wojskowych, które przewerbowując się na zachodni kierunek, otrzymały zapewnienie bezkarności szabru. 

        To są właśnie ci ludzie, którzy za to, że oddali część władzy politycznej, mieli mieć dozgonne przywileje; mieli odcinać kupony od wszystkich państwa. 

        Antoni Macierewicz przyszedł do Ministerstwa Obrony Narodowej w chwili, kiedy przez ten resort zaczęły przechodzić olbrzymie pieniądze. Kontrakty takie jak na caracale były już obstalowane i podpisane. Nie liczył się żaden interes Polaków, którzy na to mieli pracować, liczyło się to, ile będzie można przy okazji odprowadzić do własnych kieszeni. We wspomnianym wywiadzie przyszły szef resortu obrony mówił a propos caracali: No przecież sprawa kontraktu na caracale, takiego najbardziej skandalicznie znanego – jest wiele innych, ale ten jest najważniejszy – bo chodzi o 13 miliardów złotych dla Francuzów, zamiast dla Polaków, zamiast dla polskiego przemysłu, to dla francuskiego.

        Tutaj jest pełna świadomość Służby Kontrwywiadu, dlaczego to się dzieje, i jest duża wiedza, jak się dzieje. (...) I to nie jest związane z tym, że mamy jakieś kłopoty intelektualne czy organizacyjne, żeby dowiedzieć się, kto z kim, za ile itd. To wszystko jest wiadome.

        Czekamy na porządną prokuraturę, czekamy na uczciwy sąd i czekamy na to, aż będzie można te papiery z szuflad Kontrwywiadu Wojskowego wyjąć i ludzi odpowiednio z ich zawartością osądzić. Tu kłopotów nie ma.

        Papiery w szufladach były, ale i tak nikt  z tych, o których było wiadomo, kto, z kim i za ile, nie wylądował za kratkami. Rozbicie koterii polskiego deep state nie było możliwe. 

        Jeżeli chce się pokonać takich ludzi, to walka musi być zdecydowana, krótka i na noże. Przeciwnik jest potężny i ma olbrzymie atuty w ręku. 

        Zresztą popatrzmy, jak robią to inni; choćby prezydent Turcji Erdogan, który po nieudanym puczu sprowokowanym przez własne służby aresztował dziesiątki tysięcy ludzi. 

         W Polsce, gdzie zdrada jest tolerowana  od wieków, było „po polsku”, nikogo nie aresztowano, nikomu nie postawiono zarzutów kryminalnych. Co najwyżej popsuto interesy ludzi „jądra władzy”, co to w pudełkach po butach biorą miliony w gotówce, co to podbijają cenę misia, aby był bardziej drogi, bo wtedy więcej zarobią na procencie. 

        Antoni Macierewicz był znienawidzony przez tych, którzy przecież sądzili, że Polskę dostali na własność. Dlatego uruchomiono najbardziej skuteczne mechanizmy nacisku z zewnątrz i wewnątrz; dlatego przedstawiono go jako psychicznego antysemitę. 

        Jedno z całą pewnością o Macierewiczu można powiedzieć – nie był przekupny, dlatego tak bardzo uwierał. 

        Druga rzecz, to że Polska wchodzi dzisiaj w nowy etap, zmienia charakter i ma być państwem „bardziej otwartym na inne kultury i narody”, zwłaszcza zaś jedną kulturę i jeden naród; ma być – jak to określił prezydent Duda, „Rzeczpospolitą przyjaciół”. W tym roku będziemy mieli wspólne obchody z towarzyszami izraelskimi, chcemy, by w Polsce czuli się jak u siebie; chcemy razem z nimi budować w Polsce dobrobyt i dlatego narodowa retoryka Macierewicza kłuła w oczy, jego bezustanne podkreślenia i odmiana przez przypadki słów „naród”, „Polska”, nie przystawały do nowej narracji.

        Antoni Macierewicz po prostu uwierzył w propagandę swego ugrupowania. Tymczasem podobnie jak w Stanach Zjednoczonych, gdzie widzimy nowy charakter prezydentury Donalda Trumpa, podobnie w Polsce nadchodzi nowy dzień. Jego akuszerami są ulubieńcy pijarowców zapraszani na szabasowe kolacje. Komentując na szybko to, co się stało za sprawą tzw. rekonstrukcji rządu, napisałem, że polityka to pieniądze, pieniądze, jeszcze raz pieniądze. Polacy ich nie mają i dlatego pozostają jedynie statystami cudzego teatru.

        A PiS? PiS zdobył władzę, bo zwykłym Polakom powiedział – będziemy reprezentować wasze interesy. Jeden z anty-Polaków stwierdził sentencjonalnie – Mam największe pretensje do Kaczyńskiego, że z cynicznych powodów dał nieoświeconemu plebsowi poczucie dostępu do władzy.

        Dzisiaj widzimy, że to było tylko poczucie, dzisiaj „nasz” prezydent składa hołdy lenne przedstawicielom polskiego deep state, dzisiaj widzimy, „jak wiele się musi zmienić, żeby nic się nie zmieniło”.

Andrzej Kumor


Dostęp tylko dla użytkowników z subskrypcją. Kup teraz!

Ostatnio zmieniany niedziela, 14 styczeń 2018 23:07
Strona 1 z 202