Goniec

Switch to desktop Register Login

czwartek, 04 styczeń 2018 23:29

NARRACJE KATALITYCZNE

Napisane przez

        Dlaczego PiS jest złą partią? Czy zapytajmy inaczej: może PiS jest dziki i zły, bo ma ostre kły? 

        Nic podobnego. PiS jest partią wyjątkowo wredną, ponieważ „lansuje narrację historyczną pomijającą udział Polaków w okrucieństwach II wojny światowej”. Ho-ho, tak-tak. To znaczy jest tak zdaniem organizacji Freedom House. Ale jest tak czy jest inaczej, więcej: generalnie jakkolwiek by nie było, ponieważ wcale nie o to chodzi, jak było, więc bez żadnego ryzyka popełnienia błędu, jakkolwiek miałoby być, widzimy w przywołanej frazie wyrychtowaną starannie, olbrzymią płachtę, brudną, oblaną moczem złej woli, którą przez cały 2018 rok będą nas usiłowały zasłonić, odgrodzić świat od prawdy, a wreszcie wepchnąć nam w gardła i zadławić ostatecznie – kto taki? Ludzie szczerze zatroskani o demokrację i swobody obywatelskie na całym świecie, jak świat ów długi, szeroki, okrągły i bez reszty już Polską zniesmaczony. 

czwartek, 04 styczeń 2018 23:22

Absolwenci chederów

Napisane przez

ligeza        Dzieje się, a nowy porządek świata wspiera i zaprowadza kto może, gdzie może i jak może, nie oglądając się na nic – gdy tylko może na nic się nie oglądać. 

        Czas ma to do siebie, że nie stoi w miejscu. Nigdy. Ludzie to co innego. Więcej jeszcze: mało, że czas w miejscu nie stoi, tu i tam wyraźnie przyspiesza. Dajmy na to: w Polsce. No tak. Niejaki Jonny Daniels, którego podobnież kilka spółek skarbu państwa futruje dziś do poziomu znacznie powyżej jarmułki – więc Jonny Daniels, szara eminencja tak zwanej polityki polskiej, czy tam nawet czarna, prezes fundacji „From the Depths”, deklarującej budowanie wspólnej dla Polaków i Żydów przyszłości, a budujący ją oznajmieniami w rodzaju: „Żydowski duch zwycięża tych, którzy Żydów próbują eksterminować”, czy też opinią zbliżoną w treści, że mianowicie z życia publicznego w Polsce powinien zniknąć Grzegorz Braun, więc tenże Jonny Daniels... i tak dalej, i tak dalej. 

czwartek, 04 styczeń 2018 23:09

Refleksje na koniec 2017 roku

Napisane przez

pluta        O czym pisać na koniec 2017 roku? Że ktoś zyskał nowy stołek i zaraz załatwił całej rodzinie miejsce przy korycie, że ktoś za granicą podburza mocarstwa do ingerowania w sprawy wewnętrzne Polski, że ktoś się nażarł i nażłopał za nasze? Niestety, to już tak powszechne i oczywiste, że aż nie chce się stukać z tego powodu paluszyskami w klawiaturę.

        Może napiszę o tym, że ciągle w telewizji publicznej słyszę, że Polska rośnie w siłę, a ludziom żyje się dostatniej, czy jakoś podobnie, co przypomina jako żywo czasy wczesnego Gierka. 

        Żeby podobieństwo było jeszcze większe, to i mamy w telewizorze Marylę Rodowicz, co pewnie jest formą łapówki, żeby nie narzekała na to czy na tamto, jak zrobiła to w czasie, gdy ważyły się losy sławetnego festiwalu w Opolu. Podobnie jak i w latach siedemdziesiątych nadymani są sportowcy niczym żaby przez wiejskich wyrostków i cała Polska ma żyć nie swoimi sprawami, ale sukcesami a to piłkarzy, a to siatkarzy, a to skoczków narciarskich, oczywiście dopóki tego wszystkiego nie zweryfikuje boisko, parkiet czy skocznia, ale wówczas fachowcy od propagandy zajmują umysły ludzi innymi „wydarzeniami sportowymi”, które tak naprawdę mają znaczenie tylko dla głównych bohaterów tychże wydarzeń i tych wszystkich, którzy zarabiają na tzw. sporcie. Brakuje jeszcze tylko, aby przywlekli jakichś bohaterów telenoweli, zupełnie jak za komuny przywlekli odtwórców głównych ról w serialu „Niewolnica Isaura”.

czwartek, 04 styczeń 2018 23:09

Wigilia (1/2018)

Napisane przez

pruszynskiWigilia

        Najpierw 24, to imieniny Mistrza Adama. Po Mszy św. poszliśmy z Czerwonego Kościoła ze śpiewaniem kolęd polskich z naszym proboszczem ks. Władysławem Zawalniukiem, ks. prałatem Andrzejem i Ambasadorem RP pod pomnik poety. Tam były liczne mowy, dalsze śpiewy kolęd białoruskich i polskich oraz deklamacja wierszy Mistrza Adama. Wreszcie zaczęliśmy się łamać opłatkiem i składać sobie życzenia, a potem podano nam na rozgrzewkę kawę i bułki. Tym razem była wspaniała mundurowa i cywilna obstawa imprezy. Był skromny kamerzysta „firmy” oraz pięć ścieżek prowadzących do pomnika miało po dwójkę lub lepiej stróżów porządku. Czyli władza się nas boi. Do nich jako jedyny podchodziłem z opłatkiem oraz ciepłą kawą i im składałem życzenia. A na zakończenie lokalny zespół odtańczył poloneza. Co ciekawe, choć mówi się wiele razy, że to poeta z Białorusi, to nikogo z władz kultury naszego państwa nie było.

        Wieczorem w naszym kościele były dwie pasterki, białoruska najpierw, a polska potem. Zaś na pierwszym kanale naszej TV pokazana była pasterka w kościele w oddalonym o 100 km Iwieńcu, gdzie kilka lat temu była walka z władzą o polski dom, przerobiony z domu handlowego. Była oczywiście po białorusku, ale po mszy metropolita mówił dłuższą chwilę po polsku.

czwartek, 04 styczeń 2018 22:55

Prysły zmysły jak pajęczyny wątła nić…

Napisał

        – „Stracił zmysły” – tak prezydent Trump określił to, co jego były główny strateg i bliski doradca Steve Bannon zrobił w wypowiedzi dla znanego dziennikarza. 

        Sam Bannon jest postacią nietuzinkową; zna wiele „kuchni” w Stanach Zjednoczonych, w których pichci się polityczny PR i ugaduje, kto, komu, ile i za ile. Bannon ostatnimi czasy przedstawia siebie, a dzięki temu również kampanię wyborczą prezydenta, jako antyestablishmentową siłę, która w interesie zwykłych Amerykanów jest stanie odbić ster kraju z rąk banksterów manhattańskich i obcych lobby. 

        Wkrótce okazało się jednak, że banksterzy nie tacy w ciemię bici i zagrywki Bannona mają w małym palcu. Nasz rewolucjonista nagle zorientował się, że jest w tym wszystkim wykorzystywanym w grze pionkiem, a nie wielkim rozgrywającym. Kiedy było już po wszystkim i ci co zawsze wygodnie ulokowali się w Białym Domu, Bannonowi po prostu dano to odczuć. Odchodząc, powiedział wtedy, że „ta prezydentura jest skończona”, mając na myśli to, że zapowiadana przez Trumpa rewolucja okazała się tym co zwykle; zagraniem pijarowym, a Donald Trump, człowiek pewnego środowiska władzy, przez to środowisko wystawiony i  wsparty, nie zamierza wywracać układu amerykańskiej elity w imię jakichś proletów z Pensylwanii. Bannon obiecywał wówczas, że będzie nadal wspierał prezydenta na różnych płaszczyznach, bo „choć bitwa jest przegrana, to jeszcze walki będą się toczyć”. 

To się zmieniło, dzisiaj gorycz przepełnia go do tego stopnia, że zdecydował się zagrać va banque, czyli kopnąć prezydenta w czułe miejsce. Gorycz jest tu zrozumiała, bo nie ma gorszego uczucia niż to, że ktoś bezwzględnie wykorzystał nasze poświęcenie do swoich celów. Wielu takich ludzi murem stało za Trumpem w trudnych chwilach, gołymi rękami zanosząc do Białego Domu. 

        Okazuje się, że obietnice dotyczące America’s First nie są traktowane poważnie. Ameryka nadal prowadzi politykę zagraniczną pod dyktando kieszonkowego mocarstwa, banksterzy przerabiają powietrze na złoto, a system gospodarczy jest pisany patykiem na chińskim papierze i zależy od tego, czy Chińczycy będą chętni kupować amerykański dług. 

        Mamy więc do czynienia z przykładem porozwodowej goryczy. I pomimo świetnych notowań prezydenta w sondażach, notabene podobnych do tych jakie po roku prezydentury miał Obama, wiadomo dzisiaj, że cały segment amerykańskiego społeczeństwa, ten właśnie, który do urn został poprowadzony przez ludzi alt-rightu, jak Bannon, dzisiaj w obronie prezydenta nie kiwnąłby palcem. Gasną natomiast uprzedzenia establishmentu i w mainstreamie coraz częściej piszą o Trumpie dobrze, jak choćby William McGurn (The „Stupidity of Donald Trump” w „Wall Street Journal”),

        Coraz bardziej widać, że rozgoryczenie  może udzielić się Amerykanom polskiego pochodzenia, których Trump przedwyborczo klepnął po plecach i naobiecywał (choćby zniesienie wiz, co samo w sobie jest czymś uwłaczającym), ale też nikt z Polaków nie podejrzewał wówczas, że to kierowana przez prezydenta Trumpa Ameryka będzie oficjalnie popierać bezprawne roszczenia organizacji żydowskich wobec państwa polskiego do tzw. mienia bezspadkowego, swego rodzaju reketu, który został już przetestowany na kilku krajach, jak choćby Szwajcaria. 

        Jeśli prezydent podpisze ustawę, która zobowiąże rząd USA do czynnego poparcia tych roszczeń, będzie to oznaczało, że nie tylko Bannon okazał się murzynem, który może odejść, bo zrobił swoje... 

***

        Tymczasem nad Wisłą coraz więcej dziennikarzy internetowych zaczyna się łapać w potrzask politycznie poprawnej kampanii cudzoziemskich sieciowych gigantów. Bo przecież sieć internetowa, nie wspominając już o takich prywatnych firmach, jak Facebook, Twitter, YouTube czy Instagram, to nie są polskie wynalazki i na ich platformach obowiązują ich zasady. 

        Robienie akcji politycznych, społecznościowych w oparciu li tylko o Facebook czy YouTube to korzystanie z obcego publikatora. Śmieszy mnie, gdy niezależni antysystemowi dziennikarze wypominają zagraniczne pochodzenie większości polskich tradycyjnych mediów, a jednocześnie  sami nadają  na Facebooku czy w YouTubie. 

        Internet sam w sobie jest systemowy, a firmy takie jak wymienione, mają de facto status monopoli.

        No i nagle okazało się, że takie telewizje, jak wRealu24, a i wiele innych, nawet maleńkich kanalików, w których dziarsko pokrzykiwali antysystemowi Polacy, dostało ostrzeżenia i zostało pozamykanych. 

        Najbardziej zaś gorzko-śmieszne jest to, że YouTube w ostrzeżeniu rozsyłanym do właścicieli przedstawia się jako orędownik wolnego słowa i pisze tak: Uwaga, ograniczenia treści filmów. Jesteśmy orędownikami wolności słowa i bronimy prawa każdego użytkownika do wyrażania opinii, nawet tych niepopularnych. Jednakże wypowiedzi szerzące nienawiść są w YouTube niedozwolone. Granica oddzielająca wypowiedzi szerzące nienawiść od zwykłych treści jest czasami niewyraźna. Jeśli nie masz pewności, czy twoje materiały przekraczają tę granicę, nie publikuj ich. 

        No jakże to jasno powiedziane; jeżeli masz drogi kolego jakieś wąty, to ugryź się w język,  oczywiście w ramach wolności słowa. Do tej pory nasza cywilizacja była budowana na założeniu prawnym, że co nie jest zakazane, jest dozwolone, a to co jest zakazane, musi być dokładnie zdefiniowane. Taka była nasza cywilizacja, ta nowa już nasza nie będzie, co widać na powyższym przykładzie.

        Nawiasem mówiąc, ostatnio obejrzałem sobie w TED piękny wykład pani noblistki o telomerach. Są to końcówki chromosomów, które zabezpieczają chromosom przed uszkodzeniem w kopiowaniu. Podczas każdego podziału komórki telomer się skraca, jest więc jak gdyby licznikiem i ogranicznikiem liczby tych podziałów. Gdyby proces ten nie następował, komórka kopiowałaby się jak szalona. Oznaczałoby to teoretycznie możliwość przedłużenie w nieskończoność życia danego osobnika. W telomerach tkwi tajemnica procesu starzenia się i proszę sobie wyobrazić, że zbadano ludzi, którzy żyją w ciągłym stresie, i wyszło, że oni mają te telomery krótsze od tych, którzy mają w życiu same radosne i piękne chwile.

        Jak to się ma do wolności słowa? Otóż są tacy debile na uniwersytetach, którzy uważają, że krytyka skraca życie, bo jeżeli ktoś mnie krytykuje, to ja się denerwuję, jeżeli mam stres, to skracają się telomery. A zatem „mowa nienawiści” staje się atakiem fizycznym. Jeśli zaś ktoś fizycznie atakuje, to trzeba fizycznie atak odeprzeć, najlepiej przy pomocy policji i innych środków przymusu bezpośredniego.

        Proszę sobie więc wyobrazić, że mieszkając w krajach zamordyzmu, nie zdawaliśmy sobie sprawy z ich nowoczesnego podejścia do tematu wolnego słowa.

Andrzej Kumor


Dostęp tylko dla użytkowników z subskrypcją. Kup teraz!

Ostatnio zmieniany poniedziałek, 15 styczeń 2018 09:24
sobota, 30 grudzień 2017 09:38

Z perspektywy polskiej i kosmicznej

Napisane przez

michalkiewiczKoniec starego roku i początek nowego. Starożytnym Rzymianom, którzy przejętej od Greków religii nadali charakterystyczny dla nich formalizm, ta zbieżność nasunęła pomysł, że tym dniem musi opiekować się specjalne bóstwo, o obliczach skierowanych zarówno ku przeszłości, jak i ku przyszłości. Tak narodził się dwulicowy Janus, będący zarazem opiekunem wszystkich przejść, bram, drzwi i mostów. Od jego imienia wziął również nazwę pierwszy miesiąc roku: januarius. Nawiasem mówiąc, w łacińskich nazwach miesięcy odbija się historia Rzymu. Początkowo miesięcy było tylko dziesięć i dlatego wrzesień nosi nazwę „septembra”, czyli „siódmego”, październik - „octobra”, czyli „ósmego”, listopad - „novembra”, czyli „dziewiątego”, a grudzień - „decembra”, czyli dziesiątego. Poprzednie miesiące zapożyczały nazwy od imion bóstw poczynając od februariusa, który zawdzięczał są nazwę odbywanym wtedy właśnie obrzędom oczyszczającym (februa), ale te obrzędy wywodzą swoją nazwę od Feba, czyli Apollina. Nawiasem mówiąc, w czasach saskich popularny był w Polsce wierszyk wielkanocny treści następującej: „Jak Febus jasny wychodzi z podcienia, tak Jezus Chrystus z grobu, spod kamienia. Śliczna lilija w ogródku rozkwita, Panna Maryja z Jezusem się wita...” - i tak dalej. Te obrzędy poprzedzały nowy rok, rozpoczynający się w marcu, który nazwę swoją zawdzięcza Marsowi, bogowi wojny. Aprilis pochodzi od Afrodyty, maius – od Mai, a czerwiec, czyli iunius – od Junony. Początkowo pierwszym miesiącem roku był marzec i 15 marca, czyli w idy marcowe, swoje urzędowanie rozpoczynali konsulowie. Ale w roku 153 przed Chrystusem przesunięto ten termin o dwa i pół miesiąca wstecz i w ten sposób

sobota, 23 grudzień 2017 20:50

Na szybko: Zawsze patrz kto płaci

Napisał

Dawno temu bodajże Napoleon powiedział że do polityki potrzebne są 3 rzeczy: pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze.
Do dzisiaj nic się nie zmieniło. Dlatego że polityka to jest realne działanie, a realne działanie wymaga pieniędzy. Bez pieniędzy ludzie nie pracują, albo pracują przez krótki czas, a działanie to praca.
Oczywiście w polityce liczą się również emocje, one czasami są w stanie zapełnić ludźmi ulice, ale przywódcy ulicy, zazwyczaj nie mają pieniędzy i są do kupienia, a więc jeśli ktoś kto ma pieniądze to kupi też i ulice.
Jak widać, przeświadczenie, że jakąś realną zmianę można zrobić "poza układem", przez to że wymyślimy sobie z Kazikiem jak naprawić świat, następnie napiszemy jakiś program, założymy organizację i ludzie to podchwycą to mrzonka. Taka organizacja to owszem fajny sposób na spędzanie wolnego czasu, miłe hobby, dające poza tym poczucie ważności i znaczenia.
Tymczasem prawdziwe życie toczy się obok, wokół obiegu pieniądza; tego kto, komu, z czyjej kieszeni do czyjej kieszeni; na czym zarabia, co dostaje i tak dalej... Ideą można porwać ludzi młodych, zwłaszcza jeśli nie mają rodzin, dzieci i zobowiązań wówczas chętnie idą na barykady i do okopów. Ale znów ktoś im musi kupić broń, amunicję, ktoś musi zorganizować kuchnię i transport. To wszystko trzeba ukraść (zdobyć) albo kupić, czyli wziąć na kredyt za jakieś zobowiązania.

To nie są żadne mądrości, można to zaobserwować o każdej porze dnia i nocy, w każdych warunkach na wszystkich kontynentach. Dlatego jeśli ktoś rzeczywiście chce coś zmienić, najpierw powinien pomyśleć skąd weźmie pieniądze i na jakich warunkach. Programy, debaty - to rzecz wtórna. 

Mówię o tym dlatego że w Polsce odwykliśmy od rzeczy normalnych i łatwo nam wciskać kit i wyprowadzać w pole.

Uczmy więc dzieci jak się rzeczy w świecie mają, niech nie będą głupie, nie zasłużyły żeby byle jaki zagraniczny "załatwiacz" ustawiał ich jak pionki, by byle jaki korporacyjny kapral kupował je na kopy. Niech znają cenę i wiedzą co ile kosztuje: ile kosztuje demonstracja uliczna, ile partia polityczna, ile rewolucja, ile zamach stanu.

Trzeba się nauczyć dostrzegać rzeczy prawdziwe i wyzwalać z matrixu, trzeba widząc "rewolucję" umieć zapytać kto, u kogo i za co wydrukował i wyprodukował wszystkie potrzebne materiały. Słowem, jeśli chcesz wiedzieć, patrz kto płaci.
Andrzej Kumor


Dostęp tylko dla użytkowników z subskrypcją. Kup teraz!

Ostatnio zmieniany niedziela, 24 grudzień 2017 10:35
piątek, 22 grudzień 2017 09:48

WYKLĘTY

Napisane przez

NiemczykJanusz        Są takie sceny, dzięki którym zapamiętuje się jakiś film przez lata. Film „Wyklęty” widzowie zapamiętają z pięknych zdjęć plenerowych. Gdyby ktoś chciał pokazać Polskę swoim dzieciom, to polecam właśnie film „Wyklęty”. Oczywiście dzisiaj już w Polsce nie ma domów krytych strzechą. Ja takie pamiętam. Ale zostały jeszcze w wielu miejscach te nietknięte czasem lasy, góry. Góry Świętokrzyskie, Roztocze... Tam rozgrywa się akcja filmu, tam robiono większość zdjęć. 

        W filmie zdjęcia plenerowe wkomponowane w akcję filmu są jednymi z najlepszych, jakie widziałem w filmie polskim od lat. Dzięki tym plenerom, tym zdjęciom ten film jest też jakby paradokumentem. Można też swoim może już trochę starszym dzieciom pokazać GO, razem z nimi oglądać i mówić: „o właśnie tak było, tam się urodziłem. Tam były takie domy kryte strzechą”. 

        Nieraz brak pieniędzy na film powoduje, że powstaje coś lepszego, niż gdyby te pieniądze na produkcję filmu były. 

        W ramach Festiwalu Filmów Polskich w Toronto odbył się pokaz filmu „WYKLĘTY”. 

czwartek, 21 grudzień 2017 23:34

Gdy trzymam różaniec, kończy się burza

Napisane przez

mariusz1Gdy trzymam 

różaniec, kończy się burza

To nic, że za oknem zimno i deszcz pada

To nic, że boli i noc nieprzespana

To nic, że z pozoru wygląda to źle,

Bo odszedł ode mnie smutek i lęk…

        Każdego roku o tej porze towarzyszyło mi przygnębienie i samotność taka trawiąca ciało i umysł, jednym słowem „ból”, na który nie miałem sposobu, nawet w zakochaniu. Gdyby to była depresja, to z łatwością bym ją okiełznał, bo rządziła mną w pierwszych latach po wypadku, teraz nie ma ze mną szans. To ewidentnie wpływ aury zarzucał na mnie sieć, z, której nie potrafiłem się wyplątać.  Nawet miłość, słodycz ciała, feromonu czy słowa nie były w stanie pokonać tego okresu poza czasem. Tak, to czas był wówczas jedynym lekiem, mozolną terapią, która w zasadzie niczego nie uśmierzała. Trzeba było przetrwać ten dręczący okres ponurej aury w cierpliwości. Ulga przychodziła wraz z początkiem nowego roku. Z dnia na dzień było lepiej i lepiej, progres postępował, aż do wiosny. Tak, wiosną wybuchał wulkan radości w moim sercu, w samym środku było jego rozległe epicentrum. Wraz z nim niezliczone pragnienia, począwszy od poczucia na twarzy promyków słońca i dotyku pierwszych rozwiniętych listków na krzewach, drzewach, aż po usilną chęć rzucenia się na dywan utkany z żółtych mleczy…

czwartek, 21 grudzień 2017 23:32

Stało się w 2017

Napisane przez

        Rok 2017 dobiega końca. Większość z nas zdaje sobie sprawę, że żyjemy w świecie niesamowitego przyspieszenia technologicznego, ale odkrycia, które dokonują się na naszych oczach, jakoś nam umykają, warto więc przypomnieć, co takiego w roku 2017 się wydarzyło i co z pewnością zmieniać będzie świat w najbliższym czasie.

1. Zaczniemy od czegoś nie bardzo wpływającego na nasze codzienny plany, otóż w gwiazdozbiorze Wodnika teleskop Spitzera pozwolił odkryć  NASA system planetarny, który składa się z 7 planet wielkością przypominających naszą Ziemię, okrążających przeciętną gwiazdę. Jak się sądzi, 3 z nich znajdują się w strefie pozwalającej na zamieszkanie i mają wodę w stanie ciekłym. 

2. To ciekawa obserwacja, która podważa nasze dotychczasowe rozumienie świata gadów, zwłaszcza to ukształtowane przez kultowy film „Jurassic Park”,  okazuje się bowiem, że jeden z największych drapieżnych dinozaurów, T-Rex, nie mógł uganiać się za swoimi ofiarami. Posługując się modelami komputerowymi, paleontolodzy ustalili, że nogi tego dinozaura nie wytrzymują większych prędkości niż  20 kilometrów na godzinę. Opracowanie na ten temat ukazało się w publikacjach University of Manchester.