Goniec

Register Login

piątek, 23 listopad 2018 13:01

Dżender w szkołach nie do ruszenia?

Napisał

        Podczas niedawnego zjazdu rządzącej ontaryjskiej Partii Postępowo-Konserwatywnej podjęto rezolucję domagającą się wycofania ze szkół w prowincji ideologii dżender. Rezolucja zaproponowana została przez Tanyę Granic Allen, byłą kandydatkę na lidera tej partii, dzięki której poparciu Doug Ford uzyskał stanowisko. 


Dalsza część artykułu dostępna po wykupieniu subskrypcji. Kup tutaj!

Ostatnio zmieniany poniedziałek, 26 listopad 2018 14:41
piątek, 23 listopad 2018 12:41

O psuju

Napisane przez

        Pewnie takiego psuja znacie, który za co się nie zabierze to spieprzy.

        Taki psuj, czy taka psuja, ujawniała się już w dzieciństwie. Przykładem jest mój kolega z podwórka Józik. Co dostał autko to je zepsuł. A dostawał te autka często, bo obie babcie na wyścigi przed sobą mu te autka prezentowały, bo to był jedyny chłopczyk w rodzinie. Jego siostrzyczki obdarowywane były przez babcie tylko z okazji urodzin i na Boże Narodzenie.

        Pewnie dzisiaj babcie te postawiono, by pod społeczny obstrzał, że były seksistowskie, i krzywdziły dziewczynki. Ale wtedy nikt się tym nie przejmował. Chłopak wiadomo, jak wybuchnie wojna, powstanie, albo zbiry przyjdą - to obroni. A takie dziewczątka to co? Jeszcze nie daj z dzieckiem te zbiry je zostawią. 

        Więc ten Józik, co dostał autko to je popsuł. A to koło skrzywił, a to kierownicę wyrwał, a to na nie celowo nadepnął. Mówimy o czasach, że zabawki były solidne, ze stali i drewna, do zabawy przez lata. To było przed erą plastików, światełek i dźwięków. Takie dzisiejsze zdalnie sterowane autko, to by Józik też załatwił, ale to nie jest żaden wyczyn, bo większość z nich i tak nie działa jak trzeba od samego początku. 

        Więc temu Józikowi to zostało i jak dorósł to też wszystko psuł. 

        Małżeństwo mu nie wyszło, ojcostwo też nie, w pracy sami podli ludzie, a sąsiedzi tylko mu robią na złość. Taki Józik, jak ma wynieść śmieci, to je pokryjomu wstawia do garażu, a potem obwinia sąsiada, że mu to zrobił na złość. Jak się z kimś umówi, to jest godzinę spóźniony, a jak trzeba zapłacić wspólny rachunek w restauracji, to z reguły nie ma portfela, a potem o długu zapomina, bo kto by to pamiętał o duperelach. Jak ma kupić kabel do VCR-u to zawsze kupi nie taki jak trzeba, jak ma kupić farbę w kolorze szarym, to kupi w kolorze burym. A wszystko to robi z pretensją do świata. 

        Jak się przed takim obronić? No jak?  Ano, nie dawać mu okazji do zabłyśnięcia. On biedny nie zdaje sobie sprawy, że babcie już dawno pomarły, i nie ma komu mu kupować nowej zabawki, więc nie ma i powodu psuć starej. Ale on nigdy nie zmienił swego zachowania. Więc psucie mu zostało, jest w jego życiu wieczne. I nie wiem czy robi to na złość, aby zwrócić na siebie uwagę, czy też po prostu z głupoty. A może to taki typ osobowości, których tyle się ostatnio namnożyło. 

        A jeśli macie takiego psuja w życiu, to bądźcie przygotowani na psucie, bo on inaczej nie potrafi. Tylko nie bierzcie za jego zachowanie odpowiedzialności. To on jest psuj/psuja, i tylko on/ona to może zmienić.  

        A na koniec ciekawostka. Zgodnie ze słownikiem: ‘psuja’ to osoba płci męskiej, więc można powiedzieć ten psuja. Ale w rodzaju żeńskim, to też jest psuja. Więc mamy takie słowo w polszczyźnie gender obojętne.  

Michalinka

W 2010 r. ekolog Rick Smith, szef Environmental Defense Canada ogłosił, że Ontario’s Green Energy and Green Economy Act jest programem wolnym od kosztów, dzięki czemu Ontario może zostac północnoamerykańskim liderem w dziedzinie energii odnawialnej. Twierdził, że ma fakty, studia i liczby. Żadna z tych prognoz nie była realna. 

        Radykalna “zieleń” liberalnego rządu od 2010 r. ponad dwukrotnie zwiększyła cenę energii elektrycznej dla konsumentów. Za wszystkie koszty związane z ekologią, oszacowane w 2015 roku przez audytora generalnego na 170 miliardów dolarów w ciągu 30 lat (do 2014 roku konsumenci energii “zapłacili już łącznie 37 miliardów dolarów, a oczekuje się, że zapłacą kolejne 133 miliardy dolarów w globalnej korekcie opłaty za okres od 2015 do 2032 r.”) żadna z przewidywanych korzyści ekonomicznych i społecznych nie została zrealizowana. 

        Oświadczenia wcześniejszego premiera Daltona McGuinty’ego i późniejszej liderki Kathleen Wynne w 2016 r., że zamknięcie elektrowni węglowych dramatycznie zmniejszyło smog i zaoszczędziło 4,4 miliarda dolarów w opiece zdrowotnej i innych kosztach były po prostu nieprawdziwe. 

        Obietnica setek tysięcy miejsc pracy związanych z energią odnawialną była również fantazją, do dziś nikt nie może powiedzieć, gdzie są miejsca pracy, głównie dlatego, że istnieje niewiele nowych stałych miejsc pracy. 

        Zamiast stymulacji gospodarki Ontario i dodatkowego zadbania o zdrowie obywateli, prowincja stworzyła niespójny przemysł elektroenergetyczny, który zagroził rentowności kluczowych gałęzi przemysłu.

        Stowarzyszenie Profesjonalnych Inżynierów Ontario (OSPE) wydało ponad pół tuzina krytycznych raportów na temat braku rozsądnej polityki Liberałów dotyczącej energii odnawialnych. 

        Zamiast podążać za fachową radą inżynierów i ludzi, którzy rozumieją zawiłości produkcji i dystrybucji energii elektrycznej, rząd zabrał się do wydawania dyrektyw prosto z biura premiera. Według Paula Acchione, byłego szefa OSPE “ponieważ wiedzą, jak włączać i wyłączać żarówkę, będą wydawać oświadczenia polityczne dotyczące najbardziej złożonego systemu inżynieryjnego na świecie.” Powiedział też, że rząd “zatrudnia naukowców politycznych i ekologów, ponieważ uważali, że są ekspertami”. 

        W rezultacie rząd wydał ponad 100 dyrektyw ministerialnych, które zignorowały dramatyczny spadek popytu i realia zarządzania siecią elektryczną. 

        Rząd spowodował ogromną ekspansję energii elektrycznej w Ontario. Jednocześnie spadł popyt na energię elektryczną, ponieważ spowolnił się wzrost gospodarczy, a konsumenci zmniejszyli zapotrzebowanie na energię elektryczną. 

        Rosnąca podaż, spadający popyt i obowiązkowe ceny to recepta na chaos gospodarczy. Konsumenci zaobserwowali, że ich koszty energii elektrycznej podwoiły się do 11 centów za kWh w 2016 r. z 5,5 centów w 2006 r. - plus rosnące koszty transmisji i dystrybucji - z kolejnymi w nadchodzących latach. 

        W 2012 r. Stowarzyszenie Inżynierów Polskich w Kanadzie we współpracy z Instytutem Inżynierów Elektryków i Elektroników IEEE oraz Międzynarodowym Stowarzyszeniem Automatyków ISA, zorganizowało w Toronto cykl interaktywnych minikonferencji na tematy energii i energetyki, zaczynając od pilnej potrzeby powstania nowego paradygmatu energetycznego dla Ontario. W konkluzji podkreślono następujące punkty kluczowe. 

        (a) powstała niespójność i chaos w kwestii wytwarzania i dystrybucji energii, przy milczącym współudziale obu partii opozycyjnych, 

        (b) ogromny przyrost generacji elektryczności podczas spadającego popytu. 

        (c) niekompatybilność energii z wiatraków z produkcją energii nuklearnej; wiatry w Ontario wieją głównie w nocy, gdy nie ma potrzeby korzystania z kontraktowo preferencyjnej energii wiatrowej! 

        Ostatni rząd Liberałów zachowywał swoją obsesyjną agendę ignorując wszelkie kwestionujące głosy inżynierów i innych ekspertów. 

        Nowy rząd Forda „zezłomował” Ustawę o Zielonej Energii i podobno planuje wyeliminowanie lub zmianę tak zwanego Planu Fair Hydro, aby złagodzić przyszłe podwyżki cen. Według badań Fraser Institute opublikowanych 4 października 2018 r., aby obniżyć obecne ceny, rząd musi zmniejszyć dodatkową opłatę za energię elektryczną, tak zwaną “globalną korektę, Global Adjustment (GA)”, która może obniżyć dzisiejsze ceny energii elektrycznej do około 24 procent. 

        Subsydiowane umowy zakupu energii elektrycznej zapewniają długoterminowe gwarancje cenowe wyższych stawek rynkowych dla wytwórców energii odnawialnej (wiatr, energia słoneczna, bioenergia i pewne inne). Aby sfinansować te subsydiowane kontrakty i inne koszty systemu (w tym rozszerzone programy konserwacyjne), Ontario wprowadziło tę globalną korektę (GA), dodatkową opłatę do ceny energii elektrycznej. 

        Ceny energii elektrycznej wzrosły od 2009 r. nie dlatego, że koszty generowania energii elektrycznej są wyższe, ale dlatego, że GA wzrosło dramatycznie; w latach 2008-2017 wskaźnik wzrostu wzrósł z mniej niż 1 cent za kilowatogodzinę (wspólna jednostka rozliczeniowa energii) do około 10 centów. Był to cały wzrost kosztów energii elektrycznej w latach 2008-2017. 

        Największy składnik opłaty GA, prawie 40% funduje dotacje wypłacane na odnawialne źródła energii (wiatr, słońce, itp.) w ramach umów, ale te źródła zapewniają tylko 7% elektryczności w Ontario. GA zapewnia prawie 90% przychodów generowanych przez odnawialne źródła energii, a tylko 10% pochodzi z faktycznej sprzedaży energii. To uzależnienie od rządowych dotacji, a nie od sprzedaży pokazuje, jak zniekształcona stała się struktura cenowa w Ontario. 

        Kolejnym krokiem byłoby wykorzystanie władzy ustawodawczej do anulowania subwencji. Nie można tego zrobić bez uruchomienia procesów sądowych. Jednak profesor prawa w Queen’s University, Bruce Pardy twierdzi, że rząd może użyć ustawodawstwa do zmiany lub anulowania prawnie wiążących porozumień, o ile działa w ramach swojej konstytucyjnej jurysdykcji i posługuje się jednoznacznym językiem ustawowym. 

        Według badań przeprowadzonych przez Instytut Frasera, anulowanie subsydiowanych umów zmniejszyłoby opłatę GA o prawie 40%, zmniejszając tym samym ceny energii elektrycznej mieszkaniowej o około 24%. 

        Ponadto rząd Ontario mógłby zbadać inne elementy opłaty GA, w tym finansowanie niepotrzebnych programów konserwacyjnych. Programy konserwacyjne często kosztują więcej niż wartość zaoszczędzonej energii, więc wykluczenie takich programów pozwoli na dalsze oszczędności. Jeśli chodzi o dodatkowe oszczędności, szczegółowe dane (pokazujące, gdzie trafiają pieniądze z GA) nie są publicznie dostępne, więc chociaż uważamy, że możliwe są większe oszczędności, nie możemy obecnie przedstawić dokładnych szacunków. Jest to obszar, w którym potrzebna jest znacznie większa przejrzystość. 

        Obniżenie opłaty GA poprzez anulowanie subsydiowanych umów i zmniejszenie niepotrzebnych programów konserwacyjnych pomogłoby obniżyć ceny energii elektrycznej i zmniejszyć obciążenie dla mieszkańców Ontario.

Jan Jekielek

ostojanPrzysłowia są mądrością narodu. Jedno z nich mówi, że uciążliwa rodzina jest gorsza od złych sąsiadów, bo tych łatwiej zmienić niż krewniaków. To jednak odnosi się tylko do stosunków w mikroskali, bo niestety, chociaż przysłowia odzwierciedlają mądrość doświadczeń, to jak wiemy, w odniesieniu do całych narodów nie spełniają się. 

        Geografia pozwala czasem sąsiadom na pewne przepychanki tylko „w tę i we w tę”, ale tkwić musimy tam, gdzie Opatrzność wyznaczyła nam nasze miejsce pod słońcem. Nasze własne. 

piątek, 23 listopad 2018 11:58

Piramidalny skandal

Napisane przez

pruszynskiPiramidalny skandal

        W urodziny Hitlera światowe media obiegły informacje, że grupa Polaków ubranych nawet w niemieckie mundury na Śląsku czciła ten dzień kolorową imprezą która była nagrana przez ekipę TVN. 

piątek, 23 listopad 2018 11:53

Chłop. Obrona po Marszu. A to dobre!

Napisane przez

farmusZanim przejdę do rzeczy istotniejszych, pozwolę sobie na podzielenie się dobrym dowcipem. Na dodatek zadanym przez autora piszącego do tego samego tygodnika co ja, i którego czytam od lat. Chodzi mi o Ostojana. Otóż, w numerze 46 (15 listopada, 2018) pan Jan Ostoja zdaje się, że się ucieszył z tego że współpracuję z „Gońcem” (z czego ja się cieszę też), ale potem napomknął, że się obnoszę z moim chłopskim pochodzeniem. Zresztą, nie tylko ja, bo i naczelny też. O zgrozo! Więc gwoli wyjaśnienia nie obnoszę się, tylko nie chcę być brana za kogoś kim nie jestem.  A więc, żeby nie było nieporozumień, to od czasu do czasu piszę coś z mojego fascynującego życiorysu, tak jak to robi wielu innych felietonistów, pisarzy, autorów.  A teraz kolej na śmiech. 

        Pan Ostojan pisze ‘Oba, Alicja Farmus, tak jak zresztą redaktor Kumor, ..,.’

        Zastanowiło mnie to ‘oba’. Przeczytałam jeszcze raz. Jakie ‘oba’?  I nagle zaświtało w mojej prostej głowie, że to takie czytanie między wierszami ‘oba’ chłopy, czyli ja i naczelny. Ha, ha, ha!

        Z naczelnym Gońca to mnie dodatkowo łączy to, że studiowaliśmy w Krakowie na jednym wydziale Uniwersytetu Jagiellońskiego, Filozoficzno-Historycznym, z siedzibą Grodzka 52 w Krakowie. Co prawda w innych latach, i inne kierunki, ale alma mater ta sama. Przyszło nam się dopiero spotkać w Toronto. Na to wszystko dostałam małpiego humoru, bo żeby w moim wieku zostać nazwaną ‘chłopem’? No przynajmiej postawiono mnie w dobrym towarzystwie. 

        A tak podprogowo dotykamy sedna wojny polsko-polskiej, bo nikt z tej wiochy nie chce być. Co prawda nie bardzo rozumiem dlaczego? Tę okrutną dla naszego narodu prawdę zrozumiałam po przyjeździe do Kanady, kiedy to uczyłam się angielskiego w nieistniejącym już dziś ośrodku na Dundus & University, Welcome House. Przy stolikowym, polonijnym gettcie językowym wymienialiśmy się skąd jesteśmy. A ten z Wólki Jakiejśtam, a ten z Sieradza, a tamten z Bydgoszczy. Ja z Bytomia. Po dwóch tygodniach, nie było Wólki Jakiejśtam, Sieradza, ani Bydgoszczy. Wszyscy byli z Warszawy. Ja sama ostałam się spoza. Cała reszta wyparła się siebie. Założę się, że to pewnie ci, co szybko zapomnieli polskiego i z pociesznym akcentem mówią po polsku w Polsce. To także pewnie ci, którzy jak stukają w drzwi, to na pytanie ‘kto tam?’, odpowiadają ‘Swój’. Boją się wyjawić kim są z imienia i nazwiska. Boją się tego wyjawić, bo mogą być za to ośmieszeni i pogardzeni. 

        Tamtym w Welcome House wydawało się, że bycie z Warszawy ich nobilituje. Moja koleżanka z akademika po przyjeździe z domu, natychmiast po wyjściu z autobusu czyściła chusteczą do nosa błoto z butów. Żeby nikt nie wiedział. Być z polnych, błotnistych dróg to był obciach. 

        Jest oczywiście inny aspekt ukrywania - żeby przetrwać. No i mieliśmy czasy PRL-u, kiedy to za niewłaściwe pochodzenie szło się do więzienia, nie wolno było podjąć studiów, zamieszkać w Warszawie, czy dostać jakąkolwiek pracę. Już w Toronto rozmawiałam kiedyś z działaczami polonijnymi mojej generacji. Jak zwykle zaczęło się od tego co kto robił i gdzie. Dowiedziałam się, że oni byli działaczami studenckimi, ale szczebla narodowego. Czyli, że nie z jakiegoś tam Krakowa, albo prowincji -  tylko z Warszawy szczebla narodowego. Wow! Skręciło mnie ze śmiechu.

        Więcej o nich i o ich dalszej historii w Kanadzie  pisać mi się nie chce, bo szkoda atramentu. Myślę więc, że w moim wieku, zostać ‘chłopem’ to jest po prostu zabawne. Tak długo jak nie jestem baba-chłop. Nie każdy musi mnie, ani lubić, ani lubić tego co piszę. Ale nie będę się stroić w cudze piórka, tylko dlatego, żeby zatuszować to kim jestem i się przypodobać. A tak w ogóle, to nic złego ze mną nie ma. Kropka. I koniec w tym temacie.

        Przechodzimy do rzeczy mniej śmiesznych

        Ćwierć miliona osób maszerujących wspólnie, spokojnie i bezpiecznie w Warszawie dla uczczenia stulecia odzyskania niepodległości stało się dla liberalnych elit, a także niektórych mediów w Polsce,  największym zlotem ‘faszystów’ w Europie.

        I co?  Wydawałoby się, że ktoś z wysokiego pułapy powinien stanąć w naszej obronie, bo te łgarstwa dotyczą nie tylko Polaków, ale wybranego demokratycznie prezydenta i członków rządu. 

        Oczekiwałam, że minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz wystosuje jakąś notę, upoważniającą sobie podległy korpus dyplomatyczny do reakcji i żądania sprostowań. Ale się niczego takiego nie dopatrzyłam. Nie dopatrzyłam się także na Marszu Niepodległości ‘Wszystko dla Niepodległej’ samego ministra Czaputowicza. Więc teraz nie musi nic prostować, bo to nie on maszerował. 

        Przykładem efektywności, o którą mi chodzi jest Chorwacja, której główna stacja telewizyjna przeprosiła za nieodpowiednie określenia Marszu Niepodległości po interwencji ambasadora RP w Chorwacji. Dobrze, że mamy jeszcze dyplomatów dbających o nasze dobre imię. Ciekawe jak długo? 

Alicja Farmus

piątek, 23 listopad 2018 11:53

Chłód okrutny

Napisane przez

ligeza        Niech ludzi złej woli wreszcie z Europy wywieje, niech zaniechania polskiej wspólnoty w końcu zasypie śnieg, niech wymrozi na śmierć grzechy europejskich elit. 

        Takie tam życzenia na najbliższych parę miesięcy. Od przedstawiciela pokolenia, które postęp i nowoczesność rozczarowały, a rozczarowawszy, nieodwracalnie zbrzydziły. Ostatecznie, zima nadciąga, a ma to być zima stulecia. Czy tam dwóch stuleci. Tym bardziej, nieprawdaż, rozmarzyć się przystoi. Czy tam rozmarzyć i pomodlić. 

        Więc, rozmarzywszy się dostatecznie, niejako przy okazji oraz a propos postępu oraz nowoczesności: kiedyś człowiek chciał wiedzieć, jak jego świat wygląda za horyzontem. To znaczy pragnął świat poznać, a poznawszy oswoić. Interesował się światem. Do dziś upadliśmy na tyle nisko, by sądzić, że poznajemy i oswajamy świat pełniej niż kiedyś, ponieważ interesujemy się tym, co pokazują nam telewizory. Naiwność koszmarna. 

        Jaki z niej płynie wniosek, z tej naiwności? Bardzo proszę: nie wolno nam konsumować świata w sposób narzucany przez ów świat. Świat to media, media to przekaz, przekaz to nadawca – i tak dalej, i tak dalej. Ktoś zna intencje nadawcy? A intencje właściciela nadawcy ktoś zna? Zresztą, co tam intencje. Ktoś widział na własne oczy nadawcę? A właściciela nadawcy? Nie znamy nawet nazwisk tych ludzi, mimo to bezrefleksyjnie zajadamy się paszą medialną, przez nich przygotowaną i wciskaną nam w gardła, jak w gardła gęsi wciska się mieloną kukurydzę. Pozwolę sobie przypomnieć: media zamieniają ludzi w psy, zanurzające pyski w miskach i sycące głód bez świadomości dlaczego są głodne i czemu właściwie chcą żreć akurat to, co żrą. Nie wiedzą też, jak, przez kogo i po co ich żarcie zostało przygotowane, czy tam kto właściwie karmę im zadaje. 

Mówię przez to również, że namalowali nam historie, setki, tysiące historyjek, wciąż je nam malują, w każdą z nich wetknęli (wtykają) skrawek Rzeczypospolitej, jak kiedyś pewien człowiekowaty – ten, co to przestał myśleć i do dziś nie potrafi zacząć od nowa – wepchnął flagę narodową w psie odchody, a teraz my musimy na te malunki, czy tam na te kupy, patrzeć, chcąc nie chcąc. Czy raczej: musimy patrzeć nie wiedząc, że patrzeć na to nie chcemy – ponieważ ukradziono nam prawdę. A bez metafor: ponieważ coraz więcej łgarstw zastępuje dziś każdą z naszych niegdysiejszych, świętych prawd. 

        Zatem gdzie szanse dla Rzeczypospolitej, zapyta ktoś. I czy w ogóle mamy jakiekolwiek szanse, dokończy pytanie ktoś inny. Otóż nie jest mi z tym przekonaniem dobrze, ale nie sądzę, by jakiekolwiek, kiedykolwiek. Jak powiadają ludzie bogaci w wiedzę o świecie i doświadczenia osobiste: fala niesie nas ku naszemu przeznaczeniu i nie chce być inaczej. Tadeusz Korzeniewski (czytajcie, czytajcie!) w gorzkiej refleksji zamknął to samo słowami: “Polska jest tak zasyfiona w głowie i ciele, że nie można się nią przejmować na 100%, bo od tego dusza umiera”. Zaprawdę powiadam nam: nie wolno polemizować z człowiekiem mądrym, gdy ten mądrość głosi. Woda kruszy skałę nie siłą, lecz kapaniem. Czy jakoś podobnie. 

        Dosyć. Jakby to ująć: nie uzdrowisz świata jednym felietonem, nie uzdrowisz nawet słów milionem. Z drugiej strony warto pamiętać: dla tryumfu zła potrzeba tylko, by ludzie przyzwoici zapamiętale choć bezrozumnie lansowali jedno ze swoich sztandarowych zaniechań, nota bene dokonywanych pod sztandarem najgłupszym w dziejach ludzkości: “Mnie polityka nie interesuje!”. Lepiej zdobyliby się na refleksję wskazującą, że ludzka egzystencja to arena, na której dobro nieustannie ściera się ze złem. Że w boju tym bezstronność jest iluzją, zaś deklaracja neutralności oszustwem. Że w sytuacji oczywistego konfliktu interesów należy opowiedzieć się – to znaczy wiedzieć, przy której stronie trwamy. Wiedzieć, że każdy, kto nie pomaga, de facto wspiera wroga. Jeszcze inaczej: że zaniechanie może być grzechem. I że bywa. Nawet śmiertelnym – tak samo w wymiarze jednostkowym, jak w wymiarze wspólnoty narodowej. 

        A poza tym, zima nadciąga. Podobno będzie to zima stulecia. Czy tam dwóch stuleci. Konkretnie: najpierw cztery tygodnie po minus trzydzieści z hakiem w towarzystwie zabójczego wiatru, a potem dwa miesiące w towarzystwie stopni Celsjusza minus dwudziestu pięciu, silniejszych wichur oraz śniegu po same pachy. Czy tam po uszy. Oraz takie tam rozmaite inne zjawiska atmosferyczne, ponoć po stokroć groźniejsze od niskich temperatur, silnych wiatrów czy przesadnie obfitych opadów śniegu. 

        Ktoś oczekuje uzasadnienia? Uzasadnienie czarnowidztwa brzmi: albowiem nie można w naszej strefie klimatycznej w nieskończoność rozkoszować się upałami równikowymi, czy tam sześciomiesięcznym blisko latem. A nawet jeśli można, to w każdym razie nie bezkarnie. 

        Fakt. Bezkarne rozkosze nie istnieją i akurat o to proszę się ze mną nie zakładać. O to zaś, czy rzeczywiście podczas tegorocznej zimy dopadnie nas frigidum atrox, chłód okrutny – o to założę się chętnie. Niechby ludzi złej woli wywiało z Europy, niechby zaniechania naszej wspólnoty rodzimej śniegiem zasypało, niechby grzechy europejskich elit wymroziło na śmierć. Daj Boże! 

Krzysztof Ligęza 

Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

WJesman        Przedstawiamy poniżej wypowiedź Wojciecha Jeśmana z USA na konferencji Polonia a Państwo Polskie przeprowadzonej 12 listopada 2018 roku. Wojciech Jeśman był organizatorem walki przeciw ustawie S 447 w USA.

        Pytanie dziennikarza: Jaka jest relacja Polonii z krajem? Czy są równi i równiejsi?

Wojciech Jeśman: Jest taka grupa koncesjonowana, która dostaje koncesje bez względu na to kto w Warszawie rządzi. Jest to taka dożywotnia koncesja dla ludzi, co bardziej POPiSowo działają. Są też takie osoby, które nie załapywały się na żadne wsparcie ani wcześniej, ani teraz...  

        Nie mam kuli kryształowej, nie wiem jak będzie w przyszłości.

        Ja nie byłem mile widziany z moimi projektami za PO, jak i teraz.

        Konferencja której patronował wice-marszałek z Sejmu pan Tyszka, zaplanowana w Sejmie, na dwa dni przed dostaję informację, że sala sejmowa nie będzie przyznana mimo, że sprawy były konkretnie dograne.

        Podobną sytuację miałem miesiąc temu, kiedy mnie po prostu wyproszono z Kongresu Polonii Świata, dwa tygodnie wcześniej dostałem list bym się nie wybierał i są skłonni refundować bilet… na tym oficjalnym liście było logo sekretariatu marszałka Karczewskiego, było logo Wspólnoty Polskiej i było logo Rady Polonii Świata… Oni stworzyli wspólny formularz na potrzeby tego zjazdu. V Kongres zrobiono na bogato, bo to miało pokryć braki merytoryczne skąd nie wyszła żadna strategia. Nie było żadnych dokumentów końcowych, które by Polonię motywowały do czegoś i obligowały. To jest przewaga formy nad treścią.

        Prezes Frank Spula robi wszystko by Kongres Polonii Amerykańskiej był słaby. Brak jest jakiejkolwiek wizji… Jest zagrożenie, że będzie tym ostatnim od gaszenia światła!! Organizacja abdykuje z obrony Polonii i Polski, i nie chce zajmować się sprawami politycznymi… To jest straszne… Wg spisu z 10 milionów tylko 680 tysięcy mówi po polsku. Kongres unikał krytykowania polskich władz...


***

        Zacznę może od nietypowej strony, mianowicie, ustaliło się takie powiedzenie, że Kongres amerykański uchwalił coś. Prawda o tej ustawie jest zgoła inna, mianowicie prawda jest taka, że normalnie ustawy tego typu proceduje się, za zgodą i wiedzą Komisji Spraw Zagranicznych Izby Reprezentantów. Komisja otrzymała tutaj to zadanie 27 lutego 2017 r. i komisja nie zaopiniowała tej ustawy. Tę ustawę odebrano im w kwietniu 2018 r. z naruszeniem wszystkich reguł demokracji amerykańskiej, tak jak je tutaj znamy. Jest to dosyć istotne, dlatego że normalnie myślimy, iż Stany Zjednoczone są jakby wzorem demokracji, czymś, do czego powinniśmy aspirować. Prawda o tej ustawie jest zupełnie inna. Zrobiono to w Senacie na zasadzie aklamacji, to znaczy ta ustawa została przyjęta bez żadnego normalnego głosowania. Aklamacja to znaczy, że nikt nie liczył liczby osób na sali i nikt nie rejestrował głosów, tak jak one były tam składane. 

        To samo się stało w Izbie Reprezentantów, stało się to na zasadzie procedury, która się nazywa Suspension of the rules, to znaczy, że zastosowano tzw. voice vote, to znaczy, że tak jak przy aklamacji, nikt nie liczył kto jest na sali i nie było żadnej informacji kto, jak głosował. 

        Normalna procedura wymagałaby tzw. roll call,  czyli sprawdzenia listy obecności. Zarówno w Senacie, jak i w Izbie Reprezentantów normalnej procedury nie stosowano, a tym samym, można powiedzieć, że naruszono wszelkie zasady demokracji i przepchnięto tę ustawę na bardzo dziwacznych zasadach. 

        W pierwszym i w drugim wypadku nie ma żadnej informacji ile osób było obecnych na sali, czyli równie dobrze możemy przypuszczać, że nie było tam kworum. Kworum znaczyłoby, że musiałoby być 218 osób w przypadku Izby Reprezentantów. Myślę, że to jakby ilustruje tutaj z jednej strony siłę lobby, które przepychało tę ustawę, ale z drugiej strony świadczy również o słabości tego lobby, ponieważ musiało się one uciec do procedury, która w pewnym sensie była bezprawna z punktu widzenia procedowania tego typu ustaw, gdyż decyzję tę przedstawiano nam jako decyzję całego Kongresu. Można więc tutaj negować tę decyzję, w ten sposób że musiałby powstać ruch, którego celem byłoby odwołanie tych ustaw i zmuszenie Kongresu do spojrzenia na te kwestie od nowa. 

        Jest to o tyle ważne dlatego, że to nie jest koniec naszych problemów z tą ustawą. Ta ustawa to nie jest kwestia tylko tych 300 mld dol. Wyegzekwowanie tej kwoty mogłoby być trudne, jeżeli te miliardy byłyby “doczepione” do, powiedzmy, polskich nieruchomości, natomiast nie jest to trudne, jeżeli “doczepimy” te roszczenia do właśnie alternatywnych roszczeń związanych, powiedzmy, z zasobami naturalnymi. 

        Muszę przyznać, że lobby, które tutaj w dużej mierze kontroluje te procesy w Kongresie ma strategię, która od lat jest konsekwentnie realizowana, więc nie można tutaj naiwnie oczekiwać, że te kwestie jakoś się cudownie zakończą, bo tak po prostu nie będzie. 

        Następną kwestią jest to, co nas czeka w najbliższym czasie dlatego, że jasne jest, iż zgodnie z ustawą S447, która tymczasem stała się prawem w Stanach Zjednoczonych (To prawo ma numer 115; 171), ta ustawa wróci do nas w formie eskalacji roszczeń, dlatego że w ciągu najbliższych 18 miesięcy od podpisania tej ustawy Departament Stanu będzie zobowiązany wystawić raport na temat naszego wypełniania wszystkich rzeczy wpisanych w Deklarację Terezińską. Ta deklaracja zasadniczo mówi, że wszystkie kraje, które partycypowały w tej konferencji muszą być ocenione przez Departament Stanu. Można oczekiwać, że te oceny będą, szczególnie w przypadku Polski, negatywne. Jeżeli te oceny będą negatywne, to znaczy, że następnym krokiem będzie próba stworzenia rozmaitego typu sankcji. 

        Nikt poważny nie oczekuje, że kwestie związane z tą ustawą będą rozgrywane na płaszczyźnie prawnej. Tutaj, w Polsce, pojawiły się takie teorie, że ta ustawa nie ma żadnego przełożenia na polskie prawodawstwo. Prawda jest taka, że nikt nie będzie próbował rozgrywać tego na płaszczyźnie litygacji sądowej; będzie to rozgrywane na płaszczyźnie politycznego dyktatu. I to jest z pewnością zadanie dla Senatu i Izby Reprezentantów, które do tej pory, nie miały specjalnego udziału i dosyć niechętnie uczestniczyły w tym procesie. Chciałbym Państwu jeszcze tylko uzmysłowić, że zaczęło się zasadniczo nie od ustawy 447, tylko od ustawy HR 1226, która to ustawa była minimalnie inna niż ostateczna wersja. HR 1226 to była wersja zaprezentowana w Izbie Reprezentantów i różnica między tymi dwiema propozycjami była taka, że w Izbie Wyższej, w Senacie mówiło się o “rekompensacie”, a w izbie niższej mówiło się o “restytucji”. Różnica jest zasadnicza, ponieważ restytucja zakłada oddawanie w naturze. Chciałbym żebyśmy tutaj zachowali dużą dozę realizmu, dlatego że jasne jest, iż to jest dopiero początek naszych problemów z tą ustawą, dlatego że oczywiście ten raport to jest coś, co jest wpisane w tekst samej ustawy i ten raport musi powstać. Od tego nie ma ucieczki. A jeżeli ten raport powstanie, to cała masa rozmaitych rzeczy się uruchomi. 

        Powstaje pytanie co naprawdę ta druga strona może nam zrobić, jasne jest, że może dużo i to jest cała masa rozmaitych wątków, od sankcji gospodarczych, powiedzmy, zawieszenia kontraktów zbrojeniowych, po kwestie groźne dla naszej gospodarki, jak wprowadzenie sankcji w sensie użytkowania systemu Swift -  to jest systemu rozliczeń międzynarodowych. To nie są puste groźby, dlatego że Stany Zjednoczone raz po raz stosują sankcje. Ostatnio mówi się, właśnie o systemie swift w odniesieniu do Iranu. Polska może tutaj bardzo szybko awansować do tej samej kategorii. Powiem Państwu taką śmieszną anegdotę. Po tej akcji dostałem list z ambasady Pakistanu. Ambasada Pakistanu dziękowała mi w imieniu Islamskiej Republiki Iranu za moją akcję, mimo że ja nigdy nie miałem żadnego kontaktu z jakimikolwiek przedstawicielstwami czy to Iranu czy Pakistanu. Natomiast oni mi dziękowali za to że dowiedzieli się o tym. To świadczy o tym, że łatwo jest naprawdę te kwestie przeinaczyć w taki sposób, że można z tego ulepić praktycznie wszystko. Sprawni ludzie z drugiej strony od PR z pewnością nad tego typu taktykami myślą. 

        A jak doszło do tego, że pojawiłem się tutaj w tym projekcie? Do tego momentu, zasadniczo nie byłem jakoś bardzo tutaj aktywny, owszem pełniłem funkcję prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej w południowej Kalifornii, ale przyznam się, że to dosyć przypadkowo na mnie spadło. A spadło dlatego, że pewnego dnia odwiedziłem stronę Kongresu i zapisałem się na ich e-maile, które miały mnie informować o nowych czynnościach związanych z ustawami. Dziwnym trafem 12 grudnia otrzymałem e-mail, który mnie poinformował, że Senat zatwierdził ustawę S447 i okazało się, że byłem chyba jedyną osobą na świecie - co wydawałoby się zupełnie absurdalne - która się zapisała na tego typu e-maile. Więc mając tę informację natychmiast rozesłałem ją do mojej bazy danych, a jedną z osób na tej liście był pan Stanisław Michalkiewicz. Ta lista liczy 1800 osób. I jedyną reakcję, jaką otrzymałem, to była właśnie reakcja pana Michalkiewicza. Pan Michalkiewicz był jedyną osobą, która zrozumiała naprawdę zagrożenie, i zareagowała na nie. 

        No, jakie mamy z tego tutaj wnioski? Wniosek jest taki, że w Kongresie Stanów Zjednoczonych nie mamy za dużo przyjaciół. I to jest jasne, że jest to kwestia wieloletnich zaniedbań, jeśli chodzi o naszą politykę historyczną. Oni po prostu tych rzeczy nie rozumieją. Łatwo jest naszymi kongresmenami manipulować i druga strona robi to na wiele różnych sposobów. Oczywiście, kwestie finansowe są tutaj również istotnym elementem, nie jesteśmy w żadnym stopniu tego kontrolować, z tej drugiej strony wydaje się na to miliardy. Jeżeli chodzi o polski lobbing to praktycznie rzecz biorąc, on nie istnieje. Podobnie nakazywałbym dużą dozą realizmu, jeżeli chodzi o postawę Białego Domu. To nie jest tak, że Donald Trump tę ustawę zawetował, tylko on ją podpisał, co znaczy, że zasadniczo nie był w stanie przeciwstawić się interesom lobby. Istotne jest również to, że ta ustawa w pewnym sensie była kupiona przez to lobby, dlatego że pan Sheldon Adelson mniej więcej tydzień po uchwaleniu tej ustawy przyniósł czek na 30 mln dol., który wręczył spikerowi Paulowi Ryanowi. Oczywiście, nie było na nim napisane, że to jest płatność za te ustawy, ale korelacja czasowa jest zdumiewająca. Jeżeli chodzi o zalecenia na przyszłość, to możemy naprawdę dużo zrobić, to jest tak, że z jednej strony - jak widać - istnieją kanały, które nie są całkiem transparentne, ale z drugiej strony, naszym zadaniem byłoby “podniesienie poprzeczki”; to znaczy nie jesteśmy w stanie odrobić kilkudziesięciu lat zaniedbań, jeżeli chodzi o politykę historyczną, natomiast jesteśmy w stanie skoncentrować się na 435 kongresmenach w Izbie Reprezentantów i 100 senatorach. I to nie jest coś, co jest niemożliwe do osiągnięcia; to jest dosyć proste zadanie, o ile jest wola, i o ile jesteśmy w stanie stworzyć grupy, które by w stały sposób naciskały na Kongres - ta poprzeczkę w naturalny sposób, by się wtedy podniosła i procedowanie pewnych rzeczy byłyby znacznie bardziej trudne. 

        W wypadku tych ustaw niewiele potrzebowaliśmy, żeby je zastopować, wystarczyła reakcja jednego kongresmena, który by zażądał tzw. roll call czyli sprawdzania listy obecności. Jeżeli coś takiego by się stało, wtedy musieliby wrócić do normalnego sposobu procedowania. A ponieważ to się nie stało, możliwe było robienie tego właśnie za pomocą procedury która się nazywa suspension of rules, która daje możliwość Izbie Reprezentantów przegłosowania czegoś nawet, jeżeli są tylko trzy osoby na sali. To znaczy, jeżeli są w stanie pokazać, że jest większość 2/3 głosów, to wtedy nie konieczne jest liczenie ile osób jest na sali. 

        Tak prosty manewr proceduralny byłby w stanie zatrzymać tę ustawę i zmusić drugą stronę do procedowania jej w sposób otwarty. To, że tak się nie stało nie jest  wyłącznie winą kongresmenów, dlatego że duża ich część po prostu nie była świadoma manipulacji, które tam nastąpiły, na przykład takich, że głosowanie rzekomo odbyło się też dwie godziny przed zaplanowanym terminem. 

        Czyli jasne jest, że musimy zwiększyć podaż informacji; jasne jest, że musimy bywać w Kongresie. Optymalnie powinniśmy mieć jedną akcję w miesiącu, tak żeby mieć tam stałą obecność. 

        Nasza akcja, to nie jest moja zasługa,  to jest kwestia udziału dużej grupy osób; w samym Waszyngtonie było ze mną ponad 30 osób, ale mieliśmy znacznie więcej osób, które partycypowały w tym projekcie i bez których ten projekt po prostu nie byłby w stanie zaistnieć. Jedną z tych osób jest pan Darek Błażejak, bez którego ta akcja nie byłaby w stanie funkcjonować. Ja chciałem Państwu podziękować za wsparcie część z Państwa popierała ten projekt również finansowo, jasne jest, że następnym naszym krokiem powinno być zorganizowanie dużej konferencji naukowo historycznej w Waszyngtonie na Capitol Hill i ta konferencja powinna być jak gdyby takim pierwszym krokiem jeżeli chodzi o próbę opanowania tych niekorzystnych dla nas sposobów procedowania. Bez tej obecności nie jesteśmy w stanie wywierać wielkiego wpływu na to co tam się dzieje. Więc chciałabym Państwa zachęcić do włączenia się w ten projekt. Polegałby on na tym, że musimy znaleźć powiedzmy 15 osób, które zajmują się tematyką prawną i historyczną, w jakiś sposób skorelowaną z tymi sprawami. To muszą być osoby anglojęzyczne i to się wiąże z pewnymi kosztami. 

        Jasne jest, że dobrze byłoby powołać zespół ludzi, którzy by tę sprawę  popychali i nie jest to zdecydowanie projekt dla jednej osoby; bez partycypacji większej grupy ludzi jest raczej trudno takie projekty zrobić, ale jest to tylko jeden z projektów, a tych projektów musi być cała masa. 

        Jasne jest, że powinniśmy stworzyć publikację książkową, która zawierałaby różne referaty z tej konferencji. Z tymi książkami można by przez najbliższe 10 - 20 lat edukować kongresmenów. 

        Ja nie mówię, że jesteśmy w stanie obecnie nadrobić wszystkie te lata zaniedbań, jeśli chodzi o politykę historyczną, bo to jest tak naprawdę zadanie dla całego pokolenia i dla całego państwa polskiego, więc naszym zadaniem jest stymulowanie do różnych rzeczy, natomiast jest to ogromny projekt. Ale ten projekt musi się gdzieś zacząć i taka konferencja byłaby takim istotnym zaczynem. 

        Jeżeli chodzi o Polskę, to w Polsce też jasne jest, że może Marsz Niepodległości nie jest jedynym marszem, który powinien się zdarzyć; może powinniśmy stworzyć marsz w obronie zasobów naturalnych, bo to jest coś, co jest absolutnie kluczowe dla dalszego istnienia nas, jako narodu i naszej państwowości. 

        Myślę, że nie trzeba czekać z tym marszem do następnego listopada być może ten marsz powinien się zdarzyć znacznie wcześniej.

        To są takie moje uwagi odnośnie tych konkretnych kwestii natomiast podsumowując całą konferencję pozwolę sobie powiedzieć, że warto byłoby pewne rzeczy sformalizować w sensie naszych kontaktów. Zdecydowanie istnieje potrzeba pracy czy to w jakichś komisjach, które zajmowałyby się konkretnymi sprawami, czy też nawet próby stworzenia ruchu politycznego sensu stricte, w sensie powołania nowej partii politycznej w Polsce czy też o rozwinięcia któregoś z istniejących projektów. To są myśli, które są naturalną konsekwencją tego, co tutaj się zdarzyło. Nie wystarczy przyjść i pogadać sobie, tylko trzeba zrobić następny krok i zacząć myśleć w sensie jakiejś projekcji pozytywnych działań które mogą tę sytuację stymulować. Realizm jest tutaj głównym, kluczowym słowem. 

        Nikt nie oczekuje, że jesteśmy w stanie zmienić ten kraj, nasz kraj, w ciągu roku czy dwóch czy może nawet pięciu lat, ale jasne jest, że potrzebny jest zaczyn, nowy zaczyn, który stymulował będzie ludzi do działania. Bez tego, inne scenariusze są dosyć ponure. Jeżeli coś takiego nie powstanie tutaj, nie sądzę że z istniejących  struktur  istnieje naprawdę możliwość powstania zaczynu, który zmieniłby sytuację na lepszą. Dziękuję bardzo. 

(spisane z taśmy YouTube wRealu24)

czwartek, 22 listopad 2018 00:51

W smole i pierzu

Napisane przez

michalkiewiczI znowu Polska, na oczach całego świata, została wytarzana w smole i pierzu – tym razem za sprawą przebierańców, tworzących Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu. Jak pamiętamy, Trybunał ten niedawno postanowił, że „zawiesza” polską ustawę o Sądzie Najwyższym, zaś sędziowie, którzy na mocy zawartych w niej przepisów, przeszli w stan spoczynku, ponieważ ukończyli 65 lat, mają powrócić do pracy. No i powrócili – a dodatkowej pikanterii temu powrotowi dodaje fakt, że jak jeden mąż odmówili oddania sowitych odpraw, jakie zostały im wypłacone właśnie z powodu przejścia w stan spoczynku. Jestem pewien, że jak będą ponownie przechodzili w stan spoczynku – esperons, że tym razem już wiecznego – to zażądają tych sutych odpraw jeszcze raz. Ale czort z nimi; każdy normalny człowiek powinien omijać te wszystkie niezawisłe sądy szerokim łukiem tym bardziej, że nie wiadomo ilu spośród niezawisłych sędziów jest konfidentami Urzędu Ochrony Państwa. Wojskowych Służb Informacyjnych, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służby Wywiadu Wojskowego, Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Centralnego Biura Śledczego, Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Straży Granicznej czy Policji Skarbowej. Wszystkie te organizacje mają bowiem prawo prowadzenia działalności operacyjnej, a tej bez konfidentów prowadzić niepodobna. Poza tym, bezpieczniackie watahy,dzięki rozkradaniu mienia państwowego, utworzyły sobie w Polsce potężne imperium gospodarcze. W tej sytuacji konfidenci, pieczołowicie poupychani właśnie w niezawisłych sądach, są na wagę złota, bo dzięki nim każde łajdactwo ujdzie bezpieczniakom, a także ich „słupom” bezkarnie, nawet w sytuacji, gdyby konfidenci w policji, czy prokuraturze sfuszerowali sprawę. Wróćmy jednak do, drugiego już, wytarzania Polski w smole i pierzu. Po wspomnianym postanowieniu luksemburskiego Trybunału, rząd najwyraźniej musiał dojść do wniosku, że temu postanowieniu trzeba nadać jakiś pozór legalności i 21 listopada skierował do Sejmu ustawę nowelizującą ustawę o Sądzie Najwyższym, zgodną z nakazami Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Ustawa ta została uchwalona w ciągu trzech godzin, a pikanterii dodaje okoliczność, że jeszcze niedawno Umiłowani Przywódcy prezentowali szalenie buńczuczną postawę, że to niby nie oddadzą „ani guzika”. Okazało się że to tylko tromtadracka retoryka, jaką rząd „dobrej zmiany” osłania postępującą uległość wobec Niemiec, wykorzystujących do wywierania presji na Polskę instytucje Unii Europejskiej, z Komisją Europejską, kierowaną przez dwóch niemieckich owczarków: Jana Klaudiusza Junckera i Franciszka Timmermansa oraz Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości na czele. Inaczej zresztą być nie może, skoro po „głębokiej rekonstrukcji rządu”, którą Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński zlecił na skutek dotkliwego osłabienia swojej pozycji politycznej wskutek felonii, jakiej dopuścił się wobec niego wystrugany przezeń z banana prezydent Andrzej Duda - nowy premier Mateusz Morawiecki i nowy minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz, otrzymali zadanie „ocieplenia” stosunków z Unią Europejską. Rzecz w tym, że takiego „ocieplenia” można dokonać tylko w jeden sposób – słuchać we wszystkim Naszej Złotej Pani, która wyrozumiale pozwala na kamuflowanie tego posłuszeństwa tromtadracką retoryką. Nowelizacja ustawy o Sądzie Najwyższym przypada w momencie szczególnie dla PiS-u trudnym z powodu afery bankowej, którą zdetonował biznesmen z przeszłością Leszek Czarnecki, niedawno ujawniając nagraną w marcu rozmowę z przewodniczącym Komisji Nadzoru Finansowego panem Markiem Chrzanowskim, który miał złożyć mu korupcyjną propozycję, że jeśli w swoim banku zatrudni wskazanego przezeń prawnika z wynagrodzeniem 40 mln złotych, to KNF przestanie jego banki nękać rozmaitymi szykanami, kontrolami itp. Wprawdzie z kół rządowych płyną pełne niedowierzania okrzyki zaskoczenia, ale coś może być na rzeczy, bo NBP zaproponował panu Czarneckiemu „dokapitalizowanie” jego banku akurat w momencie, gdy miał on składać zeznania przed niezależną prokuraturą w Katowicach. Ciekawe, czy zeznawał z uwzględnieniem perspektywy „dokapitalizowania”, czy też bezmyślnie relacjonował, jak było naprawdę. Wydaje mi się jednak, że posądzanie pana Czarneckiego o bezmyślne zeznawanie byłoby niegrzeczne, więc wolę myśleć, że zeznawał rozsądnie, jak się należy, dzięki czemu wkrótce się okaże, że i wilk będzie syty i owca cała, a kto wie, czy nie wyjdzie na jaw również i to, że żadnej „afery bankowej” wcale „nie było”, na tej samej zasadzie, na jakiej „nie było” afery „hazardowej” w 2008 roku. Wiele zależy bowiem od tego, jakie zadanie dostały od Naszej Złotej Pani stare kiejkuty, to znaczy – czy w ramach wyznaczonego zadania Nasza Złota Pani pozostawiła im jednak jakiś margines dowolności, w ramach którego mogliby zadbać o nienaruszalność swego imperium gospodarczego w naszym nieszczęśliwym kraju. Bo trzeba nam wiedzieć, że wydarzenia zachodzące w naszym nieszczęśliwym kraju są efektem wydarzeń zachodzących na wyższej półce polityki. Jak wiadomo, pogarszają się stosunki Niemiec i Francji ze Stanami Zjednoczonymi. Wyrazem tego była m.in. deklaracja francuskiego prezydenta Emanuela Macrona, który konieczność utworzenia armii europejskiej uzasadnił potrzebą obrony Europy między innymi przed... Stanami Zjednoczonymi. Ludzie doświadczeni powiadają, że idioci mają jedną zaletę - że mianowicie są szczerzy – i być może tak jest rzeczywiście, bo już Nasza Złota Pani uzasadniała potrzebę utworzenia europejskich sił zbrojnych niezależnych od NATO trochę inaczej. Czy efektem szczerości prezydenta Macrona są narastające zamieszki we Francji – tego pewnie nigdy się nie dowiemy, bo CIA raczej utrzymuje swoje operacje w tajemnicy, a zresztą mniejsza z tym, bo z naszego, polskiego punktu widzenia ważniejsze jest to, że w miarę pogarszania się stosunków Francji i Niemiec ze Stanami Zjednoczonymi, siłą rzeczy umacnia się strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie. I właśnie to umocnienie natychmiast przełożyło się na sytuację w naszym nieszczęśliwym kraju, w którym za pół roku odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego, a za rok – do tubylczego Sejmu i Senatu. Zatem już teraz obserwujemy przygotowania do przetasowania politycznej sceny, zarówno w formach poważnych, jak i wywołujących niezamierzony, być może, efekt komiczny. Stronnictwo Pruskie zwarło szeregi ze Stronnictwem Ruskim, co objawiło się w postaci umowy koalicyjnej Platformy Obywatelskiej, Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Z kolei pan Ryszard Petru utworzył nową partię pod nazwą „Teraz”, zgodnie z rzymską zasadą: „tres collegium faciunt”, co się wykłada, że trzy osoby tworzą już grupę. W przypadku partii „Teraz” jest to okoliczność niesłychanie korzystna, bo może się ona rozmnażać, jako że w jej skład, oprócz oczywiście pana Ryszarda, wchodzą dwie panie: pani Joanna Schmidt oraz moja faworyta, Wielce Czcigodna Joanna Scheuring-Wielgus. Kto wie, czy nie z tego właśnie powodu pan Leszek Czarnecki opublikował swoje rewelacje akurat teraz – bo uderza to w ekipę „dobrej zmiany”, której trzon stanowi PiS, uważany przeze mnie za ekspozyturę Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego. A skoro już zatrąciliśmy o sprawy żydowskie, to wypada odnotować przypadek rażącej niewdzięczności ze strony Żydów wobec pana wicepremiera i ministra kultury Piotra Glińskiego. Niedawno użalił się on, że wobec PiS uprawiana jest propaganda podobna do tej, jaką Goebbles uprawiał wobec Żydów. Wywołało to stanowcze potępienie ze strony ambasady Izraela i żydowskiej loży B`nai B`rith, która zażądała jego dymisji, chociaż pan wicepremier Gliński nie pozwolił nikomu wyprzedzić się w hojności wobec Żydów, futrując ich pieniędzmi polskich podatników aż po dziurki w nosach. Wygląda zatem na to, że wszyscy ci, którzy liczą, że podlizywanie się Żydom uchroni ich przed zmarginalizowaniem w czasie nadchodzącej żydowskiej okupacji naszego nieszczęśliwego kraju, głęboko się mylą. Nikt nie zostanie oszczędzony. Dlatego też bezowocne może się okazać nadskakiwanie Żydom, a konkretnie – Radzie Chrześcijan i Żydów – przez ordynariusza lubelskiego JE abpa Stanisława Budzika i rektora KUL, ks. prof. Antoniego Dębińskiego, którzy „odcięli się” od ks. prof. Tadeusza Guza, ponieważ w swoim wykładzie powiedział, że mordów rytualnych nie da się wymazać z historii, bo zachowało się mnóstwo akt sądowych właśnie w takich sprawach. Nie wiadomo, co jeszcze spotka ks. prof. Guza, bo Rada Chrześcijan i Żydów zażądała podjęcia wobec niego „surowych kroków dyscyplinujących”. W tej sytuacji warto przypomnieć, że wspomnianej Radzie współprzewodniczą panowie Stanisław Krajewski, matematyk – ze strony żydowskiej, a chrześcijan reprezentuje w niej pan Bogdan Białek z Kielc, co ukończył był psychologię na UJ, a którego przez analogię do sytuacji niektórych oficerów w wojsku, można uznać za „chrześcijanina czasu wojny”, jako że uwija się on jak w ukropie wokół żydowskich interesów, mam nadzieję, że nie za darmo. Ciekawe tedy, jakie to „surowe kroki” zostaną podjęte na polecenie takiego patentowanego chrześcijanina, jak pan Bogdan Białek, bo z pewnością będzie to ważny przyczynek do sytuacji, w jakiej Polacy znajdą się pod żydowską okupacją. 

piątek, 16 listopad 2018 09:03

Kto z nami, a kto przeciw

Napisał

Szanowni Państwo, na początku DZIĘKUJĘ - dziękuję za wszystkie ofiary, które otrzymujemy, zwłaszcza panu Andrzejowi który wypisał nam czek na 1000 dolarów, a nie chciał żeby publikować jego nazwisko, dziękujemy też za drobne datki od wszystkich ludzi dobrej woli, którzy wspierają naszą inicjatywę i prosimy o kolejne, dlatego że w obecnej sytuacji przy zwiększonym nakładzie nie mamy wystarczającej liczby reklam, aby móc spać spokojnie. 

        Jednocześnie nigdy do tej pory „Goniec” nie rozchodził się tak szeroko i nie trafiał do tak różnych środowisk, jak dzisiaj. Dlatego prosimy Państwa, naszych Czytelników, ludzi, którzy myślą podobnie, o poparcie, by nadal większość naszych treści mogła być udostępniana za darmo tak wydaniu papierowym, jak i w Internecie. 

        Namawiamy też właścicieli przedsiębiorstw do ogłaszania się w naszym tygodniku ponieważ reklamy takie z jednej strony dają nam konieczne wsparcie, a z drugiej pozwalają na odpis podatkowy.

 

Prosimy o wsparcie

 

        Żyjemy w czasach wojny, która nie jest jasno zadeklarowana, wojny prowadzonej bardzo często skrycie. Jej obiektem ataku jest rodzina, są tradycyjne struktury społeczne i narodowe, jej celem jest globalizacja świata w imię idei które można nazwać kulturowym marksizmem. Liberalna lewica przeobraziła się w globalistów marzących  światowym rządzie i Nowym Porządku Wieków. Zresztą, to ona wypisywała dawniej na sztandarach internacjonalistyczne hasło „proletariusze wszystkich krajów łączcie się”, dzisiaj , jak wtedy, łączą się nie „proletariusze”, lecz elity tworząc ponadnarodowy konglomerat i demonizując elity narodowe. 

        Widzimy to doskonale w Polsce na przykładzie jazgotu, jaki wzbudził w znanych ośrodkach propagitki  kolejny Marsz Niepodległości; propagandy, w której nie liczy się prawda, nie liczą się fakty, liczy się jedynie wzbudzanie emocji tak, jakby była ona kierowana do ludzi niespełna rozumu. Co ciekawe, wielu z nich jest zupełnie wykształconych a mimo to głupich. 

        A propos Marszu Niepodległości przypomniał mi się też stary dowcip, jak to mrówka idzie koło słonia i mówi do niego „popatrz, ale tupiemy”. Tak właśnie zachowywała się rządowa propaganda pokazując, jaki to liczny był tegoroczny marsz „biało-czerwony” Tymczasem ten biało czerwone szedł sobie z przodu oddzielony, a za nim przelewały się wielkie tłumy Polaków; Polaków zjednoczonych myślą o Polsce, troską o Polskę, Polaków złączonych chęcią silnego polskiego państwa. To prawda, że bardzo wielu z nich nie miało nic wspólnego z tak zwanymi narodowcami, którzy przecież pierwsi zorganizowali ten marsz. To ukłon w stronę kolegi Przemysława Holochera, dzisiaj z Magna Polonia, bo zdaje się, że to był jego pomysł. Środowiskom narodowym nie udało się zdyskontować politycznie marszu i dużo by mówić dlaczego tak się stało, ale projekt zaczął żyć własnym życiem i dzisiaj nawet okrzyki kibiców rodzinom z dziećmi nie wadzą. Pod biało-czerwoną flagą rzeczywiście idzie cały patriotyczny „zwierzyniec”, wszystkich nas ludzi zjednoczonych chęcią posiadania silnej Polski, której nikt nie będzie w kaszę dmuchał, i której politycy nie będą musieli biegać truchtem, by pod dyktando obcego państwa zmieniać ustawy. Polski silnej militarnie i gospodarczo, a nie wiszącej u klamki najpotężniejszych i najmożniejszych dworów. Na razie taka Polska jest tylko w naszych sercach. Może nie będzie jej dane zaistnieć za naszego życia, ale ważne jest, żeby myśl o niej i marzenie o niej pozostało i przeniosło się na kolejne pokolenia. Takiej Ojczyzny nikt nam nie przyniesie na tacy, ale jeśli będziemy zbiorowo mądrzy i nie damy sobie grać na emocjach i nie będziemy tolerować zdrady, to może w końcu nauczymy się budować silne państwo. 

        Nie jest też wykluczone że taki czas przyjdzie  niedługo. 

        I nie chodzi tu o Polskę szowinistyczną lecz o państwo polskie które będzie asymilowało do naszych polskich wartości; o państwo które będzie silnym partnerem europejskiej i światowej polityki, a nie popychadłem, któremu mówią gdzie stanąć. 

Andrzej Kumor


Dalsza część artykułu dostępna po wykupieniu subskrypcji. Kup tutaj!

Ostatnio zmieniany piątek, 16 listopad 2018 22:42