Goniec

Register Login

czwartek, 28 luty 2019 10:11

Włóż wszystkie jaja do jednego kosza

Napisane przez

farmusRządy jak rządy, mają swoje tajemnice. Premier Izraela zadzwonił do Morawieckiego, ale się nie zakolegowali. Szczyt Wyszehradzki, który jakąś taką dziwną decyzją został zaplanowany w Jerozolimie, miał zostać przeniesiony do Polski, już prezydent Duda zaoferował na ten cel prezydencki Zameczek w Wiśle w Beskidzie Śląskim. Andrej Babis, premier Czech powiedział, że nie jedzie do Jerozolimy.

czwartek, 28 luty 2019 10:09

Między ostrzami szermierzy

Napisane przez

michalkiewiczKiedy książę Karol Radziwiłł „Panie Kochanku” złożył  był wizytę królowi Stanisławowi Augustowi, powiedział mu na powitanie: „ta sama ręka, która Waszą Królewską Mość wyniosła na tron, mnie tu przywiodła”. Ciekawe jaka ręka przywiodła prezydenta Donalda Trumpa do Hanoi, gdzie spotkał się ze „świetnym liderem” - jak nazwał go amerykański prezydent – czyli Kim Dzong Unem?

Tajemnica to wielka, ale nie jest wykluczone, że to ręka chińska, która powoli zaczyna wyrastać na wielką piąchę, skłaniając amerykańskiego prezydenta do poszukiwania przyjaciół również wśród tych, których jeszcze do niedawna za przyjaciół nie uznawał, to znaczy – zimnego ruskiego czekisty Putina i „świetnego lidera” Kim Dzong Una. Wprawdzie rozmowy obydwu mężów stanu – no bo jeśli Kim Dzong Un zasłużył u amerykańskiego prezydenta na tytuł „świetnego lidera”, to skromniejszy tytuł „męża stanu” chyba też mu przysługuje – jeszcze się nie rozpoczęły, ale jeśli nawet się już rozpoczną, to nie jest pewne, czy prezydent Trump ośmieli się wytknąć „świetnemu liderowi” całkowity brak postępów w „denuklearyzacji” Półwyspu Koreańskiego. A ta „denuklearyzacja” była – jak pamiętamy - pretekstem do spotkania w Singapurze. Wtedy jednak Kim Dzong Un  właściwie, poza ogólnikami, że dobrze byłoby, gdyby było dobrze, niczego prezydentowi Trumpowi nie obiecał. Skoro niczego nie obiecał, ani też nie uczynił niczego w kierunku „denuklearyzacji” Półwyspu Koreańskiego, to trudno oczekiwać, że w Hanoi będzie inaczej, zwłaszcza, że prezydent Stanów Zjednoczonych prawi mu, jeden za drugim, komplementy. Okazało się ie tylko, że Kim Dzong Un, mimo wszystkich swoich wyczynów, jest w oczach prezydenta Donalda Trumpa „świetnym liderem”, z którym spotkanie „przynosi mu zaszczyt”, ale w dodatku – że Korea Północna dysponuje „ogromnym potencjałem”, który dla „mojego przyjaciela” - jak pólnocnokoreańskiego dyktatora nazwał prezydent Trump – jest „historyczną szansą”. Tymczasem warto pamiętać, że prezydent Trump spotkał się z Kim Dzong Unem w Singapurze tylko dlatego, że Korea Północna,  nie czekając, aż amerykański prezydent otworzy przed nią „historyczną szansę”, swój potencjał całemu światu pokazała w postaci udanych testów pocisków balistycznych i nie wystraszyła się demonstracji siły w postaci amerykańkiej flotylli z lotniskowcem  w roli głównej, które z Singapuru wypłynęły w kierunku posiadłości Kima   Można by zatem odnieść wrażenie, że czasami korzystniej jest być nieprzyjacielem Stanów Zjednoczonych, niż sojusznikiem. Nic na przykład nie wiemy o tym, by prezydent Trump udelektował tyloma komplementami prezydenta Andrzeja Dudę, chociaż ten, podczas audiencji w Białym Domu, nie ośmielił się pisnąć słowa na temat ustawy 447 JUST. Ba – nie wiemy nawet, czy nazwał go „swoim przyjacielem”, ani czy podał mu dłoń do ucałowania. Mniejsza zresztą o pana prezydenta Dudę, bo „koń - jaki jest – każdy widzi” - jak pisał ksiądz Benedykt Chmielowski – ale czy w stosunku do Korei Północnej pani Zorżeta Mosbacher ośmieliłaby się na połajanki, jakich nie szczędziła władzom naszego, sojuszniczego przecież bantustanu? Nawiasem mówiąc, z podobnego założenia wyszli autorzy znakomitej komedii filmowej z 1959 roku. Alpejskie księstewko Fenwick, nie mogąc uporać się z nieuczciwą konkurencją ze strony jakiegoś kalifornijskiego winiarza, wypowiedziało Stanom Zjednoczonym wojnę. Księżnę przekonał do tego jej doradca,  wskazując na Niemcy i Japonię, które wojnę ze Stanami Zjednoczonymi przegrały, dzięki czemu kwitną ekonomicznie, jak nigdy dotąd. Ale Fenwick wojnę ze Stanami Zjednoczonymi wygrał, co stało się powodem rozmaitych komicznych komplikacji.

        Toteż kiedy rząd naszego bantustanu musi osłaniać nieuniknione przeforsowanie nakazanego przez sekretarza stanu USA, pana Pompeo, „kompleksowego ustawodawstwa”, które stworzy pozory legalności dla realizacji żydowskich roszczeń majątkowych, przedstawieniem brawurowej obrony godności narodowej, na którą nastąpili – kto wie, czy nie poproszeni o to przez naszych Umiłowanych Przywódców  - przywódcy zaprzyjaźnionego Izraela – warto zwrócić uwagę, że w stosunku do takiej np. Białorusi, na której obecnym terytorium Niemcy wymordowały co najmniej tylu Żydów, co w Polsce, nikt żadnych roszczeń majątkowych nie wysuwa, ani nawet o tym nie pomyśli. Tymczasem Białoruś nie jest sojusznikiem USA, a bywało, że była przez tamtejszych polityków uważana za rodzaj kraju nieprzyjaznego, przynajmniej wtedy, gdy Kondoliza Rice nakazała zrobić porządek z tamtejszym prezydentem Aleksandrem Łukaszenką. W ogóle to dziwna sytuacja, kiedy przez całe lata nasi Umiłowani Przywódcy naigrawali się z Białorusi, że nie jest suwerenna, a teraz, kiedy zimny ruski czekista Putin przedsiębierze jakieś podstępne knowania, trzęsiemy się ze strachu, by Białoruś suwerenności nie utraciła. A jakże może teraz ją utracić, kiedy przecież przedtem jej nie miała?

   A tymczasem to nie koniec naszych lęków. Nie mówię już nawet o perspektywie żydowskiej okupacji Polski, która nieuchronnie nastąpi po przeforsowaniu „kompleksowego ustawodawstwa”. Ale przymilne okadzanie przez amerykańskiego prezydenta Kim Dzong Una budzi obawy, że nie jest on ostatnim przyjacielem, którego Stany Zjednoczone będą chciały sobie pozyskać, żeby stworzyć jakąś przeciwwagę rosnącej potędze chińskiej. Warto przypomnieć, że w roku 2008 USA miały budżet wojskowy w wysokości 622 mld dolarów, co stanowiło równowartość połączonych budżetów wojskowych następnych 17 państw świata – ale w roku 2017 budżet wojskowy USA stanowił równowartość połączonych budżetów wojskowych już tylko 8 następnych państw świata. Kto wie, czy w tej sytuacji prezydent Trump, albo jakiś jego następca, nie wpadnie na pomysł, by na wszelki wypadek zapewnić sobie przynajmniej życzliwą neutralność Rosji? A zimny rosyjski czekista Putin może wtedy postąpić podobnie, jak Józef Stalin w 1939 roku, kiedy to uzależnił ewentualny udział w koalicji antyniemieckiej oddaniem mu z góry Polski, bedącej sojusznikiem Wielkiej Brytanii i Francji. Warto zwrócić uwagę, że właśnie o takiej możliwości napomknęła niedawno żydowska gazeta dla Polaków pod redakcją Adama Michnika, nazywając to „najczarniejszym” koszmarem Zbigniewa Brzezińskiego. Ale koszmary, przynajmniej niektóre, niekiedy się sprawdzają, a poza tym Zbigniew Brzeziński już nie żyje, więc jest prawie pewne, że żaden z amerykańskich prezydentów żadnymi jego koszmarami, niechby i „najczarniejszymi”, nie będzie się przejmował. I co my wtedy zrobimy, kiedy już teraz wykonujemy desperacki slalom między Volkslistami – bo już tylko do tego sprowadza się polityka zagraniczna naszego bantustanu – o ile w ogóle jakiś wybór Volkslisty jeszcze nam przysługuje?

          Stanisław Michalkiewicz

czwartek, 21 luty 2019 12:45

Nawet nas już nie muszą bajerować...

Napisał

No proszę, jednak można się postawić Żydom; tym bardziej jeśli jest się w pozycji pełzającej i nie można już się cofnąć. Żydzi tymczasem grają swoją starą grę i jedyna pociecha taka, że w Polsce więcej ludzi się o niej dowie. Świadomość ta i tak niczego nie zmieni, bo ludziom, którzy uważają, że gdy tylko Polacy poznają prawdę o stanie swego położenia to od razu zrobi się Wielka Polska, zawsze stawiam za przykład Palestyńczyków, którzy wszak znają swoje położenie, a mimo to niezbyt im się poprawia... 


Dalsza część artykułu dostępna po wykupieniu subskrypcji. Kup tutaj!

jekielek        Stowarzyszenie Polskich Inżynierów w Kanadzie, Oddział Toronto, zaprasza wszystkich zainteresowanych na interaktywną wieczorną konferencję w czwartek, 28 lutego 2019 roku w budynku SPK przy 206 Beverly St. w Toronto. 

        Doskonała restauracja na miejscu otwiera się o 18.00. 

        Spotkanie rozpoczyna się o godzinie 19:30.  Bezpłatny parking pod budynkiem lub za salą Union Hall, Cecil Street; “zezwolenie” dostępne w biurze SPK, parter. MINI-KONFERENCJA ODBĘDZIE SIĘ W JĘZYKU ANGIELSKIM.

czwartek, 21 luty 2019 12:40

Każdy ma swoje sekretne przesmyki

Napisane przez

        Żeglarze są znani z tego, że mają swoje sekrety umożliwiające im pokonanie najtrudniejszych przesmyków wodnych na ziemi. Tak się przynajmniej o nich mówi. Za to nie mówi się tego, że jest to zarazem jeden z najbardziej ryzykownych sportów/zawodów na świecie. W obecnych czasach z powszechnie dostępnymi przyrządami do namierzania może nie jest znów tak źle, ale do niedawna jednostki pływające ginęły jak kamfora na morzach i oceanach, bez śladu.

czwartek, 21 luty 2019 12:36

Upiorne pomówienie mieszkańców Olkusza

Napisane przez

W 2007 roku ukazało się wznowienie książki Jana Tomasza Grossa „Upiorna dekada”, w której można przeczytać, że jest to wydanie nowe, poprawione i rozszerzone. Mimo tych poprawek, na stronie 43 w tej publikacji nadal znajduje się niezmieniony tekst, stanowiący treść przypisu nr 17:

        „Pełniejszą informację na temat miejscowości, w których mordowano Żydów masowo podczas akcji wysiedleńczych i okoliczności tych zbrodni można uzyskać, studiując kolekcję archiwalną, zatytułowaną „Relacje indywidualne nr 301” w Żydowskim Instytucie Historycznym. Po przeczytaniu 1500 relacji z depozytu zawierającego około 7000 zeznań można zestawić następującą, niepełną listę miast i miasteczek, w których się to wydarzyło: (…), Olkusz, (…)”.

 Z wywodów Jana Tomasza Grossa w tej książce oraz z powyższego przypisu jednoznacznie wynika, że mordercami Żydów w kilkunastu miastach okupowanej Polski byli sąsiedzi Polacy, a zbrodnie takie zostały również popełnione przez Polaków-mieszkańców Olkusza podczas wysiedlania Żydów z tego miasta.

        Historykom znane są wszystkie relacje, złożone przez olkuskich Żydów i przechowywane dzisiaj w archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego, ale w żadnej z nich nie ma najmniejszej wzmianki o tym, aby podczas wywożenia Żydów z Olkusza na zagładę w czerwcu 1942 r., którykolwiek z Polaków, mieszkających w tym mieście, popełnił zbrodnię na jakimkolwiek żydowskim sąsiedzie.

        O tym co działo się w getcie w Olkuszu i co stało się z jego mieszkańcami, najpełniejszą relację złożył w pierwszych powojennych latach olkuski Żyd, Marian Głuszecki, który pod swoim prawdziwym nazwiskiem Marian Auerhahn przeżył gehennę wysiedlania i później pobytu w obozie oświęcimskim, gdzie oznaczony był numerem 176512. Relacja ta została spisana w lutym 1948 r. i jest przechowywana w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie. Warto przytoczyć jej obszerny fragment:

        „W czerwcu 1942 r. nastąpiła likwidacja getta w Olkuszu. Że na taką akcję zanosi się, wszyscy mieszkańcy getta wiedzieli. Na dwa tygodnie przed akcją zlikwidowano szop krawiecki, mieszczący się w budynku b. gimnazjum, maszyny do szycia wywieziono do Rajchu, a pracownicy szopu zostali wywiezieni do Będzina, gdzie dalej pracowali w szopie krawieckim. Akcja rozpoczęła się nad ranem. Dzielnica obstawiona była podwójnym szpalerem policji niemieckiej. Inni rewidowali dom za domem, wszędzie wyciągając ludzi. Pędzili ich na duży plac (przy gimnazjum). Po przeszukaniu wszystkich domów ludzi odprowadzano do budynku nowo budującego się gmachu ubezpieczalni społecznej. (…). Małą garstkę młodych ludzi wysortowano jako zdolnych do pracy, i tych ulokowano w poszczególnych klasach gimnazjum pod strażą. Następnego dnia wywieziono ich do gułagu do Sosnowca, a stamtąd do obozów pracy. Ludzi zamkniętych w budynku Kasy Chorych, przeznaczonych na stracenie jako niezdolnych do pracy, trzymano bez wody i żywności w ciemnym budynku (…). Podzielono ich na dwie grupy. Pierwszą odstawiono pod silną eskortą policji na dworzec w sobotę, reszta pozostała w zamknięciu do poniedziałku, kiedy to ich załadowano na pociąg. Transporty te poszły do Oświęcimia (…). Milicjanci żydowscy, którzy na akcję tę przyszli specjalnie z Będzina i Sosnowca, znęcali się w niemożliwy sposób nad ludźmi, bijąc i kopiąc ich. Jeden z nich szczególnie wyróżniał się pod tym względem brutalnością, (…) zauważył mnie jeden z gestapowców i zapytał, wskazując na to, co robi milicja żydowska, jak mi się to podoba i co ja o tym sądzę. Powiedział on, że ordnerzy żydowscy zachowują się znacznie gorzej niż gestapowcy i że wzywa mnie na świadka, że gestapo w ogóle ludzi nie bije, że robią to wszystko żydowscy ordnerzy, jak sam zresztą widzę (…). Po skończonej likwidacji okazało się, że w kryjówkach znajduje się cała masa Żydów (…). Kryjówki zazwyczaj były z góry przygotowane tak dobrze, że odkrycie ich przez Niemców było niemożliwe. Wynajdywali je jednak, prześcigając się w gorliwości, żydowscy ordnerzy, doprowadzając tych ludzi na punkt zborny. A ludzi ukrywających się (…) dołączono automatycznie do transportu oświęcimskiego. Każdy Żyd, spotkany w tym czasie na ulicy getta, był narażony na śmierć przez zastrzelenie na miejscu”.

Nieżyjąca już dzisiaj Janina Cyra (z domu Kocjan) tak kilka lat temu wspominała Mariana Głuszeckiego:

        „Autor powyższej relacji ginekolog Marian Auerhahn był bardzo cenionym Żydem-lekarzem. Powrócił do Olkusza w 1945 r. Zmienił wtedy nazwisko na Głuszecki. Zdobył tytuł naukowy doktora medycyny. Pracował w klinice ginekologicznej w Krakowie. Wszystkie kobiety z ciężkimi przypadkami z Olkusza trafiały do tej krakowskiej kliniki, gdzie pracował jako ordynator. Byłam jedną z jego pacjentek”.

        Nie ma żadnych źródeł – co warto jeszcze raz podkreślić – które pozwalałaby sformułować takie stwierdzenie, jak to uczynił Jan Tomasz Gross w „Upiornej dekadzie”, że Polacy z Olkusza masowo mordowali Żydów podczas akcji wysiedleńczej prowadzonej przez Niemców w tym mieście, noszącym wówczas niemiecką nazwę Ilkenau.

        Masowe mordy popełnione przez olkuszan na swoich sąsiadach Żydach są wymysłem i pomówieniem, nierzetelnego badacza, jakim w tym wypadku okazuje się Jan Tomasz Gross, autor wątpliwej jakości książek „Strach” (2008 r.) i „Złotych żniw. Rzecz o tym co się działo na obrzeżach zagłady Żydów”” (2011 r.), opublikowanych przez wydawnictwo „Znak” w Krakowie.

Bibliografia (zobacz i porównaj):

        Jan Tomasz Gross, Upiorna dekada. Eseje o stereotypach na temat Żydów, Polaków, Niemców, komunistów i kolaboracji 1939-1948, Kraków 2007; Adam Cyra, Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych, Oświęcim-Olkusz 2005; Adam Cyra, Upamiętnienie Żydów olkuskich. 65. rocznica likwidacji getta w Olkuszu, Oświęcim-Olkusz 2007; Krzysztof Kocjan, Zagłada olkuskich Żydów, Olkusz 2002; Olkusz: zagłada i pamięć. Dyskusja o ofiarach wojny i świadectwa ocalałych Żydów (pod red. Ireneusza Cieślika, Olgerda Dziechciarza i Krzysztofa Kocjana), Olkusz 2007; Janina Cyra, Kolejne udowodnione kłamstwo Jana Tomasza Grossa, „Nasza Polska” nr 17 z 29 kwietnia 2003 r.; Janina Cyra, Olkusz nie był Jedwabnem, „Słowo Żydowskie” nr 7-8 z 17-30 kwiecień 2004 r.; Kazimierz Czarnecki, Moje doświadczenia życiowe, „Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” nr 50 z kwietnia 2007 r.

Oświęcim, dnia 7 lutego 2018 r.

tekst nadesłał Autor

Adam Cyra

Polski historyk ur. w Krakowie 27 marca 1949 r. W 1972 r. ukończył studia historyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim i podjął pracę w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. W 1996 r. na Uniwersytecie Śląskim obronił pracę doktorską pt. „Rotmistrz Witold Pilecki (1901-1948). Życie i działalność na tle epoki”. Jest autorem kilku książek i kilkuset artykułów, poświęconych historii Auschwitz. Od 12 stycznia 2012 r. prowadzi blog historyczny.

czwartek, 21 luty 2019 12:18

Czego Polska szuka na Bliskim Wschodzie?

Napisane przez

sykulskileszekDr Leszek Sykulski jest wykładowcą, geopolitykiem, publicystą, autorem książek, ma za sobą epizod pracy w administracji  prezydenta Lecha Kaczyńskiego jak również w komisji likwidacyjnej WSI. Przedstawiamy jego wystąpienie na konferencji w Warszawie dotyczącej Bliskiego Wschodu, a zorganizowanej przez posła Roberta Winnickiego.

        - Niech będzie mi na wstępie wolno podziękować panu posłowi Robertowi Winnickiemu za zaproszenie. Bardzo się cieszę, że spotkaliśmy się tutaj w szerokim gronie wykładowców, publicystów i polityków. Geopolityka nie ma barw partyjnych. Dopóki nie zrozumiemy tego w Polsce, będziemy rozgrywani przez tych, którzy to rozumieją. 

 Nie bez przyczyny od końca ubiegłego roku trwa w Polsce bardzo zaciekła nagonka na geopolitykę geopolityków; próba rozwijania niezależnej myśli strategicznej w Polsce, zakazanej w okresie PRL-u, niestety jest sekowana współcześnie. Wynika to z prostego mechanizmu; nie tylko mocarstwa ościenne, nie są zainteresowane tym, aby Polacy myśleli samodzielnie o stosunkach międzynarodowych, o polityce zagranicznej i bezpieczeństwie. 

        W okresie PRL-u Polacy mieli być wykonawcami rozkazów płynących z Moskwy i studia nawet prowadzone w Moskwie dla polskich badaczy, oficerów, były ograniczone do poziomu najwyżej taktyczno-operacyjnego; nigdy Polacy nie byli dopuszczani do poziomu strategicznego. 

        Niestety z bardzo podobnym mechanizmem mamy do czynienia współcześnie. Myślę, że nasi rządzący nie potrzebują niezależnych ekspertów, którzy myślą w sposób samodzielny, którzy mogliby analizować politykę zagraniczną w kontekście wielowektorowym, a nie tylko jednowektorowym, nie tylko politycznie poprawnym. 

        Chciałbym tu nakreślić zaledwie geopolityczną grę mocarstw - oczywiście, w kontekście Bliskiego Wschodu, bo to nas najbardziej interesuje, ale niech będzie to taki szerszy obraz z lotu ptaka na szkicowanie tej sytuacji geopolitycznej, w której obecnie się znajdujemy i próba postawienia pytań o to, w jakim miejscu w kontekście sytuacji na Bliskim Wschodzie i geopolitycznej gry mocarstw znajduje się nasz kraj; jakie interesy narodowe ma nasz kraj; jaka jest Polska racja stanu w tym kontekście, z punktu widzenia geopolityki a przede wszystkim z punktu widzenia realizmu politycznego, czyli takiego podejścia, które przede wszystkim preferuje mówienie o interesach, a nie o wartościach na arenie międzynarodowej. 

        Geopolitycy uważają, że podmioty polityczne kierują się przede wszystkim interesami, jeżeli wartości występują w narracji na poziomie międzynarodowym, to są one instrumentem realizacji konkretnych interesów. 

        I to jest bardzo ważny punkt, ponieważ ja będę starał się mówić nie o wartościach, nie o tym czy Polska powinna brać udział w imię jakichś wartości w konflikcie bliskowschodnim, ale będę starał się odpowiedzieć na pytanie, jakie interesy konkretnych państw kryją się za tą narrację o wartościach. 

        Jedna bardzo ważna uwaga; w kontekście geopolitycznym patrzymy na Bliski Wschód znacznie szerzej niż to przeważnie zwykło się na kartach książek historycznych czy geograficznych spoglądać - raczej rozpatrujemy to przez pryzmat obszaru nazywanego w literaturze akronimem MNA, od anglojęzycznej nazwy Środkowo Północna Afryka, bardzo często także patrzymy na cały Półwysep Arabski w kontekście właśnie połączeń między Afryką a Eurazją. Tutaj ważna jest cieśnina Bab al-Mandab, Morze Czerwone, Kanał Sueski, cieśnina Ormuz czyli te newralgiczne połączenia, ten -można powiedzieć - krwioobieg transportowy tej części świata, który jest kluczowy, jeśli chodzi o handel w Eurazji. 

        Spojrzenie geopolityczne na obszar Bliskiego Wschodu to tzw. trzy fale geopolityczne w ostatnich 100 latach. 

        Pierwsza fala geopolityczna to okres właściwie od układu Sykesa–Picota z 1916 r., czyli tajnego porozumienia francusko-brytyjskiego dzielącego strefę wpływów na obszarze Bliskiego Wschodu. Ten układ rok później został ujawniany przez Lwa Trockiego. Ten układ okazał się fiaskiem i załamanie się Imperium Otomańskiego po I wojnie światowej kończy tę pierwszą falę geopolityczną.

        Druga fala geopolityczna to zakończenie epoki europejskiego kolonializmu na obszarze Bliskiego Wschodu, czyli mamy okres II wojny światowej. 

        Współcześnie mamy do czynienia z tak zwaną trzecią falą geopolityczną na Bliskim Wschodzie i ona stoi pod znakiem wycofywanie się wpływów amerykańskich. Widzimy to przede wszystkim bardzo wyraźnie, można powiedzieć okiem nieuzbrojonym, od roku 2011. 

        Koniec 2010. to początek; Tunezja, początek tak zwanej arabskiej wiosny, ostatecznie nieudany program geopolityczny, stworzenia tak zwanego Większego Bliskiego Wschodu. To także bardzo ważny zwrot amerykański ku Azji. Ogłoszenie zwrotu ku Azji i drugie bardzo ważne wydarzenie czyli ogłoszenie inicjatywy jednego pasai jednej drogi w końcu 2013 r. przez Xi Jinpinga. Te dwa ważne procesy mają swoje bardzo istotne znaczenie w geopolitycznej grze mocarstw na Bliskim Wschodzie, a także w naszej polityce zagranicznej. 

        Koncepcja Większego Bliskiego Wschodu była koncepcją destabilizacji; stworzenia łuku państw zdestabilizowanych od Marakeszu do Bangladeszu; od Sahary zachodniej aż do Pakistanu. Metoda tzw. kolorowych rewolucji technika świetnie opanowana przez amerykańskie służby specjalne, która w sposób istotny zdestabilizowała Afrykę Północną po dziś dzień. Po dziś dzień widzimy skutki tej destabilizacji. Ostatecznie ten projekt jednak nie udał się i jest to ściśle związane z dwoma mechanizmami mającymi także bardzo duże znaczenie, jeśli chodzi o rywalizację na Bliskim Wschodzie. Tym pierwszym mechanizmem jest tak zwana pułapka Tukidydesa; bardzo często współcześnie powtarzamy w geopolityce to pojęcie. 

        Czym jest mechanizm rywalizacyjny między hegemonem, w tym przypadku Stanami Zjednoczonymi, a pretendentem, głównym rywalem czyli Chińską Republiką Ludową? Z punktu widzenia interesów Pekinu, najważniejszym czynnikiem wpływającym na politykę zagraniczną tego państwa w stosunku do Bliskiego Wschodu jest zapewnienie drożności szlaków handlowych, szlaków morskich, które wiodą z Bliskiego Wschodu właśnie do Chin, dlatego że właśnie na Bliskim Wschodzie występuje około 62% zasobów ropy naftowej. 

        Chińska gospodarka jest uzależniona od dostaw surowców energetycznych z obszaru Bliskiego Wschodu. Przez Cieśninę Malakka płynie około 80% dostaw tych surowców. W związku z tym obecność czy drożność szlaków handlowych wiodących przez Ocean Indyjski jest dla Chin kluczowa. 

        Z tego względu bardzo ważnym elementem jest kolejny mechanizm, w geopolityce określany mianem pułapki Kindelbergera. Jest to mechanizm odchodzenia dominującego mocarstwa od wysuniętej obecności w wielu częściach świata. W tym przypadku mamy do czynienia ze stopniowym wycofywaniem się Stanów zjednoczonych ze wysuniętej obecności w Afryce Północnej na Bliskim Wschodzie i w części tak zwanego rimlandu czyli obszaru brzegowego Euroazji. W historii ten mechanizm, ta pułapka bardzo często prowadziła do konfliktów w skali globalnej. I dzisiaj również stawiam tezę, że mamy do czynienia z toczącym się konfliktem hegemonicznym między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. 

        Ponieważ zwrot amerykański ku Azji, przenoszenie strategicznej uwagi Stanów Zjednoczonych z innych części świata do Azji Wschodniej i na zachodni Pacyfik powoduje bardzo duże zaniepokojenie sojuszników Stanów Zjednoczonych, przede wszystkim Izraela i Arabii Saudyjskiej. Te wydarzenia, które obserwujemy od 2015 r. czyli wojna w Jemenie, największa katastrofa humanitarna w XXI wieku, to jest skutek tego mechanizmu geopolitycznego. Bardzo często analizując konflikt bliskowschodni koncentrujemy się na uwarunkowaniach czy to religijnych, czy to kulturowych czy to polityczno-militarnych, a umykają nam te szersze mechanizmy globalne, które tutaj zaledwie  w pigułce przedstawiam. 

        Jeśli chodzi o głównych graczy geopolitycznych, którzy mają obecnie swoje interesy na Bliskim Wschodzie, to już wspomniałem o Arabii Saudyjskiej i Izraelu, które tworzą koalicję antyirańską - natomiast mamy do czynienia z bardzo ważnym trójkątem, bardzo ważną osią: Moskwa – Ankara – Teheran. Właśnie jutro, 14 lutego, w Soczi odbędzie się konferencja turecko - rosyjsko - irańska.         

        Od czasu fiaska projektu Większego Bliskiego Wschodu i nieudanego puczu wojskowego, który zagrażał władzy prezydenta Erdogana mamy do czynienia z taktycznym zbliżeniem się interesów turecko-rosyjskich. 

        Turcja ma swoje spory czysto geograficzne, choćby z Izraelem dotyczące złóż gazu ziemnego na Morzu Śródziemnym. Ten sojusz turecko-rosyjski jest sojuszem taktycznym, ponieważ oba państwa mają swoje bardzo liczne rozbieżności, jeśli chodzi o udział i zaangażowanie polityczne w Azji Środkowej, natomiast w tym konflikcie obecność rosyjska jest na rękę Turcji, zwłaszcza jeśli chodzi o to zagrożenie separatyzmem kurdyjskim. 

        Wspieranie separatyzmu kurdyjskiego przez Stany Zjednoczone, wspieranie sekty Fethullaha Gülena zostało odczytane bardzo negatywnie w Turcji i wpłynęło na ochłodzenie relacji wewnątrz NATO. 

        Tutaj pojawia się pytanie czy jeśli chodzi o spór z Iranem, mamy do czynienia ze wspólnotą transatlantycką, czy mamy do czynienia z jednym głosem Stanów Zjednoczonych, szeroko pojętej anglosfery i Unii Europejskiej? Wszystko wskazuje na to, że nie. Te interesy stawały  się rozbieżne przez szereg lat, przez które słyszeliśmy o wspólnocie transatlantyckiej. Niestety widzimy na niej rysy. I to nie tylko na stosunkach amerykańsko-tureckich, ale także amerykańsko- francuskich i amerykańsko-niemieckich. 

        Warto tutaj wspomnieć, że pod koniec stycznia tego roku doszło do inicjatywy tak zwanej grupy E3 czyli Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec, które utworzyły spółkę celową mającą za zadanie handlować z Iranem z ominięciem sankcji amerykańskich nałożonych na Islamska Republikę Iranu. 

        W tym kontekście pojawia się pytanie jaką politykę powinna prowadzić Polska? 

        Polska mająca tradycyjnie dobre relacje ze światem islamu, wyłączając oczywiście wojny, przede wszystkim wojny XVII wieku z Turcją, ale jeśli chodzi o stosunki z Iranem czy też przed rewolucją islamska z Persją. Polska nawiązała kontakty dyplomatyczne z Persję w końcu wieku XV. W wieku XVII mieliśmy tak naprawdę bardzo dobre możliwości, okazje geopolityczne, do tego, aby szachować Turcję sojuszem taktycznym z Persją, co niestety nie nastąpiło.

        Współcześnie Polska nie ma rozbieżnych interesów z Iranem. Mamy zbieżny interes związany z zakupem gazu ziemnego skroplonego, który możemy odbierać w gazoporcie w Świnoujściu. Zresztą takie dostawy były, dopiero sankcje Stanów Zjednoczonych te dostawy gazu z Iranu wstrzymały czyli po prostu pozbyliśmy się tej możliwości.

        Od roku 2017. mamy do czynienia ze szkoleniem żołnierzy Arabii Saudyjskiej na terytorium Rzeczpospolitej, są to żołnierze ubierani w polskie mundury za wyjątkiem beretów - berety są saudyjskie. Mówimy tutaj o Akademii Wojsk Lądowych we Wrocławiu. 

        Byłem świadkiem, dwa lata temu, koniec 2017 r., byłem na ćwiczeniach doskonalenia oficerów rezerwy i widziałem pododdział żołnierzy saudyjskich śpiewający pieśni po arabsku; żołnierzy państwa, które wspiera terroryzm o czym wiemy chociażby z materiałów  Wikileaks. Żołnierze saudyjscy są również szkoleni w Łodzi. Mamy też ten nieszczęsny, przepraszam za taki kolokwializm, epizod, chociaż trudno to nazwać w taki sposób, jakim były tajne więzienia CIA w Polsce.

        Powstaje pytanie, czy dzisiaj powinno nam zależeć na eskalacji konfliktu ze światem islamu, czy powinno nam zależeć na tym, aby w imię jakich wartości, czy też jakich interesów wspierać państwo oskarżane o terroryzm, państwo totalitarne? 

        Moim zdaniem, Polska nie ma żadnych interesów w tym, żeby występować przeciwko Iranowi, wręcz odwrotnie, mamy realny konkretny interes w tym, aby prowadzić interesy z Iranem a przyjmowanie takiej postawy, jaką widzimy obecnie, przez władze Polski konfliktuje nas nie tylko ze światem islamu, ale także z państwami Unii Europejskiej. Widzimy, że Polska traci gospodarczo na wspieraniu Izraela i Stanów Zjednoczonych w tym konflikcie, a bogacą się, czy będą się bogacić na handlu z Iranem Niemcy, Francja czy Wielka Brytania. 

        Po raz kolejny popełniamy błąd, ja nazywam ten błąd pułapką Becka. Mechanizm polega na tym, że Polska za obietnicę wdzięczności, w roku 1936 dokonała tzw. gafy abissyńskiej - wsparliśmy Włochy, przeciwko Etiopii nie dostając w zamian absolutnie nic. Pułkownik Józef Beck po prostu chciał pokazać że jest w stanie zrobić taką przyjemność państwu włoskiemu. Z tej przyjemności absolutnie nie mieliśmy nic, co więcej Polska stała się partnerem niewiarygodnym na arenie międzynarodowej. 

        I drugi mechanizm, czyli mechanizm wejścia w tak zwane sojusze egzotyczne, z państwem, które nie będzie miało żadnej straty w przypadku zagrożenia całości niepodległości państwa polskiego. 

        Dzisiaj widzimy ten mechanizm nazywany pułapką Kindelbergera w razie zaangażowania się Stanów zjednoczonych w konflikt na Dalekim Wschodzie, konflikt w Azji wschodniej należy zadać pytanie jakie mamy realne gwarancje bezpieczeństwa? 

        Ja uważam, że polska polityka zagraniczna powinna być oparta, czy też bezpieczeństwo Polski, powinna być oparte na dywersyfikacji, Na polityce wielowektorowej. Widzieliśmy tę politykę jednowektorową w postaci właśnie pułapki Becka, tej nieodpowiedzialnej polityki Józefa Becka.

        Uważam że dobrze się stało że spotykamy się tutaj w szerszym gronie, że pokazujemy, że nie ma monopolu tak naprawdę na jedną historię, nie ma monopolu na jedyną narrację, nie ma monopolu na jedną dominującą analizę. Przede wszystkim należy używać wielu narzędzi wielu różnych optyk wielu różnych spojrzeń, a nie ograniczać się tylko i wyłącznie do jednego związanego z polityczną poprawnością. 

        Tam, gdzie zaczyna się kwestia bezpieczeństwa, musi się skończyć poprawność polityczna. 

Dziękuję bardzo. 

Dr Leszek Sykulski

czwartek, 21 luty 2019 12:01

Co nam zostało

Napisane przez

pruszynskiCo nam zostało

Dostałem list od czytelnika z pod Radomska, który twierdzi, że z Polski został nam tylko hymn i sztandar. Smutne. Czy ten Pan nie ma czasem racji?

czwartek, 21 luty 2019 12:01

O ostatecznym rozwiązaniu kwestii polskiej

Napisane przez

braun003Szczęść Boże! Szanowni Państwo, wszyscy teraz jadą po Żydach bardzo chętnie, i bardzo dobrze im to idzie. Ci sami, którzy jeszcze do przedwczoraj byli strażnikami milczenia w tych sprawach i ożywiali się tylko po to, żeby wytknąć palcem „strasznych antysemitów”, teraz bez najmniejszych kompleksów przystąpili do autoliftingu wizerunkowego; to znaczy chcą się Państwu przedstawić jako najlepsi, niezłomni wyraziciele waszych interesów i głosiciele waszych przekonań. 

To fenomen wart uwagi, godny rozpoznania, bardzo namawiam abyście Państwo znaleźli czas na przewertowanie publikacji, wypowiedzi i przemilczeń z poprzednich sezonów, lat, dekad, żebyście nie dali się nabrać i jednak zadawali sobie pytanie, o to, a kto to właściwie mówi? Kto to dzisiaj buńczucznie ogłasza, że do żadnego Izraela nie pojedzie, a kto to dzisiaj mówi „dość już tego, wstańmy z kolan”. 

        No właśnie ci sami, co to wcześniej stali na straży przemilczenia wszelakich problemów jakie nastręczają tzw. stosunki polsko żydowskie i to najprawdopodobniej ci sami ludzie, którzy nie zajmowali się niczym innym, tylko dezinformowaniem was na temat „nieważnych, nieistotnych, roszczeń żydowskich”. Jeśli w ogóle taki temat był, no to tylko w tym duchu omawiany, że to jacyś antysemici tutaj państwa straszą, bo tak naprawdę nie ma realnego problemu. 

        To ci sami ludzie, którzy zajmowali się przez ostatnie lata importem do Polski żydowskich funkcjonariuszy frontu ideologicznego i obawiam się że nie tylko ideologicznego, to ci sami goście, co tam przy szabasowych świecach z Jonny Danielsem, po telewizjach różnych z Szewachem Weissem; ci sami ludzie, którzy wyasygnowali miliony na żydowskie cmentarze, przyobiecali kolejnych już nie wiem ile muzeów, i oni teraz mówią, dość! Non possumus!. 

        Nie kupujcie państwo tego tak łatwo.

        Druga kwestia, na jaką warto zwrócić uwagę, jeśli jest ta prowokacja propagandowa; prowokacja ze strony żydowskiej na taką skalę, to nie przypuszczajcie państwo ani przez chwilę, że to tak się stało przypadkiem, że to ot tak wynikło, bo jakiś minister rzucił kilka zdań, bo on tam ma swoje wybory, ma swój elektorat... 

        Nie! Najwyraźniej czas już przyszedł na to, żeby Polska została ostatecznie i kompletnie wyizolowana na arenie międzynarodowej i teraz w scenariuszu, który się snuje w mojej głowie od lat, w tym scenariuszu przyszła pora na jeszcze grubszą  prowokację. Obawiam się że z jakimiś elementami brutalizmu, obawiam się, że może nawet krwawą, a jeśli nie krew, to ogień. 

        Tego bym się obawiał. Bo co jest potrzebne? Potrzebne jest, tym, którzy robią z nas w opinii publicznej świata w globalnej opinii, złodziei, bandytów, potomków morderców i rabusiów Żydów, im potrzebny jest zwrot inwestycji, którą tutaj od lat prowadzą; inwestycji w tę propagandę właśnie. A zatem potrzebny jest jakiś spektakularny dramatyczny akt, który pozwoli światu odetchnąć z ulgą, że tak, niemyliliśmy się: ci Polacy, to rzeczywiście nic dobrego; rzeczywiście Polaków trzeba uratować przed nimi samymi i trzeba demokrację światową ratować przed Polakami. 

        Taka prowokacja w moim scenariuszu byłaby jak znalazł, po to, żeby ruszyła kampania pacyfikacji. 

        Pewnym novum w naszej historii jest to, że przebierają nogami do tego, żeby taką pacyfikację przeprowadzić, przebierają tubylcze siły, myślę, że nigdy w takim stopniu nie była włączona ludność tubylcza, obecnie postpeerelowska w robienie wody z mózgu swoim własnym rodakom. 

        Warszawskie władze i warszawskie media tworzące otulinę propagandową tej władzy mają tutaj na koncie ogromne dokonania i zauważmy, że to są dokonania mediów nominalnie, deklaratywnie patriotycznych; to znaczy, że to prawa strona ta  otulina propagandowa grupy „rekonstrukcji historycznej sanacji”, rządu „obozu patriotycznego” to ta prawa strona wylansowała Weissa z Danielsem i zaproponowała państwu ten judeoidealistyczny obraz naszej historii, w którym za całe stosunki polsko żydowskie robi Berek Joselewicz pod Kockiem i Jankiel z Pana Tadeusza. 

˛        To jest fałsz. Żydzi tradycyjnie pozostają, nie bójmy się tego słowa, podstępnymi wrogami chrześcijaństwa, katolicyzmu, narodu polskiego i polskiej niepodległości. I na ten temat bardzo chętnie opowiadałbym dłużej - może ktoś z państwa  zechce zaaranżować taką serię odczytów, bardzo chętnie będę referował te tezy na wybranych faktach z historii Polski i świata. 

        Tutaj poprzestańmy na postawieniu takiej wyraźnej diagnozy, chociaż media centralne i władze centralne dalej starają się podtrzymywać tę ułudę. Grają razem z Żydami, niestety po żydowskiej stronie, w dobrego i złego policjanta, to znaczy jeden Żyd tam w Jerozolimie nas napadł, ale drugi amerykański mówi, o to nieładnie, Polacy rzeczywiście może nie są tacy straszni jak tamten o tym mówili. 

        To jest gra w dobrego i złego policjanta to jest gra na kilku fortepianach. 

        Jaki jest cel uprawiania tej gry?  No właśnie zrobienie państwu do końca wody z mózgu. Ta operacja liftingu wizerunkowego ma temu służyć żebyście państwo jednak wybrali tych samych łajdaków, tych samych sprzedawczyków, od tych stu milionów na cmentarz żydowski, od tych kolejnych przyobiecanych muzeów, od tej pełnej kapitulacji dokonanej przed rokiem w sprawie korekty ustawy o IPN; żebyście państwo wybrali ich na następną kadencję. O to tutaj chodzi. Oni teraz będą się państwu przedstawiać właśnie jako pryncypialni rzecznicy polskiego interesu narodowego, a to są ci goście, którzy tę sytuację wykreowali, to oni pielęgnują tutaj narrację żydowską, która dominuje w przestrzeni publicznej. 

        Jaki jest horyzont tych działań, tej operacji propagandowej, operacji krojenia polskiego portfela budżetowego? Horyzont który jak sądzę jest już całkiem bliski, to jest wrogie przejęcie polskiego terytorium. I o to tutaj chodzi. Nie chodzi tutaj o gotówkę, nie chodzi o te sumy zawrotne, których spłacanie gdybyśmy nawet je podjęli jak sobie to wyobraża - ostatnio czytałem - pan minister Suski, otóż gdybyśmy nawet podjęli te spłaty, gdybyśmy nawet mieli z czego, to chyba sto pięćdziesiąt lat najmarniej by nam to zajęło, ładnych kilka pokoleń. 

        A więc nie chodzi nawet o te niewyobrażalną gotówkę; chodzi o to, że kto wejdzie w posiadanie majątku o tak znacznej wartości, gdyby miały zostać udzielone rekompensaty w naturze; kto wejdzie w posiadanie tego majątku, ten będzie miał decydującą rolę polityczną na tym terytorium. 

        A więc wrogie przejęcie kraju, bo jakbym powiedział „państwa”, to ktoś by mógł pomyśleć że Żydzi by się kontentowali przejęciem jakichś instancji zawiadowczych, jakichś funkcji kierowniczej. Nie, nic podobnego, oni nawet w tych rolach pozostawią tubylców. Zostawią nam „piosenkę i chorągiewkę”. 

        Chodzi o przejęcie krainy, pięknej środkowoeuropejskiej niziny od Odessy do Szczecina, o to toczy się gra, to jest wariant B ewakuacji aktywów państwowości żydowskiej w Palestynie, ponieważ resurs geopolityczny państwa żydowskiego w Palestynie wyczerpał się w znacznym stopniu, w związku z czym wariant B jest właśnie realizowany. 

        I cóż, nie dajcie się państwo poprowadzić do rezerwatu, choćby właśnie ze śpiewem własnej piosenki, jakiegoś Mazurka Dąbrowskiego i pod własną biało-czerwoną chorągiewką, którą nam chętnie zostawią żebyśmy w tym rezerwaciku w tym Księstwie Warszawskim uprawiali tę swoją wewnętrzną plemienną walkę polityczną, PiS kontra PO; Smoleńsk, kontra Gdańsk. To dla nas rezerwują, to chcą nam zostawić, podczas kiedy wszystkie aktywa państwa mają być przepompowane w kierunkach niemających nic wspólnego ze polskim interesem, polską racją stanu.

        Żebyśmy tylko to wszystko przeżyli; żebyśmy nie poszli na wojnę z Iranem czy z Ukrainą; żebyśmy nie dali się wkręcić w prowokację jakieś Jedwabne czy Kielce 2; żebyśmy się podnieśli realnie, a nie tylko zmieniali klęczniki, bo na to wszystko nie ma już czasu. 

        Dobra wiadomość jest taka, że wróg się spieszy, że daje wyraźnie znać o sobie pośpiech w realizowaniu tych operacji, mądrości etapu zmieniają się tak szybko, że funkcjonariusze frontu ideologicznego nie nadążają z emitowaniem kolejnych wersji, które byłyby jako tako uzgodnione wzajemnie. 

        A związku z tym państwo się coraz lepiej w tym orientujecie, coraz lepiej, coraz mocniej dociera do was rzeczywistość. To oczywiście może wzbudzać odruchy sprzeciwu  i buntu i byle tylko nie został ten nasz sprzeciw i bunt i nasze słuszne oburzenie nie zostały skanalizowane w jakiejś prowokacji. 

        Strzeżmy się!  Z Panem Bogiem. 

Grzegorz Braun spisane z taśmy kanału GB na YT

farmusPopatrzcie na tytuł mojego felietonu i powiedzcie mi, czy tylko mnie coś tutaj nie gra? Grupa wyszehradzka to porozumienie Czech, Polski, Słowacji i Węgier (wymieniam w kolejności alfabetycznej, żeby nikogo w tym politycznie poprawnym do ogłupienia świecie nie obrazić). I ta grupa miała się spotkać na ‘szcycie’ w Jerozolimie. A o tym szczycie dowiedzieliśmy się z żydowskiej gazety po angielsku ‘Jerusalem Post’, a nie z naszych oficjalnych polskich mediów. Ta grupa wyszehradzka jest określana w świecie jako ‘Central European’, bo nikt nie wie, i wiedzieć nie ma zamiaru do czego odnosi się Wyszehrad. Szczyt w Jerozolimie się jednak nie odbędzie, bo premier Morawiecki zapowiedział, że w nim nie będzie brał udziału po anytpolskim wystąpieniu w Warszawie na konferencji bliskowschodniej pramiera Izraela Benjamina Netanjahu.