Goniec

Register Login

piątek, 24 sierpień 2018 10:14

Białoruś

Napisane przez

pruszynskiAleksander Łukaszenka zdymisjonował premiera Andreja Kabiakoua, mianując na jego miejsce dotychczasowego prezesa Banku Rozwoju Siarhieja Rumasa. Szef państwa dokonał też zmian kilku wicepremierów i ministrów.

        Twierdzi, że nie wykonywali jego planów, ale czy te plany miały zrobić cud? Nadal Aleksander Mniejszy czy Kołchoźnik, jak go od lat przezywają, chciał wszystkim rządzić sam, a ponadto wcale nie zrobiło się cokolwiek lepiej dla przedsiębiorców, których ze 20 tysięcy kibluje po różnych więzieniach, a prawie cztery razy mniejsza ludnościowo Białoruś ma tylko 20 proc. mniej więźniów niż Polska. Co gorsza, na pewno naraził się Kremlowi, narzekając, że jest barbarzyńcą, więc Putin, jak wróci z wesela w Austrii, to może go wykopie lub poprosi, by wsiadł w swego mało używanego boeinga i odleciał w siną dal.

 

        Bierny, mierny i bezwzględnie posłuszny 

        W sondażu Instytutu Badań Pollster przeprowadzonym specjalnie na zlecenie „Super Expressu” Polacy zostali zapytani o to, jaką ocenę wystawiają prezydentowi. Najwięcej badanych, aż 24 proc., dało prezydentowi niedostateczny, czyli najgorszy stopień w szkolnej skali! 20 proc. osób oceniło Andrzeja Dudę na dobry, mierną ocenę postawiło mu 18 proc., a dostateczną 15 proc. ankietowanych. Tyle samo oceniło prezydenta na bardzo dobry. Zaś celujący Duda otrzymał tylko od 4 procent.


        Wstyd mi i...

        Odwiedziłem piszącego na tematy polsko-żydowskie prof. J.R. Nowaka, pogadaliśmy sporo i dał mi pierwszy tom swych wspomnień „Wichry życia”, która jest jego 87. książką. Po powrocie do domu zacząłem je czytać i przykro mi. Nie przeczytałem więcej niż 20 proc. książek, jakie on do końca studiów przeczytał. Dalej wstyd mi, bo jego dziadek, nie w pełni wykształcony chłop, wiele bardziej patriotycznie wychowywał go niż ja swe dzieci. Ostatecznie doczytałem tylko do 40 stron wspomnień  tego dnia i dowiaduję się, jaką barbarzyńską robotę robili komuniści, niszcząc polską kulturę przez przekazywanie na przemiał milionów cennych książek. Muszę dotrzeć do książki, spisu dzieł, jakie przekazano na przemiał, ale polecam wspomnienia profesora.

        W drodze do Mińska dalej ją czytałem i kilkakrotnie się zaryczałem ze śmiechu. Rozprawia się tam z wielu luminarzami, w tym Adasiem Michnikiem, który raz tępi katolików i Kościół, a raz go chwali, by na koniec stworzyć najbardziej antykatolicki organ. Szczególnie dużo miejsca poświęca Węgrom i jest jednym z nielicznych Polaków, którzy ten język znają.


        Zjazd Polonii i Polaków

        Okrężną drogą dowiaduję się, że 24 września ma odbyć się spęd rodaków z całego świata. Bardzo się cieszę, ale czy nie trzeba się do niego przygotować? Chyba mogę twierdzić, że to rola Kongresu, i mam nadzieję, że zacznie ją spełniać. 


        Tajna konferencja

        W Marrakeszu odbyła się w maju konferencja państw europejskich poświęcona imigracji, a jej końcowy dokument mówi, że migracja jest siłą napędową wzrostu gospodarczego i podstawą globalnego dobrobytu. Węgry oczywiście uznały deklarację za sprzeczną z ich interesami i jej nie podpisały.

        Cała sprawa została okryta wielką tajemnicą przez rząd premiera Mateusza Morawieckiego, który okłamuje Polaków odnośnie do naszej polityki imigracyjnej, a kilka tygodni temu do Polski przybyła delegacja Agencji do spraw Migracji Zewnętrznych i Stosunków Pracowniczych Ministerstwa Pracy i Stosunków Pracy Uzbekistanu i podpisano porozumienie, na mocy którego przybędzie do Polski z 3 tys. uzbeckich imigrantów, mających dostać u nas zatrudnienie. Od kilku miesięcy nasz rząd pracuje nad dalszą zmianą przepisów prawa imigrantów, aby imigranci mogli otrzymywać kartę pobytu już po trzech latach pracy, a ich żony miały wszystkie świadczenia socjalne, włącznie z programem 500+.


        Istotny problem

        Lewacy i Żydzi wszystkich, których nie lubią, okrzykują faszystami i antysemitami. Zaś prawicowcy nie mają odpowiedniego negatywnego terminu na swych przeciwników, bo termin bolszewicy nie ma tak podłego wydźwięku jak faszysta czy antysemita, więc trzeba jakiś jeden czy dwa terminy negatywne i zarazem śmieszne stworzyć i rozpropagować.

 

        Hojna ręka

        9 sierpnia br. w żydowskim magazynie „Chidusz” ukazał się wywiad z dr hab. Michałem Bilewiczem tropiącym polski „antysemityzm wtórny” i  „mowę nienawiści”, który otrzymał od Narodowego Centrum Nauki z Krakowa grant wysokości 2 mln zł. 

        Widać, że polowanie na antysemitów jest zajęciem popłatnym w Polsce i dającym spory dochód. Nie powinno zatem nikogo dziwić, że antysemici są grantożercy Bilewiczowi niezbędni jak powietrze. Im więcej antysemitów dr Bilewicz wytropi, tym większe szanse na kolejny grant.

        Wpadłem na pomysł, by to dostojne centrum zapytać, czy nie dadzą mi podobnej sumy na badania, ile Żydzi Polakom zawdzięczają?


        15 sierpnia w Warszawie

        Umowna rocznica pokonania Sowietów obchodzona była uroczyście, choć mało kto chciał wspomnieć, ile  było „szczęśliwych” przypadków po naszej stronie, co by mówiło o rzeczywistym cudownym poparciu przez Matkę Boską Polaków, i nikt nie wspominał, że sowieccy sołdaci mówili, że nad polskimi wojskami ukazywała się im Matka Boska, którą naturalnie Polakom trudno było widzieć. 

        Tego dnia była defilada na Wisłostradzie, wręczanie nominacji generałom oraz koncert i imprezy na placu Marszałka.

        Najciekawszą sprawą był jednak pochód patriotów, zorganizowany przez Młodzież Wszechpolską i inne organizacje, na który nie pofatygował się imć Winnicki, ale był Jerzy Robert Nowak. Koło tysiąca ludzi zebrało się pod Muzeum Wojska Polskiego, a potem poszło w kierunku ronda De Gaulle’a i dalej w Nowy Świat, gdzie zatrzymała pochód policja.

        Bo dalej za ul. Foksal zebrało się ze sto różnych lewaków. Rozsiedli się z transparentami i białymi różami i krzyczeli „nie dla faszystów”, „faszyzm nie przejdzie” itd. Policja baz pałek czy hełmów ochronnych podeszła do nich z kilku stron i zaczęła nawoływać do rozejścia się, by nie blokowali legalnego marszu. Nawoływano z dziesięć minut i uprzedzano, że zostaną usunięci. Wreszcie po jednym brano ich i zanoszono na jedno z podwórek, a potem po spisaniu ich danych po jednym wypuszczano i mają mieć sprawy karne. Naokoło tych demonstrantów było moc ich przyjaciół i fotografów, którzy uwieczniali tę „imprezę”. Zacząłem z niektórymi rozmawiać i okazało się, że nie mają pojęcia, co to faszyzm, a cechowała ich skrajna nienawiść do Kaczyńskiego i PiS-u. Mówiono, że dają ojcu Rydzykowi coś 80 mln i PiS wydaje z 500.000 na ochronę Kaczyńskiego. Zapytałem ich, czemu nie protestują przeciw daniu przez PiS Ukrainie 4 mld złotych, ale to ich zupełnie nie interesowało, a to z 20 razy tyle co dostał na kilka programów ojciec Rydzyk, który wydaje pieniądze w końcu w kraju. Wynika, że ta hołota nie jest propolska, a tylko... antypisowska. Ostatecznie opróżniono Nowy Świat z tej gawiedzi, a ja czekałem sporo czasu na dojście do nas pochodu.

        Po prawie półgodzinie okazało się, że gdy pochód narodowców doszedł do skrzyżowania Nowego Światu i Foksal, a policja dalej była zajęta lewakami, to skręcił w prawo w Foksal, poszedł równoległą do Nowego Światu ulicą Kopernika, by dojść do Ordynackiej. Tam skręcił w lewo, a potem w prawo na Nowy Świat, by spokojnie dalej iść po Krakowskim Przedmieściu do placu Zamkowego, gdzie pochód znów atakowali lewacy.

        Nie wiem, kto wpadł na przedni pomysł, by pochód narodowców ominął protestujących lewaków, ale zrobiono im wspaniały kawał.

Aleksander Pruszyński

piątek, 24 sierpień 2018 10:13

Pierścień się zaciska

Napisane przez

michalkiewiczJaka szkoda, że generał Franco nie był Żydem! Gdyby bowiem nim był, żaden hiszpański premier nie ośmieliłby się wystąpić z pomysłem ekshumowania go z Valle de los Caidos, gdzie jest pochowany w katedrze wykutej rękami komunistów we wnętrzu góry, by wrzucić jego szczątki do jakiegoś „kryjomego dołu”. Nawet polityk tak nieustraszony, jak Lech Kaczyński, co to osobiście wstrzymał i odpędził od Gruzji rosyjskie czołgi, zadrżał na myśl, że wbrew opinii jakiegoś rabina, który mu powiedział, że Żydów ekshumować nie wolno, ekshumowałby ich z mogiły w Jedwabnem. Tedy – choć nieustraszony – ekshumację wstrzymał, dzięki czemu pan dr Jan Tomasz Gross, awansowany na tę okazję na „historyka”, i to od razu „światowej sławy”, może bez  najmniejszych przeszkód opowiadać swoje androny. Niestety, generał Franco żadnym Żydem nie był, toteż hiszpańska żydokomuna, reprezentowana przez Pedra Sancheza, który wprawdzie boi się chronić granic własnego państwa i sprzeciwiać bisurmańskim „uchodźcom”, chciałaby go w ten sposób upokorzyć, bo wiadomo – jak ktoś umarł, to nie żyje, więc w stosunku do nieboszczyka premier Sanchez jest odważny jak Achilles.

        Podczas gdy w Hiszpanii żydokomuna nieustraszenie walczy z generałem Franco, Polska dopuściła się straszliwego świętokradztwa, wobec którego bledną nawet zamachy na niezawisłość sądów i demokrację. Z inicjatywy  polskich władz deportowana została na Ukrainę nie tylko z Polski, ale z całej strefy Schengen, pani Ludmiła Kozłowska, do niedawna, wraz ze swoim małżonkiem, Bartoszem Kramkiem, kierująca w Warszawie Fundacją Otwarty Dialog, co to stawia sobie za cel poprawienie świata od Atlantyku po Władywostok. Dalej już nie, bo dalej jest Pacyfik, a jego zmeliorować się nie da, no i Japonia, która na żadne „otwarte dialogi” nie jest podatna. Klangor podnieśli wszyscy płomienni ukraińscy szermierze demokracji i jestem pewien, że gdyby Stefan Bandera w jakiś sposób zmartwychwstał, to też przyłączyłby się do protestów, a może nawet urządziłby Polsce kolejną „wołynkę”, zwłaszcza na „ukraińskim terytorium etnicznym” – jak Światowy Związek Ukraińców z siedzibą w Toronto nazywa województwo podkarpackie, część województwa małopolskiego i część województwa lubelskiego.                 Oburzenie wyraził też amerykański „The Washington Post”, więc polscy zuchwalcy już nie odważyli się podnieść świętokradczej ręki na pana Bartosza Kramka, który nawet nie wypiera się autorstwa apelu o „wyłączenie” rządu polskiego. Pan Kramek nie zamierzał polskiego rządu wymordować, a w każdym razie – nie od razu, ale kto wie, do czego by doszło, gdyby zwyczajna perswazja nie pomogła? 

        Najwyraźniej parasol ochronny nad nim trzyma czyjaś Mocna Ręka. Czyja? Tego dokładnie nie wiadomo, chociaż pewne światło na tę sprawę rzucają żarliwe zaprzeczenia  kierownictwa Fundacji Otwarty Dialog, jakoby miała ona jakieś związki ze starym żydowskim finansowych grandziarzem, któremu też strzelił do głowy pomysł melioracji świata. 

        Warto przypomnieć, że takie pomysły mieli wcześniej również inni Żydzi, na przykład – Karol Marks – a w następstwie tego eksperymentu co najmniej 100 milionów ludzi straciło życie. Skoro tedy pan Kramek energicznie dementuje fałszywe pogłoski o powiązaniach ze starym żydowskim  grandziarzem, to przynajmniej dla księcia Gorczakowa, co to nie wierzył informacjom niezdementowanym, byłaby to dość wyraźna wskazówka. Inną poszlaką jest deklaracja, że Fundacja miała styczność z jurgieltnikami starego grandziarza, ale trudno nie mieć z nimi styczności, zwłaszcza w Polsce, gdzie tradycja jurgieltu jest nadal bardzo żywa, jurgieltnicy dochodzą do wysokich godności i zażywają reputacji moralnych autorytetów. Po prostu nie można splunąć, żeby w takiego nie trafić, więc nic dziwnego, że i pani Ludmiła, i pan Bartosz też się z nimi zetknęli. Na jurgieltnikach musiało to zetknięcie pozostawić wyraźny ślad, skoro po ochłonięciu z pierwszego zaskoczenia zuchwałością władz tubylczego bantustanu, wystąpili oni z apelem do Unii Europejskiej, by pani Ludmile Kozłowskiej ofiarowała unijne obywatelstwo, dzięki czemu będzie mogła ulepszać świat już bez najmniejszych impedimentów. Zresztą nawet gdyby nie pozostawiło  takiego śladu, to ta sama Mocna Ręka, która trzyma nad panem Kramkiem parasol ochronny, mogłaby ich popchnąć do działania. Nasza Złota Pani ma bowiem swoje projekty również co do banderowców, więc mogłaby i parasol, i popchnięcie.  Toteż pod apelem podpisał się  Kukuniek, który musi pamiętać ściśle tajną „Informację o zasobach archiwalnych MSW”, którą 4 czerwca 1992 roku przekazał posłom i senatorom złowrogi minister Macierewicz – że mianowicie przed rozpoczęciem niszczenia dokumentów MSW, zostały one zmikrofilmowane co najmniej w trzech kompletach, z których dwa są za granicą, a jeden – „w kraju”. Znaczy to, że zarówno Putin, jak i Nasza Złota Pani mogą w każdej chwili zrobić Kukuńkowi straszliwe kręcenie wora. Nic zatem dziwnego, że na odgłos trąbki nasz Kukuniek od razu podrywa się na równe nogi, podobnie jak pan red. Tomasz Lis czy pan Michał Boni. Ciekawe, czy pani hrabina Róża Thun und Handehoch też odbiera na tej samej fali, czy raczej na folksdojczowskiej, podobnie jak w przypadku słynnego zięcia, czyli pana Krzysztofa Króla, czy pana Seweryna Blumsztajna. W tej sytuacji tylko patrzeć, jak pani Ludmiła zostanie wynagrodzona unijnym obywatelstwem, a konfidenci i folksdojcze utworzą komitet powitalny, który powita ją chlebem i solą na Okęciu. Esperons, że unijni biurokraci nie będą się ociągali i pani Ludmiła zdąży na rozpoczęcie operacji „wyłączania rządu”. Bo wszystko do tego właśnie zmierza, a zwłaszcza – postępująca anarchizacja naszego nieszczęśliwego kraju, która w końcu musi doprowadzić  do przesilenia.

        Jest to prawdopodobne tym bardziej, że Nasz Najważniejszy Sojusznik właśnie pogrąża się w chaosie spowodowanym puszczeniem farby przez kolaboranta prezydenta Trumpa, pana Cohena, co to jeszcze niedawno odgrażał się, że gotów jest dla swego szefa nawet się zastrzelić. Wygląda jednak na to, że ci wszyscy twardziele mocni są raczej w gębie, bo jak przyszło co do czego, to pan Cohen podkulił ogon i zeznał, że Donald Trump dał mu pieniądze, żeby zatkał nimi gęby jakimś kurewkom. Prawdopodobnie nawet wzięły szmalec, ale zaraz rozpuściły japę, w nadziei, że teraz już na pewno zostaną celebrytkami, jak sama Angelina Jolie. Z tego powodu prezydent Trump coraz więcej uwagi musi poświęcać ratowaniu  własnej skóry, tym bardziej że specjalny prokurator Mueller prowadzi energiczne śledztwo mające wykazać, że prezydent Trump zawdzięcza swój wybór knowaniom zimnego ruskiego czekisty Putina. W takiej sytuacji nie będzie miał głowy do zajmowania się resztą świata, a zwłaszcza takimi jego zakątkami, jak nasz nieszczęśliwy kraj – a z tego niewątpliwie skorzystają strategiczni partnerzy, którzy mogą na własną rękę zacząć układać się z Żydami co do przyszłości  Europy Środkowej – gdzie utworzyć Judeopolonię i jakie nakreślić jej granice, żeby wszyscy byli zadowoleni. Judeopolonia bowiem, niezależnie od innych zalet, miałaby również i tę, że dostarczałaby strategicznym partnerom znakomitego pretekstu do dyscyplinowania zarówno banderowców, jak i naszego, mniej wartościowego narodu tubylczego w postaci walki z antysemityzmem.

Stanisław Michalkiewicz

piątek, 17 sierpień 2018 08:46

Wtedy Polska powstała

Napisał

P8155019

15 sierpnia – kolejna rocznica Bitwy Warszawskiej, Święto Wojska Polskiego, a właściwie to powinno być święto Niepodległości Polski. Dlaczego? 

        Bo to właśnie wtedy Polska niepodległość została obroniona i to właśnie wtedy Polska prawdziwie zaistniała nie jako twór traktatowy, nie na papierze, ale prawdziwie, jako państwo zdolne do czynu i jako naród zdolny do działania. To właśnie wtedy powstał nowoczesny naród Polski; wtedy, kiedy do obrony własnego kraju ruszyło polskie chłopstwo (w tym mój dziadek Michał Kumor z Woli Chroberskiej), wtedy się narodził, kiedy do obrony kraju ruszyła złożona z plebejuszy armia Hallera. Bo któż to ją tworzył, jak nie emigranci polscy, ci zarobkowi, za chlebem, którzy wyjeżdżali z Galicji, z Kongresówki do Francji, Ameryki czy Kanady. 15 sierpnia to wielki dzień, wielkie święto polskie, a jednocześnie trochę smutne.

        Patrząc na dzisiejszą defiladę, z jednej strony, widzimy polskie kolory, idzie polskie wojsko, ma jakiś sprzęt... Ale jednocześnie wiemy, że następuje dosyć poważna przebudowa państwa polskiego, jego etatyzacja, zmienia się skład narodowościowy polskiego społeczeństwa. Z jednej strony, za sprawą imigracji Ukraińców, z drugiej, z powodu bardzo prominentnych wpływów żydowskich, a z trzeciej strony, imigracji zarobkowej, którą polscy przedsiębiorcy sprowadzają z krajów azjatyckich. 

        Premier obecnego rządu Mateusz Morawiecki mówił na początku swej kadencji o pułapce średniego wzrostu; o tym że trzeba stawiać na innowacje, zwiększenie wydajności pracy... Tymczasem dzieje się coś dokładnie przeciwnego; Polacy za lepszą pracą, tą wydajną, lepiej zorganizowaną, wyjeżdżają do krajów Europy Zachodniej, bo tam więcej zarobią, a do Polski sprowadza się tanią siłę roboczą. 

        Podczas tego „drugiego” święta niepodległości prezydent państwa polskiego mówił o tym, jak to byśmy chcieli, żeby stacjonowały w Polsce na stałe obce wojska. Obce wojska zawsze są obce, niezależnie od tego, jak przyjazne; obce wojska reprezentują obce interesy, czasem zbieżne, ale nigdy nie jednoznaczne z interesami Polaków. 

        Dlatego w Polsce powinny być polskie wojska – bardzo dobrze uzbrojone, być może przez obcych. Dzisiaj wojsko amerykańskie to również sojusznik bardzo potężnego i wpływowego państwa, które ma konkretne interesy na terenie Europy Środkowo-wschodniej, a mianowicie Izraela i Żydów. A to właśnie amerykańscy Żydzi roszczą sobie wobec Polski pretensje finansowe i szantażują Warszawę. Polska niepodległa powinna się z takimi rzeczami liczyć i być na nie przygotowana. Tylko czy rzeczywiście Polska jest dzisiaj niepodległa na taką miarę, jak była wówczas, w czasach Bitwy Warszawskiej?  Kiedy mimo kłopotów i trudności istniały polskie elity, które miały własne zaplecze materialne,  elity, które rozumiały sytuację światową i miały doświadczenie parlamentaryzmu i dyplomacji. 

        Paradoksalnie ta Polska, która się odradzała w 1918 r., pod względem narodowego Ducha i narodowej mentalności miała się o wiele lepiej niż dzisiejsza, która boryka się wciąż z następstwami katynizacji polskiej inteligencji, raz w Katyniu i drugi raz podczas Powstania Warszawskiego. 

        Czy zdołamy się odrodzić? To wciąż jest otwarta kwestia. Niemniej jednak dzisiejsze władze robią wiele złych rzeczy, które bardzo trudno będzie naprawić.

Andrzej Kumor


Dostęp tylko dla użytkowników z subskrypcją. Kup teraz!

piątek, 17 sierpień 2018 02:15

Wspólnoty zanikanie

Napisane przez

ligezaTak więc przyszłoroczne wybory do Parlamentu Europejskiego odbędą się według dotychczasowej ordynacji wyborczej, czyli wbrew zamierzeniom Prawa i Sprawiedliwości. Weto prezydenta sprawę rozstrzyga jednoznacznie.

Można powiedzieć: gruchnęło przy tej okazji, lecz grzmot rozbiegł się nie za bardzo. Zwłaszcza w środowisku projektodawców. Choć powinno łomotnąć inżynierów społecznych po łepetynach. Po wielekroć. Co odważniejsi przewidywali, że zaproponowana postać nowelizacji to nader sprytny plan, uzgodniony między Pałacem Prezydenckim a Nowogrodzką, i że Jarosław Kaczyński dobrze zdaje sobie sprawę z okoliczności, w jakich przyszło mu rządzić, zatem prezydent musi od czasu do czasu wierzgnąć (albo przeciwnie, nie wolno mu), a jedno i drugie dla podtrzymania i tak mocno już nadwątlonej wiarygodności prezydenckiego urzędu – i to po każdej ze stron sporu politycznego.

No, ale mniejsza z tym. Bo to jest tak, że gdy nasz pan prezydent (czy tam prezydent, nasz pan), słucha opozycji i wetuje ustawy, wówczas „ma szanse wybić się na niepodległość”. Gdy ustawy podpisuje, automatycznie „zaprzepaszcza drugą kadencję”, ewentualnie staje się „pacynką na dłoni Kaczyńskiego”. Czy tam kukiełką, której Kaczyński „włożył patyk tam, gdzie wkłada się patyki kukiełkom, i kręci nią po swojemu”. Dla każdego coś miłego, można powiedzieć.

Ale są sprawy ważniejsze niż pan nasz, prezydent (czy tam prezydent, nasz pan). Bo pytajmy samych siebie szczerze: czy systemu, w którym tak zwana demokracja zaczyna się po wskazaniu zwycięzców przez prezesów partii, wypada w ogóle nazywać demokracją? Po mojemu nie wypada, nawet gdy nas do takiego nazywania przekonano. A w kontekście takiego czy innego kształtu ordynacji wyborczej, czy to do Parlamentu Europejskiego, czy to do Sejmu, naprawdę nie ma znaczenia, czy zwycięzców wybiera sobie po uważaniu dwóch panów prezesów, układających listy partyjne, czy panów ośmiu. Czy tam ilu tam. Ktoś uważa, że może to znaczenie mieć?

Ma natomiast znaczenie, i to jakie, dodajmy, gdy pan minister od inwestycji i rozwoju wyjaśnia, że Rada Ministrów – przyjmując „Priorytety społeczno-gospodarcze polityki migracyjnej” – oceniła, że: „rozwiązania wewnętrzne nie wystarczą”, zatem w trosce o stan gospodarki, polski rząd nie ma wyjścia i musi „oprzeć się na osobach z zagranicy”. Konkretnie chodzi o to, jakoby „dziur na polskim rynku pracy” nie mogli „zasypać” bezrobotni czy młodzi, ani nawet – uwaga, uwaga: nie pomoże w tym „obecna skala imigracji z Ukrainy”. Czyli, zdaniem rządu („ufajcie nam, ufajcie!” – pamiętamy?), trzeba czym prędzej „zwiększyć działania mające zapobiec załamaniu gospodarczemu, które w świetle obecnych statystyk jest nieuniknione z powodu braku rąk do pracy”. I rząd działania swe zwiększa, a spoza tych działań wyłaniają się imigranci w ilości, która zmieni Polskę podobnie jak zmieniła kraje Europy Zachodniej, tylko zwali się na nas konsekwencjami później, niż nastąpiło to na zachód od Odry.

Innymi słowami: tak samo jak po 1989 roku, interes tych i owych (tu: pracodawców) wygrywa z interesem pracobiorców. Domaganie się od rządu odpowiedzi na pytanie, kto właściwie umożliwił, i kto pozwala rządowi rządzić: pracodawcy czy pracobiorcy, wydaje się w tych okolicznościach sensowne, ale zapewniam: odpowiedzi nie doczekamy, niezależnie od poziomu prospołeczności, deklarowanej nieustannie przez premiera Morawieckiego. Czy tam prezesa Kaczyńskiego. Czy nawet całego Prawa i Sprawiedliwości, z przybudówkami licząc.

W Polsce nie ma problemu rąk do pracy. Jest za to realny problem z płacami i pojęciem „dobra wspólnego”, gdy wskaźniki w rodzaju „płacy średniej” nie wyjaśniają, lecz utrudniają wyjaśnianie biegu zdarzeń. Źle się dzieje, kiedy ekonomia do spółki ze statystyką nasze „razem” zamieniają w „obok siebie”, a wspólnota przekształca się w zbiór elementów niepołączonych niczym wiarygodnym. Wówczas „my” szybko obumiera, a wkrótce potem w ogóle przestaje istnieć. Więc.

Postawmy więc zasadne pytanie: na jakim etapie zanikania znajduje się wspólnota polska z ludźmi pokroju pani Gawor, aktualnie nadal na stanowisku szefowej Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego warszawskiego Urzędu Miasta, absolwentki Wyższej Szkoły Oficerskiej im. Feliksa Dzierżyńskiego, a następnie funkcjonariuszki peerelowskiego aparatu represji, to jest Ministerstwa Spraw Wewnętrznych pod zarządem Czesława Kiszczaka, mało tego: persony, którą objęła ustawa dezubekizacyjna, pozbawiająca esbeków przywilejów emerytalnych?

Komu jak komu, ale mi coś się tutaj nie zgadza. Szczerze powiedziawszy, coś tutaj nie zgadza mi się coraz bardziej.

Krzysztof Ligęza
Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

piątek, 17 sierpień 2018 02:10

List (33/2018)

Napisane przez

pruszynskiList

JE ksiądz kardynał
abp Kazimierz Nycz

Wasza Eminencjo

Dla dobrego imienia Polaków jest konieczne dokończenie rozpoczętej w 2005 r. ekshumacji w Jedwabnem, którą przerwał nie śp. Lech Kaczyński.
Chciałbym gorąco poprosić JE, by kiedy Mu pozwolą obowiązki, możliwie szybko, osobiście odprawił Mszę Świętą o dokończenie ekshumacji w Jedwabnem, o godzinie 17:00 w katedrze św. Jana w Warszawie w wybrany przez siebie dzień i bym został o tym fakcie poinformowany co najmniej na tydzień wcześniej, bym mógł wnieść odpowiednio godną ofiarę.

Oczywiście nie mam nic przeciw temu, by JE wybrał termin mszy tak, by mógł uczestniczyć w niej Prezydent Duda, Premier, Marszałkowie Sejmu i Senatu.

Aleksander graf Pruszyński
Warszawa, 8.8.2018

– Pytanie, kto poprze mą inicjatywę i w Toronto podobną msze zamówi?


Uroczystości w Krakowie

Jak zawsze w dniach 5-6 sierpnia zjeżdżało moc patriotów, by czcić wymarsz Pierwszej Kadrowej, ale tym razem zdrowie szwankowało i nie byłem. Była masz w katedrze o 5:00, a potem śpiew na rynku piosenek legionowych.

Tym razem było jeszcze złożenie ziemi z różnych pól bitewnych pod kopcem Kościuszki, a następnego dnia uroczystość pod pomnikiem, w miejscu gdzie

Kompania Kadrowa przeszła granicę rosyjskiego zaboru, oraz spotkanie w Michałowicach.


Słuszna teza

Na portalu prawy.pl ukazał się tekst, który zwraca uwagę, że moc rodaków po studiach opuszcza kraj za… bułkę z szynką, a wykształceni byli za pieniądze polskiego podatnika, bo studia były bezpłatne.

Szczególnie dotyczy to lekarzy, którzy nagminnie wyjeżdżają, na tysiąc mieszkańców jest ich w Polsce 2,2, a w Szwecji 4.

Jednym słowem, coś reszcie obywateli od nich się należy, przy czym nie zapominajmy, że emigranci szczodrze wspierają swe rodziny i resztę obywateli, a szczególnie ci z USA i Kanady, zakupując moc towarów z Polski.

Z tą tezą muszę się zgodzić, choć sam jestem z tych, co szukając lepszego, wyjechali z PRL-u.

Można by stworzyć jakiś fundusz, do którego by rodacy z zagranicy jakieś pieniądze wpłacali, ale nie do ogólnej „kasy”, by Kaczyński, Morawiecki i s-ka finansowali polakożercze władze w Kijowie lub polakożerczych Żydów w Polsce czy Izraelu.


Przednia kuchnia

Często w Warszawie idę na obiad do restauracji „Literacka”, w domu obok wyjścia ze schodów ruchomych na placu Zamkowym, a obiad dla „literatów” nawet za 12 zł.

Ostatnio siedzę tam i podchodzi jakaś pani i pyta mnie, czy jestem Pruszyński. Przytaknąłem, przysiadła się i powiedziała, że pamięta mnie z Toronto, zafundowała mi lody i dłuższą chwilę pogadaliśmy.

Jak ktoś idzie na Starówkę, to może tam zacząć turę lub skończyć, a jak mnie spotka, to literacki obiad zafunduje.


Starość

Wreszcie mój organizm zaczął wysiadać. Mam problemy z prostatą i z nogami. Na prostatę polski lekarz w Mińsku radził mi codziennie z kubkiem mleka brać łyżeczkę propolisu, co ku zdziwieniu mej żony poskutkowało, a na nogi, gdzie nie dochodzi bodaj krew i mam opuchlizny, znalazłem przepis w Internecie, brać co ranka na czczo dwa ząbki czosnku z łyżką miodu. Chwała Bogu działa.


Ekolodzy twierdzą

Prawda, auta zanieczyszczają mocno środowisko, ale jeden koń ważący 400 kg pozostawia dziennie 13 kg gówna, 7 litrów uryny, nie mówiąc już ile smrodu. Jak wyglądałyby nasze miasta, gdyby było w nich naprawdę tak dużo koni, jak jest aut?


Rocznica wojny

10 lat temu rozpoczęła się wojna Gruzji z Rosją. Mało kto zdaje sobie sprawę, że to podpuszczona przez USA Gruzja chciała zająć w czasie olimpiady Południową Osetię. Nie przewidziano jednak, że Ruscy w porę dowiedzą się o ich zamiarze i po ataku Gruzinów przeszli do kontrofensywy.

Ostatecznie uratowały Gruzję polskie rakiety, dzięki którym zestrzelono 18 rosyjskich samolotów, i tego Putin nie może darować Kaczyńskiemu.


Co promować?

Przypadkiem na stoisku kodowców przed Sejmem zobaczyłem kilka numerów „Gazety Koszernej”. Był tam prawie na półtorej strony tekst o firmie z Gdańska handlującej obcej produkcji katamaranami, czyli jachtami o dwóch kadłubach, dość obecnie modnymi. Idąc jednak dalej, okazało się, że jest w Polsce wcale niezły przemysł jachtowy robiący wspaniałe katamarany nawet po 4.000.000 euro i o tych trzeba pisać... Adasiu.


Z czym do... gościa?

U jankesów jest „panika”. Ruscy będą mieszali się do wyborów. Może by chcieli robić to, co jankesi robią od lat, ale czym to mogą robić? Jeśliby to już raz robili, to specsłużby USA by wykazały czarno na białym, jak to robili, a mimo półtora roku szukania śladów, nie... natrafiono.


Pięć miesięcy i co…

USA znowu nałożyły sankcje na Rosjan, ale nic nowego w sprawie otrucia rosyjskiego eksagenta nie wyszło na jaw, więc co się dzieje? Są tylko poszlaki, a mając takie, żaden przyzwoity sąd by Ruskich nie skazał, bo jest prawna zasada, że wszelkie wątpliwości interpretowane mają być na korzyść oskarżonego. No ale sąd przez media to ciut ciut inna sprawa.

Jest to też ukłon w stosunku do demokratów, którzy za wszystko winią Ruskich.

Coś mi to też przypomina dawne Sowiety, co za wszystko złe winili jankesów, ale najgorsze, że może to doprowadzić Rosjan do sytuacji szczura, który zapędzony w róg, rzuca się prosto na głównego agresora, czyli w tym wypadku jankesów.


Na basenie

Lubię pływać, a niekoniecznie umiejętnie w Warszawie szukałem dostępnej pływalni. W końcu niedaleko ronda, gdzie jest centrum handlowe Arkadia, je znalazłem. Za 11 złotych bilet na nie tyle pływalnie, co trzy brodziki, najgłębszy 110 cm, a ludzi jak śledzi w beczce.

Mało małolatów, ale moc mam i babć z berbeciami oraz sporo ludzi z tatuażami. Był jeden z całym ciałem nimi pokryty, a inny z patriotycznym orłem na całe plecy, który wykonał imć Staruch, czyli wódz kibiców, którego posadzono w 2012 roku. Teraz się do niego wybiorę nie po tatuaż, a opowieści o jego przygodach w pierdlu IV RP.


Najinteligętniesze psy

1. Border collie, 2. Pudel, 3. Owczarek niemiecki, 4. Golden retriever, 5. Doberman pinczer.

Aleksander Pruszyński

piątek, 17 sierpień 2018 02:06

Wolne miasta: silne, zwarte, gotowe

Napisane przez

michalkiewiczPan premier Mateusz Morawiecki ogłosił, że wybory samorządowe odbędą się 21 października. Decyzja ta wywołała zrozumiałe poruszenie zarówno w kręgach politycznych, jak i kręgach z kręgami politycznymi zaprzyjaźnionych. Wybory samorządowe są w istocie konkursem na obsadzenie co najmniej 50 tysięcy synekur, a każda z nich – nie licząc oczywiście dochodów ubocznych – gwarantuje takiemu jednemu z drugim szczęściarzowi roczny dochód w wysokości co najmniej 30 tysięcy złotych, i to przez całe cztery lata, a jak dobrze pójdzie – to i przez osiem – bo z inicjatywy PiS kadencja samorządowców została ograniczona do dwóch razy, podczas gdy przedtem – aż do śmierci. Dlatego na przykład prezydent Gdańska, pan Paweł Adamowicz, proklamował oderwanie Gdańska od Rzeczypospolitej, jako „wolnego miasta”. To znaczy formalnie nie oderwał, ale faktycznie – jak najbardziej – sprzeciwiając się udziałowi Wojska Polskiego w rocznicowych uroczystościach na Westerplatte 1 września. Pretekst był wręcz niewiarygodny – że mianowicie w ubiegłym roku wojsko nie pozwoliło wypowiedzieć się jakiemuś harcerzowi. No to teraz będą przemawiali harcerze – jeszcze nie z Hitlerjugend, co to, to nie – no ale to początki, więc wszystko dopiero przed nami. Pan minister Błaszczak „ma nadzieję”, że pan prezydent Adamowicz zmieni swoją decyzję, ale wiadomo, że nadzieja to matka głupich. Mniejsza zresztą o to, jakie potomstwo ma nadzieja, bo ważniejsze jest co innego – to mianowicie, że rząd sprawia wrażenie bezsilnego wobec jawnego buntu gdańskiego królewięcia. Gdyby nasze państwo było normalne, to rząd natychmiast wprowadziłby w Gdańsku zarząd komisaryczny, a pan prezydent Adamowicz powędrowałby do lochu, gdzie jęczałby i szlochał, zwłaszcza gdyby puszczano mu tam przez 24 godziny na dobę kompozycje „Nergala”, czyli pana Adama Darskiego, uchodzącego za pełnomocnika Belzebuba na Polskę, a w każdym razie – na województwo pomorskie. Jak wiadomo, jest to tortura gorsza od śmierci, więc jestem pewien, że w takiej sytuacji również pan prezydent Adamowicz wolałby szafot. Ale gdzie tam marzyć o tym, skoro papież Franciszek właśnie wpisał do Katechizmu Kościoła katolickiego, że kara śmierci jest „niedopuszczalna”, opatrując ten zapis tandetnym uzasadnieniem publicystycznym, że mianowicie współczesne systemy penitencjarne... – i tak dalej? Podobną ocenę „współczesnych systemów penitencjarnych” wyraził kiedyś Jan Paweł II, ale tak daleko jak Franciszek nie poszedł i kary śmierci za „niedopuszczalną” nie uznał. Z tego powodu na decyzję papieża obruszyli się teologowie, bo jużci – skoro Kościół przez ostatnie 2 tysiące lat trwał w sprośnych błędach Niebu obrzydłych, to skąd możemy mieć pewność, że akurat teraz już nie tkwi? Toteż i pan minister Błaszczak ośmiela się jedynie „mieć nadzieję”, z czego widać, iż zdaje sobie sprawę z tego, że pana prezydenta Adamowicza ochrania potężna ręka. Przypomnę, że kiedy pan premier Donald Tusk naraził się starym kiejkutom pochopnym aresztowaniem Piotra Vogla – że to niby siedząc w „areszcie wydobywczym” wyśpiewa, kto komu za co i za ile, to nie tylko dostał szlaban na kandydowania na prezydenta, a afera hazardowa mogła pociągnąć go na dno. I dopiero kiedy Nasza Złota Pani załatwiła mu Nagrodę im. Karola Wielkiego, wszelkie ataki na premiera Tuska z tej strony ustały, jakby ręką odjął, bo w ten sposób Nasza Złota Pani dała do zrozumienia, że kto odtąd podniesie rękę na Donalda Tuska, to będzie miał z nią do czynienia.

Nawiasem mówiąc, to może być jedna z przyczyn politycznej wojny w naszym nieszczęśliwym kraju, bo prezes Kaczyński pragnie wytarzać Donalda Tuska w smole i pierzu, a w tej sytuacji Niemcy mobilizują przeciwko niemu nie tylko starych kiejkutów, ale i rzesze folksdojczów. Znakomitą tego ilustracją było wystąpienie pani Małgorzaty Gersdorf, by Komisja Europejska przyspieszyła operację przeciwko Polsce, podobnie jak wystąpienie pana generała Mirosława Różyckiego na Akademii Sztuk Przepięknych u „Jurka Owsiaka”. Pan generał ostrzegł, że jak tak dalej pójdzie, to w Polsce „może być tak jak na Ukrainie”.

Najwyraźniej pan generał jakimiś kanałami mógł zapoznać się z „planem B”, gdyby „plan A” dlaczegoś nie wypalił, albo gdyby BND od niego odstąpiła. Ten „plan B”, to po prostu „wołynka”, dzięki której, na podstawie ustawy nr 1066, Niemcy i inni sojusznicy mogliby zrobić w Polsce porządek, i to raz na zawsze. Rząd oczywiście nie przyjmuje takich rzeczy do wiadomości, a ten optymizm udziela się rządowym klakierom – że „my, Polacy”, w razie czego nie oddamy „ani guzika” – jak w 1939 roku. Coś jednak przeczuwa, bo za pośrednictwem Unii Europejskiej deportował na Ukrainę panią Ludmiłę Kozłowską z fundacji „Otwarty Dialog”, w ramach której jej małżonek, pan Bartosz Kramek, nawet z ostentacją nawoływał do „wyłączenia rządu”. A jak najłatwiej „wyłączyć” rząd? Stefan Bandera w ramach „wołynki” wymordowałby wszystkich ministrów znienawidzonego polskiego rządu z premierem na czele – i po krzyku. Co zrobi w razie czego pan Bartosz Kramek – tego jeszcze nie wiemy, bo – po pierwsze – nie ma takiej bramy, której nie przeszedłby osioł obładowany złotem, o czym wie i pan Paweł Kowal, co to „interesuje się Ukrainą”, i moja faworyta Joanna Senyszyn, nie mówiąc już o ascetycznym panu Marcinie Święcickim, co to z niejednego komina wygartywał, a po drugie – rząd też ma swojego zająca, którego się boi. Wprawdzie miejsce męża jest przy żonie, ale na deportację pana Kramka najwyraźniej nie zgadza się Nasz Sojusznik, ten sam, który pani Teresie Piotrowskiej, jednej z „psiapsiółek” naszej klempy na stanowisku ministra spraw wewnętrznych, kazał w 2014 roku dać panu Kramkowi koncesję na handel bronią. Na tym tle lepiej rozumiemy przyczyny, dla których co najmniej od 2014 roku z Ukrainy do Polski odbywa się duży przemyt broni. Toteż panu Kramkowi i teraz, przy „dobrej zmianie”, rura wcale nie mięknie, bo już on tam wie, czyja potężna ręka wprawia go w ruch.
Jakby tego było mało, również pan prezydent Duda znowu się bisurmani. Właśnie zawetował ordynację wyborczą do Parlamentu Europejskiego, a niezależnie od tego wyraził swoje niezadowolenie również z powodu „prac” nad zmianą ordynacji wyborczych do Sejmu i Senatu. Tedy na mieście ukazały się billboardy głoszące, że PiS „wziął miliony”, a nie ma „tanich mieszkań”, albo że ludzi „nie stać na leki” – i tak dalej. Ale PO też „wzięła miliony” budżetowej subwencji i też wszystkie przepuściła przez przewód pokarmowy. Nie wzięła „Nowoczesna”, bo ekonomista światowej sławy, pan Rysio, nie potrafił sporządzić stosownych wyliczeń, za co pulchna pani Lubnauer wygryzła go z partii i teraz musi się prezentować w towarzystwie pani Joanny Schmidt i mojej faworyty Joanny Scheuring-Wielgus, niczym jakiś trójbuńczuczny basza. Mimo to ma lepszą pozycję startową w życiu politycznym, bo o ile panie Katarzyna Lubnauer i Kamila Gasiuk-Pihowicz rozmnażać się wspólnie nie mogą, to pan Rysio – jak najbardziej.

I o to chodzi, żeby panował optymizm, bo jak będzie panował optymizm, to zaraz zrobi się jeszcze dobrzej. Dlatego z satysfakcją odnotowuję uroczystości z okazji Święta Wojska Polskiego, których kulminacyjnym punktem była defilada z udziałem naszej niezwyciężonej armii, kto wie, czy nie in corpore, oraz malowniczymi grupami rekonstrukcyjnymi, które – jak tak dalej pójdzie – mogą stanowić nawet główną siłę uderzeniową. Jeśli taki na przykład prezydent Putin zobaczyłby husarię w pełnym natarciu, to na pewno by się przeląkł – a przecież o to właśnie wszystkim chodzi!

Stanisław Michalkiewicz

piątek, 10 sierpień 2018 15:17

Tak wesoło, że aż chce się żyć

Napisał

Nie oddamy szejkom ani guzika!

Kanadyjskim komsomolcom najwyraźniej własne podwórko nie wystarcza, chcą rewolucję (społeczną i obyczajową) roznieść po całym świecie. Problem w tym, że nie bardzo mają na czym, ale próbować nie zaszkodzi - zwłaszcza w krajach III Świata. Zaowocowało to różnymi napięciami bo trzeci świat w stosunku do pierwszego w postępie obyczajowym nie nadąża, o czym świadczy choćby przykład Nigerii, która posługując się starym brytyjskim prawem z XX wieku nadal zakazuje homoseksualizmu i gdzie według sondaży 97 proc. społeczeństwa jest z tym dobrze. 

        Tymczasem niedawno, pochodzący z Somalii kanadyjski minister imigracji Ahmed Hussen wrócił z Afryki i ogłosił że Kanada za kwotę 175 tys. dol. wyśle do Ugandy, Etiopii, Kostaryki trzech ekspertów, zajmujących się przypadkami przemocy o podłożu seksualnym lub związanej z tożsamością płciową. Pamiętam, jak kiedyś burmistrz Toronto Mel Lastman, postać bardzo kolorowa, stwierdził że nie pojechał na konferencję do Afryki ponieważ bał się, że go ugotują w kotle jacyś ludożercy. Na miejscu naszych kanadyjskich ekspertów od tożsamości płciowej wziąłbym sobie tę radę do serca. 

        Poważniej zaś mówiąc, to Ottawa tym razem podskoczyła za wysoko i wzięła na cel Arabię Saudyjską, dumne królestwo religijne, gdzie alkohol pije się tylko w prywatnych samolotach, a kobietom dopiero całkiem niedawno pozwolono  prowadzić samochody (jak zgodzi się brat lub mąż). 

        Arabia Saudyjska to nie jest państwo w kij dmuchał, bo oprócz tego, że płynie z niego ropa, to jeszcze stanowi kluczowy element bliskowschodniej układanki. Słowem jest to bliski kolega naszego hegemona, a ten krzywdy nie da mu zrobić. Ottawa tymczasem zaczęła coś tam przebąkiwać o równouprawnieniu saudyjskich kobiet, co dla tamtejszego ucha zabrzmiało jak zgrzyt po szkle na dodatek w kobiecym wykonaniu p. Freeland. Szejkowie spięli się więc, bo to sprawa honoru.

        Efekt jest taki, że Kanada dostała po nosie nie uzyskując nic w zamian. Arabię Saudyjską poparły zaś wszystkie szejkanaty oraz ci, co biorą od niej pieniądze, albo robią interesy. Co ciekawe, znalazła się w tej grupie nawet Autonomia Palestyńska, o której Żydzi mówią, że wspierana jest  przez Iran.         

        Tu docieramy do kolejnej kwestii znaczenia „zaatakowanego” przez nas kraju, bo Saudowie to główny rozprowadzający w ewentualnym starciu z Iranem. Arabia Saudyjska od dawna jest zaniepokojona rosnącymi wpływami perskimi i stara się je blokować. Co jest na rękę Izraelowi, któremu do tej pory nawet nie przyszło do głowy pytać szejków o kobiety.  

        Mamy więc walki w Jemenie, walki w Syrii, gdzie Arabia Saudyjska finansuje tak zwanych rebeliantów, mamy też wpływy Arabii Saudyjskiej w Iraku. Rijad dysponuje gotówką i ma moc.

        Podsumowując, można stwierdzić, że to kanadyjsko saudyjskie napięcie obnaża jedynie zideologizowanie i indolencję polityki zagranicznej Ottawy, która w jednych sprawach jest bardzo zasadnicza, a w winnych, jak dziecko we mgle. Tym razem za tę indolencję zapłacimy konkretnym pieniądzem.

***

        Lunęło i sparaliżowało nam Toronto. Tak się to dzieje, kiedy miastem rządzą deweloperzy i wielkie „familie”, którym tak zwani „politycy municypalni” jedzą z ręki. 

        Infrastrukturę kanalizacyjną mamy od czasów wojny albo i sprzed, przez to w tym niby „światowym” mieście, gdy tylko mocniej popada spuszcza się ludzką sraczkę wprost do jeziora. Nie wybudowano bowiem odpowiednio pojemnych zbiorników retencyjnych, aby ją przetrzymać do czasu, gdy oczyszczalnie dadzą radę. 

        Efekt jest taki, że piękne plaże publiczne muszą być zamykane, jako że pływanie razem z kupą może być niebezpieczne. Temat infrastruktury wrócił w związku z podtopieniami pod obrady i dzielni radni zareagowali we właściwy sobie sposób - zaczęli się zastanawiać nad wprowadzeniem dodatkowego podatku na modernizację kanalizacji. Myśl o ewentualnych cięciach wydatków do głowy im nie przyjdzie, bo przecież mogłoby to naruszyć  łańcuch pokarmowy.

        Pierwszy z brzegu pomysł jest natomiast taki, że skoro rada będzie „chudsza” i zaoszczędzi się w ten sposób kilkadziesiąt mln dol. rocznie, to można stworzyć fundusz celowy i co roku  modernizować za to infrastrukturę. Nie jest to może bardzo dużo, ale od czegoś czas zacząć. 

        Tymczasem rozsierdzeni na premiera Douga Forda „obywatele miasta” zamierzają go wziąć do Trybunału Praw Człowieka za wspomniane „odchudzanie”, czyli  zrównanie granic okręgów municypalnych z prowincyjnymi oraz federalnymi, co prawie o połowę zmniejszy liczbę radnych. 

        Nie wiem, jak to łączyć z prawami człowieka, (ponoć pozbawia ich to reprezentacji) ale skądinąd wiadomo, że żyjemy w świecie naczyń połączonych i dobry adwokat to zepnie. 

        I znów będzie wesoło. Tak wesoło, że aż chce się żyć.

Andrzej Kumor


Dostęp tylko dla użytkowników z subskrypcją. Kup teraz!

piątek, 10 sierpień 2018 14:49

Jesteśmy europejskimi średniakami

Napisane przez

ostojan Historia jest dobrą nauczycielką. Niestety zbyt wielu samouwielbiających się polityków jest jej kiepskimi uczniami.    Roman Dmowski 

 

W Polsce nie brakuje licznych okazji do obchodzenia ważnych historycznych rocznic, które lubimy celebrować. Okazji zabraknąć nie może, to po pierwsze, leżymy w środku Europy, a tam bywało gorąco, a po drugie, nie jesteśmy dostatecznie wielcy i mocni, aby skutecznie odstraszać naszych – pożal się Boże sąsiadów – od agresywnych wobec nas zachowań. Jednocześnie jesteśmy wystarczająco silni, aby stawiać zdecydowany opór agresorom. Mniejsze kraje w wypadku agresji po prostu się poddaj’. A takich wstydliwych rocznic nie obchodzą nieboracy, bo i po co? Obchodzą wyzwolenia. 

***

        Dzisiaj, kiedy to piszę, trwa we wszystkich polskich mediach w kraju i na obczyźnie rozpamiętywanie 74. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. W przyszłym roku będzie okrąglejsza tego rocznica. Czy ten Zryw spowodowany nienawiścią jakże uzasadnioną, do Niemców był potrzebny i politycznie uzasadniony, czy przeciwnie okazał się źle skalkulowaną decyzją, która spowodowała następną, największą niemiecką zbrodnię na narodzie polskim (ku uciesze krwawego Gruzina)? Opinie za, i przeciw mają bardzo mocne uzasadnienia. Sumując dyskutowane powszechnie plusy dodatnie i ujemne, skłaniam się do wniosku, że zasadniczo wobec ówczesnego rozpoznania już aktualnej sytuacji politycznej, był to błąd. Podobno nie można go było powstrzymać bo młodzież – Kolumbowie rocznik 20. – chcieli się rzucić, jak kamienie na szaniec! To nieprawda. Młodzież AK była zdyscyplinowana, jak wojsko i wbrew rozkazom do walki z okupantem, na skalę powstania, by nie ruszyła. A zarówno polski rząd londyński, jak i dowództwo Armii Krajowej już wiedziały, że Polska po wojnie pozostanie w sferze wpływów rosyjskich. 

        Nie my, średniacy, mogliśmy o tym decydować. Tak postanowiła wielka (choć na pewno nie święta) trójca: paralityk Roosevelt, zbrodniarz Stalin i cyniczny wiarołomny Churchill. Ten ostatni członek areopagu był trochę na przyczepkę, bo Anglia, dumny kiedyś Albion, na własną prośbę mocarstwem już być przestała. Nieuczciwa polityka czasem jednak nie popłaca. Zaczęło się to od zdrady Polski w 1939. roku, a właściwie jeszcze poprzednio, także Czechosłowacji, Anglii sekundowała Francja Chamberlain, który znał się lepiej na bilansowaniu budżetu (był poprzednio ministrem finansów) niż na wielkiej polityce, wybrał drogę ugłaskiwania Hitlera, ustępstw, co tylko szalonego maniaka Adolfa jeszcze rozzuchwaliło. A przecież była lepsza, uczciwa politycznie droga do rozwiązania i ukrócenia coraz to nowych „ostatecznych już” żądań Niemców. Ogłoszonych w Main Kampf, której nikt nie czytał niestety. 

        Oto stoimy twardo na straży porządku w Europie i nienaruszalności granic uzgodnionych w Wersalu! Jeżeli Trzecia Rzesza się tym postanowieniom nie podporządkuje, to miłujące pokój narody: Anglia, Francja, Czechosłowacja i oczywiście Polska, wkroczą zbrojnie ze wszystkich 4 stron świata do Niemiec i obalą reżim nazistowski. 

        Piłsudski już poprzednio chciał tego dokonać wspólnie z Francją, ale żabojady kalkulując błędnie, że ewentualna wojna będzie, jak poprzednia, wojną w okopach, budowały „nie do przebycia” linię Maginota, która notabene w roku 1940 przydała im się, jak przysłowiowe kadzidło zmarłemu. Swoją drogą linia urywała się na granicy z Belgią wobec jej głośnych protestów. Tamtędy też przez Ardeny przeszli spacerkiem, a ściślej przejechali czołgami w swoim blitzkriegu Niemcy, gdyż Belgia wcale się nie broniła. W poprzedniej wojnie zachowała się lepiej. Trzeba jednak to przyznać Churchillowi znacznie mądrzejszemu od Roosevelta, że później proponował w 1944 roku inwazję na niemiecką Europę poprzez Bałkany, a nie skok na Normandię. Przeciwny z wiadomych względów był Stalin. A ponieważ ogrywał Amerykanów jak chciał, stanęło na Normandii. Na nasze polskie nieszczęście.

        Czy historia się teraz „figlarnie” na linii Putin – Obama – Trump, czasem nie powtarza? Nim jeszcze zejdę z Roosevelta, pozwolę sobie przypomnieć, że cały czas nalegał on na Stalina, aby zerwał pakt o nieagresji z Japonią i na nią uderzył, no i wykrakał ten uwielbiany przez Amerykanów liberał; Japonia i tak się poddała, ale po zrzuceniu na nią bomb atomowych, a co Rosja się w Azji nachapała, to trzyma do dzisiaj.

        Dlaczego więc dziś mamy UE dwóch prędkości? Bo przez pół wieku ćwiczyliśmy na wschodniej flance gospodarkę socjalistyczną. Gdyby tak w czasie wojny Ameryką rządził, na przykład, Reagan, albo choćby inny republikanin zamiast liberalno-lewackich demokratów niekończące się teraz (nie)konsekwencje powojenne byłyby do uniknięcia. FDR był politycznie naiwny, sukcesy miał tylko wewnątrz kraju w czasie kryzysu. 

***

        Wracając do kwestii Powstania, trudno jest coś jeszcze za, i przeciw, dodać, ale może można poruszyć tu też aspekt naszego właśnie średniactwa. 

        Powstanie pokazało, że wbrew wszelkim prognozom i układowi potężniejszych od nas obiektywnie sił, Polacy wykazują „szaloną” determinację w swojej obronie. W czasie ciemnej komunistycznej nocy panującej nad Europą środkowo-wschodnią, PRL dlatego nawet pod rządami moskiewskich wasali cieszyła się największą swobodą polityczną i na więcej mogła sobie pozwolić niż inne, mniejsze „demoludy”. Już w 1956. roku poderwali się poznaniacy (o czym obecnie pod PO prezydentem Poznania Jachowskim jest zbyt cicho). Po nich Październik (wydalenie  rosyjskich doradców, rozwiązanie kołchozów), Wybrzeże 1970, Radom 1976, no i „Solidarność”. A i Żołnierze Wyklęci zostali spacyfikowani dopiero na przełomie lat 50. i 60. (także przez biologię). Myślę że to jest zasługą Powstania Warszawskiego, (choć na tygrysy mieli Visy) broniącego się przez 2 miesiące. Czy tych bardzo złych wizerunkowo dla Moskwy polskich buntów nie można było szybko stłumić przy użyciu krasnoarmiejców, którzy stacjonowali w Polsce i dookoła niej? Widocznie Rosja bała się widma jakiegoś ogólnopolskiego powstania. Nie wahali się jakoś „wojny” z bitnymi (ale małymi) Madziarami na Węgrzech, ani w 1968 roku w Czechosłowacji. Mogli też sobie pogrywać z Bałtami, ale nie z nami, średniakami i „buntowszczykami”! 

        Z tym nasi ewentualni wrogowie powinni się zawsze liczyć, bo mogą się boleśnie przeliczyć. 

***

        Są głosy, że Stalinowi zależało, żeby Powstanie wybuchło. Kalkulował sprytny Gruzin, że Niemcy „wyczyszczą” sporą liczbę polskich świadomych patriotów, co ułatwi mu późniejszą wasalizację Polski. Rosyjskie radio przecież do wybuchu Powstania zachęcało. Rozpędzona Armia Czerwona pchała w 1944 r. przed sobą wystraszony i otoczony Wehrmacht, którego obrona się załamywała. Marszałek Rokossowski, Polak, choć komunista przedstawił Stalinowi plan, zgodnie z którym przekroczy Wisłę po czym otoczy i zdobędzie Warszawę w ciągu paru dni. Plan był realny, ale czerwony walec się zatrzymał. Niemcy złapali oddech. Zyskali czas na budowę umocnień i konsolidację armii. I tu jest pytanie - czy Gruzin nie przechytrzył? 

        Powstanie, więc może jednak, to nie było tylko tragedia Warszawy? Jak daleko, i jak szybko potoczyłby się front w stronę Berlina? I jak daleko poza Berlin? Do Renu? W 1945 roku Amerykanie, rzutem na taśmę, ledwo uchronili Danię przed wyzwoleniem jej przez Armię Czerwoną. O Austrię Ruscy tylko lekko zahaczyli. Czy całe Niemcy stałyby się NRD? Merkel nie musiałaby się przenosić, byłaby wcześniej kanclerzem! 

***

        Koncentrowanie się na walce z okupantem w Generalnym Gubernatorstwie miało przede wszystkim za zadanie pokazać, że Polacy są w gronie Aliantów, że nie złożyli nigdy broni. Jednak dla przebiegu zmagań na froncie wschodnim, ta słuszna i bohaterska walka, nie miała strategicznego znaczenia. 

        Dziwi tu jednak indolencja Armii Krajowej w odniesieniu do tego, co równocześnie działo się z Polakami na Kresach. Byli oni tam praktycznie bezbronni. Akcja, taka jak „Burza”, powinna być skierowana przeciw bandziorom z UPA. Wobec nich AK była silną formacją. Wielu rzeziom mogła zapobiec zastraszając swoją działalnością Ukraińców. A UPA mocno przetrzebić. Shame! 

***

        Podobnie jak teraz, przez tyle długich lat zawsze był dwugłos w sprawie Powstania Warszawskiego. Generalnie Rząd Londyński był przeciw, a AK za powstaniem. Jak zaznaczyłem, było ono na rękę Stalinowi. Są pogłoski, że w dowództwie Armii Krajowej Rosjanie mieli swoje wtyczki. Nie chce się wierzyć, ale z dokumentów, które w innych sprawach się ujawnia, okazuje się że swoich ludzi mieli „wszędzie”! Doradca Roosevelta współpracował z NKWD! Włos się jeży na całym ciele! Generał Okulicki „Niedźwiadek” siedział w rosyjskich łagrach, a oni tam umieli różne rzeczy perswadować. Generał Monte- Chruściel wydał rozkaz do walki nie przygotowując poprzednio, na przykład, zajęcia mostów i Pragi, bo to byłoby bezpośredni kontakt z armią  Rokossowskiego. Niemcy, choć zaskoczeni, przede wszystkim odepchnęli Powstańców od Wisły. Wędrówki kanałami ze Starego Miasta do Śródmieścia czy odwrotnie były „malownicze” i dały materiał Wajdzie do nakręcenia udanego filmu, ale czy w czymś pomogły? Może kiedyś w Rosji pojawi się nowy Jelcyn i tajne akta z czasów wojny wreszcie ujawni. Zimny czekista Putin tego nie zrobi. Na razie możemy tylko domniemywać. 

Toronto 1 sierpnia 2018

Ostojan

P.S. Po „wyzwoleniu” w roku 1945, dowództwo AK, którego (o ironio!) nie uratowali aresztując Niemcy, zostało zaproszone do Moskwy na polityczne rozmowy i uzgodnienia. Tam uciszono generała Okulickiego „Niedźwiadka”. Generała Chruściela - Montera przechowali w oflagu Niemcy. W ruskich archiwach dokumenty nie są niszczone, tak jak u nas, za czasów rządów Mazowieckiego i Wałęsy. Pozostawieni na stanowiskach zweryfikowani ubecy i wojskowi – ludzie „człowieka honoru”, Kiszczaka mieli sporo czasu na porządkowanie brudnych spraw. Czy dlatego Macierewicz, który lustrację chciał popchnąć do przodu jest tak znienawidzony i krytykowany? Warto obserwować przez kogo.

piątek, 10 sierpień 2018 14:45

Woragotropizm

Napisane przez

ligeza        Jest czczą uzurpacją żądać od Kościoła, by usunął się z przestrzeni publicznej, którą od dwóch tysiącleci tworzy. Uzurpacją i złą wolą, powtarzam, cała reszta zaś to konsekwencje na drodze w czeluść. 

Jest czczą uzurpacją żądać od Kościoła, by usunął się z przestrzeni publicznej, którą od dwóch tysiącleci tworzy. Uzurpacją i złą wolą, powtarzam, cała reszta zaś to konsekwencje na drodze w czeluść. 

        Inna rzecz, dlaczego ludzie tworzący Kościół ulegają tej presji i oddają pole bez sprzeciwu, w każdym razie na poziomie instytucjonalnym. “Bo instytucje psują!” – mógłby ktoś zaprotestować, ale takiemu odpowiem krótko: żadna instytucja sama z siebie nie psuje i nie szkodzi. Szkodzą i psują ludzie, sprzeniewierzający się doktrynie, a tym samym stawiający się poza instytucją. Ale dziś to uwaga na marginesie. 

        Dlaczego zatem ludzie tworzący Kościół ulegają presji i oddają pole bez sprzeciwu, powtórzmy wątpliwość, skoro zauważyć nietrudno: w najdrobniejszą część przestrzeni publicznej, z której Kościół wycofuje się dobrowolnie, lub z której Chrystusa wypycha się siłą, wpierw wdziera się próżnia, potem kawałek po kawałku cały obszar przejmują ludzie złej woli, zaś finał wieńczący dzieło wygląda tak, że nawet jeśli nie mamy na imię Małgorzata i nigdy nie czytaliśmy Bułhakowa, chcąc nie chcąc, i tak przyjąć musimy zaproszenie na bal u Szatana. Żeby nie wspominać o obowiązkowej konsumpcji jesiotra trzeciej świeżości. Czy tam którejś tam. 

        Odpowiedzmy: ludzie składający się na Kościół ulegają presji i oddają pole w sumie bez sprzeciwu, albowiem Kościół jest strukturą hierarchiczną, tak więc pozbawiony oparcia w hierarchii, stacza się równie prędko co świat, który usiłuje go zdominować. W każdym razie próbuje od czasów Rewolucji Francuskiej. W takich okolicznościach władzę nad ludźmi przejmuje woragotropizm. 

        Już wyjaśniam. Otóż co to jest fototropizm, pamiętamy ze szkoły podstawowej. To umiejętność czerpania ze słońca pełnymi garściami, jakże charakterystyczna dla roślin. Oraz – tak się wydaje – dla kobiet. Owa umiejętność w pierwszym przypadku skutkuje odpowiednim ustawieniem listowia, czasami otwarciem kwiatu, właśnie w stronę słońca, zaś w przypadku drugim, irytującą – przy czym irytacja to wyłącznie moja perspektywa, co zastrzegam stanowczo – irytująca potrzebą długotrwałego przypiekania własnej skóry przy pomocy rozpalonego nadmorskiego powietrza. To jest potrzeby polegiwania na piasku rozpalonym do białości. Czy tam na rozpalonych kamieniach, zamiast na piasku. Czy na taborecie (zydlu, materacu, leżaku, fotelu, itepede). 

        Żeby nie przeciągać i wybywszy się irytacji: roślina czy kobieta, fototropizm jest wrodzoną, niekontrolowaną umiejętnością ustawiania własnej twarzy w kierunku słońca. Natomiast “vorago” to w języku łacińskim czeluść, otchłań, przepaść, wir. Stąd tytułowy woragotropizm. Czyli pociąg do czeluści. Witaj, multi-kulti, w każdej wersji – dajmy na to w wersji francuskiej. 

        Od początku XXI wieku, Francja, ledwie przed ćwierćwieczem nazywana “najstarszą córą Kościoła”, pozwoliła zrównać z ziemią kilkadziesiąt chrześcijańskich obiektów sakralnych (niektórzy mówią: kilkaset). Zarazem wydała zgody na budowę ponad tysiąca meczetów. Jak to ktoś ujął: “Francja ma dziś problem z jednym krzyżem lecz z setkami nowych półksiężyców problemu nie widzi. Oślepła”. Chodziło o zwieńczenie papieskiego pomnika w miejscowości Ploërmel, położonej w Bretanii, już przeniesionego na teren prywatny. W Bretanii, proszę sobie imaginować, gdzie ledwie dwieście lat wcześniej schronienie znajdowali wykrwawiający się Wandejczycy. 

        Ale pójdźmy dalej i wyżej. Dajmy na to, schodami. Schody prowadzą do nieba, co powszechnie wiadomo od roku 1971 z twórczości artystycznej brytyjskiego zespołu rockowego “Led Zeppelin”, zaś od roku 2018 z kształtu pomnika Ofiar Katastrofy Smoleńskiej na warszawskim Placu Piłsudskiego. Tymczasem w stronę piekła ludzkość uparła się zmierzać wieloma rozmaitymi drogami, w tym celu tu i ówdzie budując nawet autostrady. Pewnie żeby było szybciej do celu. Wiadomo, człowiek odpowiednio nowoczesny i należycie postępowy, śpieszyć się powinien. Dokąd? Dokądkolwiek. Byle dalej od rozumu i tak zwanego zdrowego rozsądku. Więc. 

        Więc, przed nami niniejszym przykry widok na jedną z tego rodzaju autostrad, ustrojoną prześlicznie w wielokulturowość, a wznoszoną od paru lat wedle projektu autorstwa dwóch kobiet narodowości niemieckiej. Kobieta pierwsza: “To, że azylanci popełniają przestępstwa, że w pewnych przypadkach rabują, to jest wina tylko i wyłącznie Niemców. Nasza chęć pomocy pozostawia wiele do życzenia”. Kobieta druga: “W kraju sprawcy, zgwałcone kobiety są skazywane na śmierć. Dlatego ten mężczyzna musiał ją zabić po zgwałceniu. My natomiast musimy nauczyć się wyrozumiałości dla tych różnic kulturowych”. 

        Woragotropizm, nie chce być inaczej. Aż trudno uwierzyć w intencje tak koślawe. I jasna rzecz, że słowa obu pań mógłbym skomentować w miarę trafnie. Tak sądzę. Czego jednakowoż nie uczynię, ponieważ komentarza tej treści nigdy nie ośmieliłbym się wyartykułować publicznie. 

        Proszę go sobie wyobrazić. 

Krzysztof Ligęza 

Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

piątek, 10 sierpień 2018 14:45

Sahara

Napisane przez

pruszynskiSahara

Naprawdę dziesiątki tysięcy rodaków zebrało się o 20:00 na pl. Marszałka Piłsudskiego oraz w jego otoczeniu, gdzie wspólnie ze wszystkimi śpiewał nawet prezydent Duda.

Takiego lata nie było dawno w RP. W cieniu po 34 stopnie, a w słońcu wiele więcej, niektóre drzewa zrzucają liście, a na innych liście nawet żółcieją jak jesienią.

        W takich upałach obchodziliśmy rocznicę powstania warszawskiego i różne były wypowiedzi. Jedna za, inne przeciw. W powstaniu Niemcy stracili coś 1700 żołnierzy różnych stopni i pewnie dwa razy tyle było rannych, choć w powstaniu żydowskim stracili coś 70 i aż dwa razy tyle rannych.

        Straty powstańców były coś 17 000  i ginęli głównie młodzi inteligenci.

        Czy powstanie mogło się nie odbyć, jeśli do niego „paliła” się cała akowska młodzież? Nie, groziło wybuchem bez komendy i prof.  Kieżuń opisuje spotkania, gdzie jego głos przeważył, by 26 nie rozpoczynać samodzielnie walki.

        Któryś z historyków powstania twierdził, że trzeba było właśnie uderzyć 26, gdy Niemcy byli w popłochu, a przez Warszawę szły kolumny uciekinierów, w tym zdemoralizowanych Niemców, których można były rozbroić, ale już 1 sierpnia Niemcy opanowali panikę.

        Sowieci nawoływali do powstania przez Radio Kościuszki, a jak wybuchło to przestali nawoływać i nie pomagali.

        Jest powiedzenie, że powstanie było wymierzone militarnie przeciw Niemcom, ale politycznie przeciw Sowietom, a Stalin nawet przysłał na Pragę marszałka Żukowa, by marszałek Rokossowski nie uderzył dwoma zagonami, jak planował 8 sierpnia.

        Im wcześniej by poddano powstanie, tym byłoby lepiej i znacznie mniej strat, a gdy już zanosiło się na jego poddanie, koło 15 września zaczęli Sowieci symbolicznie pomagać.

        Uroczystości ku czci powstania rozpoczęły się już 31 lipca, był apel poległych pod pomnikiem powstańców, na placu Krasiński, a potem msza polowa. Dalej 1 sierpnia największe uroczystości były na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach z udziałem prezydenta, niewielu już powstańców, wielu ważnych, wojska, tysięcy rodaków oraz harcerzy, a o 17:00 zawyły syreny i ruch na ulicach zatrzymał się na minutę.

        Naprawdę dziesiątki tysięcy rodaków zebrało się o 20:00 na pl. Marszałka Piłsudskiego oraz w jego otoczeniu, gdzie wspólnie ze wszystkimi śpiewał nawet prezydent Duda.

        Śpiewano znane piosenki z tamtych lat, ale nie zaśpiewano ówcześnie śpiewanego przez powstańców popularnego tanga śpiewanego przed i po wojnie przez Foga i Chór Czejanda

        Nasza jest noc i oprócz niej nie mama nic

        prócz tej nocy ciemnej i nic nam więcej nie trzeba

        Bo wtedy noc należała niepodzielnie do powstańców i sprawdziłem nawet, że tę melodię można odnaleźć w internecie.

        Pierwszego sierpnia narodowcy zorganizowali marsz, który od centrum miał Al. Jerozolimskiemi przejść do Nowego Światu i potem dojść do Placu Zamkowego.

        Na rondzie de Gaulla policja zatrzymała pochód bo w pochodzie, był ktoś z koszulką z zakazanymi symbolami, czyli konkretnie z sierpem i młotem.

        Następne dni były równie gorące ale z przerwami były deszcze. Teraz trochę chłodniej, ale wciąż gorąco jak rzadko.

        I jeszcze jedna sprawa znane jest powszechne zdjęcie z powstania, gdzie młody ranny podchorąży bierze ślub z sanitariuszką. Okazuje się, że para ta jeszcze żyje i rocznice powstania obchodziła z liczną rodziną.


Moja walka o prawdę

        To tytuł ostatnio wydanej prawie 450-stronicowej książki ex księdza Jacka Międlara, który teraz prowadzi doskonały portal - wprawo.pl

        Trzeba na początek powiedzieć, że jest napisana wzorową polszczyzną i świadczy o znacznej wiedzy autora. Bardzo smutno się ją naprawdę czyta, bo wielu purpuratów wygląda w niej na patentowanych tchórzy, dla których „wyrocznią” jest antykatolicka i polakożercza „Gazeta Koszerna”. 

        Co gorzej niektórzy biskupi byli TW i mimo tego doszli do najwyższych pozycji w naszym Kościele, jak abp Muszyński.

        Dostaje się tam oczywiście lewakom, bo to oni popularyzują homoseksualizm  i inne zboczenia.

        Jedyną wadą książki jest to, że ma kilka niepotrzebnych rozdziałów, jak np o Unii Europejskiej, sierżancie Johny, Jedwabnym, arcybiskupie Szeptyckim, co czyni książkę grubszą i droższą.

        Ciekawy jestem czy ten „prysznic” prawdy podziała otrzeźwiająco na Kościół katolicki w Polsce? Daj Boże by tak było. Amen

ks prof. Chrostowski

        Oskarżenia o antysemityzm służą Żydom do pacyfikacji dyskusji o związkach Żydów z komunizmem, żydowskim pochodzeniu Marksa, przyczynach popierania przez Żydów komunizmu, i tego, że nawet dziś Żydzi uważają, iż zagrożeniem dla nich jest katolicyzm, a nie komunizm.

        W ogóle antysemita to nie człowiek, który nie lubi Żydów a człowiek, którego Żydzi nie lubią.


Co istotne

        Ponowne rozpoczęcie ekshumacji w Jedwabnym zależy od ministra Ziobry. Jak jego do tego zmusić? Czy wspólne ogólnokrajowe modlitwy do św Tadeusza Judy patrona spraw beznadziejnych?


Niesamowite

        W kobiecym tygodniku popularnym przeczytałem opowieść jak pewna rodaczka na Helu znalazła ciekawą i unikalną obrączkę, a przez internet odnalazła właścicielkę, która ją zgubiła.

        Podobny wypadek mieliśmy w rodzinie. Ojciec nad morzem na półwyspie Cape Code w USA zgubił w morzu rodowy sygnet i wiele godzin szukał go w piasku bez rezultatu.

        Trzy tygodnie potem po wielu przypływach i odpływach morza wraz z bratem odnaleźliśmy go na tej samej plaży.


Miara degręgolady kraju

        Po Polsce szwenda się niejaki Johny Daniels, sierżant armii Izraela, którego wszędzie z honorami przyjmują, a nawet u ojca Rydzyka zawitał na „rozmowach niedokończonych”. Żydzi śląc takiego „dyplomatę” wyraźnie dają znać Polakom, w jakim oni mają nas poważaniu. Ten sołdat z „miłego” kraju miał np. czelność twierdzić, że nie dopuści do ekshumacji w Jedwabnym nawet jeśliby zebrano z 40 milionów podpisów w tej sprawie.

Na temat tego „dyplomaty” krąży wierszyk:

        Już nam Izrael przysłał sierżanta

        By z polskiej władzy zrobić palanta.

        Ostatnio wytknął też Grzegorzowi Braunowi żydowskie pochodzenie. Twierdzę, że nam przyda się niejeden taki „Żyd”, jak on, czy pułkownik Berek Joselewicz lub jego syn, kapitan Joselewicz, który w powstaniu listopadowym zdobył krzyż Virtuti Militari. 

        Zaś nie trzeba nam takich Żydów, jak Berman, Światło, Różański czy Śpiewak komenderujący obecnie Żydowskim Instytutem Historycznym w Warszawie czy jego syn chcący zawładnąć Warszawą.


Mała różnica

        Zwolennicy socjalizmu to ci, co w nim nie żyli, a przeciwnicy co go na własnej skórze… poczuli.


Kawał żydowski

        Pewien piekarz bardzo głośno wykrzykuje modlitwę w synagodze. Wierz mi - mówi szeptem do ucha jego sąsiad - jeśli będziesz robił mniejszy wrzask, a większe bochenki chleba to pewnie szybciej dogadasz się z Bogiem.

        Umarł stary Moshe Szwarc - idziesz na jego pogrzeb pyta sąsiad. Chyba nie. Dlaczego miałbym iść na jego pogrzeb, a czy on pójdzie na mój?

Aleksander Pruszyński