Goniec

Register Login

piątek, 16 listopad 2018 08:01

Coś wspólnego

Napisane przez

pruszynskiCoś wspólnego

Co mają wspólnego Stalin, Jan Paweł II, Królowa Elżbieta II, gen. de Gaulle i wielu, wielu innych wybitnych ludzi?

        To, że wszyscy mieli zegarki firmy - Patek Philippe. 

Twórca firmy to były oficer wojska polskiego, który wylądował w Genewie po powstaniu listopadowym.  Po zdobyciu kwalifikacji zegarmistrza najpierw założył firmę z polsko-czeskim zegarmistrzem Franciszkiem Czapkiem i ją prowadzili do 1844.

        Po tym Patek odszedł od spółki i wraz z Adrienem Philipem, autorem nowego systemu zegarków, które nie potrzebowały kluczyka do ich nakręcania, stworzył nową firmę w 1851 r. istniejącą do dziś.


Stanisław Michalkiewicz

        W nowej, niezwykle brawurowej książce pt. „Naziści i Szabesgoje”, pokazuje to, co w polskiej polityce szokuje najbardziej. 

        Np. Dzień Judaizmu polega na tym, iż duchowni Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce włączają się w propagowanie judaizmu, a więc zupełnie innej religii i w rzeczywistości wrogiej chrześcijaństwu, jak też żydowskiego przemysłu rozrywkowego. 

        Trudno mówić o dniach judaizmu. Bardziej pasowałaby do nich nazwa dni judaszyzmu  choćby z tego względu, że Pan Jezus ponownie jest wtedy sprzedawany  z tą różnicą, że tym razem chyba za cenę znacznie wyższą od 30 srebrników. 

        Przy okazji czy są w synagogach Dni Katolicyzmu czy choćby Dni Chrześcjaństwa?


Będzie rzeź

        Zapowiadają rozmowy z Talibami w sprawie pokoju w Afganistanie, czyli że Amerykanie się stamtąd wraz sojusznikami wyprowadzą.

        Talibów ma reprezentować piątka byłych więźniów z bazy Guantanamo na Kubie. Zapewne przeszli oni sporo „przykrości” od Yankesów i teraz pałają chęcią zemsty.

        Czyli, że Talibowie w ciągu najdalej roku wezmą władzę w swym kraju i zaczną „rozliczać” się z tymi, co współpracowali tak czy inaczej z ich wrogami.

        Gdy Francuzi opuścili Algier zostało tam kilkadziesiąt tysięcy muzułmanów służących we francuskich oddziałach i dola ich nie była do pozazdroszczenia. Podobnie było gdy Północny Wietnam z pogwałceniem umowy pokojowej zajął Południowy Wietnam.

        Tylko górę administracji Sajgonu ewakuowano helikopterami z dachu amerykańskiej ambasady, potem do miliona Wietnamczyków łodziami próbowało wydostać się z komunistycznego raju i tak do połowy z nich się nie uratowało.

        Ilu teraz uda się uratować Afgańczyków przed barbarzyńcami ?


Za co bierze sporą kasę?

        Oficjalnie była premier Beata Szydło jest wicepremierem ds. społecznych i szefową Komitetu Społecznego Rady Ministrów. Co to oznacza w praktyce? Tego, niestety, nie wiadomo. Jest bowiem jedynym członkiem gabinetu Mateusza Morawieckiego, który nie otrzymał od premiera oficjalnego zakresu obowiązków.

        Czemu więc nie mogła odwiedzić Polonii Kanady i USA?

        Czemu Prezes KPK nie zaprosił jej do odwiedzenia Kanady???


Odtajnić!

        Okazuje się, że decyzja Lecha Kaczyńskiego ówczesnego Ministra Sprawiedliwości dotycząca wstrzymania ekshumacji w Jedwabnem jest nadal tajna. Kiedy się ją ujawni narodowi ? 


Rwanda

        Dowiaduję się dzięki Russia Today, że tam kobiety pracują w wielu zawodach, a w parlamencie jest ich 64%. Kto zada sobie pytanie czy za dwa trzy lata dobrobyt tam poszedł w górę.


Co robić ?

        Za tydzień czy 10 dni do 10 tysięcy ludzi stanie przed płotem dzielącym USA od Meksyku. Nikt nie wie, kto zorganizował ten pochód, ale podchodzi pod drzwi USA coraz bliżej. Zapowiedź odparcia go przez armię oznacza nic innego, tylko że w końcu poleje się krew na co na pewno liczą przeciwnicy prezydenta.

        Co ja bym w tej sytuacji zrobił ?

        Z 100 km czy nawet dalej od granicy postawiłbym obozy dla tej gawiedzi, gdzie by ich na początek karmiono, dawano opiekę medyczną i możliwość snu. To by zatrzymały pochód i miałbym czas do rozładowywania tego problemu.


Obiecanki cacanki

        Jaśnie oświecona ambasadorka Yankesów w Warszawie obiecuje Polakom wjazd do swego kraju bez wiz do końca przyszłego roku. Zależy to od składu senatu, ale nie tylko, bo rzeczywiście od widzimisię... amerykańskich Żydów, bo oni w USA rządzą. Czy oni powiedzą TAK, mam spore wątpliwości.


Zaleszczyki

        Kurort polski w II RP i przez to miasto Polacy uciekali w 1939 r. Teraz miasto wzdycha do polskich czasów oraz do… sowieckich. Wtedy hodowane tam masowo  pomidory jechały do Petersburga i trzy takie wyprawy dawały tyle, by móc kupić za nie mały samochód Żiguli.


Czy tylko Polki ?

        Po dość słynnej książce o polskich damach z „elity” odwiedzających kraje arabskie, by tam świadczyć „usługi” zapytuje się czy tylko Polki tam w tych celach jeżdżą?

        Podobno Arabowie gustują w długonogich Szwedkach i Niemkach, ale jakoś o tym sza. By się o tych imprezach przekonać najprościej polecieć z Frankfurtu do Dubaju w niedzielę wieczorem. Atrakcyjne damy jadą tam zwykle w ten dzień na 4 dni „pracy” i w piątek wracają.


Coś nowego

        Żydzi i ich wierni słudzy, zwani często „szabas gojami” wpadli na wspaniały pomysł obniżyć do zera to, co Polacy zrobili dla Żydów. Teraz okazuje się, że ci „sprawiedliwi”, co ratowali „Żydów” to nie byli Polacy, a pół-Żydzi, a rodowici Polacy ich tylko mordowali.

        Już nieświętej pamięci Goebbels mawiał, że jak kłamstwo powtórzy moc razy, to tak, jak się gówno na ścianę rzuci i coś na niej zawsze zostanie.


Putin mógł

        Dwa tygodnie temu było wielkie spotkanie Rosjan żyjących poza Ojczyzną, gdzie prezydent Rosji powiedział, że będzie bronił swych rodaków, gdzie by się znajdowali. Czy naprawdę dzieje się im krzywda, trudno powiedzieć. Na Łotwie i w Estonii żądają, by nauczyli się tutejszego języka i bez tego nie dostaną praw obywatelskich.  Dla młodych nie problem.

        Tymczasem Polakom dzieje się krzywda w Niemczech, na Białorusi, Litwie, Ukrainie i co na to miłościwie panujący prezydent Duda, któremu teraz przypisano litery PAD. 


Postęp

        W pewnej gminie na Podlasiu, liczba mieszkańców nie zmieniła się od 100 lat. Za czasów rosyjskich było tam 6 urzędników, wliczając w to stójkowego czyli policjanta. Za czasów II RP było – już 30, a w III RP– 60. W Warszawie za czasów „Bufetowej” liczba pracowników wzrosła z około 5700 do około 8 000, w tym pracowników poszczególnych urzędów dzielnicowych. Dodam, że w 1938 r. Warszawa miała  1 200 000 mieszkańców, a dziś około 1 800 000.

Aleksander Pruszyński

piątek, 16 listopad 2018 07:59

Dym z wróża Macieja

Napisane przez

ligezaDostatecznie źle jest, gdy o tak zwanym przychylaniu nieba rządzonym, tak zwany polityk mówi w taki sposób, że otumanieni ludzie zaraz pragną osadzić go na tym czy na innym stolcu, a to w roli funkcjonariusza władzy publicznej. 

        Ale to jeszcze nic. Prawdziwy dramat zaczyna się w miejscu, w którym taki właśnie jeden z drugim ambicjoner – zostawszy wybranym i na stolcu osadzonym – przestaje wyłącznie paszczęką kłapać, a zaczyna dwoić się i troić (ponoć niektórzy potrafią się przy tej okazji nawet spięciokrotnić), by istotnie wspólnocie nieba przychylać. Jakby to rzec: natenczas albowiem zdarzyć się może absolutnie wszystko, a zapanować nad chaosem nie będzie komu. 

        To Antoni Słonimski zauważył, czy raczej ów ktoś, kto zaczytywał się Słonimskim do zachłyśnięcia, czy tam do zaśnięcia, że onegdaj, gdy za oknami naszych jaskiń pasły się jeszcze dinozaury, było tak: im coraz dalej od Warszawy, a coraz bliżej blichtru nowoczesnego i postępowego świata, tym coraz częściej natrafić się dawało na afery w coraz większym stylu. Stąd tęsknota wyrażona anegdotą: 

        – Marne miasto ta Warszawa, u nas nie ma afer w wielkim stylu – mówiono – weźmy choćby taki Kanał Panamski. 

        – Ludzie by się znaleźli – odpowiadano – ale Kanału Panamskiego nie mamy. 

        I co? I proszę bardzo, mówita i mata: prezydent Hanna zbudowała parę kanałów atrakcyjniejszych od byle Panamskiego, czy tam od Sueskiego, a głębokich, że żadna komisja śledcza dna nie sięgnie, zaś przy okazji minionych wyborów dzielni warszawiacy sprawili, że prezydent Rafał lada dzień pogłębiać zacznie, co tam będzie trzeba. Czy tam gdzie który kanał pogłębiać mu wskażą. Czy tam nakażą. Pogłębi do samego dna, a i spod samego dna muł wydobędzie, jeśli będzie trzeba. O to akurat nie warto się zakładać. 

        Natomiast co do Marszu Niepodległości w stulecie odzyskania niepodległości, jednakowoż warto zauważyć: otóż nie było lepszej okazji, by pokazać to, co zamierzyło się pokazać. Pokazać Europie, tu ze szczególnym uwzględnieniem pana Timmermansa, pokazać Komisji Europejskiej, tu znowu ze szczególnym uwzględnieniem pana Junckera, czy tam innego Verhofstadta, w ogóle pokazać światu całemu, jak cały świat długi, szeroki i postrzępiony od nowoczesności, czy tam od postępu, czy tam od jednego i drugiego, wreszcie pokazać Polkom i Polakom. Więc? 

        Więc pociotki Gramsciego, czy tam inne upiory skupione wokół ober-upiora Spinellego, pokazały, co chciały, a odpowiednie interpretacje właśnie powstają – zwłaszcza przy współudziale “obiektywnych” tytułów prasowych oraz agencji o zasięgu ogólnoświatowym. Choć nie tylko. Dla przykładu: “dziennikarka GW” robiła co mogła, usiłując narazić zdrowie, a może, ho-ho, kto wie, może i życie, prowokując “zamaskowanego mężczyznę wykrzykującego wulgarne hasła”. Udało się jej o tyle, że ów faszysta (nacjonalista? Ksenofob? Antysemita? Któż inny by się ośmielił?) za którymś razem nie wytrzymał prób wpychania mu mikrofonu w usta przez natrętną babę, więc pięścią zaatakował kamerę “dziennikarki”. Rzecz jasna: pięść była zaciśnięta. Rzecz jasna: nienawistnie. 

        Poza tym było jak zawsze. BBC: “Prezydent Polski przemawiał na skrajnie prawicowym Marszu Niepodległości”. The Guardian: “Nacjonaliści palący race i niosący faszystowskie flagi maszerowali w tym samym czasie co politycy”. I tak dalej, i tak dalej. Reuters napisał wprost, że PiS wspierał obecność “skrajnie prawicowych grup i neofaszystowskich działaczy z Włoch”, a w efekcie Polska “staje się coraz bardziej odizolowana w Europie, w obliczu oskarżeń o autorytarne rządy”. Niemiecka telewizja państwowa ZDF również intencji nie owinęła w bawełnę, część manifestantów postępujących za pochodem oficjeli nazywając “nacjonalistami ultra-prawicowymi”. Z kolei The Wall Street Journal najpierw zaznaczył, że w manifestacji uczestniczyli reprezentanci grup nacjonalistycznych z Wielkiej Brytanii, Holandii i Węgier oraz przedstawiciele włoskiego ruchu Forza Nuova (Nowa Siła), a zaraz potem skompromitował się uwagą o “świętowaniu setnej rocznicy niepodległości Polski”. Zaiste, byle baran z dostępem do mikrofonu byłby wiarygodniejszy. 

        Najcelniejszy opis sytuacji przed, w czasie oraz po marszu, jaki znalazłem, przedstawił Michał Szułdrzyński na łamach dziennika Rzeczpospolita: “Bilans warszawskich obchodów święta niepodległości jest bardzo niejednoznaczny. Obchody można bowiem oceniać na kilku poziomach i w zależności od tego, gdzie popatrzymy, zupełnie inaczej będzie wyglądała ocena”. 

        A poza tym w naszej nadwiślańskiej piaskownicy jeno zaklęcia, postawy zasadnicze przed rozmaitymi sierżantami (niekiedy można już odnieść wrażenie, że cała Warszawa składa się z Żydów plus sierżanta Danielsa, i że ci Żydzi to nie są bynajmniej chasydzi pod wodzą Isroela Hopsztajna z Białegostoku. Czy tam z Opatowa) oraz zatroskany ton wróża Macieja, któremu w telewizorze podobno aż dymi się z uszu. Czy tam z nosa. Nie wiem, nie pamiętam, zarobiony jestem, mam bardzo ważny międzynarodowy telefon, piwo warzę, skarpetki piorę – ale to właśnie stąd wziął się dzisiejszy tytuł. 

Krzysztof Ligęza 

Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

goniec.net
piątek, 16 listopad 2018 07:59

Ale było pięknie!

Napisane przez

farmus100 lecie lokalnie było bardzo udane. Występów, koncertów wiele, nawet bieg Niepodległości - wspaniała nowość. Osobiście byłam na uroczystej mszy w katedrze Świętego Michała, i podziwiałam przemarsz dużej rzeszy harcerzy i Polonii spod Toronto City Hall (gdzie wciągnięta został polska flaga) na uroczystą mszę świętą do katedry. W 33 państwach świata publiczne budynki były oświetlone na biało czerwono jako wyraz solidaryzowania się z nami. Brawo!  

Obiad rodzinny z hymnem

        Ja w swoim domu zrobiłam po raz pierwszy polski obiad rodzinny z okazji Święta Niepodległości Polski. Pojechałam z dziećmi do polskiego sklepu i nakupowałyśmy różności, jakich nawet w Polsce nie ma. Była polska flaga w oknie i rozpoczęliśmy od odśpiewania hymnu. Dobra okazja cieszenia się rodzinnie przy polskim obiedzie w okazji odrodzenia się państwa polskiego. Ustaliliśmy, że taki obiad należy corocznie powtarzać. 

Co mnie boli

        No i proszę Poczta Polska – spółka Skarbu Państwa wydała ten okropny znaczek, na którym flaga Izraela z liczbą 70, podpiera flagę polską z liczbą 100. Kiedy ogłosił to na swojej stronie społecznościowej mianujący się królem Polski obywatel Izraela, oficer Mosadu Jonni Daniels, sądziłam, że to fake news. Tak sobie po prostu pisze, jak ten zajączek. Niestety nie. Poczta Polska nie uczciła 100-lecia odzyskania przez Polskę Niepodległości. Nie ma serii znakomitych Polaków, nie ma serii krajobrazów, nie ma serii historycznej. Jest jedynie ten kiczowaty błękitno różowy znaczek braterstwa. Nawet orzełka tam nie ma, ale jest gwiazda widoczna na fladze Izraela. 

        Czemuż to inne grupy narodowe, etniczne i religijne nie zasłużyły sobie na taki znaczek, choć zapewne była to okazja, żeby zaznaczyć, że Polska tradycyjnie była krajem tolerancyjnym, i rajem nie tylko dla Żydów. Oczekiwałam właśnie takiej serii,  zaświadczającej, że to w Polsce multi-kulti kwitnęło wtedy kiedy neoliberalni lewacy jeszcze się nie narodzili, a sam termin multi kulti nie istniał. To przecież nie tylko Żydzi cieszyli się specjalnymi statutami królewskimi, ale i inne narodowości takie jak Litwini, Niemcy, Czesi, Ślązacy, Rosjanie – żeby wymienić tylko niektórych. Także i inne grupy religijne takie jak: unici, husyci, luteranie, greko-katolicy, prawosławni, muzułmanie znajdowali w Polsce spokojną przystań bez prześladowań. 

        Po raz kolejny napisano nam historię. Tylko kto w nią uwierzy?  Ani ci w Izraelu, ani ci w Polsce. To takie ponowne zmiękczanie naszych uczuć narodowych, moźe tym razem spokorniejemy?  I przygotowanie nas na więcej. 

        I dziwi mnie że Poczta Polska, w końcu spółka skarbu państwa podlegająca ministrowi infrastruktury tak jednostronnie i prymitywnie świętuje 100-lecie Odzyskania Niepodległości Polski. Poprzednie rocznice doczekały się ciekawych znaczków i serii. Moja matka była zapaloną filatelistką, i nabyła taką serię znaczków dla wszystkich swoich dzieci z okazji 70-Lecia Odzyskania przez Polskę Niepodległości.  

        W internetowym sklepie filatelistycznym Poczty Polskiej można nabyć różne znaczki i serie, o aktorach, o harcerstwie, nawet o 100-leciu parowozowni w Kędzierzynie Koźlu, ale znaczka poświęconego 100-leciu odzyskania przez Polskę Niepodległości nie ma. Znów dokonano na nas ‘haratania w gałę’, jak to określa nasz czołowy polityk. Taki znaczek pocztowy z okazji 100-lecia odzyskania przez Polskę Niepodległości powinien być przechowywany z dokumentami rodzinnymi. Powinien być. Ale go nie ma. Następna okazja nie zdarzy się szybko. 

        Sprawdziłam że Poczta Polska jest jednoosobową spółką skarbu państwa i podlega ministrowi infrastruktury. Napisałam do ministra infrastruktury zapytując gdzie jest ten znaczek pocztowy z okazji 100-lecia odzyskania przez Polskę Niepodległości, który chcę przekazać moim dzieciom i na pamiątkę. Na razie mój list przekazano do departamentu Poczty Polskiej SA, z prośbą o informacje. Jak się doczekam na odpowiedź to się podzielę, co z tym nieszczęsnym znaczkiem poczty polskiej z okazji 100-lecia odzyskania przez Polskę Niepodległości. Jeśli takiego znaczka nie ma, to poskarżę się wyżej. Tylko gdzie to wyżej jest?  

        To tak, jak z Marszem Niepodległości, o wszystko trzeba walczyć, nawet o okolicznościowy znaczek Poczty Polskiej z okazji 100 lecia Odzyskania przez Polskę Niepodległości. Jak widać walka trwa. Wrogowie Polski i Polaków nie odpuszczają. Walka staje się tylko coraz bardziej wyrafinowana i hybrydowa. Polska i Polacy atakowani są na wielu frontach i pod wieloraką postacią. Na całe szczęście jako naród rozumny, uczący się szybko, potrafi także hybrydowo się bronić.   

Alicja Farmus   

piątek, 16 listopad 2018 07:54

Naziści i korupcja w Warszawie

Napisane przez

michalkiewiczAjajajajajaj! Jeszcze nie ochłonęliśmy z wrażenia po wszechświatowym zlocie nazistów w Warszawie, podstępnie podszywających się pod obchody stuletniej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, a tu już nowa sensacja, nowa afera korupcyjna, w którą tym razem wkręcił się, albo został wkręcony przewodniczacy Komisji Nadzoru Finansowego. Zanim jednak przejdziemy do afery, kilka uwag o wszechświatowym zlocie nazistów w Warszawie. 

        Jak powiada poeta - „z dawna był on niebieskim oznajmiony cudem i poprzedzony głuchą wieścią między ludem”. Mniejsza o cuda, których w naszym nieszczęśliwym kraju jakby z roku na rok coraz więcej,  natomiast głucha wieść rozeszła się między ludem, a zwłaszcza – ludem wybranym – za sprawą Judenratu „Gazety Wyborczej”, kierowanej przez potomka sowieckich kolaborantów, co to do polskich nazistów mieli i mają specjalnego nosa. Głucha wieść zwiastowała wszechświatowy zlot nazistów w Warszawie, no i wywołała rezonans tam, gdzie było trzeba. „Prasa międzynarodowa”, czyli media żydowskie lub kontrolowane przez żydokomunę, a także - część niemieckich – bo na tym etapie dziejowym Żydzi intensywnie kolaborują z Niemcami w nadziei, że po specyfikowaniu z niemiecką pomocą nazistów w Polsce, nic już nie stanie na przeszkodzie umoczeniu pysków w melasie w ramach realizacji tak zwanych „roszczeń” - podniosły klangor, a skoro już doszło do klangoru, to Jej Ekscelencja Żorżeta Mosbacher, co to została przysłana do naszego i tak już przecież wystarczająco nieszczęśliwego kraju, w charakterze ambasadoressy Stanów Zjednoczonych, zaleciła przebywającym w Polsce Amerykanom, by nie wychodzili z domów. Ciekawe, czy to zalecenie obowiązywało również amerykańskich żołnierzy, co to rotacyjnie są u nas obecni gwoli drażenienia zimnego ruskiego czekisty Putina. Jeśli tak, to co tu ukrywać – dobrze by to nie wyglądało, bo skoro amerykańscy żołnierze chowaliby się po domach na wieść o zlocie nazistów w Warszawie, to co by zrobili, gdyby gruchnęła wieść, że w Warszawie wyznaczyli sobie rendez-vous czekiści i Specnaz? Warto to pytanie postawić, bo za panią Żorżetą, jak za panią matką, ostrzeżenie przez pojawianiem się w Warszawie wystosował też Departament Stanu USA – ten sam, który wymalowanymi ustami swojej rzeczniczki ostrzegł Polskę, że jeśli nie opamięta się w sprawie nowelizacji ustawy o IPN, to „zagrozi swoim interesom strategicznym”. 

        A jakież Polska może mieć strategiczne interesy z USA, jeśli nie przekonanie, że Ameryka będzie broniła polskich interesów aż do ostatniej kropli krwi? To założenie legło u podstaw obecnej polskiej doktryny obronnej, więc nic dziwnego, że rząd aż się trzęsie ze strachu, by nie padło na Polskę jakieś podejrzenie, że sprzyja nazistom i w ogóle. Toteż pani prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz zakazała urządzania w Warszawie nazistowskiego sabatu, a wtedy pan prezydent i pan premier skwapliwie skorzystali z okazji, by nad „Marszem Niepodległości” objąć wysoki protektorat i wmontować go w serię tak zwanych „urocystosci państwowych”. 

        Ale naziści nie dali za wygraną i poprzebierali się – przeważnie za zwykłych, dobrodusznych obywateli. Pojawiło się też sporo sobowtórów; na przykład jeden nazista był łudząco podobny do pana prezesa Kaczyńskiego, a niektórzy nawet przywdziali mundury żołnierzy Wojska Polskiego. Nic tedy dziwnego, że nasz najnowszy przyjaciel, pan Jonny Daniels, „widział” mnóstwo ludzi, którzy przed obchodami setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, co koń wyskoczy uciekali z Warszawy. 

        Pan Daniels, w ramach minimum konspiracyjnego nie podał, dokąd ci wszyscy ludzie uciekali, ale i bez tego możemy się domyślać, że do Otwocka, bo zawsze przy nazistach Otwock uchodził za miejsce wyjątkowo bezpieczne. Ale nie wszyscy uciekli do Otwocka, bo działacze nieprzejednanej opozycji urządzili sobie prywatną uroczystość rocznicową w Łodzi, gdzie świadczyli sobie nawzajem rozmaite komplementy, że to niby są prawdziwymi europejczykami i patriotami. Złośliwcy co prawda twierdzili, że jeśli w Warszawie był wszechświatowy zlot nazistów, to w Łodzi – krajowy zjazd folksdojczów - ale kto by tam dawał wiarę takim fałszywym pogłoskom, skoro wystarczy tylko popatrzeć na pana Grzegorza Schetynę, by nabrać przekonania, że żadnym folksdojczem to on nie jest, już choćby z tego powodu, że do tego trzeba mieć jakieś poglądy, a przynajmniej udawać, że się je ma, podczas gdy wysuwanie takich podejrzeń wobec pana Grzegorza byłoby naprawdę bardzo niegrzeczne. 

        Na marginesie warto jeszcze dodać – co może zainteresować zwłaszcza Czytelników z Kanady – informację przekazaną mi przez mego Honorable Correspondant z Vancouver– że na drzwiach polskiego kościoła „antifa” namalowała tam napis „Nazi – Raus!” - co pokazuje zasięg żydowskiej i żydokomunistycznej, antypolskiej propagandy. Jest ona oczywiście efektem organizatorskiej funkcji prasy, którą – jak się być może okaże – praktykuje nie tylko żydowska gazeta dla Polaków, ale również – żydowska stacja telewizyjna TVN, którą podejrzewam, że została założona za pieniądze ukradzione z Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. Właśnie prokuratura sprawdza, czy to aby nie funkcjonariusze tej stacji za 20 tys. złotych zaaranżowali widowisko w postaci obchodów rocznicy urodzin wybitnego przywódcy socjalistycznego Adolfa Hitlera w lasach koło Wodzisławia Śląskiego. Trawestując piosenkę Maryli Rodowicz - „dziś prawdziwych nazistów już nie ma”, no a skoro nie ma, to trzeba ich wynająć – bo jak ktoś płaci, to wymaga, a funkcjonariuszom TVN teraz płaci pan Dawid Zaslaw z pierwszorzędnymi korzeniami, więc trzeba się uwijać. 

   Ale chociaż jeszcze nie zdążyliśmy ochłonąć po wspomnianym sabacie, to już opinia publiczną wstrząsnęła afera korupcyjna. Oto pan Leszek Czarnecki, biznesmen z przeszłością – bo już w wieku 18 lat został tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa, później przejętym przez razwiedkę wojskową, oskarżył był prezesa Komisji Nadzoru finansowego, że domagał się od niego 40 mln złotych w zamian za otwarcie nad jego firmami parasola ochronnego. Ale po co panu Czarneckiemu parasol ochronny ze strony KNF, kiedy może on przecież korzystać z parasola ochronnego, jaki nad swoimi kolaborantami otwierają i trzymają Wojskowe Służby Informacyjne – te same, których już „nie ma”?   Podejrzewam bowiem, że wielu biznesmenów z przeszłością pracuje na majątku powierzonym i jeśli nawet mogli sobie na boku uzbierać trochę własnego, to przecież muszą się rozliczać. Zatem parasol ochronny nie byłby w takim przypadku bezinteresowny – a to jest pewniejsze, niż łaska pańska, co to na pstrym koniu jeździ.

        Toteż i pan Czarnecki mógł powinność swej służby zrozumieć i kiedy PiS się rozdokazywał  podczas badania afery Amber Gold”, przekazał „Gazecie Wyborczej”, co to pilnie realizuje przykazanie Lenina o organizacyjnej funkcji prasy, zapis podsłuchanej rozmowy z panem przewodniczącym Markiem Chrzanowskim. Pan Chrzanowski najpierw buńczucznie oświadczył, że nie widzi powodów do zgłaszania swojej dymisji, ale dwie godziny później dymisję zgłosił, a pan premier Morawiecki natychmiast ją przyjął. 

        W tle pojawia się osoba pana Zdzisława Sokala, którego do KNF wsadził pan prezydent Andrzej Duda, a który podobno jest zwolennikiem „repolonizacji” gospodarki, to znaczy – nacjonalizacji poszczególnych jej skladników w następstwie nękania rozmaitymi szykanami administracyjnymi i w wykonaniu niezależnej prokuratury. Wiadomo, że przy pomocy takich narzędzi można zniechęcić nawet największego entuzjastę wolnej przedsiębiorczości Coś może być na rzeczy, bo ideałem obecnego rządu jest przedwojenna sanacja, która też nacjonalizowała gospodarkę, z tym, że metodami łagodniejszymi, a nie takimi chamskimi – no ale wtedy i czasy były inne, no i ludzie też mieli trochę więcej kultury. Tak czy owak, w ciągu 10 lat sanacyjnych rządów, udział państwa w spółkach prawa handlowego zwiększył się o 70 procent, więc nic dziwnego, że niektórzy mogą próbować drogi na skróty, zwłaszcza w sytuacji, gdy przy okazji można by też oskubać gospodarcze imperium Wojskowych Służb Informacyjnych, z którego finansowane są rozmaite antypolskie  akcje.

   Zgodnie bowiem z  moją ulubioną teorią spiskową, komunistyczna soldateska, u progu sławnej transformacji ustrojowej przewerbowała się na służbę do przyszłych sojuszników Polski. W rezultacie naszym nieszczęśliwym krajem rotacyjnie rządzą trzy stronnictwa: Ruskie, Pruskie i Amerykańsko-Żydowskie. To właśnie jest przyczyną, że fundamentem III Rzeczypospolitej jest niepisana zasada: „my nie ruszamy waszych – wy nie ruszacie naszych” - więc jest bardzo prawdopodobne, że tak jak afera Amber Gold, również i afera KNF rozejdzie się po kościach, a przy okazji – podatnicy będą jeszcze musieli wypłacić panu Plichcie, prezesującemu Amber Gold, odszkodowanie za długotrwałe przebywanie w areszcie wydobywczym. 

 Stanisław Michalkiewicz

piątek, 16 listopad 2018 07:54

POLSKA 11.11.2018

Napisał

        Rok temu sądziłem że tegoroczny Marsz Niepodległości nie odbędzie się; mówiły o tym już wtedy wszelkie znaki na niebie i ziemi, zwłaszcza zaś bezprecedensowa nagonka na marsz przypuszczona przy użyciu brudnych metod ot tak, „nie wiedzieć czemu” akurat wtedy; w końcu  marsz w 2017 roku był dość spokojny... 

        Marsz „przesłania” jednak w dniu narodowego i państwowego święta ładny kawałek Warszawy, trudno się więc dziwić, że niezagospodarowany tkwił władzy jak ość w gardle. 

        Jechałem więc do Polski z mieszanymi uczuciami. Prócz kilku „potknięć”, jak odwołanie lotu, wszystko przebiegało po staremu. Dotarłem do Krakowa jedynie z 3-godzinnym opóźnieniem, za 64 dol. pożyczyłem na 4 dni samochód (dobra cena) i wprost z lotniska pojechałem do rodzinnego mieszkania w bloku. Mój Ojciec, który właśnie skończył 91 lat, mieszka tam nieprzerwanie od 1972 roku. To już taki nasz zwyczaj, że gdy przyjeżdżam wybieramy się wspólnie na groby i odwiedzić rodzinę na wsi. Tak więc i tym razem pojechaliśmy do Woli Chroberskiej, na przepięknym Ponidziu, wśród sosnowych lasów i pól przesyconych historią Polski. 

View the embedded image gallery online at:
http://www.goniec.net/teksty/Page-4.html#sigProIdf6dd83235c

        Chroberz to miejscowość założona przez Bolesława Chrobrego, który ponoć wybudował tam zamek myśliwski; miejscowość stara jak świat, z parafią założoną w 1050 roku i kościołem z 1550 wieloma zabytkami między innymi Pałacem Wielopolskich, bo to tutaj urzędował margrabia - ten sam, który swoją branką wywołać miał powstanie styczniowe. Tutaj też znajdują się mogiły powstańców. Pogoda była wspaniała - złota polska jesień. Krótkie odwiedziny u rodziny, jak zwykle wypełnione wieloma opowieściami o wielu sprawach. Tak to jest. jak człowiek spotyka się raz do roku. 

        Kraków z turystami jest trochę plastykowy. Po raz 1. wydałem Gońca z laptopa po drugiej stronie Atlantyku; outsourcing we własnym wykonaniu... 

        Po kilku dniach wyjazd do Warszawy - jak zwykle ekspresem, tym razem opóźnionym o 40 min. z powodu awarii wagonu.  Warszawa mglista, Kraków mglisty, droga między Krakowem a Warszawą mglista -   jakby cała Polska zanurzyła się we mgle. 

        W Warszawie furorę robią elektryczne hulajnogi, które można sobie pożyczyć gdziekolwiek w obrębie miasta - znajduje się je przy pomocy aplikacji na smartfonie i zostawia, gdzie się chce. Jest to duża wygoda ciągną do 25 kilometrów na godzinę; wiele osób jeździ na nich bez kasku i  po chodniku. 

        Na obiad idę do baru Bambino - jednego z kultowych i polecanych bedekerach. W sobotę przed drzwiami całkiem spora kolejka. Bar, jak bar, płaci się przy kasie, dostaje bloczek, panie wydają w okienku, wszystko idzie bardzo sprawnie, prawie jak w „Misiu”. 

        Bardzo dużo ludzi z różnych bajek, od młodzieży po emerytów i dziwnych turystów; zamawiam mielonego z ziemniakami i kapustą oraz barszcz z uszkami. 16 zł nie jest wygórowaną ceną za zestaw. 

        Warszawa już odświętna, Krakowskie Przedmieście pełne ludzi z flagami, trwa ustawianie barierek do uroczystości odsłonięcia pomnika Lecha Kaczyńskiego. Przed zamkiem Królewskim rekonstruktorzy i pojazdy wojskowe najróżniejsze, wojsko serwuje grochówkę za darmo. Słychać też nowe multikulti; nieopodal Pałacu Prezydenckiego zawodzi w jakimś dziwnym języku ktoś wyglądający na Azjatę - żebrze. Ludzie różnie reagują. 

        Idę na kawę, żeby się ogrzać - tłum - z trudem znajduję miejsce, by zdjąć mój majdan z pleców, obok jakaś zwulgaryzowana nastolatka w otoczeniu starszych panów woła, „no to zdróweczko!”

        - Wczesnym wieczorem rozdanie nagrody Mackiewicza... Zawsze staram się tam być. Nie tylko dlatego że sekretarzem kapituły jest Stanisław Michalkiewicz. Józef Mackiewicz to bohater lat szczenięcych. W moim pokoleniu obowiązkowo czytało się Mackiewicza. Na ścianie szkoły przy Grodzkiej 52 wydrapane były słowa „strzelaj albo emigruj” - główne hasło Mackiewiczowej postawy. Wiele sentymentów, bo też świętej pamięci Włodek Kuliński właściciel Wirtualnej Polonii był jednym z fundatorów. To właśnie podczas rozdawania nagrody Mackiewicza lata temu poznałem Stanisława Michalkiewicza. Co dzisiaj śmieszne, zabrał mnie tam kolega z lat studiów, Cezary Michalski, wówczas jeszcze był po naszej, „ciemnej” stronie mocy, dzisiaj w... „Krytyce Politycznej”. 

        W tym roku nagrodę zdobył pisarz, którego książka zawołała do siebie, a do napisania powieści o świecie zaginionym skłoniła wierność rodzinie i tradycji własnych korzeni. „Nad Zbruczem” to książka o przestrzeni, która zrodziła szmat Polski, a którą już niewielu chce opowiadać. Skojarzyła mi się z „Wojną i sezonem” Pawlikowskiego. Na stoisku przy sali niestety „Nad Zbruczem” zaraz „wyszło”, chyba źle typowali zwycięzcę. Spotykam kolegów z Wielkiej Brytanii, jest też nieoceniony Marian Miszalski; czyli możemy rozmawiać szczerze dyskutować, bo tutaj ludzie nie boją się własnych myśli.

        Nazajutrz przedzieram się do Ronda Dmowskiego i ku mojemu zdziwieniu zamknięte są Aleje Jerozolimskie. Po prostu, wojsko wszystko zablokowało. Do Ronda przechodzę jakimiś bocznymi uliczkami wśród grup trochę zdezorientowanych ludzi. Brakuje trybuny, na której zawsze były występy i przemówienia. Jakoś jest tak mniej kolorowo. Pamiętam, że Marsze Niepodległości zbierały najróżniejszych ludzi, wielu było z transparentami religijnymi; byli zwolennicy intronizacji Chrystusa Króla, byli obrońcy dzieci nienarodzonych; może zresztą gdzieś są, ale giną w tłumie, bo tłum jest olbrzymi; o wiele większy niż zazwyczaj. Wielu zagadywanych ludzi mówi, że są po raz pierwszy. W końcu wchodzę na jakiś klomb. Stoimy w grupie stowarzyszenia Narodowych Sił Zbrojnych. Piękne, cudowne polskie rozmowy o wszystkim co boli; my jesteśmy z kieleckiego tam są ludzie hardzi - mówi mój rozmówca - nas nie można tak po prostu zatrzymać; ktoś odpala racę, ktoś inny z boku woła „Hanka rozwiąż marsz”. Spotykam młodego Polaka, zgadujemy się, że jest z Kanady, urodził się w North Bay przyjechał do Polski miesiąc temu na studia, twierdzi że zostanie bo w Kanadzie nie mógł się odnaleźć. Studiuje fizjoterapię. Bardzo mu się podoba. Na marszu jest drugi raz. 

        Z powodu tłoku nie docieram pod hotel Metropol, skąd na marsz rusza Wojtek Świętochowski, który od wielu lat jest już w Polsce, były właściciel fabryki paneli podłogowych Allmax,  był pierwszym, który dał nam reklamę do Gońca. Prywatnie dostałem od niego łóżeczko dla dziecka. Miło byłoby porozmawiać, świetnie zrobić wywiad, no ale co robić, jak sto tysięcy ludzi zagradza mi drogę.

        Przemawia prezydent trochę tak „kosmicznie”, nie wiadomo skąd, nie widać go, grzmi z megafonów, ale nie wiadomo, w którą stronę się obrócić, gdzie jest. Przemówienie nie robi na mnie porywającego wrażenia, a zaraz potem łzy w oczach - tym bardziej, że mało widać spod zasłony dymnej tysięcy płonących rac. Czekamy przebierając nogami ponad godzinę. Stoimy, dobrze że w tłumie nie jest zimno. Ktoś żartuje, że  idzie tak wolno, bo Kaczyński ma chore kolano. Potem dowiaduję się, że są dwa marsze i ten pierwszy, rządowy jest chroniony, a ludzie w Marszu Niepodległości idą dopiero kilkaset metrów dalej. Gdy  ten pierwszy dociera na miejsce, my jeszcze nie ruszyliśmy z Ronda Dmowskiego. 

        W końcu idziemy. Z balkonów jakieś babcie ślą całusy, machają flagami, krzyczą „brawo Polacy”, ludzie odkrzykują. Idzie dużo osób starszych, dużo też matek z dziećmi, ojców z dziećmi, po prostu Polacy, my Polacy. Nagle przede mną niewielkie poruszenie, okazuje się że na asfalcie klęczy ubrana na czarno dziewczyna zanim uświadamiam sobie że to „protest” kilka osób podchodzi do niej i pyta czy nie trzeba pomóc... Wchodzę na cokół, przy moich 54 latach wdrapywanie się na dach wiaty przystanku autobusowego jest dosyć ryzykowne. Filmuję morze idących ludzi. 

        Jak to dobrze poczuć się razem, jak to dobrze wiedzieć, że Polska w sercach jeszcze nie zginęła mimo tego że w realu rozdzierają ją interesy możnych tego świata... 

Andrzej Kumor

 


Dalsza część artykułu dostępna po wykupieniu subskrypcji. Kup tutaj!

Ostatnio zmieniany piątek, 16 listopad 2018 08:34
czwartek, 08 listopad 2018 18:37

Ile Polski w Polsce?

Napisał

Rok temu napisałem tekst „Marsz Niepodległości doszedł do końca”. Masowy przemarsz Polaków przez serce stolicy jest solą w oku nie tylko polskich elit. Dlatego podejmowano i podejmuje się tyle zabiegów, by zmienić jego charakter z narodowego na „pierwszomajowy”, czyli bardziej „inkluzywny” i „wielokulturowy”. Już wtedy, rok temu, bezprecedensowy atak na marsz podjęty przez liberalne media wróżył próbę rekonstruowania formuły tego patriotycznego przedsięwzięcia; formuły, która przecież w swym obecnym wydaniu jest otwarta dla wszystkich. To nie organizatorzy wyrzucają z marszu inne opcje, lecz ludzie innych opcji nie trawią legalnych organizacji, jakie w Marszu idą i haseł, jakie wznoszą. Mamy więc do czynienia z coraz bardziej powszechnym paradoksem, że ci, którzy wołają o tolerancję, nie chcą tolerować innych Polaków. Młodzież Wszechpolska - be; ONR - be; mają być tylko ci, akceptowani na polit-poprawnych salonach. 

Jeśli tylko możesz, WESPRZYJ NAS!!!

 

        Liberalna międzynarodówka nie przebiera w środkach i dla uzyskania swoich celów (wśród których jest właśnie demontaż patriotyzmu i państw narodowych) jest w stanie posunąć się do wszelkich bezeceństw i prowokacji. Niedawno wyszło na jaw, że słynne obchodzenie „urodzin Hitlera”, co w przeddzień Marszu wywołało powszechne oburzenie, było opłaconą za 20 tys. złotych ustawką dziennikarską - taką kieszonkową „prowokacją gliwicką”.

        Mamy więc do czynienia z sytuacją, gdzie polskie i urzędujące w Polsce elity „nowego porządku” gotowe są podpalić kraj i wywołać rozlew krwi, byle tylko torować drogę dla „postępu” - czyli sfolkloryzowania uczuć narodowych, wymieszania kultur, rozwodnienia tradycyjnych źródeł autorytetu. W 2017 roku pisałem: Zresztą samej partii rządzącej nagonka też jest na rękę. Marsz Niepodległości od jakiegoś czasu zajmował w to najważniejsze polskie święto cenne warszawskie ulice, wypychając prezesa do Krakowa, a prezydenta (który kilka lat temu zaraz po wyborze przysłał nawet list do uczestników Marszu) ograniczając do godzin porannych. „Czysto” polski marsz jest po prostu za mało inkluzywny w sytuacji, kiedy oto nadchodzi „Rzeczpospolita Przyjaciół”. Dlatego to jest koniec Marszu w jego obecnej formule, zresztą politycy rządzący (Gowin) przebąkują już o jakimś nowym „marszu gwiaździstym czy czymś w tym stylu. Kartkę na udział będą w nim mieli również „nasi” narodowcy, czyli wszyscy ci, co dostaną zaproszenie.

        Krzysztof Bosak, ujawnił niedawno, że organizatorzy Marszu Niepodległości podczas rozmów godzili się na prawie wszystkie warunki strony rządowej/prezydenckiej (że prezydent będzie jedynym przemawiającym, że zaapelują jedynie o polskie flagi etc.) prócz tego, by organizatorem Marszu... był kto inny - jakaś rządowa agencja. 

        Następuje więc próba przejęcia tej oddolnej patriotycznej imprezy.


Dalsza część artykułu dostępna po wykupieniu subskrypcji. Kup tutaj!

Ostatnio zmieniany środa, 14 listopad 2018 06:49

5873459e1f282smulskijp srrwnaeJan Franciszek Smulski chicagowianin, wybitny patriota, rzecznik sprawy polskiej wobec prezydenta USA Wilsona, bliski współpracownik Jana Ignacego Paderewskiego i Romana Dmowskiego, organizator pomocy finansowej dla odradzającej się Polski, emigracyjny inicjator kluczowych dla Niepodległej przedsięwzięć. Pamiętajmy o nim nie tylko w 100 rocznicę odzyskania przez Polskę Niepodległości.

        Polscy emigranci zapisali piękna kartę w historii obu narodów. O wybitnie utalentowanych żołnierzach takich jak Kościuszko czy Pułaski wszyscy doskonale wiedzą. O wybitnych artystach takich jak I.J. Paderewski czy Helena Modrzejewska wiedza jest szeroka i powszechna. Sukcesy bardzo często wspomagane lub warunkowane są przez wielkie pieniądze. Tak było w latach walki o odzyskanie niepodległości i tak jest obecnie. Jako, że za kilka dni nastąpi kulminacja obchodów stulecia polskiej niepodległości, warto przybliżyć rodakom w kraju postać wybitnego działacza Polonii w USA, bez którego nie byłoby sukcesu Błękitnej Armii gen. Józefa Hallera i sukcesów dyplomatycznych J.I.Paderewskiego i Romana Dmowskiego,  postać prawnika, dziennikarza, wydawcy, polityka i co bardzo ważne bankiera JANA FRANCISZKA SMULSKIEGO.

        Urodził się 4 lutego 1867 roku w Trzemesznie, niewielkim miasteczku na Kujawach, pod zaborem pruskim. Właściwie nazywał się Jakiński i pod tym nazwiskiem rozpoczął naukę w Polsce. W 1881 roku wyemigrował do Stanów, w których już przebywał jego ojciec Władysław. Ojciec zmienił nazwisko na Smulski, więc i Jan zaczął używać tego nazwiska i tak już zostało do końca jego życia i pod tym nazwiskiem zapisał się w historii Polonii. W r. 1884 został wraz z ojcem współwłaścicielem „Gazety Katolickiej” w Chicago. Odbył studia prawnicze, na opłacenie których pracował jako subiekt w sklepie. Po ich ukończeniu w r. 1890 otworzył własną praktykę adwokacką w Chicago. 

Polscy emigranci pracowali bardzo ciężko, po 10 -12 godzin dziennie. Śmiertelność wśród robotników była duża. Często rodzina nie miała za co pochować zmarłego. Nie istniały tanie ubezpieczenia ani zapomogi dla bezrobotnych. Żeby złagodzić trudne momenty ekonomiczne w lutym 1880 roku polscy światli przedsiębiorcy powołali do życia Związek Narodowy Polski, który w pierwszym rzędzie stał się tanią organizacją ubezpieczeniową wspierającą rodziny zmarłych. Obok tanich ubezpieczeń z dochodów z oprocentowania polis członkowskich powstał spory kapitał, który był przeznaczony na cele społeczne. ZNP powołał do życia szereg instytucji wydawniczych i oświatowych. Dzięki niezależności finansowej (od końca XIX wieku majątek ZNP jest obliczany na ponad 0,5 mld dolarów), Polacy zaczęli stawać się licząca się siłę polityczną.  Władzę prawodawczą w ZNP do dziś sprawuje Sejm Związkowy, który zbiera się na obrady co cztery lata. 

        Jan F. Smulski od wczesnej młodości uczestniczył w działalności organizacji polonijnych. Był członkiem Związku Narodowego Polskiego w Ameryce (ZNP) i Zjednoczenia Polskiego Rzymsko-Katolickiego (ZPRK) publikował w „Gazecie Katolickiej”. W r. 1892 wszedł w skład Komitetu Budowy Pomnika Tadeusza Kościuszki w Chicago zainicjowanego przez ZNP.  W 1893r. uczestniczył po raz pierwszy w sejmie ZNP w Chicago i został na nim wybrany na jednego z tzw. opiekunów kasy ZNP. Od 1894 roku czynnie działał w Związku Sokolstwa Polskiego w Ameryce. 

        Jeszcze za życia ojca przejął kierownictwo jego biznesów i sam podjął liczne własne inicjatywy ekonomiczne.

        W maju 1903 roku uzyskał licencję na prowadzenie działalności bankowej i wraz z innymi przedsiębiorcami polonijnymi założył bank stanowy zwany popularnie bankiem Smulskiego, z siedzibą w samym sercu dzielnicy polonijnej w Chicago z siedzibą na skrzyżowaniu ulic Division, Ashland i Milwaukee. Było to pierwsze tego typu przedsięwzięcie polonijne; jego zarząd i większość personelu były polskie, zaś akcje rozprowadzone pomiędzy Polakami. Bank utworzył też spółkę górniczą do eksploatacji złota nad rzeką Sacramento w Kalifornii. Zyski z tej działalności zapewniły wielkie dochody i podniosły prestiż jego właścicieli.  11 listopada 1904 podczas uroczystości odsłonięcia pomnika Kościuszki w Chicago, Smulski. przemawiał jako pierwszy mówca i odczytał list od prezydenta T. Roosevelta do Polonii.  Zarabianie pieniędzy łączył z działalnością patriotyczną. 28 kwietnia 1908 na czele Polonii chicagowskiej protestował przeciw niemieckiej polityce wobec Polaków. 

        Po wybuchu pierwszej wojny światowej Smulski był jednym z twórców Polskiego Centralnego Komitetu Ratunkowego (PCKR) i współorganizował pomoc materialną dla ludności polskiej. Równocześnie prowadził działalność dyplomatyczną. Był w składzie delegacji Polonii przyjętej przez prezydenta W. Wilsona w Waszyngtonie i wręczył mu memoriał o potrzebie pomocy dla Polski., przygotowywał utworzenie nowej organizacji politycznej Polonii., która ukonstytuowała się jako Wydział Narodowy Polski. (WNP)

        Jako przedstawiciel tego Wydziału Jan Smulski uczestniczył w rozmowach z przedstawicielem Francji w sprawie Armii Polskiej. Nie byłoby możliwym utworzenia tej armii bez finansów zabezpieczających jej utrzymanie i wyposażenie. Smulski. był jednym z głównych inicjatorów zwołania Sejmu Wychodźstwa Polskiego w Detroit (26–30 VIII 1918), na który przybyli Paderewski i Dmowski, przewodniczył temu Sejmowi i w dramatycznym przemówieniu poparł apel Paderewskiego do Polonii o utworzenie dziesięciomilionowego Funduszu Narodowego, przeznaczonego na działania polityczne i charytatywne. Fundusz uchwalono i w następnych miesiącach Smulski w imieniu WNP firmował przesyłanie do KNP w Paryżu dużych sum pieniędzy (100 tys. dol. w listopadzie 1918, 250 tys. dol. w grudniu 1918 i styczniu 1919).

        WNP przekazał też w r. 1919 do Polski ok. 100 tys. dol. na cele charytatywne (w tym 40 tys. do dyspozycji Paderewskiego na Polski Biały Krzyż. Fundusze te mogły być wykorzystane na działania polityczne. Przez bank Smulskiego Polonia przesyłała też indywidualnie środki finansowe do kraju (ok. 6 mln dol.). Sukcesem zakończyły się jego starania w kwestii pomocy żywnościowej i materiałowej. W lutym 1919 r. WNP wysłał do Polski statek z żywnością wartości 1 mln dol. Współpracował w tym zakresie z kolejnymi instytucjami pomocowymi kierowanymi przez Hoovera: American Relief Administration (luty-lipiec 1919) i American Relief Administration European Children’s Fund. 

        Zabiegał o udzielenie Polsce przez Stany Zjednoczone pożyczki na rozwój gospodarczy i sprzedania części zasobów wojennych Amerykańskich Sił Ekspedycyjnych w Europie, oraz poparcie prezydenta Stanów Zjednoczonych dla postulatu przekazania Polsce Gdańska. Dzięki staraniom Smulskiego Polonia wsparła polską akcję na Górnym Śląsku finansowo i poprzez ułatwienie wyjazdu z USA Polakom, chcącym wziąć udział w plebiscycie. 10 stycznia 1920 roku udał się do Polski 1920 przywożąc upoważnienie WNP do wypłacenia 25 tys. dol. na rzecz Funduszu Plebiscytowego.

W sierpniu 1920 roku Smulski. wezwał prezydenta Wilsona do «moralnego poparcia» Polski walczącej z Rosją sowiecką.  W roku 1921 zaangażował się w sprawę poparcia powstania na Śląsku. Zawsze blisko współpracował z Romanem Dmowskim; osobiście wsparł finansowo powstanie dziennika „Rzeczpospolita”. Wielkie znaczenie miała jego pomoc finansowa dla powracających do Ameryki żołnierzy Błękitnej Armii. Po odejściu z rządu J.I.Paderewskiego ciągle jeszcze wspierał różne społeczne i charytatywne akcje, Nadal przekazywał niewielkie sumy środowiskom krajowym zbliżonym do Paderewskiego; ale jego bank, mimo wkładów szacowanych na 20,5 mil ówczesnych  dolarów przeżywał trudności związane w dużej mierze z oszczerczymi wystąpieniami środowisk żydowskich z Nowego Yorku.

        Bardzo trudną sprawą z jaką przyszło zmagać się Smulskiemu, był narastający konflikt polsko-żydowski, wywołany różnymi sprawami natury gospodarczej, politycznej i obawami organizacji żydowskich w Ameryce o status ludności żydowskiej w odrodzonej Polsce. Na łamach prasy i drogami dyplomatycznymi doprowadzał do porozumienia, ocalając w ten sposób wizerunek Polski i Polaków w przededniu konferencji pokojowej w Paryżu. 

        Zabiegi o finanse i mediacje między zwolennikami różnych wizerunków i różnych dróg do niepodległej Polski wyczerpały Smulskiego. Poważna choroba serca i seria wyczerpujących operacji chirurgicznych załamała go psychicznie. 18 marca 1928 roku popełnił samobójstwo. Jego grób znajduje się na cmentarzu Św. Wojciecha w Chicago. Jan Ignacy Paderewski w r. 1939 apelował do Polonii, by zagościł w niej „dawny, wielki duch Smulskich”. Historyk polonijny Karol Wachtl, nazwał go „bezsprzecznie wybitnym, może najwybitniejszym typem dobrym Polaka-Amerykanina, umiejącego godnie godzić ideologię polską z amerykańską”.

        Jan F. Smulski został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Polonia Restituta w 1923 roku i francuską Legią Honorową.

Katarzyna Murawska, Wisconsin

Waldemar Biniecki, Kansas 

Inżynierowie byli panami projektów, budowy i przedsiębiorstw przemysłowych i technologicznych w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych do lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Kierowali, a planowanie i kontrola należały do ich obowiązków. Korzystali z usług personelu pomagającego w zajmowaniu się kosztami, harmonogramami, zakupami i dostawą urządzeń, materiałów i usług. Dobrze kierujący inżynierowie podejmowali decyzje kierując się zasadami racjonalności ograniczonej np. posiadaną wiedzą i możliwościami zrozumienia zarówno decydenta jak i innych, których decyzja dotyczy. 

        Starali się minimalizować administracje skupiając się na efektywności w uzyskiwaniu potrzebnej treści i jakości kierowanych projektów, budowy lub przedsiębiorstw. Pilnowali, aby rozwiązania były nie wyidealizowane czyli „najlepsze”, lecz realistyczne, “wystarczająco dobre”, zadawalające dla konkretnych sytuacji dotyczących danego projektu, budowy, czy też prowadzenia konkretnego przedsiębiorstwa lub jego działu.

        Amerykańska recesja roku 1980 i następujące po niej wydarzenia rozpoczęły procesy transformacji z regulowanej przez państwo ekonomii keynesowskiej w monetaryzm chicagowskiej szkoły ekonomicznej Miltona Friedmana i wprowadzanie różnych procesów deregulacji. W ramach agresywnej działalności finansowej zauważono, że np. zwolnienie x% pracowników upadającej firmy automatycznie podnosiło by na papierze jej wskaźnik produktywności i można ją wtedy np. dobrze i szybko sprzedać. Zauważono również brak entuzjazmu kierujących inżynierów do prędkiego uzyskiwania profitów za wszelka cenę. 

        Nastawieni na łatwy zysk dyrektorzy finansowi, administratorzy i księgowi zaczęli przekonywać wlascicieli do zastępowania opornych inżynierów w kierowaniu projektami, budową i zarządzaniem firmami przemysłowymi i technologicznymi. Z nowym kierownictwem zaczęły powstawać jak grzyby po deszczu nowe działy pomocnicze: planowania, kontroli, kosztów, harmonogramów, zakupów, dostaw i usług, w których szybko rozwijające się metody i środki informatyczne dostarczały nowych sposobów i form rozbudowanej kontroli a z nią gwałtownie rosnącej dokumentacji.

        Nowe zwiększone naciski na finansowanie, planowanie i harmonogramowanie promowały dalszą formalizację działań i dokumentacji, co powodowało znaczny wzrost wysiłków organizacyjnych prowadzących do wzrostu złożoności projektów i zwiększonego zatrudnienia personelu pomocniczego. Dodatkowym efektem było rozszerzenie powyższych procesów, wcześniej istniejących głównie w przedsiębiorstwach publicznych, na firmy prywatne, jak i zjawisko depersonifikacji, tj. tłumienia wpływu indywidualnych i osobistych cech personelu poprzez wymóg jednolitego zachowania zgodnie z rosnącymi przepisami, procedurami i standardami. 

         Efektem tych procesów było zwiększanie kosztów i wydłużanie czasu realizacji, zmniejszając efektywność działania, a także często towarzyszyło obniżeniu jakości i pogorszaniu się ogólnego funkcjonowania, zwłaszcza dużych organizacji. W obliczu tych zjawisk organizacje intensywnie zwiększają wysiłki na rzecz poprawy istniejącego stanu rzeczy. Ten samoczynnie napędzający się proces miał zastępować wiedzę i wieloletnie doświadczenie profesjonalistów przez rosnący zestaw przepisów, standardów i procedur pozwalając na zatrudnianie tańszej i łatwiej dostępnej siły roboczej.  

        Co stało się z zastąpionymi inżynierami zarządzającymi? Niektórzy wrócili na stanowiska inne niż kierownicze, niektórzy wyszli z inżynierii, inni dołączyli do nowych kierowników projektów. Ostatnia kategoria została określona jako jedna z dwóch podkategorii w następujący sposób. 

        Jedną z tych podkategorii do której osobiście należę są ci, którzy czasami ryzykując swoją karierę, starają się utrzymywać jakość pracy inżynierskiej i np. opierać się cięciom budżetów inżynieryjnych i eliminacji zaangażowania inżynierów na wczesnym etapie projektów i wdrożeń. 

        Druga kategoria to ci, którzy  akceptują tendencje kontroli administracyjnej w których np. mogą być cięcia budżetów inżynieryjnych i eliminacja zaangażowania inżynierów na wczesnym etapie projektów i wdrożeń. 

        Rządy na ogół popierają sztuczne zawyżanie cen i kosztów projektów, ponieważ poprawiają one PKB, dają zatrudnienie, a nawet czynią absurdalne, ale dogodne pod względem politycznym projekty i energie, które można oferować i wdrażać. Inżynierowie milczą, ponieważ niektórzy z ich przywódców zmienili swój zawód, inni zostali zdegradowani, zwolnieni lub podporządkowani biurokratycznej woli, a jeszcze inni zawsze byli bardziej zainteresowani sprawami martwych rzeczy niż sprawami ludzi.

        Co inżynier może teraz zrobić? Ośmielony przez Internet inżynier może odkrywać coraz więcej niedostępnych wcześniej informacji, kwestionując bezkarność decydentów oraz wiarygodność władz i odgrywać większą rolę w społeczeństwie; wykraczać poza tradycyjne stanowisko doradcy technicznego, którego porady mogą, lecz nie muszą być wykorzystane. 

        Dziś inżynier może wykorzystać swoją wiedzę i umiejętności do skutecznego formułowania pozytywnej presji, począwszy od głębszego zrozumienia i przełamywania mniej lub bardziej rzeczywistych złożoności często pomieszanych z niepotrzebnymi komplikacjami stworzonymi przez człowieka. 

        Inżynier może stać się, jeśli nie inicjatorem, z pewnością bardziej aktywnym uczestnikiem zmian nie tylko w technologii, ale także we wszystkim, co ją otacza. Obszary omawianego tu środowiska technologicznego to kontrowersyjny przedmiot innowacji, nauki obejmującej zarówno badania naukowe, jak i edukację, biznes i zarządzanie. Inżynierowie mogliby też zacząć uaktywniać swoje milczące dotąd stowarzyszenia.

        Powyższe tytułowanie ‘inżynierów’ dotyczy też samouków czasami z wiedzą i praktyką większą od  tych z dyplomami, a raczej nie dotyczy biurokratów, często posiadających papiery inżynieryjne (np. tych co zatwierdzali wiatraki wiedząc, że wiatr w Ontario wieje głównie w nocy).

Jan Jekielek

czwartek, 08 listopad 2018 18:12

Polska złota jesień!

Napisane przez

IMG-20181017-WA0001 01        Ależ mieliśmy piękną jesień! Całym sercem chłonąłem jej pejzaże, w promieniach słońca wyglądały wspaniale. Cała przyroda dookoła wdzięcznie się uśmiechała, jakby miała ochotę przedłużyć czas na zasłużony odpoczynek. Odniosłem wrażenie, że nieco z obawą rozglądała się wokół i próbowała dostrzec w drodze „Dziadka Mroza” chcąc zaprosić go do stołu negocjacji by powiedzieć: Słuchaj Dziadku, nie szalej, rozejrzyj się i popatrz na te wszystkie uśmiechnięte twarze ludzi, daj jeszcze chwilę tej radości wszystkim i nie psuj niczego.

        Myślę, że Dziadek może się nieco wkurzyć, bo argumentów ma, aż nadto by rzec: Uległem i ja urokowi twego wdzięku i nie spieszyłem się zbytnio by pokryć szronem wszystko, co moje we właściwej porze, a ty dostojna panno jeszcze spać nie chcesz?!. Marsz do łóżka!.

        Dziadek, choć srogi to z pewnością, z wielką troską ułoży świat przyrody do snu zimowego, aby mógł wypocząć, aż do wiosennej eksplozji. No, ale na razie zamiast lekkiego piękne dni :)

        Kiedy byłem na spacerku po długiej chorobie zobaczyłem tą prawdziwą polską złotą jesień i wtedy wróciło wiele wspomnień. Tak bardzo chciałbym przeżyć jeszcze jeden dzień z dzieciństwa, kiedy nasz dom tętnił życiem.

        Pamiętam jak pewnego razu w piękny jesienny i słoneczny dzień jechaliśmy wozem konnym (nie mieliśmy jeszcze ciągnika) przez las do sadu zrywać jabłka i śliwki węgierki. Po drodze w lesie był prawdziwy wysyp grzybów (opieńków). Wyglądem przypominają tzw. (psie grzyby) trujące, a w rzeczywistości to jedne z najlepszych grzybów, z których mama robiła pierogi. Nie wiem, do jakiej potrawy porównać ich wyjątkowy smak, ale dziś oddałbym wiele za kilka z nich, a uwierzcie, że co do pierogów to jestem wyjątkowo wybredny. Och, ukochana mamo twoje nie równały się z niczym… Wystarczyło nam pięć minut by zebrać pełny kosz samych łebków opieńków, a mama z Anią wieczorem ulepiły ze sto pierogów na kilka dni. Takich wytwornych dań praktycznie z niczego mama z Anią, a później i z Kasią robiły wiele…

        Kiedy dojechaliśmy do sadu, to, rany…, smaki owoców z niego lepsze tylko z pewnością są w Niebie. Wspomniane śliwki i różnego gatunku jabłka oblegały drzewa jabłoni. Przepyszne złote i szare renety, kosztele, jonatany, grochówki i wiele innych starannie zrywaliśmy i układaliśmy w skrzynkach. Na koniec był deser, ulubione zajęcie, strząsanie i zbieranie orzechów włoskich. Wokół biegały wiewiórki, jakby trochę ze złością obserwowały zbiór ich przysmaku. Ale spokojnie, tata uczulał nas abyśmy na każdym z drzew zostawiali i dla nich na zimę tych smakołyków. Oprócz wiewiórek w ogrodzie można było spotkać niewielkie stada bażantów i kuropatw. Ten sad był naprawdę wyjątkowy, miał w sobie duszę, a wiele starych drzew bez wątpienia znało wiele historii.

        Innym razem obok sadu wycinaliśmy kapustę, wyrywaliśmy buraki, marchew, pietruszkę…, a wieczorem odbywało się szatkowanie. Każdy miał wyznaczoną rolę, mama z Anią obierały kapustę i marchew, szykowały też różne dodatki, jak zioła i sól. Natomiast ja z tatą szatkowaliśmy i ubijaliśmy kapustę w beczce. Do ubijania służyło kawał dębowego drewna na kształt maczugi, było to dość ciężkie drewno, ale takie miało być.

View the embedded image gallery online at:
http://www.goniec.net/teksty/Page-4.html#sigProId99e8e8a0b3

        Najpiękniejsza w tym wszystkim była satysfakcja z dobrze wykonanej pracy. Jesień zawsze jest wyjątkowa pod względem plonów jak i towarzyszących jej kolorów. Przypomina wiosnę, z tą różnicą, że wtedy świat przyodziewa suknię lekką kolorową, a jesienią zamienia na ciepłe srebrnobiałe futerko. W każdym razie chcę podkreślić i myślę, że wielu się ze mną zgodzi z tym, że nasza polska złota jesień nie ma sobie równych :) Myślę, że każdy rodak gdziekolwiek mieszka poza granicami ma w sercu ten widok i zawsze w chwili tęsknoty przywołuje go bez trudu.

Pozdrawiam wszystkich.

Pozdrawiam serdecznie.

---

Mariusz Rokicki

www.mariuszrokicki.pl

tel. kom. +48 604 202 231

Mogą mi Państwo pomóc, wpłacając cegiełkę na konto Fundacji:

        Konto Credit Union The Foundation of the Canadian Polish Congress #24583 

        Pomoc dla Mariusza Rokickiego.

czwartek, 08 listopad 2018 18:11

Czy to już zdrada narodowa?

Napisane przez

ostojanPo roku 2015. Polska przyspieszyła rozwój gospodarczy. Rozwijała się też zupełnie ładnie poprzednio mimo różnych hamulców i błędów. Ale od trzech lat postęp nabrał tempa godnego pozazdroszczenia, a nawet budzącego zdecydowanie negatywne (!) emocje. 

        Mamy licznych przyjaciół, ale też i wrogów, maskujących nieżyczliwy do nas stosunek bowiem nasz sukces całkiem widocznie, nie jest im na rękę. 

        Mowa tu o państwach. To są fakty. Nieoczekiwana i niechciana dla nich konkurencja.

        Zdziwienie jednak i zaskoczenie musi budzić duża liczba rodaków, których dobra sytuacja kraju zewnątrz i na zewnątrz nie cieszy. Czy to wrodzone, wyssany z mlekiem matki malkontenctwo? O ile Kanadyjczycy na ogół chwalą lub milczą, o tyle Polacy krytykują, a słowa pochwały trudno (jeśli w ogóle) przechodzą mi przez gardło. Taka ich postawa. Kompleksy? To nie wszystko, bo niestety są także rodacy, którzy obecnych władz wręcz nienawidzą! Polska pod aktualnymi rządami to właściwie nie ich Ojczyzna! Przy tym ci opozycjoniści głośno deklarują się jako demokraci. A ich warcholska działalności wynika jedynie ze „szczerych” chęci, tej demokracji obrony. To ci wygibasy! 

        Brak tu logiki, bo rządząca koalicja PiS wybrana została z zachowaniem wszelkich demokratycznych zasad i rządzi na podstawie społecznego (większościowego) mandatu. Temu zaprzeczyć nie można. 

        Poprzednio rządzący przez 8 lat – okres chyba dostatecznie długi żeby się wykazać – nie znaleźli poparcia u wyborców i musieli oddać władzę. To był niespodziewany i przykry dla nich szok, bo przecież sam idol poprzednio rządzących, Donald Tusk, zapewniał że nie mają z kim przegrać! „W słowach tylko chęć widzim, a w działaniu potęgę...” A słów bez pokrycia były premier umie wypowiadać wiele. Złotousty bajarz. Obiecywacz. 

        Już na drugi dzień po ogłoszeniu, że naród im powiedział „wystarczy, dziękujemy” – zaczęła się histeryczna kampania mająca przedstawić wyniki wyborów, jako tragiczną (!) nieoczekiwaną, nie do uwierzenia pomyłkę. Ówczesna premier Kopacz krzyczała, że zwycięstwo PiS-u to... kłamstwo!!! Należałoby zapytać, w jakim sensie? Wyborców Wszak oszukano, ale już, już się o tym przekonają.

        Niestety dla histeryków, po 3 latach tej pomyłki wyborcy sprostować nie chcą. A PiS rośnie w siłę i obywatelom żyje się dostatniej. Partia Jarosława Kaczyńskiego ma znaczącą przewagę procentowego poparcia nad PO odeszłego (czy na pewno?) Tuska i jego przyjaciela Schetyny. To pokazują badania opinii publicznej, a potwierdziły niezbicie wyniki ostatnich wyborów. Fakt. 

        No i gdzie ta pomyłka, gdzie to kłamstwo? Większość stale się myli, a rację ma jaśnieoświecona samouwielbiająca się mniejszość. Oczywiście z własnego nadania. Bo tylko my tego godni! It doesn’t work this way. Nie w demokracji. Dymitrij Samozwańce? 

        Czy w tej jasnej, jednoznacznej sytuacji nie należałoby zastanowić się totalniacy nad tym, że widocznie coś robiliście i robicie źle, nie tak, i pomyśleć co poprawić? Ogłosić to ludowi pracującemu miast i wsi? 

        Idiotyczne pokrzykiwania, że PiS gubi Polska tylko podrywają wiarygodność waszych słów – bo przecież, jaki koń jest…

        W demokracji nie trzeba wiele. Po prostu trzeba wygrać wybory. Krzyki i szczucie na siebie rodaków, tego nie zastępują. Nie zastąpią. Mniejszość rządzi tylko w reżimach – bo oni po prostu wiedzą lepiej. Według jakiej oceny? Takiej, jak i wy stosujecie? 

        Zasada, że cel uświęca środki, od dawna jest potępiona. A wy totalniacy używacie różnych środków, aby podważyć prawa legalnych władz. Bo przecież jedynym słusznym celem jest odzyskanie przez was rządów, „aby było, jak było”. Ale już się zmyło. 

        Próba puczu parlamentarnego (tak startują właśnie reżimy, Tusk już zupełnie przypadkowo pojawił się w Legnicy i czekał), Wałęsa wyprowadzał w pobożnych życzeniach 2 mln protestujących (potem spuścił do 1 mln) mobilizacja feministek, które chcą się skrobać, zwożenie na „spontaniczne” demonstracje wszelkiego rodzaju frustratów i pożytecznych idiotów, turlanie się po bruku – to wasze środki do uzyskania celu, który już jest blisko, na horyzoncie. Ale horyzont to złudna meta, bo ciągle się oddala. 

        Pozostała wam jeszcze jedna nadzieja, (choć od początku niezbyt chwytała) – zagranica! Paradoksalnie mamy też tę „zagranicę” w kraju. To polskojęzyczne, opłacane przez Niemców media. Jak wspomniałem interesy państwowe nas z nimi różnią, więc warto sypnąć euro, żeby Polsce zaszkodzić. Niech przyhamuje. Ordnung mus sein!

        Przed wyborami, oszołomy, puściły wam wszelkie pozory przyzwoitości! Wśród zorganizowanej kampanii między innymi plakatowej przeciw jakiemu (ale to musiało kosztować – kto właściwie płacił?!), ukazał się też inny „rarytas”. Grafika lekko przerobiona z antyżydowskich plakatów szefa hitlerowskiej propagandy Goebelsa. Twarze wrednych Żydów „złych duchów nad twoim domem”, zastąpiono twarzami Jarosława Kaczyńskiego, Macierewicza i innych polityków koalicji PiS. Propagacja Goebbelsa nazywała Żydów niszczycielską szarańczą, którą trzeba strząsnąć. Schetyna nazwał PiSowców szarańczą, którą też strząsać będzie. Czy plakatowa propagandę hitlerowska, masie do ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej? Nie do końca, ale sporo osiągnięto. A wasza? I wy totalniacy, nazywacie obecne polskie władze faszystami?? O ile wet za wet  – pasuje do was nazwa folksdojcze! Włazicie szwabom do d...y! 

        Ojkofoby to chyba zbyt łagodne określenie dla głodnych władzy oszołomów, działających rozmyślnie i z premedytacją na szkodę własnego narodu. To potrzeba by słowa z mocnym „r”. Proponuję sk---syny. 

        Tragedią jest, że tylu potrafiliście ogłupić, aby tylko zapewnić sobie przysłowiowe koryto. Pożyteczni idioci nie wiedzą, że i tak z tego koryta nic by nie dostali. Ale głupich nie sieją. Kaczor dyktator! Tusk (agent niemiecki) – zbawca! Wszelkie chwyty dozwolone. Bankrutującej (nasza duma) za rządów PO/PSL LOT, stanął na nogi i dynamicznie się rozwija. To zaniepokoiło Niemców. Konkurencja dla Lufthansy. Trzeba koniecznie sypnąć piaskiem w tryby! Politycznie oczywiście motywowany strajk lot-u, ma tej kompanii zaszkodzić. Po co nam budowa nowego lotniska w Polsce skoro jest lotnisko w Berlinie? Pamiętamy kto to powiedział? 

***

        Aktorzy, kiedyś słuszniej komediantami zwani, też nie zasyp ują Gruszek w Popiele. Oni też chcą, żeby „było, jak było”. Ostatnio wyskoczył-doskoczył do grona kontestatorów: Olbrychskiego, Jandy, Hollandy, Gajosa i sporej grupki innych, aktor Olgierd Łukaszewicz. Powiedział, co wiedział ten patriota. Cytuję: „Polacy są niedouczeni, wystaje im słoma z butów, są megalomanani, mają problem z porozumieniem się z innymi”. Nie wyjaśnia jakich konkretnie Polaków ma na myśli, ale skoro obraca się w świecie aktorów i gwiazd, to pewnie na tej podstawie ocenia. W sumie nie mam powodów, by mu nie wierzyć. A już był umarł w „Brzezinie” Wajdy według Iwaszkiewicza – i został pochowany. Komediant – oszukał nas. Czyż aktorstwo to nie stałe udawanie i oszukiwanie? 

Ostojan 

Toronto listopad 2015