Goniec

Register Login

piątek, 26 październik 2018 15:53

Rak politycznej wojny daje przerzuty

Napisane przez

michalkiewiczUfff! W niedzielę odbyły się wybory do samorządów terytorialnych, w których prawie 185 tysięcy kandydatów ubiegało się o mandaty do rad gminnych, powiatowych i sejmików wojewódzkich, a prawie 7 tysięcy kandydatów – o stanowiska wójtów, burmistrzów albo prezydentów miast. Po zakończeniu glosowania w pierwszej turze – bo 4 listopada odbędzie się jeszcze druga – trwa mozolne liczenie głosów. 

Jeśli możesz wesprzyj nas!

        To niezwykle ważna czynność, na którą zwracał szczególną uwagę wybitny klasyk demokracji Józef Stalin wskazując, że ważniejsze od tego, kto głosuje, jest to, kto liczy głosy. Toteż głosy liczy Państwowa Komisja Wyborcza, o której złośliwcy powiadają, że najpierw sumuje wszystkie głosy, potem wyciąga z uzyskanej w ten sposób sumy pierwiastek kwadratowy. Od tego odejmuje roczną produkcję parasoli, a wynik rozdziela między poszczególne komitety wyborcze, w następstwie czego jedne wygrywają, a inne przegrywają. 

        Czego jednak ludzie nie gadają, zwłaszcza złośliwcy, więc jak byśmy tak we wszystko wierzyli, to nie tylko moglibyśmy utracić wiarę w demokrację, ale i pogrążyć się w sprośnych błędach Niebu obrzydłych, skąd już tylko krok do ciemności zewnętrznych, skąd dobiega płacz i zgrzytanie zębów. Niektóre głosy jednak już podliczono i wynika z tego, że Prawo i Sprawiedliwość wybory te wygrało, przejmując pełną kontrolę co najmniej w dwóch sejmikach wojewódzkich; na Podkarpaciu i Podlasiu a także uzyskując szanse na kontrolowanie sejmików w innych województwach, o ile uda się mu zawiązać koalicję. 

        Sęk w tym, że potencjalny partner w postaci PSL expressis verbis wyklucza taką możliwość z powodu uznania PiS za partię „antysamorządową”. Skoro już o PSL mowa, to jest ono największym przegranym tych wyborów, co oznacza, że PiS odwojowało spod wpływów PSL małe miasteczka, gdzie jako dotąd ludowcy mieli wyraźną przewagę. To bardzo niedobra wiadomość dla PSL, bo nie wiadomo, czy bazując na wpływach w gminach wiejskich, uda się Stronnictwu przekroczyć pięcioprocentową klauzulę zaporową w skali kraju. 

        W dużych miastach jest odwrotnie, tu PO może pochwalić się lepszymi rezultatami, wśród których rekord pobiła w Łodzi pani Hanna Zdanowska, nokautując swoich konkurentów wynikiem przekraczającym 70 procent. Pikanterii dodaje okoliczność, że pani Zdanowska właśnie została skazana prawomocnym wyrokiem niezawisłego sądu za poświadczenie nieprawdy, ale na Łodzianach najwyraźniej nie robi to wrażenia. 

        Nie bardzo wiadomo, bo będzie dalej, bo wprawdzie ordynacja nie zabrania skazanym kandydowania, ale inna ustawa zabrania im piastowania urzędu, toteż trzeba będzie z tej sytuacji jakoś wybrnąć. 

        Zwolennicy pani Zdanowskiej zwracają uwagę, że za jej kandydaturą opowiedziała się demokracja, więc nie ma co przywiązywać przesadnej wagi do wyroków jakichś niezawisłych sądów. Warto dodać, że wśród zwolenników pani Zdanowskiej dominują płomienni szermierze praworządności, którzy przy innych okazjach poddają w wątpliwość wyższość demokracji nad praworządnością i z przyjemnością wdziewają koszulki z napisem „konstytucja”. 

        Okazuje się jednak, że wszystko jest względne, również umiłowanie praworządności. Jeśli kogoś nie lubimy, to nie wybaczymy mu nawet najdrobniejszego naruszenia praworządności, a jak kogoś lubimy, to na tę całą praworządność kładziemy tak zwaną lachę.

        Zresztą casus pani Zdanowskiej to jeszcze nic w porównaniu z kandydatem, który swoją kampanią wyborczą na wójta w Przyrowie w województwie śląskim kierował z aresztu. W tym przypadku jednak prawo na szczęście nie zostało złamane, co napawa optymizmem, bo wiadomo, że nie ma nic gorszego, niż złamane prawo. Zresztą gdzie indziej jest, a w każdym razie – bywało podobnie. W zbiorze reportaży z Ameryki pod tytułem „Królik i oceany” Melchior Wańkowicz wspomina o kandydacie na burmistrza Chicago, który wystartował pod hasłem: „Zło wytępię!”. W Chicago to chwyciło  i kandydat został burmistrzem. Na tym stanowisku tak się rozdokazywał, że sam trafił za kratki, ale kiedy tylko stamtąd wyszedł, znowu zgłosił swoją kandydaturę – oczywiście pod hasłem: „Zło wytępię!” - no i znowu wygrał. 

        Najwyraźniej francuski XVII-wieczny aforysta, Franciszek ks. de La Rochefoucauld miał wiele racji mówiąc, że tylko dlatego Pan Bóg nie zesłał na ziemię drugiego potopu, bo przekonał się o bezskuteczności pierwszego.  

        Z kolei w Warszawie kandydat PO Rafał Trzaskowski, znokautował kandydata PiS Patryka Jakiego, ale na mieście krążą fałszywe pogłoski, że i on nie jest z tego zadowolony. Wolałby bowiem trafić do Parlamentu Europejskiego, który tak samo rozwiązuje deputowanym ich problemy socjalne, nie obciążając ich żadną odpowiedzialnością za cokolwiek, podczas gdy w takiej Warszawie trzeba będzie się teraz odwdzięczać starym kiejkutom i kto wie, czy nie z jeszcze większym poświęceniem, niż to, jakie musiała okazać pani Hanna Gronkiewicz-Waltz? Tam z kolei, gdzie pierwsza tura nie przyniosła rozstrzygnięcia, sytuacja sprzyja raczej kandydatom spoza PiS – bo kandydaci PiS-owscy wszystkie swoje rezerwy zmobilizowali w pierwszej turze i nie mają szans na więcej, podczas gdy ich przeciwnicy mogą liczyć na głosy SLD, partii Razem, albo – jak w Gdańsku, gdzie najlepszy wynik uzyskał kandydat z własnej nominacji czyli dotychczasowy prezydent Paweł Adamowicz, dystansując kandydujacego z ramienia PO Jarosława Wałęsę, w drugiej turze może liczyć na poparcie jego wyborców, którzy na kandydata PiS raczej nie zagłosują. 

        Wyniki wyborów pokazują, że polska scena polityczna coraz bardziej betonuje się w systemie dwupartyjnym – bo pozostałe ugrupowania uzyskały słabą, albo wręcz symboliczną liczbę głosów i na przykład taki Kukiz 15, wyraźnie odstaje od wyników obydwu antagonistów: PiS i Platformy Obywatelskiej. Stawia to pod znakiem zapytania przyszłość tej formacji w przyszłorocznych wyborach do Sejmu i może się okazać, że trafnie przewidywałem, że o ile pan Kukiz, który wystrzelił do polityki pod hasłem „antysystemowości” - cokolwiek by to miało znaczyć – potrafi na tę antysystemowość nałożyć jakiś sensowny program polityczny, to może stać się na politycznej scenie zjawiskiem trwałym, a jeśli nie – to będzie jak meteor, który błysnął i zgasł – jak wcześniej biłgorajski filozof Janusz Palikot, który próbował zbudować swoją pozycję polityczną na skandalach i „gryzieniu proboszcza”. Ten proces betonowania politycznej sceny jest rezultatem troski obydwu obozów: zdrady i zaprzaństwa oraz płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm, żeby ani z jednej, ani z drugiej strony nie pojawiła się żadna polityczna alternatywa. 

        Tym staraniom z pewnością życzliwie kibicują zarówno władze Stronnictwa Pruskiego i Nasza Złota Pani, jak i władze Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego oraz rząd bezcennego Izraela, który z Polską wiąże rozmaite projekty i nadzieje. Taki dwupartyjny system gwarantuje bowiem, że Polskę będzie toczył rak politycznej wojny, która przyczynia się do postępującej degradacji nie tylko naszego bantustanu, ale i naszego narodu w Europie. 

   I oto właśnie Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu nie tylko „zawiesił” uchwaloną przez tubylczy Sejm ustawę o Sądzie Najwyższym, ale w dodatku surowo przykazał, by sędziowie przeniesieni przez tubylczego prezydenta w stan spoczynku, wrócili do pracy i nadal „orzekali”. Rząd sprawiał wrażenie bezradnego, pan prezydent Duda pojechał do Berlina, gdzie został obsztorcowany przez tamtejszego prezydenta Waltera Steinmeiera, więc właśnie wiceminister sprawiedliwości poinformował, że rząd będzie musiał przygotować „podstawę prawną” do tych wszystkich kombinacji, które – jak się okazuje – obejmują również tzw. „odprawy”, jakie sędziowie poprzenoszeni w stan spoczynku już z tego tytułu zainkasowali. Skoro powrócili do „orzekania”, to na dobra sprawę powinni te odprawy zwrócić, ale rzecznik SN poinformował, że muszą się nad tym „zastanowić”, to znaczy – wykombinować jakieś pozory legalności dla zatrzymania tej forsy. Ciekawe, czy to przypadkiem ich nie miał na myśli Mikołaj Machiavelli pisząc, że łatwiej przeżyć śmierć ojca, niż utratę ojcowizny? 

        Czyż w tej sytuacji można dziwić się prostym wyborcom,  że gotowi są głosować nawet na szubieniczników?

Stanisław  Michalkiewicz

piątek, 26 październik 2018 15:50

O rany, nie ma Polski

Napisane przez

farmusTen facet z Izraela, o którym tak ostatnio głośno i dorobił się nawet przezwiska ‘król Polski’ zwany Jonny Daniels zaprezentował ‘niby’ to znaczek, wspólny dla Polski i dla Izraela. Polska 100 lat, a Izrael 70 lat, czy też raczej odwrotnie, bo pierwsza jest flaga Izraela z liczbą 70. 

        Szatę tego znaczka można zobaczyć w necie, w zeszłym tygodniu „Goniec” o nim wspominał i pokazał na pierwszej stronie. Szata graficzna, tego projektu jest prymitywna i w kolorystyce i w symbolach. Krzykliwa, ale wymowna. 

        Na pierwszym miejscu jest flaga Izraela, a na drugim Polski. Tak jak w naszych relacjach, patrzą na nas z góry. Znaczek ma być wydany wspólnie z Pocztą Polską. Przypominam, że Poczta Polska jest spółką skarbu państwa, i nie może być używana przeciwko historii i tradycji Polski. Sprawdziłam na stronie internetowej Poczty Polskiej – nic tam nie ma na temat emisji 5 listopada tego bardzo brzydkiego pod każdym względem znaczka. Więc może to po prostu fałszywa informacja  i pan Jonny Daniels tylko wypuszcza czujkę i sprawdza, jak zareagujemy? Jako część toczącej się przeciwko Polakom wojny hybrydowej trzeba nas upokorzyć z okazji 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości i pokazać, kto górą.

        Taki znaczek pocztowy z flagą Izraela na pierwszym miejscu i numerem 70 (tyle  to państwo liczy lat) i polską flagą z numerem 100 jest dobrym probierzem reakcji Polaków, a zarazem przygotowaniem ich na więcej. 

        A co ma piernik do wiatraka zapytałam, czyli co ma 100-lecie odzyskania przez Polskę Niepodległości z 70-leciem sztucznie stworzonego przez ONZ państwa Izrael na terytorium Palestyny, będącej po upadku Turcji osmańskiej pod protektoratem brytyjskim? Niewiele. Jak zareagują elity polskie (szczególnie te nowo oświecone), to już wiemy, bo zostały one odpowiednio urobione. Pan Prezydent już nas pouczał o tysiącletnim wspólnym dzieleniu historii przez Polaków i Żydów. W Krakowie roku bieżącego powiedział ‘W Polsce, a w efekcie i na całym świecie, gdzie rozjechali się Żydzi niesiemy w sobie 1000 lat wspólnej historii, 1000 lat życia obok siebie i bardzo często razem poprzez małżeństwa, więzy krwi różne’’, i dodał “ Nikt w Polsce nie wie, ile tak naprawdę ma w sobie krwi żydowskiej.’ 

        O Polakach, którzy byli wypędzani ze swojego kraju i porozjeżdżali się po świecie zapomniał.  I Panie Prezydencie, ja wiem, bo zrobiłam sobie badania genetyczne, że mam 0% krwi żydowskiej. Potwierdzenie tego co piszę jest do wglądu po uprzednim skontaktowaniu się ze mną. Też mi przypisywano różne pochodzenie, szczególnie różne polonijne łachmyty w tym się prześcigały, żeby mnie i moją rodzinę skompromitować. 

        Więc proszę nam nie urabiać historii, i nie wmawiać tego czego nie ma.  A co z innymi?  Na przykład Ślązakami, Kaszubami, Niemcami, Czechami, Słowakami, Francuzami, Ukraińcami, Rosjanami, Tatarami, Ormianami?  

        Z nimi nie dzielimy naszej 1000-letniej historii?  

        Dlaczego wymienia się tylko jedną grupę etniczną, a inne narody pomija? Zagrożeniem do przekabacenia są zwykli Polacy – nazywani kibole, ciemnogród, katole, mohery, a ostatnio nawet Janusze i Grażyny. 

        Obojętnie, jak nas nie nazwiecie, to nie zmienimy skóry, bo nam dobrze w tej, którą mamy. Pamiętacie jak koszulki dla piłkarzy na mistrzowstwa Europy w 2012 zaprojektowano z okaleczonym orłem? Tylko protesty i zawodników i kibiców zdołały ocalić naszego pięknego orzełka. Mam nadzieję, że projekt tego znaczek to test na uległość Polaków w realizowaniu strategicznego planu ubezwłasnowolnienia nas – i tylko ‘fake news’. Tak zwane polskie elity oświecone (np niektórzy aktorzy, niektórzy politycy) są już zaorane. Tylko te pogardzane masy polskie trzymają się swego, jak zwykle, twardo i uparcie. I nie odpuścimy.  

Wszyscy co roku świętujemy Święto Niepodległości Polski. 

        A jak wy świętujecie 100 lat odzyskania  państwa polskiego? Organizowanych imprez co nie miara. Nie wiadomo co wybrać. Jak zwykle mówię: to nie problem, problem byłby gdyby nic się nie działo. Nasze polskie elity przez stulecia były likwidowane poprzez doprowadzania do zubożenia, przejmowanie majątków szlachty i ziemian za lichwę, odsuwane od biegu wydarzeń i zabijanie – tylko za to kim jesteśmy. 

        A ten lud polski co pozostał miał być ośmieszony, wyszydzony i upokorzony. Posłuszny do niewolniczej pracy dla innych. Ale nie jest – ten lud skundlić się nie dał i nie da. Ofiara krwi przelanej przerodziła się najpierw w gniew, a potem w powstanie sfinksa ze zgliszcz.  

        Dlatego też w moim rodzinnym domu, w tym roku po raz pierwszy, z okazji Święta Niepodległości Polski urządzam duży wystawny polski obiad. Z polskimi daniami, w  przyozdobionym polskimi symbolami domu. 

        To jest święto Niepodległości Polski, a nie święto multi kulti Polski. Już rodzina zaproszona. I mam zamiar powtarzać ten rodzinny obiad co roku, tak jak Wigiilię, i święcenie jajek w Wielką Sobotę, i Śniadanie Wielkanocne, i inne ważne dni rodzinne w naszym polskim kalendarzu. 

        Siłę nasz naród czerpie z pielęgnowania tradycji i z pamięci o ofiarach poniesionych w walce o naszą niezawisłość. Nie wolno nam pozwolić, aby po raz kolejny odebrano nam państwo. Tym razem nie ofiarą krwi, ale trwaniem przy tym kim jesteśmy musimy pilnować Polski.  

Alicja Farmus

ostojanKto pamięta ten pamięta, a ci co interesują się polityką jak ja, nigdy nie zapomnę powiedzenia prezydenta Reagana określającego Rosję,  ówczesne ZSSR, jako „Imperium Zła”. 

        To przykład, jak celne powiedzenie stało się jednym więcej gwoździem do trumny Sowieckiego Sojuza. To przykład klasyczny. 

        Ponad pół wieku wcześniej kiedy władza Lenina dopiero się umacniała, zwrotem groźniejszym od pistoletu czekisty były dwa słowa: „wróg ludu”. Trafiony nimi delikwent rzadko miał możliwość obrony, bo zwykle otoczenie chcąc się wykazać proletariacką czujnością takiemu epitetowi gorliwie przytakiwało. Że to przecież oni też czujni i stoją po właściwej stronie. 

        Wskazać palcem mógł w zasadzie każdy każdego, zwłaszcza w czasie rewolucyjnych mityngów. Można przyjąć, że był to rodzaj rosyjskiej ruletki. Szło się na takie zebrania z duszą na ramieniu, bo każdy ma często niechętnych sąsiadów, czy konkurentów do czegoś. Słowny strzał, a czekiści też chcieli się czujnością wykazywać. Strach było na mityng iść, ale też bardzo niebezpiecznie na nim się nie pokazać. Co się na takim jednym zebraniu wydarzyło czytałem kiedyś we wspomnieniach autora eseju pt. „W kraju ponurej anegdoty”. Jedna z kobiet wskazując palcem stojącego obok mężczyznę powiedziała: „Patrzę głęboko w oczy tego towarzysza i widzę – wróg ludu!”. Skórzane płaszcze odwróciły się w tę stronę poprawiający naganty (pistolety). W ciszy odezwał się, już wydawałoby się pogrzebany delikwent, głośno oświadczając: „A ja patrzę jeszcze głębiej w oczy tej towarzyszki i widzę – k..wa!”. Gromki śmiech otoczenia i po sprawie. Celne słowo przeciw chyba jeszcze celniejszemu. Nie zawsze słowa są srebrem, a milczenie złotem, nie w tym ustępie. 

        Trafione określenia mają swoją siłę. Pomagdalenkowo – popeerelowska władze mocno w 1989 r. chwyciły lejce (miały wprawę) i dopilnowały, aby sprawy potoczyły się w korzystnym dla nich kierunku. Karierę robił epitet – oszołomy, którym obdarzano w wojnie tych co domagali się radykalniejszych a przede wszystkim uczciwych zmian. Należało ich spacyfikować bo zagrażali tworzącym się układom. No bo jak to? Wreszcie wolna Polska, bezkrwawe przejście, przejęcie władzy, odkreślamy się od przeszłości grubą kreską Mazowieckiego, a jakieś oszołomy chcą rozliczeń, grzebania w słusznie minionej przyszłości!  

        Oszołomskie mącenie zostało szybko przytłumione. Krótka pierwsza pieredyszka za rządów premiera Olszewskiego dała okazję „sztandarowemu oszołomowi” (brrr!) ministrowi Macierewiczowi do przedstawienia listy polityków na różnych stanowiskach, które załapali, nieco umoczonych poprzednio w okresie słusznie minionym. Obecnie płomiennych bojowników o wolność i demokrację. „Lista Macierewicza” zawierała nazwiska TW, czyli tajnych współpracowników peerelowskiej służby bezpieczeństwa, których to donosicieli dowcipny naród zaczął nazywać w nawiązaniu do opowiastek De Milne’a - kapusiami parchatkami. Jeżeli ktoś jeszcze nie wiedział wtedy kto w polskiej polityce rozdawał wówczas karty, to przekonał się o tym w „noc długich noży”, po której rząd premiera Olszewskiego upadł. I pozamiatane. Jeszcze były lata 2005 – 2007 przerwane przez dojście do władzy koalicji PO z obrotowym PSL-em na długie, za długie 8 lat. Przywróciły „porządek”. 

        Katastrofa Smoleńska. Oszołom Macierewicz dał o sobie znów znać kwestionując oficjalną wersję katastrofy. Narażał lekkomyślnie zadzierzgniętą przyjaźń Putinowo – Tuskową. A przecież niezależne komisje polska i rosyjska „ustaliły niezbicie oczywiste fakty”. Pilot Tupolewa był niedoszkolony, w kokpicie pilotom wydawał rozkazy ich przełożony, pijany generał Błasik, a prezydent Lech Kaczyński „kazał bezwzględnie lądować”! 

        Antoni – oszołom i tyle! Czy kiedyś dowiemy się prawdy – bo na pewno jej nie znamy. Śmierć premiera Sikorskiego w 1943 r. pokazuje, że chyba nie. 

        Ale przyszedł rok 2015. I koło historii się obróciło. „O roku ów, kto ciebie widział wówczas w naszym kraju ...”. I stało się! Najpierw odleciał orzeł z czekolady unosząc ze sobą prezydenta Komorowskiego. Szok! On nie mógł przegrać! To oczywista wina przecież Adasia z ulicy Czerskiej, który stracił i do dzisiaj traci okazję, żeby siedzieć cicho. Ostrzegł wszystkie zakonnice, które akurat były w ciąży, aby pozostały za murami klasztornymi, a już na pewno nie pokazywał się na przejściach dla pieszych. O tych przejściach jeszcze wspomnę. Drzemki pod żyrandolem się skończyły, trzeba się wynosić z pałacu, a to mieszkanie wynajęty na całe 10 lat! Najlepszy myśliwy wśród prezydentów od czasów Mościckiego – odszedł w lasy do Budy nomen omen Ruskiej.  A gdzie „Gęsiareczka”? I do tego w samo lato wykopsnięto (wraz z rebiatą) Kopaczową. Sic transit gloria mundi! Ale w zamieszaniu miłe słowo „oszołomy” gdzieś się zawieruszyło. A szkoda, może do niego wrócić? Są kandydaci, a jakże. 

        O to rozwrzeszczany rudy babsztyl oszałamiająco zza barierki wrzeszczy na maszerujących staruszków weteranów: Kon – sty – tu – cja! Wielu na uroczystość przyjechało z zagranicy i chyba nie wiedzą o co chodzi. Pilotująca pochód nie zdzierżyła i trzepnęła wrzeszczącą „z liścia”. Szkoda że tylko damską rączką. 

        To jest pierwsza na liście zgaga wrzaskun otwierająca poczet dzisiejszych oszołomów. 

        Drugi to może Frasyniuk? Nie pchać się! Dla innych też są miejsce znajdzie! „Władek musisz” wygląda jakby dawno już przedszkole opuścił ale pewne nawyki mu pozostały! Jak krnąbrne dziecię rzuca się na plecy na ziemię, macha nogami, kopie barierki i głośno płacze – o przepraszam - krzyczy! Z przedszkolanką (policją) się szarpie. Oszołom? 

        Następnym w tym gabinecie kontestujących osobliwości oszołomem, może być cienias z gabinetu cieni, charyzmy, pełen totalnego oszołomstwa Schetyna. Po ziemi się nie turla, z policją nie szarpie. Gra na personalnych intrygach ze swoimi koalicjantami nieco zagubionymi, jak pijane dzieci we mgle. On też Dolnoślązak, jak „Władek musisz”, czy dutkający Wrocław Dutkiewicz i piszący te słowa. Wkrótce może wstyd będzie się przyznać, że się we Wrocławiu wyrosło, prawda, kolego Wojnarowicz? Odra twoja rzeka. 

        „Rozjechani” przez samochody pod Sejmem i wwożeni do tegoż w bagażnikach (ciasnotą i ciemnością oszołomieni) – to następni kandydaci do gabinetu osobliwości. Spędzani, zwożeni na coraz chudsze, ale „spontaniczne” protestancje przypominają (czy ktoś jeszcze to pamięta?) – że za przeproszeniem użyją chińszczyzny – „hujwej-binów” w Pekinie machających czerwonymi książeczkami Mao. Z niego cała nauka. 

        Jedną – szczególnie wyeksponowaną oszołomkę huj-wej-Bino-podobną, drącą buzię: kon – sty – tuc – ja! Andrzej Gwiazda zapytał z ciekawości męskiej, ile bierze za numer? Nagranie tej scenki ubogaciło internet. Ale ile, nie wiemy. Trzeba przyznać, że oszałamia lista przygłupów oszołomów, ale samo określenie zanika. Chyba niestety. Szkoda. 

%

        Natura nie znosi jednak próżni. Popularność zdobywa termin oikofobia. Oznacza ona wyobcowanie się z własnego środowiska, alienację od swoich, podły serwilizm wobec obcych. Od takich sprzedawczyków roi się w polskojęzycznych, choć naprawdę niemieckich mediach, a także żydowskiej gazecie dla Polaków „Wybiórcza”, subsydiowana przez milionera Żyda Sorosza, który przyjazny Polsce nie jest. O nie! 

        Skoro totalniacy nazywają Pisowców faszystami, to o ile bliższe prawdy będzie nazywanie mainstreamowych dziennikarzy folksdojczami. Nu, Michnik z racji etnicznej przynależności, do tego grona zaliczany być nie może, ale ojkofobii przerasta często gęsto niemco – dupolizów. Choć niby innemu panu służy. Ale czy naprawdę innemu? 

Ukłon w stronę totalnej opozycji. 

        Rozpatrywana jest na polit-poprawnym Zachodzie, kwestia zezwolenia tylko turbano-odzianym sikhom na jazdę motocyklami bez kasków. Popieram! Specjalne prawa dla odrębnych. Szerokiej drogi! 

        Ponieważ nad Wisłą totalne ojkofoby też tworzą odrębną kasty (sitwę?) możnaby przynajmniej przywódców obdarować tudzież specjalnymi przywilejami. Nie chodzi o motocykle, bo oni jeżdżą wypasionymi limuzynami: Tylko czasem dla fasonu – że to niby nie kopcą – rowerami. A nawet - choć niezbyt często - poruszają się wśród plebsu per pedes. Rządzący mogą pokazać, że nie są żadną dyktaturą. Przeciwnie, chcą wprowadzić dla bonzów opozycji specjalną dobrą zmianę. Otóż, poruszający się na piechotę i rowerzyści totalniacy, ale tylko ścisła wierchuszka, zwolniona będzie zupełnie z obowiązku przestrzegania przepisów ruchu drogowego! Obywatele są karani (police brutality) za przekraczanie skrzyżowanie na czerwonym świetle. To nie będzie obowiązywać opozycyjnych elit. Przeciwnie, powinni być do tego zachęcani, aby wszędzie maszerować swobodnie i dziarsko. Co za ulga, na przykład, dla bonzów SLD! Czerwony to przecież ich kolor. Schetyna też robi się coraz bardziej lewoskrętny. Partia Korwina też żadnych restrykcji nie uznaje. To byłoby szczere wyciągnięcie ręki do tak niesłusznie zagniewanych na PiS opozycjonistów. Oczywiście, muszą być znaki rozpoznawcze. Kon – sty – tu – cja trzymana nad głową, albo szalik w kolorach tęczy (spec dla Biedronia i jemu podobnych). Dla pań może druciany wieszak? Odpowiednio zakrzywiony. Mały gest przyjaźni w stronę ojkofobów, przywódców opozycji – a jaki szczery! 

        Okularnik pomarańczowy z orkiestry woła „Róbta co chceta” elito! Od dawna stawiacie się ponad prawem, więc władza , prawo do nieprzestrzegania prawa daje wam ręką Prawa i Sprawiedliwości - w pełni sprawiedliwie. Zasługujecie! Aha, nowe zasady tej dobrej dla was zmiany obejmują te swobodne przekraczanie ruchliwych (szczególnie tych) ulic w dowolnym miejscu. Niech na skrzyżowaniach wystaje plebs. Śmiało! PiS zawsze chciał spokoju i porządku, bo jest przeciw podziałom rodaków. To byłby gest we właściwym kierunku z niewątpliwymi konsekwencjami. Uspokajanie nastrojów, a przecież o to nam wszystkim chodzi! Ważne są tzw. godziny szczytu, bo wtedy będziecie drodzy totalniacy mogli najlepiej zwracać na siebie uwagę. Pijar doskonały! Ochoczo, bo wybory tuż tuż. 

        Toronto październik 2018 

Ostojan 

P.S. Ruch, bieganie po ulicach hartuje ciało i ducha. Pomaga też wyrabianiu szybkiego refleksu, (bo jak nie?) – co w polityce pomaga.

piątek, 19 październik 2018 08:58

Pora poszukać rezerwatu

Napisał

Przez miniony tydzień wyobraźnia społeczna Kanady spowita była marihuanowym dymem. Nasze wymóżdżone „dzieci kwiaty” doprowadziły wreszcie do legalizacji ziela. Cóż, wszyscy będziemy za to płacić, no ale na razie mówi się że to dochodowy biznes i przyniesie bardzo dużo wpływów podatkowych.


Zapraszamy do wspierania naszej działalności!

        Powiem szczerze, że nie mam problemów z narkotykami i drażnią mnie zakazy palenia papierosów nawet w miejscach wydzielonych. Kocham wolność - jeśli ktoś się chce czymś truć i zabijać to zawsze znajdzie drogę, ale niekoniecznie musi to być droga legalna czy też niekoniecznie państwo powinno ludzi na nią zapraszać. 

        Jeśli społeczeństwo jest dojrzałe, a ludzie wychowani ku odpowiedzialności, to nawet jeśli w aptece można kupić bez recepty  morfinę, heroinę, kokainę czy inne trucizny, to i tak nie będzie to miało złego wpływu. Jeśli natomiast społeczeństwo zostało celowo zinfantylizowane, oduczone od odpowiedzialności, wyzute z tradycyjnych wartości, a teraz jeszcze popchnięte w stronę upodlenia, no to niedługo będziemy mieli wspólnie problem społeczny do rozwiązania. 

        Oczywiście, można argumentować że ten problem społeczny (narkotyki) jest już dzisiaj, tylko właśnie zarabiają dilerzy, a tak to będzie zarabiał „podatnik”.

        Narkotyki relaksujące są cicho lansowane przez elitę globalną. Dlaczego? Dlatego że ludzie mogą się w ten sposób wyluzować, rozładować, pozbawić frustracji - słowem wszystko odbywa się przyjemnie i odbiera ochotę buntu.

        Zauważył to już dawno temu Aldous Huxley, u którego w szczęśliwym totalitaryzmie nowego wspaniałego świata dominowała „soma”.  Narkotyk posiadający „wszystkie zalety religii oraz alkoholu bez żadnych złych stron obydwu” - jak wyjaśniał jeden z bohaterów. Soma pozwalała żeglować w szczęściu na niby, a także ograniczała długość życia do ok. 55 lat, co z punktu widzenia systemu było bardzo pożądane. 

        Co ciekawe, nasz obecny system, który z taką zaciętością zwalcza palenie tytoniu, jakoś zupełnie nie ma problemu z lansowaniem palenia marihuany w skrętach bez filtra tak, jakby substancje smoliste i inne trucizny zawarte w takim skręconym papierosie szkodziły przy marihuanie mniej. W Nowym Brunszwiku władze posunęły się nawet do tego by organizować kursy robienia skręta. Tu mógłbym nawet być instruktorem, jako że kręcenia papierosów nauczyłem się w stanie wojennym, kiedy to obowiązywał system kartkowy. 

        Poważnie zaś mówiąc papierosy nie wprowadzały w stan nirvany, lecz przeciwnie, zaostrzały koncentrację i pozwalały dostrzegać niewygodę bytowania. 

        Marihuana - jak wszystko - ma oczywiście swoje dobre i złe strony. Te dobre powinny być właśnie używane w medycynie i kontrolowane. Złych jest całe multum, bo oprócz tych, którzy przez marihuanę przeszli i nic im złego nie zrobiła, są i tacy, którzy przez nią stracili życie; może nie zawsze dosłownie, ale po prostu przetracili. 

        Najgorsze jest zaś to, że jak podejrzewam, za kilka lat  cwani adwokaci będą otwierali pozwy klasowe przeciwko prowincji i federacji za to że nie było odpowiednich ostrzeżeń etc. Za zło, które marihuana wyrządzi, zwłaszcza ludziom młodym, zapłacimy wszyscy w swoich podatkach. 

        Jak powiedziałem, w normalnym społeczeństwie ludzi odpowiedzialnych być może byłoby to dobre posunięcie, w naszym społeczeństwie coraz bardziej zidiociałym jest to jeden z elementów  szerzenia jeszcze większego zidiocenia. 

        A jakimi jesteśmy już idiotami najlepiej widać po kanałach ASMR dostępnych na YouTubie, gdzie lansuje się relaksujące „białe” dźwięki, jak na przykład odgłos suszarki do suszenia włosów włączonej przez 3 h. Ile ludzi oglądało  filmik z włączoną suszarką? A tak prawie 14 mln. Czy można mieć jeszcze jakieś wątpliwości że doczekaliśmy społeczeństwa nowego typu? Czas rozejrzeć się za rezerwatami dla „dzikich”.

Andrzej Kumor


Dalsza część artykułu dostępna po wykupieniu subskrypcji. Kup tutaj!

Ostatnio zmieniany piątek, 19 październik 2018 10:50

        Chodzi o Kanadę, bo Toronto to centrum Ontario, a Ontario to centrum Kanady.

Kontekst kanadyjski 

        Kanadyjska polityka od lat 60-tych miała wybitnych liderów, takich jak Diefenbaker, Trudeau, Mulroney, Chretien i Harper, którzy niezmiennie kończyli swoje kadencje poważnymi szkodami dla ich własnych partii.

        Trzech z tych przywódców popełniło również ciężkie błędy polityczne pod koniec swych rządów: Diefenbaker zniszczył wiodący na świecie program samolotów myśliwskich, Mulroney wprowadził zmieniający na gorsze Kanadę podatek GST, Harper przyjął zabójcze dla branży samochodowej Ontario tzw. partnerstwo transpacyficzne (Trans-Pacific-Partnership).  

Kontekst ontaryjski 

Partia Postepowo-Konserwatywna (PC) rządziła konserwatywnie w Ontario od 1943 roku przez 42 lata, aż do 1985 roku. Ostatni premier Bill Davis rządził przez 14 lat tak dobrze, jak nikt przed lub po nim, lecz pozostawił po sobie próżnię przywództwa i nie było nikogo do kontynuacji wielkich sukcesów PC. PC zawaliła się i jej szczątki dryfując w lewo nie przyniosły nic pozytywnego do 2018 roku. 

        Pogarszanie się Ontario w 4 latach socjalistycznych rządów NDP kontynuowała fatalna próba imitacji amerykańskiego neokonserwatyzmu przez PC rząd Harrisa. Zniszczył on między innymi najlepszy w Ameryce Północnej przemysł generacji energii elektrycznej, przy okazji dodając 4 miliardy dolarów do długu Ontario. 

        15-letnie rządy Partii Liberalnej po Harrisie nigdy nie zostały zagrożone przez beztreściową PC z dwoma beznadziejnie słabymi przywódcami (Tory i Hudak), Tory przegrał po dodaniu do swego miernego programu szaleństwo publicznego finansowanie wszystkich religijnych systemów szkolnych. Hudak popełnił polityczne samobójstwo koronując swój jałowy program obietnicą likwidacji 100 000 rządowych miejsc pracy. 

        15-letnie rządy Partii Liberalnej, z przyzwoleniem PC and NDP, przyniosły różnorodność wątpliwych, często ukrytych dotacji, fundacji i programów, ustawodawstwo dotyczące nowych norm moralnych, mowy nienawiści, prawnie egzekwowanej mowy, pozalegalnego-przyspieszonego “specjalnego systemu sprawiedliwości” - równolegle do legalnego systemu prawnego, plagi wiatraków, a przede wszystkim niezmiennie rosnącej mieszanki podstępnych i ukrytych podatków. Od 2016 r. zarówno gospodarka kanadyjska, jak i Ontario, np. PKB i zatrudnienie zaczęły zmniejszać się, coraz znaczniej pozostając w tyle za Ameryka. 

        Doug Ford poddał PC, cytując Stanisława Michalkiewicza „kuracji przeczyszczającej”. Po tej kuracji czyli przenicowaniu wierchuszki partii, nareszcie konserwatywna PC przedstawiła konkretny program kompletnej zmiany, zdobywając wyborców i rząd Ontario, i ruszyła do natychmiastowej realizacji. 

O co chodzi?

        Chodzi o wybór pomiędzy Nowym, a Starym dla Toronto, Ontario i Kanady. Chodzi o Kanadę, bo Toronto to centrum Ontario, a Ontario to centrum Kanady. Po prostu Nowe Toronto pomoże Nowemu Ontario i pomoże w zmianie Starej Kanady na Nową Kanadę. Jak wolisz to co było, głosuj na Stare Toronto, by hamowało Nowe Ontario i podtrzymywało Starą Kanadę. 

        W moim okręgu wyborczym mamy przechlapane, prowadzi dwóch super-fanatyków Starego Toronto, Matlow i Mihevc, ten ostatni jest publicznie popierany przez faworyta na burmistrza Toronto, super-fanatyka Starego Toronto, “czerwonego torysa” Torego...

        Jan Jekiełek

        Nasza wspaniała akcja trwa już 3 lata, przez ten czas wysłaliśmy już ponad dwie tony rzeczy dla dzieci z Domu Dziecka.  Były to ubranka, zabawki, słodycze, kosmetyki, przybory szkolne i wiele innych wspaniałych rzeczy, które sprawiły ogromną radość dzieciom.  Ostatnie paczki które zostały wysłane dotarły do następujących Domów Dziecka:  Kłobuck, Lubliniec, Katowice, Wrocław, Bydgoszcz, Legnica, Blachownia, Zakopane, Sanok, Kędzierzyn-Koźle i Toruń.  

        Dostajemy wspaniale podziękowania od Dyrekcji Domów Dziecka za nasze i wasze dobre serca.  

        Będąc w Polsce skorzystałam z zaproszenia i odwiedziłam  Dom Dziecka w Kłobucku.   Spotkałam się z wychowawcami i wychowankami Domu Dziecka.  Miałam okazje poznać ich dom.   Dzieci pokazały mi gdzie mieszkają, gdzie spędzają swój czas.  Dzięki temu mogłam osobiście się przekonać w jakich warunkach dorastają.  Poproszono mnie o szczególne podziękowanie dla wszystkich Darczyńców którzy sponsorowali i przekazywali wszystkie dary dla dzieci.  

Jak już Państwo wiecie, nasze paczki wysyłane są przez firmę ATLANTIC EXPRESS dzięki którym otrzymujemy 20% zniżkę na wysłanie każdej paczki dla dzieci z Domu Dziecka. W dalszym ciągu poszukujemy prywatnych sponsorów którzy pokryją pozostałe koszta wysyłki.

        Od wszystkich Darczyńców otrzymujemy ogromne ilości przepięknych rzeczy dla dzieci.  Wierzymy że to dzięki Wam Drodzy Państwo nasze paczki dotrą i tym razem do dzieci na Święta Bożego Narodzenia.  Wierzymy, że wśród Państwa znajdą się osoby które będą chciały współpracować z nami i wspomóc naszą akcję.  To co dla Was jest zbędne dla nich może być wymarzone.  

        Osoby pragnące przekazać rzeczy dla dzieci lub wspomóc nas finansowo proszone są o kontakt do dnia 27 października pod numerem telefonu 416.826.0704.  

Z wyrazami szacunku,

Małgosia Peczkowska

Monika Syguda-Maleszyk

Kamil Maleszyk

piątek, 19 październik 2018 08:28

No to nam to lato dało

Napisane przez

        A dało, dało, i jeszcze się daje we znaki. Lato a.d. 2018 dało nam się w Ontario we znaki, bo było niezwykle gorące. Był i upał bijący rekordy, i było bardzo duszno, i drogo. Mój klimatyzator szedł na całego, zanim nie przeskoczył, i nie zaczął ocieplania. Nie pozostaje mi nic innego jak pokochać moje wysokie rachunki za elektryczność. Bo chociaż wszyscy dookoła się kurczą (nie tylko z wiekiem) to przynajmniej one nie. 

        To tak jak ta słynna baba co przychodzi do lekarza, i lekarz patrzy na nią uważnie i pyta co ma wysokiego, a ona mówi rachunki elektryczne. 

        To fakt upał, gonił upał, i upałem poganiał. Rekord wysokich temperatur był bity za rekordem, słońce prażyło niemiłosiernie. A pamiętam takie lata, gdzie klimatyzator prawie wcale nie był potrzebny. Ledwo co chodził. Wtedy też narzekaliśmy. Upałem była pokryta prawie cała Kanada i północno-wschodnie Stany. W Canada Day zarejestrowano w Ottawie rekordowe 47 stopnie. Przez to i tłumy były mniejsze na Parliament Hill. Ostrzeżenie przed upałem nie schodziło z agendy komunikatów. Zachęcano tych co nie mają klimatyzacji, aby chłodzili się gdzie można w budynkach rządowych, w centrach rekreacyjnych, w bibliotekach, w centrach handlowych. W Montrealu zanotowano 11 przypadków śmierci z powodu upału. Nie przygotowane zupełnie były szkoły, które zazwyczaj nie mają zainstalowanej klimatyzacji, bo w miesiącach letnich są ferie. A tu we wrześniu, temperatury nie odpuściły. Zanim szkoły dostały zezwolenie na zawieszanie lekcji z powodu wysokich temperatur, rodzice sami decydowali czy posyłać dziecko do szkoły?  A co z tym co pracowali? 

        Ponownie się nam kłania brak uniwersalnego planu opieki nad dziećmi. Jak chcemy mieć demograficznie młodsze społeczeństwo, to musimy mieć plan pomocy w wychowywaniu dzieci, a nie liczyć na wielodzietnych emigrantów z babciami. To już nie pracuje, i efekty tego są widoczne. Już wkrótce nie będzie komu pracować na seniorów, którzy żyją coraz dłużej i mają się coraz lepiej. Przynajmniej ci z klubu seniora Złota Jesień. 

        W Europie wcale nie było lepiej ani pod  względem pogody, ani struktury demograficznej. 500+ w Polsce nieco pomogło, ale nie wyciągnęło Polski z demograficznej zapaści.

        Wracając do upałów, po raz pierwszy korzystałam dla ochłody z basenów otwartych do północy. Aż cóż to za przyjemność pławić się w chłodnej wodzie przy lśniących z dala światłach miasta. A jak się po takim chlapaniu dobrze śpi! Do utrapień tego lata należy dodać burze i silne wiatry. Moje stare drzewa nie wytrzymały tego lata dwukrotnie. A ponieważ są olbrzymie, to obcinka połamanych konarów kosztuje małą fortunę. Zrozumiałam dlaczego domy ze starymi i olbrzymimi drzewami sprzedają się trudniej. A ja akurat kupiłam mój dom ze względu na duży ogród i stare olbrzymie drzewa. No to teraz mam, to czego chciałam, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Na całe szczęście bezpośrednio nie dosięgnął nas ani huragan Florence and Michael. 

        Jedną z przyczyn tych anomalii pogodowych jest powstający co kilka lat ciepły prąd oceaniczny El Nińo. Nie wiem jaka będzie zima z El Nińo, zwykle jest łagodna, ale... Przezorny zawsze ubezpieczony, więc lepiej już dziś zaopatrzyć się w co potrzeba do dobrego i pogodnego przetrwania zimy: w łopaty do odśnieżania, sól, kolce na buty chroniące przed przewracaniem się na lodzie, no i przede wszystkim cieplutkie ubrania. Nowe. Nic bardziej nie psuje humoru niż stary ciężki płaszcz zimowy, taki z rękawami jak nietoperz i długi aż do kostek. W takie palto przebierzcie się na Haloween. 

Michalinka   

piątek, 19 październik 2018 08:25

Polska ciepła i słoneczna, przed wyborami 2018

Napisane przez

Dzisiaj niedziela, wybraliśmy się na grzyby, syn kierował samochodem i zawiózł nas do rezerwatu, oddalonego od nas 20 km. Piesek zmarł nam 2 m-ce temu, a właśnie z nim syn tam kiedyś przyjeżdżał, nie puszczając go ze smyczy. Padać już chciało, chmury wisiały, ale w końcu nie pada do teraz, a my już wróciliśmy i zjedliśmy obiad i obejrzeliśmy w telewizji Koło Fortuny, które prowadzi bardzo fajnie Rafał Brzozowski. 

Jeśli możesz wesprzyj nas!!!

        W rezerwacie grzybów nie było, za to wisiały tablice z malunkami zwierząt, grzybów, roślin, które tam możemy spotkać. Były tylko wielkie, potężne buki, a grzyb tylko jeden – czerwony od spodu, więc na pewno niejadalny. Zwierzaki poukrywane na pewno w gęstwinie chwastów. Między jednymi drzewami, a drugimi były szerokie zarośla, tam gdzieś musiał płynąć strumyk. Dojść tam nie można było, pojechaliśmy z powrotem i syn zawiózł nas do ruin zamku. 

        Zamek z czerwonej cegły. Chodziłam  tylko z zewnątrz, oglądałam, wyobrażając sobie, co tam mogło kiedyś być. Tutaj zejście do piwnicy, tutaj kominek, bo było wylot do góry… 

        Potem doszło do mnie stado baranów, o kolorze brunatno szarym. Jeden miał nawet podkręcone rogi. Gdy on biegł, to wszystkie szybko za nim biegły - trzymały się zgrają. Za nimi przyszedł starszy pan, prowadząc rower. To jego barany, mięso ich jest bardzo dobre, a na każdego takiego otrzymuje od państwa 100 złotych, więc ma je za darmo - wg niego. Mają swoją stodołę, ale wychodzą z niej, kiedy chcą. 

        Zamek zburzono po wojnie. Rosjanie go spalili. Tam było dużo amunicji, zabranej od chłopów i oni podłożyli ogień. Potem po wojnie Ślązacy chcieli go odbudować, ale rząd na to nie pozwolił. 

View the embedded image gallery online at:
http://www.goniec.net/teksty/Page-6.html#sigProIde690a65190

        Nie tylko zamek podpalili. Spłonęły też 3 kobiety, a one nie uciekły z Niemcami, więc może to była jakaś pomoc. Ponieważ nie chciały tego tamtego, to z jednej strony ich domu podłożyli ogień. Ludzie pamiętają to. Przy ruinach zamku rosną piękne wielkie drzewa i te barany przybiegają tutaj, na żołędzie. 

        Ludzie pamiętają też, jak Rosjanie wzięli piec i chcieli go dać na czołg i zawieźć do siebie. Jednak on się im połamał.

        Dużo się od niego dowiedziałam o przeszłości tego rejonu.

        Były tam tez 3 wielkie kasztany, ale wycięto je, aby powstało tam boisko. Boisko jednak było za małe, więc chciano wyciąć jeszcze jednego kasztana, który nie był taki już okazały. Na to się władze nie zgodziły, więc boisko powstało trochę dalej, a to tutaj służy tej zgrai baranów.

Przyjechaliśmy do domu bez jednego grzyba, a przecież na targu ktoś sprzedawał wczoraj kupkę prawdziwków za 26 złotych. Nikt inny grzybów nie miał do sprzedania. Ciekawa jestem, gdzie te prawdziwki nazbierano. Pojechalibyśmy w tamtą stronę, czy w tamte strony.

        Spotkaliśmy dzisiaj dziadka. Tak na niego mówimy, ale dzisiaj przeszliśmy na ty i on ma na imię Jerzy. Przeprowadził się do naszego miasta, bo tu mieszka jego córka z rodziną. Całe życie dziadek mieszkał w Warszawie i trudno mu się odnaleźć w naszym niedużym mieście. Jego żona umarła, a z rodziną córki nie jest za blisko. Garną się do niego piwosze, dziadek im pożycza czasem pieniądze. Teraz wrócił znad morza, córka mu wykupiła tygodniowe wczasy, kosztowały 700 złotych, było mu tam bardzo dobrze. Jedzenia dużo – szwedzki stół i ludzie byli mili. Dowiedzieli się skądś, że ma urodziny i to rozgłosili, wszyscy składali mu życzenia. Dziadek prawie się popłakał, gdy o tym mówił. 

        Za 2 tygodnie znowu jedzie, także nad morze, ale dowiedział się, że jego współtowarzysz w pokoju, żalił się, że on w nocy wciąż wstawał do sikania i go budził. Poza tym, musiałby chyba opiekunkę z sobą wziąć, a za nią też trzeba płacić 700 złotych. Pokój może wziąć sam, wtedy też musi dopłacić prawie 200 złotych. Jeszcze się zastanowi, co robić. Nie chce wydawać za dużo pieniędzy...

        Na lotnisku w Poznaniu poznałam protetyczkę z Poznania. Była z siostrą, która wyglądała, jak jej matka. Zauważyłam wtedy, że włosy kasztanowe, czy rude sporo odmładzają, a wyblakły blond postarza. Ja właśnie taki mam i muszę się w końcu na ten kasztan odważyć. Mąż nie będzie zadowolony, bo on się przyzwyczaja. Nie będzie też mi mógł obiektywnie powiedzieć, jak wyglądam. 

        Obie panie pracują, robiąc protezy. Były bardzo umęczone, miały bardzo dużo zleceń od dentystów. Planowały uciec od tego zawodu, bo lato było takie piękne, a one słońca nie widziały. Dlatego teraz też leciały do Bułgarii. Na tydzień, tak jak my. Z powrotem je znowu spotkałam były niezadowolone, chociaż były w droższym hotelu. niż my. Pełno tam było małych dzieci, wszędzie kolejki jedzenie było paskudne. Nie mogłam uwierzyć, bo u nas jedzenie wspaniałe. Dopiero, gdy mi powiedziały, że owoców u nich nie było, a u nas melony i arbuzy były wciąż, zrozumiałam, że nie przesadzały i że dobrze hotel wybrałam i że nie wszędzie tak dobrze i że nie zależy to od ilości gwiazdek hotelu.

        Od 20 X do 10 XI mam mieć wielkie szczęście - tak mówi horoskop, dla mojego znaku. Czytam sobie czasem takie rzeczy i podobają mi się, jeśli wróżą dobrze.  

        Ojej. jestem jeszcze w szoku. Wyszłam na spacer, taki więczorny. Mój tata zawsze wychodził sam na spacer, około 21-szej. Zostawiłam więc męża, przy telewizorze i zrobiłam rundę przez osiedle. Naraz słyszę wielki krzyk dziecka. Był na takich obrotach, że musiałam zobaczyć kto to taki. Dziewczynka 3 -letnia, na różowo ubrana, siedziała na rowerku, też różowym. Rozejrzałam się naokoło - nikogo blisko nie było. Dalej, trochę dalej, stały dwie kobiety z wózkiem. Najpierw porozmawiałam z dziewczynką, zapewniając ją, że mama jej nie zostawi, że ją kocha. Trochę ucichła, ale iść ze mną do mamy nie chciała. Okazało się, że to uparciuch. Ona chciała iść inną drogą, a szaro już było. Mama ma trójkę dzieci, dwóch chłopców i tę dziewczynkę. Malutki chłopczyk w wózku – chyba roczny i jakoś może 6-letni. Ten mamie pomagał i przyprowadził wrzaskuna, oczywiście we wrzasku. Ponieważ nie widziałam innej możliwości, zaproponowałam, że ja poprowadzę wózek, a pani pójdzie po dziewczynkę. Znów był wrzask, za rękę ja ciągnęła, a w drugiej ręce musiała taszczyć ten rowerek.. Podałam jej mój numer telefonu i udało nam się umówić, że gdy będzie szła z dziećmi na plac zabaw, to po nas zadzwoni, aby dzieci się do nas przyzwyczaiły 

        Czy zaufa, to nie wiem, ale nasze wnuczki daleko, więc z chęcią bym pomogła tej mamie. Mąż jej jest za granicą. Pamiętam, ile dla mnie znaczyła pomoc mojej mamy. Chociaż to, że mogłam zostawić dom na godzinkę, przelecieć się po sklepach – sama, bez dzieci.

        Wczoraj była piękna pogoda – słońce, spokojnie, bez wiatru. Niektórzy w krótkich rękawkach, inni w kurtkach, bo przecież jeszcze kilka dni temu było zimno, poniżej 10 stopni. 

        Zastanawialiśmy się z mężem, czy jechać na grzyby, bo ostatnio na miejskim ryneczku jakaś pani znów sprzedawała kupkę grzybów, tym razem podgrzybków. Powiedziała mi, że nazbierała je w lasach, w kierunku drogi na Szczecin. Niedawno inna pani miała prawdziwki. Ogólnie jednak grzybów nie ma – doszliśmy do takiego wniosku i zrezygnowaliśmy z wycieczki do lasu, gdzie by trzeba było z 10 km dojechać w jedną stronę. Z plecaczkiem poszliśmy wzdłuż miasta, na jego drugą stronę. Tam ulokowały się główne markety i wiele osób z naszego osiedla jeździ samochodami tam na zakupy. My poszliśmy, aby się przejść. Po drodze, idąc wzdłuż brzegu jeziora, siadamy na co najmniej dwóch ławeczkach. Mijamy łabędzie przy kościele, które ludzie tu karmią. Ten na zdjęciu jest jeszcze całkiem młody, zdjęcie zrobił mój syn, o świcie. 

        Miasto nasze wczoraj wyglądało bardzo interesująco. Z plakatów wyglądały na nas wielkie twarze wielu osób. Były też i grupy osób. To ludzie walczą, aby ich wybrano, bo to już niedługo wybory. Będziemy wybierać władze, które będą tutaj rządzić, w tej gminie, w tym mieście, które ma prawie 30 tys. mieszkańców. W poprzednich wyborach aż tak nie było; widać, ze walka jest zacięta. 

        Każdy płot wzdłuż tej głównej ulicy był wykorzystany.  Twarze miały rozmiar najczęściej rozmiar 1,5 metra na 2 metry. Niektóre były na ścianach domów, inne znów - te największe, miały swoje podstawy – metalowe. Nigdy tak nie było, w poprzednich wyborach … Nie było takiej walki. 

Musze zobaczyć, kiedy dokładnie te wybory i zaraz to napiszę. 

W tamtych marketach kupiłam jednego selera, bo był tańszy, dwie czekolady gorzkie, wkłady do mojego pora niemieckiego, bo były po 75 grosze- przecenione. Jest ich 20 - starczy na rok na pewno.

        Wczoraj rano zadzwoniła matka trójki dzieci . Poszliśmy, więc z mężem do nich, a byli na osiedlowym placu zabaw. Patrzyłam, co tu dzieciom wziąć, ale czekoladę miałam tylko gorzką. Starsze dziecko było w szkole, więc była dziewczynka 3- letnia i chłopczyk malutki, ale już dobrze chodzący i bardzo roztropny. Dziewczynka już nie płakała, troszkę nieufna na początku, ale potem już całkiem wesoła Rodzina przyjechała z Anglii, gdzie byli chyba 10 lat. Mąż dobije do niej za kilka m-cy. 

        Na początku wybrali nasze miasteczko, z którego ona pochodzi, ale mieszkanie wynajmują, bo może przeprowadzą się  potem do większego miasta. Mama dzieci ciekawie mówiła - pierwszy raz słyszałam o chemtrails, o smugach na niebie, zostawianych przez samoloty. Są teorie spiskowe na ten temat, o których wczoraj przeczytałam w internecie. Pomyślałam, że ludzie, którzy je tworzą, chyba nie mają innych kłopotów.

        Mama była też postępowa, jeśli chodzi o szczepienia dzieci. Ona uważała, że są szkodliwe. Czytam więc na ten temat w internecie. Coś tam słyszałam, ale się tym nie interesowałam. Nie było potrzeby, gdyż wnuczki moje były normalnie szczepione- nie było tego tematu w rodzinie. 

        Ciężko się pisze, gdy moje pseudo, to już nie pseudo - od końca 2014. Jestem czytana tu i tam. Tutaj też. Szkoda, że nie tylko tam. Wtedy pisałabym na luzie. 

        Wybory 21 X, a potem 4 XI. Dwie niedziele, w odstępie dwutygodniowym. 

wandarat

dn.12.10.2018, Polska 

piątek, 19 październik 2018 08:24

Bimbonik czyli frędzel

Napisane przez

ligezaNajpierw zawsze jest za wcześnie, żeby wszystko zaczynać od początku. Za to im bliżej końca, na jakikolwiek początek zawsze robi się za późno. 

        Proszę? Że nie pora na filozofię wieśniaczą? Że wybory samorządowe? Że małe ojczyzny, że nadzieje, że przyszłość dzieci i wnuków, współpraca i Dobra Zmiana? Że i tak dalej? Dajcie spokój. Jeśli nie dacie, potraktuję kandelabrem. Czy tam innym żyrandolem. To samo innymi słowami: idźcie stąd precz, natychmiast, gdzie bądź idźcie, idźcie dokądkolwiek, i nie wracajcie szybko. Albowiem gdzie braknie kandelabrów, a i żyrandoli niedostatek, tam psami natychmiast szczuję. 

        Ho-ho, tak-tak. Z mojej dzisiejszej perspektywy, jak w kraju nad Wisłą dzieje się co parę lat, oto znowu wymieni się wielu, wymieni tu i tam, by jak najwięcej tam i tu po staremu zostało. Ba! W tym celu tu i tam wymieni się bodaj wszystkich, bo tylko tym sposobem tam i tu nie zmieni się niczego – a to w tym celu mianowicie, żeby jeszcze raz zacząć od początku wszystko i wszędzie. Nie to samo zaczynać, jasne że nie to samo, ponieważ inaczej zaczynane będzie, od nowa znaczy, ale tak samo. 

        Przy czym “tak samo” to szczegół nic nie znaczący. Frędzel zaledwie. Mniej znaczący niż znany wszystkim kutas na taśmie u pasa Klucznika. Zresztą parę słów o elementach ozdobnych zwisających, powiemy sobie na końcu tytułem podsumowania. Niuans, niegodzien pamiętania, powtórzmy tylko, i nie więcej niż niuans. Więc. 

Beze mnie więc, beze mnie. Mnie można okłamać raz, można dwa razy, banda ludzi przywiezionych do Polski pod i nad pancerzami sowieckich czołgów próbowała okłamywać mnie przez lat kilkadziesiąt, lecz summa summarum nie sposób czynić mi z mózgu berbeluchy tak często, żeby co cztery lata wygrywać wybory. Tak, że ten, tego: co tam, to tam. Co z kim tam, to z tym. Ale co ze mną u mnie, to przypuszczam bardzo, że raczej ogromnie wątpię. 

        Podsumowując: “Są rzeczy, własne czyny, po których nie można wrócić do siebie. Coś w człowieku umiera: zostaje wypalone, skauteryzowane” – tak sedno aktualnych emocji niżej podpisanego ujmuje George Orwell w “Roku 1984”. Do niedawna nikt nie spodziewałby się, że gość w latach 40. XX wieku wspomni o relacjach Ligęzy ze Zmianą, przeflancowaną na Zamianę, relacjach manifestujących się tak obficie w roku 2018. Sam spodziewałbym się tego najmniej. Wszelako dziś czuję dokładnie to, co opisywał Orwell. Jakby termiczne żegadło spopieliło centrum mojego zaufania do Jarosława Kaczyńskiego oraz obozu politycznego, który stworzył, i którym nadal dowodzi. “Wiara była i jej nima” – powtarzając za poetą. Zaś odebrać wiarę to więcej niż udręczać, oszukiwać, okradać, czy – weźmy i to – mordować. Nawet ktoś, kto zaledwie “nadwątla wiarę, nawet jeśli jej nie gasi, odbiera drugiemu człowiekowi cenność, której niczym nie potrafi zastąpić” – pisał Lem Stanisław, pisarz, do Stanisława Obirka, wówczas (bo przed rokiem 2005) wciąż jeszcze jezuity. 

        Ale dość żalów, bo w niemieckiej Bawarii rządząca partia przerżnęła koncertowo niedzielne wybory, co może przyspieszyć upadek nie tylko kanclerz Merkel, i nie tylko rządu w Berlinie. Mówi się, że pani Angela nie namaściła następcy, i że sama nie bardzo wie, kogo namaścić miałaby. W największym uproszczeniu: nie ma z kogo wybrać. Nie wie też, a rozstrzygnąć nie potrafi, jak dalej potoczą się sprawy związane z niemieckim władztwem nad Unią Europejską. Dla odmiany zdaje sobie sprawę, że okazałą trumnę, do której niebawem każą jej wejść krajowi przeciwnicy polityczni, właśnie minionej niedzieli obstalowano. Ale co zmarłemu po zbytkowości trumny jego? 

        Wracając na nasze podwórko. Złonet po wyborach w Bawarii napisał: “Jarosław Kaczyński może czuć mniejszy nacisk ze strony Berlina na prowadzenie polityki praworządnej”. Znaczy, Kaczyński prowadzi rząd, rządzący niepraworządnie? Napisałbym, że z typom złonetopodobnym zwiędłe frędzle, ale się wstydzę. Napiszę więc, że bimboniki im trwale zwisły, i że w końcu przypominają samych siebie tak dobrze, jak błoto przypomina błoto. 

        I to byłoby na tyle w kwestii elementów ozdobnych sięgających swobodnie do samego błotnistego dna, a często poniżej. Swoją drogą, niektórym do takiego dna zdaje się tęsknić bardziej niż komukolwiek innemu – spójrzcie choćby na Trzaskowskiego Rafała. Wygina śmiało ciało – a tu nic. No ale o ludziach naśladujących rozmaitych królów Julianów to już przy innej okazji. 

Krzysztof Ligęza 

Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

piątek, 19 październik 2018 08:18

Warszawa (42/2018)

Napisane przez

pruszynskiWarszawa 

 Metrolodzy zapowiadali już zimę od października a tu ciepło i słonecznie. Nawet w marynarce jeździłem rowerem a na dodatek drzewa pełne kolorowych liści aż przyjemnie na nie patrzyć.

W sobotę była wielka impreza śpiewanie piosenek warszawsko-patriotycznych na placu Zamkowym. Przypomniano nam piosenki w o Warszawie i tzw. piosenki „masowe” z czasów PRL-u.

        Oprawa świetlna sceny wspaniała, piosenki nie aż takie; nie było chyba jednej piosenki Janka Pietrzaka i ani jednej piosenki antykomunistycznego podziemia, a jest ich co najmniej pięć, jak już w „Gońcu” pisałem. Teraz szukam jakiejś nowej gwiazdy estrady by je zebrała i zaczęła śpiewać.

        Już zaraz wybory municypalne. Rozrzucają do skrzynek pocztowych ulotki; na różnych miejscach są olbrzymie plakaty wyborcze reklamujące kandydatów na „sługi narodu”.

        Czy jednak wybory są uczciwe, jeśli nie ma ograniczeń na wydatkowanie sum przez kandydatów, jak jest np. w Kanadzie?

        Była w piątek debata między 14-toma kandydatami. Obiecywali to i tamto, ale jak ktoś słusznie powiedział, nie powiedzieli skąd brać pieniądze na te rzeczy.

        Jest jedno proste źródło, zwolnić co trzeciego pracownika magistratu. Można by jeszcze więcej pociąć, bo wydział komunikacji ma 700 pracowników, choć jest jeszcze osobno administracja metra, autobusów i tramwajów, a wydział prawny niewiele mniej.

        Odchudzenie dzielnic też by można zrobić, ale kandydaci boją się to powiedzieć. Trudno.

        Coś ciekawego powiedział Janusz Korwin-Mikke - stworzyć, jak przed wojną, Bank Komunalny miasta Warszawy, a nie oddawać obsługę finansową miasta w ręce Yankesów z Banku Handlowego City.

        Nikt jednak nie poruszył przedłużenia budowanej w latach 1950-1954 linii metra na Pradze aż na Wolę, a wtedy koszt jej można by pokryć likwidując prawie 2 km odcinek torów do Dworca Warszawa Wileńska.

        Na bazarze Olimpia na Woli sympatyczny lewak, Piotr Ikonowicz rozdawał swe ulotki. Od lat broni biednych, ale biednie, nie aktywnie, więc mało kto z nich mu pomaga.

        Często jeżdżę tam gdzie zatrzęsienie rzeczy różnym ludziom zbędnych i tam kupiłem lata temu numer Przekroju z września 1945 r., gdzie jest me zdjęcia z Tatą i Słonimskim.


USA - wojna domowa

        Kampania antyrepublikańska nie milknie a może nawet się rozpowszechnia. Pytanie na jak długo?

        Jeżeli przypadkiem republikanie odniosą wielkie zwycięstwo w nadchodzących wyborach to może ktoś w Partii Demokratycznej pójdzie po rozum do głowy i ją wyciszy. Może nawet, jeśli oglądalność antyrepublikańskim mediom sporo spadnie to wycofają swe ogłoszenia z takich mediów jak CNN. ABC Itd.

        Ale nawet po takiej klęsce demokraci nasilą swe ujadania aż do momentu gdy obywatele powiedzą im dość skręcania w lewo.


Ilu naszych w Sejmie

        W Gońcu ktoś pisał o 2 senatorach Polonii. Najpierw, to nie Senat decyduje o ustawach, a Sejm więc w Sejmie muszą być nasi.

Stanisław Michalkiewicz słusznie podkreśla, że powinno ich być tyle, by stworzyli swój klub bo wtedy mają więcej do powiedzenia.

Wobec czego teraz ja postuluje by było:

        300 w okręgach jednomandatowych. 40 posłów proporcjonalnie do ilości głosów oddanych na daną partie oraz 20 dla zagranicy.

        Taką reformę można wprowadzić dość prosto przez referendum, a hasło zmniejszenie ilości posłów będzie zawsze chwytliwe, ale gdzie jest partia co by takie referendum zaproponowała?

        Może jeszcze sejm zastraszymy, że jeśli sami takiej zmiany nie wprowadzą to zrobimy referendum gdzie zaproponujemy nie 300 mandatów w jednomandatowych okręgach, a 200. Więc drodzy posłowie wybierajcie.


Nie mając co robić

        Angielskie restauracje i sklepy będą musiały musiały podporządkować się nowym zaleceniom agencji Public Health England (PHE), która opracowała nowe zalecenia sprzedawanych dań. Ograniczają one m. in liczbę kalorii w pizzy do 928 i 695.

        Wytyczne określą maksymalna liczbę kalorii jakie mogą mieć kanapki, ciasta, przetworzone dania, sosy, zupy pizzę etc. A to ma powstrzymać epidemię otyłości w Anglii, zwłaszcza wśród dzieci. A jak ze smakiem tych dań ?


Brak zdziwienia

        Jakiś nowy pracownik lotniska Okęcie posłał na internet wiedzę, że na tym lotnisku panoszą się żydowscy agenci. Dla piszącego te słowa to nic zaskakującego, bo jak dawno temu pisałem grupy żydowskiej młodzieży z Izraela ochraniają też ich „boycy” uzbrojeni w broń palną.

        Dalej jakim cudem wpuszczono do Polski Grosa, który miał w Poznaniu w teatrze wystąpienie


Węgrzy ostro

        Premier Orban od początku poważnie traktował swych rodaków zamieszkałych poza krajem i wydawał mi szczodrą ręką paszporty. Na tym tle jest teraz chryja, bo Ukraina zakazuje obywatelom mieć inne obywatelstwo, choć nie jest tajemnicą, że wielu je ma. Ale Madziarzy nie ustępują jak nasze młydki.


Wybór psa

        Znajoma mająca doświadczenie zaleca wybór nie rasowego medalistę, ale mieszańca czyli kundla z prostych przyczyn. Są mądrzejsze i … zdrowsze.


Obcy studenci

        Na kursie polskim  zarządzania na Uczelni Łazarskiego w Warszawie, gdzie studiuje mój syn, jest połowa studentów z zagranicy. Ja wczoraj jadłem obiad na SGH w towarzystwie Chinki z Tajwanu, Chińczyka z Hong Kongu i czarutki z Nigerii, a najciekawsze, że wszyscy rok studiują tu zarządzanie po angielsku na koszt podatnika….niemieckiego.

Aleksander Pruszyński