Goniec

Switch to desktop Register Login

piątek, 15 wrzesień 2017 00:18

WALCOWANIE Z TRZYMANKĄ

Napisane przez

        Ależ się porobiło. Jeden ze sztandarowych felietonistów Pawła Lisickiego właśnie schwycił był za gardło formację aktualnie rządzącą. Mało tego: schwycił był i nie puścił był, aż po kropkę wieńczącą felieton. 

        Mówią na mieście, że wszystkie Łysiaki tak mają. Znaczy chwytają i do kropki puścić nie chcą. Co to, to nie. Mowy nie ma. Taki jeden z drugim Łysiak, jak złapie, jak ucapi, jak szczęki na temacie zewrze, jak zaciśnie, to kilofem odłupywać. Buldożerem ewentualnie. Trwa Łysiak przy temacie, i trwa, że granat dajcie, odrywajcie. 

piątek, 15 wrzesień 2017 00:15

Izrael i Korea Północna

Napisane przez

NiemczykJanusz        Były prezydent USA Richard Nixon w swojej książce zatytułowanej „Leaders” (Przywódcy), w jednym z rozdziałów wspomina o swoim spotkaniu z byłym prezydentem Francji, Charles’em de Gaulle’em. Pisze tam między innymi o tym, jak Charles de Gaull został zapytany o przyszłość paktów obronnych i gospodarczych zawieranych na Dalekim Wschodzie przez USA lub przez nie inspirowanych. Charles de Gaulle odpowiedział, że nie widzi dobrze przyszłości tych paktów, jako że we wszystkich krajach Dalekiego Wschodu nie istnieje idea przebaczenia. I tak mamy właśnie w przypadku Korei Północnej. 

        Pod koniec XVI wieku Korea przeżyła krwawą inwazję i wojnę z  Japonią. Podobnie było w XX wieku. Korea została zaatakowana przez Japonię. Od 1905 roku do 1910 roku była protektoratem japońskim, a następnie od 1910 do 1945 roku była okupowana przez Japonię. 

piątek, 08 wrzesień 2017 16:01

Ograli ich

Napisał

kumorszaryDlaczego Korea Północna tak szybko była w stanie zrealizować podstawowe założenia swego programu obrony strategicznej? Dlaczego Koreańczycy wyprodukowali całkiem niezłe pociski międzykontynentalne i upakowali w nich broń atomową? Jak to jest? Czy państwo, w którym zmilitaryzowane społeczeństwo gryzie trawę w quasi-religijnej ekstazie politycznej, w którym nie ma wysoko zaawansowanego przemysłu, mogło tak szybko opracować najnowocześniejsze technologie wojskowe? Czy to nie jest dziwne?
Czuć tutaj chińską rękę. Dlaczego Chińczykom miałoby zależeć na uczynieniu z Korei Północnej atomowego supermocarstwa?
Jedną z najskuteczniejszych i najtańszych metod prowadzenia polityki jest kontrola konfliktu; zdolność do kontroli konfliktu wskazuje na najlepszego i rozgrywającego zawodnika.
Czy dzisiaj słyszymy o rozbudowie chińskich baz na sztucznych wyspach sypanych na Morzu Południowochińskim? Czy na pierwszych stronach gazet są jakieś doniesienia o prowokacyjnych krokach amerykańskiej marynarki wobec Chin? Wszystko przyćmił koreański atom! Pekin uzyskał skuteczne narzędzie do prowadzenia polityki wobec Stanów Zjednoczonych w postaci atomowego reżimu w Phenianie. Palce lizać! Polityczny majstersztyk!
Stany Zjednoczone same do tego doprowadziły, swoją ignorancją i nonszalancją. Dzisiaj muszą się pogodzić, że przegrały tę partię i praktycznie rzecz biorąc, nie mają wielkiego pola manewru. No, chyba że będą chciały wywrócić świat do góry brzuchem.

Wojna atomowa na Półwyspie Koreańskim, nie dość, że zakładać musi chińskie zaangażowanie, to jeszcze pochłonie olbrzymią liczbę ofiar i zakłóci gospodarkę świata. Bo to przecież w Korei Południowej jest Samsung, Hyundai, Kia i wiele innych znaczących korporacji, bez których Zachodowi coraz trudniej się obejść. Konflikt Phenianu z Waszyngtonem z rozgrywającym „mediatorem” Pekinem, świadczy o kunszcie chińskich sekretarzy, którzy nie mają w Waszyngtonie równego partnera.
Na dodatek, jest to początek utraty przez Amerykę hegemonii w basenie Oceanu Spokojnego. Pomniejsze kraje regionu widząc, co się dzieje i w jaki sposób Chińczycy skutecznie ogrywają Waszyngton, będą się reorientować na Państwo Środka, a jeśli nawet całkowicie nie zmienią kierunku, będą grać pomiędzy mocarstwami, aby wyrwać jak najwięcej dla siebie.
Stany Zjednoczone po buńczucznych zapowiedziach prezydenta Trumpa, o tym jak to „pokażemy światu”, pozwoliły Phenianowi przekroczyć wszystkie linie wyrysowane na piasku.
Jest to najgorsza polityka z możliwych, obnaża bowiem słabość. A w świecie drapieżników słabości się nie toleruje. Jeśli Waszyngton chce uzyskać jakieś ustępstwa od Korei Północnej, to musi grzecznie pukać do chińskich drzwi. Towarzysze w Pekinie spisują już „listę zakupów”, co za to ewentualnie chcą. Może przyzwolenie na uczynienie z Morza Południowochińskiego chińskiej wewnętrznej sadzawki? A może jakieś targi w Europie? Bo jeśli nie, to przecież za tych nieobliczalnych północnych Koreańczyków nikt nie może odpowiadać; przecież oni są szaleni, gotowi w amerykańskie metropolie...
Mamy więc sytuację, w której Pekin decyduje nieoficjalnie, czy i jak pociągnąć za spust.
Jest to stary manewr polityczny. Dawno temu pisałem o zastosowaniu terroru w polityce Żydów dążących do niepodległości Izraela. Wtedy, w tamtych czasach, Żydzi, którzy prowadzili negocjacje z Brytyjczykami i supermocarstwami, odżegnywali się od „radykalnej młodzieży” z Irgunu, która rezała arabskie wioski, przywiązywała miny do brytyjskich żołnierzy i wysyłała bomby w listach do brytyjskich ministrów. Pod stołem wiadomo było, że i „ugodowi”, i radykalni” walczą o to samo i jedni kontrolują drugich.
Ten sam manewr zastosowała później, również w rozgrywce z Brytyjczykami, Irlandzka Armia Republikańska poprzez swoje polityczne przedstawicielstwo Sinn Fein.
Dzisiaj w ten stary zaułek dała się wpędzić amerykańska dyplomacja. Widać, że jak stara gwardia puściła na moment stery imperium, to powojenne pokolenie wpłynęło na mieliznę.
Korea Północna jest dzisiaj pierwszym etapem walki o wyeliminowanie Stanów Zjednoczonych z pozycji Hegemona. To Stany są na musiku, bo czas działa przeciwko nim. Tymczasem próba ratunku podjęta przez nową administrację najwyraźniej została przyblokowana przez liberalną międzynarodówkę globalizatorów. Jak w przypływie szczerości stwierdził, odchodząc, Steve Bannon, prezydentura Trumpa dobiegła końca; będą jeszcze jakieś wewnętrzne walki tu i tam, ale to już jest koniec. Czy oznacza to, że Ameryka podda się bez walki? Czy jeszcze nastąpi jakaś sanacja? Patrząc na stan amerykańskich elit, można w to szczerze wątpić.
Jakie z tego płyną wnioski dla Europy? Co z tego wynika dla Polski? Przede wszystkim konieczność zrozumienia sytuacji, przede wszystkim opracowywanie samodzielnych zdolności regionalnych tak politycznych, jak militarnych (taktycznej broni nuklearnej nie wykluczając) i przede wszystkim przygotowywanie się na każdy kierunek i każdy wariant. System światowego bezpieczeństwa może wystrzelić z dnia na dzień. Wszystko zależy od tego, kto dotknie północnokoreańskiego cyngla.


Dostęp tylko dla użytkowników z subskrypcją. Kup teraz!

Ostatnio zmieniany niedziela, 17 wrzesień 2017 22:10
piątek, 08 wrzesień 2017 15:27

Huragany sterowane ludzką ręką

Napisał

Trudno się oprzeć potrzebie eksperymentowania, zwłaszcza jeżeli może to przynieść bardzo skuteczne metody uzyskiwania zmian na wielką skalę. Większość z nas słyszała o chemitrails, o HARP i tym podobnych rzeczach i większość też zalicza to do sfery, powiedzmy, może trochę bardziej prawdopodobnej od UFO, tymczasem przedsięwzięcia geoinżynieryjne, czyli próby bezpośredniego wpływania na zmiany pogodowe i nie tylko, są podejmowane od bardzo dawna na naszych oczach, i to wielokrotnie z dużym sukcesem. Sprowadzenie deszczu czy suszy dawno było marzeniem nie tylko rolników, również wojskowych. Możliwość zlania strony przeciwnej długotrwałymi rzęsistymi opadami, które rozmiękczą nie tylko okopy – no cóż może być lepszego? 

Piszę o tym wszystkim, bo niektórzy ludzie wskazują, iż gwałtowne ulewy, jakie zatopiły Teksas i Luizjanę, były spotęgowane przez gmeranie przy pogodzie polegające na „zasiewaniu chmur”.
Praktyka ta, choć może nie bardzo nagłaśniana przez media głównego nurtu, to jednak z powodzeniem stosowana jest w wielu częściach świata przez agencje rządowe i firmy prywatne.
Zacznijmy jednak od początku i zajrzyjmy do Wikipedii, aby dowiedzieć się, na czym polega „zasiewanie chmur”: otóż jest to forma modyfikacji pogody, będąca próbą zmiany ilości lub rodzaju opadów z chmur. Poprzez rozpylenie substancji służących jako jądra kondensacji lub zarodki krystalizacji powodowane są zmiany w procesach mikrofizycznych wewnątrz chmury. Zazwyczaj intencją jest zwiększenie opadów (deszczu lub śniegu), a na lotniskach praktykuje się ograniczanie gradu lub mgły.
Do najbardziej pospolitych związków chemicznych używanych do zasiewania chmur należy jodek srebra i suchy lód (zamrożony dwutlenek węgla).

Rozprężanie ciekłego propanu w gaz było również używane i może wytworzyć kryształki lodu w wyższych temperaturach niż jodek srebra. Użycie materiałów higroskopijnych, takich jak sól, zwiększa swoją popularność z powodu pewnych obiecujących wyników badań naukowych.

Zasiewanie chmur wymaga, by zawierały przechłodzoną ciekłą wodę – to jest ciekłą wodę zimniejszą niż zero stopni Celsjusza. Wprowadzenie substancji takiej jak jodek srebra, który ma strukturę krystaliczną podobną do struktury lodu, wywoła nukleację (zarodkowanie) krzepnięcia (zamarzania). Rozprężanie suchego lodu lub propanu oziębia powietrze do tego stopnia, że kryształki lodu mogą zarodkować spontanicznie z pary cieczy (fazy gazowej poniżej swego punktu krytycznego). W przeciwieństwie do zasiewania przy pomocy jodku srebra, ta spontaniczna nukleacja (zarodkowanie) nie wymaga uprzedniej obecności kropel lub cząsteczek, ponieważ wytwarza niezwykle wysokie przesycenie pary cieczy w pobliżu zasiewającej substancji. Jednakże istniejące krople są niezbędne dla dostatecznego wzrostu kryształków lodu, aby mogło z chmury padać.

W szerokościach geograficznych między kołem podbiegunowym a zwrotnikiem typowa strategia zasiewania chmur zasadza się na fakcie, że ciśnienie (prężność) pary nasyconej jest niższe dla równowagi z lodem niż dla równowagi z wodą, gdy cząsteczki lodu formują się w przechłodzonych chmurach. Fakt ten pozwala kryształkom lodu rosnąć kosztem kropel cieczy. Jeśli rozrost jest dostateczny, cząsteczki stają się dość ciężkie, by jako śnieg (lub, jeśli ulegną stopieniu, jako deszcz) opadać z chmur, które w innej sytuacji nie wytworzyłyby opadów. Ten proces jest znany jako zasiewanie „statyczne”.

W klimatach ciepłych lub tropikalnych zasiewanie konwekcyjnych chmur typu Cumulonimbus (chmur kłębiastych) stara się wykorzystać ciepło przemiany fazowej uwalniane przy zamarzaniu. Ta strategia „dynamicznego” zasiewania zakłada, że dodatkowe ciepło przemiany fazowej podnosi temperaturę, przez co zwiększa siłę wyporu, wzmacnia prądy wznoszące powietrza, zapewnia konwergencję na niższym poziomie i w rezultacie powoduje gwałtowny wzrost wybranych chmur.

Związki chemiczne do zasiewania chmur mogą być rozpraszane przez samoloty lub przez naziemne urządzenia rozpraszające (generatory lub pojemniki wystrzelane z artylerii przeciwlotniczej lub rakiet). Przy uwalnianiu z samolotów race (flary) jodku srebra są odpalane i rozpraszane, podczas gdy samolot leci przez formowaną chmurę. Uwalniane przez urządzenia naziemne drobne cząsteczki są niesione z wiatrem i wzwyż przez prądy powietrzne.

Wykazano, że zasiewanie chmur jest efektywne w zmienianiu struktury i wielkości chmur i w przemianie przechłodzonej wody w cząsteczki lodu. Ilość opadów, którą można przypisać zasiewaniu, trudno jest zdeterminować. Zasiewając chmury, można również ograniczyć opady.
Zasiewanie było prowadzone na szeroką skalę przez USA i państwa zachodnie w ramach różnych tajnych operacji. Znany jest eksperyment brytyjski z lat 50., kiedy to doprowadzono do tropikalnej ulewy na terenie wioski Lynmouth w Devonie, w której zginęło 35 osób. Zasiewanie prowadziła też armia USA w Wietnamie i Laosie w ramach operacji „Popeye”, która miała utrudnić życie Vietcongowi i blokować transport na Ho Hi Minh Trail, poprzez błoto, osuwanie się gruntu etc. Operacja odniosła sukces i prowadzona była do 72 roku. Jej rezultatem było przedłużanie sezonu monsunowego na objętych akcją terenach średnio od 30 do 45 dni.
Z obecnego punktu widzenia ciekawa jest zwłaszcza operacja „Stormfury” oraz poprzedzające ją wysiłki okiełznywania huraganów poprzez rozpylanie jodku srebra i suchego lodu. Wysiłki takie czynione były nawet w latach 40., kiedy to udało się zmienić trasę jednego huraganu, co zresztą stało się powodem procesów sądowych. Modyfikowanie huraganów przez zasiewanie polegało na zrzucaniu jodku w kominy chmur w celu wytworzenia drugiego, szerszego oka i zmniejszenia siły żywiołu. Podobno skutki były „różne” – „podobno”, bo nic nie wiadomo na pewno, a część operacji była tajna.
Czy rozpylanie jodku srebra jest bezpieczne dla zdrowia?
Nie bardzo, ale do zasiewania nie trzeba go dużo – stukrotnie mniej niż wprowadzane jest do atmosfery w wielu rejonach globu przez zanieczyszczenia przemysłowe.
Nie będąc nową technologią, higroskopijne zasiewanie dla powiększenia opadów deszczu z ciepłych chmur przeżywa odrodzenie dzięki pewnym pozytywnym rezultatom badań w Południowej Afryce, Meksyku i innych krajach. Najczęściej używanym materiałem higroskopijnym jest sól. Zakłada się, że higroskopijne zasiewanie powoduje, iż rozkład frakcji kropel w chmurze staje się bardziej morski (większe krople), a mniej kontynentalny, stymulując opady deszczu przez koalescencję.
Największy system zasiewania chmur ma Chińska Republika Ludowa, która uważa, że zasiewanie prowadzone poprzez odpalanie w niebo rakiet z jodkiem srebra, tam gdzie deszcz jest pożądany, zwiększa ilość deszczu nad kilkoma coraz bardziej suchymi regionami, w tym również nad stolicą, Pekinem. Istnieje nawet polityczna przepychanka pomiędzy sąsiadującymi rejonami, które oskarżają się nawzajem o „kradzież deszczu” przy pomocy zasiewania chmur.
Obecnie mniej więcej 24 kraje praktykują operacyjnie zasiewanie chmur. W lutym 2009 roku Chiny również odpaliły laski jodku srebra nad Pekinem, by sztucznie wywołać opady śniegu po czterech miesiącach suszy. Opady śniegu trwały przez mniej więcej trzy dni i doprowadziły do zamknięcia 12 głównych dróg wokół Pekinu. Pod koniec października 2009 roku Pekin twierdził, że doświadczył najwcześniejszych opadów śniegu od 1987 roku z powodu zasiewania chmur.

W Azji Południowo-Wschodniej zasiewanie chmur było używane do poprawienia jakości powietrza poprzez oczyszczanie deszczem. W Indiach operacje zasiewania chmur były prowadzone w latach 2003–2004 w stanie Maharashtra, poprzez amerykańskie przedsiębiorstwo Spółka Modyfikacji Pogody.
W Stanach Zjednoczonych zasiewanie chmur jest używane do zwiększania opadów na obszarach doświadczających suszy, do zmniejszania wielkości kul gradowych formowanych w chmurach burzowych i do rozpraszania mgły na lotniskach i wokół nich. Zasiewanie chmur jest okazjonalnie używane przez większe resorty narciarskie, by wywołać opady śniegu. Jedenaście zachodnich stanów i jedna kanadyjska prowincja (Alberta) obecnie mają w toku operacyjne programy zasiewania chmur.
Do prywatnych przedsiębiorstw zajmujących się modyfikowaniem pogody poprzez zasiewanie chmur należą: Aero Systems Incorporated (Spółka Systemy Aero), Atmospheric Incorporated (Atmosferyczne Sp.), North American Weather Consultants (Północnoamerykańscy Konsultanci do spraw Pogody), Weather Modification Incorporated (Spółka Modyfikacji Pogody), Weather Enhancement Technologies International (Międzynarodowa Spółka Technologii Poprawy Pogody), Seeding Operations and Atmospheric Research (SOAR) (Operacje Zasiewania i Badania Atmosferyczne). Wojska Lotnicze Armii Stanów Zjednoczonych (USAF) zaproponowały użycie zasiewania na polu bitwy w roku 1996, mimo że Stany Zjednoczone podpisały w 1978 roku międzynarodowy układ zakazujący użycia modyfikacji pogody do „wrogich celów”.

Od lat sześćdziesiątych przedsiębiorstwo P. Kirk & Associates prowadzi udaną operację zasiewania chmur w okolicach Calgary w Albercie. Używano tam zarówno samolotów, jak i generatorów naziemnych pompujących jodek srebra do atmosfery w celu zredukowania groźby szkód gradowych. W koordynacji z jednostkami naziemnymi, samolot zostawiał pióropusz jodku srebra przed nadciągającą chmurą kłębiastą burzową (cumulo-nimbus) z zauważalnymi skutkami. Wielkie, aktywne kłębiaste chmury burzowe zostały zredukowane do zera. Intensywność silnych burz gradowych została zmniejszona. Ten efektywny program był finansowany ze składek rolników i dotacji rządowych.
Wojskowi piloci rosyjscy zasiewali chmury nad Białorusią po katastrofie w Czarnobylu, by wypłukać z chmur zmierzających w kierunku Moskwy cząsteczki radioaktywne. Jak opowiadał w 2007 roku w programie BBC major Aleksiej Gruszyn, wielokrotnie wyruszał w niebo nad Czarnobylem i Białorusią i używał pocisków artyleryjskich wypełnionych jodkiem srebra, by wytworzyć chmury deszczowe, które miały oczyścić powietrze z substancji radioaktywnych dryfujących w stronę gęsto zaludnionych miast. Ponad cztery tysiące mil kwadratowych Białorusi zostało poświęconych, by ochronić rosyjską stolicę od toksycznych radioaktywnych opadów.
W Moskwie 17 czerwca 2008 roku samoloty transportowe Rosyjskich Sił Powietrznych próbowały zasiewać chmury cementem. Jeden z worków z cementem nie rozproszył się, lecz spadł w całości na dom mieszkalny, przebijając dach. W październiku 2009 roku mer Moskwy obiecywał w mieście „zimę bez śniegu”, po ujawnieniu wysiłków Rosyjskich Sił Powietrznych, by zasiewać przez całą zimę chmury od strony nawietrznej Moskwy.

Wiele wskazuje na to, że tuż przed gwałtownymi opadami wywołanymi przez huragan „Harvey” zasiewano chmury, by rozszerzyć strefę opadów na południowo-zachodnie stany. No i nie do końca wyszło, jak planowano…

huragan



(Oprac. na podst. Wikipedia)

piątek, 08 wrzesień 2017 15:06

Nauczyciele nie powinni wybierać podręczników

Napisane przez

wandarat1To głupota, żeby nauczyciel wybierał książki dla ucznia. Nauczyciel biologii, który uczy np. chemii, bo zrobił studia podyplomowe z chemii, on wybierze jak najłatwiejszą dla niego książkę, aby zbyt pilny uczeń nie był lepszy od niego. Im gorszy nauczyciel, tym wybierze głupszą książkę i uczeń nie dość, że nie skorzysta na lekcji, to z książki też nic nie wyniucha. Nauczyciel dostosowuje książki do siebie, a im niższy poziom nauczania, tym mniej skarg rodziców. Ważny jest także temat zbyt częstych zmian podręczników. Zazwyczaj nowy nauczyciel wprowadza podręczniki, które już zna.

Nasze dzieci szły kolejno do ogólniaka – najpierw dwójka rok po roku i po kilku latach znów dwójka. Zauważyłam wtedy, że poziom się obniżył, a nauczyciele powybierali książki o programie podstawowym, czyli tym niższym. Nawet ten wymagający fizyk spasował.
Dzisiaj uczniowie idą do szkoły, zaczyna się nowy rok szkolny 2017/2018. Mnie już w nim nie ma. W radiu wspominanie pierwszego dnia szkoły. Ja mój też pamiętam. Mama uczyła w tej samej szkole, więc mnie zaprowadziła. Szkoła była dość daleko, ze dwa kilometry, po drodze dwa przejścia przez ulice, takie samochodowe. Włosy miałam krótkie, więc żadnych warkoczy nie trzeba było zaplatać. Z to mama umieściła na głowie wielką granatową kokardę. Byłam chyba jedyna z taką kokardą, wstydziłam się jej. Potem, po latach, zobaczyłam na zdjęciach właśnie mamę z taką kokardą. Po pierwszej lekcji miałam na nią czekać przy jednym z filarów. Gdy musiałam oderwać się od mojej klasy i pójść tam, to okazało się, że biega tam wielu uczniów, starszych ode mnie. W takim hałasie i zgiełku nigdy nie byłam. Stałam i czekałam, jednak nie pamiętam, czy mama przyszła, a tak chciałam być ze swoją klasą.

czwartek, 07 wrzesień 2017 21:41

Dlaczego do Lwowa przyjeżdżają turyści z Polski?

Napisane przez

mariapyzCo najmniej dziwne pytanie. Ale to „martwi” ukraińskich historyków, o czym nie omieszkają mówić w wywiadach czy telewizji. Musimy obecnie wrócić pamięcią do sierpnia, a mianowicie chodzi o uczczenie dnia 15 sierpnia, czyli obchody Dnia Wojska Polskiego na cmentarzu Obrońców Lwowa. Teraz się mówi, że jest to obraza ukraińskiej racji stanu. Na litość boską, czy cmentarz Orląt, choć obecnie leży w granicach państwa ukraińskiego, może być ukraińskim miejscem pamięci? Zresztą w latach 70. ub. wieku już pokazali, jak obchodzą się z polskimi miejscami pamięci.
Ostatnio strona ukraińska zaczęła pisać i mówić coraz więcej o tym, że jest niezadowolona „z wychowania młodego pokolenia Polaków”! Wypowiadają się działacze społeczni, jak również historycy, że „w Polsce są dość silne pozycje imperialistyczne, pretendujące do ziem wchodzących obecnie w skład Ukrainy, ideologia ta dotyczy nie tylko Lwowa, ale także wschodnich terenów Ukrainy”. Znów piszą, że Polakom przyświeca idea „od morza do morza”, i mówią, że to w środowisku polskim nie znika.
Ostatnio niejaki historyk Wołodymyr Serhijczuk powiedział w wywiadzie dla miejscowej lwowskiej telewizji, że jest niezadowolony, gdy w polskich gazetach publikują mapy dawnej Polski, czyli II RP, gdyż wtedy do Polski należały ukraińskie ziemie – „Przyjeżdżajcie do Lwowa na weekendy! Takie hasła promują. Ileż to polskich autobusów z dziećmi i młodzieżą przywożą na cmentarz Orląt. Opowiadają, że Lwów to polskie miasto i tak dalej” – powiedział ukraiński historyk. Mam jedno pytanie – dlaczego nie? I czemu Polacy mieliby się wyrzec swojej historii?
Takie wrażenie, że wcześniej nikt nie przyjeżdżał do Lwowa i nie odwiedzał go. Nie było wycieczek ani turystów. Nikt nie odnawiał tego, co zniszczono w latach 70. Piszę dokładnie o cmentarzu Obrońców Lwowa, który rozjechano czołgami. Owszem, zniszczenia na cmentarzu były, tak jak wszędzie po wojnie. Celowe zniszczenie – próba zwalenia łuku triumfalnego, podkładania pod niego ładunków wybuchowych, jazda czołgami, zakopywanie Orląt pod robioną drogą itd., to już lata 70. XX wieku. Jako pierwsze z cmentarza wywieziono lwy, w roku 1967. M.in. do tej pory rażą uczucia obecnego państwa, więc są zamknięte i nikt nie potrafi odpowiedzieć, kiedy zostaną uwolnione.
Kontynuując dalej wypowiedź wspomnianego już historyka, mówił on o tym, że „Ukraińcy powinni podejść do tego (czego?) z całą powagą sytuacji”, i mówi dalej – „przecież jeszcze trzy lata temu nikt nie mógł sobie wyobrazić, co się stanie z Krymem, a rok temu nikt nie przypuszczał, że polski Sejm wyrazi sprzeciw dotyczący bohaterstwa OUN-UPA”. I tak są uczone młode pokolenia, przeważnie dzieci, które jeżdżą na tzw. wojskowe kolonie, czyli wyjeżdżają do lasu, szkolą się i mają do użytku broń. Wszystko odbywa się pod czerwono-czarną flagą i tą samą ideologią. W tym duchu są kształtowane nowe pokolenia Ukraińców.


Oprócz tego, jeżeli mamy na co dzień wypowiedzi takich historyków, to ludzie przyjmują to za rzecz jasną i naturalną. Jak mówią ambasadorowie Polski i Ukrainy – Andrij Deszczyca w Warszawie i Jan Piekło w Kijowie – polsko-ukraińskie stosunki nigdy nie były tak dobre, jak są teraz. Więc mam pytanie – jeżeli nigdy nie były tak dobre jak teraz, to dlaczego jest tak źle? Dlaczego zdarzają się sytuacje, że ludzie wilkiem patrzą jeden na drugiego? Dlaczego Polacy nie mogą odzyskać tego, co im się prawnie należy? Dlaczego dążąc do Europy, Ukraina wciąż nie przestrzega europejskich praw, np. restytucji?
Jeżeli ktoś jest niezadowolony, że Polacy odwiedzają Lwów, to na miłość boską, z czego będą wszyscy się utrzymywać? Skąd turyści będą przyjeżdżać? Przecież nie wezmą się z księżyca ani z Marsa. Tu przyjeżdżają Polacy. Stanowią większość turystów. I nie ma co się dziwić. Przyjeżdżają, aby zobaczyć stare dawne rodzinne kamienice, aby pójść na cmentarz Łyczakowski, Janowski, Obrońców Lwowa czy przejechać się do polskich miejsc pamięci pod Lwów, poznać prawdziwego ducha historii, wreszcie – pooddychać lwowskim powietrzem, można kontynuować bez końca. Dlaczego? Dlatego że każdy Polak powinien tutaj przyjechać chociaż raz i dotknąć tej jeszcze poniekąd żywej historii.

czwartek, 07 wrzesień 2017 21:38

We własnych dłoniach

Napisane przez

ligezaRosną siły – w Europie – potencjalnie eksplozywne, nad którymi po detonacji nie zapanuje nikt. Może poza indywiduami z trupią główką na czapkach. Czy tam na pagonach.

Nikogo w podobne buty, to jest w mundury, tym bardziej w takie z trupią główką, nie odziewam na siłę, wszelako Martin Schulz, aspirujący do kanclerskiego fotela kontrkandydat Angeli Merkel, znany dobrze Polakom z aroganckich i butnych wypowiedzi mających w zamyśle dyscyplinować Polskę i Polaków, deklaruje, iż po ewentualnym zwycięstwie wyborczym SPD, eksmituje z RFN amerykańską broń jądrową. Co oznacza, iż śni mu się niezależność militarna, oficjalnie przykrywana pustosłowiem o „innych niż armia” priorytetach Niemiec.

REAKCJA HISTERYCZNA
Z drugiej wszelako strony, nie ma to, tamto: Schulz jest socjalistą, więc do socjalizmu narodowego i nazizmu nie więcej mu niż krok. Czy tam dwa kroki. No nie chce być inaczej. Zresztą na jego twarz sami popatrzcie.
Wracając do potencjalnych eksplozji, weźmy, przykładowo, półtora miliona Turków, posiadających niemieckie obywatelstwo i mieszkających na terenie Republiki Federalnej Niemiec. Prezydent Erdogan, zapewniwszy sobie uprzednio we własnym państwie władzę niemal sułtańską, wezwał niedawno do głosowania przeciwko partiom rządzącym w Niemczech (wybory do Bundestagu odbędą się 24 września). Półtora miliona głosów to nie byle co, więc łącza na linii Berlin-Ankara zagotowały się natychmiast, zaś „atmosfera współpracy dla dobra”, ble, ble, ble..., natychmiast ochłodła poniżej temperatury lodowca. Przy czym opinia światowa nie reakcję Ankary, lecz Berlina obwołała „histeryczną”. W każdym razie słowom o ingerencji w wewnętrzne sprawy Niemiec („bezprecedensowa ingerencja w suwerenność”) do dziś nie ma końca.


Dostęp tylko dla użytkowników z subskrypcją. Kup teraz!

czwartek, 07 wrzesień 2017 21:34

Ost Front: Strachy?

Napisane przez

pruszynskiTłuścioch młody Kim straszy nie od wczoraj swymi rakietami. Czy są w stanie dolecieć do USA, nikt tego naprawdę nie wie. Gdyby jednak uderzyły w wyspę Guam, to dadzą jankesom i Korei Południowej powód riposty, a ta by skończyła się jego upadkiem. Tego na pewno nie chcą... Chińczycy i będą hamować jego zapędy.
Równocześnie na wschodzie Polski szykują Ruscy i Kołchoźnik wielkie manewry. Czy te mogą się skończyć inwazją na Polskę, śmiem wątpić.
Z tych pogróżek cieszą się niewątpliwie wojskowi, bo będą mogli domagać się więcej szmalu. Nic więcej.

300-lecie koronacji Matki Boskiej w Częstochowie
Oczywiście Jasna Góra miała szczęście, bo przecież Pan Jezus by nie dopuścił do zagrożenia stolicy Jego Matki w Polsce.
Przed opuszczeniem Polski niemieccy saperzy, tak zresztą jak w Belwederze, umieścili tam materiały wybuchowe, które miały ją po dobie lub dwóch zniszczyć, i zrzuciliby winę na Ruskich.
Jasna Góra jednak została uratowana przez saperów państwa nienawidzącego religii. Pod nadzorem sowieckiego sierżanta zakonnicy przekopali rów, przez który ten sierżant dostał się od tyłu do bomby i ją unieszkodliwił.
Ten cały „epizod” opisał w „Tygodniku Powszechnym” były konsul RP w Mińsku, śp. Jan Myślik, i gdzieś w mym archiwum jest ten artykuł.
Smutne, że temu saperowi nikt nigdy należycie nie podziękował, lub nawet jego potomkom za jego czyn nie wręczył Polonia Restituta.

czwartek, 07 wrzesień 2017 21:30

DZIKUSSUNGU BUTUNGU GURLUNGU

Napisane przez

Sądząc po wypowiedziach brukselskich biurokratów, Unia Europejska dawno zdecydowała o ostatecznym odrzuceniu tradycyjnie rozumianej europejskości.

Z tej perspektywy patrząc, cokolwiek wydarza się, a także cokolwiek jeszcze wydarzy się w Europie Zachodniej, będą to konsekwencje lub didaskalia. W dyskursie publicznym te pierwsze owija się starannie szeleszczącym pozłotkiem nowomowy, te drugie stanowić mają gumę do żucia dla oczu i umysłów Europejczyków. Innymi słowami: kiedyś postanowiono zrealizować projekt laicyzacji wspólnot europejskich, a teraz realizowany jest projekt multikulti.
Bez złudzeń: żadne okoliczności, żadne fakty, od paru dobrych lat wręcz rzucające się do oczu ludziom przyzwoitym, planów tych nie zmienią. Najwyraźniej unijni decydenci nie ogarnęli, czy raczej ogarnąć nie chcieli, że żadna europejskość, rozumiana inaczej niż tradycyjnie, po prostu nie istnieje.
Ale w powyższym kontekście zasadnicze pytanie, do którego winniśmy odnieść się czym prędzej, brzmi: dlaczego mamy godzić się na nową odsłonę szaleństwa i dyktat marksistowskiego Golema, wersja 2.0, czyli tego czegoś, co z Unią, do jakiej wstępowaliśmy, ma dziś niewiele wspólnego, a co już jutro dla Cywilizacji Białego Człowieka nie tylko stanie się czymś absolutnie obcym, ale i wrogim?
Oczywiście można pytać bez końca, dlaczego Europa przestała rozumieć pojęcie normotypu kulturowo-cywilizacyjnego oraz wskazywać skutki tego rodzaju deficytów intelektualnych w wymiarze wspólnot i jednostek, ale po co mielibyśmy poświęcać temu czas, skoro dziś nie wiadomo nawet, czym właściwie Europa jest?
„PiS wyprowadza Polskę z Europy!” – krzyczą ci i owi. Ale to przekaz do przyjęcia wyłącznie przez ludzi zbudowanych z Agory i TVN-u, innymi słowami dla Wytresowańców, zaczadzonych ideami wykoncypowanymi przez rozmaitych Gramscich czy Spinellich. Natomiast człowiek przytomny na umyśle widzi: to nie Polska zamierza wyjść z Europy, to Unia odrzuciła europejskość.
Powtarzajmy najgłośniej, jak potrafimy. Powtarzajmy sobie, bliźnim i światu: UNIA EUROPEJSKA ODRZUCIŁA EUROPEJSKOŚĆ. W konsekwencji nie powinniśmy akceptować kolejnego szaleństwa w historii Europy, a tym bardziej nie możemy godzić się na podporządkowanie Golemowi, którego dyktat uparli się stręczyć ludziom normalnym kulturowi marksiści, przekonani, że ten ich semantyczny oset, służący człowiekowatym o tożsamych poglądach do objaśniania otaczającego ich świata dzięki zamienianiu rzeczywistości w łgarstwo, całe to ich lewackie popapraństwo światopoglądowe, to coś w rodzaju atrakcyjnej, pluszowej przytulanki. Dajmy na to: misia.
Rzecz w tym, że marksizm kulturowy to nie jest byle misiowa przytulanka. Czy tam pluszowa. My zaś musimy to wiedzieć – w przeciwnym razie pozwolimy sobie tego „misia” wcisnąć głęboko w gardła. Europejczycy z zachodu już na to pozwalają, dławiąc się pod naporem imigranckiego tsunami, co może oznaczać klęskę na skalę nieprzewidywalną. Mało klęskę, skoro może to oznaczać rzeź Europejczyków w kolejnej europejskiej hekatombie.

(mig)

czwartek, 07 wrzesień 2017 21:29

Skala nieprzewidywalna

Napisane przez

Sądząc po wypowiedziach brukselskich biurokratów, Unia Europejska dawno zdecydowała o ostatecznym odrzuceniu tradycyjnie rozumianej europejskości.

Z tej perspektywy patrząc, cokolwiek wydarza się, a także cokolwiek jeszcze wydarzy się w Europie Zachodniej, będą to konsekwencje lub didaskalia. W dyskursie publicznym te pierwsze owija się starannie szeleszczącym pozłotkiem nowomowy, te drugie stanowić mają gumę do żucia dla oczu i umysłów Europejczyków. Innymi słowami: kiedyś postanowiono zrealizować projekt laicyzacji wspólnot europejskich, a teraz realizowany jest projekt multikulti.
Bez złudzeń: żadne okoliczności, żadne fakty, od paru dobrych lat wręcz rzucające się do oczu ludziom przyzwoitym, planów tych nie zmienią. Najwyraźniej unijni decydenci nie ogarnęli, czy raczej ogarnąć nie chcieli, że żadna europejskość, rozumiana inaczej niż tradycyjnie, po prostu nie istnieje.
Ale w powyższym kontekście zasadnicze pytanie, do którego winniśmy odnieść się czym prędzej, brzmi: dlaczego mamy godzić się na nową odsłonę szaleństwa i dyktat marksistowskiego Golema, wersja 2.0, czyli tego czegoś, co z Unią, do jakiej wstępowaliśmy, ma dziś niewiele wspólnego, a co już jutro dla Cywilizacji Białego Człowieka nie tylko stanie się czymś absolutnie obcym, ale i wrogim?
Oczywiście można pytać bez końca, dlaczego Europa przestała rozumieć pojęcie normotypu kulturowo-cywilizacyjnego oraz wskazywać skutki tego rodzaju deficytów intelektualnych w wymiarze wspólnot i jednostek, ale po co mielibyśmy poświęcać temu czas, skoro dziś nie wiadomo nawet, czym właściwie Europa jest?
„PiS wyprowadza Polskę z Europy!” – krzyczą ci i owi. Ale to przekaz do przyjęcia wyłącznie przez ludzi zbudowanych z Agory i TVN-u, innymi słowami dla Wytresowańców, zaczadzonych ideami wykoncypowanymi przez rozmaitych Gramscich czy Spinellich. Natomiast człowiek przytomny na umyśle widzi: to nie Polska zamierza wyjść z Europy, to Unia odrzuciła europejskość.
Powtarzajmy najgłośniej, jak potrafimy. Powtarzajmy sobie, bliźnim i światu: UNIA EUROPEJSKA ODRZUCIŁA EUROPEJSKOŚĆ. W konsekwencji nie powinniśmy akceptować kolejnego szaleństwa w historii Europy, a tym bardziej nie możemy godzić się na podporządkowanie Golemowi, którego dyktat uparli się stręczyć ludziom normalnym kulturowi marksiści, przekonani, że ten ich semantyczny oset, służący człowiekowatym o tożsamych poglądach do objaśniania otaczającego ich świata dzięki zamienianiu rzeczywistości w łgarstwo, całe to ich lewackie popapraństwo światopoglądowe, to coś w rodzaju atrakcyjnej, pluszowej przytulanki. Dajmy na to: misia.
Rzecz w tym, że marksizm kulturowy to nie jest byle misiowa przytulanka. Czy tam pluszowa. My zaś musimy to wiedzieć – w przeciwnym razie pozwolimy sobie tego „misia” wcisnąć głęboko w gardła. Europejczycy z zachodu już na to pozwalają, dławiąc się pod naporem imigranckiego tsunami, co może oznaczać klęskę na skalę nieprzewidywalną. Mało klęskę, skoro może to oznaczać rzeź Europejczyków w kolejnej europejskiej hekatombie.

(mig)