Goniec

Switch to desktop Register Login

piątek, 01 wrzesień 2017 14:51

Chwyt zębami

Napisane przez

kijWciąż zbyt wielu dookoła nas ludzi, przechwalających się dokonaniami, za którymi nie stoi nic prócz pustki produkowanej na skalę masową przez owrzodziałe umysły.

„Byłem całkowicie zaangażowanym komunistą” – wyznał Bauman Zygmunt w wywiadzie dla „The Guardian” (wydanie z 28 kwietnia 2007). I dodał: „Idee komunistyczne były po prostu kontynuacją idei Oświecenia”. Odlot normalnie. A konkretyzując: nowoczesność wyrażająca się poprzez ludobójstwo wynikłe jakoby z absolutyzacji etycznej, kontra właściwsza moralnie ponowoczesność, charakterystyczna dzięki realizacji praktycznej postulatu relatywizmu etycznego. Szczytowe osiągnięcie, nie ma to, tamto.

A prócz tego obozy koncentracyjne jako laboratorium testujące nowego człowieka (Wikipedia: „jak dalece właściwe nowoczesności mechanizmy władzy biurokratycznej i jej wszechobecności mogą się posunąć w kontrolowaniu, zarządzaniu, mechanizowaniu i dysponowaniu każdą jednostką dla swoich potrzeb”) – i inne takie. Choćby dotyczące postępu. Na przykład ten oto kwiatuszek, to jest opinia (uwaga: z września 2011 roku!), w której Bauman przekonuje, że o ile w ciągu trzech kolejnych dekad Europa nie będzie przyjmować po 10 milionów emigrantów (milion corocznie), wówczas upadnie za przyczyną demografii.

Że co proszę? Że panu Naumanowi zmarło się w styczniu tego roku? Czy tam Baumanowi? I co z tego? Żyją ludzie baumanopodobni – dość przeczytać laurki ich autorstwa, poświęcane swojemu guru. I żyją ci, których ludzie baumanopodobni wychowali sobie na następców. Bo chyba jakichś wychowali, prawda?

A na kogóż innego niż pogrążony w anomii etyczny degenerat, wyrosnąć może wychowanek zdemoralizowanego etycznie wychowawcy? To jest człowieka, przekonanego, że po 1945 roku to partia komunistyczna gwarantowała Polsce „najlepsze rozwiązania”?

Nie podchodźcie do ludzi baumanopodobnych w żadnej sprawie. Możecie uważać, że ten czy ów uśmiecha się do was, pragnąc wymienić z wami myśli, tymczasem te wyszczerzone dziąsła to egzemplifikacja nadziei każdego z nich, że moment jeszcze, i przegryzie wam tętnice odpowiadające za natlenienie mózgu, a potem zgruchocze kręgosłup odpowiadający za postawę. Czy tam za postawę i charakter. To nadzwyczajnie trafna wskazówka: z diabłem nie wchodzi się w dialog, do diabła odwraca się plecami – a to dlatego, że żaden dialog nie zmieni zła, może natomiast zmienić nas.

Ktoś krzyknie tutaj: weź nie malkontenć, lepiej powiedz, co w tej sytuacji radzisz czynić? Temu odpowiem: trzeba nam, jak pewnemu buldogowi za skrzydło wiatraka, chwycić każdego z tych drani zębami, za, powiedzmy: za odpowiedzialność, trzeba zacisnąć szczęki – i nie wolno puszczać, dopóki nie sczezną. Chwyćmy więc i nie puszczajmy, choćbyśmy i my mieli zdechnąć, niczym wspomniany pies. Naszym dzieciom i wnukom będzie lżej, gdy świat przyjazny zostawimy im w darze.

(kil)

piątek, 01 wrzesień 2017 14:48

Widnokręgi: Ucinanie łbów

Napisane przez

ligezaŻyjemy w świecie, w którym każdy człowiek może zmądrzeć dosłownie z dnia na dzień. A przecież większość dzień po dniu głupieje. To jest dopiero zagadka.

Głosujemy, by następnie utrzymywać wybrańców, dających słowo, że – między innymi – dbać będą o wolność Polek i Polaków. Dlaczego tym samym ludziom powtarzać musimy co rusz, w tym właśnie kontekście, że nie ma mowy o wolności i uczestniczeniu we wspólnocie polskiej bez akceptacji etycznego fundamentu polskości? Bo zapominają? Bo od początku pamiętać nie chcą? Bo nas oszukują? Nie wiem. Naprawdę nie wiem, choć wiedzieć chciałbym, choć wiedzieć to powinniśmy. Zanim jeszcze wybierzemy, musimy wiedzieć, kto jest oszustem i na czym polega oszustwo.

SPOSÓB NA BŁAZNA
Musimy wiedzieć, albowiem nie sposób podejmować racjonalnych decyzji, jeśli jest się nieustannie oszukiwanym i wprowadzanym w błąd. Tym samym proces wyborczy, w którym elektorat warunkowany jest przez media do takich czy innych rozwiązań, staje się parodią odpowiedzialnego wyboru. Prezydent Lech Kaczyński na jednym z seminariów w Lucieniu opisał problem krótko i treściwie: „Elementarny mechanizm demokratyczny nie może funkcjonować przynajmniej w miarę sprawnie, jeżeli rozeznanie potoczne – bo to z punktu widzenia mechanizmu demokratycznego jest najistotniejsze – tak bardzo odbiega od rzeczywistości”.


Dostęp tylko dla użytkowników z subskrypcją. Kup teraz!

piątek, 01 wrzesień 2017 14:45

Ost Front: Odszkodowania za wojnę

Napisane przez

pruszynskiPiszą tu i tam, by domagać się od Niemiec kwot za nasze straty. Nawet o tym mówiła premier Szydło.
Zgoda, ale czy nie powinniśmy domagać się moc od Anglii i Francji? One miały zaatakować Niemcy, jeśliby Polska była zaatakowana. No i co zrobiły? Dopiero 12 września spotkali się szefowie ich sił zbrojnych i doszli do wniosku, że nic nie mogą zrobić.
W rzeczywistości już 4 września, czyli po wypowiedzeniu wojny Niemcom, mogły ich samoloty najpierw bombardować na przykład Berlin. Francuzi mieli pod bronią co najmniej kilkanaście batalionów piechoty, które samolotami transportowymi można było przerzucić i zająć lotniska miast niemieckich, jak Frankfurt, Duesseldorf, Kolonia, czy nawet Norymberga. Dalej, można było posłać na Niemcy spore kolumny czołgów i dotrzeć w cztery dni nawet do… Berlina.
Tego nie zrobiono i Polska musiała sama walczyć i ulec. Więc Polsce należą się spore odszkodowania. Ale nie liczcie rodacy, by władze PiS-u miały takie jaja, by z tym wystąpić.

Choć niektórym może wydawać się dziwne, ale wenezuelski prezydent, Nicolas Maduro, podczas konferencji prasowej, która odbyła się w miniony wtorek, 22 sierpnia, w Pałacu Miraflores w Caracas, stwierdził, że modli się za papieża i do papieża Franciszka.
Wenezuelski kryzys trwa od dobrych kilku lat, ale dopiero ostatnio sytuacja w tym kraju znalazła zainteresowanie wielkich agencji prasowych, a co za tym idzie, trochę tekstów ukazało się i w polskich mediach wykupujących agencyjne serwisy.
Ten mający trzy razy większą powierzchnię od Polski kraj znany jest przede wszystkim jako jeden z czołowych producentów ropy naftowej oraz wielkich kłopotów gospodarczych, w jakie popadł, kiedy jej cena spadła na łeb, na szyję i nie chce wzrosnąć już od kilku lat.
Z sytuacją gospodarczą związana jest też sytuacja polityczna: opozycja domagająca się oddania władzy przez Nicolasa Maduro, przez ponad 100 dni organizowała pokojowe manifestacje, które kończyły się bardzo niepokojowo, do tłumienia których rząd wysyłał Gwardię Narodową oraz policję. Jest ponad 700 rannych i 136 zabitych.
Kilkanaście dni temu wojsko w koszarach w Walencji, mieście położonym o dwie godziny drogi samochodem od stołecznego Caracas, zbuntowało się wojsko i choć protest żołnierzy wenezuelski rząd od razu stłumił, to prezydent Maduro poddawany jest coraz większej światowej presji i krytyce. Sekretariat Stanu Watykanu wręcz do niego napisał, że odbyte 31 lipca referendum do Konstytuanty zostało sfałszowane.
Maduro, na konferencji prasowej, w której oprócz dziennikarzy zgromadzonych w pałacu Miraflores wzięli udział poprzez połączenie satelitarne również ambasadorzy i pracownicy wenezuelskich placówek dyplomatycznych na całym świecie, pytany o stosunki z Franciszkiem w kontekście roli Watykanu w negocjacjach między wenezuelskim rządem a opozycją, powiedział, że „charakteryzują się najwyższym poważaniem”: „Modlę się za papieża Franciszka każdego dnia. Prosił mnie o to w roku 2013, kiedy udzielił mi pierwszej audiencji. – Módl się za mnie, Maduro, powiedział. To samo powtórzył, gdy spotkaliśmy się ponownie w ubiegłym roku – stwierdził Nicolas Maduro. – Dlatego ja w moich modlitwach proszę papieża Franciszka, aby mi pomógł, jako papież z Argentyny. Ja jestem ofiarą. Jestem ofiarą propagandy uprawianej przeciwko mnie przez argentyńskiego prezydenta Macriego oraz przez rządy niektórych innych krajów. Dlatego nawet w tej chwili, podczas tego spotkania z prasą, wołam i modlę się publicznie, by mi pomógł w niebezpieczeństwie, kiedy Wenezuela jest zagrożona agresją zbrojną Stanów Zjednoczonych. Proszę papieża, by nie pozwolił na to”.
Wenezuelski prezydent stwierdził następnie, że „inaczej rzecz się przedstawia, jeśli chodzi o państwo watykańskie i Konferencję Episkopatu Wenezueli”. „Na ich temat nie będę się wypowiadał – powiedział. – Niech ich osądzą wenezuelscy katolicy. Wenezuelski katolicki naród już ocenił postawę wenezuelskich biskupów i Sekretariat Stanu państwa watykańskiego, masowo uczestnicząc w referendum do Konstytuanty i popierając rządowe plany” – stwierdził Nicolas Maduro.
Dodać należy, że Konferencja Episkopatu Wenezueli (CEV) ostro ocenia rządy Maduro i sytuację w Wenezueli, a Sekretariat Stanu Watykanu przesłał do niego list podpisany przez Pietra Parolina, który potępił używanie siły w stosunku do pokojowych marszów opozycji.


*****


Przed dwoma laty, były nuncjusz apostolski w Caracas, Pietro Parolin, a obecny sekretarz stanu Watykanu, zaproponował Nicolasowi Maduro pośrednictwo między rządem a opozycją. Zorganizowano tzw. stół dialogu, przy którym przez ponad rok spotykali się przedstawiciele obu stron, ale spotkania te nie przyniosły jakichkolwiek skutków i zakończyły się zorganizowanymi przez opozycję, trwającymi od kwietnia do połowy sierpnia ulicznymi protestami, w których zginęło ponad 137 osób, a ponad 700 zostało rannych. Przez prawie sto dni kraj był sparaliżowany przez manifestujących, domagających się ustąpienia Maduro, ale ten w lipcu rozwiązał parlament, zwołując Konstytuantę, która uchwala nową konstytucje według potrzeb i życzeń – jak twierdzi opozycja – rządu i samego Maduro.
Na temat sytuacji wypowiedział się niedawno m.in. prezydent Trump, który powiedział, że ludzie w Wenezueli cierpią i umierają. „Mamy wiele opcji wobec Wenezueli, w tym także opcję militarną, jeśli okaże się konieczna” – oświadczył. Jego słowa odbiły się głośnym echem w Wenezueli, a wenezuelski minister obrony, gen. Vladimir Padrino, określił wypowiedź Trumpa aktem szaleństwa. Do tego nawiązał właśnie Nicolas Maduro, mówiąc, że modli się „do papieża Franciszka”, aby wpłynął na tę sytuację, w której on sam, jako prezydent Wenezueli, jest ofiarą.
Niniejszą korespondencję przesyłam w kilkanaście minut po wypowiedzi Maduro, nie doczekała się więc ona jak na razie komentarzy ani w wenezuelskich, ani w międzynarodowych mediach, na które jednak, jak przypuszczam, nie będzie trzeba czekać długo.
Tekst i zdjęcie:
Justyna Zuń-Dalloul, Caracas

czwartek, 31 sierpień 2017 21:24

Harcownicy wyszli w pole

Napisane przez

michalkiewiczAch, jak ta historia się powtarza! Właśnie dobiega końca wakacyjna pieriedyszka, niczym w końcówce sierpnia 1939 roku, i podobnie jak wtedy, postępowanie Polski, a już szczególnie – polskiego rządu – oceniane jest w Berlinie bardzo krytycznie. Nasza Złota Pani Adolfina nie tylko została zmuszona do przerwania milczenia, ale w dodatku spotkała się ze swoim najważniejszym owczarkiem, czyli przewodniczącym Komisji Europejskiej Janem Klaudiuszem Junckerem, by przekazać mu harmonogram godzinowy do kombinacji operacyjnej „Fall Weiss”. W tej kombinacji operacyjnej Jan Klaudiusz Juncker, wespół ze swoim kolegą, wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej Franciszkiem Timmermansem („niech pan słucha, Timmermans”), który w roli owczarka niemieckiego nadzwyczajnie sobie upodobał, mają Polskę wytarmosić, a nawet – boleśnie pokąsać pozbawieniem głosu i sankcjami.
Jednocześnie w naszym nieszczęśliwym kraju niemiecka BND uruchomi wszystkie swoje narzędzia zarówno w postaci starych kiejkutów, co to za napiwek sprzedadzą nawet własną matkę, a cóż dopiero – naszą biedną Ojczyznę, którzy z kolei uruchomią folksdojczów, a za folksdojczami pociągną pożyteczni idioci, co to myślą, że z tą praworządnością i demokracją to wszystko naprawdę. Stare kiejkuty bowiem żadnego sentymentu do naszej biednej ojczyzny nie mają, po pierwsze dlatego, że jako potomkowie polskojęzycznej wspólnoty rozbójniczej, wyznają pogląd, że „ubi bene, ibi patria” (gdzie dobrze, tam ojczyzna), a po drugie – że podzielają pogląd Mieczysława Moczara, który tak naprawdę nazywał się Mikołaj Diomko, iż „dla nas, partyjniaków, prawdziwą ojczyzną jest Związek Radziecki”, z tym uzupełnieniem, że Związek Radziecki zmienia położenie; raz jest na Wschodzie, ale innym razem – na Zachodzie – ale stare kiejkuty, kierując się nieomylnym tropizmem, tym samym, który słonecznikowi nakazuje obracać kwiat zawsze w stronę słońca, w każdym położeniu Związek Radziecki wyczuwają i w podskokach mu służą.

piątek, 25 sierpień 2017 20:28

Smutne, że nie pamiętają

Napisał

Nie jest ważne, jak było, ważne jest, co pamiętamy i jak pamiętamy, ta pamięć składa się bowiem na to, kim jesteśmy. Ponieważ przez smutne powojenne lata polska polityka historyczna była w otchłani niebytu, a Polska nie miała materialnych sposobów do lansowania swej wersji, dzisiaj tak łatwo nam przyprawiać fałszywą gębę.


Jest więc szczególnie żenujące to, że sami musimy przypominać obcym sytuacje, za które powinni być nam wdzięczni. Okazja, by nam podziękować, akurat ostatnio minęła tutaj, w Kanadzie, w związku z kolejną rocznicą nieudanego rajdu kanadyjsko-brytyjskiego na Dieppe w sierpniu 1942 roku. Tak się składa, że dzięki polskiemu dowódcy ORP „Ślązak” Romualdowi Nałęcz-Tymińskiemu z rzezi uratowano 85 Kanadyjczyków.
Przy okazji obchodów nikt o tym nie wspomniał, choć uratowani wówczas ludzie pozostali wdzięczni do końca swych dni. Tak wspominał późniejszego admirała Joe Ryan z Royal Regiment of Canada – Był bardzo skromną osobą, jego ORP „Ślązak” był jedynym niszczycielem, który podpłynął po nas tak blisko do brzegu. – Nie chciał być bohaterem, ale tam, w Dieppe, nim był.


Dostęp tylko dla użytkowników z subskrypcją. Kup teraz!

Ostatnio zmieniany piątek, 25 sierpień 2017 20:36
piątek, 25 sierpień 2017 20:22

Uwaga na tych, którzy tołują...

Napisane przez

W związku z przeprowadzką przyszło mi pozbyć się mojego minivana, którego używałem na taki podręczny składzik.
Mój minivan miał przejechane 280.000 kilometrów. Kilka razy zbierający złom dali mi swoje wizytówki i ofertę zabrania samochodu. Ponieważ pogubiłem wizytówki, wszedłem na Internet i zadzwoniłem na pierwszy telefon, który ukazał się w wyszukiwarce Google.
Z drugiej strony odezwał się głos z silnym akcentem arabskim. Wypytał się mnie o mojego minivana, o jego typ, o to ile ma przejechanych kilometrów i czy jest oryginalny katalizator. Odpowiedziałem, że tak, że katalizator jest oryginalny.
– No to oferuję ci 250 dolarów.

piątek, 25 sierpień 2017 20:09

List z Niemiec: Umorusani jagodami...

Napisane przez

wandarat1Dzisiaj babcia opowiedziała swoją historię z czasów wojny. Nigdy wcześniej jej nie opowiadała, jakby coś w niej się odblokowało, w jej myślach, w jej wspomnieniach. Jest to związane z jej bratem Januszkiem, którego Niemcy zastrzelili, po wzięciu drugi raz na Pawiak, po zamachu na Kutscherę. Mama dowiedziała się, że wzięli go razem z jego kolegą, pod ścianę. Wtedy, po tym zamachu, Niemcy zaczęli zabijać już skrycie. Mama wiedziała, ale swoim rodzicom tego nie powiedziała. Nigdy, a przecież jej matka umarła w wieku 92 lat. Może dlatego, że i ja byłam uczona przez babcię, nie martwić mamy, nie mówić jej wszystkiego – zwłaszcza tego, co by mogło ją zasmucić. Ona musiała być też tak chowana. Pamiętam, jak po wojnie cała rodzina słuchała audycji, gdzie ogłaszano, że ktoś kogoś szuka. Słuchaliśmy, ale mama przecież wiedziała, że jej brat się nie odnajdzie. Moja babcia miała jednak nadzieję i pewnie to ona chciała słuchać tych audycji. To musiało być trudne dla mojej mamy. Januszek już nie żył, zabili go Niemcy, gdy miał 18 lat. Czy musiał walczyć? Tak, musiał, tak było w Warszawie. Wszyscy walczyli.
Babcia chroniła mamę, nie pozwalała mówić mamie o naszych problemach. Mama chroniła babcię i jej nie powiedziała nigdy o tym, że jej brat, a babci syn – Januszek, nie żyje, że zamordowali go wtedy, na tym Pawiaku. Dlatego może obie piszemy – ja i moja mama. Łatwiej nam pisać niż mówić, bo kartki nie skrzywdzimy. Teraz, powoli, mama się odblokowuje. Pisze, wciąż pisze i zaczyna pisać o tym, czego nie znam... czego nie było w opowiadaniach babci na dobranoc, których domagał się zawsze mój starszy brat. Babcia widziała w nim chyba swojego syna – Januszka, dlatego tak go rozpieszczała. Mama mówiła, że jej brat to był urwis, rozrabiaka, a właśnie takie rozrabiaki najlepiej broniły ojczyzny.
Wróciliśmy ze spaceru, a spacer był w kierunku lodów. Mąż, jak zawsze – owocowe, ja – czekoladowe. Po drodze trochę zboczyliśmy, aby narwać mirabelek. Ludzie na mnie patrzą, jak je zrywam, a idą do marketu i kupują np. banany. A taka jedna mirabelka ma więcej smaku niż te ich banany. Zjedliśmy te dojrzałe, a reszta do wysokiego gara, który służy do gotowania kompotu wigilijnego. Po to został kupiony. Moja mama bardzo lubi kompoty, pamiętam z domu rodzinnego, że gotowała je w małej ilości wody, dodając dużą ilość cukru. Mama najlepiej czuje smaki – słodki i słony. Babcia dawała dużo soli i gdy jadłam potem obiady w stołówkach, to wszystkie były mdłe, bez smaku. Moja rodzina jest rodziną niskociśnieniowców, a rodzina męża to wysokociśnieniowcy. Dzieci powinny być średnią, ale czasami jest tak, że dziecko wdaje się np. w babcię i nie jest to średnia.

Szanowni Państwo, kontynuujemy nasz cykl ujawniania materiałów rezydentury wywiadu PRL w Kanadzie. Część z nich pochodzi z niedawno odtajnionego zbioru zastrzeżonego. Materiały te są pozyskiwane w ramach prowadzonego przez nasz tygodnik programu badawczego w IPN „Polonia i jej korzenie”. Zachowano oryginalną pisownię.


 

T A J N E
Egz. poj.

NOTATKA SŁUŻBOWA
Dotyczy: – sytuacji wywiadowczej w Kanadzie

Rezydentura Zarządu II Sztabu Generalnego w Kanadzie pod kryptonimem „Biegun” pracuje w następującym składzie:
– rezydent – płk Mieczysław KOWIESKI – pracuje z pozycji attache wojskowego, morskiego i lotniczego;
– podrezydent – ppłk Kazimierz GARBACIK – pracuje z pozycji zastępcy attache wojskowego. Na kontakcie ppłk Garbacika pozostaje współpracownik PIETROWSKI Michał ps. „Swat” pracujący z pozycji przedstawiciela CHZ „Baltona” w Toronto.
– podrezydent – ppłk Robert SŁABY – ps. „Perez” – pracuje z pozycji Przedstawiciela PLL „LOT” w Montrealu.
Na kontakcie ppłk Słabego pozostają:

Obecnie Lwów przeniósł się w lata przedwojenne, i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. A mianowicie, jest kręcone coś w rodzaju „remake” na stary polski film „Włóczęgi”, czyli Szczepko i Tońko, ale w wykonaniu ukraińskim. Co prawda teraz mamy Bodię i Mirka. Są błędy w napisach w języku polskim umieszczanych w tle zdjęć, prezentujących stare miasto.


I wszystko, jak się mówi, mogłoby być dobrze, gdyby nie samo wykonanie. Obecny „remake” jest przerażający i wywołał oburzenie nawet wśród ukraińskich intelektualistów oraz innych miejscowych działaczy. Wszyscy pamiętamy stary dobry film w reżyserii Michała Waszyńskiego pt. „Włóczęgi” z roku 1939, gdzie w głównej roli wystąpili Szczepko, czyli Kazimierz Wajda oraz Tońko – Henryk Vogelfanger, i brzmiały piosenki lwowskie z muzyką, którą stworzył Henryk Wars.