Goniec

Register Login

piątek, 06 kwiecień 2018 08:14

Doug Ford – not enough

Napisane przez

Doug Ford w środę, 28 marca, spotkał się w Toronto Congress Centre z członkami PC Party i mediami. To nie był duży mityng. Było obecnych około 200 osób, w większości członków PC Party oraz przedstawicieli tej partii do parlamentu federalnego i do parlamentu prowincyjnego. 

        Doug Ford miał przygotowany na kartce tekst wystąpienia, ale zrezygnował z jego odczytania na rzecz wygłoszenia krótkiego, 20-minutowego przemówienia z głowy. Powiedział, że prowincja Ontario straciła w ostatnim okresie 300.000 miejsc pracy i że będzie pracował na rzecz zwiększenia ich liczby. Podał również przykład pracodawcy zajmującego się recyklingiem, który zatrudnia 75 osób i który przez wiele lat starał się o różnego rodzaju zezwolenia, żeby uruchomić swoje przedsiębiorstwo. Teraz chce uruchomić podobne w innym miejscu, ale obawia się, że załatwianie zezwoleń i formalności zajmie mu zbyt wiele czasu. Doug Ford powiedział, że jeśli wygra wybory prowincyjne, będzie upraszczał przepisy. 

        Oczywiście Doug Ford nie omieszkał skrytykować obietnic budżetowych złożonych przez Kathleen Wynne i długu, jaki ciąży na prowincji Ontario po wielu latach rządów Partii Liberalnej. Jak wiemy, Doug Ford został wybrany na szefa PC Party przez aklamację, a więc uzyskał olbrzymie zaufanie członków partii. Wobec tego pojawia się pytanie, czy obietnice składane przez Douga Forda wystarczą do zdobycia takiej przewagi wyborczej, by objąć rządy w prowincji Ontario?

        Osobiście sądzę, że nie. Uważam, że Doug Ford, skupiając się jedynie na wątku ekonomicznym, zawęził swoje obietnice wobec potencjalnych wyborców tej partii. No bo czego oczekują wyborcy, którzy chcieliby głosować na PC Party?

View the embedded image gallery online at:
http://www.goniec.net/teksty/Page-7.html#sigProIdb5af433c7c

        Pierwsza i stara sprawa to kwestia wychowania seksualnego w szkołach. Kiedy rozmawia się z rodzicami dzieci, to nie słyszy się nigdy z ust tych osób aprobaty dla wychowania seksualnego w szkołach wprowadzonego przez liberałów. Przypomnieć wypada, że były przywódca PC Party w Ontario, Patrick Brown, został wybrany na lidera tej partii, bo obiecał znieść wychowanie seksualne w programie szkolnym. To było głównym motorem jego zwycięstwa i pokonania kontrkandydata, czyli pani Christine Elliott (wdowy po wieloletnim pośle do parlamentu prowincji Ontario, panu Jimie Flahertym).         

        Dla przypomnienia, Patrick Brown kilka miesięcy po nominacji na szefa PC Party w Ontario wziął udział w Paradzie Równości w Toronto. Pozbywał się później bardziej konserwatywnie nastawionych członków PC. Nie spełnił swoich obietnic wyborczych, no i w końcu przestał być przywódcą PC Party w Ontario. 

        Doug Ford nie złożył żadnej obietnicy idącej w kierunku likwidacji wychowania seksualnego w szkołach. Czyżby nie wiedział, czego oczekuje od niego olbrzymia grupa wyborców? Czyżby nie widział spadku popularności Patricka Browna? To, czego oczekują potencjalni wyborcy Douga Forda, to  jest ochrona dla siebie i swoich rodzin. To wisi w powietrzu. Można się tylko dziwić, że Doug Ford i PC Party po tylu przegranych wyborach tego nie widzą. 

        Innym aspektem właśnie stającym się częścią tych oczekiwań ochrony dla swoich rodzin, jest kwestia legalizacji marihuany. Oczywiście, legalizacja marihuany jest sprawą rządu federalnego, a nie prowincyjnego, jednak często przeciętny wyborca nie rozumie różnic między tym, co jest w zasięgu polityki prowincyjnej, a tym co jest w zasięgu polityki federalnej w Kanadzie. Przeciętny wyborca dalej oczekuje ochrony dla swojej rodziny i swoich dzieci i dalej oczekuje tego od Douga Forda. Doug Ford nie odniósł się w swoim przemówieniu ani do sprawy wychowania seksualnego w szkołach, ani do sprawy legalizacji marihuany. Wydaje się, że mógłby powiedzieć coś, coś wyjaśnić na ten temat. Konserwatyści tak prowincyjni, jak i federalni próbują obchodzić te dwa bardzo ważne dla swojego potencjalnego wyborcy tematy, próbują je zakłamywać ładnymi uśmiechami, fajnymi żartami i innego tego typu sztuczkami z repertuaru public relations. Jest miło, ale co dalej? Co z tego wynika?

        Jak na taką politykę konserwatystów odpowiadają liberałowie?

        Liberałowie odpowiadają darmowymi żłobkami, dopłatami do mieszkań itd. Oczywiście, skutkuje to powiększeniem długu prowincji Ontario i również długu Kanady, ale to, że ten dług dogoni dzisiejszych wyborców za pięć, dziesięć lat... zresztą ten dług dogania Ontaryjczyków już teraz, co widać po osłabieniu dolara kanadyjskiego wobec złotówki (ostatnie dane – kurs kanadyjskiego dolara do złotówki waha się wokół 2,6), po tym jak się wyjedzie z Kanady do Europy czy na Kubę na przykład. Przeciętny wyborca faktu zadłużenia Kanady i Ontario, bólu wynikającego z osłabienia siły nabywczej dolara nie przyjmuje do świadomości, bo jak się to mówi, bliższa koszula ciału, i przyjmuje za dobrą monetę te dopłaty do żłobków, do leków. A co będzie za parę lat i czy to się utrzyma....? 

        Jaki wobec tego będzie wynik najbliższych wyborów w prowincji Ontario? W związku z tym, że PC  Party pomija sprawę seksualnego wychowania w szkołach, potencjalni zwolennicy tej partii nie wezmą udziału w wyborach. Natomiast ci niezdecydowani wyborcy zagłosują tak, jak twardy elektorat liberałów. Pójdą razem głosować na Partię Liberalną.

        I na koniec. Doug Ford został nominowany na lidera PC Party, ponieważ jego elektorat widział w nim Roba Forda, jego brata. Rob Ford był uparty, miał instynkt polityczny. Niestety, Doug Ford oprócz fizycznego podobieństwa w niczym nie przypomina brata.

        Czekają nas więc następne przegrane wybory przez PC Party. I obym się w moich przewidywaniach mylił!

Janusz Niemczyk

piątek, 06 kwiecień 2018 08:04

Słowa jak mapy

Napisane przez

ligezaUwierzyć trudno, jak łatwo przerobiono nas w bezrozumny tłum, rzucający się na błyskotkę pt. „prawo do odwołania” równie bezmyślnie, co na kępkę trawy rzuca się Equus asinus. Czy tam inny wielbłąd. 

        Któż to taki, ów Equus asinus? To osioł domowy. Ho-ho, tak-tak. Dzieci we mgle bywają rozsądniejsze. Niewykluczone nawet, że znacznie sprawniej od dorosłych Polek i Polaków, to właśnie polskie dzieci odpowiedziałyby na pytanie, kto na takim, a nie innym kształcie prawa zyskuje od lat co najmniej trzydziestu? Oraz: czy zyskiwać powinien? Oraz: kto odpowiada za jakże karygodne odwrócenie sensów i znaczeń? 

 

        POTKNIĘCIE O ŁYŻKĘ 

        Jeżeli prezydent Duda nie ogarnia, komu przysłużył się, wetując „ustawę o pozbawianiu stopni wojskowych osób i żołnierzy rezerwy, którzy w latach 1943–1990 swoją postawą sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu”, nie powinien pełnić funkcji prezydenta Rzeczypospolitej. Jeśli wie, wówczas prezydentem nie powinien być tym bardziej. I to jest pierwsza nauczka dla niżej podpisanego. Dla nas. Czy tam dla mas. Pierwsza z całej serii nauczek. 

        Druga z tej samej serii dotyczy Jarosława Kaczyńskiego oraz jego wskazań i rekomendacji, czyli tego wszystkiego, co w oparciu o jego wybory czynimy następnie ze wspólnotą. Tę nauczkę ujmę słowami: oceny zdolności kulinarnych Jarosława Kaczyńskiego, że mianowicie inkryminowany potrafi wskazać łyżkę, która powinna w garze mieszać, a następnie sam się o tę łyżkę potyka, by we wrzątku wylądować wraz z całą tak zwaną prawicą, więc opinia ta, powtarzam, wydawała mi się przesadzona. No i już przesadzoną się nie wydaje. Ba! Kolejne wskazanie Kaczyńskiego na rekomendowanego przezeń kandydata, dla tego drugiego może okazać się pocałunkiem śmierci.

 

        W ODWŁOKU NA STAŁE 

        Ósma nauczka, dajmy na to (mówiłem: seria), brzmi: po wecie prezydenta widać, do czego prowadzi odpuszczanie ręcznego sterowania tak zwaną polityką i tak zwanymi politykami: do sytuacji dającej opisać się terminem „ludzie dukaczewskopodobni górą”. 

        Swoją drogą, skoro wskazana konfraternia bez trudu przełamuje fale nawet w tak symbolicznych kwestiach jak pozbawienie stopni generalskich prosowieckich szubrawców, to znaczy ludzie złej woli wiedzą: mało, że wspólnota narodowa wciśnięta w posowiecki odwłok pozostaje od dziesięcioleci, to na dodatek coraz powszechniej powtarza nikczemności rodziców i zaczyna się we wspomnianym odwłoku urządzać na stałe. Znajdując oczywiście kolejne, i kolejne, i kolejne, często niemal tożsame w tonie i charakterze, wytłumaczenia. 

        Niemniej są postawy i czyny, których wytłumaczyć nie dało się wtedy i nie sposób wytłumaczyć ich dzisiaj. Weźmy tę, gdy Jaruzelski Wojciech pod adresem Kremla zaczyna ślinić się jeszcze bardziej niż zwykle i 19 października 1981 ulewa mu się z ust: „Zrobię Leonidzie Iljiczu wszystko jako komunista i jako żołnierz, żeby było lepiej, żeby osiągnąć przełom w sytuacji w naszym kraju”. 

 

        O WSPÓLNYCH ŹRÓDŁACH 

        Najczęstszą przyczyną modyfikacji opinii jest rozczarowanie. Wtedy – czy to na zmianę zdania, czy to na niechęć do jakiegokolwiek wyboru – nie trzeba już długo czekać. I to wersja optymistyczna dalszego ciągu historii Polski. Wersję pesymistyczną wyłożył nam Alexis wicehrabia de Tocqueville, żyjący w pierwszej połowie XIX wieku francuski filozof polityki i polityk, On to w dziele zatytułowanym „O demokracji w Ameryce” wspomniał los Rzeczypospolitej A.D. 2018, wcale o Rzeczypospolitej nie wspominając: „Łatwo zauważyć, że nie ma społeczeństw, które mogłyby dobrze funkcjonować bez wspólnych przeświadczeń, lub raczej, że nie ma społeczeństw, które mogą bez nich istnieć. Dzieje się tak dlatego, że bez wspólnych idei nie ma wspólnego działania, a z kolei bez wspólnego działania istnieć mogą jednostki, ale nie społeczeństwa. Istnienie, a zwłaszcza dobrobyt społeczeństwa wymaga, by umysły wszystkich obywateli łączyło i trwale spajało ze sobą kilka zasadniczych idei. Ten stan rzeczy może zaś powstać jedynie w przypadku, kiedy wszyscy ludzie czerpią niektóre opinie ze wspólnego źródła”. 

*** 

        Byłoby fantastycznie... a najmarniej rzecz ujmując, byłoby wskazane, gdybyśmy słowa ludzi mądrych, a przy tym bogatych w wiedzę i doświadczenie, gdybyśmy słowa ludzi takich, powtarzam, traktowali jak mapy. Tu niczego nowego nie trzeba wymyślać, ani doskonalszych recept prokurować. Całą resztę albowiem, to jest wszystko, czegokolwiek potrzebujemy, by do wielkości móc powrócić, nosimy już w sobie. 

Krzysztof Ligęza 

Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

piątek, 06 kwiecień 2018 08:01

Stulecie wojny

Napisane przez

pruszynskiStulecie wojny

Z powstaniem niepodległego państwa polskiego rozpoczęła się z nim walka ze strony Żydów i teraz mamy jej kulminację.


        Szlag mnie trafia

        W przeciwieństwie do wszystkich krzyczących za i przeciw aborcji, ja mam konkretny problem. Jeślibym z łaski Pana Boga i mych wspomożycieli został prezydentem Białorusi, to muszę „coś” zrobić z nagminnymi aborcjami w kraju.

        Oczywiście nie wprowadzę praw karzących za to, ale mądrą i daj Boże skuteczną propagandę rodzenia. Każda dama ma prawo unikać ciąży. Jeśli zajdzie w ciążę i nie chce mieć dziecka, to powinna urodzić i dać w adopcję, a amatorów na białe dziecko jest w USA i Europie kilkaset tysięcy.

        W Polsce jest rocznie do 250 prawnych aborcji, ale ile tysięcy jest bezprawnych, w prywatnych gabinetach czy za granicą?

        Cały spory wysiłek grup antyaborcyjnych powinien iść w kierunku zmniejszenia liczby aborcji nielegalnych. Byłoby wtedy też mniej kłótni, które odciągają uwagę od innych istotnych dla Polski spraw.


        Kto winien?

        W USA jest wiele demonstracji przeciw posiadaniu broni, ale mało kto mówi, że było moc danych, na podstawie których zabójca z Florydy powinien był być aresztowany lub co najmniej powinna władza odebrać mu broń. Nawaliły władze i nikt do nich nie ma pretensji. Nowe prawa, bardziej restrykcyjne, nie pomogą, jak już wskazał pewien rabin, jeśli nie poprawi się morale obywateli.

 

        Mów to innym

        „Cała moja rodzina się uratowała. To wszystko byłoby niemożliwe, gdyby nie Sprawiedliwi” – napisał na Facebooku były ambasador Izraela w Polsce Szewach Weiss. Nawiązał w ten sposób do obchodzonego w sobotę w Polsce Narodowego Dnia Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką, a jego rodzinę ratowały trzy polskie rodziny.

        Niestety, dostojny pan, nie po raz pierwszy, mówi to wszystko do Polaków, a nie do ludzi w innych krajach, jak np. w Izraelu lub USA, gdzie konkretnie w Albany, stolicy stanu Nowy Jork, polityk Dov Hikind, członek zgromadzenia ustawodawczego stanu Nowy Jork, wystartował również ze stroną polandmurderedjews.com, gdzie oskarża Polaków o holokaust.

 

        Czy wyleci?

        W Onecie znalazłem informację, że wiceminister spraw zagranicznych Cichocki pozwolił sobie na skrytykowanie wypowiedzi premiera, że byli też żydowscy szmalcownicy. A co, nie byli?

        Zadzwoniłem do samego ministra i poleciłem jego sekretarce, by szefowi kupiła książkę J.R. Nowaka pod tytułem „Żydzi przeciw Żydom”, gdzie jest 300 stron urywków z książek Żydów opisujących, jak Żydzi pomagali Niemcom mordować braci.

        Jestem ciekawy, jaki będzie tego finał. Jeśli nie wyleci z posady, oznacza, że Morawiecki junior nie ma jaj.


        Interes dla rodaków

        W Brazylii, jak podaje „Wall Street Journal”, jest moda na posiadanie bielszych dzieci, więc sporo czarnych kobiet kupuje nasienie białych, by ich dzieci były bardziej europejskie. Liczba pań, które tak się zapłodniły, wzrosła 30 razy w ciągu pięciu lat, choć sprzedawanie męskiego nasienia jest w tym kraju karalne.

        Dawniej „eksportowano” do Brazylii Polki do burdeli, a może teraz będzie eksport polskich… rozpłodników.

 

        Niestrawne

        Od dawna oglądam program tv Russia Today, a teraz RT France, i nawet mam dla obu ciepłe słowa, bo są ciekawe. Dziś spojrzałem na rosyjski portal dla Polaków Sputnik i drugi raz nań nie spojrzę. Cokolwiek tam podają – jest w podłym sosie, który pewnie nie tylko dla mnie jest wstrętny. Przy okazji odkryłem podły polski portal – OKO.press – z którego Sputnik korzysta.


        Rusofobia

        Tak, istnieje w Polsce. Ba, przypomina fobię antyzachodnią w latach komuny. Nikomu nikt nie każe kochać Putina i jego ekipy, ale pogarszanie stosunków Polaków do Rosjan mija się ze zdrowym rozsądkiem i interesem Polski.

        W Rosji też jest antypolska fobia i chyba nie muszę nikomu przypominać o różnych deklaracjach chwalących pakt Ribbentrop-Ribbentrop lub mówienie, że polska armia po 1939 r. powstała dopiero w 1943 r. w ZSRS.

 

        Ile powinni zarabiać?

        Trwają zarzuty, że ministrowie zarabiają krocie. Może w stosunku do przeciętnej, ale ministrowie powinni zarabiać sporo, by nie mieli ochoty brać łapówki. W  Singapurze, doskonale prowadzonym państwie o 5 mln obywateli, ministrowie zarabiają po dwa i więcej milionów dolarów.

        Krzyk o wysokie zarobki to mamienie oczu gawiedzi, a jak wyrzucono co najmniej 1.500.000.000 na Pendolino, to nikomu włos z głowy nie spadł i było OK. Jak dano „kochanym Ukraińcom” 4.000.000.000, to kto krzyczał?

 

        Mała sprawa, spore zyski

        Produkowane w Koniakowie szydełkowe koronki, znane od ponad stu lat, podbijają teraz świat. Choć groził im upadek, moda na „stringi” uratowała branżę i koniakowskie wytwory trafiły na paryskie wybiegi. Zamówienie było ogromne. Kwadratowe chusty, z których później powstała kreacja na Fashion Week Poland, szydełkowało 40 koronczarek. Realizacja takiego wyzwania nie udałaby się w żadnym innym miejscu na ziemi.

        Pytanie, ile jeszcze takich zapomnianych „działalności” ktoś odkryje?

 

        Czym Polska podbija Azję

        Okazuje się, że biustonoszami. Firm produkującymi je jest moc, między innymi w Białymstoku, jego okolicach oraz w Pabianicach.

        Ważne jest, że w kosztach produkcji nie surowiec, ale pomyślunek i doskonałe wykonanie robią to, że produkt podbija panie nie tylko tu i tam na dalekich rynkach.

 

        Popierajcie… czynem

        Prezydent z żoną, pani Szydło i kardynał Dziwisz byli na chrzcinach 16. dziecka państwa Nelców z Przeciszowa pod Oświęcimiem. Przypomnę, że przed wojną był zwyczaj, że prezydent był ojcem chrzestnym siódmego syna. Jednak co by było, gdyby prezydent ze swą damą też przyczynili się do powiększenia narodu. Jak są problemy, to przypomnę, że w Krakowie koło Plant jest kościół, gdzie u Matki Boskiej bezpłodne kobiety szukają pomocy. Polecam, choć na ojca chrzestnego zdecydowanie nie kandyduję.

 

        Nowe pierwsze przykazanie

        Będziesz kochał każdego Żyda i państwo Izraela z całego serca, jak masz kochać Pana Boga. Jak nie będziesz tego robił w dzień i w nocy, to zostaniesz oskarżony o antysemityzm i skazany na niebyt na tym świecie.


        Daj Boże

        Mam nadzieje, że nie pęknę ze śmiechu, gdyby moja koncepcja, że za truciem eksrosyjskich agentów stały Chiny lub ktokolwiek inny, okazała się słuszna. 

        Wtedy dopiero Rosjanie się by śmieli, a „Zachodowi” byłoby głupio i wstyd na dziesięciolecie. 

        Ziemkiewicz:

        Problemem tzw. dobrej zmiany jest to, że główni PiS-owcy, począwszy od Jarosława Kaczyńskiego, w głębi ducha mają takie marzenie, żeby ich Adam Michnik kiedyś pochwalił. To dopiero byłoby spełnieniem ich pragnień; to by ich dopiero dowartościowało; wtedy poczuliby się „prawdziwymi inteligentami”.

Aleksander Pruszyński

winnicki-robert„W związku z informacją ogłoszoną na jednej z platform społecznościowych dnia 30 marca 2018 r., w której Pan Minister podał, że rząd zamierza w najbliższych latach przeznaczyć około 32 mln złotych na kolejne żydowskie muzea w Polsce, zwracam się z prośbą o odpowiedź na następujące pytania:

        1. Jakie kroki podjął Pan Minister by państwo polskie odzyskało pełną kontrolę nad Muzeum Polin i Muzeum Auschwitz? Jeśli nie podjął – dlaczego? Czy Pan Minister nie dostrzega takiej pilnej potrzeby w związku z kontrowersjami dotyczącymi ich funkcjonowania?

        2. Czy w okresie pełnienia przez Pana funkcji Ministra Kultury zaszły w formie działania, w statutach lub we władzach wymienionych placówek jakieś zmiany? Jeśli tak, to czym były spowodowane i jakie było stanowisko Ministra wobec tych zmian?

        3. Kto w okresie pełnienia przez Pana funkcji Ministra Kultury reprezentował Ministerstwo we władzach owych placówek? Czy osoby te interweniowały w jakikolwiek sposób ws. kontrowersji poruszających opinię publiczną? Czy po tych interwencjach pozostał w Ministerstwie jakiś pisemny ślad, np. pisma otrzymane „do wiadomości” Ministra?

        4. Który wiceminister i który dyrektor departamentu odpowiada za nadzór nad wymienionymi placówkami? Jaka była ich aktywność ws. nadzoru nad tymi muzeami w okresie pełnienia przez Pana funkcji Ministra?

        5. Jak Minister ocenia sposób działania władz wymienionych muzeów i realizowaną przez nie politykę historyczną? Czy planowana jest w najbliższym czasie zmiana władz powyższych placówek powstałych i dotowanych z pieniędzy podatników?

        6. Czy zapowiedź budowy kolejnych muzeów, tj. Muzeum Getta Warszawskiego i Muzeum Chasydyzmu, została powiązana z gestami wzajemności na rzecz polskiej polityki historycznej ze strony Izraela? Jeśli tak, to z jakimi konkretnie i jakie strona izraelska poczyniła zapowiedzi? Jeśli nie, to dlaczego? Czy Polska wyraża wobec strony izraelskiej takie oczekiwania? Jeśli nie wyraża, to dlaczego?

        7. Czy nad budowanymi z pieniędzy Polaków muzeami Chasydyzmu i Getta Warszawskiego rząd państwa polskiego będzie miał pełną kontrolę w zakresie powoływania i odwoływania władz tych placówek oraz decydowania o prezentowanych w nich treściach? Czy Minister rozważa powołanie którejś z tych placówek w formule publiczno-prywatnej lub rządowo-samorządowej, tak jak Muzeum Polin?

        8. Czy powstał już w Ministerstwie Kultury jakikolwiek dokument precyzujący założenia programowe i polityczne stojące za pomysłem utworzenia nowych muzeów dot. tematyki żydowskiej? Jeśli tak, to proszę o informację jaki i o streszczenie zawartych w nim założeń.

        9. Czy powstał już w Ministerstwie Kultury jakikolwiek dokument precyzujący plan formy instytucjonalno-prawnej oraz plan finansowania nowych muzeów dot. tematyki żydowskiej? Jeśli tak, to proszę o informację jaki i o streszczenie zawartych w nim planów.

        10. Jak liczny personel owych placówek Minister przewiduje? Proszę o podanie w przybliżeniu przewidywanej liczby pracowników zatrudnionych na etat.

        11. Jaki tryb i kalendarz opracowania i konsultacji założeń do scenariuszy wystaw Pan Minister planuje? Czy scenariusze mają przewidywać wątki dotyczące antysemityzmu Polaków lub współdziałania Polaków w przemocy wobec Żydów? Czy scenariusze mają przewidywać wątki dotyczące antypolonizmu Żydów lub współdziałania Żydów w przemocy na Żydach?

        12. Czy planowane muzea mają być muzeami w tradycyjnym sensie, tzn. placówkami skupionymi na neutralnym popularyzowaniu historii, czy „nowoczesnymi muzeami”, tzn. placówkami takimi jak POLIN, w których historia jest punktem wyjścia do aktywnego kreowania współczesnej debaty społecznej i politycznej?

        13. Ostatnie wydarzenia pokazały ogromne różnice w polskiej i żydowskiej pamięci historycznej oraz elementarny brak zgody co do tego, co jest prawdą o polsko-żydowskich relacjach. Proszę o informację, którą perspektywę mają według planu Pana Ministra prezentować nowe muzea Getta i Chasydyzmu:

a) perspektywę polską,

b) perspektywę żydowską,

c) jedną kompromisową perspektywę, 

d) obie perspektywy równolegle obok siebie.

        Jeśli Ministerstwo przewiduje wariant kompromisowy, to proszę o informację, jaki Minister przewiduje plan wypracowania kompromisu i kto miałby być jego stroną – środowiska żydowskie z Polski stojące obecnie za polityką Muzeum Polin czy zajmujące się historią Żydów ośrodki historyczne i naukowe z Izraela?

        14. Dlaczego Minister Kultury zdecydował się przedstawić koncepcje utworzenia w Polsce dwóch kolejnych ośrodków zajmujących się historią Żydów, w sytuacji gdy dotychczasowe doświadczenia pokazują, że placówki takie są źródłem napięć w polskiej polityce wewnętrznej i zagranicznej, dając podstawę wpływowym kręgom z Izraela, Europy i ze Stanów Zjednoczonych do prób ingerencji w nasze życie społeczne i polityczne? Czy Pan Minister nie widzi ryzyka stworzenia w ten sposób zarzewia nowych sporów, które ze względu na kontekst Holokaustu natychmiast zostaną umiędzynarodowione?

        15. Proszę o informację, czy Minister Kultury ws. planów tworzenia Muzeum Getta i Muzeum Chasydyzmu:

a) badał nastawienie opinii publicznej i oczekiwania wyborców,

b) zasięgał opinii IPN, 

c) zasięgał opinii MSZ, 

d) zasięgał opinii prezydenta RP,

e) zasięgał opinii ABW i AW ws. ochrony kontrwywiadowczej takich placówek i rozpoznania ewentualnych zagrożeń dla wizerunku i pozycji Polski, jakie może spowodować proces ich tworzenia i ich funkcjonowanie, 

f) zasięgał opinii szefów klubów parlamentarnych i liderów partii politycznych, 

g) zasięgał opinii sejmowej i senackiej Komisji Kultury i Środków Przekazu, 

h) zasięgał opinii polskich historyków i historycznych jednostek naukowych polskich uniwersytetów, 

i) zasięgał opinii środowisk żydowskich z Polski,

j) konsultował się z ambasadą Izraela w Polsce,

k) konsultował się z Instytutem Yad Vashem lub innymi ośrodkami z Izraela zajmującymi się historią Żydów, 

l) konsultował się z międzynarodowymi środowiskami żydowskimi, w tym chasydzkimi. 

        Jeśli tak, to proszę o informację, które z powyższych podmiotów przedstawiły swoje opinie i w jakiej formie.

        Z poważaniem 

Robert Winnicki

poseł, Ruch Narodowy

piątek, 06 kwiecień 2018 07:54

Jesteś służebnicą cudzą…

Napisane przez

czekajewskiO Polsko, pawiem narodów byłaś i papugą, a teraz jesteś służebnicą cudzą.

        Pisał Juliusz Słowacki, obserwując losy Polski, będąc na wygnaniu we Francji po upadku Powstania Listopadowego. Mimowolnie skojarzyły mi się jego obserwacje z czasami ostatnimi, chociaż dla niektórych liczy się tylko historia ostatnich kilku lat, kiedy to dwa walczące ze sobą polskie stronnictwa, PiS i PO, skaczą sobie do gardła, mając w zanadrzu jedyną receptę na wolność Polski, którą każde z nich interpretuje inaczej. Niemniej wracając do tytułu, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że tytuł w poemacie Słowackiego odnosi się do czasów początków ruchu Solidarności, w którym nie uczestniczyłem, będąc już od wielu lat na emigracji w Stanach Zjednoczonych, gdzie obserwowałem histeryczny wprost zachwyt mediów amerykańskich wydarzeniami w Polsce. Polacy wtedy byli „pawiem i papugą” całego „Zachodu”. Polacy odważyli się podważyć fundamentalne podstawy potęgi sowieckiej, pierwszy raz w historii bez przelewu krwi. I rzeczywiście stała się rzecz niespotykana, reżym sowiecki upadł i wybuchła wolna Polska w roku 1989.

        A jak „demokracja” zwyciężyła w Rosji?

        Co prawda reżym sowiecki upadł, ale osłabiona Rosja pozostała. To na nią na początku rządów Jelcyna rzuciły się „kruki i wrony”, rozdziobując to, co było najwartościowsze, czyli rosyjskie zasoby naturalne w postaci oleju i gazu, od którego Europa jest uzależniona, oraz metali, takich jak aluminium i nikiel, niezbędnych w nowoczesnej ekonomii. Nagle, ni stąd, ni zowąd, młodzi działacze komunistycznego Komsomołu przedzierzgnęli się w wybitnych finansowych specjalistów i zaczęli przejmować większość rosyjskich zasobów naturalnych. Nagle z ubogich studentów marksizmu leninizmu stali się miliarderami na skalę światową. Czy ci smarkacze byli takimi finansowymi geniuszami na skalę J.P. Morgana czy Korneliusza Vanderbilda, czy też parawanem, za którym kryli się inni ludzie, którzy znali się na bankowości i dyktowali zdalnie ich posunięcia na szachownicy gospodarki rosyjskiej. Chory alkoholik, Jelcyn nie był w stanie zapobiec rozkradaniu bogactwa Rosji i przekazał władzę Putinowi, doświadczonemu agentowi KGB, który postanowił oczyścić stajnię Augiasza. Berezowski uciekł do UK, gdzie umarł w podejrzanych okolicznościach, a Kadarowskiego wsadził do więzienia na 10 lat, a wypuścił go niedawno z nakazem milczenia. Innym, mniejszym operatorom udało się wywieźć miliardy dolarów do Londynu i gdzie indziej, na Cypr i w pobliże. Epilog tej rozgrywki jeszcze nie nastąpił. Kurtyna jeszcze nie zapadła, ale ci, którzy doradzali marksistowsko-leninowskim oligarchom, są wyraźnie zirytowani. Tak jak ktoś napisał, „bydło dobrze żarło, ale zdechło”.

        Tak było w Rosji, ale ja miałem pisać o Polsce,

        do której przyjeżdżałem często w okresie przemian demokratycznych. Zatrzymywałem się wtedy zwykle w Hotelu Sheraton w tak zwanej Tower (Wieży), gdzie w ramach opłaty za pokój wliczone było także śniadanie w ekskluzywnej restauracji na ostatnim piętrze. W owym czasie wszyscy biesiadnicy mówili po angielsku i nie krępowali się w swych opiniach raczej obraźliwych o Polsce i Polakach. Czuli się swobodnie między sobą, jako że nikt nie podejrzewał, że ktoś z polskiego otoczenia mógł znać język angielski. Byli to różnego rodzaju konsultanci, którzy zlecili się jak „kruki i wrony” opisane kiedyś przez Stefana Żeromskiego, aby rozszarpywać co wartościowsze ścierwo, które pozostało po upadku komuny.

        Polska stara się zapłacić podwójnie za to samo bezpieczeństwo

        Polska, przystępując do NATO, jakoby zdobyła gwarancję, że napaść wroga na jeden z krajów sojuszu automatycznie spowoduje reakcje całego sojuszu. Patrząc z odległości, ta automatyczna reakcja nie jest gwarantowana. Jedne kraje są dla NATO ważniejsze, drugie mniej. Wiadomo na przykład, że niektóre kraje nienależące do NATO, jak np. Izrael, Japonia, Tajwan lub Arabia Saudyjska, są pod szczególną opieką USA. Polska jest na szarym końcu amerykańskich strategicznych interesów.  Z tego właśnie powodu Polska chce się podwójnie zabezpieczyć, nie wojskowo, tylko politycznie. Jak mi się wydaje, takim okupem jest suma 4,77 miliarda za rakiety Patriot.

        Kiedy gospodarka Polski dorosła do poziomu, że Polskę już stać na zakup (okup) od amerykańskich firm zbrojeniowych systemów obrony antyrakietowej Patriot, taka transakcja stała się realna. Dzisiaj czytamy, że Polska ma intencję zakupu za 4,77 miliarda dol. 16 wyrzutni rakiet Patriot produkcji firmy Raytheon plus 208 rakiet do tych wyrzutni w cenie 6 milionów dol. każda. Dziwnym zbiegiem okoliczności, tydzień przed tym, 25 marca 2018 r., rebelianci Houthu wystrzelili z Jemenu 7 pocisków rakietowych na stolicę Rijad w Arabii Saudyjskiej. Skąd rebelianci mieli takie rakiety? Na pewno nie zrobili ich systemem chałupniczym? Wygląda na to, że dostali je z Iranu, z którym właśnie szykujemy się, wkrótce rozliczyć. Nasz, ostatnio nasz, mahometański sprzymierzeniec, Arabia Saudyjska, zakomunikował, że używając systemu Patriot, zestrzelił wszystkie siedem rakiet. Wedle innych informacji dostępnych w Internecie, to było kłamstwo. Saudyjczycy nie zestrzelili żadnej rakiety, a jeden z pocisków Patriot nie tylko że nie trafił w rakietę Houthi, ale zmienił kierunek i spadł na stolicę, Rijad, zabijając jedna osobę. W interesie przemysłu zbrojeniowego USA jest sprzedawanie dużej liczby tych systemów i przyznawanie się, że systemy Patriot mają małą skuteczność, godzi w żywotne interesy przemysłu zbrojeniowego. 

        Pytanie można by sobie zadać, czy Polacy są na tyle naiwni, aby nie wiedzieli, że kupując systemy Patriot,  kupują szmelc? Przypuszczam, że polski rząd wie, że systemy Patriot niewiele są warte i że cena jest wygórowana, ale te pieniądze stanowią rodzaj okupu za cenę obrony Polski przez Amerykanów przed atakiem imperialistów rosyjskich w osobie Putina. To miałoby sens, gdyby ten zakup (okup) był opatrzony klauzulą, że Amerykański Kongres nie będzie się domagał, aby Polska zapłaciła 65 miliardów dolarów za „zbrodnie”, jakich jakoby dopuścili się „polscy naziści” na Żydach, na dodatek zagarniając mienie zamordowanych. 

        Niestety, jak przypuszczam, takiej klauzuli nie ma, jako że w polskiej mentalności jest utrwalone, że o pieniądzach w dobrym towarzystwie się nie mówi, a na dodatek mamy do czynienia z ludźmi, którzy historycznie są gotowi umierać honorowo, czyli bezinteresownie. Sytuacja jest patowa, wedle powiedzenia: mówił chłop do obrazu, a obraz do nie niego ani razu. Nie dziwię się więc frustracji i podejrzeniom premiera Izraela, że Polacy, zakładając jarmułki, uważają go za frajera, zamiast mówić do jego handlowej ręki. Premier Netanjahu siedzi i sobie myśli, albo oni są tacy cwani, albo nie rozumieją, o co chodzi? Przecież ja mam Kongres amerykański w kieszeni i oni Polaczkom pokażą, gdzie pieprz rośnie. Patriotami się nie wykręcą. Zresztą, sam Bi-Bi ma problemy we własnym kraju i kto wie, czy do więzienia go nie wsadzą za łapówki, więc polski antysemityzm to jak zwiastowania archanioła Gabriela dla Daniela. Proszę nie mylić z podobnym zwiastowaniem Gabriela dla Marii, matki Chrystusa. Czyli był wtedy ten sam anioł, ale miał także inną, uprzednią misję zleconą przez Boga. O co więc chodzi premierowi Netanjahu? Chodzi mu chyba o odwrócenie uwagi od grożącego mu więzienia. Oskarżenie Polaków o wyssany z mlekiem matki antysemityzm to stara śpiewka, jakiej nauczył się chyba od uprzedniego premiera Izraela, Icchaka Szamira. Śpiewka ta jest ciągle jest w Izraelu śpiewana ku oklaskom młodej gawiedzi. Starsi, którzy znają prawdę, albo wymarli, albo boją się zaprzeczyć ustalonej linii politycznej poprawności. Na tych, którzy jeszcze się wychylają i zaprzeczają, jest ustalone określenie. Nazywa się ich, „samonienawidzącymi się Żydami”. Jak sobie przypominam, kilka lat temu w artykule w „New York Timesie”, autor określił takich Żydów jako wstrętne stonogi, jakie znajdują się pod wielkimi kamieniami. Miał on na myśli prof. Normana Filkensteina, potomka polskich Żydów z getta warszawskiego, który ukuł określenie „przemysł holokaustu”. 

        Moja rada dla polskiego rządu

        A co ja na to? Ano, sobie pomyślałem, że mógłbym służyć polskiemu Prezydentowi radą wedle powiedzenia, i wilk syty, i koza cała. Otóż zamiast zakupu wątpliwej wartości bojowej wyrzutni Patriot, należałoby zainwestować pieniądze w firmę, która je robi, czyli w Raython Company. Jej akcje pod koniec marca 2018 r. wynosiły około 215 dol., a pięć lat wcześniej tylko 58 dol., czyli ich wartość wzrosła w ciągu pięciu lat o 370 proc. Ponieważ akcje tej firmy są dostępne dla wszystkich, na pewno rząd amerykański ucieszy się, że Polska zakupi te akcje. Prezydent Trump i Pentagon przyklaśnie. Pieniądze te pójdą na ulepszenie systemu Patriot, co będzie korzystne nie tylko dla Polski, ale także dla obronności USA przed rakietami nie tylko Putina, ale Chińczyków i Kima z Korei Północnej. Co do obaw, że Rosja zaatakuje Polskę rakietami Iskander, to bym się na razie nie martwił. Rosjanie mogą wejść do Polski na piechotę w „sapogach”, z Kaliningradu i ze wschodu przez Białoruś, ale chyba nie wejdą. Nie wejdą, gdyż z Polaczkami mieli za dużo kłopotu w ciągu ostatnich 200 lat, przez trzy powstania w 19 wieku, przegrana wojnę w roku 1920 i ostatnio Solidarność, która pomogła rozłożyć ZSRS, z którego Rosja do dzisiaj nie może się pozbierać. Natomiast się martwię, że Polska może być wykorzystana do rozgrywki o wpływy na Ukrainie. Jeśli Polacy dadzą się w to wciągnąć, to obawiam się, że mimo natowskich układów, Polska, tak jak to miało miejsce w roku 1939, zostanie na lodzie, jako że nikt w USA nie chce konfliktu z potęga nuklearną, jaką jest Rosja. Wtedy Rosjanie wejdą do Polski. Czy wystrzelą rakiety, czy wejdą na piechotę, nie jestem pewien?

        Ponieważ nie jestem pewny, czy Pan Prezydent Duda posłucha mych rad inwestycyjnych, ja, już jutro, kupię na giełdzie pakiet akcji firmy Raytheon Company produkującej Patrioty, które biją na głowę moje inwestycje emerytalne w fundusz oparty o akcje S&P 500. No cóż, koszula bliższa ciału.

Jan Czekajewski

Columbus, OH, USA

2 kwietnia 2018

piątek, 06 kwiecień 2018 07:53

O konstytucji dla biznesu, czyli o korycie dla swoich

Napisane przez

plutaW telewizorze triumfalnie obwieścili, że jest jakaś „konstytucja dla biznesu” i że już od teraz będzie tylko lepiej. Za Gierka to nawet i było lepiej, choć krótko, Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej, ale skończyło się kartkami na żywność i nie tylko na żywność. Mam nadzieję, że tym razem nie będzie aż tak źle.

        Zadałem sobie trud przeczytania na stronie rządowej, albo czymś w tym rodzaju, co ma zmienić ta cała słynna „konstytucja dla biznesu”. I wychodzi na to, że zmienia tyle co nic. Bo niby co ma zmienić zasada, że co nie jest zabronione, jest dozwolone? W tej biednej Polsce nie obowiązuje prawo, tylko interpretacja prawa, i to dokonywana przez urzędnika po jakimś fakcie. Przedsiębiorca coś zrobi, święcie przekonany, że nie łamie prawa, urzędnik wyinterpretuje, że tak nie wolno, i jak dawniej dowali karę. „Przedsiębiorca nie musi udowadniać swojej uczciwości, wątpliwości co do okoliczności konkretnej sprawy będą rozstrzygane na korzyść przedsiębiorcy” – czytam. No tak, tylko że urzędnik nie będzie miał wątpliwości i nie będzie miał co rozstrzygać na korzyść podatnika. „Niejasne przepisy będą rozstrzygane na korzyść przedsiębiorców.” Tylko że wszystkie przepisy dla urzędnika są jasne, on sobie je interpretuje, jak chce, i nie ma żadnych wątpliwości. „Urząd nie może nakładać na przedsiębiorcę nieuzasadnionych obciążeń, np. nie będzie mógł żądać dokumentów, którymi już dysponuje.” Po pierwsze, to tylko taka deklaracja, uwierzę, że jest na poważnie, jak urzędnicy będą karani za zakłócanie spokoju ludziom. A po drugie, cóż to za łaska? Równie dobrze można byłoby napisać w „konstytucji dla biznesu”, że przedsiębiorcy będą rozstrzeliwani przez urzędników tylko od ósmej do siedemnastej.

        I gdy wydawało mi się, że nic się nie zmieni, nagle czytam, że powołany zostanie Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców. Czyli społeczeństwo zostanie obciążone utrzymywaniem kolejnego stada urzędników. A wiadomo, że w takim urzędzie trzech tysięcy nikt nie będzie zarabiał, a do tego premie, nagrody, trzynastki, czternastki, telefon, samochody, papier do drukarek, słowem pierdzieć w stołki i żyć nie umierać! Okazuje się, że całe rodziny dzięki „konstytucji dla biznesu” uzyskają dostęp do koryta!

        Czytajmy dalej. Następne „udogodnienie” to takie, że jeśli ktoś zarobi, np. handlując albo udzielając korepetycji, mniej niż połowę minimalnego wynagrodzenia, to nie będzie musiał rejestrować działalności gospodarczej, ale oczywiście podatek będzie musiał od tego zapłacić. Tylko nie wiem, po co np. student fizyki miałby informować urząd skarbowy, że udziela korepetycje z fizyki, chyba że bez tego student fizyki w ogóle nic o fizyce nie będzie nagle wiedział i wobec tego nie będzie mógł tych korepetycji z fizyki udzielać. A co do handlu. Rozumiem, że jak ktoś zarobi 100 zł, handlując pietruszką, to trzeba natychmiast mu część tych pieniędzy zabrać. A jak ktoś jest na państwowym stołku, to może sobie brać tyle premii i nagród, ile dusza zapragnie. Raczej należałoby nie przeszkadzać tym ludziom, którzy sami się utrzymują, niż tolerować przywileje tych, którzy całymi rodzinami okupują synekury. Ale to nie w III RP.

        Jakiś tam ma być mniejszy ZUS dla osób rozpoczynających działalność gospodarczą. Sfera budżetowa nie płaci ZUS-u, pensje, premie, składki, w tym składkę emerytalną, płacą im podatnicy i pracownicy sfery budżetowej będą mieli emerytury. Co dowodzi, że płacenie składek zusowskich nie ma nic wspólnego z emeryturami. Jest to tylko jeszcze jeden sposób na wymuszanie od ludzi pieniędzy. Inna sprawa, że to zachęcanie ludzi do zakładania działalności gospodarczej jest chyba tylko po to, aby później tych ludzi obłupiać, a to podatki, a to kontrole i kary itd. Prawdziwą zmianą byłaby likwidacja wszelkich obciążeń finansowych, jakie obecnie ponoszą osoby prowadzące działalność gospodarczą (i oczywiście nie wymyślanie nowych!), a przynajmniej ograniczenie ich do symbolicznej wielkości, a to, co proponuje „konstytucja dla biznesu”, to tylko zwykłe mydlenie oczu.

        W tej sytuacji, chyba tylko jako szyderstwo należy potraktować zapowiedź utworzenia portalu dla przedsiębiorców. Poprzedni rząd uruchomił za wiele, wiele milionów portal dla bezdomnych. Ten pewnie też będzie kosztował podatników miliony i na jego prowadzeniu ktoś niemało zarobi. Powstaną nowe synekury, zostaną zatrudnieni nowi urzędnicy, pensje, premie, nagrody, trzynastki itd. Reszty to nawet nie chce mi się czytać, bo to same pierdoły bez znaczenia. I kto by pomyślał, że premierem rządu jest były szef banku Mateusz Morawiecki, który przecież coś tam o ekonomii musi wiedzieć. A wobec tego wie, że ta cała „konstytucja dla biznesu” to tylko taka propaganda. Ale miliony dla firmy Mercedes czy banku JPMorgan są jak najbardziej prawdziwe. Widocznie tak ma być. Jeden na pracować na drugiego.

Michał Pluta

piątek, 06 kwiecień 2018 07:52

Czyj premier, czyi ministrowie?

Napisane przez

szkopowskiPrzejawem największej ...nieroztropności... jest przeświadczenie, że głośnymi deklaracjami o umiłowaniu, uda się kogokolwiek przechytrzyć. Jest to pozostałość młodzieńczego stylu myślenia, kiedy podobne chwyty były uzasadnione przy zdobywaniu wybranki serca. Kiedy los rzucił cię w szeregi władzy, zapomnij obywatelu o młodości, a pamiętaj, że masz obowiązki polskie – a to już inny poziom, wymagający kwalifikacji, trzeźwego myślenia, poczucia honoru i więzi narodowej. 

        Początek tego roku obfitował w wiele burzliwych wydarzeń, które powinny stać się kanwą do dyskusji nt. kondycji obecnie rządzącej ekipy i jej oceny.

  Nie ulega wątpliwości, że PiS postawił sobie parę właściwych celów, jak: naprawa sądownictwa, określenie wieku emerytalnego, osądzenie aferzystów, polityka prorodzinna i parę innych. Hasła te dawały nadzieje na spełnienie oczekiwań społecznych i te hasła były przyczynkiem wyborczego zwycięstwa.

        Trochę trudno więc sypać uwagami krytycznymi, kiedy istnieje podejrzenie, że zamiary tej partii są uczciwe, a tylko nieudolność nie pozwala na sprawną realizację zadań. 

  Ponieważ jednak sprawa dotyczy narodu, a nie partii, to naród odejść powinien od tradycyjnej naiwności i ocenić rządzących sprawiedliwie, odrzucając postawę tzw. totalnej opozycji. Trzeba w tym miejscu powiedzieć, że wrzask o zniszczeniu demokracji i prowadzeniu Polski do katastrofy to nie są żadne argumenty, a jedynie gęganie odlatujących gęsi. Podobnie wyjaśniające stękanie z drugiej strony – że posłowie PiS głosowali za traktatem (nie czytając go), bo wiedzieli, że i tak będzie podpisany – to też nie są argumenty, a świadectwo zamulonej głowy.

   Przeciętnemu Polakowi do budowy własnych przekonań pozostają jedynie fakty dokonane. Przeciętny Polak po tych ostatnich prawie 30 latach już wie, że cała otaczająca go mgła medialna to ewidentne kłamstwo. Wie, że prawdą są rosnące ceny, podatki i wszystko, co jest jego bolesną codzienną rzeczywistością, która go dotyka. Zdolność kojarzenia faktów i logika myślenia mogą być narzędziem do uzyskania dodatkowej wiedzy, koniecznej do budowy światopoglądu. Tę zdolność posiadają jednak nieliczni, dla których poza dolegliwościami wegetacji dochodzi ból, gdy widzą, że tolerowany jest zboczeniec sikający na tablicę pamięci zamordowanych przez Niemców w 44 r. Polaków (50 tys. mieszkańców Woli), czy inni lżący nasze symbole religijne i narodowe. 

        Tych mniej licznych Polaków boli, gdy minister zwący się Polakiem, dotuje z naszych pieniędzy teatry produkujące spektakle ukazujące Żołnierzy Niezłomnych jako bandytów, a wstrzymuje dotacje tym, którzy uznają Niezłomnych za bohaterów. Tę myślącą mniejszość bolą wiernopoddańcze akty tych, na których ręce społeczeństwo złożyło obowiązki rządzenia i reprezentowania Polski. Jak bowiem zwolennicy PiS mają wyjaśnić, że tuż po zwarciu w sprawie ustawy o IPN i związanej z tym antypolskiej nagonce wspomniany „minister od siedmiu boleści” planuje poświęcić kolejne setki milionów na nowe „muzea”. 

        Ci nieliczni wiedzą, że jeżeli minister nie radzi sobie z obowiązkami, to powinien zrezygnować z zajmowanego stanowiska. Jeśli tego nie czyni, to dla naprawy honoru powinien zostać wysłany do ośrodka korekcyjnego, gdzie „inmates” zaprezentowaliby mu w „realu” spektakle, do których on dopuszcza. Jeden taki minister wystarczy, by skreślić cały dorobek 500+... i czkawka może odezwać się w zupełnie nieoczekiwanym momencie, tj. w końcu kadencji. Nie wiemy, czy działanie ministra jest jego tylko inicjatywą, czy też słuchać musi poleceń z wyższych półek?

   Idźmy zatem w górę, i co słyszymy? 

        „Chcę walczyć z antypolonizmem tak, jak nasi żydowscy bracia walczą z antysemityzmem” – powiedział premier Mateusz Morawiecki, zabierając głos podczas debaty „Marzec ’68” na Uniwersytecie Warszawskim.

        Ta absurdalna wypowiedź skierowana została do Polaków, kiedy wiadomo, że żaden „brat” nigdy na to nie pozwoli. Czy to był żart Pana Premiera z Polaków? Warto te słowa zapamiętać i obserwować poczynania Pana Premiera w tworzeniu narzędzi do walki z antypolonizmem. Narzędzi, które powinny być równoważne izraelskim wzorcom, by zapewnić podobne sukcesy. Przypuszczać należy, że dzięki istnieniu precedensowych postanowień Izraela, Panu Premierowi uda się przeforsować równoważne ustawy jeszcze przed końcem kadencji. 

        W. Cejrowski w jednym z jego najgorszych wywiadów rzucił jednak dobry pomysł, by przekalkować izraelskie przepisy i wprowadzić je. Częścią tego tytułowego zdania jest „...jak nasi żydowscy bracia...”, i tu pełne uznanie za szczerość – nie wstydźmy się znanej prawdy, że poza premierem istnieje grupa „MY” . 

  Tzw. ustawa o IPN była bublem prawnym. Miała ona być odpowiedzią na przybierający na sile bunt społeczny przeciwko bierności rządu. Chciano Polaków chytrze uciszyć. Trudno bowiem sobie wyobrazić, że w tej partyjnej egzekutywie PiS, w żadnej z wyszkolonych głów nie zakiełkowało, iż bez polskich odpowiedników haseł „antysemityzm i holokaust” cały spektakl nie ma sensu. Pozbawiony braterskich uczuć izraelski przywódca niuansów nie wyczuł i nasi biedni namiestnicy będą kręcili walczyki jeszcze długo. Zapora postawiona polskiej ustawie miała oczywisty sens. Jeśli ma się w rękach większość światowych mediów, to „artyści” będą malowali bezkarnie Orła Białego z sześcioramienną aureolą czy nagiego JPII i świat będzie rechotał z Polin (jak to Polskę nazywają najwyżsi przedstawiciele ekipy rządzącej). Naukowcy też mogli i dalej będą mogli grać „polski futbol” ludzką głową – to już zostało bardzo pośpiesznie załatwione.

        Premier Morawiecki powiedział dalej: „My mamy obowiązek im w tym pomagać. Mam nadzieję, że oni nam pomogą z antypolonizmem”. Panie Premierze, a skąd taki obowiązek? Z jednej (naszej) strony obowiązek, a z drugiej strony nadzieja?

        Przedszkolakom można wcisnąć, że to „jakieś” media kalumnie na Polskę rzucają; ale dorosły wie, że na ustawę zareagował właśnie główny organizator antypolskiej nagonki, który w niczym pomagał nam nie będzie. 

        Podczas tej konferencji premier mówił, że „...Związek Radziecki od początku swojego istnienia prowadził naprzemiennie politykę antysyjonistyczną, w latach 50. antysemicką...”. M.M. mówił, że „...ta polityka była wykorzystywana do walk wewnętrznych w ramach frakcji partyjnych. W Polsce tendencje te były wykorzystywane przez frakcję »chamów«, do których należeli Moczar, Szlachcic, przeciwko »innej« frakcji partii komunistycznej...”. 

        Czy był jakiś zakaz wypowiadania nazwy tej „innej” frakcji? Przecież wszyscy wiedzą, jaka to była frakcja. Premier nie wyjaśnił mechanizmu powstania tej „innej” frakcji. Nie wyjaśnił, skąd czerpała siłę po tak tragicznych stratach w II wojnie i jak mogła stać się siłą przewodnią (jak to wówczas powiadano). 

        Należałoby zapytać Pana M.M., czy ta frakcja wspomnianą walkę przegrała, czy wygrała? Wiadomo, że nie odpowie – no bo jak się wytłumaczyć z Rakowskiego, Urbana, Kwaśniewskiego, Mazowieckiego i wielu innych? Dzisiejsze przykłady wskazują, że frakcja „inna” jest nieprzerwanie w dobrej kondycji. 

        W liście do rabina Shmuleya Boteacha Mateusz Morawiecki napisał: „W czasie wzrastającej fali antysemityzmu w Europie, Polska znów staje się bezpieczną przystanią dla społeczności żydowskiej”. Premier ma wielkie serce; Żydzi, Ukraińcy, Romowie, Niemcy, Litwini – a gdzie bezpieczna przystań dla Polaków? Jak na razie nie zostały w całości wypełnione obietnice wyborcze. Tymczasem premier łapie się za nowe usprawnienia Polski, tzn. przebudowę naszej Ojczyzny w dom publiczny. Na zasadzie, każdy znajdzie tu łóżko dla siebie – przybywajcie. Czyż te projekty nie powinny być wielkim głosem obwieszczone przed wyborami? Kto wam dał prawo do takich poczynań, bez akceptacji narodu, którego własnością jest ten skrawek ziemi? 

        Polacy wiedzą, że pieniądze na 500+ zostały wyciągnięte od Polaków dla Polaków i jest to do zaakceptowania. Ale skąd pomysł wydawania ich reszty na tworzenie kolejnych antypolskich ośrodków? Jeżeli premier uznaje Izraelitów rzeczywiście za braci, to zamiast trąbić o wzrastającym antysemityzmie w Europie, powinien podpowiedzieć im, jakie są źródła tego bardzo powszechnego zjawiska, jak walczyć z podsycaniem go przez członków ich diaspory i jak nie dopuszczać do ekscesów, z którymi mieliśmy okazję zetknąć się w ostatnich latach. 

Ryszard Szkopowski

piątek, 06 kwiecień 2018 07:38

Disneylandyzacja św. Jana Pawła II

Napisał

        Oczywiście, że Jan Paweł II był postacią wielowymiarową; oczywiście, że jego przesłanie podobało się i trafiało również do niekatolików, jednak posługiwanie się popularnością i mirem wielkiego papieża Polaka, niejako podpinanie się przez ludzi z zupełnie innej bajki, wojujących na co dzień z przesłaniem Kościoła, społecznych marksistów, ciotki rewolucji, zwolenników aborcji i eutanazji, jest po prostu niesmaczne. Dzień Jana Pawła II w Kanadzie to święto państwowe, problem tylko w tym, że to państwo coraz bardziej ruguje ze sfery publicznej wszystko to, co Jan Paweł II sobą reprezentował i czym żył. Słowem, jest w tych obchodach coś bardzo nieszczerego. Akurat teraz mieliśmy ich większe natężenie, no bo – wiadomo – politykę robi się na emocjach, a 7 czerwca mamy w prowincji wybory... Idzie więc o dobre skojarzenia, idzie o głosy. Tym bardziej że nasz polski święty jest osobą, która wciąż przyciąga uwagę nie tylko katolików.  Jak można z jednej strony bezpardonowo walczyć z katolicyzmem, zmuszać organizacje religijne do podpisywania państwowych cyrografów o akceptowaniu „prawa do aborcji”, a jednocześnie uśmiechać się od ucha do ucha do portretu Jana Pawła II? Nasz papież nie żyje i niestety nie może już tym obłudnikom niczego powiedzieć do słuchu.

        W minioną środę – podobno za zaproszeniami – w Centrum Polskiej Kultury w Mississaudze odbyło się świętowanie Dnia Jana Pawła II przez liberalny klub parlamentarny, zjechał się prawie cały rząd Ontario, była sama latająca dziś w sondażach tuż nad ziemią premier Kathleen Wynne, była cała masa posłów federalnych, którzy już przy samym wniosku o kandydowanie z ramienia swej partii musieli podpisać proaborcyjny cyrograf...

        No i – jak to zwykle na takich parteitagach – było przyjemnie i miło, piękne słowa gładko płynęły z ust. Nikt żadnego rozdźwięku nie zauważał. Nawiasem mówiąc, ponoć Polaków nie była nawet połówka sali. Nie dostali zaproszeń? 

        Podczas innych obchodów, w niedzielę przed ratuszem w Toronto, były radny Chris Korwin-Kuczyński zapowiedział za rok paradę. Miejmy nadzieję, że nie będzie to druga fajna parada  św. Patryka z udziałem połykaczy ognia i innych kuglarzy, wyjałowiona z jakiegokolwiek religijnego przekazu. Wydaje się, że w Kanadzie postanowiono z Jana Pawła II uczynić „ikonę tolerancji, wielokulturowości i ekumenizmu”. Nie dajmy  zrobić z naszego wielkiego świętego religijnopodobnej maskotki, bo wygląda na to, że diabeł w ornat się ubrał i ogonem na mszę dzwoni. 

        Brońmy tego, co Jan Paweł II nauczał i do czego nas w tysiącach kazań napominał. Może właśnie dzień Jana Pawła II byłby dobrą okazją, aby rozpropagować jego kazania po angielsku... aby przypomnieć potrzebę szacunku do ludzkiego życia – również tego poczętego...

***

        Dzwonili do mnie kilka razy z prośbą o poparcie z kampanii Tani Granic Allen, która walczy o nominację Partii Postępowo-Konserwatywnej w tym samym okręgu w Mississaudze co Natalia Kusendova. Tanya jest przede wszystkim  pro-life i anty seks-ed; Natalia jest przede wszystkim wychowana po polsku. Kogo wybrać? Dlaczego konserwatyści postanowili strzelić sobie w stopę, w jednym okręgu dopuszczając wyścig, który podzieli głosy polskich prolajferów, i w konsekwencji może doprowadzić do tego, że jedna rozczarowana grupa po prostu nie pójdzie 7 czerwca głosować?

Andrzej Kumor


Dostęp tylko dla użytkowników z subskrypcją. Kup teraz!

Ostatnio zmieniany piątek, 06 kwiecień 2018 20:55
wtorek, 03 kwiecień 2018 17:26

Na szybko: Katolicyzm religia gorszego sortu

Napisał

W święta wielkanocne w Halifaksie sprofanowano dwa kościoły. Po prostu posprejowano na nich jakieś idiotyczne grafitti. Może sataniści, może młodzi idioci - tak to zazwyczaj bywa w tego rodzaju sprawach. Tymczasem reakcja rządu federalnego (i nie tylko) jest dosyć przytłumiona, nie słychać lamentu, że motywowane nienawiścią. Gdyby chodziło o jakieś gwiazdy Dawida na szubienicy; gdyby chodziło o jakieś antyislamskie wersety no to pewnie mielibyśmy rozpłakanego premiera Trudeau na miejscu wyrażającego solidarność "z miejscową społecznością". Tymczasem pies z kulawą nogą tego faktu oficjalnie nie odnotował; żadnej solidarności nie wyraził i do tolerancji nie nawoływał. Najwyraźniej mamy równe i równiejsze religie; wydaje się więc że porównując katolicyzm z islamem, islam jest równiejszy - dla premiera Trudeau z całą pewnością...


Dostęp tylko dla użytkowników z subskrypcją. Kup teraz!

Ostatnio zmieniany środa, 04 kwiecień 2018 13:29
czwartek, 29 marzec 2018 08:00

Spotkanie

Napisał

        Tak się dziwnie stało, że przed kilkoma dniami rozmawiałem z nieznajomym człowiekiem, który w trakcie tej rozmowy stał się znajomym, i do tego bliskim, z jednego banalnego powodu... Mieliśmy rozmawiać o interesach, a przez dwie godziny rozmawialiśmy o życiu, Bogu, umieraniu, miłości Bożej, pysze, nawróceniu, żywotach świętych...

        Rozmawialiśmy o tym, co prawdziwie istnieje, bez zasłon, bez obawy, że ktoś jedyną prawdę skwituje głupawym uśmieszkiem. Po prostu spotkaliśmy się. 

        Ludzie rzadko się spotykają, zazwyczaj tylko są obok siebie, często nawet gdy są fizycznie bardzo blisko. 

        Ludzkie spotkanie zakłada bowiem zrozumienie, kim jesteśmy, uświadomienie sobie, żeśmy są jedno w Panu Bogu i Jezus Chrystus jest wyłączną przyczyną naszego istnienia.

        Zgiełk świata najczęściej służy przesłanianiu nam rzeczywistości; przejmujemy się rzeczami niemającymi większego znaczenia, a gdy stajemy w obliczu ważnych spraw, nie możemy ich pojąć; mamy pretensje, jeśli coś nam się nie udaje, nie idzie po naszej myśli, nie zastanawiając się, czy rzeczywiście było to dobre.

        Jesteśmy istotami wiecznymi, a bardzo rzadko zastanawiamy się nad tym, po co tracimy swoje dni na banalne zaspokajanie zmysłów; szczęścia szukamy w hedonistycznych odlotach, nie potrafimy odnaleźć prawdy o nas samych, o tym, kim jesteśmy.

        Pan Bóg dał się mi spotkać na kawie przed Świętami Wielkiejnocy, niosącymi najważniejsze przesłanie naszej wiary – to, które wypisuje okładka naszego pisma w tym tygodniu. Wy też zmartwychwstaniecie... 

        Ja zmartwychwstałem i wy też zmartwychwstaniecie. 

        Banalna prawda o tym, że nasz świat nie kończy się w chwili, gdy śmierć zamyka nam oczy, pozwala uporządkować doczesność, sprawia, że dzięki darom Bożym – łasce, rozumowi i wolnej woli – możemy rozeznać, co się liczy, a co nie, stwierdzić, co istnieje realnie, a co jest tylko odbiciem.

        Życie, dziękczynienie za dar istnienia, sam fakt, że zaistnieliśmy; że Pan Bóg podarował nam ten świat – niebo, ziemię, wodę, że je postrzegamy właśnie tak – po ludzku, a nie jako subcząsteczkowe drgania i częstotliwości, fakt, że mamy świadomość, powinien nas napawać niebotyczną wdzięcznością. Jak to mi uświadomił w trakcie wspomnianej „kawy” mój rozmówca, nasze istnienie nie ma innego wytłumaczenia niż w Panu Bogu. – Jestem tylko dlatego, że Ty jesteś, Boże. Mam życie wieczne tylko dlatego, że mnie kochasz, Boże, mam możliwość iść z Tobą tylko przez Twoje miłosierne serce, Boże.

        Tak oto spotkałem się na kawie z Drugim, aby porozmawiać „o bieżących wypadkach”; niczym w dawnych czasach ludzie idący na piechotę od miasta do miasta. To właśnie w takiej sytuacji objawił się zmartwychwstały Jezus. Droga sprzyja myśleniu, zwłaszcza ta odbywana w niespiesznym rytmie kroków.

        Nie ma lepszego czasu do myślenia o nas samych, o tym, dokąd idziemy, niż Triduum Paschalne. Przeżyjmy ten czas z Jezusem, aby znów odzyskać prawdziwą wolność, którą nasi przodkowie utracili w raju, a którą dał nam ponownie nasz Zbawiciel. Możemy być wolni tylko i wyłącznie dlatego, że umarł dla nas, że wyciągnął do nas rękę i nam siebie podarował, jak najlepszy Przyjaciel.

        Nasza głupota polega na tym, że usiłujemy brać życie i świat „wycinkowo”, że ograniczamy myślenie do jednej chwili. Tymczasem chwilą jest nasze życie, a ten świat nigdy nas nie dopełni. Tak jesteśmy stworzeni. Idźmy więc między ludzi i spotykajmy ich w prawdzie, pokazujmy, czego się należy bać, a co jest śmiechu warte. Nie bójmy się śmieszności czy szyderstwa, ludzie nie są w stanie nas zranić, jeśli przy nas stoi Bóg. Quis ut Deus? Niech te święta pozwolą się nam spotkać nie tylko z Nim, ale między sobą; niech będą czasem przypominania, kim jesteśmy i po co. 

        Z całego serca Państwu tego życzę.

***

        Potrzebujemy pomocy. Proszę więc Państwa o bycie naszymi ambasadorami i patronami, rozpoczęliśmy wydawanie darmowego tygodnika, aby docierać do jak najszerszego grona czytelników. Za każde wsparcie jesteśmy wdzięczni. Proszę namawiać do ogłaszania się w „Gońcu”, proszę nas reklamować wśród znajomych, zapraszamy do wszelkich form sponsorowania naszej misji i przesłania.

Wesołych Świąt Andrzej Kumor


Dostęp tylko dla użytkowników z subskrypcją. Kup teraz!