Goniec

Register Login

Szanowni Państwo, kontynuujemy nasz cykl ujawniania materiałów rezydentury wywiadu PRL w Kanadzie. Część z nich pochodzi z niedawno odtajnionego zbioru zastrzeżonego. Materiały te są pozyskiwane w ramach prowadzonego przez nasz tygodnik programu badawczego w IPN „Polonia i jej korzenie”. Zachowano oryginalną pisownię.

 

INSTRUKCJA NR12/K/88
(ciąg dalszy)
16. Dot. informacji o osobach ubiegających się o kursy wakacyjne i studia w Polsce /notatka „UGISA”/. Ma to istotne znaczenie w kontekście perspektywicznych zadań naszego Pionu. Dobre możliwości realizacji tego zadania z pozycji K.G. w Toronto /od strony dokumentacyjnej/ posiada „ROG” – którego „UGIS” powinien tylko odpowiednio ukierunkować, dyskontując uzyskane akta i informacje w aspekcie operacyjnym.
17. Prosimy o nadesłanie aktualnej listy ob. PRL delegowanych oficjalnie do pracy w naszych placówkach w Kanadzie /Ambasada, Konsulaty, BRH, „Dalimpex”, PLL „LOT”, PeKaO, PLO/.
18. Prosimy o nadsyłanie rachunków do rozliczenia w jednej kopercie i szczegółowego oznakowania ich zgodnie z instrukcją finansową wg odpowiednich paragrafów np. 3 a itp.
19. Dot. „AZ” – Zgoda na zakup samochodu.
Jednocześnie przypominamy o konieczności przestrzegania zasad obowiązujących szyfrantów przy wszelkich wyjazdach prywatnych i służbowych poza teren placówki.
20. Przypominamy o konieczności oszczędnego wydatkowania kwot z funduszu operacyjnego. Dotyczy to w szczególności rozliczenia kosztów spotkań z k.o. placówkowymi. Zgodnie z decyzjami Kierownictwa nieuzasadnione operacyjnie wydatki nie będą refundowane.
21. Dot. napadu na żonę „GUNNARISA” /Wasza 474 z 1988.11.28/ o tego typu zdarzeniach informujcie natychmiast /Karski informował MSZ już 1988.11.17/ i przede wszystkim nasz pion. „GOSPODARZ” otrzymał szczegółowe dyspozycje w tej sprawie z Dep. Kadr MSZ – prosimy o zapoznanie się.
Z okazji Nowego 1989 Roku przesyłamy Wam, Oficerom Rezydentury oraz Waszym Rodzinom życzenia wszelkiej pomyślności w pracy zawodowej oraz życiu osobistym.
K. J A R E C K I
***
Warszawa, dn. 1989-01-03
T A J N E
SZYFROGRAM Nr 00021
„VARDAR” – OTTAWA
Instr. 1/K/89 pkt 6 – Paweł Sławiński
JAR – K
Uwaga: podkreślone szyfrem rezydenckim!
Redagował Majdański
***
PODLEGA ZWROTOWI DO CENTRALI NASTEPNYM KURIEREM
TAJNE SPEC. ZNACZENIA
Egz. Nr 1
INSTRUKCJA NR 1/K/89 Z DNIA 1989.01.02 DLA „VARDARA”
1. Dot. SAJDAK Tadeusz
Nasze sprawdzenia wym. przyniosły wynik negatywny. Jesteśmy zaniepokojeni sytuacją. Z kontrwywiadowczego punktu widzenia uważamy ją za niedopuszczalną. Prosimy o wyjaśnienie sprawy jego zatrudnienia w Urzędzie.
2. Dot. „DONAT”
Sprawę uważamy za interesującą. Wasze wnioski zasadne. Kontynuujcie opracowywanie go pod kątem przeprowadzenia z nim rozmowy sondażowo-pozyskaniowej z pozycji kraju. Informujcie wyprzedzająco o przyjeździe „D” do kraju.
3. Dot. „ALB”
Podczas pobytu „ALBA” w kraju próbowano wielokrotnie skontaktować się z nim /w różnych porach/ – bez rezultatu. W tym kontekście rozgoryczenie „A” oceniamy jako pozorne. O jego stosunku do współpracy świadczą nikłe rezultaty informacyjne /także w czasie ostatniego spotkania z „MUSK”/.
Prosimy o każdorazowe ustalanie z nim przed przyjazdem do kraju – szczegółowych parametrów, niezbędnych do nawiązania kontaktu.
4. Dot. kanadyjskiej Ustawy Imigracyjnej.
Według posiadanych przez nas informacji z dniem 1989.01.01 wchodzi w życie nowa ustawa imigracyjna. Prosimy o przysłanie obowiązującego tekstu ustawy wraz z Waszą oceną odnośnie wpływu nowych uregulowań na ogólną sytuację kontrwywiadowczą w Kanadzie.
5. Dot. obserwacji „MUSKA”
W związku z powtarzającą się obserwacją, zalecamy aby „MUSK” w najbliższym czasie /2-3 miesiące/ ograniczył się w czasie pobytów w Toronto do realizacji czynności oficjalnych tj., wynikających z jego statusu na placówce.
6. Dot. /dane depeszą/
Nasze sprawdzenia wykazały, iż wym. pozostaje w zainteresowaniu Wojskowych. Sprawę zasygnalizujcie na miejscu ich rezydentowi. Obserwujcie zachowanie S. W przypadku braku rezultatów /zmiany postawy wym./ sprawę omówimy na szczeblu Central.
7. Dot. oferentów
Dziękujemy za szczegółowy raport; tym niemniej podtrzymujemy nasze stanowisko. Jednocześnie informujemy, iż sprawę uważamy za zamkniętą.
8. Dot. „ROG”
W nawiązaniu do notatki „UGISA” prosimy, aby z uwagi na obecnie pełnioną funkcję i mimo jego przeszłości zawodowej, „ROG” nie był włączony do działań operacyjnych poza Urzędem.
9. Dot. „FLIN”
Przeprowadźcie osobiście stosowną rozmowę z „FLINEM”. Uświadomcie mu w sposób taktowny, aczkolwiek zdecydowany, iż zgodził się na pełnienie obecnej funkcji z wszelkimi wynikającymi z tego konsekwencjami /dot. to również przebywającej z nim rodziny na placówce/, i musi się podporządkować poleceniom przedstawiciela Centrali.
10. Dot. „ION”
W nawiązaniu do notatki „UGISA” dot. refundacji za zakupiony przez „IONA” sprzęt elektroniczny, prosimy o wyjaśnienie o co chodzi.
11. Dot. prowadzenia rejestrów kontaktów pracowników placówek
W ostatnim okresie otrzymaliśmy informacje sygnalizujące o nieprzestrzeganiu Zarządzenia Nr 1 Ministra Spraw Zagranicznych i Handlu Zagranicznego z 1984 r. dot. obowiązku zgłaszania przez pracowników placówek kontaktów służbowych i prywatnych.
Prosimy o zainteresowanie tą sprawą „Gospodarza” i spowodowanie, aby odpowiedzialni za stan bezpieczeństwa placówek żądali od pracowników zgłaszania posiadanych kontaktów oraz systematycznie aktualizowali prowadzone rejestry.
Prosimy także, aby po zakończeniu rotacji i wyjeździe pracownika do kraju rejestr jego kontaktów był przekazywany do pionu „K”.
12. Z okazji Nowego Roku Kierownictwo Centrali przyznało premie po 80 USD „AZOWI” i „FLINOWI”. prosimy o wypłacenie.
K. J A R E C K I
***
Tajne
Notatka informacyjna
Tadeusz (Ted) Glista zam. w Toronto. Znany tu i w kraju działacz polonijny. Przewodniczący Związku Polaków w Kanadzie (największa i najbardziej wpływowa organizacja polonijna w Kanadzie), poinformował mnie, że kilkakrotnie zgłaszało się do niego RCMP wypytując na temat kontaktów z Ambasadą naszą i pracownikami. Rzekomo ostatnio miał być u niego również szef wywiadu (napewno przesada, może wyższy oficer), którzy wypytywali o „KMB” (t.w. placówkowy – Pion „J”) – powraca do kraju w br. Szczególnie interesowali się moją osobą informując go jednocześnie, że mam być głównym organizatorem wywiadu na terenie kanadyjskim. Żadnych szczegółów dot. ludzi nie chciał przekazać – obawia się. Zażądali również wykazu młodzieży, która wyjeżdża na kolonie i kursy uniwersyteckie do kraju. Rzekomo nie przekazali.
Również „Pion wojskowy” poinformował mnie, że mają dane od swych kontaktów z terenu Toronto, że RCMP interesuje się specjalnie moją osobą i osobą „KBM”. W jednej z moich rozmów z szefem działu polskiego w tut. MSZ Edmondsem poinformował mnie z pewnym przekąsem, że uważa, iż jestem zbyt aktywny.
Sygnalizuję, gdyż odczuwamy bardzo działalność miejscowego „K-W”. Obserwacja stała, ale dyskretna. Mniej dyskretna w Montrealu i Toronto. W Montrealu kilkakrotnie obserwacja czekała na mnie przed Konsulatem Gen. Kilkakrotnie widziano wóz kradzący śmieci w b. wczesnych godzinach rannych – z pod Konsulatu Gen. w Montrealu.
Następujący działacze polonijni z Toronto informowali nas, że RCMP przeprowadzało z nimi rozmowy na okoliczność kontaktów z nami: Marian Pikula, Kazimiera Szczygłowska i Bolesław Wesoły. Jan Czartoryski zam. w Ottawie poinformował nas, że w miejscu pracy musi informować o każdym kontakcie z Ambasadą.
Współpracy odmówili nam „Władex” (Pion „J”) oraz „Walcownik” (Pion „G”). Należy również podkreślić, że z następującymi naszymi kontaktami operacyjnymi rozmawiało RCMP: „Rywal” (Pion „F” ze sprawy zrezygnowaliśmy, „Andrzej” (Pion „F” – na jego okoliczność rozmawiano z jego bratem), „Capone” (Pion „F” – rozmawiano, mimo że jest posłem do parlamentu prowincjonalnego). Wszyscy nasi stypendyści są inwigilowani, a co pół roku RCMP przeprowadza wywiady z ich tutejszymi profesorami, informował mnie o tym „Okulista” (Pion „G”).
Przekazując powyższe uwagi pragnę podkreślić, że sytuację operacyjną mamy tu b. ciężką obecność miejscowego „K-W” w pozornie nieuchwytna jest odczuwalna ciągle.
Z powyższą notatką zapoznać Piony: J, G, 7 i K.

piątek, 23 marzec 2018 08:15

Czerwona smarkateria w Partii Liberalnej

Napisał

21 marca to World Down Syndrome Day.

        Jest więc szansa na to, by życie ludzi z zespołem Downa, czyli trisomią 21, czy też mongolizmem, znalazło się na moment w polu uwagi. Jest to grupa ludzi, wobec których dzisiaj najczęściej stosuje się eugenikę, zabijając w łonie matki. Z dostępnych danych wynika, że w roku 2002 usunięto 93 proc. płodów, u których podejrzewano zespół Downa. 

        Dlaczego? Brutalnie mówiąc, w zinfantylizowanym świecie lalki Barbie i Kena, nikt nie chce mieć „popsutych” dzieci. Chcemy mieć potomstwo ładne, słodkie i na gwarancji.

        Tak przez minione dekady wbiła nam w mózgi nasza konsumpcyjna cywilizacja, która „naukowo” tłumaczy, że jesteśmy w stanie zrobić prawie wszystko; jesteśmy w stanie „poprawić” stworzenie i uszyć lepszego Frankensteina. Czasami to „poprawianie” oznacza zabijanie, no, ale zawsze są jakieś koszty.

        W imię „lepszego” świata mordowali bolszewicy, w imię „lepszego” świata hitlerowcy wysyłali Żydów do gazu i w imię „lepszego” świata zabija się w łonie matek ludzi niepełnosprawnych. Jedni robią to brutalnie, na chama, zasypują trupy wapnem w dołach, inni „technicznie” w gumowych rękawicach, jeszcze inni wkładają ssawkę do macicy.

        Za tym wszystkim stoi jednak taka sama idea filozoficzna – uzurpowanie sobie prawa decydowania o życiu i śmierci i uznanie wartości cywilizacji chrześcijańskiej za zbędny balast; wiara, że jesteśmy w stanie przemodelować i przeprogramować człowieka, aby mógł realizować swój „pełny potencjał”.

***

        Żenujące, infantylne, nielicujące z krajem takim jak Kanada są rządy obecnych niedokształconych ideologów spod znaku różowej gwiazdy w rodzaju premier Ontario Kathleen Wynne czy premiera federalnego Justina Trudeau. Do symbolicznej rangi urasta niezwykle radosny moment, kiedy po zwycięstwie jednego i drugiej Trudeau przyjechał do Toronto i tam się wyściskiwał z p. Wynne. Cieszyli się jak starzy znajomi po agit-kursach, którzy wreszcie dopięli swego. Językowe zabiegi władz federalnych, postępująca nowomowa kanadyjskiej debaty publicznej wciskana nam w głowy przez neobolszewików podających się za Partię Liberalną woła o pomstę do nieba. 

        Podobnie skandaliczne jest dzielenie wyborców na lepszych i gorszych przez premier rzekomo liberalnego „inkluzywnego” rządu Kathleen Wynne, która z pogardą wyraziła się o „starych, białych ludziach”, których młodzi muszą odepchnąć swymi głosami przy urnach. To jest polityka rewolucji „ze spalonego uniwersytetu”. Warto przytoczyć przy okazji, że absolwentami zrewoltowanych paryskich uniwersytetów byli jedni z największych zbrodniarzy ludzkości, Pol Pot czy Jeng Sary.

        Radykalizm intelektualny łatwo się przekłada na przemoc fizyczną; od wykluczenia białych-starych (to taka nasza wersja „sorosowego” hasła kiedyś lansowanego w przedwyborczej Polsce: „zabierz babci dowód”)  do wyrównywania dziejowych krzywd przy pomocy uzbrojonego tłumu rabującego białych farmerów jest tylko jeden krok. Całkiem serio jestem w stanie wyobrazić sobie, że gdyby tak pani Kathleen Wynne porządziła jeszcze trochę dłużej, to może mielibyśmy w kolejnym budżecie  zapis o obowiązkowym przekazywaniu majątków po białych-starych na wyrównywanie stanu posiadania młodych-czarnych. Kto wie? 

 

        Żyjemy więc w czasach doktrynerów, którzy usiłują przenicować system polityczny przy pomocy jego wewnętrznych mechanizmów. Mam o to żal do Partii Liberalnej. W końcu, była to dojrzała partia dorosłych ludzi, a nie organizacja zrewoltowanej młodzieży w krótkich majtkach. Nawiasem mówiąc, w dawnych czasach nawet lewicowa młódź miała porządne wykształcenie, dziś zna tylko kilka chwytliwych haseł z małego słownika politycznie poprawnej agitacji, a jej polityczne gęganie coraz bardziej upodabnia się do bełkotu sekretarzy. Tak, proszę państwa, wraca nowe, i ono już nawet nie śpiewa.

***

        Pisałem kiedyś, że polsko-izraelskie starcie historyczne, z którego Warszawa coraz bardziej „wycofuje się na z góry upatrzone pozycje”, pokazało, że młodzi Polacy nie dają sobie w kaszę dmuchać. Nie jesteśmy już tak niekumaci jak pokolenie czy dwa temu. Jak donosi ze stolicy kolega Marcin Janowski: Nasi cały czas spuszczają bęcki antypolonistom na izraelskich forach. To jest akcja samorzutna, bez rozkazu. Izraelczycy są zaszokowani i piszą, że polskie państwo oddelegowało oficerów do wojny informacyjnej. Niestety, to tylko partyzantka. Wspaniałych mamy ludzi, żeby tylko władze były kiedyś takie....                                                        

Andrzej Kumor


Dostęp tylko dla użytkowników z subskrypcją. Kup teraz!

Ostatnio zmieniany sobota, 24 marzec 2018 00:05

kuczewska        Jestem społeczną działaczką religijną i chciałabym  podzielić się z czytelnikami „Gońca” moim oddaniem się rozsławieniu, niestety mało jeszcze znanej, drugiej po św. Faustynie, apostołce Miłosierdzia Bożego, mistyczki, wizjonerki i uzdrowicielki S.P. Bronisławy Kuczewskiej.

        Z tą niezwykłą postacią zapoznałam się w zasadzie przypadkowo, po nadzwyczajnym wręcz spotkaniu autorki książki o B. Kuczewskiej pt. „Przepowiednie Maryi o losach Polski – Historia nieznanych objawień”, Ewy J. Storożyńskiej. Współautorem tej bardzo interesującej pracy był, nieżyjący już, ksiądz Józef Maria Bartnik.

        Książka ta w biograficznej formie opisuje życie i heroiczną służbę Bronisławy Kuczewskiej dla Chrystusa i Matki Boskiej, w krzewieniu wiary, w niezwykle trudnych warunkach okupacyjnych  i powojennego panowania komunistów w Polsce.

        Książka przedstawia też nadprzyrodzone zdolności Kuczewskiej, takie jak dary lewitacji, bilokacji, wizjonerstwo  oraz uzdrowicielstwo.

        Bronisława Kuczewska urodziła się w biednej, wielodzietnej rodzinie 7 czerwca 1907 roku, w wiosce Kobylanki w województwie mazowieckim. Jako 15-letnia dziewczyna miała pierwsze widzenie Matki Boskiej. Było to w święto Wniebowstąpienia  NMP. Było to też popularne święto Matki Boskiej Zielnej. Bronisława ujrzała, jak Matka Boża błogosławi przy kościele zebrany lud i przyniesione zioła.

        Z polecenia Matki Boskiej, w okresie międzywojennym powołana została grupa „Grono”, rycerzy ziemskich Niepokalanej, wykonujących zadania przekazywane Bronisławie przez Chrystusa i Matkę Boską.

        W przedwojennej Warszawie, przykro to powiedzieć, szerzyło się zgorszenie, szczególnie wśród elit. Taka sytuacja, o dziwo, istniała też w czasie okupacji. W celu przebłagania Boga, bowiem „czara Bożego gniewu jest pełna”, Bronisława otrzymała polecenie Pana Jezusa odprawienia Mszy Świętych w 13 warszawskich kościołach, wybranych przez  Chrystusa. Nasz Pan zażądał też, aby Koronkę do Miłosierdzia Bożego odmawiać 10 razy, a nie 3 razy, za łamanie przez ludzi Dziesięciu Przykazań. Zakończenie tej Koronki wówczas brzmiało: „Święty Boże, Święty Mocny, Święty Nieśmiertelny, ulituj się nad nami, nad całym światem, nad naszymi braćmi błądzącymi i duszami w czyśćcu cierpiącymi”.

        Grupa „Grono” i Bronisława Kuczewska w okresie okupacji i po wojnie wykonały ogromną pracę pomocy kościołom oraz inicjowały modlitwy błagalne, mimo niezwykle niesprzyjających warunków politycznych i komunikacyjnych. W mieszkaniu wizjonerki na polecenie Chrystusa, aż do jej śmierci odbywały się Msze Święte, koncelebrowane przez wyznaczonych przez Pana Jezusa księży.

        W 1980 roku Bogurodzica podejmuje próbę uchronienia Polski od stanu wojennego. Przekazuje Polakom przez Kuczewską prośbę o odmawianie wydłużonej Koronki do Miłosierdzia Bożego. Jednak ta prośba nie znajduje zrozumienia i wiemy, co nastąpiło!

        Sytuacja Polski jest cały czas bardzo trudna. Wrogowie są nie tylko na zewnątrz, ale i wewnątrz. Naród jest rozbity i podzielony. W ostatnim roku życia Bronisława dostaje polecenie od Matki Boskiej ponownego wydłużenie Koronki o słowa: „za ludzi konających oraz za dzieci nienarodzone”. Na takie odmawianie Koronki Bronisława dostaje ustne imprimatur od biskupa warszawskiej Pragi Kraszewskiego.

        Mistyczka była znana warszawskiemu duchowieństwu. Znał ją też Papież Święty Jan Paweł II, który w 1987 roku przekazał jej list z podziękowaniem i błogosławieństwem oraz listy dziękczynne za uzdrowienia.

        Aby rozwiać jakiekolwiek wątpliwości, dodam, że decyzją Kongregacji Doktryny Wiary z 1966 roku umożliwiono propagowanie orędzi, przepowiedni, wizji, ekstaz i cudów bez uprzedniego imprimatur władz kościelnych. Dekret ten sygnował 29 grudnia 1966 roku ówczesny papież Paweł VI.

        Mam nadzieję, że dzięki wymienionej książce i temu artykułowi dotrze do polskich katolików przesłanie Bronisławy Kuczewskiej i rozszerzona wersja Koronki do Miłosierdzia Bożego będzie powszechnie odmawiana, bo nam, Polakom, błogosławieństwo Chrystusa w dzisiejszych czasach jest szczególnie potrzebne! 

        Z przykrością muszę też czytelników poinformować, że gdy poszłam, będąc w Polsce, odwiedzić grób mistyczki, doznałam szoku, gdy dowiedziałam się, że grób był przez wiele lat nieopłacany i groziła mu likwidacja...! Nie mogłam sobie wyobrazić, że tak wierna Kościołowi osoba mogła zostać zupełnie niemal zapomniana...! Natychmiast, mimo że byłam obcą osobą, opłaciłam wszystko za zaległe dwadzieścia lat, a w roku bieżącym za następne 10 lat. Pomogli mi w tym też ofiarodawcy polonijni i w kraju. Czeka mnie jeszcze odrestaurowanie samego grobu z kapliczką NM Panny. Liczę, że w tej akcji też nie zostanę sama.

        Muszę jeszcze dodać, że do mojej działalności religijnej zainspirował mnie artykuł  A. Kurzaja w magazynie „Goniec” z 2009 roku, co skutkowało moją pielgrzymką do Matki Boskiej z Guadelupe w Meksyku, przy okazji uczestniczenia w górskiej wyprawie Polonijnego Klubu Turystycznego „Koliba” pod przewodnictwem mojego męża Andrzeja Legienisa.

Danuta Rogulska-Legienis

piątek, 23 marzec 2018 07:55

LUDZIE TRAVIACI

Napisane przez

        Antysemityzm to nieuzasadniona wrogość czy wręcz nienawiść do Żydów. Nie-u-za-sad-nio-na. Rzecz w tym, że nienawiść do Żydów w czasach Marii Dąbrowskiej, Stefana Kisielewskiego czy Marii Fieldorf-Czarskiej, nieuzasadniona wcale nie była. 

        Wiem to. Nie, że przypuszczam. Nie, że sądzę. Nie, że podejrzewam. Ja to wiem. Że, powtórzę, nienawiść do Żydów w czasach Marii Dąbrowskiej, Stefana Kisielewskiego i Marii Fieldorf-Czarskiej, nieuzasadniona wcale nie była. Przeciwnie nawet, była uzasadniona wielce. 

        A przecież pozwoliliśmy – mówię o Polakach, i mówię o zniewolonym państwie polskim – pozwoliliśmy Bermanom, czy tam Morelom, czy tam Wolińskim, pozwoliliśmy tym ludziom żyć, i przeżyć, i dożyć. Stefanom Michnikom również dożyć pozwalamy. Nie ma to, tamto: gdyby Żydzi mieli choć odrobinę tej chrześcijańskiej miłości do człowieka we krwi, plus kroplę miłosierdzia w genach, wówczas pan Eichmann także umarłby sobie spokojnie. W Argentynie, nie na stryczku. No tak czy nie tak? 

        Kto powyższego nie rozumie, powinien trzymać się z daleka od publicznej przestrzeni tego świata, póki tematu nie ogarnie właściwie. Notabene takim ludziom zawsze chętnie pomogę, albowiem cierpliwość moja dla ludzi traviatych, to znaczy upadłych, poddawanych tresurze medialnej od lat, jest niemalże nieograniczona. Z kolei, kto zrozumieć nie chce, że nienawiść do Żydów w czasach Marii Dąbrowskiej, Stefana Kisielewskiego, Marii Fieldorf-Czarskiej, nieuzasadniona wcale nie była – kto tego zrozumieć nie chce, powtarzam, kto w zakresie tym nie zamierza starać się o uzupełnienie deficytów wiedzy, ten (tu wulgaryzm zaczynający się sylabą „wy”, a kończący w bezokoliczniku na literze „ć”) mi stąd precz natychmiast. 

        Polska jest obrażana zewsząd i to jest fakt. Polska, która nigdy nie kolaborowała, która jako jedyne państwo okupowane zorganizowała instytucjonalną pomoc dla Żydów, której obywatele nie stworzyli narodowej jednostki Waffen-SS... – i tak dalej, i tak dalej. Niektórym zaciskają się na to pięści, innym opadają ręce. Mnie, przyznaję, również. To znaczy czasami dłonie zaciskają mi się w pięści, a ręce opadają – z tym dopowiedzeniem, że, dziwnym trafem, jeśli zacisną się, by opaść, to opadną zawsze w kierunku kabury. Bo to idzie tak, że za każdym łgarstwem w przestrzeni publicznej stoi człowiek i jego głupota lub zła wola.                                                      

(kil) 

piątek, 23 marzec 2018 07:52

Nie współczuję

Napisane przez

pruszynskiNie współczuję

        Na portalu Money.pl jest analiza sytuacji finansowej koncernu Agora, wydawcy „Gazety Koszernej”. W roku 2017 zakończyła ona się stratą 83,5 mln zł i była ona cztery razy, tak, cztery razy wyższa niż w roku 2016, gdy wyniosła 16,6 mln zł. 

        Kto pokryje tę stratę, bo czytelnictwo spada?


        Moczar

        Główna postać Marca, oryginalnie Demko. Był synem rosyjskiego policjanta w Łodzi. Podczas wojny w AL, a po wojnie w bezpiece, komendant UB w Łodzi. Był przywódcą skrzydła „polskiego” w PZPR i umiejętnie udawał polskiego patriotę, walcząc z Żydami o stołki i dochody. Przez rozmaite kroki w stosunku do byłych akowców, których przygarniał do Związku Bojowników o Wolność i Demokrację, zdobywał ich zaufanie. 

        Jest pomawiany o ostry antysemityzm, bo ponoć z konkurencyjnego oddziału AL Żyda Kasmana wysłano do jego oddziału człowieka, który miał go zabić. Ten jednak miał się przekonać, że oddział Moczara walczy z Niemcami, a nie tylko grabi lokalną ludność, i wyjawił swą misję. Potem Moczar poinformował Gomułkę, że z polecenia Moskwy, Kasmana ludzie mają go zabić, i tym wkupił się w jego prawie dozgonną przyjaźń.

        W 1968 roku po flircie z „syjonistami” stanął mocno za Gomułką. Doprowadził do usunięcia 12 generałów i 200 pułkowników Żydów z poważnych stanowisk w wojsku i partii oraz umożliwienia im opuszczenia kraju, czego nie mogli wówczas robić Polacy. Po przejęciu władzy przez Gierka, ten chciał go wykopać, ale Gierka uprzedzili Moskale. Za karę przestał być członkiem KC i objął mało znaczącą funkcję szefa Najwyższej Komisji Kontroli Państwa. Podsunięto mu „cud” Żydówkę, rozwiódł się z gojką i się z nią ożenił, a na jego ślubie był świadkiem... gen. Jaruzelski. Odtąd przestał „prześladować” Żydów, a na łożu śmierci miał powiedzieć Albinowi Siwakowi, że żona go otruła.

        Był kawał, czemu Moczar tak się nazywa? A co, miał się nazywać czar Mo!?


        Czystka marcowa

        Według  Ziemkiewicza, „na fali odżydzania” PZPR wypędzono zarówno licznych stalinowskich zbrodniarzy pokroju Stefana Michnika, którzy uniknęli dzięki temu odpowiedzialności i dożyli swych dni w spokoju i dostatku, jak i załapało się też na wyjazd trochę farciarzy, którym żydowskie pochodzenie pozwoliło wyrwać się ze szmalem, bo dostawali 1500 dolców odprawy, o czym etniczni Polacy mogli tylko marzyć.

        Dziś marzec został zredukowany do cierpień żydokomuny oderwanej od koryta, a o antykomunistycznym proteście młodzieży zapomniano. Marzec wykorzystywany jest też przez postkomunę do walki z PiS. Wedle postkomuny, marzec jest to „mityczny wybuch nienawiści Polaków do Żydów”. W rzeczywistości część komuchów Polaków „wypędzała” swoich  dawnych szefów i towarzyszy. 

        Rocznica buntu „urodzonych w niewoli, okutych w powiciu” staje się w ten sposób dla odstawionych po latach od władzy nad Polską byłych elit okazją do utwierdzania w nienawiści i pogardzie do „polskiego ciemnogrodu” oraz nagonki przeciwko Polakom całego świata. Co jednak ciekawe, najgorsze szuje, jak Berman i Minc... pozostały.


        Wystawić rachunek

        Od kilku miesięcy policja musi obstawiać tzw. miesięcznice smoleńskie” kiedy po Mszy św. rodacy idą pod Pałac Prezydenta.

        Nikt nie liczył, ilu policjantów w mundurach i w cywilu tam jest, by powstrzymać „patriotów” spędzonych tam z białymi różami, za pieniądze Sorosa, protestujących przeciw innym rodakom, idącym z śpiewem i modlącym się, ale jest ich moc.

        Uważam, że jak Soros im funduje te wycieczki na pl. Zamkowy, to też niech pokryje koszt ochrony tam porządku.


        Co film, to skandal

        Od 6 kwietnia w kinach w Polsce będzie nowa orgia nienawiści do Polaków i katolików – film „Twarz”. Reżyserką filmu jest Małgorzata Szumowska. Koproducentem filmu jest  – czemu nie należy się dziwić – TVN i instytucja podległa Ministerstwu Kultury.

        Film „Twarz” kreuje negatywny wizerunek Polaków i życia Polaków na prowincji jako mieszaninę katolickich frazesów, antysemickiej i rasistowskiej nienawiści, okrutnego zarzynania zwierząt oraz alkoholu. Katolickie święta Polaków są okazją do pokazania pijaństwa i rasistowskich żartów. 

        To kolejny dowód na to, że należy zlikwidować finansowanie sztuki współczesnej polegającej głównie na szerzeniu nienawiści do Polaków oraz katolików. Pytanie, czy Episkopat zabierze w tej sprawie głos?


        Dialogi... 

        Modne są dialogi między Polakami a Niemcami, między Polakami a Litwinami, między Polakami a Rosjanami i między Polakami a Ukraińcami. I co z nich wynika? G... w proszku, bo nasi partnerzy bronią tylko swych łajdaków, więc po cholerę te imprezy?


        Brodawki

        Kto ich nie miał, szczególnie w młodości. Opowiadano mi o metodzie pewnego Żyda. Brał pióro z atramentem i dotykał kolejno brodawek i je liczył. Potem pisał ich liczbę na papierze i papier spalał. Ponoć znikały bez śladu.

        Moje doświadczenie, przekazane mi przez mą Babcię, jest inne. Trzeba zrobić kulkę z pajęczyny, położyć ją na brodawce i z góry zapalić. Przypalać, aż się poczuje się ból. Wtedy przestać, a brodawka sama odpada i nie odrasta. Jeśli za długo się przypala, to powstanie bąbel z brodawką, który trzeba przeciąć i zrobić opatrunek. Potem już brodawka się nie odradza, a nawet jak odradza, to sama... znika.


        Przy okazji...

        Na portalu Town Hall ukazał się tekst związany z 8 marca omawiający, jak kobiety były maltretowane i spędzały lata w więzieniach Castro, który dla lewackich „dam inaczej”, jak Jane Fonda, był bohaterem nad bohaterami.


        Kto ich teraz obroni?

        Lata temu kraje europejskie, USA i Kanada doprowadziły do zlikwidowania apartheidu, czyli dyskryminacji czarnych w RPA. Teraz tam idzie nie tylko prześladowanie białych, ale co gorsza, mordowanie białych farmerów.

        Nowy wódz tego kraju zapowiedział konfiskatę ziemi białym, a ich apele o pomoc do Trumpa nic nie dają.


        Kto winien?

        Prasa trąbi o próbie zatrucia eksagenta Rosji w Anglii i oczywiście winna Rosja. Ja mogę się mylić,  ale interes w pogorszeniu stosunków Rosji z Zachodem mają... Chiny. Prawo karne Rzymu twierdziło, że przestępstwa winien ten, co z niego skorzysta.


        Nowa gwiazda lewicy

        W związku z degradacją jej ojca Monika Jaruzelska zaczęła się pokazywać w mediach bez okropnych czarnych okularów. Ma znane nazwisko, jedną książkę na koncie, kilkunastoletniego syna z warszawskim chirurgiem i deklaruje, że będzie ubiegać się o mandat radnego z listy SLD w Warszawie, a czy jest mądra, to się jeszcze okaże.


        Nowa TV

        Od kilku dni działa francuska odmiana RT, czyli Rosyjskiej Telewizji. Odmienne programy, bardzo europejskie, w przeciwieństwie do RT angielskiej, nastawionej na obsługę amerykańskich słuchaczy. Pokazują filmy dokumentalne, jakie ta druga RT pokazywała, między innymi o kopaniu węgla w Indiach. 


        Lubnauer

        Szefowa Nowoczesnej, pani o niemiecko brzmiącym nazwisku, zrobi wszystko co w jej mocy, żeby zaszkodzić interesowi narodowemu. Będzie broniła Żydów, Niemców, Francuzów i jak trzeba będzie, to jeszcze Islandczyków, gdyby jakiś konflikt dyplomatyczny powstał. 

        Ciekaw jestem, jak wyglądałoby jej rządzenie, i obawiam się, że już w pierwszym miesiącu złożyłaby hołd lenny zza Odrą.


        Aresztowania

        Przed 100. rocznicą deklaracji niepodległościowej Białoruskiej Rady Narodowej, 25 marca 1918 r. władze aresztowały kilku głównych opozycjonistów, w tym kandydata na prezydenta, pana Niklajewa. W Mińsku 24 odbędzie się Msza Święta za dusze członków rady w kościele św. Szymona, a 25 pod teatrem Opery odbędzie się koncert.

Aleksander Pruszyński

piątek, 23 marzec 2018 07:52

Na przepustce

Napisane przez

ligeza        Pomoc oferowana Żydom w czasach niemieckiej okupacji ziem polskich była przejawem niekłamanego heroizmu. Z drugiej strony, oskarżanie o niedostatek heroizmu tych, którzy nie zdecydowali się szafować życiem swoim i swoich bliskich, jest dziś nikczemnością. 

        Nikczemnością, powtórzę, niczym innym. Ale to samo można zapisać równie twardo na wiele rozmaitych sposobów, przywołując wiele różnych słów i konstruując z nich pokaźny las przypomnień. Weźmy poniższe. 

 

        HISTORIA JAKICH WIELE 

        W połowie marca 1944 roku (dokładnie 12 marca), do zamieszkałego we wsi Kotłówka, 33-letniego Stefana Kapczyńskiego dotarł jego znajomy, 28-letni Jan Celej. Miał pecha: Kapczyński ukrywał u siebie Terkę Holtzhandler, Żydówkę z pobliskiego Żelechowa, a Niemcy właśnie kończyli przeszukiwać gospodarstwo. Przybyłego dołączono do Holtzhander i Kapczyńskiego, całą trójkę przepędzono przez wieś, a na jej skraju zastrzelono, zakazując mieszkańcom wsi pochówku ciał zamordowanych. 

        Zaiste, historia jakich wiele. Ale włóżmy teraz dłoń do gniazda szerszeni i przyznajmy: gdyby Kapczyński nie pomógł potrzebującej, być może obaj mężczyźni przeżyliby wojnę. Rzecz w tym, że dziś nazywano by ich antysemitami, zarzucając niedostatek nie tylko heroizmu, ale wręcz niedostatek przyzwoitości. Wiemy tymczasem, i wcale nietrudno to zrozumieć, że wielu nie pomagało bliźnim wyznania mojżeszowego, nie chcąc szafować życiem swoim i swoich rodzin. Dziś nazywanie takich postaw „obojętnością” to właśnie nic innego, jak nikczemność. A mówię przez to, że Umarłym należy się cześć za Ich heroizm, a tym wszystkim, którzy dziś wymagają od ówczesnych Polaków nieustraszoności, należy się czarna karta, napiętnowanie i nakaz wyjazdu z Polski. Niechby z Dworca Gdańskiego. Byle prędko i raz na zawsze. 

 

        REGUŁA POWSZECHNIE OBOWIĄZUJĄCA 

        Nic innego jak postawy Polaków pochodzenia żydowskiego, a precyzyjniej: uaktywnione w przestrzeni publicznej po 17 września 1939 roku prosowieckie wybory tych ludzi, podniosły nadwiślańską wersję niechęci okazywanej Żydom przed II wojną światową do rangi patriotycznego obowiązku. Wiem, jak to brzmi. Notabene, to samo można powiedzieć mocniej, uogólniając w regułę obowiązującą powszechnie rzecz taką oto: gdy wspólnotę dotyka „genocidum atrox”, odwet bywa uzasadniony, jeśli nie konieczny, zaś odstąpienie od niego często daje się opisać gorszącym terminem współuczestnictwa w zbrodni. 

        Poważnie. Zapytajcie Ofiary rzezi wołyńskiej. Gdyby mogli, mężczyźni wstawaliby z grobów i odpłacali prześladowcom – pięknym za nadobne. Wiedzieliby albowiem wszystko to, z czym dostatecznie nowoczesny oraz należycie postępowy człowiek nie potrafi już chyba dojść do porozumienia: jeśli wybaczamy sprawcom, odrzucając chrześcijańskie „sine qua non” wybaczenia, to znaczy skruchę, wyznanie win oraz zadośćuczynienie, narażamy siebie, swoich bliskich i swoich następców na krwawą powtórkę z historii. Historia bowiem nie skończyła się, bo tak orzekł jakiś jajogłowy mądrala, i nieodmiennie lubi powtarzać się. Pasjami, można powiedzieć. 

 

        CIĄGNĄC ZA OGON 

        Naprawdę tak myślę i poważnie proszę, by w tej kwestii nie sprzeczać się ze mną, zaś zasadność swych opinii i ich sedno ująłbym w ten sposób: kalosze to kalosze, a nie sandały; szambo to zbiornik z fekaliami, a nie basen kąpielowy; gdy pada deszcz, to deszcz na pewno pada, a gdy szumi morze, to na pewno morze szumi, a nie tylko „może” szumieć. Mówię przez to, że nie kwestionuje się faktów, że o fakty opieramy się i w oparciu o nie budujemy właściwie interpretacje rzeczywistości. Więc. 

        Więc, powtórzmy, to nic innego jak uaktywnione w przestrzeni publicznej po 17 września 1939 roku prosowieckie wybory Polaków pochodzenia żydowskiego, czy też wyznania mojżeszowego, podniosły nadwiślańską wersję niechęci okazywanej Żydom przed II wojną światową do rangi patriotycznego obowiązku. Ale póki co dajmy temu spokój, bo tymczasem nadwiślański Sąd Najwyższy ciągnie za ogon wciąż dychającego (dychającego mimo wszystko, chciałoby się rzec) suwerena, a to poprzez mizianie po czuprynce, czy tam po tupeciku, słynnego prokuratora z Kielc, przyłapanego na jeździe „po jednym głębszym”. Sąd Najwyższy mianowicie uznaje, że nieszczęśnik... mógł nie wiedzieć, że krew sobie zalkoholizował. 

 

        ZABICI NA ŚMIERĆ 

        Nie wiedział biedaczek (precyzyjniej: „mógł nie wiedzieć”), że ma alkohol we krwi, i to jest bardzo, bardzo dobre wytłumaczenie. Gdyby wiedział, wtedy musiałby okazać się roztargnięty, czy tam roztargniony. Roztargnięcie zaś, czy tam roztargnienie, to od czasu owego sędziego, którego kieszeń wsiorbała przypadkiem cudze „pisiąt” złotych, to już karta zabita na śmierć. Tak, że ten, tego. Dzieje się. 

        Prawdę rzekłem, rzeczywiście się dzieje, zaś aktywność nadzwyczajną mogliśmy zaobserwować wśród działaczek „Ogólnopolskiego Strajku Kobiet”, zarzucających opresję Kościołowi: „W bólu mamy żyć, rodzić i umierać. Dość tego!” – napisały. Najwyraźniej działaczki OSK to jakieś wariatki na przepustce z wariatkowa. Ale powiem im tak: jeśli cenimy życie ludzkie, robimy wszystko, by ocalić każde. Jeśli nie sposób uratować wszystkich, ratujemy tylu, ilu zdołamy. Jeśli wielu ocalić się nie da, chronimy jedno. Tak działa świat ludzi przyzwoitych i daj Boże, by tak pozostało. 

Krzysztof Ligęza 

Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

michalkiewicz        Po gospodarskiej wizycie, jaką Nasza Złota Pani złożyła w Warszawie zaraz potem, jak Bundestag zatwierdził ją na kolejną kanclerską kadencję, w środowisku rządowych klakierów zapanował nastrój bliski euforii. Ale bo też Nasza Złota Pani tym razem nie pokazała żadnego kija, jak przed wizytą 7 lutego 2017 roku, tylko była słodka, niczym król francuski. Bo trzeba nam wiedzieć, że wśród właściwości francuskiego króla była również ta, że był „słodki”. Tak w każdym razie mówił nam na pierwszym roku prawa na UMCS w Lublinie prof. Witold Sawicki. Prezydent Emmanuel Macron jest zaledwie elizejskim cieniem francuskich królów, ale nawet i na niego część tamtej słodyczy musiała skapnąć, bo skądże inaczej Nasza Złota Pani mogłaby nabrać przynajmniej tyle słodyczy, by oczarować rządowych klakierów w Warszawie. Dużo tego nie trzeba, więc wystarczyło, by otarła się o francuskiego prezydenta podczas wizyty w Paryżu, by w Warszawie stworzyć wrażenie, że słodyczą ocieka. Toteż rządowi klakierzy zaraz orzekli, że oto Polska wkroczyła w okres mocarstwowy, że jest europejskim rozgrywającym i w ogóle. Okazuje się, że po doznanych zewsząd cięgach niewiele potrzeba dla poprawy samopoczucia, że dobra psu i mucha. 

        Dlaczego jednak Nasza Złota Pani składała się w Warszawie jak scyzoryk? Składa się na to, jak sądzę, kilka przyczyn. Po pierwsze – Nasza Złota chciała zorientować się, od której strony najlepiej będzie Polskę zoperować, bo po ciamajdanie z grudnia 2016 roku nie może polegać ani na starych kiejkutach, ani na informacjach dostarczanych przez Obywateli SB i innych folksdojczów. W takiej sytuacji najlepiej się umizgać, na podobieństwo dobrego ubeka – toteż się umizgała. Zauważyła, że Polska przyjmuje bisurmanów z Ukrainy, więc jeśli nawet nie chciała zgodzić się na wyznaczone przez nią kontyngenty bisurmanów bisurmańskich, to nic takiego. Nie zachwycała się też koncepcją „Europy dwóch prędkości”, która w przełożeniu na język ludzki polega na tym, że decyzje mają być podejmowane w szczupłym gronie załogi „Festung Europa”, a następnie przekazywane do wykonania peryferiom. Przeciwnie – Nasza Złota wyraziła pragnienie ożywienia współpracy w ramach Trójkąta Weimarskiego. Jużci – wszystko, byle nie projekt Trójmorza, który w lipcu ub. roku obiecał „wspierać” Donald Trump.  Po drugie – tenże Donald Trump właśnie skrytykował budowę Nord Stream II, a rzeczniczka Departamentu Stanu wyjaśniła, w czym rzecz. Nord Stream II jest dla Europy głęboko szkodliwy, bo – po pierwsze – przynosi szkodę Ukrainie. Gdyby nie było tych omijających Ukrainę rurociągów, to mogłaby ona korzystać z ruskiego gazu nawet i za darmo. Pozbawienie Ukrainy takiej możliwości jest ze strony zimnego ruskiego czekisty Putina aktem bezprzykładnej wrogości, toteż nic dziwnego, że pan premier Morawiecki w całej rozciągłości ten pogląd poparł. Esperons, że to poparcie usłyszał ktoś, kto powinien, i może dzięki temu szlaban do Białego Domu zostanie uchylony. Niezależnie od tego szkodliwość Nord Stream II dla Europy polega również na tym, że blokuje on dywersyfikację dostaw gazu. Europa będzie kupowała ruski gaz od Gazpromu, a nie od Stanów Zjednoczonych. Ale jak Europa kupuje ruski gaz od Gazpromu, to nie ma dywersyfikacji, a jakby kupowała od USA, to dywersyfikacja by była nawet wtedy, gdyby USA sprzedawały Europie gaz uprzednio kupiony od Gazpromu, doliczając oczywiście odpowiednią marżę. Nasi Umiłowani Przywódcy słuchają tych wyjaśnień z pełnym zrozumieniem i pokorą, bo jużci – za poparcie projektu Trójmorza trzeba będzie jakoś zapłacić – ale Nasza Złota Pani musi takich rzeczy słuchać z prawdziwą przykrością, jako kolejnej próby niszczącej strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie. Tymczasem strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie jest owocem niemieckiego nawrócenia na linię polityczną kanclerza Bismarcka, według której Niemcy zarządzają Europą w porozumieniu z Rosją. A tu jak na złość Angielczyków rzesza blada odkryła, że ruscy szachiści w biały dzień na terenie Wielkiej Brytanii otruli dawnego ruskiego szpiona „nowiczokiem”, którym przy okazji zatruła się jego córka, a nawet policjant, który pierwszy ich znalazł.  Wielka Brytania natychmiast wydaliła grono ruskich dyplomatów, na co Kreml zareagował symetrycznie, ale wiadomo, że dyplomaci to tylko wstęp, po którym następuje, a przynajmniej powinna nastąpić, eskalacja. Nie bardzo jednak wiadomo, jak ruskim szachistom dokuczyć, więc na razie pomysły koncentrują się na znalezieniu jakiejś formy bojkotu mistrzostw futbolowych, jakie wkrótce mają się rozpocząć właśnie w Rosji. Zaletą takiego pomysłu jest jego bezpieczeństwo; groźnie kiwamy palcem w bucie, w sferze symbolicznej, bo w sferze przemysłu rozrywkowego. 

        Ale na tym świecie pełnym złości nie ma rzeczy doskonałych, bo pełny bojkot może rozgniewać do żywego angielskich kibiców, z którymi wiadomo – nie ma żartów, toteż najtęższe głowy kombinują, jak by tu ruskie rozgrywki zbojkotować, zapewniając jednocześnie futbolistom udział w mistrzostwach. Tu na znakomity pomysł wpadł pan prezydent Andrzej Duda, który ogłosił, że nie pojedzie na otwarcie tych mistrzostw, ale oczywiście polska reprezentacja nie dozna żadnych przeszkód. Jestem pewien, że kiedy zimny ruski czekista Putin to usłyszał, to ze zmartwienia dostał serca palpitacji i te hercklekoty całkiem zepsuły mu smak szampana po spektakularnym zwycięstwie w wyborach prezydenckich. I chociaż pan prezydent Duda, podobnie jak premier Morawiecki, może dzięki tej gorliwości uzyskać uchylenie szlabanu do Białego Domu, którego poza tym tak naprawdę nigdy nie było, to prezydent Donald Trump najwyraźniej musiał uznać, że to wystarczy, i zapowiedział spotkanie z zimnym ruskim czekistą. Co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie, więc o ile pan prezydent Duda, podobnie jak premier Morawiecki, musi się zrehabilitować po „rozczarowaniu”, jakie sprawił zdymisjonowanemu już sekretarzowi stanu Rexowi Tillersonowi, o tyle prezydent Trump niczego nie musi. 

        Nie wiadomo tedy, czy podczas tego spotkania poobrywa prezydentowi Putinowi uszy, czy przeciwnie – zrobi z nim serdecznego niedźwiedzia – więc Nasza Złota Pani może z tego powodu odczuwać ukłucia zazdrości. Jeszcze bowiem tego by brakowało, gdyby o istnieniu czy trwałości strategicznego partnerstwa niemiecko-rosyjskiego decydować mieli Anglosasi. Toteż niemiecki owczarek Jan Klaudiusz Juncker w imieniu Komisji Europejskiej pogratulował prezydentowi Putinowi wyborczego zwycięstwa z niespotykaną czołobitnością, a Komisja Europejska, której ton nadaje drugi niemiecki owczarek Franciszek Timmermans, dała do zrozumienia, że warszawskie umizgi Naszej Złotej Pani nie mają najmniejszego wpływu na nieubłagane stanowisko w sprawie stanu demokracji i praworządności w Polsce. Toteż expose ministra spraw zagranicznych Jacka Czaputowicza było pełne utyskiwań na Unię Europejską – że nie taka, że nie w tę stronę  i tak dalej – aż Naczelnik Państwa, który wcześniej był przez niego z treścią expose zapoznany, nie chciał wysłuchiwać tych gorzkich żalów po raz drugi i pod pretekstem niedyspozycji zdrowotnej nie pojawił się w Sejmie.

Stanisław Michalkiewicz  

biniecki-w„Jestem Polakiem, 

więc mam obowiązki polskie”

        Długo poszukiwaliśmy opracowań na temat polskiej racji stanu i niestety nie udało się znaleźć niczego odkrywczego. Termin „racja stanu” jest definiowany jako: nadrzędny interes państwowy, interes narodowy, wyższość interesu państwa nad innymi interesami i normami, wspólny dla większości obywateli i organizacji działających w państwie lub poza jego granicami, ale na jego rzecz. Nie ma w polskiej bibliografii zbyt wielu pozycji na ten temat. Nie mieliśmy za to żadnych problemów ze znalezieniem licznych źródeł na temat: Pax Americana, Pax Romana, Pax Britannica i wielu innych. Jeśli więc mówimy o definiowaniu polskiej racji stanu, nie sposób w tym miejscu nie wspomnieć Romana Dmowskiego, którego  okrągłostołowy establishment uważa po prostu za faszystę. Z powodu tych negatywnych konotacji, także odradzające się elity niepodległościowe boją się otwarcie uznać Dmowskiego za twórcę współczesnego Pax Polonica. W 1903 roku Roman Dmowski w książce „Myśli nowoczesnego Polaka” powiedział: „każdy ma obowiązek być czynnym obywatelem, znającym stan spraw politycznych swego kraju i wpływającym na ich bieg w miarę sił swoich. Wszyscy są za bieg tych spraw odpowiedzialni”. 


Poszukiwanie Pax Polonica w polskiej historii

        Oto, na przestrzeni dziejów, pojęcie Pax Polonica desygnowane było: faktem istnienia państwa Mieszka, w którym gościom „nie mógł spaść włos z głowy” na mocy obyczaju, a nie przymusu, ale także faktem przyjęcia chrześcijaństwa z rąk Słowian. Pax Polonica to także pierwsza globalna konferencja zwana Zjazdem Gnieźnieńskim, założenie w 1364 roku Akademii Krakowskiej, koncepcja Unii Korony Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego, a później niezaprzeczalna potęga Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Aspektami tego samego zjawiska była dyplomacja Włodkowica i pokonanie potęgi zakonu krzyżackiego; konstytucja „Nihil Novi”, poezja Kochanowskiego, koncepcja nowoczesnego państwa Andrzeja Frycza Modrzewskiego zawarta w  „O poprawie Rzeczypospolitej”. To odkrycia Kopernika. Emanacja Pax Polonica zawiera się we wszechstronnej działalności Mikołaja Kopernika, w słowach Czarneckiego „jam nie z roli ani soli, jeno z tego, co mnie boli”, ale w także ocaleniu Europy przez Jana III Sobieskiego przed zalewem Imperium Otomańskiego. To niezwyciężona husaria. Pax Polonica to: Konstytucja 3 maja i dorobek księdza profesora St. Staszica; to powstania narodowe, ale także walka „za wolność naszą i waszą” w rewolucji amerykańskiej i wiośnie ludów, to również Mickiewicz, Słowacki i Norwid,  perły patriotyzmu w muzyce Chopina, krzyk Dzieci Wrześnieńskich, Pierwsza Kadrowa, Błękitna Armia; „Cud  nad Wisłą”. Dyplomatyczne wysiłki Paderewskiego i Dmowskiego w Stanach Zjednoczonych doprowadziły do tego, że prezydent Wilson w swoim słynnym orędziu, w punkcie 13. swojego programu, powtórzył główne założenie memorandów Dmowskiego: „Stworzenie niepodległego państwa polskiego na terytoriach zamieszkanych przez ludność bezsprzecznie polską, z wolnym dostępem do morza, niepodległością polityczną, gospodarczą, integralność terytoriów tego państwa ma być zagwarantowana przez konwencję międzynarodową”. Należy także pamiętać o słynnym, pięciogodzinnym exposé dotyczącym całości polskich żądań,  które Roman Dmowski wygłosił na konferencji kończącej I wojnę światową w Wersalu. Swoje  przemówienie przedstawił po angielsku i francusku: „Mówiłem tedy na przemian w dwóch językach [...] co sprawiło, że przemówienie moje trwało podwójną ilość czasu”. Ukoronowaniem  zasług Romana Dmowskiego dla Rzeczpospolitej Polskiej było złożenie podpisu pod Traktatem wersalskim 28 czerwca 1919 r., który to traktat uznawał niepodległość Polski.

        Paderewski, Dmowski i Piłsudski, Gdynia, idea Intermarium, Westerplatte, Bóg, Honor, Ojczyzna na sztandarach, a także rotmistrz Pilecki i Żołnierze Niezłomni; Prymas Tysiąclecia, Jan Paweł II i „Solidarność”. O tym wszystkim musimy mówić nie tylko lokalnie w Polsce, ale globalnie w wielu językach, adresować Pax Polonicę do globalnych ignorantów i wrogów Polski.


Patrioci spod znaku Rodła

        Przy szalejącym wokół niemieckim nazizmie 6 marca 1938 w Theater des Volkes w Berlinie rozpoczął się I Kongres Polaków w Niemczech. Był to niesamowity akt odwagi, całkowicie pomijany w polskiej historiografii. Uchwalono na nim „Pięć prawd Polaka”, które stanowiły ideową podstawę działalności Związku Polaków w Niemczech, ale również kwintesencję Pax Polonica w przededniu wielkich zmian geopolitycznych. 

1. Jesteśmy Polakami.

2. Wiara Ojców naszych jest wiarą naszych dzieci.

3. Polak Polakowi Bratem!

4. Co dzień Polak Narodowi służy.

5. Polska Matką naszą – nie wolno mówić o Matce źle!

        Celem kongresu było zwrócenie uwagi świata na półtoramilionową społeczność polską w Niemczech, która dzięki takim działaczom Związku, jak: Stefan Szczepaniak, Jan Kaczmarek, Józef Michałek, Jan Baczewski czy Edmund Osmańczyk, przypominała, „że jesteśmy Polakami i pozostaniem na wiek wieków”. Dzięki wysiłkom działaczy ZPwN wychodziło kilka bardzo dobrych publikacji m.in.: Dziennik Berliński, Polak w Niemczech, Mały Polak w Niemczech, Gazeta Olsztyńska, Mazur, Głos Pogranicza, Kaszub, Dziennik Raciborski, Ogniwo, Nowiny Codzienne. Związek został zdelegalizowany przez rząd III Rzeszy w lutym 1940 r. Represje dotknęły wielu członków, część z nich rozstrzelano, ok. 1200 trafiło do obozów koncentracyjnych, głównie w Hohenbruch, Mauthausen-Gusen i Sachsenhausen. Zdecydowana większość została zamęczona lub zamordowana. Zginęli za Polskę.


Polska tożsamość narodowa a Polonia amerykańska

        Dzieło I.J. Paderewskiego, Jana Smulskiego, działaczy Związków Sokolich i ochotników „Błękitnej Armii”, kontynuowali emigranci po II wojnie światowej.

        „Obrona Polski jest dzisiaj naszym najświętszym i najważniejszym obowiązkiem” powiedział w 1944 roku Karol Rozmarek, legendarny prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej. Słowa te nigdy nie straciły swojej aktualności. Jesteśmy dumni z takich działaczy, jak: Karol Rozmarek, Alojzy Mazewski i setek innych oddanych sprawie polskiej patriotów pracujących dla Polski w rozmaitych zakątkach Stanów Zjednoczonych. Wśród nich warto wspomnieć bardzo zasłużonego dla sprawy polskiej, legendarnego kongresmana z Milwaukee, Klemensa Zabłockiego. Długo można wymieniać listę zasług, świetnie zrealizowanych pomysłów oraz setki milionów dolarów przesłanych do Polski. Doskonale wpisują się w taką narrację artykuły polonijnych naukowców i audycje radiowe o Katyniu, o Siłach Zbrojnych na Zachodzie, o Armii Krajowej, Narodowych Siłach Zbrojnych, o zbrodniach gułagów, holokauście i o polskich zdrajcach na usługach Moskwy i na wiele innych tematów  podtrzymujących polską tożsamość narodową. 


Konferencja jałtańska i koniec Pax Polonica

        W dniach od 4 do 11 lutego 1945 miało miejsce w Jałcie spotkanie liderów koalicji antyhitlerowskiej, tzw. Wielkiej Trójki, do której należeli: przywódca ZSRS Józef Stalin, premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill oraz prezydent USA Franklin Delano Roosevelt. Konferencja miała decydujące znaczenie dla upadku Pax Polonica. Okrojono Rzeczpospolitą terytorialnie. Polska utraciła Kresy Wschodnie na rzecz sowieckiej Rosji. Ustalono rekompensatę w postaci historycznie polskich, a administracyjnie  niemieckich ziem: Ziemi Lubuskiej, Pomorza Zachodniego, Prus Wschodnich,  Śląska oraz byłego Wolnego Miasta Gdańska. Mocarstwa zgodziły się na utworzenie Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej urzędującego w Warszawie, który zobowiązany został do przeprowadzenia wolnych wyborów na zasadzie powszechnego głosowania, choć w konsekwencji zostały one sfałszowane. Churchill i Roosevelt dali Stalinowi carte blanche na siłowe zniszczenie podziemia zbrojnego – przede wszystkim Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych. Powzięte w Jałcie postanowienia odbyły się bez udziału i zgody przedstawicieli Rządu Polskiego na Uchodźstwie, który wkrótce przestano uznawać. Nie było już Paderewskiego, Dmowskiego, Piłsudskiego czy generała Sikorskiego, którzy mogliby być ambasadorami polskiej racji stanu. Churchill złamał zapisy polsko-brytyjskiego układu sojuszniczego z 21 sierpnia 1939 roku, a w szczególności zapis tajnego protokołu do tego układu, który mówił o gwarancjach granic. Traktat sojuszniczy rozwijał wcześniejsze, jednostronne gwarancje brytyjskie z 31 marca 1939 i gwarancje dwustronne zawarte w protokole podpisanym 6 kwietnia 1939. Był to dokument prawa międzynarodowego zobowiązujący obie strony sygnujące do udzielenia sobie  wzajemnej pomocy militarnej w przypadku agresji na jedną ze stron. 

        Po ogłoszeniu decyzji jałtańskiej w wielu polskich domach w USA zniknął ze ścian portret Franklina Delano Roosevelta.


Homo sovieticus a Pax Polonica

        Wkraczająca dwukrotnie na tereny Polski Armia Czerwona wraz z NKWD dokonuje ostatecznego rozrachunku z elitami Polski niepodległej. Nowa fala terroru, morderstw politycznych, gwałtów i wszechobecnej cenzury ogarnęła Polskę. Doskonale ilustrują ten proces słowa Stalina: „Ta wojna różni się od wszystkich poprzednich: kto zajmuje terytorium, ten ustanawia własny porządek społeczny. Każdy wprowadza swój system tam, gdzie wchodzi jego armia. Inaczej być nie może”. To, czego nie dokonali Niemcy przez 5 lat okupacji, dokończyli Sowieci. Obaj okupanci dokonali eksterminacji polskiej inteligencji: pracowników naukowych, adwokatów, lekarzy, wyższych urzędników państwowych, działaczy społecznych, a także harcerzy, księży, oficerów rezerwy, artystów – czołowych przedstawicieli narodu polskiego. Symbolem eksterminacji jest Katyń, obóz koncentracyjny KL Auschwitz i inne, gułagi sowieckiej Rosji, obława augustowska, coraz bardziej zapomniany cmentarz w Palmirach i setki mu podobnych. Od momentu zakończenia II wojny światowej ciągle brakuje kompleksowych badań, liczb i syntetycznej analizy strat. Jeden Leszek Żebrowski nie wystarczy, aby tego dokonać. Profesor Bogdan Musiał pisze: „16 sierpnia 1945 roku między Tymczasowym Rządem Jedności Narodowej a Związkiem Sowieckim została zawarta umowa o wynagrodzeniu szkód wojennych wyrządzonych Polsce przez Niemcy. W myśl tej umowy Związek Sowiecki zrzekł się wszelkich roszczeń do mienia poniemieckiego i innych aktywów na całym terenie Polski. Tyle mówi traktat, ale Mołotow uznał, że majątek przejęty przez Polskę na skutek dołączenia do niej Ziem Północnych i Zachodnich przekroczył wartość reparacji, co spowodowało, że to Polska stała się dłużnikiem Związku Sowieckiego. Z tego względu rząd polski został zobowiązany do corocznych dostaw węgla po specjalnych cenach (na poziomie ok. 10 proc. cen światowych). Od początku 1945 roku, na terytorium dzisiejszej Polski sowieckie komanda przeprowadziły systematyczną akcję rabunkową – demontowały i wywoziły infrastrukturę przemysłową: całe fabryki, elektrownie, młyny, urządzenia, tory kolejowe, stacje telefoniczne, rzeźnie, surowce, półfabrykaty, bydło, z całej „wyzwolonej” Polski. Rabunek ten był zaplanowany i przeprowadzany systematycznie na osobiste polecenie Stalina. Od 1944 roku trwa sowietyzacja polskiego życia społecznego i politycznego. Jest to w efekcie eksperyment inżynierii społecznej, którego celem jest zastąpienie modelu polskiego, katolickiego patrioty na model polskiego człowieka sowieckiego Homo sovieticus – tak to określił rosyjski naukowiec Aleksander Zinowiew. W tym celu sprowadza się z sowieckiej Rosji tysiące tzw. ekspertów z rodzinami, którzy obejmują kluczowe stanowiska we wszystkich strukturach państwa. 22 lipca 1952 r. Sejm uchwalił konstytucję. Głosiła ona, że „Polska Rzeczpospolita Ludowa jest krajem demokracji ludowej”, w którym „władza należy do ludu pracującego miast i wsi”. Projekt konstytucji opracowany został w oparciu o wzorce sowieckie i był osobiście poprawiany przez Józefa Stalina. Tak więc sowietyzacja Polski stała się kluczowym etapem prowadzącym do utrwalenia „żelaznej kurtyny” na terenie Europy Wschodniej i pełnego podporządkowania krajów wschodnioeuropejskich Związkowi Sowieckiemu. Przykładem ilustrującym nową inżynierię społeczną niech będzie postać Mariana Rejewskiego, polskiego geniusza matematycznego i pogromcy słynnej niemieckiej Enigmy, który całą resztę swojego życia spędza przy biurku w bydgoskich Zakładach Elektronicznej Techniki Obliczeniowej, jednak pod bacznym nadzorem najpierw Urzędu Bezpieczeństwa, a potem Służby Bezpieczeństwa. Nie wolno mu było niczego nowego projektować, ani też kontaktować się ze światem zewnętrznym. Inni, np. jak największy amant polskiego kina przedwojennego Aleksander Żabczyński, uczestnik walk pod Monte Cassino, nigdy już nie zagrał w żadnym filmie w powojennej Polsce. Promowano za to klasę robotniczo-chłopską. „Nie matura, lecz chęć szczera – zrobi z ciebie oficera.” Trwa promowanie nowej elity, która  niejednokrotnie prosto z Urzędu Bezpieczeństwa z naganem w ręku ociekającym krwią patriotów wkracza do polskich uniwersytetów, sądów, instytucji kultury, ministerstwa spraw zagranicznych i innych ważnych instytucji. Proces ten trwa i multiplikuje się do dziś. Potomkowie Bieruta nadal zasilają kadry MSZ, a „marcowi docenci” obniżają rangę polskich uniwersytetów. Tak ocenia to historyk, specjalista od spraw polsko-niemieckich, prof. Włodzimierz Borodziej, notabene syna Wiktora Borodzieja, wysokiego rangą oficera komunistycznej bezpieki, „gwiazdy wywiadu PRL” odpowiedzialnej za m.in. dezintegrację Polonii w RFN w latach 80., „powojenna Polska stała się bardziej proletariacka.” 

        I rzeczywiście, oblicze Polski, przeoranej w ciągu 6 wojennych lat przez dwa barbarzyńskie totalitaryzmy, zmieniło się nie do poznania. Blisko 6 milionów polskich obywateli zginęło lub zostało zamordowanych. Rzeczpospolita poniosła trudne do oszacowania straty materialne, odebrano jej blisko połowę przedwojennego terytorium. Podczas okupacji niemieckiej i sowieckiej nasz kraj stracił:

57 procent prawników,

39 procent lekarzy,

30 procent duchownych, głównie katolickich,

prawie jedną trzecią kadry akademickiej.

        Większa część elit, które po wybuchu wojny wyemigrowały z Polski, nie powróciła, w tym liczni intelektualiści, artyści, politycy, urzędnicy, oficerowie. Polska opanowana przez Sowietów i ich polskich pomocników nie była bowiem tym krajem, o wolność którego – orężem lub słowem – walczyli od 1 września 1939 roku. 


III Rzeczpospolita a Pax Polonica

        „Dogadanie się”, wg określenia działacza postkomunistycznej SLD Włodzimierza Czarzastego, przedstawicieli tzw. konstruktywnej lub demokratycznej opozycji z komunistami przy okrągłym stole w 1989 roku, skutkowało między innymi niedopuszczeniem do władzy reprezentacji środowisk patriotycznych, niepodległościowych i polskiej emigracji. Tym samym zdecydowano się na model transformacji zgodnej z ustalonym wówczas kontraktem. W polskiej debacie politycznej fałszywie pobrzmiewa postać intelektualnego guru tzw. totalnej opozycji, Adama Michnika, historyka z wykształcenia, który w 2013 roku, na łamach opiniotwórczego niemieckiego tygodnika „Spiegel”, stwierdził, że Polacy muszą uczyć się demokracji, bo demokratycznych tradycji w tej części Europy nie było. Cytat: „W krajach wschodniej Europy było wprawdzie silne pragnienie wolności, ale żadnej demokratycznej tradycji, stąd istnieje tu groźba anarchii i chaosu. Jesteśmy nieślubnymi dziećmi, bękartami komunizmu, który ukształtował naszą mentalność”. Tak jak gdyby Polska nie posiadała żadnej przeszłości, jakby wcześniej nie istniała II Rzeczpospolita i Rzeczpospolita Obojga Narodów.

        Dwa lata wcześniej, w roku 2011, niemieckie elity rządzące wpadły w stan osłupienia, słysząc, wypowiadane przez szefa ówczesnego polskiego MSZ Radosława Sikorskiego w Berlinie, pamiętne słowa: „Nie boję się silnych Niemiec, lecz ich bezczynności”. Polscy redaktorzy niemieckiej publicznej rozgłośni Deutsche Welle okrzyknęli wówczas Sikorskiego „wizjonerem znad Wisły“. Dziś, za tamte „wizje”, będące często projekcją osobistych politycznych ambicji, płacimy jako państwo słony rachunek – kraju skolonizowanego ekonomicznie przez Niemcy.

        Przywołanie choćby tych dwóch faktów dowodzi, że pojęcie Pax Polonica musi dziś na nowo wybrzmieć w przestrzeni publicznej w Polsce, ukształtować nowe pokolenia w procesie edukacji narodowej, ale także mozolnie przebijać się w relacjach multilateralnych.

        Jest to warunkowane nie tylko potrzebą chwili i dynamiką obecnych procesów politycznych, ale także pokoleniowym długiem, jaki mamy do spłacenia wobec naszych niezłomnych przodków i przyszłych pokoleń.

        Wydaje się, że obecny rząd próbuje rozszerzyć ten okrągłostołowy gorset, który – niczym niewidzialny mur – blokuje drogę do restauracji Pax Polonica. W naszym przekonaniu jest to możliwe, ale tylko przy otwarciu się na kręgi nieuczestniczące w dotychczasowym procesie politycznym i stworzeniu wraz z nimi szerokiej narodowej reprezentacji. Kontynuacja obecnej polityki, skutkująca ograniczaniem prawa udziału istotnym grupom polskiego społeczeństwa w debacie nad przyszłością Polski, grozi frustracją, radykalizacją nastrojów i dalszą polaryzacją Polaków.        

        Do czego to prowadzi, widzimy, obserwując stan aktualnej debaty politycznej, która polega głównie na tym, kto kogo bardziej werbalnie zdyskredytuje. Brak merytorycznych opracowań, badań i raportów. Dlaczego nie zaprasza się do dyskusji przedstawicieli Polonii, osób, które powróciły do kraju po latach spędzonych na emigracji na Zachodzie? Dlaczego Polonia nie ma swoich reprezentantów w Sejmie, a ma ich np. mniejszość niemiecka?  Doświadczenie i percepcja różnych realiów mogłoby być nieocenionym impulsem do – niekwestionowanych przecież przez polityków obozu rządzącego – zmian strukturalnych tak w polskiej gospodarce, jak i życiu publicznym. 

        Zamiast tego mamy przerzucanie się – przez często jednostronnie dobrane grono politycznych celebrytów – opiniami, usłyszanymi w innych pseudodebatach, bez odwołania się do rzetelnych opracowań, obiektywnych think tanków czy badań naukowych. Są oczywiście wyjątki, ale jest ich ciągle zbyt mało. 

        Nagłaśnianie w przestrzeni medialnej incydentu o tym, jak poseł „puścił oko” do posłanki, powoduje, że próby podjęcia rzeczowej debaty nie wzbudzają już większego zainteresowania. A może właśnie o to chodzi? Warto jednak pamiętać, że wyścig medialnych szczurów za największą oglądalnością i wiadomością dnia, nie zawsze daje oczekiwany wynik. 

        Warto też postawić pytanie, gdzie są owe słynne propolskie think tanki czy ośrodki uniwersyteckie, które powinny działać niezależnie od posiadanych poglądów czy „obcych srebrników” i w atmosferze wolnej, merytorycznej debaty podejmować dyskusje na temat rozwoju państwa, koncepcji Trójmorza, nowej konstytucji, czy choćby nowych rozwiązań podatkowych przyjaznych dla polskich rodzin?


Jak obecnie rozumieć pojęcie „polska racja stanu”?

        Dynamika procesów geopolitycznych na kontynencie, jak i w skali globalnej zmusza dziś Polaków do nowego spojrzenia na definicję naszej racji stanu. Nie ulega kwestii, że będzie ona nadal rozumiana jako działanie w majestacie Rzeczpospolitej dla realizacji nadrzędnego interesu państwa polskiego, wspólnego wielu minionym i obecnym pokoleniom rodaków w kraju i na obczyźnie.  

        Jej składowymi elementami pozostaną: niepodległość, suwerenność, integralność terytorialna, bezpieczeństwo państwa i utrzymanie narodowej tożsamości. 

        Kwestią otwartą pozostaje, jakimi metodami będzie się ją realizować i czy w którymś momencie nie zwycięży, jak na Zachodzie, pokusa pójścia w stronę kolejnej utopii, definiowanej jako postpolityka i postfaktyczność, ponad uniwersalnymi wartościami naszej cywilizacji.  Dyskutujmy więc, organizujmy się, twórzmy od podstaw think tanki. Pokusę sztucznie utrzymywanej jednomyślności niech zastąpi szeroki, merytoryczny spór i nieskrępowana debata o najważniejszych obecnych polskich problemach, ale i o sprawach przyszłości. 

        Jeśli my, Polacy, takiej debaty dziś nie podejmiemy, z pewnością zrobią to inni – a takie próby są już dostrzegalne, ale już z perspektyw realizacji własnych interesów, wyznaczania nowych stref wpływów i obszarów zależności. Epoka porządku z Jałty dobiegła końca. 

        W roku 100. rocznicę odzyskania niepodległości sami rozpocznijmy nasz narodowy, autonomiczny dyskurs o naszej przyszłości.

Waldemar Biniecki, USA

Agnieszka Wolska, Niemcy

Katarzyna Murawska, USA

W artykule wykorzystano następujące publikacje:

Roman Dmowski, „Myśli nowoczesnego Polaka”, Wyd. Nortom, Wrocław, 2002   

Stanisław Mikołajczyk, „Gwałt na Polsce” Wyd. CDN, Warszawa, 1983

Sławomir Cenckiewicz, Długie ramię Moskwy. Wywiad wojskowy Polski Ludowej 1943–1991, Wyd. Zysk i S-ka, Poznań, 2011 

Bogdan Musiał, „Wojna Stalina 1939-1945. Terror, grabież, demontaże.” Wyd. Zysk i S-ka, Poznań, 2012

Dariusz Kaliński „Czerwona zaraza. Jak naprawdę wyglądało wyzwolenie Polski?” Wyd. Ciekawostki Historyczne.pl, Warszawa, 2017 

Nikita Pietrow „Nowy ład Stalina. Sowietyzacja Europy 1945-1953” Wyd. Demart, Warszawa, 2015

Maryla Weisinger PAX POLONICA artykuł prasowy 2/9/2016

 http://www.spiegel.de/spiegel/print/d-104674058.html

http://www.dw.com/pl/sikorski-w-berlinie-wizjoner-znad-wisły/a-15563514

piątek, 23 marzec 2018 07:40

Witam wiosennie

Napisane przez

mariusz1        Do wiosny jeszcze kilka kroków w przeplatanej aurze, a ja w myślach już wybiegam przywitać tę piękną i jakże bliską memu sercu małą psotnicę. Myślę sobie, w jakiej kreacji nas przywita? Czy w kalendarzowym czasie, budząc się o świcie, ujrzymy ją w blasku słońca czy kroplach deszczu? Moje gdybanie jest chyba bez znaczenia, bo nim nadejdzie, z pewnością dobrze się rozejrzy i dobierze strój właściwy, doskonały, bo czyż nie ona jest kreatorem piękna o tej porze? Któż wyrwie mistrzyni z rąk paletę? Któż inny przyozdobi świat do takich uroków… ona jednym oddechem wzbudzi pragnienie artystów, by na płótnach jej imię zapisać.

        Miłość do tej Panny bije również z fleszy, bo robią jej foty co dzień, nawet w nocy. Każda pora roku ma swoje uroki, lecz tylko wiosną  mój „oddech”... tak słodki, głęboki. I Bogu dziękuje, że stworzył świat taki, że każdy odnajduje w nim dla siebie smaki.

        W myślach poszukuję i dla siebie stroju, aby choć na chwilę zatrzymać ją w „progu”. Niechby potargała odrobinę włosy, bym poczuł na sobie jej maleńki dotyk. Już widzę, jak tańczy z kłosami bujnej trawy, rozśpiewane skowronki dołączają do zabawy, a ja choć wstać nie mogę, klaszczę w dłonie i dyryguję, jak tylko umiem. A kiedy zamykam na chwilę swe oczy, tańczymy tak wszyscy, aż do samej nocy. Potem sobie wracam z uśmiechem do domu, a com w tańcu przeżył? Nie powiem nikomu.

        A tak serio, to wiosna daje mi takiego kopa do życia… dlatego zawsze na nią czekam z ogromną tęsknotą. Kiedy wypatruję jej pierwszych kroków, nie mogę się nadziwić, w jaki sposób każda roślinka budzi się do życia o właściwej dla siebie godzinie. Architekt z Góry dał nam wszystko, co dla serca, dla oczu, uszu i ducha, bo samym patrzeniem na określone pory jestem nasycony przeobficie.

        Moje „DNA” identyfikuje się z wiosną, choć urodziłem się w lecie z miłością do przyrody. Mógłbym mieszkać w małej chatce w środku lasu, tam gdzie biją źródła przepięknych zapachów i gdzie żaden zegar nie odmierza czasu.

        Po wypadku świat „poszycia” stał mi się jeszcze bliższy i piękniejszy. Mógłbym godzinami wpatrywać się w kępki traw, pąki kwiatów, gałązki drzew… Mam nawet lekki niepokój, kiedy leżę w domu, a za oknem tyle się dzieje.

        Każdy spacer traktuję w kategorii zaszczytu, nagrody. Kiedy tylko czuję, jak delikatny wiaterek ociera się o mnie, wzruszam się ogromnie, przyjmuję to jak powitanie. Rozglądam się dookoła i słyszę zewsząd wrzawę, z której przebijają się dwa słowa „witaj Mariusz!”. Z rumieńcami odpowiadam: witajcie kłosy traw, stokrotki, mlecze, witajcie duże i małe drzewa, witajcie wszystkie ptaszki, motyle, owady… Wy naprawdę czekaliście na mnie? Tak, tęskniliśmy tak jak ty za nami: odpowiada z gracją dojrzały Jesion. To wszystko dialog wyobraźni, mimo to jest nieodzowną częścią każdego spaceru, jest jego dopełnieniem. Czerpię z tego ogromną radość, siłę, motywację i natchnienie do pisania. W zaciszu przyrody odnajduję równowagę, jej optymalny balans.

        Wiosna budzi ze snu wielką orkiestrę, z całym jej zapleczem. Ta radosna i roztańczona baletnica bawi się na czele pochodu. W sukni na kształt fali pokrywa czarno-biały krajobraz i zamienia go w ogród. I w tym ogrodzie uczę się doceniać każdą chwilę życia, uczę się rozważać i rozumieć drugiego człowieka, uczę się miłości, abym potrafił kochać, a także umiał przyjąć i docenić miłość innych, którzy towarzyszą mi w drodze życia.

        Ahoj! Wiosenko!

Pozdrawiam Mariusz

        Mogą mi Państwo pomóc, wpłacając cegiełkę na konto Fundacji:

Konto Credit Union The Foundation of the Canadian Polish Congress #24583 

Pomoc dla Mariusza Rokickiego.

poniedziałek, 19 marzec 2018 19:23

Na szybko: Serce rośnie, raduje się dusza!

Napisał

Pisałem kiedyś, że polsko-izraelskie starcie historyczne, z którego Warszawa coraz bardziej "wycofuje się na z góry upatrzone pozycje", pokazało, że młodzi Polacy nie dają sobie w kaszę dmuchać. Nie jesteśmy już tak niekumaci, jak pokolenie czy dwa temu. Jak donosi ze stolicy kolega Marcin Janowski: Nasi cały czas spuszczają bęcki antypolonistom na izraelskich forachTo jest akcja samorzutna bez rozkazu. Izraelczycy są zaszokowani i piszą, że polskie państwo oddelegowało oficerów do wojny informacyjnej. Niestety to tylko partyzantka. Wspaniałych mamy ludzi, żeby tylko władze były kiedyś takie....


Dostęp tylko dla użytkowników z subskrypcją. Kup teraz!