Goniec

Switch to desktop Register Login

czwartek, 26 październik 2017 19:20

Po przeczytaniu – spalić!

Napisane przez

zura23        Przedstawiamy poniżej zawartość kolejnej teczki rezydentury wywiadu PRL w Kanadzie, do jakiej uzyskaliśmy dostęp w ramach prowadzonego przez „Gońca” programu „Polonia i jej korzenie”. Są to szyfrogramy meldunków agenturalnych i raportów wywiadowczych.

Zał. Nr 5 do pisma Nr 0III/2/007/66

Po przeczytaniu – spalić!

TAJNE SPEC.ZNACZENIA

Egz. Nr 2

N O T A T K A

dotycząca F (Rozwadowskiego)

        Z przeprowadzonego przez Was spotkania z F (Rozwadowski) wynika, że nie było ono należycie przygotowane i przemyślane.

        Miejsce spotkania wybrane przez Was nie odpowiadało wymogom konspiracji. Przy wyborze tego miejsca nie braliście pod uwagę potwierdzonej przez nas nieraz penetracji przez KW wszystkich hoteli w Toronto.

        W rozmowie z F (Rozwadowski) przedstawiliście swoje zainteresowanie materiałami o charakterze wojskowym w sposób bardzo ogólny i jak wynika z Waszej notatki cała rozmowa w tej sprawie została sprowadzona na temat materiałów historycznych, co też odpowiadało jak najbardziej F (Rozwadowskiemu) i nic dziwnego, że wyraził on zgodę na zbieranie tylko tego typu materiałów. Z materiałami, które F (Rozwadowski) chce zbierać dla nas mieliśmy możność zapoznać się i stwierdziliśmy ich nieprzydatność.

        Na następne spotkanie z F (Rozwadowski) należy uprzednio wybrać kilka ciekawszych pozycji na podstawie różnych katalogów wydawnictw wojskowych i dopiero wówczas poprosić o ich uzyskanie. W ten sposób można będzie przekonać się tak w możliwościach jak i chęciach F (Rozwadowski) w uzyskiwaniu dla nas interesujących materiałów.

        Sprawą F (Rozwadowski) zajmie się Wasz następca. Nawiąże on z nim kontakt pod pretekstem zwrócenia mu jego pamiętników, które przesyłamy w załączeniu w poczcie administracyjnej.

Załącznik: Pamiętniki F (Rozwadowski)

czwartek, 26 październik 2017 19:23

RZUT BERETEM

Napisane przez

        Za siedmioma górami, za pięcioma dolinami, za trzema rzekami... Proszę? No może rzeczywiście w tej bajce rzek tyle samo co dolin. W każdym razie jeśli chodzi o rzeki, to na pewno rzecz dzieje się za rzeką Odrą. Więc. 

        Więc za tymi i za tamtymi, pomińmy ilości, stoi sobie fabryka. Piękna. Ogromna. I proch z niej spływa. Czy raczej proszek, żeby uniknąć skojarzeń militarnych. I nie tyle z niej spływa, co wydobywa się. I nie w sensie prac górniczych, czyli kopania dołów w ziemi, tylko w znaczeniu produkcji masowej. Proszek, no tak, bo to jest fabryka proszku do prania. Niby czym miałaby handlować fabryka proszku do prania, przecież nie maślanką? 

 Idźmy dalej i dopowiedzmy co należy. Otóż wzmiankowana fabryka stoi sobie w Niemczech. Czy to bajka, czy nie bajka, żadne to czary, że właśnie tam stoi. Tam ją zbudowano i tam siedzibę ma właściciel fabryki. Co prawda za czasów słusznie minionych powiedzielibyśmy, że ów właściciel nie ma narodowości, ale Balcerowicz dawno musiał odejść, i odszedł, i dzisiaj wiemy swoje: właściciel potrafi mieć narodowość, a kapitał właścicielski, bywa, tym bardziej narodowość posiada. Polacy zaś co i rusz przekraczają granicę polsko-niemiecką, podróżując kilometrami do owej fabryki – a to w tym celu, by od wspomnianego właściciela nabyć proszek do prania. 

        Ktoś powie, że sensu żadnego w tym nie ma, takie udawanie się, albowiem proszek do prania tej samej marki nabyć się daje bez konieczności organizowania wycieczek zagranicznych. Mianowicie ta sama fabryka tegoż samego niemieckiego właściciela, sprzedaje swój proszek w setkach punktów handlowych, zlokalizowanych tuż-tuż, powiedzieć można: tuż przy polskich pralkach, a w każdym razie tak blisko pralek, że nawet beretem wyjętym z kosza z bielizną rzucać nie trzeba. Otwieramy pralkę, beret do pralki, proszek do pralki, woda do pralki – i poszło. I gotowe. 

        A właśnie że bo nie. Gotowe tylko z pozoru. Polacy swoje wyczaili i swoje wiedzą, dlatego po proszek jeżdżą do Niemiec. Ba! Co porobiło się z tym proszkiem, od niedawna wie również Komisja Europejska. Co takiego mianowicie? Mianowicie, że Niemcy oszczędzają na składnikach i byłym „demokracjom ludowym” wciskają byle szajs, to jest produkt gorszej jakości. I na nic wzburzenie, na nic narzekania. Dyrektor fabryki wartość swojego proszku zna, zna też swojego klienta, więc niczego w bawełnę owijać nie musi: „Jeżeli wymagania Polaków wzrosną, wtedy zaczniemy produkować taki sam proszek, jaki produkujemy dla Niemców”. 

        Co za buc. Aż trudno uwierzyć. Solidny kawał niemieckiego beretu. Czy tam betonu. Jak z bunkra pod Berlinem. Bez Armii Czerwonej ani rusz?                    

(mig)

czwartek, 26 październik 2017 19:17

Wszystkie końce świata

Napisane przez

ligeza        „Słońce będzie świeciło tylko do 17:21” – tak właśnie, do tego najwyraźniej pod moim adresem, rzekła pani, wystawiając łepetynę z mojego telewizora. Bynajmniej nie zapraszana. 

        Ton, jakim kobieta wypowiedziała swoją kwestię, w jednej sekundzie zmroził moją przestrzeń osobistą, aż mi ciarki na plecach zakwitły. Obie lodowate ciarki dwie, że się tak wyrażę. „To już dziś?” – spytałem sam siebie, by po sekundzie dorzucić drugą wątpliwość: „Ale skąd ta wiedźma wie to z taką dokładnością?”. 

czwartek, 26 październik 2017 19:13

INTERCEPTION

Napisane przez

pannikt4317Wbrew zwątpieniu, wbrew temu, co napisano poniżej, zawsze pozostaje muzyka:

https://www.youtube.com/watch?v=KwJmhtDydfc

„Nieugięta postawa Polski wobec Niemiec uspokaja Moskwę, która ma teraz pewność, że uda się jej uzyskać doskonałą ochronę strategiczną i polityczną. Nie  przeszkadza to bynajmniej ZSRS w podejmowaniu prób, by podtrzymywać w obecnej sytuacji  napięcie polityczne, niezbędne do wdrożenia rewolucyjnego programu stalinowskiego.”  Z raportu wywiadu francuskiego Deuxiéme Bureau z 8 maja 1939 r. p.t. „Agissements de l’URSS eu territoire polonaise.”

Polski ambasador w Japonii Tadeusz Romer  w liście  z 26 czerwca 1939 r. do  podsekretarza stanu w MSZ Jana Szembeka : „Czy Niemcy nie poczują się na tyle  zagrożone przez politykę brytyjską, aby kosztem ideologii szukać zbliżenia z Rosją Sowiecką?”

W swoim raporcie  do MSZ  z 22 sierpnia 1939, ambasador francuski w Moskwie Paul-Émile Naggiar informował ministra Bonneta, iż Hitler nie będzie oczekiwał biernie na rozwój wydarzeń, „jak Beck uzbrojony w nasze gwarancje”, lecz przechodząc do porządku nad dawnymi doświadczeniami, gotów jest dojść do kompromisu w stosunkach z „nową Rosją” – „jak mocarstwo z mocarstwem”. Kiedy ambasador francuski w Warszawie- Noël- otrzymał kopię tego raportu, dopisał odręcznie na marginesie dokumentu: „Finis Poloniae.”

Józef Beck w przemówieniu radiowym z 3 września 1939r. „Polska, po wejściu Anglii do wojny, znalazła się w dobrym, przyzwoitym towarzystwie.” 

Z raportu powstałego na początku 1945r. autorstwa Rainharda Gehlena p.t. „Siły wojskowe i wywiadowcze w ogólnych ramach polskiego ruchu oporu.”: „Zainteresowanie Anglo-Amerykanów kwestią polską było i jest zasadniczo odmienne od zainteresowania nią ze strony sowiecko-rosyjskiej oraz niemieckiej, ponieważ nie wiążą oni z nią swoich interesów narodowych czy tez państwowych, lecz patrzą na Polskę jako na obszar politycznego wpływu.(…) Narody, których przestrzeń życiowa zakleszczona jest pomiędzy dwiema potęgami, nie mogą wobec obu z nich stosować radykalnego oporu, gdyż grozi im wówczas, że zostaną bezlitośnie zmiażdżone. Polska musi wybierać między Niemcami i Rosją, przeciw obu potęgom nie pomogą nawet najbardziej kuszące angielskie obietnice (podobnie jak w 1939r). Obecnie polski sprzeciw jest tak bardzo skupiony na oporze przeciw Niemcom, że strona polska jest niezdolna do zmiany kursu, pomimo, iż nieporównywalnie większe niebezpieczeństwo nie tylko zbliża się ze wschodu, ale stopniowo staje się doświadczalną rzeczywistością. (…) Jako pocieszenie za wszystkie rozczarowania Anglo-Amerykanie mieli dla narodu polskiego, obok wsparcia finansowego, jedynie słowa zachęty (…) Niezobowiązującym słowom zachęty, będącym drwiną z sojuszniczej lojalności, towarzyszy zdrada dyplomatyczna. Nie jest już żadną tajemnicą, że Anglia i Ameryka już dawno (tylko za jaką cenę?) sprzedały Polskę sowietom. Teraz chodzi już wyłącznie o realizację tego interesu. Polskie kierownictwo widzi to całkiem jasno. Przypadek Mikołajczyka jest w tej kwestii szkolnym zgoła przypadkiem. Mimo to (polskie kierownictwo) wydaje się nie dostrzegać ewidentnych faktów i można obserwować jego wzmożoną aktywność w apelowaniu do „sumienia świata”. Zamiast dać zdradzieckiej Anglii jedyną możliwą odpowiedź, ciągle jeszcze (Polacy) czepiają się coraz bardziej nierealnych nadziei i wciąż – wbrew dowodom – wierzą w mające przynieść korzystny zwrot polityczne, moralne i militarne wsparcie Anglo-Amerykanow, wciąż pracują i krwawią, ale nie dla realizacji swych ideałów, lecz dla ich grabarzy. (…) Zwiastun pewnego ogólnoeuropejskiego fenomenu: Anglia wydaje na pastwę bolszewizmu narody Europy, którym chciałaby przewodzić, a narody Europy, które miały nadzieję na „demokratyczną wolność” pod przewodem Anglii, przechodzą zewnętrznie i wewnętrznie pod jarzmo bolszewizmu. (…) Obecnie nadchodzą wydarzenia o skali światowej, które na nowo uformują i uporządkują Europę, popychając jej narody ku nieznanemu przeznaczeniu.”

„Always try to see what lies on the other side of the hill” – angielskie przysłowie.

czwartek, 26 październik 2017 19:05

Z Kijowa (43/2017)

Napisane przez

pruszynski        We wtorek, 17 października, były wielkie demonstracja w Kijowie, które współorganizował były prezydent Gruzji, i zanosiło się na trzeci majdan. Więc już 19 października ze słonecznej i ciepłej Warszawy wyruszyłem i po 15 godzinach jazdy byłem w zimnym i pochmurnym Kijowie.

        Jak zwykle zagnieździłem się w niedrogim, niedawno odnowionym eleganckim hostelu na dworcu. Wziąłem prysznic, odespałem i ruszyłem na Majdan. Po 10 minutach metra, połowa czasu na zjazd w dół, a potem wjazd w górę, i znalazłem się na wzgórzu nad Majdanem, gdzie jest wielki Hotel Ukraina i wspaniały widok na Majdan 50 metrów niżej i przecinającą go ulicę Kreszczatik. Nie widać było namiotów, jakie były tam 3 lata temu, a tylko moc flag ukraińskich. Jest tam wielka wystawa fotografii stulecia walki o państwo ukraińskie w 1917 r. Niżej, na brzegu alei Kreszczatik, głównej ulicy miasta, było tylko kilku policjantów w strojach bojowych, czyli z hełmami i ochraniaczami nóg, których w normalnych dniach nie noszą. Ci, z którymi się spotkałem, przybyli aż ze... Lwowa.

czwartek, 26 październik 2017 19:00

Kraj stanął w rozkroku

Napisane przez

michalkiewicz        „Anastazja Pietrowna, Anastazja, kto ty jesteś? Europa, czy Azja? Eti biełyje ruki, eti cziornyje głaza, takije cziornyje, czto łutsze nie lzia?” – śpiewał przed laty Maciej Zembaty, po czym przechodził w recitativ: „Na twarz Anastazji Pietrowny padały płatki śniegu wielkości złotych pięciorublówek – a tymczasem na Newie cumował już krążownik »Aurora«. A potem krążownik »Aurora« wystrzelił – i od tego czasu śpiewamy inne piosenki”. Widać, że literatura, nawet ta kabaretowa, wyprzedza życie, bo oto okazało się, że do Moskwy wybiera się właśnie prezydent Republiki Federalnej Niemiec Walter Steinmeier, żeby namawiać się z zimnym rosyjskim czekistą Putinem. O czym będą się namawiać? 

        A o czymże innym, jak nie o reaktywacji paktu Ribbentrop-Mołotow? 

środa, 25 październik 2017 16:08

Na szybko: Jesteśmy eksperymentem.

Napisał

Według podanych właśnie rezultatów spisu powszechnego (ujawniane są w miarę opracowywania) jest nas imigrantów 22 proc. to znaczy tyle Kanadyjczyków urodziło się w Kanadzie. W takich okolicach jak nasza - Toronto, Mississauga, urodzonych poza granicami jest ponad połowa. Coraz więcej też nas tu mieszkających nie ma europejskich korzeni i należy do tzw. widocznych mniejszości - 22 proc. I znów w takich okolicach, jak moja jest to o wiele większy odsetek. Sam mieszkam w bardzo "niebiałej" okolicy, na poziomie wieku szkolnego białe dzieci należą do "widocznych mniejszości".

Czym się to wszystko objawia - po pierwsze niebezpieczeństwem gettoizacji, zwłaszcza członków religii i kultur uważających siebie, za wyższą czy lepszą jak muzułmanie (oczywiście nie wszyscy, ale bardzo wielu), po drugie widoczną zmianą obyczajów "społecznych" dawna Kanada to: uśmiech, luz i grzeczna pomoc, obecna - niepewność, rubaszność, chamstwo, wymuszenia (w kolejce, w ruchu drogowym) podejrzliwość.


Co to jest kanadyjska kultura?

Do czego nowi przybysze mają się asymilować?

Jakie instytucje obejmą najgłębsze zmiany?


Są to pytania bardzo zasadne, ponieważ

a - imigracja z nieueropejskich rejonów będzie się zwiększać, a b - imigranci w pierwszym pokoleniu mają o wiele więcej dzieci od autochtonów, a więc ich przewaga demograficzna będzie się powiększać.


Jedno jest pewne, jesteśmy jednym wielkim eksperymentem na żywych ludziach.


Dostęp tylko dla użytkowników z subskrypcją. Kup teraz!

wtorek, 24 październik 2017 18:30

Na szybko: Trick or treat

Napisał

Szybkimi krokami zbliża się Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny, no a tutaj także halloween; halloween, który może nas nauczyć czym nasza religia różni się od pogaństwa.
Cała istota tego obrzędu sprowadza się bowiem do składania ofiary złu, złym duchom. Na tym polega główne zawołanie treat or trick, czyli daj mi coś, bo inaczej zrobię ci psotę, coś złego.


Na zawsze już z halloweenem kojarzyć mi się będzie opowieść pewnego księdza egzorcysty, który opowiadał tu w Mississaudze, jak to jego kolega w Afryce przygotowywał wioskę do chrztu. Misje tak się robi, że najpierw jest pomoc medyczna, jest szkoła, jest rozdawnictwo jedzenia i ubrań na przy tej okazji mówi się o Panu Bogu, i gdy przychodzi już ten moment gdy ludzie są gotowi, to chrzest jest zbiorowy.


Podczas takiego zbiorowego chrztu polski ksiądz wypowiadał słowa chrzcielnego egzorcyzmu, podchodząc po kolei o stojących w szeregu mieszkańców wioski. Gdy zbliżył się do dwóch młodych kobiet te padły na ziemię i zaczęły miotać się i toczyć pianę.


Ksiądz zdając sobie sprawę co się dzieje, zapytał, "kim jesteś?" Na co jedna z sióstr odpowiedziała po polsku: "jesteś księdzem i nie wiesz?". Jak się później okazało, obydwie siostry zostały ofiarowane przez szamana złym duchom, aby nie szkodziły wiosce i nie było głodu. Kto nie wierzy, jego sprawa, ale właśnie do tego sprowadza się istota pogańskich wierzeń; do składania ofiar złemu, po to by nam dało spokój, na takiej samej zasadzie, jak płacimy mafii aby nam nie spłonęła restauracja.


Halloween ma taki właśnie rodowód i dobrze jest przy okazji tego obrzędu wytłumaczyć dzieciom co i jak. My wierzymy w Jezusa Chrystusa i w Jego imię wszystkie złe duchy traktujemy z buta.


Nawiasem mówiąc tutaj w Mississaudze w szkołach publicznych od jakiegoś czasu unika się przebierania na wiedźmy i inne stwory. Katolicy święto pokornie tolerowali , muzułmanie bardzo poważnie traktują jednak swoją religię i to właśnie za ich sprawą wyrzucono ten obyczaj ze szkół publicznych. A więc jak się chce, to się da (radę).


Dostęp tylko dla użytkowników z subskrypcją. Kup teraz!

Ostatnio zmieniany wtorek, 24 październik 2017 18:51
poniedziałek, 23 październik 2017 21:22

Na szybko: Miękkie trąby kanadyjskich negocjatorów

Napisał

Wydaje się że kanadyjskim negocjatorom - którzy wspólnie z Amerykanami i Meksykanami mają zmodernizować albo złożyć do grobu układ wolnocłowy Nafta - zmiękły trąby. Bo tak na dobrą sprawę, to Stany Zjednoczone są w stanie narzucić wszystkie warunki jakiegokolwiek porozumienia. One stanowią największy rynek, one mają najwięcej inwestycji w krajach negocjujących; one pochłaniają najwięcej eksportu tych krajów i tak na dobrą sprawę niewiele od nich potrzebują.
Kiedy negocjowano "pierwszą" NAFTę Kanada była krajem, który mógł Amerykanom zaoferować energetyczną suwerenność, dostęp do złóż gazu, ropy naftowej i wielu innych bogactw naturalnych. Dzisiaj Stany Zjednoczone są praktycznie rzecz biorąc energetycznie samowystarczalne.
Na dodatek, kanadyjski robotnik fabryczny uzwiązkowiony i nieelastyczny stał się ofiarą meksykańskiego rynku pracy.
Jaka więc będzie nowa NAFTA? Taka jaką prezydent Trump uzna za najbardziej korzystną dla Stanów Zjednoczonych.
Miny jakie stroją premier Trudeau czy jego minister spraw zagranicznych pani Freeland niczego tutaj nie zmienią. Gdyby Kanada miała zręczne władze mogłaby zsynchronizować się z obecną linią amerykańską. Niestety nie ma i my wszyscy odczujemy to na własnej skórze


Dostęp tylko dla użytkowników z subskrypcją. Kup teraz!

Rząd federalny podnosi świadczenia na dzieci.

Od kiedy w 2016 r. wypłata miesięcznego świadczenia zastąpiła dawną ulgę podatkową,  rodzina (a więc również samotna matka) zarabiająca mniej niż $30000 rocznie dostaje $533 miesięcznie na każde dziecko poniżej 6 lat i $450 na każde dziecko w wieku od 6 do 17 lat. 

Gdy zarabia więcej, świadczenie proporcjonalnie maleją.

Jeśli więc kogoś dziwi polskie 500+, to nasze kanadyjskie jest lepsze. Oczywiście, w założeniu pomoc ta ma zwiększyć dzietność, a także wyrównać szanse wychowawcze dzieci w biednych rodzinach.


W praktyce prowadzi jednak do ciekawego zjawiska życia z dzieci.
Podam przypadek całkiem upowszechniony; wielu islamskich imigrantów przyjeżdża do Kanady z liczną rodziną. Druga czy trzecia żona przedstawiana jest jako "kuzynka" no i dla kanadyjskiego systemu podatkowego pozostaje matką samotnie wychowującą dzieci; czasem trójkę, czasem piątkę, czasem ósemkę. Bo czemu nie? Mamy więc do czynienia, na przykład z rodziną, w której są trzy matki z których każda średnio ma po 5 dzieci. Taka rodzina utrzymując się z zapomogi socjalnej otrzymuje na dzieci - licząc oględnie - 6750 dol. miesięcznie. Czy za to można żyć? W wielodzietnych rodzinach koszt wychowania poszczególnego dziecka obniża się z różnych powodów.
Jeśli dodać do tego wiele innych świadczeń to okaże się że samo posiadanie dzieci jest drogą to całkiem zasobnego życia.
Dawno temu, kiedy moja żona chodziła po córkę do szkoły, jedyne kobiety, które czekały na swe dzieci to były muzułmanki. Jedna z nich zapytała moją żonę całkiem szczerze, niech mi pani powie, dlaczego w Kanadzie białe kobiety muszą pracować tak samo jak mężczyźni?
No właśnie muszą, czy nie muszą?
I proszę mi powiedzieć, czy na ten kraj można narzekać?! To jest eldorado! Państwo płaci, dzieci zadbane, uczą się dobrze i ani w głowie im asymilacja do "kultury białego człowieka". Bo nie ma głupich.


Dostęp tylko dla użytkowników z subskrypcją. Kup teraz!

Ostatnio zmieniany wtorek, 24 październik 2017 09:35