Goniec

Register Login

ostojanChyba wszyscy lubimy słuchać padających pod naszym adresem komplementów. Choć zwykle bierzemy lekką poprawkę oceniając ich pełną szczerość. Mężczyźni komplementowani co do swej mądrości, postawy i wyglądu zewnętrznego zwykle chętnie w to wierzą, będąc często (łysi brzuchacze!) mało krytyczni w stosunku do siebie. Zresztą i tak komplementują się zwykle kobiety. One zaś podobno, nawet te najpiękniejsze prawie nigdy nie są w pełni zadowolone ze swojej urody. Nawet te biorące udział w konkursach piękności. Miss Polski kiedyś powiedziała, że nie ma takiej piękności nad pięknościami, bo wszystko to rzecz gustu. To tyle o bliźnich.

A jak jest, jak się rzecz macała z tymi komplementowaniem w dziedzinie, o której zwykle piszę – to znaczy w polityce? Tutaj mamy w Warszawie zaskakujące połączenie. Obecna ambasador USA w Polsce, była podobno kiedyś w latach młodości kosmetyczkę. Dobra w obu dziedzinach? Czy warta będzie komplementów – przekonamy się. Na razie chwali Polskę. Komplementuje nas.

Historyczne przykłady, jakie mi się aktualnie w tym ustępie nasuwają, nie są niestety zbyt optymistyczne. Aktualnie bowiem Austriacy nie chcą postawienia gotowego już pomnika króla Jana III Sobieskiego w Wiedniu. A przecież tak komplementowali w 1683 r. naszą husarię i Polskę! Wdzięczność to wszak uczucie, które się szybko starzeje. Już w następnym wieku Osterreichowcy ochoczo wzięli udział w rozbiorach Polski. A dziś w ramach popularnego korygowania historii gloryfikują raczej własną w bitwie wiedeńskiej dzielność, umniejszając zasługi naszych wojsk. Ale prawda jest taka, że bez husarii , pohańce skroili by Wiedeńczykom jak nic dupę – to znaczy splądrowali i spalili miasto, a nie zamordowanych mieszkańców pognali w jasyr, kobiety do haremów, a dzieci wychowaliby na przyszłych janczarów. Może dziś jest w tym trochę polit-poprawności, bo a nuż jakiś współczesny Ahmed lub Ismail, nowi obywatele, przechodząc koło takiego pomnika skrzywiłby się urażony. Lepiej postawcie go sobie w Krakowie, radzę Austriacy. Łaskawcy! Dziękujemy.

Ale miało być o komplementach. W 1940 r. nasłuchali się ich polscy lotnicy w Anglii. Cenili sobie najbardziej na pewno czynne rzeczowe komplementowanie, jakiego doznawali ze strony młodych Angielek. Były też komplementy od starego cynika i krętacza (prosimy nie powtarzać!) Churchilla. “Nigdy tak wielu nie zawdzięczało itd.”. Szczerze? Przypuszczam, że wątpię. Bo w 1945 r. w londyńskiej paradzie zwycięstwa maszerowali żołnierze ponad 10 narodowości, które (podobno) dzielnie też walczyły z Niemcami. Zabrakło jednak miejsca (!) dla tychże lotników, żołnierzy Andersa i Maczka, czy Sosabowskiego – bo nie można było drażnić Stalina. Co za Angielska delikatność! Ostatnio komplementował Polskę i Polaków prezydent Trump. Miejmy nadzieję, że szczerze, a nie tylko dyplomatycznie. Przecież zasługujemy.

Na koniec zostawiłem komplementy last but not least od znanego polityka trzymającego onegdaj w łapach ponad pół Europy. To nie może być najmniejszych wątpliwości, iż wtedy mówił to, o czym był głęboko przekonany. Na pewno nam też nie kadził. Któż to taki? Nie kto inny, niż Führer III Rzeszy – Adolf Hitler! Co powiedział, cytuję dosłownie: “Polacy są jedynym narodem w Europie, który łączy w sobie wysoką inteligencję z niesłychanym sprytem. Jest to najzdolniejszy naród, ponieważ żyją ciągle w niesłychanie trudnych warunkach politycznych , wyrobił sobie rozsądek życiowy nigdzie niespotykany”. Absolutnie szczerze, choć złowieszczo o czym świadczy ciąg dalszy tego komplementowania. Też cytuję: “Bez litości zabijać należy wszystkich mężczyzn, kobiety i dzieci polskiego pochodzenia i polskiej mowy! Tylko w ten sposób zdobędziemy przestrzeń życiową, Lebensraum, której potrzebujemy. Tereny polskie wyludni się i zasiedli Niemcami”. Lepszych trzeba usunąć. To proste. Co do naszej inteligencji miał rację. To, co udało mu się zrobić z Niemcami, nie udałoby się na pewno z Polakami.

Taki krzykliwy pajac ze śmiesznym wąsikiem cwany, i w ząbek czesany, nigdy by żadnej politycznej kariery u nas nie zrobił. Nie mówiąc o dyktaturze. Utrącono by go szybko. A głupie (głupsze wszak według jego słów Szwaby) broniły go do końca. To samo można odnieść do Lenina i Stalina my nię frajery nie z nami takie numery! Zarówno Niemcy, jak i Rosjanie dali się wysyłać na śmierć, tortury i mordować, jak przysłowiowe owce, które za wiodącym ich baranem skaczą w przepaść. Górujecie nad Polakami nasi pożal się Boże sąsiedzi tylko liczebnością i chęcią do działania wspólnie przeciw nam . Nec Hercules contra plures! Amate et multiplicate rodacy! Mało nas do pieczenia chleba! Wbrew Hollandon Jandom i rudym rozwrzeszczanym babom (było nie było - bęc babę w ryło) drucianym wieszakom, zdrajcom narodu, targowiczanom, aborcjonistom. Cierpliwości z nimi trzeba, niech się dzieje wola nieba. Więcej nas musi być i już!

Żarcik a propos. Ponad 90-letni parafianin prosi proboszcza, aby udzielił mu lekcji łaciny. - Wkrótce pójdę do nieba i chcę móc porozmawiać ze świętym Piotrem. - Ale co jeśli pójdzie pan do piekła? To nie problem. Niemiecki znam, a rosyjskiego też się w szkole uczyłem. Pamiętem!.

Ostojan Toronto, 20 września 2018.

PS Komplement dla Gońca - schudł i staniał ale trzyma fason. Ciągle jest ciekawy, choć konkurencja innych polskich gazet jest duża i nie odpuszcza. Pamiętajcie o tym reklamodawcy z polskiego biznesu - kogo popieracie.

środa, 03 październik 2018 13:43

Na szybko: Dzieje się…

Napisał

Na naszych oczach "dzieje się historia świata"; oczywiście dopóki nie sięga ona naszego klepiska i nie wchodzi nam buciorami do chaty, to są to jedynie takie opowieści z działu rozrywki informacyjnej. Warto jednak o niektórych rzeczach wiedzieć, żeby się przynajmniej później nie dziwić, gdy coś przekłuje nasz matrix.
Traktaty między mocarstwami zdają się mieć coraz mniejszą moc obowiązywania w Europie i nie tylko. Ich naruszanie zaczęło się od oderwania Kosowa od Serbii, bombardowania Bagdadu, następnie aneksji Krymu przez Rosję. Mówi się dzisiaj o pogwałceniu kolejnych; stała baza w USA Polsce naruszałaby jeden z nich. Rosja prowadzi ponoć także prace nad pociskami manewrującymi średniego zasięgu, podczas gdy traktat z USA pozwala na takie jedynie w przypadku morza. Bailey Hutchison, która jest ambasadorem Stanów Zjednoczonych przy NATO, ostrzegła w związku z tym, że w razie kontynuowania tych prac Stany Zjednoczone zastrzegają sobie prawo dokonania uderzenia prewencyjnego.

Wskazała że rakiety manewrujące wyposażone w broń nuklearną dawałyby zbyt mało czasu reakcji państwom NATO. Moskwa zaprzecza, że łamie porozumienia…

jeżeli możesz, wesprzyj nas datkiem

Tymczasem  sekretarz spraw wewnętrznych Stanów Zjednoczonych Ryan Zinke nie wyklucza...  blokady morskiej Rosji przez marynarkę USA, w razie gdyby powstała groźba "monopolizacji handlu surowcami energetycznymi na Bliskim Wschodzie przez Rosję" cytuję: “The United States has that ability, with our Navy, to make sure the sea lanes are open, and, if necessary, to blockade … to make sure that their energy does not go to market, I believe the reason they are in the Middle East is they want to broker energy just like they do in eastern Europe, the southern belly of Europe,“The economic option on Iran and Russia is, more or less, leveraging and replacing fuels,” We can do that because … the United States is the largest producer of oil and gas.

Dlaczego to jest ważne? Dlatego że jeżeli Stany Zjednoczone dokonają prewencyjnego uderzenia na wyrzutnie rakiet na terenie Rosji to albo będzie to groziło anihilacją planety w ramach III wojny światowej, albo odwetowym uderzeniem Rosji… Proszę sobie dopowiedzieć, na jakie instalacje i gdzie...


Dalsza część artykułu dostępna po wykupieniu subskrypcji. Kup tutaj!

Ostatnio zmieniany środa, 03 październik 2018 15:14
poniedziałek, 01 październik 2018 21:03

Kolejny "sukces" Justina Trudeau

Napisał

No i NAFTA - o przepraszam - USMCA (United States Mexico Canada Agreement) - podpisana. Niektórzy mówią modnie, "software'owo" NAFTA 2.0. Nowa nazwa bardziej mi się podoba, bo poprzednia, jak wiele tego rodzaju mylnie mówiła o "wolnym handlu", a dotyczyła uzgodnień różnych ograniczeń kwot i dotacji - dlatego zresztą te umowy są tak obszerne. Traktat o wolnym handlu - każdy - zmieściłby się na jednej stronie A4.

Prosimy o wsparcie

Z tego, co na razie fragmentarycznie wiadomo będziemy mieli zniesienie ograniczeń dla amerykańskich producentów rolnych do kanadyjskiego rynku mleka i przetworów, a więc de facto dalsze rozmontowanie obecnego systemu regulowanej podaży. W zamian za to, USA uznają obecny import samochodów montowanych w Kanadzie, ale wprowadzą górne limity. 

Było oczywiste, że jakiś układ musiał zostać zawarty - amerykańskie firmy mają za dużo zainwestowane w Kanadzie, by strzelać sobie w piętę i zdawać się na łaskę dziecinnych kanadyjskich polityków. Po drugie zaś, jeśli chodzi o konkretne atuty, o siłę, to Kanada jest po prostu na amerykańskim pasku i może sobie co najwyżej pogrymasić nad talerzem. Amerykanie mają armię, potężną gospodarkę, do której kanadyjskie firmy kierują większość swojego eksportu itp. itd. Odgrażanie się, że jak co, to my odwrócimy się do USA plecami, a frontem do Europy albo chińskich sekretarzy można między bajki włożyć - Waszyngton nie dopuści do takich ruchów w swoim strategicznym "nadbrzuszu".
Pozostawało więc starać się "po dobroci" uszczknać, jak najwięcej. Niestety lewacka tromtadracja Ottawy temu nie sprzyjała. Przypomnijmy, że Freeland i Trudeau zaczynali od położenia na stół... równouprawnienia kobiet i innych podobnych "warunków". Zdaniem Trudeau, "równouprawnienie płci jest kwestią ekonomiczną i musi być zawarte w nowej NAFTA" - wrzesień 2017. Ostatecznie zaś wyszło na to, że polityczny rachunek liberałów uznał farmerów za mniej kosztownych do odstrzelenia i…
I będziemy mieli tańsze sery i mleko… made in USA. Oczywiście czeka nas w najbliższych dniach polityczny teatrzyk naszych kukiełek, w którym obecny deal sprzeda się nam jako nektar z nieba płynący i wielką zasługę p. Freeland, Trudeau i ich paczki fajnych doradców… No taki mamy "klimat".

Andrzej Kumor


Dalsza część artykułu dostępna po wykupieniu subskrypcji. Kup tutaj!

Ostatnio zmieniany poniedziałek, 01 październik 2018 23:44
piątek, 28 wrzesień 2018 08:56

Pozycjonowanie się

Napisał

Donald Trump wygłosił na forum Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych ciekawe przemówienie. Ponoć niektórzy wychodzili, inni się śmiali, (choć prezydent USA później tłumaczył, że nie śmiali się „z niego”, tylko śmiali się „z nim”, towarzysko. 

        Z przedstawionego obrazu sytuacji można wywnioskować, że mamy do czynienia z nowym pozycjonowaniem się; rysowaniem linii frontu. Trump wskazał na takie państwa, jak Indie, Izrael i Polskę jako „przyjaciół” Stanów Zjednoczonych i skrytykował tych, którzy są „niemili”, mimo, że Stany Zjednoczone „ich bronią”. Nie wiadomo dokładnie przed czym, no bo „Imperium zła” już nie ma, w każdym razie są to państwa, którym USA będą wystawiać rachunki...

         Najwyraźniej mowa o tych, którzy w nowym świecie zaczęli grać wielobiegunowo między Chinami, a Stanami Zjednoczonymi dostrzegając, że USA przestają być jedynym gwarantem światowego bezpieczeństwa, mimo że nadal czerpią „stare” korzyści np z rezerwowego statusu własnej waluty.

        Nowe ustawianie się Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników odbywa się oczywiście w relacji do Chin. Trump ogłosił kolejne sankcje przeciwko Chinom, oskarżył Pekin o wtrącenie się w wewnętrzne sprawy USA, FBI aresztowało chińskiego szpiega w Chicago, a dwa amerykańskie bombowce przeleciały nad Morzem Południowochińskim po tym, jak Chińczycy ze swej strony odmówili prawa odwiedzenia Hongkongu przez okręt marynarki USA. Słowem, dzieje się...

        Amerykanie stosują sprawdzoną politykę okrążania. Jest więc nowa oferta kontraktowa dla Korei Południowej, nowa polityka wobec Korei Północnej, zacieśnianie współpracy z Japonią. 

        No i pozostaje Rosja...

        Rosja, która mimo wielu wyzwań,  nie zamierza sprzedać się tanio? Czy „pójdzie” z USA na Chiny? Niewykluczone! Czy „pójdzie” z Chinami na Amerykę? Również niewykluczone. A może jedno i drugie. Rosja przerabiała już te tematy w historii i wie jak grają poważni ludzie. 

        Mamy ciekawy czas, a tymczasem uwaga Ameryki skupiona jest na seksualnych ekscesach młodzieży szkolnej sprzed 36 lat - te bowiem wygrzebała pewna pani sędziemu Brettowi Kavanaughowi, kandydatowi prezydenta Trumpa na sędziego Sądu Najwyższego. 

        Szczerze mówiąc, jest to obrzydliwe. Instrumentalne wykorzystywanie tego rodzaju oskarżeń powoduje, że tracą one wiarygodność i dewaluują się.

        Pani, która się skarży twierdzi po 36 latach, że obecny kandydat na sędziego po pijanemu usiłował z niej zedrzeć ubranie podczas imprezy, kiedy obydwoje byli w szkole średniej i to dyskwalifikuje jego kandydaturę. Fakt że człowiek ten od kilkudziesięciu lat jest wysokim rangą sędzią i był wielokrotnie prześwietlany przez FBI, nie ma tutaj znaczenia, bo panią wspomnienie naszło dopiero dziś... O co się więc „rozchodzi”? A „rozchodzi się” o to, że sędzia Kavanaugh jest pro-life i jego nominacja może doprowadzić do zmian dopuszczalności i zasad przeprowadzania tzw. przerywania ciąży. - Stąd cała kampania obrzucania go błotem. Trump słusznie zauważył podczas środowej konferencji prasowej, że jak tak dalej pójdzie to żaden normalny człowiek nie będzie chciał kandydować na wysoki urząd, bo  będzie się to wiązało z totalnym opluwaniem.  Globalni bolszewicy nowego Kulturkampfu nie przebierają w środkach i tutaj walka idzie na noże, nawet jeżeli narusza wszelkie poczucie przyzwoitości i zdrowego rozsądku. I żeby było jasne to  pani/panie skarżące to nie są jakieś zahukane dziewczynki, lecz kute na 4 nogi absolwentki i wykładowczynie najlepszych uniwersytetów w USA. 

        Wracając zaś do Trumpa, to prezydent wyraził w przemówieniu  dezaprobatę dla globalizmu i zapowiedział nową erę „patriotyzmu”. Jedni mówią, że to rozmontowywanie systemu, który  Ameryka do tej pory sama budowała; wydaje się jednak, że chodzi po prostu o sprzedaż tego samego cukierka w nowym opakowaniu; idzie po prostu o interes elity, w tym wypadku żydowsko-amerykańskiej, zawiadującej naszą połówką planety...

         Andrzej Kumor


Dalsza część artykułu dostępna po wykupieniu subskrypcji. Kup tutaj!

piątek, 28 wrzesień 2018 08:30

Ostatnia okazja?

Napisane przez

NiemczykJanusz        Skoro nie możemy zmienić kanadyjskiej konstytucji, by ta zabraniała aborcji, czyli początku tych wszystkich nieszczęść, skoro nie mamy wpływu na kanadyjskie sądy, to chociaż pokażmy kanadyjskim politykom że ktoś jeszcze troszczy się o Kanadę i o nienarodzonych Kanadyjczyków.

Jeśli możesz wesprzyj nasze pismo



Mój dobry kolega z czasów emigracji i oczekiwania na pobyt w Kanadzie opowiedział mi historię swojego wujka księdza egzorcysty. Otóż, w czasie wojny wujek, który był zaangażowany w pomoc ruchowi oporu i Żydom został aresztowany przez Gestapo. To było w mieście w środkowej Polsce. Według relacji mojego kolegi jego wujek w chwili kiedy strażnik prowadził go z aresztu w piwnicy na przesłuchanie żarliwie się modlił. Dokładnie mój kolega powiedział mi, że jego wujek odmawiał w myślach egzorcyzmy. 

        Po wejściu do pokoju, w którym odbywały się przesłuchania oficerowie Gestapo, którzy mieli przeprowadzać przesłuchanie nagle zachowywali się dziwnie. Jeden mówił, że boli go głowa, drugi mówił że boli go brzuch i wychodzili z pokoju. Jego wujek zostawał sam na sam z żołnierzem niemieckim który miał spisywać przesłuchania. Ten żołnierz, nie związany ze sprawą odsyłał jego wujka  z powrotem do celi. Te wzywania jego wujka na przesłuchania powtórzyły się jeszcze kilkakrotnie i miały podobny przebieg. 

        Niemcy mieli donos, czy też podejrzenia, ale nie mieli potwierdzenia ze strony wujka-księdza, nie mieli potwierdzenia dowodów. Niemcy wysłali go do Oświęcimia. W obozie koncentracyjnym również w chwilach zagrożenia jego wujek żarliwie się modlił i również obserwował dziwne zachowanie strażników. Wujek-ksiądz, został z Oświęcimia wysłany do jednego z jego podobozów, do obozu pracy, w którym łatwiej było przeżyć i gdzie przeżył wojnę. Mój kolega powiedział mi, że według jego wujka-księdza Niemcy z Gestapo, z SS byli opętani.

        Później, kiedy przyjechałem do Kanady powtórzyłem o tym co opowiedział mi mój kolega dwu osobom, które przeżyły obozy śmierci. 

        Jedną z tych osób był Henryk Słaby, który z kolei był jednym z fundatorów Collegium Jana Pawła II na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Henryk Słaby był bardzo wierzący. Za swa działalność charytatywną otrzymał od papieża Order Świętego Grzegorza Wielkiego. Kilkakrotnie w rozmowach ze mną opowiedział mi o swoim aresztowaniu i o swoich przeżyciach w Oświęcimiu. Opowiedziałem więc panu Henrykowi Słabemu to co opowiedział mi mój kolega o swoim wujku, księdzu.

        Zapytałem go co o tej ocenie sądzi, o tym że Gestapowcy i SSmani byli opętani? 

        Pan Henryk Słaby odpowiedział mi w ten sposób: przywieźli mnie z grupą innych więźniów do Oświęcimia. Zabrali ubrania i przebrali w pasiaki. Już wówczas byliśmy głodni i wyczerpani. Zaczęły się wielogodzinne apele i ciężka praca. Po tygodniu, a każdego tygodnia była przymusowa łaźnia, poszliśmy nago do łaźni. Przy wejściu do łaźni stał podpity Niemiec z pałką i od razu tych słabszych zabierał na bok i szli oni do gazu, albo na rozstrzelanie. Ja miałem 16 lat, bylem mały i chudy. Zdałem sobie sprawę że następnej łaźni i selekcji przy drzwiach mogę nie przeżyć. Pobiegłem po pomoc do Polaków z komanda pracy. Tam w biurze pracowali Polacy, też więźniowie. Wpisali mi w dokumenty obozowe, że jestem stolarzem i tak przez cały okres Oświęcimia miałem już większe szanse przeżycia. Budowaliśmy baraki i inne rzeczy w obozie. Szliśmy do łaźni osobno, nie z innymi więźniami. Nie było selekcji przy wejściu do łaźni. 

        Co do przeżycia w Oświęcimiu to wyglądało to tak, że dowódcami strażników byli Niemcy, natomiast samymi strażnikami w większości byli Ukraińcy. Wszyscy oni od rana do wieczora chodzili pijani. Zginąć przypadkowo można było bardzo łatwo. Więc należało tak się zachowywać, żeby nikogo nie sprowokować. 

        Później nagorszym przejściem był tak zwany marsz śmierci. Niemcy spodziewali się nadejścia Rosjan i z dnia na dzień opróżnili z więźniów obóz w Oświęcimiu. Ten marsz miał miejsce w grudniu, w środku zimy i szliśmy na piechotę kilkaset kilometrów. Tam w czasie tego marszu z głodu, z wyczerpania, zmarło wielu. Innych słabych którzy nie mogli iść dalej zastrzelono. Ja nie wiem jak ten marsz do Niemiec przeżyłem, ale przeżyłem. Później w Niemczech jeszcze w czasie wojny i po wojnie patrzyłem się, jak zachowują się Niemcy, Niemcy cywile. 

        Oni starali się niczego nie widzieć, nic nie wiedzieć. Tam w obozie to, co się tam działo to było coś nierzeczywistego, nienormalnego. Ale przeciętni Niemcy nie byli opętani.    

        Moja druga rozmowa z więźniem obozu koncentracyjnego na temat opętania miała miejsce zupełnie przypadkowo. To było mniej więcej w tym samym czasie jak ta rozmowa z panem Henrykiem Słabym. To było ponad 25 lat temu. Pracowałem w synagodze jako kelner na przyjęciu z okazji Bar micwy. 

        Obsługiwałem stół, przy którym siedział dziadek chłopca który według żydowskiego prawa staje się pełnoletni. Ni stąd ni z owąd, w czasie sprzątania talerzy ze stołu, dziadek chłopca zapytał się mnie skąd jestem. Powiedziałem mu, gdzie mieszkałem w Polsce. Okazało się, że po wojnie on mieszkał w niedalekiej miejscowości od tej, gdzie ja mieszkałem. W latach pięćdziesiątych wyjechali z Polski do Kanady. 

        I nagle on mówi. Wie pan prawie cała moja rodzina zginęła w czasie wojny. Ja zostałem wysłany do obozu koncentracyjnego. Przeżyłem i później po tym, jak nas wyswobodzili wracałem do Polski. Szliśmy przez piękne niemieckie miasta. Duże domy, okna, domy pokryte dachówką. A co było w Polsce? My mieszkaliśmy w domu pokrytym strzechą. Bieda. Do dziś nie mogę zrozumieć, co ci Niemcy od tej biednej Polski chcieli? Stałem zakłopotany przed nim, koło stołu, i nie wiedziałem jak tu najszybciej skończyć rozmowę, bo przecież musiałem kontynuować moją pracę. Przyszło mi do głowy żeby powiedzieć to co mój kolega powiedział mi o swoim wujku egzorcyście i o jego obserwacji z czasu wojny. Powiedziałem więc, wie pan przecież Niemcy byli opętani. Ten starszy pan, do którego mówiłem nie odpowiedział nic i tylko patrzył na mnie. Z kolei siedzący obok niego młodszy mężczyzna powiedział: jak, jak, nie rozumiem, co pan powiedział? Powiedziałem więc po angielsku: Germans were possessed. Nie rozumiem, powiedział z kolei ten starszy pan. Powiedziałem, miałem kolegę którego wujek był księdzem egzorcystą i był aresztowany przez Gestapo i później wysłany do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, itd. “Germans were possessed” powtórzyłem. Ten starszy pan patrzył na mnie i nic nie mówił. Pozostałe osoby siedzące przy stole patrzyły na mnie w milczeniu i też nic nie mówiły. Zebrałem szybko talerze i odszedłem od stołu.

        W 2012 roku miały miejsce w rocznicowe obchody ustanowienia konstytucji Kanady. To było 30-lecie ustanowienia konstytucji Kanady. W dawnej siedzibie giełdy (Toronto Stock Exchange) w budynku przy ulicy King St. i Bay St. w Toronto Partia Liberalna urządziła spotkanie. Szefem partii Liberalnej w tym czasie był Bob Rae. Głównym zaproszonym mówcą był Jean Chretien. Jean Chretien był jednym ze współtwórców konstytucji Kanady, był on również premierem Kanady, był byłym szefem partii Liberalnej. Jean Chretien przemawiał może 15, może 20 minut. Opowiedział o tym jak trwały przygotowania do konstytucji, jakie były negocjacje między partiami, między prowincjami. I pod koniec swojego przemówienia mówi że w konstytucji kanadyjskiej nadano prawa gejom i lesbijkom, że przyznano im równouprawnienie. Kiedy to powiedział grupa 20, 30 w większości młodych osób która akurat przede mną stała zaczęła głośno krzyczeć i klaskać. Jean Chretien powiedział jeszcze kilka zdań na temat tworzenia kanadyjskiej konstytucji i w ostatnim już zdaniu powiedział o ile dobrze pamiętam tak: “Na wskutek konstytucji geje i lesbijki uzyskali prawo do zawierania małżeństw tej samej płci. Nie wiedziałem że to pójdzie tak daleko. (I did not know that it is going to go that far). I tym zdaniem zakończył swoje przemówienie. Na sali nastąpiła chwila milczenia. Myślę, że było tam między 350 a 500 zebranych osób. Po chwili rozległy się oklaski. Jeszcze parę słów powiedział Bob Rae i spotkanie się skończyło.

        Następnego dnia celowo poszedłem do biblioteki żeby przejrzeć prasę  i żeby zobaczyć czy coś zostało napisane na temat przemówienia Jeana Chretiena i na temat jego słów dotyczących małżeństw tej samej płci. Nie znalazłem żadnego artykułu na temat tych słów.

        Jan Paweł II wiele razy wypowiadał się przeciwko legalizacji aborcji. Powiedział między innymi takie mocne słowa, takie ostrzeżenie, że państwo które legalizuje aborcję nie ma prawa bytu! Co oznaczają słowa Jana Pawła II? 

        Czy to oznacza że Pan Bóg przestanie opiekować się tym państwem i że odbierze mu swoje błogosławieństwo, że ludzie sami wprowadzając swoje prawa bez boskiego azymutu dokonają powolnego samounicestwienia swojego domu, swojego państwa? Czy też te słowa oznaczają coś więcej? Czy oznaczają, że Pan Bóg przyzwoli złym duchom na to, by te mieszały w ludzkich głowach?

        W 1989 roku na wskutek pozwu wniesionego przez właściciela kliniki aborcyjnej dr. Henry’ego Morgentallera, Sąd Najwyższy Kanady stosunkiem głosów 5 – 2 zalegalizował aborcję na żądanie. Kilka lat później również na skutek wygranej w sądzie prowincji Ontario zostały zalegalizowane małżeństwa tej samej płci. Następnie rządy pozostałych prowincji wprowadziły do programu nauczania w szkołach podstawowych wychowanie seksualne. 

        Za kilka tygodni w Kanadzie zostanie zalegalizowane palenie marihuany. Rozpoczęły się dyskusje nad zalegalizowaniem eutanazji dla dzieci i umysłowo chorych. 

        Czym kierował się Henryk Morgentaller walcząc o zalegalizowanie prawa do zabijania nienarodzonych? Może zazdrością, może tym że w czasie wojny jego naród został tak szczególnie dotknięty przez śmierć, a inne narody mniej? Czy chodziło mu o wyrównanie rachunków? Cóż za ironia losu. Jedna osoba, Henryk Słaby, który przeżył obozy śmierci, oddał cały swój majątek i energię służbie Bogu i Kościołowi, a drugi Henryk Morgentaller oddał swoją energię ku temu, żeby pierwsze przykazanie straciło na znaczeniu.

        W międzyczasie, i pomimo tego że Kanada próbuje usilnie być przyjacielem USA, ze strony naszego południowego sąsiada następują gospodarcze posunięcia szkodzące gospodarce Kanady. Najpierw były to kroki gospodarcze pod hasłem „buy American”. Następowało w Kanadzie wycofywanie miejsc pracy przez firmy amerykańskie. Te rozwiązania zaczęły się od prezydentury Baraka Obamy. Teraz doszło jednostronne wycofanie się przez rząd USA z wielu klauzul umowy o wolnym handlu między Kanadą a USA. To znaczy dokładnie chodzi o te części umowy, które prezydent Donald Trump uważa za niekorzystne dla USA. Ale trzeba zauważyć, że USA utrzymują szereg zapisów umowy o wolnym handlu, które z kolei Donald Trump uważa ze swej strony dla siebie korzystne. W tym również zapisy osobnych umów dotyczących korzystania ze słodkiej wody ze zlewisk Kanady. Z tych zapisów Amerykanie się nie wycofują. Mamy więc taką sytuację że za postępem liberalizacji, czy też wręcz anarchizacji życia społecznego w Kanadzie, idzie pogorszenie warunków ekonomicznych i politycznych, w jakich Kanadyjczykom przychodzi teraz żyć.

        Dlaczego Kanadyjczycy nie widzą tutaj zbieżności? Może dlatego że ta liberalizacja zaczęła się w roku 1989, trzydzieści lat temu? Zmiany są więc powolne, stopniowe, wręcz niezauważalne. Nie ma przeciw tym zmianom społecznych protestów. Nikt się nad tym nie zastanawia i nie łączy następujących po sobie wypadków. Ale gdyby tak jednego dnia nagle jednocześnie sąd kanadyjski postanowił zalegalizować aborcję, razem z nią zalegalizować małżeństwa tej samej płci, zalegalizować marihuanę, nakazał naukę o seksie w szkołach podstawowych, zalegalizował eutanazję, a następnego dnia rząd amerykański zakazał tworzenia stanowisk pracy firmom amerykańskim w Kanadzie, nałożył cła na wyroby kanadyjskie przywożone do USA, na wskutek których milion Kanadyjczyków straciłoby pracę i przeciętny zarobki obniżyłyby się w jednym dniu o połowę, rząd USA wypompowałby połowę wody z jeziora Ontario, to prawdopodobnie wtedy jedni Kanadyjczycy, by wylegli na ulice, by protestować, a inni obsypaliby sobie głowy popiołem i pobiegli do kościołów i domów modlitwy by prosić Pana Boga o przebaczenie i ratunek. Ale ponieważ te zmiany zachodzą w sposób powolny i dostrzegalny głównie dla tych, którzy podróżują po świecie, to Kanadyjczycy się nie buntują, nie łączą wydarzeń, nie mają porównania. No i nie zwracają się do Pana Boga o ratunek, o opiekę.

        Wiele razy w rozmowach o Kanadzie od osób które przyjechały do Kanady 35, 30, 25 lat temu usłyszałem takie słowa: „no wiesz ja przyjechałem do innego kraju niż ten w którym teraz mieszkam.”

        Wobec takiego rozwoju zdarzeń które mają miejsce w Kanadzie pada pytanie o to czego my jesteśmy świadkiem? Czy to co widzimy jest skutkiem ludzkiej głupoty, głupoty sędziów kanadyjskich i głupoty polityków kanadyjskich? Czy też jest to rezultat tego o czym przestrzegał Jan Paweł II, tego że państwo które wprowadzi aborcję nie ma prawa bytu?

        Czyli że Pan Bóg ześle szatanów, żeby mieszali w ludzkich głowach i sprowadzali ludzi na manowce i przynosili im dodatkowe nieszczęścia w postaci na przykład Donalda Trumpa?    

        Skoro nie możemy zmienić kanadyjskiej konstytucji by ta zabraniała aborcji, czyli początku tych wszystkich nieszczęść, skoro nie mamy wpływu na kanadyjskie sądy, to chociaż pokażmy kanadyjskim politykom że ktoś jeszcze troszczy się o Kanadę i o nienarodzonych Kanadyjczyków.

        30 września od godziny 14ste do 15stej w wielu miejscach GTA odbędą się pokojowe manifestacje przeciwko zabijaniu dzieci nienarodzonych. Kościół zachęca do wzięcia udziału w „Łańcuchu Życia”. Może jest to ta ostatnia okazja?

Janusz Niemczyk

piątek, 28 wrzesień 2018 08:12

Hura! Awansowaliśmy do 25-ciu krajów rozwiniętych

Napisane przez

farmusTe kraje rozwinięte to najbardziej w świecie rozwinięte rynki. Jest to dla nas ważny krok, bo będziemy w tej samej grupie co, między innymi, Niemcy, Japonia, Stany, Australia i Francja. Jest to pierwszy w historii przypadek zakwalifikowania kraju z Europy Centralnej (nazywanej nie precyzyjnie Europą Środkowo-Wschodnią) do tej grupy. Już wyższej grupy nie ma, nie licząc oczywiście nieformalnej Grupy Bilderbergów, i całkiem tajnego rządu światowego. Natomiast w samej grupie krajów rozwiniętych jest hierarchia, w której na razie jesteśmy na samym dole. 


Jak się mierzy gdzie jesteśmy? 

        Nie ma jednolitego i absolutnego pomiaru. Każda agencja ratingowa i indeksowa ma swój własny algorytm, i zwraca uwagę na trochę inne cechy, a także nadaje im większą, lub mniejszą wagę.  Szczegóły algorytmu są utajnione, można jednak dowiedzieć się jak w zarysie wygląda ocena. Indeks powstaje jako miara zbiorowych atrybutów takich jak stabilność monetarna, stopień i dynamika rozwoju, bezpieczeństwo rynkowe, praworządność, zasobność społeczeństwa, zadłużenie państwa,  wypłacalność kredytowa, itd. Po co to jest mierzone? Po to, aby potencjalnym inwestorom dać ocenę i wgląd  w potencjalny rynek i zmniejszyć ryzyko fiaska finansowego. A te zdarzają się. Żadna z agencji nie przewidziała (przynajmniej oficjalnie) krachu finansowego z 2008 roku. Tymi inwestorami z reguły są globalne spółki, które szukają kolosalnych i zabezpieczonych zysków inwestując np. w energię, sieć handlową, czy konkretną gałąź przemysłu. Takie podwyższenie przynależności do grupy pociąga za sobą podniesienie oceny danego państwa przez inne agencje ratingowe. A to ma duże znaczenie dla otrzymywania kredytów – a takie są (tak nam przynajmniej mówią mędrcy ekonomiczni) zawsze potrzebne w skali państwa.  A i prestiż takiego kraju wzrasta. ‘Polska kraj rozwinięty’, znacznie lepiej brzmi  niż ‘Polska kraj rozwijający się’.  


W tym procesie idziemy do przodu 

        Na wiosnę roku zeszłego,  z reguły raczej nam nieprzychylny neoliberalny ‘New York Times’  prognozował, że Polska jako pierwszy kraj ze strefy środkowo-europejskiej zostanie zakwalifikowana do 25-ciu krajów rozwiniętych. No i stało się!  Weszliśmy do 1-szej ligi. Zapewne trzy największe agencje ratingowe Standard & Poor’s (S&P), Moody’s, and Fitch Group pójdą w ślad za indeksem FTSE Russell i podniosą notowania Polski. I to jest dla nas dobre. Zawsze lepiej być w dobrej klasie. Pamiętajmy jednak, że agencje ratingowe w 2016 roku obniżały naszą ocenę z powodu obniżenia wieku emerytalnego do 65 lat dla mężczyzn, 60-ciu lat dla kobiet. Opozycja i KOD waliły wtedy w bęben na alarm, bo z powodu tego niewielkiego obniżenia ocen, świat się miał zawalić. Agencja ratingowa Moody nam trochę obniżyła indeks, ale świat się od tego nie zawalił, Polska też nie. Jedyne co się od tego czasu zawaliło to KOD z ich przywódcą Kijowskim, totalna opozycja, i czarny marsz zdezorientowanych myszy, kiedy zobaczyły, że takie same czarne i lipne (made in China) parasolki rozdaje się chętnym do wygłupów na całym świecie. 

        Polska napracowała się w dwójnasób na ten awans. To tak jak my w Kanadzie, musimy robić podwójnie, żeby być dostrzeżonym i docenionym. W końcu jednak pieniądz, interes, a przede wszystkim zysk są mniej polityczne niż wszystkie polityczne unie i schetyny, oraz strategie wychowania nowego  wynarodowionego,  bezbożnego i nie posiadającego nic człowieka.  My Polacy już przez to przeszliśmy, i o tyle jesteśmy mądrzejsi.  Drugi raz nie damy się nabić w tę samą butelkę. Ba, nie damy się nabić w żadną butelkę.


Mój kolega stary grzyb

        Mój kolega stary grzyb lamentuje, że zajęliśmy ostatnie miejsce w lidze, i nigdy się do przodu nie przesuniemy, bo dystans za duży. Niepomny zupełnie na fakt, że po to, aby się przesuwać w górę, trzeba najpierw do tej ligi się zakwalifikować  - co właśnie zrobiliśmy. 

        Mój kolega stary grzyb narzeka, że teraz będziemy jeszcze bardziej łasym kąskiem dla krajów ościennych, które tylko o tym marzą żeby na nas dokonać  następnego rozbioru zapominając, że takim tłustem kąskiem byliśmy i jesteśmy  i tak, bez względu na to w jakiej lidze się plasujemy.  Tylko teraz jesteśmy o całe oczko silniejsi. Mój kolega stary grzyb nie lubi siebie, ewidentny przykład dekad oddziaływania tych co nam się kazali wstydzić tego kim jesteśmy zapominając, że Polacy jako naród, naturalnie dany od Boga, przetrwał bez państwowości – więc jakaś moc musi w nas być. A następnym razem jak mi mój kolega stary grzyb zafarmazoni coś w rodzaju, że Polak przed i po szkodzie głupi, to się z nim po prostu nie zgodzę i go zostawię przy drodze. Niech grzybieje sobie sam. 

Alicja Farmus 

piątek, 28 wrzesień 2018 08:08

Koniec lata

Napisane przez

pruszynskiKoniec lata

Dokładnie do piątku 21 września było jak w sierpniu. Ogródki od pl Trzech Krzyży do Nowego Miasta pełne letnie ubranych ludzi i było fajnie.
        22 jednak się zmieniło i już nie tylko w Polsce ale i w Mińsku gdzie jestem jest słonecznie ale chłodno,


Po 17 września

        Ruscy uderzyli, a co gorsza nasi tego się nie spodziewali, a marszałek Śmigły-Rydz nie kazał nawet stawiać oporu agresorom. Niedawno słyszałem na Białorusi, że choć tylko KOP walczył, to moc krasnoarmiejców zginęła nawet podawano niesamowitą sumę… 30 000.

        Mało się jednak mówi o wystawieniu rachunku Anglikom i Francuzom za brak poparcia we wrześniu.

        Gdyby na tydzień czy dwa przygotowali się na konieczność wystąpienia zbrojnego to można było pobić Niemców, którzy praktycznie wszystkie wojska mieli zajęte walką z Polakami. Mogła ruszyć kolumna czołgów  francuskich i nawet dojść do… Berlina. Można było wysadzić desanty piechoty na lotniska kilku wysuniętych na zachód miast.

        Nikt nie pisze tego we Francji, a ich piramidalne niedorajdstwo to dopiero skandal.


Zjazd Polonii

        Nie dopuszczono mnie na tę imprezę, choć mogłem się na nią bez wielkiego trudu wszmuglować. Jak zauważyłem po Mszy św. rozpoczynającej imprezę brak tam było przedstawicieli prasy polonijnej i młodszych działaczy. Może po zakończeniu zjazdu Prezes KPK pan Lizoń opowie „Gońcowi”, co tam naprawdę było a ja bym dodał, że trzeba było dać konkretny warunek na kolejny zjazd by conajmniej 30% delegatów było przez 30-tką.


Po Soczi

        Aleksander Mniejszy Łukaszenko spotkał się w tym mieście z prezydentem Putinem i wedle mediów 6-godzinna rozmowa była niezwykle trudna. Co chciał Putin tego nie wiemy, ale najwważniejsze co będzie dalej.


Wojna w USA

        Trwające od listopada 2016 r. piramidalne ataki demokratów na prezydenta zaostrzyły się ostatnio, kiedy Trump postanowił mianować na stanowisko sędziego Sądu Najwyższego Brett-a Kavanaugh. Po wszystkich możliwych strzałach zarzucają kandydatowi, że 34 lata temu próbował zgwałcić panią dr Ford, która jak się okazuje były i jest aktywną działaczką Partii Demokratycznej. 

        Ta dama narzuca różne warunki, pod jakimi może stawić się w Senacie, a wszystko po to, by przedłużyć walkę z kandydatem prezydenta.

        Nie muszę chyba dodać, że w Polsce nawet gorsze przewinienia są niekaralne po bodaj już 15 latach.


Małe porównanie.

        W internecie można przeczytać, że Rosjanie wydają coś 70 mld dolców na zbrojenia a Yankesi tylko… 800 mld.

        Jeśli nawet Rosjanie ukrywają całość wydatków i jest ich powiedzmy 4 razy tyle to i tak to niecałe 30% co wydają ich przeciwnicy nie wliczając do tego wydatków krajów NATO.

 


Badania a… recepta?

        W Ursusie w domu kultury są ciekawe spotkania. 20 września było tam wystąpienie pana Michalkiewicza i Bosaka. Oczywiście to pierwsze było wspaniałe, przedstawiał w dość dowcipny sposób smutne realia Polski zwłaszcza problem z żądaniami żydowskimi, które będzie „monitorowała” dyplomacja USA.
Potem też mówił Bosak, młody ze stronnictwa narodowego oraz stanowczo za długo komentował pan Gadowski

        Problem jednak z tym, jest źle to chyba wiemy ale co zrobić by było lepiej?

        Z uporem maniaka twierdzę, że droga do „uzdrowienia Polski” jest dość prosta.

        Trzeba zmienić ordynację wyborczą do sejmu.

        Po pierwsze, zmniejszyć liczbę posłów do 350. 300 w jednomandatowych okręgach wyborczych. 40 mandatów rozdać partiom proporcjonalnie do liczby zdobytych głosów, a 10 zarezerwować dla przedstawicieli Polaków z różnych krajów świata.

        W takich wyborach mogą zwyciężać naprawde uczciwi ludzie, a partie nie będą byle kogo wysuwać bo będzie konkurencja nie partii, ale ludzi.

        Jeżeli Ruch Narodowy wyjdzie z akcją zbierania podpisów o referendum w tej sprawie uzyska duże poparcie w narodzie, bo sama sprawa zmniejszenie liczby posłów chwyci.

        Być może są inne metody odrodzenia Polski, ale ich nie widzę, a chętnie bym je widział, bo jak mówią Anglosasi, nieważne jest, jak zdejmie się skórę z kota, ale, że się ją zdejmie.

        To poruszyłem na tym zebraniu, jak i też sprawę Marszu Niepodległości. Możnowładcy z PiS nie zaprosili na ogólny marsz niepodległości narodowców. Trudno a może nawet to Łaska Boska. Nie powinni więc narzekać, a swój marsz przenieść z niedzieli 11 listopada na sobotę 10 listopada.

        Na ten dzień kto chce może przyjechać na marsz a media będą musiały go pokazać, bo nie będzie tego dnia innych imprez konkurencyjnych.

        Niestety młodzi narodowcy są, podobnie jak wodzowie innych partii zarozumiali do n-tej potęgi. Co sami nie wymyślili to nadaje się do kosza. Trudno, takie postępowanie może spowoduje, że i oni pójdą do… kosza.


Nowa gwiazda

        Chyba wspominałem o Janie hr Potockim, który startuje na prezydenta Warszawy i choć media o nim ani mru mru, to zyskuje coraz większe poparcie, choć nie zrobił tego, co zrobił Stan Tymiński, czyli nie wydał książki np. pod tytułem „Moja Warszawa”. Można oglądać jego wystąpienie na kilku filmach w YouTubie.


Czemu ?

        Nikt nie zastanawia się dlaczego pani Szydło nagle przestała być premierem choć wszystko szło dobrze. Twierdzę, że było to nie  widzi mi się Kaczyńskiego, ale było na nim wymuszone przez… masonerie, której przedstawicielem jest Morawiecki.


Jaka prawica ?

        W mediach słyszymy tylko o „ekstremistycznej prawicy”, a rzadko tylko o „prawicy”. Czemu tak jest? Po prostu, wszystkie media są lewicowe, a termin „ekstremistyczna prawica” jest formą obs….  przeciwników.


Coś

        J. Piłsudski „Uległość i pokora tylko do większej niewoli prowadzą”, Zaczęło się oficjalnie przy uchwale o IPN i tak dalej idzie w upokarzaniu Polski. Kiedy koniec?


Dzieci

        Znów jadłem obiad w restauracji Literackiej. Obok były dwie panie z... Australii. Z jedną, nauczycielką dłużej rozmawiałem. Twierdzi, że dzieci zbytnio zabawiają się telefonami komórkowymi i mało rozmawiają z sobą czy wspólnie się bawią i to daje fatalne wyniki.  


Świadkowie Jehowy

        Nieźle działająca w Polsce i na całym świecie sekta. W pewnym stopniu mam dla nich uznanie, bo nie siedzą na tyłkach, jak katolicy, a próbują zdobyć sobie zwolenników.

piątek, 28 wrzesień 2018 08:08

Szechter kina

Napisane przez

ligezaIstnieją ludzie z umysłami ostrymi jak przegniłe banany i nic na to poradzić nie można. Jeśli do tego są to ludzie złej woli – zaradzać temu nie warto nawet próbować. 

Przeciwnie, wówczas trzeba nauczyć się takich ludzi w miarę szybko rozpoznawać, a następnie omijać jak najszerszym łukiem, głośno przy tym krzycząc, by przed czynami człowieka złej woli ostrzec bliźnich. I tak, może nie tyle krzycząc, co symbolicznie podnosząc głos, poświęćmy dziś chwil parę postaci Salvadora Dali. 

        Żartuję oczywiście, a to, przeczytawszy u Gabriela Maciejewskiego, że Salvador Dali przez całe życie usiłował namalować taką sugestywną kupę, by widz dał się nabrać, i że Wojciech Smarzowski musi mieć podobną obsesję. Więc. 

        Skoro więc Smarzowski, zaraz wiadomo o co chodzi: o “Kler”, film wyreżyserowany nam przez pana obsesjonata-ateistę Wojciecha według scenariusza samego pana reżysera plus drugiego pana Wojciecha, Rzehaka, jeszcze większego obsesjonisty, z powołania ewangelika. Czy tam protestanta. Czy tam jednego i drugiego, bo ja prosty katolik rzymski jestem, więc nie odróżniam za bardzo tego, co przez sito pana Lutra na świat wypadło. 

        Czy przekonania obu panów to są właśnie te powody, dla których wspomniany wykwit sztuki filmowej jak mało który podsumować się daje terminem “wymiociny”? Po potwierdzenie należałoby udać się do lekarzy psychiatrów, wszelako czasu na to szkoda. Lepiej przypomnijmy sobie, jak to wyglądało całkiem niedawno: “Wo-łyń! Sma-rzow-ski! Wo-łyń! Sma-rzow-ski!”. I tak dalej, i tak dalej. Tak było, ale się zmieniło. Irena Szafrańska: Proszę mi przypomnieć, kto się zachwycał reżyserem Smarzowskim jak kręcił Wołyń?”. Marzena Paczuska: “To nie ma nic do rzeczy w tej chwili”. Szafrańska: “Ależ ma. Do takich filmów wybiera się tylko sprawdzonych towarzyszy (...). Smarzowskiego wystarczy odciąć od publicznej kasy”. Krzysztof Ligęza: “Właśnie w dostępie do publicznej kasy tych i owych, mamy problem. Cała reszta to konsekwencje”. 

        Tak, dobrze znam te argumenty: “Najpierw przeczytaj, najpierw zobacz, najpierw wysłuchaj. Potem krytykuj”. A to dlaczego, że tak nachalnie zapytam? Człowiek przyzwoity, acz nawet niespecjalnie rozgarnięty, dostrzeże walące mu się na głowę poszlaki, umożliwiające dokonanie oceny a priori. Człowiek przyzwoity i oczytany natychmiast przypomni, sobie i innym, staropolskie powiedzenie mówiące o tym, że do zła należy odwracać się plecami, zaś najbanalniejsze z banalnych wyjaśnienie powyższego brzmi: ze złem nie rozmawiamy, ponieważ taka rozmowa, nie zmieniając zła, z wielkim prawdopodobieństwem zmieni nas. Zło albowiem i silniejsze jest od nas wszystkich razem wziętych, i mądrzejsze. Przekonanie, że wygramy z inteligencją większą od siebie, a co najmniej, że z nią nie przegramy, przekonanie takie, powtarzam, to wyraz pychy, która zawsze przywiedzie spryciarza w otchłań. Zawsze. 

        Franciszek Kucharczak: “to nie jest obojętne, komu pozwalam do siebie mówić i jakie treści wpuszczam do swojego umysłu. I nie jest obojętne, z kim wchodzę w dialog, choćby tylko myślowy. Po co mi trucizna od samego rana?”. Słusznie. Albo inaczej: kiedyś człowiek stawał się tym, co jadł. Dziś stajemy się tym, co myślimy – i dlatego tak ważne jest czego słuchamy, co czytamy i co oglądamy, i z kim wymieniamy słowa i myśli. Bo właśnie to czyni nas tymi, którymi byliśmy, jesteśmy i którymi będziemy. Dlatego tak samo jak musimy uczyć się odróżniać dobro od zła, tak samo musimy rozpoznawać czego słuchać, co czytać i co oglądać warto, a czego nie i dlaczego. A nie słuchać, czytać i oglądać jak leci, żeby potem “móc oceniać”. Powtarzam: musimy odróżniać dobro od zła i musimy rozpoznawać czego słuchać, co czytać i co oglądać, a czego nie i dlaczego. A nie słuchać, czytać i oglądać jak leci, żeby potem “móc oceniać”. 

        Tomasz Raczek: “Pamiętajmy: nowy film Wojtka Smarzowskiego pt. KLER trzeba obejrzeć koniecznie, niezależnie od tego kto i co będzie pisał, jak protestował, rozsierdzał się i pomstował. Trzeba zobaczyć i już. A potem rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać. I nie zapominać”. A juści. Żeby formułować podobny przekaz, naprawdę trzeba mieć odbiorców przekazu za idiotów. Lecieć, pędzić, łepetynę do szamba pchać, bo Tomasz Raczek wepchnął i zachwycił go smród? Nonsens. 

        Kiedyś, kiedyś, powiedzmy: dawno, dawno temu, powiedzmy: gdy za naszymi oknami pasły się jeszcze dinozaury, wówczas człowiekowatego nie ogarniającego, że nie wolno prowokować większości plemienia szarganiem wartości konstytuujących to plemię, taki egzemplarz człowiekowatego wspomniane plemię wyganiało hen, a tam gościa rozszarpywały jakieś troglodyty – i mowy nie było o przekazywaniu następcom wątpliwej jakości genów, zabójczych dla trwałości i jakości wspólnoty. Niestety, człowieki troglodytowate wymarły, Smarzowski został. Jak go podsumował Mariusz Chojnicki: “Smarzol to czysty sataniuch. Szechter kina”. Zgoda. Nic po stroju, człek wór gnoju – dodam od siebie za Zygmuntem Glogerem i dość będzie o tym. 

Krzysztof Ligęza 

Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

piątek, 28 wrzesień 2018 08:03

Kiedy było więcej śniegu?

Napisane przez

michalkiewicz        Ajajajajajajaj! Co się narobiło! Sprawa oparła się aż o niezawisły sąd, który w trybie wyborczym nakazał panu premierowi Mateuszowi Morawieckiemu przeprosić Platformę Obywatelską za wygłoszenie opinii, jakoby za jej rządów nie budowano dróg, a w każdym razie – nie tyle, ile buduje się teraz, to znaczy – nie tyle może „buduje”, co ile się zbudować zapowiada. 

        Wprawdzie zapowiada się wybudować bardzo dużo, ale mimo to dygnitarze PO unieśli się gniewem, bo jakże „nie budowano”, kiedy przecież nie tylko budowano, ale mnóstwo ludzi się przy tym nakradło i założyło stare rodziny. Takie, dajmy na to, autostrady, były w Polsce budowane znacznie drożej, niż gdzie indziej, podobnie, jak śmigłowce „Carracal” były przez Polskę kupione po cenie dwukrotnie wyższej, niż kupowały je inne kraje. To znaczy – byłyby kupione, gdyby sławnego kontraktu stulecia nie anulował złowrogi minister Antoni Macierewicz, do którego stare kiejkuty powzięły w związku z tym śmiertelną urazę i już przy pierwszej „głębokiej rekonstrukcji rządu” stracił on stanowisko ministra obrony na rzecz podobno bardziej wyrozumiałego dla ludzkich słabości ministra Błaszczaka. „Stąd nauka jest dla żuka”, żeby nawet propagandę sukcesu uprawiać z wyczuciem. 

        Za komuny też wszyscy wychwalali osiągnięcia aktualnej ekipy, porównując je z zaniedbaniami ekip poprzednich – ale zawsze starali się porównywać do ekip bardzo oddalonych w czasie. Jeśli, dajmy na to, rządowa telewizja chwaliła Edwarda Gierka, że za jego rządów więcej obywateli ma telewizory, to porównywała to do czasów Bolesława Chrobrego, a w porywach gorliwości – do czasów sanacji, kiedy telewizora nie miał żaden obywatel. Żaden niezawisły sąd nie mógł niczego takiemu porównaniu zarzucić, a gdyby nawet zaczął dopatrywać się w nim jakiejś niestosowności, to partia zaraz by takiemu niezawiślakowi przypomniała, skąd wyrastają mu nogi. 

Pomóż nam!

        I tak było bezpiecznie, bo kiedy na przykład taki pan redaktor Jerzy Wasilewski napisał, że za Gomułki było więcej śniegu, niż za Gierka, to nie tylko cenzura zdjęła mu tę publikację, ale w dodatku dostał obsztorcówę zarówno po linii partyjnej, jak i redakcyjnej. Toteż wprawdzie rzecznikująca rządowi pani Kopcińska poinformowała, że pan premier „nie musi przepraszać” Platformy Obywatelskiej, ale, że wyrok niezawisłego sądu „uszanujemy”.

   To są jednak takie niewinne przekomarzania między Umiłowanymi Przywódcami z obozu płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm i obozem zdrady i zaprzaństwa, bo naprawdę ważne sprawy rozgrywają się za  granicami naszego nieszczęśliwego kraju. 

        Oto  pan Grzegorz Schetyna pojechał po wskazówki do Naszej Złotej Pani do Berlina, podczas gdy lawirujący między starymi kiejkuty, a obozem płomiennych dzierżawców pan prezydent Andrzej Duda spotkał się z izraelskim premierem Beniaminem Netanjahu. Słowem – każdy ze swoim szefem, a okazją do spotkania z premierem Izraela była sesja Rady Bezpieczeństwa ONZ w Nowym Jorku, w której wziął udział również prezydent Donald Trump. 

        Obsypał on Polskę komplementami, które mają to do siebie, że nic nie kosztują – oczywiście strony amerykańskiej, bo strona polska ma zapłacić za to 2 mld dolarów rocznie. Chodzi oczywiście o „stałe bazy” amerykańskie w naszym nieszczęśliwym kraju, które urastają do rangi kamienia węgielnego polityki zagranicznej. Znaczy – znowu Polska pręży cudze muskuły, a nawet gorzej – bo o ile w 1939 roku wisiał nad nami miecz Damoklesa niemieckiej i sowieckiej okupacji, to teraz wisi nad nami groźba okupacji żydowskiej. Toteż prezydent Duda umizgał się w Nowym Jorku do premiera Netanjahu, oświadczając między innymi, że wspólna deklaracja polsko-izraelska z czerwca br. jest „kamieniem milowym” współpracy między Polską a Izraelem – oczywiście „strategicznej” - bo jakże by inaczej. 

        Warto przypomnieć, że ta deklaracja została sporządzona po spektakularnym wytarzaniu Polski na oczach całego świata w smole i pierzu za zuchwałą próbę wykorzystania narzędzia wprowadzonego na żądanie strony żydowskiej do ustawy o IPN z 1998 roku do ochrony dobrego imienia Polski. Cały „Izrael” to znaczy – światowe Żydostwo zawrzało gniewem na ten zamach na żydowski monopol  na prawdę historyczną, a Polska z podkulonym ogonem musiała ten monopol uznać. Taka zatem jest postać tego „kamienia milowego”, na którym opierać się będzie to „strategiczne partnerstwo”. Z tego powodu okupacja żydowska może być jeszcze straszniejsza od niemieckiej i sowieckiej, bo nie będzie od niej żadnej ucieczki, ani żadnej nadziei na jej zakończenie.

        Skoro Nasz Najważniejszy Sojusznik uchwalając ustawę nr 447 JUST przyjął na siebie obowiązek dopilnowania, by żydowskie roszczenia majątkowe zostały przez Polskę wykonane, to zostaną zrealizowane – a w związku z tym pan prezydent Duda zaproponował zainstalowanie tutaj „Fortu Trump”, bo jużci – ktoś przecież musi pilnować mniej wartościowego narodu tubylczego, żeby się antysemicko nie bisurmanił, przynajmniej na początku, bo po stu latach wszyscy się przyzwyczają, że „antysemityzm” jest nie tylko „myślozbrodnią”, ale i grzechem – o co zadbają już kadry ukształtowane przez Jego Ekscelencję abpa Grzegorza Rysia – tego samego, który oświadczył, że „żadna religia nie ma monopolu na prawdę”. 

        Co zatem „przepowiada” Jego Ekscelencja? Tajemnica to wielka i dobrze – bo i po co ludziom wiedzieć takie rzeczy? Jak zauważył Józef Stalin, „kadry decydują o wszystkim”, więc jak tak dalej pójdzie, to znaczy – jak różne drapichrysty będą tresować tak zwane „masy” w rozmaitych „dniach judaszyzmu”, to po stu latach wszelka myśl o odzyskaniu wolności może umrzeć na uwiąd starczy. 

        Jak mawiał Stefan Kisielewski, ktoś, kto nie zna smaku mięsa, nie tęskni za nim, delektując się strawą, jaką nasi okupanci przygotują dla swojej trzody. Zatem okupantowi podporządkują się duchowo i partyjni i bezpartyjni, wierzący i niewierzący – chociaż oczywiście każdy motywowany po swojemu – bo w demokracji, jak to w demokracji – trzeba będzie czymś się „pięknie różnić”, więc zawsze będziemy mogli się spierać, czy za Tuska było więcej śniegu, niż za pani Beaty Szydło, czy premiera Morawieckiego, słowem - „takie widzieć świata koło, jakie tępymi zakreślim oczy”.

   Zresztą po cóż podnosić wzrok ku górze, skoro „Gazeta Wyborcza” poświęca coraz więcej miejsca studiom nad „pupą”? Oczywiście damską i przeciwstawia „ściągnięte, schowane i sztywne tyłki” tubylczych, mniej wartościowych pod tym względem kobiet, „pupom” na Jamajce, które „żyją własnym życiem”, gdy właścicielka idzie. Cóż, najwyraźniej i pan redaktor Michnik się starzeje i w poczuciu nieuchronnego i zbliżającego się finiszu, koncentruje się na istocie rzeczy, pomijając wszelkie akcydentalia. 

        Ale to tylko taki przerywnik, bo już wkrótce przyjdzie czas na rzeczy poważne – jak tylko Europejski Trybunał Sprawiedliwości odpowie na „pytania prejudycjalne” warszawskich sędziów Sądu Ostatecznego, co to sypiają z konstytucjami i aż strach pomyśleć, jakie z tej sodomii może wylęgnąć się potomstwo?

 Stanisław Michalkiewicz

piątek, 28 wrzesień 2018 08:02

Rozważania głównie polityczne

Napisane przez

ostojanCzy długie życie i doświadczenie daje mi prawo do oceniania tego, co było i jest? Przyjmuję, że tak. Do życia każdego z nas Opatrzność przykłada inną miarę.

Piszę ten tekst ostatniego dnia sierpnia roku pańskiego 2018. Jutro Wrzesień. Ile to już lat od tamtego pamiętnego września, gdy spadły bomby na Wieluń, a Westerplatte zostało ostrzelane przez Schleswig-Holstein? Dużo lat, ale ja ten ostatni przedwojenny wrzesień dobrze pamiętam. I drogę z Warszawy do majątku dziadków pod Krakowem, gdzie „wsi spokojna, wsi wesoła była”, a obecnie stoi Nowa Huta. Lat temu wiele, świadków tamtych czasów zaś coraz to mniej.

        Czy długie życie i doświadczenie daje mi prawo do oceniania tego, co było i jest? Przyjmuję, że tak. Do życia każdego z nas Opatrzność przykłada inną miarę. Pożegnałem już tych członków rodziny, przyjaciół i znajomych, nie tylko starszych, ale i młodszych ode mnie. Na razie nie wybieram się w ich ślady. Zebrałem już sporo doświadczeń życiowych, a doświadczenie wszak mnie uczy, że zawsze umierają inni ! Ile mam jeszcze czasu? Que sera? Mówi się, iż czas to pieniądz. Jeśli tak, to mam go chyba więcej niż waluty. Ale głodny nie chodzę i mogę sobie spokojnie obserwować co się dzieje, jak zaznaczyłem od dość długiego czasu. I oceniając, interpretując zaszłości. Na polskie sprawy nie jestem obojętny. No bo jak? 

        Tu zaznaczę, iż zawsze byłem i jestem optymistą i proszę mi wierzyć, że to bardzo uprzyjemnia życie. Ten mój optymizm wynika stąd, że wydarzenia nie tylko polityczne, które obserwuję idą prawie bez wyjątku od gorszych do coraz lepszy. 

        A oto etapy zapamiętane. 

        W końcu sierpnia 1939 cieszyłem się jazdą ojcowskim fiatem simca z Warszawy do Krakowa. Włączałem, na przykład, wycieraczki szyb chociaż pogoda była piękna. Ot frajda! Wojna, paradoksalnie, bowiem uczyniła moje życie ciekawszym. Zamiast bycia jedynakiem (siostra była niemowlakiem) w warszawskim mieszkaniu, znalazłem się wśród licznej rodziny, między innymi wśród kuzynów/kuzynek towarzyszy zabaw i w domu i na zewnątrz. W stolicy zaś opuszczenie mieszkania na 3. piętrze to była cała ceremonia. Wychodziło się do pobliskiego Ogrodu Sejmowego, gdzie czasem bawiłem się z (ho, ho) synem ambasadora Szwecji. Co ważne, ja miałem hulajnogę, a on nie! Na wsi (byłem of course coraz starszy) latem, drzwi się nigdy nie zamykały. Park, i „majdan”, ale nie ten ukraiński, tylko gospodarczy otoczony wozownią, stajnią, chlewnią, mleczarnią i gorzelnią. Poza tą ostatnią wszędzie można było zaglądać.  Załatwili mi Niemcy ciekawsze życie? Załatwili! Okupacja na początku była raczej małą abstrakcją. W miarę dorastania moje horyzonty oczywiście się rozszerzały. 

        Przy stole siedziało 20 – 30 osób, z których każda miała coś do powiedzenia i to, i młodszych i starszych. Oczywiście, o wojnie. To był popularny temat. Pierwsze było już w 1941 r. radosne dla nas zatrzymanie ofensywy niemieckiej na szosie Wołokołamskiej na przedmieściach Moskwy. 

        Lubię i mam pamięć do rymowanek. A wtedy była taka: 

        - „Czemu ty Hitlerze wciąż pod Moskwą stoisz? Czy cię słońce piecze, czy  się Ruska boisz? Słońce mnie nie piecze, Ruska się nie boję, dupa mi przymarzła więc pod Moskwą stoję!”

        Zmiana pozytywna? Oczywiście. Potem Afryka, niemieckie AK - żartowano (Afrika Korps) no i Stalingrad. Potem wiele dobrych wiadomości z Ost Frontu. Starsi po kryjomu słuchali radia londyńskiego i niemieckiego. To było Surowo zakazane. Można było za to trafić na wczasy niedaleko do niemieckiego, nazistowskiego obozu w Auschwitz. Takie to były zabawy i gry w one lata na tej wsi podkrakowskiej, kiedy reszta świata we łzach i krwi tonęła... W końcu zimą 1945 przyszło „wyzwolenie”. Z majątku też. Ale nie narzekałem. Doroślałem. Przeprowadzka do Krakowa, nowa szkoła, nowi, już nie wiejscy, koledzy. Pod Sukiennicami kupowało się cynowe orzełki polskie, które dumnie przypinaliśmy sobie do czapek. 

        To znowu zmiana na lepsze, bo i na ciekawsze. No i „niepodległość”. Mikołajczyk, a Anders już siodła białego konia, na którym wkrótce tryumfalnie do Polski przyjedzie. 

        O wstydzie! Przyznam, że czasy stalinowskie też nie były dla mnie czymś tragicznym. Takim jawią się raczej teraz w książkach i filmach. Chodziłem do szkoły, gdzie śpiewaliśmy: My ZMP, my ZMP – reakcji nie boimy się! Będąc uczniem musiałem automatycznie należeć, o zgodę nikt nie pytał, w 100% nakładaliśmy czerwone krawaty. Że reżim? Na pewno, ale z mojego pokolenia wszak demokracji nikt nie znał. Życie oficjalne PRL i kpiny z władz - żarty że hej! W dniu 5 marca 1953 r. zmarł (albo został zamordowany) Stalin. W dniu zaś też 5 marca, ale w roku 1940, podpisał decyzję o likwidacji polskich oficerów w Katyniu. Był oddanym sojusznikiem Hitlera. W 1953 r. budowano wciąż w Warszawie dar Związku Zdradzieckiego – Pałac Kultury. Na wiadomość, że odszedł Chorąży Pokoju, Nadzieja Ludzkości (jak tu teraz żyć towarzysze, jak żyć?) dwóch Rosjan, robotników, rzuciło się z najwyższego piętra PKiN; jeden po wódkę, drugi po zakąskę! Gmaszysko było na owe czasy wielkie i górowało nad stolicą. Droższe były mieszkania, z których nie było widać Pałacu Kultury! Spełniał on też pewną pozytywną rolę. Teatry, kina, sala widowiskowa, taras widokowy, niczym na CN Tower. Kółka zainteresowań. Na jedno - aktorskie chodziła Irena Kirszenstein, a na inne – sportowe - Daniel Olbrychski. Nie, nie pomyliłem się. Takie nasze przyszłe sławy miały w młodości zainteresowania. 

        I znów przyszła zmiana na lepsze! Wszak nie? Wszak tak! Gomułka (odchylenie nacjonalistyczne, od kulki uratował się) i w październiku 1956 roku został się za „zbawcę narodu”; skrytykował nadmierną gospodarczą zależność od Moskwy (o politycznej taktownie nie wspomniał), wydalił rosyjskich doradców wojskowych, rozwiązał kołchozy i publicznie zapowiedział, że takiej wymiany handlowej dalej nie będzie! (Oni od nas biorą węgiel – a my im za to dajemy zboże!) Optymistyczniej było, choć zgrzebnie. No, ale taki jest socjalizm. To znaczy zgrzebny. 

        Tu wspomnę coś politycznie niepoprawnego! Chamy we władzach partyjnych i rządowych miały dosyć panoszenia się Żydów. Rosja odwracała się powoli od Izraela w stronę Arabów, a my, jak za panią matką – to znaczy nie my, ale „dyktatura ciemniaków” (Kisielewski) – zorganizowała marzec 1968. „Syjoniści do Syjamu” (były takie hasła na transparentach!) Biedny Adaś Michnik chciał tylko – i dalej chce – socjalizmu z ludzką twarzą, a został relegowany z uniwersytetu i musiał pożegnać się z bratem, który czmychnął do Szwecji, bojąc się odpowiedzialności za swoje niecne postępki w czasach stalinowskich. I nie tylko on. Cóż, gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą! Tych semicko – stalinowskich wiórów Polska się na szczęście pozbyła. Może mniej winnych też. Wyjeżdżali ci, co chcieli (!) i spoko – spadali na 4 łapy. Oni to teraz liberał w liberała i interes się kręci. Wtedy wiosną Icek pytał Srula – co robimy? Podobno otwierają dla Żydów granicę na Zachód. Do kapitalizmu i dobrobytu! Se git towarzyszu. Ja wchodzę na drzewo. Dlaczego? Nie chcę, żeby mnie zadeptali! Chwała ci za to Gomułko - pierdółko.

        Ale przyszła nowa – znów oczywiste – coraz lepsza zmiana! Gierek w jasnym garniturku, pożyczki z Zachodu, gospodarskie wizyty w PGR-ach i innych zakładach socjalistycznych. Pierwszy po wojnie przywódca, który nie mówił po rosyjsku! Apelował do narodu i miał na początku „dobrą prasę”. To znaczy sporą popularność. Nudziarz, towarzysz Wiesław, pieprzył dwie godziny na stojąco, a Gierek już na początku wołał: „Pomożecie?” 

        Ale budował nieborak na socjalizmie, czyli na piasku. To nigdzie na świecie nie zdawało – nie zdaje i zdać nie może - egzaminu. Ktoś powie – Chiny! Ale czy tam poza machaniem czerwonymi szmatami jest socjalizm, komunizm? 

        W czasie gospodarskich wizyt Gierek kiedyś zobaczył, że w opłotkach chłop babę bije. Kolumna się zatrzymała, towarzysz Edward pouczył, że choć – jak chłop baby nie bije, to jej wątroba gnije – to temu małorolnemu jednak mówi, że tak w socjalizmie nie można sobie publicznie poczynać! - Chłop odpowiada: To niech nie mówi, że za Sanacji było lepiej! Ktoś z odjeżdżającej kolumny cicho chłopa zapytał niedowierzając – to prawda? - A co? Miałem powiedzieć, że zgubiła kartki na cukier? 

        Odrębne światy – obywateli i nomenklatury. 

        Kiedy zaczęły się kartki, opuściłem Polskę udając się na zarobkowe saksy w Kanadzie. Miało być na 3 miesiące. Znowu na lepsze. W 2 dni na budowie, czy jako kierowca, zarobiłem tyle, ile przez miesiąc w kraju. Miałem wracać, ale generał Jaruzel przestraszył się o własną czerwoną d... i wprowadził w 1981 r. stan wojenny. A mogło już 8 lat wcześniej dojść do przemian gospodarczych. Te lata Polska straciła. 

        W III Rzeczpospolitej zrobiono tego zdrajcę prezydentem. Kiedy Mazowiecki odbywał oficjalną, pierwszą wizytę w Londynie odmówił spotkania się z prezydentem Kaczorowskim! - Moim prezydentem jest Jaruzelski - odparł. To ci Magdalenkowiec, chodź PAX-katolik! A kiedy już prezydentem był Lech Kaczyński to trzepnisty Olbrychski powiedział, że Jaruzelskiemu zawsze się ukłoni, ale (wówczas) prezydentowi Kaczyńskiemu nigdy ręki nie poda! Czym mu tenże zawinił – dalibóg nie wiem!? A Jaruzelski już przecież w Armii Berlinga i „wyzwalanej” Polsce dalej zwalczał – i to nie łagodną perswazją - tych bohaterów, którzy poświęcali życie w walce o wolną, niepodległą Polskę. 

        Cóż, Olbrychski jest obecnie zadeklarowanym opozycjonistą. To świadczy co to za - pod względem ideologicznym – towarzystwo. Zawsze podkreślam, iż widać czarno na białym co to za zbieranina. cynicy, post-peerelowcy, dawni TW – kapusie, ci co w Magdalence się dogadali z sitwą Jaruzelskiego i Kiszczaka, odsunięci w 2015 r. (vox populi) nareszcie od władzy, zawodowi rozrabiacze, kochający inaczej, feministki oraz morze – no może nie morze, ale zamulony staw, pożytecznych idiotów z zamulonymi naiwnymi sloganami mózgami. A przewodzi totalnej opozycji pełen charyzmy Grzesio z mojego (o wstydzie) Wrocławia. Lemingi – przyznajcie, iż proponuje Polsce porywający program! – Kiedy wkrótce dojdzie do władzy (!) – Oto i on. Schetyna w wywiadzie dla CrowdMedia tokuje: w referendum odsunie prezydenta Dudę. Klituś - bajduś, bo jakkolwiek Platforma regularnie pokazuje, że z szanowaniem demokracji ma problemy, to jednak jej lider dość długo jest w polityce i powinien chyba jednak - olaboga - wiedzieć, iż w polskim systemie takiej opcji nie ma. Wprowadzi też procedurę impeachmentu zmieniając konstytucję (co wtedy z tymi malowniczymi koszulkami między innymi na pomnikach?) Na to  jego ugrupowanie ma taką szansę jak, na przykład siostry Godlewskie, na wygranie MTV – Video Music Award - ale dalej nuci na tę samą od 3 lat melodię o dePiSyzacji, Trybunale Stanu, totalu i sądach. PO staje się coraz bardziej ugrupowaniem obciachowym, nie nadążającym za polityczną rzeczywistością. Przecież opozycja ma łatwiej od PiSu. Siedzi z boku nic nie robi i za nic nie odpowiada, a rządzący muszą podejmować stale decyzje, za których realizację i efekty odpowiadają. Nie myli się wszak tylko ten, co nic nie robi. Ale nawet i to kolejna buńczuczna krytyka im się nie sprawdza i cichnie. Na koniec żart: dlaczego Tusk w Brukseli tak wcześnie rano wstaje? Bo chce mieć więcej czasu, żeby nic nie robić!

Toronto 1 września 2018 Ostojan 

PS „Biedna”, ale wciąż aktualna konstytucja (z innej nieco politycznie epoki) powstała za (nie) rządów SLD, partii, „która wiedziała, jak zaczynać”. 

        Bolek też zaczął już nieźle mataczyć, popierał to prawą, to lewą nogę, sam niechcący ustawiając się między nogami! Zbliżały się wybory prezydenckie, które „na mur” miał wygrać znowu Wałęsa. SLD kombinowało, jak ułożyć konstytucję, żeby można było ją dowolnie interpretować. Zresztą samo tak też wychodziło, bo nie prawnicze orły układały przepisy i wzajemnie niespójne paragrafy. Można wybrać te, które akurat pasują. Na dwoje babka wróżyła, tędy lub owędy, ale przecież zgodnie z zapisem. 

        Oto tu jest jasno powiedziane, a no patrzcie! 

        Niestety przykładów niekonsekwencji w polskim prawie można mnożyć. Kto prawnie dowodzi, że coś jest czarne ma oparcie na takiej a takiej stronie, ale rację ma ten, który otworzy inną stronę, też przecież to jest białe, co nie? Sędzia SN przechodzi na emeryturę w wieku 65 lat. Jasny (i słuszny) przepis. O żadnej wyjątkach nie stanowi, poza prawem prezydenta do przedłużenia tego wieku. OK! Ale przewodniczący SN wybierany jest na 6 lat. Gersdorf (ta ze świeczką) skończyła 65 lat, ale ma jeszcze 2 lata do ukończenia kadencji. Ma pozostać! - krzyczy opozycja, bo sędzina jest POówką. Mają rację? Gdyby była PiSówką to ku równemu oburzeniu totalniaków, by jeszcze na te 2 lata została. Paragrafem – do wyboru do koloru – politycznie walić po głowie przeciwników przecież racja jest nasza! 

        Tak to nomenklatury SLD/PSL przeciw Wałęsie, co „nie chce, ale musi” poplątały i naród im podziękował (na szczęście).

        Teraz rząd, który ma lepszych prawników żadnych przepisów między innymi konstytucji nie łamie! Tylko te przepisy „interpretuje”. Profesorowie z obu stron się pienią! Bezprawie! Wtedy zaś dawno temu nieoczekiwanie Kwaśniewski pokonał Wałęsę! Podawanie nogi nie pomogło. Siurpryza! SLD miało i rząd i prezydenta (szorstka miłość). Opozycja krzyczy: Konstytucja! A PiS powinien wtórować – tak, Konstytucja!! Zgodnie z prawem!! 

Jan Ostoja