Goniec

Switch to desktop Register Login

piątek, 11 sierpień 2017 07:48

Demagogia stosowana, choć wysoce czasem niestosowna

Napisane przez

 ostojan„Gdy Polska uniezależnia się od obcych potęg, one chcą za wszelką cenę temu przeszkodzić. 

Znajdują niestety w kraju zdrajców-targowiczan.”

        Dzieje się, dzieje w polskiej polityce, co my, Pol-Canadole, obserwujemy z zainteresowanie. Jest co oglądać! Bo tutaj, w ustabilizowanej demokracji, każdy polityk zna doskonale swoje miejsce i trudno się dopatrzyć porywających zdarzeń. Co parę miesięcy powtarzają się porywające info, że np. quebecki Bombardier mimo kolejnych poprzednio zapewnień, znowu nie wywiąże się z umowy dotyczącej dostawy nowych tramwajów dla naszego TTC (po polsku MPK). Te, które miasto od nich wydusi w końcu, zawierają różne usterki i trzeba je zwracać do poprawki. Czy ten cały Bombardier, do cholery, to przedsiębiorstwo socjalistyczne? Bo że quebeckie, nie stanowi dostatecznego usprawiedliwienia. Ale czy można się tym podniecać?

piątek, 11 sierpień 2017 07:43

O etyce w życiu publicznym

Napisane przez

Czartoryski Witold 09        O Autorze: CZARTORYSKI Witold, ur. 10 II 1864 w Weinhaus pod Wiedniem, zm. 4 IX 1945 w Makowie Podhalańskim, pochowany na miejscowym cmen­tarzu. Ojciec książę Jerzy Konstanty (1828–1912) – polityk, działacz społ., poseł do galicyjskiego Sejmu Krajowego i członek Izby Panów Rady Państwa w Wiedniu; matka Maria Joanna z domu Czermak (1835–1916); siostra Wanda (1862–1920) – pre­zeska Tow. Gospodarczego Wykształcenia Kobiet, uczestniczka obrony Lwowa 1918; żona (poślubio­na 1889) Jadwiga hr. Dzieduszycka (1867–1941); córki: Maria Anna z męża Krasińska (1890–1981) i Anna Maria (1891–1951) – przełożona Zgromadzenia Sióstr Wizytek w Warszawie; synowie: Kazimierz Jerzy (1892–1936), Jerzy Piotr (1894–1969) – kanonik honorowy kapituły krakowskiej, kapelan WP, Włodzimierz Alfons (1895–1975), Jan Franciszek (1897–1944) – ojciec Michał – dominikanin, w cza­sie powstaniu warszawskiego kapelan 111. Zgrupowania ,,Konrad” AK, zamor­dowany przez Niemców, Roman Jacek (1898–1958), oficer WP, Stanisław Ignacy (1902–1982), doktor teologii i filozofii, dziekan infułat Kapituły Met­ropolitalnej w Krakowie, Adam Michał (ur. 1906–1998), ps. Szpak – oficer WP i AK, magister inżynier leśnictwa, doktor biologii, gość honorowy zjazdu założyciels­kiego Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego (1989), Witold Tadeusz (1908–1945), Piotr Michał (1909–1993), oficer WP i AK, magister inżynier rolnictwa, doktor honoris causa KUL, wiceprezes Kongresu Polonii Kanadyjskiej.

 

        Po ukończeniu Gimnazjum Państwowego w Jarosławiu odbył rok studiów filozoficznych i trzy lata w Akademii Rolnej w Wiedniu. Właściciel i zarządca klucza Pełkinie n. Sanem (tartaki, cegielnie, stadniny koni) oraz Konarzewa (Poznańskie) i Bielin (Małopolska), prezes Rady Powiatowej w Jarosławiu (1898–1904). Od 1903 członek zarządu cukrowni w Przeworsku, prezes spółki wodnej łańcucko-jarosławskiej. Zakładał ochronki i szkoły wiejskie, prowadził fundusz emerytalny, łożył na utrzymanie 17 parafii rzymsko- i greckokatolickich. Wiceprezes (1906–1910) i prezes (od 1910) Galicyj­skiego Tow. Gospodarskiego we Lwowie, wiceprezes Centralnej Organizacji Stowarzyszeń Rolniczych w Warszawie, 1906 założyciel Tow. Kółek Ziemian (przekształconego później w Zw. Ziemian). Od 1908 poseł do Sejmu Krajowe­go we Lwowie: prezes klubu „Środka”, członek komisji rolnej i szkolnej; od 1913 dziedziczny członek Izby Panów w Wiedniu. Uczestnik konferencji założycielskiej (15 VIII 1917 w Lozannie) Komitetu Narodowego Polskiego (z siedzibą w Paryżu); 1918 mianowany przez Radę Regencyjną komisarzem dla Galicji. Działacz TSL i Tow. Uniwersytetu Ludowego im. A. Mickiewicza, członek komisji egzaminacyjnej Akademii Rolniczej w Dublanach i Studium Rolniczego w Krakowie, prezes Wyższych Kursów Ziemiańskich Jerzego Turanu we Lwowie. Członek zarządu Biblioteki Polskiej w Paryżu; współwydawca „Rzeczypospolitej” i „Warszawianki”; uczestnik Akcji Katolickiej i członek Sodalicji Mariańskiej. W czasie II wojny światowej przebywał na skrawku majątku Pełkinie, który opuścił w 1944 i zamieszkał u syna Stanisława w Makowie Podhalańskim.

 Autor publikacji; Kółka ziemian (Kórnik 1912), Kilka słów o przycinaniu i leczeniu chirurgicznym drzew leśnych, parkowych i alejowych (Jarosław 1929). Współpracownik pism: „Rolnik” (1908), „Gazeta Narodowa” (1912), „Hodowca”, „Jeździec” i innych.

        Senator RP 1 kadencji 1922–27, wybrany z listy nr 8 woj. lwowskie; członek KChN; pracował w komisji oświaty i kultury; 1928–30 zastępca senatora z listy państwowej nr 24; mandat uzyskał po ponownych wyborach w woj. wołyńskim 25 V 1930, w wyniku których lista państwowa nr I do Senatu straciła mandat na rzecz listy nr 24; ślubowania nie złożył z powodu rozwiązania przed upływem kadencji Sejmu i Senatu z dniem 30 VIII 1930.


Tekst nadesłał Jerzy Czartoryski

        Ponieważ celem wychowania jest przygotowanie do życia człowieka z charakterem i kwalifikacjami do jakiejś pożytecznej pracy, zastanówmy się bliżej nad tymi dwiema właściwościami, które pragniemy osiągnąć.  Ściśle biorąc, można by powiedzieć, że tym celem wychowawczym jest danie człowiekowi na drogę życia, jedynie kwalifi­kacji, lub jedynie silnego i wzniosłego charakteru, ponieważ pod kwalifikacjami rozumieć możemy nie tylko sprawność umysłową, naukową i techniczną, ale też wyrobienie moralne, a pod mianem charakteru mo­żemy zmieścić wszystkie własności dodatnie, bez których nie mogą istnieć ideały wprowadzające w czyn twórczy zasady i zalety, które w życiu codziennym nazywa się kwalifikacjami, czyli umiejętnością, doświadczeniem i sprawnością w wykonywaniu prac wchodzących w zakres pewnych dziedzin życiowych,

        Pozostając jednak przy zwyczajnym określeniu „kwalifikacji” w kierunku umysłowym, oraz wiedzy i sprawności w danym zawodzie, nasuwa się z wielką jaskrawością spostrzeżenie, że z biegiem czasu w opinii, nawet niekiedy ludzi dobrej woli, dobrych chęci, w naj­rozmaitszych, także najważniejszych zagadnieniach, objawia się na całym świecie w nadmiernej mierze we wszystkich dziedzinach życia ludzkiego – przerost wymagań czysto umysłowych, technicznych i praktycznych tak dalece, że w gruby cień są pogrążone wymagania silnego charakteru o bardzo wysokich ideałach służących najwyższym i najświętszym sprawom. Jasną jest chyba prawda, że im wyższe są czyjeś kwalifikacje życiowe i zawodowe – jeżeli one służą przeważnie osobistemu wyniesieniu się i pysze, interesom nie czystym, ukrytym a sprzecznym z interesem Ojczyzny – tym są niebezpieczniej szkodliwsze, tym więcej obalają wiarę w dobrą wolę i zaufanie do każdego działacza, nawet najgodniejszego.  Te – same w sobie cenne, często pracą rzetelną i trudem zdobyte właściwości, stają się, bez równowagi czystego charakteru, narzędziem, które jak na przykład siekiera i piła w ręku dzielnego cieśli są narzędziami, którymi potrafi on dom wybudować, a w ręku zbrodniarza posłużyć mogą morderstwu lub torturom.

        Kto myśli ma zwrócone z przeszłości w przyszłość, kto nie żyje jedynie z dnia na dzień, kto nie idzie wyłącznie po linii najmniejszego oporu, komu przyszłość Ojczyzny jest ciągle na myśli, kto nie żyje tylko dla swego „ja”, kto dąży do doskonalenia rozszerzo­nej swej rodziny, swoich potomków, służenia w doskonaleniu rozsze­rzonej swej rodziny, którą jest Naród, dobru ludzkości – ten niech się zastanowi głęboko nad wielkim zagadnieniem „wychowania”. Wychowania w rodzinie, w szkole powszechnej, średniej, najwyższej, wychowania działaczy społecznych, wychowania nauczycieli, profeso­rów, urzędników, wojskowych, rolników, robotników, pracowników w wolnych zawodach, aż do ludzi zajmujących najwyższe stanowiska, aż do wychowania kleru.

Jakżeż ważna jest zasada, począwszy już od dziecka, że przy każdej nauce, instrukcji, wskazówce, każdym wydanym poleceniu, rozkazie, nierozłącznym powinno być działanie wychowawcze, wpływanie na obowiązkowość, na prawość, na cel dalszy, wyższy. To dążenie nie prze­szkadza, jak niektórzy sądzą, przeciwnie, uzupełnia i wywyższa wartość wszelkiej wiedzy i nauki. Nie jest tu miejsce na rozprawę pedagogiczną. Ponieważ jednak wspomniałem, między innymi, również o urzędnikach, którzy są ściśle związani z życiem publicznym, podkreślić należy, jak wielkiej wagi jest wychowanie pracowników tego zawodu na urzędników-obywateli. Każdy, obierający sobie ten zawód, tak bardzo ważny i potrzebny w życiu państw i narodów, powinien mieć zawsze na pamięci, że jest sługą ważnej sprawy, że będąc wiernym i uczciwym wykonawcą ustaw, w dyscyplinie służbowej, powinien być w urzędowaniu sprawiedliwym, ale też życzliwym doradcą i przyjacielem, oraz wychowawcą publiczności, której służy. Nie przepuszczając przewinień, nieuczci­wości i omijania ustaw i przepisów, powinien współdziałać razem z ludnością w ułatwianiu jej wszelkich trudności i przepisów, czasem ciężkich i przykrych, ale koniecznych w swym własnym państwie. Jak wielką krzywdę wyrządza urzędnik, myślący w pierwszym rzędzie o sobie lub taka parszywa owca między niemi, która by popełniała nadużycia na szkodę czy korzyść Państwa czy ludności, lub nawet własnej korzyści. Wywołuje to odporność ludności nie tylko przeciw tym przewrotnym jednostkom, ale tworzy wrogów własnych ustaw, porządku, a nawet wrogów swego własnego rządu. Każdy przeto przełożony, każdej dykasterii i działu administracji państwowej, ma obowiązek nie tylko patrzeć i kontrolować, czy podwładny mu urzędnik wykonuje literę prawa, czy nie zalega z „kawałkami”, ale powinien szerzyć wśród podwładnych znajomość ducha ustaw, mieć odwagę cywilną i być nieubłaganym wobec nieuczciwości, niedbalstwa, nieżyczliwości dla niewinnych i uczciwych klientów.  Co zupełnie nie jest sprzecznym, aby miał ojcowską opiekę i życzliwość dla podwładnych sobie urzędników, pracujących nieraz w trudnych i ciężkich warunkach.

        Czym się każdy śmiertelnik, najskromniejszy choćby, może przyczynić do zmiany stanu rzeczy na lepsze?

        We wszelkich warunkach życia, każdy człowiek przyczynia się pośrednio lub bezpośrednio do tworzenia opinii, czego szczególniej wymagać należy od ludzi sprawujących jakiekolwiek czynności w życiu publicznym, począwszy od sołtysa, od wójta gminy, od nauczyciela, od burmistrza, sędziego, urzędnika, adwokata, fabrykanta, kupca, oficera, posła, literata, dziennikarza, skończywszy na klerze, na najważniejszych dostojnikach aż do głowy państwa.  Wywiera ona przeważnie wpływ pośredni. Wspominam jednak o niej, gdyż opinia jest – pomimo to – wielką panią. Ileż to ludzi, przez jej urabianie, ma mniejszy lub większy wpływ – ujemny czy dodatni – przez swe osobiste zabiegi na wszelkie wybory, wszelkie mianowania na wybitne i skromne stanowiska!  Jak często decyduje o oddawaniu swego głosu demagogia, klasowość, partyjność, nadzieja, że ten protegowany czy mianowany za udzieloną o nim opinię, za głos oddany, będzie się odwdzięczał skoro do upragnionego stanowiska – a czasem nawet tu materialny interes wyborcy, odgrywa wielką rolę?  A tymczasem, co powinno decydować o oddaniu swego głosu przy jakichkolwiek wyborach, czy przy popieraniu mianowania? Przede wszystkim zaufanie głębokie do przekonań niewzruszonych kandydata, do zasad, które sami wyznajemy pod względem religijnym i ojczystym, do jego osobistej wartości, nie do słów pustych, głoszonych często jedynie dla uzyskania poklasków, dla wyborów, dla uzyskania odnośnego stanowiska. Popierając czyjąś kandydaturę, im wyżej sięgającą, tym więcej należy się o kandydacie informować. Nie o tym, czy będzie popierał „moje” interesy materialne, ale o tym, jakie prowadzi życie religijne, małżeńskie, rodzinne, obywatelskie, jego uczciwość, prawdomówność, obowiązkowość, poczucie odpowiedzialności za swe słowa i czyny, jaki jest jego rozum, jego wiedza a zarówno, jakie ma praktyczne kwalifikacje rzeczowe, które są nader ważnym czynnikiem, ale o które wielu nawet uczciwych ludzi dotychczas wyłącznie prawie się troszczyło, często nawet nie wiedząc, jaka jest wartość moralna kandydata. Bywało i tak, że wybierano lub mianowano na odpowiedzialne stanowiska ludzi nieposiadających ani rzeczowych kwalifikacji, ani murowanego charakteru, tylko dlatego, że schlebiali wyborcom, że musieli ich podjudzać na inne klasy, lub zagrać na poczuciu nienawiści i zazdrości wobec bliźnich, byle tylko na tych rozbijających jedność obywatelską i narodową przesłankach, otrzymać jednak więcej głosów. 

        Jakież więc na to jest lekarstwo? Jak uzdrowić pod tym względem społeczeństwo? Jak odróżnić dobro od zła? 

        Jest to długa i żmudna praca wychowawcza całych pokoleń, wymaga trwałości i ciągłości o jednym duchu, wszystkich stanów bez różnicy. Poza umiejętnością oceny kwalifikacji, które w niektórych działach pracy ludzkiej mogą rozpoznać jedynie ludzie wytrawni i wykształceni w danym kierunku, należy się orientować zasadami etyki, wielkiej rzetelności, która jedynie może rozstrzygnąć w sprawie charakteru i energii czynu ludzi powołanych do jakiejkolwiek pracy publicznej, kierowniczej. Kodeksem zaś nienaruszalnym, często nawet uznawanym (mniej lub więcej świadomie) przez prawych ludzi do kościoła naszego nawet nie bardzo zbliżonych, jest etyka chrześcijańska, która dla każdego Polaka wierzącego jest tą jedyną przystanią prawną, dająca mu wspólność zapatrywań i działania, na środki walki przeciw przerostowi materializmu, kłamstwa i obłudy, stronniczości i prywaty a za sprawiedliwością, prawdą, za kierunkiem stałym, trwałym, w środkach walk niezmiennych przy zmianie osób, a nawet całych pokoleń. 

        Podstawy kierujące życiem prawej jednostki powinny zarówno sterować życiem zbiorowym w rodzinie, narodzie, państwie, w każdym ugrupowaniu społecznym. Dziś często słyszy się zdanie, że w polityce, w dyplomacji, nie może obowiązywać etyka, że sam cel uświeca środki, z przeciwnikiem należy walczyć jego bronią, choćby niedozwoloną, przewrotną. W sprawach lub walkach wewnętrznych, a nawet zewnętrznych na długą metę, zawsze zwyciężyć musi siła jednolita ofiarna, stojąca wysoko ponad sprawami osobistymi, klasowymi i partyjnymi. Bez kalania się zemstą, mściwością przez używanie środków zbrodniczych swych wrogów – bez osobistych ob­rachunków, pojedynczych samowolnych działań.  Sprawiedliwość winna stać na piedestale własnego sumienia i opinii całego świata, jasna bardzo silna, bezkompromisowa, surowa, ale bezwzględnie wyższa społecznie i moralnie, ponad barbarzyństwem wrogów, nie w mroku, ale w jasnym świetle wychowującym, uszlachetniającym całe społeczeństwo, godność własną, wzbudzając epokową opinię swą celowością i powagą wobec całego świata cywilizowanego. Zresztą, jakim mieczem kto wojuje, od takiego ginie. Brutalne barbarzyństwo skończyć się musi zagładą wśród narodów cywilizowanego świata. My dążymy do innej przyszłości.

        Ponad stronnictwami klasowymi w życiu politycznym winny mieć takie zrzeszenia przewagę, które mają przedstawicieli wszystkich klas i stanów, aby dążyć mogły do równowagi i rozwoju wszelkich kierunków mających rację bytu wedle ich wartości moralnej, inte­lektualnej i gospodarczej dla narodu i państwa, które stawiają sobie za zadanie utrzymanie i podnoszenie trwałego rozwoju i siły swej Ojczyzny w kierunku duchowym, umysłowym, gospodarczym i materialnym. Trwały ten kierunek jedynie może być utrzymany przez zbliżenie się do tak upragnionych rządów jedności narodowej, skoro ogół przyjdzie do przekonania, że tym najlepszym, najspoistszym wykonawcą i cementem ku temu będą władze administracyjne, sądowe, szkolne, prawodawcze i wojskowe, stojące na fundamencie narodowym, ugruntowanym na etyce katolickiej. 

        W każdej organizacji ludzkiej pewne zmiany i ewolucje są wskazane i konieczne w miarę rozwoju umysłów, wiedzy i techniki. Wszak i Kościół, poza sprawa dogmatów, żyje i rozwija się. Historia w swoich dziejach uczy, że reformy epokowe, trwałe, postęp prawdziwy, nie odbywa się w swoich ustalonych objawach dodatnich, przez nagłe, światowego znaczenia przewroty. Jedna generacja rzadko potrafi przeprowadzić reformy działające na długi przeciąg czasu. Dlatego tak ważną rzeczą jest wychowanie jednostek, rodzin, całego społeczeństwa przez długie lata i w jednym duchu, w jednym kierunku o bardzo szlachetnych wysokich dążeniach i ideałach, wprowadzanych w czyn przez większość obywa­teli, przez ogół zrzeszeń mających na celu te bardzo wysokie prag­nienia. Jestem przekonamy, że w Polsce mieliśmy i dziś mamy tradycję wysokiego gatunku patriotyzmu, który nie zawaha się złożyć na ołtarzu Ojczyzny mienia, zdrowia i życia w wielkich chwilach dziejowych. Dziś jednak Ojczyzna wymaga czegoś więcej. W czasach przedwojennych to poczucie ofiary drzemało również w sercu uświadomionych Polaków. Drzemało jednak przeważnie, dlatego jedynie, że nie we wszystkich rodzinach, nie we wszystkich duszach żyło gorące prag­nienie i potrzeba ciągłej ofiary w życiu codziennym, brakło często świadomości, że dla rycerza patriotyzmu nie wystarczy czekać na wielkie chwile, w których – przy łasce bożej – stać go będzie na heroiczny wysiłek i bohaterstwo męczeństwa. W czasach tak zwanych spokojnych w wielu domach i środowiskach nie wyrabiano u młodzieży patriotyzmu czynu i ofiary w życiu szarym, codziennym. Obawiano się dla „głów zapalnych” szowinizmu narodowego, kolizji z policją itd., głosząc, że skoro Ojczyzna zawoła do czynu, to każdy chłopak się sam ruszy, że nie należy dziś w życiu powszednim egzaltować umysłów. Wielki to błąd, wielki grzech zaniedbania. Młodzież powinna wiedzieć, widzieć, mieć przykład codzienny, że bez ofiary nie ma czynu, że bez zdawania sobie sprawy, iż nasze zawodowe zabiegi ku doskonałości, pracują nie tylko dla utrzymania nas przy życiu czy dobrobycie, ale że pracują zbiorowo dla Polski, że właściciele większego czy mniejszego kawałka ziemi – mając miłość do niej – powinni wiedzieć, że sprawują rządy na tym realnym kawałku Polski, jaki dzierżą w swym ręku, mają wobec niej nie tylko prawa, ale obowiązki i odpowiedzialność za miłość do tego kawalątka Ojczyzny i współpracowników na nim. Nie tylko, przeto na wielkiej arenie publicznego życia jest w czasach normalnych, spokojnych, pole do pracy patriotycznej, ale składa się ona z codziennych, świadomych, często drobnych, czasem heroicznych, skromnych, pokornych, w cieniu zostających wysiłków i ofiar. O tym obowiązku, o tym ideale, o wartości takiej pracy i takich ofiar nie należy przeto milczeć w pracy wychowawczej. Świadomość tego obowiązku nie tylko nie egzaltuje niezdrowo, przeciwnie uczy hartu wytrwałości, chroni przed niejednym wybrykiem, uczy powagi życia, zaprawia do opanowania złych skłonności, podnosi wartość jednostek, zespołów, wartości całego narodu.

        W naturze młodzieży leży żywość, zapał, zacięcie, które się objawia w tym, czego pragnie, do czego dąży. Odnosi się to tak do dążeń ujemnych, jak i dodatnich. Jeżeli chłopak jest z natury, wychowania i środowiska, z którego się wywodzi, zacny i prawy, to jego pragnienia i dążenia będą ideałami dążącymi „ad astra”, objawia się to codziennie u zakochanych. Chłopak taki ubóstwia przedmiot swej miłości, pragnie bezinteresownie jego dobra, jest zdolny do ofiar, do bojowości, szlachetnej miłości: „nie opuszczę cię aż do śmierci”. To samo odnosi się do Ojczyzny. Patriotyzm jest uczuciem przyrodzonym, szlachetnym. Rodzice radujcie się zapałem i wszelkimi wzniosłymi uczuciami swego potomstwa, nie gaście ducha! Zwalczajcie jednak warcholstwo i pychę, wyrabiajcie karność, której brak nawet wobec własnych przekonań jest naszą wadą narodową. 

        Zastanówmy się gruntownie, którędy nam iść należy w służbie świętej i patriotycznej sprawy. Pójdźmy ławą tam, gdzie w naszym własnym przekonaniu potrafimy najlepiej służyć zjednoczonej Ojczyźnie w zwartym szeregu zbożnej pracy dla wszystkich jej synów, dla silnej całości zdrowej Polski.

        Uszanować można i trzeba w sposobie walki wewnętrznej o dobro, każde przekonanie przeciwnika mającego dążenie szlachetne, łączącego w swym łonie członków rozmaitych klas społeczeństwa tych, którzy dbają przeważnie o siebie samych, o swoją klasę, zwalczając wszystko i wszystkich niepoddających się ich ciasnym klasowym pragnieniom, dążeniom lub poglądom. Pamiętajmy, że wielki ruch ewolucyjny w życiu państw na daleką metę, u ludów stojących na podstawach narodowych, opartych na zasadach katolickich, pomału, ale z konsekwencją systematyczną dąży do ustroju korporacyjnego, który zdobywa sobie coraz to więcej zwolenników wśród ludzi dobrej woli głębiej patrzących w przyszłość. Na to jednak, aby mogło dojść do ugrupowania wielkiego, silnego o zasadach etyki chrześcijańskiej, należy przekonywać ludzi dobrej woli, że każdy dorosły obywatel powinien wiedzieć jasno, do jakiego światopoglądu się przyznaje, jakie ugrupowanie polityczne popiera, jakiego kierunku jest żołnierzem.  Szereg na przykład tak zwanych sympatyków jakiegoś stronnictwa zapytanych, do jakiego stronnictwa się przekonaniami zaliczają, odpowiada chwaląc się „ja się za żadnym stronnictwem nie oświadczam, ja nigdzie nie przynależę, ja jestem neutralny, nie mieszam się do polityki, którą się brzydzę”. Nie każda jednostka może być politykiem, nie każda może być powołana do udziału w obradach, nie każda może być członkiem jakiegoś komitetu, członkiem władz stronnictwa, każdy jednak człowiek myślący, któremu dobro swego kraju tkwi głęboko w sercu, powinien się zdecydować, jaki kierunek popiera, do jakiego się przyłącza, jaki uznaje za uczciwy i pożyteczny dla całości Ojczyzny, tego się nie wstydzić, i odważną wiernością dla swych własnych przekonań służyć Polsce. Nie tylko są potrzebni oficerowie – potrzebny jest też żołnierz, na którego przywódcy mogą liczyć, na którym mogą się oprzeć i który stanowi zwartą, karną siłę w całym kraju.

        Należy wyrabiać i szerzyć przekonanie, że taka abstynencja granicząca w skutkach z obojętnością dla spraw decydujących o losach i całej przyszłości Ojczyzny, z braku liczebnej armii ludzi rzetelnie kochających swój kraj, o których nikt nawet nie może wiedzieć jakich są przekonań, sprawia, że najznaczniejsze, najofiarniejsze, wysiłki działaczy poświęcających z zaparciem siebie, całe swe życie sprawie ojczystej (czasem nawet przez tego abstynen­ta podziwiane), nie mają w społeczeństwie poparcia, cierpią na anemię, na brak jakościowego i ilościowego poparcia tak moral­nego jak materialnego. Należy się przyłączyć z należnym zrozumie­niem dyscypliny do tej grupy żywotnej, silnej, której naczelne zasady sami wyznajemy. Jeżeli je uznajemy, to nie należy z pewną satysfakcją (jak to bywa) wyszukiwać i głosić różne biedy i błędziki, często z przeszłości wyłuskiwane, zamilczając wartości i zasługi podstawowe: „Errare humanum est”. 

        Jeżeli się zaś poczuwamy do tego, a mamy po temu czas i zdolności, a pragniemy wprowadzić pewne zmiany udoskonalające w tym zespole, to zawsze nam pozostaje droga ze szczerością i taktem, w łonie samej grupy walczyć o swe życzenia, które mogą się przyczynić do usunięcia pewnych usterek czy błędów. Dążyć powinniśmy do tego, aby w Polsce zaszeregować jednostki kierujące się szczerze, z przekona­nia, zasadami narodowymi, opartymi na podstawach chrześcijańskich. Winno to być ugrupowanie, w którym byłoby miejsce dla ludzi wszyst­kich klas, dbających o równowagę i rozwój wszystkich kierunków wedle ich składu i wartości dla prawdziwego postępu, siły, cywi­lizacji i rozwoju Polski. 

        Należy się łączyć na postawie tych punktów, na które się zgadzamy, które ukochaliśmy i które uważamy za zasady najważniejsze, murowane. Wszystkie inne bieżące na razie w tych czasach tak bardzo ciężkich, trudnych, należy odsuwać na dalszy plan ze względu na nieznane stosunki i warunki, które nam najbliższa przyszłość odsłoni. Często i słusznie słyszy się o trudnościach wysuwania na wpływowe stanowiska ludzi dzielnych, zacnych, bezstronnych, sprawiedliwych, pracowitych a energicznych, słyszy się o tym, że nie ma areopagu ludzi, podstaw i sposobów praktycznych dla selekcji, wprowadzania najlepszych obywateli, rzeczywistej elity społeczeństwa, na wpływowe stanowiska. Dlaczego istotnie tylu ludzi nieodpowiednich piastuje kierownicze stanowiska? Obserwator każdy starszy, biorący od pół wieku udział w politycznym i społecznym życiu, spotkał się aż nazbyt często z faktem, że nawet kwalifikacje zawodowe, a tym mniej właściwości moralne charakteru, nie decydują o wyborach, czy też wyznaczeniu, przez do tego uprawnione czynniki, na stanowiska ważne, ludzi o istotnej wartości, o ustalonych przez długi okres czasu i działań trwałych bezkompromisowych przekonań, ludzi, których przeznaczamy na wyższe, jako też najwyższe placówki. Na tych stanowis­kach powinni oni wlewać w ogół społeczeństwa nie tylko pozory, czasem zniekształconych liter prawa, lecz żywego ducha praw, ustaw etyki wychowawczej we wszystkich przejawach życiowych. Dla zbli­żenia się do tego kierunku, do wierności w bezstronnym zastoso­waniu zasad i ustaw przez wyższe odpowiedzialne umysły ustalanych do sumiennego ich wykonywania, do współpracy władz naczelnych, ustawodawczych, sądowych, administracyjnych, szkolnych, gospo­darczych i społecznych razem z kościelnymi, koniecznym jest, aby ci mężowi, chociaż pochodzić mogą z rozmaitych klas ludności i zawodów, choćby nie wszyscy należeli do identycznych zapatrywań politycznych i społecznych w szczegółach, mieli wspólne, trwałe i nienaruszalne zasady narodowej i chrześcijańskiej etyki, które pozwolą, aby ścierając się nawet w rozmaitych zagadnieniach bieżących, byli szczerymi współpracownikami, od­danymi duszą i ciałem, z zupełnym poczuciem odpowiedzialności, odważnie i wiernie, zasadom, przy których sztandarze stanęli, a które wyznają za obowiązujące w życiu prywatnym, rodzinnym, za­wodowym, a tym bardziej w życiu publicznym, w służbie dla Ojczyzny, za niezawodną busolę i ster niezniszczalny pomimo wrogich wichrów i fal wzburzonych.Przekonany jestem, że ogromna większość w narodzie polskim podziela wyrażone tu przekonania zasadniczo, teoretycznie.

        Dlaczego ich zatem znaczna część tejże większości nie głosi, nie kroczy tą zbawczą drogą, a przeciwnie, idąc na pasku ludzi nie dość wyrobionych wewnętrznie, mających jedynie kult siły za kierownika, przyczynia się do (nawet w ostatnich dziesięcioleciach) nisz­czenia zasad w głębi duszy ukrytych starannie, co przyczyniało się boleśnie do smutnych objawów, a po części rezultatów naszego życia ojczystego?

        Czy to nie sprawiał u niektórych krótkowzroczny oportunizm uważający, aby się nie potknąć na odległość jedynie, do której sięgał wzrok ich przykrótki? Czy u niektórych może nie wygoda, chęć unikania szkód i strat materialnych z opozycji wynikających? Brak pewnej odwagi cywilnej? Stąd wielu łączyło się z siłą, ustępowało jej, tej sile, tak z góry, jak z dołu naciskającej, sile, choć ona była nawet w ich własnym przekonaniu szkodliwa i nie­etyczna!  Z tego oportunistycznego zachowania się, wielu czerpało pew­ne korzyści chwilowe, jeśli nie wprost materialne, to dla swego stanowiska, kręgu swych interesów, pewnych możliwości i wpływów. Dawało im to chwilowo pozorny spokój, pewną życzliwość ze strony rządzącej. Ten zaś brak bojowości w imię swych zmilczanych ideałów pokrywali (wierzę, że może nawet przed własnym sumieniem) sofizmatami o niewalczeniu z siłą, „bo tylko siła jest twórczą”, o nierozbijaniu jedności, o niemarnowaniu najlepszych sił w bezowocnej walce i opozycji bezskutecznej. 

        Łudzili stale siebie i in­nych tym, że wstępując w szeregi ugrupowań lub współdziałając z czynnikami sobie nawet czysto ideowo biegunowo przeciwnymi, będą mogli, choć w czymś, przeciwstawić się ich działalności, tu i tam zmniejszyć ich szkodliwe postępowanie. Zapominali, że tak postępując firmowali swymi nazwiskami całokształt i działalność ugrupowań diametralnie przeciwnych swym własnym zasadom i tradycjom, przez co wprowadzali zamęt w zdrową opinię społeczną, pomagali do zacierania granicy, co dobre a co złe, co szlachetne a co podłe, co etyczne a co niemoralne.

        Stawiając we wszystkich działaniach tak u jednostek jak i we wszelkim życiu zbiorowym, za warunek pierwszorzędny, charakter i kwalifikacje, obserwując życie publiczne przez czas nie jednego pokolenia, można z własnej obserwacji nawet zdać sobie doskonale sprawę, że we wszystkich rzeczach ludzkich mrzonką byłoby sądzić, że jakiekolwiek ugrupowanie, w dodatku liczne, wolne było i jest

od chwilowych skaz i omyłek, że będzie bez przerwy i odchyleń wzo­rem wiedzy, przewidywań mądrych i cnót.  Z drugiej strony uważać można za pewnik, że ten tylko człowiek lub zrzeszenie zbliży się do pewnych wyżyn, który lub które mają w umyśle swym nie tylko reguły w statutach i ustawach zawarte, lecz mają zasady, przekona­nia i dążenia, głęboko zakorzenione w całym swym jestestwie, o bar­dzo wysokich ideałach i wymaganiach od siebie samego, od swego zespołu, o poświęceniu się temu, co uznają za obowiązek, za służ­bę w sprawie, którą ukochali.

        Na wstępie tego pisma zaznaczono z naciekiem ważność wychowania. Nie miano tu na myśli jedynie wychowanie dziecka, wyrabianie go na dzielną jednostkę, myśleliśmy zarówno o wychowaniu jednostek na świadomych swych obowiązków obywateli. Z góry odpieramy zarzuty, jakobyśmy chcieli wymagać od każdej jednostki, aby się zajmowała czynnie polityką bieżącą, zajadłym wiecowaniem, zbytecznym dla umysłów do tego niepowołanych, odciągającym je od uczciwej zawodo­wej pracy i życia rodzinnego. Dlatego zastanówmy się, co należy rozumieć pod obowiązkami każdego człowieka, jako prawego obywatela swego narodu i kraju. Wychowawca, a więc ojciec, matka, każdy na­uczyciel szkoły powszechnej aż do wszechnicy, a później każdy przełożony powinien wdrażać w umysły wysokie poczucie obowiązkowoś­ci za siebie samego. 

        Nabycie gruntownej kwalifikacji zawodowej, da tej jednostce nie tylko możność pracy zarobkowej, zadowolenie i byt samodzielny, ale wyrobi ją na członka społeczeństwa, który przyczyni się do podniesienia kultury narodowej, gospodarczej czy naukowej, a przez to wartości i dobrobytu swego kraju. Prócz tego jednostki, które zechcą się poświęcić życiu publicznemu, zupełnie inny wpływ będą mogły wywrzeć na szerszej arenie swego zawodu, aniżeli nawet najzacniejszy dyletant, który o danym dziale pracy ma jedynie mgliste pojęcie.  W ogóle człowiek, który w jakimkolwiek zawodzie jest fachowcem i przeszedł poważną szkołę pracy, będzie przy równie dobrej woli zawsze miał wytrawniejsze zdanie i głos w sprawach ogólnej natury wchodzących w zakres jego działalności, aniżeli przygodny agitator czy dyletant. 

        Tyczy się to również ludzi ze sfer zamożniejszych.  O ile ktoś nie poświęcił się w życiu czy z musu, czy z wyższych motywów, realnej systematycznej pracy w pewnym określonym kierunku, to mniej ma danych do sprawowania pożytecznych funkcji w życiu zbiorowym, aniżeli ten, który miał możność i energię należycie się przygotować, wyspecjalizować. Praca rzeczywista wytrwała, w jakimkolwiek kierunku, daje przeważnie sprawność do szerszego, umiejętnego zabrania się do służby publicznej. Oczywiście, że wszystkie tu wspomniane korzyści z nabytych wysokich kwalifikacji skreślić należy dla pracy publicznej, jeżeli nie idą w parze z gorącą czynną miłością Ojczyzny opartą na prawym charakterze. Praktycznie rzecz stawiając, czego wymagać musimy od uświadomionego obywatela godnego tego miana? Już wspomnieliśmy o ważności wykształcenia, praworządności, lojalności i posłuszeństwa od najmłodszego dziecka począwszy względem władz rodzinnych, szkolnych, ustaw, rozporządzeń i prze­pisów władz swego prawowitego rządu. Karność względem swych dobrowolnie uznanych organizacji, swego państwa, swych własnych postanowień jest jednym z pierwszych warunków ładu, porządku i zdrowia każdego narodu. 

        Podczas ostatniego dwudziestolecia swej niepodległości, wiele umysłów zbałamuconych koniecznością omijania całego szeregu ustaw i rozporządzeń poprzedniej niewoli, bezmyślnie przeniosło to przyzwyczajenie na przepisy i obowiązki względem własnego państwa, nie zawsze sprawiedliwie lub celowo stosowane, z wielką szkodą wychowania pokoleń dorastających w wolnej Polsce, w której winna panować możność współpracy obywate­la z organami wszelkiej dykasterii własnego państwa.  

        Wykręcanie się, uchylanie się skryte i oszukańcze od świadczeń, ceł, podatków, przepisów i rozporządzeń tak często spotykane u ludzi nawet skądinąd zacnych, jest nałogiem niegodnym prawego obywatela. Nie odbiera ta zasada nikomu prawa, a nawet obowiązku dochodzenia krzywd, niesprawiedliwości lub nadużyć zdarzyć się mogących ze strony władz lub ich wykonawczych organów, za pomocą wszelkich środków godziwych i legalnych stosowanych przez pojedynczych obywateli, czy też przez ich zrzeszenia, przez skargi, interpelacje, czy protesty śmiało wnoszone do odpowiednich czynników, oczywiście tylko na zasadzie rzetelnych i skrupulatnie słusznych zasad z powagą i energią.

        Tego rodzaju postępowanie przyczynia się do zdrowej kontroli postępowania rządowych organów. Uczciwe i lojalne odnoszenie się do władz zaś niepomiernie ułatwia, upraszcza i obtania administrację państwową z policją włącznie. Wychowanie przeto z punktu widzenia obywatelskiego powinno od zarania wieku wdrażać w umysły młode konieczność uczciwego stosunku do swojej Ojczyzny pod każdym względem, podkreślając dla każdego zawodu i stanu jego obowiązki.

        Żadnej wartości nie przedstawia dla Ojczyzny zamożny lub bogaty człowiek, który nie poczuwa się osobistą pracą i zasobami, aby doprowadzić swój majątek do wysokiej wytwórczości, która służyłaby przykładem racjonalnego postępu dla ogółu, dbając o dostateczny zarobek i potrzeby swych pracowników, używając swych dochodów na podstawie własnych zabiegów dla dobra swych zbożnych, użytecznych i szlachetnych celów, jeżeli się stanie nierobą, lub dbającym przeważnie o zaspokojenie swych zachcianek i zbytkownych przy­jemności. Ludzie zaś zamożni lub bogaci przedstawiają znaczną wartość dla każdego społeczeństwa, jeżeli mają zawsze na pamięci, że prawo własności, prawo posiadania dóbr doczesnych, zarówno większych jak mniejszych, nakłada wielkie obowiązki pod względem ich użytkowania. Takie same obowiązki nadaje również kapitał wy­sokiego wykształcenia, wysokiej wiedzy, chociaż się znajduje bez znaczniejszego majątku materialnego. Taki mąż nauki winien również znaczną część swego kapitału umysłowego poświęcić ofiarnie dla sprawy ogólnej, ojczystej.

        Radzę przeto każdemu obywatelowi – Polakowi, aby się nad tą sprawą zastanowił i sam zdecydował czy nie należy się łączyć, nie z jakąś grupką, ale z wielkim, szlachetnym i sprawnym ruchem politycznym, takim, który odpowiada w zasadzie jego własnym przekonaniom Polaka – i katolika. 

        Dotychczas, wobec tego, że narodowcy narażani byli prawie od samego początku na zwalczanie tak ze strony obcych, jak i swojego rządu, można było przyjmować na członka każdego prawie, kto się zgłosił. W miarę nadziei rozwoju wielkiego, oraz silniejszego ugrupowania narodowego, w które się ten ruch dziś rozbudowuje i przekształca, zajdzie potrzeba coraz silniejszej selekcji, kogo do niego przyjmować należy, aby mniej subtelnie na te sprawy zapatrujący, ale ludzie nie mieli pokusy przystępowania do silniejszego zrzeszenia, dla widoków, zaszczytów lub korzyści lub własnej chwały. Sądzę jednak, że z otwartymi rękami przyjmowani będą ci, którzy uznają z przekonania, że pod sztandarem wspomnianych ideałów, w zwartym szeregu wzrastającego w siłę ugrupowania, będą mogli służyć po bożemu Ojczyźnie, przyczyniając się do siły, której dotychczas tak bezkrytycznie się przeciwdziałali lub trwali w apolityczności nie mogąc się zdecydować, w jakim kierunku należy się skłonić, dążąc do jednolitości, mocy i zdrowia swego państwa.

        Nigdy nie należy nikogo „namawiać” do jakiejś przynależności politycznej, należy jednak ludzi do niej przekonywać, będąc wiernym adeptem swych własnych przekonań i nie kryć się z nimi. Należy przeto wnieść gorący apel, aby skłonić te liczne rzesze, które się godzą z powyższymi tezami, aby się zastanowiły nad tym, czy godzi się być widzami obojętnymi na losy, którym podlegać będzie skołatana Ojczyzna, na to, w jakich rękach, pod jakimi wpływami znajdować się będą najżywotniejsze Jej sprawy zewnętrzne i wewnętrzne, oraz aby rozpatrzyły w swym sumieniu, które ugrupowanie ma najwięcej szans do zdobycia siły, na podstawie uczciwych, narodowych i bożych wysiłków, w kierunku uwzględnienia wszystkich klas i zawodów tworzących równowagę dobrobytu i mocy gospodarczej, umysłowej i moralnej Ojczyzny.

        Chodzi na razie o to, aby największa ilość obywateli skupiła się koło podstawowych zasad, które ich łączą, o których ci ludzie dobrej woli są jednego zdania. Tym ludziom łatwiej będzie na podstawie umotywowanych opinii zawodowych, kwalifikowanych znawców ze swego grona dojść do porozumienia i uchwalenia sprawiedliwych, na czasie będących postanowień, aniżeli rozdrobnionym grupom i grupkom i stronnictwom, które już z góry są względem siebie wrogo nastawione, często pra­wie nie rozpatrują dostatecznie bezstronnie meritum sprawy, zwalczając, co druga strona wnosi na porządek rzeczy, dlatego, że „należy potępić i zohydzić to, co przeciwnik popiera”.

        Wielką byłaby korzyść z tego, gdyby wszyscy hołdujący zasadom narodowym i etyce opartej na skale piotrowej, znaleźli się w tych czasach tak bardzo epokowych i przełomowych po jednej stronie, a po drugiej zostaliby się ludzie innych niebezpiecznych dla narodu i państwa zapatrywań. 

zura23        Szanowni Państwo, kontynuujemy nasz cykl ujawniania materiałów rezydentury wywiadu PRL w Kanadzie. Część z nich pochodzi z niedawno odtajnionego zbioru zastrzeżonego. Materiały te są pozyskiwane w ramach prowadzonego przez nasz tygodnik programu badawczego w IPN „Polonia i jej korzenie”. Zachowano oryginalną pisownię.

Warszawa, 1986-08-28

T a j n e

Egz. nr 2

KIEROWNIK INSPEKTORATU I 

d/s SB

WUSW we Wrocławiu

PPŁK JERZY OLKIEWICZ

        Z terenu Kanady uzyskaliśmy informację, że ob. PRL RATKIEWICZ Kazimierz Franciszek ur. 1928, zamieszkały obecnie w Hamilton, Kanada, legitymujący się paszportem konsularnym KIV 0389611 wydanym w dniu 1985.11.05 przez KG PRL w Toronto, zgłosił się do jednego z naszych urzędów w Kanadzie i poprosił o rozmowę z konsulem lub z pracownikiem Służby Bezpieczeństwa – przyjął go jeden z konsuli.

W trakcie rozmowy wymieniony podał, że w Kanadzie przebywa z żoną i córką, pracuje jako robotnik w fabryce cukierków w Hamilton. Chce on wracać na stałe do kraju. Stwierdził, iż od momentu przyjazdu do kanady jest prześladowany przez pracowników kanadyjskich służb specjalnych. Gdy mieszkał w Noranda, zgłosili się do niego dwaj pracownicy RCMP, którzy zarzucali mu, że jest komunistycznym szpiegiem – odrzucił ich zarzut. Od tej chwili, jego zdaniem, jest szykanowany przez funkcjonariuszy kanadyjskich służb specjalnych, którzy m.in. niszczą mu całą korespondencję z krajem. Miał być badany przy pomocy prądu i narkotyków. Nazwisk pracowników kanadyjskich służb specjalnych ani szczegółów kontaktów z nimi nie potrafił podać.

        Powyższe przekazujemy do wiadomości i ewentualnego wykorzystania przez odpowiedni pion Waszego Urzędu.

        Załącznik – 1 str. i zdjęcie.

NACZELNIK WYDZIAŁU X 

DEP. I MSW

PŁK STANISŁAW STREJA

***

T A J N E

SPEC. ZNACZENIA

Czynienie odpisów wzbronione

Szyfrogram Nr 5561

Nadesłany dnia 89.06.01 godz. 8.00 z Ottawy

JAR - E - G - H

Dot. GE, uz. of. „UGIS” „SITAK” przyją i napisał „MUSK” 31 bm.

        Zespół doradczy ds handlu z Polską przy KPK przekształci się niebawem w Klub Polonijnych Biznesmenów grupujący osoby (nie tylko z Polonii) chcące prowadzić „interesy” z Polską. Chodzi o inwestycje rzędu 0,5 – 1 mln dolarów. Posiedzenie założycielskie Klubu odbyć się ma w połowie września. Głównym „motorem” tej inicjatywy jest „SITAK”, który widzi ogromne możliwości inwestowania w Polsce i który osobiście zainteresowany jest w prowadzeniu takich interesów.

        Jego inicjatywie sprzyja także KPK, który dostrzega zmiany w kraju i mimo nieakceptowanie aktualnego ustroju widzi konieczność wspomagania inicjatyw gospodarczych. Dostrzegane są także zmiany polityczne, twierdzi się, że są one nieodwracalne i ewolujące w kierunku wykluczenia komunistów z rządzenia krajem. Na aktualnym etapie KPK niezbyt angażować się będzie popieranie reform politycznych oczekując na wyniki wyborów i rozwój sytuacji politycznej. W sprawach gospodarczych KPK wspierać będzie inicjatywy wprowadzenia jak największej liczby inwestorów, handlowców, biznesmenów itp., kapitału do P. by mogły one wpływać na sytuację społeczno gospodarczą. Działalność Klubu prowadzona będzie w ścisłych kontaktach z AXTERNALEM od którego oczekują na pakiet propozycji rozwoju stosunków gospodarczych z P. Otrzymane ostatnio propozycje strony polskiej odnośnie prowadzenia interesów z P. „SITAK” ocenił jako przydatne przedstawiają one tylko upadające przedsiębiorstwa, które wymagają dużych nakładów, aby prowadzenie interesów było płacalne. Jesienią br. Klub wspólnie z MSZ planuje zorganizować imprezę promocyjną, gdyby MSZ przedstawił propozycję udziału w seminarium stronie polskiej (liczącą się kompetentna delegacja z P) mogącą kompleksowo przedstawić problematykę joint ventures i wymiany gospodarczej z zagranicą byłaby ona zaakceptowana przez KPK. Oficjalnie KPK (przede wszystkim prezes Orłowski) nie będzie aktywnie wspierać innych inicjatyw, ale nieoficjalnie nie będzie optował przeciw tym inicjatywom. Podyktowane jest to przede wszystkim politycznym wymiarem stosunków z władzami Polskimi. 

(-) VARDAR

***

T A J N E

SPEC. ZNACZENIA

Czynienie odpisów wzbronione

Szyfrogram Nr 9031

JAR - E - G - H

Uz. of. „VARDAR” od „APIS” 

i of. „RIZO” od „CORSO”. Przyjął 28.IX.88 i nap. of. „VARDAR”

        Pozostający w opozycji wobec L. Wałęsy działacze byłej „Solidarności” zabiegają o nawiązanie jak najściślejszej współpracy ze środowiskami polonijnymi na Zachodzie, w tym zwłaszcza z tzw. „nową emigracją”. Szczególne zainteresowanie budzi Kanada, która wg ocen wspomnianych działaczy – wyrosła w ostatnich latach na najbardziej aktywny ośrodek skupiający radykalnych działaczy byłej „S”. Potwierdzać to mają liczne o najwyższej frekwencji z pośród krajów zachodnich demonstracje polityczno-propagandowe (częściowo z udziałem oficjalnych osobistości kanadyjskich) organizowane w miejscach publicznych przed placówkami PRL na rzecz poparcia działań opozycji w Polsce (stąd też i określona wymowa ostatnich wizyt w Kanadzie Gwiazdy i Morawieckiego).

        W przekazywanych obecnie przez krajowych emisariuszy „S” ocen sytuacji w kraju (na użytek działaczy wrogich środowisk emigracyjnych w Kanadzie) dominują zdecydowanie krytyczne akcenty.

        Sytuację w Polsce określa się jako b. napiętą i niestabilną, prognozując zarazem wybuch w miesiącu październiku nowej fali strajkowej. Zakłada się, że dominować będą postulaty polityczne tj. domagania się natychmiastowej relegalizacji „S”, ale poparte i żądaniami ekonomiczno-płacowymi. Ze swej strony PCAG w Kanadzie planuje zorganizowanie pomyślanych jako poparcie przewidywanych w październiku strajków w kraju – demonstracji przed placówkami PRL.

        W przekazywanych przez wspomnianych emisariuszy ocenach, poddaje się zarazem ostrej krytyce Wałęsę, którego oskarża się o „zdradę robotników”, zbytnią ugodowością i preferowanie ambicji osobistych.

        Te krytyczne oceny osoby L.W. trafiają na podatny grunt w miejscowych środowiskach polonijnych i emigracyjnych, które równie negatywnie oceniają jego rolę w ostatnich strajkach. W szczególności atakowana jest decyzja o odwołaniu strajków bez wcześniejszego uzyskania gwarancji legalizacji „S”.

        Podnoszony jest też (co jest bardzo znamienne) b. słaby poziom intelektualny Wałęsy, jego słabe rozeznanie w układzie aktualnych sił w  kraju oraz naiwność polityczna, lansowana jest teza, że „czas W. minął” i stanowisko przewodniczącego „S” winien objąć działacz o szerszych horyzontach i zacięciu polityka (a nie „kiepskiego elektryka”).

        Informacja wiarygodna.

        Znajduje potwierdzenie w sygnałach dochodzących częściowo w drodze oficjalnej do kierowników naszych placówek konsularnych w Toronto i Montrealu.

(-) VARDAR

***

listopad 1985 roku

TAJNE SPEC. ZNACZ.

EGZ. POJEDYNCZY

JAR-„G”

NOTATKA SŁUŻBOWA

        W związku z Waszą opinią wyrażoną w Instrukcji NR 2/6/85 z 1985–10–10 dot. pracy informacyjno-operacyjnej Rezydentury na rzecz pionu, pokazuję niżej moje stanowisko w tej sprawie.

        1). W momencie objęcia rezydentury na początku listopada ub. roku poza SMW „Alaine” – (sprawa typu zabezpieczeniowego), nie przejąłem żadnych innych źródeł osobowych rejestrowanych przez pion. W październiku br. przekazane zostały dane operacyjne dot. nawiązania kontaktu z K.O. „DETEL” (sprawa w trakcie realizacji).

        2) W ciągu ubiegłego roku Rezydentura w oparciu o posiadaną skromną bazę kadrową (rozmieszczoną niezbyt korzystnie jeśli chodzi o priorytety pionu „G”) oraz dość ograniczone możliwości na tym kierunku, podjęła próby rozwinięcia działalności po linii Waszego pionu. Koncentrowały się one niejako na trzech płaszczyznach:

        a) Wykorzystania źródeł innych pionów Centrali będących na kontakcie Rezydentury a mających potencjalne możliwości uzyskiwania informacji dla potrzeb pionu „G”.

        Nasze działania przyniosły tu pozytywne rezultaty, czego miernikiem były oceny informacji przekazywanych do pionu informacyjnego Centrali (szereg tych informacji w formie depesz – przekazywałem w tych informacji w formie depesz – przekazywałem w również do wiadomości Waszego pionu (np. od „THOR” z 10.I i 30.X.85 r.; od „LAVAL” z 11.II.35 czy konferencji z „Royal Bank of Canada” z 17.IV.85 r.).

        b) Przekazywanie do pionu zaczepek operacyjnych w postaci charakterystyk i danych personalnych wraz z fotografiami osób kwalifikujących się naszym zdaniem do operacyjnego wykorzystania, a wyjeżdżająco do kraju z podaniem wyprzedzającego terminów. Dotyczyło to przykładowo AURELII KLIMKIEWICZ, czy niektórych członków delegacji kanadyjskich z MIN. FINANSóW, CANADIAN WHEAT BOARD i EDC np. TURNER CRAIG MELVIN – z MIN. FINANSóW 

        c) Przesyłanie uzyskanych dokumentów (niektóre o charakterze poufnym) dot. prognoz w zakresie polityki finansowej czołowych banków kanadyjskich m inn. informacje i materiały z konferencji na wysokim szczeblu, organizowanej przez „THE ROYAL BANK OF CANADA” przekazane depeszą z dn. 17.IV.85R i kurierem majowym materiały)

        Rezydentura realizowała ponadto na bieżąco szereg zadań wynikających z doraźnych dyspozycji pionu np. przekazane depeszą z dn. 18.III.85R b. dane personalne dot. K. ŚWIDERSKI oraz informacje dot. posiedzenia K.P.

        Przekazywaliśmy również w miarę regularnie (pocztą A.) szereg opracowań analitycznych i publikacji specjalistycznych.

        Istotnym  byłoby dla Rezydentury uzyskanie Waszych ocen przydatności tych informacji i materiałów.

        3) Zdając sobie sprawę ze znaczenia problematyki będącej przedmiotem zainteresowania pionu, niezależnie od dotychczasowych zabiegów, podjąłem ostatnio pewne działania organizacyjne w celu intensyfikacji pracy po tej linii.

        I tak: powierzyłem koordynującą rolę na tym kierunku oficerowi Rezydentury ps. „FENT”, który w oparciu o K.O. „DETEL” i inne jednostki operac. mające potencjalne możliwości w tej materii (zwłaszcza te uplasowane w BRH i spółkach) będzie dążył do rozszerzenia naszej bazy operacyjno-informacyjnej w tej dziedzinie.

        Nasze działania w tej mierze (pozyskiwania nowych źródeł), nie zawsze przynoszą rezultaty np. z uwagi na nieznane mi wcześniej więzy wytypowanych osób (posiadających potencjalne możliwości współpracy) z Centralą – co wykazują dopiero odpowiednie sprawdzenia w kraju (np. dyrektor PKO w Toronto – JANUSZ SZATOBA).

        Reasumując, aczkolwiek efekty działalności operacyjno-informacyjnej Rezydentury na rzecz Waszego pionu byłyby niewątpliwie niewystarczające zwłaszcza jeśli chodzi o ilość posiadanych źródeł, co w poważnej mierze wynikało z obiektywnych uwarunkowań, podejmowaliśmy szereg działań, które scharakteryzowałem wyżej w celu aktywizacji tej pracy, które może przynieść efekty jedynie w bieżącej kooperacji z Waszym pionem.

        Byłbym wdzięczny za ustosunkowanie się do przedstawionych wyżej uwag.

03/XI/1985R

„WISAN”

***  

Warszawa, dnia 27 marca 1984 r.

TAJNE SPEC.ZNACZENIA

Egz.nr 1

NACZELNIK WYDZIAŁU

DEPARTAMENTU I M S W

PŁK Z. PAź

        Informuję, że w hotelu „Victoria” w Warszawie, pok.733 zamieszkiwał w dniach 18-22.03.br. ob. Kanady BRAULT Robert, ur.3.07.1937 r., paszp.DDO 29624, który przyjazd swój awizował do Ambasady Kanady, pozostający w zainteresowaniu por.Żarskiego z podległego Wam Wydziału.

        W wyniku przeprowadzonego przedsięwzięcia specjalnego w pokoju wym. cudzoziemca sfotografowano m.in:

        – pismo do Ambasady Kanadyjskiej w Warszawie od podsekretarza  stanu MSZ kanady z 9.02.84 r., z nadrukiem „poufne”, w którym podsekretarz stanu informuje, że posyła list od dyrektora Wydziału d/s Polityki Podatkowej Ministerstwa Finansów Kanady adresowany do Jana BANIUKA z Ministerstwa Finansów w sprawie konwencji podwójnego opodatkowania pomiędzy Kanadą a Polską;

        – opracowanie z nadrukiem „poufne” pt. „Stosunki kanadyjsko-polskie”, którego autorem jest L.THOMSEN z sekcji Europy Wschodniej;

        – opracowanie pt. „Bieżąca sytuacja ekonomiczna w Kanadzie”

        – dokument dot. eksportu z Polski i ZSRR płyt pilśniowych, amunicji sportowej, obuwia skórzanego i sportowego, których import do Kanady został wstrzymany ze względu na bardzo złą jakość.

Załączniki: neg.filmu–35 klatek.

NACZELNIK WYDZIAŁU IX

BIURA „B” MSW

PPŁK J. P I L E C K I

***

T A J N E

SPEC. ZNACZENIA

Czynienie odpisów wzbronione

Szyfrogram Nr 1314

nadany dnia 2.03.84 godz. 10.00 

z Ottawy

J A R - G

NACZELNIK WYDZIAŁU IX BIURA „B” MSW

PŁK J. P I L E C K I

        Proszę o udzielenie pomocy w przeprowadzeniu tajnego przeszukania w dniu 20.03.84 na terenie hotelu „VICTORIA” wobec obywatela /li/ Kanady, BRAULT Robert ur. 03.07.1937 pracownik kanadyjskiego MSZ.

        Sprawą zainteresowany jest tow. por. Żarski Stefan.

NACZELNIK WYDZIAŁU 

DEP. I MSW 

PŁK Z. P A ź

(ręczny dopisek na dole 

– p. Janek, Edek)

***

J A R - G

        Robert Brault urodzony 3.07.1937 dyrektor wydziału rozwoju handlu z ZSRR i Europą Wschodnią MSZ Kanady.

        Przylatuje dnia 18.03.84 na konsultacje handlowe.

        Odlot 22.03.84.

        Będzie też w Pradze i Budapeszcie.

        Sprawa znana w MHZ.

        Informacje biograficzne kurierem.

/-/ B a x t e r

piątek, 11 sierpień 2017 07:38

Obłudnicy i wiarołomcy

Napisane przez

ligeza        Proszę bardzo: ledwie Kublik Agnieszka zarzuciła Owsiakowi Jerzemu „nieprzepiękne” odezwanie się pod adresem profesor Krystyny Pawłowicz, już Owsiak Jerzy panią profesor przeprosił. 

        Napisałbym, że to wyraz siły słowa, czy tam potęgi ducha, jednego z najlepszych piór „Gazety Wyborczej”. Wszelako, jak wszyscy dobrze wiemy, w „Gazecie Wyborczej” ducha żadnego nie ma, prędzej upiory rozmaite tam spotkalibyśmy, zaś pióra tamtejsze służą zwykle czemuś innemu niż powinny. Natomiast co do samej Kublik, która, jak pisała o sobie: „śledzi kulisy polityki niemal tak długo, jak istnieje ‘Gazeta Wyborcza’ (a więc już niedługo), warto przytoczyć opinie środowiskowe: „cyngiel GW” (Terlikowski). „Specjalistka od walenia ‘wrogów tolerancji’ publicystycznym młotem” (Piotr Semka). „Zawsze potrafiła w lot odgadnąć, jaki tekst ma napisać, by podobał się szefowi” (to opinia Michała Cichego, niegdysiejszego kolegi redakcyjnego pani Kublik). Dziennikarze znają również określenia, takie jak „kublikacje” (zmanipulowane publikacje prasowe), „wylewanie kublika pomyj” (ta inwektywa akurat nie wymaga wyjaśnienia), czy wreszcie „pół prawdy to cały kublik”. 

piątek, 11 sierpień 2017 07:23

W Warszawie (32/2017)

Napisane przez

pruszynskiW Warszawie

        Upał na sto trzy, a eleganckie panie albo w długich kieckach, albo bardzo krótkich. Co ciekawe, nowe restauracje z ogródkami nie tylko na Trakcie Królewskim, ale na Poznańskiej i Emilii Plater. Turystów sporo, ale nie to co w Krakowie.

 

        Kto wie lepiej

        Jest walka między ministrem od lasów panem Szyszką a biurokratami z Brukseli, którzy wiedzą „lepiej”, jak chronić Białowieską Puszczę.

        Ci sami mędrcy bronią polskich wilków, które coraz śmielej polują, gdzie się da, na bydło domowe, i państwo polskie, czyli wszyscy obywatele, muszą ponosić coraz większe koszty rozróbek naszych wilków. Ba, wilki z Białorusi, wiedząc, że im w Polsce nic nie grozi, przychodzą tu na „gościnne występy”.

pyz32-17-2        Lwów odwiedziła Pani Maria Mirecka-Loryś. Trudniej znaleźć bardziej zasłużonego człowieka dla tej ziemi. Pani Maria zawsze z chęcią spotyka się ze wszystkimi, którzy tego pragną, i dzieli się swoim doświadczeniem, jak również wspomnieniami. Tym razem podzieliła się z nami swoimi przeżyciami z dzieciństwa i młodości, opowiedziała bardzo wiele o pięknym Lwowie z czasów przedwojennych. Jak sama powiedziała, zastała to miasto w najpełniejszym jego rozkwicie i takim zapamiętała. 

        Teraz, niestety, jak mówi, przyjeżdża z takim trochę smutkiem, „gdyż Polacy mają tutaj coraz mniej do powiedzenia, a samo miasto jest zniszczone”. 

        Pani Maria jest z pewnością człowiekiem wyjątkowym, człowiekiem, który ma świetną pamięć i orli wzrok w wieku 102 lat. Zdążyliśmy już o tym we Lwowie się przekonać, dlatego że widzi wszystko, zauważa, czyta wszelkie najdrobniejsze napisy, ma pamięć i kondycję. Pozostaje tylko pozazdrościć i pomyśleć, co z nami będzie w takim wieku. Ta wspaniała kobieta jeździ, gdzie tylko się da, odwiedza wszystkich, udziela pomocy, czasem też wsparcia, i stara się ze wszystkich swoich sił zrobić coś więcej. 

piątek, 04 sierpień 2017 08:08

Nie zasłaniajcie ich bohaterami

Napisał

       Coraz gorzej przeżywam rocznice Powstania Warszawskiego, coraz bardziej mnie ta tragedia tyrpie, między innymi dlatego, że do dzisiaj obrońcy dowódców Armii Krajowej, sprawców Powstania, różni apologeci mitów, usiłują zasłaniać ich od odpowiedzialności heroicznym poświęceniem najlepszej polskiej młodzieży. 

        Szafowanie polską krwią to jedna z najgorszych cech polskiej elity, i to nie tylko w AK, to jest jakaś rysa naszego charakteru narodowego. Mówił o tym ze smutkiem w wywiadzie ze mną uczestnik Powstania, por. Siemiątkowski z NSZ: W samym dowództwie, przed samym wyjściem – to był koniec lipca – mówię, że mam dobrze uzbrojoną grupę i ja muszę wiedzieć, jak to jest przygotowane.  Przecież ja ponoszę odpowiedzialność za tych ludzi!  Ciągle mówili, że opracowali piękny plan tego wycofywania na Zachód. 

 Przyszedłem do nich i mówię: „Gdzie są mapy? Ja nie mam map! Ani jednej mapy. Gdzie są aparaty radiowe dla łączności?”. Przecież mogę się porozumiewać tutaj, w Warszawie, gdzie są telefony, ale tam muszę mieć radio! A tu oni już zrobili głupstwa z tymi aparatami. Można je było dostać, ale oni się nie kwapili. Mówię do nich (jeden pułkownik, drugi pułkownik), jak ja mam wyprowadzić z miasta uzbrojonych po zęby ludzi? Przecież oni nie pójdą, tak jak tu chodzą z pistoletami ukrytymi, tylko będą mieli dużą broń. Jak ja mogę z nimi iść, jak ja nie mam najmniejszej mapy, nawet mapy Polski. No, a oni na końcu powiedzieli mi po burzliwej naradzie: „Możesz przecież zakamuflować broń i pojechać do Grójca kolejką”. 

       Mówię: „Dobrze, dajcie mi  jakieś wskazówki! Ja się wyładuję na stacji w mieście Grójcu w dwieście uzbrojonych i obciążonych chłopa niosących amunicję, granaty, i co dalej?”. Oni mi mówią: „No, nie wiemy, ale masz tutaj rozkład jazdy kolejki grójeckiej, to sobie dobrze przepatrz, a tam to już sobie dasz jakoś radę”. Więc ja czym prędzej biorę ten rozkład i pędzę na stację kolejki grójeckiej, żeby sprawdzić – okazało się, że grójecka kolejka już nie chodzi! 

        No, ale to są głupstwa, śmieszne głupstwa... 

        W każdym razie dzisiejsze argumenty, że to dzięki Powstaniu Stalin nie zrobił nas republiką, można sobie między bajki włożyć (A Węgier dlaczego nie zrobił republiką?; a Rumunii?). Błędy trzeba rozliczać, żeby ich nie powtarzać. 

        Hekatomba Powstania i planowe wyburzanie Warszawy przez Niemców były rezultatem błędnej polityki polskich elit. I to mimo wielu rozsądnych głosów w samej Warszawie, mimo przykładu zachowania wobec AK armii sowieckiej w Wilnie. Po prostu, Panie, Panowie, nie ma o czym mówić, na głupotę nie ma rady. 

        Tylko – tak jak mówię – zasłanianie dzisiaj od odpowiedzialności dowódców powstania barykadą z dzieci-żołnierzy i najlepszych polskich żołnierzy jest niemoralne. 

        Właśnie ze względu na ofiarę krwi, ze względu na katastrofę wojny, przerwanie narodowego łańcucha pokoleniowego elit, ze względu na wyczyszczenie pola Stalinowi – dzisiaj musimy analizować tamte decyzje polityczne. Bo one nadal mają skutki. To za sprawą Powstania Warszawa obsiądnięta została przez „staliniątka”. Tak, w innych byłych „krajach demokracji ludowej” też, ale nie do tego stopnia. 

        Nawet analizując decyzję o Powstaniu na podstawie informacji, którymi dysponowali wówczas jego dowódcy, można zasadnie pytać, czy czasem zdrajcy i agenci im czegoś nie szeptali na ucho. 

        Czy warto było walczyć – pewnie tak – ale nie wtedy, nie w taki sposób i być może już nie z Niemcami. Powstanie nie tylko opróżniło Warszawę, ale również spowodowało traumę, przez którą antysowiecki opór Polaków był wiele mniejszy. Po prostu, trzeba być na tyle mądrym, by nie dawać sobą manipulować, by nie wybierać za innych kasztanów z ognia. 

        Stojący na londyńskim chodniku polscy bohaterowie podczas parady zwycięstwa, to nie jest efekt brytyjskiej polityki, lecz polskiej nonszalancji politycznej, z którą mamy do czynienia dookoła i dzisiaj.

        Od polityki są podręczniki, tego można się uczyć; być może zagrania polityki międzynarodowej nie są ładne, być może nie ma tam miejsca na słowo „honor”, ale jej skuteczne uprawianie jest konieczne do tego, by zbudować siłę własnego narodu. Tymczasem nas, Polaków, można podręcznikowo wypuszczać, za darmo wykorzystywać i wpychać pod pociąg. Gdy zaś inni robią nami brudną robotę „na Santo Domingo”, my racjonalizujemy to sobie w imię wyższych wartości. 

        II wojna światowa przyniosła Polsce katastrofę – pasmo klęsk. Jedyne, co możemy dzisiaj zrobić, to uczyć się skutecznej polityki, uczyć naśladować innych w umiejętności podstawiania nogi.

        A jak się robi politykę? Przykład pierwszy z brzegu: proszę popatrzeć na Stany Zjednoczone, które wobec Rosji stosują dzisiaj wariant używany niegdyś przez Sowiety w zimnej wojnie – czyli grają deblem dobrego przyjacielskiego Trumpa i „złych” antyrosyjskich „jastrzębi”. Mydląc Moskwie oczy obietnicami „odprężenia”, jednocześnie przykręcają gospodarczą śrubę, usiłując podkopać wpływy Gazpromu w Europie. Kreml w dawnych czasach robił to samo, mamiąc Zachód „twardogłowymi” i „liberałami” wewnątrz komunistycznego aparatu.        

        Nauczymy się takich zagrywek? Niektórzy twierdzą, że podobnie gra Kaczyński, stosując pozorny konflikt „liberalnego” prezydenta z hardkorowym PiS-em. Czy rzeczywiście tak jest, okaże się po efektach.

         Czy Polska da więc radę?

        Módlmy się o to!

Andrzej Kumor


Dostęp tylko dla użytkowników z subskrypcją. Kup teraz!

Ostatnio zmieniany piątek, 11 sierpień 2017 15:10
piątek, 04 sierpień 2017 08:00

Tak musi być i będzie

Napisane przez

ostojan  „Wyznawca chrześcijaństwa często jest prostym człowiekiem. Biskupi powinni bronić wiary tych prostych ludzi przed potęgą intelektualistów.”

Józef Ratzinger, Papież

        Czyżby skończyły się czasy, kiedy po pamiętnym Roku Pańskim 1989 rządziła lepiej lub gorzej demokratycznie wybrana władza, a opozycja – bo taka jest jej rola – szukała tzw. dziury w całym, żeby przekonać potencjalnych przyszłych wyborców, że oni będą kierować nawą państwową znacznie sprawniej, dla wspólnego dobra. Nobody’s perfect, są różne niezależne uwarunkowania i ograniczenia, że zacytuję niezapomnianego tow. „Wiesława” Gomułkę, który nieudolności socjalizmu tłumaczył starożytną mądrością, że „z próżnego i Salamon nie naleje”. Ujmując rzecz prościej, trzeba stwierdzić, iż łatwiej jest krytykować rządzących niż samemu rządzić. Ta zasada dotąd pracowała i po następnych wyborach zwykle władze się zmieniały, a ludzie dawali kredyt nowym ideom.         

        Warunek jest prosty, ale też niezbędny. Nowe idee muszą być wyborcom przedstawione. Tak zrobił w 2015 roku PiS. Jego program wyborczy był „ostry”. Przedstawił potrzebne zmiany w sposób jasny i otwarty. Były to projekty rozwiązań gospodarczych i politycznych. I ludzie w ten program uwierzyli. Słynna ze swej prawdomówności ówczesna premier Kopacz określiła program prawicy jako pustosłowie – „największe kłamstwo” (!). Że to są przecież plany nie do zrealizowania (w domyśle dla jej rządów?) i albo PiS je porzuci, jako zwykłą kiełbasę wyborczą, albo Polskę zgubi. 

piątek, 04 sierpień 2017 08:00

Regionalism and nationalism in Canada (6)

Napisane przez

Mark Wegierski 01The author looks at an important question – in what sense is Canada a nation?

In societies such as Canada, the terms “nation” and “state” are often considered to be describing the same thing. However, a more subtle approach could describe a “nation” as something close to a cultural or ethnic entity, whereas a “state” is a legal structure than can include mostly one, two or several nations. 

Gad Horowitz is one of the most interesting figures of the Canadian Left. One of his central ideas was that Canada as a whole could be characterized as a binational State. The two nations are English-speaking Canada and Quebec. Gad Horowitz had also suggested that “Britishness” can be mostly a “political nationality” that does not imply ethnic or religious exclusion.

piątek, 04 sierpień 2017 07:51

Pamiętajmy o Powstaniu Warszawskim – 73 lata temu

Napisane przez

Ratajewska        Wróciłam do miasteczka mojego i jest tu trochę moich szkolnych koleżanek. Spotyka się je teraz częściej niż w zimie. Koleżanki ze studiów mieszkają daleko, mamy się spotkać we wrześniu.

        Niedziela, piękna i słoneczna i byliśmy nad jeziorem. Mąż poszedł na lewo, na starą plażę, ja poszłam z synem na prawo. O dziwo, pies poszedł za mężem. Idąc wzdłuż brzegu, znaleźliśmy małe wejście do wody, wśród sitowia. Poodgarniałam patyki i gałęzie, które były na dnie. Szkła nie było, a to najważniejsze. Popływaliśmy – ja ostrożnie, nie za daleko. Mąż wziął i ręcznik, i koc, więc wróciliśmy do niego, okrążając jezioro. Pies nasz właśnie wyjadał jakieś resztki ze śmietnika, utworzonego przez dwa plastykowe worki śmieci, które ktoś pozbierał, ale już nie wywiózł. Najgorsi są ci, którzy po sobie coś zostawiają. Mąż udawał, że to nie jego pies, i spokojnie sobie się opalał po wyjściu z wody. Odgoniłam psa od śmieci, poszła do wody, ona lubi patrzeć na pływające rybki. To suczka.