Goniec

Register Login

piątek, 21 wrzesień 2018 04:55

Zjazd

Napisane przez

pruszynskiZjazd

Przyjechałem w sobotę. W poniedziałek zadzwoniłem do Biura Polonii Prezydenta o akredytacje. Tam skierowano mnie do Biura Marszałka Senatu, a oni do Wspólnoty Polskiej.

jeśli możesz pomóż nam

 

  • Odwiedziłem tę instytucję, by dowiedzieć się, że to Biuro Marszałka Senatu załatwia sprawy. Jednym słowem od Ajfasza do Kajfasza, a sprawa prosta. Nie chciano mi dać akredytacji. Tak więc Drodzy Czytelnicy olali mnie i Was. Z doświadczenia wiem, że takie numery mnie tylko na dobre wychodzą. Mam nadzieję też, że i Wy dojdziecie do tego wniosku. Amen


    Czy koniec Kołchoźnika

    O planach „wymiany” Alaksandra Łukaszenki, inkorporacji Białorusi do Rosji pod pozorami integracji i możliwej powtórce scenariusza ukraińskiego piszą białoruskie, czyli państwowe media, komentując raport rosyjskich analityków związanych z prestiżową moskiewską uczelnią i rosyjskim MSZ.

    Rozumiem, że biurokraci moskiewscy chcą integrować Białoruś w skład imperium. Pytanie co to w rzeczywistości da?

    Finlandia przez 100 lat była autonomiczną częścią Rosji i było wszystko OK, a nawet Finlandia dała Rosji ponad 100 generałów, w tym późniejszego bohatera narodowego Marszałka Mannerheima.

    Niestety w 1907 roku zniesiono autonomię Finlandii i natychmiast stosunki się pogorszyły i kraj ten został gniazdem niemieckich szpiegów.Podobna jest dziś sytuacja Białorusi. Można uznać ją za formę „ autonomii” względem Rosji. Ta forma odpowiada i biurokracji Łukaszenki i absolutnej większości narodu. Żyliśmy w takiej sytuacji blisko 27 lat i jest OK.

    Zmiana układu spowoduje tylko wielkie animozje i co dalej?

    Rozumiem, że Aleksander Łukaszenko zdenerwował Ruskich żądając coraz większego wsparcia ekonomicznego, ale nie widać następcy i to chyba najważniejszy powód, dla którego go zaraz nie obali Kreml. Pytanie kto na miejsce Kołchoźnika, nie bardzo widać kogoś, kogo Putin ma na oku i wie, że będzie grzecznie prowadził się na jego smyczy. Rozbabrana ekonomika Białorusi to też problem. Czy Putin chce ją brać na swe barki?

     

    Kto potrzebny komu?

    Jan Hartman znany lewak, szef polskiej masonerii i profesor UJ z łaski Lecha Kaczyńskiego 13 września w programie “Onet Rano.” wypowiadał się na temat polskiej polityki zagranicznej ostro ją krytykując oczywiście z zupełnie innego punktu widzenia niż ja. Mówił o tym, że Polskę zaproszono do Unii ale czy Polsce była potrzebna Unia i ile ona dała Polsce, a ile Polska Unii tego ten „gentelmen” nie powiedział i prawdę powiedziawszy nikt nie ocenił zysków i strat Polski. A szkoda.


    Z czym na lewaków

    Kogokolwiek nie lubią lewacy i inni polakożercy to zaraz okrzykują ich: antysemitą, rasistą, faszystą i co gorsze te „łatki” mają wszędzie negatywny wydźwięk, a bardzo trudno się od tych określeń obronić. Tymczasem czym można skutecznie obrzucać lewaków, bo samo określenie - lewak - nie śmierdzi tak jak powyższe. Można np. tłumaczyć termin KOD jak kretyni, ofermy, daltoniści, ale niewiele pożytku, jak jest z terminem „lemingi”. Co by zacząć zwać ich „płazy”? Pomyślcie Drodzy Czytelnicy może ktoś z was znajdzie odpowiedni termin dla tej gadziny?


    Sprawa pomników

    Czy można kochać Ruskich? Ale czy należy walczyć z pomnikami ich żołnierzy, którzy ginęli w Polsce, jeśli nie od kul niemieckich to od kul KGB, które stało za ich plecami?


    Ciekawe

    Pewien pan z NYC napisał do mnie szukając kontaktu z Grażyną Farmus. Potem wywiązała się korespondencja i dałem my dobre rady, jak wydać swą książkę tanio w Polsce. Gdy dowiedział się, że piszę na temat stosunków polsko-żydowskich nazwał mnie antysemitą i zerwał kontakt.

    Cóż, nie piszę o stosunkach polsko-żydowskich dla przyjemności, ale dla odparcia ponad stuletniej wojny, jaką z nami prowadzą. Bardzo, bardzo chętnie bym widział między nami, a nimi idealne stosunki, ale to zależy od nich, a nie nas Polaków.


    Nie nasi bliscy ale...

    Ostatnio widziałem w internecie sprawę oficerów Armii Czerwonej. Okazało się nie tylko na kilka lat przed wojną ich coś 50 000 aresztowano i moc zgładzono, ale nawet przed samą wojną w maju 1941 r. były czystki, a z nastaniem wojny z Hitlerem zaczęły głowy dowódców spadać, jak śliwki z drzew. Lata temu dokonano ich rehabilitacji, ale nie ma ich cmentarzy ani pomników choć KGB dobrze wie gdzie są ich zwłoki. Hitler był zbrodniarzem ale takich wyczynów nie można mu na „konto” zapisać, czyli hitlerowcy nie dorównywali komunistom w zbrodniach.


    Pat w Szwecji

    Po sporej klęsce socjalistów a równocześnie dobrych wyników ich przeciwników zanosi się na kryzys rządowy bo bardzo trudno stworzyć koalicje. Ile Szwecja będzie bez rządu ?


    U dentysty w Mińsku

    Mało kto zastanawia się z czego nieźle żyją dentyści na całym świecie. Oczywiście, z głupoty ludzkiej, bo najpierw nie czyścimy zębów, potem w porę ich stanu nie kontrolujemy. Co gorsza, nie tylko ja jestem w tym zakresie winny w bardzo znacznej mierze SOBIE.

    Byłem ostatnio u płatnego dentysty w Mińsku. Leczenie zęba trzonowego o dwóch kanałach kosztowało mnie 70 rubli, czyli prawie 30 kanadyjskich plastikowych dolarów. Potem proteza może będzie mnie kosztować dwa razy tyle, ale że to robie w Mińsku, a nie w Toronto to przeżyję.

    Gdybym nie miał lepszej rzeczy do robienia zająłbym się „zębną turystyką”, zwłaszcza, że miłościwie nam panujący Aleksander „Mniejszy” Łukaszenko otworzył wrota Mińska dla wszystkich nawet na 30 dni, z warunkiem, że trzeba przylecieć i odlecieć z tego miasta.


    Bezczelni i… głupi.

    Ukraińcy, jak to mówiono na Dzikim Zachodzie, stale strzelają sobie w stopę. Najpierw chcieli zablokować pokazanie w TV w Pradze polskiego filmu „Wołyń”, co zwiększyło jego oglądalność, a teraz żądają, by dano tyle samo czasu na wyjaśnienia ukraińskim historykom „prawdy”, o tym co się tam stało. Mam nadzieję. Daj Boże by Czesi przyjęli w połowie ich żądania i zorganizują dyskusję między polskimi, a ukraińskimi specami od tego tematu czyli jeszcze więcej ludzi dowie się, co tam się wtedy stało.


    Forum czy co?

    Skończył się kilkudniowy cyrk w Krynicy, na który przybyło wielu ponoć ważnych i decydujących ludzi opić się, a też najeść się do syta na koszt polskiego podatnika. Co na prawdę to dało, oprócz okazji poklepania się możnych po plecach?

niedziela, 23 wrzesień 2018 04:48

Znieuczciwienie

Napisane przez

ligezaLudzie z rodzaju człowiekowatych, czy – trzymając się systematyki formalnej – z rzędu człowiekowatych (nie mylić z rządem), coraz częściej postępują nikczemnie, wpadając w lej znieuczciwienienia.

Utrzymują przy tym, że nie, nic podobnego, to nie boli. Nic a nic. W każdym razie nie od razu boli – dodają znacznie później i dużo ciszej, i wyłącznie ci, których uda się na powrót przyciągnąć do aksjologii. Powiedziałbym: ci, których na aksjologię uda się nawrócić. Pozostali giną w czarnej dziurze anomii, bezpowrotnie. Niestety: uczciwość to nie jest coś, o czym wiemy, że właśnie ją tracimy, czy że postradaliśmy ją już dawno. W końcu kto dziś przejmuje się aksjologią? To już większa grupa naszych bliźnich ogarnia tematy w rodzaju splątania kwantowego czy tak zwanych upiornych oddziaływań na odległość.

Właśnie ta niewiedza, o potrzebie i roli w egzystencji każdej wspólnoty wartości niezmiennych, trwałych i nie poddających się relatywizacji, najskuteczniej zabija. Nie samego człowieka, fizycznie, tylko człowieczeństwo w tymże człowieku. Zamieniając nieszczęśnika w... no właśnie, w co? W taboret? W kabriolet na pewno nie. I w tym samym kontekście: w tych okolicznościach przyrody koniecznie należy mówić to, co wymaga wypowiedzenia. Pamiętając, że to, co wymaga wypowiedzenia, tym bardziej wymaga przypominania. Więc.

Przypominam więc, że “Dobra zamiana”, czy jak tam brzmi to teraz, ukrywa całą serię działań, idących w poprzek zapewnieniom, oświadczeniom, deklaracjom i obietnicom adresowanym do środowisk, które Prawo i Sprawiedliwość wyniosły do władzy. Weźmy tylko tę jedną kwestię, która – jestem o tym przekonany – stanie się gwoździem do trumny PiS, to jest kwestię cichej realizacji programu imigracyjnego. Mówię “cichej”, ponieważ realizowanej bez informowania opinii publicznej. Wspomniałem o tym przed tygodniem: urzędnik ministerialny, wypowiadający zaledwie kilka zdań prawdy (czy Polska musi przyjmować imigrantów? Polska i musi, i nawet jeśli nie chce, to powinna chcieć; albo: lepiej przyjmować tańszych pracowników i utrzymywać niskie koszty produkcji przez to będziemy konkurencyjni), stracił stanowisko. Premier Morawiecki skinął dłonią (“Zagalopował się pan Chorąży”) i głowa spadła. Aha, aha. Znaczy: nadmierna szczerość nie popłaca? Trzeba wiedzieć, co powiedzieć, kiedy powiedzieć i do kogo mówić? Czy jak?

Otóż tylko w pierwszej połowie tego roku, rząd wydał kilkanaście tysięcy pozwoleń na pracę w Polsce dla imigrantów z Indii, Nepalu i Bangladeszu. Mamy już w Polsce Filipińczyków, i mamy mieć ich więcej. Przyjadą Uzbecy. Nawet pomijając miliony Ukraińców, widać wyraźnie w czym rzecz: chodzi o oswajanie Polaków z rzeczywistością, metodą salami. Czy lepiej: metodą małych kroków. Program “Multikulti plus” można powiedzieć – a wszystko to Prawo i Sprawiedliwość. I wszystko to “Dobra zmiana”. Z czego mianowicie na co, zapytajmy tradycyjnie, acz już nie dla żartu.

Z drugiej strony, skoro między ujściem Świny a szczytem Rozsypańca tak zwana demokracja zaczyna się po wskazaniu przez prezesów partii “miejsc biorących” na listach wyborczych, a tym samym po namaszczeniu faktycznych zwycięzców wyborów, czy taki system wypada w ogóle nazywać demokracją? Po mojemu – nie wypada, nawet gdy nas do takiego nazywania przekonano. Do multi-kulti też będą nas przekonywać. Poseł Krystyna Pawłowicz w programie Marcina Roli powiedziała wszak prawdę: w Polsce “brakuje pracowników, a imigracja zarobkowa to nie to samo co nielegalna”. I weź teraz coś z tym zrób.

Tymczasem rząd robi, czyli “zwiększa działania mające zapobiec załamaniu gospodarczemu, które w świetle obecnych statystyk jest nieuniknione z powodu braku rąk do pracy”. Okoliczność, że spoza tych działań wyłaniają się imigranci w ilości, która zmieni Polskę podobnie jak zmieniła kraje Europy Zachodniej, choć zwali się na nas konsekwencjami później, niż nastąpiło to na zachód od Odry i na północ od Bałtyku, to już zdaje się nikogo nie interesować. Innymi słowy, naród wciąż pije szampana ustami swych przedstawicieli, ale na niestrawność cierpieć będzie w samotności. O co, jak o co, ale o to akurat nie warto się zakładać.

“Do multi-kulti też będą nas przekonywać” – napisałem parę zdań wyżej? De faco już zaczęli. Portal TVPinfo, i przepraszam za przydługi cytat: “Gdy rząd Morawieckiego wprowadził politykę wspierania legalnej imigracji do pracy w Polsce, środowiska narodowe zaczęły bić na alarm i oskarżać Prawo i Sprawiedliwość o to, że oszukał wyborców. Tyle, że to nieprawda. Warto przestać powtarzać bzdury i uporządkować pojęcia. PiS nigdy nie deklarowało, że Polska nie będzie przyjmować uchodźców, w tym muzułmanów. Nigdy również nie twierdziło, że nie wpuści do Polski żadnego muzułmańskiego imigranta. Obóz rządzący w Polsce deklarował natomiast, że nie pozwoli na to, by przyjeżdżali do naszego kraju nielegalni imigranci, których tożsamości nie można zweryfikować. Dlatego właśnie rząd nie godził się i nie godzi na relokację (...). Nie ma żadnej sprzeczności między tym, że Polska sprzeciwia się relokacji i przyjmowaniu osób, o których nie wie, kim są, a które nie uciekają bezpośrednio ze strefy konfliktu, a tym, że jednocześnie coraz bardziej otwiera się na azjatyckich pracowników czy też studentów z Bliskiego Wschodu. Różnica jest bowiem fundamentalna. W przypadku legalnej imigracji doskonale wiemy, kogo przyjmujemy i po co. Fakt, że są wśród tych osób muzułmanie, jest bez znaczenia, bo – wbrew narracji oszczerców – Polska nie jest ani islamofobiczna, ani rasistowska. Nie będzie jednak w Polsce żadnych stref szariatu czy zgody na rozwój ruchów islamistycznych. Istotne są tu proporcje. Nie jest to migracja masowa, która mogłaby zagrozić bezpieczeństwu kulturowemu Polski”, koniec cytatu.

Leksykalia to potęga. Rzecz w tym, by dobrać odpowiednie słowa, a następnie ułożyć je w zdania, wywołujące u odbiorcy określone emocje. Tak działa świat. Całą powyższą gadaniznę najcelniej podsumowała pewna internautka: “Niezwykle mnie ten artykuł uspokoił. Będziemy przyjmować muzułmańskich imigrantów, w związku z czym w Polsce nie będzie stref szariatu ani rozwoju ruchów islamistycznych. Dziękuję TVPinfo za rzeczowe wyjaśnienie genialnej strategii rządu”.

Kończąc: w Polsce nie ma problemu rąk do pracy, jest za to realny problem z płacami i pojęciem “dobra wspólnego”, gdy wskaźniki w rodzaju “płacy średniej” nie wyjaśniają, lecz utrudniają wyjaśnianie biegu zdarzeń w sposób odpowiadający prawdzie, a nie tylko zgodnie ze statystyką. Albowiem źle się dzieje, gdy ekonomia do spółki ze statystyką nasze “razem” zamieniają w “obok siebie”, a wspólnota przekształca w zbiór elementów nie połączonych niczym wiarygodnym. Wówczas “my” szybko obumiera, a wkrótce potem w ogóle przestaje istnieć. Zdycha, po prostu. A wracając jeszcze do pani poseł Pawłowicz i jej przekonania, że nad Wisłą “brakuje pracowników, a imigracja zarobkowa to nie to samo co nielegalna”, to co to właściwie za różnica, Pani profesor? Czy proces zmian kulturotwórczych przebiegnie inaczej, jeśli imigranci nie będą nam narzucani przez Berlin i Brukselę, tylko zapraszani do pracy przez nas samych? Od imigrantów zarobkowych zaczynały wszystkie państwa Zachodu. Gdzie teraz są i z jakimi problemami się borykają? Więc? Więc zapytałem o to panią profesor i od tamtej pory czekam na odpowiedź.

Krzysztof Ligęza
Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

piątek, 21 wrzesień 2018 04:46

W pionie i w poziomie

Napisane przez

michalkiewicz    Prezydent Trump dał już poznać swoje szorstkie maniery, więc może zapomniał poprosić polskiego prezydenta o zajęcie miejsca w fotelu, ale możliwe jest i to, że pan prezydent Duda usiąść się nie ośmielił. Może cały czas dręczyła do myśl, że jeśli usiądzie, to rozgniewany taką zuchwałością prezydent Trump znowu zamknie przed nim szlaban do Białego Domu i Polska, na oczach całego świata.

Któż nie pamięta pięknej sceny z „Kariery Nikodema Dyzmy”, kiedy to Dyzma, już jako wpływowy prezes Banku Zbożowego, przyjmuje w swoim gabinecie niejakiego Boczka, zredukowanego naczelnika urzędu pocztowego w Łyskowie, gdzie Dyzma był jego podwładnym, który próbuje uzyskać od niego jakąś protekcję i daje do zrozumienia, że w razie czego ucieknie się do szantażu? Dyzma w pierwszej chwili wybucha gniewem i krzyczy do Boczka: „wstać, kiedy ja stoję!” - ale potem się reflektuje i rozmawia z nim spokojnie i uprzejmie, bo już podjął decyzję, że Boczka ukatrupi.

Przypomniała mi się ta scena gdy na fotografii zobaczyłem pana prezydenta Andrzeja Dudę, w towarzystwie prezydenta Donalda Trumpa podpisującego wspólną deklarację. Nie byłoby w tym nic osobliwego, gdyby nie to, że prezydent Duda podpisuje na stojąco, podczas gdy prezydent Trump siedzi.

Czy nie poprosił prezydenta Dudę, by też sobie usiadł, czy też pan prezydent Duda nie ośmielił się usiąść w obecności prezydenta Trumpa – tego pewnie już nigdy się nie dowiemy – ale i jedno i drugie jest możliwe.

Prezydent Trump dał już poznać swoje szorstkie maniery, więc może zapomniał poprosić polskiego prezydenta o zajęcie miejsca w fotelu, ale możliwe jest i to, że pan prezydent Duda usiąść się nie ośmielił. Może cały czas dręczyła do myśl, że jeśli usiądzie, to rozgniewany taką zuchwałością prezydent Trump znowu zamknie przed nim szlaban do Białego Domu i Polska, na oczach całego świata. w ramach ekspiacji, znowu będzie musiała zostać wytarzana w smole i pierzu? Gdyby tak było rzeczywiście, to trzeba docenić poświęcenie pana prezydenta, który dla Polski gotów był nawet stać przez całą audiencję.
Ale mniejsza o to, bo oczywiście ważniejsze są efekty tej wizyty. Prawdę mówiąc, jest ich niewiele, bo z deklaracji wynika, że pan prezydent Duda nie ośmielił się poruszyć w rozmowie tematu ustawy nr 447 JUST, która grozi Polsce i narodowi polskiemu żydowską okupacją.

Utwierdza mnie to w podejrzeniach, że zarówno pan prezydent Duda, jak i pozostali dygnitarze Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego, już pogodzili się z losem i tylko nie wiedzą jeszcze, jak tu przekazać tę wiadomość polskiej opinii publicznej.

Zresztą nie tylko on i – bo również przedstawiciele Stronnictwa Pruskiego nabrali wody w usta i nawet zabraniają wspominać o tym w telewizjach nierządnych.

Panu prezydentowi Dudzie nie udało się też uzyskać żadnej konkretnej obietnicy nawet w sprawie wiz dla Polaków, ani też żadnej konkretnej odpowiedzi na przymilną ofertę zbudowania przez Polskę na terytorium naszego nieszczęśliwego kraju „Fortu Trumpa”. Odpowiadając na pytanie amerykańskiego dziennikarza, co prezydent Trump mu na to odpowiedział, prezydent Duda dał popis wodolejstwa, z którego jasno wynikało, że również udzielił mu odpowiedzi wymijającej.

Ale bo też o takich sprawach prezydent Trump może rozmawiać z Rosją, z którą w 1997 roku USA podpisały w Paryżu umowę, że na terytoriach nowych członków NATO nie będą zakładane żadne stałe Paktu Północnoatlantyckiego. Z tego właśnie powodu obecność ciężkiej brygady wojsk USA w Europie Środkowej ma charakter „rotacyjny”.

Możliwe tedy, że prezydent Trump, już wie, że „Fort Trump”, albo jeszcze prędzej – Fort Dajan”, będzie już w Polsce budował Izrael, a w tej sytuacji tubylczy prezydent Duda będzie musiał tylko przedstawić to polskiej opinii publicznej jako jeszcze jeden wielki sukces. Toteż ze wspólnej deklaracji można wydedukować tylko dwa konkrety: po pierwsze Polska zobowiązała się do regularnego opłacania się Stanom Zjednoczonym za ochronę nie tylko pokrywając jej rosnące koszty, ale również – po drugie – kupując amerykański gaz, co w nowomowie nazywa się „dywersyfikacją” i „bezpieczeństwem energetycznym”.
Pan prezydent Duda podkreślił w swoim wystąpieniu na konferencji prasowej, że przyjechał do Waszyngtonu prosto z konferencji państw Trójmorza. To prawda – ale tego samego dnia akces do Trójmorza złożyły Niemcy i to nie jako „partner”, tylko jako uczestnik tego projektu. Nawiasem mówiąc, gdyby Niemcy osiągnęły swój cel, to projekt powinien zmienić nazwę na „Czwórmorze”, bo przecież Niemcy leżą nie tylko nad Bałtykiem, ale i nad Morzem Północnym.

Ale nie to jest najważniejsze bo ta niemiecka oferta pokazuje, że Niemcy traktują ten projekt poważnie, znacznie poważniej, niż np. Polska, a po drugie – że zależy im na uczestnictwie w nim by tym łatwiej rozsadzać go od środka.

Projekt Trójmorza zagraża bowiem co najmniej trzem ważnym interesom niemieckim: po pierwsze – podważyć może i to w sposób trwały, niemiecką hegemonię w Europie, po drugie – zablokować projekt budowy IV Rzeszy, w który Niemcy już tyle zainwestowały i po trzecie – stworzyłby państwom Europy Środkowej szansę uwolnienia się od ograniczeń nałożonych na nie przez niemiecki projekt „Mitteleuropa” z roku 1915. „Jak nie możesz ich pokonać – przyłącz się do nich” - radzi indiańskie przysłowie, toteż Niemcy grają na co najmniej dwóch fortepianach: z jednej strony pragną włączyć się do Trójmorza, by rozsadzić je od wewnątrz, a gdyby z jakichś powodów to się nie udało, to eskalują polityczną wojną w Polsce, by doprowadzić tu do przesilenia i zainstalowania rządu, który Polskę z projektu Trójmorza wycofa i w ten sposób położy mu kres. Na taką możliwość wskazuje czasowe wstrzymanie się Komisji Europejskiej od zaskarżenia Polski do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Jeśli z Trójmorzem coś pójdzie nie tak, to do ETS zostanie przeciwko Polsce skierowana taka sama skarga, jak przeciwko Węgrom, zaś pretekstu dostarczą nie tylko folksdojcze poprzebierani w „głupie średniowieczne łachy” - jak wyraziła się Oriana Fallaci podczas audiencji u ajatollaha Chomeiniego, ale i przebierańcy z Europejskiej Sieci Rad Sądownictwa, którzy właśnie wykluczyli ze swoich szeregów polską Krajową Radę, a niezależnie od tego, również pani Małgorzata Gersdorf kombinuje z Niemcami na własną rękę.

Sytuacja musi być przez rząd „dobrej zmiany” oceniana jako poważna, bo – po pierwsze – niemiecki owczarek, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Franciszek Timmermans uznał ostatnie wyjaśnienia pana ministra Konrada Szymańskiego za niezadowalające, a w tej sytuacji premier Morawiecki został przez panią Małgorzatę Gersdorf, na własną prośbę, przyjęty na audiencji i to w gabinecie należących do Pierwszego Prezesa SN. Najwyraźniej również w ocenie rządu amerykańska podróż prezydenta Andrzeja Dudy została uznana za fiasko, a w tej sytuacji nie pozostaje nic innego, jak wspólnie z panią Gersdorf, za którą Niemcy stanęły murem, wykombinować jakąś formułę, którą wyznawcom pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego będzie można przedstawić jako kolejny sukces.

Skoro prezydent Donald Trump nie żałował nam komplementów, że jesteśmy „strategicznym partnerem” USA i w ogóle, to dlaczego Niemcy miałyby ułatwić rządowi „dobrej zmiany” pielgrzymki do Canossy?

Stanisław Michalkiewicz

Jeśli możesz wesprzyj nasze wydawnictwo


niedziela, 16 wrzesień 2018 01:18

Miłość pod przymusem

Napisał

Podczas polskiego festiwalu na ulicy Ronsesvalles w Toronto premier Kanady Justin Trudeau po raz kolejny powtórzył lansowaną przez siebie od kilku miesięcy mantrę, że tolerancja to za mało i "musimy kochać" (to w przypadku LBGT) czy też wzajemnie się "celebrować". To właśnie przez to Maxim Bernier zarzucił mu niedawno ekstremalne multikulti.


Oczywiście, że wywodząc się z różnych tradycji i kultur jesteśmy w stanie wspólnie funkcjonować w jednym systemie prawnym i gospodarczym, musimy się jednak zgadzać co do jego podstawowych zasad i wartości. Jeżeli duża grupa sprowadzanych tu do zamieszkania osób tych wartości nie uznaje traktując nas, albo jak dojne krowy, albo zdegenerowanych idiotów, to mamy duży problem. Premier udaje, że takiego problemu nie ma i żeni nam kit wielokulturowej sielanki; sielanki, którą ponoć tylko tutaj w Kanadzie jesteśmy w stanie uskutecznić, podczas gdy na świecie rośnie liczba podziałów, a człowiek człowiekowi wilkiem. Aby rzeczywistość dopasować do tej pogodnej kanadyjskiej bajki mamy nie zauważać takich incydentów jak zamachy terrorystyczne, tłumaczy się je wynikiem frustracji czy społecznego nieprzystosowania.

Dlatego półgębkiem jedynie informuje się nas o procesie młodego syryjskiego uchodźcy sprowadzonego tutaj przez Trudeau, który zamordował trzynastolatkę w Kolumbii Brytyjskiej. Oczywiście że w każdej społeczności są mordercy czy pedofile, załóżmy, że to jednostkowy przypadek skoro tak, to dlaczego główne media zamiatają go pod dywan?! Podobnie jak zaatakowanie jakąś substancją przez zakwefioną kobietę ludzi protestujących przed rozprawą mordercy  w Burnaby? Nota bene, wołających, "gdzie jest Trudeau?".

Mamy więc do czynienia z ewidentną propagandą,  a na jakąkolwiek krytykę natychmiast padają oskarżenia o rasizm,  nienawiść; straszy się nas że jesteśmy w przededniu nowego totalitaryzmu i populizmu.
Tymczasem to totalitaryzm politycznej poprawności, krępuje nas i ubezwłasnowolnia. To kneblowanie debaty publicznej rodzi napięcia i sprawia, że coraz częściej premier Trudeau jest wygwizdywany. Nowa ideologia lewicowego populizmu i totalitaryzmu gasi krytykę oskarżeniami o... populizm i totalitaryzm!

A że żyjemy w permanentnym globalnym kłamstwie najlepiej przekonać się rozmawiając z uchodźcami z RPA, gdzie bez odszkodowania białym ludziom (czyli według kryterium rasy) odbiera się dorobek całego życia; majątki, domy i zmusza do ucieczki. Ci autentyczni uchodźcy, których powinniśmy przyjmować do Kanady bezskutecznie kołaczą do wielu drzwi. A proszę wyobrazić sobie, co by się działo gdyby w taki  sposób wyrzucano z jakiegoś kraju Żydów, pozbawiając majątku i oskarżając o wielopokoleniowy wyzysk, jak to obecnie czyni rząd RPA wobec białych autochtonów. Kali ukraść krowę - wolność i demokracja, Kalemu ukraść krowę - faszyzm i ksenofobia...

Andrzej Kumor

goniec.net


Dalsza część artykułu dostępna po wykupieniu subskrypcji. Kup tutaj!

Ostatnio zmieniany niedziela, 16 wrzesień 2018 08:52
piątek, 14 wrzesień 2018 08:41

Doug Ford stanął w naszej obronie

Napisał

Użycie notwithstanding clause przez premiera prowincji Ontario Douga Forda jest posunięciem bardzo znaczącym – stawia go w pierwszym szeregu obrońców kanadyjskiej demokracji; tych, którzy uważają, że to my – mieszkańcy tego kraju – powinniśmy decydować o tym, co dzieje się w społeczeństwie, w polityce. Nasze prawo decyzji zostało ograniczone przez bardzo inteligentny wytrych.

        Mówił o tym zresztą sam premier podczas konferencji prasowej, gdy uzasadniał odwołanie się do tej bardzo rzadko używanej klauzuli zezwalającej na przeforsowanie ustawy uznanej przez sąd za sprzeczną z konstytucją. Ford podkreślał, że to on został wybrany przez ludzi, a nie sędzia, który zablokował ustawę ograniczającą liczbę radnych w Toronto; zablokował ją na gruncie konstytucyjnym, uznając, że po jej wprowadzeniu zbyt mało radnych reprezentowałoby zbyt dużo osób, a zatem prawo obywateli do ekspresji i bycia reprezentowanym zostałoby naruszone.

        Jest to oczywista bzdura. Bzdurą też naruszającą trójpodział władzy demokratycznego państwa jest to, by sędziowie recenzowali wszystkie ustawy, decydowali o ich kształcie, stając się de facto niewybieranymi ustawodawcami tego kraju.

        I tu właśnie jest pies pogrzebany – od 1982 r. jesteśmy w Kanadzie świadkami upolitycznienia sądów; używania interpretacji zapisanych w konstytucji praw i swobód do uznawania stanowionego przez posłów prawa za dyskryminację tej czy innej grupy i odrzucania lub zmieniania. Sądy stały się narzędziem przekształcającym instytucje tego kraju i zmieniającym społeczeństwo; narzędziem rewolucji, bo przecież to nie kto inny, jak sądy (w tym wypadku Sąd Najwyższy) uraczyły nas aborcją na żądanie, małżeństwami homoseksualnymi, eutanazją, legalnymi domami publicznymi i tym podobnymi wspaniałościami.

        Dochodzi do tego, że sędziowie recenzują nawet, wydawałoby się, zupełnie mało znaczące z powodów konstytucyjnych ustawy, jak ta, którą konserwatyści za premiera Harpera usiłowali ograniczyć zakres darmowych świadczeń medycznych dla osób ubiegających się o azyl w Kanadzie. 

        Tu też na drodze stanął Sąd Najwyższy, uznając, że tego rodzaju ustawa powodowałaby „trudne do zniesienia okrucieństwo”, a tym samym – wywodzono – byłaby niekonstytucyjna.

        Widzimy więc, że jesteśmy świadkami sądokracji – władzy niewybieranych przez nikogo, a mianowanych przez aktualny układ rządzący (premiera kraju w przypadku Sądu Najwyższego, a premierów prowincji w przypadku sędziów prowincyjnych) sędziów, którzy nad naszymi głowami zmienili świat, w którym żyjemy, nie pytając nas o zdanie. Czy to jest demokracja?! Czy to jest władza większości?! Dlaczego nie zapytano nas o to w referendach? Dlaczego te wszystkie sprawy nie były przedmiotem kampanii wyborczych?

        W 1982 r. Kanada, nowelizując swoją konstytucję, wyposażyła nasze lokalne cioty rewolucji, inżynierów „nowego Jeruzalem” w pałkę, którą niczym uliczny chuligan głowy, mogą rozbijać tradycyjne instytucje tego kraju. To pałką rozbito tradycyjne małżeństwo, tą pałką wprowadzono możliwość dobijania osób starych i chorych w szpitalach i wreszcie tą pałką usiłuje się obecnie na tak niskim poziomie jak przepisy prawa prowincyjnego forsować lewicowy program polityczny.

        Premier Doug Ford, odwołując się do notwithstanding clause, stanął na drodze podstępnego lewackiego „marszu przez instytucje”, jak to określał Rudi Dutschke – niemiecki lewak i komuch.

        Pomóżmy Fordowi utrzymać tę linię okopów.

Andrzej Kumor


Dalsza część artykułu dostępna po wykupieniu subskrypcji. Kup tutaj!

Ostatnio zmieniany piątek, 14 wrzesień 2018 10:34
piątek, 14 wrzesień 2018 08:27

Tekst dla głupków

Napisane przez

PanNikt4817Wielu naiwnie nadstawia się pod „odpowiedź”, co może nas uratować z tej politycznej diapauzy, w której tkwimy, no, gdzieś tak od 1648 r. Pomyślałem sobie, że może dla zaspokojenia ich potrzeb przedstawię taki „gotowiec” dla naiwnych gapciów, od razu nadmieniając, tłumaczenia nigdy dość wobec masy czytających „inaczej”, że niniejszy przekaz jest jawną kpiną. Tym niemniej myślę, że emocjonalnie i duchowo odpowie na zapotrzebowanie wielu będących „w potrzebie świetnych rozwiązań”. Utuli ich. Wypełni lukę istniejącą w nich. Jeszcze bardziej co prawda zagłębiając ich w dysfunkcji, ale przynajmniej zaspokoi chwilowo potrzebę bliskości ze swoimi urojeniami. 

        Ach, na początek – oprócz poniższego całego tekstu – mam coś dla tych tęskniących, wypatrujących i pragnących „dobrych podpowiedzi”. Kilka zgrabnych bon motów, dopalaczy emocjonalnych z przeszłości: „Rzymianie trafnie mawiali, że ciosy, które gnuśnym odbierają odwagę, stanowią bodziec dla dzielnych, a  desperacja bywa często źródłem nowej nadziei” – jak pisał ukochany Wespazjan Kochowski o czasach, kiedy Polacy – podobnie jak dziś – znikąd nie mogli oczekiwać pomocy. Ten żołnierz-poeta, symbol ówczesnych świadomych propaństwowych elit,  w   chwili, kiedy Moskwa, Szwecja, Brandenburgia i Siedmiogród razem z Kozakami i zdrajcami dokonali faktycznego rozbioru Polski w  latach 1655–1657, mówił głosem prawdziwie wolnego Polaka: „(...) w mroku, w którym się cały kraj pogrążył, znalazło się wielu takich, co nawet w największych trudnościach nie zwątpili o RZECZYPOSPOLITEJ; oni to byli źródłem dobrej nadziei i natchnieniem dla reszty. (…) Wszyscy, nawet i tacy, co nie dbali o sprawy publiczne, jasno zrozumieli, że starodawny ustrój królestwa jest naruszony, że podcięte zostały jego podstawy, to znaczy religia i wolność. (…) Niespodziewanie opanowani przez wrogów, gdy mała była nadzieja na rychłe posiłki od przyjaciół, musieliśmy polegać, po Bogu, na sobie samych”. 

 

PO DRUGIEJ STRONIE LUSTRA

        Zacznijmy więc tekst dla naiwnych durni. Starać się będę jak mógł, aby wejść w tę stylistykę chromego myślenia… Otóż, mogę zakładać, iż według ich wyobrażeń, tak naprawdę żadnym realnym  rozwiązaniem dla powodzenia, dla zbudowania Nowej Polski (koniecznie wielką literą!) – która będzie miała potencjał wystarczający do prowadzenia samodzielnej gry o wpływy na polu międzynarodowym – nie będzie zbudowanie Nowej Wspólnoty opartej tylko na tych, którzy zdarli już kajdany i wydobyli się z upiornego grobu. Oparcie się tylko na tych, którym udało się wrócić z Hadesu, tylko dlatego, że stali Świadomi (cóż to po prawdzie oznacza? Wielość odcieni i poziomów przecież jest tu istotna…). Nie. To się nie uda. Po pierwsze: jest nas za mało. Owszem, w przeszłości często właśnie mniejszość była motorem zmian, ale myślę, że jednak to za krucha siła, aby dać sobie radę z wrogami zewnętrznymi, jak i z Czcicielami Ciemności, tymi chodzącymi tuż obok nas zombie. Po drugie: prawda jest taka, że jedyną szansą dla nas jest uratowanie nie tylko nas samych, ale również – ich. Niewolnych (prawda, jakież to ckliwe myślenie?). A przynajmniej pewnej  ich części. Za pomocą głębokiej „terapii” musimy pomóc im uwolnić się  z uzależnionego myślenia (zupełna bzdura). 

        Aby lepiej zrozumieć ich tok rozumowania, sposoby argumentacji, przyjrzyjmy się bliżej, jak skonstruowany jest charakterystyczny dla Zniewolonych typ myślenia uzależnionego. Wiem, łatwo powiedzieć: „pomóc im za pomocą »terapii«. Niektórzy z czytelników uśmiechną się z politowaniem: „Mundralek wymyślił se koncept i z zadowoleniem przekonuje, że to da się  zrobić”. Jestem świadomy, że – jak w każdej trudnej terapii – część ze Zniewolonych nie będzie chciała się jej poddać. To normalne.  W końcu jest  to długi i bolesny proces. I dla nas, i dla nich (proszę mi wierzyć, z trudem dotarłem z pisaniem do tego miejsca, już mi niedobrze, ale brnę dalej…).

        Istotną częścią pokrętnego myślenia Niewolnych jest – jak pisał Abraham Twerski – zaprzeczanie, które „w uzależnionym, zniekształconym myśleniu jest w znacznej mierze spowodowane oporem wobec zmian. Jak długo ktoś zaprzecza rzeczywistości, tak długo może trwać przy swoich nawykowych zachowaniach”. Pamiętajmy zatem, że w czasie rozmów z nami o rzeczywistości, o Polsce, o polityce, o Smoleńsku, o szczepionkach, płaskiej ziemi,  chemitrailsach, iluminati, ciapatych, przebiegunowaniu globu, Polin, desancie żydowskim, kondominium, Wielkiej Lechii, szkodliwym wpływie wszechobecnego promieniowania (poproszę o uwagi, o czym jeszcze zapomniałem, o jakiej rzeczy z zasobu postrzegania świata przez „masowego szura” coś mi umknęło?) osoba z uzależnionym myśleniem będzie bronić się na wszystkie sposoby przed uznaniem rzeczywistości za taką, jaka jest w istocie (czyli jaką?), bo to oznaczałoby potrzebę rozpoczęcia  procesu fundamentalnych, trudnych dla tej osoby zmian. Zmian w sobie oraz zmian w postrzeganiu świata zewnętrznego (czym on jest naprawdę? Ale naprawdę?).  A lęk przed takimi  zmianami  może być tak duży, że uzależnieni od matrixa wolą oszukiwać przede wszystkim samych siebie. To nie brak siły woli, ale raczej  choroba woli i niezdolność do jej używania. Twerski zauważa, że „to zaburzenie w myśleniu nie wpływa na inne obszary rozumowania. Zatem osoba, która charakteryzuje się uzależnionym myśleniem, może być inteligentna, mieć intuicję, zdolność przekonywania i wyciągania trafnych wniosków natury filozoficznej  i naukowej. Specyfika uzależnionego sposobu myślenia polega na niezdolności do przekonywania samego siebie”. I nie jest odkrywczym  fakt, że u znacznej części Zniewolonych taka postawa wynika z ich niskiej samooceny, tj. negatywnych uczuć, jakie człowiek żywi wobec siebie samego, a które często nie mają uzasadnienia w faktach. Jeśli my sami – Wolni Polacy (buchachachacha, to dobre, naprawdę dobre…) – chcemy pomóc sobie, to czas przyjąć, że to na nas spoczywa trudny obowiązek pomocy  Niewolnym w zerwaniu ich kajdanów uzależnionego myślenia i wyciągnięciu ich  z Hadesu. Wskazanie im, że – poza tymi, którzy robią to świadomie, dla zysku, cynicznie, z oportunizmu, z  powodu głęboko zinternalizowanej postawy lokajskiej – reakcją większości spośród nich – Niewolnych – na własną niską samoocenę, jest niezauważalne dla nich zaakceptowanie świata „podstawionego” im przez real playerów. Świata skonstruowanego na nieprawdzie, na manipulacji, na fikcji, którego istotną częścią jest kłamstwo. Pustka. „Po prostu jeżeli człowiek czuje się niepewnie i uważa, że nie nadaje się do niczego, staje się bardziej skłonny do ucieczki od rzeczywistości” – pisze Twerski (Twerski to nowojorski Żyd, terapeuta uzależnień, wydaje mi się właściwym partnerem w tejże bajce, ideologiczną i psychologiczną podkładką pod  niniejszy tekst pełen ckliwych pop-bredni). Zatem Zniewoleni uciekają do przygotowanej im przez macherów z zaplecza Krainy Oz, do Matrixa. I ludzie z uzależnionym myśleniem biorą tę „podstawioną rzeczywistość”  za prawdę objawioną. Za swoją prawdę. Według takich osób, np.  III RP jest w pełni wolnym krajem, zieloną wyspą, miejscem o  obowiązujących standardach demokratycznych, któremu „bliżej jest do Paryża niż do Moskwy”, lub wierzą, że np. Warszawa jest celowo napromieniowana wszechobecnymi falami radiowymi albo że bombardują nas z nieba aluminiowym pyłem względnie pra-Polska była mocarstwową Wielką Lechią, i że nieprawdą jest, że Gabriel Maciejewski (ksywa „Gabi-Cycek”) swoim blogiem konkuruje z producentami leków  na sen.   

        Idąc dalej (teraz się zaczyna niezła jazda), warto próbować uświadamiać im, że ich zniekształcone postrzeganie i zaburzone rozumowanie są podyktowane – poza niską samooceną – często także  lękiem, niepewnością, wstydem. Osoby z uzależnionym myśleniem boją się, że jeśli wyrażą jakąkolwiek wątpliwość co do „słusznej linii partii” lub linii „własnego guru”, bo przecież większość z zagospodarujących działki znaczeniowe w Polin ma swoją trzodę wyznawców, niektórzy z nich lubią ich nawet upokarzać, ale to im (wyznawcom) nie przeszkadza, ponieważ ich guru są np.  bardzo mądrymi pisarzami i wydawcami, więc lubią, kiedy guru co dzień zapewnia ich o swej wyższości), to mogą zostać wzięci za wykluczonych, gorszych, uboższych, niedouczonych, niedostatecznie „światłych”, zacofanych, za nienowoczesnych, za mało światowych,  za mało – o, mój Boże! – europejskich lub za bardzo europejskich, patriotycznych albo narodowych, za nienadążających za „mętnym nurtem” info-entertainmentu lub, wręcz przeciwnie, za bardzo w nim tkwiących... Lękają się po prostu  że  nie spełnią wyznaczonych przez matrix (patriotyczny, alternatywny, masoński, narodowy, nowoczesny, postnowoczesny, katolicko-reformowany, judejski, można wymieniać bez liku, w końcu to tekścik pomocny dla duraków ze wszystkich stron…) oczekiwań, że jeśli nie będą myśleć tak, jak nakazuje „nie-Moralna Większość” lub „Moralna Większość”, to  inne upiory, zombie będą się z nich śmiać, wykluczą ich z obszaru szacunku. Nie będą przynależeć do „normalnego świata”. „Dopóki nie zdołamy im wykazać – zauważa Twerski – jak błędny jest ich sposób postrzegania, nie możemy się spodziewać zmiany reakcji i zachowań. Skoro obraz własnej osoby jest dla człowieka uzależnionego tak ważny, największy problem stanowi jego zniekształcone postrzeganie samego siebie.” Warto im zatem za każdym razem uzmysławiać, że niezauważalnie dla nich samych, wskutek zniekształconego obrazu samych siebie – którego podstawą jest lęk i niepewność – przechodzą bezwolnie na drugą stronę lustra: ku nieadekwatnemu postrzeganiu rzeczywistości. Do Krainy Czarów. Do Krainy Kłamstwa.

        „When the truth is found to be lies, And all the joy within you dies.”

        To przerażająco wielki sukces  ostatnich stu lat rządów Zd-Rady Nieustającej (państwo „wewnętrzne” na usługach państw „zewnętrznych”) oraz  zależnej od molocha zewnętrznego (tzw. „Nie-Życie”) machiny info-entertainmentu: miliony ludzi  z uzależnionym, zdewastowanym myśleniem, o obniżonej samoocenie, podatnych na manipulacje. To jest ten dramatyczny aspekt realnej słabości potencjału Polski, braku szans  w rywalizacji na rynku idei, uwstecznienia, wasalizacji, podobieństwa do antyrozwojowego postkolonialnego bantustanu. Całe tabuny albo bezwolnych i zniechęconych, albo mnóstwo takich, którzy – po latach życia w Nierzeczywistości – nawet nie wiedzą, nie chcą wiedzieć, że to, co myślą i mówią, to tylko wysypujące się z ich ust ścinki  zmanipulowanych treści, pomieszanych pojęć, frazesów, pakuły odwróconych prawd, trociny przeinaczeń, włókna fałszu… Całe pułki zombie dostających spazmów wściekłości, zaczynających kąsać, obrażać i miotać się w przekonaniu, że  ktoś chce im zwalić nieboskłon na głowę, że ktoś chce wywrócić  ich świat do góry nogami, kiedy spokojnie i rzeczowo, opierając się na faktach, bez agresji, tłumaczy się im, że „prawdy”, które biorą za swoje i w które wierzą, są tylko odpadem postprodukcyjnym Molocha Zniewolenia. W rozmowach z nimi (moja ulubiona część się zaczyna, boki zrywałem, pisząc to) pamiętajmy zatem, że prawie wszystkie mechanizmy obronne osoby uzależnionej od matrixa są często nieuświadomione przez nią, a główna funkcja tych mechanizmów sprowadza się do obrony tej osoby przed trudną do zniesienia świadomością. Bolesną dla nich samych świadomością status quo, stanu faktycznego. I dopóki osoba uzależniona, dzięki naszemu wsparciu, pomocy, dzięki własnowolnemu procesowi metanoi, nie uświadomi sobie tych mechanizmów, możemy niewiele zrobić, by je powstrzymać.

        Jeden z tych mechanizmów, tj. zaprzeczanie u kogoś, kto myśli w sposób uzależniony – jak nadmieniłem wyżej – nie jest ani świadome, ani zamierzone, a osoba ta może szczerze wierzyć, że mówi prawdę. Obok zaprzeczania osoby te nieświadomie używają  jeszcze dwóch dodatkowych mechanizmów obronnych: racjonalizacji i projekcji. Wszystkie trzy razem polegają na zniekształcaniu prawdy, ale osoba z uzależnionym myśleniem nie zdaje sobie z tego sprawy! Zrozummy zatem, że konfrontowanie ich zaprzeczania, racjonalizacji i projekcji z faktami świadczącymi o tym,  że  jest odwrotnie, mija się z celem!

        Racjonalizacja i projekcja pełnią co najmniej dwie funkcje: wzmacniają zaprzeczanie i utrzymują status quo. Powtórzę zatem jeszcze raz: bezskuteczne i pozbawione sensu jest mówienie Zniewolonym („ja jestem ten wolny, ja jestem ten wolny, ja jestem ten wolny”, powtarzam sobie notorycznie i wierzę w to, cóż to oznacza? Nie do końca mogę wyjaśnić, ale ja jestem z tych „wolnych” – powtarzaj tę mantrę) we wszelkich dyskusjach i sporach dotyczących naszej rzeczywistości, żeby przestali zaprzeczać, skończyli z racjonalizowaniem czy zaniechali projekcji, skoro nie uświadamiają sobie, że to czynią. Najpierw trzeba im pomóc zyskać świadomość tego, co robią (to my, ci „wiedzący” już, „wolni”, mamy to robić naturalnie, „uwalniając” ich, wprowadzamy do kolejnej niewoli zwanej „wolnością”. Klasyka… niejeden zakrzyknie w tym miejscu, ale co z tą Polską, jak ją ratować?! Toć to paranoja. Dywersja, ja chcę jasnych rozwiązań. Zatem: Głosuj na Ruch Narodowy i na PiS! Na Kukiza i Korwina. Pawła Śpiewaka i Lejba Fogelmana. Na PO, na wszystko głosuj, lub wszystko neguj, gardź demokracją, Radiem Maryja, episkopatem, Kościołem katolickim, bądź za królem lub rabinem, wierz w wielkie miasta i płaską ziemię lub grom pederastów, lub bądź pedałem, słuchaj na necie Bartosiaka, Potockiego, Maciejewskiego, Gadowskiego, Michalkiewicza, Brauna, bądź zwarty i gotowy, świadomy, że hej! Lataj po netach, ufaj, że wiesz już więcej, dużo, wszystko, ba! Więcej niż wszystko! Szukaj wszędzie Żyda, śledź dywersję i podpuchę, postrzegaj wszędzie Londyn i  służby, i złe aluminium, odmawiaj różaniec lub wierz w Gaję, zacznij wydawać książki, bądź grzeczny lub pluj jadem, wkrocz, wkrocz w ten zabawny kociokwik myśli, idei i  pełną piersią zakrzyknij: „Teraz już wiem i rozumiem!”).  

        Jak zauważa Twerski:  ich, tzn. „Zniewolonych”, „racjonalizacja oznacza podawanie »dobrych«, a więc możliwych do przyjęcia przyczyn. To nie oznacza, że wszystkie przywoływane powody są dobre. Niektóre są wręcz głupie, ale mogą być podane tak, że brzmią sensownie. (…) Racjonalizacje odwracają uwagę od prawdziwych przyczyn. Odciągają od prawdy nie tylko uwagę innych ludzi, ale też samej osoby z uzależnionym myśleniem. Zazwyczaj racjonalizacje brzmią sensownie, są więc bardzo zwodnicze i każdy może się na nie nabrać”. Gdyby zapytać taką osobę, dlaczego broni i wspiera obecną rządzącą szajkę, zazwyczaj poda mnóstwo świetnie brzmiących, racjonalnych wg niej powodów: „Popieram Tuska, Kaczyńskiego, bo jego rząd jest ceniony w Europie lub właśnie dlatego, że Europa nim gardzi, niepotrzebne skreślić. Ta partia zapewnia mi spokój i nie czuję się zagrożony ekstremistycznymi zapędami katolsko-prawicowej mniejszości. To rząd, któremu się sporo udało, to rząd licznych sukcesów. Pełen fajnych ludzi.  To w końcu rząd, dzięki któremu nie śmieją się z nas  w świecie. To rząd na skalę naszych możliwości. Nasz rząd. Rząd normalności”. Z badań psychologicznych ogólnie wiadomo, że istnieje dość niezawodna praktyczna zasada, że kiedy ludzie podają więcej niż jeden powód swoich poczynań, to zapewne racjonalizują. Zwykle każde działanie ma tylko jedną prawdziwą przyczynę. Racjonalizacja oczywiście wzmacnia zaprzeczanie. Racjonalizując powody swego działania/myślenia, w konfrontacji z faktami, osoby z uzależnionym od matrixa myśleniem zaprzeczają de facto, że nie myślą w wolny sposób, bo to by zmusiło je do przyznania przede wszystkim przed samym sobą – a to przecież boli jak cholera i przed tym się po prawdzie bronią – że przez tyle lat dawali się manipulować, a to już krok do przyznania, że są słabi albo nierozumni. Racjonalizowanie pozwala także utrzymać status quo: dzięki niemu nie trzeba przeprowadzać koniecznych zmian: „Mamy się świetnie, Polska to oaza spokoju. Kraj radosnych ludzi, kraj »Tańca z Gwiazdami«, kolorowych stadionów, wesołych pochodów z prezydentem na czele. Owszem, mogłoby być więcej dróg i sprawniejszych sądów, ale cóż, takie jest życie. Inaczej się w tym kraju nie da. Takie są warunki”. 

        Kolejny mechanizm obronny osób z uzależnionym myśleniem to projekcja. Oznacza ona przerzucanie winy na innych za to, za co w rzeczywistości jesteśmy odpowiedzialni my sami. Projekcja także wzmacnia zaprzeczanie: „To nieprawda, że nie widzę, co się dzieje w naszym kraju. Ja po prostu uważam, że to wy osłabiacie Polskę swoimi nieodpowiedzialnymi teoriami i zachowaniem. Może i szybciej doszlibyśmy do prawdy o Smoleńsku (choć przecież Putin i Tusk już wszystko dawno wyjaśnili, a prezydent mówił, że nasz kraj zdał egzamin z tej próby!!!!!), gdyby nie to skandaliczne mieszanie w mętnej wodzie tego oszołoma Macierewicza! Jak można! Negować ustalenia niezależnej komisji w wolnym kraju? To jakieś szaleństwo i awanturnictwo!”. Projekcja pomaga również osobom z zależnym myśleniem zachować status quo: „Dlaczego mielibyśmy w Polsce coś zmieniać? Może i nie jest idealnie, ale przecież dobrze o nas piszą w Europie i w Izraelu. Może rząd mógłby lepiej funkcjonować, ale to nie jest możliwe przez obstrukcję opozycji, Kaczyńskiego, Schetyny, Kukiza (niepotrzebne skreślić) i jego skandaliczne działania osłabiające nasz kraj. Ci ponuracy od patriotyzmu i machania szabelkami chcą nam zepsuć dobre samopoczucie. Wariaci. Nieodpowiedzialni ekstremiści. Dlaczego oni to robią? Nie widzą, że kraj rośnie w siłę, a ludzie żyją dostatniej? Przecież w ten sposób niszczą nasz pozytywny obraz w świecie, w świecie ludzi światłych i europejskich lub patriotów”. To oczywiste, że obwinianie kogo innego całkowicie zwalnia osobę z uzależnionym myśleniem od odpowiedzialności za to, że sama nie wprowadza zmian w swoim postrzeganiu i zachowaniu. „Tak długo, jak będziesz mi to robił, nie możesz oczekiwać, że się zmienię” – mówią. Projekcja służy przede wszystkim trwaniu w uzależnionym myśleniu. Wszystkie przedstawione przeze mnie trzy mechanizmy obronne używane nieświadomie – służą jednemu celowi: obronie własnej świadomości przed prawdą, stanem faktycznym. 

        Opisałem pokrótce sposób pokrętnego myślenia Zniewolonych m.in. po to, abyśmy nie tracili zbędnej energii tam, gdzie się to nie opłaca, i używali jej skutecznie i z rozsądkiem tam, gdzie realnie możemy komuś „otworzyć oczy” (niedobrze mi… ale piszę dalej...). Przede wszystkim, żeby Zniewoleni otworzyli oczy na samych  siebie. Na swoje wnętrze. Musimy zatem  – w miarę swoich możliwości i cierpliwości – pomóc przynajmniej części Niewolnym  w osiągnięciu  przemiany umysłu.  Pomóc im w nauczeniu się adekwatnego postrzegania  siebie samych i rzeczywistości (kiepska moralistyka, ale chyba wystarczająco dobra na większość „Wolnych”).

        Takie otwarcie na siebie i na rzeczywistość, byłoby dla nich poważnym krokiem ku przystosowaniu się do otoczenia, zrozumieniu i  polubieniu samych siebie. Byłby to pierwszy poważny krok ku ich wolności, my zaś stalibyśmy się silniejsi ich siłą i samoświadomością. Dlatego warto to robić. Będzie to napotykało naturalnie zaciekły opór, nienawiść, niechęć ze strony – w odruchu manipulanckiej  samoobrony – Zniewolonych, jak i przede wszystkim ze strony chroniących swoje „brudne zasoby” masters of puppets. Ale nikt nie mówił, że będzie łatwo… (Czy „Gazeta Polska” zechciałaby opublikować ten tekst pod nazwiskiem Targalskiego Jerzego lub Tekieli Roberta lub kogoś tam innego?)  

        W chwilach trudnych, niech wsparciem będą dla nas słowa modlitwy: „Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić; odwagi, abym zmieniał  to, co mogę zmienić, i – mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego”. Niech wsparciem będzie również pamięć o naszych dziadach (to słaba część, ale jakoś nie mogłem tu być bardziej kreatywny), którzy w przeszłości nie z takiej opresji się wydobywali.  Warto też  w dyskusjach z nimi pamiętać o  kilku  prawdach: że Człowiek Wolny musi mieć adekwatną wiedzę o rzeczywistości. Człowiek Wolny musi posiadać system zasad i wartości, który stanowi podstawę dokonywania wyborów, oraz – przede wszystkim – że  Wolny Człowiek ma ukształtowany, niezniekształcony, niezmanipulowany obraz samego siebie.  Zatem, starajmy się na tyle, na ile stać każdego z nas, pomóc swoim Współbraciom wyrwać się spod władzy chocholej muzyki:

        „Zbierajcie się, póki czas,

        byśwa byli radzi z was,

        a nie stali jak te ćmy

        albo kpy;

        Co kto ma, do ręki brać,

        na podwórze wyjść i stać;

        Tam już ludzie som,

        co się sami rwiom”.

 

HERCULES INVICTUS!

        Niektórzy z Wolnych mogą zapytać, dlaczego  w ogóle warto wyrwać spod władzy real playerów tylu, ilu się da spośród Zależnych? Czyż nie lepiej zostawić ich samym sobie? Otóż – jak pisałem – musimy pomóc im, aby uratować siebie. Tylko wspólne wyjście z grobu ocali kraj. Wymaga tego od nas interes narodowy, logika potencjału, wpływów, możliwości etc., ale przede wszystkim, co o wiele ważniejsze, wymaga tego od nas chrześcijańskie miłosierdzie. Po prostu warto hołdować zasadzie: Nobody is left behind. (Uwaga, teraz niezła jazda się zaczyna, pełen bal wampirów…lecę teraz niemal jak wielkanocne wydanie „OdRzeczy” lub inne „Arcana”.)  Jak powiedział Benedykt XVI – „życie chrześcijańskie jest proegzystencją: życiem dla innych, pokornym zaangażowaniem wobec naszych bliźnich: dla dobra wspólnego”. Ojciec Święty w orędziu na Wielki Post z 2012 r. mówił, że dwoma aspektami spośród trzech życia chrześcijańskiego (poza osobistą świętością) są: troska o Bliźniego oraz wzajemność. „Nie należy milczeć w obliczu zła. Mam tu na myśli postawę tych chrześcijan, którzy przez szacunek dla człowieka lub po prostu z wygodnictwa dostosowują się do powszechnie panujących mentalności, zamiast ostrzegać swych braci przed tymi sposobami myślenia i postępowania, które są sprzeczne z prawdą i nie prowadzą do dobra. Upomnienie chrześcijańskie nie jest jednak nigdy formułowane w duchu potępienia czy oskarżenia, wypływa zawsze  z miłości i miłosierdzia i rodzi się z prawdziwej troski o dobro brata. (…) W naszym świecie, przesyconym indywidualizmem, trzeba na nowo odkryć, jak ważne jest upomnienie braterskie, aby razem podążać do świętości. (…) Apostoł Paweł zachęca, by dążyć do tego, co »służy sprawie pokoju i wzajemnemu zbudowaniu« (Rz 14,19), starając się o to, »co dla bliźniego dogodne – dla jego dobra, dla zbudowania« (tamże 15,2), nie szukając własnej korzyści, »Lecz dobra wielu, aby byli zbawieni« (1Kor 10,33). To wzajemne upominanie i zachęcanie w duchu pokory i miłości winno być częścią życia wspólnoty chrześcijańskiej. (…) nasze życie i życie innych są współzależne, zarówno w dobru, jak i w złu; tak grzech, jak i uczynki miłości mają również wymiar społeczny.” 

        Oczywiście, do tego potrzeba anielskiej cierpliwości. To naraża mnie na upokorzenia, cyniczny rechot, pogardę, przemoc, opluwanie i wyzwiska ze strony zombie (potrzeba poświęcenia jako czynnik konstytuujący poczucie lepszości). Zaś ze strony części Świadomych usłyszę, że nie warto tego robić, bo to na nic, że trzeba przetrwać ten podły czas w kokonie, a w ostateczności, w sytuacji wykarczowania resztek godności i niezależności w tym Priwislinskim Kraju – emigrować. Jak w czasach Zaborów. Ratować, co się da. Nie przyjmuję tej optyki. Jeśli chcę współtworzyć Wolną Ojczyznę opartą na Wspólnocie Partycypacyjnej (no, no, no, jestem pod wrażeniem, przeszedłem sam siebie…), to pamiętam o tym, że nie mogę się poddawać, bo „pomyślność dźwiga ludzi w górę, natomiast niepowodzenia są kamieniem probierczym cnoty”. Powtórzę raz jeszcze: według mnie bez wspólnego wyrwania się z Hadesu, spod władzy rządzącej nami szajki (masoni, żydo-pisowcy, Niemcy z PO, pederaści, judeokatolicy, NWO, wybierzcie, co wam się podoba) nie damy rady zbudować silnej, w pełni niepodległej Nowej Polski (lubię te wielkie litery). Nie jestem naiwny, wiem, że podobnie jak w przeszłości, pewna część – z wygody, oportunizmu, strachu, nienawiści do nas i do Polski – nie będzie chciała wyzwolić się i będzie chciała funkcjonować, jako upiory,  zombie. Trudno. To przecież ich wybór. Ale wierzę, że – jak naucza mnie św. Paweł – po prostu warto, abyśmy służyli „(…) niczego nie pragnąc dla niewłaściwego współzawodnictwa, ani dla próżnej chwały, lecz w pokorze oceniając jedni drugich za wyżej stojących od siebie. Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich”.  Zaś Ober-upiorom III RPRL, chcącym pozostać we współtworzonej przez siebie Ułudzie, w Hadesie, w mentalnej Niewoli, tym czującym do nas pogardę  różnym Czesławom Kiszczakom, Jarosławom Kaczyńskim, Aleksandrom i Eugeniuszom Smolarom, Antonim Macierewiczom, Lejbom Fogelmanom, Dodom, Gowinom i Glińskim, Michalom Schudrichom, Tomaszom Lisom i Marcinom Rolom, Wojciechom Jaruzelskim, Jonnym Danielsom, Andrzejom Wajdom, Alikom i Gieniom Smolarom,  Stanisławom Cioskom, Jakubom Wojewódzkim, Kaziom Wóycikim, Jerzym Urbanom i Adamom Michnikom i Witoldom Gadowskim, Markom Dukaczewskim, Jarosławom Sellinom, Kaziom Szczukom, tym wszystkim  Stuhrom, Aleksandrom Kwaśniewskim, Monikom Stokrotkom, Gromosławom Czempińskim, braciom Karnowskim, Andrzejom Dudom, Tomaszom Sakiewiczom, Donaldom Tuskom, Leszkom Piotrowskim, Millerom i Balcerowiczom, Agnieszkom Hollandom, Tomaszom Grossom, Stefanom Michnikom, Lesławom Maleszkom oraz Księżom Bonieckim, biskupom Pieronkom, Tomaszom Turowskim, kardynałom Nyczom i Dziwiszom, i wielu, wielu innym, nie oglądając się na nich, rzeknijmy na „do widzenia”:

        „Pon ino widzisz pchły,

        pchły, świecidła, rosę, ćmy,

        a nie chcesz znać, co som my:

        że w nas dnieje, dusa świci,

        że zarucko kur zapieje,

        że na nas czekają w mieście,

        że nas tu jest ze dwiedzieście,

        z kosom, cepem, żelaziwem

        i że to, to nie som sny.”

        Zatem (uff, jesteś tu jeszcze czytelniku? Jak wiele razy womitowałeś już podczas lektury?): Mój Współbracie, zwracam się do Ciebie pełen dobrej woli. Wiem, że moje ocalenie zależy od Twojego ocalenia. Wiem, że powodzenie nasze zależy od tego, czy uda nam się razem powrócić z otchłani ku Nowemu Wyzwoleniu. Nie ma we mnie pychy, ni obłudy, wsadzam sobie w kieszeń poczucie wyższości, bo ja widzę, a ty jesteś bezwolny, bierny lub jesteś pełen uzależnionego myślenia. Ta świadomość nic mi nie daje. I nas nie uratuje. Bez Ciebie – mimo wszystko – nie dam rady… Słyszysz? Część Uwolnionych woła na mnie z góry, żebym dał sobie spokój, żebym nie był beznadziejnie naiwnym, żebym Cię zostawił w tym grobie, w tej czeluści. Że to na nic. Że z upiorem się nie gada, że się go przecież nie przekona, ale go zostawia w Hadesie, że nie ma dla niego powrotu. Ale ja nie mogę tego zrobić. Nie tylko dlatego, że zabrania mi tego moja wiara. Nie. Ja po prostu zrozumiałem, że czekaliśmy daremnie na naszego Herkulesa, który przyjdzie i uwolni nas z Podziemi, i wywiedzie nas ku powierzchni. Czekaliśmy daremnie, bo tak naprawdę siła i ocalenie tkwią w nas samych. To my sami jesteśmy wyczekiwanym Herkulesem. My wszyscy. Nie z osobna. My wszyscy. Tylko my – świadomi i ci nieświadomi »« stanowimy paradoksalnie jedno. Zrozum, nie mam innego Współbrata. Mam tylko Ciebie (no, bez przesady, z Palestyny nadlatują nowi bracia). Nie mam po prostu nikogo innego. (Zatem, pamiętaj, dajmy szansę PiS-owi, nich rządzą jeszcze jedną kadencję, nie mogli zrobić więcej, choć bardzo się starali, a i tak już, wszyscy to wiedzą, zrobili dużo; tak, są błędy i wypaczenia, ale niech te minusy nie przysłonią nam plusów…)

        Wiem, że chcą, abyśmy sobą gardzili, nie rozmawiali  ze sobą, chcą nas obu trzymać w zniewoleniu, jak dwa psy szczekające na siebie, bo dzięki temu mają nad nami władzę i mogą nas rozgrywać. I nawet gdybym wyszedł tam na powierzchnię, to sumienie i pamięć nie pozwoliłyby mi żyć i funkcjonować, bo ciągle miałbym przed oczyma Twoją postać oddalającą się, niknącą w ciemnościach, znikającą. Ciągle, do końca moich dni pamiętałbym, że jakaś część Polski została tam w mroku, sama i nikomu niepotrzebna… W końcu – mimo wszystko – bez Ciebie ta Polska byłaby także niepełna (hasło PiS w 2019?)… Więc chodź, podaj mi dłoń, wyjdźmy razem ku powierzchni, wyrwijmy się wreszcie z bronowickiej chaty na krakowski gościniec (jak wołał Czepiec: „Tam w Krakowie już wszystko gotowe!” – jakbym słyszał Szczerskiego Krzysztofa lub Nowaka Andrzeja w fartuszkach), w kierunku porannych zórz. Nie bójmy się i pełną piersią razem zakrzyknijmy: Hercules invictus! tak głośno, „aż się mury Jerycha porozwalają jak kłody, serca zmdlałe ocucą, pleśń z oczu zgarną narody” (śpiewa Maciek Maleńczuk).  Zróbmy na początek pierwszy wspólny krok. Możemy razem pójść ku prawdzie (z Macierewiczem Antonim i Gadowskim Witoldem), bo – jak mówi Benedykt XVI: „rzeczywiście prawda jest tęsknotą człowieka, a jej poszukiwanie zawsze zakłada doświadczenie prawdziwej wolności. Jednakże wielu ludzi woli skróty i stara się unikać tego zadania, niektórzy, jak Poncjusz Piłat, ironizując co do możliwości poznania prawdy, głoszą niezdolność człowieka do jej osiągnięcia lub przecząc, że istnieje jedna prawda dla wszystkich. Taka postawa, podobnie jak w przypadku sceptycyzmu i relatywizmu, dokonuje przemiany serca, czyniąc ludzi zimnymi, chwiejnymi, dalekimi od reszty i zamkniętymi w sobie. Osoby, które obmywają sobie ręce jak rzymski namiestnik i pozwalają płynąć rzece dziejów, sami się nie angażując. (…) Bóg stworzył człowieka z wrodzonym powołaniem do prawdy i z tego względu obarczył go rozumem. Tym, co wspiera wiarę chrześcijańską, z pewnością nie jest irracjonalność, lecz głód prawdy. Każda istota ludzka musi poszukiwać prawdy i wybierać ją, kiedy ją znajdzie, nawet jeśli będzie musiała ponosić ofiary. (…) Tylko odrzucając nienawiść oraz ślepotę i zatwardziałość naszych serc, będziemy wolni i zakiełkuje w nas nowe życie”.

        Więc, proszę, chwyć mocno moją dłoń. „Od tej pory żyć zaczniemy – coś wielkiego!” Razem wyjdziemy ku światłu. Uwierz mi, wolność jest tuż…

Pan Nikt

Krasnopol, 9 września 2018

piątek, 14 wrzesień 2018 08:01

W Budsławiu

Napisane przez

pruszynskiW Budsławiu

Mówiąc szczerze, nie bardzo lubię jeździć do Budsławia, gdzie jest sanktuarium Matki Boskiej, bo gdy byłem tam w 1992 roku, to ówczesny biskup mińsko-mohylewski kazał zerwać polską flagę, która prócz flag papieskiej, maryjnej i białoruskiej powiewała na murach otaczających kolegiatę. Wtedy praktycznie wszystkie msze były po polsku, wierni śpiewali polskie pieśni, a tylko jedna msza była białoruska.

        Następny raz, jak byłem tam z sześć lat potem, było wszystko odwrotnie i tak jest stale. Problem jest jeszcze w tym, że praktycznie nie ma tam żadnego zaplecza noclegowo-żywnościowego, więc jak się nie znajdzie gościnnej chałupy kilometr czy dwa od sanktuarium, to trzeba nocować w samochodzie. Niestety, nie ma praktycznie różnych pielgrzymek, a jest tylko jedna główna 2 lipca.

        Postanowiłem jednak w intencji swej i Białorusi odbyć pielgrzymkę do trzech sanktuariów Matki Bożej i po Ostrej Bramie i Jasnej Górze ta była ostatnia.

        Teoretycznie co sobota jeżdżą tam ludzie z Mińska autobusem, ale jadą dość rano, więc wybrałem się tam koleją. Najpierw dojechałem do Mołodeczna, dziś miasta prawie 100-tysięcznego, by stamtąd wziąć drugi pociąg do Budsławia.

        Pierwszą część podróży odbyłem głównie z ludźmi jadącymi na swoje dacze, a dalszą, prowadzącą praktycznie przez lasy, uprzyjemniła mi rozmowa z nauczycielką rosyjskiego i białoruskiego w tamtejszej szkole średniej, która uskarżała się na zawalenie pedagogów  wypełnianiem różnych potrzebnych chyba tylko biurokratom formularzy.

        Na drogę wzięła podręcznik prawa jazdy, bo ma przejść taki kurs, który kosztuje 300 dolarów, czyli 100 więcej niż ona zarabia. Pomaga jej przeżyć podobna emerytura matki oraz alimenty od byłego męża, który na córkę daje jeszcze 100 dolarów miesięcznie.

        Dorabia dodatkowo latem, zbierając jagody, i co roku wyciąga z tego po 300 dolarów. Po zdobyciu prawa jazdy ma zamiar kupić jakiś stary zachodni samochód za 1999 dolców, bo musi stale gdzieś jeździć, by zawozić tu i tam sześcioletnią córkę.

        W Budsławiu miałem szczęście, bo do sanktuarium jakieś 5 kilometrów podwiózł mnie pod same drzwi miejscowy rodak, który przyjechał po kuzyna.

        W sanktuarium zastałem pielgrzymkę z Wilna odmawiającą różaniec po polsku, która przyjechała autobusem i potem po pomodleniu się mieli mnie odwieźć do Mołodeczna.

        W autobusie przysiadłem się do niemłodej rodaczki, która w Polsce skończyła teologię, ale teraz jest w Wilnie fryzjerką. Jej dorosłe dzieci podzieliły dolę większości młodych z Litwy i są teraz w Anglii. Córka jest też fryzjerką, zięć inżynier wyjątkowo pracuje w zawodzie, a syn, który skończył kursy kucharza na Litwie, jest kucharzem w restauracji… japońskiej.

        W połowie drogi zauważyłem, że przecinamy drogę do Mińska, wysiadłem i dalej pojechałem autostopem.



        Łaskawca

        Marszałek Senatu nagle po  trzech latach u żłobu otrzeźwiał i chce, by „zamorscy Polacy” mieli swego reprezentanta w Senacie. Gdzie znajdzie takiego, co zna z autopsji dolę Polaków za Bugiem i dobrobyt tych w USA czy Kanadzie, bo ja na tę synekurę nie kandyduję?

        Trzeba, by byli reprezentanci z USA, Kanady, Anglii, Francji, Niemiec, Skandynawii, Litwy, Białorusi, Ukrainy i Rosji. Trzeba, by byli w Sejmie, bo tam zaczynają się wszelkie ustawy. Amen.

 

 

       Co nas interesuje

        W TV i w Internecie można wiele wyczytać, ale kto zastanawia się, jakie informacje należy nam podawać? Co nas dotyczy katastrofa autobusu w Nigerii czy nakarmienie się jakimś człowiekiem przez rekina w Melbourne?



        Biały Chińczyk

        Pewien Polak prowadzi bardzo ciekawą stronę – Biały Chińczyk. Po latach przeprowadził się z Chin wiosną na Maltę, bo teraz tam taka biurokracja, że nie ma co próbować robić interesy, choć w Szanghaju dwie Polki otworzyły restauracje – „Pierogi Ladies” – i dobrze działają.

        Dwa miesiące temu pojechał do Birmy, która teraz zwie się Mjanma lub coś takiego, i to opisuje. Twierdzi, że kraj jest mniej zepsuty niż Wietnam, Laos czy Tajlandia, ceny niższe, a frajda nie gorsza. Rozpisuje się na wszelkie możliwe tematy, w tym dziewczyny.

        Mnie tylko uraża jego niechęć do religii, a szczególnie do katolickiej. Mam nadzieje, że mu przejdzie, a przed śmiercią pogodzi się z Panem i nie trafi gdzie mocno gorąco. Amen.



        Inwestycja

        Nie piszę nic nowego, że na tamten świat nie zabierzemy nic z sobą prócz dobrych uczynków. A te zawsze warto  robić, w tym odmawiać modlitwę za dusze w czyśćcu, bo potem one mogą się modlić na nas.

        Niedawno trafiłem na modlitwę do św. Gertrudy, która uwalnia tysiąc dusz. 

        Oczywiście ja niestety przekazu od niej osobiście nie dostałem, ale myślę, że jeśli modlitwa nawet uwolni pięć dusz, to warto ją odmawiać, oto ona.

        „Ojcze Przenajświętszy ofiarowuję Ci najświętszą Krew Syna Twego Jednorodzonego, Pana naszego Jezusa Chrystusa, w połączeniu ze wszystkimi Mszami Świętymi dziś na całym świecie odprawionymi, za dusze w Czyśćcu cierpiące, za umierających, za grzeszników na świecie, za grzeszników w Kościele powszechnym, za grzeszników w mej rodzinie, a także w moim domu. Amen.”

        Oczywiście tę modlitwę trzeba odmawiać w należytym skupieniu. Polecam w Internecie poczytać, co się da, o św. Gertrudzie, gdzie też jest ta modlitwa.

 

  

      Biedny Wagner

        Ten wielki niemiecki kompozytor zmarł w 1883 r. Podobno miał poglądy prawicowe i nacjonalistyczne, ale co gorsza, jego muzykę lubił Hitler. W wyniku tego praktycznie zakazane jest granie jego utworów w... Izraelu.

 

   

     Przeciwnicy imigrantów

        Lewackie media biją na alarm, że coraz więcej ludzi na dość imigrantów, zwłaszcza islamistów, i antyimigracyjne partie rosną w siłę.

        Nikt z nich jednak nie pisze prawdy. Islamiści są sami sobie winni, bardzo słabo integrują się z lokalnymi społecznościami i popełniają dużo więcej przestępstw niż tubylcy.



        Przełom

        Nikt nie pisze, że ponad sto lat temu nagle kobiety zaczęły chodzić w krótkich kieckach. Było to związane z tym, że zwłaszcza na Zachodzie poszły do fabryk, bo mężczyźni poszli na front.

 

   

     Co  jest w Polsce karane?

        Wedle ustawy o IPN-ie, nie wolno negować holokaustu, a śp. dr Ratajczak za przytaczanie różnych danych o liczbie zamordowanych w Oświęcimiu stracił posadę, a potem dziwnie zmarł. Tymczasem wolno szkalować Polskę i Polaków, podając fałszywe dane, jak przebiegał holokaust i jak Żydzi w nim uczestniczyli.



        Bohaterowie

        Sporo już czasu szukam wydawnictwa, które by wydało mą książkę „Ile Żydzi Polakom zawdzięczają”, i okazuje się, że jedno wydawnictwo chciało ją wydać, ale hurtownicy nie byli „zainteresowani”, a książki na temat poldko-żydowskich stosunków mogą być głównie sprzedawane przez autorów z ręki do ręki, czyli na nie istnieje tylko „drugi obieg”.

 

    

    Abdykacja?

        Grupa tradycjonalistów katolickich skierowała do Donalda Trumpa list, w którym proszą o zbadanie okoliczności abdykacji Benedykta XVI, bowiem są znaczące poszlaki, że to służby specjalne Obamy doprowadziły do abdykacji tego papieża. 

        Autorzy listu powoływali się na maile z serwera Johna Podesty, szefa kampanii wyborczej Hillary Clinton, która była wówczas sekretarzem stanu. Podesta i inni jej współpracownicy dyskutowali na temat sprowokowania „katolickiej wiosny”. Chodziło o  radykalne zmiany w Kościele, które sprawiłyby, że Kościół w sprawach społecznych przyjąłby narrację lewicową.

Aleksander Pruszyński

piątek, 14 wrzesień 2018 08:00

Siekierka czy kijek

Napisane przez

ligezaWiemy, to znaczy mniej więcej wiemy, co się szykuje, bo już nie tylko Ukraińców, ale i imigrantów z kultur arabskiej afrykańskiej czy azjatyckiej, widać na ulicach największych polskich miast coraz powszechniej. 

        Niestety, moc tabu medialnego słabnie niezwykle wolno, zwłaszcza gdy zarówno media sprzyjające rządowi, jak i te nastawione do rządu krytycznie, skrzętnie i konsekwentnie omijają temat. Albo zmówiły się, albo rzeczywiście animozje widoczne między nimi na co dzień, to tylko taki teatr dla gawiedzi. 

        Dlatego, powtórzę, wiemy, co się wydarza, ale nie wiemy, jakie konsekwencje kryją się za tym, co się wydarza. W każdym razie nie do końca wiemy. Nie wiemy tym bardziej, gdy „Dobra zamiana”, czy jak tam brzmi to teraz, ukrywa (tu dopowiedzmy: ukrywa nikczemnie) działania idące w poprzek zapewnieniom, oświadczeniom, deklaracjom i obietnicom, adresowanym do własnego elektoratu. Ponieważ to nic innego jak pycha, nie od rzeczy będzie przypomnieć, że w takim razie za najbliższym zakrętem czai się już upadek. Ewentualnie nawet ciężarówka z gruzem, czy tam ze „złogami III RP” gotowa po nadziejach PiS – i nie tylko PiS przecież – na kolejną kadencję parlamentarną, przejechać się niczym walec drogowy po chrabąszczu. 

        Ukrywa, powtarzam kolejny raz, nawet nie tłumacząc na polski dokumentu, który podpisała w naszym imieniu. Mówię tu o „Deklaracji z Marrakeszu”, nie tylko zobowiązującej Polskę do wspierania imigracji z Afryki do Europy, ale i uznania, że siłą napędową wzrostu gospodarczego i podstawą globalnego dobrobytu jest właśnie imigracja. Tu oddajmy głos Robertowi Winnickiemu, który w interpelacji sprzed dwóch tygodni wytyka premierowi Morawieckiemu: „Deklaracja zobowiązuje Polskę do realizacji określonych w niej celów i założeń. O jej podpisaniu nie powiadomiły żadne ogólnopolskie media, tym samym nie informując opinii publicznej, że taki dokument przez polski rząd został podpisany”. 

        Wszystko to prawda. Wygląda na to, że niewielu wie cokolwiek, a większość nic nie wie, zaś ci którzy coś wiedzą bądź wiedzieć powinni – milczą. W każdym razie polskiej wersji językowej tego dokumentu znaleźć nie potrafiłem, zaś Kancelaria Prezydenta oraz Ministerstwo Spraw Zagranicznych moje pytanie zignorowały. 

        Wszelako ten czy ów „mądrzejszy inaczej”, a niedawno wciągnięty w krąg totumfackich, wyrwie się przed szereg, by w odpowiedzi na pytanie, czy Polska musi przyjmować imigrantów, chlapnąć publicznie, jak chlapnął podsekretarz stanu w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju, Paweł Chorąży: „Polska i musi, i nawet jeśli nie chce, to powinna chcieć”. Wszystko na ten temat. Żadnych złudzeń, panie Polki i panowie Polacy. Co więcej – jedyne, co uczynił na takie dictum przełożony Chorążego, to kazał podwładnemu zeznać, że nie powiedział tego, co wszyscy usłyszeli (Chorąży: „Moje słowa w dyskusji o polityce migracyjnej nie są stanowiskiem rządu, bo do decyzji w tej sprawie jeszcze daleka droga” – co z kolei pan Internet skomentował słowami: „Gadaj zdrów!”). Nawet minister spraw wewnętrznych i administracji Joachim Brudziński tupnął nogą ku Chorążemu, rodaków uspokajając: „Przy całym szacunku dla Pana wiceministra Chorążego proszę traktować jego głos jako akademickie dywagacje, a nie jako stanowisko rządu”. 

        Aha, aha. Czyli Chorąży to taki grubszy, lecz tępy młotek z uczelnianej katedry, a nie minister rządu Mateusza Morawieckiego? A to dopiero! No ale tak czy siak, mleko wykipiało, a Polacy zaczęli pomału ogarniać, że wybierając PiS, a nie PO, prawdopodobnie zamienili siekierkę na kijek. Czy tam, że z deszczu trafili pod rynnę. 

        A oto inne z publicznych acz pryncypialnie zdementowanych wypowiedzi pana Chorążego: „Nie będziemy sztucznie podnosić wypłat, żeby ludzie wracali z emigracji”; „lepiej przyjmować tańszych pracowników i utrzymywać niskie koszty produkcji, przez to będziemy konkurencyjni”; „Polacy wróciliby z emigracji, gdyby chcieli”. 

        Mało? Komu mało, temu statystyka: przed czterema laty pozwolenia na pobyt stały i czasowy w Polsce uzyskało prawie 2 tys. osób z krajów arabskich. Rok temu prawie trzy razy więcej. Bartłomiej Bublewicz: „Panie ministrze, a o umowie rządowej z Uzbekistanem pan nie słyszał (3000 imigrantów)?”. I tak dalej, i tak dalej. Wojciech Szewko, ekspert Narodowego Centrum Studiów Strategicznych, były wykładowca Akademii Obrony Narodowej, autor wielu prac poświęconych stosunkom międzynarodowym na Bliskim Wschodzie oraz islamskiemu dżihadowi, o problemie imigrantów przybywających do Polski mówi szerzej i w bawełnę niczego nie owija. Jakby „Dobrą zmianę” w podbrzusze tłukł bez zmiłowania. Proszę posłuchać tego: „Wygrać wybory w Polsce dzięki sprzeciwowi wobec przyjmowania imigrantów i trzy lata później zapowiedzieć program przyjmowania imigrantów. House of Cards to przy tym komiks dla czterolatków”. 

        Tak jest. Preferowanie Ukraińców, a tym bardziej nacji obcych kulturowo, w roli gastarbeiterów, zamiast Polaków – wydmuchanych i wciąż wydmuchiwanych w świat – to dobrze dla gospodarki dziś. W perspektywie wieloletniej to tragedia. To powtarzanie błędów Zachodu. Kilkuset tysięcy ludzi obcych kulturowo nie da się bezboleśnie zintegrować z kulturą kraju przybycia, bo ludzie ci będą woleli odtworzyć relacje znane sobie z krajów pochodzenia. Powyższa oczywistość to w żadnym razie nie jest kuweta nie do ogarnięcia. Ja to wiem i rządzący to wiedzą. Więc? 

*** 

        Więc można oszukiwać wielu ludzi bardzo długo, a niektórych z nich nawet przez cały czas, ale nie sposób oszukiwać bez przerwy tylu, żeby co cztery lata wygrywać wybory. 

Krzysztof Ligęza 

Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

piątek, 14 wrzesień 2018 07:58

Przed najkosztowniejszą kolacją

Napisane przez

michalkiewicz„Gdy Turków za Bałkanem twoje straszą spiże, gdy poselstwo paryskie twoje stopy liże, Warszawa jedna twojej mocy się urąga” – pisał Adam Mickiewicz, mając na myśli cesarza Mikołaja I. Historia, a jakże – powtarza się, ale przeważnie jako farsa, więc o ile w Powstaniu Listopadowym mieliśmy do czynienia z dramatem, to znaczy – z walką przynajmniej teoretycznie dającą nadzieję zwycięstwa, to obecnie – już tylko z „urąganiem”, to znaczy – z bezsilnym wymyślaniem zimnemu rosyjskiemu czekiście Putinowi. On chyba nie zwraca w ogóle uwagi na te pokrzykiwania, bo w odpowiedzi na pogróżki amerykańskich generałów i prezydenta Trumpa, że jak tylko w Syrii zostanie użyta broń chemiczna, to oni z syryjskiego tyrana zrobią marmoladę,  rozpoczął ogromne manewry na Dalekim Wschodzie z udziałem 300 tys. żołnierzy rosyjskich i symbolicznym, bo tylko trzytysięcznym chińskim kontyngentem – niemniej jednak obecnym. Ten Wschód jest tak Daleki, że przez Cieśninę Beringa przybliża się do Alaski i kontrowersyjnej Arktyki. Czy w ten sposób zimny rosyjski czekista pokazuje, że jak wy tak, to my tak, to znaczy – że jak wy spróbujecie dokazywać na Bliskim, czy Środkowym Wschodzie, czyli – w Iranie, to my otworzymy wam drugi front na północy. Wprawdzie amerykańska doktryna obronna przewiduje zdolność do prowadzenia dwóch i pół wojny, ale to łatwo powiedzieć, bo gdyby przyszło co do czego, to wszystko mogłoby się rozstrzygnąć w całkiem innych kategoriach. 

        Więc chociaż tegoroczny wrzesień pod względem pogody jest podobny do tego w roku 1939, to w naszym zakątku Europy chyba żadna salwa póki co nie padnie, a w każdym razie mało kto taką możliwość dopuszcza. Nie znaczy to jednak, by panował całkowity spokój, przeciwnie – w naszym nieszczęśliwym kraju narasta anarchia. Oto pan prezydent Duda wystosował do niektórych sędziów Sądu Najwyższego, że ich w stan spoczynku nie przenosi, ale inni, których te decyzje nie dotyczyły, „orzekają” jak gdyby nigdy nic i wysyłają do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu „pytania prejudycjalne” – co słychać i tak dalej – „zawieszając” pod tym pretekstem uchwalone przez Sejm ustawy. Rząd nie ma odwagi pozamykać tych wszystkich przebierańców do turmy, jak to w Turcji uczynił tamtejszy prezydent Erdogan, zaś prezydent Obama obiecał mu nawet w związku z tym amerykańską pomoc w pociągnięciu do odpowiedzialności „sprawców puczu”. Jeszcze raz sprawdziła się trafność spostrzeżenia, jakie Adam Mickiewicz włożył w usta Klucznika Gerwazego: „Wygraj w polu, a wygrasz i w sądzie” – bo tureckiego prezydenta nie tylko poparły Stany Zjednoczone, ale NATO i ONZ, a nawet – nasz nieszczęśliwy kraj. Niestety przy okazji sprawdziła się trafność jeszcze innego porzekadła, że co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie. Nasi Umiłowani Przywódcy nie potrafią poradzić sobie nawet z kilkoma przebierańcami, być może nawet zadaniowanymi przez niemiecką BND, więc w rezultacie narasta anarchia, bo na 2 października  zapowiedziały „wielki protest” również „służby mundurowe”. Cóż tu jednak wymagać od pana premiera Morawieckiego, który rolę męża opatrznościowego odgrywa w telewizji, a i to tylko rządowej, bo telewizje nierządne odnoszą się do niego bez żadnej rewerencji? Toteż w dysonans poznawczy wprawieni zostali nawet wyznawcy Jarosława Kaczyńskiego, gdy wyszło na jaw, że 2 maja rząd podpisał tzw. Deklarację z Marrakeszu, obejmującą zgodę na przyjmowanie bisurmańskich i innych imigrantów. Przez kilka miesięcy utrzymywane to było w tajemnicy, bo jużci – co tu powiedzieć, skoro opór wobec wyznaczonych przez Naszą Złotą Panią imigranckich kontyngentów był najcenniejszym liściem do wieńca sławy rządu pani Beaty Szydło? 10 września interpelację w tej sprawie skierował do premiera poseł Robert Winnicki, ale odpowiedzi na nią jeszcze nie ma, bo – powiedzmy sobie szczerze – cóż pan premier może na to odpowiedzieć, poza oczywiście odpowiedzią wymijającą – tym bardziej że Węgry nie tylko tej deklaracji nie podpisały, ale określiły ją jako „skrajnie proimigrancką”? Wyobrażam sobie, jak Biuro Polityczne PiS zachodzi w głowę, w jaki sposób zaprezentować tę deklarację jako jeszcze jeden sukces Polski, ale widać, jak dotąd nic nie wymyśliło. Tymczasem sprawa wydaje się jasna; Nasza Złota Pani nie zapomniała odmowy przyjęcia ustalonych przez nią samowolnie kontyngentów i jak nie kijem, to pałką. Konferencja w Marrakeszu odbyła się bowiem z inicjatywy Komisji Europejskiej, kierowanej przez dwóch niemieckich owczarków: Jana Klaudiusza Junckera i Franciszka Timmermansa. Ponieważ premier Morawiecki, podobnie jak minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz, których wyniosła na te stanowiska „głęboka rekonstrukcja rządu”, otrzymali od Naczelnika Państwa rozkaz „ocieplenia stosunków z Unią”, to nic dziwnego, że Polska deklarację tę podpisała, bo „ocieplić stosunki z Unią” można tylko w jeden sposób – bezwarunkowym posłuszeństwem wobec Naszej Złotej Pani. Toteż się słuchają, a tylko wobec opinii publicznej uprawiają cichodajstwo – oczywiście dopóki na użytek wyznawców Jarosława Kaczyńskiego nie obmyślą, jak by tu przekuć to w „sukces”.

        Tymczasem pan prezydent Duda obrał inna metodę. Ponieważ pani Żorżeta Mosbacher podczas składania listów uwierzytelniających w charakterze ambasadoressy USA w naszym nieszczęśliwym kraju zapewniła go, że prezydent Donald Trump już nie może się doczekać, żeby porozmawiać z nim o sprawach nader światowych, pan prezydent Duda nabrał animuszu i podczas wizyty w Leżajsku nie tylko podkreślił prastary, polski charakter tego miasta, ale też wezwał Unię Europejską, by się od Polski „odczepiła”, bo w przeciwnym razie nie będzie można przeprowadzić zbawiennych reform. Ten „prastary” charakter Leżajska został pewnie podkreślony dlatego, że jeszcze w grudniu 2006 roku Światowy Związek Ukraińców z siedzibą w Toronto, wystosował do ówczesnego prezydenta Juszczenki apel, by rok 2007 uczynił rokiem obchodów rocznicy operacji „Wisła” – zwłaszcza na „ukraińskim terytorium etnicznym”, to znaczy – w województwie podkarpackim, części województwa małopolskiego – do Nowego Sącza i części województwa lubelskiego. Leżajsk leży w województwie podkarpackim, więc jeśli pan prezydent uznał, że trzeba podkreślić jego „prastary” charakter, to pewnie musiały pojawić się jakieś wzruszające wątpliwości. Być może uda się jakoś je przezwyciężyć, zwłaszcza podczas kolacji, jaką pan prezydent Duda ma nadzieję spożyć w Białym Domu. Byłaby to najdroższa kolacja w dziejach Polski, bo nawet znany z szerokiego gestu książę Karol Radziwiłł „Panie Kochanku” nie wydawał przyjęć za ponad 300  miliardów dolarów – a właśnie tyle Polska będzie musiała przekazać Żydom tytułem „roszczeń”, których realizacji Stany Zjednoczone zobowiązały się dopilnować w podpisanej przez prezydenta Trumpa ustawie nr 447 JUST – a niezależnie od tego – będzie musiał kupić dla naszej niezwyciężonej armii wyrzutnie rakiet „Homar” – co znakomicie komponuje się z tym najkosztowniejszym w dziejach Polski wydarzeniem gastronomicznym.

Stanisław Michalkiewicz

MaryWagner        Mary Wagner, która jest bardziej znana w Polsce niż w Kanadzie, od kilku lat broni dzieci nienarodzonych w kraju, w którym nie ma żadnych regulacji prawnych dotyczących tak zwanej aborcji i teoretycznie rzecz biorąc, nie ponosząc konsekwencji karnych, można zabić dziecko nienarodzone do momentu, kiedy żywe się nie urodzi, czyli nawet w dziewiątym miesiącu ciąży. 

        Mary Wagner wchodzi do klinik aborcyjnych, rozdaje ulotki informacyjne i za to była już wielokrotnie zamykana, ostatnio w okresie wakacyjnym, 12 lipca br., i właśnie teraz, w minioną niedzielę, zwolniono ją z więzienia. 

        Tym razem odbywanie kary było nieco trudniejsze, po raz pierwszy Mary Wagner była więziona po wyroku, a nie tylko siedziała w areszcie przed sprawą. 

        Odbywała karę w jednej celi wraz z kobietami, które miały liczne problemy psychiczne wynikające z uzależnienia narkotykowego czy syndromu alkoholowego, co stanowiło dodatkowe wyzwanie.

        Korzystając z obecności Mary Wagner na wolności, rozmawialiśmy z nią między innymi o warunkach w więzieniu dla kobiet w Milton w Ontario, gdzie po zmianach przepisów prawnych zauważalna jest tam obecność transwestytów; mężczyzn podających się za kobiety. Stanowi to dodatkowy element obciążający psychicznie dla wielu znajdujących się tam kobiet. 

        Inną bardzo smutną sytuacją jest brak regularnej posługi duszpasterskiej.

        Kościół katolicki nie ma w zakładzie penitencjarnym Milton stanowiska kapelana; nie ma więc Mszy Świętej ani udzielania sakramentów. Tymczasem jest to przecież sytuacja, w której więźniarki są otwarte na Boga i paradoksalnie łatwiej jest je tam ewangelizować. Według Mary, większość kobiet, które spotykała, to były katoliczki. Niektóre z nich są w ciąży, wiele ma dzieci. Mimo starań, sytuacji tej nie udało się naprawić. Ponoć miałby to być ksiądz z miejscowej parafii, bo areszt  podpada terytorialnie pod miejscową parafię... 

        Skoro jednak  nawet w bazach wojskowych są kapelani, to dlaczego nie ustanowić stanowiska kapelana w areszcie dla kobiet w Milton? Przecież te kobiety nie mogą sobie ot tak pójść do kościoła... 

        Inny temat, jaki przewijał się przez nasze rozmowy, to fakt coraz większej populacji kobiet uzależnionych w więzieniach; narkomanów, dzieci narkomanów; ludzi z rozmaitymi problemami psychicznymi wynikającymi z brania narkotyków. Bardzo rozpowszechniona jest schizofrenia wynikająca z wieloletniego korzystania z narkotyków. Ludzie ci mają w areszcie bardzo ograniczoną pomoc, a w końcu niektórzy z nich przebywają tam kilka lat. 

        Zwalczanie ludzi broniących życia przez współczesne systemy polityczne wynika nie tylko ze swoistego pojmowania wolności kobiet, ale również ma swoje miejsce w planie ograniczenia populacji realizowanym przez ośrodki globalizacyjne, które widzą w tym narzędzie ochrony środowiska naturalnego i zasobów planety. Stąd taki nacisk na dostęp do aborcji i eutanazji w Trzecim Świecie.

        Kanada znajduje się w awangardzie tego projektu, lansując go również w krajach biednych, uzależniając od tego swą pomoc. 

        Przeciwstawia się tym projektom aktywnie jedynie garstka ludzi; większość z nas pozostaje bierna, dlatego chwała Mary Wagner za świadectwo własnego życia, dzięki czemu więcej ludzi częściej dostrzega ten problem, nieobecny przecież w głównych środkach przekazu. 

        Przy okazji rozmawialiśmy również z Mary o Polsce; o tym jak łatwo jest utracić wiarę, jak łatwo przenicować społeczeństwo katolickie. To, czego nie udało się dokonać komunistom, ponieważ w dawnych czasach Kościół postrzegany był jako instytucja antytotalitarnego oporu, dziś może udać się liberałom, którzy cywilizację śmierci – jak mówił Jan Paweł II – przedstawiają jako wyzwolenie człowieka. 

        Tutaj, w Kanadzie, mamy tego namacalny dowód w postaci historii Quebecu, prowincji jeszcze w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku bardzo religijnej, dziś zaś posiadającej największą liczbę rozwodów i aborcji. Widać więc, że nic nie jest dane raz na zawsze i przy naszej biernej postawie garstka nawiedzonych może  dokonać rewolucji społecznej, odwracając porządek naturalny.

Rozmawiał Andrzej Kumor