Goniec

Register Login

piątek, 16 marzec 2018 13:26

W ciszy odnajdujemy Boga

Napisane przez

20180313T1333-15340-CNS-SARAH-TORONTO 800-690x450        Robert Sarah (ur. 15 czerwca 1945 w Ourous) − gwinejski biskup rzymskokatolicki, kardynał, prefekt Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów od 24 listopada 2014. Święcenia kapłańskie przyjął w wieku 24 lat z rąk biskupa Raymonda-Marii Tchidimbo. Studiował na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim oraz w Studium Biblicum Franciscanum w Jerozolimie. 13 sierpnia 1979 został mianowany przez Jana Pawła II biskupem diecezji Konakry. Sakry biskupiej udzielił mu kardynał Giovanni Benelli. W chwili przyjęcia święceń biskupich w wieku 34 był najmłodszym biskupem rzymskokatolickim na świecie. W latach 1985–2001 pełnił funkcję przewodniczącego Konferencji Biskupów Gwinei. 1 października 2001 został wezwany do Watykanu, gdzie objął urząd sekretarza w Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów, którą kierował wówczas kardynał Crescenzio Sepe. 7 października 2010 Benedykt XVI mianował go przewodniczącym Papieskiej Rady Cor Unum, koordynującej działalność charytatywną Kościoła. Biret kardynalski odebrał podczas konsystorzu 20 listopada 2010. 24 listopada 2014 papież Franciszek mianował go prefektem Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów.

        W poniedziałek w katedrze świętego Michała w Toronto wygłosił kazanie jeden z najbardziej wnikliwych teologów naszych czasów, kardynał Sarah. Wezwał wiernych, aby nie bali się przyjąć ciszy i byli czujni wobec niebezpieczeństwa wypełniania swych dni bezustannymi doniesieniami i zgiełkiem. 

        – W ciszy znajdujemy Pana Boga, odkrywamy, kim jesteśmy, i wyposażamy się do znaczącego życia – powiedział Robert kardynał Sarah do ponad 1200 zebranych osób – to niesamowite zadanie, jakie jest nam dane, trudne zadanie, by każdy z nas żył wolny i  w godności. 

        Spotkanie z kardynałem pierwotnie było planowane w kościele świętego Bazylego na kampusie uniwersytetu St. Michael’s College, ale darmowe bilety szybko zostały rozdane i stało się jasne, że jest to zbyt małe pomieszczenie. Wśród słuchających kardynała była między innymi broniąca życia w Kanadzie Mary Wagner. 

        Przesłanie, jakie można było usłyszeć w poniedziałek, koncentrowało się wokół tematu najnowszej książki  kardynała na temat wagi ciszy w naszym życiu duchowym. Kardynał Sarah mówił, jak chrześcijanin może osiągnąć wolność, szacunek i wolę do odkrycia głębszego życia w Chrystusie. Jednym z narzędzi do tego musi być cisza, powiedział – kiedy cofamy się ze zgiełku świata do ciszy, uzyskujemy nową perspektywę do postrzegania tego zgiełku. Wycofanie się w ciszę pozwala nam lepiej siebie poznać i naszą własną godność.

        Cisza jest przestrzenią, która wprowadza Boga w nasze życie. Jeśli otoczymy się mało znaczącymi nieważnymi rzeczami, będziemy siebie również postrzegali jako mało znaczących i nieważnych; jeżeli zaś pozyskamy rzeczy piękne i wieczne, będziemy siebie pojmowali  jako pięknych i wiecznych – podkreślił.

        Mimo że wśród słuchających młodzi należeli do mniejszości, kard. Sarah skierował swoje uwagi do młodzieży; wezwał studentów, aby odłożyli swoje smartfony i inne rozpraszające przedmioty i odkryli modlitwę oraz kontemplację w ciszy. 

        Cuda nowych technologii utrudniają poznanie i nauczenie się wartości ciszy, dlatego kardynał Sarah apelował, aby te technologie były na właściwym miejscu; technologia to zawsze będą tylko środki, rozwój technologiczny nigdy nie jest celem samym w sobie, technologia nie zaspokoi naszych najgłębszych potrzeb, dlatego wzywam was, abyście spojrzeli inaczej na to, co znaczy odpocząć, zrelaksować się, nie niszczmy się, a poszukajmy ciszy, bo w ciszy poznamy Boga i poznamy samych siebie – napominał.

ipn918Warszawa, dn. 1988-12-

T A J N E

SZYFROGRAM Nr 04540

„VARDAR” – OTTAWA

INSTRUKCJA nr 12/K/88

Pkt. 2 a – ŁAWRUK

             b – „SWIATOWIEC”

             c – TOMASZEWSKI

Pkt. 13 Andrzej GóRZNY

JAR-K

Uwaga: podkreślone szyfrem rezydenckim!

***

PODLEGA ZWROTOWI DO CENTRALI NASTĘPNYM KURIEREM

TAJNE SPEC. ZNACZENIA

Egz. Nr 1

INSTRUKCJA NR 12/K/88 

z dnia 1988.12.05 

DLA „VARDARA” – OTTAWA

1. Dot. „AMARO”

        Obserwujcie na bieżąco zachowanie „A” i informujcie o rozwoju sytuacji /nowe elementy/ „UGIS” nie powinien nawiązywać z nim kontaktu operacyjnego oraz ograniczyć kontakty oficjalne do niezbędnych potrzeb – wynikających z pełnionej na placówce funkcji. Prosimy o natychmiastowe informowanie w przypadkach zetknięcia się naszych oficerów z osobami znanymi im z pracy operacyjnej z pozycji Centrali.

2. Dot. „MEST”

        W trakcie pobytu w kraju odbyto spotkania. W związku z niedawnym pobytem nie miał do przekazania nowych interesujących z naszego punktu widzenia informacji. Wspomniał o B. /a/ jako osobie, która zamierza odwiedzić Polskę. Poinformujcie czy jest Wam znany. Przyślijcie bliższe dane umożliwiające dokonanie niezbędnych sprawdzeń. W trakcie spotkań kilkakrotnie powracał do sprawy nowej gazety /b/ prowadzonej przez /c/ sugerując, iż poszukuje ona sponsora i warto to wykorzystać. Twierdził, iż sam poczynił w tym kierunku szereg posunięć. Prześlijcie Waszą ocenę pisma wraz z najnowszymi jego numerem /pocztą A/.

3. Dot. „HACKETT”

        W trakcie pobytu w kraju przeprowadziliśmy 2-krotnie rozmowy. H. przekazał wykaz poznanych osób oraz sporządził notatkę informacyjną o charakterze merytorycznym. Scharakteryzował również /w formie pisemnej/ konfliktową sytuację w środowisku placówkowym w Montrealu związaną m.in. z funkcjonowaniem szkoły polskiej.

        Poinformował też, że osoby delegowane z kraju są stale kwaterowane w tych samych pokojach /jeden pion/ w hotelu TOWN INN przy CHURCH STREET w TORONTO. Prosimy o weryfikację tej informacji.

        Ponieważ efekty rozmowy z „H”, jak również sam jej przebieg oceniamy pozytywnie – prosimy abyście osobiście nawiązali z nim kontakt operacyjny. Elementy do nawiązania kontaktu:

Hasło: Czy pan robił doktorat razem z Pawłem Bożykiem

Odzew: Nie, ale chodziłem razem z nim na seminarium doktorskie

Uważamy, że niezależnie od realizacji zadań o charakterze ekonomicznym, umiejętne prowadzenie i stymulowanie działań tego kontaktu powinno pozwolić na właściwe kształtowanie atmosfery w środowisku placówkowym, a zwłaszcza kontrolę sytuacji w pionie handlowym.

4. Dot. „FLIN”

        Naszą ocenę J. KARSKIEGO – zaprezentujemy Dyr.Dep. Kadr MSZ. Liczymy, że atmosfera i stosunki w KG ulegną poprawie po zmianie Kierownika Urzędu – prosimy o Waszą ocenę.

        Jako niedopuszczalne uważamy natomiast konflikty między pracownikami naszego resortu. Prosimy o podjęcie przez Was niezbędnych działań w celu ich rozwiązania we własnym zakresie.

5. Dot. „ASKO”

        Prosimy o kontynuowanie opracowywania „A” równolegle przez „MUSK” i „UGISA” – głównie przy wykorzystaniu źródeł pośrednich /m.in. k.o. „ION”/. Kontakty bezpośrednie „UGIS” powinien jednak ograniczyć; nie wyrażamy zgody na wizyty w domu „A”. Maksymalnie wykorzystujcie natomiast wszelkie oficjalne płaszczyzny kontaktów. W stosunku do „A” planujemy aktywne przedsięwzięcia operacyjne w kraju /zabezpieczyliśmy granicę, podjęliśmy zabiegi w celu ustalenia jego tutejszych kontaktów/.

        W związku z powyższym prosimy o wyprzedzające i dokładne dane dot. terminów jego planowanych pobytów w Polsce /ostatnim razem przyjechał kilka dni wcześniej niż podaliście/.

6. Zaniepokojeni jesteśmy ogólną sytuacją /w tym kontrwywiadowczą/ w spółce „DALIMPEX”. Przygotowujemy w tej sprawie notatkę dla Kierownictwa.

        Prosimy o stałą informację na ten temat i odpowiednie przeciwdziałanie zarówno za pośrednictwem pozostających na kontakcie Rezydentury k.o. jak i oficjalnie poprzez stosowne inspirowanie „GOSPODARZA”.

7. Dot. „DAN”

        Z P. M. zamierzamy przeprowadzić rozmowę, o wynikach poinformujemy. W sprawie „DAN” obowiązuje ustalona uprzednio linia postępowania tj. śledzić na bieżąco jej działalność zwłaszcza zainteresowanie personelem naszych placówek i stymulować w kierunku przyjazdu fig. do kraju.

8. Dot. „EAST”

        Naszą opinię przekażemy po uzyskaniu oceny pionu „H” dot. wartości przekazywanych przez „E” informacji.

9. Dot. „HOOD”

        Sprawa interesująca i posiadająca perspektywę operacyjną. Podjęliśmy działania z pozycji Centrali m.in. VIA TOW. POLONIA w celu określenia kontaktów „H” na terenie kraju. Prosimy o Waszą pogłębioną charakterystykę fig. pod kątem przygotowania koncepcji do przeprowadzenia z nim rozmowy sondażowo-werbunkowej. Informujcie wyprzedzająco o kolejnych przyjazdach „H” do kraju.

10. Dot. „PEEL” – Ur. 1931 (...); poprzednio na placówkach USA, w Moskwie, Wiedniu i Londynie. Wg danych uzyskanych od bratniej służby kadrowy pracownik CIA. Zalecamy dużą ostrożność. W kontaktach nie wykazujcie pośpiechu. Uważamy, iż należało czekać na inicjatywę ze strony „P” w zaaranżowaniu spotkania. Sugerujemy kontynuowania tego kontaktu głównie na płaszczyźnie rutynowych spotkań dyplomatycznych.

11. Dot. „VERS”

        Podzielamy Waszą ocenę sprawy. Sposób nawiązania kontaktu i dotychczasowy przebieg znajomości wskazują, iż „VERS” stara się ustawić kontakty na płaszczyźnie towarzysko-przyjacielskiej na polecenie KSS.

        W związku z tym zalecamy dużą ostrożność w kontaktach. Niech „MUSK” ogranicza je do oficjalnych. W rozmowach powinien być stroną aktywniejszą w celu zdominowania „VERSA” i rozpoznania zadań /które realizuje na zlecenie KSS/ oraz wszechstronnego rozeznania jego osobowości.

        Informujcie na bieżąco o rozwoju sytuacji.

12. Dot. „ZAN”

        Ze względu na specyficzną osobowość „Z”, kontakt w naszej ocenie nie zasługuje na aktywne zaangażowanie w aspekcie operacyjnym; choć nie wykluczamy, e „Z” jest wykorzystywany przez KSS do realizacji pomocniczych działań.

        Sugerujemy, aby „MUSK” traktował znajomość z „Z” jako kontakt przykrycia – głównie na płaszczyźnie oficjalnej. Informujcie o planowanych przyjazdach „Z” do kraju.

13. Dot. „GóRAL” /dane depeszą/ – dla „UGISA”

        Przeprowadzono z nim w kraju szczegółowe rozmowy. Oceniamy, że „GóRAL” jest typem człowieka o skłonnościach do nagłych nieprzemyślanych i nieodpowiedzialnych działań. Jego lojalność wobec nas jest pozorna. Nie jest wobec nas szczery. Kluczowym motywem jego postępowania są korzyści finansowe i sam twierdzi, że w przypadku gdyby ktoś miał mu przeszkodzić w gromadzeniu pieniędzy, to by go usunął „choćby miał go zabić”. Z posiadanych przez nas materiałów wynika, że wielokrotnie usiłował celowo wprowadzić nas w błąd. W rozmowach próbował zataić niewygodne dla niego fakty.

        W związku z powyższym uzgodniono z „GóRALEM”, że będziemy z nim spotykać się tylko na terenie kraju. Kategorycznie zabroniono mu podejmowania na własną rękę prób nawiązywania kontaktu w trakcie pobytu w naszych placówkach.

        W przypadku zgłoszenia się „GóRALA” do Urzędu, załatwiajcie jego sprawy rutynowo. W rozmowie postarajcie się kapturowo uzyskać informacje odnośnie jego aktualnej sytuacji.

14. Dot. P. SŁAWIŃSKI

        Dokonujemy stosownych sprawdzeń. Zamierzamy podjąć odpowiednie zabiegi w tej sprawie /poinformować wojskowych/. Na obecnym etapie powinniście /w sprzyjających okolicznościach/ podnieść sprawę wobec „GOSPODARZA”.

15. Dot. E. SAPIŃSKI

        Prosimy o ustalenie zewnętrznych kontaktów wym. /bliższe dane/. Jednocześnie informujemy, że przeprowadziliśmy rozmowę profilaktyczną z następczynią. Joanna Świstak m.in. w aspekcie kontrywywiadowczego zabezpieczenia placówki. Informujcie okresowo o jej zachowaniu i kontaktach /kontrola operacyjna/.

16. Dot. informacji o osobach ubiegających się o kursy wakacyjne i studia w Polsce /notatka „UGISA”/. Ma to istotne znaczenie w kontekście perspektywicznych zadań naszego Pionu. Dobre możliwości realizacji tego zadania z pozycji K.G. w Toronto /od strony dokumentacyjnej/ posiada „ROG” – którego „UGIS” powinien tylko odpowiednio ukierunkować, dyskontując uzyskane akta i informacje w aspekcie operacyjnym.

17. Prosimy o nadesłanie aktualnej listy ob. PRL delegowanych oficjalnie do pracy w naszych placówkach w Kanadzie /Ambasada, Konsulaty, BRH, „Dalimpex”, PLL „LOT”, PeKaO, PLO/.

18. Prosimy o nadsyłanie rachunków do rozliczenia w jednej kopercie i szczegółowego oznakowania ich zgodnie z instrukcją finansową wg odpowiednich paragrafów np. 3 a itp.

19. Dot. „AZ” – Zgoda na zakup samochodu.

        Jednocześnie przypominamy o konieczności przestrzegania zasad obowiązujących szyfrantów przy wszelkich wyjazdach prywatnych i służbowych poza teren placówki.

20. Przypominamy o konieczności oszczędnego wydatkowania kwot z funduszu operacyjnego. Dotyczy to w szczególności rozliczenia kosztów spotkań z k.o. placówkowymi. Zgodnie z decyzjami Kierownictwa nieuzasadnione operacyjnie wydatki nie będą refundowane.

21. Dot. napadu na żonę „GUNNARISA” /Wasza 474 z 1988.11.28/ o tego typu zdarzeniach informujcie natychmiast /Karski informował MSZ już 1988.11.17/ i przede wszystkim nasz pion. „GOSPODARZ” otrzymał szczegółowe dyspozycje w tej sprawie z Dep. Kadr MSZ – prosimy o zapoznanie się.

        Z okazji Nowego 1989 Roku przesyłamy Wam, Oficerom Rezydentury oraz Waszym Rodzinom życzenia wszelkiej pomyślności w pracy zawodowej oraz życiu osobistym.

K. J A R E C K I

***

Warszawa, dn. 1989-01-03

T A J N E

SZYFROGRAM Nr 00021

„VARDAR” – OTTAWA

Instr. 1/K/89 pkt 6 – Paweł Sławiński

JAR – K

Uwaga: podkreślone szyfrem rezydenckim!

Redagował Majdański

***

PODLEGA ZWROTOWI DO CENTRALI NASTEPNYM KURIEREM

TAJNE SPEC. ZNACZENIA

Egz. Nr 1

INSTRUKCJA NR 1/K/89  Z DNIA 1989.01.02 DLA „VARDARA”

1. Dot. SAJDAK Tadeusz

        Nasze sprawdzenia wym. przyniosły wynik negatywny. jesteśmy zaniepokojeni sytuacją. Z kontrwywiadowczego punktu widzenia uważamy ją za niedopuszczalną. Prosimy o wyjaśnienie sprawy jego zatrudnienia w Urzędzie.

2. Dot. „DONAT”

        Sprawę uważamy za interesującą. Wasze wnioski zasadne. Kontynuujcie opracowywanie go pod kątem przeprowadzenia z nim rozmowy sondażowo-pozyskaniowej z pozycji kraju. Informujcie wyprzedzająco o przyjeździe „D” do kraju.

3. Dot. „ALB”

        Podczas pobytu „ALBA” w kraju próbowano wielokrotnie skontaktować się z nim /w różnych porach/ – bez rezultatu. W tym kontekście rozgoryczenie „A” oceniamy jako pozorne. O jego stosunku do współpracy świadczą nikłe rezultaty informacyjne /także w czasie ostatniego spotkania z „MUSK”/.

        Prosimy o każdorazowe ustalanie z nim przed przyjazdem do kraju – szczegółowych parametrów, niezbędnych do nawiązania kontaktu.

4. Dot. kanadyjskiej Ustawy Imigracyjnej.

        Według posiadanych przez nas informacji z dniem 1989.01.01 wchodzi w życie nowa ustawa imigracyjna. Prosimy o przysłanie obowiązującego tekstu ustawy wraz z Waszą oceną odnośnie wpływu nowych uregulowań na ogólną sytuację kontrwywiadowczą w Kanadzie.

5. Dot. obserwacji „MUSKA”

        W związku z powtarzającą się obserwacją, zalecamy aby „MUSK” w najbliższym czasie /2-3 miesiące/ ograniczył się w czasie pobytów w Toronto do realizacji czynności oficjalnych tj., wynikających z jego statusu na placówce.

6. Dot. /dane depeszą/

        Nasze sprawdzenia wykazały, iż wym. pozostaje w zainteresowaniu Wojskowych. Sprawę zasygnalizujcie na miejscu ich rezydentowi. Obserwujcie zachowanie S. W przypadku braku rezultatów /zmiany postawy wym./ sprawę omówimy na szczeblu Central.

7. Dot. oferentów

        Dziękujemy za szczegółowy raport; tym niemniej podtrzymujemy nasze stanowisko. Jednocześnie informujemy, iż sprawę uważamy za zamkniętą.

8. Dot. „ROG”

        W nawiązaniu do notatki „UGISA” prosimy, aby z uwagi na obecnie pełnioną funkcję i mimo jego przeszłości zawodowej, „ROG” nie był włączony do działań operacyjnych poza Urzędem.

9. Dot. „FLIN”

        Przeprowadźcie osobiście stosowną rozmowę z „FLINEM”. Uświadomcie mu w sposób taktowny, aczkolwiek zdecydowany, iż zgodził się na pełnienie obecnej funkcji z wszelkimi wynikającymi z tego konsekwencjami /dot. to również przebywającej z nim rodziny na placówce/, i musi się podporządkować poleceniom przedstawiciela Centrali.

10. Dot. „ION”

        W nawiązaniu do notatki „UGISA” dot. refundacji za zakupiony przez „IONA” sprzęt elektroniczny, prosimy o wyjaśnienie o co chodzi.

11. Dot. prowadzenia rejestrów kontaktów pracowników placówek

        W ostatnim okresie otrzymaliśmy informacje sygnalizujące o nieprzestrzeganiu Zarządzenia Nr 1 Ministra Spraw Zagranicznych i Handlu Zagranicznego z 1984 r. dot. obowiązku zgłaszania przez pracowników placówek kontaktów służbowych i prywatnych.

        Prosimy o zainteresowanie tą sprawą „Gospodarza” i spowodowanie, aby odpowiedzialni za stan bezpieczeństwa placówek żądali od pracowników zgłaszania posiadanych kontaktów oraz systematycznie aktualizowali prowadzone rejestry.

        Prosimy także, aby po zakończeniu rotacji i wyjeździe pracownika do kraju rejestr jego kontaktów był przekazywany do pionu „K”.

        12. Z okazji Nowego Roku Kierownictwo Centrali przyznało premie po 80 USD „AZOWI” i „FLINOWI”. prosimy o wypłacenie.

K. J A R E C K I

piątek, 16 marzec 2018 13:15

Haggada potrzebna

Napisane przez

ligeza        Reagowanie w sytuacji rażącej nierównowagi sił nie zawsze oznacza klęskę ostateczną, wszelako fiasko prognozuje zawsze. W każdym razie z ogromnym prawdopodobieństwem zapowiada spory niefart. 

        Wniosek: reaktywność wydaje się niewskazana, to raczej przeciwnika należy przymuszać do reakcji, przemyślanymi starannie działaniami, a następnie skutecznie chwasty pielić, wybrawszy grządkę konfrontacji. Nasi wrogowie to wiedzą, wielu Polkom i Polakom niestety wyrwano z serc wspomniane oczywistości, podobnie jak równie wielu rozum wykarczowano z rozsądku – a to wszystko dekadami tresury medialnej (dziś zwanej przeze mnie tresurą podtrzymującą). 

        O deficytach tożsamości narodowej nie wspomnę. O tym Ryszard Legutko („Esej o duszy polskiej”, Tadeusz Korzeniewski („Do Wyoming”), Andrzej Zybertowicz („Kulisy systemu”) oraz Andrzej Nowak („Pierwsza zdrada Zachodu”) na ten temat napisali wszystko, co napisać na ten temat należało. 

 

        NIE DO WYTRZYMANIA 

        W powyższym kontekście wielce frapujące – choć wyłącznie w sensie intelektualnym – wydaje się oczekiwanie, kiedy oba szalejące tu i ówdzie pożary, ten antysemityzmu, i ten polonofobii, splotą się w uścisku śmiertelnym, spopielając doszczętnie osiem wieków otwarcia obywateli Rzeczypospolitej na obcych i prześladowanych. No tak. Bo Żydzi amerykańscy uważają, że bycie Żydem w Polsce piętnuje, Polacy zaś, że piętnuje bycie Polakiem wśród Żydów amerykańskich (chasydzi to w Polsce cepeliada, folklor zanikający, dopowiem: niestety), ja natomiast uważam, że trzeba koniecznie rozumieć, skąd bierze się przytłaczająca większość uwag o „polskim antysemityzmie”, Otóż wynikają one wprost ze wzbierającej, ostatnio bardziej niż zazwyczaj, fali wspomnianej wyżej polonofobii. Rośniemy albowiem, co tych i owych nie może nie boleć. Ba! Tamtych i owamtych boli to już w stopniu nie do wytrzymania. Zatem gdy uwagi tego rodzaju rejestruję, przyglądam się im uważnie i, muszę powtórzyć, jedynie niewielką część odrzucam. Z powodu całej reszty puchnę z dumy, a serce moje rośnie.

 

        POZYCJE WŁAŚCIWE 

        Bezsprzecznie Żydzi to mądry naród i bezsprzecznie naśladowanie jego mądrości dobrze zrobi na każde durne myszygene kopf. Czy na jakoś podobnie. W takim razie jeszcze lepiej, gdy państwo aspirujące od dwóch lat do zmądrzenia, naśladować zechce te już zmądrzałe. Żeby nie było to, tamto: nie postuluję, by naśladować państwa przemądrzałe. Naśladowanie przez naród polski narodów przemądrzałych możliwe będzie jutro. Czy tam pojutrze. Dziś naśladujmy narody zmądrzałe, ergo, naśladujmy państwo Izrael. Więc. 

        Więc skoro Norman Filkenstein dostał 10 lat zakazu wjazdu do Izraela za pisanie prawdy o Żydach, niech Polska na lat dziesięć zakaże wjazdu do Polski panu Grossowi za rozpowszechnienie łgarstw o Polakach. Zresztą Filkenstein Filkensteinem, Gross Grossem, ale generalnie chodzi o to, że zasada wzajemności stosowana w praktyce wręcz rewelacyjnie ustawia relacje między narodami na właściwych pozycjach. 

 

        Z INNYCH KOŃCÓW 

        Teraz z dwóch innych końców, że je oba jakże zręcznie ujmę w dłonie. Koniec pierwszy: Żydzi Żydami, Izrael Izraelem, Jerozolima i te rzeczy, tymczasem Sąd Najwyższy czule pieści czuprynę prokuratora z Kielc, przyłapanego na jeździe po „jednym głębszym”, uznawszy, że nieszczęśnik nie wiedział, że spożywał alkohol. A skoro tak, to nie wiedział, biedaczek, a precyzyjniej: „mógł nie wiedzieć”, że ma alkohol we krwi. I to jest bardzo dobre wytłumaczenie. Gdyby wiedział, wtedy musiałby być mocno roztargnięty. Czy tam roztargniony. Zaś roztargnięcie to od czasu sędziego, którego kieszeń wzięła i wsiorbała cudze „pisiąt” złotych, to już karta zabita na śmierć. 

        I koniec drugi: dziennik „Rzeczpospolita” donosi, że, uwaga, uwaga: „Borelioza niebezpieczniejsza niż sądzono”. Niżej podpisany pyta: nowa partia szczepionek mija Słubice? Czy tam Kołbaskowo? Czy może tym razem szczepionki wjeżdżają do nas od strony Zgorzelca? Bo tylko ten kontekst wydaje się godzien uwagi, a nie to, że „borelioza zabija”. 

 

        PO HEBRAJSKU 

        Alkohol zabija, papierosy zabijają, cukier zabija – i tak dalej, i tak dalej – tymczasem nic tak cudownie nie uzdrawia stanów fiskalnych koncernów farmaceutycznych, co sprzedaż dziesięciu tirów tej czy innej nikomu niepotrzebnej szczepionki. Czy tam tirów piętnastu. Tym bardziej w sytuacji, gdy odległe wieloletnie skutki uboczne podawania tejże szczepionki nie są znane i kiedykolwiek by się nie ujawniły, nie ujawnią się prędko. 

        Natomiast co do „od zaraz potrzebnej” haggady, klamrującej nasze dzisiejsze spotkanie, powiem tak: niniejsza haggada – uwrażliwionych na wulgaryzmy o wybaczenie proszę – wygląda tak: „Był rok 1968, gdy Adam wyzywał mnie od nie-Polaków, oczerniając publicznie. Miałem dwadzieścia trzy lata. Krzyczałem: »Łżesz, chuju!« i obijałem bydlakowi ryj. Wtedy przestawał. Dziękuję wam, Muzeum Polin. Dziś znowu czuję się młody. A mówię przez to, że podżeganie do antysemityzmu winno być karane łbem na pniu, zaś Muzeum Historii Żydów Polskich świętą krową nie jest, więc własną głowę chronić powinno. Proszę to sobie gdzieś zapisać, możliwie wielkimi literami. Może być po hebrajsku”. 

Krzysztof Ligęza 

Kontakt z autorem: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

piątek, 16 marzec 2018 13:12

Białoruska Joanna d’Arc

Napisane przez

pruszynski        Tak, tak! Białorusini mają swoją Dziewicę Orleańską. Co prawda nie całkiem orleańską, ale słucką, niemniej jednak kolejna emancypowana białoruska księżniczka zasługuje na uwagę. Historia zachowała niewiele pewnych faktów z biografii Anastazji Słuckiej, jednak Białoruś może pochwalić się piękną legendą.

        Młodziutką Anastazję ożeniono z księciem na Słucku i Kopylu Siemionem Olelkowiczem na początku lat 90. XV wieku. Młoda para niedługo mogła cieszyć się życiem rodzinnym. Kniaź cały czas musiał odpierać najazdy wojowniczych Tatarów, którzy zaczęli atakować miasto w 1502 roku. Spustoszone księstwo osłabło do tego stopnia, że Słuck stracił prawo magdeburskie. W 1505 roku książę Siemion mocno zachorował i pożegnał się z tym światem, pozostawiając młodą księżną, dzieci i państwo bez opieki. Silna Anastazja staje się regentką niepełnoletniego syna Jerzego i bierze ster księstwa w swoje ręce. Kniahini zaczyna umacniać miasto. Za jej panowania odbudowano dolny i górny zamek. Na miejscu drewnianej, kobieta stawia kamienną cerkiew Świętej Trójcy – ofiarę za pomyślną obronę przed Tatarami i na pamiątkę poległych. Po śmierci męża księżna sama zajmuje się obroną księstwa i staje na czele słuckiego wojska. Nie wiadomo, czy Anastazja brała miecz do ręki, ale skoro już tworzymy legendę, to możemy trochę ją podkoloryzować. Wyobraźcie sobie średniowieczną zbroję. Żelazny pancerz wraz z kolczugą ważył od 20 do 50 kilogramów. Plus ciężki miecz, którym trzeba było z wprawą machać. Do tego niewiarygodna siła i odwaga kobiety, która się na to zdecydowała.

        Piękna legenda o białoruskiej Joannie d’Arc została uwieczniona w świetnym filmie z 2003 roku, który tak też się nazywa – „Anastazja Słucka”. Ta pełna akcji kinowa opowieść o białoruskiej wojowniczce, urzekającej swoją mądrością i urodą (której użyczyła aktorka Swietłana Zielankouska), nie odsłania pełni biografii Anastazji. Wydawać by się mogło: Tatarów odparli, legenda się rodzi, syn dorasta – dajcie kobiecie spokojnie pożyć! Ale nie. Była zbyt łakomym kąskiem, by uniknąć zalotów rozochoconych kniaziów, z których jeden był największym awanturnikiem w białoruskiej historii. Czort jeden wie, kiedy Anastazja poznała Michała Glińskiego, ale jeden z polskich historyków uważa nawet, że księżna przez jakiś czas miała z nim romans. Historia miłosna trwała w najlepsze, ale gdy książę przyjechał się swatać, odprawiła go z kwitkiem.

        Był rok 1508. W swoim czasie Michał Gliński, przodek naszego ministra kultury, był jedną z najważniejszych osób w Rzeczypospolitej – piastował posadę marszałka, faktycznie władając państwem, ale po śmierci króla Aleksandra Jagiellończyka utracił swój autorytet. I nie może to dziwić, bo ambitny magnat miał wielu wrogów i konkurentów, z których jeden nakłonił nowego króla – Zygmunta (potem nazwanego Starym) do zdjęcia go ze stanowiska. Pokrzywdzony szlachcic zaczyna intrygę prowadzącą do obalenia króla. Wszczął nawet swojego rodzaju wojnę informacyjną – rozpuszcza plotki, że Zygmunt planuje mocno ograniczyć prawa prawosławnych mieszkańców Rzeczypospolitej. Glińskiemu udaje się przeciągnąć na swoją stronę bogatych krewnych i otrzymać wsparcie kniazia moskiewskiego Wasyla III. Były marszałek rozpoczyna prawdziwą wojnę hybrydową w stylu XVI wieku. By odzyskać władzę, stara się podzielić Wielkie Księstwo Litewskie i stworzyć samodzielne księstwo kijowskie pod protektoratem Moskwy. Coś to przypomina…

        Ziemia słucka i kopylska były świetnym dodatkiem do nowego księstwa. Może właśnie to skłoniło młodego magnata do smolenia cholewek do również młodej i zamożnej księżnej. Ta jednak nie godzi się na ślub. Dla jednego z najbogatszych i najbardziej żądnych władzy mężczyzn w kraju był to cios poniżej pasa. Michał Gliński dwukrotnie próbuje zdobyć Słuck zbrojnie, by siłą doprowadzić kniahinię przed ołtarz. Ale napadł na niewłaściwą kobietę! Dwa razy Anastazja broni siebie i miasta, a awanturnik z pustymi rękoma ucieka do księstwa moskiewskiego. Dlaczego Anastazja, która rzekomo miała romans z Glińskim, odmówiła mu? Możemy jedynie zgadywać. Możliwe, że bała się o spadek syna. Możliwe też, że była na tyle wierna królowi i państwu, że nie chciała jego podziału. A może Gliński zwyczajnie okazał się złym kochankiem. Ale to, że księżna umiała zadbać o siebie i swoich poddanych, nie ulega wątpliwości. Gdy kniaź Jurij stał się pełnoletni, mądra i niezłomna Anastazja przekazała władzę synowi, sama zaś zmarła w sędziwym wieku. We wrześniu ubiegłego roku w Słucku stanął jej pomnik.

        Ciekawa historia, związana z męstwem i wyborem moralnym, wydarzyła się i w naszych czasach. Plan zdjęciowy „Anastazji Słuckiej” odwiedził Aleksander Łukaszenka. Wszystko było przygotowane tak, by „obłaskawić” prezydenta. Wojownicza Anastazja w kolczudze miała podjechać na koniu i wręczyć Łukaszence… kwiatki. Ciekawe, że podczas spotkania ochrona nie zarekwirowała wszystkich mieczy i ostrych przedmiotów. Swietłana Zielankouskaja, grająca rolę Anastazji, na przekór wszystkim, którzy liczyli na pochwałę z góry (ministra i wiceministra kultury, reżysera), zdecydowała, że nie przywita przywódcy. Czy na nieugiętą postawę Swietłany wpłynęła historia Anastazji, która umiała powiedzieć „Nie!”? W czasie, gdy wszyscy na nią naciskali, aktorka zasłoniła oczy rękoma i odmówiła. A przywódca kraju pozostał bez kwiatów. („Białoruska Joanna d’Arc”, Paulina Walisz, Bielsat)

        I osobiste moje spotkanie na premierze filmu w Mińsku, niemające żadnego związku z Polską, a w końcu były, gdy podszedłem do aktorki ze znaczkiem wolnej Białorusi w klapie, ta powitała mnie  „Żywiet Białoruś”, czyli hasłem opozycji.


        Jak się to wszystko skończy?

        Kaczyński, który w końcu rządzi  Polską, ugnie się przed Żydami. Prawdopodobnie nastąpi to pod pretekstem decyzji Trybunału Konstytucyjnego, że to coś tam w poprawce jest niezgodne z Konstytucją. Doprowadzi to do totalnego upadku prestiżu władców Polski. Może pokaże się nowy przywódca, który skupi wokół siebie moc narodu, zwłaszcza że przebudzi się pod wpływem szeregowych księży Episkopat.

        Ostatecznie PiS wprowadzi stan wojenny, który będzie nieudaną próbą zlikwidowania napięcia, po którym PiS będzie musiał zejść z piedestału jak PZPR.


        Kto w końcu winien?

        Pisze się teraz moc o kolaborantach z różnych krajów, a nawet trochę o żydowskich, ale w końcu kto tym wszystkim dowodził – Niemcy i jeszcze raz Niemcy.

        Czy „polskie” MSZ może pochwalić się od 1990 do 2015 roku jakąś rzeczową publikacja po angielsku o ratowaniu Żydów w Polsce? – Nie.

        A wystarczyło przejąć zapas książki angielskiej pana Zajączkowskiego z Waszyngtonu „Martyrs of Charity”… czego nie zrobiono.

        Można było rozprowadzać angielską książkę płk. Iranka-Osmeckiego czy książki angielskie dr Ewy Kurek lub wydaną przez mnie książkę śp. Szymona Datnera „Polish heroes”. Tego nie zrobiono, a za to powinien ktoś siedzieć już DAWNO. Jeśli kogoś trzeba w pierwszej kolejności skazywać za obojętność, to „polskie” MSZ. 

        A Episkopat co w sumie zrobił? Odwiedził Polin – Muzeum Historii Żydów Polskich i niczego o nim złego nie powiedział, a jest wiele. Prawda, ks. prof. W. Chrostowski wydał książkę pt. „Kościół, Żydzi, Polska”, a ks. Rytel-Adrianik książkę pt. „Dam im imię na wieki”, ale to były ich osobiste działania. Akcja o. Rydzyka upamiętnienia zamordowanych Polaków za ratowanie Żydów nie była mocno poparta przez naszą hierarchię. Czy Episkopat nie powinien był wydać dobrego dzieła o roli księży i biskupów w ratowaniu Żydów i na przykład dać jakąś nagrodę dr Ewie Kurek za jej książkę o dzieciach żydowskich uratowanych w klasztorach?


        Rabusie

        Zbyt mało mówi się, że funkcjonariusze UB od najwyższego szczebla do dołu byli nie tylko prześladowcami Polaków, ale też pospolitymi złodziejaszkami, okradając przy okazji rewizji i innych okazji, kogo się dało.

        Gdy aresztowano pułkownika hr. Grocholskiego, z domu zginęło sporo biżuterii. Kilka miesięcy potem u swego fryzjera jego żona zobaczyła na sukni siedzącej tam kobiety swą broszkę i zapytała, skąd ma tę broszkę.

        – Co to panią obchodzi – odpowiedziała zapytana. 

        – Po prostu to moja broszka – powiedziała hrabina, wyrwała ją i wyszła z zakładu.

        Kilka dni potem przyszła znów i zapytała fryzjera, czy wie, kto to była ta kobieta.

        – To znana aktorka, żona premiera Cyrankiewicza – odparł fryzjer. – Pytała, czy znam panią – ciągnął dalej fryzjer – ale odpowiedziałem, że pierwszy raz panią hrabinę widziałem.

        Podobnie było z płk. Światłą. Amerykanie chcieli ustalić, kto to, i wreszcie znaleźli człowieka, którego Światło przesłuchiwał.

        – Tak – ten powiedział – to Światło – i dodał – zapewne ma na ręku mój złoty zegarek, który mi skradziono podczas rewizji.

        Gdy opowiedziałem o tych ewenementach na spotkaniu w IPN-ie, to dowiedziałem się, że po aresztowaniu I Komendy WIN-u bezpieka dowiedziała się, gdzie jest ich kasa. Po nią pojechało kilku funkcjonariuszy z wiceministrem MBP Romanem Romkowskim – oryginalnie Natanem Grinszpaumem-Kinkielem, i pułkownikiem Józefem Czaplickim – oryginalnie Izydorem Kurcem. Odkopano walizkę, gdzie między innymi było pełno złotych monet. Po powrocie do Warszawy rozdzielili je między siebie, odkładając część dla Gomułki. Sprawa wyszła na jaw dopiero po 1956 r. Inna sprawa, to co się stało z tzw. Złotym FON-em, czyli złotymi przedmiotami z Funduszu Obrony Narodowej, jakie wróciły z Londynu.


        Święto Kobiet

        8 marca nadal jest dniem świątecznym na Białorusi i już dwa dni przed nim miasta zapełniają się stoiskami z kwiatami, głównie tulipanami. Są one jednak dwa razy droższe niż w Warszawie.


        Komu rządy III RP służą?

        Prof. Andrzej Zapałowski, specjalista od bezpieczeństwa państwa, mówi: – Przez ostatnie prawie trzy dekady trudno byłoby szukać gestów solidarności politycznej i gospodarczej ze strony Ukrainy do Polski. Od lat mamy tylko absolutnie asymetryczną politykę Warszawy na naszą niekorzyść w stosunku do Kijowa. A jak rządy realizowały nasze interesy w stosunku do Niemiec, Białorusi, Rosji, USA itd.? 

        Na świecie nie szanuje się państw, które nie dbają o swoje interesy i ich jasno nie artykułują. To trąci już absolutną naiwnością gospodarczą i polityczną, ale to mamy już od lat.


        Poseł Winnicki w Sejmie 

        „Nie ma tam mowy (w uchwale Sejmu o Marcu), że te wydarzenia były skutkiem m.in. walki frakcji w łonie PZPR; że to był jeden z głównych powodów, dla których wydarzył się Marzec ’68. Jego opis nie jest prawdziwy, jeśli nie powiemy o tym, że wtedy wyjechało z Polski ponad tysiąc stalinistów, UB-eków, morderców sądowych, wysokich oficerów Ludowego Wojska Polskiego; że wyjechał Stefan Michnik, Helena Wolińska. Bez powiedzenia tej prawdy ta uchwała jest po prostu nieprawdziwa, dlatego w imieniu Ruchu Narodowego domagam się prawdy o Marcu ’68. Nie twórzmy mitologii na temat Marca ’68, który jest jednym z mitów założycielskich III RP.”


        Znów będą nas… doić

        Podczas konferencji w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów premier Morawiecki poinformował o utworzeniu Muzeum Getta Warszawskiego. Na dyrektora nowej placówki minister Gliński powołał Alberta Stankowskiego, szczecińskiego historyka i byłego pracownika Muzeum Polin.


        Jak zarabiać i mieć frajdę

        Sporo czytelników mieszka poza śródmieściem Toronto czy Mississaugi i sporo jest już na emeryturze. Jest nie najgorzej, ale mogłoby być lepiej. Okazuje się, że można nieźle zarobić, hodując... psy. Można sprowadzić sobie ładną szczenną sukę z wszelkimi dokumentami, a potem sprzedawać szczenięta. Potem znaleźć tu samca i co pół roku mieć „urodzaj”.

        Widziałem w Krakowie bardzo ładne psy rasy czarne rosyjskie spaniele. W Internecie ceny ich szczeniaków w USA to 2000 amerykańskich zielonych.


        Z dyskusji w Internecie

        W Polsce jest moc wykształconych, a mało... mądrych.


        Problem Pierwszej Damy

        Imć Dera z Kancelarii JO Pana Prezydenta twierdzi, że jest tragedia, bo pani Duda-Kornhauzer musi żyć na konto męża. Powolutku, czy JO mąż tak źle zarabia, że nie może na dobrym poziomie utrzymywać żony? Zamiast boleć, trzeba było wprowadzić do listy cywilnej dla niej pensję np. wiceministra. Więc rodacy, może zrobimy składkę na panią prezydentową na Ronceswólce i na Krakowskim Przedmieściu?

Aleksander Pruszyński

piątek, 16 marzec 2018 13:07

Wiosna w sztetlu na niemieckim pograniczu

Napisane przez

michalkiewicz        Co się nosi wiosną 2018 roku w Warszawie? – Żydów na rękach. Takie wrażenie można by odnieść na widok kolejnych decyzji rządu albo obozu rządzącego. Z jednej strony, niby mamy propagandową wojnę na 14 fajerek. Pan premier Morawiecki wdał się w absurdalną licytację z Ronem Bergmanem, Żydem „ocalałym z holokaustu” już w drugim pokoleniu, który podczas konferencji prasowej w Monachium pytał, czy zostanie w Polsce uznany za przestępcę, jeśli opowie haggadę o swojej matce, co to się uratowała, bo w porę podsłuchała rozmowę swoich polskich sąsiadów, którzy następnego dnia wybierali się donieść na nią do Gestapo. Zamiast podziękować mu za pytanie i wyjaśnić, że polskie władze skrupulatnie zbadają tę sprawę, zaczynając od wyjaśnienia, czy w ogóle miał matkę, no a potem – całej reszty, to znaczy – jak uratowali ją dobrzy Niemcy z Gestapo – zaczął go uświadamiać, że oprócz niemieckich sprawców, byli również inni – także żydowscy. Na takie dictum zawrzał gniewem nawet premier Izraela, bo jużci – kto to widział, żeby wspominać o sznurze w domu wisielca?

A z drugiej strony, izraelska ambasadoressa, której, jak dotąd, nikt nie ośmielił się dać eskorty do granicy, podczas uroczystości na Dworcu Gdańskim ku czci męczenników Marca 1968 zauważyła, jak łatwo obudzić i przywołać w Polsce „antysemickie demony”, i to w sytuacji, gdy Żydów „prawie nie ma”. Nie chodzi już nawet o to, co by się działo, gdyby Żydzi w Polsce „byli”, tylko o to marcowe męczeństwo. Jak wiadomo, polegało ono na możliwości opuszczenia cudnego raju i zabrania ze sobą na Zachód wszystkiego, co w okresie dobrego fartu pod rządami Stalina udało się wydrzeć „strasznej reakcyjnej hydrze”, często razem z paznokciami. Znakomitym reprezentantem tych męczenników, można nawet powiedzieć – ich patronem – jest Helena Wolińska, co to naprawdę nazywała się Fajga Mindla Danielak i niejednego Polaka posłała na śmierć, wraz z aktem oskarżenia przekazując go w szpony np. niezawisłej sędzi Marii Gurowskiej, córki Moryca i Frajdy, co to naprawdę nazywała się Zand i która już wiedziała, że dla takiego gada to tylko kula w łeb, a w ostateczności – powróz. Najbardziej znanym jej wyczynem był sądowy mord na generale Auguście Emilu Fieldorfie. Ciekawe, że Maria Gurowska, już w „wolnej Polsce”, z której nikt nie ośmielił się jej „wypędzić”, nie miała sobie nic do zarzucenia, a kiedy chciano postawić ją przed sądem, zwyczajnie się tam nie stawiła i na tym sprawa się skończyła. Toteż prezydent Duda, który po felonii, jakiej dopuścił się latem ubiegłego roku wobec swego wynalazcy, na gwałt poszukuje sobie przyjaciół i protektorów, przemawiając 8 marca na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego, w imieniu Rzeczypospolitej owych męczenników marcowych przeprosił, przyłączając się w ten sposób do orszaku prezydentów: Aleksandra Kwaśniewskiego i Bronisława Komorowskiego. Pierwszy w imieniu narodu polskiego 10 lipca 2001 roku w Jedwabnem przeprosił za „współudział” w holokauście, a drugi – w liście do uczestników kolejnej uroczystości w Jedwabnem w roku 2011, napisał, że „naród polski” powinien przyzwyczaić się do myśli, że był również „sprawcą”. Najwyraźniej taki los wypadł nam, bo na dodatek właśnie odbyło się posiedzenie Konferencji Episkopatu Polski, po której JE abp Wojciech Polak przypomniał, że „antysemityzm” jest „grzechem”. 

        Warto tedy zwrócić uwagę, że o tym, kto jest antysemitą, decydują Żydzi; właśnie Judenrat Muzeum Historii Żydów Polskich „Polin” oskarżył o antysemityzm kolegę Rafała Ziemkiewicza, który jeszcze niedawno wypędzał „antysemitów” z „prawicy”, puszczając mimo uszu moje ostrzeżenia, że w ten sposób oddaje politykę kadrową na prawicy w ręce pana red. Michnika, który w sprawie antysemitów ma przecież ostatnie słowo. Więc i JE abp Polak, aktualny prymas Polski, tą deklaracją sprawia wrażenie, jakby oddawał rząd dusz w ręce Judenratu Muzeum Historii Żydów Polskich „Polin” – który zresztą nie czekając na przekazanie kompetencji, już sobie prawo do decydowania o tym uzurpował. Jakże daleko („O, drogi Panie Hrabio, jakże mi daleko...”) odeszliśmy od niezapomnianego Prymasa Stefana Wyszyńskiego, który Stefanowi Kisielewskiemu mówił, że Kościół powinien narodowi polskiemu „lizać rany”. Dzisiaj owszem, nie powiem – też liże, ale nie narodowi polskiemu, tylko Żydom, i nie rany, ale coś zupełnie innego. Toteż nic dziwnego, że wicepremier Gliński, co to niedawno przekazał 100 mln na renowację żydowskiego cmentarza przy ul. Okopowej w Warszawie, teraz zapowiedział wybudowanie Muzeum Powstania w Getcie Warszawskim, a z kolei Senat uchwalił, że 24 marca będzie świętem państwowym - Dniem Pamięci Polaków Ratujących Żydów. Tego dnia partia i rząd każdemu Polakowi przypomni, że poświęcanie się dla Żydów jest jego pierwszym i podstawowym obowiązkiem. Jednocześnie ani Naczelnik Państwa, ani pan prezydent, ani pan premier ani słowem nie odważył się wesprzeć desperackiej akcji Polonii  amerykańskiej, by zablokować w Izbie Reprezentantów ustawę HR 1226. Tymczasem 12 marca grupa działaczy polonijnych odwiedziła co najmniej 300 biur kongresmanów w Waszyngtonie, przedstawiając zastrzeżenia wobec tej ustawy, dzięki czemu pojawia się nadzieja, że to niebezpieczeństwo zostanie i od Polski, i od narodu polskiego odsunięte. 

        Niezależnie jednak od tego, sytuacja zmierza ku spełnieniu wizji Stanisława Cata-Mackiewicza, który nazywał Warszawę „małym żydowskim miasteczkiem na niemieckim pograniczu”. Oto bowiem 14 marca po przezwyciężeniu kryzysu koalicyjnego, Bundestag po raz kolejny zatwierdził Naszą Złotą Panią na stanowisku kanclerza Republiki Federalnej Niemiec. Nasza Złota Pani energicznie i od razu zabiera się do roboty. Na początek jedzie do Paryża namówić się z tamtejszym prezydentem Macronem, a jak już się namówi, to na najbliższy poniedziałek zapowiedziała gospodarską wizytę w naszym nieszczęśliwym kraju, by osobiście przekonać się, jak najłatwiej przywrócić tu demokrację i praworządność. Pewnie dlatego pani Małgorzata Gersdorf, piastująca stanowisko Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, na wszelki wypadek nie zwołuje posiedzenia wybranej niedawno przez Sejm Krajowej Rady Sądownictwa, której z urzędu i z ustawy przewodniczy. Pretekstem jest oczywiście „niekonstytucyjność” tego wyboru, ale tak naprawdę chodzi o to, by poczekać, co w tej sprawie zdecyduje Nasza Złota Pani. Czy pani prezes Małgorzata Gersdorf sama wpadła na ten pomysł, czy też wykonuje tylko zadanie zlecone przez niemiecką BND, które przekazał jej jakiś stary kiejkut – o to mniejsza, bo widać wyraźnie, że kolejna kombinacja operacyjna jest przygotowywana znacznie staranniej niż ta z 16 grudnia 2016 roku, kiedy to wykonanie BND powierzyła drapichrustom z Wojskowych Służb Informacyjnych, a ci z kolei spuścili się na Zasrancen z Nowoczesnej i Platformy. Myślę tedy, że teraz nawet „Obywatele SB” będą zapewne stanowić tylko tło, na którym zostanie odegrane przedstawienie z udziałem gwiazd tubylczej jurysprudencji. Ciekawe, co stare kiejkuty każą w tej sytuacji zrobić panu prezydentowi Dudzie, a może już coś mu kazały, bo rząd z kolei, rozpaczliwym rzutem na taśmę próbuje znowelizować niedawno znowelizowaną ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa w ten sposób, by jej posiedzenia zwoływał i obrady prowadził prezes Trybunału Konstytucyjnego – aktualnie w osobie pani Julii Przyłębskiej. Nietrudno się domyślić, że Nasza Złota Pani w najbliższy poniedziałek tego nie pochwali, co oczywiście prowokuje do postawienia pytania, czyja będzie nadchodząca właśnie kalendarzowa wiosna: „nasza”, czy jakaś taka nie nasza?

Stanisław Michalkiewicz    

Antoni Macierewicz powiedział kiedyś że człowieka zabić jest bardzo łatwo - a to w kontekście skrytobójczych mordów na politycznych przeciwnikach, odpowiadając na pytanie, czy nie boi się, że ktoś go zabije.
Wszystkie służby specjalne świata wiedzą, jak to się robi; w jednych wjeżdżają ciężarówki, inni dostają nagle zawału, albo wylewu, jeszcze inni trują się czymś co natychmiast znika z ich krwioobiegu i tkanek, jak w przypadku bułgarskiego dysydenta Georgija Markowa, zamordowanego strzałem z parasola.
Dlaczego więc rosyjskie KGB miałoby w przypadku rozprawiania się ze zdrajcami Rosji odwoływać do czegoś tak egzotycznego jak izotop polonu czy wysoko zaawansowany binarny środek z arsenału broni chemicznej? Wiadomo przecież że i jeden i drugi bardzo łatwo zostanie wykryty przez służby brytyjskie.
Są dwie możliwości jedna mówi, że z "akwarium" wychodzi się jedynie przez drzwi na tamten świat i tego rodzaju spektakularne morderstwo ma pokazać wszystkim innym, że rosyjskie służby to poważna sprawa i nie można się z nich wypisać przy pomocy jakiś wymian szpiegów na mostach. Urodzony w Kaliningradzie pułkownik GRU Skripal, był w rosyjskich łapach; można było u niego na przykład wywołać raka tak żeby nawet po wymianie szybko zszedł, można to było załatwić po cichu.
Rosjanie tłumaczą że to Brytyjczycy grają własną grę i robią prowokację po to żeby ich obciążyć, tak jak to się w tej dyscyplinie często robi; uważają że "Zachodowi" potrzebny jest pretekst do eskalacji napięcia. Z naszego polskiego punktu widzenia, niezależnie od tego jak jest naprawdę, taka eskalacja to niebezpieczeństwo ponownego umieszczenia na liście krajów frontowych - oby tylko zimnej wojny.


Dostęp tylko dla użytkowników z subskrypcją. Kup teraz!

niedziela, 11 marzec 2018 00:26

Na szybko: Jest zima, a czas letni...

Napisał

Jest to zmora, która nas gnębi 2 razy do roku. Właśnie w ten weekend znów spaliśmy o godzinę krócej. Od czasu, kiedy "młody" Bush postanowił "przykręcić śrubę", Ameryka wprowadza czas letni jeszcze zimą, na 3 tygodnie przed Europą.
Nikt nie udowodnił że przynosi to jakiekolwiek oszczędności, czytam w CBC News -wręcz przeciwnie; ludzie czują się gorzej, frekwencja w pracy maleje, liczba wypadków drogowych rośnie, a mimo to tylko takie "nieokrzesane" kraje, jak Rosja zdecydowały się z tego wynalazku zrezygnować. W 2008. roku przeprowadzono w USA badania, które wykazały że zmniejszone zapotrzebowanie na świetło i tak jest równoważone przez zwiększone zapotrzebowanie na ogrzewanie czy chłodzenie, tak że "bilans wychodzi na 0". Czas letni to podobno "wynalazek" Benjamina Franklina tylko że jak mówią historycy, kiedy w 1784 r pisał do jednej z gazet, że Paryżanie mogliby zaoszczędzić na świecach, gdyby ludzie wcześniej wstawali z łóżek, to żartował.. Czasu letniego nie mają Chiny ani Indie, a wspomniana Rosja postanawiła z niego zrezygnować 2014 r. A więc po co? Może po prostu po to, żebyśmy się przyzwyczaili, że jak państwo każe, to mamy stać na głowie albo chodzić z jedną ręką założoną z tyłu mimo braku logicznego wytłumaczenia. No i posłusznie stosujemy się do podkręcanych nam dwa razy do roku zegarków. A może by tak się raz zbuntować?


Dostęp tylko dla użytkowników z subskrypcją. Kup teraz!

Ostatnio zmieniany niedziela, 11 marzec 2018 09:08

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump niebawem spotka się z liderem Północnej Korei czerwonym kacykiem z dynastii Kim Ir Sena Kim Jong-un rozwój sytuacji pokazuje jaka dyplomacja się opłaca. Trzeba podbijać stawkę po to, by siadając do stolika mieć duże atuty. Korea Północna na razie obiecała wstrzymać testy nuklearne do czasu spotkania z prezydentem USA. Jednym słowem po tym jak kraj ten ogłosił że posiada zdolność odwetowego ataku na terytorium Stanów zjednoczonych, Stany Zjednoczone uznały go za partnera do rozmów. Poprzednio starały się jedynie zdusić sankcjami. Zobaczymy ile północna Korea zdoła ugrać.

Jest to oczywisty przykład że w polityce liczą się silni posiadający atuty. Wchodzenie do tyłka komukolwiek jest zdradę interesów narodowych. Widać to na przykładzie Polski ulegającej naciskom amerykańskim w sprawach, które Amerykanów nie powinny obchodzić,  obchodzą jedynie dlatego że robią przysługę swoim żydowskim ober-partnerom Proszę teraz popatrzeć jak chińska szkoła dyplomacji w wydaniu Północno Koreańskim skutecznie ogrywa hegemona. Cymes palce lizać! Tymczasem Polsce grożą palcem sprowadzając do parteru jakieś amerykańskie kmiotki. Żal serce ściska.


Dostęp tylko dla użytkowników z subskrypcją. Kup teraz!

Ostatnio zmieniany sobota, 10 marzec 2018 18:36
piątek, 09 marzec 2018 08:04

Dlaczego klękał?!

Napisał

Nie wiem, przed kim w czwartek klękał w Warszawie prezydent Duda, prosząc rodziny marcowych emigrantów „o wybaczenie” – niech się z tego „chamy” tłumaczą, a nie prezydent RP!!! 

        Nie wiem, jak można porównać ówczesnych „komandosów” do żołnierzy wyklętych?! To są jakieś aberracje! To jest fałszowanie historii!

Postawa Waszyngtonu wobec Polski jest rezultatem działania lobby żydowskiego i przepraszam bardzo, ale czy tego nie można się było domyślać, czy to takie trudne zobaczyć, jak bardzo polityka USA zależy od potrzeb Izraela, dawno już temu pisaliśmy, dlaczego tak jest i na czym polega siła izraelskiego lobby, które jest trwałym i potężnym elementem amerykańskiej polityki wewnętrznej. Znani politolodzy pokazują, jak bardzo finansowanie kampanii zależy od poparcia lobby i jak niewielki wpływ na zwycięstwo w amerykańskich wyborach ma polityka zagraniczna USA – liczy się to, co dany kongresman przynosi do okręgu w postaci stanowisk pracy etc. A więc dowolny kandydat, bez zająknienia zobowiąże się do popierania Izraela we wszystkim, bo nic mu to nie szkodzi, a jedynie pomaga w znalezieniu funduszy i poparcia medialnego dla kampanii.

Nie wiem więc, czy Polska nie postawiła się Żydom tylko po to, by zaraz się poddać i móc to wykorzystać dla uzasadnienia kapitulacji. Jak w znanym peerelowskim dowcipie, typu co zrobić, by w Polsce było lepiej? 

        – Wypowiedzieć wojnę USA! No tak, Panie, ale przecież my ją zaraz przegramy! – No i o to chodzi, bo nas wtedy wezmą w okupację. W czasach komunistycznych okupacja amerykańska jawiła się niczym chwycenie Pana Boga za nogi, dzisiaj też w ten sposób niektórzy mówią o podstawieniu się pod „strategicznego sojusznika bliskowschodniego”.  Może więc po prostu od czasów jurgieltu Polacy na własne państwo nie zasługują. Nie mają już tego genu.

***

        Prezydent Trump zaczyna podnosić cła i zaraz podniósł się jazgot. Warto więc przypomnieć, po co są cła. Otóż po to, by chronić własny rynek przed nieuczciwą konkurencją. Tymczasem całemu pokoleniu wbito w głowę przekonanie, że otwarcie granic na wszystko i wszystkich to świetny sposób zwiększenia dobrobytu. Owszem, świetny, tylko zależy dla  kogo. Bo jeżeli ktoś mi powie, że wykorzystywanie dzieci w szwalniach Bangladeszu wspaniale działa na zwiększenie obrotów handlu w Kanadzie, to ja…

Andrzej Kumor


Dostęp tylko dla użytkowników z subskrypcją. Kup teraz!

Ostatnio zmieniany piątek, 09 marzec 2018 09:13
piątek, 09 marzec 2018 07:57

Czasy kierowców i opiekunek z Polski

Napisane przez

Ratajewska        Najpierw tekst mojej mamy, bo napisała o Dniu Kobiet, a przecież to aktualne było i aktualne chyba jest. Mama ma 95 lat. Lubi pisać, a wczoraj kupiłam jej książeczkę, która zawiera 500 krzyżówek panoramicznych. Mama jest wiecznie zajęta, a jej życie jest ciekawe, pomimo tego, że nie może wyjść z domu, a kiedyś była wielką podróżniczką i często nas brała ze sobą w te podróże i czasem i tata dał się namówić. Poniżej mamy tekst, a potem będzie moje pisanie.

        Tytuł: Dzień Kobiet – 8 marca 

        W drugiej połowie XIX wieku – po upadku powstania 1863 roku, dużo arystokratycznych rodzin popadło w biedę, gdy skonfiskowano im majątki. Wówczas to kobiety musiały czasem, jako jedyne w rodzinie, podjąć pracę zarobkową. Mężczyźni mieli jednak nadal pierwszeństwo do obejmowania różnych stanowisk, bo twierdzili, że kobiety są niedouczone, niepewne siebie, bezradne. Stopniowo kobiety zdobywały równouprawnienie, a ja gdzieś znalazłam i przepisałam sobie humorystyczny wiersz na temat tego uprawnienia. Kawałek jego przytoczę tutaj: 

        „Teraz od rana jesteś zdenerwowana, 

        Od świtu pracujesz niewyspana.

        Bo dzisiaj wszystkich zachwyca, 

        Kobieta przodownica…

        To jest męska robota – męskie nasienie,

        Wymyśliło dla was równouprawnienie”.

        W latach siedemdziesiątych XX wieku, kiedy jeszcze był w Polsce komunizm, to spotkała mnie śmieszna przygoda 8 marca. Pracowałam wtedy w szkole zawodowej i technikum mechanicznym, wśród 28 mężczyzn – nauczycieli. Nas kobiet było tylko siedem ze względu na typ szkoły. 8 marca, jak co roku, lekcje były skrócone, a o godzinie 12. w dużej sali skromne przyjęcie dla pracujących w szkole kobiet, a więc dwóch sprzątaczek, woźnej, dwóch pań z księgowości, sekretarki oraz trzech nauczycielek. Od dyrektora dostałyśmy po tulipanie i po parze rajstop. Na stołach postawiono ciasta i pączki – do picia herbatę w szklankach oraz oranżadę w butelkach. Siedziałam przy stole ze starszą nauczycielką języka rosyjskiego oraz będącą już na emeryturze bibliotekarką. Młodzi nasi sąsiedzi usługiwali nam, jak prawdziwi gentlemani, podawali nam tace z ciastkami oraz dolewali oranżady do pustych szklanek po herbacie. Nie wiedziałyśmy, że do oranżady dolewali nam wódki. Nieświadome podstępu, upiłyśmy się wszystkie trzy i zleciałyśmy z siedmiu kamiennych schodków wyjściowych. Przeraziło to młodych dowcipnisiów i w geście przeprosin opłacili taksówkę, żeby nas rozwiozła do domów. Mój mąż przywitał mnie słowami. – To nie mogłaś już przejść tego kilometra, tylko wynajmujesz taksówkę? Ja powiedziałam, że to święto kobiet i nasi koledzy zrobili nam taki prezent. 

        To koniec tekstu mojej mamy. 

  Jestem już w domu, w Polsce. Przyjechałam z Niemiec wczoraj rano, a jechałam całą noc. 

        Przedwczoraj przyjechała nowa opiekunka, pani z Koszalina, rocznik 1947. Była nauczycielką w-f w szkole podstawowej w Polsce. Pani wyglądała całkiem młodo, zaraz po przyjeździe założyła czarne legginsy, wysoka, sportowo wyglądająca, przyjechała na miesiąc. Za miesiąc przyjedzie jej siostra, na dwa miesiące. Ja wskoczyłam tam tylko awaryjnie, ale zapowiedziałam, że jak będzie trzeba, to mogę tam znów przyjechać, na dwa tygodnie do miesiąca. Na krócej nie, bo za trudna jazda, na dłużej też nie. Opiekunka ma na imię Renata, jechała 17 godzin, czekałyśmy na nią z panią starszą niemiecką od godziny 15. do 22. Okazało się, że ja już tego dnia nie mogę wyjechać, bo pani starsza nie może zostać sama, więc musiałam pogodzić się z tym, że pojadę następnego dnia. Cały dzień więc spędziłyśmy razem i widziałam różnicę w naszym podejściu do pani starszej. Ona już na luzie, widać, że przyjeżdża tu z przyjemnością i że jest to osoba, która ceni sobie spokój. Pięknie nakrywała do stołu, wykorzystując pani filiżaneczki do herbaty. I też, jak pani starsza niemiecka, piła herbatę i też lubiła z nią przysiąść, oglądając telewizję i pijąc następną herbatę. Jako starsza ode mnie, nie zdążyła wskoczyć w komputer. Mnie było szkoda czasu na telewizję, nie umiem nic nie robić.

        Dowiedziałam się od niej, że kot ma jeszcze i suchy pokarm, którego nie zauważyłam, a jak zrobiło się mroźno, to jego pokarm z puszki zamarzł. Wzięłam więc następną puszkę do domu, a jemu dałam pokarm odmarznięty, ale prościej było dać mu pokarm suchy. Ten nie zamarza. 

        Pani starsza postanowiła na nią czekać, nie chciała iść spać. Po godzinie 22. poszłam do niej, aby ją poprosić, aby chociaż dała się umyć i ubrać w piżamę, bo ja przecież też muszę się wyspać, bo następnego dnia będę jechać całą noc. Pani starsza nadal chciała czekać, co, z jednej strony, dobrze o niej świadczyło, że tak lubi swoją jedną z dwóch opiekunek polskich, jednak było to przekroczenie punktualności niemieckiej, na moją niekorzyść wychodzące. Pomyślałam sobie, że równie dobrze Renata może przyjechać i o 1. w nocy i dlaczego ja mam też na nią czekać i nie spać? Na szczęście przed 23. Renata przyjechała, rzeczona z panią starszą nawet nie gadała. Widziała, że wtedy dotarło do niej, że powinna była iść spać. Renata podziękowała mi, że przyjechałam, zastąpiłam jej siostrę, która musiała jechać na pogrzeb. Pani starszej podobało się, że wszystko szybko chwyciłam i już po dwóch dniach wiedziałam, co jak robić. Byłoby na pewno trudniej, gdybym znała słabiej język niemiecki. Miałam przyjechać dzień wcześniej i patrzeć, jak opiekować się panią starszą. Przyjechałam jednak dzień później i tylko 15 minut słuchałam szybkiej relacji siostry, przed jej wyjazdem, ale dałam radę. Wyjechałam też dzień później. Dwa dni ostatnie były więc wyjazdowe, bo najpierw czekałyśmy z panią starszą niemiecką na jej przyjazd, a potem one dwie czekały na mój wyjazd, a był on też wieczorem. 

        Kierowca busika, busika na osiem osób, zawsze dzwoni wcześniej, potem wysyła smsa, że już będzie za 10 minut. Zauważyłam światła, wyszłam przed dom, ale busik odjechał. Ciemno, zimno, my na uboczu. Zostawiłam kufer i pobiegłam na sąsiednią ulicę, a tam on już zakręcał. Wskazałam nasz dom, że trzeba tam wjechać, kawałkiem polnej drogi. 

        Pani starsza niemiecka zafundowała mi na pożegnanie czekoladę, a mojemu mężowi kawałek sera holenderskiego, który tam, w tym rejonie blisko Holandii, jest bardzo popularny. Nie jadam sera żółtego, ale ten spróbowałam i miał on smak. Zazwyczaj sery nie mają smaku. Ten był pikantny. Pani starsza ma specjalny nożyk do krojenia, dzięki czemu uzyskuje cieniutkie kawałki. My będziemy kroić nożem. Taki ser musi poleżeć dobę w szafce, aby dojrzał, bo ja kupiłam jung, czyli młody. 

        Teraz już będę kupować taki ser i wieźć do Polski. Kosztował 2 euro... idę zobaczyć, jaką ma wagę… ma 450 gramów, a kupiony był w markecie wcale nietanim. Więc taki ser kosztuje miej niż ser w Polsce, tani jest. Tak samo masło w Niemczech podrożało, ale bardzo mało podrożało, mniej niż w Polsce. Kostka 250 gramów kosztuje 1,20 euro. 

        Żałuję, że nie przywiozłam jeszcze powideł śliwkowych i dżemu borówkowego i że kupiłam kurtkę dla syna, która okazała się za mała. Może ją sprzedam w Internecie, na Allegro. 

        Mamie mojej bardzo smakuje dżem borówkowy – a może to są żurawiny. Kosztował tylko 1 euro za 400 gramów. Mogłam kupić więcej, ale skupiłam się na kurtce i na nią wydałam ostatnie pieniądze. Kurtkę najpierw przeceniono o 50 proc., a potem znów o 50 proc. Kurtek było dużo, a ja miałam mało czasu. Przymierzałam je na siebie, w przymierzalni, wybrałam M-kę a powinnam kupić L-kę. Gdyby nie przecena kurtki, poszłabym dalej i bym kupiła może jeszcze następne kawałki serów… holenderskich. 

        W tym rejonie też pije się dużo herbaty. W mieście tym produkuje się herbatę, a ja już zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy ten nadmiar herbaty, pity całe jej życie, dwa razy dziennie, nie jest przyczyną jej choroby. W miejsce herbaty mogłaby pić czasem jakiś sok czy kompot, czy kawy trochę, czy rumianek, albo miętę, albo dziurawiec. Ona jednak tylko herbatę, i to z wielkim pietyzmem, a w szafce ma same płytkie i pękate herbaciane filiżaneczki. 

        Porównałam ten dom z domem pani niemieckiej, u której byłam w Duesseldorfie, w roku 2010. 

        Tamta miała taki gust, że każda rzecz w tamtym domu była piękna. Gdy mi w sklepie wybrała buty, to nosiłam je, aż się zdarły, ze trzy lata. Na wybór ich potrzebowała chwili. Każdy ręczniczek, ściereczka, torba, obraz na ścianie – wszystko było piękne. Tutaj – przeciwnie. Wszystko bure, jednakowe, nawet te filiżaneczki i serwisy, i talerze... wszystko było w jednym nudnym stylu. I był to pierwszy dom, gdzie dużo się psuło. Niemcy zazwyczaj wszystko mają solidne. Zaczęło się od roweru. Zjechałam nim z niskiego krawężnika i już koło potem zaczęło piszczeć i obcierać się. Potem lampkę chciałam zapalić. Nie mogłam, uznałam więc, że żarówka spalona, ale to okazało się, że tam nie było dopływu prądu. Duże, szerokie łóżko, dwie szafki po bokach. Z jednej strony lampka i z drugiej strony lampka. Z tej drugiej strony nie mogłam jej zapalić, co było denerwujące, bo akurat ta strona była bardziej potrzebna. Potem odkurzam, a tu listwa odpada przy podłodze, to też rzadko się w Niemczech spotyka. Potem kran zaczął cieknąć, a jak go zakręcałam, to całkiem odpadł kurek – w łazience, nad umywalką. Na drugi dzień przyszedł mechanik, obejrzał, pojechał po wszystko nowe – i kran, armaturę nową.

        Jednak wszystkie maszyny pomocne w tym domu były firmy Miele. Niemcy najbardziej ją cenią, więc jak zmywarka nie chciała zmywać, wiedziałam, że to na pewno nasza wina, bo zmywarka tej firmy by się nie zepsuła. Rzeczywiście, za wcześnie ją wyłączyłam poprzedniego dnia  i musiała dokończyć swój program. Chciałam kupić w Polsce używaną pralkę tej firmy, jednak pan sprzedawca mi odradził, gdy dowiedział się, że windy nie ma, a ja mieszkam na którymś tam piętrze. Ta pralka waży dużo, ona jest ciężka. 

        A teraz opiszę powrót do domu – z Niemiec do Polski. Polskę się kocha, nieważne, że domy na wsi to domki, w porównaniu z Niemcami.

        Pan kierowca mówi, że nie chce wyjeżdżać z kraju, jednak tutaj może być tylko kierowcą. Chciałby być pilotem, ale ma lęk wysokości. Zauważył go, gdy jeździł plandekami do Włoch, jechał przez Alpy. Z góry widok przepiękny, ale on się bał i już nie może tam jeździć. Dlatego próbuje wozić teraz ludzi, zamienił się z kolegą. Plus jeżdżenia busikami to taki, że ma się kontakt z ludźmi. Jednak nie wszyscy są tacy rozmowni jak ja – dwie panie tylko słuchały. Jednak jadąc, wystarczy, że ma się świadomość, że ludzie są, a nie tylko plandeka. Kierowca mówi, że 80 procent kierowców Europy to Polacy. Dalsze 10 procent to Rumuni. I inni, a tylko 10 procent to obywatele danego kraju Europy Zachodniej. Trzeba by było to gdzieś sprawdzić. 

        Spotkałam koleżankę dawną, szkolną. Poczułam się naraz jak w dawnych czasach. Tylko problemy nasze inne. Nasze mamy prawie nie chodzą, a ojcowie poumierali. Moja akceptuje swój stan, jej mama go nie akceptuje, przez to cierpi. Nasze jedyne córeczki mają to samo imię. 

        A my? Czy nadal te same? Nie, ja czuję się inna, silniejsza. Ona straciła męża, a w szkole zawsze sypała kawałami i tak śmiesznie naśladowała moją babcię, co mi się wtedy podobało i nie podobało. Sąsiad z góry też naśladował moją babcię. Babcia była podziwiana przez inne babcie, bo i czytała gazetę – „Problemy”, i była bardzo mądra, jednak czasem przeganiała młodzież z naszego domu. A nasz dom to był dom pełen zawsze ludzi, bo za bratem ciągnął się zawsze ogon kolegów. On szybko chodził, więc szedł jako pierwszy. Ledwo się mieścili w jego pokoiku. Ja miałam dwie koleżanki i siostry też. Kiedyś przyszło do mnie pół klasy, aby ściągnąć wypracowanie, którego w żaden sposób nie można było napisać. Nie dało się, myślę, że nauczyciel musiał się pomylić. W końcu ja siadłam, napisałam na trzy czwarte strony w tak ogólnikowy sposób, że równie dobrze temat mógł być inny. Nauczyciel stopniowo oddawał zeszyty i każdy z nas dostał czwórkę. To wysoki stopień jak na tego nauczyciela, a poza tym wszyscy mieli tak samo napisane, bo zwalili ode mnie. Coś tu nie pasowało – żadnego dochodzenia nie prowadził. Ja wtedy byłam matematyczką i fizyczką, tylko na lekcji języka polskiego zawsze wiedziałam, co poeta miał na myśli. Zazwyczaj połowa wiersza była jasna, a połowa jakaś wymuszona, zwichrowana i trzeba było się domyślać. Widać było, że poeta, co miał przekazać, to już przekazał, a wydłużał wiersz na siłę, aby jakoś wyglądał, aby nie był za krótki. Im lepszy poeta, tym mniej zwrotek potrzebuje. Poeta to trochę jak matematyk – mało słów, dużo treści. Jednak słowa i tak zawierają emocje, a liczby są czystą prawdą – bez emocji. 

        Na przykład matematyczne 2 + 2 = 4, w słowach naszych ujmiemy, że dodajemy jabłka albo koguty. Jabłko – jeden sobie wyobrazi jako zielone, inny jako czerwone, duże, małe, robaczywe, z ogonkiem albo bez. 

        Życie dodaje barw liczbom, ale liczba to sama prawda, kryształowa prawda.

wandarat

Polska, 7 marca 2018

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.