POWROT
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie 
Polish community's weekly newspaper published in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
e-mail: redakcja@goniec.net
www.goniec.net

Adres redakcji:
2404 Haines Rd. Unit 11
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6

Prenumerata na terenie Kanady: 
$3,50 za każdy zamówiony egzemplarz. Wysyłka wyłącznie First Class Mail.

***
Wydawca:
Goniec Inc. 

..
 
 
 
 
TRYBUNA CZYTELNIKOW
Toronto - Canada
Zamieszczamy tu listy od naszych Czytelników, które mają charakter artykułów lub stanowią obszerniejszą polemiczną wypowiedź. Redakcja nie odpowiada za ich treść. 
Prezentowane opinie w publikowanej korespondencji  nie zawsze odzwierciedlają stanowisko redakcji "Gońca".
  
GONIEC NR 13/2008

  Do redaktora naczelnego,
 Wylali już wiadro atramentu na temat "obywatelstwa polskiego". Zmowa milczenia ogarnęła "obywatelstwa Polski Ludowej". Gdzie jest koniec (1939), a gdzie początek obywatelstwa polskiego? To spadek po PRL.
 Proszę redaktora o podjęcie tego  tematu na łamach prasy i zarazem wyjaśnienie czytelnikom: gdzie Polacy posiadali obywatelstwo polskie po roku 1944. Może konsulat polski udzieli wypowiedzi na powyższy temat. Skąd pochodzą takie imponderabilia?
Czytelnik z Calgary
A.B.
 1. W Polsce Ludowej (PRL) nie było obywatelstwa polskiego,  ponieważ nie było Polski.
 2. Polska Ludowa nie posiadała w obiegu prawnym obywatelstwa Polski Ludowej (kopia dowodu osobistego).
 3. Polska Ludowa nie uznawała obywatelstwa polskiego od roku 1944 (45 lat) (informacja z Konsulatu PRL w Toronto, styczeń 1979 r.).
 4. Zatem w PRL nie było obywatelstwa polskiego, ani też obywatelstwa Polski Ludowej.
 5. Polska Ludowa nie była demokratycznym państwem prawnym, lecz dyktaturą totalitarną zarazem pod okupacją sowiecką przez 45 lat, zatem brak suwerenności (rozporządzenie Ministra Obrony 641).
 6. Zmiana obywatelstwa (jakiego) na obce obywatelstwo to wymóg PRL-u, nie Polski.
 7. Obywatel Polski nie musi się starać lub ubiegać na pobyt stały w PRL lub w Polsce. To bezsens reżimu PRL, nie Polski (informacja z Konsulatu PRL w Toronto, styczeń 1979).
 8. 18 lat po odzyskaniu niepodległości, Polska wolna i suwerenna nie ma ustawy o obywatelstwie polskim.

Konsulat Generalny
Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej
w Toronto
 Informacja dotycząca formalności związanych z uzyskaniem zezwolenia na pobyt stały w Polsce dla posiadaczy paszportów obcych.
 Osoby posiadające paszporty obce, zamierzające uzyskać zezwolenie na stały pobyt w Polsce z zachowaniem obcego obywatelstwa, winny złożyć w Konsulacie Generalnym PRL w Toronto następujące dokumenty i załączniki:
 1. Kwestionariusz osobowy dla cudzoziemców w 2 egzemplarzach, dokładnie i wyczerpująco wypełniony (w załączeniu).
 2. Życiorys (w 2 egz.), podpisany własnoręcznie, w którym w szczególności należy podać:
 a) datę i przyczyny wyjazdu z Polski; na podstawie jakiego dokumentu nastąpił ten wyjazd,
 b) w jakich kolejno krajach przebywał (-a) po wyjeździe z Polski,
 c) przebieg służby wojskowej.
 3. Dowód nadania obywatelstwa obcego (fotokopia).
 4. Zapewnienie władz kanadyjskich stwierdzające, że osoba wyjeżdżająca do Polski na stałe będzie mogła otrzymywać przysługującą jej rentę lub emeryturę (dotyczy osób pobierających renty).
 5. Dokument zawarcia lub ustania związku małżeńskiego (fotokopia).
 6. Dowód wpłaty na mieszkanie dokonanej w Pekao Trading Co. Canada Ltd. w Toronto, 80 Richmond St. W. lub notarialne oświadczenie rodziny lub znajomych z Polski, w którym gwarantuje się wnioskodawcy mieszkanie, utrzymanie i opiekę lekarską.
 7. 2 fotografie formatu paszportowego.
 Jednocześnie Konsulat Generalny PRL w Toronto wyjaśnia, że osoby, które w świetle prawa polskiego posiadają nadal obywatelstwo polskie, winny, przed złożeniem podania o zezwolenie na stały pobyt w Polsce, uzyskać uprzednio zezwolenie na zmianę obywatelstwa polskiego na obce. Proces rozpatrywania wniosków o zezwolenie na stały pobyt w Polsce jest długotrwały i trwa orientacyjnie od 6 do 12 miesięcy.
 Nadmienia się także, że od wniosków o zezwolenie na stały pobyt w Polsce i w zależności od ilości przedłożonych dokumentów pobierane będą opłaty konsularne, o których wysokości zainteresowana osoba będzie każdorazowo powiadamiana.
Toronto, styczeń 1979

 
 Czy warto być Polakiem?
 W swojej książce pt. "Drugie czytanie", którą po raz pierwszy czytałem 5 albo 6 lat temu, pan Andrzej Kumor bardzo interesująco analizuje to pytanie w rozdziale "Kanadyjskie przepierki". Pierwszy felieton zaczyna się słowami: 
 "Czy warto być Polakiem? Ktoś powie, że to źle postawione pytanie. Ktoś inny stwierdzi, że nie ma sensu pytać, skoro ojca i matki się nie wybiera. Tymczasem jest to pytanie prawdziwe - zwłaszcza tutaj, na emigracji. Jeśli nie dla nas samych, to z pewnością dla naszych dzieci - często ludzi urodzonych już tu, mających do wyboru przyjęcie lub odrzucenie polskiej tożsamości".      
 Dlatego my, żołnierze 30. DP AK, Okręg Poleski, mieszkający w Kanadzie, postawiliśmy sobie zadanie udowodnienia młodym Kanadyjczykom polskiego pochodzenia, że poznawszy polską prawdziwą historię, poczują się dumni ze swojej polskości. Proszę zauważyć, że nie mówię o członkach 30. DP AK, że jesteśmy byłymi żołnierzami. Mówię tak dlatego, bo wszyscy z nas, którzy jeszcze mają trochę siły, będąc zaprzysiężonymi żołnierzami AK, mają obowiązek służyć dalej, bo nikt nas nigdy nie uwolnił od naszej przysięgi, a my nie zapomnieliśmy jej wstępnych słów. 
 W obliczu Boga Wszechmogącego i Najświętszej Marii Panny, Królowej Korony Polskiej, kładę swe ręce na ten Święty Krzyż, znak męki i zbawienia, i przysięgam być wiernym Ojczyźnie mojej, Rzeczypospolitej Polskiej.   
 Ojczyzna nadal nas potrzebuje, by działać na polskich "Wschodnich Kresach", dlatego że tam tysiące naszych rodaków, którzy dalej mieszkają na Polesiu, które teraz jest Białorusią, i gdzie spoczywają prochy naszych rodzin.  Albo na Wileńszczyźnie, która teraz jest Litwą, i na Wołyniu, które teraz jest Ukrainą, bo tam też Polacy potrzebują naszej pomocy.      
 Przysięgaliśmy, że będziemy  wiernie służyć i zgodnie z przysięgą, w tej chwili wszyscy członkowie Okręgu Poleskiego, z przewodniczącym na czele, walczą, jak tylko mogą, by pomagać naszym weteranom i ich rodzinom. My chcemy też pomagać wszystkim naszym rodakom, gdziekolwiek istnieje potrzeba. Ale, aby to zrobić, musimy mieć silną strukturę, a pierwszymi krokami w tym kierunku jest tworzenie organizacji "Kadetów AK". A pierwszym zadaniem tej naszej nowej organizacji jest, jak zapobiec wynaradawianiu się młodych ludzi polskiego pochodzenia.
 Dla mnie osobiście, słowa mojej przysięgi służą dzisiaj tak samo dobrze jak w mojej długiej włóczędze po świecie. Te słowa zawsze były źródłem spokoju i siły. A teraz, te słowa u schyłku moich dni są nawet jeszcze ważniejsze, bo przypominają mi o moich obowiązkach i o tym, że dalej jestem żołnierzem i mam honor służyć i walczyć w szybko kurczących się szeregach 30. DP AK Okręgu Poleskiego. Tym razem nie walczymy z bronią w ręku, ale z pomocą dla naszych rodaków na Polskich Kresach Wschodnich i młodzieży w Kanadzie.                           
 Bohdan D. "Kropka" Prażmowski
Mississauga, 2008.03.25

 ***
 Informacja na temat działalności Okręgu Poleskiego ŚZŻAK na Białorusi oraz pomocy humanitarnej udzielanej naszym kombatantom i ich rodzinom mieszkającym na terenie Białorusi (Okręg Polesie).
 Okręg Poleski ŚZŻAK, od chwili swego powstania w roku 1989, rozpoczął intensywną działalność wśród kombatantów - byłych żołnierzy Okręgu Poleskiego 30. DP AK i ich rodzin zamieszkujących na terenie Polesia. Działalność dotyczy następujących dziedzin:
 1. Opieka nad grobami naszych żołnierzy AK poległych na Polesiu w latach 1939-1945.
 2. Utrwalanie pamięci o działalności Armii Krajowej na terenach wschodnich poprzez umieszczanie widomych znaków pamięci (tablice pamiątkowe) oraz dostarczanie książek do nauki języka polskiego, polskiej literatury pięknej, książek historycznych, ze szczególnym uwzględnieniem działalności Armii Krajowej i innych książek zgodnie z zapotrzebowaniami ośrodków polonijnych działających na Białorusi.
 3. Pomoc medyczna (zaopatrywanie w leki oraz sprzęt rehabilitacyjny).
 4. Organizowanie przyjazdu kombatantów i młodzieży do kraju na leczenie lub wypoczynek.
 5. Pomoc humanitarna.
 Ad 1. W okresie działalności Okręgu Poleskiego ŚZŻAK zbudowaliśmy dwie zbiorowe mogiły żołnierzy Okręgu Poleskiego Armii Krajowej, poległych w latach 1943 i 1944 w Żabince i Wierzchowicach. Postawiliśmy tam metalowe krzyże oraz umieściliśmy tablice granitowe z nazwiskami poległych. Odsłonięcie tablic nagrobnych było poprzedzone Mszą św. i modlitwami oraz apelem poległych. Uczestniczyliśmy również w odsłonięciu pomnika pomordowanych oficerów i żołnierzy Flotylli Pińskiej w Mokranach.
 Ad 2. W "Domach Polskich" - ufundowanych Polakom na Białorusi przez "Wspólnotę Polską" - umieszczono tablice pamiątkowe poświęcone żołnierzom Wydzielonej Organizacji Dywersyjnej "Wachlarz" - wchodzącej obecnie w skład Okręgu Poleskiego ŚZŻAK. Tablicę poświęconą żołnierzom Okręgu Poleskiego Armii Krajowej umieszczono w "Domu Polskim" w Lidzie.
 Ad 3. W ramach pomocy medycznej dostarczyliśmy do punktów, będących pod nadzorem Związku Polaków na Białorusi, leki do Brześcia i Pińska. Niestety, z uwagi na brak zaplecza (brak farmaceuty i lekarza) sprawa udała się połowicznie. Ponadto za pośrednictwem ZPB i kościoła w Peliszczach i Kamieńcu dostarczono dla potrzebujących wózki inwalidzkie.
 Ad 4. Od roku 1994 do 2000 dzięki pomocy Zarządu Głównego ŚZŻAK, "Wspólnoty Polskiej" i Okręgu Nowogródzkiego ŚZŻAK zorganizowano pięć turnusów wypoczynkowych dla kombatantów z Białorusi, w Domu Polonii w Pułtusku. Zorganizowano również dwa pobyty wypoczynkowe dla młodzieży z Pińska.
 Dzięki legalnym przyjazdom do Domu Polonii naszych kombatantów niesiemy im niezbędną pomoc medyczną. W ten sposób udało nam się w krótkim czasie załatwić konieczne badania i zakupić jednemu z kombatantów aparat słuchowy.
 Ad 5. Od roku 1993 do roku 1998 zorganizowaliśmy 8 wyjazdów na Polesie z paczkami żywnościowymi dla kombatantów i ich rodzin. Po zmianie przepisów zmieniliśmy sposób udzielania pomocy, którą realizujemy do chwili obecnej.
Prezes
Okręgu Poleskiego ŚZŻAK
mgr Mirosław Spiechowicz
 

 
 Szanowna Redakcjo!
  Przesyłam artykuł zatytułowany "Dary zostały przekazane Polakom na Ukrainie" z uprzejmą prośbą o jego opublikowanie na łamach tygodnika polskiego w Kanadzie "Goniec".
 Organizowana przez nas akcja pomocy Polakom na Ukrainie zakończyła się powodzeniem, wszystkie zebrane dary zostały przez nas przekazane Polakom w Sądowej Wiszni. Szczegóły opisane zostały w poniższym artykule. Autor artykułu Jarosław Czernik napisał go na moją prośbę i wyraża zgodę na opublikowanie przez Redakcję.
 Z pozdrowieniami
 Błażej Zając
 Przewodniczący Komitetu
***
 Dary zostały przekazane 
 Polakom na Ukrainie 
 Została pomyślnie zakończona akcja "Mieszkańcy Ziemi Oławskiej z pomocą Polakom na Ukrainie" zorganizowana przez młodych mieszkańców powiatu oławskiego. Zgromadzone dary charytatywne zostały przekazane Polakom w Sądowej Wiszni na Ukrainie. 
 Głównym organizatorem akcji był Błażej Zając, radny Młodzieżowej Rady Miasta Oława. Z jego inicjatywy 1 października 2007 r. został powołany Komitet Pomocy Polakom na Ukrainie przy Młodzieżowej Radzie Miasta Oława, którego został przewodniczącym. 
 Komitet od października ubiegłego roku organizował zbiórkę darów dla potrzebujących Polaków mieszkających w Sądowej Wiszni w województwie lwowskim na Ukrainie. W miasteczku tym mieszka około 300 naszych Rodaków, skupionych wokół parafii rzymskokatolickiej, miejscowego Oddziału Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej, Polskiej Szkoły Sobotniej oraz polskiego chóru "Lilia". 
 - Zbieraliśmy głównie żywność, środki czystości, przybory szkolne, upominki dla dzieci oraz podstawowe lekarstwa dostępne bez recepty - mówi Błażej Zając. - Szczególnej pomocy udzielił nam wójt gminy Oława Ryszard Wojciechowski poprzez sfinansowanie w całości transportu darów na Ukrainę. W prowadzeniu zbiórki pomogli bardzo księża proboszczowie z pobliskich parafii, dołożyli się do niej także lokalni przedsiębiorcy i wiele prywatnych osób. Oprócz wójta gminy Oława, akcję wspierały także władze samorządowe miasta Oława, miasta i gminy Jelcz-Laskowice oraz powiatu oławskiego. 
 W połowie stycznia zebrana była już spora ilość darów. Zgodnie z wcześniejszymi planami, 23 stycznia 2008 r. trzyosobowa delegacja Komitetu wyruszyła z Oławy na Ukrainę, aby zgromadzone dary przekazać Rodakom w Sądowej Wiszni. Do pełna załadowany został bus z dodatkową przyczepą. Transportowi darów przewodniczył Błażej Zając, a uczestniczyli w nim także Karolina Olejniczenko i kierowca Tomasz Jasiński. 
 Przejazd przez granicę nie był łatwy. Sprawę skomplikowały nasilone w tych dniach blokady i strajki polskich celników na przejściach granicznych. Największe trudności nastąpiły jednak z powodu nieprzychylności celników ukraińskich. Zawrócili oni cały transport z powrotem do Polski, pomimo przedstawionych im dokumentów konsularnych i zaświadczeń o przewożonej pomocy humanitarnej. W związku z tym Błażej Zając powiadomił telefonicznie o zaszłej sytuacji Konsula Generalnego RP we Lwowie oraz Konsulów Ukrainy w Chełmie i Lublinie, prosząc o interwencję na granicy. Nadal jednak ukraińskie służby celne dawały wyraz swojej niechęci dla polskiej pomocy charytatywnej, a celnicy polscy strajkowali. Granicę delegacja Komitetu musiała przekraczać łącznie sześć razy. Po wielu staraniach, dzięki poparciu lokalnych władz ukraińskich, wszystkie zebrane dary udało się organizatorom akcji przewieźć przez granicę i przekazać w Sądowej Wiszni mieszkającym tam Polakom. 
 Wdzięczność naszych Rodaków za otrzymaną pomoc była ogromna. Zostało przekazanych łącznie 180 paczek dla polskich rodzin i kilkunastu osieroconych dzieci, a także dla dwóch polskich księży sprawujących tam posługę duszpasterską. Polacy na Ukrainie żyją bardzo biednie, wielu nie stać na podstawową żywność, środki czystości i przybory szkolne dla dzieci. Tym bardziej ich radość z otrzymanych paczek była bardzo duża. 
 - Powiem szczerze, że taką pomoc dostaliśmy po raz pierwszy - mówi Roman Wójcicki, członek Zarządu Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej w Sądowej Wiszni. - Otrzymywaliśmy nieraz pomoc z kraju, ale zawsze na dużo mniejszą skalę. Przedstawiciele oławskiego Komitetu przebywali u nas w dniach 24-27 stycznia. Odwiedzili Lwów, gdzie na cmentarzu Łyczakowskim i Orląt Lwowskich odmówili "Wieczny odpoczynek" za wszystkich spoczywających tam Rodaków. Pomodlili się też w katedrze lwowskiej, tak bardzo ważnym i historycznym dla Polski miejscu. 
 Delegacja oławskiego Komitetu w czasie swojego pobytu na Ukrainie została też zaproszona i wzięła udział w uroczystym opłatku polskiej społeczności w Sądowej Wiszni. 
 - Podczas tej uroczystości obejrzeliśmy wzruszający występ polskiego chóru i piękną akademię patriotyczną przygotowaną przez uczniów polskiej szkoły - mówi Błażej Zając. - Było też wiele spotkań z miejscowymi Polakami oraz lokalnymi władzami samorządowymi. Myślę, że pomoc, jaką otrzymali od nas Rodacy w Sądowej Wiszni, jest szczególnym gestem naszej pamięci o Polakach na Wschodzie. Dzięki takim inicjatywom mogą się oni przekonać, że tutaj w kraju, szczególnie w powiecie oławskim, o nich nie zapominamy i że mogą na nas liczyć w tej trudnej sytuacji, w jakiej się znaleźli. 
 Organizatorzy akcji zamierzają kontynuować działalność na rzecz współpracy z Polonią i Polakami za granicą. Wszystkich chętnych do wspólnego działania proszą o kontakt z Błażejem Zającem poprzez e-mail: blazejzajac@tlen.pl lub telefon: 0-603-176-186. 
Jarosław Czernik

 
 GONIEC NR 11/2008

Droga Redakcjo "Gońca",
 Przesyłam Wam do opublikowania:
 1. List otwarty do p. Seweryna Blumsztajna, którego znam z Paryża, był przewodniczącym Komitetu Koordynacyjnego Solidarności w Paryżu;
 2. Odezwę-petycję do wszystkich Polek i Polaków we wszystkich zakątkach świata, o zaczęcie zbiorowej akcji upomnienia się o imię naszych Matek i Ojców, którzy są systematycznie oczerniani przez wiele gazet w kraju i za granicą. Jest naszym obowiązkiem, prawdą obalić oszczerstwa naszego Narodu. Ta petycja-odezwa powinna pobudzić, powinna obudzić Polaków na całym świecie, a szczególnie tych, z którymi dzieliłem cele PRL-owskich więzień. Którzy po "zdradzie" p. Wałęsy opuścili, zostali właściwie wygnani z rodzinnego kraju. "Bóg, Honor, Ojczyzna".
 Z serdecznym pozdrowieniem
M. Bona
Edmonton
 PS Dziękuję za wydrukowanie mojego listu w ostatnim wydaniu "Gońca", chciałbym dodać, że NSZ nie otrzymywały żadnej pomocy finansowej od legalnego Rządu RP na Uchodźstwie, dowództwo nie przyjęło "scalenia", którego dokonał gen. Sikorski za namową Polaka żydowskiego pochodzenia p. Stanisława Kata, tytuł profesora. Był numerem 1, doradcą gen. Sikorskiego, który (niemalże) ukarał tych oficerów, którzy nosili symbole Legionów marszałka J. Piłsudskiego, odsunięto ich od dowodzenia, a ci, których nie mógł odsunąć Sikorski, nie chcieli właściwie z nim współpracować. Już nie mógł odsunąć Sosnkowskiego, bo ten wspaniały generał przewyższał Sikorskiego wszystkim, inteligencją na szczeblu dowodzenia, odwagą, której nikt nie może kwestionować. Jest wielką niesprawiedliwością, hańbą narodową, jak traktowano dowództwo NSZ, a było to ponad 100 tys. żołnierzy, którzy w walce na dwa fronty udowodnili patriotyzm, wierność narodowi polskiemu, którzy pomimo tego, że byli oczerniani przez rząd Sikorskiego, byli wierni, bo "rząd RP też nie podpisał kapitulacji obu najeźdźcom". Wywyższanie AK jest niesprawiedliwością dziejową dla tych żołnierzy NSZ, którzy nigdy nie zapisali się do ZBoWiD, którym dowodził kolaborant "Radosław" z AK. Ci z NSZ, którzy zostali w kraju po II w.św. przeżyli, jeżeli przeżyli gehennę obłudy nawet przez AK-owców, którzy nagminnie wracali do PRL-u po II w.św. 
 Nie chcę dzielić walczącego podziemia, byli przecież godni synowie i córki narodu we wszystkich organizacjach. Jest to ból, który trudno wyleczyć; w swojej samotnej walce z tym systemem przeżyłem swoją śmierć w 1970 r. w grudniu w Szczecinie. Ja kocham ten naród taki, jaki jest, i rozumiem, zdaję sobie sprawę, że ci, którzy dali mi paszport w jedną stronę, staną przed sądami RP prędzej czy później. Naród polski musi się przebudzić. "Narody piszą historię wiekami."
M. Bona

 List otwarty do 
 p. Seweryna Blumsztajna
 Szanowny znajomy,
 Znamy się z Paryża, przypomnę ci, ja wykonałem według swojego projektu i postawiłem krzyż i tablicę upamiętniającą pomordowanych w tzw. stanie wojennym w PRL-u przez ludzi Kiszczaka. Jeśli pamiętasz, stał tam maleńki krzyżyk, właściwie niewidoczny, i jakoś nikt nie chciał się pofatygować i zrobić coś lepszego. Myślę, że fakt posiadania w KKS w Paryżu paszportów konsularnych PRL-u w tamtych czasach był bezpośrednią przyczyną tego, i marazm naprawiaczy "socjalizmu". 
 W mojej opinii, byłeś uczciwym i porządnym człowiekiem i Polakiem. Zastanawia mnie, jak mogłeś przystąpić do tej zgrai fałszerzy historii narodu polskiego i siania zamętu politycznego w RP. Dręczy mnie to, że tolerujesz stan rzeczy, którego autorem jest Adam Michnik. Sianie zamętu politycznego i obrażanie Prezydenta RP jest w tym pierdolniku normalką. Polityczni wykolejeńcy, dzieci b. zbrodniarzy PRL-owskich wykorzystują łamy GW do obrażania i poniżania tych, którzy bardzo często w samotnej walce z tym nieludzkim systemem stracili nie tylko zdrowie, ale też życie. Sprowadzenie do wspólnego mianownika zbrodniarzy PRL-owskiej bezpieki z tymi, którzy ponad wszystko kierowali i kierują się polską racją stanu, dla których biało-czerwona flaga zawsze była na pierwszym miejscu, jest wątpliwym waszym sukcesem. Jako dziecko przyglądałem się dekorowaniu ulic, miast na czerwono. Czyżby nic ludzkiego w tych zwapniałych mózgach tej zgrai wyrafinowanych kłamców i kombinatorów, politycznych homoseksualistów, nie pozostało? UB-eckie chwyty GW są aż nadto czytelne. Tryki poniżej pasa, w polityce mogą się skończyć bardzo źle. Historia PRL-u o tym przypomina.
 1. Pamiętaj, że cierpliwość Polaków może się wyczerpać dosyć szybko. Że ten chrześcijański naród przestanie tolerować Michnikowsko-Kuroniowską brednię polityczną.
 2. Jak myślisz, czy ten polityczny homo ma jakiś odruch pokory za swoich rodziców i brata?
 3. Czy ty masz sumienie jeszcze, czy jako człowiek odwagi możesz spać spokojnie, przyglądając się tej zgrai i czytając te brednie? Czyżbyś zmienił oblicze?
 4. Kiedy ujawnisz, ile pieniędzy otrzymał KKS (Komitet Koordynacyjny Solidarności) w Paryżu i Brukseli od ludzi dobrej woli (z całego świata) i różnych organizacji?
 Pragnę ciebie zawiadomić, że podczas różnych prac, które wykonywałem dla KKS w Paryżu, przejrzałem wiele dokumentów, które skopiowałem.
 Pomyślnych świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku
b. więzień polityczny w PRL
Michał Bona
Edmonton, Kanada
10 grudnia 2007
 PS Obojętnie, w jakiego Boga wierzycie czy nie wierzycie, dzieci politycznych hochsztaplerów z GW, opamiętajcie się, póki ludzie nie przywołają was do porządku!
M.B.

 Polki i Polacy w Kanadzie
 Petycja w obronie dobrego imienia naszych Matek i Ojców!!!
Pan Lech Kaczyński
Prezydent RP
Warszawa, Polska
 Szanowny Panie,
 My, niżej podpisani, zwracamy się do Prezydenta RP o nadanie biegu niżej podpisanym postulatom petycji:
 Imię naszych Matek i Ojców jest szargane od wielu lat przez różnego rodzaju tzw. profesorów, przoduje w tym haniebnym procederze niejaki hochsztapler i prowokator p. Gross i "Gazeta Wyborcza" w RP. Podtrzymują ten proceder p. Geremek, Modzelewski i innego rodzaju szumowina w kraju i za granicą. Celem jest "wyrwanie", jak to mówią, około 100 mld dol. od RP. W wielu przepowiedniach panie i panowie ci, przeważnie pochodzenia żydowskiego, przekonali się, że tam, gdzie został im przez Niemców majątek zrabowany, obecnie Ukraina i inne państwa, nic "wyrwać się nie da". Czas najwyższy, by p. Prezydent RP, którego jesteśmy wyborcami, upomniał się w oficjalnej nocie o dobre imię naszych Matek i Ojców i podjął odpowiednie decyzje w tej tak bolesnej sprawie dla Polaków, w szczególności na emigracji.
 My, których wypędzono z rodzinnego kraju, musimy słuchać tych bredni tych domorosłych "profesorów" i już nie mamy siły i czasu, by tu się przeciwstawić temu haniebnemu kłamstwu. Petycją tą chcemy zapobiec tragedii... w PRL-u tak przecież niedawno paliły się komitety PZPR-u. W najbliższym czasie mogą się palić redakcje niektórych gazet w RP, które "powielają" oszczerstwa w perfidny sposób. Gorąco prosimy, by p. Prezydent wziął nasz apel do serca i podjął jak najszybciej decyzje:
 1. Odebranie oszczercom odznaczeń, szczególnie tym tzw. wykształconym, ponieważ mają tego świadomość. P. Gross otrzymał jedno z najwyższych odznaczeń od p. Kwaśniewskiego, b. prezydenta RP. Pozbawienie obywatelstwa polskiego włącznie.
 2. Odwołanie b. PZPR-owców z placówek dyplomatycznych RP, konsulów i ambasadorów włącznie.
 3. Rozwiązanie kwestii nauki historii w państwie Izrael, szkodzącej wszystkim Polakom.
Nazwisko i imię
Miejsce zamieszkania
Telefon kierunkowy
***
 Zwracam się do wszystkich Polaków, ludzi dobrej woli, którym nie dane było żyć we własnej Ojczyźnie, o wysyłanie listów i petycji do organizacji polonijnych i państwowych RP w tej bolesnej sprawie od lat. Prawdą obalimy perfidne kłamstwa o naszym Narodzie. Szczególnie zwracam się do tych, z którymi dzieliłem cele więzienne w PRL-u, przebudźcie się we wszystkich zakątkach świata, upomnijcie się o godność, o to "żeby Polska była Polską".
Mieczysław Bona
b. więzień polityczny i internowany,
najmłodszy żołnierz NSZ
Edmonton-Calgary, Kanada
marzec 2008 
 

GONIEC NR 10/2008

 LIST OTWARTY
 Pan Redaktor
 Jacek Pawlicki
 Gazeta Wyborcza
 Panie  Redaktorze,
 Przeczytaliśmy Pański artykuł z "Gazety Wyborczej" "Kobylańskiemu MSZ nie przepuści" 29.02.08. Nie zgadzamy się z wypowiedziami "ministra" spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. To wstyd, żeby minister spraw zagranicznych podejmował takie bezpodstawne i bezprawne  decyzje w swoim resorcie i zabraniał obywatelom kontaktów z prezesem USOPAŁ panem Janem Kobylańskim i osobami związanymi z tą organizacją polonijną. I chyba nie trzeba przypominać, że takie decyzje są zupełnie sprzeczne z Konstytucją Rzeczpospolitej Polskiej, która daje równe prawa wszystkim obywatelom, tak jak i prawo do wolności wypowiedzi, o czym mówią art. 30 i art. 32. 
 Panu redaktorowi, jednemu z wielu, którzy będą czytać nasze oświadczenie, podajemy dla opinii publiczne taki oto przykład kłamstwa, braku wiedzy i bezpodstawnych osz-czerstw zawartych w Pańskim artykule:
 "Zarzuca też Kobylańskiemu i jego poplecznikom, że =podszywają się pod autorytet Jana Pawła Wielkiego?. A Benderowi odpowiada, że według jego wiedzy, =papież nigdy nie zgodził się przyjąć Kobylańskiego ani też nie nazywał go arcyambasadorem Polski?".
 "Minister" Sikorski po raz kolejny wykazał się zupełnym brakiem wiedzy na temat osoby pana Jana Kobylańskiego, prezesa USOPAŁ, podając po raz kolejny mediom nieprawdziwe i niesprawdzone informacje i w ten sposób najzwyczajniej kłamiąc. 
 Pan prezes Jan Kobylański spotkał się w swoim życiu wiele razy z Naszym Wielkim Polakiem Papieżem Janem Pawłem II. Pierwsze spotkanie miało miejsce w Argentynie w kwietniu 1987 roku. Kolejny raz Papież spotkał się z Panem Prezesem w Urugwaju w Montevideo w maju  1988.
 Dnia 19-21 czerwca 1996 śp.  Papież Jan Paweł II przyjął pana prezesa Jana Kobylańskiego na specjalnej audiencji wraz z delegacją USOPAŁ w Watykanie, gdzie uczestniczył we Mszy Świętej celebrowanej przez Jego Świątobliwość Papieża Jana Pawła II w prywatnej kaplicy. Papież udzielił błogosławieństwa oraz podarował pamiątkowy różaniec Panu Prezesowi, jak i obecnym delegatom USOPAŁ . Dla informacji przesyłamy Panu redaktorowi książkę X-lecia istnienia organizacji polonijnej USOPAŁ,  gdzie to wydarzenie jest dokładnie udokumentowane (na str. 67).
 W 1997 roku 3 czerwca w Gnieźnie prezes Jan Kobylański wraz z delegacją USOPAŁ i ze specjalną delegacją trzech senatorów argentyńskich spotkali się z Papieżem Janem Pawłem II i delegaci wręczyli osobiście Ojcu Świętemu  tradycyjny obraz z Ameryki Łacińskiej. 
 Poza tym pan prezes Kobylański napisał książkę o historycznej interwencji papieskiej i Watykanu w sprawie  problemu między Argentyną i Chile o kanał Beagle. Tę książkę także przesyłamy Panu redaktorowi.
 Sprawa "ministra" Sikorskiego zaczyna być głośna i konsekwencje jego bezpodstawnych zarzutów i decyzji zataczają coraz większe kręgi. Zdajemy sobie sprawę, że w tych fałszywych zarzutach, tak jak to ma i  miało miejsce w przeszłości, brały udział osoby związane z poprzednim systemem komunistycznym, PRL-em, z których większość to byli agenci, służby szpiegowskie obcych państw, którym zależało i zależy na zniesławieniu dobrego imienia prawdziwych patriotów i Polaków, którzy poświęcili się dla Polski i wiele dla niej zrobili. 
 Niestety, "minister" Sikorski niczego dobrego w życiu nie zrobił dla Polski, wręcz przeciwnie, jako minister godzi w dobre imię obywateli polskich i szkodzi interesowi Polski na arenie międzynarodowej. Czy "minister" Sikorski udaje, że się dopiero dzisiaj urodził? Jego przeszłość jest bardzo barwna w wielu wymiarach - żona - aktywna redaktorka syjonistyczna. "Minister" Sikorski ma podwójne obywatelstwo - jako minister spraw zagranicznych, a wcześniej jako minister obrony narodowej przysięgał wierność dwóm Ojczyznom - czy taki człowiek może sprawować wysoką funkcję państwową? Tak jak i pan Bartoszewski, obywatel Izraela (proszę wziąć pod uwagę najnowszą książkę prof. J.R. Nowaka "O. W Bartoszewskim bez mitów", Wa-wa 2007), czy pan Schnepf  i jego cała rodzina, czy donosiciel fałszywych informacji Jarosław Gugała oraz cała grupa ich popleczników, z których wielu ma zmienione nazwiska. Pytamy, czego się wstydzą? 
 Czy się czegoś boją? Czy najzwyczajniej - boją się odpowiedzialności za swoją działalność kryminalną? 
 Również nieprawdopodobne są rozkazy i wydawane wytyczne "ministra" polskim senatorom, szczególnie panom Ryszardowi Benderowi, Czesławowi Ryszce  i wielu innym. Działania ministra Sikorskiego są bardzo podobne do postępowania marszałka Borusewicza, o czym pisał pan redaktor Marek Lubiński (18.02.08) - list załączamy do wysyłki.
 My, jako Polacy mieszkający za granicą, jak i wielu Polaków w kraju, uważamy, że jest już najwyższy czas oczyścić Naszą Ojczyznę z osób związanych z poprzednim systemem PRL-u, postkomuną, "Okrągłym Stołem", oraz oczyścić od agentów, szpiegów i służb specjalnych oraz wszystkich osób godzących w interesy Polski i w dobre imię Naszej Ojczyzny. 
 Żądamy sprostowania wszelkich kłamstw i wszelkiej nieprawdy zawartej w Pańskim artykule. 
 Z wyrazami szacunku,
Elżbieta Lutomska 
Dyr. ds. Zagranicznych
USOPAŁ 
  Montevideo, 29.02.08
 

 APEL O WIERNOŚĆ POLSCE 
 w 240. rocznicę powołania 
 Konfederacji Barskiej
 Dnia 29 lutego A.D. 1768 powołano Konfederację Barską, jako akt  sprzeciwu wobec przyjęcia przez sejmowych reprezentantów w Warszawie Traktatu wieczystej przyjaźni, który wówczas był narzucany Polsce przez Rosję.
 Traktat ten realizował ustalenia "trzech czarnych orłów" i pozbawiał Polskę rzeczywistych atrybutów suwerenności. 4 marca  tego samego roku, w dzień św. Kazimierza - patrona Polskiego Rycerstwa, zaprzysiężono odpowiedni związek zbrojny.
 240 lat później zostaje nam tylko pochylić czoła przed Wielkimi  Przodkami, którym winniśmy pamięć i wdzięczność, a sprawie, za którą walczyli i ginęli - dozgonną wierność.
 Tak się jednak złożyło, że Traktat Lizboński z 13 grudnia  2007 r., do którego ratyfikacji zmierzają obecni posłowie na Sejm  Rzeczypospolitej Polskiej, nie wywołuje natychmiastowej, dostatecznie gwałtownej refleksji.
 Rozpoczęta oficjalnie przez kilka komitetów zbiórka podpisów  poparcia dla obywatelskiej inicjatywy ogólnokrajowego referendum w sprawie ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego, który podstępnie i  skrycie tworzy europejskie socjalistyczne superpaństwo, została  brutalnie przerwana decyzją większości posłów w przeddzień  dzisiejszej rocznicy.
 Nie pomogło wsparcie rzecznika praw obywatelskich Janusza Kochanowskiego, ani też tysiące apeli pisanych do prezydenta  Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Lecha Kaczyńskiego, który  przysięgał stać na straży jej suwerenności.
 Stoimy w przededniu kolejnej zdrady naszych narodowych interesów. Nasi reprezentanci przyjmują Traktat, którego zapisów nawet Polacy nie znają. Odmówiono nam prawa do stosownej wiedzy i uczciwej debaty. Ludzie ci sprzeniewierzyli się swojej misji i łamią złożoną przysięgę. Sporządzimy listę tych, którzy dzisiaj zawodzą, hańbiąc swoje  nazwiska na wieki.
 Jeżeli naród polski chce przetrwać w granicach własnego państwa,  zachować wiarę Ojców i wolność we wszelakich jej wymiarach - musi dziś stworzyć organizację na miarę wyzwań, jakie mu rzucono.
 Jesteśmy gotowi współpracować z każdym, komu droga jest wiara i wolność Polaków, zgodnie z podpisaną 13 grudnia A.D. 2007 Deklaracją tyniecką polskich środowisk patriotycznych...
 Apelujemy o zgłaszanie chęci swojego uczestnictwa w pracach Komitetu Europa Wolnych Ojczyzn - Akcja Polska, którego celem jest zachowanie niepodległości państwa polskiego i powrót do bezpiecznej,  korzystnej dla wszystkich narodów naszego kontynentu - idei integracji w ramach wspólnoty suwerennych państw.
 Kraków, 29 lutego A.D. 2008
KZK Komitetu Europa Wolnych Ojczyzn - Akcja Polska 
www.ewo-akcjapolska.pl
tel./faks 12 267 46 06 507 777  969
z up. Komitetu
 Jan Szczepankiewicz
 
 

GONIEC NR 9/2008

 Polacy nie dostali Oscara! 
 Media w Polsce trąbią o tym, że Polska otrzymała Oscara za film animowany "Piotruś i wilk". 
 Tymczasem żadne media na świecie, a już na pewno australijskie tego nie głoszą. Dla nich Oscara dostała Wielka Brytania/Brytyjczycy. I słusznie, w świetle tego co nastąpiło, na co zgodził się polski producent filmu Se-ma-for Studio Production.   
 Gdyby było inaczej, to reżyserka i jej pomocnik, odbierając Oscara, wspomnieliby o tym, że jest to nagroda dla nich i... Polaków. 
 A w ogóle dlaczego nagrodę odbierali tylko Brytyjczycy?! - Dlaczego Se-ma-for nie domagał się współuczestniczenia w odbiorze nagrody?! 
 Jak w naszej telewizji pokazywali przyznawanie nagrody za film "Piotruś i wilk", powiedziałem żonie, że to film polsko-brytyjski. Zaraz po ceremonii przyznania nagrody, podczas której nie było nikogo z Polaków, nic nie wspomniano, że to produkcja polsko-brytyjska lub że Se-ma-for jest polską wytwórnią filmową, a Suzie Templeton nie raczyła podziękować polskim producentom filmu, żona spytała się mnie: "Jesteś pewny, że to film produkcji polsko-brytyjskiej?". 
 Widocznie reżyserka filmu - Brytyjka Suzie Templeton i cały świat uważają, że woźnica (polska wytwórnia filmowa Se-ma-for), który wiezie na swoim wozie komuś węgiel, nie jest właścicielem tego węgla. 
 Czy tak doprawdy było z filmem "Piotruś i wilk"? Czy ktoś nie wprowadził w błąd odbiorców światowych mediów? 
 Uważam, że Suzie Templeton postąpiła bardzo nieetycznie. 
 Dlaczego Polacy dają się zawsze nabić w butelkę? 
 Jakże ta sprawa jest podobna do sprawy Enigmy, którą również ponoć tylko Brytyjczycy rozszyfrowali. Którym to kłamstwem Brytyjczycy karmili świat przez prawie 60 lat. 
 Marian Kałuski
Australia

 KOMUNIKAT
 Zapowiadane przez rząd Rzeczypospolitej Polskiej rychłe uznanie niepodległego Kosowa będzie wyrazem jego politycznej niedojrzałości i niezrozumienia zagadnień międzynarodowych. Kolejny raz Polska wspiera mocarstwowe interesy Niemiec realizowane za pośrednictwem tzw. Unii Europejskiej, wzmacniając jednocześnie siłę żywiołu islamskiego na naszym kontynencie.
 Środowisko "Odpowiedzialność i Czyn" jest przekonane, że niczym nieuzasadniona międzynarodowa ingerencja w wewnętrzne sprawy suwerennej Serbii tworzy niebezpieczny precedens, który może być wykorzystywany wszędzie tam, gdzie pojawiają się jakiekolwiek spory o charakterze etnicznym. 
 Oceniając wydarzenia w Kosowie, wszyscy musimy być świadomi tego, że również i w Polsce w najbliższym czasie mogą nasilić się problemy z dążeniami separatystycznymi. Tym bardziej, jeśli te znajdą skuteczne poplecznictwo w Unii Europejskiej.
 W ramach prac naszego środowiska bacznie przyglądamy się rozwojowi wydarzeń na Bałkanach. Nasze stanowisko wobec konfliktu w Kosowie przekazaliśmy na ręce ambasadorów Niemiec i Serbii w Polsce. Nadal będziemy recenzować działania polskiej dyplomacji i alarmować opinię publiczną w każdym przypadku wystawiania na szwank interesów naszego kraju.

 Warszawa, 25 lutego 2008 r.
 Pan Michael H. Gerdts
 Ambasador Republiki Federalnej   Niemiec w Polsce
 Ekscelencjo, Wielce Szanowny Panie Ambasadorze
 Ostatnie wydarzenia, których areną stało się serbskie Kosowo, budzą uzasadniony niepokój wielu Polaków. Oto w Europie rozpalono zarzewie groźnego konfliktu i nikt dziś nie jest w stanie przewidzieć skutków jego ewentualnej eskalacji. W historię Bałkanów wplotły się interesy wielkich mocarstw europejskich, które jakże często realizowane są zgodnie z niegodziwą sentencją: "Divide et impera". Polityka poróżniania w tym regionie słowiańskich narodów bałkańskich nieraz doprowadzała już do krwawych czystek etnicznych.
 Wszyscy pamiętamy albańskie zaangażowanie po stronie niemieckiej w obu wojnach światowych. Także i w tym kontekście odczytujemy przychylną Albańczykom politykę Berlina, realizowaną głównie poprzez przemożny wpływ Niemiec na decyzje podejmowane przez Unię Europejską. Dla nas, Polaków, casus Kosowa to szczególne memento. Będziemy przestrzegać, by scenariusz rozgrywany w tej serbskiej prowincji nie mógł powtórzyć się w naszym kraju. Obojętnie, kto i w jakim czasie chciałby go realizować. 
 Za środowisko "Odpowiedzialność i Czyn"
 Marian Brudzyński
 Krzysztof Zagozda

 Warszawa, 25 lutego 2008 r.
 Pan Mikola Zurovac
 Ambasador Republiki Serbii w    Rzeczypospolitej Polskiej
 Ekscelencjo,
 Wielce Szanowny Panie Ambasadorze,
 Intrygi politycznych awanturników spowodowały, że dziś ważą się losy serbskiego Kosowa. Oto dziś uzurpują sobie oni prawo do ingerencji w integralność terytorialną w pełni suwerennego państwa. Wykorzystując nośne hasła praw człowieka, manipulują światową opinią publiczną i realizują swoje niejawne polityczno-cywilizacyjne cele.
 Dzieje Polski i Serbii wypełnione są walkami o niepodległy byt. Te wspólne doświadczenia zbliżyły obydwa nasze narody. Dlatego z wielkim bólem i wstydem przyjmujemy stanowisko najwyższych władz Rzeczypospolitej Polskiej, które mają zamiar zaaprobować dokonujący się akt tej politycznej niegodziwości.
 Jednocześnie wyrażamy przekonanie, że prastare słowiańskie ziemie kosowskie pozostaną w nierozerwalnym związku z Macierzą i nikt w przyszłości nie będzie godził w jakąkolwiek terytorialną integralność Republiki Serbii.
 Za środowisko "Odpowiedzialność i Czyn"
 Marian Brudzyński
Krzysztof Zagozda 
 

GONIEC NR 8/2008

 LIST OTWARTY
  Zbigniew Ćwiąkalski
 Minister Sprawiedliwości
 Prokurator Generalny
  Wielce szanowny Panie Ministrze Sprawiedliwości w rządzie Donalda Tuska,
 Czytaliśmy oszczerstwa napisane przez pana Lizuta, jakie zostały opublikowane przez  "Gazetę Wyborczą", oraz ostatnie "doniesienia" z dnia 1.02.08 z tygodnika "Wprost".
 Naturalnie są to bezpodstawne i nieprawdziwe oszustwa, które mają na celu wpłynąć na czytelników, którzy czytając, wierzą polskojęzycznej prasie i temu, co jest w niej publikowane.
 W imieniu przedstawicieli USOPAŁ zwracam się do Pana Ministra, jako dziś najwyższego przedstawiciela sprawiedliwości w obecnym rządzie, aby powstrzymał Pan tę falę bezpodstawnych ataków na Polskich Patriotów, którzy w ostatnim czasie są atakowani i obrzucani nieprawdziwymi oskarżeniami, między innymi pan Jan Kobylański, prezes Unii Stowarzyszeń i Organizacji Ameryki Łacińskiej, wiceprezes ksiądz Jerzy Morkis, który jest także w zarządzie najstarszej organizacji polonijnej w Ameryce Południowej -  Juventus, oraz wiele innych osób.
 Według prawa prasowego, informacje publikowane w prasie powinny być sprawdzone i prawdziwe. Niestety, dziś dziennikarze mogą pisać, co im się podoba, a za kłamstwa i oszczerstwa nie ponoszą żadnych konsekwencji. Pan jako minister sprawiedliwości, przecież stoi na straży prawa. Takie incydenty ośmieszania i podważania autorytetu prawdziwych Polaków, patriotów nie powinny mieć miejsca w państwie polskim, a takich "dziennikarzy" powinno się pociągnąć do odpowiedzialności i ukarać za rozpowszechnianie nieprawdy oraz za naruszenie dobrego imienia.
 W Polsce dziennikarze podważają także autorytet takich instytucji, jak Instytut Pamięci Narodowej czy Urząd do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, które wydały prawomocne decyzje o tym, iż wszelkie oszczerstwa między innymi "Gazety Wyborczej" i "Rzeczpospolitej" pod adresem prezesa Jana Kobylańskiego nie są oparte na żadnych dowodach, czyli są bezpodstawne, jednym słowem wyssane z palca. Czy w kraju, w którym przestrzegane powinno być prawo, takie zmasowane ataki pełne kłamstw mogą mieć miejsce? 
 Panie Ministrze, co takie działania mają na celu? Skoro i IPN, i Urząd do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych wydał decyzje i zakończył śledztwo  z braku dowodów na oskarżenia prasowe, jakie padły na osobę pana prezesa Jana Kobylańskiego, to czy nie lepiej zająć się sprawami, na które istnieje wiele dowodów i powinny być już dawno załatwione? Chodzi tu między innymi o wielu hitlerowskich i stalinowskich zbrodniarzy na polskich patriotach, którzy dziś żyją sobie spokojnie na sutych emeryturach za granicą, jak pani prokurator Helena Wolińska - która skazała na śmierć między innymi dowódcę Kedywu gen. Augusta Fieldorfa "Nila", czy brat pana Adama Michnika (Aarona Szechtera), pan Stefan Michnik, który skazał na karę śmierci wielu Polaków, patriotów za działalność niepodległościową, a obecnie mieszka sobie dogodnie w Szwecji.  Żądamy, aby tacy ludzie zostali pociągnięci do odpowiedzialności i ponieśli karę za swoje haniebne czyny i mordy na setkach tysięcy polskich patriotów z okresu okupacji hitlerowskiej i stalinowskiej.
 Aby Pan został dokładnie poinformowany, do Pańskiej wiadomości przesyłamy książkę X-lecia istnienia USOPAŁ, akt oskarżenia do prokuratury w sprawie ataków medialnych na osobę pana prezesa Jana Kobylańskiego, kopię decyzji Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, w której jest jasno i wyraźnie napisane, że doniesienia medialne są bezpodstawne i nieoparte na faktach i dalsze śledztwo zostaje umorzone. 
 My, jako Polacy mieszkający na obczyźnie, przy pomocy naszej prasy polonijnej będziemy żądać sprawiedliwości i ukarania tych, co mordowali Polaków patriotów, i nie pozwolimy na dalsze bezpodstawne ataki na ludzi, którzy wiele dobrego zrobili i robią dla naszej Ojczyzny Polski takich jak między innymi pan prezes Jan Kobylański.
 Z wyrazami szacunku,
 Elżbieta Lutomska
Dyr. ds. zagranicznych
Unia Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej
 

 Oświadczenie Prezesa 
 KPK-Ottawa w sprawie 
 "czarnej listy" ministra Sikorskiego
 Do Prezesów i Delegatów organizacji ottawskich
 Po ukazaniu się w mediach polskich i kanadyjskich wiadomości o liście min. Sikorskiego, zakazującego pracownikom placówek dyplomatycznych kontaktowania się  z pewnymi osobami, otrzymałem szereg pytań na ten temat, na które to pytania nie umiałem odpowiedzieć. W związku z tym, 25 stycznia br. wysłałem list do p. ambasadora RP w Ottawie, Piotra Ogrodzińskiego, z prośbą o wyjaśnienie. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że na tej liście znajduje się również moje nazwisko. Do chwili obecnej nie otrzymałem na ten list odpowiedzi, co być może jest wytłumaczalne faktem, że Ambasador otrzymał zakaz komunikowania się ze mną.
  Przy okazji zdałem sobie sprawę, że w ostatnim czasie w stosunkach z Ambasada miały miejsce dwa niezrozumiałe wydarzenia: 
 - Od szeregu lat na akademie z okazji świąt narodowych 11 Listopada i 3 Maja, organizowane przez poszczególne Organizacje Polonijne pod patronatem KPK-Ottawa, zawsze zapraszany był ambasador, konsul i attache militarny RP. Jednak na ostatniej akademii Święta 11 Listopada nikt z Ambasady się nie zjawił. Polonia ottawska była tym faktem oburzona, a Ambasador, post factum, napisał krótką notatkę, przepraszając za swoją nieobecność, chociaż mógł z pewnością kogoś na swoje miejsce wydelegować.
 - Na spotkanie z bawiącym ostatnio w Ottawie ministrem Sikorskim Ambasada zaprosiła tylko grupę weteranów, natomiast nie zaprosiła przedstawiciela ottawskiego Kongresu. Wydało mi się to niezgodne ani z tradycją, ani z logiką, ani z wymogami kurtuazji, ponieważ to prezes KPK Okręgu Ottawa, do którego to okręgu koło ottawskie Stowarzyszenia Kombatantów Polskich należy, reprezentuje tutejszą Polonię. 
  Tajemnica powyższych wydarzeń została wyjaśniona w trakcie przygotowań do oficjalnego programu wizyty min. Sikorskiego w kanadyjskim MSZ-ecie. Na jedno ze spotkań zaproszony został prezes Zarządu Głównego KPK pan Władysław Lizoń. Przy tej okazji, ambasador Ogrodziński wyjaśnił, że Jerzy Czartoryski oraz sekretarz generalny Zarządu Głównego KPK Stanisław Godzisz znajdują się na liście osób, z którymi Ambasadzie kontaktów zakazano. 
  W ten sposób wiemy z pewnością, że "czarna lista Sikorskiego" istnieje naprawdę i że znajduję się na niej również ja. Ten zdumiewający dla mnie fakt nasuwa szereg alarmujących refleksji i ważnych pytań dotyczących stosunków polskiego rządu z Polonią. 
 Już z doniesień prasy wiadomo było, że na "czarnej liście" prominentnie widnieje nazwisko przewodniczącego USOPAŁ-u Jana Kobylańskiego, a wraz z nim nazwiska kilku innych wybitnych działaczy Polonii w Ameryce Łacińskiej. Uzasadnieniem tego "wyróżnienia" miały być bliskie ich stosunki z Radiem Maryja oraz pewne wypowiedzi, krytyczne wobec Platformy Obywatelskiej czy ludzi z nią związanych. 
  Zastanawiam się, czym to ja zasłużyłem sobie na zaszczyt znalezienia się na "czarnej liście". Jeżeli, wnioskując z przykładu USOPAŁ-u, mogłyby to być politycznie niepoprawne wypowiedzi czy kontakty z ludźmi o niepoprawnych, zdaniem min. Sikorskiego, poglądach - oto próbka takich moich wypowiedzi czy kontaktów:
 - Będąc delegatem KPK na III Zjazd Polonii i Polaków w Warszawie jesienią 2007, zjazdu fatalnie zorganizowanego i fatalnie prowadzonego, byłem jedną z osób, które otwarcie wypowiedziały swoje krytyczne uwagi na ten temat. Podobne uwagi wyraziła zresztą większość uczestników. W czasie tego zjazdu uczestniczyłem też w spotkaniu z byłym premierem Janem Olszewskim.
 - Jesienią odbyły się w Ottawie trzy bardzo ciekawe i przychylnie odebrane odczyty: pani Anny Walentynowicz, pana Stanisława Michalkiewicza i prof. Jerzego Roberta Nowaka. Pragnę zaznaczyć, że KPK tych odczytów nie sponsorował, a ja osobiście na dwóch ostatnich, niestety, nie mogłem być obecny, gdyż byłem na III Zjeździe Polonii w Warszawie. Byłem jednak na spotkaniu z p. Walentynowicz, jak się dowiedzieliśmy -  zdeklarowaną stronniczką PiS.
 - Zapewne największe "przestępstwo", jakie popełniłem, to udział w XIII Walnym Zjeździe USOPAŁ-u w Punta del Este. Nie tyko, że tam pojechałem, ale jeszcze śmiałem bardzo pozytywnie się wyrazić o prezesie USOPAŁ-u Janie Kobylańskim, o ojcu Tadeuszu Rydzyku, o ojcu infułacie Ireneuszu Skubisiu (redaktorze naczelnym czasopisma "Niedziela"), o ojcu Jerzym Morkisie (misjonarzu z Brazylii) i jeszcze o kilku innych osobach, których miałem przyjemność tam poznać. To już jest "grzech" nie do darowania.
 My, Polonia świata, jesteśmy społecznością zróżnicowaną w naszym pochodzeniu i poglądach polityczno-społecznych, ale ten fakt nie przeszkadzał nam nigdy w solidarnym i masowym występowaniu w interesie Polski. My tu potrafimy tolerować się nawzajem, żyć w symbiozie i nie pozwolić, aby nasze różnice poglądowe przeszkadzały nam we wspieraniu Polski i polskości. 
 Próby rozbicia czy manipulowania Polonii mają długą historię. Szczególnie intensywne były one za czasów PRL. Wtedy nie dziwiło to nikogo i nasz stosunek do tych prób był jednoznaczny. Jednak dzisiaj, kiedy Polska odzyskała niepodległość (przy czynnej pomocy diaspory polskiej), komu może zależeć na rozbijaniu Polonii? Kto może chcieć wtłaczać organizacje polonijne w jakieś ramy ideologiczne, stworzone zresztą przez efemeryczną formację polityczną, która dziś sprawuje rządy, ale która jutro może zniknąć ze sceny politycznej? Komu tak brak taktu, żeby dyktować starym polonijnym organizacjom, co mają myśleć, co mówić i z kim się spotykać? 
 Spójrzmy na jeden tylko przykład, do czego może prowadzić taka polityka. W Brazylii istnieje Unia Juventus, najstarsza i największa organizacja polonijna w tym kraju. Przez umieszczenia wybitnego działacza Juventusu, pana Mariana Kurzeca, na czarnej liście, Polska rezygnuje z udziału w obchodach jubileuszu 150 lat istnienia Juventusu i zawiesza stosunki z tą szacowną organizacją. 
 Działający od 1944 r. Kongres (KPK) jest korporacją kanadyjską, więc musi stosować się do przepisów kanadyjskich oraz do zatwierdzonego Statutu. Zarząd Kongresu jest odpowiedzialny przed Walnym Zjazdem i musi wykonywać wnioski i postulaty przedstawione przez organizacje członkowskie. Jednym z celów Kongresu jest promowanie kultury polskiej oraz bronienie dobrego imienia Polski i Polonii. KPK zawsze był otwarty do współpracy z Polską, ale tylko w charakterze partnera, a nie wykonawcy rozkazów. Ostatnio (w czasie kadencji ambasadora Piotra Ogrodzińskiego), ta współpraca zdawała egzamin, wydawało się, że postępuje w dobrym kierunku. Uważam, że MSZ ma prawo do otwartego wyrażania swoich opinii o Polonii kanadyjskiej, ale nie ma prawa do ingerowania z ukrycia w działalność naszych organizacji.
 Żyjąc w wolnym kraju, mamy prawo do własnych poglądów. Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie może dyktować obywatelom Kanady, co jest dobre, co złe, jakie myślenie jest poprawne, a jakie nie. 
 Wydaje się, że rząd Polski chce rządzić Polonią, gdyż uważa, że ma jurysdykcję nad wszystkimi osobami polskiego rodowodu, niezależnie od miejsca zamieszkania i posiadanego obywatelstwa. W tym celu, podobnie jak za czasów komunistycznych, pragnie rozbić i osłabić Polonię, co nie leży w interesie Polski i jej obywateli.  Jedynie otwartość i uczciwość we wzajemnych stosunkach może być podstawą do budowania konstruktywnej współpracy.
 Uważam, że zarówno mnie osobiście, jak i Zarządowi KPK-Ottawa należy się wyjaśnienie i oficjalne przeproszenie od ministra spraw zagranicznych RP Radosława Sikorskiego. Chcielibyśmy znać pełną listę osób z "czarnej listy" ministra Sikorskiego oraz w jakim celu i na jakich podstawach ta lista została stworzona.
Jerzy Czartoryski
Prezes Okręgu KPK-Ottawa 

 GONIEC NR 7/2008

 SŁAWA NIEDŹWIEDZIA WOJTKA,  ŻOŁNIERZA II KORPUSU 
 Kiedy w maju 2005 roku "Goniec" opublikował mój artykuł o niedźwiedziu Wojtku, który przeszedł służbę wojskową w 22. Kompanii Zaopatrzenia Artylerii, nawet nie mogłem sobie wyobrazić, jaki rozgłos będzie miał ten artykuł na całym świecie. Wyraziłem wtedy nadzieję, że historią Wojtka powinna zainteresować się prasa i filmowcy w Polsce i na świecie.  
 Oglądałem  film kanadyjski "Bear Named Winnie" o dziejach ontaryjskiego niedźwiadka,  maskotki oddziału kanadyjskiego, którego żołnierze zabrali do Anglii podczas I wojny światowej. Winnie, nazwany tak od miejscowości Winnipeg, macierzystej bazy oddziału, nie był w akcji wojennej i większość życia spędził w ogrodzie zoologicznym w Londynie. Jego historia posłużyła  A.A. Milne'emu do stworzenia postaci słynnego Winnie the Pooh. W polskiej wersji był to Kubuś Puchatek. 
 Sądzę, że historia  Wojtka jest bardziej fascynująca, gdyż nie każdy niedźwiedź miał własną książeczkę wojskową, przywilej spania z żołnierzami, zmagania się z nimi, noszenia pocisków artyleryjskich, picia piwa, palenia papierosów i przejścia długiego szlaku bojowego od Iraku poprzez cały bliski Wschód, Italię do Szkocji, gdzie wśród uwielbienia ludności skończył życie w ogrodzie zoologicznym w Edynburgu  w roku 1963. 
 Po publikacji artykułu otrzymywałem wiele telefonów i e-maili z pytaniami o Wojtka i prośbami o zdjęcia. Wszystkim odpowiadałem, załączając jednocześnie kopię posiadanych zdjęć. To zainteresowanie znacznie się zwiększyło w styczniu i w lutym bieżącego roku. Otrzymuję wiele e-maili od czasopism, stacji telewizyjnych i filmowców z całego świata, między innymi od BBC z Anglii, ABC z USA, TVN24 z Polski, irańskiego filmowca studiującego w Szkole Filmowej w Łodzi, czasopism szkockich i włoskich. Obszerny artykuł z moimi zdjęciami pt. "Wojtek - l'orso che libero L'Italia" ukazał się we włoskim dzienniku "La Stampa" wydawanym w Turynie. Według otrzymanych wiadomości, Wojtkiem zainteresował się również kanał telewizyjny "Discovery" w USA, którego emisja filmu dokumentalnego jest spodziewana w najbliższym czasie. Przypuszczam, że do zwiększenia  zainteresowania przyczynił się niedźwiedź Knut żyjący w ogrodzie zoologicznym w Berlinie, będący ulubieńcem Niemców i reporterów z całego świata. 
 Piszą do mnie potomkowie naszych żołnierzy, którzy żyją w Anglii i Szkocji i w których odezwały się polskie korzenie. To bardzo cieszy, że historia Wojtka zaczęła jednoczyć potomków polskich weteranów z różnych krajów.   
 W Polsce ukazała się w zeszłym roku obszerna książka autorstwa Maryny Miklaszewskiej pt. "Wojtek z Armii Andersa" wydana przez wydawnictwo Fronda. 
 Historia Wojtka przedstawiona jest tam jako jeden z wątków codziennego życia żołnierzy Armii Andersa, od więzień i zsyłki, amnestię, formowanie wojska, wyjazd do Persji szlakiem przez cały Bliski Wschód, działania wojenne w Italii i życie po demobilizacji w Anglii i Szkocji. Szkoda, że książka ta jest pozbawiona zdjęć archiwalnych. Niedługo na rynku brytyjskim ma się ukazać książka o Wojtku w języku angielskim "Voytek - The Soldier Bear" autorstwa  George'a Paulina.  Mamy nadzieję, że będzie to ilustrowane wydanie, które zainteresuje młodzież nieznającą języka polskiego. 
 Ostatnie ogromne zainteresowanie historią niedźwiedzia Wojtka prawdopodobnie wzbudziła pani Aileen Orr z Hutton w Szkocji -  której dziadek opowiadał w dzieciństwie przygody Wojtka i jego życie w Szkocji. Pani Orr stara się przekonać władze Edynburga, aby uhonorowały Wojtka, stawiając mu pomnik w królewskim parku Holyrood w centrum miasta. Przy jej determinacji i takim zainteresowaniu na całym świecie jestem przekonany, że  pomnik stanie w niedługim czasie. 
 Kiedy pisałem artykuł o Wojtku w roku 2005, w Canadian War Museum w Ottawie była plakietka upamiętniająca Wojtka. Podobno zniknęła. Wojtek ma jednak wielu przyjaciół w Kanadzie. Od wielu lat  historią oręża polskiego i historią Wojtka interesuje się młody historyk Patryk Polec, który robi doktorat z historii na Uniwersytecie w Ottawie ze szczególnym uwzględnieniem spraw polskich i polonijnych. Patryk założył specjalną stronę internetową o Wojtku i prosi wszystkich, którzy mają jakiekolwiek wiadomości i pamiątki o Wojtku, o kontakt na adres: wojtek.soldierbear@gmail.com. Pozwoli mu to na uzupełnienie posiadanych materiałów i zorganizowanie wystawy. 
 Zainteresowanym podaję portale internetowe, gdzie można znaleźć artykuły o Wojtku i jego zdjęcia: 
 Vic Baczor - www.vbservices.co.uk/baczor/html <http://www.vbservices.co.uk/baczor/html> 
 Patryk Polec - http://wojtek-soldierbear.weebly.com/ 
 You Tube - http://www.youtube.com/watch?v=rOrecq9sSNs 
 TVN24 - http://www.tvn24pl/26086,1536653, wiadomosc.html 
 BBC - http://news.bbc.co.uk/2/hi/uk_news/scotland/south_off_scotland/720 
 Historią Wojtka zainteresowała się również  znana  Polonii w Kanadzie i w Polsce reżyserka telewizyjna pani Violetta Kardynał, reżyser filmu "Upside Down", która zbiera materiały i planuje zrobić film dokumentalny. Mamy nadzieję, że Wojtek doczeka się jeszcze filmu fabularnego i będzie tak samo znany jak kanadyjski niedźwiedź Winnie. 
 Ryszard Paudyn 
 arpaudyn@rogers.com 
 

 DO PANA  JANA TOMASZA GROSSA 
 Po raz kolejny "Goniec"  pokazuje swoją niezależność i najwyższe standardy dziennikarskiej etyki, tym razem poprzez publikację materiału "STRACH się bać!" - wydanie nr 6 (214) - przedruk z "Głosu Gminy Starozakonnych", nr 30. Nie muszę dodawać, że to samo drukowane słowo w Polsce nie jest zawsze mile widziane w KanadzieÉ  Autor,  p. Bolesław Szenicer, z dumą podkreślający swoje żydowskie korzenie, w niezwykle prosty i przejrzysty sposób rozprawia się z Janem Tomaszem Grossem  oraz całą  pseudohistoryczną panagrossową  ideologią, sprowadzającą się do poniżania państwa polskiego i Polaków aż do skutku, czyli do zaspokojenia roszczeń finansowych promotorów pana Grossa z USA. Autor  trafia w dziesiątkę, twierdząc: "Najwięcej byli napaleni na te odszkodowania inni American Jews: Bronfman i Singer oraz ich kumple z WJC (World Jewish Congress). Ale Polacy już się zdążyli nauczyć podstaw Kodeksu cywilnego i zaczęli Mister Bronfmana i Singera  podpytywać, czy mają formalne pełnomocnictwa wystawione przez spadkobierców tych majątków, czyli kilku tysięcy takich jak ja Żydów (tj. m.in. pełnomocnictwo p. Szenicera - przyp. A.T.Ch.), których rodzice mieszkali przed wojną w Polsce i czegoś się tam dorobili przez kilka pokoleń". Problemu roszczeń działaczy żydowskich organizacji, głównie z USA, wobec Polski, nikt jeszcze dogłębnie i przekrojowo nie analizował, spróbujmy więc dokonać chociaż wstępnej analizy, temat jest na pewno do szerszej dyskusji, tak w prasie emigracyjnej, jak i krajowej:
 1. Wiek XIV, Hiszpania wydala swoich Żydów za kolaborację z Maurami, a ci tułają się po Europie, bo nikt ich nie chce przyjąć. W tym czasie król Polski, Kazimierz Wielki, reformuje system gospodarczo-prawny państwa. Istnieje potrzeba powstania nowej warstwy społecznej, która zajmie się handlem i kupiectwem, dla szlachty jest to zajęcie uwłaczające, a chłopstwo, stanowiące ponad 80 proc. społeczeństwa, będzie jeszcze przez 500 lat  posiadać praktycznie status półniewolników z obowiązkiem odrobienia pańszczyzny, zapłacenia dziesięciny, dostarczenia rekruta, zapłacenia myta i innych podatków etc. A więc Żydzi -tułacze, których przyjął ostatni Piast, otrzymali na tacy niezwykle wysoki status w państwie polskim i wiele innych przywilejów, czego nie posiadało ponad 80 proc.  żyjących od 400 lat w tymże państwie jego mieszkańców. W hołdzie największemu kobieciarzowi z polskich władców, ale jednocześnie doskonałemu organizatorowi, Żydzi nazywają pierwsze miejsce swego osiedlenia w Polsce: KAZIMIERZ.
 2. Istnienie silnej warstwy kupiecko-handlowej  pochodzenia żydowskiego można odczytać u najlepszych klasyków polskiej literatury, wszędzie jest Żyd-karczmarz, nie mówiąc już o koncercie Jankiela w Mickiewiczowskim "Panu Tadeuszu". Nawet jak szlachcic mówi do karczmarza "ty parchu"  z ironią, na pewno nie z antysemityzmu, to ten sam szlachcic wyraża się o chłopie "ty chamie". Czyli, ciągle to będę podkreślał, status Żyda polskiego będzie  przez 600 lat niezwykle wysoki, gdzieś między 7-8 w skali 0-10. Chociaż pan Tomasz Gross może argumentować, że np. urzędy kanclerskie, tytuły  hrabiowskie były niedostępne w Polsce dla  osób pochodzenia żydowskiego, a to jest objaw antysemityzmu. A w jakim kraju były dostępne?  W ZSRS, podpowiadam panu Grossowi, do czasu, aż Josip Wissarionowicz nie wyrzucił ministra spraw zagranicznych Litwinowa, pochodzenia żydowskiego, tylko dlatego, że niejaki Ribbentrop, minister spraw zagranicznych III Rzeszy, nie chciał z Żydem rozmawiać.  I to jest przykład antysemityzmu, panie Gross, który powinien pan w swoich publikacjach nagłaśniać!
 3.  Przykłady patriotycznej postawy Żydów polskich są mało znane, np. udział formacji zbrojnej Berka Joselewicza w powstaniu kościuszkowskim, a więc w obronie Konstytucji 3 maja. Uwypuklanie wypadków nielojalnej postawy niektórych Żydów polskich, np. w 1918 i w 1920, kolaboracja z sowieckim okupantem czy też z SB lub dezercje z II Korpusu,  będzie nierzetelne bez jednoczesnego podkreślania udziału Żydów polskich, skromnego, bo skromnego, ale zawsze udziału: w kampanii wrześniowej, Powstaniu Warszawskim, czy nawet tych kilka mogił z gwiazdą Dawida na Monte Cassino. 
 4. Rok 1918, Rzesza Niemiecka wygrywa militarnie I wojnę światową, z Rosją sowiecką Niemcy zawarły zwycięski pokój kilka miesięcy wcześniej, a 11 listopada 1918 wojska niemieckie stacjonują w niewielkiej odległości od Paryża. A więc zgodnie z zasadami wojskowymi, ten kto zajął terytorium wroga i nie można go siłą usunąć, w negocjacjach pokojowych jest górąÉ Nie w tym przypadku, drodzy Państwo. Otóż na początku 1918 roku wynik wojny wcale nie był przesądzony, Ameryka ciągle ociągała się z wysłaniem swoich dywizji, trwały zacięte walki we Francji,  której groził upadek Paryża. I Anglicy wpadli na pomysł, by zaoferować, poprzez banki szwajcarskie, wyższy procent od depozytów dla obywateli Niemiec i ich sojuszników oraz obywateli okupowanych przez Niemcy i Austro-Węgry krajów, na co się rzucili bankierzy, przemysłowcy, kupcy i inni biznesmeni z wymęczonej wojną Centralnej Europy, w tym z samych Niemiec. 
 To są fakty, których jakoś nikt nie złożył w całość, chociaż położenie wojsk niemieckich i austro-węgierskich w listopadzie 1918 jest wyraźnie zaznaczone w książkach historycznych, a i żyją jeszcze ludzie pamiętający tamtejszą inflację i walizki  z markami, z którymi chodziło się na zakupyÉTakie są fakty. Skoro mowa o majątkach i pieniądzach, to Anglia dzięki depozytom pieniężnym obywateli z Rzeszy i Centralnej Europy wygrała  I wojnę światową, zagarniając m.in. całą flotę kajzerowskich Niemiec, a więc wcale pokaźny majątekÉ To oczywiście nie tłumaczy podstaw powstania późniejszej zbrodniczej ideologii faszystowskiej, aczkolwiek wcielanie w życie tej ideologii następowało latami, był czas, by temu zapobiec. Marszałek Józef Piłsudski już w 1933 proponował Francuzom wojnę prewencyjną przeciwko III Rzeszy, w której to wojnie prewencyjnej, podczas przewidywanych walk ulicznych, kawaleria polska byłaby nie do zastąpienia. Dodając skromny fakt, iż projekt wojny prewencyjnej marszałka Piłsudskiego (zignorowany i odrzucony przez Francuzów)  ocaliłby  życie wszystkich europejskich Żydów, albowiem plany Hitlera były w tym czasie powszechnie znane i publikowane, dlaczego o tym pan nie pisze i tego pan nie nagłaśnia, panie  "historyku" Janie Tomaszu Gross? Pan Szenicer podaje przykład zawrócenia z Ameryki statku "St. Louis" z żydowskimi uciekinierami, a to dało Hitlerowi ciche przyzwolenie do "ostatecznego rozwiązania kwestii  żydowskiej".
 5.  Rok 1942 - Czy można było uniknąć holokaustu?  Można było, w prosty sposób. Nie będę opisywał znanych potencjalnych półśrodków, takich jak bombardowanie torów kolejowych do Oświęcimia czy wykupywanie transportów Żydów wywożonych na zagładę, dodam skutecznych półśrodków sugerowanych przez AK i nasz Rząd w Londynie.
 Otóż między Anglią a Niemcami hitlerowskimi obowiązywała cicha umowa w sprawie broni masowej zagłady: oba kraje posiadały dość duże zapasy gazów bojowych, nie posiadała ich natomiast Rosja sowiecka. Otóż Anglia postawiła sprawę Niemcom jasno: użyjecie gazów przeciwko Armii  Czerwonej, my użyjemy przeciwko wam, Niemcom. A rok 1942 to przełom, koniec przewagi hitlerowców i praktyczne panowanie aliantów w powietrzu, a więc układ był niezwykle korzystny dla Niemiec. To ostrzeżenie pracowało do końca wojny, chociaż Niemcy tę niepisaną umowę złamali: w Oświęcimiu, Brzezince i innych obozach koncentracyjnych użyli śmiercionośnych gazów przeciwko cywilom. Alianci doskonale wiedzieli od początku, co się dzieje w Auschwitz, a apel polskiego kuriera Jana Karskiego dlatego trafił w próżnię, bo Ameryka i Anglia planowały wygrać wojnę w znacznej mierze rękami sowieckiego żołnierza (także za wyprzedaż Wschodniej i Centralnej Europy, w tym Polski). 
 Taka jest matematyka i taka jest bezwzględna prawda historyczna, Trzecia Rzesza była w 1943 wciąż  nie tylko silnym militarnie państwem, ale w wielu projektach technicznych  przewyższała aliantów; np. produkcja samolotów odrzutowych, czy też rakiet V1 i V2, a wynik wyścigu do posiadania i użycia broni atomowej pomiędzy Ameryką i Niemcami nie był wcale taki pewnyÉ  Stąd potrzeba "opłacenia" Stalina i  oszczędzania (od gazów bojowych) sowieckiego żołnierza, który spojony wódką i poganiany naganem NKWD szedł do ataku i, było nie było, oszczędził wojska, głównie amerykańskie, a także przyspieszył zakończenie wojny. (Mało kto wie, że w wojnie secesyjnej między Północą a Południem zginęło więcej żołnierzy amerykańskich niż w II wojnie światowej É).  I o tym proszę pisać, panie Janie Tomaszu Gross, gdyby prasa amerykańska pisała prawdę już w 1942, a żołnierz amerykański bił się tak jak polski we Wrześniu czy potem na wszystkich frontach, jak szeregowy czerwonoarmista pod Stalingradem (nie mylić z NKWD czy politrukami), jak żołnierz kanadyjski podczas desantu w Dieppe czy jak żołnierz brytyjski w Afryce Północnej, dodajmy, gdyby się bił o ocalenie tych, o których majątki biją się teraz panowie Bronfman i Singer, a biłby się na pewno, gdyby prasa w jego rodzinnym kraju nagłaśniała zbrodnie hitlerowskie na cywilach, w tym holokaust, to temu holokaustowi można było zapobiec, a na pewno znacznie ograniczyć. 
 6.  Konkluzja: Zacytujmy pana Bolesława Szenicera (adresowane do pana Grossa i innych jemu podobnych ): "To co było między nami: Polakami wyznania katolickiego i mojżeszowego, to nasza wewnętrzna sprawa, nasze smutki i nasze radości. A także nasza, polska, nie amerykańska ani żadna inna historia, ale także teraźniejszość i przyszłość. Nie wolno wam się w tym grzebać, nie macie do tego moralnego prawa. Bo to nie wy, amerykańscy Żydzi, ratowaliście nas w tamte lata, lecz Polacy, ryzykując życie własne i całych swoich rodzin". Koniec cytatu.
 Andrzej  T.  Chronowski 
Mississauga, Ontario 
 PS Uwaga dla sąsiadów, czyli Polonii amerykańskiej, tradycyjnie głosującej na demokratów. Niejaka pani  Hillary Clinton usiłuje odreagować porażki w życiu rodzinnym w polityce, ta pani mocno popiera roszczenia działaczy z WJC wobec Polski, chyba  będą Państwo wiedzieć, jak zareagować na to odreagowanie w listopadzieÉ 

GONIEC NR 6/2008

 APEL DO POLAKÓW  ROZSIANYCH PO ŚWIECIE:
 "Niechaj przemówią kamienie"
 W związku z blokowaniem przez prezydenta Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz budowy pomnika ofiar ludobójstwa niemieckiego w obozie koncentracyjnym w centrum Warszawy KL Warschau - proponuję przedsięwziąć akcję wspierającą wysiłki komitetu budowy pomnika. Przewodniczącą komitetu jest sędzia niezłomny - czcigodna Maria Trzcińska, która większość swego życia poświęciła na udokumentowanie likwidacji stolicy Polski przez eksterminację mieszkających tam warszawiaków. Wynikiem jej badań są trzy książki na temat funkcjonowania KL Warschau, jak również ogromny materiał dokumentacyjno-śledczy, zgromadzony w IPN i pozytywnie zaopiniowany przez prezesa Janusza Kurtykę, jako materiał wystarczający do podjęcia decyzji o budowie pomnika.

 Sposób przeprowadzenia akcji    przez Polaków na emigracji
 W Polsce rozpoczęto już protest polegający na składaniu kamieni w miejscu wyznaczonym pod pomnik. Kamienie układane są w kształt serca, a kiedy będzie ich więcej, utworzą kopiec. Będąc za granicą, myślałem, w jaki sposób mógłbym wesprzeć akcję. Przesyłanie kamieni pocztą byłoby uciążliwe, kosztowne i efekty raczej mizerne. Prościej zatem zebrać pieniądze - listę ofiarodawców zamieszczając w lokalnej prasie internetowej - a pieniądze z listą przesłać do Komitetu Budowy Pomnika KL Warschau w celu gromadzenia kamieni do budowy pomnika. Akcji zbierania pieniędzy powinny też towarzyszyć pisma protestacyjne - publikowane wirtualnie w miejscach najbardziej publicznych, jak również podpisywanie petycji do Prezydenta Warszawy i Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.
 A oto adres bankowy:
Komitet Budowy Pomnika Ofiar Obozu KL Warschau
ul. Deotymy 58 m 29
01-409 Warszawa
 Konto nr:
20 Oddział PKO BP SA w Warszawie
67 1020 1026 0000 1802 0106 8758
WPŁATA (DAR) NA POMNIK KL WARSCHAU
 Listy darczyńców i korespondencję do Komitetu Budowy Pomnika Ofiar Obozu KL Warschau prosimy nadsyłać na adres redakcji "Naszej Polski" dostępny powszechnie w Internecie. Tygodnik "Nasza Polska" udostępnia swoje łamy do wspierania akcji.

 Podstawa prawna budowy 
 Pomnika Konzentrationslager    Warschau
 Podstawą do ostatecznego wydania pozwolenia na budowę jest uchwała Sejmu RP z dnia 27 lipca 2001 r. w sprawie upamiętnienia ofiar Konzentrationslager Warschau, decyzja Wydziału Architektury Urzędu Dzielnicy Warszawa-Wola, uchwała Rady m.st. Warszawy z 11 marca 2004 r. - wyznaczająca do tego skwer im. Alojzego Pawełka (na którym został już zakopany akt erekcyjny pod budowę pomnika, czego dokonali: ks. prałat Zdzisław Peszkowski razem z więźniem Lagru na Kole, prof. Janem Moor-Jankowskim) oraz stanowisko IPN w sprawie KL Warschau - stwierdzające, że przeprowadzone śledztwo jest wystarczającą podstawą do zbudowania pomnika.
 Więcej informacji na ten temat znaleźć mogą Państwo w "Rozmowach niedokończonych" Radia Maryja:
Część I : http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=6560
Część II: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=6561

 Cel zamierzonej akcji
 Oprócz celu głównego, jakim jest nacisk na Hannę Gronkiewicz-Waltz w celu realizacji obowiązków wynikających z pełnienia przez nią funkcji Prezydenta Warszawy, a w rezultacie budowy pomnika bestialsko pomordowanych 200 tysięcy Polaków - są cele ważne dodatkowe - nierozerwalnie związane z podstawowym, takie jak: wzmocnienie patriotyzmu i solidaryzmu narodowego, spłacenie cząstki długu w stosunku do rodaków, którzy umarli również i za nas, lekcja patriotyzmu i wypełnienie chrześcijańskiego obowiązku - niejako pochówku swoich braci - zważywszy na to, że nie mają grobu, a pomnik spełni tu rolę również i nagrobka nigdy niepogrzebanych rodaków. Jeżeli o nich będziemy pamiętać, przetrwamy również sami jako naród.
 Wojciech Kozłowski
***
 Niniejszy projekt jest uzgodniony z Komitetem Budowy Pomnika Ofiar Konzentrationslager Warschau.
 

 Polsce grozi paraliż czy katastrofa?
 Wielu z nas zadaje sobie takie pytanie i tylko bardziej zorientowani pozostają przy drugim. Napawa to nas wielkim niepokojem i coraz częściej zadajemy sobie pytanie, jak długo jeszcze nasz kraj będzie poletkiem doświadczalnym dla antypolskich ośrodków decyzyjnych? jak długo jeszcze będą decydować obcy o naszych polskich sprawach? Jak długo jeszcze naród polski będzie opętany obiecankami "cudu" Tuska?
 Paraliż gospodarczy mamy od chwili ogłoszenia wyborów parlamentarnych. Populistyczna, ale zwycięska PO zamiast natychmiast przystąpić do wdrażania w życie uchwał PiS-owskich, przystąpiła do ich likwidacji, obiecując swoje, które miały być już przygotowane w szufladach ministrów, w ich "gabinecie cieni", a których faktycznie nie było.
 PO wpadła w namiętność miodowego miesiąca z PSL, wydając komunikaty i konferencje prasowe obfitujące w wyrażanie miłości wzajemnej, zaufanie i szacunek, czyli pełna sielanka. Choć dla młodego małżeństwa okres miodowy trwa jeden miesiąc, to dla PO i PSL trwał dwa miesiące. Tusk, Sikorski i minister rolnictwa, p. Siwicki, przez dwa miodowe miesiące jeździli poza granice naszego kraju, aby "zmieniać politykę zagraniczną Polski". A więc Tusk zgiął kolana przed panią Merkel i panem Barosso, przepraszając za "błędną i twardą" politykę zagraniczną Pana Prezydenta i rządu J. Kaczyńskiego wobec Niemiec i UE.
 Pan Sikorski, szef MSZ, powołał nowych dyplomatów, zakazując im nie tylko współpracy, ale nawet kontaktów z aktywnymi działaczami Polonii. Pan Siwicki - minister rolnictwa, "załatwił" zniesienie embarga rosyjskiego na polskie mięso, owoce i warzywa w zaledwie kilkunastu, i to niepewnych procentach, zaś  satysfakcję z tego faktu mieli 100-proc.
 Pani Pitera, zamiast zająć się sprawą korupcji, bo taka jej rola, wypowiedziała wojnę szefowi CBA - Kamińskiemu, który przez dwa lata bardzo skutecznie zwalczał korupcję.
 Minister sprawiedliwości, pan Ćwiąkalski, zdołał odwołać niemal wszystkich sędziów i prokuratorów, prowadzących sprawy wszelkiej zorganizowanej przestępczości, i szuka "haków" na swojego poprzednika, pana Ziobrę. Powołał starą komunistyczną gwardię, szkoloną za wschodnią granicą, szef MON-u, pan Klich, bo do nich ma zaufanie. Minister szkolnictwa wyższego, pani Hall, pozbawiła unijnych pieniędzy wyższe uczelnie o profilu katolickim i patriotycznym.
 Minister zdrowia, pani Kopacz, mając "gotowy program naprawy służby zdrowia", pracuje nad uchwałami pozwalającymi na "kręcenie lodów". Wicepremier Pawlaka ignoruje głodujących pod ziemią górników i ich żony. Minister finansów nie pochylił się nad problemem służb celnych od chwili zapowiedzi protestu, dopiero zdecydował się rozmawiać po kilku dniach blokady granic przez kierowców tirów, gdzie kilku z nich straciło życie. Dopiero zapowiedź blokady dojazdów do Warszawy i innych miast spowodowała przyjazd premiera Tuska na rozmowy z szefostwem służb celnych. Sprawa jest bardzo poważna i rząd nie panuje nad sytuacją. Jak wielkie koszty poniesie skarb państwa, gdy właściciele firm transportowych wystąpią po odszkodowania.
 Tusk myślał, że wystarczy wygrać wybory parlamentarne, zostać premierem, wówczas krótsza jest droga do Belwederu. Zamiast pracować z ministrami nad gospodarką, to zostawił im wolną rękę, "bo im ufa", a ci co raz zmieniają zdania, winę zwalają na poprzedni rząd, a taki wicemarszałek Niesiołowski broni ich atakami, na kogo się da.
 Gdy o podwyżki obiecane przez Tuska upomną się inne grupy budżetówki, to będzie już katastrofa.
Jolanta Krawczyńska
Hamilton
 
 

GONIEC NR 5/2008

 Szanowny Panie Redaktorze,
 W "Gońcu" (Toronto) dnia 25 stycznia 2008 w dziale Trybuna Czytelników jest list do premiera Tuska osobnika podpisującego się Statystyczny Polak. Statystyczny Polak pisze m.in. (cytuję):
  "Mam ... starego golfa II do remontu. ... Proszę zapewnić mi życie na normalnym poziomie. ... Chciałbym kupić sobie jakieś auto średniej klasy i pojechać choć raz w roku z dziećmi na wczasy nad Morze Śródziemne lub w Alpy szwajcarskie. ... chciałbym mieć przynajmniej telewizor plazmowy 42''. ... Czy nie jest Panu najzwyczajniej wstyd, że mamy tylu bezrobotnych, bezdomnych, sierot, uzależnionych od różnych używek, ulicznych prostytutek ... Statystyczny Polak"  (koniec cytatu).
 Szanowny Statystyczny Polaku - dlaczego czepiasz się Donalda Tuska, przecież on jest premierem dopiero jakieś dwa miesiące? Już zdążyłeś zapomnieć? 
 Zanim pójdziemy dalej, najpierw trochę "przypomnienia" z historii, jako że Statystyczny Polak należy do kategorii osób posiadających WYJĄTKOWĄ zdolność amnezji (albo wybiórczej pamięci), jeżeli chodzi o przeszłość.
 Rok 1944 - Powstanie Warszawskie - chodziło o zademonstrowanie ZSRS, że gospodarzami są Polacy, a nie komuniści przywiezieni na czołgach Armii Czerwonej. Powstanie upadło (z wiadomych przyczyn), zginęło kilkanaście tysięcy powstańców i kilkaset tysięcy ludności cywilnej, a Warszawa została zrównana z ziemią.
 Rok 1956 - w czerwcu w Poznaniu protesty robotnicze przeciwko warunkom życia. Władza "ludowa" odpowiada ogniem, są zabici i ranni.
 Rok 1968 - marzec, demonstracje studenckie. Władza "ludowa" tłumi zamieszki przy pomocy MO, ORMO i "aktywu" robotniczego. Brutalne bicie, relegacje z uczelni i "w kamasze".
 Rok 1970 - grudzień, po uspokojeniu nastrojów, gdy następnego dnia rano robotnicy przyjeżdżają kolejką podmiejską do pracy w stoczni i wysiadają z pociągu, zaczynają grać karabiny maszynowe. Władza chciała pokazać, "kto tu rządzi".
 Rok 1976 - słynne "ścieżki zdrowia" po protestach robotników. Ludzie, których w nocy przejeżdżały pociągi (wg oficjalnej propagandy - popełnili "samobójstwo").
 Rok 1981 - stan wojenny, setki zabitych, dziesiątki tysięcy uwięzionych, wyrzuconych z pracy, w końcu zmuszonych do emigracji.
 Pomijam takie "drobiazgi", jak kartki na towary, brak czegokolwiek (z wyjątkiem musztardy, wódki i octu) w sklepach, całodobowe/całonocne stanie w kolejce przed stacją benzynową, "podwójne" baki benzynowe w maluchach (fabryczny miał 20 l, podwójny dwa razy tyle albo i więcej), oszustwo we wpłatach na malucha - jak wpłaciłeś w 1981, a wylosowałeś odbiór w 1988, to musiałeś wtedy jeszcze dopłacić dwa albo trzy razy tyle, bo cena poszła do góry - nieważne było, że ty w roku 1981 wpłaciłeś CAŁĄ cenę.
 Statystyczny Polaku, jak chciałeś wysłać drukowane zaproszenie na swój własny ślub, to musiałeś najpierw to dać cenzorowi do zatwierdzenia. Tak samo jak chciałeś wydrukować nekrolog Tatusia. Czy to pamiętasz??
 To tyle historii, Statystyczny Polaku, której ty nie pamiętasz (albo nie chcesz pamiętać!!).  Za to w 45 proc. Statystyczny Polak pamięta - "Panie, jak to dobrze było za Gierka". Tak na oko, w tej chwili to chyba połowa Polaków, którzy mogliby pamiętać "świetne" czasy Gierka, wącha kwiatki "od strony korzeni". Skąd więc te 45 proc.?? Prawie wszyscy, którzy tow. Gierka pamiętali - PRAWIE WSZYSCY - go chwalą?? Włos się jeży...
 A ilu Statystycznych Polaków pamięta "ścieżki zdrowia" (też za Gierka)?
 A teraz historia najnowsza:
 Rok 1993 - bodajże drugie WOLNE wybory w Polsce - jak TY, Statystyczny Polaku, głosowałeś wtedy?
 Pewnie już zapomniałeś, więc Ci przypomnę - rząd (koalicyjny) po wyborach trwał gdzieś do roku 1997, a premierami byli: Pawlak (PSL), tow. Józef Oleksy (były I sekretarz KW PZPR), tow. Włodzimierz Cimoszewicz (były I sekretarz KW PZPR). Ministrem MSW (tym od "teczek") był nie kto inny, jak sam tow. Leszek Miller (były I sekretarz KW PZPR).
 Rok 1995 - głową państwa polskiego zostaje tow. Aleksander Kwaśniewski, absolwent moskiewskiej szkoły specjalnej (dla szpiegów rosyjskich). Zaś Jan Olszewski piąty albo szósty.
 Rok 2000 - głową państwa polskiego zostaje ponownie Aleksander Kwaśniewski, tym razem już w pierwszym głosowaniu, pomimo tego, że dwa lata wcześniej w czasie składania wieńca na grobie pomordowanych w  Charkowie był pijany jak bela i po złożeniu wieńca chciał wsiadać do limo przez klapę bagażnika...
 Rok 2001 - zdecydowanie wygrywa SLD -  44 proc. głosów, prawie absolutna większość (strach pomyśleć, co by było przy tej wielkości poparcia i jednomandatowych okręgach wyborczych). 
 Rok 2005 - PiS dostaje AŻ 26 proc. głosów, PO TYLKO 23 proc. - to po przerażającej ilości skandali w poprzednim rządzie SLD. W mojej opinii, PiS tych wyborów NIE wygrał, bo trudno mówić o "wygranej", dostając 26 proc. głosów. W mojej opinii, Statystyczny Polaku, PiS "wygrał" walkowerem, po prostu część głosujących powiedziała - dajmy im szansę. Co wcale nie znaczy, że byli to miłośnicy programu PiS-u.
 Lata 2005-2007 - koalicyjny rząd PiS-u, atakowany bez przerwy ze wszystkich stron, pokazuje, że można rozwiązać "państwo w państwie", jakim były WSI, minister Ziobro bierze się za walkę z korupcją etc. etc., zbliża się lustracja, IPN zaczyna ujawniać coraz więcej UB-eków, biorący łapówki zaczynają się bać.
 Rok 2007 - pomimo ww. Statystyczny Polak głosuje na PO (44 proc.!! - całe szczęście, że nie ma Jednomandatowych Okręgów Wyborczych). Nowy minister robi czystki wśród prokuratorów, którzy walczyli z korupcją, jak również badali "fundacje charytatywne" byłej pani prezydentowej, obcina budżet IPN etc. Do kontaktów z Polonią zostaje przydzielony... tow. Berman (oooops... przepraszam, tow. Borowski). Pomijam już takie detale, jak tow. Oleksy, tow. Cimoszewicz marszałkami Sejmu, marszałek Senatu oświadczający bezczelnie, że WiN to był zatruty karzeł reakcji prowadzący bratobójczą wojnę z narodem polskim, tow. Cimoszewicz, tow. Geremek ministrami spraw zagranicznych etc.
 Tak więc, Statystyczny Polaku - nie miej pretensji o to, że jest tak, jak jest. STATYSTYCZNY POLAKU, W OLBRZYMIEJ WIĘKSZOŚCI, TO TY JESTEŚ ODPOWIEDZIALNY ZA SZAMBO, W KTÓRYM JEST POLSKA!!
 Przyjmij do wiadomości, Statystyczny Polaku, że premier Tusk nie został wybrany po to, żeby tobie dał godziwą pracę, abyś ty mógł sobie kupić nowe narty i raz na rok pojechać na wakacje w Alpy szwajcarskie oraz kupić nowy samochód, a na starość mieć godziwą emeryturę.
 Donald Tusk jest premierem po to, żeby zablokować jakąkolwiek lustrację, przepędzić prokuratorów ściągających wielkich przestępców, "sprywatyzować" to, co jeszcze jest do "sprywatyzowania". Uwalić śledztwo w sprawie mafii węglowej. "Udowodnić" Statystycznemu Polakowi, że za samobójstwo Blidy jest w 100 proc. odpowiedzialny Kaczyński, Ziobro, Kamiński, PiS i CBA. A jak się da, to również zlikwidować Radio Maryja i TV Trwam oraz Nasz Dziennik, żeby w przyszłości tobie, głupi Statystyczny Polaku, niepotrzebne myśli nie chodziły po głowie... A następnie, w podzięce za to, ty, Statystyczny Polaku, w roku 2010 będziesz głosował na Donalda prezydenta... Tobie, Statystyczny Polaku, wystarczy, że pan Tusk powtórzy znowu: "Aby Polska rosła w siłę, a ludziom się żyło dostatniej" (to zdaje się też "z Gierka", tyle że trzydzieści parę lat temu).
 Tak więc, Statystyczny Polaku, nie płacz w kamizelkę pana premiera Tuska, że tobie jest potrzebne nowe auto i nowy telewizor plazmowy 42". Trzeba było głosować na PiS w CO NAJMNIEJ 60 proc. (większość wystarczająca do zmiany co najmniej niektórych artykułów konstytucji), a następnie ZAKASAĆ RĘKAWY i PRACOWAĆ SOLIDNIE przez następne 15 - 20 lat - patrz cud gospodarczy w powojennych Niemczech.
 Na koniec, nie wiem nawet, czy tych nad Wisłą można nazywać Statystycznymi "Polakami"??
 Mnie się wydaje, że nazwa: "Statystyczny polski Homo sovieticus" pasuje dużo lepiej. Polaków można prędzej znaleźć na Roncesvalles Ave. w Toronto lub Division St. w Chicago niż nad Wisłą.
 Z poważaniem,
 Statystyczny Polonus 
z Toronto
 

 Paranoje rządu PO
 Jeśli ktoś cokolwiek orientował się w polityce, to nie miał złudzeń, że PO składa się z populistów, błaznów i kłamców, zatem to co obiecuje, będzie tylko pobożnym życzeniem, tak się też stało. Ostatnie wybory parlamentarne wykazały, że naiwność wśród moich Rodaków wzrosła do potęgi "entej" i oto mają, co mieć chcieli. 
 Tusk i Sikorski rozpoczęli urzędowanie od szukania poklasków u zagranicznych sprzymierzeńców, którzy pomogli im w wyborach. No cóż, "coś za coś", jak mówił poseł Kutz. Sprawy polskie są dla nich drugorzędne, więc mogą poczekać, no bo i dyrektywy muszą także otrzymać. Polacy nie są warci zainteresowania, bo ich świadomość jest ograniczona, co udowodniły wyniki głosowania. Minister sprawiedliwości, były obrońca aferzystów, swoje urzędowanie rozpoczął od totalnych czystek sędziów i prokuratorów, którzy prowadzili śledztwa największych mafii przestępczych. Zaczęły się też zwolnienia przestępców z więzień i oskarżonych z aresztów śledczych, aby mogli mataczyć i odpowiadać z wolnej stopy, lub ich sprawy są umarzane, wskazując przy tym na "nieprofesjonalność wymiaru sprawiedliwości" PiS-owskiej ekipy rządzącej, tworząc Ministerstwo Niesprawiedliwości.
 Pani Pitera, z zawodu polonistka, otrzymała funkcję szefa ds. walki z przestępczością, a tymczasem zajęła się walką z tymi, co z tą przestępczością skutecznie przez ostatnie dwa lata walczyli. Przystąpiła do szukania "haków" na szefa CBA, M. Kamińskiego, i spłodziła raport na podstawie doniesień prasowych, domagając się jego odwołania, czym się mocno skompromitowała i sama powinna podać się do dymisji. Tymczasem w Polsce wrze, niezadowolenie różnych grup społecznych wzrasta, ale Tusk i jego rząd się nie przejmują i nawet nie mają ochoty na spotkania z protestującymi.
 Media przychylne Tuskowi minimalizują lub milczą na ten temat, aby nie zaszkodzić mu w wyścigu do Pałacu Prezydenckiego, który już Tusk rozpoczyna. Dziennikarze, zamiast być sługami prawdy, są najemnikami, zapominając, że Polacy po raz drugi nie będą skłonni uwierzyć Tuskowi. Prawda jest taka, że strajkują już górnicy, kolejarze, służba zdrowia, nauczyciele, celnicy i transportowcy, którzy czekając 3 doby na odprawę celną, umierają w tirach (dwie osoby). Nie chcą też dłużej czekać na cud Tuska emeryci i opiekunowie schronisk dla bezdomnych, którym rząd obciął środki finansowe.
 A więc nie wystarczy być antypisowskim, trzeba "kochać wszystkich, aby wszystkim żyło się lepiej", jak to mówił Tusk w expose. Tymczasem nikt w rządzie Tuska nie ma pomysłów na rządzenie, nie ma ludzi, a miał mieć "ekspertów", za to jest ceniony przez p. Merkel, p. Barosso i p. Putina, którzy wyznali mu miłość poprzez przekazanie na jego ręce kondolencji z powodu katastrofy lotniczej pilotów. Sprawy krajowe powierzył premier swoim błaznom, aby wypełniali pustkę swoimi wypowiedziami lub zachowaniami (Palikot i Niesiołowski).
 Za zasługi wybrano nawet Palikota na przewodniczącego komisji "Przyjazne Państwo" tuż po tym, jak obraził naszego Pana Prezydenta. Przedtem PO obiecywała wszystkim wszystko, a teraz ignoruje wszystko i wszystkich. Co musiałby więcej obiecać Tusk, aby Polacy jeszcze raz mu zaufali. Rodacy, wzywam do refleksji, nie czekajcie na cud Tuska ani na jego obiecywaną miłość i szacunek.
Jolanta Krawczyńska
Hamilton
 
 
 

GONIEC NR 4/2008

 Niniejszym przesyłam artykuł pt. "Moje refleksje z pobytu w Kraju" do opublikowania w "Gońcu". Ponieważ zawiera on dodatek w postaci listu otwartego do pana Andrzeja Wajdy, otrzymałam telefoniczną zgodę od historyczno-publicystycznego wydawnictwa "Na Rubieży" na przedruk. 
 Maryla List
 Sekretarz 
Związku Ziem Wschodnich

 Moje refleksje z pobytu w Kraju
 Współistnienie ludzi różnych nacji przynosi wzniosłe i smutne momenty, porywy i upadki, braterstwo i konflikty. Naród polski i naród ukraiński od wieków związane pobratymstwem ziemi, a często krwi, notują na kartach swej historii okresy zgody i rozczarowań. 23 września 2006 na Jasnej Górze odbył się zjazd zorganizowany przez Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów, poświęcony 4. rocznicy odsłonięcia Tablicy w panteonie Ojca Kordeckiego upamiętniającej mord na Polakach na Kresach Południowo-Wschodnich dokonany przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów.
"...Do pamięci o Tych którzy przedwcześnie wsiąknęli w tamtą naszą ziemię.
Zobowiązuje nas do miłości do Ojczyzny..."
"...to jasne niebo, co niesie w obłoku
Cienie poległych, widne duszy oku
I cała przeszłość, to przeszłość wiekowa, 
Co w swoim łonie tyle sławy chowa..."
Kornel Ujejski 

 Ich męczeństwo, śmierć, ból są naszym bólem, tragedią, a jednocześnie przestrogą. Nie wypowiadajmy nieprzemyślanych słów i nie zobowiązujmy do wypowiedzi innych. Jesteśmy pierwszymi spadkobiercami naszych pomordowanych rodzin. Najukochańsze matki, ojcowie, żony, dzieci, siostry i bracia - stoimy na straży spełnienia Waszej woli. Nie pozwolimy nigdy, by kłamstwa i przekręty uszczuplały tragedię Waszych dni, a kat żądał przebaczenia od swoich ofiar. Chylimy czoła z wrażliwości serc i sumień naszych, by głosy waszych skarg i próśb nieustannie przekazywane były z pokolenia na pokolenie, a pamięć o Was historia na wieki zapisała.
 Za zgodą czasopisma historyczno-publicystycznego "Na Rubieży", umieszczam przedruk listu otwartego do pana Andrzeja Wajdy z 22.04.2007 napisany przez panią Leokadię Ciaś-Tylendę.

 List Otwarty
 Szanowny Panie!
 W liście Intelektualistów, do Przewodniczącego Rady Miasta Stołecznego Warszawy opublikowanym w "Naszym Słowie", złożył Pan podpis pod protestem budowy pomnika Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA, ukazującego męczeństwo polskich dzieci. Napisał Pan: "...drzewa ze skrzydłami zamiast konarów, do którego pnia przybijane są zwłoki dzieci...".
 Od siebie dodam: znęcano się przede wszystkim nad żywymi. Zwłoki na ogół zakopywano.
 Ale od początku:
 Jesteśmy prawie rówieśnikami, wobec tego w dalszej części będę pisała Panie Andrzeju.
 Panie Andrzeju!
 Pod wyrokiem skazującym Pana Ojca podpisał się - dzisiaj potępiany - Józef Stalin. Pod wyrokiem skazującym mojego Ojca podpisał się - dzisiaj hołubiony - Kłym Sawur.
 Pana Ojciec zginął w Katyniu w 1941 roku. Mój Ojciec zginął w Wierzbicznie, powiat Kowel na Wołyniu, w 1943 roku.
 Pana Ojciec został zastrzelony strzałem w tył głowy. Mój Ojciec został zarżnięty nożem, z towarzyszącymi morderstwu słowami: "riżte, riżte pomaleńku, bo to dobryj pan". 
 Pana Ojciec walczył w 1939 roku. Mój Ojciec walczył w 1920 roku.
 Pana Ojciec walczył pod wodzą Edwarda Rydza-Śmigłego. Mój Ojciec walczył pod wodzą Józefa Piłsudskiego.
 Nie wiem, gdzie walczył Pana Ojciec.  Mój Ojciec walczył na Wołyniu i pod Lwowem. Pamięć Pana Ojca okrywała tajemnica przez 50 lat. Pamięć mojego Ojca okrywa dalsze milczenie, choć mijają już 64 lata.
 Panu Ojcu zbudowano pomnik w Katyniu w miejscu zbrodni. Prochy mojego Ojca leżą gdzieś na pastwisku w Wierzbicznie. Pan może złożyć kwiaty na (wspólnym) grobie Ojca. Ja nawet nie wiem, gdzie szukać prochów mojego Ojca. Ekshumacja nie dała rezultatu.
 Pan buduje pomnik swojemu Ojcu w postaci filmu o Katyniu. Pan stawia sprzeciw budowie pomnika mojemu Ojcu. Pan każe mi przebaczyć "winowajcom", aby nie siać nienawiści między narodami. Pan sam do tej pory oficjalnie nie przebaczył swoim "winowajcom".
 Pan, bez mojej zgody, przeprosił za operację "Wisła", która w ten sposób zakończyła przelew krwi w Bieszczadach. Ja w tej sytuacji nie muszę już wybaczać i przepraszać. Pan uczynił to za mnie, jako Senator.
 Szanowny Panie Andrzeju!
 Dość tej wyliczanki. Proszę ja Pana tylko o jedno: Dlaczego Pan dokonał podziału naszych Ojców. Mój Ojciec to równy. A Pana Ojciec -równiejszy... Dlaczego buduje Pan pomnik swojemu Ojcu, a zakazuje Pan, abym zbudowała pomnik Ojcu mojemu?
 Leokadia Ciaś-Tylenda

 List otwarty do Prezesa Rady Ministrów
 Szanowny Panie Premierze Donaldzie Tusk!
 Jestem osobą bezrobotną z wyższym wykształceniem. Moje IQ jest takie jak Dody, choć kształty - zwłaszcza w okolicach talii - są już bardziej rubensowskie. Mam 47 lat, dwójkę małych dzieci na utrzymaniu i starego golfa II do remontu. W życiu miałem różne wzloty i upadki, dołki, jakie i Pan ponoć przechodził, ale te są już także poza mną. Jestem zdrowy jak rydz, mogę pracować nawet fizycznie, ale proszę zapewnić mi życie na normalnym poziomie. Wysłałem pocztą tradycyjną i elektroniczną oraz dostarczyłem osobiście setki aplikacji w sprawie pracy - niestety bez żadnego odzewu. Nie wiem, co to Account Manager, bo nie znam języka angielskiego i nie zrobię na szybko kursu projektowania w programie AutoCAD. Nie wszyscy mają też uprawnienia bankiera, ekonomisty. Nie mogę być również - choćby z powodów przedstawionych na wstępie - dobrze opłacaną hostessą. Jak mam zrealizować swoje ludzkie marzenia? Chciałbym kupić sobie jakieś auto średniej klasy i pojechać choć raz w roku z dziećmi na wczasy nad Morze Śródziemne lub w Alpy szwajcarskie. Z racji wieku nie mogę czekać ze 20 lat na kolejne reformy państwa. Kiedy stare narty będę mógł zamienić na nowe carvingowe? Proszę mi powiedzieć, czym ja się różnię od posła Palikota? Też chciałbym mieć przynajmniej telewizor plazmowy 42''. Jeszcze za żywota go spłacić. Mogę robić nawet na kominach, ale gdzie i za jakie pieniądze? Zrobię wszystko, by moje dzieci miały szczęśliwe dzieciństwo i lepsze perspektywy. Każdy ma prawo do godnego życia, nie chcę wiecznie kupować jedzenia w promocji i towarów z przeceny w TESCO. Wiem, że inni mają jeszcze gorzej. Jedynym kryterium awansu społecznego winna być chęć ciężkiej pracy. Ja taką wolę mam.
 Szanowny Panie Premierze. Zapisałem się osobiście już 24 stycznia 2001 roku w hali Olivia w Gdańsku do Platformy Obywatelskiej jako partii oddolnej, demokratycznej. Wierzyłem, że to będzie ten wielki ruch społeczny, dostałem nawet od Pana autograf. Niestety, nikt nigdy nie wzywał mnie potem na żadne zebrania. Proszę załatwić mi teraz fuchę w jakiejś radzie nadzorczej - niekoniecznie w PKN Orlen - gdzie mógłbym za "friko" kasować niezłe pieniądze. Mam uprawnienia do zasiadania w radach nadzorczych spó-łek Skarbu Państwa, ale nie należę jak widać do żadnej partii. Od wielu lat działam za to na polu społecznym. Spotykałem się w przeszłości i uczestniczyłem z samą Julią Piterą w różnych konferencjach antykorupcyjnych. Obawiam się jednak, że Pana koleżanka partyjna najbardziej polubiła z nich szwedzki stół. Dziś kariery robią tylko lokalne cwaniaki z PO. Były asystent posłanki Sawickiej, Hubert Papaj, którego mamusi załatwiłem, będąc radnym (z autentycznego społecznego wyboru), funkcję ławnika sądowego, jest przewodniczącym Rady Miejskiej Jeleniej Góry, ale o mnie nie pamięta. Kazałem nawet swoim ludziom przeforsować ją do rady ławniczej, za co otrzymała na koniec kadencji podziękowania i książki. Pracować społecznie była nauczycielka w moim stowarzyszeniu (OPP) do walki z korupcją nie miała zdrowia, ale kasiorę brać za pierdzenie w stołek to ją zęby nie bolały.
 Oglądałem spot wyborczy Platformy Obywatelskiej, w którym obiecał Pan, że Polacy będą wracać z Irlandii, a pielęgniarkom i wszystkim innym będzie się żyło lepiej. Pytam, kiedy to nastąpi? Ale konkretnie w latach, już nie w miesiącach. Od czego to Pan dzisiaj uzależnia? W Polsce nie było dawno żadnych wojen i kataklizmów, dlaczego Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy musi wyręczać państwo z konstytucyjnych obowiązków? Czy nie jest Panu najzwyczajniej wstyd, że mamy tylu bezrobotnych, bezdomnych, sierot, uzależnionych od różnych używek, ulicznych prostytutek i skazanych za pospolite przestępstwa? Czy to jest powód do dumy, że jedni jeżdżą mercedesami, a drudzy żebrzą na ulicy? Czemu mają służyć te wszystkie akcje charytatywne - niesieniu pomocy potrzebującym, czy promowaniu nazwisk i tupetu bogatych? Czy to nie wstyd? Że w XXI wieku mamy pieniądze na zbrojenia i bezsensowne wojny, a nie mamy pieniędzy na fabryki "chleba"? Na autostrady i mieszkania socjalne? Mamy na kominowe płace różnych prezesów i członków rad nadzorczych, a nie mamy na zasiłki dla bezrobotnych? Czy tak wygląda solidarne państwo? Czy temu ma znowu służyć przekształcanie szpitali w spółki prawa handlowego, by mogli obłowić się kolejni pańscy koledzy, a inni ludzie musieli umierać pod płotem? Proszę nie porównywać nas do całego świata, gdzie utrzymuje się świadomie podziały.
 Panie Premierze. Co trzecie małżeństwo w Polsce się rozwodzi, a emigracyjne rodziny rozpadają się jeszcze częściej. Jak Pan myśli - z jakiego powodu? Mam dopiero siedemnaście lat pracy zarejestrowane, gdzie mam wypracować sobie dobrą emeryturę? Szanowny Donaldzie Tusk, ja też mogę iść do Brata Alberta i podzielić się z Panem opłatkiem, ale jakie będą miały poczucie wartości moje dzieci? Na kogo ja je wychowam, jadąc na stare lata do Holandii czy Włoch? Jak mam zmuszać się do uśmiechu, by nie przenosić na dzieci negatywnych uczuć? Co mam zrobić, żeby żona moja nie spała w osobnym łóżku, bo musi sama utrzymywać całą rodzinę z pensji kasjerki w hipermarkecie? Po co mi były studia i różne kursy, skoro nie ma dla mnie miejsca w lokalnych firmach? Górnicy, nauczyciele i pielęgniarki mają związki zawodowe, a jak ja mam skutecznie zaprotestować w walce o byt? Czy te komisje sejmowe i roszady w telewizji publicznej rozwiążą moje problemy? Kiedy? Szanowny Panie Premierze, błagam o pomoc, czuję się jak ryba bez wody, jak ptak bez powietrza, jak cierpiący na klaustrofobię zamknięty w ciasnym pomieszczeniu. Chcę żyć pełnią życia! Czy to dużo? Ja rozumiem, że PiS był be, że komuna była be, że to wymaga czasu. Ale ile, konkretnie? Rok, dwa, trzy, cztery, pięć lat? Poczekam, ale co roku będę to Panu przypominał. List ten na pewno dotrze do Pana świadomości, już ja się postaram. Wysłałem go mailem i bezpośrednio do Pańskiej kancelarii. Wierzę też w moc sprawczą mediów i Internetu - dlatego jest on otwarty. Odpowiedź publiczna na powyższe problemy należy się wszystkim Polakom. Życie jest tylko jedno.
 Nazwisko moje nie ma znaczenia, ale będąc socjologiem, wiem, że mogę podpisać się jako - 
Statystyczny Polak
 

GONIEC NR 3/2008

 Przerażająca niewiedza  czy powrót do PRL-u 
 Jestem polskim emigrantem z tzw. nowej emigracji lat 80. Mimo że ten status wcale mi nie odpowiada, faktów zmienić nie sposób. 
 Nie chcę tutaj bynajmiej rozwodzić się nad złym losem, w jakimś sensie sam to wybrałem, wspomnę tylko mimochodem, że wysłany do Meksyku przez PRL-owski Polservice, robiący niezłe pieniądze na eksporcie "myśli technicznej", przez pierwszy rok przeżyłem na "łaskawym chlebie" u mnichów w klasztorze La Salle, gdyż kontrakt nie był do końca dopracowany. Jedyne, co robił Polservice, to upominanie się o swoją "dolę". Od tego czasu jestem nieco uczulony na brak kompetencji zawodowych, szczególnie na placówkach współpracujących z zagranicą. Jedynie silna wola, determinacja i oczywiście wiedza zawodowa, którą uznano za wielce przydatną, sprawiła, że po dwudziestu latach doszedłem do stanowiska Profesora Tytularnego jednego z najlepiej notowanych uniwersytetów prywatnych, który jest akredytowany w SACS (Southern Association of Colleges and Schools), amerykańskim stowarzyszeniu uczelni wyższych, gdzie akredytacją mogą pochwalić się jedynie cztery uniwersytety z całej Ameryki Łacińskiej. 
 Tyle tylko, gwoli przedstawienia się i wykazania, że wiem, co piszę.
 Dnia 2 stycznia 2008 obejrzałem program w TVN, który był wywiadem z ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim oraz z (z drugiego planu) wicemarszałkiem Sejmu Stefanem Niesiołowskim. To, co zobaczyłem i usłyszałem, było przerażające i porażające umysł. Oto moje uwagi:
 1. Wyglądało na to, że redaktor prowadzący dyskusję dyktuje ministrowi, co ten ma uczynić, jakie decyzje podjąć. Pan minister bronił się dzielnie, ale następnego dnia podjął decyzje odpowiadające mediom. Kto rządzi w Polsce? Rząd czy media?
 2. Przerażające jest, z jaką swobodą i brakiem elementarnego poczucia sprawiedliwości pan Wicemarszałek powtarzał wyssane z palca i "Gazety Wyborczej" bzdury o osobie Jana Kobylańskiego. Jeżeli ma jakiekolwiek rozeznanie tego, co się w Polsce dzieje, to musi wiedzieć, że oskarżenia przeciwko prezesowi USOPAŁ zostały zdementowane przez IPN, a kalumnie rozpowszechniane przez "Gazetę Wyborczą" znajdą swoje miejsce w sądzie. My, Polacy mieszkający w krajach Ameryki Łacinskiej, wiemy, że pan Kobylański zrobił, kompletnie za darmo, dla emigracji polskiej w tych krajach i dla Ojczyzny o wiele więcej niż dobrze płatni osobnicy zwani korpusem dyplomatycznym i akredytowani przez rząd RP, aby służyć dobremu imieniu Rzeczypospolitej. 
 Dowodem bezsensowności i braku rozeznania sytuacji jest decyzja MSZ zakazująca ambasadorom kontaktowania się z Janem Kobylańskim.
 3. Daleki jestem od dyskutowania o obsadzie polskich placówek dyplomatycznych w świecie, ale mam obowiązek wypowiedzieć się na temat osób, które reprezentują Polskę w Ameryce Łacińskiej, a szczególnie w Meksyku. Z trzech powodów; po pierwsze, jestem Polakiem i nie jest mi obojętne, kto reprezentuje moją ojczyznę za granicą, po drugie, jestem prezesem Związku Polaków i Przyjaciół Polski w Meksyku i szanując zdanie członków tej organizacji, muszę wypowiedzieć naszą opinię. Po trzecie, jako wykładowca renomowanej uczelni wyższej kontaktując się z przedstawicielami meksykańskiej elity intelektualnej, miałem nieprzyjemność słyszeć wiele słów krytycznych na temat tych, którzy RP reprezentują. Sam też muszę przyznać, że Meksyk nie miał szczęścia do ambasadorów. Wiadomo, że do pewnych krajów na placówki dyplomatyczne wysyła się ludzi w danym momencie "niewygodnych", aby usunąć ich z areny politycznej, albo w nagrodę za coś, co niekoniecznie figuruje na liście kompetencji wykwalifikowanego dyplomaty. Tylko dlaczego wysyłać takich do Meksyku? Nie można by do Rwandy, Mongolii czy jakiegoś innego nie mającego żadnych więzi z Polską kraju?
 Meksyk może być dla Polski znaczącym kontrahentem biznesowym, czego przykładem jest, chociażby, moja uczelnia.
 W kontekście polskiej polityki kadrowej korpusu dyplomatycznego osoba profesora Ryna jest wyjątkiem. Stworzył on od zera polską placówkę dyplomatyczną po reżymie Pinoczeta w Chile. Po dwu latach uzyskał tytuł Ambasadora Roku, najlepszego spośród 60 akredytowanych w danym momencie ambasadorów w Santiago de Chile, doprowadził do podpisania niezliczonych umów o współpracy pomiędzy uczelniami Polski i Chile. Dzięki niemu Stocznia Szczecińska podpisała wieloletnie kontrakty na budowę statków, doprowadził też do wizyt prezydentów w obu krajach. 
 Na koniec kadencji został odznaczony najwyższym odznaczeniem dla obcokrajowców w Chile. Napisał wiele książek o Papieżu Janu Pawle II, o Domeyce, o medycynie indiańskiej. Niewielu ambasadorów Polski w świecie może pochwalić się takimi osiągnięciami. Nic więc dziwnego, że za rządów PiS został mianowany ambasadorem Polski w Argentynie, co było ze wszech miar mądrym, sensownym, a co najważniejsze, dobrym dla reputacji Polski posunięciem. Co widocznie nie wszystkim się podobało. Zupełnie niezrozumiała jest postawa marszałka Senatu Bogdana Borusewicza, który jadąc na zaprzysiężenie nowej prezydent Argentyny, nie życzył sobie spotkania z ambasadorem Polski, legalnie akredytowanym przez rząd Rzeczypospolitej? ..."Bałem się, że z powodu ambasadora mogę się znaleźć w niebezpiecznym dla reputacji Polski towarzystwie lub w dziwnej sytuacji"... z wypowiedzi pana Borusewicza na łamach "Wprost" (nr 2, 13 I.08, s. 39). 
 Decyzja Pana Marszałka naruszyła wszelkie reguły dyplomacji, nie tylko protokolarne. Łatwo zgadnąć, jak to odebrały inne delegacje. Istotnie, nie mógł się już bardziej wygłupić i ośmieszyć nie tylko polską dyplomację, ale przede wszystkim siebie.
 Jeszcze jedna mała dygresja. Już po zakończeniu swojej misji dyplomatycznej prof. Ryn zorganizował "Tydzień Nauki Polskiej" w Chile. Przywiózł z Polski wielu znanych naukowców, m. in. rektora Politechniki Krakowskiej, mnie zaszczycił zaproszeniem do wygłoszenia wykładu na Uniwersytecie Santiago de Chile w sali noszącej imię Ignacego Domeyki. Zaszczyt dla mnie i odpowiedzialność, aby wykład był na odpowiednim poziomie. Chilijczykom się podobało, co podniosło nieco splendor naszego kraju. Jedyne, co zrobił aktualny wówczas ambasador Polski w Chile pan Passent, to zaproszenie całej delegacji na koktajl w swojej rezydencji. To było znacznie prostsze, wystarczyło porozlewać, organizację całej imprezy zaś zrobił prof. Ryn, już nawet w Chile nieakredytowany.
 4. Rząd premiera Jarosława Kaczyńskiego mianował na ambasadora w Meksyku  pana Jerzego Achmatowicza. Kandydat ze wszech miar godny poparcia.  Pracował kilka lat w Meksyku jako profesor uniwersytetu, potem wiele lat w Chile, gdzie uczył się rzemiosła dyplomatycznego od ambasadora Ryna. Wyjątkowo inteligentny, władający hiszpańskim tak jak polskim, aktualnie szef katedry iberystyki na Uniwersytecie Wrocławskim. W dorobku naukowym ma wiele publikacji i wygrany w Chile konkurs na esej.
 W naszej, emigrantów polskich w Meksyku, opinii idealny kandydat na ambasadora w tym kraju. MSZ nie popiera tej kandydatury, ponieważ wyszła od poprzedniego rządu. O co tu chodzi, Panie Ministrze, o godne reprezentowanie Polski w świecie, czy o rozgrywki partyjno-personalne? 
 "Meksyk... Panie" - mówiło się w Polsce na jakąś burdę, i słusznie, w Meksyku niemal wszystko zmienia się co 6 lat, tyle ile trwa kadencja prezydencka, ale polityka prezydenta to nie wszystko. Prezydenci Meksyku się zmieniają, ministrowie w RP, panie Sikorski, zresztą też, zostają na zawsze raz zawiązane kontakty naukowe, raz zawarte przyjaźnie bazujące na szacunku i respekcie dla wiedzy i kwalifikacji zawodowych. I tego nie wolno niszczyć. Gdzie jest pańskie zdanie, Panie Ministrze? Czy naprawdę musi Pan bić pokłony mediom? Czy zupelnie nie liczy się opinia nas, emigrantów mieszkających w tym kraju?
 Chcę Panu powiedzieć, że częstokroć organizacje polonijne robią więcej dla Polski niż ambasady. Pominę lata ubiegłe, w których podejmowaliśmy trzykrotnie, byłego prezydenta Lecha Wałęsę, premiera Belkę z grupą asystujących mu, pożal się Boże specjalistów od interesów, nie mówiąc o polskich zespołach folklorystycznych, czy po prostu studentach i turystach. Przez ostatnie dwa lata przywożę corocznie do Polski grupę 20 studentów na kursy letnie. Wracają zachwyceni Polską. Są to najlepsi nasi ambasadorowie. 
 Promujemy wśród studentów meksykańskich kontynuowanie studiów podyplomowych w Polsce, studia magisterskie i doktoranckie. Jest to splendor dla polskiej nauki i pieniądze dla polskich uczelni. Mamy już wypromowanych 5 doktorów, dwa następne doktoraty są w stadium realizacji. 
 Potrzebna nam jest współpraca z polską ambasadą i polskimi konsulatami. Dla dotychczasowych placówek byliśmy zakałą, nasza działalność przeszkadzała im w "pracy", cokolwiek robili. Z konsulem honorowym Polski w Monterrey nie mamy kontaktu od dwu lat, unika Polaków, języka polskiego nie zna, nie ma żadnych powiązań z Polską. W Polsce był raz, na zaproszenie rządu, jak został mianowany konsulem honorowym. Za co? Nie mam pojęcia. Jak spędza wakacje w Europie, to Polskę omija wielkim łukiem. Nie tylko ja, nikt z Polaków nie rozumie, dlaczego Eduardo Macias jest konsulem honorowym Polski w Monterrey, a panu Kobylańskiemu taki tytuł odebrano, ponieważ popierał działania śp. Edwarda Moskala, wówczas prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej. 
 Pan Jerzy Achmatowicz jest najlepszym kandydatem znającym z autopsji realia latynoskiego świata. Szczególnie w przypadku kontaktów na niwie nauki. Wyrażamy niniejszym zdecydowany protest przeciwko odsunięciu Achmatowicza jako kandydata na ambasadora w Meksyku. Na ambasadorów powinno wybierać się takie osoby, których ani Polska, ani Polacy, włączając w to nas, emigrantów, nie będzie musiała się wstydzić. My, tu w Ameryce Łacińskiej, jesteśmy starą emigracją. Wielu z nas to poważni ludzie biznesu lub nauki mający liczące się kontakty w sferach rządowych. Aby to osiągnąć, przeszliśmy długą i ciernistą drogę. I niezbyt nam się może podobać, gdy o przedstawicielach polskiego korpusu dyplomatycznego mówi się niezbyt pochlebne, a niejednokrotnie z uśmieszkiem zażenowania. "Polacca" tak nazywano w Brazylii w 19. wieku "córy Koryntu". Niezbyt to pasuje do 21-wiecznej ambasadorowej. Nawet z kraju o nazwie Polonia.
 Być może dobrze byłoby skończyć ze starą, nieboszczkę demokrację ludową pamiętającą, zasadą obsadzania stanowisk w dyplomacji tymi, którzy na jakiś czas powinni zniknąć z areny politycznej kraju. 
 To szkodzi naszej Ojczyźnie Polsce, a jej chyba szkodzić Pan nie chce. 
 Nieprawdaż? 
 Ja też, dlatego to piszę.
 Z poważaniem
 dr inż. Zygmunt Haduch
 Profesor Titular, Universidad de Monterrey, Mexico
Prezes Związku 
Polaków i Przyjaciół Polski
 

 Apel Ojca Dyrektora
 Zwracam się do wszystkich przyjaciół Radia Maryja, do wszystkich ludzi dobrej woli.
 Kochani, mimo zapewnień płynących z ust premiera Donalda Tuska, zaraz po objęciu urzędowania, o miłości, chęci budowania wspólnego domu w dialogu i zaufaniu, rząd i prominentni działacze PO przystąpili do bezprecedensowego ataku na Radio Maryja i dzieła przy nim powstałe.
 Minister Barbara Kudrycka w pierwszym swoim wywiadzie po objęciu Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, bez podstaw w rzeczywistości, oznajmia, iż: przypatrzy się WSKSiM, czy nie łamie prawa, sugerując tym samym, że posiada wiedzę o jakichś nadużyciach, i podważając społeczne zaufanie do tej uczelni.
 Ministerstwo Obrony Narodowej odwołuje na kilkanaście godzin przed uroczystością rocznicową Radia Maryja Reprezentacyjny Zespół Artystyczny Wojska Polskiego - dużo wcześniej umówiony, który występował u nas nawet w czasach rządów komunistów.
 Ministerstwo Środowiska w osobie sekretarza stanu Stanisława Gawłowskiego natychmiast po objęciu rządów poleciło pracownikom resortu szukanie jakiegokolwiek pretekstu do wypowiedzenia zawartej zgodnie z prawem umowy z Fundacją Lux Veritatis na badanie zasobów i eksploatację wód geotermalnych w Toruniu.
 Minister środowiska odwołał ze stanowiska prezesa Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej Mariusza Gajdę, wybitnego fachowca wyłonionego do sprawowania tej funkcji na drodze konkursu; odwołanego za to, że zgodził się na wydzierżawienie Zgromadzeniu Redemptorystów niewiele ponad jednego hektara nieużytków porośniętych chaszczami, leżących na obrzeżach Torunia.
 Minister Julia Pitera zaraz po objęciu stanowiska, bez jakiejkolwiek podstawy realnej, insynuuje działania korupcyjne w związku z wydzierżawieniem tego hektara.
 Lider PO w Lublinie poseł Janusz Palikot nawołuje do zniszczenia ojca Tadeusza Rydzyka i Radia Maryja nawet przy użyciu Kościoła. Nawet komuniści przed zamordowaniem księdza Jerzego Popiełuszki nie zapowiadali, że to uczynią. 
 "Gazeta Wyborcza" piórem stałego dyżurnego ds. Radia Maryja z Bydgoszczy, kiedyś asystenta posła AWS i PO, ujawnia, że minister nauki i szkolnictwa wyższego Barbara Kudrycka skreśliła z listy projektów kluczowych Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko WSKSiM w Toruniu. Radio i dzieła przy nim powstałe respektują obowiązujące w Polsce prawo. Umowy, które zostały zawarte z instytucjami państwowymi, powinny być dotrzymane bez względu na to, która partia tworzy rząd. WSKSiM podpisała preumowę z ministrem nauki i szkolnictwa wyższego i przystąpiła do działania, zlecając opracowanie dokumentów i projektów potrzebnych do realizacji wynikających z umowy inwestycji, co pociągnęło za sobą niemałe nakłady finansowe.
 Działania, o których powiedziałem, przypominają totalitarne metody władz okupacyjnych. Z wyrazem miłosierdzia na twarzy dokonuje się aktów niszczenia. W tym ostatnim przypadku nie chodzi tylko o jedną uczelnię, i to w Toruniu, ale i o kilkadziesiąt innych polskich szkół wyższych, które przy złamaniu łacińskiej zasady mówiącej, że prawo nie działa wstecz, zostały wyeliminowane przez wprowadzenie zupełnie nowych kryteriów, których przedtem nie było, po to by dla niepoznaki uderzyć w WSKSiM w Toruniu.
 Minister nauki i szkolnictwa wyższego, zamiast dziękować i wspierać za to, co robi się dla dobrego wykształcenia i wychowania młodzieży polskiej, stosuje w zamian kary i represje. Tak nie postępuje minister odpowiedzialny za młodzież polską, a jeżeli jednak działa w ten sposób, to znaczy, że jest nieodpowiedzialny albo - co gorsza - może wykonuje czyjeś polecenia. To car Mikołaj I za patriotyczną postawę w Powstaniu Listopadowym z zemsty zlikwidował Uniwersytet Wileński. A naziści mordowali profesorów, komuniści zaś zamykali m.in. szkoły katolickie. (...)
 Pytam, czy nie obowiązuje rządzących Konstytucja Rzeczpospolitej, która mówi, iż "każdy obywatel polski jest równy wobec prawa"?
 Pytam, czy wierzącym Polakom nie przysługuje dana im przez Boga godność i wolność? Dlaczego więc to dyskryminowanie i niszczenie?
 Młodzież akademicka i ludzie dobrej woli traktują takie metody z największym oburzeniem. Tak jak w Polsce schładza się gospodarkę, tak wygasza się edukację na poziomie wyższym, aby Polacy, nie mając szansy we własnej Ojczyźnie, zmuszeni byli do tułaczki i podejmowania najgorszych prac w obcych krajach. Wszystko jasno wskazuje na to, że tacy rządzący doprowadzą do zniszczenia i odebrania Polakom nadziei.
 Zwracamy się do wszystkich rodaków, ludzi dobrej woli w Ojczyźnie i na emigracji, informujcie o tym innych, zwracamy się do Was o pomoc w tej sytuacji, o modlitwę i konkretne działania. Nie podpowiadamy, jakie działania. Każdy, komu zależy na wolności, demokracji i dobru Ojczyzny, niech pomyśli, co czynić, i niech czyni, niech nie będzie obojętny, ale czyni!!! 
 Bóg zapłać za dotychczasową solidarność w dobrym.
dyrektor Radia Maryja
ojciec Tadeusz Rydzyk
 

 Środowisko czytelników i sympatyków "Gazety Polskiej", "Niezależnej Gazety Polskiej" oraz "Kluby Gazety Polskiej" rozpoczęły zbieranie podpisów pod protestem przeciw obecności Tomasza Lisa w TVP. 

 Pan Andrzej Urbański
 Prezes Telewizji Polskiej S.A.
 Szanowny Panie
 Pragniemy wyrazić swój protest przeciw obecności Tomasza Lisa w TVP. W dniu 3 stycznia rzecznik prasowy TVP S.A. zapowiedziała ponowne pojawienie się na antenie telewizji publicznej red. Tomasza Lisa, motywując to m.in. ogromnym zainteresowaniem opinii publicznej i określając go mianem wybitnego dziennikarza. Jako obywatele sumiennie opłacający abonament RTV oraz telewidzowie korzystający z programu TVP S.A., stanowczo protestujemy przeciwko tej decyzji, a także powyższemu jej uzasadnieniu. 
 Tomasz Lis nie jest dla nas "wybitnym dziennikarzem", lecz wybitnym przykładem nierzetelności i braku profesjonalizmu dziennikarskiego. Świadczy o tym choćby jego kariera zawodowa, w ramach której zwalniano go z kolejnych stacji telewizyjnych, także z Telewizji Polskiej. Nie wolno popełniać jeszcze raz tego samego błędu! Zwracamy uwagę na znane powszechnie przypadki chamstwa i nieuczciwości dziennikarskiej Tomasza Lisa; na publiczne wulgarne ataki na kolegów i koleżanki dziennikarzy - m.in. Dorotę Gawryluk i Joannę Lichocką (ta ostatnia sprawa zaowocowała protestem dziennikarzy "Rzeczpospolitej"). 
 Wiedząc, że nie są one incydentalne, jesteśmy przekonani, że będzie on postępował tak samo w przypadku zatrudnienia go przez TVP. Audycje prowadzone przez red. Lisa odbieramy jako szyderstwo z poglądów i wartości prawicowych i wolnościowych, z którymi się utożsamiamy. Chociaż program TVP pozostawia bardzo wiele do życzenia pod względem jego zawartości, pluralizmu światopoglądowego oraz jakości audycji, to przez ostatnie dwa lata zmieniał się pozytywnie (choć zbyt koniunkturalnie i zbyt powoli). Decyzja o zatrudnieniu Tomasza Lisa jest dla nas sygnałem powrotu do sytuacji panującej dawniej, gdy koniunktura polityczna i chęć utrzymania się na stanowisku decydowały o wizerunku TVP S.A i o programach telewizyjnych. 
 To właśnie osoba red. Lisa kojarzy się najbardziej z tamtymi czasami. TVP S.A. jest telewizją publiczną i taką też powinna pozostać, powinna służyć społeczeństwu, a nie wąskiej grupie polityków czy oligarchów. 
 Złóż swój podpis pod protestem: www.klubygp.pl (proszę podać ewentualnie zawód lub funkcję i miasto).

 Paranoidalna dyplomacja
 Opinie, wyrażane przez krytyków obecnego rządu, którzy dopatrują się powiązań wielu jego członków z nieprzyjaznymi Polsce (a często wręcz antypolskimi) środowiskami krajowymi i zagranicznymi, określane są często przez liberalne media jako paranoidalne. Tymczasem, patrząc na ostatnie posunięcia polskich władz w stosunku do Polonii, nasuwa się uwaga, że to właśnie ich decyzje zasługują na takie miano. Przykładem może być powołanie ekskomunisty Marka Borowskiego na stanowisko szefa Komisji sejmowej ds. Stosunków z  Polonią.  Środowisko polonijne skupione wokół Kongresu Polonii Amerykańskiej w stanie New Jersey (USA) wysłało list z protestem przeciwko tej nominacji do marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego. Niestety, polonijne i polskie media przemilczały ten protest, który praktycznie wyrażał opinie większości amerykańskich polonusów. Nieprzypadkowo chyba mówi się o mediach polskojęzycznych, a nie polskich.
 Polonia nie musiała długo czekać na następny policzek ze strony polskich władz. Jak się dowiadujemy z niezależnej prasy krajowej, nowy szef MSZ Radek Sikorski wydał specjalne zalecenie oraz listę działaczy polonijnych, z którymi polscy dyplomaci nie powinni utrzymywać kontaktów.  Na liście tej znaleźli się tak znani polonijni działacze z Ameryki Południowej, jak Jan Kobylański - prezes USOPAŁ, ksiądz Jerzy Morkis oraz Marian Kurzac, szef najstarszej i największej organizacji polonijnej w Brazylii JUVENTUS. Ta bezprecedensowa decyzja już wyrządziła szkodę Polonii południowoamerykańskiej, ponieważ ambasada polska w Brazylii wycofała się z uczestnictwa w organizowaniu obchodów 150-lecia utworzenia Juventusu.
 Możemy się jedynie domyślać, jakie były przyczyny wydania przez polskie MSZ takiej antypolskiej decyzji, ale warto tutaj przypomnieć, że nie tak dawno temu ówczesny minister spraw zagranicznych, Bronisław Geremek, zainicjował podobną akcję przeciwko śp. prezesowi Kongresu Polonii Amerykańskiej Edwardowi Moskalowi. Wówczas E. Moskal zebrał ponad 9 mln podpisów polonusów dla poparcia idei przystąpienia Polski do NATO.  Geremek próbował zdyskredytować Moskala, zarzucając mu rzekomy antysemityzm.  Obecnie wykorzystuje się zarzuty wysmażone kilka lat temu w kuchni "Gazety Wyborczej" przeciwko Janowi Kobylańskiemu, które zostały jednoznacznie odrzucone przez IPN.
 Na pierwszy rzut oka, ta wroga akcja polskich władz przeciwko Polonii wydaje się irracjonalna, jeżeli nie po prostu głupia. Szczególnie kiedy popatrzymy na korzyści, jakie wiele krajów odnosi z przyjaznych stosunków ze swoimi imigrantami (chociażby Irlandia lub Chiny). Tymczasem obecne polskie władze zachowują się jak ich komunistyczni poprzednicy, którzy nasyłali na Polonię swoich tajnych agentów, których zadaniem była infiltracja i rozbijanie organizacji polonijnych, celem obniżenia ich znaczenia i wpływów w krajach osiedlenia. Czy można się jednak temu dziwić, kiedy pamiętamy "osiągnięcia" takich polskich dyplomatów o komunistycznych korzeniach, jak Gugała, Schnepf, Meller lub Geremek. Obecnie do ich grona dołącza minister Radek Sikorski ze swoim doradcą prof. Bartoszewskim.
Feliks Dziekański  - Nowy Jork
 

GONIEC NR 2/2008
.
 To był rok
 Miniony rok 2007 był rokiem wielkich zmagań i wielkich nadziei na normalne życie Polaków, którzy poczuli powiew pozytywnych zmian i zapowiedzi ich kontynuacji przez rząd J. Kaczyńskiego. Platforma Obywatelska przez cały okres rządu PiS-u nie mogła pogodzić się z porażką wyborczą i od razu uruchomiła wszystkie mechanizmy mogące paraliżować pracę rządu, i to się jej udało.
 Przy pomocy SLD, PSL i nieodpowiedzialnych liderów partii koalicyjnych postawiono mur w połowie drogi do pełnego sukcesu. Z pomocą przyszły także antypolskie i antypisowskie media, które z niebywałą wściekłością atakowały wszelkie posunięcia rządu PiS. Doszło więc do wcześniejszych wyborów parlamentarnych i przy pomocy różnych ośrodków w kraju i poza granicami oraz poparcia polskich pseudoautorytetów w osobie L. Wałęsy i Bartoszewskiego (profesorów bez dyplomów, ale wpływowych) PO wygrała walkę o Polskę. Do zwycięstwa PO przyczyniła się także propaganda Tuska, który wyczuł naiwność Polaków i zaczął wędrować po kraju, i nie tylko, z pakietem obietnic, "aby wszystkim żyło się lepiej". Obiecywał wszystkim według potrzeb, a więc "cuda", i to chwyciło, szczególnie młodzież, która osiągnęła teraz wiek pełnoletności i chciała mieć cały świat w zasięgu ręki, bez ograniczeń.
 21 października powstrzymał ten marsz do pełnej suwerenności i godności, PiS nie doszedł do mety, na własne życzenie wielu płytko myślących Polaków.
 PO otrzymała mandat od społeczeństwa do ratowania Ojczyzny, a tymczasem dąży do jej zniszczenia, poprzez utworzenie rządu kłamców, kolaborantów, błaznów i PRL-owskich agentów służb specjalnych. Chciałoby się krzyczeć, Rodacy, gdzie jest wasz patriotyzm i miłość do Ojczyzny? Dlaczego tak łatwo oddaliście swoją przyszłość w ręce ludzi nieodpowiedzialnych, którzy idą na łatwiznę i zawierają ciche układy, z kim się da, byleby utrzymać władzę oraz przywileje dla siebie i swoich bliskich. Oni już współrządzili jako Unia Demokratyczna i Unia Wolności razem z postkomunistami i to oni doprowadzili do wyprzedaży i bankructwa wielu dziedzin gospodarczych. To oni ukrywali lub brali bezpośrednio udział w aferach, w nadużyciach na wielką skalę i dlatego tak bardzo chcieli odsunąć PiS od władzy, który dobrał im się do skóry. Dziś oni oskarżają pana Ziobrę, pana Kamińskiego, Macierewicza i Wassermanna, jak też samego b. premiera Kaczyńskiego o nieudolność, kłamstwa i wymyślanie afer, szukają na nich "haków", które mogłyby ich skompromitować, lub nawet oskarżyć.
 Życie jest historią pisaną na kartach naszej pamięci, czy Polacy naprawdę zapomnieli lata poprzednich rządów? Dziś PO zawarła ciche porozumienie z postkomunistycznym SLD (LiD), który poparł rząd Donalda Tuska. Tusk w ramach rewanżu musi obsadzać część stanowisk skompromitowanymi aparatczykami z czasów PRL i wspólnie z PSL doprowadza Polskę do politycznego bankructwa. Poprawa stosunków z zagranicą nie może odbywać się kosztem własnych interesów narodowych przez uległość i radość z poklepywania po plecach, co tak bardzo cieszy premiera Tuska. To jest cyniczny sposób sprawowania władzy i trzeba się takim zabiegom uważnie przyglądać, bo to bardzo niebezpieczny precedens.
 W rządzie Donalda Tuska brak jest ludzi szlachetnych i odpowiedzialnych, ludzi honoru. Wariacje Palikota i mierność wicemarszałka Niesiołowskiego mówią same za siebie. Swoją mądrością i umiejętnością chce wykazać się także pani J. Pitera w walce z korupcją. Chce wskrzesić samobójców i zrehabilitować płaczących, którzy swoim zachowaniem chcieli zatrzeć ślady swoich nieodpowiedzialnych działań przestępczych. Minister sprawiedliwości i prokurator generalny pan Ćwiąkalski, który z wdzięczności za poparcie PO wypuszcza na wolność ludzi oskarżonych lub podejrzanych o wielkie malwersacje finansowe i wszelkie afery korupcyjne. Szuka także haków na swojego poprzednika, pana Ziobrę, który dokonał wielkiego przełomu w wymiarze sprawiedliwości. Pan Ćwiąkalski umarza także postępowania prokuratorskie, uwalnia od wpłacania kaucji i nadzoru policyjnego. Jednym słowem, stwarza warunki przestępcom do matactwa lub wyjazdu za granicę w celu uniknięcia kary za swoje czyny.
 W kampanii wyborczej premier Tusk wiele obiecywał wszystkim, twierdząc, że ze wszystkimi trzeba rozmawiać i spełniać ich żądania, niezależność mediów i wolność wypowiedzi, podwyżki rent, emerytur i płac najniżej zarabiających. Obiecywał odpolitycznienie i oddzielenie Ministerstwa Sprawiedliwości od Prokuratury Generalnej. Trzygodzinne expose obfitowało w wielkie przemiany całego życia społecznego i gospodarczego, obiecywał zmniejszenie podatków i jednocześnie zwiększenie płac, nie wiedział, że to nie jest możliwe, wierzył na pewno w to, że rząd pieniądze ma, ale nie chce dać innym, tylko sobie. Przez dwa lata PO nie rządziła i nie przygotowywała żadnych uchwał na wypadek wygranej, mimo iż mówiła, że do mądrego rządzenia jest przygotowana. Teraz okazuje się, że nie ma nawet pomysłu na rozwiązywanie trudnych spraw. Ma tylko pomysł na prywatyzację szpitali, o której mówiła pani poseł PO Sawicka. Miałoby to polegać na tym, że gotowe budynki i wyposażenie przejmowaliby milionerzy, których PO broni, i kto miałby pieniądze, toby się leczył, a kto nie, to mają w zanadrzu ustawę o eutanazji i sprawa służby zdrowia załatwiona. Jedyna nadzie