 |
| POWROT |
|
|
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie
Polish community's weekly newspaper published in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
e-mail: redakcja@goniec.net
www.goniec.net
Adres redakcji:
2404 Haines Rd. Unit 11
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6
Prenumerata na terenie Kanady:
$3,50 za każdy zamówiony egzemplarz. Wysyłka wyłącznie First Class
Mail.
***
Wydawca:
Goniec Inc. |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
.. |
|
|
Zamieszczamy
tu listy od naszych Czytelników, które mają charakter artykułów lub stanowią
obszerniejszą polemiczną wypowiedź. Redakcja nie odpowiada za ich treść.
Prezentowane opinie w publikowanej
korespondencji nie zawsze odzwierciedlają stanowisko redakcji "Gońca". |
GONIEC NR 19/2008
DZIECI I BĘKARTY
Jeszcze dwa miesiące temu senator Barack Obama miał duże
szanse otrzymania nominacji Partii Demokratycznej i miał nie mniejsze szanse
pokonania republikańskiego kandydata Johna McCaina. Te, korzystne
dla czarnoskórego senatora z Illinois sondaże należą już do przeszłości.
Dlaczego? Bo do prezydentury senatora Baracka Obamy, będącej
tak niedawno w zasięgu ręki, nie dopuszczą duchowi przywódcy murzyńskiej
społeczności w USA. Matematyka zna pojęcie tzw. dowodu nie wprost,
spróbujmy tę metodę w tym wypadku zastosować. Jak Ameryka i świat zareagowałyby
na zwycięstwo prezydenckie Baracka Obamy? Oto prawdopodobne tytuły prasowe:
"KONIEC UROJONEGO RASIZMU W AMERYCE", "AMERYKAŃSKA DEMOKRACJA I JEJ
SYSTEM WYBORCZY NAJLEPSZE NA ŚWIECIE", "CZARNOSKÓRZY PASTOROWIE - PRZESTAŃCIE
PODJUDZAĆ, WEŹCIE SIĘ ZA KONKRETNĄ ROBOTĘ!" itd. itp. A pastor
Jeremiah Wright i jego najgorliwsi zwolennicy staliby się z
dnia na dzień bezrobotni, ponieważ ich kazania straciłyby merytoryczny
sens.
Innymi słowy, kariera Baracka Obamy została utrącona przez piątą
kolumnę jego własnego środowiska. Sam Obama, naciskany i podpuszczany
przez czarnoskórych pastorów, popełnił dwa kardynalne błędy: wdał się niepotrzebnie
w retorykę rasistowską i zaatakował wyborców w małych miasteczkach. Zaraz
potem wkroczył pastor Jeremiah Wright z oskarżeniem Ameryki,
czyli własnego państwa, o rasizm, agresywną politykę zagraniczną, celowe
rozprzestrzenianie wirusa HIV i choroby AIDS w Afryce i Bóg wie o co jeszcze.
Gdyby Obama miał mądrzejszych doradców, to mógł bardzo łatwo oprzeć się
naciskom i nie wchodzić w rasistowskie pole minowe, wystarczyło powiedzieć
jedno zdanie "Słuchajcie, moi przyjaciele amerykańscy z Południa i Północy,
mieliśmy najkrwawszą w historii kraju wojnę secesyjną, której głównym celem
było zniesienie rasizmu, może dzisiaj nie wszystko jest idealne, ale moja
pozycja w wyścigu o urząd prezydencki dowodzi, jak wiele się zmieniłoÉ".
Mówiąc to jedno zdanie, Barack straciłby poparcie części pastorów i kilkuset
tysięcy czarnoskórych wyborców, ale zyskałby serca i głosy kilkunastu milionów
wyborców z Północy, Południa i małych miasteczek.
Dzisiaj Obama zorientował się, przez kogo i dlaczego został wprowadzony
w maliny, próbuje odkręcać, dystansować się, tłumaczyć... Za późno, Amerykanie
nigdy nie wybiorą prezydenta-mięczaka, tym bardziej że ten mięczak uznany
został za bękarta we własnym środowiskuÉ
Czy podobne sytuacje występują u nas, w Toronto, w polonijnym
środowisku? Jak najbardziej, tylko nie wszyscy to dostrzegają. Główna
fala emigracji Polaków przybyłych do południowego Ontario po r. 1980
zachwiała proporcje demograficzne
dotychczasowej Polonii. Inne "przestępstwa" popełnione
przez emigrantów lat 80., to względnie szybkie osiągnięcie stabilizacji
językowej, zawodowej i, proszę zwrócić uwagę na trzeci element, osiągnięcie
stabilizacji prawnej. Ta ostatnia stabilizacja jest najpoważniejszym zagrożeniem
dotychczasowych władców, bo w konfliktowych sytuacjach ci, co mieli dostęp
do społecznych pieniędzy, mogli zastraszyć szarych polonusów adwokatami,
dzisiaj nieuzasadnione straszenie adwokatem wywołuje śmiech.
Jest faktem, że przez 20 ostatnich lat Polonia nie dorobiła
się żadnego nowego obiektu (obiekty w poprzednich latach były budowane
głównie dzięki dotacjom rządowym i wiele z nich zostało sprzedanych), a
ze zbiórek i balansów innych funduszy wynika, że powinniśmy wybudować
pół nowej MississaugiÉ A jak ktoś ośmieli się zapytać o efektywność zbiórek
czy efektywność zarządzania funduszami, to albo jest zastraszany adwokatem,
alboÉ winę zrzuca się na bękartów-emigrantów lat 80., którzy tylko krzyczą
i przeszkadzająÉ A że nie mamy polskich posłów, senatorów, toÉ wytłumaczenie
jest proste. Kwalifikacje posiadają tylko bękarci, a ci nie dostaną poparcia
środowiska, bo bękart nie może piastować wysokiego urzędu z racji
choćby tylko bękarckiego pochodzenia, tak jak Barack Obama nie może zostać
prezydentem USA.
Kiedy więc Ameryka doczeka się czarnoskórego prezydenta, a w
Polonii zapanuje zgoda i wzajemny szacunek? Wtedy, kiedy zniknie
podział na dzieci i bękartów, a wszyscy będą traktowani jak dzieci.
Ponieważ władza polonijna nie jest i ze swej natury nie może
być dziedziczna, to jest iskierka nadziei, że kiedyś to się stanie i życzę
czytelnikom "GOŃCA", by tego dożyliÉ
Andrzej T. Chronowski
Toronto
List stanowi głos w debacie dotyczącej tekstu "Poland in the
Rockies"
Historia Polski jest obecnie traktowana jako element dezinformacji
lub często nawet walki politycznej. Znaczące grupy wpływu pochodzące często
wprost z kręgów stalinowskich lub postpezetpeerowskich próbują w sposób
pełen ignorancji narzucić własną interpretację współczesnej historii Polski.
Zrozumienie w pełni zdrady ludzi PPR/PZPR-u czy też różnych ich przybudówek
łącznie z PAX-em polegało na prześledzeniu dróg życiowych tych ludzi, którzy
opowiedzieli się za zdradą Polski i przejściu na stronę Rosji sowieckiej.
Obecnie ważne jest, by prześledzić, z jakich kręgów wywodzą się dzisiejsi
reprezentanci współczesnej Polski w szerokim tego słowa znaczeniu. Wiadomo
z artykułów prasowych, z jakimi kręgami mamy do czynienia, jeżeli chodzi
o MSZ, i nawet najlepsze zamiary ministra R. Sikorskiego nie zdołają temu
zapobiec. Niestety, współcześnie w Polsce i, śmiem twierdzić, na emigracji
jest bardzo mało ludzi o takiej erudycji czy wykształceniu jak prof. dr
Marek Chodakiewicz, a o obrazie Polski np. w Kanadzie mogą decydować tak
nieprzygotowani ludzie, jak prof. dr Piotr Wróbel, czy też mamy nawet tutaj
okresowo bełkot w wykonaniu red. Adama Michnika na tematy wszelkie dotyczące
nie tylko historii, ale także współczesności. Są to sprawy doprawdy żenujące.
Niestety, nie dla wszystkich są żenujące. Ostatnio sięgnąłem
po książkę doc. dr. hab. Krzysztofa Szwagrzyka z IPN - Oddział we Wrocławiu
na temat pracowników wymiaru sprawiedliwości w czasach PRL-u pt. "Prawnicy
czasów bezprawia - sędziowie i prokuratorzy wojskowi w Polsce 1944-1956",
IPN, Kraków-Wrocław 2005. Jest to praca źródłowa i ukazująca prawdę historyczną,
z kim mieliśmy do czynienia w czasach PRL-u zarówno w przypadku sędziów,
jak i prokuratorów wojskowych. Przytaczane są tam różne opinie i dokumenty.
Sprawą najbardziej wstrząsającą są opinie członków rodzin tychże
sędziów i prokuratorów, którzy w swojej przytłaczającej większości dopuścili
się przestępstw podobnych jak w przypadku Niemiec hitlerowskich, gdzie
podobny aparat działał na usługach NSDAP, z tą różnicą, że ci ludzie w
PRL-u byli na usługach innej totalitarnej partii - partii polskich komunistów
(PPR, a później PZPR). Okazuje się, że przedstawiciele rodzin sędziów i
prokuratorów PRL-u, których trudno inaczej nazwać jak narzędziem terroru
komunistycznej władzy - są pełni zachwytu nad pracą, obowiązkowością, pilnością,
poświęceniem swoich ojców...
Cóż, współcześnie mało kto już wie, jakie były losy np. prawdziwej
partii PPS z czasów wojny, gdy nosiła kryptonim WRN (Wolność - Równość
- Niepodległość). Kim byli jej przywódcy, jak Kazimierz Pużak, Zygmunt
Zaremba, Tomasz Arciszewski, czy też Tadeusz Szturm de Sztrem i Adam Rysiewicz?
Natomiast wiedza wątpliwa obejmuje współcześnie dokonania takich postaci
stalinizmu polskiego, jak Józef Cyrankiewicz i Adam Rapacki, ewidentnych
zdrajców nie tylko własnej partii, jaką była kiedyś prawdziwa PPS, ale
również i Polski.
Przykładem innej trochę niewiedzy jest zaproszenie na pokaz filmu
pt. "Katyń" organizowanego przez Ambasadę Polską w Ottawie wspólnie z Ambasadą
Ukrainy, by uczcić inne ofiary terroru stalinowskiego - wielkiego głodu
lat trzydziestych na Ukrainie. Trzeba w tym miejscu stwierdzić, że jednak
ofiarom Katynia jako symbolu zbrodni sowieckich w Polsce należy się raczej
osobna uroczystość. Można się jednak nawet z tym pogodzić, ale o wiele
trudniej jest się zgodzić z podpisem nad zdjęciem dokumentu w jęz. rosyjskim
z pieczęcią ZSRS (Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich) - "Stalin's
Order to execute 15,000 Polish Officers".
Otóż występują tam dwa poważne błędy:
1. Nie jest to wyłącznie rozkaz samego Stalina, chociaż widnieje
tam i jego podpis, ale jest to w rezultacie tzw. Notatka szefa NKWD ZSRS
Ławrientija Berii do Józefa Stalina. Pod pieczęcią tzw. Ludowego Komisariatu
Spraw Wewnętrznych ZSRS widnieje napis: Ściśle tajne z 5 III 40 r.
do KC WKP(b) - Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików) dla
tow. Stalina.
Ukośnie na tej pierwszej stronie widnieją podpisy Stalina, Woroszyłowa,
Mołotowa i Mikojana, a na marginesie protokolarna notatka: tow. Kalinin
- za, Kaganowicz - za). Za zgodność z oryginałem: pieczęć i podpis. Rozkaz
ten podpisało więc całe Biuro Polityczne KC WKP(b), a nie sam Stalin.
2. Poważniejszym błędem jest jednak liczba: 15,000 Polish Officers.
Otóż ten rozkaz dotyczył dokładnie14.736 jeńców przebywających w obozach
jenieckich (wg narodowości ponad 97 proc. Polaków) i 18.632 aresztowanych
przebywających w więzieniach w zachodnich obwodach Ukrainy i Białorusi
(wśród nich 10.685 Polaków).
3. Zresztą dokument cytuje dokładnie liczbę skazanych na 14.700
plus 11.000 - łącznie 25.700 do wykonania na nich wyroków śmierci przez
rozstrzelanie. Wśród tych 25.700 (a nie 15.000) większość stanowili oficerowie
Wojska Polskiego (wśród nich 295 generałów, pułkowników i podpułkowników
itd.), ale byli również oficerowie korpusu Policji Państwowej, przedstawiciele
polskiego kleru, właściciele ziemscy i przemysłowcy, a także urzędnicy.
Łącznie więc zbrodnia katyńska dot. 25.700 rozstrzelanych, a nie 15.000
(większość z tych 25.700 była oficerami - znaczna część oficerami rezerwy
zmobilizowanymi w sierpniu przed wybuchem wojny 1 września 1939 r.).
W wyniku tego rozkazu dokonano zbrodni bez precedensu w historii
współczesnych wojen - zamordowano prawie 1/3 korpusu oficerskiego świetnej,
przeszkolonej i patriotycznej armii, zniszczono równocześnie większość
przedstawicieli administracji państwowej dość znacznego terytorium wcielonego
bezprawnie do ZSRS. Miejscami kaźni katyńskiej nie był wyłącznie sam Katyń,
ale wiele innych miejsc (przypuszczalnie nie wszystkie są do tej pory nawet
znane). Miejsca do tej pory odkryte i ustalone obejmują:
Katyń obejmuje jeńców z Kozielska, ale nie odnaleziono do tej
pory jednego transportu z tego obozu, a w tamtejszych dołach śmierci znaleziono
pomordowanych innych jeszcze jeńców.
Kalinin (Twer) to miejsce mordu jeńców z Ostaszkowa - potem wywieziono
zwłoki mordowanych w więzieniu NKWD w Kalininie do dołów w Miednoje.
Charków, gdzie wiemy już dzisiaj, że zamordowano jeńców ze Starobielska
(w tzw. Liesoparku). Przy czym istniały tam jeszcze inne miejsca zbrodni,
np. w podziemiach więzienia NKWD przy pl. Dzierżyńskiego. Doły śmierci
zabetonowano później w Liesoparku.
Kijów, który był miejscem zbrodni z tego samego rozkazu Berii
(zatwierdzonego przez BP wraz ze Stalinem). Mordowano tam przy ul. Korolenki
17 i stamtąd przewożono trupy do dołów w Bykowni.
Mińsk był również miejscem katyńskiej zbrodni w słynnym więzieniu
zwanym "Amerykanką" przy prospekcie Lenina 13. Wywożono też do tzw. Zielonego
Ługu (lub być może do Kuropat).
Z rozkazu Berii było pięć powyższych Katyniów.
Wspominając dzisiaj tę straszną zbrodnię, nie mogę oprzeć się,
by nie wspomnieć o Wuju mojej nieżyjącej już matki. Wujek Władek, syn Wincentego,
geograf, major korpusu geografów i topografów wojskowych, z-ca komendanta
Oficerskiej Szkoły Geograficznej przy Wojskowym Instytucie Geograficznym
(WIG).Odznaczony Krzyżem Srebrnym V Klasy Orderu Wojennego VM, 3x Krzyżem
Walecznych, Medalem Niepodległości, Srebrnym Krzyżem Zasługi, Medalem Pamiątkowym
za wojnę 1919-1921, Medalem X-lecia Niepodległości, Brązowym i Srebrnym
Medalem za Długoletnią Służbę i innymi odznaczeniami. Wujek Władek - oficer
II Oddziału Sztabu Generalnego WP i WIG-u, zginął w Katyniu w kwietniu
1940 r. Miał trzech synów. Już wszyscy moi wujowie nie żyją. Pierwszy Boleś
jako maleńkie dziecko, Wiesiu jako 17-letni strzelec na Starówce podczas
powstania, i kochany wujek Stefan w 2004 r. na raka...
Wspaniały Wujek Władek, brat mojej kochanej Babci, która przeżyła
śmierć najbliższych w Krakowie - a ginęli w Katyniu, w Oświęcimiu, w lasach
pod Lwowem czy jak Romuś w obronie Warszawy we wrześniu 1939... Głęboko
wierzę, że Polska Wujka Władka, Polska znanego mojej rodzinie generała
Mieczysława Smorawińskiego byłaby dzisiaj inną Polską - gdyby oni żyli...
Naszą Najjaśniejszą Rzeczpospolitą!
Cześć Pamięci Ofiarom Katynia: którzy polegli na nieludzkiej
ziemi Katynia, Tweru, Charkowa, Kijowa i Mińska!
Niech żyje wolna Najjaśniejsza Rzeczpospolita Polska!
Maciej Jabłoński
27 kwietnia 2008 r.
w 68. rocznice zbrodni katyńskiej
Tekst nadesłał Bonifacy Pulwicki
GONIEC NR 18/2008
Dr Zdzisław Czarnowski odznaczony najwyższym orderem Panamy
Odznaczenie National Medal of the Order Vasco Núnez de Balboa
zostało ustanowione przez parlament Panamy 1 lipca 1941 roku. 21 grudnia
2007 podpisem prezydenta Panamy Jego Ekscelencji Martína Torrijos Espino
zostało ono przyznane Kanadyjczykowi polskiego pochodzenia, dr. Zdzisławowi
(Charlesowi) Czarnowskiemu.
25 kwietnia 2008 dr Czarnowski, lekarz rodzinny w Bruyre Academic
Family Health Team, podczas oficjalnej ceremonii otrzymał z rąk Jej Ekscelencji
ambasadora Panamy Romy Vasquez Order Vasco Núnez de Balboa "Knight Commander".
To jest najwyższe odznaczenie cywilne Panamy. Zostało ono przyznane
polskiemu lekarzowi w dowód uznania za wprowadzenie w życie charytatywnego
programu "Bruyre Panama Project" (opieka medyczna dla ludności
tubylczej państw Ameryki Łacińskiej).
Towarzyszy temu również regularna wymiana lekarzy między University
of Ottawa i University of Panama (International Resident Ex-change Program).
Uroczystość dekoracji odbyła się w sali Gilberte Paquette Garden
szpitala Bruyre Health Centre, którą swoją obecnością zaszczycili: Jej
Ekscelencja Romy Vasquez, ambasador Panamy w Kanadzie, Jego Ekscelencja
Piotr Ogrodziński, ambasador Rzeczpospolitej Polskiej w Kanadzie, dr Jacques
Lemelin, przewodniczący Wydziału Medycznego Uniwersytetu Ottawskiego, David
Adam, były ambasador Kanady w Panamie, oraz dr Zdzisław (Charles) Czarnowski,
Bruyre Academic Family Health Team.
Oprócz licznie przybyłych przedstawicieli dyplomacji
i świata medycznego, obecni też byli członkowie ottawskiej Polonii, w tym
piłkarze z drużyny Białe Orły, której bramki strzegł dr Czarnowski.
Całą uroczystość odnotowały lokalne media.
Bruyre-Panama Project powstał w 2005 i od tego czasu dwa razy
w roku rezydenci z Ottawy wizytują plemię Ngobe-Bugle, zwane też Guaymi,
żyjące w dżungli prowincji Bocas del Toro, Veraguas i Chiriqui. Ta część
Panamy zamieszkana jest przez najuboższą ludność Ameryki Środkowej.
Podczas każdej z tych wizyt pomoc medyczną otrzymuje ponad 2
tysiące pacjentów. Lekarze odwiedzają miejsca pozbawione podstawowych środków
potrzebnych do życia, jak elektryczność, urządzenia sanitarne, gdzie ludność
żyje poniżej dolara dziennie.
Podczas pobytu rezydenci z Ottawy udzielają też fachowych porad
miejscowym pracownikom służby zdrowia.
Prestiżowy Order Vasco Nunez de Balboa jest przyznawany za szczególne
zasługi w nauce i sztuce. Odznaczenie to nadawane jest również obywatelom
innych państw, których praca przynosi korzyści obywatelom Panamy i przyczynia
się do rozwoju ich kraju.
Jolanta Nadzieja Szaniawska
www.tnpolonia.com
***
25 kwietnia 2008 wieczorem odbyło się spotkanie z Aleksandrem
grafem Pruszyńskim w Toronto w Związku Narodowym Polskim.
Pan Aleksander jest synem Ksawerego Pruszyńskiego i pisarki Marii
Pruszyńskiej. Dziadkiem był Meysztowicz, właściciel pałacu w
Rohoźnicy, w którym wychowywał się do II wojny światowej Pan Olo.
To on wydrukował w swoim piśmie "Express" w 1983 moje "Sierpniowe
wspomnienia". Byłam edytorem przez 10 lat "Expressu", miałam własne 4 strony.
Pan Pruszyński kandydował na prezydenta Białorusi. Przeżył zamach
na swoje życie. Jest wspaniałym, niezwykle inteligentnym i odważnym
człowiekiem.
Wczoraj wręczyłam specjalną kartkę "Thank you". Podziękowałam
za to, że przysyłał nam, emigrantom do Austrii, swoje pierwsze pismo
w
Kanadzie "Słowo Solidarność":
- za to, że wydrukował moją relację z udziału w Strajku Sierpień
'80; - za to, że mogłam być w jego gazecie edytorem;
- za to, że zawsze miał o mnie bardzo dobre zdanie.
Kupiłam broszurkę Pana Aleksandra Pruszyńskiego "Polacy i Żydzi".
Jego Mama opowiadała mi, kiedy opiekowałam się nią po wyjściu
ze szpitala, o tym, jak przechowywała i uratowała rodziny żydowskie.
Nikt nigdy nie powiedział dziękuję.
Przez 3 godziny Pan Aleksander opowiadał nam o sytuacji na Białorusi.
Mieszka tam od 16 lat po wyjeździe z Kanady (byłam na pożegnaniu w Konsulacie
Generalnym w Toronto i nigdy nie zapomnę łez w jego oczach).
Panie Aleksandrze, nigdy Pana nie zapomnimy. Dziękujemy za słowa
o Polakach na Białorusi i Związku Polaków tam działającym, którego jesteś
członkiem.
Wspaniały Olo.
Niezwykły Olo.
Niech żyje długo nam.
Może to było ostatnie już spotkanie. Pan Olo ma 74 lata, ale
jak przed laty dużo podróżuje. Ostatnio widzieliśmy się na obchodach 25-lecia
Sierpnia '80 roku. Wcześniej - na Kongresie Polski Suwerennej w 2002 roku
w Łodzi.
Z Toronto pojedzie do Chicago ze swoimi książkami.
Elżbieta Gawlas
Toronto
GONIEC NR 17/2008
Przemówienie przewodniczącego Gminy Starozakonnych RP pana
Bolesława Szenicera, wygłoszone 19 kwietnia pod pomnikiem Bohaterów Getta
Warszawskiego w 65. rocznicę powstania. Poprzedziło ono wystąpienie Bohdana
Poręby w imieniu Społecznej Fundacji Pamięci Narodu Polskiego oraz kadisz
odprawiony przez Bolesława Szenicera oraz modlitwy za zmarłych prowadzone
przez kapelana "Solidarności" ks. Stanisława Małkowskiego.
Państwo, Bracia Polacy,
Drodzy Patrioci Polscy,
Pragnę serdecznie Państwa powitać, w imieniu społeczności żydowskiej,
tu, w tym miejscu pod pomnikiem Bohaterów Getta Warszawskiego. W szczególności
pozwolę sobie przywitać pana Bohdana Porębę oraz księdza Stanisława Małkowskiego,
byłego kapelana "Solidarności".
19 kwietnia 1943 roku jest datą, którą należy pamiętać i czcić
po wsze czasy. 65 lat temu, w wigilię żydowskiego Święta Paschy, ostatni
żyjący polscy Żydzi zamknięci za murami getta, wygłodzeni i umordowani
przez hitlerowskie Niemcy, w momencie ogłoszenia całkowitej likwidacji
dzielnicy żydowskiej przez hitlerowskie wojsko dowodzone przez Jurgena
Stroppa, postanowili stawić zbrojny opór, stawić czoło w tej nierównej
walce. Rzucić choćby jeden granat, zastrzelić choćby jednego szwabskiego
zbira... i zginąć samemu, ale nie iść jak owca na Umschlagplatz, skąd wywózka
do Treblinki i tak naznaczona była niechybną śmiercią, tyle tylko, że w
komorach gazowych. Ich heroiczny zryw, w tej nierównej walce był krokiem
desperacji, w którym nie było złudzeń, iż walka ta zakończy się śmiercią.
Tak jak przed wiekami, gdzie w wąwozie pod Kafarnaum broniła się garstka
Żydów pod wodzą Szymona Bar-Kochby przed napierającymi legionami rzymskimi.
Ale to Powstanie w Getcie Warszawskim możliwe było dzięki pomocy
Polskich Patriotów, działających w podziemiu od początku II wojny,
którzy mając kontakty z organizacjami żydowskimi i ich przywódcami, jak
Anielewicz czy Apfelbaum, nie tylko dostarczyli broń do getta, ale i sami
też weszli na teren dzielnicy żydowskiej i osobiście brali udział w Powstaniu.
Bojownicy Getta nie dali się zaskoczyć wkraczającym oddziałom wojska niemieckiego,
ponieważ byli uprzedzeni przez AK-owskie podziemie.
Zasługującym na przypomnienie jest fakt wywieszenia na placu
Muranowskim flagi polskiej i żydowskiej, które nigdy nie zdobyte zostały
przez Niemców. Żołnierze Armii Krajowej wraz z Żydowskim Związkiem Wojskowym
i Żydowską Organizacją Bojową brali czynny udział w likwidowaniu niemieckich
żołnierzy, ginąc wraz żydowskimi bojownikami.
Dla tych bohaterów nie liczyło się, czy jest to dzień świąteczny,
czy jest się wyznania mojżeszowego, czy katolickiego. Dla nich jedynym
celem był wspólnie znienawidzony okupant naszego wspólnego kraju, w którym
Żydzi zamieszkiwali od stuleci.
To zapomniane Braterstwo Wspólnej Walki było również widoczne
w sierpniu 1944 roku, w Powstaniu Warszawskim, gdzie u boku polskiego żołnierza
walczyli żydowscy powstańcy getta, którym udało się uciec i przeżyć po
upadku Powstania w Getcie i jego likwidacji.
Szanowni zebrani, Przyjaciele,
Dziękuję Wam za to dzisiejsze spotkanie i za oddanie hołdu bojownikom
Getta Warszawskiego.
Oby nigdy już ta polska gościnna ziemia nie doznała takich nieszczęść,
jakie miały miejsce podczas okupacji hitlerowskiej.
Wystąpienie Bohdana Poręby wygłoszone 19 kwietnia o godzinie
11 pod pomnikiem Bohaterów Getta Warszawskiego w Warszawie.
Zostało wygłoszone po przemówieniu przewodniczącego Gminy Starozakonnych
RP Bolesława Szenicera
Stoimy pod pomnikiem Bohaterów Getta Warszawskiego. Patrzymy
w marsowe twarze wykute dłutem Xawerego Dunikowskiego, z dymu i ognia.
Twarze tych kilkuset,
którzy wybrali walkę i śmierć bez nadziei na zwycięstwo, by uratować
człowieczeństwo, godność i honor. Którzy słabo uzbrojeni stanęli przeciw
czołgom, działom ciężkiej broni maszynowej, miotaczom płomieni, nieraz
tylko z butelką benzyny, a nawet z gołymi rękami. Walczyli na ulicach,
w gruzach, piwnicach i kanałach. Mężczyźni i kobiety. Chłopcy i dziewczęta.
Niemieccy łotewscy i ukraińscy ludobójcy nazywali ich w swych raportach
"podludźmi", a wspomagających ich Polaków bandytami.
Zebraliśmy się, by złożyć hołd i odprawić modły za wszystkich
walczących i poległych.
Z Żydowskiej Organizacji Bojowej, Żydowskiego Związku Wojskowego,
młodzieżowej organizacji "Betar", także tych z "Frontu Antyfaszystowskiego".
Nie dzielimy krwi przelanej według względów ideologicznych.
Ale tylko Żydowska Organizacja Bojowa jest znana w całym świecie.
Poświęcono jej ogromną literaturę, realizowano o niej filmy. Jej bohaterowie
mają w Warszawie ulice i place swego imienia. A walka Żydowskiego Związku
Wojskowego niemal do dzisiaj jest przemilczana.
Niektórzy bojowcy ŻOB, którzy przeżyli wojnę, kwestionują jego
istnienie, a nawet potrafią nazywać ich faszystami. Ale my pamiętamy, że
stalinowcy nazywali tak również akowców.
ŻOB powstał w grudniu 42 roku w getcie. Żydowski Związek Wojskowy
powstał w listopadzie 1939 roku. Dwa lata wcześniej. Utworzyli go oficerowie
i podoficerowie Wojska Polskiego, którzy jeszcze niedawno bronili Warszawy.
Którzy po triumfalnej defiladzie wojsk niemieckich w Warszawie w obecności
Hitlera i po niemieckim wezwaniu do rejestracji nie ujawnili się, pozostali
w konspiracji. W grudniu 39 pierwszych 39 złożyło przysięgę na ręce rabina
i otrzymało od Polaków 29 pistoletów. W powstaniu stanowili już wraz z
prawicową organizacją młodzieży "Betar" ponad połowę walczących w getcie.
Byli od początku oficjalną częścią Polski Podziemnej.
Działali w ramach powstałej 9 września Organizacji Bojowej Korpus
Bezpieczeństwa podległej generałowi Władysławowi Sikorskiemu. Działały
w niej żona i córka Sikorskiego. To one przewiozły raporty i dokumentację
o hekatombie zbrodni dokonywanej przez Niemców na polskich Żydach i dzięki
temu gen. Sikorski, już jako premier i wódz naczelny, mógł przedstawić
je prezydentowi USA Rooseveltowi i żądać szantażowych nalotów
na centralne miasta niemieckie w obronie ginących Żydów polskich. Niestety
bezskutecznie.
Jeśli mówimy o tym, że Żydowski Związek Wojskowy powstał o dwa
lata wcześniej niż ŻOB, to czynimy to nie dla licytacji. Tylko dlatego,
że ci zawodowcy wojskowi bardzo wcześnie rozpoczęli systematyczne przygotowania
do walki. W porozumieniu i współdziałaniu z przewodniczącym Judenratu
Adamem Czerniakówem. Z pomocą i współdziałaniem Polaków z Korpusu Bezpieczeństwa,
w którym działało Kierownictwo Akcji Pomocy Żydom pod dowództwem płk."Tarnawy"
Petrykowskiego, a po inkorporacji OWKB do Armii Krajowej z chwilą jej powstania,
w ramach AK, gdzie działał pełnomocnik Armii Krajowej ds. getta kapitan,
później major Tadeusz Bednarczyk, ps. "Bednarz", któremu jako pracownikowi
magistratu podlegały batalion Straży Pożarnej ps. "Skała" dowodzony przez
ppłk.Michała Pogorzelskiego i batalion AK Śmieciarzy pod dowództwem Teodora
Niewiadomskiego, które stanowiły jako służby tolerowane przez Niemców główne
kanały przerzutu ludzi, broni i żywności. Tadeusz Bednarczyk posiadał stałą
przepustkę i komunikaty do getta, w którym przebywał codziennie, dozbrajając,
szkoląc i przekazując informacje żydowskim towarzyszom broni.
Od początku Żydowski Związek Wojskowy organizował wojskowe struktury.
Operacyjno-szkoleniową ze specjalnym naciskiem na walki uliczne. Dział
informacyjno-wywiadowczy pod dowództwem oficera polskiej "dwójki" Kupermana
vel Kuperskiego, i zastępców: Zelwańskiego i Makowera. Dział techniczny
zajmujący się: budową tuneli, umocnień, bunkrów, tuneli "Kominów" i zapadni.
Dział ewakuacyjny, zgodny z zarządzeniem Delegata Rządu na kraj ratowania
z getta ludzi nauki i twórczej inteligencji. Kwatermistrzostwo (magazyny
broni i żywności, rusznikarni, produkcji granatów i butelek zapalających,
strzelnic podziemnych). Dział Służby zdrowia i duszpasterstwa. Od początku
były wykonywane wyroki na kolaborantach. Zwłaszcza po zdemaskowaniu przez
Tadeusza Bednarczyka, którego biuro na Lesznie 12 sąsiadowało z siedzibą
agendy gestapo, "Żagiew" Abrama Gancwajcha kpt. Sternfelda, Kohna i Helera,
przy Lesznie 13.
W czasie powstania to Żydowski Związek Wojskowy wywiesił dwie
flagi: biało-niebieską żydowską i biało-czerwoną, o które toczył się trzydniowy
bój na placu Muranowskim. Ten akt tak bardzo rozgrzewał ducha i bojowe
morale walczących, że zaniepokojony Himmler osobiście wydawał katowi getta
Stropowi rozkazy bezzwłocznego ich zdobycia.
Pochylmy głowy, wymieniając wreszcie przynajmniej nazwiska dowódców:
komendanta Dawida Apfelbauma, jego zastępcę Kałme Mendelsona, dr. Józefa
"Niemirskiego" Celmajera, Leona Rodela, Szymona Białoskórnika, Henryka
Federbusza, Mojsze Weiststoka, rabina Feldszura, Blum Binsztoka ps. "Rudy",
dr Dawida Wdowińskiego, Samuela Lufta, Natana Szulca, Eryka Złotogóry,
Dawida Szulmana, Janka Pika, Eliasza Albersztaina, dr. Ryszarda Walewskiego,
braci Łopato.
Za nich i za wszystkich poległych, bez względu na przynależność,
będzie za chwilę odprawiony kadisz. Ale jest z nami również ksiądz katolicki,
legendarny kapelan "Solidarności" Stanisław Małkowski. Bowiem złożymy również
hołd i odprawimy modły za tych wszystkich Polaków, którzy oddali życie,
niosąc pomoc żydowskim współobywatelom.
A szczególnie długo ukrywany był fakt przedarcia się do getta
i dwudniowej w nim walki świetnie uzbrojonych patroli AK: 20 kwietnia pod
wodzą Józefa Lejewskiego który przecierał drogę następnym, tracąc połowę
swego dwudziestoosobowego stanu. 27 wszedł mjr Henryk Iwański z por. Władysławem
Zajdlerem ps. "Żarski" z 18 ludźmi. Był wśród nich także Tadeusz Bednarczyk
"Bednarz". Henryk Iwański poniósł szczególnie wielką ofiarę: stracił w
tych walkach osiemnastoletniego syna i brata. Po 2 dobach wycofano się
tunelem, zabierając ze sobą rannych polskich i żydowskich żołnierzy. W
tegorocznych obchodach pojawiły się nowe akcenty odsłaniające rąbki prawdy.
Módlmy się dziś o to, by stanęła przed światem cała prawda o wszystkich
bohaterach Getta Warszawskiego. To godna odprawa dana siewcom i spekulantom
nienawiści.
Gmina Wyznaniowa Starozakonnych w RP
Społeczna Fundacja Pamięci Narodu Polskiego
Redakcja "Myśli Polskiej"
Ruch Ludowo-Narodowy
Komitet Upamiętnienia Ofiar Obozu Zagłady KL Warschau
Liga Polskich Rodzin Oddział Ochota
Następnie Bolesław Szenicer odprawił kadisz, a ks. Stanisław
Małkowski modlitwy za zmarłych.Uroczystości towarzyszył sztandar Społecznej
Fundacji Pamięci Narodu Polskiego.
***
Proszę Państwa, nie jestem człowiekiem związanym z jakąkolwiek
instytucją finansową, nie mam też żadnej szkoły związanej z finansami,
ale jeżeli mogę, wyrażę tu opinie zasięgnięte z innych źródeł i czasami
moją.
Otóż, jak wspominałem już w poprzednich listach do redakcji,
od lat pisuję na jednym z większych forum, tam też pisałem na początku
roku 2007 o zbliżającym się kryzysie światowym, związanym głównie z credit
crunch. Dziś chciałbym poruszyć sprawę udziału banków kanadyjskich i zachowania
się rządu kanadyjskiego.
Jak wiadomo, oficjalnie kilka banków było utopionych w dzisiejszy
kryzys - między innymi RBC na sumę 515 milionów, Montreal Bank na 630 milionów
oraz Commercial Bank na około 3,5 miliarda.Takie były oficjalne dane z
ostatniego kwartału 2007 roku. W ostatniej transzy pomocy bankom na sumę
200 miliardów dolarów udział brały rządy USA, Kanady i Szwajcarii - gdzie
dwa banki UBS i Swiss Credit utopiły się na ponad 70 miliardów dolców.
Jak już Państwu zapewne wiadomo, rząd brytyjski 21 kwietnia tego roku dodał
swoim bankom 100 miliardów dolarów, ażeby je ratować przed bankructwem.
Co ciekawe, rząd brytyjski wyraził zgodę na to, ażeby banki brytyjskie
mogły przemieszczać inwestycje np. z funduszy na renty starcze na pożyczki
bankowe na domy - czym to skończyć się może? Głównie bankructwem funduszy
emerytalnych, podobnie może być np. w przypadku innych funduszy. Czym to
może grozić? Lepiej nie myśleć.
Co do systemu bankowego w Kanadzie - banki są zbyt słabe, ażeby
przetrwały samodzielnie w sytuacjach podobnych do dzisiejszej, i zapewne
podatnicy kanadyjscy wesprą banki poprzez rząd, podobnie jak w USA, Wlk.
Brytanii czy Szwajcarii. Handel kanadyjski jest oparty w 80 proc. na wymianie
handlowej z USA i za pewnik wręcz można uznać, że udział kanadyjskich banków
w credit crunch jest o wiele, wiele większy, niż to do tej pory wiemy.
A przecież jeszcze do niedawna wielu tzw. guru finansowych wręcz zaprzeczało,
że kryzys z USA dosięgnie gospodarki kanadyjskiej. Do dzisiaj wielu tzw.
fachowców twierdzi, że Kanadzie nic nie grozi. Podobni guru twierdzili,
że nie będzie problemów gospodarczych w Kanadzie w latach globalnej recesji
1990 i 1980. Nie potrzeba zatem mieć tytułu profesora finansów, starczy
posiedzieć nawet przed komputerem i zainteresować się, co naprawdę dzieje
się na świecie, a nie słuchać czy czytać oficjalne "Prawdy" czy "Trybuny
Ludu", które powtarzają swoje brednie w kanadyjskich wydaniach.
Pozdrowienia śle
Marian Stefaniak
NIE-guru bankowy
GONIEC NR 16/2008
LIST OTWARTY
Prezes Rady Ministrów
Donald Tusk
Szanowny Panie Premierze!
Zwracam się do Pana z wezwaniem do natychmiastowego odwołania
Katarzyny Hall z funkcji Ministra Edukacji Narodowej.
UZASADNIENIE:
Z dostępnych publicznie informacji wynika niezbicie, że głównym
celem działań pani minister Hall stało się niszczenie wszelkich dokonań
Ministra Romana Giertycha i kierowanego przez niego urzędu, bez baczenia
na fakty, że wysiłek położony był wtedy na przywrócenie w polskich szkołach
obowiązku wychowywania dzieci w duchu patriotyzmu, szacunku do tradycji
Przodków, rozbudzania zainteresowań historią Polski i odbudowę służebnej
roli Nauczyciela w kształtowaniu tożsamości i osobowości młodych Polaków.
Pani minister Katarzyna Hall zapowiada likwidację fundamentów
programu "Zero tolerancji dla przemocy w szkole" - zadania publicznego
w cyklu nowych regulacji prawnych, których celem było położenie tamy dla
rozszerzającej się fali przemocy w szkołach, zapewnienie bezpieczeństwa
uczniom i nauczycielom, a także ochrona dzieci przed deprawacją. Fizyczna
i psychiczna przemoc, szczególnie rówieśnicza, stały się w minionych latach
przyczyną wielkich szkolnych dramatów, a nawet tragedii, które wstrząsały
całą Polską, ujawniając bezradność wychowawców i całkowity rozkład systemów
wychowawczych. Kroki pani minister Hall stają się osłoną dla agresywnej
młodzieży, dezorganizującej pracę klas i szkół. Za to wypowiedzi pani minister
o potrzebie jakiejś nieokreślonej demokratyzacji szkoły są w rzeczywistości
zapowiedzią niszczenia pozycji nauczyciela i jego autorytetu.
Ministerstwo Edukacji Narodowej pod rządami Katarzyny Hall uderzyło
w świętości narodowej kultury - zakreślono plan wyeliminowania z list obowiązkowych
lektur w szkołach wielkich dzieł polskiej literatury, autorstwa takich
pisarzy, jak Henryk Sienkiewicz, Stefan Żeromski, Juliusz Słowacki, Władysław
Reymont i Jan Paweł II, a zamierza się je zastąpić pozycjami godzącymi
w Kościół i wartości, na których Polska była budowana przez wieki.
Jest to zupełna aberracja i działanie wymierzone wprost w elementarne
interesy Narodu Polskiego. Przecież dzieła tych Wielkich Polaków stanowią
fundament budowy narodowej tożsamości każdego Polaka! Jakim prawem pani
minister Katarzyna Hall rezygnuje z misji Ministerstwa Edukacji Narodowej,
w której podstawą jest obowiązek wychowywania młodych Polaków w duchu przywiązania
do polskości i dziedzictwa Ojców. Chcę wierzyć, że Pan Premier nie dał
pani minister Katarzynie Hall na to przyzwolenia.
Całkowicie nagannym uzupełnieniem zamachu na polskie lektury
jest koncepcja pseudospecjalizacji zawodowej w liceach ogólnokształcących,
co prowadzi do wyeliminowania z procesu kształcenia istotnych dla wiedzy
ogólnej przedmiotów, w tym historii, geografii i biologii.
Zniszczenie programu "Tani podręcznik" i zapowiedź usunięcia
kanonu lektur narodowych jest ilustracją fatalnych wpływów, jakie odgrywają
decydującą rolę w Ministerstwie Edukacji Narodowej. Obarczenie spauperyzowanych
polskich rodzin kosztami ciągłej wymiany podręczników i otworzenie systemu
lektur szkolnych na nieskrępowaną dowolność każe bić na alarm i stawiać
pytanie o źródła inspiracji przy wyborze tak niepokojących kierunków.
Minister Hall nie dba o byt materialny nauczycieli i proponuje
zmiany w organizacji pracy szkół, które sparaliżują proces kształcenia
polskich dzieci i zamkną im drogę rozwoju w przyszłości. Mgliste zapowiedzi
zmian w Karcie Nauczyciela budzą jedynie ferment w środowisku nauczycielskim,
nie sprzyjając spokojnej pracy. Polityczne zapowiedzi liderów PO o radykalnie
wysokich podwyżkach płac okazały się pustymi obietnicami.
Panie Prezesie Rady Ministrów!
Wzywam ponownie Pana Premiera do odwołania Katarzyny Hall z funkcji
Ministra Edukacji Narodowej. Ta zmiana jest pilną koniecznością, działaniem
ratunkowym dla polskiej szkoły. Niekompetencja, brak jasnego i spójnego
programu, propagowanie relatywizmu i niszczenie pozycji nauczycieli i wychowawców
sprawiają, że polska szkoła znów zmierza w stronę moralnej i organizacyjnej
zapaści.
Winę za ten kurs ponosi minister Katarzyna Hall.
Mimo wielokrotnych zapowiedzi, pani minister nie przedstawiła
jasnej wizji polskiej szkoły w następnych latach. Jeśliby za taką uznać
zapisy zmian w polskiej szkole zawarte na stronie internetowej MEN, to
tym głośniejsze winno być wołanie o tę dymisję.
www.odwolachallowa.pl
Mirosław Orzechowski
Przewodniczący Kongresu
Ligi Polskich Rodzin
Free media
Zgodnie z moją zapowiedzią, dołączam się do apelu Aspiryny i
innych niezależnych blogerów: media deformujące rzeczywistość należy bojkotować.
Skuteczność tego bojkotu takie media będą odczuwać wtedy, gdy konsekwentnie
nie będziemy nabywać dezinformującej prasy, gdy nie będziemy oglądać dezinformujących
programów informacyjnych i publicystycznych, i gdy nie będziemy słuchać
dezinformujących audycji i stacji, jak też, gdy naszym śladem pójdą inni.
Uwolnić media!, chciałoby się zawołać, ale w polskich warunkach to raczej
marzenie niż postulat do zrealizowania.
Przyznam szczerze, ja taki bojkot stosuję już od dłuższego czasu.
Nie oglądam TVN24, nie kupuję "GW", "Dziennika" etc., nie słucham wywiadów
M. Olejnik w Radiu Zet ani "kontrwywiadów" w RMF-ie, nie słucham też Radia
TOK FM (red. I. Janke, który jest w nim jak kwiatek do kożucha, musi mi
wybaczyć) i chwalę sobie. Niekupowanie prasy reżimowej, za jaką należy
uznać te tytuły, które stosują konsekwentną strategię dezinformowania,
tworzenia faktów medialnych, przeinaczania lub publikowania wprost informacji
fałszywych i wokół nich tworzenia szumu, który następnie jest wytrwale
podsycany i komentowany np. przez funkcjonariuszy TVN24, to podstawowy
warunek zachowania pewnej higieny umysłowej współczesnego Polaka. Start
polskiego rynku medialnego w 1989 r. był od samego początku wpisany w okrągłostołowe
pseudoporozumienia i poza nielicznymi wyjątkami tzw. ład medialny (pozbawiony
rzeczywistego pluralizmu i wolnorynkowej deregulacji) wtedy ustalony -
pozostał nienaruszony do dziś, a obecna ustawa medialna opracowywana przez
jedną z pracownic imperium Michnika, a forsowana przez partię, która bez
wsparcia i osłony frontowej reżimowych mediów nie osiągnęłaby politycznie
kompletnie nic - ma definitywnie zahamować możliwości jakiejkolwiek ewolucji
rynku medialnego w niedozwolonym przez reżimowe media kierunku. Nie mam
najmniejszych wątpliwości, że przejęcie pełnej kontroli nad rynkiem medialnym
w Polsce przez obecną władzę nie tylko stanowi haracz spłacany reżimowym
mediom, które utorowały PO "drogę do sukcesu", ale też stanowi pierwszy
krok ku planowanemu pacyfikowaniu innych niezależnych mediów, np. cofnięciu
koncesji RM i TV Trwam za "mieszanie się do polityki", i niewykluczone
także, że objęciu przez ludzi władzy czujnym okiem - blogosfery, poprzez
swoją opiniotwórczość szczególnie zagrażającej ekspansji reżimowych, komercyjnych
mediów.
Zastanawiam się, czy oprócz niekupowania, niesłuchania, nieoglądania,
nie należałoby bojkotem objąć nawet stron internetowych wymienionych wyżej
tytułów i stacji, stanowią one też przecież jedną z istotnych form dezinformowania
i wpływania na opinię publiczną.
Doszliśmy do czasów, gdy większość mainstreamowych mediów zachowuje
się tak jak telewizja, radio i prasa w peerelu - NIE DOPUSZCZAJĄ DO ISTNIENIA
PRAWDY, NIE DOPUSZCZAJĄ PRAWDY DO GŁOSU. Na szczęście funkcjonuje wciąż
nie tknięta jeszcze rękami "odpolityczniających media" peokratów blogosfera,
w której zjawiska dezinformacji i mediokracji możemy zwalczać, uświadamiając
P.T. Czytelnikom, Słuchaczom i Widzom narastające zagrożenie. Wobec tego
załatwmy reżimowe media tak, jak się załatwiało peerelowskie.
Bojkot ten rozumiem jako nie jednodniową inicjatywę, ale jako
"work in progress", jednocześnie wyrażam swoją solidarność z tymi dziennikarzami,
którzy nie godzą się z tym, co się dzieje na naszym rynku medialnym, i
starają się tym patologicznym zjawiskom przeciwstawiać.
Free Your Mind
http://freeyourmind.salon24.pl
"Dla dobra kanadyjskiej Polonii" (cytat z Konstytucji
ZPwK)
Motto: "Człowiekiem rządzi prawo, a nie drugi człowiek".
Odpowiedź na artykuł pani Elżbiety Piasek wydrukowany na łamach
"Gońca" pt. "Nowy Zarząd Gr. 2 ZPwK" z dnia 4-10 kwietnia 2008.
Chciałabym, aby mój artykuł stał się nie tylko odpowiedzią
skierowaną do pani Elżbiety Piasek. Chciałabym, aby stał się czymś więcej.
Aby wyjaśnił wielu członkom ZPwK, a w szczególności tym należącym do Grupy
Drugiej, oraz całej Polonii, dlaczego garstka ludzi z takim zapałem
sprzeciwia się temu, co się w naszej Grupie dzieje.
W tym miejscu chciałabym zwrócić uwagę na cel istnienia naszego
Związku, który zapisany jest w Konstytucji Związku.
Art. 5 "Związek ma na celu prowadzenie działalności kulturalnej,
dobroczynnej i społecznej, tak dla uświadomienia obywatelskiego swych członków,
jak i zwiększenia ich udziału w życiu społecznym Kanady. Równorzędnie,
członkowie zobowiązani są pielęgnować polskie tradycje i upowszechniać
bogaty dorobek polskiej kultury - w każdym jej przejawie - i w rozwoju
Kraju naszego osiedlenia".
Innymi słowy, Związek, poprzez swoich członków i swoje struktury,
powinien prowadzić działalność kulturalną, dobroczynną i społeczną. Przez
taką działalność członkowie Związku stają się aktywnymi obywatelami Kanady,
czynnie zaangażowanymi w jej życie.
Jednocześnie Związek ma na celu rozpowszechniać polskie tradycje
i kulturę, jednym słowem, starać się, aby elementy tych tradycji stały
się częścią wielokulturowego kraju, jakim jest Kanada.
Członkowie Związku mają nałożony w artykule 21 Konstytucji obowiązek
między innymi: przestrzegania Konstytucji, działania zgodnie z założeniami
i celami Związku i pracowania dla dobra kanadyjskiej Polonii.
Wpisując się do Związku, każdy członek przyrzeka, że będzie przestrzegał
Konstytucji naszego Związku. Oznacza to, że będzie realizował cele Związku,
jego działania będą zgodne z Prawem (celowo piszę słowo "Prawo" dużą literą)
i że będzie działał dla dobra Polonii. Zatwierdzone jest to w pięknej nazwie
naszego Związku, łączącej w sobie dwa bliskie nam kraje, i tego właśnie
oczekują członkowie Związku, a jeszcze bardziej cała Polonia. Taka też
była idea założycieli naszego Związku.
Co się jednak stało z naszym Związkiem w ostatnich latach? Co
się stało z Grupą Drugą? Praktycznie przestano przestrzegać Konstytucji,
czyli Prawa Związku. Cel organizacji został zapomniany, a prośby członków
o otrzymanie egzemplarza Konstytucji są ignorowane lub zbywane odpowiedziami,
że nie ma pieniędzy na jej druk. Wielu członków naszej Grupy nawet nie
wie, że ZPwK jako organizacja jest korporacją ontaryjską i jakie
to ma znaczenie prawne.
W ten sposób wytworzyła się sytuacja, że członkowie, ponieważ
nie znają Prawa, nie wiedzą, kiedy ono jest łamane. Wykorzystują to oczywiście
pewne osoby, które zresztą celowo doprowadziły do tej sytuacji, powstał
w naszej Grupie prawny bałagan, i nieświadomym rzeczy członkom Grupy wmawia
się to, co chce.
Dlaczego Konstytucja jest dla niektórych działaczy Związku tak
niewygodnym dokumentem i wolą, aby nikt o niej nie wiedział? Konstytucja
Związku bowiem opisuje bardzo dokładnie zasady działania naszej organizacji,
sposoby przeprowadzenia wyborów, kto może, a kto nie może być członkiem
zarządu, określa uprawnienia poszczególnych członków zarządu, określa specyficznie
np. sposoby dysponowania majątkiem Grupy (wspólne podejmowanie decyzji
w tych sprawach art. 59) itd. Konstytucja jest również dokumentem, na podstawie
którego rozpatrywane są sprawy sądowe dotyczące korporacji, jeżeli do takich
dojdzie.
Ale tak jest w historii, że zawsze w sytuacji, kiedy Prawo jest
łamane, w sprawiedliwym człowieku rodzi się bunt. Czuje się
on oszukany i występuje on w obronie swego Prawa. Aby było przestrzegane,
aby jego prawa i prawa innych członków nie były łamane. Człowiek ma przecież
wrodzone poczucie swojej godności i honoru. Człowiek mówi "Nie".
Tak właśnie stało się i w Hamiltonie. Przez ostatnie lata konflikty
w naszej Grupie się zaostrzały, bo nie rozwiązywano ich zgodnie z naszym
Prawem, czyli naszą Konstytucją. Zaprowadzono cenzurę (czyta się tylko
te listy, które zarząd Grupy pozwoli, jednym osobom się pozwala mówić,
a drugim wcale). Zebrania nie są prowadzone zgodnie z przyjętymi
w kraju demokratycznymi zasadami, kiedy to prowadzący zebranie, z reguły
Prezes, powinien zabierać głos w danej sprawie jako ostatni po udzieleniu
najpierw możliwości wypowiedzenia się każdemu członkowi Grupy, a nie od
razu narzucać swoje zdanie. Zarząd zawsze siedzi oddzielony od reszty Grupy
i wytwarza to poczucie dystansu, a nie jedności i równości...
Aby naprawić sytuację w naszej Grupie, sięgnęliśmy do naszego
Prawa (naszej Konstytucji). Czytanie Konstytucji uświadomiło nam naprawdę,
jak to powinno być w naszym Związku, a jak jest. Postanowiliśmy więc przekonać
członków naszej Grupy, że jedynie przestrzeganie Konstytucji rozwiąże konflikty
w naszej Grupie. Zrodzi się na nowo szacunek oparty na zaufaniu, bo mechanizmy
zawarte w Konstytucji, a zapobiegające nadużyciom władzy, będą działać.
Jednak niektóre osoby głównie związane z naszym zarządem od razu
wyczuły zagrożenie. I przykładem tego jest ich reakcja w czasie wyborów
w Grupie Drugiej na nasze postulaty, aby zasady naszej Konstytucji były
przestrzegane. A teraz opowiem, jak to wszystko się odbywało, bo byłam
tam osobiście.
Po pierwsze, nasze zebranie wyborcze prowadził pan Robert Zawierucha.
Pan Robert Zawierucha był prezesem Zarządu Głównego (nie mylić z zarządem
naszej Grupy), ale jego kadencja skończyła się 10 listopada 2007. Ponieważ
była to już trzecia kadencja z rzędu, nie powinien nawet kandydować
na stanowisko prezesa w Zarządzie Głównym bo artykuł 48(f) to wyraźnie
wyklucza i ogranicza czas sprawowania urzędu Prezesa Związku do trzech
kadencji lub sześciu lat.
Notabene, pan Robert Zawierucha mimo protestów niektórych delegatów
w czasie Walnego Zjazdu w grudniu 2007 w Hamiltonie, zresztą nielegalnie
zwołanego i nieprawidłowo prowadzonego, bo niezgodnie z przepisami Konstytucji,
postanowił, że on i tak Prezesem Związku będzie, ignorując przepisy Konstytucji.
I nasze zebranie wyborcze postanowił pan Robert Zawierucha prowadzić.
Wywołało to zastrzeżenie z naszej strony, bo jeżeli zgodnie z prawem nie
jest prezesem Zarządu Głównego ZPwK, to dlaczego prowadzi nasze zebranie?
W tym momencie jest takim samym członkiem ZPwK jak każdy z nas, a
poza tym nie należy do naszej Grupy. Pan Zawierucha nie zrezygnował z prowadzenia
naszego zebrania wyborczego i nasze Prawo, prawo poszczególnych członków
i ta umowa (Konstytucja) jaka nas łączy, została złamana.
Pragnę wyjaśnić czytelnikom, że przed każdymi wyborami w naszej
Grupie wybierana jest tak zwana Komisja Matki, czyli Nominacyjna. Jej zadaniem
jest: informowanie członków o wyborach, zbieranie kandydatów na stanowiska
w zarządzie Grupy, a potem o ile spełniają oni warunki wymagane dla kandydata
przez naszą Konstytucję, mianowanie ich jako kandydatów w czasie
zebrania wyborczego.
W tym roku przewodniczącą komisji była pani Irena Pietrzniak.
Pani Irena zamianowała trzy osoby, które nie powinny zgodnie z zasadami
naszej Konstytucji być zamianowane na żadne stanowisko w naszym zarządzie,
pomimo sprzeciwu członka tejże komisji, pana Jana Bajzerta.
I tak, pan Stanisław Głogowski - pełnił już swoją funkcję przez
siedem lat i zgodnie z Konstytucją, mógłby być prezesem jeszcze dłużej,
ale pod warunkiem, że nie zgłosi się inny kandydat art. 62(c). Tymczasem
na stanowisko prezesa chciał kandydować pan Mieczysław Mróz, spełniający
wymogi konstytucyjne. Tak więc Komisja Matki nie powinna już nominować
pana Stanisława Głogowskiego na stanowisko prezesa, a powinna zamianować
pana Mieczysława Mroza.
Kolejny kandydat, pan Stanisław Iwanicki, nie powinien być nominowany,
bo sam uważał się w tym czasie, że jest drugim wiceprezesem w Zarządzie
Głównym a Konstytucja nasza wyklucza łączenie stanowisk (art. 41a).
Kolejny kandydat, pan Tadeusz Maziarz, nie powinien być nominowany,
bo sam uważał się, że jest pierwszym wiceprezesem w Zarządzie Głównym,
a Konstytucja nie pozwala na łączenie stanowisk (art.41).
Chciałabym nad tym punktem (łączenie stanowisk) się dłużej zatrzymać.
Zarząd Główny w swoich założeniach powinien kontrolować, aby grupy i inne
struktury Związku działały zgodnie z Konstytucją. Między innymi Zarząd
Główny musi zatwierdzić decyzje grup o sprzedaży majątku. Może również
zawiesić zarząd grupy, o ile ten nie przestrzega Prawa. Dochodzi więc do
paradoksu. Te same osoby sprawdzają i kontrolują same siebie.
Dlatego właśnie nasze Prawo (Konstytucja) na to nie pozwala,
i każdy jej punkt ma głęboki sens, aby nie dochodziło do takich i wielu
innych wynikających z łączenia stanowisk sprzeczności i nieprawidłowości.
Tak samo jest zresztą z Komisją Rewizyjną, która ma prawo sprawdzać finanse.
Ta same osoby nie mogą być w Głównej Komisji Rewizyjnej i Komisji Rewizyjnej
naszej Grupy.
Powróćmy jednak do wyborów w naszej Grupie. Pan Jan Bajzert,
który był członkiem Komisji Nominacyjnej, złożył pismo do prowadzących
zebranie wyborcze, w którym stwierdził, że zarówno pan T. Maziarz, pan
S. Głogowski i pan S. Iwanicki nie powinni być nominowani na stanowiska
w zarządzie naszej Grupy, bo nie spełniają konstytucyjnych warunków.
Zaznaczył również, że Komisja Matki nie zadziała zgodnie z Konstytucją
Związku.
List pana Jana Bajzerta nie został w czasie zebrania wyborczego
odczytany i w ten to sposób wyborcy nie zostali o niczym poinformowani.
Zaś pani Irena Pietrzniak odczytała sprawozdanie z posiedzenia Komisji
Nominacyjnej, mianując na stanowisko prezesa pana Stanisława Głogowskiego,
na stanowsko pierwszego wiceprezesa pana T. Maziarza, a na stanowisko drugiego
wiceprezesa pana S. Iwanickiego.
Przy wyborach na stanowisko prezesa z sali padło nazwisko
pana Mieczysława Mroza. I tutaj dopiero zaczęła się naprawdę dla pana Mroza
nieprzyjemna sytuacja, bo niektórzy zaczęli wywierać na niego psychiczny
nacisk, aby nie kandydował, wygłaszając mowy, jakim to dobrym prezesem
był pan Głogowski i jak on tak może itp. No bo wiadomo, gdyby jego
kandydatury nie było - pan Głogowski mógłby nadal kandydować.
Było to niezwykle przykre widowisko. Świadczące o tym, że jeżeli
ktoś zachce kandydować na jakiekolwiek stanowisko w naszej Grupie, skazany
jest od razu na szykanowanie. Ten fakt znalazł zresztą odbicie w artykule.
Panie Piasek cytuje "Niestety, na stanowsko prezesa, ku zaskoczeniu większości
zebranych, została podana kandydatura z sali...".
Pani Elżbieto, czy byłoby pani przyjemnie, gdyby ktoś takim komentarzem
obdarzył pani kandydaturę na stanowsko sekretarza protokołowego? Gdyby
ktoś o pani napisał: "Niestety, na stanowisko sekretarza protokołowego,
ku zaskoczeniu większości zebranych...".
Przecież Pani wie, że pani Aleksandra Konstanty,
która dotychczas pełniła stanowisko sekretarza protokołowego, pełniła swoje
obowiązki bardzo dobrze. Nikt jednak z naszej strony nie wywierał na Panią
nacisku psychicznego. Podano Pani kandydaturę, a my sprawę zostawiliśmy
wyborcom.
Wracajmy jednak do dalszego ciągu wyborów. Po całym tym zamieszaniu,
na stanowisko prezesa podana została kontrkandydatura pana Tadeusza Maziarza
(podał on zresztą sam siebie). Na nasz sprzeciw, że nie może on być
nominowany, bo pełni funkcję w Zarządzie Głównym, pan Tadeusz Maziarz oficjalnie,
w obecności 98 osób stwierdził, że na najbliższym zebraniu Zarządu Głównego
złoży rezygnację z pełnionej tam funkcji.
Potem ta sama sytuacja powtarza się z panem Iwanickim. Tylko
że pan Iwanicki informuje 98 osób, że już złożył rezygnację z pracy w Zarządzie
Głównym i dlatego może kandydować.
Tak obydwaj zrobili, aby tylko móc kandydować w Grupie i wszystkich
w błąd wprowadzić, bo o ile mi wiadomo, do dziś dnia figurują, że
są prezesami w Zarządzie Głównym. I potrafili tak powiedzieć w obecności
98 osób.
Ale cóż, napiszę dalej o naszych wyborach. Zgodnie z Konstytucją
(art. 61b) były prezes zarządu (w tym wypadku pan Stanisław Głogowski)
i tak wchodzi do nowo wybranego zarządu automatycznie z pełnym prawem głosu
przez okres pierwszej kadencji swego zastępcy. Inaczej mówiąc, ma on zagwarantowane
miejsce w zarządzie. Nie jest to stanowisko określone żadną nazwą i nie
musi on być wybierany.
Jednak pan Maziarz powiedział, że on zostanie prezesem tylko
wtedy, jak pan Głogowski zostanie wiceprezesem. No więc, aby pan Maziarz
był zadowolony, Konstytucja została złamana i pan Głogowski został wiceprezesem.
Dochodzi jeszcze do tego pozycja trzeciego wiceprezesa. Konstytucja
ZPwK nie przewiduje istnienia takiego stanowiska w zarządzie Grupy. (art
61a). Ale postanowiono sobie utworzyć takie stanowisko, więc utworzono.
Takie jest u nas bezprawie w Grupie.
Tak więc mamy "Konstytucyjny Zarząd" w Grupie Drugiej,
tak samo legalny i wybrany zgodnie z prawem, jak i legalne jest stanowisko
pana Roberta Zawieruchy, który te wybory nadzorował. Tak to z "urzędu"
dopilnował zgodności przebiegu wyborów w Grupie Drugiej z Konstytucją ZPwK.
Na moment chcę się zająć jeszcze jedną sprawą, o której wspomina
pani Elżbieta Piasek w swoim artykule - sprawą Komisji Rewizyjnej. Pani
Elżbieta twierdzi, że wszystko się zgadzało w rachunkach. Nie twierdzę,
że nie, chociaż żadne sprawozdanie finansowe pisemnie nie zostało członkom
przedstawione, a powinno było być.
Inną sprawą jest to, co zgodnie z Konstytucją Komisja Rewizyjna
powinna sprawdzać. Odnieśmy się do art. 68(b) naszej Konstytucji, który
na pierwsze miejsce wysuwa obowiązek sprawdzenia przez Komisję celowości
wydawania pieniędzy i zgodności ich wydawania z podjętymi uchwałami. Czy
Komisja Rewizyjna sprawdziła, że wszelkie wydatki były zgodne z uchwałami?
A teraz chcę tylko dopisać, jakie żarty robi sobie z członków
Grupy Drugiej obecny "konstytucyjny" prezes T. Maziarz. Stwierdza
on oficjalnie na zebraniu Grupy, że w czerwcu w tym roku będzie zmiana
Konstytucji ZPwK. Przecież dobrze wie, że proces opisany w art.72 dotyczący
zmian w Konstytucji nie miał miejsca i nikt nie ma pozwolenia, aby Konstytucję
zmieniać.
Ale może obecna Konstytucja ZPwK tym panom nie pasuje,
bo ogranicza ich władzę, więc postanowili ją zmienić. I pan Maziarz mówi
o tym lekko, jakby to nic nie znaczyło. Chcą zmienić nasze Prawo, bo chcą
ustalić prawa korzystne dla siebie. I w tym miejscu mogę tak spekulować,
bo jako członek, nie otrzymałam żadnej informacji, o jakich zmianach jest
mowa, a zgodnie z Konstytucją, mam prawo o tym wiedzieć.
W tym momencie chcę zakończyć swój artykuł. Postaram się kontynuować
temat spraw poruszonych przez panią Elżbietę Piasek w moim następnym artykule.
Urszula Rybarczyk
członek Grupy Drugiej ZPwK
GONIEC NR 15/2008
Szanowni Państwo,
Przy ubieganiu się o Kartę Polaka obywatel Białorusi, Polak
musi złożyć (zgodnie z wymaganiem) pisemne oświadczenie o (cytat) "swojej
przynależności do Narodu Polskiego". Jednak osoby polskiego pochodzenia,
nawet ci, którzy złożą takie oświadczenie, nie mają prawa (jak rzekł wiceminister
MSZ) osiedlać się na stałe w Polsce i tu żyć. Uważam to za przejaw dyskryminacji
w stosunku do Polaków na Białorusi. Polacy na Białorusi (i nie tylko na
Białorusi) powinni być swobodni w podejmowaniu decyzji odnośnie do miejsca
swojego zamieszkania i jeśli składają ową deklarację "przynależności do
Narodu Polskiego" i jeśli chcą się osiedlić w kraju, do którego się przyznają,
to rząd Polski ma obowiązek wziąć to pod uwagę i im to umożliwić.
Nie po raz pierwszy podkreślam, iż rodzice tych właśnie Polaków
na Białorusi posiadali przed II wojną światową obywatelstwo polskie i nigdy
się go nie wyrzekli. A więc, jeśli to obywatelstwo nasze dzieci i wnuki
dziedziczą po nas, to zamiast bezsensownej, moim zdaniem, i nic nie dającej
generalnie (tylko uspokajającej emocję Kresowiaków) Karty Polaka, należy
przywrócić im obywatelstwo po ich rodzicach i dziadkach, którzy byli w
dodatku wielkimi patriotami polskimi i dbali o interesy Polski za granicą,
nie wzierając na prześladowania. Karta Polaka jest wielkim poniżeniem tej
właśnie wartości, zaś obywatelstwo polskie przywróci honor tym Polakom,
poczucie własnej godności i da wolną rękę w podejmowaniu własnych dalszych,
odnośnie do swojej przynależności do Narodu Polskiego, decyzji. Ta Karta
jest jak JAŁMUŻNA, bo niby uznaje Kresowiaka za Polaka, ale tak nie
do końca. W istocie nadal pozostają ci ludzie DRUGĄ KATEGORIĄ.
Wiadomo, że Karta Polaka jest lepszym rozwiązaniem dla
Kresowiaków niż w ogóle nic, ale jednak nie można grać na uczuciach ludzi
od pokoleń przynależnych do polskiej kultury, języka i tradycji. Apeluję
do Państwa o podjęcie dyskusji odnośnie do rozpoczęcia przygotowania procesu
stopniowego przywracania polskiego obywatelstwa Kresowiakom.
Z poważaniem
Wiktor Dmuchowski
Szanowna Redakcjo,
Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem duży artykuł o podpisaniu
umowy emerytalnej pomiędzy Kanadą i Polską. I tu muszę się przyznać, że
ja jestem z tego rocznika, gdzie w Polsce wypracowałem 20 lat i nabyłem
prawo do emerytury po 65 latach życia. W Kanadzie również pracowałem ponad
20 lat i też tutaj nabyłem prawo do emerytury, gdyż ukończyłem 65 lat.
Nic nie podajecie, co będzie w takiej sytuacji, bo wielu Polaków
jest tutaj tak samo jak ja. Do tej pory to było z punktu widzenia Kanady
nielegalne, ale wielu Polaków nie ujawniało tu, w Kanadzie, że pobiera
emeryturę w Polsce przy równoczesnym pobieraniu emerytury kanadyjskiej.
Wasze informacje dotyczą ludzi młodszych, którzy muszą łączyć emerytury
z dwóch krajów. Dla naszych roczników, nie wiem, jak to będzie ustalone.
Mam nadzieję, że nie będziemy skrzywdzeni, gdyż wypracowaliśmy sobie legalnie
te dwie emerytury. Bardzo proszę, jeżeli możecie dostać taką wiadomość,
tylko od źródła, a nie przypuszczalnie, i podać to w waszej gazecie.
Jeszcze jedno pytanie, jeśli będziemy mogli legalnie dostawać
dwie, to jak będzie wyglądało przekazanie pieniędzy z Polski do Kanady?
Za tę wiadomość ja i inni jesteśmy Wam bardzo wdzięczni.
Jan
Oakville
GONIEC NR 14/2008
CHŁOPU PAŃSZCZYŹNIANEMU
Wzruszony jestem dogłębnie czynem grupy 600 osób, które pod światłym
przewodnictwem prof. Krzemińskiego wystosowały list przebłagalny do dwóch
przedstawicieli gatunku ludzkiego, zwanych gejami. Jak wszyscy wiemy, honor
Polski i jej dobre imię w świecie zostało zbrukane słowami Prezydenta RP,
który w trakcie telewizyjnego orędzia dopuścił się haniebnej manipulacji,
wykorzystując zdjęcia dwóch bezbronnych gejów.
Ratując honor narodu polskiego, 600 prawdziwych patriotów, w
gorących słowach przeprosiło panów Faya i Moultona, zapewniając ich o swojej
miłości i internacjonalistycznym poparciu.
Homofobiczne treści, zawarte w wystąpieniu Prezydenta, znalazły
mocny i jednoznaczny odpór, a zdrowe jądro polskiego społeczeństwa, reprezentowane
przez grupę samotnych śmiałków, zdecydowanie odcięło się od ksenofobicznej
i wstecznej mniejszości.
Zainspirowany tym nadzwyczajnym aktem odwagi i moralnej tężyzny,
postanowiłem kontynuować dzieło ekspiacji za obraźliwe wypowiedzi polskich
polityków, a szczególnie za słowa Jarosława Kaczyńskiego, który wypowiedzią:
"polscy dziennikarze są trochę jak kiedyś polscy chłopi pańszczyźniani",
dokonał krzywdzącego i nikczemnego porównania.
Przepraszam, zatem w imieniu wszystkich obywateli i całego narodu
polskiego. Czuję się zażenowany i zgorszony.
Przepraszam - każdego prawdziwego chłopa pańszczyźnianego, żyjącego
teraz i w przeszłości za uwłaczające i kłamliwe porównanie do polskiego
dziennikarza.
Tylko człowiek złej woli, bez elementarnej, historycznej wiedzy,
mógł zdobyć się na takie zestawienie.
Jest przecież rzeczą ogólnie znaną, że pańszczyzna polegała na
przymusowej, bezpłatnej pracy na roli (choć również w innych usługach)
i była świadczona przez chłopów na rzecz pana, w zamian za zezwolenie na
użytkowanie przez nich ziemi. Rzeczpospolita Szlachecka - ten pierwowzór
burżuazyjnego wyzysku, zepchnęła chłopów do najniższej warstwy społecznej
i zmusiła do tzw. wtórnego poddaństwa w sferze osobistej, gruntowej i sądowniczej.
Uczyniono to na podstawie szeregu aktów prawnych, jak Statut warcki, Statuty
piotrkowskie lub za pomocą kolejnych konstytucji z 1501, 1503, 1532, 1543
roku.
Wynika stąd niezbicie, że chłop pańszczyźniany do swoich obowiązków
wobec pana został przymuszony, na podstawie obowiązującego, legalnego prawa.
Jak zatem można przyrównywać przymus pańszczyźnianego chłopa
do dobrowolnej, samodzielnej i suwerennej działalności polskiego dziennikarza?
Czyż istnieje jakikolwiek akt prawny, przepis czy dyrektywa nakazująca
pracownikowi mediów pisać lub mówić w zatwierdzony odgórnie sposób? Czy
polskie prawo nakłada na dziennikarza obowiązek świadczenia usługi na rzecz
rządu, państwa, suwerena? Czy zmusza go do poddaństwa, przywiązuje do tytułu,
ogranicza sądownie, ingeruje w życie osobiste?
Nie - nie ma takiego przepisu i próżno go szukać w polskim ustawodawstwie.
Polski dziennikarz sam dla siebie jest panem i suwerenem.
Polski dziennikarz ma prawo, a nawet obowiązek, nałożony zawodem
zaufania publicznego, by kierować się prawdą, rzetelnością i dobrem społecznym.
Nie ma takiej możliwości, by nagiąć polskiego dziennikarza do bezpłatnej
i przymusowej pracy, by skłonić go do kłamstwa, do pochlebstwa. "Być wolnym,
to móc nie kłamać" - pisał Albert Camus. Polski dziennikarz jest wolny.
Nic nie ogranicza wolności polskiego dziennikarza - pisze co
chce, myśli jak chce. Gdy jego białoruskim kolegom totalitarne państwo
knebluje usta, zastrasza i zamyka - polski dziennikarz ma luksus życia
w państwie ludzi wolnych i korzystania ze wszystkich wolnościowych praw.
Lecz nie chce. Sam i z własnej woli - nie chce.
Uparł się, bowiem polski dziennikarz, by ustanowić własnego pana,
słuchać go i na jego rzecz codziennie pracować. Nie znajdując legalnego
prawa , które go ogranicza, sam to prawo wymyślił i usankcjonował. Sam
mu się poddaje i według niego postępuje.
Postanowił polski dziennikarz, że jego panem i suwerenem stanie
się "Salon". Kimkolwiek on jest - jest to pan feudalny, zaborczy i bezwzględny,
więc wymyślając go i poddając się jego władzy, stał się dziennikarz niewolnikiem
"Salonu".
Wszystko, co odtąd czyni polski dziennikarz, czyni wsłuchany
w słowo swojego pana. Czy pisze, czy mówi, daje baczenie, by suwerena swojego
nie urazić i jak najwierniej przekazać jego wolę społeczeństwu.
Salon, jako dzieło zbiorowej imaginacji, nie ma swojego miejsca,
dworu czy zamku. A jednak każdy polski dziennikarz wie, że iluminacją Salonu
jest gazeta, zwana "Wyborczą", a jej naczelny stał się szafarzem prawdy
i wykładnią woli Salonu.
O ile więc chłop pańszczyźniany zmuszany był spełniać wolę swojego
pana z nakazu prawa, o tyle polski dziennikarz sam ustanowił prawo, nakazujące
mu posłuszeństwo i wypełnianie woli "Salonu". Mając prawo po swojej stronie,
mając narzędzia wolnego państwa, sam nałożył na siebie obowiązek świadczenia
pracy na rzecz pana i poddał mu się bez przymusu.
Ktokolwiek więc porównuje pańszczyźnianego chłopa do kasty polskich
dziennikarzy, niech ma świadomość, jak bardzo krzywdzi stan chłopski i
jak wielkiego nadużycia się dopuszcza.
Słusznie należą się chłopu pańszczyźnianemu przeprosiny i słusznie,
niesprawiedliwe porównanie Jarosława Kaczyńskiego wzburzyło wielu ludzi.
Chłop, choć zniewolony pańszczyźnianym prawem, nigdy przecież
niewolnikiem nie był, więc porównywanie go do stanu, który dobrowolnie
niewolnictwo przyjął, jest haniebne i kłamliwe. Choć zmuszony pracować
"na pańskim", wracał przecież na swoje pole, na którym siał i zbierał,
co sam zechciał.
Chłop, choć wypełniał obowiązek pańszczyzny, nie był zmuszony
bać się swojego pana, ani we wszystkim kierować się jego wolą i nakazem,
podczas gdy polskim dziennikarzom strach przed słowem "Salonu" odejmuje
głos i miesza myśli.
Dlatego proszę i wzywam wszystkich ludzi dobrej woli, by wyrazili
zdecydowany i mocny protest przeciwko słowom Kaczyńskiego i przypomnieli
mu, że polski dziennikarz przez własną głupotę i tchórzostwo stał się niewolnikiem
"Salonu", a chłop polski, choć pańszczyźniany - panem jest. I basta!
(bezdekretu)
Archiwum nr 13
Archiwum nr 12
Archiwum nr 11
Archiwum nr 10
Archiwum nr 9
Archiwum nr 8
Archiwum nr 7
Archiwum nr 6
Archiwum nr 5
Archiwum nr 4
Archiwum nr 3
Archiwum nr 2
Archiwum nr 1
KONTAKT:
tel. 905-629- 9738
fax 905-629-9764
e-mail: redakcja@goniec.net
|