 |
| POWROT |
|
|
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie
Polish community's weekly newspaper published in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
e-mail: redakcja@goniec.net
www.goniec.net
Adres redakcji:
2386 Haines Rd. Suite 204
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6
Prenumerata na terenie Kanady:
$3,50 za każdy zamówiony egzemplarz. Wysyłka wyłącznie First Class
Mail.
***
Wydawca:
Goniec Inc. |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
.. |
|
|
Zamieszczamy
tu listy od naszych Czytelników, które mają charakter artykułów lub stanowią
obszerniejszą polemiczną wypowiedź. Redakcja nie odpowiada za ich treść.
Prezentowane opinie w publikowanej
korespondencji nie zawsze odzwierciedlają stanowisko redakcji "Gońca". |
GONIEC NR 5/2012
Ottawska odsłona KATASTROFY NAD SMOLEŃSKIEM
Motto: "Czy prokuratura wyjaśnia śmierć 96 w Smoleńsku dokładnie
tak rzetelnie, jak wyjaśniała zabójstwa Popiełuszki, Suchowolca, Zycha,
Niedzielaka? Dokładnie tak samo, a nikt głowy nie da, że tymi samymi ludźmi".
Od 10 kwietnia 2010 jestem na "wojnie o prawdę", bacznie obserwuję
to, co dzieje się w niby-śledztwie smoleńskim, spokojnie odkreślam kolejne
kłamstwa "onych", te pomówienia i zdrady, bo wiem, że to kiedyś się musi
skończyć. Jest ściana! No i "Kiepscy" w Polsce zaczynają się budzić i...
"One" to czują, i wiedzą, że "uniki", potocznie już zwane "urlopami w Dolomitach",
nie załatwią sprawy.
Kiedy usłyszałam wypowiedź Małgorzaty Szmajdzińskiej, wdowy po
Jerzym Szamajdzińskim z SLD, który zginął w katastrofie nad Smoleńskiem
10 kwietnia 2010 -
(...) Jeżeli ja przeczytałam, że tak naprawdę nie wiadomo, kto
dokonał oceny, że to jest głos generała Błasika, to ręce mi opadły. Bo
ja mogę czegoś nie wiedzieć, ale teraz się sprzeczają fachowcy, nikt się
nie chce do tego przyznać. To mnie ogromnie zmartwiło, bo byłam przekonana,
że praca komisji Millera będzie niesłychanie rzetelna, natomiast to co
czytam w ostatnim czasie, obala mój ukształtowany sposób myślenia co do
szczegółów, bo co do ogółu mam pewien pogląd wynikający z mojego doświadczenia.
Wiem, że zawiodło mnie państwo jako struktura (...)
(...) mam ogromne pretensje do władz, że w świat poszła historia
o pijanym polskim generale. No tak, wiadomo, Polacy popili, poszaleli,
a potem rozbili samolot i się zabili. (...)
(...) po tym, co państwo robi w sprawie śledztwa, trudno mieć
do niego zaufanie, trudno, by politycy sobie ufali. A tam, gdzie jest nieufność,
pojawia się agresja. (...)
- to zrozumiałam, że się kłamstwo smoleńskie "onym" sypie w gruzy!
Tak misternie budowane, ta co chwila nowa i sprawdzona wiadomość, którą
podawali do prasy "anonimowi informatorzy" (?). Pamiętacie? Jeszcze
się dymił wrak samolotu, a "one" już wiedziały, że "do lądowania podchodził
trzy razy", "naciskał pasażer Nr 1", "pijany generał Błasik był u sterów",
"trzeci głos to głos Kazany", aż po ostatnie chamstwo "w kokpicie był tłok
jak w warszawskich Łazienkach". Wszystko "onym" dziś padło!
W świetle nowych/bądź celowo ukrytych faktów, jedynym honorowym
wyjściem dla polskiego rządu jest powołanie międzynarodowej komisji oraz
natychmiastowe zażądanie zwrotu własności Rzeczypospolitej: wraku tu-154M,
czarnych skrzynek, a także broni palnej oraz kamizelek kuloodpornych oficerów
BOR-u. Tylko zwrot przetrzymywanych przez Rosjan, powyższych, kluczowych
dowodów pomoże wyjaśnić katastrofę rządowego samolotu z parą prezydencką
na pokładzie i pozostałymi 94 osobami na pokładzie wojskowego samolotu
TU-154M.
Nim do tego dojdzie, a wierzę, że dojdzie (!), w Ottawie czeka
nas spotkanie z posłem Antonim Macierewiczem, amerykańskimi i kanadyjskimi
naukowcami, któremu towarzyszyć będzie oprawa medialna (zaproszono CBC
- Ottawa, The Ottawa Citizen i inne), podczas którego dowiemy się dużo
więcej o tym, jak przebiega praca nad ustaleniem przyczyn masakry
nad Smoleńskiem dnia 10 kwietnia 2010.
Uważam, że sprawa to wyjątkowa, więc napisałam otwarty
list do dwóch ważnych dla mnie osób w Ottawie: Jego Ekscelencji
ambasadora RP Z. Kosiniaka-Kamysza oraz członka parlamentu Kanady
pana W. Lizonia, które to osoby zawodowo mocno związane są z Kanadą,
Polską i Polonią.
***
Ambasada Rzeczypospolitej Polskiej w Kanadzie
Jego Ekscelencja Pan Zenon Kosiniak-Kamysz, ambasador RP w Kanadzie,
Z uwagi na ogromne znacznie panelu "UNANSWERED QUESTIONS - CRASH
OF THE POLISH PRESIDENTIAL PLANE TU-154M" (info. poniżej) ośmielam się
pisać do JE to zaproszenie.
Z niepokojem obserwuję zza oceanu "niby-śledztwo smoleńskie"
i nabieram przekonania, że polski rząd posyła w świat komunikat o bezbronności
Kraju mojego urodzenia - Polski.
Bo jak mam tłumaczyć fakt, że w niewyjaśnionych okolicznościach
nagle giną najważniejsze osoby w państwie, a śledztwo prowadzone jest w
sposób urągający honorowi Polaka?
Kilka dni temu nastąpił przełom w śledztwie, zostały ujawnione
manipulacje wokół raportu MAK i komisji Millera, co odebrałam jako przepowiednię
biblijną - mane, tekel, fares ("policzone, zważone, podzielone"). To
początek upadku "kłamstwa smoleńskiego", i nowe/ukrywane wiadomości znane
już są polskiej opinii publicznej (ostatnio spotkanie w Sejmie RP).
Niestety, prawda o katastrofie nad Smoleńskiem nie przebija
się do opinii międzynarodowej. Na przykładzie Kanady wiemy, że temat nie
jest poruszany w mediach, ale wierzę, że rząd polski w osobie pana ambasadora
może tu sporo zrobić.
Przypominam, że 10 kwietnia 2010, kiedy to doszło do katastrofy
nad Smoleńskiem, Kanada była z nami. Na wieść o tragicznej śmierci
polskiego prezydenta śp. Lecha Kaczyńskiego, polskich parlamentarzystów,
generałów NATO i innych rząd Kanady ogłosił żałobę, a premier Harper
osobiście złożył kondolencje na ręce Pana ambasadora.
Podczas wizyty senatora Borusewicza w Ottawie (8 V 2010), katastrofa
nad Smoleńskiem była jednym z głównych tematów, tak w kanadyjskim
parlamencie, jak i na pamiętnym dla obu stron spotkaniu z Polonią ottawską,
któremu i Pan towarzyszył (zapis dźwiękowy znajduje się na stronie www.tnpolonia.com).
Rozumiem, że dzisiejsze spotkanie z ministrem Antonim Macierewiczem
i naukowcami będzie kontynuacją tematu, niejako dopełnieniem tamtej "senackiej
wizyty".
Liczę na pomoc ambasady RP, gdyż jest to doskonała okazja, aby
zaprosić na ww. ważne spotkanie przedstawicieli innych placówek dyplomatycznych,
zaprzyjaźnionych parlamentarzystów i zawsze im służących mediów.
Liczę, że tym sposobem prawda o polskiej narodowej
tragedii, jaką była katastrofa samolotu rządowego nad Smoleńskiem, przebije
się do kanadyjskiej opinii publicznej, która to dowie się czegoś więcej,
niż to, co podały jej za MAK i ITAR-TASS (Informacyonnoje Tielegrafnoje
Agientstwo Rossiji-Tielegrafnoje Agientstwo Suwieriennych Stran), kanadyjskie
media, cytuję:
"Dziś o 10 czasu polskiego Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK)
ogłosił na konferencji prasowej w Moskwie raport końcowy ze śledztwa w
sprawie katastrofy smoleńskiej. Podstawową przyczyną - według MAK - była
błędna decyzja pilotów o próbnym podejściu do lądowania w Smoleńsku podjęta
pod psychiczną presją ważnych osób na pokładzie. Zwłaszcza dowódcy sił
powietrznych gen. Andrzeja Błasika, do końca obecnego w kabinie pilotów,
który był pod wpływem alkoholu".
Komunikat ten wciąż czeka na sprostowanie, i tego spodziewamy
się po ambasadzie RP w Kanadzie. O tym, jak ono jest ważne, niech za przykład
posłużą te mocne słowa pani Błasik.
Oświadczenie Ewy Błasik, wdowy po generale Andrzeju Błasiku,
ogłoszone w budynku Sejmu w dniu 13 stycznia 2011.
"Dzień dobry. Szanowni państwo, mój mąż, pierwszy pilot Rzeczpospolitej,
przygotowywał mnie, że nić jego życia może zostać przerwana w wyniku katastrofy
lotniczej. Raport MAK traktuję jako haniebną próbę szkalowania pamięci
mojego męża, generała Andrzej Błasika. Tezy MAK na temat roli mojego męża
są powtórzeniem propagandowego stanowiska władz rosyjskich, sformułowanego
już w godzinę po katastrofie, gdy w sposób oczywisty nie mogło być na ten
temat jakichkolwiek dowodów. W tym miejscu pragnę stanowczo podkreślić,
iż w dostępnym i znanym materiale dowodowym nie ma żadnej przesłanki wskazującej
na zawartość alkoholu we krwi mojego męża w chwili katastrofy. Nie ma również
dowodów, które potwierdziłyby, że mój mąż w jakikolwiek sposób wywierał
pośredni czy bezpośredni nacisk na pilotów.
Ten lot miał być dla męża wyjątkowy, miał tam również wypełnić
osobistą misję, przyjąć Komunię Świętą w intencji dziadka swojej bratowej,
żołnierza armii Hallera, policjanta zamordowanego w Twierdzy Twerskiej.
Dlatego ten wylot przeżywał tak podniośle. Dlatego osobiście meldował panu
prezydentowi o gotowości wylotu, i nie jest możliwe, aby spożywał alkohol.
Mój mąż, Andrzej Błasik, polski żołnierz, pilot, dowódca sił powietrznych,
całe swoje życie poświęcił służbie ojczyźnie. Był bardzo dobrym dowódcą,
szanowanym i podziwianym, w Polsce i w siłach NATO. Mój mąż był również,
a może przede wszystkim człowiekiem honoru. Dziś ten honor próbuje mu się
odebrać na oczach całego świata. Polski rząd powinien bronić godności oficerów,
w tym godności mojego męża. Szczególnie powinien ich bronić w sytuacji,
gdy oni sami tego uczynić nie mogą. Dlatego chcę stanowczo zaprotestować
przeciwko bierności rządu pana premiera Donalda Tuska. W sprawie tragedii
smoleńskiej zawiodły władze państwa polskiego. Liczę jednak, że nie zawiodą
Polacy, i będą do końca upominać się, by prawda o katastrofie smoleńskiej
została ujawniona. Dziękuję państwu za uwagę."
***
House of Commons
MP Władysław Lizoń
Szanowny Panie Pośle,
W związku z wizytą posła Antoniego Macierewicza i naukowców odbędzie
się prezentacja "UNANSWERED QUESTIONS - CRASH OF THE POLISH PRESIDENTIAL
PLANE TU-154M", na którą z serca całego zapraszam. To dzięki głosom Polonii
zdobył Pan pozycję MP, i będąc tak wysoko, może Pan zrobić dużo dla Polonii
i kraju naszego urodzenia - Polski.
Tuszę, że o tym ważnym dla Polonii spotkaniu powiadomi Pan swoich
kolegów-posłów, którzy, jak wiem, bardzo osobiście zareagowali na wieść
o tragicznej śmierci polskiego prezydenta śp. Lecha Kaczyńskiego, polskich
parlamentarzystów, oficerów NATO i innych, do jakiej doszło w katastrofie
nad Smoleńskiem. Niezwłocznie rząd Kanady ogłosił żałobę, flaga zawisła
na pół masztu, wyłożono księgę kondolencyjną, a premier Harper osobiście
złożył kondolencje na ręce Pana ambasadora.
Podczas wizyty senatora Borusewicza w Ottawie (8 V 2010), właśnie katastrofa
nad Smoleńskiem była jednym z temtów, tak w kanadyjskim parlamencie, jak
i na pamiętnym dla obu stron spotkaniu z Polonią ottawską, któremu i Pan
towarzyszył (zapis dźwiękowy znajduje się na stronie www.tnpolonia.com).
Rozumiem, że dzisiejsze spotkanie z ministrem Antonim Macierewiczem
i naukowcami będzie kontynuacją tematu, niejako dopełnieniem tamtej "senackiej
wizyty". Jestem przekonana, że dzięki Pana pomocy, kanadyjscy parlamentarzyści
będą mieli okazję dowiedzieć się czegoś więcej niż KŁAMSTW, jakie podały
za MAK (Międzypaństwowy Komitet Lotniczy) i ITAR-TASS (Informacyonnoje
Tielegrafnoje Agientstwo Rossiji-Tielegrafnoje Agientstwo Suwieriennych
Stran), nic nie rozumiejące kanadyjskie media, cytuję:
"Dziś o 10 czasu polskiego Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK)
ogłosił na konferencji prasowej w Moskwie raport końcowy ze śledztwa w
sprawie katastrofy smoleńskiej. Podstawową przyczyną - według MAK - była
błędna decyzja pilotów o próbnym podejściu do lądowania w Smoleńsku podjęta
pod psychiczną presją ważnych osób na pokładzie. Zwłaszcza dowódcy sił
powietrznych gen. Andrzeja Błasika, do końca obecnego w kabinie pilotów,
który był pod wpływem alkoholu".
Sam Pan musi przyznać, że w świetle ostatnich badań, ww. komunikat
brzmi jak stek bzdur, gdzie szargany jest mundur oficera NATO! Mam nadzieję,
że pomoże Pan w uświadomieniu Kanadyjskim Parlamentarzystom, że te rosyjskie
organizacje kontynuują propagandowe manipulacje w stylu tych, jakie w przeszłości
prowadziła Komisja Nikołaja Burdenki i TASS (Tielegrafnoje Agientstwo Sowietskogo
Sojuza).
Mam nadzieję, że nie złoży Pana groźna grypa ani nagły wyjazd w teren,
więc liczę na Pańską i kolegów posłów obecność i czynny udział w dyskusji.
Jolanta Szaniawska,
Ottawa 25 stycznia 2012
Member of Conservative Party of Canada - Ottawa/Vanier;
Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich;
Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy; Solidarni 2010 - Ottawa;
bloger www.blogomedia24.pl,
www.salon24.pl
GONIEC NR 4/2012
Doświadczenia z wakacji na Kubie
Witam, byliśmy całą rodziną na Kubie w hotelu Brisas Santa Lucia
od 5 do 12 stycznia. Z tego co wiem, to wszyscy goście na naszym "turnusie"
byli z Kanady, w tym może 20 procent Polaków. Poniżej jest moje "review"
tego hotelu po angielsku. Zamieściłem to na kilku stronach internetowych,
jak tripadvisor.com. Pomyślałem, że może chcielibyście coś o tym napisać?
Moje doświadczenie pokrywa się z tym, o czym często piszecie.
Islamu i judaizmu nie ruszą, ale na chrześcijan można pluć bezkarnie, bo
i tak nikt się nie poskarży...
Insulting entertainment, on stage profanation of the Holy Cross
and the sign of the Cross.
It was on Tuesday night around 9:30PM when the presenter announced
that the rest of the show is not for little kids, so my wife has took our
5 and 8 year olds to the room, with our 15 year old daughter decided to
join them. So only me and my 16 year old son stayed for the rest of the
show. Now I wish we didn't.... It started with one of the entertainers
coming out dressed up in brown rob, pretending to be a monk, holding a
Cross and a Holy Bible, then 3 other male entertainers came out dressed
up in white robes, holding inflated condoms below their bellies, and than
a female entertainer showed up and started dancing and singing around every
male: "Would you go to bed with me?". The one in brown robe would hit the
other males on a head with the Bible book and yelled: "In the name of the
Father the Son and the Holy Spirit!". I've been sitting in the front row
with my 16 year old son..... I could not take this any more and got
up and left. When I got to the back rows I decided to go back and ask them
to stop the show. I was so upset. I don't remember exactly what I said,
but I started pleading with the audience that if they were Christians,
they should get up and leave. There was one voice from the audience asking
me to leave so I did.
The next morning I went to the reception to complain. They've
apologized and said that they've had that show for 2 years now and nobody
complained. I could not believe it: nobody complained? I have just found
a review from February 2011 and someone was been disgusted by the same
show, so maybe people have complained, but Cubans would not care? Wednesday
night was our last night and I did not feel like going to entertainment
night, but our younger girls enjoyed dancing on the stage with the kids
club so reluctantly we all were sitting in the front row. When the little
kids were done the entertainment staff started improvising on stage. They
called for 4 women to volunteer on stage. At the same time one of the entertainer
ladies grabbed my 15 year old daughter by the hand and pulled her on stage.
I did not know what to expect, but decided to sit and wait. One of the
entertainers came up to me and told me not to worry that it's all going
to be fine. 3 other women volunteered my daughter didn't.... Entertainers
offered beer to all ladies on stage and tried to pressure my daughter to
have some, but she asked for water.... My daughter participated in their
fashion show and lip singing competitions; she is not very shy, but when
they came up with a 3rd competition. They've called for a "handsome" male
from the audience and asked the ladies to perform a lap dance for him.
I've seen 2 other ladies perform and this was so embarrassing and my daughter
was so embarrassed. I came up on stage and asked my girl to come with me...
Those other ladies were 10 -20 years older than my daughter.
That has been our first family vacation since 2003 so we were
determined to have a good time no matter what. We have received 2 joined
rooms with 2 beds each. It was not very comfortable, but we decided to
make it work and not complain. We did not complain about the urine smell
in the bathrooms (the smell was still there after the maid left). We did
not complain about the 2 big bugs that looked like cockroaches. The food
was not great, but we all found something we liked. The service is OK most
of the time, but there were waiters and bartenders there that would make
you feel like you were a pain in the butt even if you tipped them. I would
say we've spent at least $10 a day on tips. Maybe I should tip more, but
that's supposed to be an all inclusive resort. Also I don't like giving
tips for bad service.
Those last 2 nights have ruined my vacation. I've been insulted
and embarrassed.
I would not recommend this place to anyone, specially not to
Christians and not to families with young children.
Andrzej Sadecki
GONIEC NR 3/2012
(...)
GONIEC NR 2/2012
(...)
GONIEC NR 1/2012
W świątecznym wydaniu "Gońca" możemy znaleźć wiele interesujących
artykułów. Jednym z nich jest "Szukam pyłu twoich sandałów..." Krystyny
Starczak-Kozłowskiej. Uzupełnieniem do wspomnień pani Krystyny może być
korespondencja Marzenny Piaseckiej z Kazachstanu z lat 70. - Władysław
Dziemiańczuk.
Korespondencja Marzenny Piaseckiej z Kazachstanu
Jeden dzień w Karagandzie
Gdzie leży Karaganda, wiedziałam od najmłodszych lat, to przecież
w niej otrzymał nakaz osiedlenia się mój wuj, Marek Kolendo, gdy wyszedł
w 1954 roku z łagru w Spassku. Historia jego życia i pracy w obozach na
terenie Związku Radzieckiego wpływała na kształtowanie się mojego sposobu
myślenia nie tylko o tym kraju, ale i uzupełniała moją wiedzę o ludziach
go zamieszkujących. Toteż, gdy samolot, którym wraz z redakcyjnym kolegą
Zdzisławem Szubą lecieliśmy z Ałma Aty, wylądował na karagandzkim lotnisku,
poczułam, że rozpoczyna się bardzo ważny i istotny dla mnie etap naszej
podróży.
Rozpoczął się mocnym akcentem. Hala przylotowa zagubionego gdzieś
w stepie lotniska nie tylko była bardzo mała, ale na środku niej królowała
wielka kałuża, zdając się nie przeszkadzać nikomu, zwłaszcza służbom porządkowym.
Tuż za jej drzwiami rozpoczynał się step, po którym tej nocy hulał wiatr
z deszczem, a na nas nie czekał obiecany samochód. Toteż z wielką ulgą
po ponadgodzinnych próbach dostania się do miasta, odległego o dobrych
dwadzieścia kilometrów, wsiedliśmy do przygodnego samochodu, którego kierowca,
milcząc, zawiózł nas do hotelu nazywającego się "Kazachstan".
Tam następnego dnia spotkała się z nami pracownica Miejskiego
Komitetu Partii Umir, której zlecono opiekę nad nami. Nie była to rzecz
łatwa dla niej, jako że chcieliśmy przede wszystkim spotkać się z karagandzkimi
Polakami, którzy, jak się okazało, zamieszkują najbardziej zaniedbane rejony
miasta. Jadąc do Michajłowki, mogliśmy więc oglądać niskie, często rozwalające
się małe domki, do których prowadziły niewybrukowane ulice, o tej porze
tonące w błocie. Właśnie w Michajłowce znajdowały się szkoły, do których
uczęszczała młodzież polskiego pochodzenia. W jednej z nich, nr 64, wśród
470 uczniów było 64 Polaków i z niektórymi z nich mieliśmy spotkanie. W
pokoju nauczycielskim spotkało nas około dwadzieściorga dzieci. Od razu
stwierdziły, że po polsku mówić nie umieją, a niektóre z nich nawet nie
bardzo rozumieją mowę polską. Dopiero nieco później, gdy minęło onieśmielenie,
kilkoro dzieci zwróciło się do nas w języku swoich przodków. Wszyscy natomiast
stwierdzili, że chcieliby się uczyć języka polskiego i pojechać w odwiedziny
do Polski. Wszyscy też, na wyrywki, podawali swe adresy, gdy powiedziałam,
że przekażę je ich polskim rówieśnikom.
Podobnie wielkie zainteresowanie przyjazdem do Polski wykazywało
grono pedagogiczne, mimo że tylko jedna nauczycielka, Swieta Popaławska,
była polskiego pochodzenia. Mówiła, iż mimo dużego zainteresowania nauką
polskiego, w żadnej z karagandzkich szkół jej nie ma. Głównym powodem jest
brak nauczyciela. Ale nie tylko, bo książek też brakuje. Jak dotąd niewiele
jest czynionych starań, by tę sytuację zmienić. Wszyscy się natomiast zgadzają,
iż najlepszym wyjściem byłoby wysłanie przyszłego nauczyciela do Polski,
aby w krótkim czasie dobrze opanował nie tylko język, ale i historię oraz
zaznajomił się z kulturą polską.
Nasi rozmówcy wiedzieli, że jesteśmy wysłannikami katolickiego
dziennika. Gdy nieco bliżej przedstawiliśmy profil naszej gazety, okazało
się, że wielu z nich ma wierzące babki. Ofiarowane przez nas medaliki z
Matką Boską zostały przyjęte z zadowoleniem.
Pytamy o księdza Władysława Bukowińskiego, który aż do swej śmierci,
w grudniu 1974 roku, prowadził pracę duszpasterską wśród mieszkańców Karagandy.
O tak, to nazwisko nie było im obce, natomiast coś więcej o działalności
tego kapłana możemy usłyszeć od pani Poli Teśli z ulicy Parowozownej. W
jej domu ks. Bukowiński nie raz odprawiał Mszę św., wtedy gdy w Karagandzie
nie było kościoła i nabożeństwa były karalne.
Zmieniamy więc nasze plany i zamiast jechać na spotkanie z Polakiem,
dyrektorem jednego z przedsiębiorstw, jedziemy naszym mikrobusikiem w odległe
zakątki Michajłowki, ciesząc się, że samochód ten bez większych przeszkód
pokonuje wertepy. Pani Pola Teśla, która doczekała się już prawnuków, wita
nas piękną polszczyzną i zaprasza do schludnego i miłego domku. Mówi, że
w 1936 roku wraz z całą rodziną została wysiedlona z obwodu chmielnickiego
w okolice dzisiejszego Krasnoarmiejska, aby stamtąd w 1948 r. przybyć do
Karagandy. Jej dom jest jednym z nielicznych, gdzie cztery pokolenia władają
językiem polskim i zachowały wiarę w Boga. Jest z tego dumna i cieszy się,
gdy opowiada nam o niedawnej Pierwszej Komunii św. swego prawnuka. To dzięki
księdzu Bukowińskiemu, jak również i działającemu tu księdzu Kaszubie udało
jej się nie tylko wytrwać w wierze katolickiej, ale i wychować w niej całą
rodzinę. Mówi, że właśnie ta wiara, jak i modlitwa w języku ojczystym pozwoliły
jej przetrwać najcięższe czasy i zadecydowały o tym, że możemy rozmawiać
z nią po polsku. Niestety, jej rodzina stanowi raczej wyjątek na tle społeczności
karagandzkich Polaków. Większość ludzi ze średniego i najmłodszego pokolenia
nie włada językiem polskim, choć nieźle go rozumie. Jeszcze raz więc wraca
sprawa otwierania klas z lekcjami polskiego.
Nasza wizyta u pani Poli budzi zainteresowanie okolicznych mieszkańców
i za chwilę wokół nas cisną się kobiety. Niektóre z nich mówią, że po raz
pierwszy widzą "prawdziwych" Polaków z Polski. Dajemy im medaliki i różańce,
również i te poświęcone przez Ojca św. i otrzymane przez nas od spotkanego
na Mszy św. w Moskwie arcybiskupa Sodano, specjalnego wysłannika Papieża
na rozmowy z Michaiłem Gorbaczowem. Gdy dowiedział się, że udajemy się
do Polaków w Kazachstanie, dał nam dla nich czterdzieści takich różańców.
Są one przyjmowane z wielką wdzięcznością i łzami w oczach.
Dowiedziawszy się, że chcemy jechać na grób księdza Bukowińskiego,
jedna z kobiet, Rozalia Priserowa, ofiarowuje się służyć za przewodnika,
jako że żaden z naszych radzieckich towarzyszy nie wie, gdzie jest ten
cmentarz. Znów więc jedziemy starymi dzielnicami miasta, aby dotrzeć w
pobliże kopalni "Wertikalnaja", koło której znajduje się cmentarz. Wśród
grobów Rosjan, Niemców, Polaków, a także Ukraińców, w jednym ze środkowych
rzędów znajduje się mogiła ks. Bukowińskiego. Jest w dobrym stanie. Modlimy
się u grobu człowieka, którego nazwisko wielokrotnie spotykani w Kazachstanie
Polacy wymawiają z nabożeństwem. I o którym nie raz mówili, że zawdzięczają
mu zachowanie swej polskości, wiary, a także sił do życia. (...)
Materiał dostarczony przez
p. Władysława Dziemiańczuka
GONIEC NR 1/2012
List otwarty
Pan Jerzy Owsiak
Prezes Fundacji WOŚP
Szanowny Panie Prezesie! W Warszawie widać coraz więcej billboardów
reklamujących XX Finał WOŚP. Z doświadczenia wiem, że tych billboardów
będzie każdego dnia więcej i więcej, a za dwa tygodnie będzie Pan królem
mediów! To wielka szansa nie tylko na popularność, ale również na zrobienie
czegoś dobrego.
W tym roku celem zbiórki, jak przeczytałem na stronie WOŚP, jest
zakup najnowocześniejszych urządzeń dla ratowania życia wcześniaków i pomp
insulinowych dla kobiet ciężarnych z cukrzycą. Szlachetny cel. Pewnie pobije
Pan kolejny rekord. 60 milionów, a może i więcej.
Z podziwem patrzę na Pańskie osiągnięcia. Pomyślałem, że te imponujące
wyniki można jeszcze poprawić. W ubiegłym roku, jak poinformowała Rada
Ministrów, w Polsce dokonano 641 aborcji. Ofiarami 614 z nich były dzieci
podejrzane o to, że są chore. Wiele spośród nich to dzieci z zespołem Downa.
Takie dzieci można abortować do 24. tygodnia od poczęcia. Wiele wcześniaków
w tym wieku udaje się utrzymać przy życiu, a dzieci z zespołem Downa są
zabijane.Gdyby ktoś tak znany i szanowany jak Pan powiedział, że chorych
dzieci nie należy zabijać, ale trzeba się nimi zaopiekować, z pewnością
wiele spośród nich by ocalało. Gdyby ktoś tak komplementowany przez ludzi
władzy wezwał do zmiany nieludzkiego prawa pozwalającego na zabijanie chorych
dzieci, wielu polityków by posłuchało. Gdyby podobną sumę jak na
Przystanek Woodstock przekazał Pan na pomoc dla rodzin dzieci zagrożonych
aborcją, wiele spośród nich mogłoby cieszyć się życiem. Mam nadzieję, że
wśród ważnych zajęć związanych z kampanią promocyjną XX Finału WOŚP znajdzie
Pan chwilę na zastanowienie się nad losem mordowanych dzieci z zespołem
Downa.
Mariusz Dzierżawski
Fundacja Pro - prawo do życia mariusz@fundacjapro.org.pl
GONIEC NR 51/2011
Za chleb i wolność i nową Polskę
Janek Wiśniewski padł...
WOLNA I NIEPODLEGŁA?
A. Gwiazda zapytał, od kiedy Polska jest wolna i niepodległa...
Na to pytanie trudno odpowiedzieć.
Piszę te słowa w 30. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego i
przed 41. rocznicą masakry na Wybrzeżu. Stan wojenny cofnął Polskę w rozwoju,
około miliona Polaków zmusił do emigracji, pociągnął za sobą wiele ofiar
i przetrącił kręgosłup moralny narodowi polskiemu, a skutki tego bezprawnego
i barbarzyńskiego czynu Polska i Polacy odczuwają do dziś. Zbrodniarze
stanu wojennego są chronieni również za pieniądze ofiar-podatników i nigdy
nie zostali sprawiedliwie osądzeni.
Dla młodszego pokolenia wyjaśniam, że zacytowane powyżej słowa
to fragment piosenki o jednym z zabitych przez milicję w Gdańsku
41 lat temu. Dziś stawiam pytanie: czy warto było? Właściwą odpowiedzią
wydają się słowa innej piosenki śpiewanej przez Reginę Pisarek pt.
"Nie warto było". W 1981 roku, po 16 miesiącach względnej wolności Polacy
czekali z nadzieją na dialog, lecz zamiast oczekiwanego dialogu znów zabrał
glos towarzysz Mauzer (cyt. z wiersza "Do marynarzy" W. Majakowskiego).
Znów się polała polska krew za sprawą tego samego zdrajcy-agenta sowieckiego,
tow. gen. W. Jaruzelskiego. Całe swoje życie, od młodych lat służył odwiecznym
wrogom Polski. Dziś przeprasza za stan wojenny i zarazem mówi, że ponownie
zrobiłby to jeszcze raz, czyli popełniłby te same zbrodnie. Jaki więc mają
sens jego przeprosiny? Przez 30 lat swoją zbrodnię usprawiedliwiał wyższą
koniecznością, czyli dbaniem o sowieckie wpływy i obronę komunizmu. Takie
usprawiedliwienie brzmi tak samo fałszywie jak zapewnienia o nierozerwalnej
przyjaźni polsko-radzieckiej i zarazem szantażowanie Polaków, że ci wielcy
przyjaciele wejdą do Polski i zrobią wielkie bubu. Dziś, stojąc nad grobem,
albo nie chce, albo nie umie zrobić rachunku sumienia i podziękować narodowi
polskiemu za wielką wyrozumiałość i miłosierdzie. Ten zarozumiały
recydywista nie rokuje nadziei na poprawę, więc jego miejsce jest w więzieniu
lub w szpitalu psychiatrycznym. W1981 r. nie pytał ani o metrykę, ani o
stan zdrowia, tylko kazał zamykać do więzień lub obozów internowania, które
często były częścią więzienia. Aby świat kompletnie zwariował, potrzeba
jeszcze Pokojowej Nagrody Nobla dla W. Jaruzelskiego. Wtedy będzie Sodoma
i Gomora, bo wielu uwierzy, że zbrodnia popłaca. A swoją drogą, dlaczego
europejski Trybunał Sprawiedliwości nie ściga W. Jaruzelskiego?
Niech ta smutna rocznica będzie przestrogą dla nowych pokoleń,
do czego są zdolni ludzie, którzy dorwą się do władzy lub tę władzę sprawują
w czyimś imieniu i wymkną się spod kontroli narodu, który ich wybiera na
swoich reprezentantów. Niektórzy politycy uważają, że nie obowiązują ich
żadne normy moralne, etyczne, a często i prawne przez co są ponad prawem
i wyborcami - odgrodzeni murem immunitetu, który ich chroni przed odpowiedzialnością.
Z chwilą wyboru już się nie czują reprezentantami wyborców, lecz reprezentują
"państwo", czyli ogromną instytucję, która posiada wszelkie służby i środki
przymusu, aby wymuszać na wyborcach to co im odpowiada. Po wyborach
należą już do innego świata, odgrodzeni tajemnicami od tych, którzy przez
pomyłkę ich wybrali jako swoich reprezentantów. Godząc się na taki typ
uprawiania polityki, zakładamy sami sobie polityczny kaganiec, a koniec
krótkiej smyczy oddajemy w ręce dyktatorów politycznych, którzy w krótkim
czasie oferują nam piekło na ziemi. Immunitet jest parasolem ochronnym
i gwarancją bezkarności. Ci nasi reprezentanci zaraz po wyborach okopują
się na swoich pozycjach, łącząc się w kliki, grupy nacisku zwane lobbystami,
gangi mafijne i inne, często tajne organizacje, mimo że wybrało ich tylko
5 proc. głosujących. Podejmując walkę z komunizmem
w 1980 r., nie przypuszczałem, że po komunizmie przyjdzie jeszcze większa
katastrofa w postaci postkomunizmu i mieszanki socjalizmu z liberalizmem.
Nic dobrego nie może powstać, kiedy ubierze się komunistyczny umysł w socjalistyczny
lub liberalny garnitur. Ostatnio tuby propagandowe dużo mówią o wojnie
polsko-polskiej. Co to takiego? To tylko chwyt propagandowy, bo ci co sprzedają,
rozkradają i niszczą Polskę, nie powinni nazywać się Polakami. To walka
Polaków ze złoczyńcami. Wielu śpiewało tak jak ja: "Ojczyznę wolną racz
nam wrócić Panie...". Pan chyba nie dosłyszał naszego wołania lub
myśmy coś popsuli, bo mamy Polskę bardziej zniewoloną i podległą niż 50
lat temu. Czy będzie jeszcze szansa na polski rząd w Polsce? W październiku
odbyły się w Polsce wybory do Sejmu i Senatu. Można je krótko podsumować
słowami Greka Zorby, cyt. "Jaka piękna katastrofa". Ja nie wierzę w uczciwość
tych wyborów. Zastanawia mnie tajemnicza rola prywatnych firm, które
przeliczają głosy wyborców na mandaty, i cała ta obróbka aż do przekazania
wyników do PKW. Coraz więcej cudów przy urnach wyborczych. A to w Wałbrzychu
kupują głosy, a to znajdują karty do głosowania w bagażniku samochodu komendanta
policji, to ktoś dosypał 200 głosów do urny w Brukseli, to złapano szefa
komisji wyborczej na dostawianiu dodatkowych krzyżyków na kartach do głosowania
itd. Czyżby te wzorce importowano z zaprzyjaźnionej Rosji? Dziwne, że te
cuda są na korzyść partii rządzącej. Zapytałem znajomego, który wrócił
z Polski po wyborach, jak ocenia przekaz medialny w Polsce. Odpowiedź brzmiała:
Nic ci nie powiem, bo na usta cisną mi się tylko same przekleństwa. To,
co robią media, to esencja ludzkiej podłości. Więc ja też nie będę szerzej
komentował zachowań polskojęzycznych mediów. Sytuacja po wyborach jeszcze
bardziej się pogorszyła, bowiem ławka rezerwowych się wydłużyła i PO może
teraz zmieniać koalicjantów. Słyszałem, że rozmawiając o polskich wyborach,
Angela Merkel w rozmowie z Putinem użyła określenia "Wasz prezydent, nasz
Premier" i chyba stąd ten owczy pęd jednych na wschód, a drugich na zachód,
a PiS chce zachować tę samą polityczną odległość Warszawy od Moskwy i Berlina.
A więc tzw. polski rząd jest teraz na podwójnej smyczy, na której Moskwa
i Berlin trzymają polskojęzycznych polityków, którym przypadła rola w IV
rozbiorze Polski. Jeśli Angela Merkel z pomocą Zdradka Sikorskiego i D.
Tuska wprowadzi w życie słynny układ Ribbentrop-Mołotow (bis), to naprawi
błędy Adolfa i III wojna już nie będzie potrzebna... Wtedy posypią
się pokojowe nagrody za pracę zbiorową. Niedawno w Berlinie Zdradek Sikorski
zaczął naprawianie błędów R. Śmigłego i ministra Becka i wywiesił białą
flagę, proponując, aby Niemcy wzięli stery UE w swoje ręce. A ja naiwnie
myślałem, że to zuchwałe przemówienie to promocja jego nowej książki pt.
"Strefa zgermanizowana". Chyba już czas, aby Sikorski zajął się tym,
co potrafi; już dawno J. Piłsudski podpowiadał, czym tacy politycy
powinni się zajmować. Myślę, że również by się nadawał do zalesiania nieużytków
w okolicach Bydgoszczy, bo polityka jest ostatnią rzeczą, którą powinien
się zajmować.
Książę Konrad Mazowiecki dał zły przykład, sprowadzając Krzyżaków
do Polski. Pewnie nie pomyślał, że w przyszłości znajdzie naśladowców.
Na razie nadchodzi skromna pomoc z Zachodu w nowej wersji, czyli bojówki
lewackie. Polacy się niepotrzebnie przestraszyli, że Gestapo znów w Warszawie.
Przeciętnemu Polakowi trudno zrozumieć, że za zgodą rządu polskiego przyjeżdżają
do Polski lewackie bojówki z Niemiec i w centrum Warszawy biją zaskoczonych
Polaków, wybijając im polski patriotyzm z głowy.
Wyobraźmy sobie, że to Polacy z takim samym zamiarem znanym służbom
państwowym jadą do Niemiec lub do Rosji na obchody ich święta narodowego.
Po pierwsze, nie zostaliby wpuszczeni, a jeśliby im się udało wjechać,
to po takich występach jak w Warszawie wracaliby w zaspawanych trumnach
jak ci Polacy, którzy chcieli pokojowo upamiętnić kolejną rocznicę zbrodni
katyńskiej. Polska policja już się zachowuje jak Gestapo, ochraniając bandytów,
a bijąc polskich patriotów. Oglądałem w Internecie szczególny przypadek,
kiedy policyjny bandyta bez munduru napada na spokojnie idącego ulicą człowieka,
częstuje go pieprzem po oczach, a potem bije gdzie popadnie. Kiedy ofiara
pada na ziemię, kopie go po głowie policyjnym butem. Na tym nie koniec,
ofiara zostaje doprowadzona przed oblicze niezawisłego sądu i skazana za
napad na policjanta. Widocznie realna napaść na przechodnia przez policjanta
w cywilu jest bezkarna, natomiast wymyślony napad na policjanta to wyrok
skazujący. Mówiąc ironicznie, to sąd miał rację, że ofiara leżąca na ziemi
i mająca kontakt cielesny z oficerskim butem policyjnego bandyty mogła
poważnie uszkodzić policyjny but. Wg mnie, ten policjant w cywilu powinien
być sądzony za usiłowanie zabójstwa, ponieważ kopiąc bezbronną ofiarę po
głowie, mógł ją zabić, a to że jest policjantem, powinno zwielokrotnić
karę, bo jako policjant, ma stać na straży prawa, a nie zachowywać się
jak bandyta. Jestem ciekaw, co czuł sędzia po wydaniu wyroku i obejrzeniu
tego filmu?
Ten przypadek pokazuje oblicze obecnej władzy. Obawiam się, że
to nie koniec, lecz początek represji ze strony obecnego rządu. Ten rząd
musi udowodnić, że zasługuje na uznanie odwiecznych wrogów Polski. Temu
rządowi nie przeszkadza ani dyskryminacja Polaków w Niemczech, ani bratnie
rakiety towarzyszy rosyjskich wycelowane w Polskę. Celem D. Tuska jest
bardzo wysoki stołek w UE. Może to i lepiej, bo im wyższy stołek, tym boleśniejszy
upadek, a przy jego zdolnościach nieudacznika to on może i Polskę, i UE
rozwalić, bo jemu wszystko wychodzi na opak. W swoim pierwszym expose oferował
dużo miłości, a wyszło dużo nienawiści (zabójstwo posła PiS przez
byłego członka PO w Łodzi po napadzie szaleńca na biuro poselskie i katastrofa
samolotu z Prezydentem na pokładzie). Chciał do UE, a teraz się pcha do
Rzeszy, chciał do wolnej Polski, a oferuje zniewoloną itd. Były już posiedzenia
rządu polskiego w Berlinie i Tel Awiwie, teraz czas na Moskwę. Miejmy nadzieję,
że po posiedzeniu rządu w Moskwie ten rząd zagości tam na dłużej i oby
jak najdalej na wschód od polskiej granicy, aby go nie sięgnęły ręce polskich
"faszystów". Jeśli Polakom zależy na rozpadzie europejskiego kołchozu,
to powinni forsować kandydaturę D. Tuska na szefa UE. Ten rząd to najgorszy
rząd w historii Polski: w ciągu czterech lat zadłużył Polskę na ponad 300
mld zł. To chyba więcej niż wszystkie poprzednie rządy razem wzięte...
Teraz chce wspierać strefę euro, do której Polska nie należy. Pewnie pożyczy
od Włochów albo Greków, aby ich wesprzeć. Polska nie udźwignie długu zaciągniętego
przez ten rząd. Pytając konsula w Centrum Kultury
przed przystąpieniem Polski do UE: "Dokąd mamy wejść? Do Unii czy do Rzeszy?",
nie pomyślałem, że to kontrowersyjne wtedy pytanie stanie się tak szybko
aktualne. Nie przypuszczałem również, że powielając plakat zdjęty
ze słupa w latach 90., jego treść stanie się tak szybko rzeczywistością.
A było na nim napisane cyt. "Przechodniu! Powiedz swym dzieciom, że była
tu kiedyś Polska". Co jeszcze gorszego może spotkać moją Ojczyznę?
Czarne chmury nad Rzeczpospolitą się zbierają, a Margrabia nie
próżnuje. Obserwując zachowania i wypowiedzi czołowych polityków PO, odnoszę
wrażenie, że człowieczeństwo skończyło się w Polsce z chwilą powstania
PO. Prokuratura oddała najważniejsze śledztwo w historii, czyli śledztwo
smoleńskie, Rosjanom, a więc odpowiedzialnym za katastrofę wyglądającą
na zamach, a to co robi, to tylko pozorowanie śledztwa. Większość prokuratorów
zajmuje się ciąganiem po sądach ludzi z PiS-u i najczęściej w obawie przed
kompromitacja umarzają wymyślone śledztwa. Dzięki tym śledztwom
ogromna liczba ludzi ma dobrze płatne zajęcie, a rządzący zapewniony elektorat
kosztem podatnika. Na służbę zdrowia pieniędzy brakuje, ale tzw. aparat
sprawiedliwości ma ich pod dostatkiem. Afer korupcyjnych wystarczyłoby
dla całej Europy, ale broń Boże, aby ktoś spróbował je rozwiązać, bo to
może grozić śmiercią lub kalectwem. Nawet samobójstwo pod Kancelarią Premiera
nie ma wpływu na inne podejście do wszechobecnej korupcji. Na coraz większej
liczbie świadków lub osób posiadających wiedzę nt. przestępstw popełniane
są "samobójstwa". Zacieranie śladów przestępczej działalności to często
spotykane zajęcie. Obecnie Prokurator Generalny zajął się ochroną prawną
wigilijnego karpia. PO poprzez polskojęzyczne media wpoiła Polakom najpierw
znane hasło J. Owsiaka "Róbta co chceta", a potem ich bardzo
skutecznie postraszyła, że gdy do władzy dojdzie PiS, to ich rozliczy z
licznych afer i przekrętów. Jak dotąd ten straszak skutecznie działa,
a Polacy boją się praworządnego państwa. Rząd pokazał, gdzie ma polską
suwerenność, oddając śledztwo Rosjanom. Podzielili się rolami: jedni przetrzymują
lub niszczą dowody rzeczowe, a drudzy albo utrudniają śledztwo, albo wprowadzają
go w ślepą uliczkę. Polacy mogą się zmęczyć tą metodą prowadzonym śledztwem,
że w końcu zapomną o tej katastrofie. Mam jednak nadzieję, że prawda wyjdzie
na jaw mimo braku pomocy polskich sojuszników wywodzących się z lewactwa.
W polityce nie ma raczej przypadków , lecz zimna kalkulacja i plany na
wiele lat do przodu.
Wg mnie, ta katastrofa może mieć swój początek na sopockim molo
podczas spaceru dwóch premierów. To chyba oni dostali zlecenie na
Kaczyńskiego, mówiąc językiem półświatka. L. Kaczyński nie chciał więcej
kredytów, chronił bogactwa naturalne, no i sprzeciwił się napaści na Gruzję.
Tajemnicze milczenie oraz dziwne zachowania polityków wskazują na to, że
tzw. nasi sojusznicy dobrze wiedzą, co się stało w Smoleńsku i dlaczego.
Wojna Tuska z Prezydentem Kaczyńskim o samolot była propagandowym przygotowaniem
do katastrofy. Dlaczego teraz Premier nie walczy z Prezydentem o rosyjski
złom? Żaden nie chce wsiadać do latającej trumny.Tu-154M(ilitarny) spełnił
swoje zadanie, eliminując przeciwników politycznych Tuska, Komorowskiego
i Putina. Wina za tę katastrofę była wypisana na twarzach Tuska i Putina
w Smoleńsku w dniu katastrofy.
Ostatnio polska prokuratura zastosowała wykrywacz kłamstw wobec
człowieka, który zabrał kwiaty spod pomnika wdzięczności za zbrojną napaść
Rosji na Polskę. Dlaczego prokuratura nie stosuje tego urządzenia w śledztwie
smoleńskim w stosunku do Tuska, Komorowskiego, Sikorskiego, Arabskiego,
a zwłaszcza E. Kopacz? Nie mogę zrozumieć, dlaczego p. Seremet nie wydał
polecenia wyprowadzenia w kajdankach i postawienia przed sądem minister
E. Kopacz, kiedy to z mównicy sejmowej wprowadzała w błąd organa ścigania
i wszystkich Polaków, składając fałszywe zeznania nt. katastrofy w Smoleńsku.
Przecież to co zrobiła p. Kopacz, jest przestępstwem ściganym z urzędu!
Nie będę przytaczał w całości jej słów, bo chyba wszyscy znają te kłamstwa
o przeszukaniu na metr głęboko ziemi w miejscu katastrofy, robieniu sekcji
zwłok wspólnie z Rosjanami. To chyba za te brednie dostała awans na marszałka
Sejmu. Media i politycy przekazywali dziesiątki teorii spiskowych o tej
katastrofie i jak dotąd żadna z tych teorii nie ma potwierdzenia w rzeczywistości.
Pan Komorowski miał taki owczy pęd do Belwederu, że przejął obowiązki
prezydenta, zanim Prezydent został uznany za martwego. Okazał się również
wielkim wizjonerem, mówiąc, że Prezydent gdzieś poleci i nie wróci. To
urządzenie by się przydało, aby mu odświeżyć pamięć i wiedzę o katastrofie
w Smoleńsku. Pan Komorowski, ośmieszając polskich pilotów, twierdzi, że
mogą latać nawet na drzwiach od stodoły. Niech sobie zatrudni takiego Ikara,
a wtedy będzie mógł latać nawet do Smoleńska i o wiele taniej. Pan Komorowski
rozpoczął wojnę o krzyże przed Pałacem Prezydenckim, do którego bał się
wprowadzić, bo ponoć się boi duchów.
Teraz po nim pałeczkę przejął Palikot, który siedzi na ławce
rezerwowych do rządzącej koalicji. On ma załatwiać te sprawy, które są
niepopularne dla Tuska. On ma przejąć ster i stworzyć bardziej radykalną
lewicę, bo Miller nadaje się tylko do wynoszenia sztandarów. Wojna z religią
dopiero się zaczyna, bo Palikot dopiero się rozgrzewa. Jakaż to piękna
przyszłość czeka Polaków mieszkających w jednym z landów pod przywództwem
duetu PO-Lewica europejska. W katolickim kraju sikanie na krzyż jest bezkarne,
natomiast oddanie moczu na palmę kosztuje już 500 zł. Interesujący
cennik - prawda?... Ponownie cisną mi się na usta słowa A.
Michnika, których należy użyć pod adresem ateistycznej wojującej lewicy,
cyt. "Odpie...się od..." katolików i ich wiary, bo to nie wasz interes
i nie macie o niej zielonego pojęcia. Kiedy przyjdzie trwoga, to ze strachu
wypełnicie te puste dusze wiarą w Boga, tak jak to zrobił W. Jaruzelski.
Widziałem zdjęcie zrobione w szpitalu, gdzie wyraźnie widać obrazek Matki
Boskiej zatknięty nad łóżkiem tow. Wojciecha podczas odwiedzin L.
Wałęsy.
Wracając jeszcze do ostatnich wyborów, to pragnę poinformować,
że Polonia w Ameryce (Toronto ponad 70 proc. na PiS, a Chicago 80 proc.)
głosowała na Polskę, a rodacy w kraju na spółdzielnię Grabarczyka lub na
stajnię Schetyny. A gdzie Polska? Konflikt Tuska ze Schetyną pokazuje,
o co chodzi w polskiej polityce. Chodzi wyłącznie o wpływy i chyba tu nie
chodzi
o polskie wpływy. Palikot z Pawlakiem i Napieralskim potknęli się
o próg wyborczy i wpadli do Sejmu, osiągając około 10 proc. przy
frekwencji 49 proc., to trzy razy mniej niż PiS, który jest odstawiony
na boczny tor, a nowy-stary koalicjant służący do głosowania zgodnie z
interesem Platformy niby współrządzi. W. Pawlak to wypróbowany polityk,
który zdał egzamin przy i po obaleniu rządu J. Olszewskiego. Załapuje się
do każdej koalicji, która szkodzi Polsce. Przyłączam się do apeli Pani
Krawczyńskiej i wołam o przebudzenie. Temu przebudzeniu może pomóc grono
wybitnych hakerów komputerowych, aby pokazać prawdę o Polsce podległej.
Swój list zakończę słowami Bertolda Brechta: " Ten kto walczy
może przegrać, ten co zaniechał walki już przegrał", a od siebie dodam,
że ci co nie podejmują walki, korzystają tylko z tego co wywalczą inni.
I tego właśnie życzę swoim rodakom na te Święta Bożego Narodzenia i Nowy
2012 rok. Oby tych walczących o Polskę było jak najwięcej, a tych przegranych
jak najmniej. Niech Boża Dziecina ma nasze Rodziny i naszą Ojczyznę w swojej
opiece, aby Boża pomoc nadchodziła w chwilach trudnych dla nas i dla Polski.
Życzę wszystkim zdrowych i błogosławionych Świąt.
Stanisław Pietras
Burlington
GONIEC NR 50/2011
Postępowy komunizm
Słyszał ktoś taką obłudę - taka taktyka, słowa nie znaczą nic.
Po "wyzwoleniu", w 1948 znacjonalizowali komuniści sklep i masarnię mojego
dziadka. Jako dziecko w latach 50. często do tego sklepu zaglądałem, sklep
się podobno nie zmienił, wszystko działało siłą rozpędu, ale masarnię zdewastowano
całkowicie. Wielokrotnie z zainteresowaniem obserwowałem, gdy klientka
wybrała sobie kawałek mięsa i poprosiła o zmielenie - takie zwyczaje i
kultura z poprzedniego "tragicznego" dla Polaków okresu, teraz idziemy
właśnie z tym "postempem" i mięsa nie trzeba mielić, dostępne jest coś
już zmielone i musimy być zadowoleni. Smacznego.
Wisła w tym okresie była spławna, pływały barki, piaskarki i
statki o partyjnych nazwach, np. "Marchlewski", ale po latach postępowego
komunizmu, Wisła służy jedynie powodziami, sporadycznie zagości kajak .
No, ale kiedyś nie było telewizji i pociągi kursowały bardzo regularnie.
Ostatnio pokazały się jakieś malutkie wycieczkowce.
Kilka lat temu zrezygnowałem z TV, szukam starych wydawnictw
historycznych, społecznych, filozoficznych i czytam, konfrontuję i wyciągam
wnioski, dlatego wiem, że nie ma ludzi nieomylnych, Dmowski i Piłsudski
też się mylili. Dlatego trzeba czytać i poznawać historię z bardzo różnych
źródeł, unikając komunistycznej propagandy, co łatwe nie jest. Bardzo łatwo
spostrzec, zresztą w ogóle się z tym nie kryją, że główni komisarze i przywódcy
UE byli i są komunistami lub lewakami różnej maści... wielu uznaje to za
zasługę, taki "postępowy" komunizm jest promowany w UE, na szczęście nie
we wszystkich krajach Europy tolerowany.
Żakowski wyrasta na czołowego ideologa "nowej lewicy", czyli
nowoczesnej i postępowej, takiej co to sprowadza niemiecką żulię do rozbijania
rocznicowego Marszu Niepodległości, a "antykomunista" Sikorski próbuje
umocować Polskę w UE jako rejon geograficzny... Ot, takie mają hobby, plan
działania, ale choć nigdy nie widziałem wszy, to właśnie tak wyobrażam
sobie ich wysyp.
Któregoś dnia w polonijnym radiu usłyszałem, że Kukliński jest
kontrowersyjny, oczywiście rozumiem, że dla wielu komunistyczni generałowie
w rodzaju Kiszczaka lub Jaruzelskiego kontrowersyjni nie są - znam takich.
Powstanie Warszawskie i zatrzymanie komunistycznej ofensywy na Wiśle było
inspirowane taktyką mającą doprowadzić do wyniszczenia wrogów. Dla komunistów
Polacy i Niemcy byli tylko wrogami stojącymi na drodze do zwycięstwa ich
ideologii. Góra AK na tej samej zasadzie współpracowała z komunistami jako
z walczącymi z tym samym wrogiem; Armia Czerwona była sojusznikiem w walce
z Niemcami, życie stwarza problemy bardzo ciekawe, z których wybrnięcie
bywa w danym momencie wielkim problemem i dopiero historia pozwala na rewizję
postaw.
Trwają rozmowy z rządem, Ministerstwem Obrony, w sprawie odszkodowań
dla rodzin polskich żołnierzy, którzy zginęli na "misjach". W tym momencie
warto by było dowiedzieć się, czy rodziny zabitych przez komunistyczne
służby w Poznaniu, stoczniowców i górników dostały kiedykolwiek rekompensaty
lub jakąkolwiek pomoc, a może rodzinom wrogów nic się nie należało... (???).
Oczywiście, w moich opiniach mogę się mylić, ale na dzień dzisiejszy takie
jest moje zdanie.
Janusz Sierzputowski
Cambridge, 4 grudnia 2011
PS W taki sposób jak w Islandii, w Polsce nie da rady, społeczeństwo
cywilizacyjnie jest bardzo różne, a propaganda przez lata wypracowała metody,
prędzej udałby się powstańczy zryw, ale daj Boże, abym się mylił. XX lat
Radia Maryja, warto o tym wiedzieć i pamiętać, wspaniała rocznica.
Wesołych, Zdrowych i Spokojnych Świąt Bożego Narodzenia.
GONIEC NR 49/2011
Panie Andrzeju!
Dzisiaj ósme urodziny mojej córki Vanessy. Trzeba przyznać, że
będzie mi trudno doczekać po niej wnuków. "Konkurujemy" tutaj z Olem Pruszyńskim,
dawno, dawno temu towarzyszem dziecinnych zabaw, którego też opatrzność
obdarzyła wianuszkiem małych pociech.
W liście do "Gońca" skrytykowałem Pana za używanie "fizjologicznych"
ekspresji, jednocześnie zaznaczając, jakim to ja jest z wyższych klas społecznych
- a w domyśle jaki to Pan chłopski syn. Ot, tak odbiło mi się feudalizmem.
Za to bardzo przepraszam, chociaż Bogiem a prawdą nie ma za co. Naprawdę
uważam, że ludowe pochodzenie wcale nie jest gorsze od szlacheckiego. Polska
miała chyba najwyższy procent populacji herbowych w stosunku do reszty
obywateli (ca 12%). Niedoludniona Rzeczpospolita przyjęła dużą liczbę imigrantów
z zachodniej Europy, ludzi, którzy mogli wnieść dużo do kultury i gospodarki
kraju, jednak zduszeni zostali przez szlachtę pańszczyzną, systemem feudalnym.
To także dotknęło mieszczan, choć w mniejszym stopniu (głównie Niemcy trzymali
się twardo!). Nasz "lud" to trochę - paradoksalnie - też niemieckiego,
hugenockiego pochodzenia. Prześladowania religijne, ziemia do wzięcia,
ściągały imigrantów. Ile jest np. wsi Holendry - o nazwie wskazującej,
skąd przybyli osiedleńcy.
Szlachta natomiast była rdzennie polska. "Rasowo" to Celtowie
(którzy kiedyś zasiedlali Europę) pomieszani ze Słowianami napływającymi
ze wschodu. Nie powinno się przyklejać etykietek, ale brać celtycka to
warchoły, pijacy, niepotrafiący się jakoś karnie organizować wspólnie.
Dlatego w Polsce zostali kulturowo zdominowani przez Słowian, w Niemczech
przez twardych Germanów, a we Francji, Hiszpanii zlatynizowali się. Byli
zresztą tam już mieszanką ludów śródziemnomorskich, w Anglii zostali opanowani
przez germańskich Anglo-Saksonów. Prawie czysto celtycka została właściwie
tylko Irlandia.
Niestety dla naszej Ojczyzny, szarogęsiła się szlachta - rasowo
Celtowie, która zaprzepaściła szanse stworzenia silnej Polski. A przecież
byliśmy i w Moskwie, i pod Wiedniem. Ale warcholstwo, zazdrość, zawiść
i kłótliwość zwyciężyła. Rodziców się nie wybiera. Mnie się przytrafiło
urodzić akurat w majątku ziemskim. Mój dziadek używał jeszcze tytułu hrabiego.
Ojciec nigdy. Chodziłem do wiejskiej szkoły. Koledzy to dzieci fornali,
stangretów, oborowych, którzy pracowali w majątku dla mojej rodziny. Tak
czy inaczej mogłem porozmawiać i porównywać dwa światy: domowy i szkolny
- bardzo różne od siebie. Byłem też specjalnie traktowany przez nauczycieli
(rodzice na wywiadówki oczywiście nie chodzili, to nauczyciele przychodzili
do dworu) i także przez kolegów. Młody mózg jest miękki: czym skorupka
za młodu nasiąknie... Kiedy mózg stwardniał, już utrwaliło się we mnie
przekonanie, że jestem najlepszy. Kiedy wybuchła Polska Ludowa, popędzili
nas z majątku. Stalinizm zaczął szczerzyć zęby, rodzina orzekła, że na
studia się z powodu pochodzenia nie dostanę, trzeba zdobyć zawód. Wuj uczył
w technikum rolniczym i tam mnie posłano. Znowu między chłopskie dzieci
w środowisko, które doskonale znałem z podstawówki. Trafiłem na kolegów
- typowych Lepperów, Wałęsów. Słoma im jeszcze trochę z butów wychodziła,
ale pięli się w górę. Zdolni byli i zahamowań, aby służyć reżimowi, nie
mieli. Wszak PRL ich wyzwolił Mieli rację. A ja znów byłem najlepszy, bo
po prostu jako jedyny miałem w domu encyklopedię. Znając tematy lekcji,
mogłem się przygotować dzień naprzód i popisywać, co lubiłem. Skąd ty to
wiesz? Otwierali buzie, czasem nauczyciele też. Notabene wujek uczył angielskiego,
który z tych wszystkich nauk najbardziej mi się przydał! Rodzice nauczyli
mnie po francusku. Nikt mi nie może zarzucić, że mentalności chłopskiej
(jest taka, jest!) nie znam. Lepiej niż oni sami, bo z boku widać wyraźniej.
Uważam, że PRL przeorał polskie społeczeństwo. Dał szanse
tym, którzy ich przedtem nie mieli. Na studia się dostałem, chociaż punktów
za pochodzenie nie miałem jak koledzy, a na jedno miejsce było 5 - 7 kandydatów.
Uważam, że było to wtedy słuszne. Uważam też, że każde polskie dziecko
obecnie powinno mieć równe szanse na starcie. Na szczęście w dobie powszechnych
komputerów niepotrzebne są już encyklopedie czy wyjaśnienia edukowanych
rodziców. I tak być powinno.
Niestety, jest jeszcze mentalność. Syn inżyniera "musi" iść na
studia. Syn ślusarza - niekoniecznie. Teraz obaj mogą.
Niestety, ta celtycka krew w Polakach ciągle buzuje. Te spory,
te podziały, te drobne nienawiści, podgryzanie się zamiast współpracy.
Tego się nie wypleni. Ale wbrew "linii" "Gońca", który czy raczej która
sugeruje, że Polska ginie, że zjedzą nas Niemcy, Ruskie czy Żydy, ja twierdzę
i jestem głęboko przekonany, że nasza Ojczyzna nie zginie. 40 milionów
ludzi! Przecież Basków, Kurdów jest tylko parę milionów. Od wieków są duszeni
przez Hiszpanów, Turków, Irakijczyków i co? Trzeba by wszystkich wymordować.
Ale to nie te czasy. Hitler próbował z Żydami i też poniósł klęskę, a starozakonni
są teraz mocniejsi niż przedtem. Polski nie da się zniszczyć.
I jeszcze jedno. Nasza polska mowa (trudno, piękna nie jest)
jest bardzo skomplikowana. Chyba nikt, kto nie nauczył się w dzieciństwie
poprawnie wyrażać, nie chwyci tego w dorosłym już wieku. Coś jak z angielskim
akcentem. Dlatego po paru zdaniach z rodakiem mogę poznać pochodzenie interlokutora.
Nawet dostojny (i coraz grubszy) redaktor polskiej sobotniej audycji powiedział
kiedyś: "ten muzułman". O tu cię mam! Muzułmanin kolego, muzułmanin! Kindersztuba.
Pracowałem we Wrocławiu w administracji na nawet dość wysokim
stanowisku jako bezpartyjny. Mój znajomy, były ziemianin, wdrapał się wysoko
jako ZSL-owiec (bo i ta przybudówka partii dostawała czasem kawałek tortu,
zaproponował mi przeniesienie się do stolicy. Warszawa wtedy (i obecnie
też) lepiej płaciła, a w administracji to był duży awans. Dostałem piękne
mieszkanie z puli ministerialnej i "skoczyłem w górę". Mój wrocławski szef,
żegnając mnie, powiedział półżartobliwie słowa, które zapamiętałem: "Są
w Polsce dwie grupy ludzi, popierające się - to Żydzi i arystokracja. Bo
reszta to się tylko ze sobą żre". Przedtem o tym nie myślałem, ale odtąd
zacząłem się rozglądać wokół i stwierdzam, że to święta racja. Szkoda,
że tak jest, ale to prawda. I tak jak Żydzi rozpoznają się natychmiast
(po nosach?), tak my z "błękitną krwią" po paru zdaniach już się wyczuwamy
i odzywa się klasowa solidarność, sympatia, przyjaźń.
To, co piszę, chyba dotyczy ubiegłego wieku. Teraz wszystko się
równa, liczą się pieniądze, moda. Ale tak było w latach mojej młodości.
Lucky me! Tak było, kiedy zawitałem w Montrealu.
Na zakończenie pochwała "Gońca". Tak trzymać. Ciekawa jest "Trybuna
Czytelników". Ale redakcjo - uszy do góry! Polska jest, była i będzie,
eurolewacy jej nie zmogą.
Jan Ostoja
Toronto, 21 listopada 2011
Od redakcji: Jako osoba pochodząca z ziem, gdzie ślady osadnictwa
celtyckiego sięgają 7 tys. lat, powiem Panu, że to może nie Polska ginie,
lecz niepodległe państwo polskie - a ponieważ już raz nam "zginęło", to
tym razem jest obawa, że może nam zginąć na amen. Dlatego oszczędźmy
sobie czczej gadaniny i rozmawiajmy o sprawach ważnych. (ak)
GONIEC NR 48/2011
Expose - pytania - arogancja
W pierwszym dniu posiedzenia Sejmu nowej kadencji, został zaprzysiężony
staro-nowy rząd D. Tuska. Następnie premier wygłosił expose, które już
nie było trzygodzinnym ględzeniem jak cztery lata temu, ale też nie wniosło
nic nowego, a powinno stanowić ocenę jakości życia obywateli, tzn. bilans
zamknięcia czterech lat sprawowania rządu i bilans otwarcia, z prognozą
na następne cztery lata. Nic takiego nie było, Tusk ograniczył się tylko
do podania kilku zmian i nie było już kokieterią, a zapowiedzią cięć, oszczędności
i głębokiego kryzysu, a nie wizji "zielonej wyspy" z 300 miliardami złotych
z UE. Nie powiedział wprost, że Polska ma największy deficyt ze wszystkich
krajów tej części Europy. W dalszym ciągu tak ważne sprawy są przed społeczeństwem
ukrywane.
Jednym słowem, było to expose niekompetencji i frustracji, było
teatrem jednego aktora, pozbawionego wizji i planów dot. ratowania państwa,
tworzenia miejsc pracy, a to stanowi podstawy do rozwoju kraju. Służba
zdrowia, kultura, nauka, infrastruktura, demografia zostały pominięte i
dlatego spowodowały tak wielkie rozgoryczenie wśród posłów opozycji parlamentarnej.
Gdy rozpoczęła się debata sejmowa, Tusk został zasypany ogromem pytań,
do których nie był w stanie ustosunkować się, bowiem rząd przez półtora
miesiąca od dnia wyborów nie przygotował żadnych ustaw, gotowych do dyskusji
i realizacji. Premier był bardzo arogancki i chyba chciał zastraszyć pytających,
nie licząc się także z wyborcami, bowiem posłowie nie walczą o swoje osobiste
sprawy, lecz reprezentują interesy wyborców. Po takim absurdzie wypowiedzi
i zachowania Tuska, cała opozycja parlamentarna zapowiedziała, iż nie udzieli
wotum zaufania staro-nowemu rządowi, i słusznie. W dniu następnym, mimo
wielu ukłonów staro-nowej koalicji w stronę poszczególnych partii opozycyjnych,
tego zaufania nie otrzymali. Ponieważ PO-PSL i tak posiadają większość,
więc zaufania udzielą sobie same i będą rządzić.
Mimo że sytuacja wymaga natychmiastowych działań rządu, poszczególni
ministrowie zapoznają się dopiero z tym, z czym mają się zmierzyć, bowiem
wśród tych ministrów jest dużo osób nieprzygotowanych do pełnienia zadań
w resorcie, a więc teraz będą się uczyć, tak jak posłowie Palikota, a więc
trzeba zabrać biednym ludziom, aby mieć pieniądze na wysokie pensje sejmowych
i ministerialnych studentów, czy to nie jest śmiechu warte i nie woła o
pomstę do nieba?
W każdym bądź razie skończyła się "polityka miłości" Tuska, na
którą po raz kolejny dali się nabrać nasi Rodacy. Chciałoby się powiedzieć:
macie to, czego chcieliście. Jest młoda i ładna minister sportu, a jest
nim dlatego, że lubi sportowe samochody. Jest też minister sprawiedliwości,
którego atutem są sprawiedliwe niektóre oceny swojego szefa rządu. Minister
infrastruktury, też młody i bardzo medialny, fachowiec od wizerunku, a
ministrem zdrowia został dezerter z SLD, który za tę dezercję otrzymał
13 miesięcy temu tekę ministra ds. wykluczeń, za co pobierał wysokie, ministerialne
uposażenie i Tusk wtedy jeszcze nie oszczędzał, bo to było przed wyborami.
Niesiołowski z PO powiedział tym razem prawdę, "gdyby premier powiedział
to przed wyborami, to mógłby wyborów nie wygrać" - czy to nie jest plucie
w twarz wyborcom?
Polska staje się jedną wielką wydmuszką, pozbawioną wszystkiego
co ludzkie i co polskie, pozbawioną zasad etycznych, moralnych, patriotycznych
itp. Dowodem tego jest wybór Palikota i jego cudaków, którzy za pierwszy
cel postawili walkę z Kościołem, religią, symbolami religijnymi, zerwanie
konkordatu ze Stolicą Apostolską. Ponadto refundowanie in vitro, aborcji
na życzenie, legalne związki ludzi tej samej płci, legalne narkotyki, darmowe
środki antykoncepcyjne i darmowe przeszczepy transpłciowe. Palikot powiedział,
że tam gdzie będzie trzeba, gdy zawiedzie koalicjant, jego ludzie poprą
rząd Tuska, ale "nie za darmo", tylko za przyjęcie ww. uchwał palikociarni.
Teraz będzie test dla Tuska, zobaczymy, czy to będzie "mąż stanu", czy
zdrajca interesów własnego kraju.
Jolanta Krawczyńska
GONIEC NR 47/2011
***
Panie Redaktorze Kumor, dziękuję za zamieszczenie informacji
o obchodach Święta Niepodległości w Mississaudze. Co do Pańskiego komentarza
na temat obchodów, to mam mieszane uczucia. Wizja jest mi bliska, też marzę
o takim święcie godnym, zorganizowanym z rozmachem, oferującym strawę dla
ducha i ciała jednocześnie, a ponadto miłym sercu każdego Polaka czy polonusa.
Niestety, nie zauważyłem w Pańskiej wizji bardziej szczegółowych
porad, kto konkretnie miałby to zrobić i skąd wziąć fundusze na tak wielkie
przedsięwzięcie. Panie redaktorze, inne nacje wspierane są hojnie przez
etniczne biznesy i poszczególnych członków etnicznej społeczności.
Niestety, nie mamy nadmiaru ludzi zaangażowanych w pracę na rzecz
Polonii ani wspierających polonijne przedsięwzięcia finansowo. Nie pomagają
w tym polonijne media, może za wyjątkiem programów telewizyjnych. Chociaż
mam wiele szacunku dla Panów redaktorów Gońca za to, że Wasze łamy są otwarte
na bezpłatne ogłoszenia czy przesłane informacje na tematy z życia grup
polonijnych, to jednak czuję pewien niedosyt. Wyczuwam dystans i ignorowanie
poczynań KPK przez polonijne media, w tym Pański tygodnik. Wiem, zapewne
Pan powie przyślijcie, a ja wydrukuję, wiem, że nie zatrudniacie gromady
reporterów, ale przed napisaniem drobnej złośliwości na temat Kongresu,
można zadzwonić czy wysłać e-maila z zapytaniem o szczegóły. W podobny
sposób można poprosić o wywiad czy wypowiedź chociażby Prezes ZG KPK, zapytać
o strategię, plany na przyszłość i bieżące trudności. Kontakt, strona internetowa
KPK. Dał Pan wielokrotnie dowód, że dobro Polski i Polonii leży Panu na
sercu, ale nie zauważył Pan Dorocznego Zjazdu KPK.
Panie Redaktorze, być może zapomniał ktoś Pana o tym powiadomić,
ale trzeba pamiętać też, że wszyscy zaangażowani w prace Kongresu robią
to społecznie, bez wynagrodzenia, w tak zwanym czasie wolnym od pracy.
Dojeżdżają na własny koszt i ze swoich pieniędzy płacą za posiłki. Dostrzeganie
ich zaangażowania i jeśli na to zasłużą ciepłe słowa być może przyciągną
innych chcących coś czynić dla naszego wspólnego dobra. Zależy mi bardzo
na dobrym globalnym wizerunku Polonii w Kanadzie i nie tylko, w miarę swoich
możliwości ja i moja cała rodzina staramy się coś dobrego robić w
tym zakresie. Proszę mi wierzyć, robimy to z potrzeby serca, wszyscy mniej
lub bardziej formalnie wspieramy Związek Harcerstwa Polskiego poza granicami
Kraju. Organizacja ta promocję i reklamę stawia na dalszym miejscu, nie
stawia sobie za cel wyselekcjonowania: najpiękniejszych, najszybszych,
najzdolniejszych, najmądrzejszych, najlepszych, ale stwarza warunki, by
każda harcerka i harcerz, działając w sformalizowanych grupach przyjaciół
mogli udoskonalać siebie i może, zabrzmi to banalnie, czynić dobro, zauważać
i pomagać słabszym i potrzebującym.
Kilka razy w roku - w tym też z okazji Święta Niepodległości
- jeżdżą do domów seniora, by wspólnie z mieszkańcami śpiewać, recytować
i opowiadać im o swoich przygodach. Zwykle cieszą się na tę okoliczność
seniorzy, a także nasza harcerska młodzież. Piszę o tym dlatego, by wyjaśnić
Panu, że organizując obchody świąt narodowych w Mississaudze (takiej małej
wsi, w której żyje ponad 700.000 mieszkańców, w tym około 80.000 osób o
polskich korzeniach), posiadającej autonomiczny Okręg KPK, organizacje
należące do tegoż Okręgu w pierwszej kolejności myślały o tym, by tymi
świętami mogli cieszyć się parafianie św. Maksymiliana Kolbe, dzieci, młodzież
i ludzie starsi, dla których forsowny przemarsz, nie mówiąc już o dotarciu
do Toronto, jest ponad ich siły.
W tych naszych obchodach w Mississaudze prawie wszyscy są organizatorami
i uczestnikami, być może dlatego z roku na rok przybywa więcej osób. Wspólnie
śpiewamy, składamy wieńce, a naszym pierwszym i najważniejszym celem jest
oddanie hołdu i przypomnienie dobrych przykładów życia naszych przodków.
Staramy się nie wygłaszać przemówień (w tym roku cytowaliśmy słowa błogosławionego
Jana Pawła II, które są ciągle aktualne i tworzą wspaniały drogowskaz naszego
życia) i stwarzać atmosferę ciepła i wspólnoty. Natomiast z tonu Pańskiego
komentarza przebija idea poszukiwania statystów, żeby dobrze wypaść na
"zdjęciu". W Toronto mieszka tyle osób polskiego pochodzenia, że to wręcz
nieprzyzwoitość sugerować poczucie winy za coś, moim zdaniem, pozytywnego
czynionego przez mieszkańców Mississaugi.
Mało tego, gdyby Pan Redaktor pokusił się o dokładniejsze przyjrzenie
się uczestnikom uroczystości w Toronto, to zdziwiłby się Pan, jak wiele
z tych osób mieszka w Mississaudze. Przyczyn małego zainteresowania należy
szukać gdzie indziej i stawiać bardziej sensowne diagnozy. Moim zdaniem,
każda parafia, każda polska szkoła, każda polonijna organizacja powinna
na swój sposób celebrować święta narodowe. Być może podniesienie flagi
i przemarsz to przyjeżdżającym z daleka zbyt mało, może warto pokusić się
o imprezy towarzyszące. Mississauga to moje miasto, tutaj pracuję, modlę
się w moim kościele św. Maksymiliana Kolbe, moje dzieci chodzą do szkoły,
uczestniczymy tutaj w życiu Polonii i nie tylko, tutaj gram w tenisa, tutaj
objechałem z mymi dziećmi niemal każdy zakątek na rowerach, tutaj spędzam
czas z moją rodziną, tutaj mam przyjaciół. W miejscu mi bliskim i w gronie
wielu bliskich mi osób, z potrzeby serca uczestniczę w uroczystościach
związanych z kościołem, Polonią, Polską i Kanadą. Proszę nie wywoźcie mnie
do Toronto, a wtedy od czasu do czasu pojadę tam z przyjemnością z własnej
woli.
Nie przepadam za polemiką - tym niemniej tak się składa, że te
moim zdaniem krzywdzące sugestie pojawiają się cyklicznie i, mam nadzieję,
wynikają z niedoinformowania bez złej woli. Na pewno nie sprzyjają one
tworzeniu dobrej atmosfery wobec KPK i organizacji polonijnych. Mam nadzieję,
że przynajmniej niektóre argumenty uzna Pan za sensowne.
Jeszcze dołączę pozdrowienia i cytat z błogosławionego Jana Pawła
II.
Henryk Gadomski
***
Dzisiaj obchodzimy 93. rocznicę odzyskania niepodległości - początku
II Rzeczypospolitej. Dziękujmy Bogu, że możemy tu w Kanadzie czynić to
w radosnym majestacie i spokoju. Chciałbym zacytować słowa błogosławionego
Jana Pawła II wypowiedziane13 lat temu, nie straciły one nic ze swojej
aktualności.
"Podpisane w dniu 11 listopada zawieszenie broni przyniosło naszemu
narodowi od dawna oczekiwane wyzwolenie spod zaborów. Ten akt dziejowej
sprawiedliwości nie był tylko skutkiem sprzyjającej sytuacji politycznej
w ówczesnej Europie, był to nade wszystko owoc wytrwałego zmagania całego
narodu o zachowanie tożsamości i duchowej wolności.
Wielu synów Polski poświęcało tej sprawie swoje talenty, siły i wytężoną
pracę. Liczni spośród nich ponosili trudy emigracji przymusowej. Wielu
w końcu zapłaciło za wolność Ojczyzny najwyższą cenę, przelewając krew
i oddając życie w kolejnych powstaniach, na różnych frontach wojennych.
Wszystkie te wysiłki ojcowie nasi opierali na nadziei, płynącej
z głębokiej wiary w pomoc Boga, który jest Panem dziejów ludzi i narodów.
Ta wiara była oparciem również wtedy, gdy po odzyskaniu niepodległości
trzeba było szukać jedności pomimo różnic, aby wspólnymi siłami odbudowywać
kraj i bronić jego granic.
Niestety, II wojna przerwała dobre dzieło, pozostał jednak posiew
wolności, który z Bożej Opatrzności owocuje w naszych czasach.
Wraz z całym narodem polskim dziękuję dziś dobremu Bogu za ten
niewysłowiony dar Jego miłosierdzia, polecam dusze zmarłych i poległych.
Szczególnie w tym dniu proszę Boga o łaskę wiary, nadziei i miłości dla
wszystkich rodaków, aby w jedności i pokoju dobrze korzystali z tak cennego
daru wolności. Niech opieka Maryi, Jasnogórskiej Pani, zawsze towarzyszy
naszej Ojczyźnie i wszystkim rodakom."
Od redakcji:
Szanowny Panie
Proszę nie dzielić włosa na czworo i nie dopatrywać się spisku
czy skrywanej niechęci. Moje niechęci są zazwyczaj manifestowane wprost
- często na piśmie - w felietonach. Na złośliwości szkoda mi czasu.
Żadnych "krzywdzących sugestii" w moim komentarzu nie było. Po prostu,
jak każdy człowiek - patrzę, widzę i piszę. Zamiast obruszać się
za niedocenianie poświęceń (praca społeczna, podobnie jak polityka, sama
w sobie jest nagrodą) - wystarczy zewrzeć szeregi - zróbmy to razem! Weterani
w odrestaurowanym willisie (jest taki w Mississaudze), ze czterech husarzy
na koniach, strzelcy z Barrie z karabinami w kolumnie marszowej, drużyna
motocyklowa z klubu polskiego na harleyach - to tylko kilka pomysłów z
głowy. - To byłby marsz, który by wszystkich przyciągał! A do tego duża
frajda i zabawa!
Słowem, mniej nadętych min, więcej pogody serca i działania.
Druga rzecz, dla wyjaśnienia - nie jesteśmy gazetą organizacyjną
- nie mamy żadnych dotacji - musimy zarobić na utrzymanie firmy i chleb
dla rodzin - publikujemy ogłoszenia organizacyjne za darmo - pro publico
bono, ale niech Pan od nas nie wymaga obsługi prasowej spotkań organizacyjnych
- czasem je robimy, czasem nie, jak moce przerobowe pozwolą. Natomiast
z pewnością dobrym obyczajem jest rozsyłanie przez zainteresowane fora
komunikatów prasowych, nie uważa Pan? A w ogóle to nie chodzi o to, byśmy
się nabzdyczali, tylko razem współpracowali. Wystarczy jeden telefon i
już ma Pan wywiad z prezesem KPK czy co tam trzeba. A tego telefonu nie
było...
Pozdrawiam Pana serdecznie
Andrzej Kumor
GONIEC NR 46/2011
Warszawa 11.11.11. - pierwsze refleksje
Już sporo napisano, co było, a czego nie było. Poniżej precyzuję
moje pierwsze refleksje i spostrzeżenia.
Brałem wczoraj udział w zasadniczych patriotycznych uroczystościach,
tzn. od 13.30 najpierw we Mszy św. w kościele św. Barbary, a następnie
w pochodzie, który od kościoła, zamiast na MDM, przeszedł ulicami Emilii
Plater, Noakowskiego, Nowowiejską, Waryńskiego, Goworka, Spacerową, Belwederską
i Alejami Ujazdowskimi do placu Na Rozdrożu, gdzie został zakończony przed
18.00. Taki plan uroczystego pochodu był ogłoszony od dawna i nie rozumiem,
czym kierowali się ci z naszych, którzy byli w innym czasie w innych miejscach.
Mało kto ze zdających relacje opisuje, jak wspaniałą mieliśmy
mszę za Ojczyznę u św. Barbary! Doskonały chór (Gaude Mater i oratoria
Bacha oraz Haendla), poruszające kazanie etc., etc. Podziękowania dla ks.
proboszcza od św. Barbary.
Moim zdaniem, najistotniejszy w całych obchodach jest liczny
udział młodzieży, nie tylko z Warszawy, i to takiej od licealistów począwszy
aż do trzydziestoparolatków. Zarówno w kościele, jak i w pochodzie. Stanowiła
ona co najmniej 80 proc. zgromadzonych, czyli odwrotnie do uczestników
mszy w Katedrze każdego 10. dnia miesiąca i innych obecnych patriotycznych
wydarzeń.
Nie rozumiem, dlaczego organizatorzy obchodów zaniżają liczbę
uczestników, podając około 15 tysięcy. Bloger JaN oszacował na około 60
tysięcy, natomiast ja, mając w tym doświadczenie, oceniam na co najmniej
40 tysięcy, w samym głównym pochodzie. Na przykład gdy czoło pochodu wkraczało
w Goworka, to koniec był przy Metrze Politechnika. Czyli ilościowo sukces
ponad oczekiwania!
Nastrój był godny i spokojny, a nieliczne próby prowokacji (okrzyki,
petardy) były natychmiast likwidowane. Odniosłem wrażenie, że nasi młodzi
manifestanci wprawdzie czuli odpowiedzialność nieulegania prowokacji, to
jednak czekają na czas, kiedy będą mogli "im" dołożyć...
Wobec tak licznego udziału w głównym pochodzie ludzi młodych,
policja tchórzliwie trzymała się z daleka. Natomiast na obrzeżach naszego
pochodu, w innych miejscach i gdy tłum zmalał na samym placu Na Rozdrożu
- tam gdzie policja czuła się niezagrożona, to sama policja oraz grupki
lewackich prowokatorów różnej maści wszczynały burdy nagłaśniane później
przez merdia jako istota całego naszego świętowania.
Ale te mendia nie opisały, jak to już wieczorem, po zakończeniu
pochodu na placu Trzech Krzyży, policja polowała na kibiców Legii, aresztując
i gdzieś ich wywożąc. Tak to ten "Ryży" mści się na kibicach za Tolę. Również
nie bardzo wiadomo, jak na MDM-ie wypadły występy trupy szczuko-środy z
tym całym sprzedajnym łajnem.
Cały wrzask mendo-mediów wsparty prymitywnymi prowokacjami wskazuje
na to, że obecna waaadza spodziewa się rychłych burzliwych protestów społecznych.
Wobec tego przez opisywane prowokacje i propagandę stwarza fałszywy obraz
patriotycznej opozycji jako grup przestępczych chuliganów, aby zdelegalizować
wszelkie publiczne demonstracje, dając wstęp do nowego stanu wojennego
dla zabezpieczenia kontynuacji ich władania. Nihil novi sub sole.
Adam Ferch
Warszawa
Oświadczenie Zarządu Stowarzyszenia Unum Principium
Wiele faktów wskazuje na to, że patriotyczne przedsięwzięcie
o nazwie "Marsz Niepodległości" zostało cynicznie wykorzystane przez układ
rządzący Polską do rozpoczęcia walki z rosnącą falą społecznego niezadowolenia.
To, co wydarzyło się wczoraj na ulicach Warszawy, nosi cechy starannie
przygotowanej prowokacji i tworzy logiczny ciąg wydarzeń o charakterze
przyczynowo-skutkowym:
1. Na długo przed 11 listopada rozpoczęła się uporczywa kampania
medialna nakierowana na utrwalenie w świadomości Polaków nieprawdziwego
stereotypu uczestników Marszu Niepodległości jako elementu chuligańskiego
o zapędach faszystowskich. Wybór tego stereotypu, z jednej strony, miał
na celu moralne wyalienowanie uczestników marszu i zmniejszenie jego frekwencji,
z drugiej zaś, mentalnie przygotowywał Polaków do nieuchronnych aktów przemocy.
2. Wiadomo było, że w Marszu Niepodległości licznie uczestniczyć
będą antysystemowe środowiska kibicowskie przywiązane do barw narodowych
i piłkarskiej reprezentacji Polski. Trudno uznać za przypadek, że na trzy
dni przed marszem zaprezentowano nowe stroje polskich piłkarzy pozbawione
emblematu białego orła, a ich debiut na boisku miał przypaść właśnie w
Święto Niepodległości! Nie trzeba było wielkiej przenikliwości, by przewidzieć,
w jaki sposób ta powszechnie krytykowana decyzja wpłynie na emocje uczestników
marszu.
3. Zaskakujące jest to, że założenia medialnego przekazu wizyjnego
z Marszu Niepodległości a priori ograniczone były do stacjonarnych i mobilnych
kamer usytuowanych na Placu Konstytucji i Placu Na Rozdrożu, a więc do
miejsc (przewidywanych?) starć z policją. Nie zamierzano relacjonować wymarszu
pochodu ani jego przebiegu. Do znudzenia odtwarzano ujęcia zawierające
akty przemocy i jednoznacznie utożsamiano je z istotą Marszu Niepodległości.
4. Po raz kolejny służby miejskie i policyjne - łamiąc przy tym
prawo - zmusiły organizatorów legalnego Marszu Niepodległości do zmiany
jego trasy, doprowadzając do powstania chaosu i wybuchu niezadowolenia
wśród jego uczestników.
5. Wzrost wzburzenia i dezorientację kilkunastotysięcznego tłumu
spowodowała dezinformacja medialna o zdelegalizowaniu Marszu Niepodległości.
6. Zdumiewającym, bo niespotykanym dotąd refleksem wykazał się
prezydent Bronisław Komorowski, który jeszcze wczoraj zapowiedział zaostrzenie
ustawy o zgromadzeniach. Według doniesień medialnych, stołeczny ratusz
ma już gotowy projekt takiej ustawy!
W prawdziwie demokratycznym państwie prawa już dziś powołano
by autonomiczną komisję celem dogłębnego wyjaśnienia wszystkich okoliczności
zajść. Komisja ta z całą powagą potraktowałaby wersję zaistnienia przestępczej
zmowy, która poprzez sprowokowanie aktów przemocy miała w konsekwencji
doprowadzić do ograniczenia rozmiarów i skutków zbliżającego się buntu
społecznego.
Krzysztof Zagozda
Członek Zarządu Stowarzyszenia Unum Principium
***
W dniu dzisiejszym odbył się drugi Marsz Niepodległości. Narodowa
manifestacja zgromadziła ok. 20 tys. osób, chcących dać wyraz swojej narodowej
dumie i przywiązaniu do niepodległego państwa polskiego. Dziękujemy dziesiątkom
tysięcy Polaków, którzy przyszli, by w sposób godny uczcić Święto Niepodległości.
Niestety, doszło również do przypadków karygodnych zachowań grup
chuliganów i prowokatorów. Organizatorzy Marszu Niepodległości zdecydowanie
potępiają bandyckie zachowania, do jakich doszło w Warszawie dzisiejszego
dnia. Potępiamy ekstremistów, którzy ścierali się z policją na Nowym Świecie,
placu Konstytucji i w innych punktach stolicy. Zdecydowanie potępiamy jakąkolwiek
przemoc jako środek wyrażania poglądów, niezależnie od tego, pod jakimi
hasłami byłyby głoszone.
W momencie rozpoczęcia przez grupy chuliganów zamieszek na pl.
Konstytucji, organizatorzy podjęli decyzję o wyprowadzeniu kolumny manifestantów
poza jego obręb. Przedstawiciele Urzędu Miasta zaproponowali alternatywną
do zarejestrowanej trasę, na co organizatorzy się zgodzili. Jednocześnie
jednak odrzucono prośbę organizatorów Marszu o interwencję w razie zagrożenia
Marszu przez grupy mogące go zdestabilizować. Należy podkreślić, że w kolumnie
marszowej, która opuściła pl. Konstytucji przed godziną 15.00, nie dochodziło
do żadnych ekscesów. Wokół kolumny, w żaden sposób niezabezpieczonej przez
siły porządkowe, operowały grupy chuliganów i prowokatorów, które starły
się z policją na placu Na Rozdrożu. W obliczu eskalacji napięcia i wkroczenia
oddziałów policyjnych, organizatorzy postanowili rozwiązać zgromadzenie.
Napływają do nas również coraz liczniejsze informacje o lewicowych
prowokacjach i nieprawidłowym zachowaniu sił porządkowych. Otrzymujemy
relacje o atakowaniu osób nieuczestniczących w zamieszkach, a nawet o prowokacjach,
jakich miało dochodzić ze strony osób odpowiedzialnych za porządek publiczny.
Obecnie gromadzimy informacje i weryfikujemy ich wiarygodność. Zwracamy
się do wszystkich uczestników Marszu Niepodległości o pomoc i nadsyłanie
relacji na kontakt@marszniepodleglosci.pl. Razem obronimy prawdę o Marszu
Niepodległości!
Sukces frekwencyjny tegorocznego Marszu niewątpliwie przysłaniają
te smutne wydarzenia. Złożyło się na nie kilka czynników: prowokacje lewicowych
ekstremistów, bandytyzm chuliganów, nieudolność sił porządkowych. Zasadniczą
odpowiedzialność za dzisiejsze wydarzenia, poza bezpośrednimi sprawcami,
ponoszą środowiska lewicowych ekstremistów i sprzyjających im mediów, które
od kilku tygodni budowały atmosferę przyzwolenia na przemoc, jako metodę
wyrażania poglądów. Nie może być zgody na takie zachowania, tak samo jak
nie może być zgody na bandytyzm, chowający się za patriotycznymi hasłami.
Dzisiejsze zajścia są również dobrą okazją do wystosowania apelu
o zmianę polskiego prawa o zgromadzeniach publicznych. Dochodzi bowiem
do kuriozalnych sytuacji, w których legalne przemarsze atakowane są za
pomocą zgromadzeń, będących w świetle obowiązującego prawa, również legalnymiÉ
Jest to stan, który prowadzi do patologii i daje środowiskom skrajnym i
niebezpiecznym okazję do zakłócania porządku publicznego. Organizatorzy
Marszu Niepodległości przygotują w najbliższym czasie projekt zmian w polskim
prawie, które uniemożliwią powstawanie podobnych sytuacji.
Dziękujemy tysiącom Polaków, którzy godnie manifestowali swoją
narodową postawę. To właśnie dla Was jest i będzie Marsz Niepodległości!
Organizatorzy Marszu Niepodległości
GONIEC NR 45/2011
Recenzja filmu
Obejrzałam "Bitwę Warszawską 1920" i jestem rozczarowana.
Bitwa pod Warszawą w 1920 r. to jedna z osiemnastu najważniejszych
bitew, gdzie rozstrzygnęły się losy cywilizacji: turańskiej, łacińskiej
i bizantyjskiej. Dzięki Polakom w Europie została ocalona cywilizacja łacińska,
a Polska utrzymała niepodległość.
Widzowie zasługują i oczekiwali widowiska historycznego, bo odparcie
spod Warszawy armii generałów Tuchaczewskiego i Budionnego i wielka mobilizacja
narodu polskiego stały się podstawą niepodległej egzystencji i etosu II
Rzeczypospolitej.
Jedynym walorem filmu jest to, że został zrealizowany w technologii
3D trójwymiarowej, pierwsza tego rodzaju polska produkcja kinowa. Twórcy
postarali się zrobić film z rozmachem i dbałością o szczegóły. Niestety,
bardzo słaby scenariusz Jerzego Hoffmana nie rekompensuje tych zalet.
Główne wątki filmu to tytułowa Bitwa Warszawska, stawianie na
piedestale i ubrązowanie Józefa Piłsudskiego oraz romans miłosny Janka
i Oleńki w stylu szmirowatego serialu telewizyjnego "Love story". Rola
marszałka Piłsudskiego, moim zdaniem, fatalnie zagrana przez Daniela Olbrychskiego.
Piłsudski był człowiekiem całkiem dużego kalibru. Był to człowiek
o wielkich zdolnościach i talencie, także i o wielkich osobistych ambicjach,
a tego odtwórca głównej roli zupełnie nie pokazuje. W ogóle nie wczuwa
się w osobowość i psychologię historycznej postaci.
"Krwawa jatka" to stały element filmów wojennych; martyrologia,
cierpienie, hart ducha żołnierza, ale bez wskazywania na prawdziwe powody
i prawdziwych wichrzycieli. "Najdzielniej bija króle, najgęściej giną chłopi".
Film przedstawia rolę Piłsudskiego w zupełnie zakłamanym świetle,
a role prawdziwych bohaterów, rzeczywistych twórców zwycięstwa pod Warszawą,
czyli generała Rozwadowskiego i Hallera, ograniczone są do kilkusekundowych
epizodów. O Romanie Dmowskim i Wersalu film w ogóle nie wspomina.
Główne postacie filmu, Janek, Oleńka i Piłsudski, wypadły tuzinkowo.
Za to rozbudowany jest do nieproporcjonalnie dużych rozmiarów
wątek miłosny i obyczajowo-kabaretowy ówczesnej pańskiej Warszawki. Aktorsko
najlepiej wypadły czarne charaktery, tj. czekista komisarz Bykowski i kapitan
żandarmerii Kostrzewa. Ksiądz Skorupka wypadł dobrze. Sofia Nikołajewna,
żona carskiego oficera, pokazała charakter, zabijając swojego prześladowcę,
zbira Bykowskiego, w odróżnieniu od Janka Krynickiego.
Chwila prawdy w filmie to epizody z wizyty w Belwederze delegacji
Wielkopolan z ks. Stanisławem Adamskim oskarżającym Marszałka najzwyczajniej
o zdradę, a także scena, gdzie sam Piłsudski przyznaje, że na Kijów idzie
po to, aby zdobyć Ukrainę dla Petlury, bo przecież nie dla Polski!!!
Ze względu na znaczenie Bitwy Warszawskiej warto te zniekształcenia
wyprostować.
Wyprawa Kijowska była wielkim nieporozumieniem tak politycznym,
jak i wojskowym. Była w istocie aktem wrogim wobec państwa i antypolskim.
Była samowolą Marszałka i skończyła się tragicznie, a kulminacją tego była
Bitwa Warszawska.
Wbrew woli i potrzebie narodu i państwa polskiego i wbrew woli
mocarstw sprzymierzonych, aliantów zachodnich, Piłsudski rozciągnął front,
zamiast skoncentrować się na obronie przed nawałnicą bolszewicką, nadciągającą
tradycyjnie przez Bramę Smoleńską.
Piłsudski był instrumentem tajnej polityki pruskiej i pruską
antypolską politykę realizował.
Federalizacja Piłsudskiego to było nic innego jak pruska koncepcja
tworzenia państw buforowych, państw, które wcześniej nie istniały, tj.
Łotwy, Litwy, Białorusi i Ukrainy.
Ukrainę chciał Piłsudski zdobyć dla Petlury, ale nie dla Polski.
Brat Petlury był w wojsku Piłsudskiego kapitanem.
12 sierpnia, kiedy patrole nieprzyjaciela znajdowały się już
w pobliżu Radzymina, Józef Piłsudski przyjechał do premiera rządu Wincentego
Witosa i w obecności Ignacego Daszyńskiego i Leopolda Skulskiego złożył
na piśmie rezygnację z funkcji Naczelnego Wodza i Naczelnika Państwa, po
czym wyjechał z Warszawy.
Tak więc naród i wojsko pozostawały bez najważniejszej osoby
w państwie, a przed decydującą bitwą bez Naczelnego Wodza.
Tylko przytomności umysłu premiera Witosa zawdzięczają Polacy
swoje ocalenie, bo nie ujawnił on listu, tym samym zapobiegł załamaniu
żołnierzy.
Po wyjeździe Piłsudskiego funkcję naczelnego wodza do 18 sierpnia
pełnił de facto były wybitny oficer w armii austriackiej, szef sztabu gen.
Tadeusz Rozwadowski.
W dniach 12-15 sierpnia 1920 r. rozegrała się decydująca bitwa
o Warszawę. 13 sierpnia generałowie Rozwadowski, Haller i Weygand zdecydowali,
że 14 sierpnia podejmą bardzo ryzykowne, grożące nawet upadkiem Warszawy,
działania zaczepne siłami 5. Armii nad Wkrą. I kontruderzenie znad Wieprza.
Twórcą planu był gen. Tadeusz Rozwadowski, szef sztabu w armii
gen. Hallera. Dowodzili polscy generałowie: Rozwadowski, J. Haller, Wł.
Sikorski, K. Sosnkowski, Franciszek Latinik. Piłsudski miał dowodzić IV
Armią znad Wieprza, ale Piłsudskiego tam nie było.
Piłsudski NIE BYŁ ŻADNYM ZWYCIĘZCĄ BITWY POD WARSZAWĄ W 1920,
NIE BYŁ DOWODZĄCYM, NIE BYŁ W OGÓLE NA POLU BITWY POD WARSZAWĄ.
Bitwa o Warszawę w 1920 rozegrała się 12,13, 14, a 15 sierpnia
już było praktycznie po bitwie. (...)
Matka Polka
(Nazwisko i imię do wiadomości redakcji)
Droga Pani,
Szuka Pani dziury w całym. To tak jakby wymagać od Sienkiewicza
100 proc. wierności prawdzie historycznej przy pisaniu "Pana Wołodyjowskiego".
"Bitwa Warszawska" nie jest filmem historycznym, lecz fabularnym - liczy
się, że wygraliśmy. Naród polski wtedy wygrał i powinni o tym wszyscy pamiętać
dzisiaj, choćby po to, by wiedzieć, że wygrywać można. W Polsce "Bitwa
Warszawska" ma złą prasę, ponieważ wedle "europolaków" propaguje "staromodny"
patriotyzm. Tymczasem innego nie ma i albo będziemy "staromodnymi" patriotami,
albo możemy sobie z Polską dać spokój i wpisać się na dowolną "volkslistę".
(ak)
GONIEC NR 44/2011
(...)
GONIEC NR 43/2011
(...)
GONIEC NR 42/2011
Od redakcji: Od Pana Łęckiego z Gdańska otrzymaliśmy interesujący
przyczynek do dyskusji na temat obecnej sytuacji w Polsce, który zamieszczamy
w całości. A wszystko zaczęło się od wiersza-agitki Wojciecha Młynarskiego...
***
Nawiązując do
WIERSZA MŁYNARSKIEGO:
Nie jestem już żaden smarkacz,
Łeb mam pokryty siwizną.
Nie zagłosuję na Jarka,
Bo zbyt cię kocham, Ojczyzno!
Niejeden ciężar na barkach
Dźwigałem, znosiłem trudy.
Nie zagłosuję na Jarka,
Bo dość mam kłamstw i obłudy.
Gdy spytasz mnie, niedowiarka,
Dlaczego? Wyznam ci szczerze:
Nie zagłosuję na Jarka,
Bo w żadną zmianę nie wierzę.
Skąd wiem, że wybór niedobry?
Nie wierzę w zmiany oblicza,
Bo nie chcę powrotu Ziobry
I teczek Macierewicza.
Bo nie chcę mieć Prezydenta,
Co straszy gejem i Żydem,
Co w każdym widzi agenta,
I może zaszczuć jak Blidę.
Na Jarka nie oddam głosu
Za czasy, gdy był premierem,
Za ten upadek etosu,
I koalicję z Lepperem.
Za to, co wciska ludowi,
Na co pozwala i sprzyja,
Za to, co pisze Sakowicz
I głosi Radio Maryja.
Za sieć podsłuchów i haków,
Wydanie walki elitom,
Za to, że skłócił Rodaków,
Za IV Rzeczpospolitą.
Dziś w duszy mej zakamarkach
Odkrywam decyzji sedno:
Nie zagłosuję na Jarka,
Bo nie jest mi wszystko jedno.
Wybaczcie drwinę i sarkazm,
Odporność z wiekiem się zmniejsza.
Nie zagłosuję na Jarka,
Bo Polska Jest Najważniejsza
Wojciech Młynarski
***
Drogi Mój Marku,
To już od sierpnia PO i spółka rozpętali nagonkę na PiS, podobną
jak kiedyś na Prezydenta Rzeczpospolitej, prof. dr. Lecha Kaczyńskiego.
Pamiętasz przecie, jakie ohydne dowcipy krążyły na jego temat w Internecie
itd. Jak naśmiewano się z jego niskiego wzrostu (dla porównania sprawdź,
jakim karłem jest Premier Tusk, kiedy stoi obok Miedwiediewa czy Putina,
znanych kurdupli-bandytów), czy urody Kaczyńskiej, porównując ją do ET,
itd. Tak samo postępowano wobec innych działaczy PiS. Nawet posunięto się
do MORDU POLITYCZNEGO. Wszak to właśnie członek PO zamordował z zimną krwią
działacza PiS, a nie odwrotnie.
W sierpniu dostałem się na listę dystrybucyjną i otrzymuję setki
listów agitacyjnych za PO i non stop szkalujących PiS. Tak jak właśnie
sprytnie ułożone wierszoklectwo p. Młynarskiego.
A pan Młynarski po prostu kłamie. Po kolei. Czy WM kocha ojczyznę,
czy nie, niech schowa to do kieszeni. To jest opinia, a nie fakt. Za PRL-u
był bardzo celebrowany. Nie chcę rzucać żadnych kalumnii, sam lubiłem go
słuchać. Jakie trudy znosił, nie wiem. Żył dostatnio i wesoło. Obmawianie
o kłamstwa i obłudę łatwo jest rzucić, ale dobrze jest najpierw to udowodnić.
Nie wiem, o jakich zmianach WM pisze, ale zmiana jest potrzebna (o tym
później). Można nie chcieć powrotu Ziobry, notabene jest posłem do Parlamentu
Europejskiego, lub Macierewicza, Ostatniego Rycerza Rzeczpospolitej. Rozumiem,
ten kto chce, aby UB i obca agentura nadal rządziła RP, może tego nie chcieć.
Np. to już kilkanaście lat temu w Sejmie RP urzędujący Minister Spraw Wewnętrznych,
Milczanowski, oskarżył w przemówieniu do całego gremium poselskiego i w
obecności Mędrca Europy "Bolka" Wałęsy, również urzędującego Premiera Rządu
RP Oleksego o szpiegostwo na rzecz Rosji/Sowietów. Do dziś, ani jeden,
ani drugi nie "siedzi". Dlaczego? Pytanie zostawiam Ci bez odpowiedzi.
Nie wiem, czy pisząc o prezydencie (co straszy gejem i Żydem), WM ma na
myśli "Jarka" (notabene, sprytnie nazwisko jest pominięte, aby żaden sąd
nie mógł skazać WM za pomówienie). Otóż już wypisywano, że Jarek Kaczyński
sam jest pederastą i Żydem. Więc o co chodzi? Była posłanka komunistyczna,
Blidowa (baronessa SLD), bojąc się wpadki w śledztwie, sama sobie w łeb
strzeliła. Machlojki węglowe, w które była wmieszana za czasów słynnego
Leszka Millera, wyszły na jaw. Nie pierwszy to raz, że przestępca odbiera
sobie życie, gdy wie, iż wszystko wychodzi jaw i odpowie za przestępstwa.
O jakiej walce z elitami pisze WM, nie wiem. Czy mam wyliczyć, ilu utytułowanych
profesorów, doktorów i twórców wspiera PiS? O czym pan M bredzi? Czy chodzi
mu o celebrytów GW, czy PRL-u? A na koniec zadeklarował się, że ugrupowanie,
poniżej marginesu wyborczego (Polska Jest Najważniejsza - PJN), to jego
wybór.
Dla mnie, wiersz Młynarskiego jest zaskoczeniem, bo nie spodziewałbym
się po nim tak słabej agitacji. On, zwolennik PJN, nie atakuje rządzącej
partii, lecz atakuje Opozycję. I to, Marku, właśnie go demaskuje i poniża.
Chciałbym jednak odpowiedzieć tym wszystkim, którzy z takim uporem
podejmują próbę przekonania mnie do PO. Jak wiesz, nie jestem politykiem,
lecz ideologiem, a przynajmniej za takiego się uważam. Nie należę do żadnej
partii, choć w Polsce spędzam dość dużo czasu i, jak również wiesz, znam
wielu polityków w różnych ugrupowaniach politycznych i gospodarczych. Bardzo
różne mam o nich zdanie i zachowam je dla siebie.
Chciałbym teraz przejść do spraw merytorycznych, które dobrze
w Polsce prześledziłem.
Wojsko, chluba Narodu. Takie dno to osiągnęliśmy jedynie w czasach
saskich. W Wojsku Polskim na jednego oficera przypada dwóch żołnierzy.
Lotnictwo bojowe to mamy jedynie na parady. Broń pancerna odpoczywa w garażach.
W razie konfliktu z Białorusią (z której tak chętnie się w Polsce naśmiewa),
według ekspertyz amerykańskich po dwóch tygodniach Polski nie ma. Jeśli
chcesz, to sprawdź, jakimi siłami dysponuje Łukaszenka. Okres "panowania"
ministra Klicha, fundowanego przez fundację im. Adenauera, pozostanie na
zawsze jako okres rozkładu i fiaska polskich sił zbrojnych. Myślę, że słynne
bojowe siły San Marino i Andory nie ruszą na pomoc Polsce w ramach NATO.
Włosi i Francuzi zbyt zajęci są w Basenie Morza Śródziemnego. A Bundeswehra
nie może interweniować poza granicami jej kraju, jak na razie, chyba że
kraj zdefiniuje (jak powiedział mi pewien żołnierz niemiecki) jako UE.
Uzbrojenie jest stare, a paliwa nie ma. Nie chcę pisać o szkoleniu i kształceniu
kadr. Dowodzenie nie ma nic z nowoczesności. Sztab Generalny wciąż dysponuje
mapami korkowymi. Niektórzy wyżsi oficerowie bawią się Pasjansem i Bombami
na swoich PCetach. Kiedy Szefowi Sztabu Generalnego demonstrowano, jak
wygląda centrum dowodzenia armii poważnego kraju, zdębiał i oświadczył,
że też by tego chciał. A propos, zabity w Smoleńsku generał Gągor był jedynym
najwyższym polskim dowódcą, który nie przeszedł szkolenia w akademii GRU
u Ruskich.
NATO. Ustami Prezydenta Obamy, dokładnie w 70. rocznicę napaści
Sowietów na Polskę, układ o makietach rakiet ("wynegocjowany" przez Sikorskiego)
został Polsce wypowiedziany. Potem Partnerstwo z Rosją zapowiedziało nową
erę w stosunkach europejskich. Bezpieczeństwa energetycznego Polska nie
posiada. Na (mocno lewicowym) Uniwersytecie Berkeley podaje się umowę gazową
Polska-Rosja jako przykład umowy wasalnej.
Policja to osobna sprawa. Korupcja tego resortu jest wprost kuriozalnie
wyjątkowa w UE. Od drogówki do kryminalnej i politycznej, wszystko jest
przekupne. Casus Kaczmarka, Kluka czy innych widoczny jak na dłoni. Przestępcy
w celach monitorowanych przez 24 godziny, odbierają sobie życie. Zamiast
ścigać Zbychów, Rychów czy Mirów, którzy kupczą Polską, lub zwykłych bandytów
i złodziei, porywa lub przeszkadza w śledztwie, np. w sprawie porwania
i zamordowania Olewnika. Z drugiej strony, czy myślisz, że wywiad sowiecki
o Polsce zapomniał? A czy słyszałeś, aby kogoś złapano w ostatnich czterech
latach? Nie, i nie usłyszysz, bo jak twierdzi spółka Wajda-Michnik, teraz
Ruskich kochamy.
Służby Specjalne. Po wyrzuceniu sowieckich wykształciuchów ze
służb przez Macierewicza, PO szybko przywróciła ich do łaski. Dla szczegółów
odsyłam do raportu o likwidacji WSI i do Aneksu, który pewnie w końcu się
ukaże. O ten aneks tak strasznie troszczył się obecny Prezydent, najpierw
chcąc go kupić na Kercelaku, a potem podejmując próbę przejęcia Tajnej
Kancelarii, gdy jeszcze nie było aktu zgonu Lecha Kaczyńskiego, a jedynie
spikerka TVN zaanonsowała, że zginął. Ciekawe, że jego brak znajomości
obcych języków dziś już nikogo nie razi, a słaba znajomość angielskiego
u Lecha Kaczyńskiego tak śmieszyła. Nawet byki ortograficzne w księdze
kondolencyjnej Ambasady Japonii (dwa w jednym zdaniu) dziś nie rażą u Komorowskiego.
Według Amnesty International w Polsce za czasów Tuska trzykrotnie średnio
więcej jest zakładanych podsłuchów telefonicznych niż za Jarka. Monitorowanie
Internetu w Polsce jest faktem. Nawet zbieranie dowcipów na Komorowskiego
może być powodem aresztowania i prześladowań.
Transport. Słynne polskie autostrady i obwodnice, kolej i LOT,
Polska Żegluga Morska. Które z nich istnieją? Prezydentka Warszawy ogłosiła
światu i okolicom, że przerywa budowę skrzyżowania Łopuszańska/Jerozolimskie,
"ponieważ jest uzasadnione podejrzenie o popełnienie przestępstwa przez
uprzedniego Prezydenta Miasta (Lecha Kaczyńskiego)". Półtora roku szukała,
i szukała, i szukała. I nic nie znalazła, a warszawianie przez ten czas
męczyli się w objazdach. Teraz wyznaczyła budowniczym termin zakończenia
prac do wyborów... Gdzie był ten prześmiewca WM, gdy zwana potocznie "bufetową"
p. Walcowa zadłużała miasto bez opamiętania.
Gospodarka. Proszę, wskaż mi, w której dziedzinie polska gospodarka
może się czymś wyróżnić. Szara Strefa. Tak, i to właśnie ta szara strefa
ratuje kraj wbrew wszystkim rządom od 1989 roku. Reformy Wilczka, który
paradoksalnie (komunista) uwolnił rynki i biznes, to już historia. Polskie
prawo gospodarcze mówi Ci, czego Ci nie wolno i do czego musisz mieć koncesję
lub licencję. W 1989 roku było ich 7, a dziś ponad 300. Rząd PO obiecywał
Irlandię, złote góry itd. W Polsce nie ma gospodarki wolnorynkowej, lecz
regulowana. Więcej, obce państwa mają zyski z gospodarki Polski. O TPSA-Orange,
największej firmie telekomunikacyjnej w Polsce, piszę poniżej. Geotermia,
gaz łupkowy, atomistyka były wyśmiewane przez ostatnie cztery lata. Okazuje
się, że Toruń będzie miał ogrzewanie geotermalne. A odpowiedź miłości WM
na akcje redemptorystów z Torunia, którzy temu przedsięwzięciu patronują
- śledztwa, cofanie zezwoleń itd., itd. PiS proponuje reformę podatkową.
1-proc. podatek liniowy. Amerykanie z CATO i z Heritage są zachwyceni.
Czy PiS dotrzyma obietnicy, zobaczymy. Jestem pewien, że jeśliby wygrali
wybory i przepchnęli przez Sejm taką zmianę, to Komorowski to zawetuje
i nic z tego nie będzie. Więcej, cała klaka z WM na czele będzie go chwalić.
Port gazowy w Świnoujściu nie istnieje, bo wówczas gazociąg bałtycki nie
mógłby być tak szybko zakończony. Szejkowie arabscy jakoś nie ujawnili
się. Miał Tusk ministra rozliczyć za to fiasko sprzedaży stoczni gdańskiej,
ale jakoś... nie śmiał. Energetyka, jest w rękach niemieckich.
Podatki. Pod rządami PO podatki w Polsce wzrosły, a za czasów
Jarka, zmalały.
Telekomunikacja. Monopolista na polskim rynku, TPSA jest własnością
France Telecom. France Telecom jest własnością rządu/państwa francuskiego.
TPSA używa nazwy ORANGE, za co płaci opłatę licencyjną, bardzo wysoką,
która powoduje, że nie ma czego opodatkować dla fiskusa. Taka sytuacja
w USA to "ukryte dywidendy". Tak właśnie IRS potraktował T-Mobil. Opłaty
telekomunikacyjne w Polsce uchodzą za najdroższe w świecie. Właściciel
NETII, to Bankers Trust, ERA, to T-Mobil, a PLUS to AT&T. T-Mobil to
Deutchetelekom.
Bankowość. Są tylko dwa polskie banki: PKO BP i NBP. Mart Laar,
premier Estonii, swego czasu opowiadał o prywatyzacji największego banku
estońskiego. Kiedy ogłoszono jego prywatyzacyjny przetarg, ambasador Niemiec
przyszedł do niego i zapytał, czy rząd estoński nie miałby nic przeciwko
przystąpieniu Deutsche Banku do przetargu. Laar odpowiedział, że nie, jeśli...
rząd Niemiec sprzeda swoje udziały w tym banku i zobowiąże się nigdy ich
nie odkupić, bo wiązałoby się to z automatyczną stratą udziałów. "My chcemy
bank sprywatyzować, a nie przekazać z jednych łap rządowych w drugie".
Jak ja bym chciał takiego Laara widzieć w Polsce. Jak głupio wygląda opisana
powyżej prywatyzacja TPSA. Grecki bank, pomimo dochodowości, z Polski aktywa
wycofał, aby ratować bankowość w Grecji. Oto przykład, jak działają mechanizmy
bankowe. Podobnie było z WBK i funduszem irlandzkim. Podobnie 1 mld nie
poszedł do projektu Komerzbanku, bo 13 mld trzeba było przekazać na ratowanie
Porsche. Dług publiczny Polski rośnie z szybkością ponaddźwiękową. Oto
sukcesy min. Vincent-Rostowskiego.
Polityka. Sejmokracja, gabinetokracja, oto system polityczny,
który chce PO nadal utrzymać. PJN z takiego systemu też korzysta. Nic dziwnego,
że Tusk czy Młynarski nie lubią niczego innego. Brak jednomandatowych okręgów
wyborczych jest gwarantem korupcji zarówno politycznej, jak i gospodarczej.
(Tu, odsyłam Cię, Marku, do znakomitych pamiętników lewaka - Toni Blaira).
Koalicja z Lepperem zaiste kompromitowała PiS. PSL zaś, jako pomiot komunistycznego
ZSL to już nie? A co powie pan WM, jeśli PO zawrze koalicję z SLD-UP-kami
po 8 października 2011? Podobno rozmowy się toczą. Dla mnie najważniejszy
jest system. Jeśli kreuje naturalnych przywódców, to dobrze, a jeśli nie,
TO DO LAMUSA! Zmiany są Polsce bardzo potrzebne. Sprawny rząd z parlamentem
do zatwierdzania (lub nie) finansów i nominacji i uchwalania praw. Gdyby
PO i PiS chciały rzeczywiście coś dla Polski zrobić, to dogadałyby się
co do koalicji i zmieniły konstytucję... Polska makabra: marzenia ściętej
głowy...
Polonia. No cóż! Sukces! PO z Andrzejem Czumą (przed którym przestrzegał
Ryszard Fryga przed laty w Ottawie w 1980 roku) ustawiła komunistę, Marka
Borowskiego, jako przewodniczącego sejmowej komisji ds. Polonii. Tak potraktowano
nas, w pysk i już! Polska PO dała nam Borowskiego. Kaczyński oferuje Polonii
bezpośrednich parlamentarzystów, wybranych przez Polonię. I to jest ta
różnica polityczna i patriotyczna.
Prasa i media. To, że TVN (własność ITI) utrzymuje szkołę rabiniczną
itd., to mi wcale nie przeszkadza. Ale jak to jest, że w kraju katolickim
nie ma częstotliwości dla telewizji katolickiej i radia katolickiego. Platforma
cyfrowa nie jest przewidziana dla Trwam, a TVN może ją mieć? GW. Po ostatnich
wyborach prezydenckich Adam Michnik napisał krótki felieton gratulacyjny
dla Komorowskiego. Aż 80 proc. tekstu stanowiły inwektywy pod adresem Jarka.
A propos Radia Maryja, w archiwum mają ponad 40 tysięcy udokumentowanych
ataków ze strony innych mediów. Jest to jedyne w Polsce radio "na żywo",
gdzie ludzie dzwoniący sami mogą się usłyszeć (talk radio). Szkoła WSKSiM,
to prawdziwy rarytas. Ilu tam profesorów z dorobkiem naukowym. Jakie ciekawe
konferencje organizują. Wkrótce będzie tam konferencja "Katolicy i ekonomia".
Naprawdę ciekawe. Nie mogąc pokonać "imperium" Rydzyka, wielu szkaluje
go jak tylko może. To jest po prostu wstrętne. Dlatego wzięło mnie obrzydzenie
na Młynarskiego.
Smoleńsk. Kilka pytań: 1. Kto odpowiada za naprowadzenie samoloty
rządowego z Prezydentem i prawie 100 osobami pod kątem do osi pasa startowego?
2. Dlaczego samolot rozpadł się w "drobny mak"? 3. Dlaczego komputer pokładowy
samolotu przestał pracować na wysokości 15 metrów nad ziemią? Odpowiedź
na te pytania pozwoliłaby mi rozważać dalej. Brednie o pilotach, pijanych
generałach i presji Prezydenta, to jak wróżenie z fusów i kryształowej
kuli. Dla mnie wyjaśnienie katastrofy pod Smoleńskiem ma takie samo znaczenie,
jak katastrofy gibraltarskiej. O tym, że Rosjanie porywali, mordowali i
korumpowali polskich polityków, wie każdy uczeń podstawówki, więc o motywacje
nie warto się spierać. Mickiewicz powiedział w Sorbonie, że w Rosji mucha,
która lata nie w porę, obraża cara. Studenci zapytali, co to znaczy, a
on, że nic w Rosji nie dzieje się bez wiedzy i woli cara... Powiedział
niedawno jeden senator amerykański, że (Lech) Kaczyński byłby innym adwokatem
START niż Komorowski. Dla mnie sprawa Katastrofy Smoleńskiej stanowi esencję
suwerenności państwa. Rząd Tuska przeszedł przez ten egzamin jak uczeń,
który nie ma wiedzy, ściąga i oszukuje. I nie zdał tego egzaminu. Najlepsza
nota, jaką mógłbym im wystawić, to ZERO.
I właśnie dla tego wszystkiego, co Ci wyżej napisałem, nigdy
nie zagłosuję na PO, pomimo że mam tam też serdecznych przyjaciół. PiS
nie jest moim faworytem. Ta wściekła nagonka i propaganda anty-PiS-owska
wprost pcha mnie w ich objęcia. Jej nieuczciwość wprost każe głosować na
PiS. I tak wielu ludzi tę sytuację odbiera. Jak wiesz, ja stoję na gruncie
liberalno-konserwatywnym. Jestem za gospodarką wolno-rynkową. Tylko wolność
gospodarcza daje szanse na rozwój. Do tego dochodzi wolność osobista, która
jednak nie ogranicza wolności osobistej innych ludzi, gdyż wówczas staje
się "utylitaryzmem", jak pisał Jan Paweł II. A ja bym tylko dodał, że staje
się cynizmem, który nie ma nic wspólnego z wolnością i klasycznym liberalizmem.
Marku, list ten wysyłam do wszystkich tych, którzy figurowali
na agitacyjnych listach adresowych, zaadresowanych do mnie. Nie czuję się
tym urażony, lecz swoje poglądy i opinie uzasadniam. Ja jednak wszystkich
wpisuję do rubryki "BCC", co proponuję stosować przy wysyłaniu "masowych"
korespondencji.
Ściskam Cię Drogi Przyjacielu
Zbyszek
ZbyskooPet@aol.com
Szanowni Państwo!
Drodzy Solidarni!
To dopiero początek! Co nam się udało? Udało nam się utrzymać
protest na Krakowskim Przedmieściu. Przeciwstawiliśmy się władzy, która
działa na szkodę państwa polskiego. Wobec bezkarności tych działań - nasz
protest miał ogromne znaczenie dla setek tysięcy ludzi, którzy wyrażali
swoją solidarność, którym nieśliśmy nadzieję. Wspólnie zorganizowaliśmy
na wielką skalę akcję uczciwe wybory, niezwykle potrzebną. Nie obyło się
bez wpadek, które rozliczymy i wyciągniemy wnioski na przyszłość. Podsumowanie
tych działań przedstawimy Państwu w ciągu najbliższego miesiąca. Jak pokazują
wyniki ostatnich wyborów parlamentarnych, nasza praca dopiero się zaczyna.
A dotychczasowy wysiłek - to był dopiero wstęp.
Moim zdaniem:
1. Potrzebna jest zakrojona na wiele lat praca u podstaw, moda
na patriotyzm, nauka odwagi i samodzielności, przede wszystkim samodzielności
myślenia. Uodpornienie na manipulację młodych ludzi. Miłość potrafi przenosić
góry. Choć propaganda chamstwa i gry na najniższych instynktach powoduje,
że telewizyjni celebryci wybuchnęliby śmiechem na te słowa, ale my musimy
przekonać dzieci, które dziś mają kilka lat, że warto kochać Polskę.
2. Musimy się opodatkować i tworzyć niezależne media. Pielęgnować
te, które dotychczas powstały. Ale też muszą powstawać nowe, silne i profesjonalne.
Bez PRYWATNEJ, sprawnej i atrakcyjnej ogólnopolskiej telewizji informacyjnej
będziemy dalej żyli w matriksie reżimowej propagandy.
Bardzo Państwu dziękuję za dotychczasowe działania. Za wysiłek,
determinację, serce i talent, za poświęcony czas. Za obecność i wsparcie.
Szczególnie dziękuję tym, którzy dźwigali na sobie realny ciężar ostatnich
działań. Pokazały one, że możemy się zorganizować i wspólnie osiągnąć cel,
który sobie zamierzymy. Sięgając do Statutu Stowarzyszenia Solidarni 2010,
ten cel to silna, suwerenna i sprawiedliwa Polska, oparta na fundamencie
Kościoła katolickiego.
Dziś dzieci III RP zagłosowały na obraz i podobieństwo swoje,
jak napisał portal www.wpolityce.pl. To jest efekt 20 lat wychowania w
systemie wartości, który upośledza, zamiast rozwijać społeczeństwo. Ile
lat i wysiłku potrzeba, by odwrócić ten proces? Może drugie 20 lat, może
mniej. Jedno jest pewne - potrzeba ciężkiej, zaplanowanej, systematycznej
pracy KAŻDEGO z nas! Osiągniemy ten cel. To dopiero początek drogi.
Z pozdrowieniami
Ewa Stankiewicz
GONIEC NR 41/2011
Niespodzianka!
Wpadł mi w ręce artykuł wycięty z "Gońca". Żona kiedyś wycięła,
bo lubi zbierać różne jakieś tam dyrdymały. Syn przyniósł i tak to się
zaczęło. "Patrz, to Kumora dziecko" dodała. A to już mnie zdziwiło, bo
myślałem, że kawaler. Ale nie to było głównym powodem mojej uwagi. To treść
była poruszająca. Ten Kumor, taki zacietrzewiony, z własnym widzimisię,
wydawałoby się bezlitosny. A tu co? Dziecko, wrażliwość, litość, wiara,
zrozumienie dla słabszych. Właśnie dla słabszych. To do niego mi jakoś
nie pasowało.
No, ale czytam. Dziecko z Downem. I nie bał się następstw? Na
ile wiara, a na ile chęć posiadania własnego dziecka zaważyła? Tego na
pewno nie dowiem się nigdy. Niemniej oba powody są słuszne i nie wykluczają
siebie. Daleki jestem od chwalenia człowieka, którego nawet nie znam, a
i jego artykuły wiele razy były dla mnie porywcze, chociaż sam myślę ekonomicznie,
a w tym nie ma dużo łaskawości... Zastanowiły mnie tylko pewne aspekty
tej sprawy. Lubię chyba wszystkie nauki, w tym filozofię, socjologię, dlatego
pomyślałem, że jednak mogą istnieć razem dzika konkurencja z ludzkim humanitaryzmem.
No bo jak taki napaleniec jak Kumor ma serce dla mniej szczęśliwych, to
chyba nie jest tak źle, i myślę, że nie zmienił zdania, tylko że ma własne
takie dziecko.
A jest to częścią czy początkiem jednego wielkiego tematu, jakim
jest opieka nad upośledzonymi. Ktoś powiedział, że społeczeństwo można
poznać po tym, jak dba o tych mniej właśnie szczęśliwych. I tutaj muszę
dodać, że sam mam dziecko, które odwrotnie, nie posiada jednego chromosomu.
Jest to drugi taki przypadek w całej Ameryce, i jest pod pewną obserwacją
naukowców. A wyniki są zadziwiające, o których nie zamierzam teraz pisać.
Niemniej oprócz tego dziecko urodziło się z wieloma problemami, jak reflux
(mocz wraca do nerek, bo nie działają zastawki), długi czas nie widziało,
problem chodzenia, a nawet równowagi był do piątego roku życia. Nawet
słyszałem, jak się za niego modlili na jego widok. Miał kłopoty z opróżnianiem
do dziesiątego roku życia, a rodzice, co tu dużo mówić, żona, ciężkie
zajęcie. Ale wyszedł. Koleżanka z Salwadoru, w George Brown College, powiedziała:
"módlcie się jak ja, Bóg stworzył to wszystko, i to on też może naprawić".
Mądre słowa. Wierzącym byłem zawsze. Chodziłem często na wagary w czasie
religii, na które złota nasza matka nas dosłownie wyganiała, ale zawsze
wierzyłem. W kościele św. Kazimierza modliłem się po cichu za syna i matki
zdrowie, chociaż sam miałem kłopoty z nogami. I Bóg wysłuchał. Może nie
do końca, ale resztę pokryje nadzieja, a to trzeba zawsze mieć.
I znowu powrót do tematu. Czy warto pomagać, czy w ogóle zasługują
na pobyt ludzie niepełnosprawni? Mam jedną odpowiedź. Nawet najwięksi oponenci
zmienią zdanie, gdy w razie jakiegoś nie daj Boże wypadku staną się kawałkiem
człowieka. I co wtedy? Jak partyjni w Polsce przeskakują na drugą stronę
barykady. Jakie to fałszywe. Bóg potrzebny tylko, gdy trwoga. Sam nie wiedziałem,
czy się śmiać, czy płakać, gdy zobaczyłem zdjęcie Matki Boskiej nad łóżkiem
W. Jaruzelskiego. Oczywiście, każdy ma prawo się nawrócić, i tu nie mam
żadnych pretensji. Niech tylko inni wyciągną wnioski. Pomagać słabszym
to wiara w Boga. To przywilej ludzi zdrowych. Właśnie ci zdrowi powinni
to zrozumieć, bo przecież to oni mogliby się urodzić z wadami. Nigdy nie
straciłem wiary w wyzdrowienie mojego dziecka, wszystko jest na dobrej
drodze, chociaż dużo jest jeszcze do zrobienia. I tak jak Kumor, lataliśmy
po różnych szpitalach, ze wspaniałym Hospital for Sick Children. Ileż to
było biegania, załatwiania, interwencji w szkołach, różnych organizacjach,
urzędach i pilnowania dziecka co do minuty.
I tak już dwanaście lat, chociaż teraz na pewno coraz mniej,
bo syn dorasta, ale i tutaj pojawiają się nowe znane problemy związane
z wychowaniem, a które też ma wiele rodziców. Ale jakoś to jest, chociaż
na pomyślenie o satysfakcji i spełnieniu rodzicielskim dosłownie nie ma
czasu albo człowiek już od tego odwykł, bo koncentruje się na zwalczaniu
kłopotów. Ale trzeba przyznać, że byli ludzie źli na drodze, którzy źle
życzyli. Podkładali nogi. W różny sposób, obmawiali, donosili, drwili.
Ale tak jest wszędzie. Ludzie ci nie rozumieją życia. Bo tak
naprawdę nie wierzą. To tak jak żona mojego (...), Kanadyjka, która pracowała
i nawet miała świetną opinię. Tylko że nigdy nie ruszyła palcem, żeby w
czymś nam pomóc, a na jej pogrzeb z łaski dla męża, przyszedł na parę minut
polski ksiądz, bo - jak się okazało - była niewierząca i niezgłoszona do
żadnej parafii. Koleżanka, którą zatrudniliśmy do pilnowania dziecka, okradła
je, chociaż gorąco się modliła o swoje, bo nie mogła zajść w ciążę.
A Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy. Ileż to takich, co rzucili
się do koryta pierwsi, śmiali się (oj, śmiali się), teraz jest po rozwodach,
kłótniach, mają kłopoty z prawem. A z rodziną, nieraz skromnie, ale zawsze
po drodze, bo lepiej nie mieć czasu i przeklinać nawet kłopoty, niż siedzieć
w samotności, i czekać na nie wiadomo co. Oczywiście nie chcę tu dotknąć
tych, co są samotni z wielu innych powodów, jak starsi, opuszczeni, bo
większość z nich to także wspaniali ludzie. Chodzi tu tylko, żeby umieć
docenić życie, zrozumieć mniej zaradnych, pomóc potrzebującym.
Z poważaniem
Roman Józef Rymar
Toronto
Pisarz wielu nowel i powieści na tematy społeczno-historyczne.
***
Szanowny Panie
Nie wiem, jak Panu odpowiedzieć, bo ustawił sobie mnie Pan pod
ścianą w wygodnej pozycji, przypisując cudze oceny i poglądy. Nie mam pojęcia,
dlaczego określa mnie Pan jako "napaleńca", bez serca.
Spróbuję w punktach wyjaśnić, co się da.
1. Po pierwsze, nie ma czegoś takiego jak niepełnosprawna dusza.
Więc to, że ludzie rodzą się ułomni w naszym rozumieniu, nie znaczy, że
są takimi w oczach Pan Boga.
Podejrzewam, że wielu z nas na co dzień dobrowolnie czyni się
ułomnymi, na własne życzenie kalecząc swe dusze, mimo że fizycznie pozostaje
w świetnej kondycji...
Jednym słowem, logika Boska nie musi się pokrywać z ludzkim doczesnym
rozumieniem.
Wady, to - wie Pan - może mieć samochód - ludzie mają "wady",
kiedy są złośliwi, chciwi - a więc gdy grzeszą, a nie dlatego, że urodzili
się z porażeniem mózgowym czy Dow-nem.
Każdy z nas ma w życiu jakieś wyzwania i ułomności. W tym
sensie skoro taka jest wola Boża, by ktoś był taki, to Pan Bóg nie
ma tu nic do "naprawiania". On nie jest na nasze życzenie.
To tylko głupi człowiek w swej pysze i głupocie, stwarzając światy,
zasiedlałby je idealnymi kopiami lalek Barbie i Kenów.
Druga rzecz; nasza Julka nie jest "chora" - owszem, czasem
choruje na grypę lub ma anginę - jest tylko inna niż większość dzieci.
Ma specyficzne poczucie humoru, rozumienie świata, jest rozbrajająco szczera,
twórcza, lubi rzeczy na swoim miejscu i denerwuje się, gdy zmienia się
porządek itp. itd. Ma przed sobą wiele wyzwań i idzie przez życie jak każdy
z nas
Trzecia rzecz - pisze Pan, że jest człowiekiem wierzącym - a
zatem wierzy Pan, że celem naszego życia jest zbawienie duszy; żeby ją
zbawić, m.in. musimy żyć dla innych. Proste!
Nasze życie bynajmniej nie jest po to, byśmy mieli dobrą pracę,
duży dom, samochód i częste wakacje nad morzem.
Stawiając na naszej drodze ludzi potrzebujących, którym możemy
okazać serce, Pan Bóg usiłuje tylko pomóc naszemu zbawieniu; czyni nam
przysługę; każdemu daje szansę i każdemu daje krzyż - ale, jak to
ktoś kiedyś ładnie powiedział, zawsze taki, który potrafimy unieść.
Tym samym pomagając innym w doczesności, pomagamy sobie w wieczności
- działamy we własnym interesie - interesie naszego zbawienia. A przyzna
Pan - że jest to najważniejszy "interes" naszego życia, które przecież
tu na ziemi za moment dobiegnie końca i chodzi o to, by tam trwało wiecznie
w szczęściu.
Dlatego też niech Pan nie wymaga od Pana Boga zaprowadzania sprawiedliwości
na ziemi, bo przecież nie na tym to polega.
Tak czy owak, to wszystko jest bardzo proste i nie ma co dzielić
włosa na czworo - bo jak pisze mój przyjaciel z lat chmurnych i durnych,
logika Pana Boga jest prosta. Nie bójmy się życia; przyjmowanie ludzi niepełnosprawnych
do naszej rodziny, wspólnoty, otaczanie ich opieką to rzecz normalna, jeśli
postępujemy inaczej, stajemy się uczuciowymi inwalidami, ludźmi niepełnosprawnymi
uczuciowo.
Dziękuję za list. Życzę wiele zdrowia i sił na drodze życia.
Andrzej Kumor
Mississauga
Przy okazji - nie mogłem sobie odmówić aktualnego zdjęcia Julki...
GONIEC NR 40/2011
Przedwyborcza troska R. Szeremietiewa o stan polskiego cmentarza
Plotka o dewastacji polskiego cmentarza wojennego poszła w świat
polonijny.
Zaledwie kilka dni temu polonijną społeczność Kanady obiegła
wiadomość o katastrofalnym stanie polskiego cmentarza Wojennego w San Lazzaro
di Savena, znajdującego się na przedmieściach Bolonii. Za sprawą mieszkańca
Guelph, zazwyczaj bardzo aktywnego w patriotycznych akcjach organizowanych
w Kanadzie oraz w Polsce, pana Grega W., otrzymałem wiadomość z załączonym
linkiem. Greg W. bez wahania podał wiadomość dalej do kilkudziesięciu osób
i instytucji na terenie Kanady, w tym do redakcji polonijnych gazet. Wśród
licznych adresatów alarmującej wiadomości znalazło się także moje nazwisko.
Podany link prowadzi do tekstu R. Szeremietiewa, zamieszczonego
28 września w portalu "Nowyekran", opisującego, jakoby, skandaliczny brak
zainteresowania polskich czynników rządowych stanem wspomnianego cmentarza.
Autor alarmującego tekstu, ilustrowanego zdjęciami, opiera się na informacji
pochodzącej z bliżej nieznanego źródła. W przeciwieństwie do autora, brałem
udział w ubiegłorocznych uroczystościach rocznicowych wyzwolenia Bolonii
przez II Korpus pod dowództwem gen. W. Andersa, i przebieg tych uroczystości
opisałem w obszernym reportażu zamieszczonym na portalu www.prawica.net
w czerwcu 2010 r. Moja relacja zawiera szereg zdjęć wykonanych przeze mnie
także na terenie wspomnianego cmentarza, gdzie odbywała się część tych
uroczystości. Wcześniej p. Szeremietiew zamieścił niemal ten sam tekst
z fotografiami na portalu www.prawica.net i tam zapoznałem się z jego troską
o stan cmentarza i oburzeniem na indolencję aktualnych polskich władz.
W dyskusji na temat tego tekstu zamieściłem moje uwagi, konfrontując stan
cmentarza przedstawiony na moich zdjęciach z tym, co p. R.Sz. przedstawił
na zdjęciach niewiadomego pochodzenia. W ubiegłorocznych uroczystościach,
które odbywały się dwa tygodnie po tragicznej katastrofie smoleńskiej,
stronę rządową reprezentowały doraźnie wyznaczone osoby, zastępujące tragicznie
zmarłych. Był również ambasador RP w Rzymie i inni reprezentanci polskich
władz i wojska. Rzeczywiście, polski cmentarz Wojenny nie jest
otwarty na co dzień, ale trzeba wiedzieć, że Bolonia i Turyn to od stulecia
dwa bastiony włoskiego komunizmu. Wyzwolenie Bolonii przez polskich żołnierzy
było początkiem ostrego konfliktu między naszymi żołnierzami a skomunizowanymi
mieszkańcami, konfliktu, który był o krok od zbrojnych starć. Autorytet
gen. Andersa zapobiegł walkom między naszymi żołnierzami a włoskimi komunistami,
miała natomiast miejsce "wojna plakatowa", o czym także wspomniałem w moim
reportażu. Udział polskich żołnierzy w wyzwoleniu Bolonii oraz rozmiar
poniesionych ofiar życia są systematycznie pomijane zarówno we włoskich
publikacjach, jak i w treści marmurowych tablic ozdabiających mury
historycznych budynków starej części Bolonii. Opisuję to w moim reportażu,
załączając zdjęcia wspomnianych tablic. W sumie, zamknięcie na co dzień
terenu polskiego Cmentarza raczej sprzyja jego spokojowi. Notabene, klucz
do bramy cmentarnej można otrzymać od księży kościoła, znajdującego się
w niewielkim oddaleniu od cmentarza, po drugiej stronie ulicy.
Cmentarz brytyjski, nieomal przylegający do granicy polskiego
cmentarza, jest rzeczywiście otwarty, natomiast zarówno jego urządzenie,
jak i znacznie mniejsza liczba grobów sprawia odmienne wrażenie, również
z tego powodu, że - jeśli dobrze pamiętam - trawa jest sztuczna. W Bolonii
jest środowisko polonijne, w pewnym zakresie monitorujące stan cmentarza
i żywo reagujące na włoską propagandę historyczną. W ramach rocznicowych
obchodów, w budynku władz miasta została zorganizowana wystawa wielu archiwalnych
materiałów fotograficznych, dokumentujących polski udział w walkach o wyzwolenie
Bolonii. Organizatorami wystawy były polskie władze oraz społeczność polska
w Bolonii. W księdze pamiątkowej, poświęconej wystawie, znalazłem obszerny
wpis w języku włoskim polskiego autorstwa, którego treść sprowadzała się
do uwagi, by Włosi, fałszując historię, nie przypisywali sobie zasług,
z którymi mają niewiele wspólnego.
Na wspomnianych uroczystościach rocznicowych nie spotkałem p.
Szeremietiewa, podobnie jak i na uroczystościach 65. rocznicy zwycięskiej
bitwy o przełamanie niemieckiej linii obronnej Monte Cassino - Piedimonte
- San Germano. Nie widziałem go również w czasie uroczystości w Acquafondata,
gdzie znajdował się pierwszy, tymczasowy polski cmentarz wojenny, poległych
w walkach o Monte Cassino - Piedimonte - San Germano. W tych uroczystościach,
zorganizowanych w 2009 roku, stronę polskich władz reprezentowali: ówczesny
prezydent RP L. Kaczyński na Monte Cassino, minister Klich w Piedimonte
oraz minister Krupski w Acquafondata.
Ponieważ zamieszczenie tekstu p. Szeremietiewa nie ma związku
z żadną rocznicą, a raczej wpisuje się w prowadzoną kampanię wyborczą,
mam wrażenie, że temat został potraktowany instrumentalnie i mało wiarygodnie.
Wiesław Kwaśniewski
GONIEC NR 39/2011
Jak zniesławia się Polaków w Kanadyjskim Muzeum Narodowym
Tego roku Muzeum Imigracji Pier 21 w Halifaksie otrzymało status kanadyjskiego
muzeum narodowego. W muzeum tym, co godzina, prawdopodobnie od roku 2003,
wyświetlany jest film "Oceany Nadziei" ("Oceans of Hope"). Film prezentuje
imigrantów, którzy przekraczali portowy pomost zwany PIER 21, docierając
drogą morską do wymarzonej Kanady.
"Oceans of Hope" to 26-minutowa multimedialna prezentacja zawierająca
kilka epizodów: jest tam ukraińska rodzina imigrująca w latach 20. XX w.,
kanadyjski żołnierz wracający z wojny w Europie, Brytyjka z synem odnajdująca
ojca chłopca, żydowska dziewczynka z Polski, włoska rodzina i in.
Prezentacja ta nie jest dokumentem, lecz krótkim, lekkim multimedialnym
filmikiem adresowym do wszystkich odwiedzających - bez względu na wiek.
Oto zapis słowny polskiego epizodu filmu "Oceany nadziei". Epizod
polski trwa około trzech minut (między 13. a 16. minutą filmu).
***
START:
Czarno-białe zdjęcia drutów kolczastych. Kolejne zdjęcie - ludzie
odwróceni plecami, z podniesionymi rękami. Słychać powolny i zawodzący
dźwięk skrzypiec.
Pięćdziesięcioletnia kobieta siedzi za stołem po lewej stronie.
Po prawej stronie stołu siedzi dziewczynka, zwrócona twarzą do widza.
"1947" (pojawia się na ekranie).
Dialog:
Kobieta (K): Stowarzyszenie Pomocy Żydowskim Imigrantom upewni
się, że masz wszystko, czego tylko potrzebujesz. Przygotowali już dla Ciebie
gościnne pomieszczenie, gdzie zostaniesz na jakiś czas i krótko potem opiekuńcza
rodzina zabierze Cię do siebie.
Dziewczynka (D): (wzdycha, zaczyna mówić bardzo wolno, robiąc
dłuższe przerwy między zdaniami) É Kolejny domÉ Byłam
w tak wielu domachÉ W Polsce, moi rodzice przemycili mnie z getta do chrześcijańskiego
domuÉ żebym była bezpieczna. Przez długi czas ludzie odsyłali mnie z miejsca
na miejsce. Nie mogłam chodzić do szkoły, bawić się z innymi dziećmi, nic
z tych rzeczyÉ Codziennie żyłam w strachu. Mówili mi, że być Żydem, to
być martwym.
K: Anita, nie musisz kontynuować, jeśli nie chceszÉ
D: Nie, nie! Muszę kontynuowaćÉ (dziewczynka reaguje szybko)
JaÉ milczałam od tak dawna. Już dłużej nie mogę (dziewczynka zaciska pięści).
W chrześcijańskim domu nauczyłam się, jak być perfekcyjnym dzieckiem,
w przeciwnym razie donieśliby na mnie do władz. Mówili, że byłam zagrożeniem
dla ich rodziny.
(dziewczynka wzdycha) Słyszałam, jak rozmawiali o tym, jak zaganiali
ŻydówÉ jak bydło. Nigdy nie ośmieliłam się zapytać o moich rodziców, bo
byłam przerażonaÉ przerażona, że powiedzieliby mi, że oni są martwi! (dziewczyna
w rozpaczy zaczyna płakać) Tak bardzo chciałam z nimi być!
(miedzy poszczególnymi zdaniami pojawiają się czarno-białe fotografie:
łapanki, ludzie z podniesionymi rękami, klęcząca rodzina za płotem)
Nigdy już nie zobaczę mojego ojca ani matki!
K: Tak mi przykro (szepcze smutno kobieta i wstaje).
Ale to nie jest Polska (jej gest wskazuje zapewnienie. Obchodzi
stół i pociesza dziewczynkę, obejmując jej ramiona).
W Montrealu będziesz z ludźmi, którzy chcą Ci pomóc. Nie będzie
policji, by zabrać Cię w nocy, będziesz mogła śmiać sięÉ i płakaćÉ bez
strachu.
D: (wzdycha, wyrażając wątpliwości) Chcę wierzyć w dobroć ludzką.
(dziewczynka patrzy w dal) Nie chcę już nigdy zapomnieć, że jestem
Żydówką.
(Muzyka wzmacnia się, obraz się zamazuje. Koniec epizodu)
***
W epizodzie tym nie występuje żaden kontekst sytuacyjny i historyczny
poza opisanym. Można natomiast zauważyć następujące cechy:
Nie padają wyrazy: wojna, okupacja, naziści, Niemcy, Hitler.
Padają natomiast słowa: Polska, chrześcijańska rodzina, chrześcijański
dom.
W zdaniu "W Polsce, moi rodzice przemycili mnie z getta do chrześcijańskiego
domuÉ żebym była bezpieczna?" zaakcentowany jest wyraźnie wyraz "bezpieczna",
zaś tonacja głosu podaje w wątpliwość bezpieczeństwo jako powód pobytu
dziecka u chrześcijańskiej rodziny.
Dramatyczne wspomnienia dziecka nie są obsadzone w żadnym kontekście
historycznym. Opis traktowania ("odsyłali mnie z domu do domu, nauczyłam
się, jak być perfekcyjnym dzieckiem") nie wskazuje, że mogły to być próby
ukrycia i ochrony dziecka. Nie wspomina się również, przed czym lub przed
kim dziecko miało być chronione i dlaczego.
W dialogu - wyraz "oni" odnosi się zarówno do rodziny chrześcijańskiej
oraz tych, którzy "zaganiali Żydów jak bydło" oraz "mówili, że być Żydem
to być martwym". Nie ma żadnego rozróżnienia.
Nie wspomina się, że inne dzieci też nie chodziły do szkoły i
też nie mogły się bawić z innymi dziećmi i dlaczego tak było.
Film nie wyjaśnia, dlaczego dziewczynka nie mogła być z rodzicami.
Wspomina się natomiast, że dziewczynka z przerażenia bała się o to zapytać.
Pomija się informacje o tym, kto mógł doprowadzić do śmierci jej rodziców,
a zamiast tego podkreśla się strach przed Polakami, którzy mogliby jej
to powiedzieć.
W wyrażeniu "donieśliby na mnie do władz" nie użyto wyrazu "Gestapo",
lecz "władze" (ang. authorities), co sugeruje, że mówi się o władzach polskich,
gdyż żaden inny kontekst kraju/narodu nie pada w tym epizodzie
Fotografie pokazywane podczas tego epizodu nie wskazują jednoznacznie,
że była wojna i kto był okupantem, lecz tylko to, że ludzie byli prześladowani.
Szczególnie ciekawie wypada tutaj porównanie do innego epizodu, gdzie do
domu z wojny w Europie wraca ranny bohater - kanadyjski żołnierz. Tam pokazane
są fragmenty lokalnej gazety, gdzie można odnaleźć odniesienia do wojny,
pokazany jest profil Hitlera. Żołnierz opowiada o okrucieństwach i skutkach
wojny w Europie, którą pomagał wyzwalać. Ale i w tym kontekście wciąż nie
pada słowo "Niemcy".
Najgorzej brzmią jednak słowa kobiety, która triumfalnym gestem
podkreśla kontrast: "Ale to nie jest Polska. W Montrealu będziesz z ludźmi,
którzy chcą Ci pomóc. Nie będzie policji, by zabrać Cię w nocy, będziesz
mogła śmiać się, i płakać, bez strachu". Podkreśla się wyraźnie, że bolesne
doświadczenia są już przeszłością, bo przecież Kanada to nie Polska! Akcent
pada na wyraz "pomóc", kolejny raz podając w wątpliwość cel, dla którego
chrześcijańska rodzina ukrywała dziewczynkę. Zamiast "Gestapo" występuje
inny neutralny wyraz: "policja".
Dla osób nieznających historii II wojny światowej (a tak można
opisać większość Amerykanów czy Kanadyjczyków) wniosek z filmu może być
szokujący. Film jednoznacznie sugeruje, że winę za Holokaust (choć ten
wyraz nie pada) ponoszą chrześcijanie i Polacy.
Miejsce projekcji może wskazywać, że jest to film edukacyjny,
pokazujący prawdę historyczną. W tym kontekście trzeba również wziąć pod
uwagę ignorancję historyczną zachodniego społeczeństwa. W muzeum można
obejrzeć nagrania wideo - wywiady z indywidualnymi osobami, które imigrowały
do Kanady. Wymaga to jednak szczególnego zainteresowania tematem i poświęcenia
dużej ilości czasu. Generalnie należałoby się spodziewać, że muzeum to
miejsce, w którym na podstawie dokumentów źródłowych prezentuje się prawdę
historyczną.
Jednakże na początku filmu wyświetlany jest następujący komunikat:
"Historie pokazane w tej prezentacji są pojedynczymi scenkami pochodzącymi
z wielu źródeł, włączając osobiste wspomnienia, i nie są ogólnym portretem
tamtych czasów."
Film "Oceans of Hope" jest uznawany przez osoby zarządzające
muzeum za najlepszą i najciekawszą część ekspozycji (można o tym przeczytać
w raportach rocznych, planach budżetowych i opracowaniach marketingowych).
Jak podaje muzeum w jednym ze swych raportów, około 10 000 dzieci w wieku
szkolnym odwiedza rocznie Pier 21 - wszystkie one zwiedzają muzeum z przewodnikiem
oraz oglądają "Oceans of Hope". Muzeum szacuje, że roczna liczba zwiedzających
wynosi około 50 tys. osób. Film ten jest również atrakcją podczas międzynarodowych
konferencji odbywających się w Halifaksie lub tak zwanych podróży "do korzeni"
dla różnych mniejszości narodowych w Kanadzie (np. Ambasada Ukrainy organizuje
takie wycieczki).
Od kilku miesięcy trwają protesty indywidualnych osób oraz polskich
organizacji w Kanadzie. Polonia żąda zmiany treści polskiego epizodu, dodania
historycznego kontekstu lub konkretnego nazwania sprawcy bólu i cierpień
wojennych. Muzeum odpisuje standardowym tekstem, w którym można przeczytać
między innymi, iż:
"opowiadanie trudnych historii rodzi wyzwania" oraz "historie
wojenne rzadko są czarno-białe",
"epizod nie miał na celu zdyskredytowania Polaków",
"film był w roku 2003 oceniony przez Komisję ds. Praw Człowieka
i został uznany za akceptowalny, ponieważ reprezentuje fakty tamtych czasów",
"postaci w prezentacji są mieszanką opartą na wielu źródłach"
oraz że "muzeum posiada w swoich archiwach wspomnienia, które ilustrują
dychotomię doświadczeń Żydów ukrywanych przez chrześcijańskich protektorów",
"w pełni doceniamy ryzyko, jakie ponosili liczni polscy chrześcijanie,
ukrywając Żydów, ale nie wszyscy oni byli altruistami. Ten sam horror wyzwalał
w jednych to, co najlepsze, a w innych - to, co najgorsze".
Epizod polski jest zeznaniem dziecka, które prawdopodobnie niezbyt
wiele rozumiało z tego, co się wokół niego dzieje. Nikt o zdrowych zmysłach
nie twierdzi, że wszyscy Polacy podczas wojny byli tylko i wyłącznie bohaterami.
Ale ileż trzeba przekory, aby rodzinę, która pod groźbą kary śmierci ukrywała
żydowską dziewczynkę, obarczyć winą za jej cierpienia, a przy tym wszystkim
nawet nie wspomnieć wyrazów "Niemcy, wojna, okupacja". Ileż trzeba perfidii,
aby w tym kontekście z premedytacją używać wyrazu "chrześcijański". Dodatkowo
epizod ten stawia w silnym kontraście wyznawców judaizmu (jako cierpiących)
i chrześcijan (jako zadających cierpienia), tym samym może sugerować znak
równości między chrześcijanami a nazistami.
Czy Polska może sobie pozwolić na tego rodzaju oskarżenia, niedopowiedzenia
i wybiórczą prezentację faktów? Wiele mówi się ostatnio o historycznej
manipulacji w kontekście używania przez zachodnie media wyrażenia "polskie
obozy koncentracyjne" zamiast "niemieckie". Coraz częściej obserwuje się
przykłady zniesławiania Polski i Polaków oraz wiary chrześcijańskiej. Czyż
opisany film w muzeum narodowym nie wpisuje się wyraźnie w ten proces?
Po interwencji indywidualnych osób (Polaków, Kanadyjczyków i
Amerykanów) i Kongresu Polonii Kanadyjskiej oraz dzięki naciskom portalu
Blogmedia24 (interwencja 1 + interwencja 2) sprawą zajęła się Ambasada
Polski w Ottawie. Najważniejsze jest teraz, aby problem został rozwiązany,
a nie zamieciony pod dywan lub przesunięty w czasie.
W odpowiedzi na listy muzeum pisze również: "jako najmłodsze
kanadyjskie muzeum narodowe, podejmiemy działania w celu opracowania strategicznego
planu, który będzie definiował, w jaki sposób będziemy weryfikować i prezentować
historię imigrantów do Kanady. Nauczyliśmy się wiele dzięki listom od naszych
gości" (É) "przygotowujemy się do stworzenia w ciągu kilku lat nowej wystawy
stałej i zrobimy to, konsultując ją ze społecznością lokalną, którą wystawa
będzie prezentować".
Dotarliśmy do osoby, która złożyła pisemną skargę na film "Oceany
nadziei" już w roku 2008. To biznesmen, doktor fizyki, który przeżył wojnę
w Polsce, a następnie emigrował do USA, gdzie jest członkiem Polskiego
Instytutu Naukowego w Nowym Jorku (PIASA), pisze artykuły i działa aktywnie
na rzecz Polonii Amerykańskiej.
Wówczas podobnie: obiecano rozważyć jego uwagi, dodając szczegółowe
wprowadzenie do filmu. Jak dotychczas - bez efektu. Jednakże w międzyczasie,
jak podają raporty finansowe muzeum, wydano znaczne środki finansowe (minimum
165 tys. dol.) na polepszenie wizualizacji w sali kinowej, wygodniejsze
siedzenia, poprawę dźwięku oraz dołożenie napisów dla niesłyszących.
Sami Państwo oceńcie, jaki z tego wniosek.
W roku 2010 w Stanach Zjednoczonych ukazała się ciekawa publikacja:
Dr Danusha V. Goska: Bieganski: The Brute Polak Stereotype, Its
Role in Polish-Jewish Relations and American Popular Culture (Jews of Poland)
(tłum. "Bieganski: stereotyp Polaka i jego rola w relacjach polsko-żydowskich
i amerykańskiej kulturze masowej").
Podając dziesiątki przykładów, dr Goska bezkompromisowo i otwarcie
pisze między innymi o tym, jak i dlaczego w świecie używa się stereotypu
Polaka do zniekształcania historii drugiej wojny światowej. Na tym tle,
film w Muzeum Imigracji w Kanadzie nie wydaje się zbiegiem okoliczności.
To jest kolejny etap procesu, który trwa już dziesięciolecia. Tylko od
nas zależy, czy i kiedy go zatrzymamy.
Ile lat jeszcze Polonia i Polacy mają czekać, zanim ich głos
zostanie usłyszany? Czy może jednak zniesławianie Polaków pozostanie na
zawsze bezkarne? W obecnej sytuacji zależy to tylko od polityków i rządzących.
Należy więc naciskać na Ambasadę i Ministerstwo Spraw Zagranicznych i wierzyć,
że droga dyplomatyczna okaże się szybka i skuteczna. Wciąż do wykorzystania
pozostaje droga prawna, z której jak dotychczas polski rząd nie skorzystał.
Może najwyższy czas?
M. Gandhi powiedział: "Kiedy ludzie poprowadzą, liderzy podążą"
(oryg. "When the people lead the leaders will follow").
Oby jak najszybciej...
Przygotował:
Emti, wrzesień 2011
--------------------------------------------------
Film "Oceans of Hope / Oceans D'Espoir" (Oceany nadziei) został wyprodukowany
w roku 1999. Pomysł i reżyseria: Michel Lemieux. Fundatorzy: Fundacja Charles'a
and Andrei Bronfman, Prowincja Nowa Szkocja, Fundacja Harrisona McCain.
Film można zamówić na DVD pod adresem: giftshop@pier21.ca lub
tel. (Kanada) 1(902)425-7770) wew. 227.
GONIEC NR 38/2011
Kultura na co dzień i od święta
Żyjemy w Kanadzie, która mogłaby być pięknym krajem, gdyby nie
pewne "ale". Żyjemy w Toronto, które mogłoby być pięknym miastem, gdyby
nie pewne "ale". Zachęcam, abyśmy zastanowili się w te nadchodzące jesienne
wieczory, co nam przeszkadza, co nas denerwuje, co sprawia, że skręcamy
się ze złości i narzekamy, że chociaż żyjemy już w XXI, to ciągle spotykamy
się z wieloma problemami, które już dawno powinny być rozwiązane, które
już dawno powinny być za nami. A które świadczą też i o tym, że z tą kulturą
zarówno na co dzień, jak i od święta, nie jest tak, jak być powinno.
Rzucę tylko kilka problemów, które akurat mi doskwierają dzisiaj,
a resztę może uzupełnimy już wspólnym wysiłkiem.
Wywożenie śmieci z miasta, czy bardziej precyzyjnie, zbieranie
śmieci z naszych ulic. Problem niezwykle ważny i powszechny. Ale przecież,
to są tylko nasze śmieci, więc czy muszą być zbierane z takim wielkim hałasem?
Przecież hałas, jaki robią te samochody zbierające śmieci, mogą wyprowadzić
z równowagi nie tylko ciężko chorego człowieka, ale i zdrowego też.
Wydaje mi się, że w XXI w. moglibyśmy już sobie darować te hałasy
i zbierać śmieci po cichutku, tak żeby nikt nie usłyszał nawet szmerku
z tej okazji. Czy cała okolica musi wiedzieć o tym i ponadto denerwować
się, że zbierane są śmieci z naszych ulic?
Wróciłem przed chwilą ze spaceru w pobliskim parku o nazwie James
Gardens. Jest pora południowa 12-13. Od wielu lat podlewanie kwiatów, trawników
i krzewów odbywa się w tym parku właśnie o tej porze. A moja babcia, wiele,
wiele lat temu pouczała mnie, żeby podlewać kwiatki czy warzywa w ogródku
albo wcześnie rano albo wieczorem. Moja babcia nie miała za sobą studiów
wyższych na kierunku kształtowanie terenów zielonych czy ogrodnictwo. Ale
tłumaczyła mi, że podlewanie w samo południe to wielkie marnowanie wody,
a jednocześnie "denerwowanie" i "męczenie" tych biednych roślin, bo w tym
okresie woda szybciej wyparowuje i rośliny jej mniej przyswajają. To marnowanie
wody ma miejsce oczywiście nie tylko w naszym parku. To dzieje się powszechnie
w całym mieście i nie tylko w parkach.
Przy tej okazji może jeszcze jedna propozycja. Nasz mer miasta
Toronto, jak mi się wydaje, na gwałt, co często znaczy i "na oślep", poszukuje
pieniędzy, chce na wszystkim oszczędzać. Pomóżmy mu, bo on biedak zagubił
się już w tym poszukiwaniu, gdzie zobaczy jakieś pieniądze, już gotowy
jest je schować do wora z napisem "Oszczędziłem". Sama idea oszczędzania
pewnie nie jest zła, o ile się ją prawidłowo rozumie, jako akcja walki
z marnotrawstwem. Jeśli jakiś grosz jest marnotrawiony, to powinno się
go odebrać marnotrawcom. Ale zdaje mi się, że p. mer nieco odmiennie rozumie
ten swój zapał do odbierania pieniędzy. Pomóżmy mu, wskazując, gdzie są
marnotrawione pieniądze, ale i również, gdzie powinno być przeznaczone
więcej pieniędzy i gdzie pieniędzy odbierać nie można, bo są właściwie
wykorzystywane i nawet jest ich tam za mało, jak na potrzeby społeczne.
To może tyle na początek, jeśli chodzi o brak kultury w naszym
społeczeństwie na co dzień.
I jeszcze kilka przykładów dotyczących braku kultury od święta.
Bardzo nieciekawy obrazek oglądam co niedziela w kościołach katolickich
w Toronto. Jak jest w innych, nie wiem, bo się nie przyglądam temu. Ale
w tych kościołach, w których bywam, dla jasności dodam, żeby nie wydłużać
potem dyskusji, że mam na myśli kościoły kanadyjskie, ludzie ubrani są
tak, jakby przerwali na chwilę prace w swoim ogródku lub wracali albo wybierali
się na spacer do parku, i to w takiej porze o zmierzchu, kiedy jest tam
już mało ludzi i robi się szaro. Obrzydzenie, brak elementarnej kultury,
wcale nie przesadzam, kiedy się spojrzy na tych przebierańców, którzy przyszli
na niedzielne spotkanie, raz na tydzień, z Bogiem. Na nich patrzą
ich dzieci. Na to wszystko patrzy też ksiądz dobrodziej, ale cisza, nikt
nic nie mówi, nie zauważa. Owszem, gdyby ten brak kultury, przyzwoitości
i smaku wynikał z biedy, to tak, to wtedy trzeba zamilknąć i zacisnąć zęby.
Ale chyba nie z tym zjawiskiem mamy w tym przypadku do czynienia. Dla mnie
jest to po prostu brak szacunku nie tylko dla Boga, ale także i dla nas
wszystkich przebywających na Mszy św.
Dobrze, jeśli uważasz, że na ten temat nie powinno się rozmawiać,
to nie rozmawiaj. Ale chyba możesz swoim przykładem, czyli stosownym na
tę okazję ubiorem, dać im coś do zrozumienia. Może kiedyś coś się zmieni.
Nasze dzieci też na nich patrzą.
Oburzamy się, już nie wszyscy, ale jeszcze wielu z nas, tym,
że w niedziele i święta tak wiele sklepów jest otwartych i tak wielu ludzi
musi w nich pracować. O tym, czy musi, przeczytaj bardzo pouczający tekst
pod tym adresem: http://michaeljournal.org/Michael-polish-2011-may_june-july-p-34-36.pdf.
Moim zdaniem, problem nie leży w tym, że te sklepy są otwarte,
ale w tym, że my tam się udajemy i robimy zakupy. Sklepy mogą być otwarte
nawet i 48 godzin na dobę. Ale kiedy my do nich nie wejdziemy i nie będziemy
robić w nich żadnych zakupów, ani nawet spacerów, to problem może po pewnym
czasie sam się rozwiąże.
Przy tej okazji jeszcze jedna refleksja, a może i najpoważniejszy
z problemów.
Niedziela. Jak spędzamy niedziele, my, katolicy?
Wydaje mi się, że generalnie "spędzanie niedzieli" sprowadza
się jedynie, podkreślam, jedynie do "zaliczenia" niedzielnej Mszy św. i
na tym koniec. A niedzielna Msza św. to często sobotnia Msza wieczorna.
Dla niektórych nawet i piątkowa, bo już w sobotę rano, albo nawet w piątek
wieczorem planują "wyjazd za miasto", żeby odpocząć.
Czy tak katolicy powinni spędzać niedziele? Przecież to miał
być i kiedyś to był dzień poświęcony Bogu. A dzisiaj?
Myślę, że jest to bardzo poważny i na czasie problem, nad którym
powinniśmy się poważnie zastanowić, i w naszych rodzinach, i w naszych
parafiach. Bo wydaje mi się, że te przysłowiowe "wyjazdy za miasto", aby
odpocząć, można także odczytać jako odpoczynek od spraw Bożych, od Kościoła,
od religii, od... Boga.
Co zrobić? Jak zorganizować życie w naszych rodzinach i w naszych
parafiach, aby niedziele spędzać po Bożemu? Aby dzień święty święcić.
Emanuel Czyżo
Toronto
***
Podczas tegorocznego marcowego spotkania w Urugwaju (USOPAŁ -
prezes Jan Kobylański) przedstawiłem załączoną ideę ratowania Polski.
Ponieważ Polska ciągle jest w łapach żydokomuny, to jedynie realny
plan pozyskania Polski dla Polaków widzę, jak i moi przyjaciele, w zjednoczeniu
licznej Polonii rozsianej po całym świecie wraz z patriotami zamieszkałymi
w Polsce.
Aktualnie wolna Polska gnije i się rozpada, nie do przewidzenia
było, że w tej wymarzonej Polsce będzie tyle kłamstwa, draństwa, że rządzić
będą sitwy i układy, a lizusostwo, głupota i służalstwo pozostaną najskuteczniejszą
przepustką do kariery. Ludzi mądrych i uczciwych odsuwa się na margines.
Jak odrodzić naród polski w tej sytuacji? Wydaje się, że należy
rozpocząć od realizacji pkt. XI programu "Marsz, marsz Polonia. Jak ratować
Naród Polski".
Idea powołania "Skarbu Narodowego Polskiego" na wzór XIX wieku
będzie pierwszym krokiem, który urealni realizację następnych.
Skarb Narodowy Polski powinien powstać poza krajem, a po jego
umocnieniu należy umożliwić dokonywanie wpłat osobom fizycznym i organizacjom
z kraju.
Już w pierwszym kwartale 2012 r. powinniśmy wybrać Polaka Roku
2011. Proponuję przemiennie wybierać laureata raz z kraju, a w następnym
roku osobę żyjącą poza krajem.
To będą prawdziwe autorytety, wzorce do naśladowania, a nie sztucznie
narzucane kreatury.
To będą prawdziwe autorytety, wzorce do naśladowania, a nie sztucznie
narzucane kreatury.
Warto poświęcić czas z pasją przeciwstawić się złu.
Adwokat Ryszard Parulski
Marsz, marsz Polonia.
Jak ratować Naród Polski
Diagnoza:
W warunkach globalizacji prawie wszystkie narody są zagrożone.
Nawet naród amerykański podlega niekontrolowanemu rozpadowi na mniejszości.
Polska jest narodem słabnącym demograficznie, z silną emigracją
elementu najbardziej aktywnego i pozbawionego własnego państwa, które by
reprezentowało jego interesy. Brak nam mężów stanu i organizacji reprezentujących
interesy przyszłości w teraźniejszości.
Cel:
Państwa tworzą ludzie, narody stworzył Bóg. Dlatego naród jest
ważniejszy od państwa. W XIX wieku Polacy dowiedli, że naród może rozwijać
się (i to wspaniale) bez państwa. Jeżeli z państwem nam nie wychodzi, to
trzeba skupić się na sprawach narodu, narodu zamieszkującego nie tylko
Polskę, ale prawie cały świat.
Sposób realizacji:
Należy stworzyć ogólnoświatową organizację Polaków. Organizacja
ta powinna sobie postawić jasne cele i realizować je bez oglądania się
na władze krajowe. Centrum powinno powstać poza krajem, a po jego umocnieniu
się należy umożliwić zapisywanie się osobom i organizacjom z kraju. Przyjąć
zasadę izolacji od krajowej polityki, działać na zasadzie grup nacisku.
Formy działania:
I. Musi zacząć się opłacać być Polakiem. Stworzyć system wzajemnego
popierania się. Tworzyć siłę na poziomie lokalnym - wystawić własnych kandydatów
lub popierać tych, którzy są Polakom najbardziej przychylni. Wpływać na
tę przychylność. Zawierać sojusze, przede wszystkim z Chińczykami - robić
z tego polską specjalność.
II. W USA dążyć do polsko-chińskiego sojuszu finansowego (pieniądze
Kongresu do chińskich banków w zamian za współpracę). Sojusze z Hispanoamerykanami
na bazie katolicyzmu.
III. Trzymać się religii i kultury. Działać poprzez parafie (przede
wszystkim w porozumieniu z Ojcem Rydzykiem).
IV. Stworzyć system lokalnych i globalnych stypendiów i nagród
dla najzdolniejszych Polaków. Sprzyjać idei zorganizowania Igrzysk Olimpiady
Letniej w Polsce. Pomagać Olimpijczykom Polskim w szlachetnej idei przywrócenia
Olimpijskich Konkursów Sztuki, jakie były organizowane w latach 1912-48.
V. Wytypować kilka dzieł, które będą wspólne dla wszystkich Polaków:
Mickiewicz, Trylogia Sienkiewicza (choćby i w tłumaczeniu), Lalka Prusa.
Na wszystkich szczeblach organizować konkursy recytatorskie i konkursy
wiedzy o Polsce. Kilka obowiązkowych filmów.
VI. Opracować "podręcznik polskości". Krótki wykład o największych
osiągnięciach polskich od Mieszka I. Ponieważ "lud myśli postaciami", położyć
nacisk na osoby wielkich Polaków.
VII. Wobec znacznego rozproszenia tworzyć Kluby Polskie w Internecie.
Serwis informacyjny z polskiego punktu widzenia (szkoła medialna ojców
redemptorystów).
VIII. Jeden centralny światowy sekretariat (co najwyżej 3-osobowy)
zbierałby informacje o oszczerstwach antypolskich. Wytypowane osoby przygotowują
odpowiedź i wszystkie polskie skupiska dają zmasowany odpór. Akcje pisania
listów do mediów i władz. Musimy się tego nauczyć. Wciągać do takich akcji
naszych sojuszników z innych narodów.
IX. Organizacja Polonii powinna odciąć się od zgubnej wojny propagandowej
przeciwko Rosji i Białorusi i dążyć do poprawienia sytuacji mniejszości
polskiej niezależnie od spraw politycznych.
X. Wokół ośrodków polskich należy skupić osoby innych narodowości
zainteresowane polską kulturą, znające polską kulturę, znające język, absolwentów
polskich uczelni.
XI. Rozważyć na wzór XIX wieku powołanie Skarbu Narodowego Polskiego.
XII. Należy organizować doroczny konkurs na Polaka Roku, uwzględniając
wszystkie dziedziny.
Przekazuję te myśli, bo trzeba coś zrobić. Trzeba tylko zacząć.
Ryszard Parulski
GONIEC NR 37/2011
Ubogie rozważania, na marginesie spotkania z red. Michalkiewiczem
w Toronto
a ja Cię kocham Polsko! w imię Sióstr i Braci! i naszych Przodków
co tworzyli niepodległe dzieje Tyś dla mnie Polsko pierwsza w modlitwie
i czynie niech Bóg Cię błogosławi i daje nadzieję!
a ja Cię Kocham Polsko! przyjmij moje słowa w imię Ojca i Syna
i świętego Ducha Bóg Honor i Ojczyzna niechaj będą zawsze drogowskazem
którego każdy Polak słucha!
Kazimierz Józef Węgrzyn
Od pewnego czasu nie podobało mi się w tekstach p. Michalkiewicza
to, że opisywał zło, które jest wokoło nas, ale nie dawał żadnej
recepty, jak z tym złem walczyć. Zwróciłem mu nawet kiedyś nieśmiało na
to uwagę i dowiedziałem się, że niech to robią inni. On robi to, co robi.
Nie mogłem się z tym nie zgodzić. Ale ciągle mi czegoś brakowało w jego
tekstach. I nie bardzo wiedziałem czego. Dowiedziałem się o tym dopiero
na ostatnim spotkaniu w Toronto. A pomogła mi w tym mała uwaga p. Zawadowskiego,
że p. Michalkiewicz ma wiele racji, ale trzeba nam jeszcze wiedzieć, że
ponad tym łez padołem jest ... Bóg. Nie jest to dokładny cytat, ale to,
co zapamiętałem z wypowiedzi p. Zawadowskiego.
I to jest sprawa zasadnicza. Spotkanie z p. Michalkiewiczem jak
zwykle dało nam wiele do myślenia, uporządkowało wiele spraw, wypełniło
wiele luk, dało też spore zadowolenie, bo to gawędziarz wspaniały i wiedzę
ma też niemałą. A mimo to oceniłbym to spotkanie właśnie jako ubogie rozważania.
Ubogie właśnie dlatego, że w tych przemyśleniach zabrakło Boga. A kiedy
człowiek, a szczególnie Polak, zapomina o Bogu, to staje bezradny wobec
otaczającego go zła. Czy możliwe byłoby zwycięstwo pod Grunwaldem, gdyby
nie wiara polskiego rycerstwa? Czy możliwa byłaby Obrona Jasnej Góry podczas
potopu szwedzkiego, gdyby nie wiara tych szaleńców, którzy tam nie tylko
walczyli, ale i modlili się gorąco? A zwycięstwo pod Wiedniem Jana III
Sobieskiego? A zwycięstwo "Solidarności"?
I tak możemy analizować wiek po wieku nasze polskie zwycięstwa
i dojdziemy do wniosku, że zawsze w tych trudnych, ba, beznadziejnych najczęściej
sytuacjach, zwycięstwo nad wrogami naszymi "przychodziło z Góry".
Pana Michalkiewicza, jak mi się wydawało, zdziwiło nieco, że
jakoś się ostatnio udało coś osiągnąć Węgrom, chociaż nie było na to żadnych
szans. Ale sprawa staje się nieco bardziej zrozumiała, jeśli uwzględnimy
Krucjatę różańcową, którą podjął naród węgierski. Raz jeszcze doświadczamy
znanej prawdy - bez Boga człowiek niewiele może, ale z Bogiem może wszystko.
Nam, Polakom, nie wolno o tym zapominać!
I myślę, że w naszych aktualnych zmaganiach ze złem w nas i wokół
nas, w naszej walce o naszą Polskę, nie może zabraknąć tych elementów,
które są naszą nadzieją i mocą od przeszło 1000 lat. Wszystkie koncepcje
walki czy naprawy, wszystkie programy i plany muszą być powiązane,
i to bardzo mocno, z Bogiem. Bo Bóg ciągle jeszcze jest Panem tego świata.
To nie od p. Merkel czy p. Putina zależy przyszłość tego świata. Przyszłość
Polski zależy od nas, od samych Polaków, o ile tylko w tych planach będziemy
pamiętać, że to Bóg jest Ojcem i Panem każdego z nas, że losy państw i
narodów też jeszcze zależą od Niego.
Zresztą, czy to, że nam się jakoś ostatnimi laty nie wiedzie,
że Polska chyli się ku upadkowi, a przecież miała uratować całą Europę,
czy to nie jest potwierdzenie tych odwiecznych praw i prawd?
Chcę więc podziękować szczerze i otwarcie i p. Michalkiewiczowi,
i p. Zawadowskiemu, bo dzięki wam ujrzałem wyraźniej nie tylko otaczające
nas zło, ale i nadzieję na jego pokonanie.
Emanuel Czyżo
Toronto
Szanowni Państwo!
Przesyłam do wiadomości list otwarty do Prezesa Kaczyńskiego,
oraz list do dziennikarzy. Rzecz dotyczy wątku białoruskiego, ataku na
mnie przez ministra Sikorskiego oraz cofnięcia mi rekomendacji PiS w wyborach
do Senatu.
***
Pan
Jarosław Kaczyński
Prezes Prawa i Sprawiedliwości
List otwarty
Szanowny Panie Prezesie!
W dniu wczorajszym została mi przekazana wiadomość, iż kierownictwo
polityczne Prawa i Sprawiedliwości cofnęło mi rekomendację w wyborach senackich,
po enuncjacjach ministra Sikorskiego, który napiętnował mnie za napisany
pół roku temu reportaż o Białorusi i podanie w nim m.in. informacji, że
za Łukaszenki nastąpił w tym kraju wzrost gospodarczy.
Nie mam do Pana ani do polityków PiS pretensji o taką, a nie
inną decyzję. Rozumiem presję, pod jaką działacie wobec zmasowanej nagonki
na Pana i na kierowaną przez Pana partię. Jednak pozwalam sobie zwrócić
uwagę na kilka faktów, które w niniejszej sprawie mają ogromne znaczenie.
Po pierwsze, jako dziennikarz od lat 18 publikujący własne teksty
nigdy nie uchybiłem w nich ani obowiązkowi zwykłej rzetelności, ani też
nie straciłem z oczu interesu Polski.
Po drugie - atak ministra Sikorskiego na mnie i mój tekst opiera się
na jego przekonaniu, iż ministrowi wolno narzucić dziennikarzowi, co o
kim wolno pisać, oraz że w tym przypadku minister może dyktować, co jest
"karygodne" i zasługuje na potępienie, a co "chwalebne" i za co dostaje
się nagrody. O ile mi wiadomo, tylko wychwalanie nazizmu i komunizmu jest
w naszym systemie prawnym zakazane i nawet analizując okres rządów Hitlera,
wolno komentować różne aspekty życia gospodarczego czy społecznego. Wszelkie
uroszczczenia ministra Sikorskiego do określania, co wolno pisać, są w
tym przypadku zamachem na wolność słowa. Nie mówiąc o tym, że są zwykłym
nadużyciem intelektualnym i brutalną próbą przypisania moim wypowiedziom,
a pośrednio Panu oraz Prawu i Sprawiedliwości. Polityczna i przedwyborcza
motywacja takich działań jest aż nadto czytelna. Nigdy bowiem w moich tekstach
nie gloryfikowałem politycznej strony rządów pana Łukaszenki. Byłoby to
sprzeczne z moimi przekonaniami, których prawdziwości dowodzę całym swoim
życiem. W końcu to za walkę o wolność pan Jaruzelski raczył był wsadzać
mnie kilkakrotnie do więzienia, na ponad 1,5 roku, zaś Prezydent RP przyznał
mi Srebrny Krzyż Zasługi za wkład w budowę społeczeństwa demokratycznego
w Polsce. Przypisywanie mi przez ministra Sikorskiego gloryfikacji dyktatury
jako takiej, jest z jego strony zwykłą podłością.
Po trzecie - jak zwykle bywa - prawdziwą przyczyną ataku ministra
Sikorskiego na moją osobę nie są oczywiście te urywki reportażu, napisanego
zresztą pół roku temu, ale fakt, że od lat krytykuję stan polskiego wymiaru
sprawiedliwości, zwłaszcza pod rządami ekipy Tuska, której działania uważam
za szczególnie szkodliwe i destrukcyjne - na co dysponuję setkami przykładów.
Uważam - mając ku temu istotne i liczne dowody, że w wychodzeniu z komunizmu
nie wyprzedziliśmy zbyt daleko Białorusi, a główna w tym zasługa rządów
Platformy i jej liderów, w tym również ministra Sikorskiego.
Po czwarte - zwracam uwagę Pana Prezesa, że zaatakował mnie człowiek
o mentalności błazna, który miał czelność nazwać urzędującego prezydenta
Polski, śp. Lecha Kaczyńskiego "chamem" i który - moim zdaniem - ośmiesza
Polskę i kompromituje swoimi działaniami pełniony przez siebie urząd. Ocena
informacji podawanych przez tego typu "źródła dezinformacji" powinna być
szczególnie wnikliwa.
I po piąte - rozumiem, jak powiedziałem, Pańską sytuację, presję,
jakiej Pan podlega, i nie mam pretensji o decyzję cofnięcia mi rekomendacji,
wszak nawet nie jestem członkiem Prawa i Sprawiedliwości. Jednak zachęcam
Pana do większej odwagi i zaufania do samego siebie i wiary we własne zamierzenia,
a także do większego zaufania do Polaków, którzy coraz jaśniej dostrzegają,
że kolejne ataki, płynące ze strony obecnie rządzących na PiS, na Pana,
a także na poszczególnych kandydatów do parlamentu, są brudną wyborczą
grą i w istocie mają na celu odwrócenie uwagi od braku osiągnięć obecnego
rządu i jego ministrów.
Minister Sikorski atakuje mnie nie za jakieś tam zdania o Białorusi,
które zresztą nie zawierają żadnej apoteozy dyktatury, a za to, że jako
dziennikarz i jako działacz społeczny, zupełnie niezależny od wszelkich
partii, krytycznie piszę o rządzie Tuska i jego "dokonaniach", widząc w
nich po prostu zagrożenie dla wolności Polski i wolności obywatelskiej.
Zresztą jawnym tego dowodem jest właśnie wystąpienie ministra Sikorskiego
w mojej sprawie - tylko bowiem człowiek o mentalności totalitarnej, może
rościć sobie prawo jako minister do orzekania, co wolno pisać dziennikarzowi.
Jeśli wyrażone przeze mnie opinie są nieprawdziwe, niech Sikorski wykaże
ich błędność. Jeśli natomiast są prawdziwe, to za co mam być ukarany?
Niezależnie od okoliczności, jakie zaistniały, zapewniam Pana
o moim poparciu, natomiast z wyborów oczywiście się nie wycofuję. Nie uczyniłem
ani nie napisałem niczego, czego miałbym się wstydzić albo czemu musiałbym
zaprzeczać, a cel, jaki mi przyświeca w tych wyborach - doprowadzenie do
gruntownej reformy polskiego wymiaru sprawiedliwości, uwolnienie go od
powszechnej patologii i korupcji (w tym politycznej), nie może zostać zarzucony
dlatego, że jakiś niepoważny człowiek, który przez zbieg okoliczności został
ministrem i ma dostęp do Twittera, wystukał na mój temat na klawiaturze
kilka - z powietrza wziętych - opinii.
Nie dajmy się zwariować!
Z wyrazami szacunku
Janusz Sanocki
Kandydat na Senatora
Okręg 51
GONIEC NR 36/2011
Co tam Polska!
Co tam naród!
Debata jest Najważniejsza!
Do 9 października 2011 roku należy spodziewać się wszelkich chwytów
w wykonaniu nowego frontu politycznego, w skład którego wchodzą PO, SLD,
PSL i PJN. Aż się prosi, aby nadać mu wiele mówiącą nazwę - D J N, czyli
Debata Jest Najważniejsza.
Przez cztery ostatnie lata mieliśmy do czynienia, głównie w wykonaniu
PO, z opluwaniem, ignorowaniem, niszczeniem i kompleksowym fałszowaniem
wszelkich poczynań PiS-u i śp. prezydenta Polski p. prof. Lecha Kaczyńskiego
i prezesa PiS p. Jarosława Kaczyńskiego. W tym samym szeregu znalazły się
także tzw. główne media, a nawet często przewodziły tym działaniom lub
je generowały i nagłaśniały.
Od dnia 10 kwietnia 2010 roku już prezydent Polski nie przeszkadzał
"rządzić", czytaj panoszyć się, ani p. Tuskowi, ani jego ministrom, ani
sądom, ani prokuraturze, ani Sejmowi, w tym sejmowym komisjom specjalnym.
Co więcej, PiS i jego ludzie nie mieli dostępu do tzw. głównych mediów.
Natomiast te główne media, zamiast zajmować się tym, czym powinny, a więc
oceną pracy p. Tuska i jego ministrów, zajmowały się, po pierwsze, zaciemnianiem
tej działalności lub jej kolorowaniem, a przede wszystkim zajmowały się
głównie PiS-em i jego prezesem.
Mam nadzieję, że czterech lat popisywania się p. Tuska, jego
ministrów i jego partii PO,w tzw. głównych mediach, a jednocześnie blokowania
dostępu do tych mediów dla PiS-u i jego ludzi, wystarczy. Naród miał okazję
poznać tych władców i to nie tylko po ich "pięknych" słowach i "wielkich"
obietnicach, ale również i po ich czynach. Zebrano zresztą je w opracowaniu
pt. "Polska w budowie". Tak że jeśli ktoś jeszcze nie poznał wystarczająco
dobrze ich "osiągnięć", może to jeszcze zrobić, sięgając po to dzieło.
Przed nami wybory. I wielkie ożywienie. Nagle pojawiła się wielka
potrzeba debaty. Nie było dla niej miejsca przez cztery lata ani w głównych
mediach, ani w Sejmie. A to co się tam działo, to była kpina i parodia
z prawdziwej debaty. A dzisiaj wszystkie ww. partie zapragnęły debaty,
i to bardzo - debata jest dla nich obecnie najważniejsza.
Jaka debata? Z kim debata? Po co debata?
Wybory to nie jest szopka. A Polska to nie jest piłka do kopania.
P. Jarosław Kaczyński i PiS, też nie.
Wybory to poważna sprawa. To proces, w którym naród przekazuje
władzę w kraju, powinno się powiedzieć, swoim reprezentantom, najlepszym
Polakom, patriotom, ekspertom w swoich dziedzinach, ludziom godnym szacunku
i zaufania. Wiemy, że to jest jeszcze tylko życzenie, a nie rzeczywistość.
Ale co by nie było, to naród ma dokonać ostatecznego wyboru spośród przedstawionych
mu kandydatów. Skoro tak, to ci kandydaci powinni zwrócić się do narodu
z prośbą o rozpatrzenie ich kandydatury. Bo u nas w Polsce, to do narodu
należy władza, a nie do tej czy innej partii politycznej, lub do tego czy
innego wodza partyjnego. A zatem, jeśli potrzebna tu jest przed wyborami
jakaś poważna, prawdziwa debata, to powinna to być debata kandydatów z
narodem.
A tymczasem, o czym mówi p. Tusk, o czym mówią te wymienione
na wstępie partie polityczne? Nikt z nich nie mówi o debacie z narodem.
Oni mówią i "gorąco" pragną, czytaj, nalegają, wraz z przypisanymi do nich
mediami, debaty rozumianej jako szopka, popisy, walki.
Wasze popisy mości panowie i panie naród oglądał przez ostatnie
cztery lata. To chyba już wystarczy tego dobrego, tfu, powinno być, tego
złego!
Do tej "debaty" w rozumieniu "stowarzyszenia" DJN mieliby stanąć
tacy władcy, jak p. Tusk, p. Sikorski, p. min. Kopacz, p. min. Hall, p.
Rostowski i im podobni. Drodzy państwo, naród już Was dobrze poznał, już
wie, co wy macie do powiedzenia. Już zna wasze "osiągnięcia", już wie do
czego jesteście zdolni. Już zna program waszej partii. Nawet ten "nowy"
jeszcze nieopublikowany. Naród go już zna. Jego główna myśl jest nam wszystkim
znana - Raz zdobytej władzy, nie oddamy nigdy!
Czy o tym programie chcielibyście "debatować" z PiS-em, z p.
Jarosławem Kaczyńskim, czy może z p. Anną Fotygą? Albo z p. Zbigniewem
Ziobrą, czy może z p. Mariuszem Kamińskim? I to jeszcze z tymi ludźmi,
z których szydziliście tak niedawno, posyłaliście do psychiatrów lub pod
Trybunał Stanu? Może takie plany macie, ale zapomnijcie o tym.
Wybory to poważna sprawa. To potem, cztery lata katorgi, poniżenia,
niszczenia wszelkiego dobra, bądź cztery lata odkręcania tego, co żeście
uczynili z Polską i Polsce, przez ostatnie cztery lata. Nie ma tu miejsca
na szopki, nie ma tu miejsca na "debaty" w waszym rozumieniu.
Wybory to czas rozmowy, poważnej rozmowy z narodem, a nie z p.
Tuskiem, Sikorskim czy z p. Kopacz, czy może jeszcze z p. Bogdanem Klichem,
albo z p. min. Millerem. To czas rozmowy o przyszłości narodu i państwa
polskiego. I to nie tylko na najbliższe cztery lata. Rezultat tych
rozmów przesądzimy wszyscy w dniu 9 października 2011 roku. To nie od debaty
z p. Tuskiem i jego ludźmi zależy przyszłość i dobrobyt Polski i Polaków.
To wszystko zależy tylko od samych Polaków. Jeśli weźmiemy liczny udział
w zbliżających się wyborach i odsuniemy od władzy wszystkich tych, którzy
przez ostatnie cztery lata niszczyli wszelkie dobro w Polsce i w Polakach,
a przekażemy władzę w ręce prawdziwych patriotów, którzy rozumieją, że
władza to nie wysługiwanie się tej czy innej partii, ale to służba dla
dobra narodu i państwa, wtedy dopiero wykażemy prawdziwą troskę o Polskę
i Polaków. Wtedy dopiero będziemy Polakami.
Z "debatą", której tak pragną wszyscy ze "stowarzyszenia" DJN,
czyli z Szopką, poczekajmy na Marcina Wolskiego do Nowego Roku 2012.
Wspomniałem na wstępie, że możemy spodziewać się wielu chwytów
przedwyborczych, a właściwie wyborczych. Jednym z nich jest właśnie to
gorące pragnienie "debaty". Ale nie wiem, czy to nie jest przede wszystkim
zaprojektowane jako zasłona dymna przed kolejnym, dużo poważniejszym "chwytem".
Popatrzmy i przeanalizujmy spokojnie, jakich to kandydatów do
Sejmu i Senatu proponują nam partie wpisane do "stowarzyszenia" DJN?
Czy to nie jest kolejna kpina z narodu? Czy nie powinno się w
programach tych wszystkich partii, a przede wszystkim w "nowym" programie
PO, wpisać jeszcze dwóch dodatkowych haseł, które umieściłem w tytule tych
rozważań, a mianowicie - Co tam Polska! Co tam naród!? I dopiero do tego
hasło główne - Raz zdobytej władzy, nie oddamy nigdy!
Pomyśl, narodzie, dopóki nie jest za późno! Stoisz przed wielką
próbą. Pomyśl, co to będzie za Polska, co to będzie za naród, co to będzie
za Sejm i Senat, kiedy w nowym Sejmie czy Senacie znajdzie się ktokolwiek
z tych członków PO, SLD, PSL czy PJN, którzy są obecnie w Sejmie czy w
Senacie? Pomyśl, czy w nowym Sejmie i Senacie może być miejsce dla takich
ludzi, jak p. Tusk, Sikorski, Rostowski, p. min. Kopacz, p. min.
Hall, dwaj panowie o nazwisku Klich, p. Chlebowski i dla wielu im podobnych?
Oni już "zasłużyli" się Polsce i Polakom, dajmy im odpocząć i
przynajmniej przemyśleć swoje czyny i swoją bezczynność. Dajmy odpocząć
wszystkim tym posłom, którzy głosowali w dniu 6 czerwca 2010 roku za tym,
aby śledztwo w sprawie katastrofy w drodze do Katynia pozostawało w rękach
Rosji. Dajmy odpocząć tym posłom, którzy głosowali przeciwko życiu i przeciwko
rodzinie, w tradycyjnym, odwiecznym sensie.
Weźmy do ręki różańce, naród cały, i włączmy się do Krucjaty
w intencji ratowania Ojczyzny. Módlmy się w intencji Polski i Polaków,
Węgier i Węgrów, Hiszpanii i Hiszpanów, Włoch i Włochów, Francji i Francuzów
oraz innych narodów europejskich, abyśmy zjednoczyli swoje siły w walce
ze złem i w obronie dobra i wiary naszej świętej.
Módlmy się również za Rosję i Rosjan oraz za Niemcy i Niemców,
aby Miłosierny Bóg usunął z ich serc i umysłów, wszelką wrogość i żądzę
panowania nad innymi narodami, i wypełnił ich serca i umysły swoją Dobrocią,
Miłością i Pokojem.
Zróbmy to z nadzieją i ufnością, bo sami nie damy rady.
Emanuel Czyżo - Toronto
GONIEC NR 35/2011
(...)
GONIEC NR 34/2011
(...)
GONIEC NR 33/2011
(...)
GONIEC NR 32/2011
Moje opinie do Redakcji!
Panie Andrzeju, jestem czytelnikiem Gońca od lat i pozwolę sobie
zauważyć, że od dłuższego czasu w Gońcu jest samo bad-apocalipsa, Żydzi
lichwiarze, Ruskie - wiadomo co, Amerykanie - durnie, Chiny - kupują Amerykę
i nie tylko, itd. Jeśli chodzi o polską politykę, to od lat nikt nie napisał
czegoś pozytywnego o polskim rządzie. Polscy politycy opluwają się nawzajem
i wszystko jedno z jakiego ugrupowania. Większość czytelników Gońca nie
jest ani w PiS, ani w PO.
Tak że ja proponuję troszkę optymizmu, popierania i pobudzania
dobra. Czy nie ma na świecie ludzi, regionów, krajów, o których by można
pisać pozytywnie, pochlebnie i brać z nich przykład? "Zło dobrem zwyciężać"!
Światowe zło było, jest i będzie i tylko Pan Bóg wie, jak i kiedy to zło
rozpieprzyć - obiecał nam to. Na razie, pomagajmy Bogu, sobie i bliźnim
żyć godnie.
Teraz trochę uwag na temat rządu i kanadyjskich polityków. Dużo
się o nich pisze i mówi przed wyborami, a potem prawie wcale. Jest tyle
durnych ustaw i praw, które przeszkadzają nam w życiu. Dlaczego tego nie
zmieniają? Pan Redaktor sam o tym dużo pisze. Każdy z nas zna i wie o durnocie
niektórych praw. Czasami wydaje mi się, że politycy są aktywni przed wyborami,
a potem stają się "manekinami", a może oni wszyscy to "manekiny", a rządzi
ktoś inny. Podam dwa przykłady, które wszyscy znamy, kto tu rządzi - "media".
Na pewno czytelnicy oglądali programy: "The Worst Canadian Driver" i "Cash
Cab". Co do pierwszego programu, mam pytanie do "manekinów" z Ministerstwa
Transportu: "Kto tym ludziom dał prawo jazdy?". Co do drugiego programu,
to się pytam: gdzie jest policja? Nam nie wolno używać telefonów, przestawić
stacji radiowej itd., a im wolno jeździć po Toronto i robić taki program.
Prawo kanadyjskie mówi: "Don't disturb the driver".
Gratuluję Panu Lizoniowi i wszystkim nowym parlamentarzystom. Może
świeża krew będzie dostarczać dużo tlenu do szarych komórek Ottawy i zaczną
rządzić, ustalać mądre ustawy, a likwidować durne i nieżyciowe.
Leszek Miś z Burlington
PS Mała strona humoru i anegdot by się przydała. Pozwolę sobie
na mały przykład. Facet wraca z pracy, zjadł obiad, włączył telewizor,
gada Pierwszy Sekretarz, przełączył na drugi kanał, gada Pierwszy (wtedy
były tylko dwa programy). Włączył radio - gada Pierwszy, przestawił stację,
gada Pierwszy. Żona chce włączyć żelazko - "nie włączaj, będzie gadał".
Dzisiaj jest podobnie, tylko więcej stacji. Włączyłem na "News",
kogoś czy coś rozpieprzyło. Przełączyłem, ktoś buduje bombę, przełączyłem,
tam bombardują, a wkrótce będą bombardować gdzieś indziej. Wyłączyłem "żelazko"
i poszedłem na spacer. Bo być może, jeśli my przestaniemy się tym interesować,
to jedni przestaną budować, a drudzy bombardować.
Życzę długiego, udanego spaceru.
GONIEC NR 31/2011
MANIPULANCI
W dniu 2 maja 2010 roku, a więc po trzech tygodniach od katastrofy
polskiego rządowego samolotu i śmierci w Smoleńsku Prezydenta Lecha Kaczyńskiego
wraz z towarzyszącą mu polską elitą polityczną, został opublikowany w
mediach tekst napisanego przeze mnie artykułu pt. "KATASTROFA POLSKI".
Dziś, po 15 miesiącach od tej tragicznej katastrofy, z okazji kolejnej
rocznicy wybuchu powstania warszawskiego, postanowiłem powrócić do jego
treści. Tekst zawierał 30 pytań dotyczących niejasności w przedstawianych
publicznie informacjach i braku odpowiedzi na jakiekolwiek wątpliwości
co do przyczyn, które obdarzano jednoznacznie słowami "teoria spiskowa".
A zaczynał się on następująco:
"Są pytania, które muszą uzyskać konkretne odpowiedzi, aby móc uwierzyć
w wiarogodność ekspertyz i podawanych informacji. Polska nie jest żadnym
niezależnym krajem, nikt za nią nie stoi, nigdy nie stał i stać nie będzie.
Wydaje mi się, że żadna międzynarodowa komisja nigdy, z obaw przed represjami
wobec jej członków, nie podejmie się wydania opinii innej niż wersja rosyjska,
by broń Boże nie zakłócić ?światowej równowagi sił=. Polityka kompromisu
UE i USA z Rosją sparaliżowała politycznie mózgi zachodnich mocarstw i
znów nasz kraj musi się samotnie łasić do wschodniego sąsiada, aby nie
odciął nas od gazu czy nie zamknął rynków eksportowych, lub, by po 70 latach,
łaskawie wydusił z siebie nieistotne już dziś informacje na temat katyńskiej
tragedii. Ponoć 5000 ?przyjaznych= agentów od lat dba o nasz wizerunek
skłóconego wewnętrznie petenta i nieudacznika, by pokazać światu, jak niewiele
nasz kraj jest wart. A my niestety nie dorośliśmy, by się umiejętnie i
aktywnie bronić, aby pokazać, że jest jednak inaczej. Może jednak nadszedł
wreszcie czas na ryzyko publicznych twardych słów i bolesnej dla ?przyjaciół=
prawdy. Tylko kto jest dziś w stanie to zrobić? Bo Polsce nie zaszkodzi
już nic".
TE TWARDE SŁOWA NIGDY NIE PADŁY I JUŻ NIE PADNĄ. Zostały pogrzebane
wraz z ciałami tych, którzy mogli i chcieli je wypowiedzieć. Nie otrzymały
też odpowiedzi wyrażane wielokrotnie w różnych publikacjach wątpliwości,
wymieniane również i przeze mnie w moich artykułach. A brak odpowiedzi
na nie do dziś podważa wiarogodność wyników przeróżnych "oficjalnych" dochodzeń
i raportów "opartych na faktach" i "wynikach badań". A więc powróćmy do
tragicznych wspomnień i braku odpowiedzi na te wielokrotnie i przez wielu
zadawane pytania:
- z jakiego powodu wzięła się nagle mgła, właśnie wtedy i nad lotniskiem?
- co robiły nad lotniskiem dwa samoloty, z których jeden nawet próbował
lądować?
- dlaczego kontrolerzy lotu podawali pilotom błędne dane?
- dlaczego aprobata lub jej brak ze strony moskiewskich władz, czy
samolot ma lądować czy nie, była tak niezwykle ważna?
- dlaczego do dziś nie oddano Polsce "czarnych skrzynek"?
- na jakiej podstawie Polacy ustalili, że wszystkie przyrządy w kabinie
pilota były sprawne, skoro są one dotąd w posiadaniu Rosjan, i że piloci,
jak podaje raport Millera, nie używali do oceny wysokości barycznego wysokościomierza,
tylko cyfrowego, a samolot leciał podobno do końca na autopilocie?
- dlaczego świeżo wyremontowany samolot, lecący na końcu lotu z prędkością,
jak się przypuszcza, 180 km/godz., przy uderzeniu w ziemię rozpadł się
na drobne kawałki, zamiast, jak to wykazują inne podobne katastrofy, na
elementy konstrukcyjne?
- dlaczego pozwolono na demolowanie resztek rozbitego samolotu (reportaż
TV)?
- dlaczego samolot gwałtownie, jak inne, nie zapłonął, mając prawie
pełne baki benzyny?
- dlaczego nie zezwolono archeologom na przyjazd do Smoleńska, aby
pobierając próbki ziemi, mogli wykluczyć chemiczne przyczyny powstania
mgły?
- dlaczego nie dokonano w Polsce sekcji zwłok i nie sprawdzono ubrań
ofiar katastrofy na ewentualne zanieczyszczenia chemiczne i toksyczne?
- gdzie się podziały aparaty komórkowe, pistolety i amunicja członków
ochrony BOR-u?
- dlaczego nie ma żadnych wyjaśnień na temat możliwości elektromagnetycznych
zakłóceń przyrządów pokładowych samolotu spowodowanych bliskością specjalistycznego
Zakładu Produkcji Urządzeń Elektromagnetycznych, położonego podobno przy
lotnisku?
- dlaczego dopuszczono do lądowania trzy dni wcześniej samolot z polską
delegacją rządową mimo fatalnego stanu lotniska, a w dniu katastrofy, na
mniej więcej godzinę przed nią, do lądowania polskiego samolotu z reporterami
mimo powstającej mgły?
- z jakiego powodu i po co zaczęto po katastrofie gwałtownie uzupełniać
sygnalizację świetlną i dlaczego, jak się mówi, usunięto z wieży kontrolnej
nowoczesną aparaturę naprowadzającą po wizycie premiera Tuska w Smoleńsku?
- jakie były przyczyny brutalnego morderstwa jednego z autorów dwóch
filmów, wykonanych tuż po katastrofie, na którym słychać strzały i krzyki?
- jakim prawem Rosjanie przyznali sobie prawo do rządzenia polską
delegacją dochodzeniową, nie dopuszczając jej do udziału w dochodzeniach?
Czy tak trudno było wyjaśnić wątpliwości, czy też choć przeprosić Polaków
przez Rosjan za ich niewątpliwy udział w katastrofie. Nie mówiąc już o
finansowych kompensacjach za popełnione zaniedbania, choćby wg metody zamykania
ust takim jak ja malkontentom. Autorzy raportów nie mieli lub mieć nie
chcieli żadnych sensownych odpowiedzi na większość tych i innych pytań,
choć próby wyjaśnień być może ograniczyłyby liczbę zwolenników tzw. teorii
spiskowej, a Rosjanie niestety nie znają słowa "przepraszam". Lepiej dla
dobra sprawy przemilczeć, niż wdawać się w polemiki z autorami różnych
krytycznych artykułów pojawiających się w niezależnej prasie. W raportach
MAK-u czy komisji Millera nie ma zapewne innej oceny wspomnianych wyżej
wątpliwości, jak wrogie i chore insynuacje, bo przecież coś by mogło zaszkodzić
"dochodzeniu", a spodziewany raport prokuratorski skupi się pewno tylko
na polskiej odpowiedzialności personalnej (głowy już się sypią, szkoda,
że pewno nie te, co powinny). I sprawy, jak przy aferze Rywina, węglowej,
paliwowej czy hazardowej, już nie ma. Przecież tylko wygrani piszą historię.
Należałoby tu zadać tylko jeszcze jedno zasadnicze pytanie zawarte, wraz
z innymi wyżej wymienionymi w moim artykule "KATASTROFA POLSKI": - Dlaczego
na pogrzeb polskiego Prezydenta nie przyjechali, mimo wcześniejszych obietnic,
prezydenci Francji, Niemiec, Anglii, Włoch i USA, tłumacząc się erupcją
wulkanu na Islandii, podczas gdy wszyscy mniej ważni przywódcy nie mieli
z tym żadnych problemów? Zapewne udział w hołdzie składanym pośmiertnie
polskiemu Prezydentowi, krytycznemu wobec rosyjskiej polityki, mógł zaszkodzić
w ich bezsensownym głaskaniu i klepaniu po plecach przewrotnego i wciąż
niebezpiecznego członka światowej wspólnoty? I tym razem, jak zwykle bywało,
przedłożono własny interes nad solidarność z polską racją stanu i polską
tragedię. Ciekawe, że jednak ci sami "wielcy", poza kanclerz Merkel, odmówili
jednak wzięcia udziału w rosyjskich obchodach w Moskwie 65. rocznicy zakończenia
wojny w Europie. Czyżby kamuflaż dla poprzedniej odmowy?
"ÉCAŁA TRAGEDIA KATASTROFY SKŁADA SIĘ Z WIELU NAŁOŻONYCH NA SIEBIE
PRZYCZYN - napisałem na zakończenie w swoim poprzednim artykule - WIĘC
KAŻDA SUGESTIA, DODANA DO POWYŻSZYCH DOCIEKAŃ, MOGŁABY OKAZAĆ SIĘ NIEZWYKLE
ISTOTNA DLA WIAROGODNOŚCI USTALEŃ. O TYLE TYLKO, NA ILE TĘ PRAWDĘ CHCE
SIĘ ŚWIATU POKAZAĆ. WYOBRAŻAM SOBIE, ŻE WIĘKSZOŚĆ MOICH PYTAŃ NIGDY NIE
UZYSKA ODPOWIEDZI, A CZĘŚĆ Z NICH ZOSTANIE UZNANA ZA POZBAWIONE SENSU.
I NA KONIEC PADNIE, ŻE: ?WYPADEK BYŁ Z WINY PILOTA I OCZYWIŚCIE NIEDOŚWIADCZONEGO
KONTROLERA Z WIEŻY, A POLSKI PREZYDENT NIE BYŁ OSOBĄ ZAPRASZANĄ (A MÓWIĄC
DOSADNIE - NIECHCIANĄ), BY MU STWARZAĆ SPECJALNE WARUNKI DO LĄDOWANIA=.
I padło."
***
Jak widać z tekstu, pisanego 15 miesięcy temu przeze mnie (co można
łatwo sprawdzić, czytając w Internecie mój ówczesny artykuł), nie trzeba
było żadnych dochodzeń, aby dojść do takich "wspaniałych" wniosków. Trochę
to jednak za mało, aby można było poważnie traktować te wnioski bez wyjaśniania
wszystkich poruszanych powszechnie wątpliwości, tym bardziej że przedstawiony
ostatnio raport komisji pana Millera moje końcowe genialne podsumowanie
podświetla (czyżby komisja czytała mój artykuł?). Cała reszta moich konkretnych
wniosków to przecież niewarta uwagi bzdurna "teoria spiskowa".
Niestety, niedźwiedzia trzeba ugłaskać i taka, uzgodniona z Rosjanami
odpowiedź popłynęła w świat, pokazując, że można być oficjalnie "za, a
nawet przeciw". Niech więc sobie ten świat osądza sam, w czym mu do twarzy
- znać prawdę, czy jej nie znać i czy warto się tą w końcu nikomu niepotrzebną
i ogólnie, mimo uśmiechów i ukłonów do Niej, lekceważoną i wykorzystywaną
w rzeczywistości Polską przejmować. Wystarczy, byle ten polski przyczółek
mieć pod ręką "w razie się straci".
Szkoda, że żołnierze Powstania Warszawskiego, ginąc za Polskę, o tym
nie wiedzieli. Dziś brakuje nam wśród żywych tych 200.000 ofiar Powstania,
i wielu innych polskich powojennych bohaterów, aby dopominali się prawdy
o Polsce. Chwała poległym.
Victor Księżopolski
1 sierpnia 2011, Calgary
GONIEC NR 30/2011
(...)
GONIEC NR 29/2011
Głos Polonii do wszystkich
Polaków w Polsce i poza Polską
Z wielką troską i niepokojem przyjmujemy nadchodzące z Polski wiadomości,
które rodzą poważne obawy o przyszłość naszej Ojczyzny. Choć różne koleje
losu rozsypały nas po całym świecie i związały z innymi krajami zamieszkania,
dla większości Polaków więzi z Polską mają fundamentalne znaczenie, a sprawy
Ojczyzny zawsze stoją w centrum zainteresowania. Czasem wydaje się, że
z dystansu łatwiej nam, niż wielu Rodakom w Kraju, dostrzec, jak bardzo
sytuacja w Polsce odbiega od światowych standardów i jak bardzo różni się
od sytuacji, do której przywykliśmy jako obywatele krajów demokratycznych.
Trudno nam pojąć, jak to jest możliwe, że Polska, która jako pionier
przemian po okresie powojennego zniewolenia stanęła w uprzywilejowanej
startowej pozycji, by stać się krajem silnym i bogatym, wybrała drogę zupełnie
przeciwną. Na skutek wielu błędnych decyzji zmarnowano chyba wszystkie
szanse, które można było zmarnować. Dzisiaj widzimy Polskę pozbawioną większości
majątku narodowego, zyski wypracowane przez Polaków wyprowadzane są na
zewnątrz, kraj jest potężnie zadłużony, budżet państwa opiera się głównie
na wzrastających podatkach VAT i akcyzie ściąganych z wszystkich, przy
zaledwie niewielkich wpływach pochodzących od firm działających w Polsce.
Pauperyzacja wielkich grup społeczeństwa podtrzymuje stałe fale emigracyjne,
w których młodzi, wykształceni Polacy, pozbawieni perspektyw, poszukują
chleba na obczyźnie i ciężką pracą pomnażają dobrobyt innych. Polska, z
jej żyzną ziemią, z niezwykłymi bogactwami naturalnymi, a przede wszystkim
z nadzwyczaj utalentowanymi i przedsiębiorczymi ludźmi, powinna być liderem
rozwoju, a stała się maruderem, krajem ze słabą gospodarką, zepchniętym
do roli podrzędnego państwa tracącego coraz bardziej polityczną pozycję.
Pobieżne spojrzenie na Polskę okiem gości przyjeżdżających z zewnątrz
może dostarczać przyjemnych wrażeń, bo nasza Ojczyzna jest piękna i atrakcyjna,
a bieda, zatroskanie i sprawy rodzące niepokój o przyszłość są starannie
skrywane. My także bywamy w Polsce, często w jej głębi, na peryferiach
wielkich metropolii, na prowincji. Tam, dzięki kontaktom z rodzinami i
przyjaciółmi widzimy problemy, z jakimi borykają się ludzie, widzimy miasteczka
i wioski bez jakichkolwiek inwestycji, ze zanikającą podstawową infrastrukturą,
niszczone przez kataklizmy, ogarnięte strukturalnym bezrobociem, wyludnione
z młodzieży i pozbawione perspektyw rozwoju. Polska jest dzisiaj bardzo
źle rządzona, a można wręcz uznać, że jest z premedytacją niszczona.
Ponad dwa lata temu wielu z nas sygnowało list "Przestańcie szkodzić
Polsce!". List ten skierowany był do najwyższych władz Rzeczypospolitej
z mocnym protestem przeciw działaniom rządu RP, który nie tylko zaniedbał
podstawowe i służebne wobec Narodu obowiązki, ale wręcz blokował pożyteczne
oddolne inicjatywy, niszcząc cenne zarodki społecznej aktywności. Właśnie
wtedy nasz protest zwrócił uwagę na szkodliwe działania rządu RP, który
bezdusznymi administracyjnymi metodami zablokował oryginalne inicjatywy
skupione wokół Radia Maryja, służące szerokiej społeczności i będące wzorcowym
przykładem oddolnej pracy organicznej. Mimo że protest podpisało 35 tysięcy
sygnatariuszy, obejmując swoim zasięgiem całą Polskę i Polonię z wielu
krajów świata, w tym setki ludzi z tytułami naukowymi i z ważnymi stanowiskami,
nie doczekaliśmy się ze strony adresatów żadnej, choćby tylko zdawkowej
reakcji. Nasz list kompletnie zlekceważono. Taka sytuacja byłaby zupełnie
nie do pomyślenia w krajach, w których mieszkamy, i to doświadczenie bezpośrednio
uzmysłowiło nam dramatyzm sytuacji, w jakiej znalazła się nasza Ojczyzna.
W ostatnich dniach politycy rządzący Polską, wspierani przez publicystów
i komentatorów, wzburzyli się faktem, że Ojciec Tadeusz Rydzyk, dyrektor
Radia Maryja, ośmielił się nazwać publicznie taki styl sprawowania władzy
totalitaryzmem. Wzburzeniu temu nie towarzyszy jednak żadna refleksja nawiązująca
do analizy sytuacji i własnego postępowania, która mogłaby pomóc w zrozumieniu
genezy takiej oceny. Dlatego pragniemy zdecydowanie poprzeć punkt widzenia
Ojca Dyrektora, bo także w naszej ocenie mamy w Polsce do czynienia z działaniami
rządu, które noszą znamiona totalitaryzmu.
Pamiętamy prorocze słowa bł. Jana Pawła II ostrzegające, że demokracja
bez wartości łatwo może się przekształcić w zakamuflowany totalitaryzm.
Słowa te, prawdopodobnie nie przez wszystkich wtedy zrozumiane, stały się
nagle niezwykle aktualne dzisiaj. Właśnie przy współudziale polityków,
którzy stworzyli polski ład medialny zachowujący prawdziwie PRL-owski monopol,
pełen zakłamania, fałszu i pozornego pluralizmu, świat polskiej polityki
stał się kompletnie wyzuty z wszelkich wartości i jest poddawany ciągłej
dalszej demoralizacji. Paradoksalnie, sytuacja polskiego kapłana - o. T.
Rydzyka, który od wielu lat jest obiektem bezprzykładnych, niewybrednych
i obraźliwych, a co najgorsze zupełnie bezkarnych ataków propagowanych
w większości mediów, jest najbardziej wyrazistą ilustracją bezmiaru hipokryzji
polityków, którzy tak dosadnie oburzają się dzisiaj na nazwanie rzeczy
po imieniu. Gdy widzimy polityka z najwyższych kręgów władzy, pełniącego
dzisiaj funkcję jednego z marszałków Sejmu RP, który raz po raz w ordynarnych
słowach publicznie obraża polskiego kapłana i biskupów, to nie możemy pojąć,
jak może funkcjonować państwo, w którym tak kompromitujące zachowania nie
prowadzą do natychmiastowej dymisji. Nie dziwi później, że w przestrzeni
publicznej pojawiają się pod adresem o. Rydzyka najbardziej wulgarne i
obraźliwe insynuacje wypowiadane i wypisywane przez ludzi bez żadnej odpowiedzialności.
Totalitarne działania przybierają różne formy, ale zawsze mają na
celu ubezwłasnowolnienie człowieka, pozbawienie go godności i uczynienie
go niewolnikiem niezdolnym do korzystania z przyrodzonego prawa do wolności,
także do prawa czynienia dobra. Takie działania powinny być zawsze napiętnowane,
bo prowadzą do kompletnego rozkładu społeczeństwa, które pozbawione godności
i podstawowych wolności, przestaje być uczestnikiem normalnego rozwoju.
Polacy dobrze wiedzą, co to jest totalitaryzm. Zetknęli się bezpośrednio
z jego najostrzejszą formą, gdy ubezwłasnowolnienie następowało jako skutek
przemocy i terroru. Znają jednak także inne formy, gdy w schyłkowym okresie
PRL przemoc stosowano tylko wybiórczo, a pozbawianie ludzi przynależnych
im praw odbywało się w inny, bardziej wyrafinowany sposób.
Dzisiaj niewątpliwie mamy do czynienia z kontrolowanym przez władze
narastającym procesem ubezwłasnowolnienia ludzi. Działania te opierają
się na oplataniu jednostki siecią ograniczeń wykorzystujących wiele narzędzi,
od przymusu ekonomicznego, poprzez administracyjne rygory bezdusznej biurokracji,
chaos prawny, w którym nikt nie zna swoich praw, bo prawnicy mogą nadać
prawnym zapisom zupełnie dowolne interpretacje, aż po terror medialny,
w którym króluje kłamstwo, a przestrzeń publiczna wypełniona jest jednostronną
propagandą serwowaną przez zniewolonych ludzi, którzy zupełnie bezpodstawnie
nazywają się dziennikarzami. Jeżeli powszechnie dostrzegane jest kompletne
załamanie funkcji trzeciej władzy i coraz mniej Polaków szuka sprawiedliwości
w sądach, nie wierząc w ich uczciwe działanie i skuteczność swoich skarg,
to mamy do czynienia z ubezwłasnowolnieniem jednostki, które każdy ma prawo
nazwać sytuacją państwa totalitarnego, tym bardziej gdy dotykająca go opresja
pochodzi od instytucji państwowych.
Znamienny przykład tragedii rodziny Olewników ilustruje najbardziej
drastycznie taki stan rzeczy, a fakt, że źródłem niewyobrażalnych krzywd
były instytucje państwowe i wysoko ulokowani mocodawcy pozostający w istocie
do dzisiaj bezkarni, każe głośno krzyczeć o wszelkich objawach rodzących
się totalitarnych tendencji w strukturach państwowych. Codziennym potwierdzeniem
takich skłonności u ludzi władzy w Polsce jest utrzymywanie, a nawet pogłębianie
monopolu informacyjnego, który obejmuje publiczne środki przekazu i komercyjne
media. Tworzą one kompletnie zafałszowany obraz rzeczywistości, wpływają
bezpośrednio na zanik rzetelnej debaty publicznej i prowadzą nieuczciwą,
agresywną i represyjną walkę z niezależnymi mediami, które są w nieporównanie
słabszej sytuacji. Niezależność Radia Maryja jest od dawna solą w oku dla
decydentów tego monopolu i tutaj zawsze należy szukać motywacji i źródeł
ataków na Ojca Dyrektora, które w ostatnich dniach przybrały tak zjadliwy,
a przecież groteskowy w swej przejrzystości totalitarny charakter. Dla
nas, przyzwyczajonych do całkiem innego sposobu działań polityków rządzących
w krajach naszego zamieszkania, sytuacja jest oburzająca i musi wywoływać
zdecydowane protesty.
Jesteśmy pod wrażeniem wielkich dzieł, które udało się stworzyć Ojcu
Tadeuszowi Rydzykowi wraz z małą grupą niezwykle ofiarnych ojców redemptorystów,
ale przy ogromnym, spontanicznym poparciu wielu Polaków, często bardzo
ubogich materialnie, za to silnych i bogatych duchem. Sami także wspieramy
te dzieła, bo wiemy, że służą naszej Ojczyźnie i wnoszą prawdę w polskie
życie publiczne, a zwłaszcza dobrze służą naszym związkom z Polską. Nie
pozwolimy tych dzieł niszczyć i potępiamy wszystkich, którzy starają się
im szkodzić, zwłaszcza jeśli czynią to w imieniu państwa polskiego, uzurpując
sobie prawo do rządzenia Narodem tak mocno doświadczanym w ostatnich stuleciach.
Niejako równolegle i niezależnie, ale dostrzegając te same totalitarne
tendencje w dzisiejszej sytuacji Polski, zwróciliśmy uwagę na bezprecedensowe
szykany wobec Prezesa największej partii opozycyjnej PiS - Pana Jarosława
Kaczyńskiego. Cała sytuacja, w której człowiek pełniący funkcję sędziego,
niewątpliwie politycznie motywowany, próbuje upokorzyć tak znaczącą i zasłużoną
postać polityczną skierowaniem na badania psychiatryczne, jest dla nas
czymś zupełnie absurdalnym i trudnym do przyjęcia w cywilizowanym kraju.
Jeśli dodać, że dzieje się to w ramach procesu sądowego, w którym J. Kaczyński
jest pozwany przez człowieka z piętnem kłamcy, przyłapanego na oczach całej
Polski na gorącym uczynku, w sprawie związanej z upadkiem poprzedniego
rządu, to sprawa nabiera wymiaru niezwykle poważnego i skrajnie kompromitującego
polskie władze. Trudno o bardziej wyrazistą ilustrację, dającą podstawy
do oskarżeń o działania totalitarne. Znane w Polsce nazwisko sędziego wykonującego
tę usługę będzie zapisane w galerii czarnych postaci ostatnich lat, a grozy
dopełnia scenariusz, w którym podobno premier rządu RP ma przemawiać w
Brukseli w imieniu Polski przejmującej prezydencję UE dokładnie w tym samym
czasie, gdy biegli psychiatrzy otworzą swój gabinet, przyjmując Prezesa
J. Kaczyńskiego. Działania te, wykorzystujące instytucję sądu do haniebnych
represji politycznych, przekraczają wszelkie granice i muszą wywołać burzę,
która w końcu uwolni Polskę od ludzi tak opacznie pojmujących państwo prawa,
demokrację, wolność i godność obywateli.
Przyglądając się politycznej scenie w Polsce, nie widzimy wielu ludzi,
którzy mogliby stanąć obok Prezesa Jarosława Kaczyńskiego i przyrównać
własne zasługi dla Polski, własną przenikliwość polityczną, czy też format
swojej osobowości. Jeżeli ktoś bezkarnie może publicznie kwestionować zdrowie
psychiczne takiego polityka, to już wszystko inne może też pozostawać bezkarne.
W takiej sytuacji stajemy się po prostu bezradni i zaszokowani bezczelnością
tego postępowania, a jednak widzimy, że to naprawdę się dzieje. Po chwili
wszakże stajemy przed tym wyzwaniem, bo nasze polskie dusze nie pozwolą
na trwanie takiej sytuacji.
Z premedytacją nie nawiązaliśmy wcześniej do wydarzenia, które wstrząsnęło
Polską - do katastrofy smoleńskiej. A jednak w zakończeniu przywołamy ten
tragiczny element, bo jego wymowa spina jakby klamrą obraz sytuacji w Polsce,
jaki staraliśmy się nakreślić, by wyjaśnić nasz ogromny niepokój, który
stawia przed nami niecodzienne wyzwania wobec najbliższej przyszłości.
Blisko 15 miesięcy, które minęły od dnia katastrofy smoleńskiej, i bieg
śledztwa w tej sprawie, który rodzi ponurą analogię do wielu lat kłamstwa
o zbrodni katyńskiej, to obraz ubezwłasnowolnionej Polski. To zbiorowe
zniewolenie powtarza się w indywidualnym losie wielu Polaków, którzy czują
się dzisiaj podobnie ubezwłasnowolnieni i z niepokojem patrzą w przyszłość.
Są jednak nadzwyczajne moce w naszym Narodzie i te moce dzisiaj trzeba
obudzić, by w pełnej mobilizacji i w jedności dokonać cudu otwarcia nowego
rozdziału w historii Polski. Wzywamy wszystkich Polaków do dokonania tego
cudu w nadchodzących wyborach jesiennych. Trzeba odsunąć od polskich spraw
ludzi, którzy niszczą Polskę. Trzeba to zrobić w naszym wspólnym interesie,
by każdy, w kim bije polskie serce, mógł współuczestniczyć w budowie Ojczyzny
naszych marzeń. Polacy mieszkający poza Polską chcą uczestniczyć w tym
dziele, chcą budować więzi Polski z krajami swojego zamieszkania, chcą
inwestować w Polsce, często bywać w Ojczyźnie i trwać w polskich tradycjach,
kulturze i obyczajach, zawsze wierni Bogu i Polsce. Dlatego musimy razem
wygrać Polskę i wyrwać ją z opresji.
Tak nam dopomóż Bóg!
1. dr Marka Baterowicza - Australia
2. mgr inż. Alina Bona - przedsiębiorca, Belgia
3. mgr inż. Ryszard Bona - przedsiębiorca, Belgia
4. Roman Bordakiewicz - wiceprezes Stowarzyszenia "Nasza Polonia",
Australia
5. ass. ekonomiczny Maria Burczyk - Sztokholm
6. Maria Burczyk - nauczycielka Szwecja
7. dr Ryszard Dzierzba Mężczyzna w średnim wieku poszukuje pracy przy
renowacjach domów.Interesuje mnie stała praca. Telefon-416 253 2287. Australia
8. ksiądz doktor Tadeusz Faryś - Belgia
9. Adam Gajkowski - prezes Stowarzyszenia "Nasza Polonia", Australia
10. Wiesław Jankowski - b. wiceprzewodniczący NSZZ "Solidarność" w
Toruniu, Norwegia
11. Jerzy Jankowski - przewodniczący Związku Polaków w Norwegii
12. mgr Tadeusz Kasprzak z rodziną - Kanada
13. Andrzej Klyta - członek zarządu Stowarzyszenia "Nasza Polonia",
Australia
14. mgr inż. Jerzy Kolecki - Sztokholm
15. mgr ekonomii Michał Kruczek - Sztokholm
16. Jolanta Kotowicz - Stowarzyszenie "Nasza Polonia", Australia
17. Stanisław Kotowicz - Australia
18. Bogdan Kulas - wiceprzewodniczący Związku Polaków w Norwegii
19. lek. medycyny Lech Laskowski - Malmö
20. mgr Małgorzata Kuźma - urzędnik Unii Europejskiej, Belgia
21. Szczepan Majkowski - Norwegia
22. dr Barbara Maloszewska - Monachium, działacz katolicki, Katolickie
Centrum Krzewienia Kultury, Tradycji i Języka Polskiego w Monachium
23. prof. dr Piotr Maloszewski - Monachium, działacz polonijny, Chrześcijańskie
Centrum Krzewienia Kultury, Tradycji i Języka Polskiego w Niemczech
24. Jan Michalak - członek zarządu Stowarzyszenia "Nasza Polonia",
Australia
25. mgr inż. Wojciech Michalecki - Szwecja
26. mgr inż. Wojciech Michalicki - Malmö
27. lekarz stomatolog Zofia Mrozowska - prezes Stowarzyszenia Polskich
Kombatantów, Belgia
28. Aleksander Oczak - wiceprezes Stowarzyszenia "Nasza Polonia", Australia
29. mgr psychosocjologii Anna Oszust - Belgia
30. ksiądz prałat magister Krzysztof Pastuszak - wikariusz Biskupa
Odessy, Belgia
31. Wiesław Pastuszko - członek zarządu Stowarzyszenia "Nasza Polonia",
Australia
32. o. Janusz Pawlicha OSPPE - Stowarzyszenie "Nasza Polonia", Australia
33. Zbigniew Piwko - mgr inż. fizjoterapeuta, Norwegia
34. Kazimierz Rochowicz - b. działacz NSZZ "Solidarność" w Iławie,
Norwegia
35. Anna Skaar - magister, Uniwersytet w Oslo
36. dr Beata Rumianek - Australia
37. profesor Ryszard Siwy - Meksyk
38. Bogdan Strazynski - redaktor, muzyk, Norwegia
39. Grażyna Strazynska - muzyk, Norwegia
40. Sara Strazynska - muzyk, Norwegia
41. Artur Strazynski - student, Norwegia
42. mgr ekonomii Stanisława Swierz - Malmö
43. s. Ludwika Szymura - przełożona s. elżbietanek, Sztokholm - Bromma
44. Zbigniew Tyszko - nauczyciel, redaktor, Norwegia
45. Anna Tumidajewicz - nauczycielka, Norwegia
46. Jolanta Wacko - magister, Norwegia
47. dr Ewa Walczak - Australia
48. inż. Marek Walczak - Australia
49. ks. Bogdan Wegnerowski - b. rektor Polskiej Misji Katolickiej w
Sztokholmie
50. ks. Bolesław Witwicki - Malmö
51. mgr inż. Anna Woś - prezes Organizacji " POLONIA FLANDRIA", Belgia
52. mgr inż. Józef Woś - przedsiębiorca, Belgia
53. Teresa Urszula Wychowaniec - ekonomista, Belgia
54. Iwona Zieba - magister, Norwegia
55. mgr inż. Jadwiga Zurawska-Kruczek - Sztokholm
GONIEC NR 28/2011
Interesy różne
Od zawsze zastanawiałem się nad udziałem Polaków w wielu wojnach,
np. w Iraku i Afganistanie... co nasi wojskowi tam robią, ale też, w czyim
interesie giną Brytyjczycy i Amerykanie... (???) Sensu nie widzę, ale prześladuje
mnie myśl, że USA w tym momencie zastąpiły Prusy, idą tą samą prowadzącą
do przepaści drogą. Czy USA skończą jak Prusy (?), zadając takie pytanie,
opieram się na pracach prof. Feliksa Konecznego, szczególnie na "Cywilizacji
żydowskiej", warto się z tym zapoznać i dopiero wyciągać wnioski. A propos,
Obama był w Warszawie, zastanawia tylko po co, kto z tego odniósł jakąkolwiek
korzyść, zresztą mniejsza o geszefty sprzedawczyków, ale co zyskała Polska.
Polski prezydent ze swoją połową samym widokiem budzą radość kanibali...
a ja nie mogę doczekać się konkursu na najgłupszą gazetę, "Gazeta Wyborcza"
zwycięstwo ma w cuglach, wygrywa nie tylko w Polsce, nawet ci rozważający
pomysł z Obamą, jako prezydentem Polski, nie mają najmniejszych szans.
Wielkimi krokami zbliżają się w Polsce wybory, co będzie, gdy wygra PiS...
Kraj jest w olbrzymim dole, trzeba będzie wiele pomysłów, pracy i poświęceń,
a wszyscy prawie, na czele z winnymi katastrofalnej sytuacji działaczami
PO i PSL, będą domagać się natychmiastowej poprawy, będą się dziwić i naśmiewać,
a żółć rzucana w tryby przez nienawistne Polsce wuwuzele z "Gazety Wymoczków"
i watahę nakręconych mumii w rodzaju Paradowskiej, Lisa, Olejnik, Kuca,
Miecugowa i Bydłoszewskiego, wcale sytuacji pomagać nie będą, oni zadania
mają zupełnie inne i znane od lat, przekazane w testamentach rodziców.
Fajnie jest przypomnieć sobie obiecanki Tuska sprzed 3 - 4 lat, było tego
wiele, w tym momencie pozostało tylko poparcie wuwuzele i tych, co mają
miejsce przy korycie, wszystko się sypie, ale wg "autorytetów", tylko Tusk
i Komorowski mogą Polskę postawić na nogi, potrzebują tej szansy jak kaczorek
wody, no i jest szansa, że są jeszcze głupcy, których da się przekonać...
(???). Wg różnych matołów - Fatum się odwróciło - tego zdania jest wielu
"polityków" w temacie stosunków polsko-niemieckich, widocznie to, że nie
ma w tym momencie wojny, to ich zasługa i powinniśmy się bezgranicznie
cieszyć, nie zwracając uwagi na tych stosunków charakter.
Żadnemu sekretarzowi ZSRS nie udało się przeskoczyć granicy, jaką
kraje szeroko rozumianego Zachodu dawno miały za sobą, wygląda na to, że
i lider POpłuczyn po komunie w Polsce też nie jest w stanie niczego zrealizować
mimo poklepywania się po plecach ze wszystkimi wokół. Nie sprawdziła się
polityka miłości, brak było chęci i rozumu, ale tak to jest - jeśli wlezłeś
między wrony, musisz krakać - a Tusk był i jest w swoim starym towarzystwie,
towarzyszy i agentów, teraz przed wyborami stara się podeprzeć Arłukowiczem
i Kluzik... znowu liczy na cud. Stadion w Warszawie miał być oddany 22
lipca, ale ustalający datę wyraźnie zapomnieli, że jest ona przynoszącym
nieszczęście fatum... no i cały czas się sprawdza, wyszło jak zwykle, ale
za to na pierwsze miejsce na liście warszawskiego SLD wysforował się Kalisz,
to akurat rozumiem, zrobił małolat z mordą zgreda wrażenie na estetach
podczas parady obciachowców zorganizowanej przez Gronkowca, głosy homoniepewnych
bardzo się w SLD liczą... jaka partia, tacy wyborcy.
Wygląda na to, że szukanie przez Tuska poparcia, schlebianie najgorszym
instynktom grup wyborców, doprowadziło do takiej właśnie sytuacji, oglądanie
się na sondaże, wiara w swoją popularność i głupota wyborców, spowodowały
klęskę na wszystkich frontach.
Podobno na boisku Tusk potrafi dokonywać cudów, zwinny jest jak
Lato... może i tak, czupryny mają bardzo różne, ale intelektualnie identyczni,
poziom ten sam, to jest chyba powód, że jego klaka potrafi popisywać się
chamstwem niepospolitym, starają się zresztą w tych zawodach bardzo, miejsce
przy korycie jest więcej warte niż najlepsza praca, a obserwując prokuratorów
i sędziów, widać wyraźnie, kto stara się przypodobać Tuskowi... W środowisku
na pewno będą awanse. Trzęsienie ziemi w Japonii, problemy z elektrownią,
na nowo uruchomiło przeciwników tej metody, co ciekawe rykoszet tych wydarzeń
może uderzyć w Tuska. Na konferencji dotyczącej m.in. geotermii, uczestnicy
ze zdumieniem dowiedzieli się, że Tusk po osiągnięciu władzy odebrał wszelkie
już przyznane dotacje organizacjom powiązanym z Radiem Maryja pracującym
właśnie nad geotermią, wielu było zdziwionych, nawet oburzonych, a podobnych
błędów tego rządu jest dużo więcej.
W UE zaczyna pękać skorupa socjalizmu, coraz więcej lokalnych grup
w różnych krajach, rozumie bezsens tej polityki i ideologii, nawet euro
coraz mniej ma entuzjastów... potrzeba było tylu lat.
Decyzję Tuska o przystąpieniu do euro plus można porównać do własnoręcznego
założenia sobie pętli... Oj, mają rację kibice z tym powrotem do Pacanowa.
Po raz zresztą enty nie wstydzę się przyznać, może nie na 100 proc., ale
popieram Radio Maryja, Jarosława Kaczyńskiego i PiS, bardzo chętnie widziałbym
jako koalicjanta "Nową Prawicę", osobiście widzę w taki sposób szansę dla
Polski. Chodzą ostatnio opowieści o gotowości Niemiec do przejęcia jednej
imprezy, oni mają drogi, koleje i stadiony... (???).
Janusz Sierzputowski
Cambridge
PS Dlaczego "nasz" rząd bierze przykład z Grecji, rozumiem, że
kraj jest piękny i ludzie fajni, ale np. Gruzja i Węgry też mają swoje
uroki, a ich polityczna i ekonomiczna postawa jest dużo ciekawsza i zdrowsza,
dlatego właśnie tam powinniśmy szukać partnerów i brać przykład... ale
to nie z tą ekipą, oni to potrafią, tylko rączkami min. Grada degradować
kraj do roli parobka. W nr 26 "Naszej Polski" właśnie Grad prezentuje model
krzesła elektrycznego, na którym ma zamiar zakończyć karierę.
Niemiaszki likwidują atom, w związku z tym było do przewidzenia,
że zmieni się taktyka i dlatego Tusk przed wyborami dostał pozwolenie i
mógł zaprotestować w sprawie dwutlenku węgla... zostanie bohaterem.
GONIEC NR 27/2011
Prezydencja w Unii pod znakiem celebry
Prezydencja Polski w Unii Europejskiej rozpoczęła się z wielką pompą
i przytupem, choć z góry wiadomo, że to tylko część artystyczna w wykonaniu
"możnych tego świata". Można się cieszyć, można dekorować obrazkami, gadżetami,
można sobie wiele obiecywać, ale najważniejszy jest program, z jakim premier
Polski idzie na łono Brukseli.
Okazuje się, że ta prezydentura będzie dobra dla innych, a dla nas
nie będzie znaczyć nic, oprócz dobrego wizerunku rządzącego partią PO -
Tuska, w czasie kampanii wyborczej. Pierwszym gadżetem, wymyślonym przez
sztab ds. wizerunku, był nakręcany bączek, tzn. że Tusk będzie tak tańczył,
jak go mądrzejsi nakręcą, a to jest niebezpieczne. Na uroczystości pod
Pałacem Kultury - darem od Związku Radzieckiego, zainaugurowano "znaczenie
Polski" w Unii Europejskiej, z udziałem muzyków, tancerzy, śpiewaków, na
co rząd Tuska wydał niepotrzebnie tak dużo pieniędzy biednych podatników.
Ponadto półroczna prezydentura w Unii będzie Polskę kosztować 430 milionów
euro, a jakie będą z tego korzyści? Żadne, bo Tusk nikomu narażać się nie
będzie, taka jest już jego polityka. Ponadto, jeśli on sam nie poradził
sobie z rządzeniem własnym krajem przez cztery lata, to co może zrobić
przez sześć miesięcy? Dobre wrażenie.
Aby ta prezydentura miała dobry wydźwięk publicznej propagandy, Jerzy
Buzek powiedział: "przeszliśmy przez kryzys suchą stopą", a ja powiem,
przejdziemy przez prezydenturę z umoczonym tyłkiem. Pan Buzek siedzi w
Brukseli i nie wie, co dzieje się w Polsce, ile jest biedy, ubóstwa i łez
rozpaczy, "prezydent Tusk" na pewno o tym nie wspomni. Jest on dobrym uczniem
spraw wizerunku i nie można mu zarzucić daru dobrej wymowy i umiejętności
lania wody, będzie cedził, kadził, uśmiechał się z tego, co powie, i czekał
na oklaski, ze świadomością, że Polacy nadal będą mu ufać i wynagrodzą
w nadchodzących wyborach parlamentarnych. Urządzanie fajerwerków jak żaden
inny kraj dotąd, jest chęcią odwrócenia uwagi społeczeństwa od faktów zawartych
w "Białej księdze" A. Macierewicza na temat smoleńskiej tragedii. Nikt
inny jak sam Tusk powiedział, że "przy konstruowaniu unijnego budżetu nie
będzie forsował potrzeb swojego kraju". A więc wyrównanie dopłat dla polskich
rolników nie jest dla Tuska priorytetem, bo za to nie byłby chwalony i
klepany po plecach, co tak bardzo uwielbia. Będą wzniosłe słowa, uśmiechy,
zdjęcia z najważniejszymi przedstawicielami UE, co da dobre samopoczucie
Tuskowi i być może doda kilka punktów w przedwyborczych sondażach. Doda
też animuszu niektórym dziennikarzom z TVN-u, jak pani Olejnik, Pochanke,
Mrozowski, i ich komentatorom. Zachłystywać się będą "mądrością" drugiego
prezydenta z PO-wskiego szeregu, który przespał cztery lata rządzenia w
kraju, a wiele miałby dokonać przez sześć miesięcy w Unii.
Tusk to ładnie ubrana wydmuszka, której opakowanie już się zużyło,
i nie "można tuskować społeczeństwa", jak to się wypowiedział jeden z biznesmenów,
zawiedzionych obietnicami Tuska. Tusk jako premier rządu polskiego, jest
współodpowiedzialny za smoleńską tragedię, bowiem podlegli mu urzędnicy
i służby zlekceważyli swój obowiązek przygotowania lotu i wizyty polskiej
delegacji z Prezydentem na czele. Brak wielu materiałów dowodowych, zatrzymanych
przez stronę rosyjską, świadczy i utwierdza nas w przekonaniu, że okoliczności
tragedii smoleńskiej noszą znamiona dobrze zorganizowanego zamachu. Brak
zaangażowania rządu polskiego i brak raportu komisji rządowej potwierdza
tezę kłamstwa wmawianego światu przez raport strony rosyjskiej. W związku
z powyższym żądamy prawdy o tej narodowej tragedii, ukarania winnych i
wyciągnięcia wniosków na przyszłość. Chcemy, aby ta prawda zamknęła usta
rozrechotanym dziennikarzom, ich komentatorom i "ekspertom", broniącym
tezy całej PO-PSL-SLD i Prezydenta.
Jeżeli społeczeństwo polskie nie będzie się tego domagać, wcześniej
czy później samo stanie się ofiarą przemocy obecnie rządzącej ekipy. Może
także nadejść czas, kiedy swoim dzieciom czy wnukom powiemy: tutaj była
Polska.
Jolanta Krawczyńska
Hamilton
Szanowny Panie Redaktorze!
Pisząc do Pańskiego tygodnika, można się narazić wielu osobom: władzy
mundurowej, kościelnej, czytelnikom mieszkającym tutaj i za granicą. Czasami
zastanawiam się, czy pisać do gazety, czy nie, ale chyba trzeba coś pisać,
boby człowiek wypadł z rytmu. Moim zdaniem, Pański "Goniec" jest najlepszym
tygodnikiem, a pan Andrzej należy do najlepszych. To tyle pochwał.
Ostatnio czytałem artykuł "Za moich czasów" pana Zbigniewa Turkiewicza,
o panu Czyżo, który często pisze na łamach "Gońca" w dziale "Trybuny".
Już od dawna artykuły pana Czyżo mnie bardzo interesowały i kilka miesięcy
temu w dziale "Listów" nadmieniłem, że pan Czyżo powinien startować jako
nasz poseł, i mi jakoś nie odpisał. Ja nie jestem małolatek i dołączyłem
do "seniorów" także, a artykuły pana Czyżo są bardzo interesujące. W pełni
popieram artykuł pana Z. Turkiewicza, ale proszę mnie źle nie zrozumieć,
tu nie chodzi, aby na łamach "Gońca" robić jakieś awantury, tylko spokojnie
porozmawiać razem z czytelnikami z pomocą pana Andrzeja (jeśli pozwoli).
Niestety - ten program "Naprawy Rzeczpospolitej" według pana Czyżo,
to w dzisiejszych czasach jest utopią. Pozwolę sobie przepisać z artykułu
p. Z. Turkiewicza, za co bardzo przepraszam.
1. Należy czytać dwa dzienniki: "Niedzielę" i "Nasz Dziennik" - to
przypomina mi jakąś cenzurę. Ja czytam "Gońca", "Związkowca" i z Polski
"Angorę". Chyba mi wolno? A jakie filmy mam oglądać i jakie książki wolno
mi czytać (wojenne, miłosne itd.)? - ale to było moje pytanie.
2. Następnie wywalić Ruskich i Niemców z Polski, a może więcej obcych?
Jakich? - których pan Czyżo nie pisze - to przesada. Panie Czyżo, w każdym
kraju żyją mniejszości narodowe, i co by było, gdyby tutejsi wodzowie Indian
i Eskimosów wyprosili nas wszystkich z Kanady, z USA, z Meksyku i z całej
Południowej Ameryki? Jak byśmy się czuli? Z pewnością by nam tłumaczyli,
że oni nie potrzebują miast, farm, samolotów, statków itd.
Dla miejscowych to wystarczyłyby tereny łowieckie, a my możemy sobie
zabrać to wszystko "na plecy" i do domu za ocean. Jeszcze raz się pytam:
jak Pan, panie Czyżo, by się czuł?
Wypraszać nie można nikogo z kraju, jak ktoś sobie tego nie życzy,
chyba że sąd zadecyduje deportację.
Co do głosowania, to także nie można nikogo zmusić, a ostatnio pan
Czyżo napisał, że powinniśmy powymieniać paszporty na nowe (kto ma nieważne)
i głosować. Podobno jest nas 30 milionów za granicą i taka armia rzeczywiście
może wygrać wybory (tylko brakuje nam wodza). To jest bardzo dobry pomysł,
ale paszporty nie są za darmo. A może Pan, panie Czyżo, w czynie społecznym
zapłaci kilku emerytom za paszporty?? Z pewnością nie - bo to kosztuje.
Kończąc ten list, chciałem zacytować z artykułu pana Z. Turkiewicza:
"Niech wybierają, kogo chcą, niech myślą, jak im się podoba". W końcu żyjemy
w wolnym świecie. My mieszkamy tu, w Kanadzie, i możemy popierać pana Czyżo
na posła itd. Mam pytanie: dlaczego Pan, panie Czyżo, nie jedzie do Polski,
może by tam Pana posłuchali i może by Pan założył partię i wygrał wybory?
We wrześniu będziemy mieli z pewnością piknik "Gońca" i znowu spotkamy
się, a pan Andrzej powinien udostępnić mikrofon najbardziej potrzebującym
czytelnikom, aby się wypowiadali na rozmaite tematy, które nas interesują.
Na zakończenie listu to bardzo przepraszam, jak kogoś uraziłem, panom Czyżo
i Turkiewiczowi życzę słonecznych dni i także naszym czytelnikom życzę
wszystkiego najlepszego. Szanowni czytelnicy, piszcie dużo w tej sprawie.
Z poważaniem,
Kaytek
Archiwum nr 28
KONTAKT:
tel. 905-629- 9738
fax 905-629-9764
e-mail: redakcja@goniec.net
|