POWROT
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X  
GST# 87090 2707 RT 0001  
Tygodnik polski w Kanadzie   
Polish community's weekly newspaper published in Canada  
Tel.: 905 - 629-9738  
Fax: 905 - 629-9764  
e-mail: redakcja@goniec.net
www.goniec.net  

Adres redakcji:
2386 Haines Rd. Suite 204  
Mississauga, Ont.  
L4Y 1Y6  

Prenumerata na terenie Kanady: 
$3,50 za każdy zamówiony egzemplarz. Wysyłka wyłącznie First Class Mail.  

***  
Wydawca:
Goniec Inc. 

..
   
   
   
   
 
TRYBUNA CZYTELNIKOW
 
 
Toronto - Canada
Zamieszczamy tu listy od naszych Czytelników, które mają charakter artykułów lub stanowią obszerniejszą polemiczną wypowiedź. Redakcja nie odpowiada za ich treść. 
Prezentowane opinie w publikowanej korespondencji  nie zawsze odzwierciedlają stanowisko redakcji "Gońca".
 
GONIEC NR 5/2012

 Ottawska  odsłona KATASTROFY NAD SMOLEŃSKIEM 
 Motto: "Czy prokuratura wyjaśnia śmierć 96 w Smoleńsku dokładnie tak rzetelnie, jak wyjaśniała zabójstwa Popiełuszki, Suchowolca, Zycha, Niedzielaka? Dokładnie tak samo, a nikt głowy nie da, że tymi samymi ludźmi". 
 Od 10 kwietnia 2010 jestem na "wojnie o prawdę", bacznie obserwuję to, co dzieje się w niby-śledztwie smoleńskim, spokojnie odkreślam kolejne kłamstwa "onych", te pomówienia i zdrady, bo wiem, że to kiedyś się musi skończyć. Jest ściana! No i "Kiepscy" w Polsce zaczynają się budzić i... "One" to czują, i wiedzą, że "uniki", potocznie już zwane "urlopami w Dolomitach", nie załatwią sprawy. 
 Kiedy usłyszałam wypowiedź Małgorzaty Szmajdzińskiej, wdowy po Jerzym Szamajdzińskim z SLD, który zginął w katastrofie nad Smoleńskiem 10 kwietnia 2010  - 
 (...) Jeżeli ja przeczytałam, że tak naprawdę nie wiadomo, kto dokonał oceny, że to jest głos generała Błasika, to ręce mi opadły. Bo ja mogę czegoś nie wiedzieć, ale teraz się sprzeczają fachowcy, nikt się nie chce do tego przyznać. To mnie ogromnie zmartwiło, bo byłam przekonana, że praca komisji Millera będzie niesłychanie rzetelna, natomiast to co czytam w ostatnim czasie, obala mój ukształtowany sposób myślenia co do szczegółów, bo co do ogółu mam pewien pogląd wynikający z mojego doświadczenia. Wiem, że zawiodło mnie państwo jako struktura (...) 
 (...) mam ogromne pretensje do władz, że w świat poszła historia o pijanym polskim generale. No tak, wiadomo, Polacy popili, poszaleli, a potem rozbili samolot i się zabili. (...)
 (...) po tym, co państwo robi w sprawie śledztwa, trudno mieć do niego zaufanie, trudno, by politycy sobie ufali. A tam, gdzie jest nieufność, pojawia się agresja. (...)
 - to zrozumiałam, że się kłamstwo smoleńskie "onym" sypie w gruzy! Tak misternie budowane, ta co chwila nowa i sprawdzona wiadomość, którą podawali  do prasy "anonimowi informatorzy" (?). Pamiętacie? Jeszcze się dymił wrak samolotu, a "one" już wiedziały, że "do lądowania podchodził trzy razy", "naciskał pasażer Nr 1", "pijany generał Błasik był u sterów", "trzeci głos to głos Kazany", aż po ostatnie chamstwo "w kokpicie był tłok jak w warszawskich Łazienkach". Wszystko "onym" dziś padło!
 W świetle nowych/bądź celowo ukrytych faktów, jedynym honorowym wyjściem dla polskiego rządu jest powołanie międzynarodowej komisji oraz natychmiastowe zażądanie zwrotu własności Rzeczypospolitej: wraku tu-154M, czarnych skrzynek, a także broni palnej oraz kamizelek kuloodpornych oficerów BOR-u. Tylko zwrot przetrzymywanych przez Rosjan, powyższych, kluczowych dowodów pomoże wyjaśnić katastrofę rządowego samolotu z parą prezydencką na pokładzie i pozostałymi 94 osobami na pokładzie wojskowego samolotu TU-154M.
 Nim do tego dojdzie, a wierzę, że dojdzie (!), w Ottawie czeka nas spotkanie z posłem Antonim Macierewiczem, amerykańskimi i kanadyjskimi naukowcami, któremu towarzyszyć będzie oprawa medialna (zaproszono CBC - Ottawa, The Ottawa Citizen i inne), podczas którego dowiemy się dużo więcej o tym, jak przebiega praca nad ustaleniem przyczyn  masakry nad Smoleńskiem dnia 10 kwietnia 2010.
 Uważam, że  sprawa to wyjątkowa, więc napisałam otwarty list do dwóch ważnych dla mnie osób w Ottawie:  Jego Ekscelencji  ambasadora  RP Z. Kosiniaka-Kamysza oraz członka parlamentu Kanady pana  W. Lizonia, które to osoby zawodowo mocno związane są z Kanadą, Polską i Polonią.
***
 Ambasada Rzeczypospolitej Polskiej w Kanadzie
 Jego Ekscelencja Pan Zenon Kosiniak-Kamysz, ambasador RP w Kanadzie,
 Z uwagi na ogromne znacznie panelu "UNANSWERED QUESTIONS - CRASH OF THE POLISH PRESIDENTIAL PLANE TU-154M" (info. poniżej) ośmielam się pisać do JE to zaproszenie.
 Z niepokojem obserwuję zza oceanu "niby-śledztwo smoleńskie" i nabieram przekonania, że polski rząd posyła w świat komunikat o bezbronności Kraju mojego urodzenia - Polski. 
 Bo jak mam  tłumaczyć fakt, że w niewyjaśnionych okolicznościach nagle giną najważniejsze osoby w państwie, a śledztwo prowadzone jest w sposób urągający honorowi  Polaka?
 Kilka dni temu nastąpił przełom w śledztwie, zostały ujawnione manipulacje wokół raportu MAK i komisji Millera, co odebrałam jako przepowiednię biblijną - mane, tekel, fares ("policzone, zważone, podzielone"). To  początek upadku "kłamstwa smoleńskiego", i nowe/ukrywane wiadomości znane już są polskiej opinii publicznej (ostatnio spotkanie w Sejmie RP).
 Niestety, prawda o katastrofie nad Smoleńskiem  nie przebija się do opinii międzynarodowej. Na przykładzie Kanady wiemy, że temat nie jest poruszany w mediach, ale wierzę, że rząd polski w osobie pana ambasadora może tu sporo zrobić. 
 Przypominam, że 10 kwietnia 2010, kiedy to doszło do katastrofy nad Smoleńskiem, Kanada była z nami. Na wieść o tragicznej  śmierci polskiego prezydenta śp. Lecha Kaczyńskiego, polskich  parlamentarzystów, generałów  NATO i innych rząd Kanady ogłosił żałobę, a premier Harper  osobiście  złożył kondolencje na ręce Pana ambasadora. 
 Podczas wizyty senatora Borusewicza w Ottawie (8 V 2010), katastrofa nad Smoleńskiem była jednym  z głównych  tematów, tak w kanadyjskim parlamencie, jak i na pamiętnym dla obu stron spotkaniu z Polonią ottawską, któremu i Pan towarzyszył (zapis dźwiękowy znajduje się na stronie www.tnpolonia.com).
 Rozumiem, że dzisiejsze spotkanie z ministrem Antonim Macierewiczem i naukowcami będzie kontynuacją tematu, niejako dopełnieniem tamtej "senackiej wizyty".  
 Liczę na pomoc ambasady RP, gdyż jest to doskonała okazja, aby zaprosić na ww. ważne spotkanie przedstawicieli innych placówek dyplomatycznych, zaprzyjaźnionych parlamentarzystów  i zawsze im służących mediów. 
 Liczę, że tym  sposobem prawda o polskiej  narodowej tragedii, jaką była katastrofa samolotu rządowego nad Smoleńskiem, przebije się do kanadyjskiej opinii publicznej, która to dowie się czegoś więcej, niż  to, co podały jej za MAK i ITAR-TASS (Informacyonnoje Tielegrafnoje Agientstwo Rossiji-Tielegrafnoje Agientstwo Suwieriennych Stran), kanadyjskie media, cytuję:
 "Dziś o 10 czasu polskiego Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK) ogłosił na konferencji prasowej w Moskwie raport końcowy ze śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. Podstawową przyczyną - według MAK - była błędna decyzja pilotów o próbnym podejściu do lądowania w Smoleńsku podjęta pod psychiczną presją ważnych osób na pokładzie. Zwłaszcza dowódcy sił powietrznych gen. Andrzeja Błasika, do końca obecnego w kabinie pilotów, który był pod wpływem alkoholu".
 Komunikat ten wciąż czeka na sprostowanie, i tego spodziewamy się po ambasadzie RP w Kanadzie. O tym, jak ono jest ważne, niech za przykład posłużą te mocne słowa pani Błasik.
 Oświadczenie Ewy Błasik, wdowy po generale Andrzeju Błasiku, ogłoszone w budynku Sejmu w dniu 13 stycznia 2011.
 "Dzień dobry. Szanowni państwo, mój mąż, pierwszy pilot Rzeczpospolitej, przygotowywał mnie, że nić jego życia może zostać przerwana w wyniku katastrofy lotniczej. Raport MAK traktuję jako haniebną próbę szkalowania pamięci mojego męża, generała Andrzej Błasika. Tezy MAK na temat roli mojego męża są powtórzeniem propagandowego stanowiska władz rosyjskich, sformułowanego już w godzinę po katastrofie, gdy w sposób oczywisty nie mogło być na ten temat jakichkolwiek dowodów. W tym miejscu pragnę stanowczo podkreślić, iż w dostępnym i znanym materiale dowodowym nie ma żadnej przesłanki wskazującej na zawartość alkoholu we krwi mojego męża w chwili katastrofy. Nie ma również dowodów, które potwierdziłyby, że mój mąż w jakikolwiek sposób wywierał pośredni czy bezpośredni nacisk na pilotów.
 Ten lot miał być dla męża wyjątkowy, miał tam również wypełnić osobistą misję, przyjąć Komunię Świętą w intencji dziadka swojej bratowej, żołnierza armii Hallera, policjanta zamordowanego w Twierdzy Twerskiej. Dlatego ten wylot przeżywał tak podniośle. Dlatego osobiście meldował panu prezydentowi o gotowości wylotu, i nie jest możliwe, aby spożywał alkohol. Mój mąż, Andrzej Błasik, polski żołnierz, pilot, dowódca sił powietrznych, całe swoje życie poświęcił służbie ojczyźnie. Był bardzo dobrym dowódcą, szanowanym i podziwianym, w Polsce i w siłach NATO. Mój mąż był również, a może przede wszystkim człowiekiem honoru. Dziś ten honor próbuje mu się odebrać na oczach całego świata. Polski rząd powinien bronić godności oficerów, w tym godności mojego męża. Szczególnie powinien ich bronić w sytuacji, gdy oni sami tego uczynić nie mogą. Dlatego chcę stanowczo zaprotestować przeciwko bierności rządu pana premiera Donalda Tuska. W sprawie tragedii smoleńskiej zawiodły władze państwa polskiego. Liczę jednak, że nie zawiodą Polacy, i będą do końca upominać się, by prawda o katastrofie smoleńskiej została ujawniona. Dziękuję państwu za uwagę."
***
 House of Commons
 MP Władysław Lizoń
 Szanowny Panie Pośle,
 W związku z wizytą posła Antoniego Macierewicza i naukowców odbędzie się prezentacja "UNANSWERED QUESTIONS - CRASH OF THE POLISH PRESIDENTIAL PLANE TU-154M", na którą z serca całego zapraszam. To dzięki głosom Polonii zdobył Pan pozycję MP, i będąc tak wysoko, może Pan zrobić dużo dla Polonii i kraju naszego urodzenia - Polski.
 Tuszę, że o tym ważnym dla Polonii spotkaniu powiadomi Pan swoich kolegów-posłów, którzy, jak wiem, bardzo osobiście zareagowali na wieść o tragicznej śmierci polskiego prezydenta śp. Lecha Kaczyńskiego, polskich parlamentarzystów, oficerów NATO i innych, do jakiej doszło w katastrofie nad Smoleńskiem. Niezwłocznie rząd Kanady ogłosił żałobę, flaga zawisła na pół masztu, wyłożono księgę kondolencyjną, a premier Harper osobiście złożył kondolencje na ręce Pana ambasadora. 
Podczas wizyty senatora Borusewicza w Ottawie (8 V 2010), właśnie katastrofa nad Smoleńskiem była jednym z temtów, tak w kanadyjskim parlamencie, jak i na pamiętnym dla obu stron spotkaniu z Polonią ottawską, któremu i Pan towarzyszył (zapis dźwiękowy znajduje się na stronie www.tnpolonia.com).
 Rozumiem, że dzisiejsze spotkanie z ministrem Antonim Macierewiczem i naukowcami będzie kontynuacją tematu, niejako dopełnieniem tamtej "senackiej wizyty". Jestem przekonana, że dzięki Pana pomocy, kanadyjscy parlamentarzyści będą mieli okazję dowiedzieć się czegoś więcej niż KŁAMSTW, jakie podały za MAK (Międzypaństwowy Komitet Lotniczy) i ITAR-TASS (Informacyonnoje Tielegrafnoje Agientstwo Rossiji-Tielegrafnoje Agientstwo Suwieriennych Stran), nic nie rozumiejące kanadyjskie media, cytuję:
 "Dziś o 10 czasu polskiego Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK) ogłosił na konferencji prasowej w Moskwie raport końcowy ze śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. Podstawową przyczyną - według MAK - była błędna decyzja pilotów o próbnym podejściu do lądowania w Smoleńsku podjęta pod psychiczną presją ważnych osób na pokładzie. Zwłaszcza dowódcy sił powietrznych gen. Andrzeja Błasika, do końca obecnego w kabinie pilotów, który był pod wpływem alkoholu". 
 Sam Pan musi przyznać, że w świetle ostatnich badań, ww. komunikat brzmi jak stek bzdur, gdzie szargany jest mundur oficera NATO! Mam nadzieję, że pomoże Pan w uświadomieniu Kanadyjskim Parlamentarzystom, że te rosyjskie organizacje kontynuują propagandowe manipulacje w stylu tych, jakie w przeszłości prowadziła Komisja Nikołaja Burdenki i TASS (Tielegrafnoje Agientstwo Sowietskogo Sojuza).
Mam nadzieję, że nie złoży Pana groźna grypa ani nagły wyjazd w teren, więc liczę na Pańską i kolegów posłów obecność i czynny udział w dyskusji. 
Jolanta Szaniawska, 
Ottawa 25 stycznia 2012
Member of Conservative Party of Canada - Ottawa/Vanier; 
Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich; 
Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy;  Solidarni 2010 - Ottawa; 
bloger www.blogomedia24.pl,   
www.salon24.pl
 
 

GONIEC NR 4/2012

 Doświadczenia z wakacji na Kubie
 Witam, byliśmy całą rodziną na Kubie w hotelu Brisas Santa Lucia od 5 do 12 stycznia. Z tego co wiem, to wszyscy goście na naszym "turnusie" byli z Kanady, w tym może 20 procent Polaków. Poniżej jest moje "review" tego hotelu po angielsku. Zamieściłem to na kilku stronach internetowych, jak tripadvisor.com. Pomyślałem, że może chcielibyście coś o tym napisać?
 Moje doświadczenie pokrywa się z tym, o czym często piszecie. Islamu i judaizmu nie ruszą, ale na chrześcijan można pluć bezkarnie, bo i tak nikt się nie poskarży...
 Insulting entertainment, on stage profanation of the Holy Cross and the sign of the Cross.
 It was on Tuesday night around 9:30PM when the presenter announced that the rest of the show is not for little kids, so my wife has took our 5 and 8 year olds to the room, with our 15 year old daughter decided to join them. So only me and my 16 year old son stayed for the rest of the show. Now I wish we didn't.... It started with one of the entertainers coming out dressed up in brown rob, pretending to be a monk, holding a Cross and a Holy Bible, then 3 other male entertainers came out dressed up in white robes, holding inflated condoms below their bellies, and than a female entertainer showed up and started dancing and singing around every male: "Would you go to bed with me?". The one in brown robe would hit the other males on a head with the Bible book and yelled: "In the name of the Father the Son and the Holy Spirit!". I've been sitting in the front row with my 16 year old son.....  I could not take this any more and got up and left. When I got to the back rows I decided to go back and ask them to stop the show. I was so upset. I don't remember exactly what I said, but I started pleading with the audience that if they were Christians, they should get up and leave. There was one voice from the audience asking me to leave so I did.
 The next morning I went to the reception to complain. They've apologized and said that they've had that show for 2 years now and nobody complained. I could not believe it: nobody complained? I have just found a review from February 2011 and someone was been disgusted by the same show, so maybe people have complained, but Cubans would not care? Wednesday night was our last night and I did not feel like going to entertainment night, but our younger girls enjoyed dancing on the stage with the kids club so reluctantly we all were sitting in the front row. When the little kids were done the entertainment staff started improvising on stage. They called for 4 women to volunteer on stage. At the same time one of the entertainer ladies grabbed my 15 year old daughter by the hand and pulled her on stage. I did not know what to expect, but decided to sit and wait. One of the entertainers came up to me and told me not to worry that it's all going to be fine. 3 other women volunteered my daughter didn't.... Entertainers offered beer to all ladies on stage and tried to pressure my daughter to have some, but she asked for water.... My daughter participated in their fashion show and lip singing competitions; she is not very shy, but when they came up with a 3rd competition. They've called for a "handsome" male from the audience and asked the ladies to perform a lap dance for him. I've seen 2 other ladies perform and this was so embarrassing and my daughter was so embarrassed. I came up on stage and asked my girl to come with me... Those other ladies were 10 -20 years older than my daughter.
 That has been our first family vacation since 2003 so we were determined to have a good time no matter what. We have received 2 joined rooms with 2 beds each. It was not very comfortable, but we decided to make it work and not complain. We did not complain about the urine smell in the bathrooms (the smell was still there after the maid left). We did not complain about the 2 big bugs that looked like cockroaches. The food was not great, but we all found something we liked. The service is OK most of the time, but there were waiters and bartenders there that would make you feel like you were a pain in the butt even if you tipped them. I would say we've spent at least $10 a day on tips. Maybe I should tip more, but that's supposed to be an all inclusive resort. Also I don't like giving tips for bad service.
 Those last 2 nights have ruined my vacation. I've been insulted and embarrassed.
 I would not recommend this place to anyone, specially not to Christians and not to families with young children.
 Andrzej Sadecki

GONIEC NR 3/2012
(...)

GONIEC NR 2/2012
(...)

GONIEC NR 1/2012

 W świątecznym wydaniu "Gońca" możemy znaleźć wiele interesujących artykułów. Jednym z nich jest "Szukam pyłu twoich sandałów..." Krystyny Starczak-Kozłowskiej. Uzupełnieniem do wspomnień pani Krystyny może być korespondencja Marzenny Piaseckiej z Kazachstanu z lat 70. - Władysław Dziemiańczuk.

 Korespondencja Marzenny Piaseckiej z Kazachstanu

 Jeden dzień w Karagandzie
 Gdzie leży Karaganda, wiedziałam od najmłodszych lat, to przecież w niej otrzymał nakaz osiedlenia się mój wuj, Marek Kolendo, gdy wyszedł w 1954 roku z łagru w Spassku. Historia jego życia i pracy w obozach na terenie Związku Radzieckiego wpływała na kształtowanie się mojego sposobu myślenia nie tylko o tym kraju, ale i uzupełniała moją wiedzę o ludziach go zamieszkujących. Toteż, gdy samolot, którym wraz z redakcyjnym kolegą Zdzisławem Szubą lecieliśmy z Ałma Aty, wylądował na karagandzkim lotnisku, poczułam, że rozpoczyna się bardzo ważny i istotny dla mnie etap naszej podróży.
 Rozpoczął się mocnym akcentem. Hala przylotowa zagubionego gdzieś w stepie lotniska nie tylko była bardzo mała, ale na środku niej królowała wielka kałuża, zdając się nie przeszkadzać nikomu, zwłaszcza służbom porządkowym. Tuż za jej drzwiami rozpoczynał się step, po którym tej nocy hulał wiatr z deszczem, a na nas nie czekał obiecany samochód. Toteż z wielką ulgą po ponadgodzinnych próbach dostania się do miasta, odległego o dobrych dwadzieścia kilometrów, wsiedliśmy do przygodnego samochodu, którego kierowca, milcząc, zawiózł nas do hotelu nazywającego się "Kazachstan".
 Tam następnego dnia spotkała się z nami pracownica Miejskiego Komitetu Partii Umir, której zlecono opiekę nad nami. Nie była to rzecz łatwa dla niej, jako że chcieliśmy przede wszystkim spotkać się z karagandzkimi Polakami, którzy, jak się okazało, zamieszkują najbardziej zaniedbane rejony miasta. Jadąc do Michajłowki, mogliśmy więc oglądać niskie, często rozwalające się małe domki, do których prowadziły niewybrukowane ulice, o tej porze tonące w błocie. Właśnie w Michajłowce znajdowały się szkoły, do których uczęszczała młodzież polskiego pochodzenia. W jednej z nich, nr 64, wśród 470 uczniów było 64 Polaków i z niektórymi z nich mieliśmy spotkanie. W pokoju nauczycielskim spotkało nas około dwadzieściorga dzieci. Od razu stwierdziły, że po polsku mówić nie umieją, a niektóre z nich nawet nie bardzo rozumieją mowę polską. Dopiero nieco później, gdy minęło onieśmielenie, kilkoro dzieci zwróciło się do nas w języku swoich przodków. Wszyscy natomiast stwierdzili, że chcieliby się uczyć języka polskiego i pojechać w odwiedziny do Polski. Wszyscy też, na wyrywki, podawali swe adresy, gdy powiedziałam, że przekażę je ich polskim rówieśnikom.
 Podobnie wielkie zainteresowanie przyjazdem do Polski wykazywało grono pedagogiczne, mimo że tylko jedna nauczycielka,  Swieta Popaławska, była polskiego pochodzenia. Mówiła, iż mimo dużego zainteresowania nauką polskiego, w żadnej z karagandzkich szkół jej nie ma. Głównym powodem jest brak nauczyciela. Ale nie tylko, bo książek też brakuje. Jak dotąd niewiele jest czynionych starań, by tę sytuację zmienić. Wszyscy się natomiast zgadzają, iż najlepszym wyjściem byłoby wysłanie przyszłego nauczyciela do Polski, aby w krótkim czasie dobrze opanował nie tylko język, ale i historię oraz zaznajomił się z kulturą polską.
 Nasi rozmówcy wiedzieli, że jesteśmy wysłannikami katolickiego dziennika. Gdy nieco bliżej przedstawiliśmy profil naszej gazety, okazało się, że wielu z nich ma wierzące babki. Ofiarowane przez nas medaliki z Matką Boską zostały przyjęte z zadowoleniem.
 Pytamy o księdza Władysława Bukowińskiego, który aż do swej śmierci, w grudniu 1974 roku, prowadził pracę duszpasterską wśród mieszkańców Karagandy. O tak, to nazwisko nie było im obce, natomiast coś więcej o działalności tego kapłana możemy usłyszeć od pani Poli Teśli z ulicy Parowozownej. W jej domu ks. Bukowiński nie raz odprawiał Mszę św., wtedy gdy w Karagandzie nie było kościoła i nabożeństwa były karalne.
 Zmieniamy więc nasze plany i zamiast jechać na spotkanie z Polakiem, dyrektorem jednego z przedsiębiorstw, jedziemy naszym mikrobusikiem w odległe zakątki Michajłowki, ciesząc się, że samochód ten bez większych przeszkód pokonuje wertepy. Pani Pola Teśla, która doczekała się już prawnuków, wita nas piękną polszczyzną i zaprasza do schludnego i miłego domku. Mówi, że w 1936 roku wraz z całą rodziną została wysiedlona z obwodu chmielnickiego w okolice dzisiejszego Krasnoarmiejska, aby stamtąd w 1948 r. przybyć do Karagandy. Jej dom jest jednym z nielicznych, gdzie cztery pokolenia władają językiem polskim i zachowały wiarę w Boga. Jest z tego dumna i cieszy się, gdy opowiada nam o niedawnej Pierwszej Komunii św. swego prawnuka. To dzięki księdzu Bukowińskiemu, jak również i działającemu tu księdzu Kaszubie udało jej się nie tylko wytrwać w wierze katolickiej, ale i wychować w niej całą rodzinę. Mówi, że właśnie ta wiara, jak i modlitwa w języku ojczystym pozwoliły jej przetrwać najcięższe czasy i zadecydowały o tym, że możemy rozmawiać z nią po polsku. Niestety, jej rodzina stanowi raczej wyjątek na tle społeczności karagandzkich Polaków. Większość ludzi ze średniego i najmłodszego pokolenia nie włada językiem polskim, choć nieźle go rozumie. Jeszcze raz więc wraca sprawa otwierania klas z lekcjami polskiego.
 Nasza wizyta u pani Poli budzi zainteresowanie okolicznych mieszkańców i za chwilę wokół nas cisną się kobiety. Niektóre z nich mówią, że po raz pierwszy widzą "prawdziwych" Polaków z Polski. Dajemy im medaliki i różańce, również i te poświęcone przez Ojca św. i otrzymane przez nas od spotkanego na Mszy św. w Moskwie arcybiskupa Sodano, specjalnego wysłannika Papieża na rozmowy z Michaiłem Gorbaczowem. Gdy dowiedział się, że udajemy się do Polaków w Kazachstanie, dał nam dla nich czterdzieści takich różańców. Są one przyjmowane z wielką wdzięcznością i łzami w oczach.
 Dowiedziawszy się, że chcemy jechać na grób księdza Bukowińskiego, jedna z kobiet, Rozalia Priserowa, ofiarowuje się służyć za przewodnika, jako że żaden z naszych radzieckich towarzyszy nie wie, gdzie jest ten cmentarz. Znów więc jedziemy starymi dzielnicami miasta, aby dotrzeć w pobliże kopalni "Wertikalnaja", koło której znajduje się cmentarz. Wśród grobów Rosjan, Niemców, Polaków, a także Ukraińców, w jednym ze środkowych rzędów znajduje się mogiła ks. Bukowińskiego. Jest w dobrym stanie. Modlimy się u grobu człowieka, którego nazwisko wielokrotnie spotykani w Kazachstanie Polacy wymawiają z nabożeństwem. I o którym nie raz mówili, że zawdzięczają mu zachowanie swej polskości, wiary, a także sił do życia. (...)
Materiał dostarczony przez 
p. Władysława Dziemiańczuka

GONIEC NR 1/2012

 List otwarty 
 Pan Jerzy Owsiak
 Prezes Fundacji WOŚP 
 Szanowny Panie Prezesie! W Warszawie widać coraz więcej billboardów reklamujących XX Finał WOŚP. Z doświadczenia wiem, że tych billboardów będzie każdego dnia więcej i więcej, a za dwa tygodnie będzie Pan królem mediów! To wielka szansa nie tylko na popularność, ale również na zrobienie czegoś dobrego.
 W tym roku celem zbiórki, jak przeczytałem na stronie WOŚP, jest zakup najnowocześniejszych urządzeń dla ratowania życia wcześniaków i pomp insulinowych dla kobiet ciężarnych z cukrzycą. Szlachetny cel. Pewnie pobije Pan kolejny rekord. 60 milionów, a może i więcej. 
 Z podziwem patrzę na Pańskie osiągnięcia. Pomyślałem, że te imponujące wyniki można jeszcze poprawić. W ubiegłym roku, jak poinformowała Rada Ministrów, w Polsce dokonano 641 aborcji. Ofiarami 614 z nich były dzieci podejrzane o to, że są chore. Wiele spośród nich to dzieci z zespołem Downa. Takie dzieci można abortować do 24. tygodnia  od poczęcia. Wiele wcześniaków w tym wieku udaje się utrzymać przy życiu, a dzieci z zespołem Downa są zabijane.Gdyby ktoś tak znany i szanowany jak Pan powiedział, że chorych dzieci nie należy zabijać, ale trzeba się nimi zaopiekować, z pewnością wiele spośród nich by ocalało. Gdyby ktoś tak komplementowany przez ludzi władzy wezwał do zmiany nieludzkiego prawa pozwalającego na zabijanie chorych dzieci, wielu polityków by posłuchało. Gdyby  podobną sumę jak na Przystanek Woodstock przekazał Pan na pomoc dla rodzin dzieci zagrożonych aborcją, wiele spośród nich mogłoby cieszyć się życiem. Mam nadzieję, że wśród ważnych zajęć związanych z kampanią promocyjną XX Finału WOŚP znajdzie Pan chwilę na zastanowienie się nad losem mordowanych dzieci z zespołem Downa. 
 Mariusz Dzierżawski
 Fundacja Pro - prawo do życia     mariusz@fundacjapro.org.pl

GONIEC NR 51/2011

 Za chleb i wolność i nową Polskę
 Janek Wiśniewski padł...
 WOLNA I NIEPODLEGŁA?
 A. Gwiazda zapytał, od kiedy Polska jest wolna i niepodległa... Na to pytanie trudno odpowiedzieć.
 Piszę te słowa w 30. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego i przed 41. rocznicą masakry na Wybrzeżu. Stan wojenny cofnął Polskę w rozwoju, około miliona Polaków zmusił do emigracji, pociągnął za sobą wiele ofiar i przetrącił kręgosłup moralny narodowi polskiemu, a skutki tego bezprawnego i barbarzyńskiego czynu Polska i Polacy odczuwają do dziś. Zbrodniarze stanu wojennego są chronieni również za pieniądze ofiar-podatników i nigdy nie zostali sprawiedliwie osądzeni. 
 Dla młodszego pokolenia wyjaśniam, że zacytowane powyżej słowa to fragment piosenki o jednym z zabitych  przez milicję w Gdańsku 41 lat temu. Dziś stawiam pytanie: czy warto było? Właściwą odpowiedzią wydają  się słowa innej piosenki śpiewanej przez Reginę Pisarek pt. "Nie warto było". W 1981 roku, po 16 miesiącach względnej wolności Polacy czekali z nadzieją na dialog, lecz zamiast oczekiwanego dialogu znów zabrał glos towarzysz Mauzer (cyt. z wiersza "Do marynarzy" W. Majakowskiego). Znów się polała polska krew za sprawą tego samego zdrajcy-agenta sowieckiego, tow. gen. W. Jaruzelskiego. Całe swoje życie, od młodych lat służył odwiecznym wrogom Polski. Dziś przeprasza za stan wojenny i zarazem mówi, że ponownie zrobiłby to jeszcze raz, czyli popełniłby te same zbrodnie. Jaki więc mają sens jego przeprosiny? Przez 30 lat swoją zbrodnię usprawiedliwiał wyższą koniecznością, czyli dbaniem o sowieckie wpływy i obronę komunizmu. Takie usprawiedliwienie brzmi tak samo fałszywie jak zapewnienia o nierozerwalnej przyjaźni polsko-radzieckiej i zarazem szantażowanie Polaków, że ci wielcy przyjaciele wejdą do Polski i zrobią wielkie bubu. Dziś, stojąc nad grobem, albo nie chce, albo nie umie zrobić rachunku sumienia i podziękować narodowi polskiemu  za wielką wyrozumiałość i miłosierdzie. Ten zarozumiały recydywista nie rokuje nadziei na poprawę, więc jego miejsce jest w więzieniu lub w szpitalu psychiatrycznym. W1981 r. nie pytał ani o metrykę, ani o stan zdrowia, tylko kazał zamykać do więzień lub obozów internowania, które często były częścią więzienia. Aby świat kompletnie zwariował, potrzeba jeszcze Pokojowej Nagrody Nobla dla W. Jaruzelskiego. Wtedy będzie Sodoma i Gomora, bo wielu uwierzy, że zbrodnia popłaca. A swoją drogą, dlaczego europejski Trybunał Sprawiedliwości nie ściga W. Jaruzelskiego? 
 Niech ta smutna rocznica będzie przestrogą dla nowych pokoleń, do czego są zdolni ludzie, którzy dorwą się do władzy lub tę władzę sprawują w czyimś imieniu i wymkną się spod kontroli narodu, który ich wybiera na swoich reprezentantów. Niektórzy politycy uważają, że nie obowiązują ich żadne normy moralne, etyczne, a często i prawne przez co są ponad prawem i wyborcami - odgrodzeni murem immunitetu, który ich chroni przed odpowiedzialnością. Z chwilą wyboru już się nie czują reprezentantami wyborców, lecz reprezentują "państwo", czyli ogromną instytucję, która posiada wszelkie służby i środki przymusu, aby wymuszać na wyborcach to co im odpowiada.  Po wyborach należą już do innego świata, odgrodzeni tajemnicami od tych, którzy przez pomyłkę ich wybrali jako swoich reprezentantów. Godząc się na taki typ uprawiania polityki, zakładamy sami sobie polityczny kaganiec, a koniec krótkiej smyczy oddajemy w ręce dyktatorów politycznych, którzy w krótkim czasie oferują nam piekło na ziemi. Immunitet jest parasolem ochronnym i gwarancją bezkarności. Ci nasi reprezentanci zaraz po wyborach okopują się na swoich pozycjach, łącząc się w kliki, grupy nacisku zwane lobbystami, gangi mafijne i inne, często tajne organizacje, mimo że wybrało ich tylko 5 proc. głosujących.     Podejmując walkę z komunizmem w 1980 r., nie przypuszczałem, że po komunizmie przyjdzie jeszcze większa katastrofa w postaci postkomunizmu i mieszanki socjalizmu z liberalizmem. Nic dobrego nie może powstać, kiedy ubierze się komunistyczny umysł w socjalistyczny lub liberalny garnitur. Ostatnio tuby propagandowe dużo mówią o wojnie polsko-polskiej. Co to takiego? To tylko chwyt propagandowy, bo ci co sprzedają, rozkradają i niszczą Polskę, nie powinni nazywać się Polakami. To walka Polaków ze złoczyńcami. Wielu śpiewało tak jak ja: "Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie...".  Pan chyba nie dosłyszał naszego wołania lub myśmy coś popsuli, bo mamy Polskę bardziej zniewoloną i podległą niż 50 lat temu. Czy będzie jeszcze szansa na polski rząd w Polsce? W październiku odbyły się w Polsce wybory do Sejmu i Senatu. Można je krótko podsumować słowami Greka Zorby, cyt. "Jaka piękna katastrofa". Ja nie wierzę w uczciwość tych wyborów.  Zastanawia mnie tajemnicza rola prywatnych firm, które przeliczają głosy wyborców na mandaty, i cała ta obróbka aż do przekazania wyników do PKW. Coraz więcej cudów przy urnach wyborczych. A to w Wałbrzychu kupują głosy, a to znajdują karty do głosowania w bagażniku samochodu komendanta policji, to ktoś dosypał 200 głosów do urny w Brukseli, to złapano szefa komisji wyborczej na dostawianiu dodatkowych krzyżyków na kartach do głosowania itd. Czyżby te wzorce importowano z zaprzyjaźnionej Rosji? Dziwne, że te cuda są na korzyść partii rządzącej. Zapytałem znajomego, który wrócił z Polski po wyborach, jak ocenia przekaz medialny w Polsce. Odpowiedź brzmiała: Nic ci nie powiem, bo na usta cisną mi się tylko same przekleństwa. To, co robią media, to esencja ludzkiej podłości. Więc ja też nie będę szerzej komentował zachowań polskojęzycznych mediów. Sytuacja po wyborach jeszcze bardziej się pogorszyła, bowiem ławka rezerwowych się wydłużyła i PO może teraz zmieniać koalicjantów. Słyszałem, że rozmawiając o polskich wyborach, Angela Merkel w rozmowie z Putinem użyła określenia "Wasz prezydent, nasz Premier" i chyba stąd ten owczy pęd jednych na wschód, a drugich na zachód, a PiS chce zachować tę samą polityczną odległość Warszawy od Moskwy i Berlina. A więc tzw. polski rząd jest teraz na podwójnej smyczy, na której Moskwa i Berlin trzymają polskojęzycznych polityków, którym przypadła rola w IV rozbiorze Polski. Jeśli Angela Merkel z pomocą Zdradka Sikorskiego i D. Tuska wprowadzi w życie słynny układ Ribbentrop-Mołotow (bis), to naprawi błędy Adolfa i III wojna już nie będzie potrzebna...  Wtedy posypią się pokojowe nagrody za pracę zbiorową. Niedawno w Berlinie Zdradek Sikorski zaczął naprawianie błędów R. Śmigłego i ministra Becka i wywiesił białą flagę, proponując, aby Niemcy wzięli stery UE w swoje ręce. A ja naiwnie myślałem, że to zuchwałe przemówienie to promocja jego nowej książki pt. "Strefa zgermanizowana".  Chyba już czas, aby Sikorski zajął się tym, co potrafi;  już dawno J. Piłsudski podpowiadał, czym tacy politycy powinni się zajmować. Myślę, że również by się nadawał do zalesiania nieużytków w okolicach Bydgoszczy, bo polityka jest ostatnią rzeczą, którą powinien się zajmować. 
 Książę Konrad Mazowiecki dał zły przykład, sprowadzając Krzyżaków do Polski. Pewnie nie pomyślał, że w przyszłości znajdzie naśladowców. Na razie nadchodzi skromna pomoc z Zachodu w nowej wersji, czyli bojówki lewackie. Polacy się niepotrzebnie przestraszyli, że Gestapo znów w Warszawie. Przeciętnemu Polakowi trudno zrozumieć, że za zgodą rządu polskiego przyjeżdżają do Polski lewackie bojówki z Niemiec i w centrum Warszawy biją zaskoczonych Polaków, wybijając im polski patriotyzm z głowy. 
 Wyobraźmy sobie, że to Polacy z takim samym zamiarem znanym służbom państwowym jadą do Niemiec lub do Rosji na obchody ich święta narodowego. Po pierwsze, nie zostaliby wpuszczeni, a jeśliby im się udało wjechać, to po takich występach jak w Warszawie wracaliby w zaspawanych trumnach jak ci Polacy, którzy chcieli pokojowo upamiętnić kolejną rocznicę zbrodni katyńskiej. Polska policja już się zachowuje jak Gestapo, ochraniając bandytów, a bijąc polskich patriotów. Oglądałem w Internecie szczególny przypadek, kiedy policyjny bandyta bez munduru napada na spokojnie idącego ulicą człowieka, częstuje go pieprzem po oczach, a potem bije gdzie popadnie. Kiedy ofiara pada na ziemię, kopie go po głowie policyjnym butem. Na tym nie koniec, ofiara zostaje doprowadzona przed oblicze niezawisłego sądu i skazana za napad na policjanta. Widocznie realna napaść na przechodnia przez policjanta w cywilu jest bezkarna, natomiast wymyślony napad na policjanta to wyrok skazujący. Mówiąc ironicznie, to sąd miał rację, że ofiara leżąca na ziemi i mająca kontakt cielesny z oficerskim butem policyjnego bandyty mogła poważnie uszkodzić policyjny but. Wg mnie, ten policjant w cywilu powinien być sądzony za usiłowanie zabójstwa, ponieważ kopiąc bezbronną ofiarę po głowie, mógł ją zabić, a to że jest policjantem, powinno zwielokrotnić karę, bo jako policjant, ma stać na straży prawa, a nie zachowywać się jak bandyta. Jestem ciekaw, co czuł sędzia po wydaniu wyroku i obejrzeniu tego filmu? 
 Ten przypadek pokazuje oblicze obecnej władzy. Obawiam się, że to nie koniec, lecz początek represji ze strony obecnego rządu. Ten rząd musi udowodnić, że zasługuje na uznanie odwiecznych wrogów Polski. Temu rządowi nie przeszkadza ani dyskryminacja Polaków w Niemczech, ani bratnie rakiety towarzyszy rosyjskich wycelowane w Polskę. Celem D. Tuska jest bardzo wysoki stołek w UE. Może to i lepiej, bo im wyższy stołek, tym boleśniejszy upadek, a przy jego zdolnościach nieudacznika to on może i Polskę, i UE rozwalić, bo jemu wszystko wychodzi na opak. W swoim pierwszym expose oferował dużo miłości, a wyszło dużo nienawiści (zabójstwo posła PiS przez  byłego członka PO w Łodzi po napadzie szaleńca na biuro poselskie i katastrofa samolotu z Prezydentem na pokładzie). Chciał do UE, a teraz się pcha do Rzeszy, chciał do wolnej Polski, a oferuje zniewoloną itd. Były już posiedzenia rządu polskiego w Berlinie i Tel Awiwie, teraz czas na Moskwę. Miejmy nadzieję, że po posiedzeniu rządu w Moskwie ten rząd zagości tam na dłużej i oby jak najdalej na wschód od polskiej granicy, aby go nie sięgnęły ręce polskich "faszystów". Jeśli Polakom zależy na rozpadzie europejskiego kołchozu, to powinni forsować kandydaturę D. Tuska na szefa UE. Ten rząd to najgorszy rząd w historii Polski: w ciągu czterech lat zadłużył Polskę na ponad 300 mld zł.  To chyba więcej niż wszystkie poprzednie rządy razem wzięte... Teraz chce wspierać strefę euro, do której Polska nie należy. Pewnie pożyczy od Włochów albo Greków, aby ich wesprzeć. Polska nie udźwignie długu zaciągniętego przez ten rząd.     Pytając konsula w Centrum Kultury przed przystąpieniem Polski do UE: "Dokąd mamy wejść? Do Unii czy do Rzeszy?", nie pomyślałem, że to kontrowersyjne wtedy pytanie stanie się tak szybko aktualne. Nie przypuszczałem również, że powielając plakat  zdjęty ze słupa w latach 90., jego treść stanie się tak szybko rzeczywistością. A było na nim napisane cyt. "Przechodniu! Powiedz swym dzieciom, że była tu kiedyś Polska". Co jeszcze gorszego może spotkać moją Ojczyznę? 
 Czarne chmury nad Rzeczpospolitą się zbierają, a Margrabia nie próżnuje. Obserwując zachowania i wypowiedzi czołowych polityków PO, odnoszę wrażenie, że człowieczeństwo skończyło się w Polsce z chwilą powstania PO. Prokuratura oddała  najważniejsze śledztwo w historii, czyli śledztwo smoleńskie, Rosjanom, a więc odpowiedzialnym za katastrofę wyglądającą na zamach, a to co robi, to tylko pozorowanie śledztwa. Większość prokuratorów zajmuje się ciąganiem po sądach ludzi z PiS-u i najczęściej w obawie przed kompromitacja umarzają wymyślone śledztwa.  Dzięki tym  śledztwom ogromna liczba ludzi ma dobrze płatne zajęcie, a rządzący zapewniony elektorat kosztem podatnika. Na służbę zdrowia pieniędzy brakuje, ale tzw. aparat sprawiedliwości ma ich pod dostatkiem. Afer korupcyjnych wystarczyłoby dla całej Europy, ale broń Boże, aby ktoś spróbował je rozwiązać, bo to może grozić śmiercią lub kalectwem. Nawet samobójstwo pod Kancelarią Premiera nie ma wpływu na inne podejście do wszechobecnej korupcji. Na coraz większej liczbie świadków lub osób posiadających wiedzę nt. przestępstw popełniane są "samobójstwa". Zacieranie śladów przestępczej działalności to często spotykane zajęcie. Obecnie Prokurator Generalny zajął się ochroną prawną wigilijnego karpia. PO poprzez polskojęzyczne media wpoiła Polakom najpierw znane hasło J. Owsiaka "Róbta  co chceta",  a potem ich bardzo skutecznie postraszyła, że gdy do władzy dojdzie PiS, to ich rozliczy z licznych afer i przekrętów.  Jak dotąd ten straszak skutecznie działa, a Polacy boją się praworządnego państwa. Rząd pokazał, gdzie ma polską suwerenność, oddając śledztwo Rosjanom. Podzielili się rolami: jedni przetrzymują lub niszczą dowody rzeczowe, a drudzy albo utrudniają śledztwo, albo wprowadzają go w ślepą uliczkę. Polacy mogą się zmęczyć tą metodą prowadzonym śledztwem, że w końcu zapomną o tej katastrofie. Mam jednak nadzieję, że prawda wyjdzie na jaw mimo braku pomocy polskich sojuszników wywodzących się z lewactwa. W polityce nie ma raczej przypadków , lecz zimna kalkulacja i plany na wiele lat do przodu. 
 Wg mnie, ta katastrofa może mieć swój początek na sopockim molo podczas spaceru dwóch  premierów. To chyba oni dostali zlecenie na Kaczyńskiego, mówiąc językiem półświatka. L. Kaczyński nie chciał więcej kredytów, chronił bogactwa naturalne, no i sprzeciwił się napaści na Gruzję. Tajemnicze milczenie oraz dziwne zachowania polityków wskazują na to, że tzw. nasi sojusznicy dobrze wiedzą, co się stało w Smoleńsku i dlaczego. Wojna Tuska z Prezydentem Kaczyńskim o samolot była propagandowym przygotowaniem do katastrofy. Dlaczego teraz Premier nie walczy z Prezydentem o rosyjski złom? Żaden nie chce wsiadać do latającej trumny.Tu-154M(ilitarny) spełnił swoje zadanie, eliminując przeciwników politycznych Tuska, Komorowskiego i Putina. Wina za tę katastrofę była wypisana na twarzach Tuska i Putina w Smoleńsku w dniu katastrofy. 
 Ostatnio polska prokuratura zastosowała wykrywacz kłamstw wobec człowieka, który zabrał kwiaty spod pomnika wdzięczności za zbrojną napaść Rosji na Polskę. Dlaczego prokuratura nie stosuje tego urządzenia w śledztwie smoleńskim w stosunku do Tuska, Komorowskiego, Sikorskiego, Arabskiego, a zwłaszcza E. Kopacz? Nie mogę zrozumieć, dlaczego p. Seremet nie wydał polecenia wyprowadzenia w kajdankach i postawienia przed sądem minister E. Kopacz, kiedy to z mównicy sejmowej wprowadzała w błąd organa ścigania i wszystkich Polaków, składając fałszywe zeznania nt. katastrofy w Smoleńsku. Przecież to co zrobiła p. Kopacz, jest przestępstwem ściganym z urzędu! Nie będę przytaczał w całości jej słów, bo chyba wszyscy znają te kłamstwa o przeszukaniu na metr głęboko ziemi w miejscu katastrofy, robieniu sekcji zwłok wspólnie z Rosjanami. To chyba za te brednie dostała awans na marszałka Sejmu. Media i politycy przekazywali dziesiątki teorii spiskowych o tej katastrofie i jak dotąd żadna z tych teorii nie ma potwierdzenia w rzeczywistości. 
 Pan Komorowski miał taki owczy pęd do Belwederu, że przejął obowiązki prezydenta, zanim Prezydent został uznany za martwego. Okazał się również wielkim wizjonerem, mówiąc, że Prezydent gdzieś poleci i nie wróci. To urządzenie by się przydało, aby mu odświeżyć pamięć i wiedzę o katastrofie w Smoleńsku. Pan Komorowski, ośmieszając polskich pilotów, twierdzi, że mogą latać nawet na drzwiach od stodoły. Niech sobie zatrudni takiego Ikara,  a wtedy będzie mógł latać nawet do Smoleńska i o wiele taniej. Pan Komorowski rozpoczął wojnę o krzyże przed Pałacem Prezydenckim, do którego bał się wprowadzić, bo ponoć się boi duchów. 
 Teraz po nim pałeczkę przejął Palikot, który siedzi na ławce rezerwowych do rządzącej koalicji. On ma załatwiać te sprawy, które są niepopularne dla Tuska. On ma przejąć ster i stworzyć bardziej radykalną lewicę, bo Miller nadaje się tylko do wynoszenia sztandarów. Wojna z religią dopiero się zaczyna, bo Palikot dopiero się rozgrzewa. Jakaż to piękna przyszłość czeka Polaków  mieszkających w jednym z landów pod przywództwem duetu PO-Lewica europejska. W katolickim kraju sikanie na krzyż jest bezkarne, natomiast oddanie moczu  na palmę kosztuje już 500 zł. Interesujący cennik - prawda?...  Ponownie cisną mi się na usta słowa  A. Michnika, których należy użyć pod adresem ateistycznej wojującej lewicy, cyt. "Odpie...się od..."  katolików i ich wiary, bo to nie wasz interes i nie macie o niej zielonego pojęcia. Kiedy przyjdzie trwoga, to ze strachu wypełnicie te puste  dusze wiarą w Boga, tak jak to zrobił W. Jaruzelski. Widziałem zdjęcie zrobione w szpitalu, gdzie wyraźnie widać obrazek Matki Boskiej zatknięty nad łóżkiem tow. Wojciecha podczas odwiedzin  L. Wałęsy. 
 Wracając jeszcze do ostatnich wyborów, to pragnę poinformować, że Polonia w Ameryce (Toronto ponad 70 proc. na PiS, a Chicago 80 proc.) głosowała na Polskę, a rodacy w kraju na spółdzielnię Grabarczyka lub na stajnię Schetyny. A gdzie Polska? Konflikt Tuska ze Schetyną pokazuje, o co chodzi w polskiej polityce. Chodzi wyłącznie o wpływy i chyba tu nie chodzi o polskie wpływy. Palikot z Pawlakiem i Napieralskim  potknęli się o próg wyborczy i wpadli do Sejmu, osiągając około 10 proc.  przy frekwencji 49 proc., to trzy razy mniej niż PiS, który jest odstawiony na boczny tor, a nowy-stary koalicjant służący do głosowania zgodnie z interesem Platformy niby współrządzi. W. Pawlak to wypróbowany polityk, który zdał egzamin przy i po obaleniu rządu J. Olszewskiego. Załapuje się do każdej koalicji, która szkodzi Polsce. Przyłączam się do apeli Pani Krawczyńskiej i wołam o przebudzenie. Temu przebudzeniu może pomóc grono wybitnych hakerów komputerowych, aby pokazać prawdę o Polsce podległej.
 Swój list zakończę słowami Bertolda Brechta: " Ten kto walczy może przegrać, ten co zaniechał walki już przegrał", a od siebie dodam, że ci co nie podejmują walki, korzystają tylko z tego co wywalczą inni. I tego właśnie życzę swoim rodakom na te Święta Bożego Narodzenia i Nowy 2012 rok. Oby tych walczących o Polskę było jak najwięcej, a tych przegranych jak najmniej. Niech Boża Dziecina ma nasze Rodziny i naszą Ojczyznę w swojej opiece, aby Boża pomoc nadchodziła w chwilach trudnych dla nas i dla Polski. Życzę wszystkim zdrowych i błogosławionych Świąt.
Stanisław Pietras
Burlington

GONIEC NR 50/2011

Postępowy komunizm 
 Słyszał ktoś taką obłudę - taka taktyka, słowa nie znaczą nic. Po "wyzwoleniu", w 1948 znacjonalizowali komuniści sklep i masarnię mojego dziadka. Jako dziecko w latach 50. często do tego sklepu zaglądałem, sklep się podobno nie zmienił, wszystko działało siłą rozpędu, ale masarnię zdewastowano całkowicie. Wielokrotnie z zainteresowaniem obserwowałem, gdy klientka wybrała sobie kawałek mięsa i poprosiła o zmielenie - takie zwyczaje i kultura z poprzedniego "tragicznego" dla Polaków okresu, teraz idziemy właśnie z tym "postempem" i mięsa nie trzeba mielić, dostępne jest coś już zmielone i musimy być zadowoleni. Smacznego.
 Wisła w tym okresie była spławna, pływały barki, piaskarki i statki o partyjnych nazwach, np. "Marchlewski", ale po latach postępowego komunizmu, Wisła służy jedynie powodziami, sporadycznie zagości kajak . No, ale kiedyś nie było telewizji i pociągi kursowały bardzo regularnie. Ostatnio pokazały się jakieś malutkie wycieczkowce. 
 Kilka lat temu zrezygnowałem z TV, szukam starych wydawnictw historycznych, społecznych, filozoficznych i czytam, konfrontuję i wyciągam wnioski, dlatego wiem, że nie ma ludzi nieomylnych, Dmowski i Piłsudski też się mylili. Dlatego trzeba czytać i poznawać historię z bardzo różnych źródeł, unikając komunistycznej propagandy, co łatwe nie jest. Bardzo łatwo spostrzec, zresztą w ogóle się z tym nie kryją, że główni komisarze i przywódcy UE byli i są komunistami lub lewakami różnej maści... wielu uznaje to za zasługę, taki "postępowy" komunizm jest promowany w UE, na szczęście nie we wszystkich krajach Europy tolerowany.
 Żakowski wyrasta na czołowego ideologa "nowej lewicy", czyli nowoczesnej i postępowej, takiej co to sprowadza niemiecką żulię do rozbijania rocznicowego Marszu Niepodległości, a "antykomunista" Sikorski próbuje umocować Polskę w UE jako rejon geograficzny... Ot, takie mają hobby, plan działania, ale choć nigdy nie widziałem wszy, to właśnie tak wyobrażam sobie ich wysyp. 
 Któregoś dnia w polonijnym radiu usłyszałem, że Kukliński jest kontrowersyjny, oczywiście rozumiem, że dla wielu komunistyczni generałowie w rodzaju Kiszczaka lub Jaruzelskiego kontrowersyjni nie są - znam takich. Powstanie Warszawskie i zatrzymanie komunistycznej ofensywy na Wiśle było inspirowane taktyką mającą doprowadzić do wyniszczenia wrogów. Dla komunistów Polacy i Niemcy byli tylko wrogami stojącymi na drodze do zwycięstwa ich ideologii. Góra AK na tej samej zasadzie współpracowała z komunistami jako z walczącymi z tym samym wrogiem; Armia Czerwona była sojusznikiem w walce z Niemcami, życie stwarza problemy bardzo ciekawe, z których wybrnięcie bywa w danym momencie wielkim problemem i dopiero historia pozwala na rewizję postaw. 
 Trwają rozmowy z rządem, Ministerstwem Obrony, w sprawie odszkodowań dla rodzin polskich żołnierzy, którzy zginęli na "misjach". W tym momencie warto by było dowiedzieć się, czy rodziny zabitych przez komunistyczne służby w Poznaniu, stoczniowców i górników dostały kiedykolwiek rekompensaty lub jakąkolwiek pomoc, a może rodzinom wrogów nic się nie należało... (???). Oczywiście, w moich opiniach mogę się mylić, ale na dzień dzisiejszy takie jest moje zdanie.
 Janusz Sierzputowski
 Cambridge, 4 grudnia 2011
 PS W taki sposób jak w Islandii, w Polsce nie da rady, społeczeństwo cywilizacyjnie jest bardzo różne, a propaganda przez lata wypracowała metody, prędzej udałby się powstańczy zryw, ale daj Boże, abym się mylił. XX lat Radia Maryja, warto o tym wiedzieć i pamiętać, wspaniała rocznica.
 Wesołych, Zdrowych i Spokojnych Świąt Bożego Narodzenia.

GONIEC NR 49/2011

 Panie Andrzeju!
 Dzisiaj ósme urodziny mojej córki Vanessy. Trzeba przyznać, że będzie mi trudno doczekać po niej wnuków. "Konkurujemy" tutaj z Olem Pruszyńskim, dawno, dawno temu towarzyszem dziecinnych zabaw, którego też opatrzność obdarzyła wianuszkiem małych pociech. 
 W liście do "Gońca" skrytykowałem Pana za używanie "fizjologicznych" ekspresji, jednocześnie zaznaczając, jakim to ja jest z wyższych klas społecznych - a w domyśle jaki to Pan chłopski syn. Ot, tak odbiło mi się feudalizmem. Za to bardzo przepraszam, chociaż Bogiem a prawdą nie ma za co. Naprawdę uważam, że ludowe pochodzenie wcale nie jest gorsze od szlacheckiego. Polska miała chyba najwyższy procent populacji herbowych w stosunku do reszty obywateli (ca 12%). Niedoludniona Rzeczpospolita przyjęła dużą liczbę imigrantów z zachodniej Europy, ludzi, którzy mogli wnieść dużo do kultury i gospodarki kraju, jednak zduszeni zostali przez szlachtę pańszczyzną, systemem feudalnym. To także dotknęło mieszczan, choć w mniejszym stopniu (głównie Niemcy trzymali się twardo!). Nasz "lud" to trochę - paradoksalnie - też niemieckiego, hugenockiego pochodzenia. Prześladowania religijne, ziemia do wzięcia, ściągały imigrantów. Ile jest np. wsi Holendry - o nazwie wskazującej, skąd przybyli osiedleńcy.
 Szlachta natomiast była rdzennie polska. "Rasowo" to Celtowie (którzy kiedyś zasiedlali Europę) pomieszani ze Słowianami napływającymi ze wschodu. Nie powinno się przyklejać etykietek, ale brać celtycka to warchoły, pijacy, niepotrafiący się jakoś karnie organizować wspólnie. Dlatego w Polsce zostali kulturowo zdominowani przez Słowian, w Niemczech przez twardych Germanów, a we Francji, Hiszpanii zlatynizowali się. Byli zresztą tam już mieszanką ludów śródziemnomorskich, w Anglii zostali opanowani przez germańskich Anglo-Saksonów. Prawie czysto celtycka została właściwie tylko Irlandia.
 Niestety dla naszej Ojczyzny, szarogęsiła się szlachta - rasowo Celtowie, która zaprzepaściła szanse stworzenia silnej Polski. A przecież byliśmy i w Moskwie, i pod Wiedniem. Ale warcholstwo, zazdrość, zawiść i kłótliwość zwyciężyła. Rodziców się nie wybiera. Mnie się przytrafiło urodzić akurat w majątku ziemskim. Mój dziadek używał jeszcze tytułu hrabiego. Ojciec nigdy. Chodziłem do wiejskiej szkoły. Koledzy to dzieci fornali, stangretów, oborowych, którzy pracowali w majątku dla mojej rodziny. Tak czy inaczej mogłem porozmawiać i porównywać dwa światy: domowy i szkolny - bardzo różne od siebie. Byłem też specjalnie traktowany przez nauczycieli (rodzice na wywiadówki oczywiście nie chodzili, to nauczyciele przychodzili do dworu) i także przez kolegów. Młody mózg jest miękki: czym skorupka za młodu nasiąknie... Kiedy mózg stwardniał, już utrwaliło się we mnie przekonanie, że jestem najlepszy. Kiedy wybuchła Polska Ludowa, popędzili nas z majątku. Stalinizm zaczął szczerzyć zęby, rodzina orzekła, że na studia się z powodu pochodzenia nie dostanę, trzeba zdobyć zawód. Wuj uczył w technikum rolniczym i tam mnie posłano. Znowu między chłopskie dzieci w środowisko, które doskonale znałem z podstawówki. Trafiłem na kolegów - typowych Lepperów, Wałęsów. Słoma im jeszcze trochę z butów wychodziła, ale pięli się w górę. Zdolni byli i zahamowań, aby służyć reżimowi, nie mieli. Wszak PRL ich wyzwolił Mieli rację. A ja znów byłem najlepszy, bo po prostu jako jedyny miałem w domu encyklopedię. Znając tematy lekcji, mogłem się przygotować dzień naprzód i popisywać, co lubiłem. Skąd ty to wiesz? Otwierali buzie, czasem nauczyciele też. Notabene wujek uczył angielskiego, który z tych wszystkich nauk najbardziej mi się przydał! Rodzice nauczyli mnie po francusku. Nikt mi nie może zarzucić, że mentalności chłopskiej (jest taka, jest!) nie znam. Lepiej niż oni sami, bo z boku widać wyraźniej.
 Uważam, że PRL przeorał polskie społeczeństwo.  Dał szanse tym, którzy ich przedtem nie mieli. Na studia się dostałem, chociaż punktów za pochodzenie nie miałem jak koledzy, a na jedno miejsce było 5 - 7 kandydatów. Uważam, że było to wtedy słuszne. Uważam też, że każde polskie dziecko obecnie powinno mieć równe szanse na starcie. Na szczęście w dobie powszechnych komputerów niepotrzebne są już encyklopedie czy wyjaśnienia edukowanych rodziców. I tak być powinno.
 Niestety, jest jeszcze mentalność. Syn inżyniera "musi" iść na studia. Syn ślusarza - niekoniecznie. Teraz obaj mogą.
 Niestety, ta celtycka krew w Polakach ciągle buzuje. Te spory, te podziały, te drobne nienawiści, podgryzanie się zamiast współpracy. Tego się nie wypleni. Ale wbrew "linii" "Gońca", który czy raczej która sugeruje, że Polska ginie, że zjedzą nas Niemcy, Ruskie czy Żydy, ja twierdzę i jestem głęboko przekonany, że nasza Ojczyzna nie zginie. 40 milionów ludzi! Przecież Basków, Kurdów jest tylko parę milionów. Od wieków są duszeni przez Hiszpanów, Turków, Irakijczyków i co? Trzeba by wszystkich wymordować. Ale to nie te czasy. Hitler próbował z Żydami i też poniósł klęskę, a starozakonni są teraz mocniejsi niż przedtem. Polski nie da się zniszczyć. 
 I jeszcze jedno. Nasza polska mowa (trudno, piękna nie jest) jest bardzo skomplikowana. Chyba nikt, kto nie nauczył się w dzieciństwie poprawnie wyrażać, nie chwyci tego w dorosłym już wieku. Coś jak z angielskim akcentem. Dlatego po paru zdaniach z rodakiem mogę poznać pochodzenie interlokutora. Nawet dostojny (i coraz grubszy) redaktor polskiej sobotniej audycji powiedział kiedyś: "ten muzułman". O tu cię mam! Muzułmanin kolego, muzułmanin! Kindersztuba.
 Pracowałem we Wrocławiu w administracji na nawet dość wysokim stanowisku jako bezpartyjny. Mój znajomy, były ziemianin, wdrapał się wysoko jako ZSL-owiec (bo i ta przybudówka partii dostawała czasem kawałek tortu, zaproponował mi przeniesienie się do stolicy. Warszawa wtedy (i obecnie też) lepiej płaciła, a w administracji to był duży awans. Dostałem piękne mieszkanie z puli ministerialnej i "skoczyłem w górę". Mój wrocławski szef, żegnając mnie, powiedział półżartobliwie słowa, które zapamiętałem: "Są w Polsce dwie grupy ludzi, popierające się - to Żydzi i arystokracja. Bo reszta to się tylko ze sobą żre". Przedtem o tym nie myślałem, ale odtąd zacząłem się rozglądać wokół i stwierdzam, że to święta racja. Szkoda, że tak jest, ale to prawda. I tak jak Żydzi rozpoznają się natychmiast (po nosach?), tak my z "błękitną krwią" po paru zdaniach już się wyczuwamy i odzywa się klasowa solidarność, sympatia, przyjaźń.
 To, co piszę, chyba dotyczy ubiegłego wieku. Teraz wszystko się równa, liczą się pieniądze, moda. Ale tak było w latach mojej młodości. Lucky me! Tak było, kiedy zawitałem w Montrealu.
 Na zakończenie pochwała "Gońca". Tak trzymać. Ciekawa jest "Trybuna Czytelników". Ale redakcjo - uszy do góry! Polska jest, była i będzie, eurolewacy jej nie zmogą.
Jan Ostoja
Toronto, 21 listopada 2011

 Od redakcji: Jako osoba pochodząca z ziem, gdzie ślady osadnictwa celtyckiego sięgają 7 tys. lat, powiem Panu, że to może nie Polska ginie, lecz niepodległe państwo polskie - a ponieważ już raz nam "zginęło", to tym razem jest obawa, że może nam zginąć na amen.  Dlatego oszczędźmy sobie  czczej gadaniny i rozmawiajmy o sprawach ważnych. (ak)

GONIEC NR 48/2011

 Expose - pytania - arogancja
 W pierwszym dniu posiedzenia Sejmu nowej kadencji, został zaprzysiężony staro-nowy rząd D. Tuska. Następnie premier wygłosił expose, które już nie było trzygodzinnym ględzeniem jak cztery lata temu, ale też nie wniosło nic nowego, a powinno stanowić ocenę jakości życia obywateli, tzn. bilans zamknięcia czterech lat sprawowania rządu i bilans otwarcia, z prognozą na następne cztery lata. Nic takiego nie było, Tusk ograniczył się tylko do podania kilku zmian i nie było już kokieterią, a zapowiedzią cięć, oszczędności i głębokiego kryzysu, a nie wizji "zielonej wyspy" z 300 miliardami złotych z UE. Nie powiedział wprost, że Polska ma największy deficyt ze wszystkich krajów tej części Europy. W dalszym ciągu tak ważne sprawy są przed społeczeństwem ukrywane.
 Jednym słowem, było to expose niekompetencji i frustracji, było teatrem jednego aktora, pozbawionego wizji i planów dot. ratowania państwa, tworzenia miejsc pracy, a to stanowi podstawy do rozwoju kraju. Służba zdrowia, kultura, nauka, infrastruktura, demografia zostały pominięte i dlatego spowodowały tak wielkie rozgoryczenie wśród posłów opozycji parlamentarnej. Gdy rozpoczęła się debata sejmowa, Tusk został zasypany ogromem pytań, do których nie był w stanie ustosunkować się, bowiem rząd przez półtora miesiąca od dnia wyborów nie przygotował żadnych ustaw, gotowych do dyskusji i realizacji. Premier był bardzo arogancki i chyba chciał zastraszyć pytających, nie licząc się także z wyborcami, bowiem posłowie nie walczą o swoje osobiste sprawy, lecz reprezentują interesy wyborców. Po takim absurdzie wypowiedzi i zachowania Tuska, cała opozycja parlamentarna zapowiedziała, iż nie udzieli wotum zaufania staro-nowemu rządowi, i słusznie. W dniu następnym, mimo wielu ukłonów staro-nowej koalicji w stronę poszczególnych partii opozycyjnych, tego zaufania nie otrzymali. Ponieważ PO-PSL i tak posiadają większość, więc zaufania udzielą sobie same i będą rządzić.
 Mimo że sytuacja wymaga natychmiastowych działań rządu, poszczególni ministrowie zapoznają się dopiero z tym, z czym mają się zmierzyć, bowiem wśród tych ministrów jest dużo osób nieprzygotowanych do pełnienia zadań w resorcie, a więc teraz będą się uczyć, tak jak posłowie Palikota, a więc trzeba zabrać biednym ludziom, aby mieć pieniądze na wysokie pensje sejmowych i ministerialnych studentów, czy to nie jest śmiechu warte i nie woła o pomstę do nieba?
 W każdym bądź razie skończyła się "polityka miłości" Tuska, na którą po raz kolejny dali się nabrać nasi Rodacy. Chciałoby się powiedzieć: macie to, czego chcieliście. Jest młoda i ładna minister sportu, a jest nim dlatego, że lubi sportowe samochody. Jest też minister sprawiedliwości, którego atutem są sprawiedliwe niektóre oceny swojego szefa rządu. Minister infrastruktury, też młody i bardzo medialny, fachowiec od wizerunku, a ministrem zdrowia został dezerter z SLD, który za tę dezercję otrzymał 13 miesięcy temu tekę ministra ds. wykluczeń, za co pobierał wysokie, ministerialne uposażenie i Tusk wtedy jeszcze nie oszczędzał, bo to było przed wyborami. Niesiołowski z PO powiedział tym razem prawdę, "gdyby premier powiedział to przed wyborami, to mógłby wyborów nie wygrać" - czy to nie jest plucie w twarz wyborcom?
 Polska staje się jedną wielką wydmuszką, pozbawioną wszystkiego co ludzkie i co polskie, pozbawioną zasad etycznych, moralnych, patriotycznych itp. Dowodem tego jest wybór Palikota i jego cudaków, którzy za pierwszy cel postawili walkę z Kościołem, religią, symbolami religijnymi, zerwanie konkordatu ze Stolicą Apostolską. Ponadto refundowanie in vitro, aborcji na życzenie, legalne związki ludzi tej samej płci, legalne narkotyki, darmowe środki antykoncepcyjne i darmowe przeszczepy transpłciowe. Palikot powiedział, że tam gdzie będzie trzeba, gdy zawiedzie koalicjant, jego ludzie poprą rząd Tuska, ale "nie za darmo", tylko za przyjęcie ww. uchwał palikociarni. Teraz będzie test dla Tuska, zobaczymy, czy to będzie "mąż stanu", czy zdrajca interesów własnego kraju.
Jolanta Krawczyńska 

 GONIEC NR 47/2011

 ***
 Panie Redaktorze Kumor, dziękuję za zamieszczenie informacji o obchodach Święta Niepodległości w Mississaudze. Co do Pańskiego komentarza na temat obchodów, to mam mieszane uczucia. Wizja jest mi bliska, też marzę o takim święcie godnym, zorganizowanym z rozmachem, oferującym strawę dla ducha i ciała jednocześnie, a ponadto miłym sercu każdego Polaka czy polonusa. 
 Niestety, nie zauważyłem w Pańskiej wizji bardziej szczegółowych porad, kto konkretnie miałby to zrobić i skąd wziąć fundusze na tak wielkie przedsięwzięcie. Panie redaktorze, inne nacje wspierane są hojnie przez etniczne biznesy i poszczególnych członków etnicznej społeczności. 
 Niestety, nie mamy nadmiaru ludzi zaangażowanych w pracę na rzecz Polonii ani wspierających polonijne przedsięwzięcia finansowo. Nie pomagają w tym polonijne media, może za wyjątkiem programów telewizyjnych. Chociaż mam wiele szacunku dla Panów redaktorów Gońca za to, że Wasze łamy są otwarte na bezpłatne ogłoszenia czy przesłane informacje na tematy z życia grup polonijnych, to jednak czuję pewien niedosyt. Wyczuwam dystans i ignorowanie poczynań KPK przez polonijne media, w tym Pański tygodnik. Wiem, zapewne Pan powie przyślijcie, a ja wydrukuję, wiem, że nie zatrudniacie gromady reporterów, ale przed napisaniem drobnej złośliwości na temat Kongresu, można zadzwonić czy wysłać e-maila z zapytaniem o szczegóły. W podobny sposób można poprosić o wywiad czy wypowiedź chociażby Prezes ZG KPK, zapytać o strategię, plany na przyszłość i bieżące trudności. Kontakt, strona internetowa KPK. Dał Pan wielokrotnie dowód, że dobro Polski i Polonii leży Panu na sercu, ale nie zauważył Pan Dorocznego Zjazdu KPK. 
 Panie Redaktorze, być może zapomniał ktoś Pana o tym powiadomić, ale trzeba pamiętać też, że wszyscy zaangażowani w prace Kongresu robią to społecznie, bez wynagrodzenia, w tak zwanym czasie wolnym od pracy. Dojeżdżają na własny koszt i ze swoich pieniędzy płacą za posiłki. Dostrzeganie ich zaangażowania i jeśli na to zasłużą ciepłe słowa być może przyciągną innych chcących coś czynić dla naszego wspólnego dobra. Zależy mi bardzo na dobrym globalnym wizerunku Polonii w Kanadzie i nie tylko, w miarę swoich możliwości  ja i moja cała rodzina staramy się coś dobrego robić w tym zakresie. Proszę mi wierzyć, robimy to z potrzeby serca, wszyscy mniej lub bardziej formalnie wspieramy Związek Harcerstwa Polskiego poza granicami Kraju. Organizacja ta promocję i reklamę stawia na dalszym miejscu, nie stawia sobie za cel wyselekcjonowania: najpiękniejszych, najszybszych, najzdolniejszych, najmądrzejszych, najlepszych, ale stwarza warunki, by każda harcerka i harcerz, działając w sformalizowanych grupach przyjaciół mogli udoskonalać siebie i może, zabrzmi to banalnie, czynić dobro, zauważać i pomagać słabszym i potrzebującym. 
 Kilka razy w roku - w tym też z okazji Święta Niepodległości - jeżdżą do domów seniora, by wspólnie z mieszkańcami śpiewać, recytować i opowiadać im o swoich przygodach. Zwykle cieszą się na tę okoliczność seniorzy, a także nasza harcerska młodzież. Piszę o tym dlatego, by wyjaśnić Panu, że organizując obchody świąt narodowych w Mississaudze (takiej małej wsi, w której żyje ponad 700.000 mieszkańców, w tym około 80.000 osób o polskich korzeniach), posiadającej autonomiczny Okręg KPK, organizacje należące do tegoż Okręgu w pierwszej kolejności myślały o tym, by tymi świętami mogli cieszyć się parafianie św. Maksymiliana Kolbe, dzieci, młodzież i ludzie starsi, dla których forsowny przemarsz, nie mówiąc już o dotarciu do Toronto, jest ponad ich siły. 
 W tych naszych obchodach w Mississaudze prawie wszyscy są organizatorami i uczestnikami, być może dlatego z roku na rok przybywa więcej osób. Wspólnie śpiewamy, składamy wieńce, a naszym pierwszym i najważniejszym celem jest oddanie hołdu i przypomnienie dobrych przykładów życia naszych przodków. Staramy się nie wygłaszać przemówień (w tym roku cytowaliśmy słowa błogosławionego Jana Pawła II, które są ciągle aktualne i tworzą wspaniały drogowskaz naszego życia) i stwarzać atmosferę ciepła i wspólnoty. Natomiast z tonu Pańskiego komentarza przebija idea poszukiwania statystów, żeby dobrze wypaść na "zdjęciu". W Toronto mieszka tyle osób polskiego pochodzenia, że to wręcz nieprzyzwoitość sugerować poczucie winy za coś, moim zdaniem, pozytywnego czynionego przez mieszkańców Mississaugi. 
 Mało tego, gdyby Pan Redaktor pokusił się o dokładniejsze przyjrzenie się uczestnikom uroczystości w Toronto, to zdziwiłby się Pan, jak wiele z tych osób mieszka w Mississaudze. Przyczyn małego zainteresowania należy szukać gdzie indziej i stawiać bardziej sensowne diagnozy. Moim zdaniem, każda parafia, każda polska szkoła, każda polonijna organizacja powinna na swój sposób celebrować święta narodowe. Być może podniesienie flagi i przemarsz to przyjeżdżającym z daleka zbyt mało, może warto pokusić się o imprezy towarzyszące. Mississauga to moje miasto, tutaj pracuję, modlę się w moim kościele św. Maksymiliana Kolbe, moje dzieci chodzą do szkoły, uczestniczymy tutaj w życiu Polonii i nie tylko, tutaj gram w tenisa, tutaj objechałem z mymi dziećmi niemal każdy zakątek na rowerach, tutaj spędzam czas z moją rodziną, tutaj mam przyjaciół. W miejscu mi bliskim i w gronie wielu bliskich mi osób, z potrzeby serca uczestniczę w uroczystościach związanych z kościołem, Polonią, Polską i Kanadą. Proszę nie wywoźcie mnie do Toronto, a wtedy od czasu do czasu pojadę tam z przyjemnością z własnej woli.
 Nie przepadam za polemiką - tym niemniej tak się składa, że te moim zdaniem krzywdzące sugestie pojawiają się cyklicznie i, mam nadzieję, wynikają z niedoinformowania bez złej woli. Na pewno nie sprzyjają one tworzeniu dobrej atmosfery wobec KPK i organizacji polonijnych. Mam nadzieję, że przynajmniej niektóre argumenty uzna Pan za sensowne.
 Jeszcze dołączę pozdrowienia i cytat z błogosławionego Jana Pawła II.
Henryk Gadomski
***
 Dzisiaj obchodzimy 93. rocznicę odzyskania niepodległości - początku II Rzeczypospolitej. Dziękujmy Bogu, że możemy tu w Kanadzie czynić to w radosnym majestacie i spokoju. Chciałbym zacytować słowa błogosławionego Jana Pawła II wypowiedziane13 lat temu, nie straciły one nic ze swojej aktualności.
 "Podpisane w dniu 11 listopada zawieszenie broni przyniosło naszemu narodowi od dawna oczekiwane wyzwolenie spod zaborów. Ten akt dziejowej sprawiedliwości nie był tylko skutkiem sprzyjającej sytuacji politycznej w ówczesnej Europie, był to nade wszystko owoc wytrwałego zmagania całego narodu o zachowanie tożsamości i duchowej wolności.
Wielu synów Polski poświęcało tej sprawie swoje talenty, siły i wytężoną pracę. Liczni spośród nich ponosili trudy emigracji przymusowej. Wielu w końcu zapłaciło za wolność Ojczyzny najwyższą cenę, przelewając krew i oddając życie w kolejnych powstaniach, na różnych frontach wojennych.
 Wszystkie te wysiłki ojcowie nasi opierali na nadziei, płynącej z głębokiej wiary w pomoc Boga, który jest Panem dziejów ludzi i narodów. Ta wiara była oparciem również wtedy, gdy po odzyskaniu niepodległości trzeba było szukać jedności pomimo różnic, aby wspólnymi siłami odbudowywać kraj i bronić jego granic.
 Niestety, II wojna przerwała dobre dzieło, pozostał jednak posiew wolności, który z Bożej Opatrzności owocuje w naszych czasach.
 Wraz z całym narodem polskim dziękuję dziś dobremu Bogu za ten niewysłowiony dar Jego miłosierdzia, polecam dusze zmarłych i poległych. Szczególnie w tym dniu proszę Boga o łaskę wiary, nadziei i miłości dla wszystkich rodaków, aby w jedności i pokoju dobrze korzystali z tak cennego daru wolności. Niech opieka Maryi, Jasnogórskiej Pani, zawsze towarzyszy naszej Ojczyźnie i wszystkim rodakom."
 Od redakcji: 

 Szanowny Panie
 Proszę nie dzielić włosa na czworo i nie dopatrywać się spisku czy skrywanej niechęci. Moje niechęci są zazwyczaj manifestowane wprost - często na piśmie - w felietonach. Na złośliwości  szkoda mi czasu. Żadnych "krzywdzących sugestii" w moim komentarzu nie było. Po prostu, jak każdy człowiek - patrzę, widzę i piszę.  Zamiast obruszać się za niedocenianie poświęceń (praca społeczna, podobnie jak polityka, sama w sobie jest nagrodą) - wystarczy zewrzeć szeregi - zróbmy to razem! Weterani w odrestaurowanym willisie (jest taki w Mississaudze), ze czterech husarzy na koniach, strzelcy z Barrie z karabinami w kolumnie marszowej, drużyna motocyklowa z klubu polskiego na harleyach - to tylko kilka pomysłów z głowy. - To byłby marsz, który by wszystkich przyciągał! A do tego duża frajda i zabawa!
 Słowem, mniej nadętych min, więcej pogody serca i działania.
 Druga rzecz, dla wyjaśnienia - nie jesteśmy gazetą organizacyjną - nie mamy żadnych dotacji - musimy zarobić na utrzymanie firmy i chleb dla rodzin - publikujemy ogłoszenia organizacyjne za darmo - pro publico bono, ale niech Pan od nas nie wymaga obsługi prasowej spotkań organizacyjnych - czasem je robimy, czasem nie, jak moce przerobowe pozwolą. Natomiast z pewnością dobrym obyczajem jest rozsyłanie przez zainteresowane fora komunikatów prasowych, nie uważa Pan? A w ogóle to nie chodzi o to, byśmy się nabzdyczali, tylko razem współpracowali. Wystarczy jeden telefon i już ma Pan wywiad z prezesem KPK czy co tam trzeba. A tego telefonu nie było...
Pozdrawiam Pana serdecznie 
Andrzej Kumor
 
 
 
 
 
 

GONIEC NR 46/2011

 Warszawa 11.11.11. - pierwsze refleksje
 Już sporo napisano, co było, a czego nie było. Poniżej precyzuję moje pierwsze refleksje i spostrzeżenia.
 Brałem wczoraj udział w zasadniczych patriotycznych uroczystościach, tzn. od 13.30 najpierw we Mszy św. w kościele św. Barbary, a następnie w pochodzie, który od kościoła, zamiast na MDM, przeszedł ulicami Emilii Plater, Noakowskiego, Nowowiejską, Waryńskiego, Goworka, Spacerową, Belwederską i Alejami Ujazdowskimi do placu Na Rozdrożu, gdzie został zakończony przed 18.00. Taki plan uroczystego pochodu był ogłoszony od dawna i nie rozumiem, czym kierowali się ci z naszych, którzy byli w innym czasie w innych miejscach.
 Mało kto ze zdających relacje opisuje, jak wspaniałą mieliśmy mszę za Ojczyznę u św. Barbary! Doskonały chór (Gaude Mater i oratoria Bacha oraz Haendla), poruszające kazanie etc., etc. Podziękowania dla ks. proboszcza od św. Barbary.
 Moim zdaniem, najistotniejszy w całych obchodach jest liczny udział młodzieży, nie tylko z Warszawy, i to takiej od licealistów począwszy aż do trzydziestoparolatków. Zarówno w kościele, jak i w pochodzie. Stanowiła ona co najmniej  80 proc. zgromadzonych, czyli odwrotnie do uczestników mszy w Katedrze każdego 10. dnia miesiąca i innych obecnych patriotycznych wydarzeń.
 Nie rozumiem, dlaczego organizatorzy obchodów zaniżają liczbę uczestników, podając około 15 tysięcy. Bloger JaN oszacował na około 60 tysięcy, natomiast ja, mając w tym doświadczenie, oceniam na co najmniej 40 tysięcy, w samym głównym pochodzie. Na przykład gdy czoło pochodu wkraczało w Goworka, to koniec był przy Metrze Politechnika. Czyli ilościowo sukces ponad oczekiwania! 
 Nastrój był godny i spokojny, a nieliczne próby prowokacji (okrzyki, petardy) były natychmiast likwidowane. Odniosłem wrażenie, że nasi młodzi manifestanci wprawdzie czuli odpowiedzialność nieulegania prowokacji, to jednak czekają na czas, kiedy będą mogli "im" dołożyć...
 Wobec tak licznego udziału w głównym pochodzie ludzi młodych, policja tchórzliwie trzymała się z daleka. Natomiast na obrzeżach naszego pochodu, w innych miejscach i gdy tłum zmalał na samym placu Na Rozdrożu - tam gdzie policja czuła się niezagrożona, to sama policja oraz grupki lewackich prowokatorów różnej maści wszczynały burdy nagłaśniane później przez merdia jako istota całego naszego świętowania.
 Ale te mendia nie opisały, jak to już wieczorem, po zakończeniu pochodu na placu Trzech Krzyży, policja polowała na kibiców Legii, aresztując i gdzieś ich wywożąc. Tak to ten "Ryży" mści się na kibicach za Tolę. Również nie bardzo wiadomo, jak na MDM-ie wypadły występy trupy szczuko-środy z tym całym sprzedajnym łajnem.
 Cały wrzask mendo-mediów wsparty prymitywnymi prowokacjami wskazuje na to, że obecna waaadza spodziewa się rychłych burzliwych protestów społecznych. Wobec tego przez opisywane prowokacje i propagandę stwarza fałszywy obraz patriotycznej opozycji jako grup przestępczych chuliganów, aby zdelegalizować wszelkie publiczne demonstracje, dając wstęp do nowego stanu wojennego dla zabezpieczenia kontynuacji ich władania. Nihil novi sub sole.
 Adam Ferch
Warszawa

 Oświadczenie Zarządu Stowarzyszenia Unum Principium
 Wiele faktów wskazuje na to, że patriotyczne przedsięwzięcie o nazwie "Marsz Niepodległości" zostało cynicznie wykorzystane przez układ rządzący Polską do rozpoczęcia walki z rosnącą falą społecznego niezadowolenia. To, co wydarzyło się wczoraj na ulicach Warszawy, nosi cechy starannie przygotowanej prowokacji i tworzy logiczny ciąg wydarzeń o charakterze przyczynowo-skutkowym:
 1. Na długo przed 11 listopada rozpoczęła się uporczywa kampania medialna nakierowana na utrwalenie w świadomości Polaków nieprawdziwego stereotypu uczestników Marszu Niepodległości jako elementu chuligańskiego o zapędach faszystowskich. Wybór tego stereotypu, z jednej strony, miał na celu moralne wyalienowanie uczestników marszu i zmniejszenie jego frekwencji, z drugiej zaś, mentalnie przygotowywał Polaków do nieuchronnych aktów przemocy.
 2. Wiadomo było, że w Marszu Niepodległości licznie uczestniczyć będą antysystemowe środowiska kibicowskie przywiązane do barw narodowych i piłkarskiej reprezentacji Polski. Trudno uznać za przypadek, że na trzy dni przed marszem zaprezentowano nowe stroje polskich piłkarzy pozbawione emblematu białego orła, a ich debiut na boisku miał przypaść właśnie w Święto Niepodległości! Nie trzeba było wielkiej przenikliwości, by przewidzieć, w jaki sposób ta powszechnie krytykowana decyzja wpłynie na emocje uczestników marszu.
 3. Zaskakujące jest to, że założenia medialnego przekazu wizyjnego z Marszu Niepodległości a priori ograniczone były do stacjonarnych i mobilnych kamer usytuowanych na Placu Konstytucji i Placu Na Rozdrożu, a więc do miejsc (przewidywanych?) starć z policją. Nie zamierzano relacjonować wymarszu pochodu ani jego przebiegu. Do znudzenia odtwarzano ujęcia zawierające akty przemocy i jednoznacznie utożsamiano je z istotą Marszu Niepodległości.
 4. Po raz kolejny służby miejskie i policyjne - łamiąc przy tym prawo - zmusiły organizatorów legalnego Marszu Niepodległości do zmiany jego trasy, doprowadzając do powstania chaosu i wybuchu niezadowolenia wśród jego uczestników.
 5. Wzrost wzburzenia i dezorientację kilkunastotysięcznego tłumu spowodowała dezinformacja medialna o zdelegalizowaniu Marszu Niepodległości.
 6. Zdumiewającym, bo niespotykanym dotąd refleksem wykazał się prezydent Bronisław Komorowski, który jeszcze wczoraj zapowiedział zaostrzenie ustawy o zgromadzeniach. Według doniesień medialnych, stołeczny ratusz ma już gotowy projekt takiej ustawy!
 W prawdziwie demokratycznym państwie prawa już dziś powołano by autonomiczną komisję celem dogłębnego wyjaśnienia wszystkich okoliczności zajść. Komisja ta z całą powagą potraktowałaby wersję zaistnienia przestępczej zmowy, która poprzez sprowokowanie aktów przemocy miała w konsekwencji doprowadzić do ograniczenia rozmiarów i skutków zbliżającego się buntu społecznego.
 Krzysztof Zagozda 
Członek Zarządu Stowarzyszenia Unum Principium
 

 ***
 W dniu dzisiejszym odbył się drugi Marsz Niepodległości. Narodowa manifestacja zgromadziła ok. 20 tys. osób, chcących dać wyraz swojej narodowej dumie i przywiązaniu do niepodległego państwa polskiego. Dziękujemy dziesiątkom tysięcy Polaków, którzy przyszli, by w sposób godny uczcić Święto Niepodległości.
 Niestety, doszło również do przypadków karygodnych zachowań grup chuliganów i prowokatorów. Organizatorzy Marszu Niepodległości zdecydowanie potępiają bandyckie zachowania, do jakich doszło w Warszawie dzisiejszego dnia. Potępiamy ekstremistów, którzy ścierali się z policją na Nowym Świecie, placu Konstytucji i w innych punktach stolicy. Zdecydowanie potępiamy jakąkolwiek przemoc jako środek wyrażania poglądów, niezależnie od tego, pod jakimi hasłami byłyby głoszone.
 W momencie rozpoczęcia przez grupy chuliganów zamieszek na pl. Konstytucji, organizatorzy podjęli decyzję o wyprowadzeniu kolumny manifestantów poza jego obręb. Przedstawiciele Urzędu Miasta zaproponowali alternatywną do zarejestrowanej trasę, na co organizatorzy się zgodzili. Jednocześnie jednak odrzucono prośbę organizatorów Marszu o interwencję w razie zagrożenia Marszu przez grupy mogące go zdestabilizować. Należy podkreślić, że w kolumnie marszowej, która opuściła pl. Konstytucji przed godziną 15.00, nie dochodziło do żadnych ekscesów. Wokół kolumny, w żaden sposób niezabezpieczonej przez siły porządkowe, operowały grupy chuliganów i prowokatorów, które starły się z policją na placu Na Rozdrożu. W obliczu eskalacji napięcia i wkroczenia oddziałów policyjnych, organizatorzy postanowili rozwiązać zgromadzenie.
 Napływają do nas również coraz liczniejsze informacje o lewicowych prowokacjach i nieprawidłowym zachowaniu sił porządkowych. Otrzymujemy relacje o atakowaniu osób nieuczestniczących w zamieszkach, a nawet o prowokacjach, jakich miało dochodzić ze strony osób odpowiedzialnych za porządek publiczny. Obecnie gromadzimy informacje i weryfikujemy ich wiarygodność. Zwracamy się do wszystkich uczestników Marszu Niepodległości o pomoc i nadsyłanie relacji na kontakt@marszniepodleglosci.pl. Razem obronimy prawdę o Marszu Niepodległości!
 Sukces frekwencyjny tegorocznego Marszu niewątpliwie przysłaniają te smutne wydarzenia. Złożyło się na nie kilka czynników: prowokacje lewicowych ekstremistów, bandytyzm chuliganów, nieudolność sił porządkowych. Zasadniczą odpowiedzialność za dzisiejsze wydarzenia, poza bezpośrednimi sprawcami, ponoszą środowiska lewicowych ekstremistów i sprzyjających im mediów, które od kilku tygodni budowały atmosferę przyzwolenia na przemoc, jako metodę wyrażania poglądów. Nie może być zgody na takie zachowania, tak samo jak nie może być zgody na bandytyzm, chowający się za patriotycznymi hasłami.
 Dzisiejsze zajścia są również dobrą okazją do wystosowania apelu o zmianę polskiego prawa o zgromadzeniach publicznych. Dochodzi bowiem do kuriozalnych sytuacji, w których legalne przemarsze atakowane są za pomocą zgromadzeń, będących w świetle obowiązującego prawa, również legalnymiÉ Jest to stan, który prowadzi do patologii i daje środowiskom skrajnym i niebezpiecznym okazję do zakłócania porządku publicznego. Organizatorzy Marszu Niepodległości przygotują w najbliższym czasie projekt zmian w polskim prawie, które uniemożliwią powstawanie podobnych sytuacji.
 Dziękujemy tysiącom Polaków, którzy godnie manifestowali swoją narodową postawę. To właśnie dla Was jest i będzie Marsz Niepodległości!
 Organizatorzy Marszu Niepodległości
 
 
 

GONIEC NR 45/2011

 Recenzja filmu
 Obejrzałam "Bitwę Warszawską 1920"  i jestem rozczarowana.
 Bitwa pod Warszawą w 1920 r. to jedna z osiemnastu najważniejszych bitew, gdzie rozstrzygnęły się losy cywilizacji: turańskiej, łacińskiej i bizantyjskiej. Dzięki Polakom w Europie została ocalona cywilizacja łacińska, a Polska utrzymała niepodległość.
 Widzowie zasługują i oczekiwali widowiska historycznego, bo odparcie spod Warszawy armii generałów Tuchaczewskiego i Budionnego i wielka mobilizacja narodu polskiego stały się podstawą niepodległej egzystencji i etosu II Rzeczypospolitej.
 Jedynym walorem filmu jest to, że został zrealizowany w technologii 3D trójwymiarowej, pierwsza tego rodzaju polska produkcja kinowa. Twórcy postarali się zrobić film z rozmachem i dbałością o szczegóły. Niestety, bardzo słaby scenariusz Jerzego Hoffmana nie rekompensuje tych zalet.
 Główne wątki filmu to tytułowa Bitwa Warszawska, stawianie na piedestale i ubrązowanie Józefa Piłsudskiego oraz romans miłosny Janka i Oleńki w stylu szmirowatego serialu telewizyjnego "Love story". Rola marszałka Piłsudskiego, moim zdaniem, fatalnie zagrana przez Daniela Olbrychskiego.
 Piłsudski był człowiekiem całkiem dużego kalibru. Był to człowiek o wielkich zdolnościach i talencie, także i o wielkich osobistych ambicjach, a tego odtwórca głównej roli zupełnie nie pokazuje. W ogóle nie wczuwa się w osobowość i psychologię historycznej postaci.
 "Krwawa jatka" to stały element filmów wojennych; martyrologia, cierpienie, hart ducha żołnierza, ale bez wskazywania na prawdziwe powody i prawdziwych wichrzycieli. "Najdzielniej bija króle, najgęściej giną chłopi".
 Film przedstawia rolę Piłsudskiego w zupełnie zakłamanym świetle, a role prawdziwych bohaterów, rzeczywistych twórców zwycięstwa pod Warszawą, czyli generała Rozwadowskiego i Hallera, ograniczone są do kilkusekundowych epizodów.  O Romanie Dmowskim i Wersalu film w ogóle nie wspomina. Główne postacie filmu, Janek, Oleńka i Piłsudski, wypadły tuzinkowo. 
 Za to rozbudowany jest do nieproporcjonalnie dużych rozmiarów wątek miłosny i obyczajowo-kabaretowy ówczesnej pańskiej Warszawki. Aktorsko najlepiej wypadły czarne charaktery, tj. czekista komisarz Bykowski i kapitan żandarmerii Kostrzewa. Ksiądz Skorupka wypadł dobrze. Sofia Nikołajewna, żona carskiego oficera, pokazała charakter, zabijając swojego prześladowcę, zbira Bykowskiego, w odróżnieniu od Janka Krynickiego.
 Chwila prawdy w filmie to epizody z wizyty w Belwederze delegacji Wielkopolan z ks. Stanisławem Adamskim oskarżającym Marszałka najzwyczajniej o zdradę, a także scena, gdzie sam Piłsudski przyznaje, że na Kijów idzie po to, aby zdobyć Ukrainę dla Petlury, bo przecież nie dla Polski!!!
 Ze względu na znaczenie Bitwy Warszawskiej warto te zniekształcenia wyprostować.
 Wyprawa Kijowska była wielkim nieporozumieniem tak politycznym, jak i wojskowym. Była w istocie aktem wrogim wobec państwa i antypolskim. Była samowolą Marszałka i skończyła się tragicznie, a kulminacją tego była Bitwa Warszawska.
 Wbrew woli i potrzebie narodu i państwa polskiego i wbrew woli mocarstw sprzymierzonych, aliantów zachodnich, Piłsudski rozciągnął front, zamiast skoncentrować się na obronie przed nawałnicą bolszewicką, nadciągającą tradycyjnie przez Bramę Smoleńską.
 Piłsudski był instrumentem tajnej polityki pruskiej i pruską antypolską politykę realizował.
 Federalizacja Piłsudskiego to było nic innego jak pruska koncepcja tworzenia państw buforowych, państw, które wcześniej nie istniały, tj. Łotwy, Litwy, Białorusi i Ukrainy. 
 Ukrainę chciał Piłsudski zdobyć dla Petlury, ale nie dla Polski. Brat Petlury był w wojsku Piłsudskiego kapitanem.
 12 sierpnia, kiedy patrole nieprzyjaciela znajdowały się już w pobliżu Radzymina, Józef Piłsudski przyjechał do premiera rządu Wincentego Witosa i w obecności Ignacego Daszyńskiego i Leopolda Skulskiego złożył na piśmie rezygnację z funkcji Naczelnego Wodza i Naczelnika Państwa, po czym wyjechał z Warszawy.
 Tak więc naród i wojsko pozostawały bez najważniejszej osoby w państwie, a przed decydującą bitwą bez Naczelnego Wodza.
 Tylko przytomności umysłu premiera Witosa zawdzięczają Polacy swoje ocalenie, bo nie ujawnił on listu, tym samym zapobiegł załamaniu żołnierzy. 
 Po wyjeździe Piłsudskiego funkcję naczelnego wodza do 18 sierpnia pełnił de facto były wybitny oficer w armii austriackiej, szef sztabu gen. Tadeusz Rozwadowski.
 W dniach 12-15 sierpnia 1920 r. rozegrała się decydująca bitwa o Warszawę. 13 sierpnia generałowie Rozwadowski, Haller i Weygand zdecydowali, że 14 sierpnia podejmą bardzo ryzykowne, grożące nawet upadkiem Warszawy, działania zaczepne siłami 5. Armii nad Wkrą. I kontruderzenie znad Wieprza.
 Twórcą planu był gen. Tadeusz Rozwadowski, szef sztabu w armii gen. Hallera. Dowodzili polscy generałowie: Rozwadowski, J. Haller, Wł. Sikorski, K. Sosnkowski, Franciszek Latinik. Piłsudski miał dowodzić IV Armią znad Wieprza, ale Piłsudskiego tam nie było.
 Piłsudski NIE BYŁ ŻADNYM ZWYCIĘZCĄ BITWY POD WARSZAWĄ W 1920, NIE BYŁ DOWODZĄCYM, NIE BYŁ W OGÓLE NA POLU BITWY POD WARSZAWĄ.
 Bitwa o Warszawę w 1920 rozegrała się 12,13, 14,  a 15 sierpnia już było praktycznie po bitwie. (...)
 Matka Polka
(Nazwisko i imię do wiadomości redakcji)

 Droga Pani,
 Szuka Pani dziury w całym. To tak jakby wymagać od Sienkiewicza 100 proc. wierności prawdzie historycznej przy pisaniu "Pana Wołodyjowskiego". "Bitwa Warszawska" nie jest filmem historycznym, lecz fabularnym - liczy się, że wygraliśmy. Naród polski wtedy wygrał i powinni o tym wszyscy pamiętać dzisiaj, choćby po to, by wiedzieć, że wygrywać można. W Polsce "Bitwa Warszawska" ma złą prasę, ponieważ wedle "europolaków" propaguje "staromodny" patriotyzm. Tymczasem innego nie ma i albo będziemy "staromodnymi" patriotami, albo możemy sobie z Polską dać spokój i wpisać się na dowolną "volkslistę". (ak)

GONIEC NR 44/2011
(...)

GONIEC NR 43/2011
(...)

GONIEC NR 42/2011

 Od redakcji: Od Pana Łęckiego z  Gdańska otrzymaliśmy interesujący przyczynek do dyskusji na temat obecnej sytuacji w Polsce, który zamieszczamy w całości. A wszystko zaczęło się od wiersza-agitki Wojciecha Młynarskiego...
***
 Nawiązując do 
 WIERSZA MŁYNARSKIEGO:
Nie jestem już żaden smarkacz,
Łeb mam pokryty siwizną.
Nie zagłosuję na Jarka,
Bo zbyt cię kocham, Ojczyzno!
Niejeden ciężar na barkach
Dźwigałem, znosiłem trudy.
Nie zagłosuję na Jarka,
Bo dość mam kłamstw i obłudy.
Gdy spytasz mnie, niedowiarka,
Dlaczego? Wyznam ci szczerze:
Nie zagłosuję na Jarka,
Bo w żadną zmianę nie wierzę.
Skąd wiem, że wybór niedobry?
Nie wierzę w zmiany oblicza,
Bo nie chcę powrotu Ziobry
I teczek Macierewicza.
Bo nie chcę mieć Prezydenta,
Co straszy gejem i Żydem,
Co w każdym widzi agenta,
I może zaszczuć jak Blidę.
Na Jarka nie oddam głosu
Za czasy, gdy był premierem,
Za ten upadek etosu,
I koalicję z Lepperem.
Za to, co wciska ludowi,
Na co pozwala i sprzyja,
Za to, co pisze Sakowicz
I głosi Radio Maryja.
Za sieć podsłuchów i haków,
Wydanie walki elitom,
Za to, że skłócił Rodaków,
Za IV Rzeczpospolitą.
Dziś w duszy mej zakamarkach
Odkrywam decyzji sedno:
Nie zagłosuję na Jarka,
Bo nie jest mi wszystko jedno.
Wybaczcie drwinę i sarkazm,
Odporność z wiekiem się zmniejsza.
Nie zagłosuję na Jarka,
Bo Polska Jest Najważniejsza
Wojciech Młynarski
***
 Drogi Mój Marku,
 To już od sierpnia PO i spółka rozpętali nagonkę na PiS, podobną jak kiedyś na Prezydenta Rzeczpospolitej, prof. dr. Lecha Kaczyńskiego. Pamiętasz przecie, jakie ohydne dowcipy krążyły na jego temat w Internecie itd. Jak naśmiewano się z jego niskiego wzrostu (dla porównania sprawdź, jakim karłem jest Premier Tusk, kiedy stoi obok Miedwiediewa czy Putina, znanych kurdupli-bandytów), czy urody Kaczyńskiej, porównując ją do ET, itd. Tak samo postępowano wobec innych działaczy PiS. Nawet posunięto się do MORDU POLITYCZNEGO. Wszak to właśnie członek PO zamordował z zimną krwią działacza PiS, a nie odwrotnie.
 W sierpniu dostałem się na listę dystrybucyjną i otrzymuję setki listów agitacyjnych za PO i non stop szkalujących PiS. Tak jak właśnie sprytnie ułożone wierszoklectwo p. Młynarskiego.
 A pan Młynarski po prostu kłamie. Po kolei. Czy WM kocha ojczyznę, czy nie, niech schowa to do kieszeni. To jest opinia, a nie fakt. Za PRL-u był bardzo celebrowany. Nie chcę rzucać żadnych kalumnii, sam lubiłem go słuchać. Jakie trudy znosił, nie wiem. Żył dostatnio i wesoło. Obmawianie o kłamstwa i obłudę łatwo jest rzucić, ale dobrze jest najpierw to udowodnić. Nie wiem, o jakich zmianach WM pisze, ale zmiana jest potrzebna (o tym później). Można nie chcieć powrotu Ziobry, notabene jest posłem do Parlamentu Europejskiego, lub Macierewicza, Ostatniego Rycerza Rzeczpospolitej. Rozumiem, ten kto chce, aby UB i obca agentura nadal rządziła RP, może tego nie chcieć. Np. to już kilkanaście lat temu w Sejmie RP urzędujący Minister Spraw Wewnętrznych, Milczanowski, oskarżył w przemówieniu do całego gremium poselskiego i w obecności Mędrca Europy "Bolka" Wałęsy, również urzędującego Premiera Rządu RP Oleksego o szpiegostwo na rzecz Rosji/Sowietów. Do dziś, ani jeden, ani drugi nie "siedzi". Dlaczego? Pytanie zostawiam Ci bez odpowiedzi. Nie wiem, czy pisząc o prezydencie (co straszy gejem i Żydem), WM ma na myśli "Jarka" (notabene, sprytnie nazwisko jest pominięte, aby żaden sąd nie mógł skazać WM za pomówienie). Otóż już wypisywano, że Jarek Kaczyński sam jest pederastą i Żydem. Więc o co chodzi? Była posłanka komunistyczna, Blidowa (baronessa SLD), bojąc się wpadki w śledztwie, sama sobie w łeb strzeliła. Machlojki węglowe, w które była wmieszana za czasów słynnego Leszka Millera, wyszły na jaw. Nie pierwszy to raz, że przestępca odbiera sobie życie, gdy wie, iż wszystko wychodzi jaw i odpowie za przestępstwa. O jakiej walce z elitami pisze WM, nie wiem. Czy mam wyliczyć, ilu utytułowanych profesorów, doktorów i twórców wspiera PiS? O czym pan M bredzi? Czy chodzi mu o celebrytów GW, czy PRL-u? A na koniec zadeklarował się, że ugrupowanie, poniżej marginesu wyborczego (Polska Jest Najważniejsza - PJN), to jego wybór.
 Dla mnie, wiersz Młynarskiego jest zaskoczeniem, bo nie spodziewałbym się po nim tak słabej agitacji. On, zwolennik PJN, nie atakuje rządzącej partii, lecz atakuje Opozycję. I to, Marku, właśnie go demaskuje i poniża.
 Chciałbym jednak odpowiedzieć tym wszystkim, którzy z takim uporem podejmują próbę przekonania mnie do PO. Jak wiesz, nie jestem politykiem, lecz ideologiem, a przynajmniej za takiego się uważam. Nie należę do żadnej partii, choć w Polsce spędzam dość dużo czasu i, jak również wiesz, znam wielu polityków w różnych ugrupowaniach politycznych i gospodarczych. Bardzo różne mam o nich zdanie i zachowam je dla siebie.
 Chciałbym teraz przejść do spraw merytorycznych, które dobrze w Polsce prześledziłem.
 Wojsko, chluba Narodu. Takie dno to osiągnęliśmy jedynie w czasach saskich. W Wojsku Polskim na jednego oficera przypada dwóch żołnierzy. Lotnictwo bojowe to mamy jedynie na parady. Broń pancerna odpoczywa w garażach. W razie konfliktu z Białorusią (z której tak chętnie się w Polsce naśmiewa), według ekspertyz amerykańskich po dwóch tygodniach Polski nie ma. Jeśli chcesz, to sprawdź, jakimi siłami dysponuje Łukaszenka. Okres "panowania" ministra Klicha, fundowanego przez fundację im. Adenauera, pozostanie na zawsze jako okres rozkładu i fiaska polskich sił zbrojnych. Myślę, że słynne bojowe siły San Marino i Andory nie ruszą na pomoc Polsce w ramach NATO. Włosi i Francuzi zbyt zajęci są w Basenie Morza Śródziemnego. A Bundeswehra nie może interweniować poza granicami jej kraju, jak na razie, chyba że kraj zdefiniuje (jak powiedział mi pewien żołnierz niemiecki) jako UE. Uzbrojenie jest stare, a paliwa nie ma. Nie chcę pisać o szkoleniu i kształceniu kadr. Dowodzenie nie ma nic z nowoczesności. Sztab Generalny wciąż dysponuje mapami korkowymi. Niektórzy wyżsi oficerowie bawią się Pasjansem i Bombami na swoich PCetach. Kiedy Szefowi Sztabu Generalnego demonstrowano, jak wygląda centrum dowodzenia armii poważnego kraju, zdębiał i oświadczył, że też by tego chciał. A propos, zabity w Smoleńsku generał Gągor był jedynym najwyższym polskim dowódcą, który nie przeszedł szkolenia w akademii GRU u Ruskich.
 NATO. Ustami Prezydenta Obamy, dokładnie w 70. rocznicę napaści Sowietów na Polskę, układ o makietach rakiet ("wynegocjowany" przez Sikorskiego) został Polsce wypowiedziany. Potem Partnerstwo z Rosją zapowiedziało nową erę w stosunkach europejskich. Bezpieczeństwa energetycznego Polska nie posiada. Na (mocno lewicowym) Uniwersytecie Berkeley podaje się umowę gazową Polska-Rosja jako przykład umowy wasalnej.
 Policja to osobna sprawa. Korupcja tego resortu jest wprost kuriozalnie wyjątkowa w UE. Od drogówki do kryminalnej i politycznej, wszystko jest przekupne. Casus Kaczmarka, Kluka czy innych widoczny jak na dłoni. Przestępcy w celach monitorowanych przez 24 godziny, odbierają sobie życie. Zamiast ścigać Zbychów, Rychów czy Mirów, którzy kupczą Polską, lub zwykłych bandytów i złodziei, porywa lub przeszkadza w śledztwie, np. w sprawie porwania i zamordowania Olewnika. Z drugiej strony, czy myślisz, że wywiad sowiecki o Polsce zapomniał? A czy słyszałeś, aby kogoś złapano w ostatnich czterech latach? Nie, i nie usłyszysz, bo jak twierdzi spółka Wajda-Michnik, teraz Ruskich kochamy.
 Służby Specjalne. Po wyrzuceniu sowieckich wykształciuchów ze służb przez Macierewicza, PO szybko przywróciła ich do łaski. Dla szczegółów odsyłam do raportu o likwidacji WSI i do Aneksu, który pewnie w końcu się ukaże. O ten aneks tak strasznie troszczył się obecny Prezydent, najpierw chcąc go kupić na Kercelaku, a potem podejmując próbę przejęcia Tajnej Kancelarii, gdy jeszcze nie było aktu zgonu Lecha Kaczyńskiego, a jedynie spikerka TVN zaanonsowała, że zginął. Ciekawe, że jego brak znajomości obcych języków dziś już nikogo nie razi, a słaba znajomość angielskiego u Lecha Kaczyńskiego tak śmieszyła. Nawet byki ortograficzne w księdze kondolencyjnej Ambasady Japonii (dwa w jednym zdaniu) dziś nie rażą u Komorowskiego. Według Amnesty International w Polsce za czasów Tuska trzykrotnie średnio więcej jest zakładanych podsłuchów telefonicznych niż za Jarka. Monitorowanie Internetu w Polsce jest faktem. Nawet zbieranie dowcipów na Komorowskiego może być powodem aresztowania i prześladowań.
 Transport. Słynne polskie autostrady i obwodnice, kolej i LOT, Polska Żegluga Morska. Które z nich istnieją? Prezydentka Warszawy ogłosiła światu i okolicom, że przerywa budowę skrzyżowania Łopuszańska/Jerozolimskie, "ponieważ jest uzasadnione podejrzenie o popełnienie przestępstwa przez uprzedniego Prezydenta Miasta (Lecha Kaczyńskiego)". Półtora roku szukała, i szukała, i szukała. I nic nie znalazła, a warszawianie przez ten czas męczyli się w objazdach. Teraz wyznaczyła budowniczym termin zakończenia prac do wyborów... Gdzie był ten prześmiewca WM, gdy zwana potocznie "bufetową" p. Walcowa zadłużała miasto bez opamiętania.
 Gospodarka. Proszę, wskaż mi, w której dziedzinie polska gospodarka może się czymś wyróżnić. Szara Strefa. Tak, i to właśnie ta szara strefa ratuje kraj wbrew wszystkim rządom od 1989 roku. Reformy Wilczka, który paradoksalnie (komunista) uwolnił rynki i biznes, to już historia. Polskie prawo gospodarcze mówi Ci, czego Ci nie wolno i do czego musisz mieć koncesję lub licencję. W 1989 roku było ich 7, a dziś ponad 300. Rząd PO obiecywał Irlandię, złote góry itd. W Polsce nie ma gospodarki wolnorynkowej, lecz regulowana. Więcej, obce państwa mają zyski z gospodarki Polski. O TPSA-Orange, największej firmie telekomunikacyjnej w Polsce, piszę poniżej. Geotermia, gaz łupkowy, atomistyka były wyśmiewane przez ostatnie cztery lata. Okazuje się, że Toruń będzie miał ogrzewanie geotermalne. A odpowiedź miłości WM na akcje redemptorystów z Torunia, którzy temu przedsięwzięciu patronują - śledztwa, cofanie zezwoleń itd., itd. PiS proponuje reformę podatkową. 1-proc. podatek liniowy. Amerykanie z CATO i z Heritage są zachwyceni. Czy PiS dotrzyma obietnicy, zobaczymy. Jestem pewien, że jeśliby wygrali wybory i przepchnęli przez Sejm taką zmianę, to Komorowski to zawetuje i nic z tego nie będzie. Więcej, cała klaka z WM na czele będzie go chwalić. Port gazowy w Świnoujściu nie istnieje, bo wówczas gazociąg bałtycki nie mógłby być tak szybko zakończony. Szejkowie arabscy jakoś nie ujawnili się. Miał Tusk ministra rozliczyć za to fiasko sprzedaży stoczni gdańskiej, ale jakoś... nie śmiał. Energetyka, jest w rękach niemieckich.
 Podatki. Pod rządami PO podatki w Polsce wzrosły, a za czasów Jarka, zmalały.
  Telekomunikacja. Monopolista na polskim rynku, TPSA jest własnością France Telecom. France Telecom jest własnością rządu/państwa francuskiego. TPSA używa nazwy ORANGE, za co płaci opłatę licencyjną, bardzo wysoką, która powoduje, że nie ma czego opodatkować dla fiskusa. Taka sytuacja w USA to "ukryte dywidendy". Tak właśnie IRS potraktował T-Mobil. Opłaty telekomunikacyjne w Polsce uchodzą za najdroższe w świecie. Właściciel NETII, to Bankers Trust, ERA, to T-Mobil, a PLUS to AT&T. T-Mobil to Deutchetelekom.
 Bankowość. Są tylko dwa polskie banki: PKO BP i NBP. Mart Laar, premier Estonii, swego czasu opowiadał o prywatyzacji największego banku estońskiego. Kiedy ogłoszono jego prywatyzacyjny przetarg, ambasador Niemiec przyszedł do niego i zapytał, czy rząd estoński nie miałby nic przeciwko przystąpieniu Deutsche Banku do przetargu. Laar odpowiedział, że nie, jeśli... rząd Niemiec sprzeda swoje udziały w tym banku i zobowiąże się nigdy ich nie odkupić, bo wiązałoby się to z automatyczną stratą udziałów. "My chcemy bank sprywatyzować, a nie przekazać z jednych łap rządowych w drugie". Jak ja bym chciał takiego Laara widzieć w Polsce. Jak głupio wygląda opisana powyżej prywatyzacja TPSA. Grecki bank, pomimo dochodowości, z Polski aktywa wycofał, aby ratować bankowość w Grecji. Oto przykład, jak działają mechanizmy bankowe. Podobnie było z WBK i funduszem irlandzkim. Podobnie 1 mld nie poszedł do projektu Komerzbanku, bo 13 mld trzeba było przekazać na ratowanie Porsche. Dług publiczny Polski rośnie z szybkością ponaddźwiękową. Oto sukcesy min. Vincent-Rostowskiego.
 Polityka. Sejmokracja, gabinetokracja, oto system polityczny, który chce PO nadal utrzymać. PJN z takiego systemu też korzysta. Nic dziwnego, że Tusk czy Młynarski nie lubią niczego innego. Brak jednomandatowych okręgów wyborczych jest gwarantem korupcji zarówno politycznej, jak i gospodarczej. (Tu, odsyłam Cię, Marku, do znakomitych pamiętników lewaka - Toni Blaira). Koalicja z Lepperem zaiste kompromitowała PiS. PSL zaś, jako pomiot komunistycznego ZSL to już nie? A co powie pan WM, jeśli PO zawrze koalicję z SLD-UP-kami po 8 października 2011? Podobno rozmowy się toczą. Dla mnie najważniejszy jest system. Jeśli kreuje naturalnych przywódców, to dobrze, a jeśli nie, TO DO LAMUSA! Zmiany są Polsce bardzo potrzebne. Sprawny rząd z parlamentem do zatwierdzania (lub nie) finansów i nominacji i uchwalania praw. Gdyby PO i PiS chciały rzeczywiście coś dla Polski zrobić, to dogadałyby się co do koalicji i zmieniły konstytucję... Polska makabra: marzenia ściętej głowy...
 Polonia. No cóż! Sukces! PO z Andrzejem Czumą (przed którym przestrzegał Ryszard Fryga przed laty w Ottawie w 1980 roku) ustawiła komunistę, Marka Borowskiego, jako przewodniczącego sejmowej komisji ds. Polonii. Tak potraktowano nas, w pysk i już! Polska PO dała nam Borowskiego. Kaczyński oferuje Polonii bezpośrednich parlamentarzystów, wybranych przez Polonię. I to jest ta różnica polityczna i patriotyczna.
 Prasa i media. To, że TVN (własność ITI) utrzymuje szkołę rabiniczną itd., to mi wcale nie przeszkadza. Ale jak to jest, że w kraju katolickim nie ma częstotliwości dla telewizji katolickiej i radia katolickiego. Platforma cyfrowa nie jest przewidziana dla Trwam, a TVN może ją mieć? GW. Po ostatnich wyborach prezydenckich Adam Michnik napisał krótki felieton gratulacyjny dla Komorowskiego. Aż 80 proc. tekstu stanowiły inwektywy pod adresem Jarka. A propos Radia Maryja, w archiwum mają ponad 40 tysięcy udokumentowanych ataków ze strony innych mediów. Jest to jedyne w Polsce radio "na żywo", gdzie ludzie dzwoniący sami mogą się usłyszeć (talk radio). Szkoła WSKSiM, to prawdziwy rarytas. Ilu tam profesorów z dorobkiem naukowym. Jakie ciekawe konferencje organizują. Wkrótce będzie tam konferencja "Katolicy i ekonomia". Naprawdę ciekawe. Nie mogąc pokonać "imperium" Rydzyka, wielu szkaluje go jak tylko może. To jest po prostu wstrętne. Dlatego wzięło mnie obrzydzenie na Młynarskiego.
 Smoleńsk. Kilka pytań: 1. Kto odpowiada za naprowadzenie samoloty rządowego z Prezydentem i prawie 100 osobami pod kątem do osi pasa startowego? 2. Dlaczego samolot rozpadł się w "drobny mak"? 3. Dlaczego komputer pokładowy samolotu przestał pracować na wysokości 15 metrów nad ziemią? Odpowiedź na te pytania pozwoliłaby mi rozważać dalej. Brednie o pilotach, pijanych generałach i presji Prezydenta, to jak wróżenie z fusów i kryształowej kuli. Dla mnie wyjaśnienie katastrofy pod Smoleńskiem ma takie samo znaczenie, jak katastrofy gibraltarskiej. O tym, że Rosjanie porywali, mordowali i korumpowali polskich polityków, wie każdy uczeń podstawówki, więc o motywacje nie warto się spierać. Mickiewicz powiedział w Sorbonie, że w Rosji mucha, która lata nie w porę, obraża cara. Studenci zapytali, co to znaczy, a on, że nic w Rosji nie dzieje się bez wiedzy i woli cara...  Powiedział niedawno jeden senator amerykański, że (Lech) Kaczyński byłby innym adwokatem START niż Komorowski. Dla mnie sprawa Katastrofy Smoleńskiej stanowi esencję suwerenności państwa. Rząd Tuska przeszedł przez ten egzamin jak uczeń, który nie ma wiedzy, ściąga i oszukuje. I nie zdał tego egzaminu. Najlepsza nota, jaką mógłbym im wystawić, to ZERO.
 I właśnie dla tego wszystkiego, co Ci wyżej napisałem, nigdy nie zagłosuję na PO, pomimo że mam tam też serdecznych przyjaciół. PiS nie jest moim faworytem. Ta wściekła nagonka i propaganda anty-PiS-owska wprost pcha mnie w ich objęcia. Jej nieuczciwość wprost każe głosować na PiS. I tak wielu ludzi tę sytuację odbiera. Jak wiesz, ja stoję na gruncie liberalno-konserwatywnym. Jestem za gospodarką wolno-rynkową. Tylko wolność gospodarcza daje szanse na rozwój. Do tego dochodzi wolność osobista, która jednak nie ogranicza wolności osobistej innych ludzi, gdyż wówczas staje się "utylitaryzmem", jak pisał Jan Paweł II. A ja bym tylko dodał, że staje się cynizmem, który nie ma nic wspólnego z wolnością i klasycznym liberalizmem.
 Marku, list ten wysyłam do wszystkich tych, którzy figurowali na agitacyjnych listach adresowych, zaadresowanych do mnie. Nie czuję się tym urażony, lecz swoje poglądy i opinie uzasadniam. Ja jednak wszystkich wpisuję do rubryki "BCC", co proponuję stosować przy wysyłaniu "masowych" korespondencji.
 Ściskam Cię Drogi Przyjacielu
Zbyszek
 ZbyskooPet@aol.com
 

 Szanowni Państwo! 
 Drodzy Solidarni!
 To dopiero początek! Co nam się udało? Udało nam się utrzymać protest na Krakowskim Przedmieściu. Przeciwstawiliśmy się władzy, która działa na szkodę państwa polskiego. Wobec bezkarności tych działań - nasz protest miał ogromne znaczenie dla setek tysięcy ludzi, którzy wyrażali swoją solidarność, którym nieśliśmy nadzieję. Wspólnie zorganizowaliśmy na wielką skalę akcję uczciwe wybory, niezwykle potrzebną. Nie obyło się bez wpadek, które rozliczymy i wyciągniemy wnioski na przyszłość. Podsumowanie tych działań przedstawimy Państwu w ciągu najbliższego miesiąca. Jak pokazują wyniki ostatnich wyborów parlamentarnych, nasza praca dopiero się zaczyna. A dotychczasowy wysiłek - to był dopiero wstęp.

 Moim zdaniem:
 1. Potrzebna jest zakrojona na wiele lat praca u podstaw, moda na patriotyzm, nauka odwagi i samodzielności, przede wszystkim samodzielności myślenia. Uodpornienie na manipulację młodych ludzi. Miłość potrafi przenosić góry. Choć propaganda chamstwa i gry na najniższych instynktach powoduje, że telewizyjni celebryci wybuchnęliby śmiechem na te słowa, ale my musimy przekonać dzieci, które dziś mają kilka lat, że warto kochać  Polskę.
 2. Musimy się opodatkować i tworzyć niezależne media. Pielęgnować te, które dotychczas powstały. Ale też muszą powstawać nowe, silne i profesjonalne. Bez PRYWATNEJ, sprawnej i atrakcyjnej ogólnopolskiej telewizji informacyjnej będziemy dalej żyli w matriksie reżimowej propagandy.
 Bardzo Państwu dziękuję za dotychczasowe działania. Za wysiłek, determinację, serce i talent,  za poświęcony czas. Za obecność i wsparcie. Szczególnie dziękuję tym, którzy dźwigali na sobie realny ciężar ostatnich działań. Pokazały one, że możemy się zorganizować i wspólnie osiągnąć cel, który sobie zamierzymy. Sięgając do Statutu Stowarzyszenia Solidarni 2010, ten cel to silna, suwerenna i sprawiedliwa Polska, oparta na fundamencie Kościoła katolickiego. 
 Dziś dzieci III RP zagłosowały na obraz i podobieństwo swoje, jak napisał portal www.wpolityce.pl. To jest efekt 20 lat wychowania w systemie wartości, który upośledza, zamiast rozwijać społeczeństwo. Ile lat i wysiłku potrzeba, by odwrócić ten proces? Może drugie 20 lat, może mniej. Jedno jest pewne - potrzeba ciężkiej, zaplanowanej, systematycznej pracy KAŻDEGO z nas! Osiągniemy ten cel. To dopiero początek drogi. 
Z pozdrowieniami
Ewa Stankiewicz
 
 
 
 
 

GONIEC NR 41/2011

 Niespodzianka! 
 Wpadł mi w ręce artykuł wycięty z "Gońca". Żona kiedyś wycięła, bo lubi zbierać różne jakieś tam dyrdymały. Syn przyniósł i tak to się zaczęło. "Patrz, to Kumora dziecko" dodała. A to już mnie zdziwiło, bo myślałem, że kawaler. Ale nie to było głównym powodem mojej uwagi. To treść była poruszająca. Ten Kumor, taki zacietrzewiony, z własnym widzimisię, wydawałoby się bezlitosny. A tu co? Dziecko, wrażliwość, litość, wiara, zrozumienie dla słabszych. Właśnie dla słabszych. To do niego mi jakoś nie pasowało. 
 No, ale czytam. Dziecko z Downem. I nie bał się następstw? Na ile wiara, a na ile chęć posiadania własnego dziecka zaważyła? Tego na pewno nie dowiem się nigdy. Niemniej oba powody są słuszne i nie wykluczają siebie. Daleki jestem od chwalenia człowieka, którego nawet nie znam, a i jego artykuły wiele razy były dla mnie porywcze, chociaż sam myślę ekonomicznie, a w tym nie ma dużo łaskawości... Zastanowiły  mnie tylko pewne aspekty tej sprawy. Lubię chyba wszystkie nauki, w tym filozofię, socjologię, dlatego pomyślałem, że jednak mogą istnieć razem dzika konkurencja z  ludzkim humanitaryzmem. No bo jak taki napaleniec jak Kumor ma serce dla mniej szczęśliwych, to chyba nie jest tak źle, i myślę, że nie zmienił zdania, tylko że ma własne takie dziecko. 
 A jest to częścią czy początkiem jednego wielkiego tematu, jakim jest opieka nad upośledzonymi. Ktoś powiedział, że społeczeństwo można poznać po tym, jak dba o tych mniej właśnie szczęśliwych. I tutaj muszę dodać, że sam mam dziecko, które odwrotnie, nie posiada jednego chromosomu. Jest to drugi taki przypadek w całej Ameryce, i jest pod pewną obserwacją naukowców. A wyniki są zadziwiające, o których nie zamierzam teraz pisać. Niemniej oprócz tego dziecko urodziło się z wieloma problemami, jak reflux (mocz wraca do nerek, bo nie działają zastawki), długi czas nie widziało, problem chodzenia, a  nawet równowagi był do piątego roku życia. Nawet  słyszałem, jak się za niego modlili na jego widok. Miał kłopoty z opróżnianiem do dziesiątego roku życia, a rodzice, co tu dużo  mówić,  żona, ciężkie zajęcie. Ale wyszedł. Koleżanka z Salwadoru, w George Brown College, powiedziała: "módlcie się jak ja, Bóg stworzył to wszystko, i to on też może naprawić". Mądre słowa. Wierzącym byłem zawsze. Chodziłem często na wagary w czasie religii, na które złota nasza matka nas dosłownie wyganiała,  ale zawsze wierzyłem. W kościele św. Kazimierza modliłem się po cichu za syna i matki zdrowie, chociaż sam miałem kłopoty z nogami. I Bóg wysłuchał. Może nie do końca, ale resztę pokryje nadzieja, a to trzeba zawsze mieć. 
 I znowu powrót do tematu. Czy warto pomagać, czy w ogóle zasługują na pobyt ludzie niepełnosprawni? Mam jedną odpowiedź. Nawet najwięksi oponenci zmienią zdanie, gdy w razie jakiegoś nie daj Boże wypadku staną się kawałkiem człowieka. I co wtedy? Jak partyjni w Polsce przeskakują na drugą stronę barykady. Jakie to fałszywe. Bóg potrzebny tylko, gdy trwoga. Sam nie wiedziałem, czy się śmiać, czy płakać, gdy zobaczyłem zdjęcie Matki Boskiej nad łóżkiem W. Jaruzelskiego. Oczywiście, każdy ma prawo się nawrócić, i tu nie mam żadnych pretensji. Niech tylko inni wyciągną wnioski. Pomagać słabszym to wiara w Boga. To przywilej ludzi zdrowych. Właśnie ci zdrowi powinni to zrozumieć, bo przecież to oni mogliby się urodzić z wadami. Nigdy nie straciłem wiary w wyzdrowienie mojego dziecka, wszystko jest na dobrej drodze, chociaż dużo jest jeszcze do zrobienia. I tak jak Kumor, lataliśmy po różnych szpitalach, ze wspaniałym Hospital for Sick Children. Ileż to było biegania, załatwiania, interwencji w szkołach, różnych organizacjach, urzędach i pilnowania dziecka co do minuty. 
 I tak już dwanaście lat, chociaż teraz na pewno coraz mniej, bo syn dorasta, ale i tutaj pojawiają się nowe znane problemy związane z wychowaniem, a które też ma wiele rodziców. Ale jakoś to jest, chociaż na pomyślenie o satysfakcji i spełnieniu rodzicielskim dosłownie nie ma czasu albo człowiek już od tego odwykł, bo koncentruje się na zwalczaniu kłopotów. Ale trzeba przyznać, że byli ludzie źli na drodze, którzy źle życzyli. Podkładali nogi. W różny sposób, obmawiali, donosili, drwili. 
 Ale tak jest wszędzie. Ludzie ci nie rozumieją życia. Bo tak naprawdę nie wierzą. To tak jak żona mojego (...),  Kanadyjka,  która pracowała  i nawet miała świetną opinię. Tylko że nigdy nie ruszyła palcem, żeby w czymś nam pomóc, a na jej pogrzeb z łaski dla męża, przyszedł na parę minut polski ksiądz, bo - jak się okazało - była niewierząca i niezgłoszona do żadnej parafii. Koleżanka, którą zatrudniliśmy do pilnowania dziecka, okradła je, chociaż gorąco się modliła o swoje, bo nie mogła zajść w ciążę. 
 A Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy. Ileż to takich, co rzucili się do koryta pierwsi, śmiali się (oj, śmiali się), teraz jest po rozwodach, kłótniach, mają kłopoty z prawem. A z rodziną, nieraz skromnie, ale zawsze po drodze, bo lepiej nie mieć czasu i przeklinać nawet kłopoty, niż siedzieć w samotności, i czekać na nie wiadomo co. Oczywiście nie chcę tu dotknąć tych, co są samotni z wielu innych powodów, jak starsi, opuszczeni, bo większość z nich to także wspaniali ludzie. Chodzi tu tylko, żeby umieć docenić życie, zrozumieć mniej zaradnych, pomóc potrzebującym. 
 Z poważaniem 
Roman Józef Rymar 
Toronto
Pisarz wielu nowel i powieści na tematy społeczno-historyczne.
***

 Szanowny Panie 
 Nie wiem, jak Panu odpowiedzieć, bo ustawił sobie mnie Pan pod ścianą w wygodnej pozycji, przypisując cudze oceny i poglądy. Nie mam pojęcia, dlaczego określa mnie Pan jako "napaleńca", bez serca.
 Spróbuję  w punktach wyjaśnić, co się da.
 1. Po pierwsze, nie ma czegoś takiego jak niepełnosprawna dusza. Więc to, że ludzie rodzą się ułomni w naszym rozumieniu, nie znaczy, że są takimi w oczach Pan Boga. 
 Podejrzewam, że wielu z nas na co dzień dobrowolnie czyni się ułomnymi, na własne życzenie kalecząc swe dusze, mimo że fizycznie pozostaje w świetnej kondycji...
 Jednym słowem, logika Boska nie musi się pokrywać z ludzkim doczesnym rozumieniem. 
 Wady, to - wie Pan - może mieć samochód - ludzie mają "wady", kiedy są złośliwi, chciwi - a więc gdy grzeszą, a nie dlatego, że urodzili się z porażeniem mózgowym czy Dow-nem.
 Każdy z nas ma w życiu jakieś wyzwania  i ułomności. W tym sensie skoro taka jest wola Boża, by ktoś był taki, to  Pan Bóg nie ma tu nic do "naprawiania". On nie jest na nasze życzenie.
 To tylko głupi człowiek w swej pysze i głupocie, stwarzając światy, zasiedlałby je idealnymi kopiami lalek Barbie i Kenów.
 Druga rzecz;  nasza Julka nie jest "chora" - owszem, czasem choruje  na grypę lub ma anginę - jest tylko inna niż większość dzieci. Ma specyficzne poczucie humoru, rozumienie świata, jest rozbrajająco szczera, twórcza, lubi rzeczy na swoim miejscu i denerwuje się, gdy zmienia się porządek itp. itd. Ma przed sobą wiele wyzwań i idzie przez życie jak każdy z nas
 Trzecia rzecz - pisze Pan, że jest człowiekiem wierzącym - a zatem wierzy Pan, że celem naszego życia jest zbawienie duszy; żeby ją zbawić, m.in. musimy żyć dla innych. Proste!
 Nasze życie bynajmniej nie jest po to, byśmy mieli dobrą pracę, duży dom, samochód i częste wakacje nad morzem. 
 Stawiając na naszej drodze ludzi potrzebujących, którym możemy okazać serce, Pan Bóg usiłuje tylko pomóc naszemu zbawieniu; czyni nam przysługę; każdemu daje szansę i każdemu daje krzyż - ale,  jak to ktoś kiedyś ładnie powiedział, zawsze taki, który potrafimy unieść.
 Tym samym pomagając innym w doczesności, pomagamy sobie w wieczności - działamy we własnym interesie - interesie naszego zbawienia. A przyzna Pan - że jest to najważniejszy "interes" naszego życia, które przecież tu na ziemi za moment dobiegnie końca i chodzi o to, by tam trwało wiecznie w szczęściu.
 Dlatego też niech Pan nie wymaga od Pana Boga zaprowadzania sprawiedliwości na ziemi, bo przecież nie na tym to polega.
 Tak czy owak, to wszystko jest bardzo proste i nie ma co dzielić włosa na czworo - bo jak pisze mój przyjaciel z lat chmurnych i durnych,  logika Pana Boga jest prosta. Nie bójmy się życia; przyjmowanie ludzi niepełnosprawnych do naszej rodziny, wspólnoty, otaczanie ich opieką to rzecz normalna, jeśli postępujemy inaczej, stajemy się uczuciowymi inwalidami, ludźmi niepełnosprawnymi uczuciowo.
 Dziękuję za list. Życzę wiele zdrowia i sił na drodze życia. 
Andrzej Kumor
Mississauga

Przy okazji  - nie mogłem sobie odmówić aktualnego zdjęcia Julki...

GONIEC NR 40/2011

 Przedwyborcza troska R. Szeremietiewa o stan polskiego cmentarza 
 Plotka o dewastacji polskiego cmentarza wojennego poszła w świat polonijny.
 Zaledwie kilka dni temu polonijną społeczność Kanady obiegła wiadomość o katastrofalnym stanie polskiego cmentarza Wojennego w San Lazzaro di Savena, znajdującego się na przedmieściach Bolonii. Za sprawą mieszkańca Guelph, zazwyczaj bardzo aktywnego w patriotycznych akcjach organizowanych w Kanadzie oraz w Polsce, pana Grega W., otrzymałem wiadomość z załączonym linkiem. Greg W. bez wahania podał wiadomość dalej do kilkudziesięciu osób i instytucji na terenie Kanady, w tym do redakcji polonijnych gazet. Wśród licznych adresatów alarmującej wiadomości znalazło się także moje nazwisko.
 Podany link prowadzi do tekstu R. Szeremietiewa, zamieszczonego 28 września w portalu "Nowyekran", opisującego, jakoby, skandaliczny brak zainteresowania polskich czynników rządowych stanem wspomnianego cmentarza. Autor alarmującego tekstu, ilustrowanego zdjęciami, opiera się na informacji pochodzącej z bliżej nieznanego źródła. W przeciwieństwie do autora, brałem udział w ubiegłorocznych uroczystościach rocznicowych wyzwolenia Bolonii przez II Korpus pod dowództwem gen. W. Andersa, i przebieg tych uroczystości opisałem w obszernym reportażu zamieszczonym na portalu www.prawica.net w czerwcu 2010 r. Moja relacja zawiera szereg zdjęć wykonanych przeze mnie także na terenie wspomnianego cmentarza, gdzie odbywała się część tych uroczystości. Wcześniej p. Szeremietiew zamieścił niemal ten sam tekst z fotografiami na portalu www.prawica.net i tam zapoznałem się z jego troską o stan cmentarza i oburzeniem na indolencję aktualnych polskich władz. W dyskusji na temat tego tekstu zamieściłem moje uwagi, konfrontując stan cmentarza przedstawiony na moich zdjęciach z tym, co p. R.Sz. przedstawił na zdjęciach  niewiadomego pochodzenia. W ubiegłorocznych uroczystościach, które odbywały się dwa tygodnie po tragicznej  katastrofie smoleńskiej, stronę rządową reprezentowały doraźnie wyznaczone osoby, zastępujące tragicznie zmarłych. Był również ambasador RP w Rzymie i inni reprezentanci polskich władz i wojska.   Rzeczywiście, polski cmentarz Wojenny nie jest otwarty na co dzień, ale trzeba wiedzieć, że Bolonia i Turyn to od stulecia dwa bastiony włoskiego komunizmu. Wyzwolenie Bolonii przez polskich żołnierzy było początkiem ostrego konfliktu między naszymi żołnierzami a skomunizowanymi mieszkańcami, konfliktu, który był o krok od zbrojnych starć. Autorytet gen. Andersa zapobiegł walkom między naszymi żołnierzami a włoskimi komunistami, miała natomiast miejsce "wojna plakatowa", o czym także wspomniałem w moim reportażu. Udział polskich żołnierzy w wyzwoleniu Bolonii oraz rozmiar poniesionych ofiar życia są systematycznie pomijane zarówno we włoskich publikacjach, jak i w treści  marmurowych tablic ozdabiających mury historycznych budynków starej części Bolonii. Opisuję to w moim reportażu, załączając zdjęcia wspomnianych tablic. W sumie, zamknięcie na co dzień terenu polskiego Cmentarza raczej sprzyja jego spokojowi. Notabene, klucz do bramy cmentarnej można otrzymać od księży kościoła, znajdującego się w niewielkim oddaleniu od cmentarza, po drugiej stronie ulicy. 
 Cmentarz brytyjski, nieomal przylegający do granicy polskiego cmentarza, jest rzeczywiście otwarty, natomiast zarówno jego urządzenie, jak i znacznie mniejsza liczba grobów sprawia odmienne wrażenie, również z tego powodu, że - jeśli dobrze pamiętam - trawa jest sztuczna. W Bolonii jest środowisko polonijne, w pewnym zakresie monitorujące stan cmentarza i żywo reagujące na włoską propagandę historyczną. W ramach rocznicowych obchodów, w budynku władz miasta została zorganizowana wystawa wielu archiwalnych materiałów fotograficznych, dokumentujących polski udział w walkach o wyzwolenie Bolonii. Organizatorami wystawy były polskie władze oraz społeczność polska w Bolonii. W księdze pamiątkowej, poświęconej wystawie, znalazłem obszerny wpis w języku włoskim polskiego autorstwa, którego treść sprowadzała się do uwagi, by Włosi, fałszując historię, nie przypisywali sobie zasług, z którymi mają niewiele wspólnego. 
 Na wspomnianych uroczystościach rocznicowych nie spotkałem p. Szeremietiewa, podobnie jak i na uroczystościach 65. rocznicy zwycięskiej bitwy o przełamanie niemieckiej linii obronnej Monte Cassino - Piedimonte - San Germano. Nie widziałem go również w czasie uroczystości w Acquafondata, gdzie znajdował się pierwszy, tymczasowy polski cmentarz wojenny, poległych w walkach o Monte Cassino - Piedimonte - San Germano. W tych uroczystościach, zorganizowanych w 2009 roku, stronę polskich władz reprezentowali: ówczesny prezydent RP L. Kaczyński na Monte Cassino, minister Klich w Piedimonte oraz minister Krupski w Acquafondata. 
 Ponieważ zamieszczenie tekstu p. Szeremietiewa nie ma związku z żadną rocznicą, a raczej wpisuje się w prowadzoną kampanię wyborczą, mam wrażenie, że temat został potraktowany instrumentalnie i mało wiarygodnie.
Wiesław Kwaśniewski
 

GONIEC NR 39/2011

Jak zniesławia się Polaków w Kanadyjskim Muzeum Narodowym
Tego roku Muzeum Imigracji Pier 21 w Halifaksie otrzymało status kanadyjskiego muzeum narodowego. W muzeum tym, co godzina, prawdopodobnie od roku 2003, wyświetlany jest film "Oceany Nadziei" ("Oceans of Hope"). Film prezentuje imigrantów, którzy przekraczali portowy pomost zwany PIER 21, docierając drogą morską do wymarzonej Kanady.
"Oceans of Hope" to 26-minutowa multimedialna prezentacja zawierająca kilka epizodów: jest tam ukraińska rodzina imigrująca w latach 20. XX w., kanadyjski żołnierz wracający z wojny w Europie, Brytyjka z synem odnajdująca ojca chłopca, żydowska dziewczynka z Polski, włoska rodzina i in. 
 Prezentacja ta nie jest dokumentem, lecz krótkim, lekkim multimedialnym filmikiem adresowym do wszystkich odwiedzających - bez względu na wiek.
 Oto zapis słowny polskiego epizodu filmu "Oceany nadziei". Epizod polski trwa około trzech minut (między 13. a 16. minutą filmu). 
***
 START:
 Czarno-białe zdjęcia drutów kolczastych. Kolejne zdjęcie - ludzie odwróceni plecami, z podniesionymi rękami. Słychać powolny i zawodzący dźwięk skrzypiec.
 Pięćdziesięcioletnia kobieta siedzi za stołem po lewej stronie. Po prawej stronie stołu siedzi dziewczynka, zwrócona twarzą do widza.
"1947" (pojawia się na ekranie).
 Dialog:
 Kobieta (K): Stowarzyszenie Pomocy Żydowskim Imigrantom upewni się, że masz wszystko, czego tylko potrzebujesz. Przygotowali już dla Ciebie gościnne pomieszczenie, gdzie zostaniesz na jakiś czas i krótko potem opiekuńcza rodzina zabierze Cię do siebie.
 Dziewczynka (D): (wzdycha, zaczyna mówić bardzo wolno, robiąc dłuższe przerwy między zdaniami)    É Kolejny domÉ Byłam w tak wielu domachÉ W Polsce, moi rodzice przemycili mnie z getta do chrześcijańskiego domuÉ żebym była bezpieczna. Przez długi czas ludzie odsyłali mnie z miejsca na miejsce. Nie mogłam chodzić do szkoły, bawić się z innymi dziećmi, nic z tych rzeczyÉ Codziennie żyłam w strachu. Mówili mi, że być Żydem, to być martwym.
 K: Anita, nie musisz kontynuować, jeśli nie chceszÉ
 D: Nie, nie! Muszę kontynuowaćÉ (dziewczynka reaguje szybko) JaÉ milczałam od tak dawna. Już dłużej nie mogę (dziewczynka zaciska pięści).
 W chrześcijańskim domu nauczyłam się, jak być perfekcyjnym dzieckiem, w przeciwnym razie donieśliby na mnie do władz. Mówili, że byłam zagrożeniem dla ich rodziny.
 (dziewczynka wzdycha) Słyszałam, jak rozmawiali o tym, jak zaganiali ŻydówÉ jak bydło. Nigdy nie ośmieliłam się zapytać o moich rodziców, bo byłam przerażonaÉ przerażona, że powiedzieliby mi, że oni są martwi! (dziewczyna w rozpaczy zaczyna płakać) Tak bardzo chciałam z nimi być!
 (miedzy poszczególnymi zdaniami pojawiają się czarno-białe fotografie: łapanki, ludzie z podniesionymi rękami, klęcząca rodzina za płotem)
 Nigdy już nie zobaczę mojego ojca ani matki!
 K: Tak mi przykro (szepcze smutno kobieta i wstaje).
 Ale to nie jest Polska (jej gest wskazuje zapewnienie. Obchodzi stół i pociesza dziewczynkę, obejmując jej ramiona).
 W Montrealu będziesz z ludźmi, którzy chcą Ci pomóc. Nie będzie policji, by zabrać Cię w nocy, będziesz mogła śmiać sięÉ i płakaćÉ bez strachu.
 D: (wzdycha, wyrażając wątpliwości) Chcę wierzyć w dobroć ludzką.
 (dziewczynka patrzy w dal) Nie chcę już nigdy zapomnieć, że jestem Żydówką.
 (Muzyka wzmacnia się, obraz się zamazuje. Koniec epizodu)
***
 W epizodzie tym nie występuje żaden kontekst sytuacyjny i historyczny poza opisanym. Można natomiast zauważyć następujące cechy:
 Nie padają wyrazy: wojna, okupacja, naziści, Niemcy, Hitler. Padają natomiast słowa: Polska, chrześcijańska rodzina, chrześcijański dom.
W zdaniu "W Polsce, moi rodzice przemycili mnie z getta do chrześcijańskiego domuÉ żebym była bezpieczna?" zaakcentowany jest wyraźnie wyraz "bezpieczna", zaś tonacja głosu podaje w wątpliwość bezpieczeństwo jako powód pobytu dziecka u chrześcijańskiej rodziny.
 Dramatyczne wspomnienia dziecka nie są obsadzone w żadnym kontekście historycznym. Opis traktowania ("odsyłali mnie z domu do domu, nauczyłam się, jak być perfekcyjnym dzieckiem") nie wskazuje, że mogły to być próby ukrycia i ochrony dziecka. Nie wspomina się również, przed czym lub przed kim dziecko miało być chronione i dlaczego.
 W dialogu - wyraz "oni" odnosi się zarówno do rodziny chrześcijańskiej oraz tych, którzy "zaganiali Żydów jak bydło" oraz "mówili, że być Żydem to być martwym". Nie ma żadnego rozróżnienia.
 Nie wspomina się, że inne dzieci też nie chodziły do szkoły i też nie mogły się bawić z innymi dziećmi i dlaczego tak było.
 Film nie wyjaśnia, dlaczego dziewczynka nie mogła być z rodzicami. Wspomina się natomiast, że dziewczynka z przerażenia bała się o to zapytać. Pomija się informacje o tym, kto mógł doprowadzić do śmierci jej rodziców, a zamiast tego podkreśla się strach przed Polakami, którzy mogliby jej to powiedzieć.
 W wyrażeniu "donieśliby na mnie do władz" nie użyto wyrazu "Gestapo", lecz "władze" (ang. authorities), co sugeruje, że mówi się o władzach polskich, gdyż żaden inny kontekst kraju/narodu nie pada w tym epizodzie
 Fotografie pokazywane podczas tego epizodu nie wskazują jednoznacznie, że była wojna i kto był okupantem, lecz tylko to, że ludzie byli prześladowani. Szczególnie ciekawie wypada tutaj porównanie do innego epizodu, gdzie do domu z wojny w Europie wraca ranny bohater - kanadyjski żołnierz. Tam pokazane są fragmenty lokalnej gazety, gdzie można odnaleźć odniesienia do wojny, pokazany jest profil Hitlera. Żołnierz opowiada o okrucieństwach i skutkach wojny w Europie, którą pomagał wyzwalać. Ale i w tym kontekście wciąż nie pada słowo "Niemcy".
 Najgorzej brzmią jednak słowa kobiety, która triumfalnym gestem podkreśla kontrast: "Ale to nie jest Polska. W Montrealu będziesz z ludźmi, którzy chcą Ci pomóc. Nie będzie policji, by zabrać Cię w nocy, będziesz mogła śmiać się, i płakać, bez strachu". Podkreśla się wyraźnie, że bolesne doświadczenia są już przeszłością, bo przecież Kanada to nie Polska! Akcent pada na wyraz "pomóc", kolejny raz podając w wątpliwość cel, dla którego chrześcijańska rodzina ukrywała dziewczynkę. Zamiast "Gestapo" występuje inny neutralny wyraz: "policja".
 Dla osób nieznających historii II wojny światowej (a tak można opisać większość Amerykanów czy Kanadyjczyków) wniosek z filmu może być szokujący. Film jednoznacznie sugeruje, że winę za Holokaust (choć ten wyraz nie pada) ponoszą chrześcijanie i Polacy.
 Miejsce projekcji może wskazywać, że jest to film edukacyjny, pokazujący prawdę historyczną. W tym kontekście trzeba również wziąć pod uwagę ignorancję historyczną zachodniego społeczeństwa. W muzeum można obejrzeć nagrania wideo - wywiady z indywidualnymi osobami, które imigrowały do Kanady. Wymaga to jednak szczególnego zainteresowania tematem i poświęcenia dużej ilości czasu. Generalnie należałoby się spodziewać, że muzeum to miejsce, w którym na podstawie dokumentów źródłowych prezentuje się prawdę historyczną.
 Jednakże na początku filmu wyświetlany jest następujący komunikat: "Historie pokazane w tej prezentacji są pojedynczymi scenkami pochodzącymi z wielu źródeł, włączając osobiste wspomnienia, i nie są ogólnym portretem tamtych czasów."
 Film "Oceans of Hope" jest uznawany przez osoby zarządzające muzeum za najlepszą i najciekawszą część ekspozycji (można o tym przeczytać w raportach rocznych, planach budżetowych i opracowaniach marketingowych). Jak podaje muzeum w jednym ze swych raportów, około 10 000 dzieci w wieku szkolnym odwiedza rocznie Pier 21 - wszystkie one zwiedzają muzeum z przewodnikiem oraz oglądają "Oceans of Hope". Muzeum szacuje, że roczna liczba zwiedzających wynosi około 50 tys. osób. Film ten jest również atrakcją podczas międzynarodowych konferencji odbywających się w Halifaksie lub tak zwanych podróży "do korzeni" dla różnych mniejszości narodowych w Kanadzie (np. Ambasada Ukrainy organizuje takie wycieczki).
 Od kilku miesięcy trwają protesty indywidualnych osób oraz polskich organizacji w Kanadzie. Polonia żąda zmiany treści polskiego epizodu, dodania historycznego kontekstu lub konkretnego nazwania sprawcy bólu i cierpień wojennych. Muzeum odpisuje standardowym tekstem, w którym można przeczytać między innymi, iż:
 "opowiadanie trudnych historii rodzi wyzwania" oraz "historie wojenne rzadko są czarno-białe",
 "epizod nie miał na celu zdyskredytowania Polaków",
 "film był w roku 2003 oceniony przez Komisję ds. Praw Człowieka i został uznany za akceptowalny, ponieważ reprezentuje fakty tamtych czasów",
 "postaci w prezentacji są mieszanką opartą na wielu źródłach" oraz że "muzeum posiada w swoich archiwach wspomnienia, które ilustrują dychotomię doświadczeń Żydów ukrywanych przez chrześcijańskich protektorów",
 "w pełni doceniamy ryzyko, jakie ponosili liczni polscy chrześcijanie, ukrywając Żydów, ale nie wszyscy oni byli altruistami. Ten sam horror wyzwalał w jednych to, co najlepsze, a w innych - to, co najgorsze".
 Epizod polski jest zeznaniem dziecka, które prawdopodobnie niezbyt wiele rozumiało z tego, co się wokół niego dzieje. Nikt o zdrowych zmysłach nie twierdzi, że wszyscy Polacy podczas wojny byli tylko i wyłącznie bohaterami. Ale ileż trzeba przekory, aby rodzinę, która pod groźbą kary śmierci ukrywała żydowską dziewczynkę, obarczyć winą za jej cierpienia, a przy tym wszystkim nawet nie wspomnieć wyrazów "Niemcy, wojna, okupacja". Ileż trzeba perfidii, aby w tym kontekście z premedytacją używać wyrazu "chrześcijański". Dodatkowo epizod ten stawia w silnym kontraście wyznawców judaizmu (jako cierpiących) i chrześcijan (jako zadających cierpienia), tym samym może sugerować znak równości między chrześcijanami a nazistami.
 Czy Polska może sobie pozwolić na tego rodzaju oskarżenia, niedopowiedzenia i wybiórczą prezentację faktów? Wiele mówi się ostatnio o historycznej manipulacji w kontekście używania przez zachodnie media wyrażenia "polskie obozy koncentracyjne" zamiast "niemieckie". Coraz częściej obserwuje się przykłady zniesławiania Polski i Polaków oraz wiary chrześcijańskiej. Czyż opisany film w muzeum narodowym nie wpisuje się wyraźnie w ten proces?
 Po interwencji indywidualnych osób (Polaków, Kanadyjczyków i Amerykanów) i Kongresu Polonii Kanadyjskiej oraz dzięki naciskom portalu Blogmedia24 (interwencja 1 + interwencja 2) sprawą zajęła się Ambasada Polski w Ottawie. Najważniejsze jest teraz, aby problem został rozwiązany, a nie zamieciony pod dywan lub przesunięty w czasie.
 W odpowiedzi na listy muzeum pisze również: "jako najmłodsze kanadyjskie muzeum narodowe, podejmiemy działania w celu opracowania strategicznego planu, który będzie definiował, w jaki sposób będziemy weryfikować i prezentować historię imigrantów do Kanady. Nauczyliśmy się wiele dzięki listom od naszych gości" (É) "przygotowujemy się do stworzenia w ciągu kilku lat nowej wystawy stałej i zrobimy to, konsultując ją ze społecznością lokalną, którą wystawa będzie prezentować".
 Dotarliśmy do osoby, która złożyła pisemną skargę na film "Oceany nadziei" już w roku 2008. To biznesmen, doktor fizyki, który przeżył wojnę w Polsce, a następnie emigrował do USA, gdzie jest członkiem Polskiego Instytutu Naukowego w Nowym Jorku (PIASA), pisze artykuły i działa aktywnie na rzecz Polonii Amerykańskiej.
 Wówczas podobnie: obiecano rozważyć jego uwagi, dodając szczegółowe wprowadzenie do filmu. Jak dotychczas - bez efektu. Jednakże w międzyczasie, jak podają raporty finansowe muzeum, wydano znaczne środki finansowe (minimum 165 tys. dol.) na polepszenie wizualizacji w sali kinowej, wygodniejsze siedzenia, poprawę dźwięku oraz dołożenie napisów dla niesłyszących.
 Sami Państwo oceńcie, jaki z tego wniosek.
 W roku 2010 w Stanach Zjednoczonych ukazała się ciekawa publikacja:
 Dr Danusha V. Goska: Bieganski: The Brute Polak Stereotype, Its Role in Polish-Jewish Relations and American Popular Culture (Jews of Poland) (tłum. "Bieganski: stereotyp Polaka i jego rola w relacjach polsko-żydowskich i amerykańskiej kulturze masowej").
 Podając dziesiątki przykładów, dr Goska bezkompromisowo i otwarcie pisze między innymi o tym, jak i dlaczego w świecie używa się stereotypu Polaka do zniekształcania historii drugiej wojny światowej. Na tym tle, film w Muzeum Imigracji w Kanadzie nie wydaje się zbiegiem okoliczności. To jest kolejny etap procesu, który trwa już dziesięciolecia. Tylko od nas zależy, czy i kiedy go zatrzymamy.
 Ile lat jeszcze Polonia i Polacy mają czekać, zanim ich głos zostanie usłyszany? Czy może jednak zniesławianie Polaków pozostanie na zawsze bezkarne? W obecnej sytuacji zależy to tylko od polityków i rządzących. Należy więc naciskać na Ambasadę i Ministerstwo Spraw Zagranicznych i wierzyć, że droga dyplomatyczna okaże się szybka i skuteczna. Wciąż do wykorzystania pozostaje droga prawna, z której jak dotychczas polski rząd nie skorzystał. Może najwyższy czas?
 M. Gandhi powiedział: "Kiedy ludzie poprowadzą, liderzy podążą" (oryg. "When the people lead the leaders will follow").
 Oby jak najszybciej...
  Przygotował: 
 Emti, wrzesień 2011
--------------------------------------------------
Film "Oceans of Hope / Oceans D'Espoir" (Oceany nadziei) został wyprodukowany w roku 1999. Pomysł i reżyseria: Michel Lemieux. Fundatorzy: Fundacja Charles'a and Andrei Bronfman, Prowincja Nowa Szkocja, Fundacja Harrisona McCain.
 Film można zamówić na DVD pod adresem: giftshop@pier21.ca lub tel. (Kanada) 1(902)425-7770) wew. 227.
 

GONIEC NR 38/2011

 Kultura na co dzień i od święta
 Żyjemy w Kanadzie, która mogłaby być pięknym krajem, gdyby nie pewne "ale". Żyjemy w Toronto, które mogłoby być pięknym miastem, gdyby nie pewne "ale". Zachęcam, abyśmy zastanowili się w te nadchodzące jesienne wieczory, co nam przeszkadza, co nas denerwuje, co sprawia, że skręcamy się ze złości i narzekamy, że chociaż żyjemy już w XXI, to ciągle spotykamy się z wieloma problemami, które już dawno powinny być rozwiązane, które już dawno powinny być za nami. A które świadczą też i o tym, że z tą kulturą zarówno na co dzień, jak i od święta, nie jest tak, jak być powinno. 
 Rzucę tylko kilka problemów, które akurat mi doskwierają dzisiaj, a resztę może uzupełnimy już wspólnym wysiłkiem.
 Wywożenie śmieci z miasta, czy bardziej precyzyjnie, zbieranie śmieci z naszych ulic. Problem niezwykle ważny i powszechny. Ale przecież, to są tylko nasze śmieci, więc czy muszą być zbierane z takim wielkim hałasem? Przecież hałas, jaki robią te samochody zbierające śmieci, mogą wyprowadzić z równowagi nie tylko ciężko chorego człowieka, ale i zdrowego też. 
 Wydaje mi się, że w XXI w. moglibyśmy już sobie darować te hałasy i zbierać śmieci po cichutku, tak żeby nikt nie usłyszał nawet szmerku z tej okazji. Czy cała okolica musi wiedzieć o tym i ponadto denerwować się, że zbierane są śmieci z naszych ulic?
 Wróciłem przed chwilą ze spaceru w pobliskim parku o nazwie James Gardens. Jest pora południowa 12-13. Od wielu lat podlewanie kwiatów, trawników i krzewów odbywa się w tym parku właśnie o tej porze. A moja babcia, wiele, wiele lat temu pouczała mnie, żeby podlewać kwiatki czy warzywa w ogródku albo wcześnie rano albo wieczorem. Moja babcia nie miała za sobą studiów wyższych na kierunku kształtowanie terenów zielonych czy ogrodnictwo. Ale tłumaczyła mi, że podlewanie w samo południe to wielkie marnowanie wody, a jednocześnie "denerwowanie" i "męczenie" tych biednych roślin, bo w tym okresie woda szybciej wyparowuje i rośliny jej mniej przyswajają. To marnowanie wody ma miejsce oczywiście nie tylko w naszym parku. To dzieje się powszechnie w całym mieście i nie tylko w parkach.
 Przy tej okazji może jeszcze jedna propozycja. Nasz mer miasta Toronto, jak mi się wydaje, na gwałt, co często znaczy i "na oślep", poszukuje pieniędzy, chce na wszystkim oszczędzać. Pomóżmy mu, bo on biedak zagubił się już w tym poszukiwaniu, gdzie zobaczy jakieś pieniądze, już gotowy jest je schować do wora z napisem "Oszczędziłem". Sama idea oszczędzania pewnie nie jest zła, o ile się ją prawidłowo rozumie, jako akcja walki z marnotrawstwem. Jeśli jakiś grosz jest marnotrawiony, to powinno się go odebrać marnotrawcom. Ale zdaje mi się, że p. mer nieco odmiennie rozumie ten swój zapał do odbierania pieniędzy. Pomóżmy mu, wskazując, gdzie są marnotrawione pieniądze, ale i również, gdzie powinno być przeznaczone więcej pieniędzy i gdzie pieniędzy odbierać nie można, bo są właściwie wykorzystywane i nawet jest ich tam za mało, jak na potrzeby społeczne.
 To może tyle na początek, jeśli chodzi o brak kultury w naszym społeczeństwie na co dzień. 
 I jeszcze kilka przykładów dotyczących braku kultury od święta.
 Bardzo nieciekawy obrazek oglądam co niedziela w kościołach katolickich w Toronto. Jak jest w innych, nie wiem, bo się nie przyglądam temu. Ale w tych kościołach, w których bywam, dla jasności dodam, żeby nie wydłużać potem dyskusji, że mam na myśli kościoły kanadyjskie, ludzie ubrani są tak, jakby przerwali na chwilę prace w swoim ogródku lub wracali albo wybierali się na spacer do parku, i to w takiej porze o zmierzchu, kiedy jest tam już mało ludzi i robi się szaro. Obrzydzenie, brak elementarnej kultury, wcale nie przesadzam, kiedy się spojrzy na tych przebierańców, którzy przyszli na niedzielne spotkanie, raz na tydzień, z Bogiem. Na nich  patrzą ich dzieci. Na to wszystko patrzy też ksiądz dobrodziej, ale cisza, nikt nic nie mówi, nie zauważa. Owszem, gdyby ten brak kultury, przyzwoitości i smaku wynikał z biedy, to tak, to wtedy trzeba zamilknąć i zacisnąć zęby. Ale chyba nie z tym zjawiskiem mamy w tym przypadku do czynienia. Dla mnie jest to po prostu brak szacunku nie tylko dla Boga, ale także i dla nas wszystkich przebywających na Mszy św.
 Dobrze, jeśli uważasz, że na ten temat nie powinno się rozmawiać, to nie rozmawiaj. Ale chyba możesz swoim przykładem, czyli stosownym na tę okazję ubiorem, dać im coś do zrozumienia. Może kiedyś coś się zmieni. Nasze dzieci też na nich patrzą. 
 Oburzamy się, już nie wszyscy, ale jeszcze wielu z nas, tym, że w niedziele i święta tak wiele sklepów jest otwartych i tak wielu ludzi musi w nich pracować. O tym, czy musi, przeczytaj bardzo pouczający tekst pod tym adresem: http://michaeljournal.org/Michael-polish-2011-may_june-july-p-34-36.pdf.
 Moim zdaniem, problem nie leży w tym, że te sklepy są otwarte, ale w tym, że my tam się udajemy i robimy zakupy. Sklepy mogą być otwarte nawet i 48 godzin na dobę. Ale kiedy my do nich nie wejdziemy i nie będziemy robić w nich żadnych zakupów, ani nawet spacerów, to problem może po pewnym czasie sam się rozwiąże. 
 Przy tej okazji jeszcze jedna refleksja, a może i najpoważniejszy z problemów. 
 Niedziela. Jak spędzamy niedziele, my, katolicy?
 Wydaje mi się, że generalnie "spędzanie niedzieli" sprowadza się jedynie, podkreślam, jedynie do "zaliczenia" niedzielnej Mszy św. i na tym koniec. A niedzielna Msza św. to często sobotnia Msza wieczorna. Dla niektórych nawet i piątkowa, bo już w sobotę rano, albo nawet w piątek wieczorem planują "wyjazd za miasto", żeby odpocząć.
 Czy tak katolicy powinni spędzać niedziele? Przecież to miał być i kiedyś to był dzień poświęcony Bogu. A dzisiaj? 
 Myślę, że jest to bardzo poważny i na czasie problem, nad którym powinniśmy się poważnie zastanowić, i w naszych rodzinach, i w naszych parafiach. Bo wydaje mi się, że te przysłowiowe "wyjazdy za miasto", aby odpocząć, można także odczytać jako odpoczynek od spraw Bożych, od Kościoła, od religii, od... Boga. 
 Co zrobić? Jak zorganizować życie w naszych rodzinach i w naszych parafiach, aby niedziele spędzać po Bożemu? Aby dzień święty święcić.
Emanuel Czyżo
Toronto

 ***
 Podczas tegorocznego marcowego spotkania w Urugwaju (USOPAŁ - prezes Jan Kobylański) przedstawiłem załączoną ideę ratowania Polski.
 Ponieważ Polska ciągle jest w łapach żydokomuny, to jedynie realny plan pozyskania Polski dla Polaków widzę, jak i moi przyjaciele, w zjednoczeniu licznej Polonii rozsianej po całym świecie wraz z patriotami zamieszkałymi w Polsce.
 Aktualnie wolna Polska gnije i się rozpada, nie do przewidzenia było, że w tej wymarzonej Polsce będzie tyle kłamstwa, draństwa, że rządzić będą sitwy i układy, a lizusostwo, głupota i służalstwo pozostaną najskuteczniejszą przepustką do kariery. Ludzi mądrych i uczciwych odsuwa się na margines.
 Jak odrodzić naród polski w tej sytuacji? Wydaje się, że należy rozpocząć od realizacji pkt. XI programu "Marsz, marsz Polonia. Jak ratować Naród Polski".
 Idea powołania "Skarbu Narodowego Polskiego" na wzór XIX wieku będzie pierwszym krokiem, który urealni realizację następnych.
 Skarb Narodowy Polski powinien powstać poza krajem, a po jego umocnieniu należy umożliwić dokonywanie wpłat osobom fizycznym i organizacjom z kraju.
 Już w pierwszym kwartale 2012 r. powinniśmy wybrać Polaka Roku 2011. Proponuję przemiennie wybierać laureata raz z kraju, a w następnym roku osobę żyjącą poza krajem.
 To będą prawdziwe autorytety, wzorce do naśladowania, a nie sztucznie narzucane kreatury.
 To będą prawdziwe autorytety, wzorce do naśladowania, a nie sztucznie narzucane kreatury.
 Warto poświęcić czas z pasją przeciwstawić się złu.
Adwokat Ryszard Parulski

 Marsz, marsz Polonia. 
 Jak ratować Naród Polski
 Diagnoza:
 W warunkach globalizacji prawie wszystkie narody są zagrożone. Nawet naród amerykański podlega niekontrolowanemu rozpadowi na mniejszości.
 Polska jest narodem słabnącym demograficznie, z silną emigracją elementu najbardziej aktywnego i pozbawionego własnego państwa, które by reprezentowało jego interesy. Brak nam mężów stanu i organizacji reprezentujących interesy przyszłości w teraźniejszości.
 Cel:
 Państwa tworzą ludzie, narody stworzył Bóg. Dlatego naród jest ważniejszy od państwa. W XIX wieku Polacy dowiedli, że naród może rozwijać się (i to wspaniale) bez państwa. Jeżeli z państwem nam nie wychodzi, to trzeba skupić się na sprawach narodu, narodu zamieszkującego nie tylko Polskę, ale prawie cały świat.
 Sposób realizacji:
 Należy stworzyć ogólnoświatową organizację Polaków. Organizacja ta powinna sobie postawić jasne cele i realizować je bez oglądania się na władze krajowe. Centrum powinno powstać poza krajem, a po jego umocnieniu się należy umożliwić zapisywanie się osobom i organizacjom z kraju. Przyjąć zasadę izolacji od krajowej polityki, działać na zasadzie grup nacisku.
 Formy działania:
 I. Musi zacząć się opłacać być Polakiem. Stworzyć system wzajemnego popierania się. Tworzyć siłę na poziomie lokalnym - wystawić własnych kandydatów lub popierać tych, którzy są Polakom najbardziej przychylni. Wpływać na tę przychylność. Zawierać sojusze, przede wszystkim z Chińczykami - robić z tego polską specjalność.
 II. W USA dążyć do polsko-chińskiego sojuszu finansowego (pieniądze Kongresu do chińskich banków w zamian za współpracę). Sojusze z Hispanoamerykanami na bazie katolicyzmu.
 III. Trzymać się religii i kultury. Działać poprzez parafie (przede wszystkim w porozumieniu z Ojcem Rydzykiem).
 IV. Stworzyć system lokalnych i globalnych stypendiów i nagród dla najzdolniejszych Polaków. Sprzyjać idei zorganizowania Igrzysk Olimpiady Letniej w Polsce. Pomagać Olimpijczykom Polskim w szlachetnej idei przywrócenia Olimpijskich Konkursów Sztuki, jakie były organizowane w latach 1912-48.
 V. Wytypować kilka dzieł, które będą wspólne dla wszystkich Polaków: Mickiewicz, Trylogia Sienkiewicza (choćby i w tłumaczeniu), Lalka Prusa. Na wszystkich szczeblach organizować konkursy recytatorskie i konkursy wiedzy o Polsce. Kilka obowiązkowych filmów.
 VI. Opracować "podręcznik polskości". Krótki wykład o największych osiągnięciach polskich od Mieszka I. Ponieważ "lud myśli postaciami", położyć nacisk na osoby wielkich Polaków.
 VII. Wobec znacznego rozproszenia tworzyć Kluby Polskie w Internecie. Serwis informacyjny z polskiego punktu widzenia (szkoła medialna ojców redemptorystów).
 VIII. Jeden centralny światowy sekretariat (co najwyżej 3-osobowy) zbierałby informacje o oszczerstwach antypolskich. Wytypowane osoby przygotowują odpowiedź i wszystkie polskie skupiska dają zmasowany odpór. Akcje pisania listów do mediów i władz. Musimy się tego nauczyć. Wciągać do takich akcji naszych sojuszników z innych narodów.
 IX. Organizacja Polonii powinna odciąć się od zgubnej wojny propagandowej przeciwko Rosji i Białorusi i dążyć do poprawienia sytuacji mniejszości polskiej niezależnie od spraw politycznych.
 X. Wokół ośrodków polskich należy skupić osoby innych narodowości zainteresowane polską kulturą, znające polską kulturę, znające język, absolwentów polskich uczelni.
 XI. Rozważyć na wzór XIX wieku powołanie Skarbu Narodowego Polskiego.
 XII. Należy organizować doroczny konkurs na Polaka Roku, uwzględniając wszystkie dziedziny.
 Przekazuję te myśli, bo trzeba coś zrobić. Trzeba tylko zacząć.
Ryszard Parulski
 
 
 
 
 
 

GONIEC NR 37/2011

  Ubogie rozważania, na marginesie spotkania z red. Michalkiewiczem w Toronto
 a ja Cię kocham Polsko! w imię Sióstr i Braci! i naszych Przodków co tworzyli niepodległe dzieje Tyś dla mnie Polsko pierwsza w modlitwie i czynie niech Bóg Cię błogosławi i daje nadzieję!
 a ja Cię Kocham Polsko! przyjmij moje słowa w imię Ojca i Syna i świętego Ducha Bóg Honor i Ojczyzna niechaj będą zawsze drogowskazem którego każdy Polak słucha! 
Kazimierz Józef Węgrzyn

 Od pewnego czasu nie podobało mi się w tekstach p. Michalkiewicza to, że opisywał zło, które jest wokoło nas, ale nie dawał żadnej  recepty, jak z tym złem walczyć. Zwróciłem mu nawet kiedyś nieśmiało na to uwagę i dowiedziałem się, że niech to robią inni. On robi to, co robi. Nie mogłem się z tym nie zgodzić. Ale ciągle mi czegoś brakowało w jego tekstach. I nie bardzo wiedziałem czego. Dowiedziałem się o tym dopiero na ostatnim spotkaniu w Toronto. A pomogła mi w tym mała uwaga p. Zawadowskiego, że p. Michalkiewicz ma wiele racji, ale trzeba nam jeszcze wiedzieć, że ponad tym łez padołem jest ... Bóg. Nie jest to dokładny cytat, ale to, co zapamiętałem z wypowiedzi p. Zawadowskiego.
 I to jest sprawa zasadnicza. Spotkanie z p. Michalkiewiczem jak zwykle dało nam wiele do myślenia, uporządkowało wiele spraw, wypełniło wiele luk, dało też spore zadowolenie, bo to gawędziarz wspaniały i wiedzę ma też niemałą. A mimo to oceniłbym to spotkanie właśnie jako ubogie rozważania. Ubogie właśnie dlatego, że w tych przemyśleniach zabrakło Boga. A kiedy człowiek, a szczególnie Polak, zapomina o Bogu, to staje bezradny wobec otaczającego go zła. Czy możliwe byłoby zwycięstwo pod Grunwaldem, gdyby nie wiara polskiego rycerstwa? Czy możliwa byłaby Obrona Jasnej Góry podczas potopu szwedzkiego, gdyby nie wiara tych szaleńców, którzy tam nie tylko walczyli, ale i modlili się gorąco? A zwycięstwo pod Wiedniem Jana III Sobieskiego? A zwycięstwo "Solidarności"?
 I tak możemy analizować wiek po wieku nasze polskie zwycięstwa i dojdziemy do wniosku, że zawsze w tych trudnych, ba, beznadziejnych najczęściej sytuacjach, zwycięstwo nad wrogami naszymi "przychodziło z Góry". 
 Pana Michalkiewicza, jak mi się wydawało, zdziwiło nieco, że jakoś się ostatnio udało coś osiągnąć Węgrom, chociaż nie było na to żadnych szans. Ale sprawa staje się nieco bardziej zrozumiała, jeśli uwzględnimy Krucjatę różańcową, którą podjął naród węgierski. Raz jeszcze doświadczamy znanej prawdy - bez Boga człowiek niewiele może, ale z Bogiem może wszystko. 
 Nam, Polakom, nie wolno o tym zapominać!
 I myślę, że w naszych aktualnych zmaganiach ze złem w nas i wokół nas, w naszej walce o naszą Polskę, nie może zabraknąć tych elementów, które są naszą nadzieją i mocą od przeszło 1000 lat. Wszystkie koncepcje walki czy naprawy, wszystkie programy i plany  muszą być powiązane, i to bardzo mocno, z Bogiem. Bo Bóg ciągle jeszcze jest Panem tego świata. To nie od p. Merkel czy p. Putina zależy przyszłość tego świata. Przyszłość Polski zależy od nas, od samych Polaków, o ile tylko w tych planach będziemy pamiętać, że to Bóg jest Ojcem i Panem każdego z nas, że losy państw i narodów też jeszcze zależą od Niego.
 Zresztą, czy to, że nam się jakoś ostatnimi laty nie wiedzie, że Polska chyli się ku upadkowi, a przecież miała uratować całą Europę, czy to nie jest potwierdzenie tych odwiecznych praw i prawd?
 Chcę więc podziękować szczerze i otwarcie i p. Michalkiewiczowi, i p. Zawadowskiemu, bo dzięki wam ujrzałem wyraźniej nie tylko otaczające nas zło, ale i nadzieję na jego pokonanie.
 Emanuel Czyżo
 Toronto
 

  Szanowni Państwo!
 Przesyłam do wiadomości list otwarty do Prezesa Kaczyńskiego, oraz list do dziennikarzy. Rzecz dotyczy wątku białoruskiego, ataku na mnie przez ministra Sikorskiego oraz cofnięcia mi rekomendacji PiS w wyborach do Senatu.
 ***
 Pan
 Jarosław Kaczyński
 Prezes Prawa i Sprawiedliwości
 List otwarty
 Szanowny Panie Prezesie!
 W dniu wczorajszym została mi przekazana wiadomość, iż kierownictwo polityczne Prawa i Sprawiedliwości cofnęło mi rekomendację w wyborach senackich, po enuncjacjach ministra Sikorskiego, który napiętnował mnie za napisany pół roku temu reportaż o Białorusi i podanie w nim m.in. informacji, że za Łukaszenki nastąpił w tym kraju wzrost gospodarczy.
 Nie mam do Pana ani do polityków PiS pretensji o taką, a nie inną decyzję. Rozumiem presję, pod jaką działacie wobec zmasowanej nagonki na Pana i na kierowaną przez Pana partię. Jednak pozwalam sobie zwrócić uwagę na kilka faktów, które w niniejszej sprawie mają ogromne znaczenie.
 Po pierwsze, jako dziennikarz od lat 18 publikujący własne teksty nigdy nie uchybiłem w nich ani obowiązkowi zwykłej rzetelności, ani też nie straciłem z oczu interesu Polski.
Po drugie - atak ministra Sikorskiego na mnie i mój tekst opiera się na jego przekonaniu, iż ministrowi wolno narzucić dziennikarzowi, co o kim wolno pisać, oraz że w tym przypadku minister może dyktować, co jest "karygodne" i zasługuje na potępienie, a co "chwalebne" i za co dostaje się nagrody. O ile mi wiadomo, tylko wychwalanie nazizmu i komunizmu jest w naszym systemie prawnym zakazane i nawet analizując okres rządów Hitlera, wolno komentować różne aspekty życia gospodarczego czy społecznego. Wszelkie uroszczczenia ministra Sikorskiego do określania, co wolno pisać, są w tym przypadku zamachem na wolność słowa. Nie mówiąc o tym, że są zwykłym nadużyciem intelektualnym i brutalną próbą przypisania moim wypowiedziom, a pośrednio Panu oraz Prawu i Sprawiedliwości. Polityczna i przedwyborcza motywacja takich działań jest aż nadto czytelna. Nigdy bowiem w moich tekstach nie gloryfikowałem politycznej strony rządów pana Łukaszenki. Byłoby to sprzeczne z moimi przekonaniami, których prawdziwości dowodzę całym swoim życiem. W końcu to za walkę o wolność pan Jaruzelski raczył był wsadzać mnie kilkakrotnie do więzienia, na ponad 1,5 roku, zaś Prezydent RP przyznał mi Srebrny Krzyż Zasługi za wkład w budowę społeczeństwa demokratycznego w Polsce. Przypisywanie mi przez ministra Sikorskiego gloryfikacji dyktatury jako takiej, jest z jego strony zwykłą podłością.
 Po trzecie - jak zwykle bywa - prawdziwą przyczyną ataku ministra Sikorskiego na moją osobę nie są oczywiście te urywki reportażu, napisanego zresztą pół roku temu, ale fakt, że od lat krytykuję stan polskiego wymiaru sprawiedliwości, zwłaszcza pod rządami ekipy Tuska, której działania uważam za szczególnie szkodliwe i destrukcyjne - na co dysponuję setkami przykładów. Uważam - mając ku temu istotne i liczne dowody, że w wychodzeniu z komunizmu nie wyprzedziliśmy zbyt daleko Białorusi, a główna w tym zasługa rządów Platformy i jej liderów, w tym również ministra Sikorskiego.
 Po czwarte - zwracam uwagę Pana Prezesa, że zaatakował mnie człowiek o mentalności błazna, który miał czelność nazwać urzędującego prezydenta Polski, śp. Lecha Kaczyńskiego "chamem" i który - moim zdaniem - ośmiesza Polskę i kompromituje swoimi działaniami pełniony przez siebie urząd. Ocena informacji podawanych przez tego typu "źródła dezinformacji" powinna być szczególnie wnikliwa.
 I po piąte - rozumiem, jak powiedziałem, Pańską sytuację, presję, jakiej Pan podlega, i nie mam pretensji o decyzję cofnięcia mi rekomendacji, wszak nawet nie jestem członkiem Prawa i Sprawiedliwości. Jednak zachęcam Pana do większej odwagi i zaufania do samego siebie i wiary we własne zamierzenia, a także do większego zaufania do Polaków, którzy coraz jaśniej dostrzegają, że kolejne ataki, płynące ze strony obecnie rządzących na PiS, na Pana, a także na poszczególnych kandydatów do parlamentu, są brudną wyborczą grą i w istocie mają na celu odwrócenie uwagi od braku osiągnięć obecnego rządu i jego ministrów.
 Minister Sikorski atakuje mnie nie za jakieś tam zdania o Białorusi, które zresztą nie zawierają żadnej apoteozy dyktatury, a za to, że jako dziennikarz i jako działacz społeczny, zupełnie niezależny od wszelkich partii, krytycznie piszę o rządzie Tuska i jego "dokonaniach", widząc w nich po prostu zagrożenie dla wolności Polski i wolności obywatelskiej. Zresztą jawnym tego dowodem jest właśnie wystąpienie ministra Sikorskiego w mojej sprawie - tylko bowiem człowiek o mentalności totalitarnej, może rościć sobie prawo jako minister do orzekania, co wolno pisać dziennikarzowi. Jeśli wyrażone przeze mnie opinie są nieprawdziwe, niech Sikorski wykaże ich błędność. Jeśli natomiast są prawdziwe, to za co mam być ukarany?
 Niezależnie od okoliczności, jakie zaistniały, zapewniam Pana o moim poparciu, natomiast z wyborów oczywiście się nie wycofuję. Nie uczyniłem ani nie napisałem niczego, czego miałbym się wstydzić albo czemu musiałbym zaprzeczać, a cel, jaki mi przyświeca w tych wyborach - doprowadzenie do gruntownej reformy polskiego wymiaru sprawiedliwości, uwolnienie go od powszechnej patologii i korupcji (w tym politycznej), nie może zostać zarzucony dlatego, że jakiś niepoważny człowiek, który przez zbieg okoliczności został ministrem i ma dostęp do Twittera, wystukał na mój temat na klawiaturze kilka - z powietrza wziętych - opinii.
 Nie dajmy się zwariować!
 Z wyrazami szacunku
 Janusz Sanocki
 Kandydat na Senatora
 Okręg 51
 
 
 

GONIEC NR 36/2011

 Co tam Polska!
 Co tam naród!
 Debata jest Najważniejsza!
 Do 9 października 2011 roku należy spodziewać się wszelkich chwytów w wykonaniu nowego frontu politycznego, w skład którego wchodzą PO, SLD, PSL i PJN. Aż się prosi, aby nadać mu wiele mówiącą nazwę - D J N, czyli Debata Jest Najważniejsza.
 Przez cztery ostatnie lata mieliśmy do czynienia, głównie w wykonaniu PO, z opluwaniem, ignorowaniem, niszczeniem i kompleksowym fałszowaniem wszelkich poczynań PiS-u i śp. prezydenta  Polski p. prof. Lecha Kaczyńskiego i prezesa PiS p. Jarosława Kaczyńskiego. W tym samym szeregu znalazły się także tzw. główne media, a nawet często przewodziły tym działaniom lub je generowały i nagłaśniały.
 Od dnia 10 kwietnia 2010 roku już prezydent Polski nie przeszkadzał "rządzić", czytaj panoszyć się, ani p. Tuskowi, ani jego ministrom, ani sądom, ani prokuraturze, ani Sejmowi, w tym sejmowym komisjom specjalnym. Co więcej, PiS i jego ludzie nie mieli dostępu do tzw. głównych mediów. Natomiast te główne media, zamiast zajmować się tym, czym powinny, a więc oceną pracy p. Tuska i jego ministrów, zajmowały się, po pierwsze, zaciemnianiem tej działalności lub jej kolorowaniem, a przede wszystkim zajmowały się głównie PiS-em i jego prezesem. 
 Mam nadzieję, że czterech lat popisywania się p. Tuska, jego ministrów i jego partii PO,w tzw. głównych mediach, a jednocześnie blokowania dostępu do tych mediów dla PiS-u i jego ludzi, wystarczy. Naród miał okazję poznać tych władców i to nie tylko po ich "pięknych" słowach i "wielkich" obietnicach, ale również i po ich  czynach. Zebrano zresztą je w opracowaniu pt. "Polska w budowie". Tak że jeśli ktoś jeszcze nie poznał wystarczająco dobrze ich "osiągnięć", może to jeszcze zrobić, sięgając po to dzieło. 
 Przed nami wybory. I wielkie ożywienie. Nagle pojawiła się wielka potrzeba debaty. Nie było dla niej miejsca przez cztery lata ani w głównych mediach, ani w Sejmie. A to co się tam działo, to była kpina i parodia z prawdziwej debaty. A dzisiaj wszystkie ww. partie zapragnęły debaty, i to bardzo - debata jest dla nich obecnie najważniejsza.
 Jaka debata? Z kim debata? Po co debata? 
 Wybory to nie jest szopka. A Polska to nie jest piłka do kopania. P. Jarosław Kaczyński i PiS, też nie.
 Wybory to poważna sprawa. To proces, w którym naród przekazuje władzę w kraju, powinno się powiedzieć, swoim reprezentantom, najlepszym Polakom, patriotom, ekspertom w swoich dziedzinach, ludziom godnym szacunku i zaufania. Wiemy, że to jest jeszcze tylko życzenie, a nie rzeczywistość. Ale co by nie było, to naród ma dokonać ostatecznego wyboru spośród przedstawionych mu kandydatów. Skoro tak, to ci kandydaci powinni zwrócić się do narodu z prośbą o rozpatrzenie ich kandydatury. Bo u nas w Polsce, to do narodu należy władza, a nie do tej czy innej partii politycznej, lub do tego czy innego wodza partyjnego. A zatem, jeśli potrzebna tu jest przed wyborami jakaś poważna, prawdziwa debata, to powinna to być debata kandydatów z narodem.
 A tymczasem, o czym mówi p. Tusk, o czym mówią te wymienione na wstępie partie polityczne? Nikt z nich nie mówi o debacie z narodem. Oni mówią i "gorąco" pragną, czytaj, nalegają, wraz z przypisanymi do nich mediami, debaty rozumianej jako szopka, popisy, walki. 
 Wasze popisy mości panowie i panie naród oglądał przez ostatnie cztery lata. To chyba już wystarczy tego dobrego, tfu, powinno być, tego złego!
 Do tej "debaty" w rozumieniu "stowarzyszenia" DJN mieliby stanąć tacy władcy, jak p. Tusk, p. Sikorski, p. min. Kopacz, p. min. Hall, p. Rostowski i im podobni. Drodzy państwo, naród już Was dobrze poznał, już wie, co wy macie do powiedzenia. Już zna wasze "osiągnięcia", już wie do czego jesteście zdolni. Już zna program waszej partii. Nawet ten "nowy" jeszcze nieopublikowany. Naród go już zna. Jego główna myśl jest nam wszystkim znana - Raz zdobytej władzy, nie oddamy nigdy!
 Czy o tym programie chcielibyście "debatować" z PiS-em, z p. Jarosławem Kaczyńskim, czy może z p. Anną Fotygą? Albo z p. Zbigniewem Ziobrą, czy może z p. Mariuszem Kamińskim? I to jeszcze z tymi ludźmi, z których szydziliście tak niedawno, posyłaliście do psychiatrów lub pod Trybunał Stanu? Może takie plany macie, ale zapomnijcie o tym. 
 Wybory to poważna sprawa. To potem, cztery lata katorgi, poniżenia, niszczenia wszelkiego dobra, bądź cztery lata odkręcania tego, co żeście uczynili z Polską i Polsce, przez ostatnie cztery lata. Nie ma tu miejsca na szopki, nie ma tu miejsca na "debaty" w waszym rozumieniu. 
 Wybory to czas rozmowy, poważnej rozmowy z narodem, a nie z p. Tuskiem, Sikorskim czy z p. Kopacz, czy może jeszcze z p. Bogdanem Klichem, albo z p. min. Millerem. To czas rozmowy o przyszłości narodu i państwa polskiego. I to nie tylko na najbliższe cztery lata.  Rezultat tych rozmów przesądzimy wszyscy w dniu 9 października 2011 roku. To nie od debaty z p. Tuskiem i jego ludźmi zależy przyszłość i dobrobyt Polski i Polaków. To wszystko zależy tylko od samych Polaków. Jeśli weźmiemy liczny udział w zbliżających się wyborach i odsuniemy od władzy wszystkich tych, którzy przez ostatnie cztery lata niszczyli wszelkie dobro w Polsce i w Polakach, a przekażemy władzę w ręce prawdziwych patriotów, którzy rozumieją, że władza to nie wysługiwanie się tej czy innej partii, ale to służba dla dobra narodu i państwa, wtedy dopiero wykażemy prawdziwą troskę o Polskę i Polaków. Wtedy dopiero będziemy Polakami.
 Z "debatą", której tak pragną wszyscy ze "stowarzyszenia" DJN, czyli z Szopką, poczekajmy na Marcina Wolskiego do Nowego Roku 2012. 
 Wspomniałem na wstępie, że możemy spodziewać się wielu chwytów przedwyborczych, a właściwie wyborczych. Jednym z nich jest właśnie to gorące pragnienie "debaty". Ale nie wiem, czy to nie jest przede wszystkim zaprojektowane jako zasłona dymna przed kolejnym, dużo poważniejszym "chwytem". 
 Popatrzmy i przeanalizujmy spokojnie, jakich to kandydatów do Sejmu i Senatu proponują nam partie wpisane do "stowarzyszenia" DJN?
 Czy to nie jest kolejna kpina z narodu? Czy nie powinno się w programach tych wszystkich partii, a przede wszystkim w "nowym" programie PO, wpisać jeszcze dwóch dodatkowych haseł, które umieściłem w tytule tych rozważań, a mianowicie - Co tam Polska! Co tam naród!? I dopiero do tego hasło główne - Raz zdobytej władzy, nie oddamy nigdy!
 Pomyśl, narodzie, dopóki nie jest za późno! Stoisz przed wielką próbą. Pomyśl, co to będzie za Polska, co to będzie za naród, co to będzie za Sejm i Senat, kiedy w nowym Sejmie czy Senacie znajdzie się ktokolwiek z tych członków PO, SLD, PSL czy PJN, którzy są obecnie w Sejmie czy w Senacie? Pomyśl, czy w nowym Sejmie i Senacie może być miejsce dla takich ludzi, jak p. Tusk, Sikorski, Rostowski, p. min. Kopacz,  p. min. Hall, dwaj panowie o nazwisku Klich, p. Chlebowski i dla wielu im podobnych? 
 Oni już "zasłużyli" się Polsce i Polakom, dajmy im odpocząć i przynajmniej przemyśleć swoje czyny i swoją bezczynność. Dajmy odpocząć wszystkim tym posłom, którzy głosowali w dniu 6 czerwca 2010 roku za tym, aby śledztwo w sprawie katastrofy w drodze do Katynia pozostawało w rękach Rosji. Dajmy odpocząć tym posłom, którzy głosowali przeciwko życiu i przeciwko rodzinie, w tradycyjnym, odwiecznym sensie.
 Weźmy do ręki różańce, naród cały, i włączmy się do Krucjaty w intencji ratowania Ojczyzny. Módlmy się w intencji Polski i Polaków, Węgier i Węgrów, Hiszpanii i Hiszpanów, Włoch i Włochów, Francji i Francuzów oraz innych narodów europejskich, abyśmy zjednoczyli swoje siły w walce ze złem i w obronie dobra i wiary naszej świętej. 
 Módlmy się również za Rosję i Rosjan oraz za Niemcy i Niemców, aby Miłosierny Bóg usunął z ich serc i umysłów, wszelką wrogość i żądzę panowania nad innymi narodami, i wypełnił ich serca i umysły swoją Dobrocią, Miłością i Pokojem.
 Zróbmy to z nadzieją i ufnością, bo sami nie damy rady.
Emanuel Czyżo - Toronto
 

GONIEC NR 35/2011
(...)

GONIEC NR 34/2011
(...)

GONIEC NR 33/2011
(...)

GONIEC NR 32/2011
 

Moje opinie do Redakcji!
     Panie Andrzeju, jestem czytelnikiem Gońca od lat i pozwolę sobie zauważyć, że od dłuższego czasu w Gońcu jest samo bad-apocalipsa, Żydzi lichwiarze, Ruskie - wiadomo co, Amerykanie - durnie, Chiny - kupują Amerykę i nie tylko, itd. Jeśli chodzi o polską politykę, to od lat nikt nie napisał czegoś pozytywnego o polskim rządzie. Polscy politycy opluwają się nawzajem i wszystko jedno z jakiego ugrupowania. Większość czytelników Gońca nie jest ani w PiS, ani w PO. 
    Tak że ja proponuję troszkę optymizmu, popierania i pobudzania dobra. Czy nie ma na świecie ludzi, regionów, krajów, o których by można pisać pozytywnie, pochlebnie i brać z nich przykład? "Zło dobrem zwyciężać"! Światowe zło było, jest i będzie i tylko Pan Bóg wie, jak i kiedy to zło rozpieprzyć - obiecał nam to. Na razie, pomagajmy Bogu, sobie i bliźnim żyć godnie.
    Teraz trochę uwag na temat rządu i kanadyjskich polityków. Dużo się  o nich pisze i mówi przed wyborami, a potem prawie wcale. Jest tyle durnych ustaw i praw, które przeszkadzają nam w życiu. Dlaczego tego nie zmieniają? Pan Redaktor sam o tym dużo pisze. Każdy z nas zna i wie o durnocie niektórych praw. Czasami wydaje mi się, że politycy są aktywni przed wyborami, a potem stają się "manekinami", a może oni wszyscy to "manekiny", a rządzi ktoś inny. Podam dwa przykłady, które wszyscy znamy, kto tu rządzi - "media". Na pewno czytelnicy oglądali programy: "The Worst Canadian Driver" i "Cash Cab". Co do pierwszego programu, mam pytanie do "manekinów" z Ministerstwa Transportu: "Kto tym ludziom dał prawo jazdy?". Co do drugiego programu, to się pytam: gdzie jest policja? Nam nie wolno używać telefonów, przestawić stacji radiowej itd., a im wolno jeździć po Toronto i robić taki program. Prawo kanadyjskie mówi: "Don't disturb the driver".
    Gratuluję Panu Lizoniowi i wszystkim nowym parlamentarzystom. Może świeża krew będzie dostarczać dużo tlenu do szarych komórek Ottawy i zaczną rządzić, ustalać mądre ustawy, a likwidować durne i nieżyciowe.
Leszek Miś z Burlington
    PS Mała strona humoru i anegdot by się przydała. Pozwolę sobie na mały przykład. Facet wraca z pracy, zjadł obiad, włączył telewizor, gada Pierwszy Sekretarz, przełączył na drugi kanał, gada Pierwszy (wtedy były tylko dwa programy). Włączył radio - gada Pierwszy, przestawił stację, gada Pierwszy. Żona chce włączyć żelazko - "nie włączaj, będzie gadał".
    Dzisiaj jest podobnie, tylko więcej stacji. Włączyłem na "News", kogoś czy coś rozpieprzyło. Przełączyłem, ktoś buduje bombę, przełączyłem, tam bombardują, a wkrótce będą bombardować gdzieś indziej. Wyłączyłem "żelazko" i poszedłem na spacer. Bo być może, jeśli my przestaniemy się tym interesować, to jedni przestaną budować, a drudzy bombardować.
    Życzę długiego, udanego spaceru.
 

GONIEC NR 31/2011

 MANIPULANCI  
 W dniu 2 maja 2010 roku, a więc po trzech tygodniach od katastrofy polskiego rządowego samolotu i śmierci w Smoleńsku Prezydenta Lecha Kaczyńskiego wraz z towarzyszącą mu polską elitą polityczną,  został opublikowany w mediach tekst napisanego przeze mnie artykułu pt. "KATASTROFA POLSKI". Dziś, po 15 miesiącach od tej tragicznej katastrofy, z okazji kolejnej rocznicy wybuchu powstania warszawskiego, postanowiłem powrócić do jego treści. Tekst zawierał 30 pytań dotyczących niejasności w przedstawianych publicznie informacjach i braku odpowiedzi na jakiekolwiek wątpliwości co do przyczyn, które obdarzano jednoznacznie słowami "teoria spiskowa". A zaczynał się on następująco: 
 "Są pytania, które muszą uzyskać konkretne odpowiedzi, aby móc uwierzyć w wiarogodność ekspertyz i podawanych informacji. Polska nie jest żadnym niezależnym krajem, nikt za nią nie stoi, nigdy nie stał i stać nie będzie. Wydaje mi się, że żadna międzynarodowa komisja nigdy, z obaw przed represjami wobec jej członków, nie podejmie się wydania opinii innej niż wersja rosyjska, by broń Boże nie zakłócić ?światowej równowagi sił=. Polityka kompromisu UE i USA z Rosją sparaliżowała politycznie mózgi zachodnich mocarstw i znów nasz kraj musi się samotnie łasić do wschodniego sąsiada, aby nie odciął nas od gazu czy nie zamknął rynków eksportowych, lub, by po 70 latach, łaskawie wydusił z siebie nieistotne już dziś informacje na temat katyńskiej tragedii. Ponoć 5000 ?przyjaznych= agentów od lat dba o nasz wizerunek skłóconego wewnętrznie petenta i nieudacznika, by pokazać światu, jak niewiele nasz kraj jest wart. A my niestety nie dorośliśmy, by się umiejętnie i aktywnie bronić, aby pokazać, że jest jednak inaczej. Może jednak nadszedł wreszcie czas na ryzyko publicznych twardych słów i bolesnej dla ?przyjaciół= prawdy. Tylko kto jest dziś w stanie to zrobić? Bo Polsce nie zaszkodzi już nic". 
 TE TWARDE SŁOWA NIGDY NIE PADŁY I JUŻ NIE PADNĄ. Zostały pogrzebane wraz z ciałami tych, którzy mogli i chcieli je wypowiedzieć. Nie otrzymały też odpowiedzi wyrażane wielokrotnie w różnych publikacjach wątpliwości, wymieniane również i przeze mnie w moich artykułach. A brak odpowiedzi na nie do dziś podważa wiarogodność wyników przeróżnych "oficjalnych" dochodzeń i raportów "opartych na faktach" i "wynikach badań". A więc powróćmy do tragicznych wspomnień i braku odpowiedzi na te wielokrotnie i przez wielu zadawane pytania: 
 
 - z jakiego powodu wzięła się nagle mgła, właśnie wtedy i nad lotniskiem? 
 - co robiły nad lotniskiem dwa samoloty, z których jeden nawet próbował lądować? 
 - dlaczego kontrolerzy lotu podawali pilotom błędne dane?  
 - dlaczego aprobata lub jej brak ze strony moskiewskich władz, czy samolot ma  lądować czy nie, była tak niezwykle ważna? 
 - dlaczego do dziś nie oddano Polsce "czarnych skrzynek"? 
 - na jakiej podstawie Polacy ustalili, że wszystkie przyrządy w kabinie pilota były sprawne,  skoro są one dotąd w posiadaniu Rosjan, i że piloci, jak podaje raport Millera, nie używali do oceny wysokości barycznego wysokościomierza, tylko cyfrowego, a samolot leciał podobno do końca na autopilocie?  
 - dlaczego świeżo wyremontowany samolot, lecący na końcu lotu z prędkością, jak się przypuszcza, 180 km/godz., przy uderzeniu w ziemię rozpadł się na drobne kawałki, zamiast, jak to wykazują inne podobne katastrofy, na elementy konstrukcyjne? 
 - dlaczego pozwolono na demolowanie resztek rozbitego samolotu (reportaż TV)? 
 - dlaczego samolot gwałtownie, jak inne, nie zapłonął, mając prawie pełne baki benzyny? 
 - dlaczego nie zezwolono archeologom na przyjazd do Smoleńska, aby pobierając  próbki ziemi, mogli wykluczyć chemiczne przyczyny powstania mgły?   
 - dlaczego nie dokonano w Polsce sekcji zwłok i nie sprawdzono ubrań ofiar katastrofy na ewentualne zanieczyszczenia chemiczne i toksyczne?  
 - gdzie się podziały aparaty komórkowe, pistolety i amunicja członków ochrony BOR-u?             
 - dlaczego nie ma żadnych wyjaśnień na temat możliwości elektromagnetycznych zakłóceń przyrządów pokładowych samolotu spowodowanych bliskością specjalistycznego Zakładu Produkcji Urządzeń Elektromagnetycznych, położonego podobno przy lotnisku? 
 - dlaczego dopuszczono do lądowania trzy dni wcześniej samolot z polską delegacją rządową mimo fatalnego stanu lotniska, a w dniu katastrofy, na mniej więcej godzinę przed nią, do lądowania polskiego samolotu z reporterami mimo powstającej mgły? 
 - z jakiego powodu i po co zaczęto po katastrofie gwałtownie uzupełniać sygnalizację świetlną i dlaczego, jak się mówi, usunięto z wieży kontrolnej nowoczesną aparaturę naprowadzającą po wizycie premiera Tuska w Smoleńsku? 
 - jakie były przyczyny brutalnego morderstwa jednego z autorów dwóch filmów, wykonanych tuż po katastrofie, na którym słychać strzały i krzyki?
 - jakim prawem Rosjanie przyznali sobie prawo do rządzenia polską delegacją dochodzeniową, nie dopuszczając jej do udziału w dochodzeniach?  

 Czy tak trudno było wyjaśnić wątpliwości, czy też choć przeprosić Polaków przez Rosjan za ich niewątpliwy udział w katastrofie. Nie mówiąc już o finansowych kompensacjach za popełnione zaniedbania, choćby wg metody zamykania ust takim jak ja malkontentom. Autorzy raportów nie mieli lub mieć nie chcieli żadnych sensownych odpowiedzi na większość tych i innych pytań, choć próby wyjaśnień być może ograniczyłyby liczbę zwolenników tzw. teorii spiskowej, a Rosjanie niestety nie znają słowa "przepraszam". Lepiej dla dobra sprawy przemilczeć, niż wdawać się w polemiki z autorami różnych krytycznych artykułów pojawiających się w niezależnej prasie. W raportach MAK-u czy komisji Millera nie ma zapewne innej oceny wspomnianych wyżej wątpliwości, jak wrogie i chore insynuacje, bo przecież coś by mogło zaszkodzić "dochodzeniu", a spodziewany raport prokuratorski skupi się pewno tylko na polskiej odpowiedzialności personalnej (głowy już się sypią, szkoda, że pewno nie te, co powinny). I sprawy, jak przy aferze Rywina, węglowej, paliwowej czy hazardowej, już nie ma. Przecież tylko wygrani piszą historię. Należałoby tu zadać tylko jeszcze jedno zasadnicze pytanie zawarte, wraz z innymi wyżej wymienionymi w moim artykule "KATASTROFA POLSKI": - Dlaczego na pogrzeb polskiego Prezydenta nie przyjechali, mimo wcześniejszych obietnic, prezydenci Francji, Niemiec, Anglii, Włoch i USA, tłumacząc się erupcją wulkanu na Islandii, podczas gdy wszyscy mniej ważni przywódcy nie mieli z tym żadnych problemów? Zapewne udział w hołdzie składanym pośmiertnie polskiemu Prezydentowi, krytycznemu wobec rosyjskiej polityki, mógł zaszkodzić w ich bezsensownym głaskaniu i klepaniu po plecach przewrotnego i wciąż niebezpiecznego członka światowej wspólnoty? I tym razem, jak zwykle bywało, przedłożono własny interes nad solidarność z polską racją stanu i polską tragedię. Ciekawe, że jednak ci sami "wielcy", poza kanclerz Merkel, odmówili jednak wzięcia udziału w rosyjskich obchodach w Moskwie 65. rocznicy zakończenia wojny w Europie. Czyżby kamuflaż dla poprzedniej odmowy?
 "ÉCAŁA TRAGEDIA KATASTROFY SKŁADA SIĘ Z WIELU NAŁOŻONYCH NA SIEBIE PRZYCZYN - napisałem na zakończenie w swoim poprzednim artykule - WIĘC KAŻDA SUGESTIA, DODANA DO POWYŻSZYCH DOCIEKAŃ, MOGŁABY OKAZAĆ SIĘ NIEZWYKLE ISTOTNA DLA WIAROGODNOŚCI USTALEŃ. O TYLE TYLKO, NA ILE TĘ PRAWDĘ CHCE SIĘ ŚWIATU POKAZAĆ. WYOBRAŻAM SOBIE, ŻE WIĘKSZOŚĆ MOICH PYTAŃ NIGDY NIE UZYSKA ODPOWIEDZI, A CZĘŚĆ Z NICH ZOSTANIE UZNANA ZA POZBAWIONE SENSU. I NA KONIEC PADNIE, ŻE: ?WYPADEK BYŁ Z WINY PILOTA I OCZYWIŚCIE NIEDOŚWIADCZONEGO KONTROLERA Z WIEŻY, A POLSKI PREZYDENT NIE BYŁ OSOBĄ ZAPRASZANĄ (A MÓWIĄC DOSADNIE - NIECHCIANĄ), BY MU STWARZAĆ SPECJALNE WARUNKI DO LĄDOWANIA=. I padło." 
*** 
 Jak widać z tekstu, pisanego 15 miesięcy temu przeze mnie (co można łatwo sprawdzić, czytając w Internecie mój ówczesny artykuł), nie trzeba było żadnych dochodzeń, aby dojść do takich "wspaniałych" wniosków. Trochę to jednak za mało, aby można było poważnie traktować te wnioski bez wyjaśniania wszystkich poruszanych powszechnie wątpliwości, tym bardziej że przedstawiony ostatnio raport komisji pana Millera moje końcowe genialne podsumowanie podświetla (czyżby komisja czytała mój artykuł?). Cała reszta moich konkretnych wniosków to przecież niewarta uwagi bzdurna "teoria spiskowa".  
 Niestety, niedźwiedzia trzeba ugłaskać i taka, uzgodniona z Rosjanami odpowiedź popłynęła w świat, pokazując, że można być oficjalnie "za, a nawet przeciw". Niech więc sobie ten świat osądza sam, w czym mu do twarzy - znać prawdę, czy jej nie znać i czy warto się tą w końcu nikomu niepotrzebną i ogólnie, mimo uśmiechów i ukłonów do Niej, lekceważoną i wykorzystywaną w rzeczywistości Polską przejmować. Wystarczy, byle ten polski przyczółek mieć pod ręką "w razie się straci".  
 Szkoda, że żołnierze Powstania Warszawskiego, ginąc za Polskę, o tym nie wiedzieli. Dziś brakuje nam wśród żywych tych 200.000 ofiar Powstania, i wielu innych polskich powojennych bohaterów, aby dopominali się prawdy o Polsce. Chwała poległym.  
Victor Księżopolski 
 1 sierpnia 2011, Calgary 

             
  
  
  

                 
  

GONIEC NR 30/2011
(...)

GONIEC NR 29/2011

 Głos Polonii do wszystkich 
 Polaków w Polsce i poza Polską
 Z wielką troską i niepokojem przyjmujemy nadchodzące z Polski wiadomości, które rodzą poważne obawy o przyszłość naszej Ojczyzny. Choć różne koleje losu rozsypały nas po całym świecie i związały z innymi krajami zamieszkania, dla większości Polaków więzi z Polską mają fundamentalne znaczenie, a sprawy Ojczyzny zawsze stoją w centrum zainteresowania. Czasem wydaje się, że z dystansu łatwiej nam, niż wielu Rodakom w Kraju, dostrzec, jak bardzo sytuacja w Polsce odbiega od światowych standardów i jak bardzo różni się od sytuacji, do której przywykliśmy jako obywatele krajów demokratycznych.  
 Trudno nam pojąć, jak to jest możliwe, że Polska, która jako pionier przemian po okresie powojennego zniewolenia stanęła w uprzywilejowanej startowej pozycji, by stać się krajem silnym i bogatym, wybrała drogę zupełnie przeciwną. Na skutek wielu błędnych decyzji zmarnowano chyba wszystkie szanse, które można było zmarnować. Dzisiaj widzimy Polskę pozbawioną większości majątku narodowego, zyski wypracowane przez Polaków wyprowadzane są na zewnątrz, kraj jest potężnie zadłużony, budżet państwa opiera się głównie na wzrastających podatkach VAT i akcyzie ściąganych z wszystkich, przy zaledwie niewielkich wpływach pochodzących od firm działających w Polsce. Pauperyzacja wielkich grup społeczeństwa podtrzymuje stałe fale emigracyjne, w których młodzi, wykształceni Polacy, pozbawieni perspektyw, poszukują chleba na obczyźnie i ciężką pracą pomnażają dobrobyt innych. Polska, z jej żyzną ziemią, z niezwykłymi bogactwami naturalnymi, a przede wszystkim z nadzwyczaj utalentowanymi i przedsiębiorczymi ludźmi, powinna być liderem rozwoju, a stała się maruderem, krajem ze słabą gospodarką, zepchniętym do roli podrzędnego państwa tracącego coraz bardziej polityczną pozycję. 
 Pobieżne spojrzenie na Polskę okiem gości przyjeżdżających z zewnątrz może dostarczać przyjemnych wrażeń, bo nasza Ojczyzna jest piękna i atrakcyjna, a bieda, zatroskanie i sprawy rodzące niepokój o przyszłość są starannie skrywane. My także bywamy w Polsce, często w jej głębi, na peryferiach wielkich metropolii, na prowincji. Tam, dzięki kontaktom z rodzinami i przyjaciółmi widzimy problemy, z jakimi borykają się ludzie, widzimy miasteczka i wioski bez jakichkolwiek inwestycji, ze zanikającą podstawową infrastrukturą, niszczone przez kataklizmy, ogarnięte strukturalnym bezrobociem, wyludnione z młodzieży i pozbawione perspektyw rozwoju. Polska jest dzisiaj bardzo źle rządzona, a można wręcz uznać, że jest z premedytacją niszczona.  
 Ponad dwa lata temu wielu z nas sygnowało list "Przestańcie szkodzić Polsce!". List ten skierowany był do najwyższych władz Rzeczypospolitej z mocnym protestem przeciw działaniom rządu RP, który nie tylko zaniedbał podstawowe i służebne wobec Narodu obowiązki, ale wręcz blokował pożyteczne oddolne inicjatywy, niszcząc cenne zarodki społecznej aktywności. Właśnie wtedy nasz protest zwrócił uwagę na szkodliwe działania rządu RP, który bezdusznymi administracyjnymi metodami zablokował oryginalne inicjatywy skupione wokół Radia Maryja, służące szerokiej społeczności i będące wzorcowym przykładem oddolnej pracy organicznej. Mimo że protest podpisało 35 tysięcy sygnatariuszy, obejmując swoim zasięgiem całą Polskę i Polonię z wielu krajów świata, w tym setki ludzi z tytułami naukowymi i z ważnymi stanowiskami, nie doczekaliśmy się ze strony adresatów żadnej, choćby tylko zdawkowej reakcji. Nasz list kompletnie zlekceważono. Taka sytuacja byłaby zupełnie nie do pomyślenia w krajach, w których mieszkamy, i to doświadczenie bezpośrednio uzmysłowiło nam dramatyzm sytuacji, w jakiej znalazła się nasza Ojczyzna.  
 W ostatnich dniach politycy rządzący Polską, wspierani przez publicystów i komentatorów, wzburzyli się faktem, że Ojciec Tadeusz Rydzyk, dyrektor Radia Maryja, ośmielił się nazwać publicznie taki styl sprawowania władzy totalitaryzmem. Wzburzeniu temu nie towarzyszy jednak żadna refleksja nawiązująca do analizy sytuacji i własnego postępowania, która mogłaby pomóc w zrozumieniu genezy takiej oceny. Dlatego pragniemy zdecydowanie poprzeć punkt widzenia Ojca Dyrektora, bo także w naszej ocenie mamy w Polsce do czynienia z działaniami rządu, które noszą znamiona totalitaryzmu.  
 Pamiętamy prorocze słowa bł. Jana Pawła II ostrzegające, że demokracja bez wartości łatwo może się przekształcić w zakamuflowany totalitaryzm. Słowa te, prawdopodobnie nie przez wszystkich wtedy zrozumiane, stały się nagle niezwykle aktualne dzisiaj. Właśnie przy współudziale polityków, którzy stworzyli polski ład medialny zachowujący prawdziwie PRL-owski monopol, pełen zakłamania, fałszu i pozornego pluralizmu, świat polskiej polityki stał się kompletnie wyzuty z wszelkich wartości i jest poddawany ciągłej dalszej demoralizacji. Paradoksalnie, sytuacja polskiego kapłana - o. T. Rydzyka, który od wielu lat jest obiektem bezprzykładnych, niewybrednych i obraźliwych, a co najgorsze zupełnie bezkarnych ataków propagowanych w większości mediów, jest najbardziej wyrazistą ilustracją bezmiaru hipokryzji polityków, którzy tak dosadnie oburzają się dzisiaj na nazwanie rzeczy po imieniu. Gdy widzimy polityka z najwyższych kręgów władzy, pełniącego dzisiaj funkcję jednego z marszałków Sejmu RP, który raz po raz w ordynarnych słowach publicznie obraża polskiego kapłana i biskupów, to nie możemy pojąć, jak może funkcjonować państwo, w którym tak kompromitujące zachowania nie prowadzą do natychmiastowej dymisji. Nie dziwi później, że w przestrzeni publicznej pojawiają się pod adresem o. Rydzyka najbardziej wulgarne i obraźliwe insynuacje wypowiadane i wypisywane przez ludzi bez żadnej odpowiedzialności. 
 Totalitarne działania przybierają różne formy, ale zawsze mają na celu ubezwłasnowolnienie człowieka, pozbawienie go godności i uczynienie go niewolnikiem niezdolnym do korzystania z przyrodzonego prawa do wolności, także do prawa czynienia dobra. Takie działania powinny być zawsze napiętnowane, bo prowadzą do kompletnego rozkładu społeczeństwa, które pozbawione godności i podstawowych wolności, przestaje być uczestnikiem normalnego rozwoju. Polacy dobrze wiedzą, co to jest totalitaryzm. Zetknęli się bezpośrednio z jego najostrzejszą formą, gdy ubezwłasnowolnienie następowało jako skutek przemocy i terroru. Znają jednak także inne formy, gdy w schyłkowym okresie PRL przemoc stosowano tylko wybiórczo, a pozbawianie ludzi przynależnych im praw odbywało się w inny, bardziej wyrafinowany sposób. 
 Dzisiaj niewątpliwie mamy do czynienia z kontrolowanym przez władze narastającym procesem ubezwłasnowolnienia ludzi. Działania te opierają się na oplataniu jednostki siecią ograniczeń wykorzystujących wiele narzędzi, od przymusu ekonomicznego, poprzez administracyjne rygory bezdusznej biurokracji, chaos prawny, w którym nikt nie zna swoich praw, bo prawnicy mogą nadać prawnym zapisom zupełnie dowolne interpretacje, aż po terror medialny, w którym króluje kłamstwo, a przestrzeń publiczna wypełniona jest jednostronną propagandą serwowaną przez zniewolonych ludzi, którzy zupełnie bezpodstawnie nazywają się dziennikarzami. Jeżeli powszechnie dostrzegane jest kompletne załamanie funkcji trzeciej władzy i coraz mniej Polaków szuka sprawiedliwości w sądach, nie wierząc w ich uczciwe działanie i skuteczność swoich skarg, to mamy do czynienia z ubezwłasnowolnieniem jednostki, które każdy ma prawo nazwać sytuacją państwa totalitarnego, tym bardziej gdy dotykająca go opresja pochodzi od instytucji państwowych.  
 Znamienny przykład tragedii rodziny Olewników ilustruje najbardziej drastycznie taki stan rzeczy, a fakt, że źródłem niewyobrażalnych krzywd były instytucje państwowe i wysoko ulokowani mocodawcy pozostający w istocie do dzisiaj bezkarni, każe głośno krzyczeć o wszelkich objawach rodzących się totalitarnych tendencji w strukturach państwowych. Codziennym potwierdzeniem takich skłonności u ludzi władzy w Polsce jest utrzymywanie, a nawet pogłębianie monopolu informacyjnego, który obejmuje publiczne środki przekazu i komercyjne media. Tworzą one kompletnie zafałszowany obraz rzeczywistości, wpływają bezpośrednio na zanik rzetelnej debaty publicznej i prowadzą nieuczciwą, agresywną i represyjną walkę z niezależnymi mediami, które są w nieporównanie słabszej sytuacji. Niezależność Radia Maryja jest od dawna solą w oku dla decydentów tego monopolu i tutaj zawsze należy szukać motywacji i źródeł ataków na Ojca Dyrektora, które w ostatnich dniach przybrały tak zjadliwy, a przecież groteskowy w swej przejrzystości totalitarny charakter. Dla nas, przyzwyczajonych do całkiem innego sposobu działań polityków rządzących w krajach naszego zamieszkania, sytuacja jest oburzająca i musi wywoływać zdecydowane protesty.  
 Jesteśmy pod wrażeniem wielkich dzieł, które udało się stworzyć Ojcu Tadeuszowi Rydzykowi wraz z małą grupą niezwykle ofiarnych ojców redemptorystów, ale przy ogromnym, spontanicznym poparciu wielu Polaków, często bardzo ubogich materialnie, za to silnych i bogatych duchem. Sami także wspieramy te dzieła, bo wiemy, że służą naszej Ojczyźnie i wnoszą prawdę w polskie życie publiczne, a zwłaszcza dobrze służą naszym związkom z Polską. Nie pozwolimy tych dzieł niszczyć i potępiamy wszystkich, którzy starają się im szkodzić, zwłaszcza jeśli czynią to w imieniu państwa polskiego, uzurpując sobie prawo do rządzenia Narodem tak mocno doświadczanym w ostatnich stuleciach.  
 Niejako równolegle i niezależnie, ale dostrzegając te same totalitarne tendencje w dzisiejszej sytuacji Polski, zwróciliśmy uwagę na bezprecedensowe szykany wobec Prezesa największej partii opozycyjnej PiS - Pana Jarosława Kaczyńskiego. Cała sytuacja, w której człowiek pełniący funkcję sędziego, niewątpliwie politycznie motywowany, próbuje upokorzyć tak znaczącą i zasłużoną postać polityczną skierowaniem na badania psychiatryczne, jest dla nas czymś zupełnie absurdalnym i trudnym do przyjęcia w cywilizowanym kraju. Jeśli dodać, że dzieje się to w ramach procesu sądowego, w którym J. Kaczyński jest pozwany przez człowieka z piętnem kłamcy, przyłapanego na oczach całej Polski na gorącym uczynku, w sprawie związanej z upadkiem poprzedniego rządu, to sprawa nabiera wymiaru niezwykle poważnego i skrajnie kompromitującego polskie władze. Trudno o bardziej wyrazistą ilustrację, dającą podstawy do oskarżeń o działania totalitarne. Znane w Polsce nazwisko sędziego wykonującego tę usługę będzie zapisane w galerii czarnych postaci ostatnich lat, a grozy dopełnia scenariusz, w którym podobno premier rządu RP ma przemawiać w Brukseli w imieniu Polski przejmującej prezydencję UE dokładnie w tym samym czasie, gdy biegli psychiatrzy otworzą swój gabinet, przyjmując Prezesa J. Kaczyńskiego. Działania te, wykorzystujące instytucję sądu do haniebnych represji politycznych, przekraczają wszelkie granice i muszą wywołać burzę, która w końcu uwolni Polskę od ludzi tak opacznie pojmujących państwo prawa, demokrację, wolność i godność obywateli. 
 Przyglądając się politycznej scenie w Polsce, nie widzimy wielu ludzi, którzy mogliby stanąć obok Prezesa Jarosława Kaczyńskiego i przyrównać własne zasługi dla Polski, własną przenikliwość polityczną, czy też format swojej osobowości. Jeżeli ktoś bezkarnie może publicznie kwestionować zdrowie psychiczne takiego polityka, to już wszystko inne może też pozostawać bezkarne. W takiej sytuacji stajemy się po prostu bezradni i zaszokowani bezczelnością tego postępowania, a jednak widzimy, że to naprawdę się dzieje. Po chwili wszakże stajemy przed tym wyzwaniem, bo nasze polskie dusze nie pozwolą na trwanie takiej sytuacji. 
 Z premedytacją nie nawiązaliśmy wcześniej do wydarzenia, które wstrząsnęło Polską - do katastrofy smoleńskiej. A jednak w zakończeniu przywołamy ten tragiczny element, bo jego wymowa spina jakby klamrą obraz sytuacji w Polsce, jaki staraliśmy się nakreślić, by wyjaśnić nasz ogromny niepokój, który stawia przed nami niecodzienne wyzwania wobec najbliższej przyszłości. Blisko 15 miesięcy, które minęły od dnia katastrofy smoleńskiej, i bieg śledztwa w tej sprawie, który rodzi ponurą analogię do wielu lat kłamstwa o zbrodni katyńskiej, to obraz ubezwłasnowolnionej Polski. To zbiorowe zniewolenie powtarza się w indywidualnym losie wielu Polaków, którzy czują się dzisiaj podobnie ubezwłasnowolnieni i z niepokojem patrzą w przyszłość. Są jednak nadzwyczajne moce w naszym Narodzie i te moce dzisiaj trzeba obudzić, by w pełnej mobilizacji i w jedności dokonać cudu otwarcia nowego rozdziału w historii Polski. Wzywamy wszystkich Polaków do dokonania tego cudu w nadchodzących wyborach jesiennych. Trzeba odsunąć od polskich spraw ludzi, którzy niszczą Polskę. Trzeba to zrobić w naszym wspólnym interesie, by każdy, w kim bije polskie serce, mógł współuczestniczyć w budowie Ojczyzny naszych marzeń. Polacy mieszkający poza Polską chcą uczestniczyć w tym dziele, chcą budować więzi Polski z krajami swojego zamieszkania, chcą inwestować w Polsce, często bywać w Ojczyźnie i trwać w polskich tradycjach, kulturze i obyczajach, zawsze wierni Bogu i Polsce. Dlatego musimy razem wygrać Polskę i wyrwać ją z opresji.  
 Tak nam dopomóż Bóg!  

1. dr Marka Baterowicza - Australia 
2. mgr  inż. Alina Bona - przedsiębiorca, Belgia 
3. mgr inż. Ryszard Bona - przedsiębiorca, Belgia 
4. Roman Bordakiewicz - wiceprezes Stowarzyszenia "Nasza Polonia", Australia 
5. ass. ekonomiczny Maria Burczyk -  Sztokholm 
6. Maria Burczyk - nauczycielka Szwecja 
7. dr Ryszard Dzierzba Mężczyzna w średnim wieku poszukuje pracy przy renowacjach domów.Interesuje mnie stała praca. Telefon-416 253 2287. Australia 
8. ksiądz doktor Tadeusz Faryś - Belgia 
9. Adam Gajkowski - prezes Stowarzyszenia "Nasza Polonia", Australia 
10. Wiesław Jankowski - b. wiceprzewodniczący NSZZ "Solidarność" w Toruniu, Norwegia 
11. Jerzy Jankowski - przewodniczący Związku Polaków w Norwegii 
12. mgr Tadeusz Kasprzak z rodziną - Kanada 
13. Andrzej Klyta - członek zarządu Stowarzyszenia "Nasza Polonia", Australia 
14. mgr inż. Jerzy Kolecki  - Sztokholm 
15. mgr ekonomii Michał Kruczek -  Sztokholm 
16. Jolanta Kotowicz - Stowarzyszenie "Nasza Polonia", Australia 
17. Stanisław Kotowicz - Australia 
18. Bogdan Kulas - wiceprzewodniczący Związku Polaków w Norwegii 
19. lek. medycyny Lech Laskowski -  Malmö 
20. mgr Małgorzata Kuźma - urzędnik  Unii Europejskiej, Belgia 
21. Szczepan Majkowski - Norwegia 
22. dr Barbara Maloszewska - Monachium, działacz katolicki, Katolickie Centrum Krzewienia Kultury, Tradycji i Języka Polskiego w Monachium 
23. prof. dr Piotr Maloszewski - Monachium, działacz polonijny, Chrześcijańskie Centrum Krzewienia Kultury, Tradycji i Języka Polskiego w Niemczech 
24. Jan Michalak - członek zarządu Stowarzyszenia "Nasza Polonia", Australia 
25. mgr inż. Wojciech Michalecki - Szwecja 
26. mgr inż. Wojciech Michalicki - Malmö 
27. lekarz stomatolog  Zofia Mrozowska - prezes Stowarzyszenia Polskich Kombatantów, Belgia 
28. Aleksander Oczak - wiceprezes Stowarzyszenia "Nasza Polonia", Australia 
29. mgr psychosocjologii   Anna Oszust - Belgia 
30. ksiądz prałat magister Krzysztof Pastuszak - wikariusz Biskupa Odessy,   Belgia 
31. Wiesław Pastuszko - członek zarządu Stowarzyszenia "Nasza Polonia", Australia 
32. o. Janusz Pawlicha OSPPE - Stowarzyszenie "Nasza Polonia", Australia 
33.  Zbigniew Piwko - mgr inż. fizjoterapeuta, Norwegia 
34.  Kazimierz Rochowicz - b. działacz NSZZ "Solidarność" w Iławie, Norwegia 
35. Anna Skaar - magister, Uniwersytet w Oslo 
36. dr Beata Rumianek - Australia 
37. profesor Ryszard Siwy - Meksyk 
38. Bogdan Strazynski  - redaktor, muzyk, Norwegia 
39. Grażyna Strazynska - muzyk, Norwegia 
40. Sara Strazynska - muzyk, Norwegia 
41. Artur Strazynski - student, Norwegia 
42. mgr ekonomii Stanisława Swierz - Malmö 
43. s. Ludwika Szymura - przełożona s. elżbietanek, Sztokholm - Bromma 
44. Zbigniew Tyszko - nauczyciel, redaktor, Norwegia 
45.  Anna Tumidajewicz - nauczycielka, Norwegia 
46. Jolanta Wacko - magister, Norwegia 
47.  dr Ewa Walczak - Australia
48. inż. Marek Walczak - Australia 
49. ks. Bogdan Wegnerowski - b. rektor Polskiej Misji Katolickiej w Sztokholmie 
50. ks. Bolesław Witwicki - Malmö 
51. mgr inż. Anna Woś - prezes Organizacji " POLONIA FLANDRIA", Belgia 
52. mgr inż. Józef Woś  -  przedsiębiorca, Belgia 
53. Teresa Urszula Wychowaniec - ekonomista, Belgia 
54.  Iwona Zieba - magister, Norwegia 
55. mgr inż. Jadwiga  Zurawska-Kruczek - Sztokholm 
  
  
  
  
 
  

GONIEC NR 28/2011
  

Interesy różne
    Od zawsze zastanawiałem się nad udziałem Polaków w wielu wojnach, np. w Iraku i Afganistanie... co nasi wojskowi tam robią, ale też, w czyim interesie giną Brytyjczycy i Amerykanie... (???) Sensu nie widzę, ale prześladuje mnie myśl, że USA w tym momencie zastąpiły Prusy, idą tą samą prowadzącą do przepaści drogą. Czy USA skończą jak Prusy (?), zadając takie pytanie, opieram się na pracach prof. Feliksa Konecznego, szczególnie na "Cywilizacji żydowskiej", warto się z tym zapoznać i dopiero wyciągać wnioski. A propos, Obama był w Warszawie, zastanawia tylko po co, kto z tego odniósł jakąkolwiek korzyść, zresztą mniejsza o geszefty sprzedawczyków, ale co zyskała Polska. 
    Polski prezydent ze swoją połową samym widokiem budzą radość kanibali... a ja nie mogę doczekać się konkursu na najgłupszą gazetę, "Gazeta Wyborcza" zwycięstwo ma w cuglach, wygrywa nie tylko w Polsce, nawet ci rozważający pomysł z Obamą, jako prezydentem Polski, nie mają najmniejszych szans. Wielkimi krokami zbliżają się w Polsce wybory, co będzie, gdy wygra PiS... Kraj jest w olbrzymim dole, trzeba będzie wiele pomysłów, pracy i poświęceń, a wszyscy prawie, na czele z winnymi katastrofalnej sytuacji działaczami PO i PSL, będą domagać się natychmiastowej poprawy, będą się dziwić i naśmiewać, a żółć rzucana w tryby przez nienawistne Polsce wuwuzele z "Gazety Wymoczków" i watahę nakręconych mumii w rodzaju Paradowskiej, Lisa, Olejnik, Kuca, Miecugowa i Bydłoszewskiego, wcale sytuacji pomagać nie będą, oni zadania mają zupełnie inne i znane od lat, przekazane w testamentach rodziców. Fajnie jest przypomnieć sobie obiecanki Tuska sprzed 3 - 4 lat, było tego wiele, w tym momencie pozostało tylko poparcie wuwuzele i tych, co mają miejsce przy korycie, wszystko się sypie, ale wg "autorytetów", tylko Tusk i Komorowski mogą Polskę postawić na nogi, potrzebują tej szansy jak kaczorek wody, no i jest szansa, że są jeszcze głupcy, których da się przekonać... (???). Wg różnych matołów - Fatum się odwróciło - tego zdania jest wielu "polityków" w temacie stosunków polsko-niemieckich, widocznie to, że nie ma w tym momencie wojny, to ich zasługa i powinniśmy się bezgranicznie cieszyć, nie zwracając uwagi na tych stosunków charakter. 
    Żadnemu sekretarzowi ZSRS nie udało się przeskoczyć granicy, jaką kraje szeroko rozumianego Zachodu dawno miały za sobą, wygląda na to, że i lider POpłuczyn po komunie w Polsce też nie jest w stanie niczego zrealizować mimo poklepywania się po plecach ze wszystkimi wokół. Nie sprawdziła się polityka miłości, brak było chęci i rozumu, ale tak to jest - jeśli wlezłeś między wrony, musisz krakać - a Tusk był i jest w swoim starym towarzystwie, towarzyszy i agentów, teraz przed wyborami stara się podeprzeć Arłukowiczem i Kluzik... znowu liczy na cud. Stadion w Warszawie miał być oddany 22 lipca, ale ustalający datę wyraźnie zapomnieli, że jest ona przynoszącym nieszczęście fatum... no i cały czas się sprawdza, wyszło jak zwykle, ale za to na pierwsze miejsce na liście warszawskiego SLD wysforował się Kalisz, to akurat rozumiem, zrobił małolat z mordą zgreda wrażenie na estetach podczas parady obciachowców zorganizowanej przez Gronkowca, głosy homoniepewnych bardzo się w SLD liczą... jaka partia, tacy wyborcy. 
    Wygląda na to, że szukanie przez Tuska poparcia, schlebianie najgorszym instynktom grup wyborców, doprowadziło do takiej właśnie sytuacji, oglądanie się na sondaże, wiara w swoją popularność i głupota wyborców, spowodowały klęskę na wszystkich frontach. 
    Podobno na boisku Tusk potrafi dokonywać cudów, zwinny jest jak Lato... może i tak, czupryny mają bardzo różne, ale intelektualnie identyczni, poziom ten sam, to jest chyba powód, że jego klaka potrafi popisywać się chamstwem niepospolitym, starają się zresztą w tych zawodach bardzo, miejsce przy korycie jest więcej warte niż najlepsza praca, a obserwując prokuratorów i sędziów, widać wyraźnie, kto stara się przypodobać Tuskowi... W środowisku na pewno będą awanse. Trzęsienie ziemi w Japonii, problemy z elektrownią, na nowo uruchomiło przeciwników tej metody, co ciekawe rykoszet tych wydarzeń może uderzyć w Tuska. Na konferencji dotyczącej m.in. geotermii, uczestnicy ze zdumieniem dowiedzieli się, że Tusk po osiągnięciu władzy odebrał wszelkie już przyznane dotacje organizacjom powiązanym z Radiem Maryja pracującym właśnie nad geotermią, wielu było zdziwionych, nawet oburzonych, a podobnych błędów tego rządu jest dużo więcej. 
    W UE zaczyna pękać skorupa socjalizmu, coraz więcej lokalnych grup w różnych krajach, rozumie bezsens tej polityki i ideologii, nawet euro coraz mniej ma entuzjastów... potrzeba było tylu lat. 
    Decyzję Tuska o przystąpieniu do euro plus można porównać do własnoręcznego założenia sobie pętli... Oj, mają rację kibice z tym powrotem do Pacanowa. Po raz zresztą enty nie wstydzę się przyznać, może nie na 100 proc., ale popieram Radio Maryja, Jarosława Kaczyńskiego i PiS, bardzo chętnie widziałbym jako koalicjanta "Nową Prawicę", osobiście widzę w taki sposób szansę dla Polski. Chodzą ostatnio opowieści o gotowości Niemiec do przejęcia jednej imprezy, oni mają drogi, koleje i stadiony... (???). 
Janusz Sierzputowski 
Cambridge 
    PS Dlaczego "nasz" rząd bierze przykład z Grecji, rozumiem, że kraj jest piękny i ludzie fajni, ale np. Gruzja i Węgry też mają swoje uroki, a ich polityczna i ekonomiczna postawa jest dużo ciekawsza i zdrowsza, dlatego właśnie tam powinniśmy szukać partnerów i brać przykład... ale to nie z tą ekipą, oni to potrafią, tylko rączkami min. Grada degradować kraj do roli parobka. W nr 26 "Naszej Polski" właśnie Grad prezentuje model krzesła elektrycznego, na którym ma zamiar zakończyć karierę. 
    Niemiaszki likwidują atom, w związku z tym było do przewidzenia, że zmieni się taktyka i dlatego Tusk przed wyborami dostał pozwolenie i mógł zaprotestować w sprawie dwutlenku węgla... zostanie bohaterem.  
  

GONIEC NR 27/2011

 Prezydencja w Unii pod znakiem celebry
 Prezydencja Polski w Unii Europejskiej rozpoczęła się z wielką pompą i przytupem, choć z góry wiadomo, że to tylko część artystyczna w wykonaniu "możnych tego świata". Można się cieszyć, można dekorować obrazkami, gadżetami, można sobie wiele obiecywać, ale najważniejszy jest program, z jakim premier Polski idzie na łono Brukseli.  
 Okazuje się, że ta prezydentura będzie dobra dla innych, a dla nas nie będzie znaczyć nic, oprócz dobrego wizerunku rządzącego partią PO - Tuska, w czasie kampanii wyborczej. Pierwszym gadżetem, wymyślonym przez sztab ds. wizerunku, był nakręcany bączek, tzn. że Tusk będzie tak tańczył, jak go mądrzejsi nakręcą, a to jest niebezpieczne. Na uroczystości pod Pałacem Kultury - darem od Związku Radzieckiego, zainaugurowano "znaczenie Polski" w Unii Europejskiej, z udziałem muzyków, tancerzy, śpiewaków, na co rząd Tuska wydał niepotrzebnie tak dużo pieniędzy biednych podatników. Ponadto półroczna prezydentura w Unii będzie Polskę kosztować 430 milionów euro, a jakie będą z tego korzyści? Żadne, bo Tusk nikomu narażać się nie będzie, taka jest już jego polityka. Ponadto, jeśli on sam nie poradził sobie z rządzeniem własnym krajem przez cztery lata, to co może zrobić przez sześć miesięcy? Dobre wrażenie.   
 Aby ta prezydentura miała dobry wydźwięk publicznej propagandy, Jerzy Buzek powiedział: "przeszliśmy przez kryzys suchą stopą", a ja powiem, przejdziemy przez prezydenturę z umoczonym tyłkiem. Pan Buzek siedzi w Brukseli i nie wie, co dzieje się w Polsce, ile jest biedy, ubóstwa i łez rozpaczy, "prezydent Tusk" na pewno o tym nie wspomni. Jest on dobrym uczniem spraw wizerunku i nie można mu zarzucić daru dobrej wymowy i umiejętności lania wody, będzie cedził, kadził, uśmiechał się z tego, co powie, i czekał na oklaski, ze świadomością, że Polacy nadal będą mu ufać i wynagrodzą w nadchodzących wyborach parlamentarnych. Urządzanie fajerwerków jak żaden inny kraj dotąd, jest chęcią odwrócenia uwagi społeczeństwa od faktów zawartych w "Białej księdze" A. Macierewicza na temat smoleńskiej tragedii. Nikt inny jak sam Tusk powiedział, że "przy konstruowaniu unijnego budżetu nie będzie forsował potrzeb swojego kraju". A więc wyrównanie dopłat dla polskich rolników nie jest dla Tuska priorytetem, bo za to nie byłby chwalony i klepany po plecach, co tak bardzo uwielbia. Będą wzniosłe słowa, uśmiechy, zdjęcia z najważniejszymi przedstawicielami UE, co da dobre samopoczucie Tuskowi i być może doda kilka punktów w przedwyborczych sondażach. Doda też animuszu niektórym dziennikarzom z TVN-u, jak pani Olejnik, Pochanke, Mrozowski, i ich komentatorom. Zachłystywać się będą "mądrością" drugiego prezydenta z PO-wskiego szeregu, który przespał cztery lata rządzenia w kraju, a wiele miałby dokonać przez sześć miesięcy w Unii.   
 Tusk to ładnie ubrana wydmuszka, której opakowanie już się zużyło, i nie "można tuskować społeczeństwa", jak to się wypowiedział jeden z biznesmenów, zawiedzionych obietnicami Tuska. Tusk jako premier rządu polskiego, jest współodpowiedzialny za smoleńską tragedię, bowiem podlegli mu urzędnicy i służby zlekceważyli swój obowiązek przygotowania lotu i wizyty polskiej delegacji z Prezydentem na czele. Brak wielu materiałów dowodowych, zatrzymanych przez stronę rosyjską, świadczy i utwierdza nas w przekonaniu, że okoliczności tragedii smoleńskiej noszą znamiona dobrze zorganizowanego zamachu. Brak zaangażowania rządu polskiego i brak raportu komisji rządowej potwierdza tezę kłamstwa wmawianego światu przez raport strony rosyjskiej. W związku z powyższym żądamy prawdy o tej narodowej tragedii, ukarania winnych i wyciągnięcia wniosków na przyszłość. Chcemy, aby ta prawda zamknęła usta rozrechotanym dziennikarzom, ich komentatorom i "ekspertom", broniącym tezy całej PO-PSL-SLD i Prezydenta.  
 Jeżeli społeczeństwo polskie nie będzie się tego domagać, wcześniej czy później samo stanie się ofiarą przemocy obecnie rządzącej ekipy. Może także nadejść czas, kiedy swoim dzieciom czy wnukom powiemy: tutaj była Polska.  
Jolanta Krawczyńska  
Hamilton  

 Szanowny Panie Redaktorze!
 Pisząc do Pańskiego tygodnika, można się narazić wielu osobom: władzy mundurowej, kościelnej, czytelnikom mieszkającym tutaj i za granicą. Czasami zastanawiam się, czy pisać do gazety, czy nie, ale chyba trzeba coś pisać, boby człowiek wypadł z rytmu. Moim zdaniem, Pański "Goniec" jest najlepszym tygodnikiem, a pan Andrzej należy do najlepszych. To tyle pochwał.  
 Ostatnio czytałem artykuł "Za moich czasów" pana Zbigniewa Turkiewicza, o panu Czyżo, który często pisze na łamach "Gońca" w dziale "Trybuny". Już od dawna artykuły pana Czyżo mnie bardzo interesowały i kilka miesięcy temu w dziale "Listów" nadmieniłem, że pan Czyżo powinien startować jako nasz poseł, i mi jakoś nie odpisał. Ja nie jestem małolatek i dołączyłem do "seniorów" także, a artykuły pana Czyżo są bardzo interesujące. W pełni popieram artykuł pana  Z. Turkiewicza, ale proszę mnie źle nie zrozumieć, tu nie chodzi, aby na łamach "Gońca" robić jakieś awantury, tylko spokojnie porozmawiać razem z czytelnikami z pomocą pana Andrzeja (jeśli pozwoli).  
 Niestety - ten program "Naprawy Rzeczpospolitej" według pana Czyżo, to w dzisiejszych czasach jest utopią. Pozwolę sobie przepisać z artykułu p. Z. Turkiewicza, za co bardzo przepraszam.  
 1. Należy czytać dwa dzienniki: "Niedzielę" i "Nasz Dziennik" - to przypomina mi jakąś cenzurę. Ja czytam "Gońca", "Związkowca" i z Polski "Angorę". Chyba mi wolno? A jakie filmy mam oglądać i jakie książki wolno mi czytać (wojenne, miłosne itd.)? - ale to było moje pytanie.   
 2. Następnie wywalić Ruskich i Niemców z Polski, a może więcej obcych? Jakich? - których pan Czyżo nie pisze - to przesada. Panie Czyżo, w każdym kraju żyją mniejszości narodowe, i co by było, gdyby tutejsi wodzowie Indian i Eskimosów wyprosili nas wszystkich z Kanady, z USA, z Meksyku i z całej Południowej Ameryki? Jak byśmy się czuli? Z pewnością by nam tłumaczyli, że oni nie potrzebują miast, farm, samolotów, statków itd.  
 Dla miejscowych to wystarczyłyby tereny łowieckie, a my możemy sobie zabrać to wszystko "na plecy" i do domu za ocean. Jeszcze raz się pytam: jak Pan, panie Czyżo, by się czuł?  
 Wypraszać nie można nikogo z kraju, jak ktoś sobie tego nie życzy, chyba że sąd zadecyduje deportację.  
 Co do głosowania, to także nie można nikogo zmusić, a ostatnio pan Czyżo napisał, że powinniśmy powymieniać paszporty na nowe (kto ma nieważne) i głosować. Podobno jest nas 30 milionów za granicą i taka armia rzeczywiście może wygrać wybory (tylko brakuje nam wodza). To jest bardzo dobry pomysł, ale paszporty nie są za darmo. A może Pan, panie Czyżo, w czynie społecznym zapłaci kilku emerytom za paszporty?? Z pewnością nie - bo to kosztuje.  
 Kończąc ten list, chciałem zacytować z artykułu pana Z. Turkiewicza: "Niech wybierają, kogo chcą, niech myślą, jak im się podoba". W końcu żyjemy w wolnym świecie. My mieszkamy tu, w Kanadzie, i możemy popierać pana Czyżo na posła itd. Mam pytanie: dlaczego Pan, panie Czyżo, nie jedzie do Polski, może by tam Pana posłuchali i może by Pan założył partię i wygrał wybory?  
 We wrześniu będziemy mieli z pewnością piknik "Gońca" i znowu spotkamy się, a pan Andrzej powinien udostępnić mikrofon najbardziej potrzebującym czytelnikom, aby się wypowiadali na rozmaite tematy, które nas interesują. Na zakończenie listu to bardzo przepraszam, jak kogoś uraziłem, panom Czyżo i Turkiewiczowi życzę słonecznych dni i także naszym czytelnikom życzę wszystkiego najlepszego. Szanowni czytelnicy, piszcie dużo w tej sprawie.  
 Z poważaniem,  
Kaytek  
   
   

Archiwum nr 28
   
   
  
  


KONTAKT: 
tel. 905-629- 9738 
fax 905-629-9764 
 e-mail: redakcja@goniec.net



.. .
webmaster