Powrót do Jedwabnego to tytuł filmu powstającego w bólach i niebezpiecznym wytworzonym przez złych ludzi sztucznym chaosie. O czym ma opowiadać? Obrazy narzucają już same elementy owego tytułu. Powraca się tam gdzie coś się zaczęło. Powraca się do punktu zerowego. Najczęściej powraca się myślami, badaniami naukowymi, bo w tym konkretnym wypadku na pewno nie marzeniami. Konkretnym, bo określa to przeznaczenie nazwa polskiego miasteczka – Jedwabne. Chyba nie pomylę się stawiając tezę, że znajomość tego punktu na globie może dzisiaj już dzisiaj konkurować choćby z cudami świata starożytnego. Buszmen zatrzymany w środku dżungli będzie zapewne wiedział więcej o Shoah i Jedwabnem aniżeli o miejscu, gdzie podobno zaczęła się II wojna światowa, a więc Westerplatte.

Stwarzany chaos poznawczy umożliwia pichcenie nowej narracji historycznej, którą ponoć zawsze piszą zwycięzcy. Po latach – a chcę to podkreślić, że moje pokolenie jest ciągłym świadkiem manipulacji faktami nie tak dawnej przeszłości – rozdział między życiem a snem coraz szybciej się zaciera. Wszak podmienienie szlachetnych postaci Pedro Calderon de la Barca – Życie jest snem – w dzisiejszej rzeczywistości technologii komunikacyjnej nie sprawia wielkich problemów. Powrót do Jedwabnego ma być wyzwaniem przeciw generowanym fatum. Owym powrotem do punktu, w którym lipcowe wydarzenia 1941 r. propaganda syjonistyczna przypisała Polakom – sąsiadom.

Stanisław Michalkiewicz z niepokojem twierdzi, że los Polski i Polaków jest już przesądzony. Nieunikniony. Ale pan Stanisław dostrzega też dynamikę zdarzeń i ludzkich zachowań, które towarzyszą temu wehikułowi z amerykańskim koniem trojańskim – ustawą 447 (dla jeszcze niezorientowanych: chodzi tu o wyrwanie żyjącym jeszcze obywatelom RP ogromnych pieniędzy, ziemi, domów, lasów, łąk i ruczajów i wszystkiego co owa ziemia skrywa i po prostu zamienienie ich w białych Palestyńczyków). A turbulencje w trendzie – i to jest elementem optymistycznym w rozumowaniu redaktora Michalkiewicza – stanowią ewentualność optymistyczną.

Pasywności (pachnie zdradą?) i niechlujstwu intelektualnemu rządzących Polską można jedynie postawić się prywatną obywatelską inicjatywą. Wojciech Sumliński, major Tomasze Budzyński, dr Ewa Kurek i na Kontynencie Amerykańskim Violetta Kardynał stanowią trzon zespołu realizującego ów film. Dlatego można mówić o optymizmie, którego resztki dostrzega jeszcze pan Stanisław.

Okazuje się, że są jeszcze ludzie, którym się chce rozmawiać o honorze Rzeczypospolitej, dobru jej obywateli. Wojtek Sumliński znany wielu rodakom, którym sprawy Ojczyzny leżą na sercu, z serii książek ukazujących spodlenie polskiej klasy politycznej, jej wynarodowienie (przypomnijmy tylko niektóre z nich, mające w tytule słowo „niebezpieczne”: Niebezpieczne Związki Donalda Tuska  napisana razem z Tomaszem Budzyńskim, Niebezpieczne Związki Bronisława Komorowskiego, Niebezpieczne Związki Sławomira Petelickiego, Niebezpieczne związki Andrzeja Leppera) jest zdeterminowany niczym żołnierz spod Wizny. Kiedyś tam za sprawą skorumpowanych sił bezpieczeństwa za czasów Bronisława Komorowskiego przeżył swoją śmierć cywilną i fizyczną, i dlatego pełen determinacji dąży do pokazania prawdy o Jedwabnem.

W zespole pracującym nad filmem bierze udział Tomasz Budzyński. Kiedyś tam major ABW, który nie złamał etosu żołnierza RP, dzisiaj przyjaciel Wojtka i razem z nim współautor kilku książek.

Podobnie Ewa Kurek, doktor nauk historycznych, zajmująca się od lat relacjami polsko-żydowskimi. Jeszcze niedawno rozpoznawalna w światowych kręgach akademii jako wiarygodny, potem już półwiarygodny historyk. Tę półwiarygodność postulują mocodawcy innych żołnierzy frontu ideologicznego. Niemniej, to spod jej pióra wyszła praca o ratowaniu dzieci żydowskich przez polskie zakonnice w czasie niemieckiego holocaustu (Your Life Is Worth Mine: How Polish Nuns Saved Hundreds of Jewish Children in German Occupied Poland, 19391945, 1997 – z przedmową Jana Karskiego).

Wykłady w Stanach, wykłady w Izraelu, lecz po zapoczątkowaniu kampanii o prawdę o Jedwabnem (1916) również rząd w Warszawie uznał dr Kurek za nie tylko kontrowersyjną, ale i antysemicką postać w nauce światowej. (Autorka antysemickich publikacji jednak nie dostanie Nagrody im. Jan Karskiego. Konsulat w Nowym Jorku odwołał uroczystość. Newsweek.pl).

 

Szukając jej nazwiska warto popatrzeć na różne wersje googlowych podpowiedzi różnych haseł w różnych językach, na różnice w ich interpretacjach. Warto popatrzeć na te pokłady współczesnej wiedzy naukowej i ludzi, którzy obraz tego świata tworzą (a gdzie podział się Świat nieprzedstawiony?).

 

Nie ma wątpliwości, że jeszcze wielu rodaków potrafi myśleć samodzielnie i potrafi korzystać z nagromadzonej wiedzy nie tylko w internecie. Potrafi też wyciągać wnioski logicznie wiążąc fakty. Bo to przypadek Violetty Kardynał. Kiedyś była reporterem TVP i zabrano jej tę legitymację. W Kanadzie zbulwersowały ją praktyki szkolnictwa ontaryjskiego (to też Kanada), gdzie na porządku dziennym zmuszano dzieci do samodzielnej dedukcji, indukcji (w tym temacie każda droga musi prowadzić do tego samego wniosku) o Polish concentration camps, polskich nazistach.

Viola podjęła się pracy, której dotąd nikt się nie podjął – nakręciła w 2007 r. dokument Upside down obnażający mechanizmy tworzenia nowej niemiecko-żydowskiej narracji o Shoah.

Film sfinansowany jeszcze za „pierwszej dobrej zmiany” pobłogosławiony przez Lecha Kaczyńskiego miał być rozpowszechniany przez sieć polskich ambasad i konsulatów. To w tym przypadku kolejny raz – jako hamulcowa dochodzenia do prawdy historycznej – pojawiła się Ewa Juńczyk-Ziomecka (sekretarz stanu, w kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego odpowiadała m.in. za relacje polsko-żydowskie, ta sama, która witała powracającą na tereny RP B’nai B’rith – Lożę Polin).

Kiedy „pierwsza dobra zmiana” odeszła w zapomnienie dziennik „Rzeczpospolita” podsumował sprawę nagłówkiem „Nasze MSZ nie chce już filmu o ‘polskich obozach’” (Film dokumentalny Upside down”, za pomocą którego Polska miała walczyć z określeniami „polskie obozy śmierci”, idzie na półkę… 04.02.2008).

Warto przypomnieć, że najnowsza „dobra zmiana” także już nie chciała tego filmu. Wszystkie zaś kłopoty, choćby dr Kurek, rozpoczęły się po przypomnieniu, że zwycięzcy wyborów do sejmu RP i nowy prezydent RP nie realizują przedwyborczych obietnic o ponownym zajęciu się sprawą Jedwabnego (konkretnie ekshumacją w miejscu tragedii z roku 1941).

Dzisiaj już wiemy, że nawet rezydujący w Polsce Jonny Daniels – izraelski człowiek od spraw specjalnych – jako „osoba prywatna” nie widzi perspektywy dla niezależnych badań nad zbrodnią w Jedwabnem.

Podobnie wcześniej minister sprawiedliwości i prokurator generalny RP, nawet kolejni sprawujący urząd premiera RP, czy niezależny i samodzielny poseł i brat poległego w 2010 r. prezydenta RP. Niemożność i ogólny paraliż spływa się na szczeble niższe od tych decyzyjnych, politycznych, opiniotwórczych. Można by powiedzieć, że strach opanował w tym wypadku rządzącą Polską klasę polityczną. A nienawiść obywateli państwa Izrael do Polski i Polaków i tak pozostaje rzeczywistością dnia dzisiejszego.

Żadne zaklęcia, żadne korupcyjne gesty ministra kultury, żadne uniki w resorcie sprawiedliwości nie pomagają, bo ową nienawiść do wszystkiego co polskie w państwie izraelskim i diasporze publicznie wyartykułowano od sławetnego przemówienia Israela Singera w Buenos Aires w 1996 [(…) more than three million Jews died in Poland and the Polish people are not going to be the heirs of the Polish Jews. We are never going to allow this…. They’re gonna hear from us until Poland freezes over again. If Poland does not satisfy Jewish claims it will be publicly attacked and humiliated – Reuters, 19 April 1996].

Cytat jest ważny, bo w oryginale za agencją prasową. W skrócie chodzi o to, że Polacy nie będą spadkobiercami po polskich Żydach; jeśli nie zapłacą będą publicznie atakowani i znieważani aż epoka lodowcowa powróci do Polski.

(Symptomatyczne, bo podobne obietnice padły w czasie przygotowań do traktatu w Wersalu w 1918 r., choć tam chodziło o udział w składzie polskiej delegacji Romana Dmowskiego – za Hipolitem Korwinem-Milewskim i jego „Siedemdziesiąt lat wspomnień”).

Weźmy pod uwagę sytuację następującą: trzysta miliardów (pojawiła się już liczba 330 miliardów), które chcą ukraść obywatelom polskim fachowcy od operacji specjalnych z nowojorskiego Manhattanu w najprostszym bryku można porównać do kolejnej intrygi z filmu Juliusza Machulskiego.

Trzeba najpierw wyłożyć na przyszły interes, podkupić decydentów na służbie państwowej, pokazać światu jacy ohydni podludzie zamieszkują kraj nad Wisłą. Choć wielu z wewnętrznych oszczerców działa ideowo (nienawidzą miejsca, w którym urodzili się i żyją od lat, nienawidzą ludzi, z którymi przychodzi im codziennie obcować – vide Barbara Engelking mówiąca o dwóch jakościach śmierci człowieka) i tak ich działanie z przesłanek ideowych antycypuje kiedyś tam przynależność do grupy uprzywilejowanej albo też odroczoną płatność za zasługi.

Z innej strony patrząc, należy wziąć pod uwagę sytuację, że nawet dziesięć procent komisowego od kwoty żądanej stanowi niebagatelną kwotę. Trzydzieści miliardów dolarów do podziału może działać na wyobraźnię. Nieprawdaż? Więc może stąd owa pasywność i milczenie owiec na horyzoncie? Ambasador RP – już na emeryturze Krzysztof Baliński (ten od książki „Ministerstwo spraw obcych”) raczył zauważyć, że kategoria „polska racja” stanu pozostaje terminem jedynie publicystyki kręgów konserwatywnych.


Rzeczywistość peerelu, III RP i wszystko co aktualne zmuszają do wyciągnięcia wniosków, że właśnie urzędnicy służby zagranicznej Republiki Polskiej działają wbrew jej interesom i interesom jej obywateli. Właśnie sprawa Jedwabnego jak najbardziej wpisuje się w ten paczłork zaniechania obrony image Polski, sabotowania walki Polonii o dobre imię ojczyzny na arenie międzynarodowej.

Nowe twarze warszawskiego MSZ (rdzeń pozostaje ten sam od 1944) odrzucają film Violetty Kardynał „Upside Down”. W zamian dostarcza się do polskich placówek dyplomatycznych paszkwil z kluczem grossowej (Jan T.Gross) narracji o lipcu 1941 w Jedwabnem – chodzi o film Władysława Pasikowskiego „Pokłosie”.

Innym dziełem sztuki oczekiwanym na przetartym już szlaku spotwarzania mieszkańców Jedwabnego, przez to więc i wszystkich Polaków – i egzystującym na rynku idei jako produkt eksportowy jest oczywiście „Nasza klasa” Tadeusza Słobodzianka.

Przypomnijmy sobie pierwotną ustawę o IPN i gwałt dokonany przez obcych ambasadorów na postulacie mówienia prawdy o najnowszej historii. Wielu uczestników tamtych zdarzeń jeszcze żyje. To taka „wiwisekcja” na jeszcze żyjących pokoleniach czasów od 1939 r. Jedwabne na światowych salonach stanowi kanoniczny fundament narracji o „złych Polakach”. Warszawski MSZ nie reprezentował polskiej racji stanu poza krajem, a promocja paszkwilu Jana Grossa była „robotą” wewnątrz grupy rządzącej państwem polskim. (A co z finansowaniem z państwowego budżetu tzw. badań naukowych, które nimi nie są – vide tzw. konferencja PAN w Paryżu w lutym 2019 pn. „Nowa polska szkoła badań nad historią Zagłady Żydów”. Prof. Jacek Leociak: “Polacy chcą wykopywać z grobów kości Żydów i wrzucać tam kamienie” – https://dorzeczy.pl/kraj/95165/PrezesPANbroniantypolskichwypowiedzinakonferencjiwParyzuiubolewanadsprzeciwemPolakow.html;

film dokumentujący tę wypowiedź nagrała Lutka Ogorzelec, polska rzeźbiarka mieszkająca w Paryżu– https://www.facebook.com/artlutka/videos/10219044253604088/?ref=tahoe).

W XXI w. żaden prezydent RP nie dochował wierności rocie przysięgi prezydenckiej – żaden nie bronił honoru Rzeczypospolitej w Jedwabnem.

A przecież materiał obalający tezy Jana Grossa (nota bene, kawalera orderu orła białego) ukazał się niedługo po polskiej promocji światowego bestsellera. Prof. Jan Robert Nowak czy prof. Marek Chodakiewicz, teraz dr Ewa Kurek, ukazali głębię kłamstwa i manipulacji sponsorów tej hucpy. Naukowe prace, książki nadal stoją na półkach. Wystarczy wyciągnąć po nie rękę, naprawdę.

Żaden prokurator, nawet instytucja powołana do zajmowania się najnowszymi dziejami Rzeczypospolitej nie przekroczyli czerwonej linii zakazu, którą wirtualnie stworzyli politycy warszawscy.

Więc cóż jest warta nauka, kodeksy karne, etyka gdy polityczny nakaz milczenia wiąże wszystkim ręce. Widząc taki gwałt dokonany na procesie dochodzenia do prawdy, dziwi, że nikt nie podał się do dymisji w partyjnych podobno państwowotwórczych gremiach, że nikt nie odmówił posłuszeństwa w łańcuchu władz akademickich.

Urzędnicy, politycy, naukowcy, porzucili pryncypia dochodzenia do prawdy, zignorowali kwestie obrony dobrego imienia Polski. Od sławetnej decyzji o przerwaniu ekshumacji ofiar w Jedwabnem minęło już 18 lat.

Pojawili się nowi świadkowie, których upolityczniona prokuratura nie przesłuchała. Ile czasu zabrało dotarcie do „urodzonej w 1928 r. Antoniny K.”? Pojawił się świadek Stefan Boczkowski. Zignorowano znalezionego świadka w USA Hieronimę Wilczewską.

Na szczęście kanadyjscy Polonusi Wacław i Elżbieta Kujbidowie zanotowali wywiad z panią Hieronimą i panem Stefanem.

Dokument filmowy Jedwabne – Naoczni Świadkowie – Spisane Świadectwa – Pominięte Fakty jest wkładem tych polonijnych dziennikarzy telewizyjnych w dochodzeniu do prawdy.

Faktem jednak pozostaje, że warszawskie ministerstwo sprawiedliwości nie daje się przekonać do niczego  Nie reagują. W ministerstwie, sam minister nie bierze pod uwagę, że przepisy polskiego prawa administracyjnego, karnego są nagminnie łamane – obcy rządzą w ministerialnych biurach.

A przyjaciel premiera Mateusza Morawieckiego Jonny Daniels wprost stwierdza, że gdyby petycję podpisało 40 milionów Polaków, to Żydzi i tak nie dopuszczą do ekshumacji w Jedwabnem…

Weźmy pod uwagę sytuację, kiedy de facto ludzie opłacani przez polskiego podatnika nie służą dobrze polskim sprawom. Z obserwacji poczynań i biblijnego „po owocach ich poznacie” sprawa Jedwabnego pozostaje symbolem wielkiego skundlenia państwa polskiego. Od roku 2001 ta domena wiedzy jest przykryta zmową milczenia i ewentualnymi represjami jakie przysługują wrogom ludu. (Niczym odbicie w zwierciadle: sprawa KL Warschau i 200000 polskich ofiar skazanych przez „naukowców” z IPN na zapomnienie.)

By nie być gołosłownym właśnie dokument filmowy in spe – „Powrót do Jedwabnego” budzi obawy różnych służb, ludzi w cieniu, nawet warszawskich decydentów politycznych. Pomysłodawcy i realizatorzy filmu, nie otrzymali żadnej pomocy ze strony rządu RP, jego instytucji, organów, biur, przedstawicieli. Finansowanie filmu opiera się na datkach ludzi dobrej woli, którym zależy na wizerunku państwa polskiego. Aktualnie państwo polskie zajęło pozycję kunktatorską.

Może współpracuje z amerykańską, kanadyjską i izraelską bezpieką by twórców przestraszyć, zniechęcić do dalszej pracy.

Kiedy Ewa Kurek pojechała na wschodnie wybrzeże USA z prelekcjami na temat relacji polsko—żydowskich, niewidzialne ręce rynku idei zamknęły przed nią wiele miejsc. Nawet polskie kościoły w Nowym Jorku.

Jak to się robi?


Amerykanie wszak przy swym umiłowaniu do wolności wypowiedzi, potrafią zablokować i odebrać głos każdemu innemu bliźniemu.

Wojtek Sumliński opowiadał, że właśnie spotkania z Ewą Kurek miały być notowane kamerą, ale wcześniej zamówiona ekipa filmowa rodem ze Stanów kilka godzin przed godziną „O” odmówiła pracy. Ktoś wpłynął na ich decyzję. Przestraszył? Zagroził? („Amerykańscy Żydzi blokują film POWRÓT DO JEDWABNEGO”: https://www.youtube.com/watch?v=QZMlsQFgjuM)

Wojciech Sumliński odwołuje się do wszystkich, którym leży na sercu dobry wizerunek Polski na świecie. Jedwabne nie jest już tajemnicą. Jest zaniedbaniem klasy politycznej. Zdradą polskiej historii i sprzedaniem dobrego imienia pokolenia wojny.

Hańba oszczerstwa jedwabieńskiego dotyka nowych generacji Polaków. Sumliński potrafi wskazać siły i motywy ludzi dążących do ostatecznego zniewolenia Polski.

Film ma być fundowany przez obywateli, którym jednak zależy Podsumowuje: To historia niezwykła i niepokojąca, opatrzona klauzulą tajemnicy i najwyższej tajności, pokazująca kuluary wielkiej mistyfikacji, jaką stanowi prowadzona przez „Przedsiębiorstwo Holokaust” długofalowa i podstępna „gra” zmierzająca do pisania historii na nowo, a w konsekwencji  do ruiny naszego kraju.

Pragniemy odsłonić kulisy tej „gry”, jej przyczyny i skutki, a także mechanizmy kłamstw, dla których fundamentem stałą się zbrodnia w Jedwabnem, zaś „paliwem” ustawa Justice for Uncompensated Survivors Today (JUST Act), znana jako Ustawa 447.

Więc jednak Józef Mackiewicz miał rację: jedynie prawda jest ciekawa. Nic tak nie budzi obaw, jak właśnie prawda. A polski szept o istocie historycznej prawdy prowadzący do szachowego pata zwerbalizowanego w zdaniu: wy nie kłamiecie, a my nie mówimy prawdy, jak najszybciej powinien być zweryfikowany. O Jedwabnem tylko prawda.

Waldemar J. Dąbrowski

Redaktor naczelny olsztyńskiego „Rezonansu” w roku 1981. Od 1984 r. w Kanadzie. Wydawca i publicysta

PS.1. Yossi Cohen kierujący izraelskim wywiadem Mossad stwierdził, że agencja wywiadu izraelskiego w tamtejszym MSZ przyjmuje pozycję lidera i ma w tym niewątpliwe poparcie premiera Benjamina Netanyahu. Takim rozwojem sytuacji nie są zachwyceni członkowie korpusu dyplomatycznego. (https://www.ynetnews.com/articles/0,7340,L5543364,00.html)

PS. 2. Shem Olam Faith & the Holocaust Institute for Education Documentation and Research, jak na razie dwie zaprzyjaźnione z Rzecząpospolitą instytucje rozpoczęły kampanię w mediach społecznościowych skierowaną do jeszcze polskich mieszkańców RP. Proszą w języku polskim o zwrot w izraelskie ręce cokolwiek w polskich domach pozostało, a było kiedyś własnością żydowską. Mowa nawet o drobnych przedmiotach, które kiedyś miały innych właścicieli. Poszukujący ustanowili gorącą linię jeśli ktokolwiek znalazłby w swym domu cokolwiek. (Pomóżcie nam dokończyć ten obraz. Slogan kampanii: Łączymy „zagładę” z przyszłością –https://www.youtube.com/watch?time_continue=1&v=UjdnEX3vjzY).

PS. 3. Dr Andrzej Duda aktualny prezydent RP w ostatnim dniu wizyty w USA spotkał się z Kent Walker – „Google vice President” oraz Susan Wojcicki – od lutego 2014 „the CEO of YouTube”. Poprzednio dr Duda spotkał się z CEO You Tube w marcu 2017, ale w Warszawie. Ojcem pani Zuzanny jest Stanley Wojcicki emerytowany profesor fizyki na Uniwersytecie Stanford (ur. 1937 w Warszawie). Matka pani prezydent You Tube – Esther Denise “Woj” Hochman Wojcicki – jest dziennikarką. Mąż pani Susan – Dennis Troper  Director of Product Management, Wear OS  Google – choć jest jednym z wyższych decydentów Google znany jest towarzysko jako mąż swojej żony.

Zresztą nie bez powodu, pani Susan należała do pierwszych szesnastu (zaczynali w garażu państwa Troper), którzy rozbujali Google do dzisiejszych rozmiarów. Dwie siostry pani Susan (Anne i Janet) również mają swoje wersy w encyklopediach amerykańskich. Pani Esther wyjawia, że fundamentem sukcesu wychowawczego było „unspoken ethic of tikkun olam” (https://jwa.org/blog/estherwojcickijewishmotheroftechrevolution). Tikkun olam: w żydowskiej tradycyjnej pedagogice każda działalność która ulepsza świat, zbliża go do harmonii i równowagi jaką zaprojektował Stwórca.

PS.4. Coś takiego, jak „Krew i Honor – Polska” uznana została przez rząd kanadyjski za organizację terrorystyczną. Wykorzystałem wyszukiwarkę Googla by sprawdzić co to za zwierzę i ta zaoferowała mi 44 rodzaje viagry dla panów i pań. Jest i druga owca z polskiego przysiółka również wyróżniona przez kanadyjskie służby „Combat 18”. Jeśli chodzi o Kanadę, to te dwie „grupy” znajdują się między 60 uznanymi organizacjami terrorystycznymi, wśród nich alQaeda, Państwo Islamskie. Takie wyróżnienie w Kanadzie kwalifikuje członków (ilu ich w rzeczywistości można policzyć?) do natychmiastowego aresztowania. Rozpracowaniem i publikacją rewelacji na temat egzotyki „faszyzmu w Polsce” zajmuje się „Gazeta Wyborcza” i przybudówki. (http://www.thenews.pl/1/10/Artykul/427469,TwofarrightgroupsactiveinPolandlabeledasterroristinCanada). Jakiś czas temu TVN relacjonował urodziny kanclerza III Rzeszy („afera wafelkowa”) fetowane w lasach polskich. Dzięki interwencji pani ambasador USA w Polsce sprawy nie wyjaśniono do końca.

Wesprzyj zbiórkę na fundusz filmu Powrót do Jedwabnego!Link: https://zrzutka.pl/4phcf9

tekst za Debata nr 100