Pięć komitetów wyborczych, które zarejestrowały listy we wszystkich okręgach wyborczych w kraju, wylosowało numery swoich list. Numer jeden dostała Koalicja Polska, czyli Polskie Stronnictwo Ludowe z niedobitkami ruchu Kukiz 15. Numer drugi – Zjednoczona Prawica, czyli PiS ze swoimi satelitami, to znaczy – Solidarną Polską Zbigniewa Ziobry i ugrupowaniem dowodzonym przez pobożnego wicepremiera Jarosława Gowina, który zmienia nie tylko polityczne obozy bez konieczności zmianiania poglądów, ale i nazwy swego ugrupowania, za czym trudno nadążyć. Ostatnio ugrupowanie pobożnego wicepremiera Gowina nazywało się „Polska Razem”, czy jakoś tak – ale nie jest wykluczone, że teraz nazywa się już inaczej. Podobnie podczas hiperinflacji wartość pieniądze zmieniała się w ciągu jednego dnia i nikt nie mógł za tym nadążyć.

Numer trzeci wylosował SLD, który staje do wyborów w towarzystwie sodomitów i socjalistów „prawdziwych” od pana Zandberga.

Numerem czwartym została obdarzona Konfederacja Wolnośc i Niepodległość, a numerem piątym – Koalicja Obywatelska – bo tak właśnie nazwał się obóz zdrady i zaprzaństwa, czyli Platforma Obywatelska z satelitami.

Niby łatwo jest zliczyć do pięciu, ale okazuje się, że środowisko niezależnych mediów ma z tym pewne trudności, bo podczas programów informacyjnych prezentowane są numery list poszczególnych komitetów – z wyjątkiem Konfederacji – bo prezenterzy po numerze trzecim od razu przechodzą do piątego.

Uprzejmie zakładam,  że chociaż każdy z nich potrafi zliczyć do trzech, to już z wyższą matematyką ma trudności. W przeciwnym razie musiałbym uznać, że jakiś Tajemniczy Nieznajomy wydaje niezależnym mediom stosowne rozkazy, a przecież jakże „wydaje”, kiedy wcale nie wydaje, bo w naszej demokracji, wiadomo – pełny spontan i odlot, niczym na imprezach „Jurka Owsiaka”.

Ciekawe, jak redaktorzy liczą srebrniki, które otrzymują za swoje zaangażowanie po stronie demokracji i pluralizmu. Może ktoś im odlicza, a oni tylko kwitują. To się zdarza również w demokracjach bardziej zaawansowanych od naszej. Kiedy w Nowym Jorku kupowałem komputer, nikt nie chciał przyjąć ode mnie gotówki, aż przywołany menażer wyjaśnił, że to dlatego, że nie umieją liczyć pieniędzy. Okazało się jednak, że aż tak źle nie jest, bo jeden sprzedawca umiał no i to właśnie jemu zapłaciliśmy.

Wspomniałem o tych srebrnikach, bo akurat w audycji zatytułowanej „W tyle wizji” dziennikarze zgromadzeni w studio zaśmiewali się do rozpuku ze starannie wyszukanych i dobranych wypowiedzi Janusza Korwin-Mikke sprzed wielu lat. Może zresztą nie było ich wielu, może był tylko jeden, jak ten „dziennikarz angielski zgromadzony na sali”, który dopytywał się co znaczy słowo „zbuk” w piosence o jajcu holenderskim.

Tak czy owak na krytykę tej metody publicystycznej zareagował kol. Rafał Ziemkiewicz, wyjaśniając podobnie, jak czynił to dobry wojak Szwejk: „ja ludzie kochani, jestem niewinny”. „Przychodzę tam umówiony na konkretną robotę, wykonuję ją i odbieram za nią wynagrodzenie” – powiada. Ano i słuszna jego racja, bo w rządowej telewizji zawsze tak było; przychodził, dajmy na to, redaktor Stefanowicz, umawiał się na konkretną robotę, to znaczy – nie tyle może się „umawiał”, tylko odbierał stosowne polecenia od tamtejszego politruka, ubierał się w wojskowy mundur, wykonywał konkretną robotę, a potem pobierał należne srebrniki.



A z kolei taki redaktor Szykuła o smutnej twarzy nawet nie musiał zakładać munduru, bo i bez tego każdy się domyślał, jaki rodzaj sił zbrojnych reprezentuje. Okazuje się,  że transformacja ustrojowa swoją drogą, a tradycja swoją, z czego, jako konserwatysta, powinienem się właściwie cieszyć, ale jakoś nie mogę.

W dodatku kolega Ziemkiewicz wyjaśnił, dlaczego rządowa telewizja tak ostentacyjnie Konfederację lekceważy. „Jest ona postrzegana, jako partia bez szans na wejście do przyszłego Sejmu,  margines i folklor”. Szkoda, że nie wyjaśnia, przez kogo jest tak postrzegana, bo wskazanie tego Spostrzegawczego Obserwatora, który chyba też decyduje, komu wolno będzie wejść do „przyszłego Sejmu”, a komu nie, wzbogaciłoby niebywale naszą wiedzę o naszej młodej demokracji.

Ale być może to jest surowo zabronione, więc kolega Ziemkiewicz życzliwie daje do zrozumienia, że – jak w swoim czasie śpiewał pan Paweł Kukiz – „tutaj jest jak jest – po prostu – i ty dobrze o tym wiesz!”

Co nam jednak szkodzi nieco pochylić się nieco uważniej nad przyczynami nieukrywanej wrogości Naczelnika Państwa wobec Konfederacji – z czego mogło się wziąć przekonanie, że to „folklor” i tak dalej.

Myślę, że z programów rozdawniczych PiS wycisnął już co tylko mógł i optymistyczne sondaże wskazujące na 45-procentowy wynik, oznaczają także kres możliwości.  Rozjątrzeni emocjonalnie zwolennicy obozu zdrady i zaprzaństwa na PiS przecież nie zagłosują, podobnie jak wyborcy SLD, sodomitów i „prawdziwych” socjalistów, a aparat wyborczy PSL, na który – jak sądzę – stawia obecnie pan Paweł Kukiz – będzie bronił własnych synekur jak niepodległości, więc z tej strony żadnej korzyści PiS spodziewać się nie może.

Jeśli natomiast zneutralizowałby Konfederację, to być może część zwolenników tego ugrupowania swoje głosy oddałaby na PiS. Dlatego to nie obóz zdrady i zaprzaństwa, nie sodomici i nie PSL jest uważany przez PiS za największego wroga, tylko właśnie Konfederacja.

Otwarcie powiedzieć tego nie można, ale zawsze można zlecić wykonania „konkretnej roboty” komu tam trzeba, żeby potencjalnych zwolenników Konfederacji zawstydzić i skłonić do głosowania na sprawdzonych pretorian Naczelnika Państwa, którzy wprawdzie nauczyli się doić Rzeczpospolitą, ale okruszkami dzielą się z obywatelami, zaskarbiając sobie ich dozgonną wdzięczność.

Warto też zwrócić uwagę na całkowitą bezradność obozu zdrady i zaprzaństwa, który najwyraźniej nie ma żadnego pomysłu na państwo. W ciągu poprzednich ośmiu lat maczania pyska w melasie wyjałowił się umysłowo do tego stopnia,  że będąc w opozycji potrafił tylko obszczywać nogawki Naczelnikowi Państwa – do czego nie trzeba przecież wielkiej pomysłowości, no a teraz forsuje posągową panią Małgorzatę Kidawę-Błońską, która ma wszystkich przytulić do piersi. Może jeszcze 20 lat temu ktoś by się na to dał nabrać, ale teraz?

Nie na darmo generał Bolesław Wieniawa-Długoszowski pisał: „Ustrojona w purpury, kapiąca od złota, nie uwiedzie mnie jesień czarem zwiędłych kras”.

Bezradność Platformy Obywatelskiej i jej satelitów wynika również z tego, że na odcinku nieubłaganego postępu przelicytowali ją sodomici i „prawdziwi” socjaliści pana Zandberga, z czego kasztany wyciągnie oczywiście pan Czarzasty ze starymi wyjadaczami, co to z niejednego komina wygartywali.

Zatem w „przyszłym Sejmie” pojawić się może kolejna mutacja KPP, podczas gdy PiS wystąpi w roli PPS. Czyż taka powtórka z historii nie była  marzeniem pana generała Kiszczaka i prawdziwych architektów sławnej transformacji ustrojowej w osobach pana Daniela Frieda i pana Władimira Kriuczkowa, podówczas szefa I Zarządu Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego ZSRR, którzy uznali, że socjalizm pobożny i bezbożny będzie w  sam raz dla naszego mniej wartościowego narodu tubylczego?

Stanisław Michalkiewicz