Michał Listkiewicz ur.  1953 w Warszawie – polski sędzia piłkarski, działacz sportowy, w latach 1999–2008 prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej.   W 1977 ukończył filologię węgierską na Uniwersytecie Warszawskim. Uprawiał piłkę nożną w klubie Marymont Warszawa, koszykówkę w Polonii Warszawa oraz piłkę ręczną w Spójni Warszawa.      

Wywiad przeprowadzono 2 kwietnia

Andrzej Olender: Dzień dobry, Panie Michale, nie wiem, jak powinienem się do Pana zwracać, lubi Pan zwrot, „Panie Prezesie”?

Michał Listkiewicz: Prezesem to już nie jestem kilkanaście lat, już się odzwyczaiłem.

        – Prosiłem Pana o rozmowę, retrospekcję na temat Mistrzostw Świata w 2007 roku; wydarzenia, w którym Pan brał udział, ja byłem z drugiej strony jako kibic, ale trudno żebym się nie zapytał o wirusa, jak zdrowie?

– Niestety życie nasze jest teraz bardzo ograniczone, ale wszystko po to żeby, jak najszybciej  wrócić do normalności, tak że rygorystycznie przestrzegamy tego, do czego nawołują nasze władze, nasz rząd i służby sanitarne,  jak najmniej wychodzimy, oczywiście, czasami trzeba wyjść z psem, czy do najbliższego sklepu, ale tu w Gdyni, gdzie ja mieszkam, społeczeństwo jest bardzo zdyscyplinowane. Na ulicach pusto. I bardzo dobrze, to wszystko po to, żeby te ulice się zapełniły za kilka tygodni – oby – a może za miesiąc czy dwa.

        – Wracałem ostatnio pamięcią do tego wydarzenia z 2007 roku, pan był od początku z tą drużyną w Kanadzie?

– Tak, byłem cały czas ponieważ wtedy byłem prezesem związku; szefem delegacji był –  pamiętam – wiceprezes Eugeniusz Nowak, który zresztą do tej pory jest wiceprezesem PZPN no i w ramach naszych obowiązków byliśmy tam, ale chyba człowiekiem najważniejszym, który wtedy wzmacniał drużynę to był Leo Beenhakker, trener reprezentacji narodowej, który przyjechał specjalnie, żeby trochę wesprzeć dobrą radą naszego ukochanego, wspaniałego trenera Michała Globisza.

Pamiętam, że Leo zachował się cudownie, bo kiedy po pamiętnym wygranym meczu w Montrealu z Brazylią  wszyscy pobiegli do Leo Beenhakkera po wywiad, po rozmowy, a kibice po autografy, to on powiedział, że bohaterem jest trener Michał Globisz, a nie on i było to bardzo fajne i bardzo koleżeńskie.

        – Trener Globisz to jest wybitna postać w polskiej piłce nożnej, chyba niedoceniana. Michał Globisz  zajmował się młodzieżówką od 82. roku – czytałem.

– Michał Globisz, moim zdaniem, w historii polskiej piłki, tej najnowszej z ostatniego pół wieku to jeden z trzech wybitnych trenerów młodzieży; było trzech wybitnych trenerów młodzieży Michał Globisz, Andrzej Zamilski i Mieczysław Broniszewski –  to byli ludzie stworzeni do pracy z młodzieżą; do pracy z nastolatkami, którzy wychowywali późniejszych wielkich piłkarzy, a Michał Globisz to jest w ogóle postać pomnikowa i trochę ma Pan rację, że on został nieco zapomniany, a szkoda.

Zresztą miał bardzo trudne doświadczenia zdrowotne, przecież stracił wzrok, potem troszeczkę ten wzrok odzyskał, był na operacji w Chinach, ale widzi niewiele. Meczu piłkarskiego, na przykład, nie może oglądać z trybun, bo nie widzi, ale ciągle jest w dobrej formie, jest doradcą w Arce Gdynia, ogląda na komputerze czy w telewizji z bardzo bliskiej odległości i swoją wiedzę ciągle przekazuje.

Od 2001 roku prowadził drużynę, która zdobyła Mistrzostwa Europy Juniorów,  Michał to jest fenomen, on był,  jak pan zauważył wcześniej, gdy prezesem był Marian Dziurowicz, mój poprzednik – wtedy Michał zdobył, bodajże wicemistrzostwo Europy, potem oczywiście, ja go nie tylko zostawiłem, ale dałem mu więcej zadań, miał dwie reprezentacje i był koordynatorem wszystkich drużyn juniorskich i odniósł wielki sukces na Mistrzostwach Europy. Jeżeli dziś byśmy wymieniali jego wychowanków, to by nam czasu nie starczyło, żeby wszystkich piłkarzy, którzy później zrobili karierę w pierwszej reprezentacji, w wielkich klubach polskich i zagranicznych, żeby ich wymienić.

Michał Globisz, Andrzej Zamilski i Mieczysław Broniszewski wychowali tych piłkarzy, których do dzisiaj podziwiamy.

        –  Ja wymieniaę kilka nazwisk, bo to z tej drużyny był Kostrzak, Golański, Mila, Grzelak, Madej, Łobodziński, Matusiak to są wspaniali zawodnicy! Krychowiak przecież również ta jego piękna bramka w Kanadzie w meczu z Brazylią, Wojtek Szczęsny…

– No nie wszystkim się te kariery tak pięknie potoczyły, bo na przykład, Janczyk, który wtedy w Kanadzie był objawieniem, wspaniale grał, potem trochę z własnej winy jego losy się potoczyły niezbyt pięknie. Oby z tego wyszedł, próbuje walczyć, próbuje wrócić na boisko ściskam kciuki, żeby mu się jakoś w tym życiu ułożyło.

        – Czytałem książkę Janczyka, to po prostu trochę człowieka ściska za serce, że tak choroba może zniszczyć życie.

        Ja bym pominął, Panie Michale ten mecz z Brazylią, który każdy zna, gdzie była bramka Krychowiaka, inne wspaniałe rzeczy, ale chciałbym zatrzymać się na tym, co wydarzyło się w Toronto 12 lipca 16:45 na stadionie BMO, Polska gra z Argentyną. To jest wydarzenie, które pokazało, że piłka staje się w danym momencie czymś więcej niż tylko piłką, to była absolutna, totalna mobilizacja Polonii z Mississauga, Toronto i okolic; połowa stadionu biało-czerwona, to wydarzenie było bez precedensu w dziejach Toronto.

– Jeżeli chodzi o polski akcent, no tak, pamiętam, że polscy piłkarze, którzy w Toronto i Hamilton i w okolicznych miejscowościach grali jeszcze wtedy piłkę, jak chociażby Jagiełło czy Karpiński, dawni zawodnicy mówili mi, że od rana do wieczora ludzie do nich dzwonili po bilety, ludzie,  którzy wcześniej jednak piłką tak bardzo się nie interesowali, jednak ten przyjazd  naszej reprezentacji i bardzo dobra gra spowodowały, że ludzie poczuli się dumni z tego, że są Polakami.

Ale ja bym jeszcze wrócił do tego meczu z Brazylią, bo mam szwagra w Montrealu, który też za bardzo się sportem nie interesuje i mówił, słuchaj, co tutaj się dzieje, Kanadyjczycy są przerażeni, bo cała autostrada Toronto – Montreal jest zablokowana autokarami, busami, samochodami, z każdego polskie flagi powiewają, jakieś trąby wyją, czy to wojna jakaś? Mówię, nie, będzie mecz Polska – Brazylia i kilkanaście tysięcy Polaków jedzie z Toronto na ten mecz.

Później ta sama wspaniała atmosfera była tam, gdzie pan wspominał, na stadionie w Toronto. Ja siedziałem na tym meczu obok Franza Beckenbauera, który był wtedy wiceprezydentem FIFA i on do mnie mówi, że przypominają mu się mecze Niemiec z Polską na Mistrzostwach Świata, kiedy to pół stadionu  było biało-czerwone.

        – Wie pan, ja byłem w Montrealu na tym meczu; tak jak wielu ludzi zdecydowałem się pojechać do Montrealu na mecz i  przy okazji zobaczyć miasto i tak dalej, bo była okazja. Panie Michale, no przegraliśmy z tą Argentyną, ale znalazłem raport FIFA z tego meczu i przejrzałem składy, to proszę Pana, jak ja czytam skład Argentyny to w głowie się nie mieści; Romero – obecnie Manchester United, Fazio – A.S. Roma, Banega – Sevilla; no Di Mario, AGUERO to przecież jest czołowy zawodnik świata, on został najlepszym zawodnikiem turnieju, oni grali w tym meczu, to on po prostu był nie do utrzymania, strzelił chyba 2 bramki, był fantastyczny, tak że my graliśmy z zespołem klasy światowej.

– No tak, przegraliśmy, jak to się mówi w języku staropolskim, jak spaść to z wysokiego konia, rzeczywiście nie mieliśmy się czego wstydzić, już wtedy widać było, że Argentyna jest troszkę lepszym zespołem, ale nasi grali wspaniale postawili Argentynie bardzo trudne warunki, prowadziliśmy 1:0, Janczyk strzelił bramkę, ale później nas już jednak przygnietli w drugiej połowie, ale – to, co Pan mówi – dopiero później, po kilku latach zrozumieliśmy, z kim przegraliśmy. Ci zawodnicy argentyńscy potem stali się gwiazdami światowego formatu.

Tak że naprawdę chwała tej drużynie, która te dwa mecze z Brazylią i z Argentyną zagrała na kapitalnym poziomie.

        – Ja bym wrócił do chyba najważniejszego momentu, jeśli chodzi o Polonię w Mississauga, jak Pan pamięta, w Centrum Kultury Jana Pawła II odbyło się spotkanie drużyny, całej drużyny, łącznie z Panem, z działaczami, bo wszyscy byli i mimo, że to była godzina wczesno popołudniowa sala pękała w szwach.

– Pamiętam, jak wchodziliśmy do sali to trzeba było się przeciskać, bo jeszcze w tylnych rzędach ludzie stali; już nie było miejsc siedzących.

Było to naprawdę wspaniałe przeżycie, pamiętam rozmowę z Januszem Żmijewskim, legendą warszawskiej Legii i ulubieńcem kibiców warszawskich, który bardzo ładnie tam nas powitał i docenił to, że drużyna – wiadomo – zmęczona i trochę już spragniona powrotu do Polski, jednak jak się tylko dowiedziała, że kibice polscy w Toronto czekają, to ani jeden zawodnik nie kręcił nosem, nie marudził, że go noga boli, że jest przeziębiony, wszyscy jak jeden mąż z trenerem Globiszem, powiedzieli, trenerze wszyscy jedziemy, jak Polacy czekają ci, którzy polskiej piłki na żywo długo nie widzieli, to musimy tam być.

        – Ja do dzisiaj pamiętam, to było nieprawdopodobne wydarzenie i była szczera radość w oczach tych piłkarzy, no przecież Janczyk, jak dziewczyny go obskoczyły to on nie mógł przejść…

– To w ogóle było coś kapitalnego, to działało w obie strony, bo mówiłem, że dla Polonii było to chyba duże przeżycie, spotkać tych naszych chłopaków, a szczególnie później bo jeszcze ci, którzy byli na tym spotkaniu, jak zobaczyli, jakie ci zawodnicy kariery później zrobili w jakich grali w klubach, jak grali w pierwszej  reprezentacji Polski.

A mówię, dla mnie osobiście to było wielkie, wzruszające spotkanie z dawnymi piłkarzami, którzy osiedli w Kanadzie, właśnie z Januszem Żmijewskim na czele, których po latach dopiero poznałem osobiście i stwierdziłem, że są kapitalnymi ludźmi.

        – To była nieprawdopodobna rzecz, że starzy znajomi się spotkali, to coś pięknego, a ja bym chciał podkreślić Panie Michale, inną sprawę – młodzież. Rozumiem, że można żyć starymi meczami, ale mój syn, który miał wtedy 20 lat, no to jednak 74 rok, to dla niego historia, a tutaj mieli nowych bohaterów, nowe legendy.

        Myślę, że ten turniej zrobił tutaj dla miejscowej Polonii ogromną pracę w zaszczepieniu miłości,  do piłki w ogóle, ale i do Polski, bo te elementy się łączą, co dużo bardziej widać chyba za granicą. W Polsce, to wiadomo, przyjdzie duża impreza, no to stadiony pękają w szwach, ale za granicą troszkę jest inaczej i to wychowanie przez sport wydaje mi się jest niedoceniane.

– No tak, nie ma lepszego ambasadora kraju niż sportowiec, no może jeszcze wybitny artysta, śpiewak, muzyk, natomiast sportowcy wzbudzają ogromne emocje i to są zawsze emocje bardzo pozytywne; dochodzi do wzruszających spotkań. Oczywiście te najbardziej popularne dyscypliny, jak piłka nożna, jak lekkoatletyka, jak siatkówka w naszym przypadku polskim –  to są te dyscypliny, że Polacy w Kanadzie, i  wielu innych krajach mogą być dumni, bo mamy w nich sukcesy, jesteśmy dobrzy i po prostu przyjemnością jest nie tylko spotkanie się z tymi zawodnikami, ale też kibicowanie z biało-czerwoną flagą  i  świętowanie sukcesu.

Bardzo się cieszę, że mogliśmy troszkę – oczywiście chciałoby się więcej – ale troszkę radości mogliśmy wtedy dać Polonii kanadyjskiej tym kapitalnym zwycięstwem nad Brazylią czy tym naprawdę pięknym meczem z Argentyną.

        – Mnie się wydaje, że później to zaowocowało lojalnością tej młodzieży, która teraz już jest dorosła; byłem w Polsce na Euro 2012, a mój syn został tutaj i opowiadał, że w centrum miasta na dużych ekranach młodzież spotykała się i oglądała razem mecze i dostałem taki tekst będąc we Wrocławiu od mojego syna; „tata, my wszyscy jesteśmy dumni, że jesteśmy Polakami”, po meczu z Rosją, który zrobił nieprawdopodobne wrażenie i  miał duże emocjonalne znaczenie tutaj dla młodzieży.

– No tak, mecz z Rosją był rzeczywiście bardzo emocjonujący i pasjonujący, ale myślę, że ta młodzież polska w Kanadzie i w innych krajach mogła być też dumna patrząc, jak  Polska zorganizowała to Euro, jakie mamy cudowne stadiony, jaką mamy cudowną publiczność wypełniającą te stadiony, bo czasami widzimy jakąś imprezę sportową, gdzie ten obiekt jest już bardzo stary albo wypełniony tylko do połowy; nie ma atmosfery, natomiast Polska pokazała, że może organizować imprezy sportowe na najwyższym światowym poziomie, dlatego świetnie się stało, że ci młodzi, bardzo młodzi ludzie którzy oglądali te Mistrzostwa Świata w Kanadzie, później, kilka lat później mogli dostać to samo tylko w seniorskim wydaniu, czyli Euro w Polsce.

No i mam nadzieję, że wszyscy oglądali ostatnie eliminacje Mistrzostw Europy, gdzie nasza drużyna w bardzo ładnym stylu awansowała. Mistrzostwa niestety się nie odbędą, będziemy musieli poczekać rok dłużej, ale sam awans i samo zwycięstwa były dla Polaków na całym świecie chyba bardzo, bardzo dużą radością.

        – Zbliżamy się do 10. rocznicy katastrofy smoleńskiej, kiedy to prezydent Polski zginął, jak Pan wspomina moment, kiedy dostaliśmy prawa organizacji Euro 2012, to było w Irlandii tak, on przyjechał…

– To było w Walii.

        – Jak Pan to wspomina?

– Wie pan, to był jeden z najpiękniejszych momentów w mojej pracy działacza piłkarskiego, bo nie byliśmy faworytem, wiadomo było, że Włosi są faworytem i zwycięstwo, wygranie, wspólnie oczywiście z przyjaciółmi, z kolegami z Ukrainy tego Euro no to było epokowe wydarzenie dla nas i historyczne, i rola pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego jest naprawdę nie do przecenienia, ponieważ, mogę to dzisiaj, po latach powiedzieć, właśnie pan prezydent Lech Kaczyński sprawił, że w ogóle mogliśmy się o to Euro ubiegać.

Wtedy były bardzo duże napięcia pomiędzy Polskim Związkiem Piłki Nożnej, a władzami politycznymi, ministrem sportu i pan prezydent Kaczyński wkroczył w to wszystko, podjął osobiście prezydenta FIFA, wszystkie sprawy wziął na siebie, dzięki temu mogliśmy po prostu dalej o to Euro rywalizować.

Dla mnie pan prezydent Kaczyński pozostanie wspaniałym człowiekiem z wielu powodów, ale również z tego, jak się cudownie zachował po meczu Polska – Niemcy na Mistrzostwach Świata 2004 r., kiedy zagraliśmy naprawdę bardzo dobry mecz, przegraliśmy pechowo 1:0 w ostatniej chyba minucie i po meczu pan Prezydent z żoną panią Marią poprosili, żeby zaprowadzić ich do szatni polskiej drużyny, przeszliśmy przez całe boisko na wskroś, poszliśmy do szatni i pan Prezydent powiedział: „panowie jesteśmy dumni, przegraliście, ale graliście naprawdę wspaniale i my jesteśmy dumni, a przede wszystkim Polacy są dumni.

Tak że tutaj pokazał wielką klasę pan Lech Kaczyński ponieważ wielu polityków jest ze sportowcami tylko wtedy, jak idzie dobrze, jak można się trochę ogrzać, przytulić do sukcesu sportowego, a jak jest porażka to różnie bywa, natomiast w tym przypadku pan prezydent Lech Kaczyński wykazał przeogromną klasę.

Podobnie jak wcześniej, kiedy nadał bardzo wysokie odznaczenia państwowe krzyż z gwiazdą panu Kazimierzowi Górskiemu, który dla mnie jest, i na zawsze będzie, najważniejszym człowiekiem w moim życiu, po moich rodzicach.

I pan Lech Kaczyński, w przeciwieństwie do poprzednich prezydentów, nie zapomniał o panu Kazimierzu, który był już wtedy starszym człowiekiem, na emeryturze, i odrobił to, co powinno być zrobione dużo wcześniej, czyli nadał mu bardzo wysokie odznaczenie, przyjął go w Belwederze zaprosił – co było wielką niespodzianką – orkiestrę ze Lwowa, bo pan Kazimierz pochodził ze Lwowa, no było to cudownie zorganizowane.

Tak że ci, którzy z pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego sobie trochę dworowali, że taki troszeczkę oderwany od rzeczywistości, to zupełnie nie mieli  racji, ponieważ on naprawdę znał się na wielu dziedzinach życia, a o sporcie miał encyklopedyczną wiedzę, kiedyś próbowałem z panem prezydentem Kaczyńskim porozmawiać o sporcie i szybko zobaczyłem, że ma większą wiedzę ode mnie, jeśli chodzi o historię sportu znajomość dyscyplin sportu, zawodników.

        – Wróciłbym do tego turnieju 2012, on zmienił całkowicie naszą sytuację, jeżeli chodzi o sport w Polsce, bo wybudowano 4 duże obiekty, ale Pan lepiej wie to, ile wtedy stadionów w Polsce powstało.

– I to nam pomaga aplikować i organizować kolejne wielkie imprezy, bo gdyby nie stadiony, które powstały na Euro, to Polska nie organizowałaby Mistrzostw Świata, które były  w zeszłym roku, i Ligi Europy – już drugi raz.

Poza tym, te stadiony, szczególnie Stadion Narodowy w Warszawie, służą wielu innym imprezom; żużlowym, lekkoatletycznym, komercyjnym, koncertom.

Jeszcze kolejna sprawa to są ośrodki treningowe. Przecież my w Polsce w ogóle ich nie mieliśmy drużyny gdzieś tam zgrupowane były w bardzo peerelowskich warunkach, bym powiedział, a w tej chwili przyjeżdżają do Polski na zgrupowania latem czy zimą, szczególnie w lecie, drużyny z czołowych lig europejskich; reprezentacja Hiszpanii przebywała w Gniewinie, czy drużyna niemiecka, która przebywała w Gdańsku, drużyna portugalska w Opalenicy – to są ośrodki treningowe na najwyższym światowym poziomie.

        – Dla mnie ktokolwiek, kto nie był na Stadionie Narodowym, to musi tam pójść, bo to jest po prostu obiekt klasy światowej, on też zalicza się chyba do UEFA Elite Stadiums to jest chyba tylko grupa 8 – 9 stadionów na świecie; to trzeba zobaczyć.

– Tak, tak oczywiście, chociaż pozostałe stadiony, na przykład stadion w Gdańsku Amber Arena, przepiękny, ponieważ ma architekturę i jak jest oświetlony wieczorem od środka to naprawdę jest bajka. Oczywiście, naszą dumą jest Stadion Narodowy w Warszawie. Już po Euro doprowadzono wreszcie do stanu międzynarodowego Stadion Śląski w Chorzowie, który jest  legendą.

To jest stadion, który łączy się nierozerwalnie z historią polskiej piłki nożnej, tam były największe sukcesy drużyny Kazimierza Górskiego, Antoniego Piechniczka, później Leo Beenhakkera, wcześniej sławetny mecz ze Związkiem Radzieckim, kiedy Gerard Cieślik był bohaterem narodowym w latach pięćdziesiątych, tak że ten stadion, no niestety, przez wiele lat był już zaniedbany, wymagał ogromnego remontu i tak się stało. W tej chwili znowu piłkarze, a przede wszystkim lekkoatleci mogą na nim rywalizować na najwyższym poziomie.

        – Przygotowując się do rozmowy z Panem odniosłem wrażenie, że Pan jest człowiekiem renesansu sportowego, bo nie każdy wie o Pana zainteresowaniach koszykówką.

– No tak, miałem epizod z koszykówką, grałem, byłem sędzią, byłem działaczem w klubie Polonia Warszawa i kierownikiem drużyny. Koszykówka to jest taka moja druga ukochana dyscyplina. Ona niestety miała kryzys w Polsce, ale jakoś się dźwignęliśmy w ubiegłym roku  – 7. miejsce na Mistrzostwach Świata, tak że odradza się ta koszykówka, która zresztą, z tego co wiem, w Kanadzie też w tej chwili stoi na bardzo wysokim poziomie.

Bardzo żałuję, że hokej na lodzie w Polsce jest ciągle słaby, bo jak się ogląda reprezentacje Kanady, ligę NHL,  no to rzeczywiście to jest niesamowity sport. Jak byłem w Czechach, gdzie pracowałem przez 2 lata, chodziłem sobie na czeskie mecze – to jest  rzeczywiście  wspaniała dyscyplina, ale musi być grana na bardzo wysokim poziomie. Ale dzięki Bogu mamy w Polsce kapitalną siatkówkę, mamy dobrą piłkę nożną, dobrą koszykówkę, lekkoatletyka wspaniale się dźwiga, żużel jest naszym narodowym sportem, tak że mamy te swoje perełki, które kochamy.

        – Nie żałuje Pan, że Olimpiady nie będzie w tym roku?

– No wie pan, żałuję, ale rozumiem tę decyzję, trudno było innej oczekiwać, za to przyszły rok będzie niesamowity, jeśli chodzi o emocje sportowe, bo będziemy mieli najpierw Euro w piłce nożnej, potem za chwilę Igrzyska Olimpijskie, potem będziemy mieli już eliminacje Mistrzostw Świata w kolejnym roku przyspieszone, czy odłożone Mistrzostwa Świata w lekkiej atletyce, w pływaniu. To, że w tej chwili mamy post, nie tylko ten prawdziwy, związany z Wielkanocą, ale też post sportowy, bo nie ma imprez, to sobie zrekompensujemy potem jeszcze się najemy tym sportem, bo będzie w roku 2021. i 2022 ogromna liczba wielkich wydarzeń sportowych i obyśmy tylko zdrowi byli!

        – Panie Michale, bo to jest chyba możliwe, że Euro organizowane w przyszłym roku obejmie Polskę, bo przecież nie wiadomo, jak to się odbędzie.

–  Nie sądzę, że Euro utrzyma się w tej formule, która od początku była, moim zdaniem, bardzo dyskusyjna  – w 12 krajach, na 12 stadionach. To był taki pomysł Michela Platiniego trochę taki romantyczny, ale mało realistyczny, i za rok podejrzewam, że Euro będzie albo w jednym,  albo może w dwóch, góra trzech krajach, a nie w dwunastu, bo jednak ciągle, po ustąpieniu tego okropnego wirusa, tej pandemii, świadomość ludzi będzie jednak bardziej ostrożna, ludzie nie będą chcieli za dużo podróżować, za dużo ryzykować, jeździć ze stadionu na stadion co 2 dni. Myślę, że UEFA zmieni  formułę i jeżeli będzie szukała kraju – tak jak pan mówi – z pięknymi stadionami i z doświadczeniem, i z kapitalnym społeczeństwem, które kocha sport, no to Polska jest wymarzonym wyborem. Ale zobaczymy, jakie będą decyzje.

        – Jakie są Pana plany, gdy już się pandemia skończy, jedzie Pan do Armenii pomagać?

– Tak, ja tam jestem szefem sędziów, właśnie dzisiaj byłem w kontakcie z moimi podopiecznymi, oczywiście tylko drogą internetową i telefoniczną, a oni tam nie mają aż tak surowych obostrzeń, czyli mogą trenować i oczywiście, jak tylko będzie to możliwe, to wracam do Armenii, bo tam jest moja praca, ale tu w Polsce zawsze będą moje myśli. Jak ciałem jestem zagranicą, to myślami zawsze w Polsce, bo to jest mój ukochany kraj, ukochani ludzie, miejsca, moim zdaniem, najpiękniejsze; najpiękniejszy kraj na świecie.

No, ale czasami trzeba być gdzie indziej i ja zawsze się bardzo cieszę, jak Polacy z wielu krajów przyjeżdżają na Igrzyska Polonijne, zawsze jest tam ta duża grupa z Kanady i na Igrzyskach Polonijnych można sobie nie tylko uprawiać sport na takim poziomie amatorskim czy pół-amatorskim, ale właśnie te spotkania pomeczowe, te długie nocne Polaków rozmowy są fantastyczne.

        – Panie Michale, bardzo dziękuję za tę rozmowę,  chciałbym zakończyć taką puentą wracając do tego meczu Argentyna – Polska, mamy tam Agüero i tak dalej, u nas Janczyk i inni, znalazłem takie nazwisko, bo ja jestem kibicem Toronto FC, ten stadion, na którym był ten mecz to gra tam Toronto FC, jest przebudowany,  dobudowany jest dach, włożono w to 150 mln dol. inwestycji; w tamtym meczu grał chłopak, który się nazywał Pablo Piatti; to jest Argentyńczyk, który w tym roku podpisał kontrakt z Toronto FC, on był wtedy najmłodszym zawodnikiem drużyny Argentyny, tak że w piłce, w sporcie nigdy nic nie wiadomo. Mieliśmy też taki piękny moment, że Damian Perquis grał dla Toronto FC i przychodzili chłopcy młodzi z biało-czerwonymi flagami, a on nie stronił od Polonii, chodził do szkół polskich, spotykał się z młodzieżą.

– W takim razie od dzisiaj ja też będę miał swój klub w Kanadzie, któremu będę kibicował Toronto FC.

        – Dziękuję Panu bardzo, do zobaczenia, dużo zdrowia.

– Dziękuję, do widzenia.

Rozmawiał Andrzej Olender