Drugi tydzień normalizacji przynosi niestety dość kapryśna pogode, ale czegóż to człowiek nie zniesie dla zażycia promieni słonecznych, czyli witaminy D, która ponoć jest biczem Bożym na Coronavirusa.

Wiatr wiosenny orzeźwia nasz oddech, straszliwie narażony przez okrutnego Coronavirusa, ale prawdziwe sensacje oddechowo krążeniowe mogą jednak wywołać coraz to bardziej precyzyjne komunikaty naszych ośrodków “usługowych” odnośnie naszej dyscypliny osobistej w obcowaniu z ośrodkami handlowymi.
Korzystajmy póki się da, w miarę bezkonfliktowo, bo może się niedługo okazać, że aby dokonać zakupów w dzielnicowym sklepie trzeba będzie złożyć sprawozdanie o naszych zachowaniach w zakresie przestrzegania dystansu społecznego. Ciekawe tylko kto będzie to analizował?

Wygląda na to, że to nasze osiedlowe sklepy robią na łaskę, że nam coś sprzedadzą.

Jakby nie było, bez maski niedługo nigdzie się nie wejdzie.
Może jednak nie jest tak źle, skoro nasi umiłowani przywódcy stwierdzili zgodnie, że święto dnia Matki powinno się jednak odbyć w odpowiedniej aurze przyrodniczej, czyli mówiąc w skrócie wśród świeżo zakupionych kwiatów dostarczonych łaskawie przez lokalny pawilon ogólno spożywczo-przemysłowo-alkoholowy i ogrodniczy.

Doprawdy trudno się dziwić, że taki spacer to może być jednak bardzo wyczerpujący i fizycznie i psychicznie.

I gdy tak kładziemy się spać, to jak widmo na podobieństwo Pana Pogorzelskiego z filmu ” Ja gorę” (reżyseria Janusz Majewski 1968 rok) zaczyna dręczyć myśl , czy aby szanowny Pastor Henry Hildebrandt z Church of God w Aylmer, Ontario nie ma racji mówiąc “jako Kościół my zawiedliśmy ludzi,… dlatego nazywają nas ” not essential”.. ???

Jakby ktoś słyszał od kiedy zaczną wpuszczać do Kolbego chociażby i po 5 osób proszę dać
znać.

https://globalnews.ca/video/rd/4b7c721a-8d5f-11ea-ab6e-0242ac110006/