Wyjazd do Rybnika to nie tylko rozeznanie aktualnych potrzeb „Teściówki”, która, jak na swój wiek, nieźle radzi sobie. To także odebranie roweru, który przez rok z okładem przechowywany był w tamtejszym sklepie. Ponoć obsługa dzwoniła kilka tygodni wcześniej na nie istniejący już numer telefonu i zaczęła obawiać się, że właściciel znikł.
Rower jest po przeglądzie i gotowy do jazdy, ale pogoda nie jest sprzyjająca. Dzwonimy do jednej z firm taksówkowych z której usług czasami korzystamy. Oni rowerów nie przewożą.
Idę więc na postój przed dworcem kolejowym i mam szczęście. Pogoda gnuśna, ruch mały, pierwszy pojazd z brzegu to kombi – idealne do takiej misji. Właściciel zgadza się z wahaniem. Jeszcze po drodze upewnia się czy to nie „elektryk”? Zapewniam, że nie, że rower jest lekki i prosto z salonu; udaje się. Powrót do Katowic nie stanowi problemu, bo pociągi podmiejskie mają przedziały przystosowane do przewozu tych jednośladów.
Mamy dwa dni czasu dla siebie, bo już w piątek pojedziemy do Krakowa na rycerskie rekolekcje adwentowe.
***
Cieszę się, że jestem tutaj….

Cieszę się, że mogę do was kierować słowa, które bardziej płyną z mojego serca i z mojego przeżywania wiary niż z wiedzy….
Wiedza jest ważna, ale wiedza bez wiary i bez spojrzenia inspirowanego wiarą jest niewystarczająca….
Wiara, modlitwa i próba pokazania jak przeżywać swoją wiarę w codzienności życia;
To będą trzy tematy, którymi się dzisiaj chcę podzielić z wami.
W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego!
Święta Maryjo, Matko Kościoła, módl się za nami!
Święty Janie Pawle Wielki, módl się za nami!
Najważniejszym pytaniem, jakie powinniśmy sobie stawiać jest pytanie; Czy mnie zależy na sobie?
Czy mnie zależy na sobie? …
To pytanie nie wypływa z egoizmu, to pytanie wypływa z miłości. Z miłości do siebie, …
I tutaj od razu, chciałbym dotknąć rzeczy, która jest niezwykle ważna, dla nas, dla naszego życia, dla naszego przeżywania wiary, chcę dotknąć sprawy miłości siebie, …
Które przykazanie jest najważniejsze? Przykazanie miłości, …
Ile jest przykazań miłości? Dwa, ale tak naprawdę trzy, …
„Będziesz miłował Pana, swego Boga, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem. Będziesz go miłował ze wszystkich sił” …I drugie; Będziesz miłował swojego bliźniego, ale nie byle jak…. „Będziesz miłował swojego bliźniego, jak siebie samego”.
W tym drugim przykazaniu miłości, zawiera się to trzecie, a właściwie, w pewnym sensie pierwsze – przykazanie miłości siebie. Jeżeli nie potrafię kochać siebie… jak będę kochał Boga?…
Jeżeli nie potrafię kochać siebie…jak będę kochał drugiego człowieka?…
Tak, pytanie o to, czy mnie na sobie zależy, jest pytaniem, które wypływa z miłości.
I to pytanie powinniśmy sobie stawiać każdego dnia. Czy mnie zależy na sobie?
Bo z odpowiedzi na to pytanie wynika bardzo wiele. A przede wszystkim to, jak będę podchodził do swojego życia?…
Jeżeli podstawą tego pytania będzie mój egoizm, to perspektywa mojego życia skończy się na mojej śmierci, na chwili, której nie znam, ale nie pójdzie dalej…
Ale jeżeli podstawą pytania o miłość siebie, o to czy mnie na sobie zależy, będzie świadomość tego, że powinienem kochać siebie, … ta perspektywa mi się poszerza.
Poszerza aż do nieskończoności…, aż do wieczności. I tu dotykamy zagadnienia wiary. Czym jest wiara?… Wiara jest darem!… Wiara jest łaską!…Łaską, którą daje nam Bóg!…
Z darem jest tak! Żeby coś stało się darem, muszą być dwie osoby, …ten który daje i ten, który przyjmuje!
Bóg dał nam łaskę wiary, bo nas kocha! Bo mu na nas zależy… Czasami zależy Bogu na nas bardziej niż nam na sobie!…
Wiara jest więc odpowiedzią na ten dar, który dostajemy od Boga!…
Wiara nie zaczyna się od nas; to nie jest moja decyzja, to nie jest mój wysiłek, to nie jest moja zdolność, moja praca…
Tak, jest…, ale przede wszystkim, u podstaw, u źródła, wiara jest odpowiedzią, …odpowiedzią na pierwsze słowo, słowo Boga, które kieruje do człowieka.
Bóg mówi do Abrahama – „Wyjdź i idź”!
Bóg mówi do Mojżesza – „Idź do mojego ludu”!
Bóg mówi do Maryji – „Przyjmij mnie, nie bój się”!
Bóg mówi do Zacheusza – „Zejdź ze swojego drzewa i przyjmij mnie do siebie”!
To Bóg jest pierwszy! On jest zawsze pierwszy!
Nasza wiara jest odpowiedzią na inicjatywę Boga. My jesteśmy jak owce, czasami zagubione, owce, które odeszły, zbłądziły, które nie potrafią wrócić.
Bóg jest tym, który nam wychodzi naprzeciw, który nas szuka!…
Takie to słowa skierował do nas tegoroczny rekolekcjonista, o. Andrzej Drogoś SDS. Duszpasterz i kierownik duchowy. Od 2003 roku pracuje w Nitrze na Słowacji.
Te rekolekcje zaowocują jeszcze jednym wyjątkowym wydarzeniem. W niedzielę rano przenosimy się na chwilę do Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Krakowskiej. Tam formuje się orszak. Tysiąc braci w mantulach, ze sztandarami, odmawiając różaniec, wchodzi przez Podzamcze na wawelskie wzgórze. Tam, w kaplicy Zygmuntowskiej odprawiona zostanie, pierwszy taka, msza rycerska.
***
Potem jeszcze spacer Plantami, w kierunku centrum.
Decydujemy, że jesteśmy głodni… Po drodze Hawełka. Nigdy nas tam nie było, więc wstępujemy.
Nazwa restauracji pochodzi od nazwiska kupca, który otworzył tu sklep kolonialny w 1876 roku. Oprócz tego, na zapleczu funkcjonował, popularny w tamtym czasie, „lokal śniadankowy”. Był to bar dla gości chcących zjeść i wypić coś szybko na stojąco. Lokal Antoniego Hawełki słynął ponoć z najlepszych kanapek. Bułka z masłem, homarem i ogórkiem – jak podaje Wikipedia – może rozbudzić wyobraźnię.
Bywali tu profesorowie UJ, bywał też Sienkiewicz czy Wyspiański.
Po śmierci Hawełki, firmę odziedziczył subiekt Franciszek Macharski, który w 1913 roku przeniósł sklep do pałacu Spiskiego oraz otworzył istniejącą do dziś restaurację.
Hawełka to nie tylko jedzenie, to także osobliwe wnętrze. Sień przy wejściu zdobią piękne witraże, a sala na piętrze, zwana „Tetmajerowską”, ozdobiona jest malowidłami tegoż artysty.
Po obiedzie marsz na dworzec kolejowy. Mylą się nam kierunki i wychodzimy z restauracji prosto w kierunku Plantów. Skutkiem tego droga na stację wydłuża się chyba dwukrotnie. Dopadamy do pociągu do Katowic jakieś trzy minuty przed odjazdem. Nie ma w nim ani jednego miejsca do siedzenia – to niedziela wieczorem. Mamy jednak szczęście. Dochodzimy do przedziału służbowego i konduktor jest niesłychanie uprzejmy, bo pozwala nam zająć miejsca służbowe.
***
W poniedziałek po południu Pani Basia mówi – „Zadzwońmy do Mamy”. No i dzwonimy, ale nikt nie odbiera. Za jakieś pół godziny to samo. Dzwonimy do Pani Eli, koleżanki, która jest z Mamą w kontakcie, ale jej też nie udaje się dodzwonić. Ma jednak znajomą w bloku naprzeciwko. Ta widzi okno mieszkania Mamy i potwierdza, że jest w nim jasno. Pani Basia dzwoni do brata, który mieszka po drugiej strony miasta. Ten jest na siłowni, ale obieca zajechać do Matki w drodze powrotnej. W końcu telefon od brata; „Teściówka” jest w porządku, ale u sąsiadki, bo wyszła z mieszkania bez klucza i telefonu i zatrzasnęła drzwi. Numery telefonów są w komórce, która została w środku i ich nie pamięta, więc nie była w stanie nikogo powiadomić. Czeka na ślusarza.
Po trzech godzinach wszystko wróci do normy. Drzwi otwarte, co kosztowało trzysta złotych, ale trzeba coś zrobić z zamkiem, bo drzwi nie mają klamki z zewnątrz i historia z zatrzaśnięciem może się powtórzyć.
Tydzień później zabieram się do tego zamka. Postanawiamy dodać klamkę od zewnętrznej strony, aby uniknąć powtórki sytuacji sprzed kilku dni. Wkład zamkowy Gerdy z wewnętrznie uruchamianą zasuwką rozwiązuje problem.
Przy okazji okazuje się, że w Rybniku jest chyba tylko jeden sklep przemysłowy, a i ten się wkrótce zamyka. Konkurencja dużych marketów jest bezlitosna. Widać to wzdłuż ulic miejskich. Jest sporo witryn, które świecą pustkami. Jedynie piekarnie i ciastkarnie wydają się dawać odpór konkurencji sieciówek. W okolicy, gdzie mieszka „Teściówka” znikły jednak średnie i małe sklepy spożywcze. Pozostała „Biedronka”.
***
Pogoda jest łaskawa. Zanim spadnie około świąteczny śnieg i zrobi się stosownie zimno, przedświąteczna aura pozwala mi na krótkie wypady rowerowe. Pierwszy, na drewnianych nogach, przyzwyczajając się ponownie do Bianchi i do elektronicznych przerzutek. Kręcę się więc jedynie po okolicznych, bogucickich uliczkach. Następnym razem jadę w kierunku Parku Chorzowskiego trasą, którą znam sprzed ponad roku. Trzeba jednak uważać, bo park jest trochę rozkopany, widać jesień to czas remontów i przygotowań do następnego sezonu. Nie spotykam zbyt wielu rowerzystów. Najczęściej widać dostawców Ubera i podobnych firm jedzeniowych. Rozwożą swój towar w wielkich pudłach na plecach. Większość ich rowerów to „elektryki”.
***
Jeszcze się nie rozgościłem w Katowicach, a już lecę ponownie do Paryża. W niedzielne popołudnie trzeba znowu dojechać do Krakowa na samolot. Wybrałem tym razem LOT. Pozwoli mi to lecieć na Orly, które jest bliżej Velizy i na dodatek będę w stanie wrócić w piątek po pracy.
LOT przyjemnie zadziwia; podają nie tylko drożdżówki, ale i wino i jeszcze po pierniczku z Torunia. Nie wiem czy to tak zawsze, czy to efekt przedświąteczny? Rozstaw siedzeń jest też przyzwoitszy niż w tanich liniach, można wygodnie usiąść i jest jeszcze wolna przestrzeń przed kolanami. Samolot nie jest pełny.
Pan Z. jest także w hotelu. Jeszcze w niedzielę wieczorem, serwuje mi w pokoju domowy bigos z białą kiełbaską. No i stosowne trunki. Tym razem to przepalanka na bimberku, a na deser wiśniówka własnej roboty. Podobne będzie w poniedziałek; jest żurek i pajda kujawskiego chleba.
Powrót w piątek zaczyna się nieciekawie. Koncepcja dojazdu Boltem na Orly w godzinach szczytu, za jakieś 15 €, jak głosi strona, to fikcja. Kierowcy po kolei odrzucają moją trasę. Mają chyba sporo innych klientów, którzy nie zmuszają ich do 40-to minutowej jazdy w korku za takie pieniądze. Po dwudziestu minutach stania pod hotelem w mżawce wybieram droższą opcję, ale 20 € nie robi różnicy. W końcu decyduję się na opcję taksówki. To zadziała, ale zapłacę 63 €, o jakąś dychę więcej aniżeli reklamuje strona Bolta.
Potem już jest dużo lepiej. Lot LOT-em tak samo przyjemny. Ląduję koło jedenastej wieczorem. Ponownie Bolt, bo innej opcji transportu o tej porze nie mam.
Ponownie kierowca z jednej po-sowieckich republik. 300 zł za przejazd łącznie z opłatami za autostradę. Sugeruje abym odwołał kurs na stronie, pojedzie prywatnie. Firma zabiera im spory procent utargu. Nie dyskutuję. Kasuję kurs i jedziemy.
Leszek Dacko































































