Gdyby margrabia Wielopolski żył dzisiaj z pewnością byłby ruską onucą. Jest postacią praktycznie zapoznaną. Uczymy się dzisiaj na lekcjach historii o bohaterach Powstania Styczniowego; o Traugutcie, Langiewiczu czy Mierosławskim, o tych których pognano na Syberię. Postać Aleksandra Wielopolskiego, który od 1862 roku pełnił funkcję naczelnika rządu cywilnego Królestwa Polskiego – szefa administracji pod zwierzchnictwem namiestnika – Wielkiego Księcia Konstantego Mikołajewicza, przedstawiana jest negatywnie, jako rosyjskiego kolaboranta.
Dzieje się tak dlatego że nasza narodowa wyobraźnia jest zatruta mitami beznadziejnej walki i „pięknego” umierania „za waszą i naszą”, zatruta polityką gestów bez kalkulacji i logistyki.
Nie nauczyliśmy się myśleć w kategoriach odpowiedzialności za państwo i naród, rachowania ryzyka zysków i strat. Uwielbiamy pięknych szaleńców, którzy wbrew wszystkiemu „idą w bój”.
Po części jest to spowodowane brakiem wykształcenia, rozgarnięcia i zaściankowością. Moja prywatna teoria mówi, że Polska upadła, dlatego że nie była wierna swojej Królowej – Ślubom Kazimierzowskim – oraz dlatego że szlachta przestała kształcić swe dzieci.
Aleksander Wielopolski był wychowany według najlepszych wzorów i wszechstronnie wykształcony. Urodził się w 1803 r. w Sędziejowicach koło Pińczowa. Jego rodzina, mimo problemów majątkowych, zadbała o syna. Wielopolski odebrał staranne wykształcenie łączyło ono tradycję polską, austriacką, francuską i niemiecką
Posłano go do Theresianum w Wiedniu – elitarnej szkoły cenionej za dyscyplinę, języki i przygotowanie do służby państwowe, następnie było Liceum Warszawskie w Królestwie Kongresowym, kontynuacja edukacji w polskim środowisku, a potem studia wyższe na Uniwersytecie Warszawskim – prawo i filozofia; w Paryżu studia prawnicze i filozoficzne, w Getyndze jako 21-latek uzyskał doktorat z filozofii. Był człowiekiem obytym, o bardzo szerokich horyzontach oprócz polskiego znającym biegle rosyjski, francuski i niemiecki.
Był szambelanem na dworze cara Mikołaja I, co nie wiązało się z codziennymi obowiązkami ale dawało dostęp do dworu i ułatwiało kontakty w Petersburgu.
Na początku 1831 r. wraz z Aleksandrem Colonna-Walewskim, synem Napoleona został wysłany przez powstańczy Rząd Narodowy jako emisariusz do Wielkiej Brytanii w celu uzyskania pomocy militarnej, finansowej lub mediacji Wielkiej Brytanii w konflikcie z Rosją. Misja zakończyła się całkowitym fiaskiem – Brytyjczycy ograniczyli się do wyrażenia sympatii. Wielopolski opublikował wtedy pamflet Mémoire présenté à Lord Palmerston , w którym relacjonował fiasko i podkreślał brak realnego wsparcia Zachodu. Po powrocie został mianowany radcą stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych rządu powstańczego. Był też posłem na sejm powstańczy, a po klęsce powstania listopadowego wyjechał do Krakowa.
To nauczyło go, że bez realnej siły nie da się niczego osiągnąć i utwierdziło w przekonaniu, że romantyczne zrywy są skazane na porażkę.
Był w naturalny sposób – z uwagi na urodzenie i wykształcenie – przekonany o swej odpowiedzialności za naród, w którym przyszło mu żyć. I ten naród postrzegał szerzej niż tylko arystokratycznych pobratymców i szlachecką brać; był jednym z najbardziej światłych umysłów w Polsce.
Zabór rosyjski był najbardziej „polski”. Rosja wzięła największą część polskiego terytorium, ale też Rosja na mocy Kongresu Wiedeńskiego i ukazów carskich dała Polsce najwięcej możliwości budowania instytucji państwowych i narodowych.
Pod berłem cara nawet po powstaniu listopadowym Polacy mieli autonomię i z niej korzystali. Wielopolski był w stanie w tym popowstaniowym Królestwie Polskim zakładać szkoły i dokonywać reform, które unowocześniały stosunki społeczne i kładły podwaliny pod zasobne państwo.
Było dla niego oczywiste, że Polska nie posiada wystarczających środków by wywalczyć samodzielnie niepodległość. Aby móc wykorzystać dziejowe szanse, Polacy musieli być wykształceni i bogaci, Dlatego dla Wielopolskiego było tak ważne uformowanie nowej polskiej elity, wolnej od przywar ówczesnych, ale i dzisiejszych Polaków, porywczych, łasych na pochlebstwa, nierozumiejących międzynarodowych gier, a przy tym łzawych i rozpitych.
Jedyną możliwość odzyskania utraconej Rzeczypospolitej dostrzegał w państwowotwórczych reformach.
Polacy byli r użyteczni dla dworu i często mogli wpływać na politykę cesarstwa, podobnie jak to czynili Niemcy. Słowem sytuacja pod zaborem rosyjskim nie była wcale tak beznadziejna, jak się to dzisiaj przedstawia, a represje cesarstwa związane były przede wszystkim ze zwalczaniem politycznego radykalizmu i powstań Polaków.
Powstanie styczniowe – jak to przewidywał Wielopolski – ostatecznie zniweczyło materialną schedę po I Rzeczpospolitej. I zadało głęboki cios, który ukształtował naszą mentalność na długie dekady. Gdyby Polska była budowana w oparciu o reformy Wielopolskiego, mielibyśmy o wiele lepszą sytuację w 1918 roku. Polacy byliby materialnie zasobniejsi i bardziej dumni ze swych dokonań, a masy chłopskie bardziej przywiązane do polskości.
Reformy margrabiego zmierzały do pacyfikowania nienawiści między chłopstwem a dworem a także do włączenia Żydów w Polski obieg cywilizacyjny i gospodarczy poprzez likwidację ich odrębności prawnej.
Aleksander Wielopolski jest moim bohaterem, człowiekiem, który przygotował drogę Romanowi Dmowskiemu. Jego wysiłki zostały zniweczone, podobnie jak wysiłki wielu innych logicznie myślących patriotów, a on sam odsądzony od czci i wiary.
Dlatego dzisiaj przy okazji rocznicy wybuchu powstania styczniowego powinniśmy przede wszystkim pamiętać o takich bohaterach pracy polskiej jak margrabia Aleksander Wielopolski.
Moja rodzina od strony ojca pochodzi z Woli Chroberskiej, która należała do Ordynacji Pińczowskiej. Pałac Wielopolskiego w Chrobrzu jest 4 km od niej.
Wielopolski umarł w Dreźnie, ale jego grób jest w pobliskich Młodzawach Małych. Zachęcam państwa do odwiedzenia tego miejsca. W dzisiejszych czasach przesłanie Aleksandra Wielopolskiego jest nadal aktualne.
Wyzbądźmy się przekleństwa świętowania upadłych powstań, uczmy się przyczyn klęsk, abyśmy swoją głupotą nie przegrywali przyszłości dzieci i wnuków, jak to było udziałem naszych dziadów i ojców.
Andrzej Kumor





























































