“La liberte polonaise n`ayant jamais porte que sur l`imagination… a accoutume la nation au seul culte de l`appareil exterieur.” – napisał rosyjski ambasador Otto Magnus von Stackelberg w raporcie do Petersburga  dnia 16 października 1772 roku – co się wykłada, że wolność polska zawsze skierowana w dziedzinę wyobraźni… przyzwyczaiła naród do kultu działań pozornych.

To przyzwyczajenie okazuje się trwałe, o czym przekonałem się całkiem niedawno, gdy na pewnym zebraniu wysłuchałem przemówień skierowanych wyłącznie w stronę wyobraźni i kultu działań pozornych. Zwróciłem tedy uwagę, że porównywać należy tylko alternatywy istniejące, a nie alternatywę istniejącą  z wyobrażoną. Wyobrazić sobie bowiem można wszystko, a w dodatku to, co sobie wyobrazimy, jest z reguły piękniejsze i  bardziej porywające od tego, co istnieje. Ma ono jednak nieusuwalną wadę – że istnieje wyłącznie w naszej wyobraźni.

Jeszcze obywatel Tusk Donald, któremu chyba sam diabeł dzieci kołysze – bo jakże inaczej wytłumaczyć dary Niebios, które na jego vaginet spadają jeden za drugim, dzięki czemu nie tylko jego wyznawcy, ale nawet część przeciwników nie zauważa, że jego vaginet składa się, jeśli nie z patentowanych durniów, to w każdym razie z notorycznych nieudaczników, którym nie wychodzą nawet  słynne “rozliczenia”, będące tak naprawdę jedynym programem tej szajki – więc jeszcze obywatel Tusk Donald nie zdążył powołać specjalnego zespołu pod kierownictwem obywatela Żurka Waldemara, trzódki jego prokuratorów i oczywiście – bezpieczniaków, który – badając tak zwane “polskie wątki” rozporkowej afery Epsteina, udowodniłby że wszystkie tropy prowadzą do Putina – że na przykład Putin, przebrawszy się za Zbigniewa Ziobrę, dokazywał z panienkami w burdelach Epsteina. Skąd te panienki wzięły się w tych burdelach – to nie jest do końca jasne. One teraz przypominają sobie, że do wszystkiego zostały “zmuszone” – ale przedtem sprawiały wrażenie nie tylko rozluźnionych, ale nawet zadowolonych. To jednak można złożyć na karb tajemniczości i skomplikowania duszy kobiecej, które to właściwości próbowałem kiedyś, to znaczy – za głębokiej komuny – wyjaśniać znajomemu Francuzowi. – Panie  markizie – wywodziłem – jeśli prawdą jest to, co Hegel mówił o duszy narodu, to Francja ma duszę kobiety. – Co pan ma na myśli? – surowym tonem pytał starszy pan. – Wyjaśnię to na przykładzie stosunku Francji do Rosji. Z jednej strony brutalność i chamstwo Rosji Francję przeraża, ale z drugiej – perwersyjnie ją pociąga. Jednak te subtelności kobiecej psychiki mogą być dla Rosji zupełnie niezrozumiałe, więc skończy się to tym, że Rosja Francję zwyczajnie zgwałci.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Dzisiaj o tym już nie ma oczywiście mowy, zwłaszcza, że Francja należy do “koalicji chętnych” – ale co ma wisieć, nie utonie. Niedawno widzieliśmy, jak cała “koalicja chętnych” jeden przez drugiego, nadstawiała się chińskiemu prezydentowi. Ciekawe, jak to będzie wyglądało z Chińczykami, którzy – jako starzec wśród narodów – słyną z wyrafinowania, nieznanego nawet paryskim kokotom, które zresztą, na początku wieku XX, pozabijał samochód.

Wróćmy jednak a nos moutons, czyli – do naszych baranów – to znaczy – do premiera Tuska i jego kolaborantów. Z rozdziobywania afery rozporkowej Epsteina obywatel Tusk Donald ze swoimi kolaboranty będzie żył aż do śmierci, a w każdym razie – do następnych wyborów – a jakby tego było za mało, to dodatkoweego paliwa dostarczył właśnie pan marszałek Włodzimierz Czarzasty. Zwrócili się do niego jacyś osobnicy, żeby poparł kandydaturę Donalda Trumpa do tegorocznej Pokojowej Nagrody Nobla. Zamiast tę dziwaczną prośbę wrzucić do kosza, pan marszałek Czarzasty postanowił nadać jej rozgłos, żeby zademonstrować, jak to dba o naszą godność narodową. “nie będzie Niemiec pluł nam w twarz” – jak Maria Konopnicka sformułowała nasz polski program maksimum w stosunku do Niemców – toteż i pan marszałek nie tylko ostentacyjnie odmówił, ale też wygłosił uzasadnienie swojej odmowy – że Donald Trump na Pokojową Nagrodę Nobla nie zasługuje.

Na takie dictum zareagował gniewnie ambasador Stanów Zjednoczonych  w Warszawie, pan Róża, ogłaszając zerwanie wszelkich kontaktów Ambasady z panem marszałkiem Czarzastym za karę za zbagatelizowanie prośby prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Od razu podniosła się fala sympatii do pana marszałka Czarzastego – że nie pozwolił panu Róży pluć sobie w twarz. Fala ta przykryła wstydliwe zakątki, świadczące, że pan marszałek Włodzimierz Czarzasty nie ma nic przeciwko temu, by w twarz pluł mu kto inny. Za komuny byli to towarzysze radzieccy, którym pan Włodzimierz, jako członek PZPR, składał coś w rodzaju hołdu lennego, no a teraz, kiedy za sprawą Waszyngtonu i Berlina doszło do  odwrócenia sojuszy – ale i w tych warunkach nasi Umiłowani Przywódcy muszą się wysługiwać nie tylko Naszym Sojusznikom, ale nawet sojusznikowi Naszych Sojuszników, czyli Ukrainie. Czyż utrzymywanie mimo zmiany vaginetu mocy obowiązującej umowy z dnia 2 grudnia 2016 roku, na mocy której Polska zobowiązała się do nieodpłatnego udostępniania Ukrainie zasobów całego państwa i z tego tytułu niedawno wysłała tam całe transporty generatorów prądu, a w najbliższej przyszłości przygotowuje się do rozwinięcia produkcji amunicji artyleryjskiej 150 mm z siedmiu tysięcy do 300 tys. sztuk, które oczywiście zostaną nieodpłatnie wysłane na Ukrainę, o tym nie świadczy? Wojna bowiem będzie trwała tam do usrania, jako że prezydent Zełeński wie, iż na ustępstwa terytorialne pójść nie może, bo rezuny uriezają mu łeb – chyba, że USA i Niemcy obmyślą Ukrainie rekompensatę terytorialną, przyznając jej tzw. Zakierzński Kraj tzn. – województwo Podkarpackie, część Małopolskiego – mniej więcej do Nowego Sącza i część Lubelskiego – mniej więcej do Białej Podlaskiej.

Jestem pewien, że zarówno obywatel Tusk Donald, jak i pan marszałek Czarzasty Włodzimierz, prędzej splamilibyby mundur i to od środka, niżby odważyli się takim planom sprzeciwić, podobnie jak Naczelnik Państwa Kaczyński Jarosław, który Ukrainie nie jest w stanie odmówić niczego. No to co to szkodzi, jak w tej sytuacji pan marszałek Czarzasty Włodzimierz zaprezentuje się naiwniakom w charakterze twardziela, co to nie kuca przed samym Donaldem Trumpem, nie mówiąc już o panu Róży? To nikomu nic nie szkodzi, bo to wszystko odbywa się w sferze działań pozornych, podczas gdy sfera działań rzeczywistych funkcjonuje według dotychczasowych, wypróbowanych zasad, w których panu Czarzastemu Włodzimierzowi upłynęła młodość i upływa wiek  męski.
Tak mu się ta bezpieczna forma hardości spodobała, że w ramach wojny z panem prezydentem Nawrockim wezwał go, żeby mu się wyspowiadał ze swojej przeszłości, bo on – znaczy się obywatel Czarzasty Włodzimierz – jest “czysty”.

Znaczy to, że – jak  mówią  gitowcy – pan Czarzasty najwyraźniej musiał w przeszłości się “pucować” – w co chętnie wierzę – bo czyż w przeciwnym razie stare kiejkuty pozwoliłyby mu zajść aż tak wysoko? Ale chyba nie ze wszystkim  zdążył się przypucować, bo w środę 11 lutego Rada Bezpieczeństwa Narodowego będzie go pucowała na okoliczność niebezpiecznych związków z – jakże by inaczej? – Putinem.

 Stanisław Michalkiewicz