Zimowe Igrzyska Olimpijskie Mediolan-Cortina 2026 dobiegły końca. Jak zwykle ogarnęła mnie melancholia, ale obudziła się nadzieja na następne – we Francji.
Zimowe Igrzyska Olimpijskie są specyficzne.
Niby cały świat może w nich uczestniczyć, ale bez śniegu – niewiele się zdziała. Tak jak przez wiele generacji, tak i teraz dominatorem była reprezentacja Norwegii. Norwegowie przyzwyczaili nas wszystkich do królowania na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich.

Jak widać jej poziom w na przestrzeni lat sukcesywnie rośnie, bo reprezentanci kraju kojarzonego z wikingami zdobyli jeszcze więcej złotych krążków, niż miało to miejsce w poprzednich igrzyskach.

Dlaczego tak jest?
Ano dlatego, że to kraj w wyjątkowej sytuacji.
Przed odkrycie ropy był biednym, skalistym i zimnym państewkiem, ale wykorzystując swoje bogactwo naturalne doprowadzili do stanu, że jest bez długów z powszechna fundacją około $350,000 na każdego mieszkańca na emeryturę.
W tym przypadku też – system sportu jest potężnie finansowany i dodatkowo – rozsądnie zawiadywany.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Norwegia zakończyła rywalizację we Włoszech z 18-stoma złotymi medalami. Przypomnę, że gdy wygrywała klasyfikację w 2022 roku miała ich 16, w 2018 roku 14, w 2014 zaś 11. Ostatni raz Skandynawowie nie zajęli miejsca na szczycie zestawienia miał miejsce w Vancuover. Wówczas najlepsi okazali się Kanadyjczycy.

Dlaczego? Ano dlatego, że ówczesny premier Stephen Harper wprowadził w życie program „Own the podium”, czyli pieniądz ze skarbu państwa. Skoro już jestem przy Kanadzie, wspomnę, że występ na igrzyskach był dobry, w miarę oczekiwań. 5 złotych medali i 21 generalnie to dobre osiągnięcia. Kanadyjczycy zawiedli jedynie w swoim koronnym sporcie – w hokeju.

Przegrali finałowe spotkania z reprezentacjami USA, co przełożyło się na dźwignie polityczne, a jakże. Prezydent Trump nawet nie musiał tego premierowi Carneyowi wytykać.

W porównaniu do Kanady, Polacy mają większe powody do zadowolenia. Choć nie udało im się wywalczyć złota, skończyli zmagania olimpijskie z 4 medalami. Taki dorobek należy uznać za satysfakcjonujący i chyba lepszy od oczekiwań, z którymi jechali do Włoch. Bohaterem Polaków okazał się Kacper Tomasiak, autor 2 srebrnych krążków i jednego brązowego.

Drugą lokatę na 10 000 metrów zajął Władimir Semirummji. Polacy uzyskali już lepsze wyniki na poprzednich igrzyskach, jednak słuchając idiotycznej wręcz wypowiedzi szefa PKOL, może zdębieć.

Oto ona:
“4 medale oraz wiele punktowanych miejsc 4-8 to oznaka, że nasi sportowcy są wspaniali i najlepsi na świecie! Nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej! Będziemy z dumą obserwować tę część reprezentacji, która dziś wyjdzie na Arena Verona z biało-czerwoną flagą na czele. Dziękuję za wspaniałe igrzyska wszystkim z osobna. Reprezentowaliście Polskę godnie.”.
Nie prezesie. Polscy sportowcy wcale nie są najlepsi na świecie! Mówiąc o najlepszych to, bezapelacyjnie, należy wyróżnić niebotycznego Johannesa Hoesflota Klaebo. Lider Norwegów opuszcza Italię ze statusem 6-krotnego mistrza olimpijskiego.
W całej swojej historii olimpijskiej wyśrubował także rekord wszech czasów do 11 zwycięstw. Tym samym przegonił o 3 złota Ole Einara Bjoerndalena i Mari Bjoergen..

Nie było we Włoszech negatywnych doświadczeń tak turystów jak i uczestników z wyjątkiem pamiątek. Najbardziej ponarzekać można było w Mediolanie (i innych olimpijskich miastach) na niedobór jednego z podstawowych produktów, które powinny być dostępne w oficjalnych sklepach z pamiątkami, czyli maskotek.

Oby tylko z takimi kłopotami borykali się kolejni organizatorzy we Francji.

www.bogdanpoprawski.com

Have a Great Day!

Bogdan