Mam tu na myśli koszty sławy sportowej, takiej uzyskanej szybko i niespodziewanie.

Każdy sportowiec chce by sławny. Nawet ci, którzy udają skromnych, tak na prawdę wcale nie są tacy skromni.

Oczywiście wyrazistość takiej chęci zależy od osobowości, charakteru i innych czynników, niemniej jedna – sportowcy chcą sukces, który łączy się z rozgłosem, dodatkowymi zarobkami czy „układami”.
Taka sytuacja istnieje od początków ruchu olimpijskiego jeszcze w starożytnej Grecji.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Wprawdzie wtedy olimpijczycy nie byli zawodowcami, jednak każde zwycięstwo niosło za sobą nie tylko wieńce laurowe na głowie, ale też praktyczne korzyści życiowe.

A przecież ludzka natura jest właśnie taka. Jak najwięcej dla siebie.

Już dawno moja mama mi o tym wspominała podając prosty przykład grabienia.

Grabi się przecież „do siebie”, a nie „od siebie”.

Podam tu kilka przykładów negatywnych i pozytywnych kosztów sławy sportowej.
W 1972 roku na Igrzyskach Olimpijskich w Sapporo młody skoczek narciarski o nazwisko Wojciech Fortuna zdobył niespodziewanie złoto.

De facto jednym skokiem, niemożliwie długim, gdzie fortuna pomogła Fortunie.

Powiew wiatru pchnął go poza granicę 111 metrów i po drugim bardzo przeciętnym skoku o mało tej przewagi nie stracił, ale – Fortuna miał wyjątkową fortunę.

Ten 19 letni chłopak wygrał tak na skoczni jak i na loterii.
W tamtych czasach życie w komunistycznej Polsce było zupełnie inne niż teraz, więc nagrody w postaci mieszkania, małego Fiata i kolorowego telewizora były niebotyczne.

Dodatkowo młodzieniec nie był w ogóle przygotowany na polskie pijaństwo z celebrytami i … po prostu rozpił się i i rozmienił na drobne.

Na ostatnich Igrzyskach w Cortinie kolejny 19-latek uzyskał niesamowite wyniki: trzy medale! Dwa srebrne i jeden brązowy. Też w skokach narciarskich.
Trudno w tej chwili wyrokować, czy sodówka chłopakowi uderzy do głowy, czy też nie, ale sytuacja poolimpijska jest podobna to tej Wojtka Fortuny.

Nagrody, wielkie pieniądze, spotkania z politykami, telewizja, prasa, szaleństwo – to może źle się skończyć.

Oczywiście – życzą mu wytrwania i otoczenia, które go ochroni przed wariactwem społeczeństwa.

Dla porównana – Iga Świątek i Robert Lewandowski.

Iga miała szczęście, że jej rodzina, a przede wszystkim ojciec, ustanowiła mocna siatkę bezpieczeństwa przed naporem negatywności i ze strony plebsu.

Oczywiście jest niemożliwym przedsięwzięciem doprowadzić do pełnej izolacji, jednak dobierając odpowiedni zespól wspomagający można osiągnąć międzynarodowy sukces.

Iga jest gwiazdą światową, ale jej zachowanie tak w stosunku do jej świata sportowego jak i kibiców jest wzorowe.
Tak, naprawdę, ja nie mogę znaleźć dziury w całym.

Wielkie firmy sponsorują Igę nie dlatego aby jej pomoc, ale przede wszystkim – aby pomóc sobie.

Nie znam sponsora, który podchodzi do sponsorowania czołówki światowej na zasadzie działalności charytatywnej.

Podobnie jest z Robertem, Lewandowskim.

Ten z kolei zawdzięcza swoja pozycje przede wszystkim sobie.

Chłopisko ma już 37 lat, walczy z młodziakami w sporcie, gdzie młodość dominuje i równolegle buduje imperium finansowe.

Żadnej sodówki w obu przypadkach.

Ktoś może powiedzieć, że to wiek.

Z takim stwierdzenie zgadzam się w pełni.
Do pieniędzy i sławy trzeba dojrzeć i dobrze się nad tym napracować.

 

www.bogdanpoprawski.com

Have a Great Day!

Bogdan