Dziadkowa rodzinka  niemiecka

381
Wanda Ratajewska

Wczoraj przyszła rodzinka dziadkowa, weszli po cichu do domu. Dlaczego tak po cichu? Przecież dziadek ma demencję i wciąż śpi, więc jego nie bali się obudzić. To raczej mnie chcieli zaskoczyć, zobaczyć co robię i jak się nim opiekuje. Ja tymczasem siedziałam i rozwiązywałam sobie sudoku i było mi dobrze i miło, bo coś tam sudoku jakoś mi szło. Całkiem dobrze i byłam ciekawa, co dalej uda mi się wpisać, a wpisuje się cyferki od 1 do 9 –ciu. Poziomo ma być od 1 do 9-ciu, pionowo także i do tego w każdym mniejszym kwadraciku także. To tak, jakby to całe sudoku, które jest w kwadracie, miało 9 rodzinek, w którym mieszka po 9 osób. Cyfry nie powinny się powtarzać.

Weszli, a jednak mnie zdenerwowali, bo najpierw obiad mój, który ugotowałam dla dziadka aż w 3 garnkach, nie podobał im się. Pieczarki – nie, buraczki – nie. Kartofle mogą być, ale jakoś tak patrzyli na nie, nie z zachwytem Pieczarki od razu zmiotłam przy nich do kosza, ale buraczki zostawiłam.

Rodzinie wytłumaczyłam, że dziadek nie jadł jeszcze obiadu, bo późno wstał i późno jadł śniadanie.

Potem dziadek poszedł do WC i wyszedł stamtąd z oblanymi spodniami – a mieli już iść. Podeszłam do niego, aby mu zmienić, ale nie chciał Sprawdziłam – pielucha sucha, więc dlaczego spodnie mokre. Dopiero jak poszli, dziadek powiedział, że to mokre, to woda. A więc myje ręce i wtedy jakoś tak się moczy.

Nie zmieniłam mu, ale rodzina wtedy wpadła w oburzenie – zwłaszcza matka z córką, bo mąż cicho siedział. One się uparły, że trzeba mu zmienić, bo przyjdą z urzędu opieki i zobaczą, że zła opieka. Dziadek też się uparł, nie pozwalał. Dwa tygodnie wcześniej, gdy przyszły, też była taka sytuacja, ale dziadek pozwolił zmienić, ale z kolei one krzyczały, żeby teraz nie zmieniać, bo nie przy nich, w końcu uciekły do kuchni i dziadka przebrałam.

Dwie mądrale i cały czas mówią o Reni, jaka to dobra była, soki robiła dziadkowi itd. Po Reni nikt im się nie podobał, a były tu z Polski 3 opiekunki w ciągu m-ca. Reni ma przyjechać za kilka dni, a ja wyjadę wtedy. Tylko na 4 tygodnie chce przyjechać. Więc ona się pytała, czy ja przyjechałabym tu znowu. Zaszczyt mnie spotkał, bo przecież ja nie Reni. Nie odpowiedziałam ochoczo – „tak, oczywiście”; powiedziałam – zastanowię się, być może.

Przedwczoraj rozmawiałam z panem z sąsiedztwa, skarżył się na drzewo wysokie, które mój Fryc posadził 50 lat temu, drzewo rośnie między dwoma domami, a swego czasu wchodziło korzeniami w rury, które są pod ziemią. Pan wymienił nazwę niemiecką, że to mamut drzewo. Ja do internetu, ależ to sekwoja! I to mamucia! Obok rośnie świerk, ale mniejszy

Sąsiad boi się, że w czasie wiatru, drzewo może się przewrócić na jego dom, żona jego od lat nie śpi z tamtej strony domu.

Wyjazd można nazwać torebkowym, a na początku wybrałam buty, ale chyba zamienię, te czarne są chyba za małe,  a wzięłabym te wystrzałowe kozaki, które w Polsce bym sprzedała…

Kilka torebek czeka w szafie za wiszącymi bluzkami. Ukryte tam. Jak ja się spakuję? Jak dam sobie radę? Nie chcę brać więcej. Może tu jeszcze przyjadę, może z Rysiem – dobrze by było, ale tak nie będzie, bo już więcej nigdzie nie pojadę. Rysiulek tęskni za mną, źle mu się chodzi po mieście, bo widzi podwójnie. Ze mną mu lepiej i krople kupiłam w Niemczech, w aptece, z glistnika. W Polsce nie ma tego

Dzisiaj kupiłam 3 różne melony, pani Niemka w kasie się uśmiechała Zjedzone dwa, został jeszcze jeden, największy, który kojarzy MI SIĘ Z MAJORKą. Tam takie jadłam w roku 2008.

Za kilka dni wyjeżdżam. Denerwuję się, bo nie wiem, jak się pomieszczę z moimi zakupami. Chyba zostawię część moich ubrań, które kupiłam w Polsce w szmateksie. Muszę wziąć buty i torebki,. Najważniejsze są krople do oczu, dziurawiec w tabletkach, na stawy i kości z glukozaminą i innymi składnikami. Dziadek mógłby już zjeść obiad, to bym sobie pomaszerowała do lasu-parku. Idzie się skrajem tego, co jakiś czas są ławeczki. To nie jest miasto dla starszych ludzi, w mieście brak ławek. Są tylko markety, gdzie się podjeżdża, z podchodzeniem lepiej uważać, bo miejsc na pieszych nie ma wydzielonych.

Jeszcze raz chyba dzisiaj pójdę na spacer zakupowy. Dzisiaj wypatrzyłam inną drogę z marketu, na skróty i przez kawałek parku, a raczej placu zabaw dla dzieci. Tam jest ławeczka, dla mamuś pilnujących dzieci, a nie dla staruszek, odpoczywających w drodze na zakupy, albo z powrotnej. Nazwałam siebie staruszką? Głupota, lata nic nie oznaczają.

Pojutrze w poniedziałek będę dzwonić do firmy i i pytać, uzgadniać moja drogę powrotna, do Polski.

Będę szczęśliwa, jak już będę jechać w autobusie do mojego miasta, gdy będę już po przesiadkach, a najważniejsze, gdy będę stad odjeżdżać, w dobrym nastroju… że wszystko się udało, powiodło.

Te jedne czarne buty muszę zamienić na inne, bo te są za małe, to rozmiar 39 albo i mniej. Mam więc stopę krótszą, ale szeroką Powinnam buty kupować na zamówienie.Krótsze, a szersze.

Ciekawe, czy rodzina niemiecka dzisiaj przyjdzie do dziadka. Trudno jest im się przeciwstawić, oponować, jeśli przychodzą aż 3 osoby z jednej rodziny, które są po tej samej stronie Chcę im pokazać, co biorę, ale przecież ona powiedziała przez tel., że co chcę, to mogę brać stąd. Potem jednak chciała się ze mną widzieć, przyszła, ale mnie nie było. Może chciała się z tego wycofać. Chyba się ze mną nie umawiała, że przyjedzie. Ten jej mąż, to kombinuje. Kawa znika, poza tym dziadek go nie lubi, a tamten wciąż przy dziadku zaznacza, że jest taki użyteczny… i że tak dużo daje mi pieniędzy, na nasz dom dziadkowy.

Szkoda, że firma mi nic nie powiedziała o tej rodzinie, przecież jestem już tu 5-tą opiekunką.

Muszę poprosić od nich opinię moją. Zawsze miałam dobrą, ale chyba tutaj tak nie będzie. Idę zamienić buty, bo tamte są bardziej na Polskę, za małe jednak na mnie, ale mogę jej sprzedać i te Kamy też mogę sprzedać, one są lekkie, mało miejsca zajmą. Te moje czarne, które chcę wymienić, są ciężkie.

Muszę uprać pościel tutaj, uprasować, odkurzać potem, nakupować do lodówki, mięsa jakiegoś świeżego. Na razie kupiłam mrożonego łososia, dwa kawałki. Dałam do lodówki, lody z lodowni, wyjadłam te orzechowe i pyszne były i przypominały mi panią Parke, która tak lubiła lody i kawiarnie. Pamiętam taką kawiarnię dużą nad jeziorem. Po jeziorze pływały żaglówki, a my przy wielkiej szybie okna, malowałyśmy je. Jabłecznik, kawa i cisza i my. Miałam wtedy 10 lat mniej, fajnie wyglądałam, bo ona kupiła mi buty, które pasowały do moich wyskocz-dżinsów. Miałam 55 lat, a nosiłam już wtedy takie wąskie spodnie, bo miałam córkę nastolatkę, która mi doradzała, co mam kupić. Była wzorem mody dla mnie. Teraz, po 10 latach już i inne w moim wieku w Polsce wnoszą obcisłe spodnie, ale tutaj nie. Może dlatego, że to była kiedyś wieś niemiecka.


Przyszłam do połowy mokra, i tak miałam szczęście. Akurat przed burza, która mila odejść na bok i już nawet odeszła, ale wróciła, wyprawiłam się na wycieczkę chciałam iść skrajem parko-lasu i dojść do miasteczka z drugiej strony. I tak szłam, odchodząc od znajomej drogi. Po drodze facet kosił łąkę, obok stał jego samochód, szłam szybko dalej, rozmawiając z mężem przez telefon i patrząc na chmury, które jednak się zbliżały i błysnęło się, potem zagrzmiało. Szłam, biegnąc trochę. W końcu dotarłam do drogi trawiastej, która mnie doprowadziła do miasteczka. Ja, polska opiekunka, zachciało mi się dowiedzieć, miesiąc patrzyłam i myślałam, aby tam pójść, ale nie miałam odwagi i dzisiaj, przed burzą dotarłam, po drodze spytałam się pana młodego, który leżał pod samochodem w swoim garażu. Potem już wiedziałam jak dojść. Nie poszłam do marketu, aby tam się schronić, połazić miedzy półkami. Poszłam biegnąć, na ile miałam sił, do domu dziadkowego. Dotarłam i dopiero się rozpadało, a z dachu wodospad leciał.

Jak tam mamucie drzewo? Jakie ono ma dziwne zielone jakby to igły, jak żywopłot. Przypomina tuje.

Przyszłam, a tu dziadek pusty talerz zostawił po zupie. Tak, zjadł, nie trzeba wyrzucać jedzenia, trzeba zostawiać, niech czeka na jego apetyty zje najwyżej zimne On nie lubi, jak się go namawia, aby zjadł. Rodziny nie było, to dobrze. Chcę powiedzieć jego siostrze aby zmieniła nastawienie do polskich opiekunek, aby ich nie krytykowała przy panu starszym, a jej bracie, bo potem opiekunka ma trudniejszą pracę. Ona to robi, aby pokazać, jaka jest troskliwa, od czasu do czasu, gdy tutaj przyjdzie.

Jestem w łóżku, pod kołdrą, z mokrymi włosami, burza się oddala. Dojadłam lody. To dobrze, nie będą mnie już korciły. Zadzwoniłam do męża, że już jestem w domu. I tak by się nie martwił, on ma zaufanie do mnie, że zawsze sobie poradzę, tak było też przed porodami dzieci.

Przestało padać, a w oknie widzę gałąź sosny, z błyszczącymi kropelkami wody i stary dach, mchem porośnięty trochę. Poszłam po zakupy, kupiłam całego ciężkiego ananasa. Pierwszy raz w życiu będę kroić taki owoc, który tak bardzo broni do siebie dostępu. Kosztował 4 euro.

Obrałam ananasa, chciałam spróbować, na ile muszę wyciąć jego środek i wtedy zaczął mnie piec język. Już nie mogę go jeść, a jest taki dobry… przynajmniej dzisiaj.

Jeszcze napiszę o mojej pracy. Sprzątam, gotuję, robię zakupy, opiekuje się dziadkiem – zmieniam mu pieluchy, mokre spodnie wymieniam dwa razy dziennie, a przede wszystkim jestem tu dzień i noc. Nie mogę wypić nawet pół szklanki piwa co najważniejsze? Moje cechy charakteru osoby opiekuńczej, moja dobra znajomość j. niemieckiego, moja inteligencja, która czasem się przydaje aby przegadać Niemkę w jej własnym języku. Przegadać tak, aby uznała, że to ja mam rację

Sprzątać, odkurzać jest co, bo to duży dom. Gotować, kupować, opiekować się dziadkiem tak, jak życzy sobie tego rodzina niemiecka dziadka. Rodzina ta nie ma żadnych doświadczeń z demencją. i nie wiem, na czym im bardziej zależy – czy na długim życiu dziadka, czy nie na długim życiu dziadka.

Byli odległą rodzina, nie za bliską, są przyszli to spadkobiercy… zachowują się przesadnie.

1- szego maja dziadek niemiecki, który ma demencje, pogratulował mi- Polce. Nie wiem tylko, czego. Podał mi rękę

Byłam zdziwiona tym jego zachowaniem, które by wskazywało na to że dziadek demencji nie ma, albo ma prześwity.  Wcięło mi tekst i to jaki długi. Bardzo długi i pełen wydarzeń tutejszych, z mojej ciężkiej pracy opiekunki polskiej na niemieckim terenie. Często opiekuję się ludźmi, którzy w czasie wojny, okupowali Polskę.

Muszę odrobić, ten stracony tekst.

wandarat

Niemcy

dn. 25 maja 2019

nadal w opiece