Michal­kie­wicz: Wpie­riod – do socjalizmu!

Nie jest dobrze. Może nie aż tak, jak to było w sztu­ce Sła­wo­mi­ra Mroż­ka “Indyk”, gdzie w kolej­nej roz­mo­wie chło­pów dowia­du­je­my się, że do Mar­ci­na ludz­kim gło­sem prze­mó­wi­ła kro­wa. “Nie jest dobrze, Mar­ci­nie” — powie­dzia­ła. I słusz­nie – bo czyż jest dobrze? Jeśli ktoś chciał­by utwier­dzić się w prze­ko­na­niu, że jest dobrze, to powi­nien oglą­dać pro­gra­my – chcia­łem napi­sać: infor­ma­cyj­ne – ale to są audy­cje czy­sto pro­pa­gan­do­we – w rzą­do­wej tele­wi­zji, a jak ktoś chciał­by utwier­dzić się w prze­ko­na­niu, że jest źle, to powi­nien oglą­dać pro­gra­my pro­pa­gan­do­we  w tele­wi­zji nie­rząd­nej, czy­li TVN – kie­dyś pod kon­tro­lą sta­rych kiej­ku­tów, obec­nie — pod kon­tro­lą jakichś Żydów.

        Za pośred­nic­twem tubyl­czych agi­ta­to­rów tre­su­ją oni mniej war­to­ścio­wy naród tubyl­czy do “nowo­cze­sno­ści i demo­kra­cji”, podob­nie, jak przed­tem – do komu­ni­zmu – a z kolei  tele­wi­zja rzą­do­wa tre­su­je swo­ich wyznaw­ców do socja­li­zmu. Wpraw­dzie głów­ną siłą poli­tycz­ną w sfe­rach rzą­do­wych jest PiS, któ­ry uwa­ża się i przez wie­lu wyznaw­ców jest uwa­ża­na za ugru­po­wa­nie pra­wi­co­we – ale chy­ba na tej samej zasa­dzie, jak wybit­ny przy­wód­ca socja­li­stycz­ny Adolf Hitler uwa­ża­ny jest dzi­siaj za przed­sta­wi­cie­la pra­wi­cy i to skraj­nej. Od krze­wie­nia tego rodza­ju nie­po­ro­zu­mień są licz­ni poli­to­lo­go­wie, dura­czą­cy Bogu ducha win­nych stu­den­tów w wyż­szych szko­łach goto­wa­nia na gazie. Tak napraw­dę jed­nak te kwa­li­fi­ka­cje nie trzy­ma­ją się kupy, bo cechą socja­li­zmu jest postę­pu­ją­ce eko­no­micz­ne uza­leż­nia­nie oby­wa­te­li od rzą­du. Tak było w III Rze­szy i tak jest we wszyst­kich współ­cze­snych demo­kra­cjach – co zresz­tą jest cał­ko­wi­cie zgod­ne z opi­nią Karo­la Mark­sa, że naj­lep­szym spo­so­bem na zain­sta­lo­wa­nie socja­li­zmu jest demokracja.

        Pro­kla­mo­wa­nie epi­de­mii przy­śpie­szy­ło ten pro­ces, co zresz­tą zauwa­żył sta­ry żydow­ski gran­dziarz finan­so­wy Jerzy Soros, stwier­dza­jąc, że epi­de­mia  sta­no­wi “rewo­lu­cyj­ną szan­sę” na prze­for­so­wa­nie przed­się­wzięć, któ­re w warun­kach nor­mal­nych były­by albo nie­moż­li­we, albo bar­dzo trud­ne do przeprowadzenia.

        Podział na poli­tycz­ną pra­wi­cę i lewi­cę trze­ba bowiem prze­pro­wa­dzać według tego, jaki spo­sób podzia­łu docho­du naro­do­we­go uwa­ża­ją za najlepszy.

        Jeśli ktoś uwa­ża, że naj­lep­szym spo­so­bem jest podział przy­mu­so­wy poprzez budżet pań­stwa, to na pew­no jest eta­ty­stą, a praw­do­po­dob­nie – socja­li­stą – naj­wy­żej pobożnym.

        Jeśli nato­miast uwa­ża, że naj­lep­szym spo­so­bem jest podział dobro­wol­ny poprzez rynek, to z pew­no­ścią jest wol­no­ściow­cem, a jeśli w dodat­ku gło­si kon­ser­wa­tyw­ne poglą­dy w spra­wach spo­łecz­nych i oby­cza­jo­wych, to jest prawicowcem.

        To kry­te­rium jest bar­dzo waż­ne, bo moż­na z nie­go wypro­wa­dzić nie tyl­ko cały model pań­stwa, ale i cały sys­tem prawny.

        I kie­dy przy­ło­ży­my to kry­te­rium do ugru­po­wań par­la­men­tar­nych w Pol­sce, to widzi­my, że sce­na poli­tycz­na zdo­mi­no­wa­na jest przez ugru­po­wa­nia socja­li­stycz­ne, a przy­naj­mniej – eta­ty­stycz­ne, zaś jedy­nym ugru­po­wa­niem pra­wi­co­wym jest Konfederacja.

        Toteż niko­go nie powi­nien  dzi­wić alians PiS z Lewi­cą przy for­so­wa­niu raty­fi­ka­cji usta­wy o zaso­bach wła­snych Unii Euro­pej­skiej. Dzię­ki m.in. pol­skiej zgo­dzie, Komi­sja Euro­pej­ska zyska upraw­nie­nie do zacią­ga­nia zobo­wią­zań finan­so­wych w imie­niu całej Unii oraz do nakła­da­nia “unij­nych” podat­ków. Tę gorz­ką piguł­kę rząd “dobrej zmia­ny” umo­czył w słod­kiej pole­wie, któ­rą nazwał “Pol­skim Ładem”. Jego celem dekla­ro­wa­nym jest oczy­wi­ście takie przy­chy­la­nie nam nie­ba, aż zoba­czy­my wszyst­kie gwiaz­dy, ale celem rze­czy­wi­stym jest postę­pu­ją­ce eko­no­micz­ne uza­leż­nia­nie coraz szer­szych krę­gów spo­łe­czeń­stwa od rzą­du, to zna­czy – od pań­stwo­wej biu­ro­kra­cji. Ale nie tyl­ko o uza­leż­nia­nie cho­dzi. “Pol­ski Ład” w cią­gu naj­bliż­szych 9 lat będzie kosz­to­wał  ok. 650 mld zło­tych – nie­za­leż­nie od obec­nych wydat­ków państwowych.

        Te pie­nią­dze rząd będzie musiał wydre­no­wać od oby­wa­te­li albo poprzez wzrost podat­ków bez­po­śred­nich, albo przez infla­cję, czy­li przez wzrost podat­ków pośred­nich, bo VAT i akcy­za są wyra­żo­ne w posta­ci pro­cen­tów od cen. Jeśli tedy ceny rosną, wzra­sta­ją rów­nież obcią­że­nia podat­ko­we. Wresz­cie – poprzez koniecz­ność “obsłu­gi­wa­nia” dłu­gu publicz­ne­go. W rezul­ta­cie jedy­ną gru­pą, któ­ra napraw­dę na “Pol­skim Ładzie” sko­rzy­sta, będzie biukrokracja.

        Koali­cja Oby­wa­tel­ska jest w tej sytu­acji bez­rad­na, bo Naczel­nik Pań­stwa nie tyl­ko ją, ale rów­nież Lewi­cę i PSL prze­li­cy­to­wał. W tej sytu­acji kolej­nym sygna­łem, że sta­re kiej­ku­ty mach­nę­ły ręką na Plat­for­mę Oby­wa­tel­ską, jest powrót na sce­nę poli­tycz­ną spryt­ne­go pana Ryszar­da Petru. Jak pamię­ta­my, poja­wił się od jako Wiel­ka Nadzie­ja Bia­łych w 2015 roku, kie­dy to sta­re kiej­ku­ty sta­ra­ły się dostać na listę “naszych sukin­sy­nów” Nasze­go Naj­waż­niej­sze­go Sojusz­ni­ka i w tym celu poka­za­ły swo­je moż­li­wo­ści – że w cią­gu tygo­dnia nie tyl­ko potra­fią z nicze­go stwo­rzyć par­tię poli­tycz­ną, ale nawet spra­wić, by wdzięcz­ny naród obda­rzył ją na “dzień dobry” 11 pro­cen­ta­mi zaufa­nia. I teraz, po róż­nych przej­ściach – rów­nież z udzia­łem dam —  Pan Ryszard wra­ca na sce­nę, jako twór­ca i szef “think-tan­ku” pod nazwą “Insty­tut Myśli Libe­ral­nej”, któ­ry miał­by zatrzy­mać “peł­za­ją­ce wid­mo komunizmu”.

        Dotych­czas za zapo­rę prze­ciw­ko “komu­ni­zmo­wi” ucho­dzi­ła Plat­for­ma Oby­wa­tel­ska, ale wobec cał­ko­wi­tej impo­ten­cji pro­gra­mo­wej tej par­tii, sta­re kiej­ku­ty pró­bu­ją wle­wać sta­re wino w nowe bukła­ki. Na taką inspi­ra­cję wska­zu­je obec­ność przy panu Ryszar­dzie m.in. pana Pio­tra Niem­czy­ka, “eks­per­ta w zakre­sie bez­pie­czeń­stwa”, któ­ry w latach 90-tych był nawet zastęp­cą sze­fa Zarzą­du Wywia­du Urzę­du Ochro­ny Pań­stwa, za cza­sów gene­ra­ła Gro­mo­sła­wa Czem­piń­skie­go, któ­ry ostro­gi zdo­by­wał za komu­ny w SB, a potem, dzię­ki ope­ra­cji ”Samum”, został zaufa­nym Nasze­go Naj­waż­niej­sze­go Sojusz­ni­ka i w tym cha­rak­te­rze budo­wał taj­ne służ­by demo­kra­tycz­ne­go pań­stwa praw­ne­go. Pan Niem­czyk wygar­ty­wał roz­ma­itych komi­nów, prze­szedł rów­nież przez “Nowo­cze­sną” — podob­nie jak inni uczest­ni­cy “think-tan­ku” pana Ryszar­da. Naj­wy­raź­niej sta­re kiej­ku­ty nie ufa­ją Kon­fe­de­ra­cji i dlatego”pełzające wid­mo komu­ni­zmu” będzie zatrzy­my­wał pan Ryszard, a nie Kon­fe­de­ra­cja. Z panem Ryszar­dem jest bowiem bez­piecz­nie; wia­do­mo, że peł­za­ją­ce­mu wid­mu komu­ni­zmu żad­nej krzyw­dy on nie zro­bi, pod­czas gdy z Kon­fe­de­ra­cją nigdy nic nie wiadomo.

        Tym­cza­sem w samym obo­zie “dobrej zmia­ny” doszło do zgrzy­tu. Niby nic – ale oprócz pło­mien­nych demo­kra­tów z nie­prze­jed­na­nej opo­zy­cji, wyraz swe­mu dyz­gu­sto­wi dał rów­nież pan pre­zy­dent Duda i pan pre­mier Mora­wiec­ki. Poszło o to, że nasza bia­ło­ru­ska duszeń­ka, pani Swie­tła­na Cicha­no­uska, zosta­ła skap­to­wa­na przez pana Rafa­ła Trza­skow­skie­go na jakiś obóz, gdzie była­by dodat­ko­wo lan­so­wa­na (“a potem lan­so­wał mnie przez dwie godzi­ny”) na Wiel­ką Nadzie­ję Demo­kra­cji na Bia­ło­ru­si. Na wieść o tej czar­nej nie­wdzięcz­no­ści zawrzał gnie­wem pan wice­mar­sza­łek Ter­lec­ki i napi­sał, że jak tak, to niech pani Swie­tła­na szu­ka auxi­liów w Moskwie. Został za to potę­pio­ny, ale chy­ba nie­słusz­nie – bo rada, wbrew pozo­rom, jest bar­dzo dobra. Gdy­by pani Swie­tła­na prze­li­cy­to­wa­ła w obiet­ni­cach Alek­san­dra Łuka­szen­kę, to pre­zy­dent Putin zdmuch­nął­by go w jed­nej chwi­li, jak grom­ni­cę i na stol­cu w Miń­sku osa­dził ją.

        Tym­cza­sem pan Trza­skow­ski może ją tyl­ko wyko­rzy­stać i – jak to się mówi – zosta­wić z dziec­kiem, podob­nie zresz­tą, jak Naczel­nik Pań­stwa, któ­re­mu pani Swie­tła­na jest potrzeb­na do draż­nie­nia Alek­san­dra Łuka­szen­ki. Ale tak już jest; każ­de­mu, kto nawet nie­chcą­cy powie praw­dę, trze­ba dać konia – żeby powie­dział i uciekł. Nie­ste­ty pan mar­sza­łek Ter­lec­ki nie ma dokąd ucie­kać, bo w służ­bie u Naczel­ni­ka Pań­stwa spa­lił za sobą wszyst­kie mosty.

 Sta­ni­sław Michalkiewicz