“Stój, stój – odpo­wie – har­dy mło­ko­sie! Pomnę, co ojciec rzekł sta­ry: sło­wi­cze dźwię­ki w męż­czy­zny gło­sie, a w ser­cu lisie zamia­ry.” — pisał Adam Mic­kie­wicz w bal­la­dzie “Świ­te­zian­ka”.

        Donald Tusk żad­nym “mło­ko­sem” nie jest, cho­ciaż ma zale­d­wie 63 lata – ale har­do­ści mu nie bra­ku­je. Mogli­śmy się o tym prze­ko­nać jesz­cze w okre­sie, kie­dy Nasza Zło­ta Pani, któ­ra dla­cze­goś sobie w nim szcze­gól­nie upodo­ba­ła, zro­bi­ła z nie­go czło­wie­ka i posta­wi­ła na sta­no­wi­sku sze­fa Rady Euro­pej­skiej. Taki szef Rady Euro­pej­skiej ma dwie bar­dzo waż­ne kom­pe­tren­cje: może otwie­rać i zamy­kać posie­dze­nia, więc w sam raz dla Donal­da Tuska. Ale i po powro­cie na ojczy­zny łono też się roz­do­ka­zy­wał, pro­kla­mu­jąc woj­nę Donal­da z Kaczorem.

        Kaczor odpo­wie­dział Donal­du “lex TVN”, przez co ścią­gnął na sie­bie kry­ty­kę Nasze­go Naj­waż­niej­sze­go Sojusz­ni­ka i nie na żar­ty prze­stra­szył pana pre­zy­den­ta Dudę, któ­ry w związ­ku z tym jesz­cze 15 sierp­nia ogło­sił, że będzie nie­ugię­cie stał na nie­ubła­ga­nym grun­cie wol­no­ści sło­wa, co zapo­wia­da zawe­to­wa­nie tej nowelizacji.

        Oczy­wi­ście z tą wol­no­ścią sło­wa w naszym ban­tu­sta­nie to taki pic na wodę, żeby było ład­niej. Może­my się o tym prze­ko­nać na pod­sta­wie fil­mu “Powrót do Jedwab­ne­go”, w któ­rym pan Sum­liń­ski przed­sta­wił wer­sję wyda­rzeń odmien­ną od poda­nej do wie­rze­nia nasze­mu mniej war­to­ścio­we­mu naro­do­wi tubylczemu.

        Pokaz miał odbyć się w war­szaw­skim kinie “Wisła”, ale się nie odbył, bo naj­pierw klan­gor pod­nie­śli Żydzi – że “anty­se­mic­ki” i tak dalej — a potem z poważ­ną zastaw­ką wystą­pił wnu­czek Hen­ry­ka Hol­lan­da, ojca pani reży­se­ro­wej Agniesz­ki, Anto­ni Koma­sa-Łazar­kie­wicz, któ­ry para się pisa­niem muzy­ki do fil­mów swo­jej ciot­ki i aktor­stwem dla roz­ma­ito­ści. Zagro­ził kinia­rzom  z “Wisły”, że jak pusz­czą ten film, to “jego noga wię­cej tam nie posta­nie”. Ci, zamiast pozdro­wić go hasłem “Straj­ku Kobiet” i dać kopa na roz­pęd, w pod­sko­kach odwo­ła­li pokaz, tłu­ma­cząc się pokor­nie, że tyl­ko “wyna­ję­li salę”. Tak wyglą­da wol­ność sło­wa w prak­ty­ce już teraz – a co będzie, kie­dy albo Naczel­nik Pań­stwa, albo Donald Tusk zadość­uczy­ni żydow­skim roszczeniom?

        Tym­cza­sem oka­za­ło się, że zanim zacznie pacy­fi­ko­wać Kaczo­ra, Donald musiał zająć się pacy­fi­ko­wa­niem swo­ich par­tyj­nych kole­gów, któ­ry naj­wy­raź­niej pomy­śle­li sobie, ze z tą woj­ną to wszyst­ko napraw­dę i zaczę­li wypo­wia­dać się szcze­rze. Tedy Donald musiał ofuk­nąć Wiel­ce Czci­god­ne­go posła Nitra­sa i poła­sić się do “kato­li­ków”, że to niby “my wszy­scy”, a przy­naj­mniej więk­szość – oczy­wi­ście z nim na cze­le – to też kato­li­cy. Przy­po­mi­na­ło to film “Zelig”, w któ­rym tytu­ło­we­mu boha­te­ro­wi, kie­dy tyl­ko znaj­dzie się wśród kobiet w cią­ży, rośnie brzuch, a kie­dy wśród Murzy­nów, to zaraz czer­nie­je mu skó­ra. Pośred­nio ofuk­nął też legen­dar­ne­go Wła­dy­sła­wa Fra­sy­niu­ka, któ­re­mu nie­na­wiść do Kaczo­ra do tego stop­nia padła na mózg, że po cham­sku zwy­my­ślał żoł­nie­rzy Woj­ska Pol­skie­go i funk­cjo­na­riu­szy Stra­ży Gra­nicz­nej. Naj­wy­raź­niej Donald zro­zu­miał, że z taki­mi dur­nia­mi dale­ko nie zaje­dzie i zanim zro­bi mar­mo­la­dę z Kaczo­ra, to Nasza Zło­ta Pani przy­po­mni mu, skąd wyra­sta­ją mu nogi. Na wszel­ki więc  wypa­dek zgo­sił postu­lat nowe­li­za­cji kon­sty­tu­cji, żeby wpi­sać do niej sojusz ze Związ­kiem Ra… — to zna­czy, par­don – z jakim tam zno­wu Zwiaz­kiem Radziec­kim, któ­re­go prze­cież już “nie ma” — tyl­ko z Rze… — to naczy, par­don – nie z żad­ną “Rze­szą” trze­cią albo czwar­tą, bo trze­ciej też już “nie ma”, a czwar­tej – jeszcze.

        Kon­kret­nie zaś zapro­po­no­wał, żeby uchwa­łę o ewen­tu­al­nym prze­pro­wa­dze­niu refe­ren­dum w spra­wie “pole­xi­tu” Sejm podej­mo­wał więk­szo­ścią 2/3 gło­sów. Naj­wy­raź­niej prze­wi­du­je, że takiej więk­szo­ści nigdy nie uda się zgro­ma­dzić, toteż Nasza Zło­ta Pani i każ­dy jej Zło­ty Następ­ca może spać spo­koj­nie. Oczy­wi­ście do żad­nej nowe­li­za­cji kon­sty­tu­cji z tego same­go powo­du też nie doj­dzie, więc Donald zgło­sił to gwo­li zamy­dle­nia oczu Naszej Zło­tej Pani, że niby sta­ra się, jak może.  Podał też defi­ni­cję patrio­ty­zmu dla folks­doj­czów – że mia­no­wi­cie muszą być wzo­ro­wy­mi europejsami.

        Tym­cza­sem Niem­cy, któ­rym pre­zy­dent Józio Biden prze­ka­zał Pol­skę w aren­dę, zaczy­na­ją dusić coraz moc­niej. Oto Euro­pej­ski Try­bu­nał Spra­wie­dli­wo­ści wła­śnie przy­so­lił Pol­sce karę w wyso­ko­ści 500 tys. euro dzien­nie dla Komi­sji Euro­pej­skiej za nie­wy­ko­na­nie jego posta­no­wie­nia o natych­mia­sto­wym prze­rwa­niu wydo­by­cia w kopal­ni węgla bru­nat­ne­go “Turów”, cze­go kon­se­kwen­cją była­by koniecz­ność zatrzy­ma­nia elek­trow­ni w Turo­szo­wie, dają­cej 8 pro­cent mocy ener­ge­tycz­nej państwa.

        Rząd buń­czucz­nie dekla­ru­je, że ani tam­te­go posta­no­wie­nia nie wyko­na, ani kary nie będzie pła­cił – ale o tym trze­ba było myśleć w 2003 roku, kie­dy było refe­ren­dum w spra­wie Anschlus­su, któ­ry Pola­kom strę­czy­li zarów­no folks­doj­cze z obo­zu zdra­dy i zaprzań­stwa, jak i pło­mien­ni dzier­żaw­cy mono­po­lu na patriotyzm.

        Bo szan­taż finan­so­wy wobec Pol­ski na tym się nie koń­czy; Komi­sja Euro­pej­ska blo­ku­je uru­cho­mie­nie Fun­du­szu Odbu­do­wy dla Pol­ski w wyso­ko­ści ponad 700 mld zło­tych,  gro­zi wstrzy­ma­niem sub­wen­cji budże­to­wej i wstrzy­mu­je środ­ki dla samo­rzą­dów, któ­re nie chcą słu­chać zboczeń.

        Widać, że Niem­cy po kolei mobi­li­zu­ją wszyst­kie swo­je rezer­wy – a i Naczel­nik Pań­stwa prze­for­so­wał  w PiS uchwa­łę, że o żad­nym “pole­xi­cie” nie ma mowy. W tej sytu­acji nic nie stoi na prze­szko­dzie, by eska­lo­wać pre­sję na Pol­skę, któ­rą kolej­ne rzą­dy wpę­dzi­ły w sytu­ację bez­al­ter­na­tyw­ną. Taki Wik­tor Orban był mądrzej­szy, pro­wa­dził poli­ty­kę ela­stycz­ną, toteż na unij­ny, czy­li nie­miec­ki szan­taż spo­koj­nie odpo­wia­da, że jak Unia nie poży­czy Węgrom pie­nię­dzy na tam­tej­szy Fun­dusz Odbu­do­wy, to Węgrzy poży­czą je sobie gdzie indziej.

   Jed­na rzecz ostat­nio rzą­do­wi się uda­ła, cho­ciaż sta­ło się to “bez jego wie­dzy i zgo­dy”. Oto medy­ko­wie, pro­te­stu­ją­cy w “bia­łym miasteczku”przed Kan­ce­la­rią Pre­mie­ra, zła­god­nie­li po incy­den­cie z udzia­łem star­sze­go męż­czy­zny, ponoć byłe­go woj­sko­we­go, któ­ry w pro­te­ście prze­ciw­ko pro­te­sto­wi, pod­czas kon­fe­ren­cji pra­so­wej strze­lił sobie w gło­wę i zmarł. Trup  — wia­do­mo – rzecz bez­cen­na, toteż medy­kom natych­miast zmię­kła rura i zgo­dzi­li się na roz­mo­wy z mini­strem Nie­dziel­skim, któ­re­go wcze­śniej nie chcie­li nawet widzieć na oczy.

        Cho­dzi oczy­wi­ście o pie­nią­dze, któ­re medy­ko­wie zamie­rza­ją wydę­bić od rzą­du pod pre­tek­stem “czwar­tej fali” epi­de­mii zbrod­ni­cze­go koro­na­wi­ru­sa, któ­ry nie tyl­ko jest zbrod­ni­czy, nie tyl­ko jest poli­tycz­nie wyro­bio­ny, nie tyl­ko jest mści­wy, ale w dodat­ku – jest anty­se­mic­ki – bo jak­że ina­czej wyja­śnić gwał­tow­ny wzrost zacho­ro­wań w “wyszcze­pio­nym” bez­cen­nym Izraelu?

 Sta­ni­sław Michalkiewicz