Papież Fran­ci­szek zapy­ta­ny o praw­do­po­dob­ną przy­czy­nę woj­ny, jaką Rosja pro­wa­dzi z NATO na Ukra­inie wyra­ził przy­pusz­cze­nie, że było nią “szcze­ka­nie NATO pod rosyj­ski­mi drzwia­mi”. Jak pamię­ta­my, wzbu­dzi­ło to osten­ta­cyj­ne zgor­sze­nie nie tyl­ko zawo­do­wych i postę­po­wych kato­li­ków, któ­rzy skwa­pli­wie prze­strze­ga­ją przy­ka­zań nowych, nada­nych nam przez Nasze­go Pana z Waszyng­to­nu, ale rów­nież Juden­ra­tu, bo wia­do­mo od daw­na, że nic tak nie gor­szy, jak praw­da.  Sęk w tym, że nie wia­do­mo do koń­ca, czy przy­pusz­cze­nie papie­ża Fran­cisz­ka co do przy­czyn woj­ny na Ukra­inie jest traf­ne. Ist­nie­ją bowiem podej­rze­nia, że woj­na ta wybu­chła, by przy­kryć afe­rę z “Pega­su­sem”, któ­ra wybu­chła zaraz po tym, jak pan mece­nas Roman Gier­tych odkrył, że był inwi­gi­lo­wa­ny. Wkrót­ce potem takie odkry­cia poro­bi­ły rów­nież inne zna­ne oso­bi­sto­ści i nie wia­do­mo, jak by się to skoń­czy­ło, gdy­by nie woj­na na Ukra­inie, w porów­na­niu z któ­rą “Pega­sus” zszedł na plan dal­szy i wyda­wa­ło się nawet, że w ogó­le znik­nął. Ale woj­na na Ukra­inie zaczy­na się prze­cią­gać, w związ­ku z czym ludzie przy­zwy­cza­je­ni do prze­ży­wa­nia codzien­nie cze­goś nowe­go, stop­nio­wo tra­cą nią zain­te­re­so­wa­nie, cho­ciaż ukra­iń­ski sztab gene­ral­ny doko­nu­je cudów pomy­sło­wo­ści, by zain­te­re­so­wa­nie woj­ną pod­trzy­mać. Ponie­waż spo­wsze­dnia­ły donie­sie­nia o zbrod­niach na cywi­lach, a nawet o gwał­tach na kobie­tach, to ostat­nio oka­za­ło się, że rosyj­scy żoł­nie­rze znaj­du­ją szcze­gól­ne upodo­ba­nie w gwał­ce­niu nie­mow­ląt. Nie wia­do­mo, na jak dłu­go to star­czy, więc ludzie prze­wi­du­ją­cy posta­no­wi­li reani­mo­wać “Pega­su­sa”. Jak tyl­ko Senat po raz kolej­ny sta­nął murem w obro­nie immu­ni­te­tu pana mar­szał­ka Grodz­kie­go, podej­rze­wa­ne­go o bra­nie łapó­wek, zaraz wzno­wi­ła dzia­łal­ność nad­zwy­czaj­na komi­sja do spraw inwi­gi­la­cji, przez któ­rą wła­śnie “wysłu­cha­ny” został pan Adam Bod­nar, chwi­lo­wo bez przy­dzia­łu mobi­li­za­cyj­ne­go. Nie­omyl­ny to znak, że zbli­ża­ją się wybo­ry par­la­men­tar­ne, w któ­rych pan Adam pew­nie będzie chciał wziąć udział w cha­rak­te­rze kan­dy­da­ta na Umi­ło­wa­ne­go Przy­wód­cę. Zresz­tą nie tyl­ko on, bo inni też się przy­mie­rza­ją. Wśród nich – obóz zdra­dy i zaprzań­stwa, w któ­rym bry­lu­je Donald Tusk na cze­le Volks­deut­sche Par­tei, cho­ciaż na mie­ście krą­żą fał­szy­we pogło­ski, że jest pod­gry­za­ny przez pana Rafa­ła Trza­skow­skie­go, co to nie­daw­no odbył nawet piel­grzym­kę do Nasze­go Naj­waż­niej­sze­go Sojusz­ni­ka, któ­ry na począ­tek  dał mu do potrzy­ma­nia rękę. Kto wie, czy to nie będzie mia­ło w przy­szłym roku wybor­czym decy­du­ją­ce­go zna­cze­nia. Tak czy owak, prze­pro­wa­dzo­ny został nawet son­daż, z któ­re­go wyni­ka­ło, że obóz zdra­dy i zaprzań­stwa, oczy­wi­ście pod warun­kiem, że zewrze sze­re­gi i poślad­ki, uzy­skał­by nawet 50 pro­cent gło­sów, odsu­wa­jąc w ten spo­sób od rzą­dów obóz pło­mien­nych dzier­żaw­ców mono­po­lu na patrio­tyzm. Sęk w tym, że chy­ba jed­nak nie zewrze, bo np. poboż­ny poseł Gowin, któ­ry przy­szedł  już do sie­bie po zała­ma­niu spo­wo­do­wa­nym utra­tą sta­no­wi­ska wice­pre­mie­ra, nie chce sta­wać do wybo­rów z tej samej listy, co bez­boż­ny poseł Wło­dzi­mierz Cza­rza­sty, czy, daj­my na to, pan Bie­droń. Nawia­sem mówiąc, moja fawo­ry­ta, Wiel­ce Czci­god­na Joan­na Scheu­ring-Wiel­gus puści­ła wodze fan­ta­zji, zwie­rza­jąc się pani red. Eli­zie Micha­lik, iż marzy jej się, by przy­szłym pre­mie­rem został pan Krzysz­tof Śmi­szek, pry­wat­nie l‘ami pana Bie­dro­nia. Mało to praw­do­po­dob­ne, bo z Volks­deut­sche Par­tei i z Lewi­cą nie chcie­li­by rów­nież star­to­wać “ludo­wcy” z Mar­szał­kow­skiej. Już wole­li­by z panem Hołow­nią i ewen­tu­al­nie – rów­nież z poboż­nym posłem Gowi­nem. Cha­rak­te­ry­stycz­ne jest, że ani obóz zdra­dy i zaprzań­stwa, ani obóz pło­mien­nych dzier­żaw­ców, nie prze­wi­du­je fra­ter­ni­zo­wa­nia się z Kon­fe­de­ra­cją. Kie­dy jed­nak przy­po­mni­my kam­pa­nię wybor­czą z roku 2020, kie­dy to par­tie two­rzą­ce “ban­dę czwor­ga” (KO, Lewi­ca, PSL i Zjed­no­czo­na Pra­wi­ca) licy­to­wa­ły się, któ­ra wyda wię­cej pie­nię­dzy, pod­czas gdy Kon­fe­de­ra­cja w tej licy­ta­cji udzia­łu nie wzię­ła wyja­śnia­jąc, że nie będzie niko­mu nic dawa­ła, ale też nie będzie odbie­ra­ła, to jasne jest, że ponad podzia­ła­mi trak­tu­ją one Kon­fe­de­ra­cję, jak wro­ga, bo gdy­by pro­gram przez nią gło­szo­ny zaczął być reali­zo­wa­ny, to stra­ci­ły­by one rację bytu. Tym­cza­sem Zjed­no­czo­na Pra­wi­ca naj­wy­raź­niej sta­wia na roz­rzut­ność, dając każ­de­mu wszyst­ko, co tyl­ko moż­na sobie wyobra­zić i nawet pla­nu­jąc “pro­gram pilo­ta­żo­wy” w lan­dzie war­miń­sko-mazur­skim, by każ­de­mu oby­wa­te­lo­wi wypła­cać mie­sięcz­nie po 1300 zł tyl­ko za to, że ist­nie­je. W tej sytu­acji Donald Tusk und Volks­deut­sche Par­tei nie jest w sta­nie prze­li­cy­to­wać Naczel­ni­ka Pań­stwa, więc gło­si potrze­bę “roz­dzia­łu pań­stwa od Kościo­ła”, czy może odwrot­nie – i ze jak tyl­ko obej­mie wła­dzę, to natych­miast roz­dzie­li, aż będą lecia­ły wió­ry, Tak samo pod­czas słyn­nej “Roz­mo­wy w kar­to­flar­ni” odgra­żał się Gnom: “Gdy tyl­ko w Pol­sce obej­mę wła­dzę, sze­reg suro­wych ustaw wpro­wa­dzę. Za kro­wo­bój­stwo, za świ­nio­bi­cie, będę odbie­rał mie­nie i życie”. Wyobra­żam sobie, jak taki pro­gram ude­lek­to­wał­by Wiel­ce Czci­god­ną Syl­wię Spu­rek, a tak­że – gra­fi­nię Różę Thun und Han­de­hoch, któ­ra prze­strze­ga, że z kro­wo­bój­stwa i świ­nio­bi­cia będzie­my musie­li gęsto tłu­ma­czyć się na Sądzie Osta­tecz­nym. Kto by pomy­ślał, że u potom­stwa zawo­do­wych kato­li­ków eku­me­nizm zej­dzie aż do tego poziomu?

   Tym­cza­sem w naszym nie­szczę­śli­wym kra­ju infla­cja wspa­nia­le się roz­wi­ja i rząd obwi­nia za to Puti­na, ale chy­ba nie jest dobrze, bo pan pre­mier Mora­wiec­ki, któ­ry chy­ba  musi wie­dzieć, jak jest napraw­dę, nie­daw­no wystą­pił z roz­pacz­li­wym pomy­słem, by Nor­we­gia podzie­li­ła się z Pol­ską docho­da­mi z eks­por­tu ropy i gazu. Rząd nor­we­ski, naj­wy­raź­niej podej­rze­wa­jąc moż­li­wość psy­chicz­ne­go kry­zy­su u pana pre­mie­ra, wpraw­dzie mu odmó­wił, ale bar­dzo łagod­nie. Za to pan pre­zy­dent Duda, pod­czas piel­grzym­ki do Kijo­wa  został owa­cyj­nie powi­ta­ny przez tam­tej­szą Radę Naj­wyż­szą. Inna rzecz, że zacho­wy­wał się tak, jak­by sta­rał się o rękę sław­nej śpie­wacz­ki i wypa­da tyl­ko żało­wać, że nie anga­żu­je się tak w obro­nę pol­skich inte­re­sów pań­stwo­wych, jak w obro­nę inte­re­sów ukra­iń­skich. Być może uwa­ża, że to wszyst­ko jed­no, cho­ciaż w Kijo­wie nie posu­nął się aż tak dale­ko, jak 3 maja, kie­dy ogło­sił rychłą likwi­da­cję gra­ni­cy pol­sko-ukra­iń­skiej. Widocz­nie ktoś star­szy i mądrzej­szy go zmi­ty­go­wał, bo mówił tyl­ko, że ta gra­ni­ca powin­na “”łączyć”, a nie “dzie­lić” — ale jeśli tak, to przy­naj­mniej musi ist­nieć. Poza tym sta­now­czo stwier­dził, że Ukra­ina będzie “odbu­do­wa­na”, a kosz­ty tej odbu­do­wy “musi” ponieść Rosja. Nic dziw­ne­go, że Ukra­iń­com prze­mó­wie­nie pre­zy­den­ta Dudy się spodo­ba­ło tym bar­dziej, że oto mie­li dowód, iż gło­wa pań­stwa pol­skie­go zaczy­na tra­cić kon­takt z rze­czy­wi­sto­ścią, a w tej sytu­acji obci­na­nie kupo­nów z pre­zen­to­wa­nia na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej Ukra­iny jako pań­stwa spe­cjal­nej tro­ski może być jesz­cze łatwiej­sze. Nie wszy­scy jed­nak myślą tak, jak pan pre­zy­dent Duda, bo ostat­nio 99-let­ni Hen­ry Kis­sin­ger zauwa­żył, że Ukra­ina powin­na wró­cić do gra­nic sprzed woj­ny, bo w inte­re­sie sta­bi­li­za­cji w Euro­pie nie leży nie tyl­ko roz­człon­ko­wy­wa­nie, ale nawet osła­bia­nie Rosji, a już wpy­cha­nie jej w trwa­ły sojusz z Chi­na­mi nie leży nawet w inte­re­sie Ame­ry­ki. W Ame­ry­ce na razie nikt inny tak nie mówi, może poza Nor­ma­nem Fin­kel­ste­inem, ale w Euro­pie, to zna­czy w Niem­czech, we Fran­cji i we Wło­szech, zaczy­na się dostrze­gać znie­cier­pli­wie­nie ręcz­nym ste­ro­wa­niem Euro­pą przez Sta­ny Zjed­no­czo­ne pod pre­tek­stem wojny.

                                                                         Sta­ni­sław Michalkiewicz