Mercosur i przewodnicząca Komisji Europejskiej – europejskie problemy dnia dzisiejszego.
Jak czytelnicy może zauważyli – od dłuższego czasu mam na oku Unię Europejską, a szefową jej ważnego organu – Komisji Europejskiej — na muszce celownika..
Rzuciłam więc moje spojrzenie na następujące tematy: Podpisanie umowy Mercosur – to czarny dzień dla europejskiego rolnictwa oraz: Ursula von der Leyen: władza, pieniądze, kontrola
17 stycznia br. w stolicy Paragwaju Asuncion doszło – z pominięciem Parlamentu Europejskiego – do podpisania umowy handlowej Unii Europejskiej z blokiem Mercosur, co już wywołuje w mediach nie tylko hurra, ale też dezaprobatę.
Autorka projektu i sprawczyni tego zamieszania Ursula von der Leyen świętuje zwycięstwo i stwierdza, że: Komisja Europejska „wysłuchała obaw unijnych rolników – i podjęła działania” i że ta umowa jest „dobra dla Europy – dla każdego państwa członkowskiego – dla 450 mln mieszkańców Unii”- tak pani Ursula.
W czym tkwi jednak problem?
Otóż Bruksela ostatnio wielokrotnie przekonywała o istnieniu w umowie twardych zabezpieczeń w postaci wzmocnionych klauzul ochronnych dla rolników, które zostały – jak ogłoszono – przyjęte dla uspokojenia nastrojów pod naciskiem – przede wszystkim Polski i Francji oraz dzięki staraniom polskich eurodeputowanych.
Ale sytuacja wygląda nie tak „różowo” jak maluje ją szefowa KE „ bo – tuż przed jej przylotem do Paragwaju – minister spraw zagranicznych tego kraju, sprawującego przewodnictwo w Mercosurze, Rubén Ramírez Lezcano, oznajmił , że owe klauzule ochronne wcale “nie są częścią umowy”, co oznacza, że Mercosur może je kwestionować. O tym informował on już wcześniej kilkakrotnie na forum publicznym, ostatnio na konferencji prasowej 09 stycznia.
Krótko mówiąc: Mercosur nie uznaje klauzul ochronnych, które miałyby bronić europejskich rolników !
Jak to? O ochronie rolników w umowie nie ma mowy ? – a mimo tego Ursula wodęlejen (jak nazywa ją pewien polonijny dziennikarz) ją podpisuje ! I ogłasza to za wielki sukces ? Coś tu nie gra….
Do przekrętów z jej strony jesteśmy już przyzwyczajeni, ten nie jest pierwszy, ale jego skala przerasta normy przyzwoitości i zasady prawne działania instytucji publicznych. Zlekceważyła ona mianowicie opinię Parlamentu Europejskiego oraz możliwość wcześniejszego skierowania przez eurodeputowanych umowy do Trybunału Sprawiedliwości UE w celu uzyskania jego oceny.
Podczas gdy ta pani zapewnia o solidnym zabezpieczeniu rolnictwa a jednocześnie wiemy z mediów, że państwa Mercosur nie zaakceptowały tych klauzul ochronnych – muszą rodzić się u obserwatora tej całej maskarady wątpliwości i rozgoryczenie
I budzi się konieczność protestu przeciwko temu „robieniu w konia„ żywicieli mieszkańców Europy.
I właśnie coś takiego ma miejsce – jak donosi Polsanews.pl z dnia podpisania tego porozumienia – minister rolnictwa Stefan Krajewski zapewnił, że ten akt złożeniu podpisu przez panią Ursulę “to nie koniec walki”. W przyszłym tygodniu ma odbyć się głosowanie w Parlamencie Europejskim nad złożoną przez grupę europosłów z Polski skargą na umowę do – Trybunału Sprawiedliwości UE. Jego deklaracja w mediach społecznościowych: „, my się nie poddajemy. to nie koniec walki” . Potwierdzenie tego może tkwić w informacji, że w środę, 21 stycznia, w Parlamencie Europejskim ma odbyć się głosowanie nad skierowaniem powyższego poronionego pomysłu pani von der Leyen do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.
Jeśli wniosek, podpisany przez ponad 140 europosłów, uzyska większość, a Trybunał uzna go za dopuszczalny, ratyfikacja umowy może zostać opóźniona nawet o dwa lata. A więc „hurra” Ursuli vom der Leyen” może się okazać przedwczesne i płonne.
Dodam jeszcze, że byly premier Polski Leszek Miller poszedł jeszcze dalej w negatywnym odbiorze tego nowego przekrętu przewodniczącej Komisji Europejskiej i na antenie Polsatnews tak się wyraził: „Mam nadzieję, że w PE już ktoś zbiera podpisy pod wnioskiem o wotum nieufności dla von der Leyen”
Byłaby to już trzecia próba obalenia jej z funkcji i miejmy nadzieję, że tym razem będzie udana, że włoska premier Giorgia Meloni nie da się przekupić („za pieniądze zrobię wszystko” nazwałam jej postawę w pewnej audycji radiowej) i członkom Wspólnoty zwanej – jeszcze – Unią Europejską uda się przywrócić jej dawny charakter, zgodny z jej twórcami – i w konsekwencji odsunąć eurokratów łamiących prawa unijne od stołków unijnych.
Na zakończenie chciałabym zaprezentować jeszcze dwie informacje, które uwypuklają nieprzydatność kierującej Komisją Europejską, Ursuli von der Leyen do prowadzenia tej ważnej dla obywateli Europy instytucji.
Zadałam sobie pytanie o wysokość gaży jej oraz komisarzy tam zatrudnionych. I oto czego się dowiedziałam: dotychczasowe miesięczne wynagrodzenie szefowej Komisji wynosiło około 31 tysięcy euro. To było dla niej za mało. Pod koniec 2025 roku nastąpiła więc kolejna, już siódma w ciągu trzech lat, podwyżka płac, która podniosła jej pensję do 35 tysięcy 800 euro miesięcznie. Dla porównania, komisarze unijni zarabiają około 29 250 euro brutto miesięcznie, a urzędnicy Unii nie płacą krajowych podatków dochodowych w państwach, w których pracują.
To jednak nie wszystkie czarne plamy na sumieniu tej pani. Oto według informacji opublikowanych przez „Euronews” oraz „Financial Times”, Ursula von der Leyen planuje utworzenie własnych służb wywiadowczych przy Komisji Europejskiej.
Ten nowy organ szpiegowski miałby korzystać z informacji gromadzonych przez krajowe agencje wywiadowcze i lepiej je koordynować, a jego celem – według oficjalnych zapowiedzi byłoby wzmocnienie strategicznych zdolności Unii i – uwaga !– uniezależnienie się od Stanów Zjednoczonych.
Z zakulisowych komentarzy unijnych dyplomatów wynika jednak, że może to być również próba dalszego umacniania władzy Komisji Europejskiej – i jej przewodniczącej.
Bo dziś w Brukseli nie rozstrzyga się już tylko, kto z kim handluje.
Rozstrzyga się, kto naprawdę decyduje.
A gdy decyzje zapadają daleko od obywateli, za zamkniętymi drzwiami i przy rosnących budżetach – demokracja zaczyna kosztować coraz więcej.
Dlatego warto patrzeć władzy na ręce. Nawet – a może zwłaszcza – wtedy, gdy mówi, że działa „w naszym imieniu”.
.
Maria Legieć



































































