Poniższy mem znalazłam już kilka miesięcy temu na Facebooku. Uważam go za „jaskółkę” wiadomości, podanych 05 lutego br w „Do Rzeczy” na temat ingerencji Komisji Europejskiej w proces wyborczy państw Unii Europejskiej.

Szóstego lutego br, w największym w Polsce dostawcą informacji prawno-gospodarczych, (którego wydawcą jest „Dziennik Gazeta Prawna” ) – „ Infor PL S.A” – ukazał się artykuł nawiązujący do powyższego doniesienia tytułem: „Komisja Izby Reprezentantów USA: Komisja Europejska cenzuruje Internet i tłumi narracje zagrażające jej władzy”!.
Artykuł zaczyna się od słów: „Opublikowany 3 lutego 2026 r. raport Komisji Sądownictwa Izby Reprezentantów USA szczegółowo opisuje trwającą od dziesięciu lat kampanię Komisji Europejskiej, mającą na celu przejęcie kontroli nad narracją w internecie.”

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Komisja Sądownictwa Izby Reprezentantów USA opublikowała już drugi „Raport”, który jest poświęcony – jak to ujęto – kwestii cenzury w Europie. Przekazano co następuje: „Niepubliczne dokumenty przedstawione Komisji na mocy wezwania sądowego pokazują, w jaki sposób KE regularnie wywierała presję na platformy przed wyborami państwowymi w krajach członkowskich UE, aby działać na niekorzyść partii politycznych o poglądach konserwatywnych lub populistycznych”. Z raportu wynika, że roku 2023 , tzn. od momentu wejścia w życie Aktu o Usługach Cyfrowych (DSA) – Komisja Europejska miała wywierać nacisk na platformy internetowe, żeby zmuszać je do ograniczania publikacji, które reprezentowały treści o charakterze konserwatywnym, prawicowym.. Dotknięte tym były kraje europejskie (mowa jest w powyższym raporcie o ośmiu), w których odbywały się wybory krajowe.

Również wybory do  Parlamentu Europejskiego w czerwcu 2024 roku stały pod kontrolą KE, Taka ingerencja trwała już od wcześniejszych lat. Kiedy Komisja Europejska zaczęła tworzyć w roku 2015 różnego rodzaju “kodeksy” i “fora” współpracy z platformami cyfrowymi – stwierdzono już wtedy penetrację korporacji technologicznych, zwłaszcza TikToka – w przebieg wyborów krajowych. Ta „współpraca” KE z Big Tech – była pozornie dobrowolna, lecz w praktyce presja coraz wyraźniej się zaostrzała i przybierała charakter polityczny Zarzuty jaskrawej interferencji stawiane są przede wszystkim wobec szefowej KE Ursuli von der Leyen (o niej – w tym kontekście mówiłam np. w polonijnym radiu „Rozmaitości” już wielokrotnie….), Jeszcze przed wejściem w życie Aktu o Usługach Cyfrowych (DSA) od roku 2020 pani Ursula i jej zastępczyni Vera Jourova miały nakazywać platformom usuwanie narracji politycznie niepoprawnych, dotyczących pandemii COVID-19 i szczepień. Później (2022-2024) w ramach Kodeksu Dezinformacji, odbyło się pod egidą tych dwóch urzedniczek ponad 90 „spotkań” z przedstawicielami platform, podczas których naciskano na zmianę globalnych zasad moderacji. Po wejściu w życie DSA w roku 2024 firmy zostały ostrzeżone, że muszą prowadzić ”ciągły przegląd wytycznych”, aby: „pozostać w zgodzie z nowymi regulacjami i wspierać walkę z nielegalnymi treściami w internecie, a także doprecyzować kwestie dotyczące weryfikowania treści”, czego celem miało być usuwanie niepoprawności politycznych.

Alarmującym przestępstwem działalności KE, wg raportu była ingerencja w procesy wyborcze w państwach europejskich, która miała miejsce od 2024 roku (nie zapomnieć: wybory w Polsce odbyły się o rok wcześniej…), w co najmniej ośmiu głosowaniach w sześciu krajach UE. Komisja Europejska spotykała się z platformami, by – jak podaje Izba Sądownicza USA – naciskać na ograniczanie treści politycznych tuż przed dniem wyborów. Znany nam, Europejczykom – jest tzw „wątek rumuńskich wyborów” w grudniu 2024 r. To Rumunia stała się pierwszym państwem członkowskim UE, w którym wybory zostały unieważnione z powodu zagranicznej ingerencji i dezinformacji za pośrednictwem TikToka. Rumuńskie organy regulacyjne, działające w porozumieniu z KE i wzmocnione przez DSA, domagały się usuwania legalnych wypowiedzi politycznych. Żądano m.in. usunięcia treści, które uznano za „brak szacunku lub obrażanie PSD” – lewicowej partii, będącej wówczas częścią koalicji rządzącej, oraz nakazywano, aby „wszystkie materiały zawierające wizerunek Călina Georgescu zostały usunięte”.. Powinno to być dzwonkiem alarmowym dla nas wszystkich, europejskch członków Wspólnoty. Stosowanie wprowadzania w błąd, dezinformacji i nieprzejrzystej reklamy politycznej w trakcie procesów wyborczych – stało się kluczowym problemem nie tylko w Rumunii gdzie wybory zostały unieważnione, co może się zdarzyć (i może zdażyło się ?- stąd ta „nerwowość Tuska?) także w całej Europie. Włączając w to i Polskę!. Ingerencja w przebieg wyborów miała miejsce także na Słowacji w 2023 roku, gdzie TikTok, pod presją UE, ocenzurował legalne opinie polityczne (np. stwierdzenia, że istnieją tylko dwie płcie). Nawiązując w tym miejscu do treści mema, umieszczonego na początku tekstu i „nerwowości „ Tuska w związku z wynikami raportu Komisji Sądownictwa Izby Reprezentantów USA – pojawia się mój apel o śledzenie dalszych doniesień, które może rzucą światło na wynik grudniowych wyborów także w RP !
Jak można się dowiedzieć z wyżej wymienionego raportu – Unia Europejska za pomoca presji wywieranej na Big Techy, stosowała cenzurę w internecie na masową skalę i ingerowała w sumie w przynajmniej 8 wyborów w państwach czlonkowskich – oprócz wymienionych wyżej – Rumunia i Słowacja – także w innych , jak: Holandia (2023 i 2025), Francja (2024), Irlandia (2024 i 2025), Mołdawia (2024). Polska nie jest ujęta w spisie Komisji Sadownictwa amerykańskiej izby Reprezentantów. Jeszcze! Udowodniono, że polityczne wpisy i wypowiedzi niezgodne z lewicową propagandą UE cenzurowane były nawet na krótko przed głosowaniem! Co trafiało na cenzorski celownik unijnych kontrolerów? Wszystko, co miało choćby minimalny związek z prawicą, konserwatyzmem, czy katastrofą migracyjną w UE! Cenzurowane były
— „Retoryka populistyczna”
— „Treści antyrządowe/antyunijne”
— Treści „antyelitarne”
— „Satyra polityczna”
— „Treści antyimigranckie i islamofobiczne”
— „Treści anty-LGBTQI”
— „Subkultura memów”
Amerykańska Komisja Sądownictwa ostrzega też przed nowymi inicjatywami Komisji Europejskiej, takimi jak „Democracy Shield” (Tarcza Demokracji), które mogą doprowadzić do końca anonimowości w mediach społecznościowych poprzez wymóg weryfikacji tożsamości użytkowników, co moze zagwarantować „elytom unijnym” przejęcie kontroli nad wolną myślą i narzucanie obywatelom rozumienia świata zgodnie z „jedynie słuszną linią polityczną jednej partii” – co my, żyjący latami pod okupacją komunizmu aż zanadto znamy.
Co ciekawe jedyną platformą, która odmówiła współpracy, był X Elona Muska. Ta sama platforma, na którą UE nałożyła karę 120 milionów euro na mocy ustawy DSA i której biura we Francji są obecnie przeszukiwane w związku ze śledztwem dotyczącym algorytmów.

To, co Komisja Europejska pod wodzą Ursuli von der Leyen nazywa „ochroną demokracji”, coraz wyraźniej przypomina centralnie sterowaną cenzurę i brutalną ingerencję w wolę wyborców, realizowaną rękami Big Techu i pod osłoną haseł o walce z dezinformacją. Jeśli dziś milcząco akceptujemy unieważnianie wyborów, kneblowanie legalnych poglądów i polityczną selekcję treści, jutro obudzimy się w Unii, która demokrację zachowała już tylko w nazwie.

Maria Legieć