Dla utrzymania władzy premier Morawiecki obiecuje wszystko każdemu, nawet mnie i to w 1.pkt. Nie chcę dobrowolnego ZUS. Chcę tylko likwidacji obowiązkowego ZUS zanim osiągnę dochód(!) i obniżenia składek z 48% do 16% – jak w II RP
Premier Morawiecki podjął się rozpaczliwej misji – stworzenia rządu/utrzymania się przy władzy – na co nie ma najmniejszych szans. Obiecuje wszystko każdemu, zwłaszcza Trzeciej Drodze i Konfederacji. Obiecuje również mnie, prywatnemu przedsiębiorcy, i to w pierwszym przykazaniu swojego świeckiego dekalogu – dobrowolny ZUS. Parafrazując słowa religijnej pieśni, chce nas przedsiębiorców osłaniać tarczą swej opieki.
To o osiem lat za późno – skomentował lider Nowej Nadziei, Sławomir Mentzen.  Może jednak lepiej późno niż wcale?
Otóż, nie.
Dobrowolny ZUS to jeden z głupszych pomysłów, na jakie wpadli Konfederaci. Rozumiem, że mieli dobre chęci, ale dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Prawo nie powinno mnożyć przywilejów i uznaniowych zwolnień, bo wszystkie one osłabiają państwo i zakłócają funkcjonowanie społeczeństwa. Podważają zarazem istotę państwa wolnych i odpowiedzialnych obywateli.
Już wyjaśniam. Polskie ubezpieczenia społeczne, o których wołającym o pomstę do Nieba ciężarze pisałem przed tygodniem, nie są niesprawiedliwe z racji swojego istnienia.
One są niesprawiedliwe z dwóch innych powodów:
1. Z racji wysokości w stosunku do zarobków własnych i pensji pracownika (48%).
2. Z obligatoryjności – przedsiębiorca musi płacić ZUS od pierwszego dnia rejestracji swojej firmy, niezależnie od jej wyniku finansowego. Od tego czy osiągnie zysk, czy stratę. To jest kompletnie nielogiczne i niesprawiedliwe.
Ta dyskryminacja przedsiębiorców jest największą przeszkodą na drodze do samodzielnego, wewnętrznego rozwoju naszej gospodarki i państwa. Przez ten nieludzki system, usankcjonowany prawem, przegrywamy z państwami zachodu Europy, z Niemcami i  Wielką Brytanią.
Przegrywamy atrakcyjność. Już nie opłaca się być Polakiem, jak to było za I Rzeczpospolitej.  Uciekinierzy z zachodu Europy chcieli być Polakami i stawali się nimi, bo Polska gwarantowała im wolność osobistą i możliwość dorabiania się. A teraz?
Bardzo źle się stało, że po roku 1989 nie obalono starych komunistycznych przepisów, zabezpieczających komunizm przed powstaniem niezależnej od państwa warstwy społecznej. Bardzo źle się stało, że myślenia o przedsiębiorcach jako zagrożeniu dla ładu państwowego nie obalono w głowach polityków. Bo przecież nie potrzeba tu zmiany konstytucji.
Jako przedsiębiorca nie chcę żadnej rządowej tarczy. Nie chcę zwolnień i dotacji. Chcę prostego i sprawiedliwego prawa … i niskich podatków. Dekalog został nam dany już kilka tysięcy lat temu przez Pana Boga. Proszę go nie zastępować swoją świecką wersją, Panie Morawiecki.
Receptą na złe państwo nie jest wyłączanie jakiejkolwiek grupy z obciążeń względem państwa. Receptą jest likwidacja nadmiernych obciążeń, jakie w konsekwencji prowadzą do osłabienia państwa i uniemożliwiają jego rozwój.
Każdy przedsiębiorca, nawet młody i bogaty, może kiedyś poważnie zachorować lub zbankrutować. Dlatego nie może być zwolniony z płacenia ubezpieczenia. Chodzi tylko o to, żeby pod pozorem troski o jego bezpieczną przyszłość państwo nie nakładało na niego nadmiernych podatków. Przecież żaden przedsiębiorca nie choruje bardziej niż jego pracownik (jeżeli jest inaczej, wyprowadźcie mnie z błędu).
To był wybitnie socjalistyczny i głupi pomysł Prawa i Sprawiedliwości – wszystkich uzależnić od wsparcia państwowego. Uzależnić najmniej zarabiających i, o zgrozo, przedsiębiorców, najpierw kasując na nich haracz za możliwość funkcjonowania, a potem osłaniając ich rządowymi tarczami. Wreszcie dobijając ich Nowym Ładem.
Państwo nie powinno dawać przedsiębiorcom żadnych osłon, tarcz, przywilejów i głupich ulg. Powinno  znieść przymusowe haracze i nadmierne obciążenia. Przedsiębiorcy sami rozwiną swój biznes i Polskę.
To napisałem ja, drobny przedsiębiorca

Jan Azja Kowalski
za ABC NIEPODLEGŁOŚĆ

Jan A Kowalski, rocznik 1964. Od roku 1983 działacz Liberalno-Demokratycznej Partii Niepodległość, od 1985 redaktor „małej” Niepodległości (ps. Azja Tuhajbejowicz). Autor „Dziur w Mózgu” i „Wojny, którą właśnie przegraliśmy”.