Właśnie dobiegły końca kolejne Mistrzostwa Świata w lekkiej atletyce. Tym razem odbyły się one w pięknym Toruniu. Zresztą nie po raz pierwszy. Zacznijmy od tego, że spora grupa Kanadyjczyków wybrała się do Torunia, licząc na sukcesy i przygodę.
W obu przypadkach zawodnicy i trenerzy (a wiem to od nich już z ich pierwszego pobytu w grodzie Kopernika) byli całkowicie zadowoleni. Gościnność, dobra organizacja, profesjonalizm.
Polacy, jak to Polacy, mają tę specyficzną cechę „zastaw się, a postaw się”, więc toruńska, bardzo zresztą, piękna arena została dodatkowo przemeblowana i odrestaurowana.
Sama polska lekkoatletyka też wymagała odrestaurowania po nieszczęsnych igrzyskach olimpijskich w Paryżu i mistrzostwach świata w Tokio.
Prezes PZLA, Sebastian Chmara, postawił na młodzież i słusznie zresztą.
Oczywiście, na wynuka zawsze trzeba poczekać, ale tym razem pokaz siły był miłym zaskoczeniem.
Polska kończy Halowe Mistrzostwa Świata z 4 medalami (jeden złoty, jeden srebrny i dwa brązowe) na 9. miejscu w klasyfikacji medalowej.
Były to trzecie najlepsze mistrzostwa świata na hali Polaków. Po jednym medalu na igrzyskach i jednym na mistrzostwach świata polska lekkoatletyka była w dołku, ale nie nastąpiło tąpnięcie, nie ma pustyni, nie ma rozpaczy. Wręcz przeciwnie , jest zaskakująca hossa.
Lekkoatleci i lekkoatletki byli wyjątkowo dużo razy w czołówce, co pokazuje aż 11 obecności w top 8!
To złożyło się na trzecie miejsce w klasyfikacji punktowej!
Jak należało się spodziewać, USA wygrały klasyfikację tak medalową, jak i punktową.
W historii zaistniały dwie sytuacje, w których Polacy zdobywali 5 medali: w 1999 roku i w 2018 roku.
Historia także pokazała, co było po takich halowych zawodach.
Po sukcesie roku 1999 (5 medali) Polska zajęła 3. miejsce w generalce na igrzyskach.
Co było po Birmingham? Wysyp medali w Tokio na igrzyskach i 4. miejsce w generalce.
Przypomnę, że halowe mistrzostwa świata są tylko poligonem, wskaźnikiem trendu, a nie realnym porównaniem sił.
Nawiązując jednak do trendu, to jest nadzieja, żeby odbudować potencjał, żeby zaatakować w latach 2027–2028, bo rok 2026 to na świecie oddech, przerwa.
Mistrzostwa świata dopiero w sierpniu 2027!
A jeśli chodzi o medale, tak polskie, jak i kanadyjskie, to mieliśmy do czynienia z wielką niespodzianką, akurat kanadyjską.
Czterystumetrowiec z Toronto, Christopher Morales Williams, zaskoczył cały świat i wygrał bieg na 400 m z nowym rekordem mistrzostw, 44.76 s.
Drugi i medal dla Kanady, srebrny tym razem, zdobyła kulomiotka Sarah Mitton.
Ją już można uznawać za weterankę, bo zdobyła już złoto w poprzednich mistrzostwach w Glasgow.
Sobotni wieczór przeszedł do historii polskiego sportu.
Jakub Szymański, niesiony dopingiem własnej publiczności w toruńskiej Arenie, wywalczył złoty medal halowych mistrzostw świata w biegu na 60 metrów przez płotki! Polak w dramatycznych okolicznościach pokonał światową czołówkę! Ależ to był bieg!
Srebro dla Polski wywalczyła Natalia Bukowiecka.
Rywalizacja finałowa sprinterek na 400 m była podzielona na dwa finały, a Natalia Bukowiecka biegła w pierwszej odsłonie. Polka dobiegła do mety jako pierwsza z czasem 50,83 s, ale to jeszcze nie dawało jej krążka. Musiała czekać na to, co wydarzyło się chwilę później. A to waśnie dało jej srebro!
Autorami dwoch brązowych medali byli: Pia Skrzyszowska w biegu na 60m ppł oraz mieszana sztafeta 4x400m.
Teraz czas na pokaz siły na otwartych stadionach.
Have a Great Day!
Bogdan







































































