Na panelu dyskusyjnym podczas konwencji federalnej Partii Liberalnej poruszony został problem brain drain – czyli odpływu wykwalifikowanych Kanadyjczyków (inżynierów, lekarzy, specjalistów IT itp.) do USA. Wielu z nich korzysta z wizy TN (z NAFTA/USMCA), która ułatwia pracę po drugiej stronie granicy, bo tam pensje są często znacznie wyższe (nawet 2x), podatki niższe, a możliwości rozwoju lepsze.

Jeden z mówców sugerował, że skoro Kanada wydaje setki tysięcy dolarów na subsydiowane szkolnictwo wyższe (uniwersytety, granty, pożyczki studenckie itp.) dla  osób, które potem szybko wyjeżdżają do USA na dobrze płatne posady, powinny pne zwrócić część tych kosztów państwu – np. szacunkowo  ~500 000 CAD (w zależności od kierunku studiów, czasu edukacji i subsydiów).

Nie jest to oficjalna rezolucja partii (w liście 24 wybranych rezolucji na konwencję nie ma nic o „exit tax”, ograniczeniu mobilności czy karach za wyjazd do USA), to pomysł rzucony na panelu w kontekście „jak zatrzymać talenty w Kanadzie”.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Krytycy uważają, że płacenie 500 000 dolarów, żeby pracować w USA, brzmi jak kara za wyjazd lub opłata wyjazdowa (exit fee), i sugerują, że Kanada zamienia się w „lewicowy obóz więzienny”, gdzie rząd fizycznie lub finansowo blokuje wolność poruszania się.
Krytycy Liberałów używają tego, by pokazać, że partia zamiast naprawiać problemy (wysokie podatki, regulacje, drogie życie, słabe wynagrodzenia w Kanadzie), chce karać ludzi za to, że głosują nogami i wyjeżdżają.
Argument za jest taki, że edukacja wyższa w Kanadzie jest mocno subsydiowana z podatków wszystkich obywateli. Jeśli ktoś dostaje tanią/za darmową edukację, a potem natychmiast zabiera umiejętności do USA (gdzie zarabia więcej i płaci tam podatki), to Kanada traci inwestycję. Podobne mechanizmy istnieją w niektórych krajach (np. zobowiązania do pracy po stypendiach medycznych lub „clawback” subsydiów).

Argument przeciw  jest taki, że to karykaturalne rozwiązanie. Zamiast karać ludzi za ambicję, lepiej zrobić Kanadę atrakcyjniejszą: obniżyć podatki, zmniejszyć biurokrację, budować więcej mieszkań, poprawić regulacje, żeby pensje i możliwości były konkurencyjne z USA. Taki mechanizm byłby trudny do wyegzekwowania (jak ściągnąć pieniądze od kogoś, kto już mieszka w USA?), mógłby zniechęcać młodych do studiów w Kanadzie i wyglądałby na karę za sukces.