Na podstawie dostępnych informacji i analizy bieżącej sytuacji geopolitycznej, wydaje się mało prawdopodobne, by władze Iranu zgodziły się na znaczące ustępstwa, zwłaszcza w kwestii programu rakiet balistycznych. Te rakiety są dla Teheranu kluczowym elementem odstraszania, szczególnie wobec Izraela i USA – uważają je za “czerwoną linię”, która nie podlega negocjacjom. W ostatnich rozmowach w Genewie (prowadzonych pośrednio poprzez Oman), Iran konsekwentnie odmawiał włączenia tematu rakiet do dyskusji, ograniczając się do kwestii nuklearnych, takich jak wzbogacanie uranu w zamian za zniesienie sankcji.
Najwyższy Przywódca Ali Chamenei publicznie odrzucił żądania USA dotyczące ograniczenia arsenału balistycznego, nazywając go “niezbędnym i obowiązkowym” dla bezpieczeństwa Iranu.
Negocjacje utknęły, mimo pewnego postępu w kwestiach technicznych – Iran żąda co najmniej odmrożenia 6 mld USD aktywów w Katarze, ale nie jest gotów na kompromisy w sprawach militarnych.
USA, pod administracją Trumpa, naciskają na szerszy zakres rozmów, włączając rakiety i wsparcie dla proxy (jak Huti czy Hezbollah), ale Teheran widzi to jako próbę osłabienia swojej pozycji regionalnej.
Jeśli negocjacje zawiodą (a Trump dał ultimatum na 10-15 dni), ryzyko eskalacji rośnie – USA budują siły w regionie, w tym dodatkowe myśliwce i lotniskowce.
Iran może kalkulować, że ustępstwa osłabiłyby reżim wewnętrznie, zwłaszcza po protestach i stratach z 2025 r.
Iran może postrzegać wojnę jako ryzykowną, ale potencjalnie opłacalną opcję, jeśli uzna, że uda mu się przetrwać początkowy atak i zmęczyć USA długotrwałym konfliktem. W ocenie niektórych irańskich urzędników, wojna mogłaby zmusić Waszyngton do przyjęcia korzystniejszego porozumienia nuklearnego w przyszłości – poprzez wyczerpanie zasobów USA i eskalację regionalną.
Teheran podkreśla, że USA nie mają absolutnej przewagi: ich siły są rozproszone (np. konflikty z Rosją i Chinami), a Iran ma asymetryczne atuty, jak zamykanie Cieśniny Ormuz, ataki proxy czy rosnący arsenał rakiet – ok. 300 nowych miesięcznie.
Po wojnie 12-dniowej w 2025 r., Iran odbudowuje obronę powietrzną i fortyfikuje instalacje nuklearne, co mogłoby skomplikować amerykański atak.
Jednak obiektywnie USA mają znaczną przewagę militarną: zaawansowaną technologię (F-35, B-2), wsparcie sojuszników (Izrael, Arabia Saudyjska) i zdolność do precyzyjnych uderzeń. Iran mógłby ponieść ciężkie straty w początkowej fazie, co osłabiłoby reżim wewnętrznie.
Decyzja o wojnie zależałaby od kalkulacji, czy sojusznicy – Rosja, Chiny – zapewnią wystarczające wsparcie, by zrównoważyć dysproporcje.
Chiny już pomagają Iranowi w dziedzinie wojny elektronicznej (EW), choć nie bezpośrednio w konflikcie zbrojnym – Pekin unika otwartego zaangażowania, by nie prowokować USA. Współpraca obejmuje dostawy technologii dual-use: radarów (np. YLC-8B do wykrywania stealth, jak F-35), systemów zakłócających GPS/satelity, komponentów do dronów i rakiet, oraz wsparcie w cyberbezpieczeństwie i kontrwywiadzie. Po wojnie w 2025 r., Chiny pomogły Iranowi w odbudowie systemów radarowych i obrony powietrznej (np. HQ-9, oparte na S-300), a także w tworzeniu fałszywych celów radarowych i jammingu komunikacji. Raporty wskazują na dostawy zaawansowanych systemów EW, które mogłyby zakłócać radary F-35 czy sieci USA. Chiny monitorują ruchy USA w regionie via satelity (BeiDou) i dzielą się danymi z Iranem, co daje przewagę w “wojnach informacyjnych”.
Wspólne ćwiczenia morskie z Rosją i Iranem np. Maritime Security Belt 2026 testują koordynację EW.
Iran wydaje się nastawiony na twardą postawę, co zwiększa ryzyko wojny, ale z kalkulacją na przetrwanie dzięki asymetrii i wsparciu sojuszników jak Chiny.






























































