W czasie pandemii Kanadyjczykom całkiem nieźle idzie spłata długów, ale eksperci ostrzegają, że fala bankructw jeszcze jest przed nami. Stosunek zadłużenia do dostępnego dochodu spadł podczas pierwszych trzech miesięcy od ogłoszenia pandemii – według danych Statistics Canada między kwietniem a czerwcem wynosił 158,2 proc. W pierwszym kwartale roku utrzymywał się na poziomie 175,4 proc. Najwyższą wartość 177 proc. wskaźnik osiągnął w 2017 roku i od tamtej pory nie spadał poniżej 170 proc.

Scott Terrio, zajmujący się postępowaniami upadłościowymi w Hoyes & Michalos, mówi, że sytuacja wygląda dobrze tylko na pierwszy rzut oka. Przypomina, że od początku roku liczba ogłaszanych upadłości stale rosła, dopóki nie powstrzymała jej pandemia – w wstrzymanie polegało m.in. na zawieszeniu procedur sądowych, tak że pożyczkodawcy nie mieli możliwości upominania się o swoje. Do tego ludzie pobierali zasiłki, więc byli w stanie “utrzymać się na powierzchni”.

Wiele osób zostało zwolnionych z pracy, co znacznie nadwerężyło ich przychody, ale też widać, że w czasie pandemii spadły wydatki. Przykładowo zamknięto punkty daycare, ale też rodzice zaczęli pracować zdalnie, więc w efekcie przez pięć miesięcy oszczędzali 2000 dolarów miesięcznie. Ponadto mniej więcej jedna na sześć osób z kredytem hipotecznym wystąpiła do banku z wnioskiem o odroczenie spłat. Programy odroczeniowe za kilka tygodni jednak się skończą i trzeba będzie zacząć regulować rachunki.

Na koniec czerwca Kanadyjczycy byli łącznie zadłużeni na kwotę 2,3 bilionów dolarów, z czego 1,5 biliona stanowią kredyty hipoteczne, a 779,4 miliarda – kredyty konsumenckie, np. zadłużenia na kartach kredytowych.

Zadłużenie rozkłada się nierówno w poszczególnych grupach dochodowych. W przypadku 20 proc. najsłabiej zarabiających na koniec 2019 roku wskaźnik zadłużenia do dochodu wynosił 281,7 proc. Z drugiej strony dla 20 proc. najlepiej zarabiających było to 138 proc. Czyli spłaty będą największym problemem dla tych, którzy zarabiają niewiele.

Ekonomistka TD, Ksenia Bushmeneva, widzi pewne światełko w tunelu. Zauważa, że spada wskaźnik opłat obsługi długów, a oszczędności gospodarstw domowych rosną. Na koniec 2019 roku przeciętne gospodarstwo domowe było w stanie zaoszczędzić tylko 3,9 proc. dochodu, a w czerwcu – aż 28,2 proc.