Świat poszukujący czystej energii od dawna pokładał duże nadzieje w wodorze. Wodór był nazywany paliwem przyszłości.Może być używany do generowania prądu i napędzania pojazdów. Podczas palenia wodoru powstaje woda, a nie dwutlenek węgla. Problem w tym, że produkcja gazu na dużą skalę nie jest ani łatwa, ani przyjazna środowisku. Jedna z tańszych metod wykorzystuje metan, ale wtedy produktem ubocznym jest emisja węgla.

Teraz inżynierowie z Alberty twierdzą, że znaleźli klucz od sukcesu. Opracowali metodę, która pozwala na ekstrakcję wodoru ze złóż podziemnych, takich jak np. piaski bitumiczne, przy czym emitowany węgiel zostaje pod powierzchnią ziemi i nie jest uwalniany do atmosfery.

Wodór jest zawarty w związkach organicznych, takich jak węglowodory w ropie i gazie ziemnym. Często jest wydobywany przy użyciu metody wykorzystującej działanie gorącej pary wodnej pod ciśnieniem i metanu. Uwalnia się wtedy wodór, przechwytywany za pomocą specjalnych filtrów. Odpady to w tym przypadku dwutlenek i tlenek węgla. Tak postępowano przez 80 lat, mówi Grant Strem, dyrektor Proton Technologies, prywatnej firmy zajmującej się wdrożeniem do praktyki przemysłowej nowego procesu technologicznego wytwarzania wodoru.

Strem tłumaczy, że jego metoda jest dość podobna, ale naczyniem, w którym zachodzi reakcja, jest ziemia. Nie trzeba kupować gazu ziemnego, tylko można wykorzystać zasoby, które są w ziemi. Doprowadzanie tlenu do złóż podnosi temperaturę pod powierzchnią ziemi i inicjuje reakcję wyzwalającą wodór. Wodór wychodzi na powierzchnię przez filtry wykonane ze stopów palladu, które zatrzymują inne gazy, wśród nich dwutlenek węgla i siarkowodór. Taki proces jest stosunkowo tani. Daje też możliwość wykorzystania energii chemicznej z kanadyjskiej ropy naftowej w sposób przyjazny środowisku. Dostajemy czystą energię.

W zeszłym roku udowodniono skuteczność metody na małą skalę. Niebawem przyjdzie czas na testy zakrojone na szerszą skalę. Częściowo komercyjny projekt pilotażowy ruszy w przyszłym roku.