Organizatorami Konkursu i fundatorami nagród jest Telewizja Polska,

Polskie Radio, Instytut Pamięci Narodowej i Polskie Centrum Kultury.

Co ciekawe i niebywałe, że tę niezrozumiałą decyzję, której nawet nie uzasadniono, tylko powołano się na jakiś wewnętrzny regulamin, podjęto bez konsultacji z Instytutem Pamięci Narodowej.

W konsekwencji Członkowie Instytutu Pamięci Narodowej wycofali się z jury Konkursu, co skutkowało odwołaniem tegorocznego Konkursu. Trzeba tu nadmienić, że Konkurs składał się  czterech kategorii, był to już trzeci etap, czyli jakoś do etapu finałowego nikomu ta książka nie przeszkadzała.

Nie koniec na tym, wyeliminowano też książkę Władysława Studnickiego, co prawda napisaną przed Drugą Wojną Światową, w 1939 roku, a teraz wznowioną.   Książkę Studnickiego, pierwsze przedwojenne wydanie, spotkał jeszcze gorszy los, bo na wniosek ówczesnego Rządu została już po wydruku zmielona, w ten sposób nie dopuszczono do rozpowszechnienia. Była bardzo niewygodna  dla ówczesnych władz, bo obnażała wady rządzących i przestrzegała przed samozachwytem.

Na pewno państwo nie raz słyszeli, albo czytali o obowiązującym haśle tamtych lat – “Silni, Zwarci, Gotowi”. Krytykując wtedy ministra Becka i w ogóle politykę zagraniczną Sanacji, pisał – “Przy rozważaniu każdego problemu nie trzeba pieścić siebie, rysując w swej wyobraźni powodzenia i triumfy, lecz trzeba przewidywać i ciężką sytuację, a nawet klęski… i pisze dalej – Musimy sobie uprzytomnić konsekwencje każdego czynu, każdego kroku”.   Tak oto przestrzegał władze Państwa Polskiego Władysław Studnicki w 1939 roku, co okazało się bardzo niewygodne dla rządzących. A kto miał wtedy rację, wiemy wszyscy.  Ta sama książka dla obecnych władz też jest niewygodna, nie podzieli losu przedwojennego wydania, będzie można czytać, zachęcam do tego, bo to naprawdę ciekawa pozycja, obnaża wiele oczywistych spraw.

Książka Piotra Zychowicza “Wołyń zdradzony, czyli jak dowództwo AK porzuciło Polaków na pastwę UPA” , okazała się bardzo niewygodna dla kapituły konkursowej, oburzonych jest też  wiele środowisk, nawet uczonych w mowie i piśmie profesorów, a przecież autor powołuje się na dokumenty, to nie jest zlepek informacji, jak twierdzą niektórzy, z innych niewiarygodnych publikacji. Najgorsze jest to, że oburzeni są nawet Ci, którzy nie czytali tej książki.

Trzeba tu wyraźnie zaznaczyć, że nie ma w książce krytyki struktury AK i umniejszania jej zasług dla Polski, ale są pokazane nieodpowiedzialne działania poszczególnych osób, oparte na materiałach archiwalnych.

Ja, choć nie podzielam wszystkiego bezkrytycznie, co do tej pory pisał Zychowicz, szczególnie dyskutowałbym na temat książki o Powstaniu Warszawskim “Obłęd 44”, ale muszę przyznać, że mimo młodego wieku, bo autor niespełna czterdziestoletni, potrafi wykazać, nie z własnego widzimisię, ale wertując dokumenty, że nie wszystko w naszej historii było takie oczywiste.

Dlatego powstała ta książka, żeby uzmysłowić, że pewne rzeczy można było by robić inaczej, a pewnych, w skutkach tragicznych, uniknąć.   Tutaj można było zrobić więcej, może nawet oszczędzić  cierpienia tych biednych ludzi.

No, bo jak zrozumieć sytuację Wołynia, mimo, że wywiad donosił, że na Wschodzie, na Wołyniu coś niedobrego się dzieje, już od momentu, jak Niemcy uderzyły na Sowietów, ludność tam mieszkająca odczuwała wrogość ze strony Ukraińców. Nie było to jeszcze tak eskalowane, ale wywiad już wtedy donosił, że jest niedobrze. UPA wtedy rosła w siłę, dozbrajana przez Niemców.

Wszystko było na etapie przygotowań i totalnego rozprawienia się nie tylko z ludnością Polską bo mieszkały tam też inne narodowości. W Polsce był delegat z Londynu i składał meldunki o sytuacji tam panującej, lecz nikt nie słuchał Kazimierza Banacha, że potrzebne są większe siły na tych terenach, a przynajmniej trzeba dozbroić lub uzbroić ludność cywilną, stworzyć samoobronę.

Trwało to tak nawet i w lutym i marcu 1943 roku, gdy już Ukraińcy zaczęli poczynać sobie na wielką skalę, dopiero 20 Lipca 1943 po  wielu pogromach posłano na te tereny 27 Dywizję Piechoty AK, ale to już było za późno.

No i autor słusznie wini za tę opieszałość i zupełną bierność do momentu działań 27 Dywizji, władze w Londynie, że nie wierzyły, a raczej nie chciały przyjąć do wiadomości, co się tam dzieje. Autor tu wskazuje i treścią tej książki jest to, że ci ludzie, tam na Wołyniu, nie liczyli się w rozgrywce tej wojny, oni byli świadomie zostawieni sami sobie. Główne siły skoncentrowano na Powstanie Warszawskie, chociaż miało to być za rok, już wtedy myślano o tym, planowano koncentrację sił w centralnej Polsce.    Zresztą w tym czasie była  niejasna sytuacja między Sikorskim i Andersem. Sikorski udaje się do Andersa na Bliski Wschód, żeby na miejscu dokonać Inspekcji Wojskowej Drugiego Korpusu Polskiego, którym dowodził Anders.   Wracając, ginie 4 Lipca na Gibraltarze, w tym czasie trwają największe pogromy ludności polskiej, gdzie apogeum jest 11 lipca 1943 roku.

Autor nie wini tu prostych żołnierzy, którzy zawsze byli gotowi do akcji, ale dowódców i nie tych w rejonie działań, ale decydentów z Londynu, którzy zlekceważyli Ukraińców.   Dopiero jak się te złe wieści niemal wylewały z Wołynia, po jedenastym lipca, przyszła decyzja 20 lipca o powołaniu 27 Dywizji  Wołyńskiej, która powstrzymała Ukraińców i brała odwet za pomordowanych.

Autor udowadnia, że grzech zaniechania i brak zdecydowanej, na czas reakcji na zbrodnie na ludności cywilnej, był spowodowany błędami w rozpoznaniu faktycznego zagrożenia rosnącej w siłę organizacji Ukraińskiej Powstańczej Armii, która zmusiła w większości przypadków do współdziałania z nimi ukraińskich obywateli. I tak Ukrainiec sąsiad mordował sąsiada Polaka, z którym do tego czasu żył w dobrosąsiedzkich stosunkach.

Resztę zostawiam Państwu do przemyśleń, bardzo polecam książkę.  Na pewno po przeczytaniu Państwo będą mieć swoje, własne zdanie, myślę, że podobne do mojego, że to wartościowa książka, choćby nawet dlatego, że oparta  na materiałach źródłowych, w ten sposób dowiadujemy się rzeczy których próżno szukać w podręcznikach szkolnych, czy u innych publicystów.



Swoją drogą dziwne to, że niektórym przeszkadza ta książka, lecz nie przeszkadza twórczość Olgi  Tokarczuk, która pisze to co chce, pisze jak chce i wielu jakoś nie protestuje, ba nawet Instytucja państwowa  wykłada fundusze państwowe na tłumaczenia tych “dzieł”.   Na jakim zakręcie my jesteśmy, co dla nas jest wartościowe jako społeczeństwa?

Czy to, że Instytut Pamięci Narodowej, który jest strażnikiem naszej prawdy historycznej, gdzie pracują fachowcy i znawcy historii, jak prof. Cenckiewicz, który jest autorytetem nauk historycznych, autorem wielu uznanych książek i publikacji, nie mają wpływu na to, by oceniać co jest wartościowe, a co nie.

Teraz decyduje o tym radio i telewizja, które są propagandą medialną i Narodowe Centrum Kultury, które wiadomo kogo dofinansowuje, Państwo wiedzą sami.

Książka uświadamia nam też, że kto inny wywołuje wojny, a kto inny bierze udział w tych wojnach i ich pochodnych. Decydenci uciekli na Zachód i tam za nic mieli  los  społeczeństwa, które nawet w najmniejszym stopniu nie zasłużyło sobie na takie sobacze potraktowanie, jak tam na Wołyniu, bo do tej pory Ci nieszczęśnicy nawet nie mają katolickich pogrzebów, imiennych mogił, a byli jednymi z nas z krwi i kości, byli Polakami.

Żadnych wniosków z poprzednich dziejów historii Polski.  Inni dowódcy z innych krajów są bardziej odpowiedzialni, wyciągają wnioski.

Francuski  Marszałek Petain dokładnie pamiętał  bezsensowne Verdun z 1916 roku, gdzie zginęło prawie 800 tys. żołnierzy, tak ok. 400 tys. z każdej strony, pamiętał Sommę z 1918 roku, 1 mln żołnierzy zabitych, (z tym, że tutaj Niemców zginęło więcej).  Został bohaterem, był  zwycięski, ale pewnie długo jeszcze pamiętał to okrucieństwo wojny i masakrę żołnierzy. Dlatego, gdy zaczęła się Druga Wojna Światowa, już nie w głowie była mu walka na wyniszczenie, bo Francuzi nie byli tacy słabi i mogli powalczyć,   Petain jednak nie chciał powtórki z Pierwszej Wojny Światowej, bo mimo, że zwycięski, to kilku milionów istnień ludzkich nie wskrzesi.   A obie armie miały jeszcze lepsze uzbrojenie, co się równa większej liczbie zabitych, dlatego poddał Francję, nie dlatego, że był tchórzem,  ale dlatego, że ocalił w ten sposób miliony ludzi. Sądzony po wojnie za tchórzostwo i kolaborację, powiedział do sądzących, cytuję za red. Michalkiewiczem, mniej więcej tak: – “ja poniosę karę, ale wy dzięki mnie żyjecie”.

Dobrze by było, żeby pewne instytucje społeczne, czy państwowe były świadome, że nie mają monopolu na prawdę, że są ludzie, są osoby, może nawet pasjonaci, którzy poświęcają swój czas, żeby dociekać prawdy i nie można efektów ich pracy zabronić publikować, a także zabraniać brania udziału w otwartych konkursach. Nie można traktować też autorów wybiórczo, że może ktoś tam z poprzedniej publikacji mi się nie podobał, to i teraz pewnie nie będzie.

Pamiętamy jak jeszcze niedawno próbowano wyrzucić ze szkół Konopnicką, Sienkiewicza, Żeromskiego, Mickiewicza i wielu innych patriotycznych pisarzy, na których wychowały się pokolenia, a zastąpić chciano Gombrowiczem, Witkacym, Tokarczuk, czy diabli wiedzą jeszcze kimś.  Jedno jest w tym dobre, że temu młodemu, ambitnemu człowiekowi, który dąży do prawdy, zrobiono darmową reklamę, liczba sprzedanych książek  już wzrosła.  Ale jak wiem, jemu nie zależy na tym, ile sprzeda, chociaż też to jest ważne, ale to jak został potraktowany. Wiem, że to boli i żadne pieniądze nie zastąpią zniewagi, a to tylko przez to, że brak dobrej woli i tak, tam, gdzie historia, wkrada się polityka.

Jednocześnie przestrzegałbym przed książką Tuska, którą już straszą czytelników, chociaż ma się ukazać dopiero w grudniu, jeśli twierdzi, że będzie szczerze, to znaczy, że będzie nieszczerze.    Ja poczekam na recenzję innych, nie mam zamiaru czytać człowieka, który sam siebie uwielbia, myśli tylko o sobie, sprawy Polski ma gdzieś i do gry wchodzi tylko wtedy, gdy ma 100%  pewności, tak więc spokojna głowa w obecnej sytuacji nie odważy się, żeby startować na prezydenta, chociaż parcie ma wielkie, bo to typowy karierowicz.

Panu Piotrowi życzę, tak jak zapewne większość czytelników, dalszych sukcesów w odkrywaniu i publikowaniu ciekawych wątków naszej historii. Nie ważne, czy ona jest radosna, czy smutna a może nawet wstydliwa, ważne by była prawdziwa.

Serdecznie pozdrawiam Redakcję” Gońca” i Czytelników !

Jerzy Rozenek